Dżungla Tuk'kok

1
Dżungla obejmuje praktycznie całą wyspę Kattok - najbardziej wysuniętą na wschód z całego Archipelagu. Gęsto rosnąca roślinność nie odstępuje podróżującego nawet na krok, samo Da'Kattok również zdaje się być częścią wszechobecnej dżungli, która niemalże dosłownie pochłania każdego nieobytego z terenem pechowca. Niezwykle rozbudowana fauna i flora zdają się działać w idealnej harmonii, współpracując tworząc specyficzny, trudny, choć jednocześnie wspaniały klimat, który odczuć można jedynie przebywając na Kattok, w Dżungli Tuk'kok.
Nie idzie dokładnie opisać znajdującej się tu roślinności, gdyż składa się na nią zbyt wiele przeróżnych gatunków. Mimo wszystko dominują wysokie palmy i drzewa oraz gęste krzewy, posiadające szerokie, ciemno-zielone liście, które stanowią idealny kamuflaż dla owadów i węży, ale również dla wielkich, drapieżnych kotów, potrafiących idealnie wtopić się w otoczenie, zasłonięte dużą warstwą zieleni poczekać aż ofiara się zbliży, po czym jednym susem powalić ją na ziemię i przegryźć krtań. Wiele rodzajów rosnących tu i ówdzie kwiatków, w przeróżnych kolorach - począwszy od niebieskiego, poprzez żółty, kończąc na jaskrawo czerwonym - bywają cennym składnikiem alchemicznym według starożytnych receptur trollich szamanów, lecz równie dobrze można z nich wytwarzać zarówno śmiertelne trucizny jak i drogie narkotyki wysokiej jakości. Niewielu jednak podejmuje się tak niebezpiecznego zadania jak zbieractwo, w odległości większej niż kilkanaście kilometrów od Da'Katook. Przyczyną jest zarówno niewielka ilość doświadczonych przewodników jak i zwiększająca się z każdym kilometrem ilość niebezpiecznych gatunków zwierząt. Jadowite, atakujące szybko i nagle, wręcz niemożliwe do wykrycia węże, przenoszące dziesiątki chorób agresywne chmary owadów, a przede wszystkim posiadające swe tereny łowne olbrzymie koty. Podobno w dżungli zaszyte są również nieodkryte jeszcze gatunki zwierząt i roślin, czekające na zostanie odkrytymi przez dzielnych i żądnych sławy odkrywców.
Jeżeli podróżujący nie zostanie pożarty, ukąszony, wchłonięty przez ruchome bagno, nie zatruje się wodą bądź roślinami, czeka go istna męczarnia. Gorący, tropikalny klimat oraz wilgoć stanowią istną katorgę dla każdego. Teren jest nierówny, trzeba uważać pod nogi by się nie potknąć, co po kilku kilometrach potrafi zmęczyć, najgorsza jest jednak wysoka temperatura. Wszystkie humanoidalne istoty, których stopa pojawi się na Kattok, zaczynają się momentalnie obficie pocić. Im dalej zapuszczają się w dżunglę tym jest gorzej. Pojawia się odwodnienie, osłabienie, zmęczenie, dyskomfort. Pot to również zapach, który przyciąga chmary komarów i innych robaków wchodzących do oczu, nosa i ust, a na większość z nich nie wystarczy jakiś kremik sprzedany przez tajemniczego, samozwańczego alchemika, rzekomo specjalizującego się w walce z owadami.
Inną sprawą są tajemnicze, w większości niezbadane ruiny. Nie ma ich na mapach, które swoją drogą nie dość, że są drogie, to jeszcze niedokładne, więc jedyną opcją są liczący sobie przewodnicy, ale również ich wiedza jest ograniczona. Starożytne budowle, pomniki, dziwne totemy i rzeźby prędzej budzą strach i przyprawiają o dreszcze niż pobudzają ciekawość i wzmagają chęć bliższego poznania, dotyku, zebrania informacji, co często kończy się śmiercią ciekawskiego śmiałka, który natrafił na pułapkę. Tak, ich również wiele znajduje się w dżungli, zwłaszcza w otoczeniu ruin. Nie wiadomo dokładnie przez kogo zostały założone, przez trolle i inne cywilizacje, opuszczające swój dobytek, chcące go zabezpieczyć? Kapryśnych łowców skarbów? Zwykłych, seryjnych morderców, kryjących się po dżungli, w której dość często można trafić na trupy?
Jedno jest pewne - ci, którzy postawili swe stopy w Dżungli Tuk'kok, mogą już nigdy z niej nie wrócić.

