[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

1
Na południowym stronie tego pasma górskiego, znajduje się wioska, która swoje najlepsze lata ma dawno ze sobą. Mieścinę otacza zrujnowany w wielu miejscach drewniany mur, który teraz w wielu miejscach jest poniszczony. Ciągnie się od jednej kamiennej ściany, wyznaczającej stok góry w formie półkola do kolejnej. Brama, która ogniś mogła powstrzymać kilka uderzeń trolli, teraz jej bramy leża na kamiennym podłożu. Wieżyczki, skąd strażnicy wypatrywali niebezpieczeństwa, od dawna są zawalone. Przyglądając się im bliżej, dostrzec można dawne ślady zniszczonej w wyniku jakiegoś najazdu.

Domostwa w środku nie wyglądały lepiej. Drzwi i okiennice w okolicy mury były rozwalone, dachy zawalone. Płoty przy domach mocno uszkodzone. Śnieg dostał się do każdego z tych domostw. Część domów to spalone zgliszcza, które zostały przykryte przez śnieg. Na środku wioski widział kamienny totem. Przedstawiał na samej górze głowę tygrysa, a na dole symbole czterech żywiołów. Tylko ten totem nie nosił śladów zniszczeń. Naruszony został jednak przez ząb czasu. W niedalekiej odległości od tego miejsca znajdował się największy budynek, o częściowo zawalonym suficie, również z wywalonymi drzwiami i okiennicami. Po jego przeciwnej stronie znajdowałaby się spalone zgliszcza jakiegoś równie dużego domostwa. Ostały się niektóre części ściany po południowej stronie, większe bele wystające ponad podłogę i kamienne palenisko pośrodku.

Droga dalej prowadziła do jaskini, a im było niej bliżej, tym coraz mniej domów tam się znajdowało. Nad wejściem widnieje wykuta w skale głowa tygrysa. Po prawej stronie resztki czegoś, co kiedyś mogło być kamiennym stołem. Po lewej od wejścia jest usypana jakaś górka, w całości pokryta śniegiem.

Przy resztkach mury po prawej stronie od góry ustawione zostały kurhany.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

2
POST BARDA

Z Dzikich terenów

Nie wiadomo, jak dużo czasu Thusnel wędrowała do tego miejsca, bo niebo już od pewnego czasu skryło się pod gęstymi chmurami. Szarość nieba w tym rejonie zwiastowała zmianę. Silny wiatr zaczął wiać od południowo-wschodniej strony, a opady śniegu, nie dość, że się pojawiły, to zaczęły przybierać stopniowo na intensywności. Kobieta znała te symptomy i wiedziała, co się zbliża. Burza śnieżna nadchodziła. Dlatego przyśpieszyła marsz, by znaleźć jakiekolwiek schronienie, gdyż prowizoryczny szałas niewiele jej pomoże. W najlepszy razie zostanie porwany i zniszczony, a w najgorszym zgubi się kompletnie. Z oddali najpierw usłyszała potężny huk, będący gniewem nieba, a następnie zobaczyła błysk, przebijający się przez nieboskłon. Drzewa zaszumiały złowrogo, zrzucając z siebie otulinę z białego puchu, która spadła niedaleko Uratai.

Dotarła do podstawy góry i z oddali zobaczyła coś, co wyglądało na osadę. Mury, które mogły zostać zbudowane tylko i wyłącznie ludzką ręką dawały nadzieje, że tu odnajdzie schronienie na czas kaprysu jakiegoś boga, który to zesłał w te okolica tak nieprzyjazną pogodę. Słyszała, jak ptaki wzbijają się do lotu i uciekają. Podchodząc bliżej, odkryła, że ta osoba nie była tym, czym na początku się wydawała. Burza była coraz bliżej i silne podmuchy wiatru oraz mocne opady śniegu zmuszały ją do podjęcia decyzji. Tylko, jaka ona będzie?