Re: Dżungla Tuk'kok

2
Niedaleko za Da'katok, w miejscu, z którego wciąż widać piramidy, mosty i inne przebijające się ponad poziomy drzew elementy opanowanego przez dżunglę miasta, rozbito niewielki obóz. Wybrano miejsc z dostateczną ilością wolnej powierzchni, nie zajętej przez drzewa i krzewy, a następnie rozstawiono wokół niego namioty. Zebrali się ludzie, sporo ludzi, przeróżnej rasy i pochodzenia. Wszyscy starali się nie mówić za głośno, pół szeptem, lecz przy takiej ilości zebranych i tak powstał specyficzny gwar, który walczył o dominację z odgłosami wydawanymi przez dżunglę.
Ludzie dobrali się w grupki, z reguły odpowiadające ich rasom. W jednej widać było orków, zarówno tych ciężkozbrojnych, w grubych pancerzach, posiadających ciężkie bronie jak i ich towarzyszy w lżejszych szatach sugerujących zajmowaniem się czymś innym. Elfy nie były niczym dziwnym, ich grupa wydawała się najlepiej wyposażona spośród wszystkich, jakby Leśne Elfy połączyły siły z Wysokimi. Gobliny i hobgobliny, dźwigające najwięcej tobołków ze wszystkich, również stały z boku, w swoim własnym gronie, odwróceni plecami do innych. Największym zaskoczeniem jednak była grupa krasnoludów, wyraźnie zdeterminowanych, uważnie obserwujących wszystkich pozostałych. Właściwie każda grupka próbowała wyciągnąć na wstępie tyle informacji o konkurencji, ile to tylko możliwe, z tym, że jedni robili to bardziej jawnie, a drudzy mniej. Istniała jeszcze jedna grupa, jedyna, której członkowie byli razem, choć jednocześnie wyglądali na całkiem obcych, o czym świadczyły odstępy pomiędzy niektórymi członkami. To byli ludzie. Trzech zbrojnych, w skórzanych zbrojach, z mieczami przy pasach, jeden mężczyzna ubrany w długie szaty, jeden ubrany w luźne ubrania, przypominający bardziej turystę, oraz jeden również w skórzanym, lecz nieco cieńszym pancerzu, z dwoma mieczami na plecach i dużą maczetą przy pasie.
Rywalizacja była wyczuwalna w powietrzu, atmosferę można było kroić nożem.
Rozstawione namioty ze szmat, skór i drewnianych elementów, w rzeczywistości nie należały do żadnej grupki. W jednym znajdował się alchemik, sprzedający swe mikstury. Kilka należało do przewodników, kolejny posiadał sprzedawca amuletów i talizmanów, a w jeszcze innym rezydował jakiś najmita, rzekomy czarnoksiężnik. Naturalnie musiał też się znaleźć sprzedawca map, które według niego były najdokładniejsze jak to tylko możliwe, posiadały również zaznaczone pułapki. Najbardziej jednak uwagę przykuwał największy namiot, położony tuż przy "wylocie" w głąb dżungli. Postawiony był przed nim stosunkowo długi, drewniany stół, na którym rozłożone było kilka papierów. Za stołem na krześle siedział pewien facet. Jego bogaty, charakterystyczny dla szlachty Archipelagu strój wskazywał na dość ważną pozycję, jednocześnie jego twarz, jego wzrok i aparycja wskazywały na to, iż nie jest pierwszym lepszym rozleniwionym bogaczem tylko kimś, kto zapracował na swoją pozycję; po bokach miał dwóch zbrojnych w ramach obrony.
O co tu chodziło? Król Archipelagu, po coraz częstszych doniesieniach o odnalezieniu nowych ruin w dżungli, ogłosił, iż obsypie złotem każdego, kto odkryje ich dokładne położenie, zbada je i doniesie raporty, a przede wszystkim przeżyje. Kwota nie była dokładnie podana, wszystko zapewne zależało od wagi znaleziska i tego, jak spiszą się odkrywcy. Plotki szybko ruszyły w świat, nie mniej wszystkim, nawet przeciętnie inteligentnym znana jest, chociażby z opowieści, bezwzględna dżungla Tuk'kok, dlatego tylko nieliczni zjawili się by podjąć tą niebezpieczną wyprawę. Król, nie chcąc narażać własnych ludzi, postanowił skorzystać z usług najemników i poszukiwaczy przygód jako, iż rzekome ruiny znajduje się głęboko w dżungli, a nikt nie zna dokładnego położenia. To trochę jak błądzenie po omacku, z tą różnicą, że w przypadku powodzenia można zgarnąć sumkę, która będzie wystarczyła szczęśliwcowi do końca życia. Wystarczyło się tylko zapisać, reszta działalności była dowolna.
Słońce dopiero niedawno wstało, momentalnie obsypując zieloną dżunglę jasnymi i ciepłymi promieniami w kolorze złota. Był to najlepszy czas na wyruszenie, choć i tak nie gwarantowało to spędzenia mniej niż kilku nocy w samym sercu dżungli, tego jednak nikt nie mógł być pewien. Wszyscy byli natomiast świadomi faktu, iż każda noc spędzona w dżungli drastycznie zwiększa ryzyko ich śmierci, a to za sprawą wielu dzikich bestii, gadów i owadów, które dopiero po zmroku budziły się do życia ruszając na żer.

Re: Dżungla Tuk'kok

3
Spokojnie, bez zbędnego pośpiechu, przyglądała się otaczającym ją grupkom, stojąc w cieniu drzew z wyprostowaną sylwetką i wspierając się luźnie o włócznię. Zielono-brązowymi oczami oceniała każdego, zastanawiając się, do kogo właściwie mogłaby się podpiąć w wyprawie. Samotna wędrówka była ostatecznością, którą wolała unikać, zwłaszcza gdy aż nazbyt wyczuwała atmosferę rywalizacji, która mogła zaprowadzić tylko do rzezi między nimi.
Którzy to amatorzy?, spytała samej siebie, uśmiechając się pod nosem, zasłonięta czerwonym szalem. Jedynie kąciki oczu nieco uniosły się, dając wskazówkę dobremu obserwatorowi. Gobliny i hobgobliny? Więcej niosą ze sobą niż będą później w stanie. Krasnoludy? Na cholerę tu oni! Prędzej odnajdą się w labiryncie korytarzy niż natury! Elfy? Heh, z pewnością będą groźni. Tak samo jak orkowie, gdy dobiorą się innym do dupy i wypatroszą. Tacy z nich poszukiwacze przygód, co z krasnoludów.
Mlasnęła z niezadowoleniem językiem.
No proszę, i trzech facetów! Muszą być dostatecznie pewni siebie, skoro nie zabiegają o sojuszników. Ciekawe. Czy jednak mają cokolwiek wspólnego z działalnością czysto eksploracyjną?
Rzuciła okiem jeszcze na stanowiska, stwierdzając, iż w zasadzie nic nie jest jej potrzebne. Ma w zapasie jeszcze trochę jedzenia, jednak stanowił on jedynie ostateczność. W końcu potrafiła odnaleźć się w dżungli, więc znalezienie czegokolwiek do spożycia i picia, nie powinno być problemem. Jednak co z pozostałymi? Bo to, że grupki będą chciały się wyeliminować po dłuższym czasie, nie wątpiła, zwłaszcza gdy zorientują się, że ktoś mógł wpaść na jakiś trop.
Ale co najważniejsze - kto z nich zainteresuje się samotną kobietą taką jak ja? I to arogancko pewną siebie, skoro nie szuka pomocy tylko obserwuje konkurentów. Która grupa?
Wsparła się bardziej na drzewcu, nieco leniwie.
Poczekam i zobaczę, nigdzie mi się nie spieszy. I tak puszczę ich wszystkich przede mną...
A co w zasadzie Tessa robiła w Tuk'kok? Jak zawsze szła tropem przygody, korzystając z okazji, iż może zbadać dotychczas nietknięte przez cywilizację miejsce, mając nadzieję na natknięcie się na coś ważnego, co zdecydowanie by się jej przysłużyło.

Re: Dżungla Tuk'kok

4
Z początku nikt nie zainteresował się jakoś bardziej obecnością nowej osoby. Tessa zauważyła z początku ukradkowe spojrzenia każdej grupy w jej stronę, nikt jednak nie gapił się wprost, a raczej starali się kryć z badawczym wzrokiem. Mimo to kobieta nawiązała chwilowy kontakt wzrokowy z co najmniej jednym członkiem każdej grupy, choć każdy z nich jak najszybciej przerwał kontakt udając, że to tylko zwykłe, przypadkowe spojrzenie. Tessa aż czuła, że jest pożerana wzrokiem. Jeżeli obserwowała zbiorowisko po jednej stronie, to z drugiego końca momentalnie wlepiało w nią oczy, i tak na przemian. Po krótkiej chwili mogła dostrzec małe zmiany. Elfy świdrowały ją kątem oka, tak samo jak orkowie. Gobliny i hobgobliny olały ją całkowicie, a krasnoludy podziwiały głównie jej broń. Jedynie ludzie, a dokładniej jeden człowiek, nie krył się w wpatrywaniem się wprost w twarz Tessy, jakby chcąc wyczuć z niej jakieś emocje, odebrać jakieś gesty, czy najzwyczajniej w świecie wywnioskować, czy jest sama i do jakiej rasy należy. To ten mężczyzna z dwoma mieczami i maczetą, ogolony na łyso, ciemnej karnacji i dobrej budowy. W końcu odwrócił się całkiem w stronę kobiety i luźnym krokiem ruszył w jej stronę, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Reszta, choć starała się to ukryć, spoglądała na niego wyczekując sytuacji.
- Witaj, nieznajoma. - Choć jego głos był niski, stanowczy i twardy, było w nim słychać grzeczność. - Nazywam się Denser. Przejdę od razu do rzeczy. Zauważyłem, że stronisz od reszty, zatem wygląda na to, iż nie należysz do żadnej grupy. Mylę się? Jeżeli nie, chciałbym zapytać, czy może przyłączysz się do nas? - Ruchem kciuka wskazał ludzi, którzy byli od siebie w niedużych odległościach, a jednak tworzyli paczkę. - W grupie zawsze raźniej, no i większe szanse powodzenia, a Król obiecuje tyle złota, że nie musimy traktować siebie nawzajem jak konkurencję - oznajmił i jego orzechowe oczy twardo wbiły się zielone-brązowe oczy kobiety, wyczekując odpowiedzi.
Kobieta odniosła nieodparte wrażenie, że reszta grup nadstawiła uszu, chcąc podsłuchać rozmowę, co z tej odległości nie było za bardzo możliwe.
Sprzedawcy i inni z namiotów, oferujący swe usługi, widzę nową twarz i mając świadomość rozpoczęcia wyprawy za niedługi czas, ponownie zaczęli podnosić głosy reklamując siebie. Jedni oferowali mikstury, ktoś inny mapy, żywność, bronie, informacje... praktycznie wszystko. Widać byli nieco zdesperowani, którzy towar im nie schodził, a przybyli wydawali się pewni siebie i swojego ekwipunku. Najciekawszym jest również to, iż żądna grupa nie wyjęła przewodnika, a siedziało ich kilku w namiotach.

Re: Dżungla Tuk'kok

5
No proszę, wszystkich ciekawi dlaczego tu jestem sama i bez potrzeby towarzystwa, podsumowała kwaśno w myślach, nawiązując z co poniektórymi kontakt wzrokowy. Guzik ją obchodziło, za kogo ją biorą i jakie mogą mieć o niej zdanie oparte jedyne na powierzchowności. Ważne było, by dobrała sobie takich kompanów, którzy będą wiedzieć, co robią, nie dadzą się od razu zabić i będą niepozorni, zepchnięci poza głównych obstawianych "zwycięzców" tej rywalizacji.
Twarz nawet nie poruszyła się, gdy jeden z grupki ludzi podszedł do niej. Widziała od dłuższego czasu, iż przygląda jej się intensywniej niż reszta; bez skrępowania. Nie była ani trochę zdziwiona, gdy zaraz potem przedstawił się i zaproponował dołączenie do jego wesołej kompanii.
I tak właśnie do nich bym się skierowała. Odpowiadają moim kryteriom.
Obrzuciła wzrokiem rozbitą grupkę za plecami Densera i wykrzywiła wargi w karykaturalnym uśmiechu.
- Wyglądacie razem jak zbieranina osób, które nie wiedziały, co ze sobą począć i postanowiły złączyć siły, gdy tylko dostrzegliście, jak wielu tutaj przybyło - skomentowała szorstko kobieta, by zaraz przenieść wzrok na rozmówcę. Chętnie dopowiedziałyby coś, co nie zabrzmiałoby aż tak źle o ludziach, lecz wolała być ostrożniejsza, gdyż ktoś zawsze mógł coś wyłapać i zapamiętać, wykorzystując w najmniej spodziewanym momencie.
- Tessa - przedstawiła się w końcu po dość znacznej pauzie. Podała dłoń mężczyźnie w jasnym do zrozumienia geście zawarcia swego rodzaju sojuszu. Było w tym coś wyzywającego, co potwierdzało spojrzenie kobiety - równość.