Muzyczne tło
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

3
POST POSTACI
Thusnel
Ależ wieje... - Pomyślała Thusnel, gdy kolejny lodowaty podmuch wiatru uderzył ją w twarz, a daleki grzmot poniósł się echem po okolicy. Wyglądało na to, że oto jej szczęście znajdowało się na wyczerpaniu i następowało załamanie pogody, a jedynym miejscem w którym mogła się skryć była opuszczona osada. Nie miała wątpliwości czemu została opuszczona - demony, nieumarli czy inne przekleństwo nawiedziło te ziemie wraz z Wieżą. Z jednej strony ruszenie tam było niebezpieczne, w końcu nie mogła mieć pewności co kryło się pośród opuszczonych i zniszczonych chat, ale z drugiej pozostanie pod osłoną drzew nie było wcale lepszą alternatywą. Mogła ją czekać albo szybka, acz gwałtowna śmierć z powodu gniewu istot nie z tego świata lub spokojna i długa z zimna. Gdyby warunki na to pozwalały, to kobieta przykucnęłaby pośród drzew i obserwowała wioskę, ale nie miała na to czasu i ruszyła w kierunku zniszczonej bramy z mieczem w ręku, nie wiedząc czego powinna się spodziewać.
Mimo to nie mogła sama przed sobą przyznać, że mimo upiorności miejsca w jakim się teraz znajdowała, nie mogła skryć pewnego podziwu. Jej klan mieszkał w prostych jurtach i namiotach, a tutaj ludzie żyli otoczeni wałem grubym niczym pnie drzew i w namiotach z nich wykonanych. Słyszała opowieści, że jej lud tak żył, nie wszyscy oczywiście, ale najczęściej mówiono o tym w kontekście Thirongadu. Nauczenie się obróbki drzewa i budowanie takich budynków czy płotu wokół osady, którego nie przekroczą ludzie i osłoniłoby ich od żywiołu mogłoby być umiejętnością, którą zyskałaby respekt...
Thusnel podbiegła do bramy i zajrzała do środka, chwilowo niczego nie dostrzegając. Nie mogła stać jednak długo bowiem wkrótce coraz silniejszy wiatr zagonił ją do środka. Potrzebowała znaleźć sobie nocleg - jakieś domostwo w lepszym stanie, gdzie rozpali ogień i przetrwa do rana. Dalsza eksploracja i poszukiwanie czegoś przydatnego do życia, ciekawego czy szukanie potworów mieszkających w tej osadzie mogły poczekać...

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

4
POST BARDA
Wchodząc do wioski, pierwsze, co rzuciło jej w oczy to bardzo gruba warstwa śniegu i brak absolutnie jakikolwiek śladów bytności człowieka i inszych stworzeń. Przechodząc za bramę, tuż przy zniszczonych drzwiczkach zauważyła wrąb. Powstały w wyniku uderzenia toporem. I jeśli się przyglądała, takich śladów z czasem zauważała coraz więcej w różnych miejscach. W pewnym momencie usłyszała chrupnięcie, jak nadepnęła w śniegu. Niestety pod tak dużą warstwą puchu nie sposób dojrzeć, co to mogło być. W miejscu unosiła się dziwna aura, nieprzyjemna i powodowała swoiste dreszcze na ciele. Nie w wyniku zimna. One były zdecydowane inne, niż do tej pory. I ta dziwna, nieprzyjemna cisza, która otoczą to miejsce. Nawet burza jakby przycichła, ale nadal się zbliża.

Każdy dom, który mijała, znajdował się w bardzo złym stanie. Śnieg już dawno wdarł się wszędzie, zakrywając podłogę, jakoby chciał skryć tajemnice tego miejsca. Istniała teoretycznie szansa, że zabezpieczyć jedno z domostw w taki sposób, by przetrwało nadchodzącą burze. Kwestią pozostawało pytanie, czy to się nie rozleci. Drewno nadgryzione zębem czasu, które zdecydowanie za długo przeleżało odkryte i wystawione zostało na działanie sił natury, nie wyglądało zachęcająco. Tak naprawdę jedynym bezpiecznym miejsce, jakie Thus widziała to jaskinia. Ta, która prowadziła do góry. Jeśli tam podeszła, widziałaby, że po lewej od wejścia dostrzega wykuty w skale symbol. Choć w połowie zniszczony, przypominał po części jeden z tych, których czasami używał Harsfald.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