Re: Dżungla Tuk'kok

6
Mężczyzna udał zdziwienie słowami kobiety, a następnie uśmiechnął się.
- Bo w gruncie rzeczy tak jest. - Zaśmiał się, zupełnie nie przejmując się panującą wokół grobową atmosferą. - Trochę zaskoczyła nas ilość grup, tamci kolesie nie wyglądają, jakby był to dla nich spacerek, traktują to bardzo poważnie, my zresztą też. Pieniądze są duże, a dżungla niebezpieczna, więc lepiej dobrać się w grupy. Nie musimy się wszyscy lubić, jednak każdy z nas ma świadomość, że bez współpracy będzie z nami cienko. Każdy z nas ma jakieś zalety i umiejętności, nawet jeśli innym się wydaje, że jesteśmy najsłabiej przygotowani, zgrani i mamy najmniejsze szanse - powiedział, po czym uścisnął dłoń Tessy; jego uścisk był silny i pewny, a kobieta odniosła wrażenie, że mocno się stara, aby nie złamać jej nadgarstka. - Jest jeszcze jedna sprawa, czysta formalność - zaczął puszczając dłoń Pół Elfki. Odwrócił się i kiwnięciem głowy wskazał stół i siedzącego za nim mężczyznę. - Skoro Król płaci taką kasę, wymagane będą specjalne dokumenty i pokwitowania, jest to też dobre wyjście dla nas. Pytają o dość sporo rzeczy, również prywatnych, ale to tylko dokumenty. Idź i się zarejestruj, ja wrócę do reszty oznajmić im, że mają nową koleżankę, nie chcę również podsłuchiwać, każdy z nas ma swoje tajemnice. Tylko się pospiesz, zaraz ostatnie bestie i stwory grasujące w dżungli nocą znikną, nikt już nie powinien się zjawić, bowiem każda godzina spędzona w Tuk'kok decydować może o życiu i śmierci. Tylko się nie rozmyśl! - powiedział, po czym ruszył w stronę swojej grupy, która wgapiała w niego oczy, jedni ze zdziwienia, inni z narastają irytacją sugerującą, że Denser najwidoczniej nie skonsultował swojej decyzji przyłączenia Tessy do grupy z kimkolwiek, co tylko potwierdza chaos i samowolkę panującą w ich drużynie.
Pozostałe grupy zdawały się przestać spoglądać w stronę nowo przybyłej, trącąc nią nawet te powierzchowne zainteresowanie kiedy tylko jasnym było, iż dołączyła do grupy ludzi i tym samym stała się kolejnym konkurentem. Tylko jedna osoba w tej chwili wgapiała swe przymrużone oczy w Tessę, mając skrzyżowane dłonie na ramionach, siedząc na krześle z wyczekującym, wręcz niecierpliwym wyrazem twarzy. Protokolant, najwidoczniej zauważywszy, że to o nim była mowa, choć i wcześniej przyglądał się kobiecie, wyglądał jakby był gotowy sprzedać matkę za możliwość opuszczenia tej dżungli i wypełnieniu roboty, a Pół Elfka póki co bardzo mu to wstrzymywała.
Denser w tym czasie dość szybko znalazł się przy swoich, i co chwilę otwierając szeroko ramiona gęsto się tłumaczył przed piątką towarzyszy, którzy zbliżyli się ciasno i ścisnęli w kupkę, a każdy głośnym szeptem dodawał swoje trzy grosze.

Re: Dżungla Tuk'kok

7
- Dlatego was wybrałam - skwitowała, uściskawszy dłoń mężczyzny. I choć on wyraźnie się hamował, oceniając ją najwyraźniej na jakieś chuchro, ona nie szczędziła się, pokazując, iż na darmo włóczni nie targa ze sobą ani że... nie powinno się jej traktować jak kobiety.
- Wasza niepozorność jest największym atutem.
Tessa po przedstawieniu jej sytuacji w związku z papierkową robotą, kiwnęła jedynie głową, przez cały czas wlepiając wzrok w dżunglę za plecami Densera.
- Nie rozmyślę - mruknęła na sam koniec, gdy nowy kompan ruszył z powrotem do swojej grupy, pozostawiając ją samą ze sprawą niecierpliwego protokolanta. Rzuciła okiem na wysłannika króla, zerkając przy okazji na inne grupy, odkrywając, że szybko stracili nią zainteresowanie, co z jednej strony ją ucieszyło, z drugiej... zirytowało. Dlaczego? Bo pół-elfka miała manię wielkości i chcąc być kimś wielkim, pragnęła także, by była centrum uwagi w każdym miejscu i czasie.
Na to było jeszcze za wcześnie. Ale za parę miesięcy? Lat? Kto wie, czy większość istot nie będzie truchlała na samo jej imię? Jest nad czym pracować i są ku temu okazje. Chociażby dżungla Tuk'kok.
Tessa spokojnie podeszła do protokolanta. Jeśli było gdzie usiąść, skorzystała z okazji, jeśli nie, oparła się luźno o włócznię i wlepiając nieprzyjemne spojrzenie w człowieku, czekała na pierwsze pytania. W myślach upomniała się, by nie zapomnieć kupić manierkę na wodę, o której właśnie sobie przypomniała, kwaśno podsumowując swój optymizm do ograniczenia wydatków do poziomu zerowego, zapominając o stracie tak ważnego przedmiotu sprzed ubiegłego tygodnia. Do tej pory radziła sobie bez tego, jednak w dżungli pomimo jej wiedzy na temat botaniki, może być ciężko bez własnego zapasu wody.
Westchnęła cicho i ze zniecierpliwieniem. Wcale nie podobało jej się to, że jakiś sługus króla spisze jej dane na pieprzony papierek. Ale jak mus, to mus.

Re: Dżungla Tuk'kok

8
Miejsca do siedzenia nie było. Należało się "zarejestrować", załatwić formalność i jak najszybciej przystąpić do zadania, to nie było spotkanie towarzyskie. Jeżeli Tessa spodziewała się herbatki, śniadania i lokaja za plecami, musiała się niestety mocno zawieść. Protokolant odwzajemnił niemiłe spojrzenie, z bliska jeszcze bardziej było widać jego niezadowolenie, a może to był brak satysfakcji z wykonywanej pracy poniżej jego standardów i ambicji? Nieco opalona twarz błyszczała od potu, którego siedzący nagminnie ścierał karmazynową chusteczką z wyszywanymi złotymi wzorkami. Mimo wszystko z jego spojrzenia emanowała jakaś siła i charyzma, a jego ruchy, gdy tylko chwycił kartkę papieru i pióro, wydawały się niezwykle sprawne i zorganizowane.
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, dotychczasowe zajęcia, zawód, stan cywilny, miejsce zamieszkania, dzieci, cel podróży, i tak dalej - zaczął mówić, a jego głos brzmiał tak, jakby słowa wychodziła mu z gardła z trudem, spowalniane przez lenistwo; na Tessę patrzył przez chwilę, potem, ciągle mówiąc, jego wzrok zaczął krążyć po latającym mu przed nosem owadzie, który ostatecznie spoczął na szyi i został zmiażdżony dłonią z prędkością światłą, a następnie strzepnięty.
Mężczyzna mruknął coś pod nosem, rozmasował lekko zaczerwienioną szyję, zanurzył pióro w kałamarzu i pochylił się nad kartką, przygotowując się do pisania, czekając na odpowiedzi kobiety. Jego strażnicy twardo wpatrywali się w Tessę, nie ruszywszy nawet pojedynczym mięśniem spoconej twarzy, przy których również krążyły owady.

Re: Dżungla Tuk'kok

9
Tessa oparta o włócznię, omal nie parsknęła śmiechem, gdy dwóch strażników próbowało ją przestraszyć samym wyrazem twarzy.
Oj, chłopcy, chłopcy. Gdyby nie wszechobecna powaga, zapewne pokręciłaby głową z rozbawieniem. Przynajmniej nie przydzielono do tej roboty fajtłap.
- Tessa, nazwiska nie posiadam - zaczęła mówić w stronę sługusa króla, co jakiś czas zerkając na niego, by zaraz potem dalej czujnie obserwować strażników. Nigdy nie przepadała za takimi jak oni, więc zawsze odznaczała się wobec nich dużą dozą nieufności. - Miejsce urodzenia: Erola. Nie posiadam konkretnego zawodu i nie zamierzam. Podróżuję po całym świecie, a wyprawa wgłąb Tuk'kok jest zwykłym kaprysem. Do reszty możesz zapisać: "nie ma" bądź "nieznane". To wszystko?
Kobieta mogłaby kłamać, podając fałszywe dane, jednakże tym razem wolała sobie to darować, zwłaszcza, że i tak nie podała zbyt wiele informacji o sobie.
Jeśli protokolant pozwoli jej odejść, skieruje się do jednego ze stanowisk, gdzie mogłaby znaleźć manierkę na wodę.

Re: Dżungla Tuk'kok

10
Mężczyzna jak najszybciej przeszedł do spisywania danych, posługując się piórem równie sprawnie co nie jeden mistrz miecza ostrzem. Pisał szybko i równo, jakby urodził się do tej roboty, co tylko jeszcze bardziej potwierdzało jego wykształcenie i profesję. Dawało również wyraźny znak, że Król traktuje sprawę poważnie, a nagroda będzie jak najbardziej prawdziwa i prawomocna. Jednak to nie pismo protokolanta zaczęło przykuwać uwagę, a jego twarz. Nie chodzi tu również o to, jak szybko mężczyzna się pocił i nagminnie wycierał twarz chustą, aby jego pot nie poleciał na kartki, tylko na uśmiech, które poszerzał się z każdym napisanym słowem. W pewnym momencie piszący parsknął.
- "Nie ma"? "Nieznane"? "Kaprys"? Jesteście wszyscy siebie warci, nie wiem czemu Król decyduje płacić komuś takiemu jak wy, lecz mięso armatnie najwidoczniej też jest przydatne - rzekł, nie racząc nawet spojrzeć na Tessę, bynajmniej nie ze strachu; w jego głosie słychać było pogardę zmieszaną z rozbawieniem.
Odwrócił się i dał strażnikowi znać, a ten obrócił się na pięcie i ruszył do namiotu. Protokolant odwrócił kartkę i spojrzał na dziewczynę, wystawiając przed siebie pióro, a palcem drugiej dłoni wskazując miejsca u dołowi kartki.
- Podpisz tutaj i tutaj, byle szybko i wyraźnie, a jak nie umiesz pisać do zrób krzyżyk bądź inny bazgroł, pamiętaj jednak, że te dokumenty przeglądać będzie sam król. Nie ubrudź ich - oznajmił, a kobieta odniosła wrażenie, że została uznana za niewiele bardziej inteligentną od zwykłych zwierząt, na tyle, aby umieć jedynie trzymać pióro i nic poza tym.
Po chwili z namiotu wyszedł strażnik, w jednej ręce trzymając szkatułkę, w drugiej czerwoną, palącą się świecę, z której wosk spływał mu po dłoni. Stanął przed protokolantem i otworzył szkatułkę, po czym podał świecę. Siedzący wyjął ze szkatułki niewielką, złotą pieczęć, a drugą ręką chwycił świecę, po czym przeszedł do lania wosku na papierze. Wpierw w jednym miejscu, przydusił pieczęć, następnie w drugim i zrobił to samo. Na czerwonym kleksie widniał znak Archipelagu - statek z żaglami. Mężczyzna podpisał się obok, a następnie przyciskając do kartki kawałek ociosanego drewna, sprawnie przedarł go na pół. Jedną część zostawił sobie, drugą wręczył Tessie.
- To wszystko, możesz spadać, powodzenia - rzekł z pogardą, uśmiechając się tak, jakby już wyobrażał sobie kobietę rozszarpaną przez dzikie bestie.
Tessa w końcu otrzymała swój papierek i ruszyła w stronę namiotu, w którym jakiś stary elf sprzedawał manierki i bukłaki z wodą. Kątem oka mogła dostrzec, jak jej drużyna dalej rozmawia o czymś, już nieco spokojniej. Kiedy była w połowie drogi, poczuła dotyk na ramieniu. Za nią stał elf, który podkradł się cicho i nie postrzeżenie, zapewne nawet się nie wysilając.
- Witaj, nieznajoma. - Zdjął dłoń z jej ramienia i ukłonił się lekko. - Chcę tylko porozmawiać. Zauważyłem, że rozmawiałaś z grupą ludzi, najprawdopodobniej cię zwerbowali. Nie wiem do jakiej rasy należysz, wielu mieszańców wśród nas, lecz nie ma to znaczenia. Wspólnie z towarzyszami doszliśmy do wniosku, że emanuje od ciebie siła i zdecydowanie, którego nie brakuje i nam, lecz ze wszystkich tu obecnych z tobą najbardziej moglibyśmy połączyć siły. Oferuję ci zatem dołączenie do nas i wspólne sprostanie zadaniu. Jesteśmy dobrze przygotowani, śmiem twierdzić, że najlepiej ze wszystkich, mamy najlepszego przewodnika i jesteśmy honorowi. Nie polecałbym ci iść z tamtymi. Pewnie się do tego nie przyznali, ale to kryminaliści, zwykli mordercy, oszuści, złodzieje i gwałciciele. Ten, który z tobą rozmawiał, poszukiwany jest za seryjne morderstwo, wydaje się tylko być miłym facetem. Tamci trzej również mają swoje na sumieniu, porwania, gwałty, morderstwa na zlecenie. Uwierz mi, jesteśmy dobrze poinformowani, przybyliśmy tu na Archipelag wcześniej i dobrze się przygotowaliśmy. Ci ludzie poza pieniędzmi liczą na coś więcej, na ułaskawienie. Zastanawia cię, dlaczego protokolant jest w takim humorze? Być może to też wyczułaś, to silny, stanowczy i dobry człowiek, oddany Królowi, dlatego nie podoba mu się, że złoto z podatków wypłacone może zostać zwykłym mordercom i oszustom. Co do naukowca i maga nie jestem pewien, ale studenci z Oros są rzadko widywani w tych stronach w pojedynkę, więc wolę nawet nie wiedzieć, dlaczego znalazł się aż tutaj. - Zrobił przerwę, by dać Tessie chwilkę na przemyślenie wszystkiego; mówił cicho, tak, aby tylko ona go słyszała, a w jego głosie nie szło wyczuć kłamstwa. - Przyjmiesz naszą ofertę i połączymy siły, zwiększają tym samym jeszcze bardziej nasze szanse na zwycięstwo? - zapytał patrząc jej prosto w oczy.
Był nieco niższy od Tessy, lecz wyglądał na doświadczonego łowcę. Jego zielony, skórzany pancerz będzie idealnie maskował się w dziczy, na twarzy elfa widniały zielone paski, również dla lepszego maskowania. Na plecach miał przewieszony łuk i kołczan ze strzałami, a przy pasie krótki miecz i sztylet. To jeszcze bardziej dawało wiarę w jego słowa o największych szansach na wykonanie misji i przetrwanie, grupa elfów wyglądała na taką, której celem jest jedynie błyskawicznie wykonanie zadania i mają ku temu środki oraz umiejętności. Grupa ludzi dalej była zajęta sobą.

Re: Dżungla Tuk'kok

11
Nie skomentowała ani jednym słowem zachowania protokolanta, który najwidoczniej z miejsca zaklasyfikował ją do mend społecznych. Gdy podał jej kartkę do podpisania niemal z wyższością cechującą się u ludzi wykształconych, spokojnie wzięła do rąk dokument i przeczytała dokładnie, co też sługus króla tam ponawypisywał. Nie znajdując niczego podejrzanego, zamaszyście podpisała się i także nie racząc na niego spojrzeć. W końcu to nie ona bała się dżungli, tylko urzędnik. Mógł pierdolić o byciu mięsem armatnim, lecz nie do niego należał osąd, kto nim jest, a kto nie.
Trzymając wciąż złożoną swoją część "umowy" w dłoni, skierowała się ku namiotom z zaopatrzeniem, wypatrując manierki i to najlepiej w cenie z wodą. Gdy dostrzegła odpowiednie stanowisko, ktoś ją zaczepił mało taktownie, dotykając jej ramienia. Omal nie odwróciła się raptownie, uderzając na odlew. Cholernie nie lubiła takiego skradania się, jej nawyki w takich sytuacjach mogły byś nieobliczalne i groźne.
Rzuciła mało przychylne spojrzenie nieznajomemu, który zaraz potem zgodnie z normami etykiety, przywitał się bardziej oficjalnie, choć nie wyjawił swojego imienia. Wysłuchała go od początku do końca, coraz szerzej się uśmiechając, czego nie było widać pod czerwonym materiałem.
- Wyglądali na takich - stwierdziła z nutą rozbawienia w głosie. - I dlatego mnie zainteresowali. Gdyby nie tych dwóch, naukowca i maga, darowałabym sobie dołączenie do nich, elfie.
Dała znak dłonią mężczyźnie, by szedł razem z nią.
- Na pierwszy rzut oka widać, że jesteście najlepiej przygotowani, a przez to zbyt - wbiła zielono-brązowe oczy w spiczastouchym - oczywiści. Będziecie pierwszym celem innych grup. Moja nie podskoczy innym, gdyż jest nas zbyt mało na zbrojne, otwarte starcia, tego możesz być pewny.
A może jednak bukłak?, zapytała samej siebie, biorąc do ręki jedno z nich i przyglądając się jej, czy aby nie jest uszkodzona.
- Zgaduję, że doskonale zdajecie sobie z tego sprawę, dlatego chcecie mnie przeciągnąć na swoją stronę. Pomimo waszego wyszkolenia raczej nie posiadacie doświadczenia w poruszaniu się po dżunglach. - Zerknęła kątem oka, oceniając, na ile miała rację. - Nie przejdę teraz do was. Pomimo przeszłości moich nowych kompanów, jest z nimi bezpieczniej niż z wami. Jeżeli przeżyjecie wzajemne wykarczowanie się i warunki Tuk'kok, to być może pomogę wam w dalszych poszukiwaniach, o ile dane nam będzie jeszcze raz się spotkać.
Teraz zwróciła się do sprzedawcy, wyraźnie dając do zrozumienia elfowi, iż decyzja należy do niego, czy przystaje na taki układ.
- Ile za to bierzesz? A za zwykłą manierkę z wodą?

Re: Dżungla Tuk'kok

12
Na stosunkowo niedużym dokumencie w istocie nie było nic podejrzanego. Staranne pismo protokolanta było odzwierciedleniem jego umiejętności posługiwania się piórem i atramentem, budziło wręcz podziw biorąc pod uwagę, jak szybko wszystko zostało wypełnione. Na papierze nie znajdywał się żaden, nawet najmniejszy kleks, a pismo było równe i starannie ułożone, jakby ćwiczone przez lata. Treść również nie budziła kontrowersji. Data, podpisy, wstęp, dane kobiety, pieczęć, a przede wszystkim zdania potwierdzające dokładny cel misji oraz nagrodę i inne niezbędne informacje: "Celem najemnej ekspedycji zwiadowczej jest odnalezienie zaginionego i nieodkrytego również miasta trolli, głęboko w Dżungli Tuk'kok. W przypadku powodzenia wyprawy należy jak najszybciej powiadomić o tym oddział urzędników i gwardzistów stacjonujących w Da'Kattok, złożyć niezbędne raporty. Kiedy kolejna ekspedycja mająca na celu potwierdzenie raportu wróci uznając złożone informacje za prawdziwe, niżej podpisana powinna niezwłocznie udać się do Stolicy na Taj'Cah by odebrać nagrodę pieniężną osobiście ustaloną przez samego Króla, wprost proporcjonalną do zdobytych i potwierdzonych informacji, po wcześniejszym otrzymaniu niezbędnych dokumentów przez stacjonujących w Da'Kattok urzędników państwowych i żołnierzy." Język urzędowy skomplikowany, lecz to właśnie te trudne słówka i złożone, wręcz nudne zdania, stanowiły między innymi o prawdziwości i oryginalności dokumentu, od którego zależeć może tak wiele, a jednocześnie nic. Wzrok Tessy mógł napotkać również fantazyjny, aczkolwiek czytelny podpis, składający się z imienia i nazwiska samego Królewskiego Protokolanta, Tolcon'a Samlee.
Elf, idąc wraz z Tessą, zachichotał na jej słowa. Mimo, iż zdawał się poważny, może nawet nieco skryty w sobie, na jego twarzy zaczęło malować się rozbawienie, zupełnie jakby kobieta opowiedziała co najmniej dobry dowcip. Być może z punktu widzenia elfa właśnie tak było?
- "Celem"? - zapytał, jakby chcąc się upewnić, czy rozmówczyni na pewno chciała użyć właśnie tego określenia. - Źle na to wszystko patrzysz, nieznajoma. naprawdę uważasz, że grupy będą atakować się nawzajem? Nawet my nie bylibyśmy tak głupi, aby to robić. Dżungla jest bardziej niebezpieczna niż my wszyscy razem wzięci, to będzie cud, jeżeli choć jedna osoba z którejkolwiek grupy znajdzie ruiny żywa i równie żywa wróci by zdać raporty. Możesz zapytać o to swych towarzyszy, powiedzą ci dokładnie to samo. Myślisz, że dlaczego tyle tu namiotów? Ci ludzie nie chcą zarobić na nas, oni tylko czekają, aż wyruszymy, a dwie godziny później ruszą pierwsze grupy szukające naszych trucheł, chcąc pozyskać nasz ekwipunek - odpowiedział całkiem szczerze, wyjaśniając jak naprawdę stoi sprawa, przynajmniej w jego mniemaniu; kłamstwa nie można było mu zarzucić, mówił całkiem sensownie. - Tu nie chodzi tutaj o to, co się będzie działo między poszczególnymi grupami a o to, co się będzie działo wewnątrz każdej. Jak myślisz, dlaczego każda ekipa składa się z członków tej samej rasy? Każdy z nas jest wśród towarzyszy, którym może zaufać, którym umiejętnością może zaufać, z wyjątkiem jednej, prawda? Ludzie nigdy nie potrafili trzymać się razem, zwłaszcza tacy jak tu, czyż nie? - mężczyzna zrobił chwilę przerwy, by zbadać reakcję Tessy, choć ta postanowiła zastosować tę samą taktykę. Niestety, po elfie nie było nic widać, jedynie chłodna pewność siebie i przekonanie co do własnych słów widniały na jego twarzy i w jego głośnie, a lekkie rozbawienie zniknęło tak szybko jak się pojawiło. Jednak kolejne słowa kobiety wymusił niewielki uśmieszek na wąskich, pomalowanych zieloną farbą ustach rozmówcy. - Wierz lub nie, gęste lasy w samym sercu Fenistei tak naprawdę niewiele różnią się od dżungli, lecz jak już ci mówiłem, przybyliśmy tu wcześniej i dobrze się przygotowaliśmy, w każdy - wyraźnie zaakcentował to słowo - możliwy sposób. Trochę szkoda, że odrzucasz naszą ofertę drastycznie umniejszając swoje szanse przeżycia, o wykonaniu zadania nie wspominając. Później nie będzie czasu na sojusze, jednak jeżeli wybrałaś już teraz, mimo wszystko życzymy ci przetrwania w surowej dżungli. - Na zakończenie skłonił się lekko i odszedł w stronę swoich ludzi.
- Bukłak dwadzieścia pięć koron wschodnich, manierka dwadzieścia - oznajmił stary elf, i mimo sędziwego wieku, w jego oczach wciąż tkwił błysk wprawnego kupca. - Wszystkie pełne orzeźwiającej i czystej wody.

Re: Dżungla Tuk'kok

13
Zanim elf odszedł z własnym przeświadczeniem o byciu najmądrzejszym i najlepiej przygotowanym ze wszystkich, mógł dostrzec w spojrzeniu Tessy zrozumienie, co do jego argumentów, z którymi nie do końca się zgadzała, ale także... niebezpieczny błysk, od którego cierpnie skóra.
- Nie za wiele sobie liczysz? - spytała z rozbawieniem kupca, by zaraz machnąć na to ręką. - A niech ci będzie, wcale nie mam ochoty się z tobą handlować, choć gdyby moi rodzice usłyszeli o tym, obdarliby mnie ze skóry, że dałam się tak odrzeć z pieniędzy.
Tessa otworzyła jeden z bukłaków i polała bardzo mało wody na dwa palce, by zaraz spróbować jej, sprawdzając, czy aby na pewno jest tym, co chciała, a nie trucizną, która potwierdzałaby słowa elfa z grupy ekspedycyjnej. To by wyjaśniało, dlaczego daje innym zaledwie dwie godziny, podczas gdy pierwsze hieny cmentarne zdecydowanie miałyby pewniejszy łup po pierwszej nocy w dżungli.
Pewnie nie kobieta nie byłaby w stanie wyczuć czegoś subtelnego, jednak z czymś mocniejszym mogłoby być już inaczej.
- Pewnie ty też tak chowałeś swoje dzieci, że musiały znać podstawy finansów, nie wspominając już o targowaniu - dodała na koniec, zarzucając przynętę na mężczyznę, mając nadzieję, że jakaś wspólna nić porozumienia spowoduje, że wygada się o paru rzeczach.

Re: Dżungla Tuk'kok

14
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko.
- Oj nie mów tak złotko, twoi rodzice na pewno nic ci nie zrobią, nie nazywaj tego też zdzierstwem, to uczciwa cena za dobry towar - odpowiedział i już wystawił rękę by odebrać momenty, lecz zatrzymał ją w połowie widząc jak kobieta sprawdza zawartość bukłaku zapewne spodziewając się trucizny; jego wzrok, spostrzegawczy i przeszywający, spoczął na jej dłoniach uważnie obserwując wszystkie czynności, choć uśmiech sprzedawcy pozostawał bez zmian.
Określenie "złotko" było dość komiczne, równie zabawne jak próba udania dziewczynki, która dostanie ochrzan od rodziców, jeżeli zapłaci za dużo. Wystarczyło tylko spojrzeć na Tessę. Wysoka, postawna, z groźnym spojrzeniem, bliznami i tatuażami, a przy tym posiadająca włócznię, którą z pewnością umie się posługiwać. Tak przynajmniej wygląda w oczach przeciętnego obserwatora, nie szło stwierdzić, czy elfi sprzedawca dał się nabrać.
Woda z bukłaku była czysta i orzeźwiająca, zupełnie jak zapewniał sprzedawca. Jednak przy otwieraniu i "testowaniu" wyciekło trochę więcej wody niż kobieta wylać zamierzała, dobry łyk, który wszak w skrajnej sytuacji mógł uratować komuś życie. Elf zmrużył lekko oczy, lecz nie zareagował podwyższeniem ceny. Jeszcze.
- Moje dzieci nie żyją - oznajmił mężczyzna, jego uśmiech zniknął w zastraszającym tempie, a on sam lekko pobladł. - Starsza córka została rozszarpana w dżungli, młodsza umierała tygodniami z powodu choroby, a syn został zamordowany - odpowiedział, patrząc rozmówczyni głęboko w oczy. - Czy to ma coś wspólnego z zakupem? Bierzesz czy nie? Zaraz wyruszycie, mogą zjawić się inni klienci. - Delikatnie dał znać kobiecie, aby pospieszyła się z wyborem i już sobie poszła.
Tak to jest jak się porusza drażliwe tematy.

Re: Dżungla Tuk'kok

15
Kłamstwo, jak i targowanie się od zawsze szło Tessie jak po grudzie. Pomimo tego, że rzadko kiedy udawało jej się kogokolwiek przechytrzyć tą drogą, to pomimo tego czasami próbowała tego po raz kolejny, przypominając sobie jej cwaniacką rodzinkę, która prędzej okradłaby klienta w białych rękawiczkach niż wyściubiła nos gdziekolwiek bez należytej ochrony. Nawet u takiej czarnej owcy jak ona te geny się ujawniały, choć jak dotąd nie dawały większych efektów prócz oczywistej irytacji.
Zatknęła z powrotem bukłak i sięgnęła dłonią do kieszeni, do której już wcześniej włożyła sakiewkę z pieniędzmi. Bez dłuższego zwlekania, wyliczyła należność i podała elfowi ze słowami ponurymi, nieco przesyconego filozofią: - Niektórych nieszczęście dotyka na każdym kroku, a niektórym fortuna kołem się toczy.
Jeżeli sprzedawca nie miał nic więcej do powiedzenia, to odeszła od stoiska, wcześniej chowając dokładnie sakiewkę, by nikt jej nie widział pod paskiem spodni oraz bukłak ze złożonym dokumentem w pół do tobołka, którego linkę przerzuciła na skos tułowia, by nie przeszkadzała w wędrówce. Rzuciła jeszcze spojrzenie tu i tam, lustrując towarzystwo i podeszła do gromadki ludzi.
- Załatwiłam wszystko, co trzeba. Jakieś pytania? - Uśmiechnęła się krzywo pod nosem. - Obiekcji nie przyjmuję.

Wróć do „Kattok”