5
POST POSTACI
Thusnel
Miała złe przeczucia. Im wchodziła głębiej do osady tym bardziej, to uczucie się pogłębiało. Zrzuciłaby to być może na karb miejsca w jakim się znalazła, opuszczone miejsce takie jak to niósł za sobą bagaż różnych, natrętnych skojarzeń i myśli. Nie potrzebowała żadnego żywego mieszkańca by historia tego miejsca została jej opowiedziana. Doszło tu do straszliwej tragedii, rzezi. Zdawało się, że jasnym było kto tego dokonał. Któż by inny? Śnieg leżał tu grubą warstwą, nie widać było żadnych śladów, tak więc wyglądało na to, że demony opuściły to miejsce. A przynajmniej tak się mogło zdawać. Thusnel zacisnęła miecz w dłoniach jeszcze mocniej i szła dalej, zaglądając do lepiej wyglądających chat, ale nawet one były w fatalnym stanie. Być może lepiej było jej zostać w lesie niż wchodzić do tego przeklętego i zapomnianego przez ludzi i bogów miejsca?
Zdawało się, że jedynym miejscem w którym mogła się schronić była jaskinia... Thusnel stanęła przed nią niepewnie, lustrując ją wzrokiem i przyglądając się na wpół znajomemu jej symbolowi, a także rozglądając się wokół, niepewnie. Nie było tu domów, to miejsce było inne od tego w całej osadzie. To oczywiste. Być może mieszkał tu wioskowy szaman? Symbol był podobny do tego stosowanego przez Harsfalda. Ale jeśli faktycznie tak było, to czy bezpiecznie było tu wchodzić? Szamani mieli swoje tajemnice, które ukrywali przez zwykłymi ludźmi.
Kobieta rozejrzała się wkoło i dostrzegła po jednej ze stronie kurhany. Thusnel wstrząsnął dreszcz, gdy przypomniała sobie jeden ze swych ostatnich snów. Niemal automatycznie zrobiła krok w tył, mając już zamiar zawracać nim się zatrzymała. Była Córą Ognia. Miała uciekać przed swoją własną wyobraźnią i podszeptami strachu? Dziewczę zagryzło usta nim zrobiło krok w kierunku jaskini, a potem drugi...
- Niech bogowie, przodkowie i duchy ognia mają mnie w swej opiece... - Noga kobiety przekroczyła próg jaskini.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

6
POST BARDA
Powietrze w jaskini było chłodniejsze, aniżeli te na zewnątrz. Pierwsze kroki już powiedziały jej, że nie ma tu żadnych źródeł światła, które oświetlałyby jej drogę dalej. Po prostu zwyczajna, ciemna jaskinia. Jej pierwsze kroki nie obudziły niczego, jakoby i to miejsce było opuszczone i zapomniane przez wszystkich bogów. Jeśli przekroczyła linie ciemności, także nic się nie stało. Nie słyszała innych dźwięków niż bicia własnego serca. Strąciła jakieś drobne kamyki, które potoczyły się po ścianie. I choć te dźwięki teoretycznie mogły coś lub kogoś zbudzić - tak się jednak nie stało. Śnieg wręcz uderzał w drzewa i mur, który okalał wioskę. Burza była już niedaleko. Błysk światła walnął i usłyszała trzask. Piorun, jakby kierowany czyjąś wolą, uderzył w drzewo. A po chwili słychać było, jak przewraca się, łamie gałęzie i następnie upada z głośnym hukiem. Grzmot, który po tym błysku światła wybrzmiał, był zdecydowanie głośniejszy. Przez to, że rozległ się za jej plecami, poniósł się echem w jaskini, wypaczając go. Czy był przyjemny dla ucha? Nie. Czy mógł budzić grozę? Też nie. Jedynie spowoduje, że przez chwile kobieta poczuje się niekomfortowo. I to tylko tyle. To była potężna burza, która szła w jej stronę, a wiatr nabierał na sile do tego stopnia, że miała wrażenie, iż słyszy trzask kory, która pęka i słabszych gałęzi. Wiedziała, że jeśli chce coś jeszcze zrobić, ma na to bardzo mało czasu.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

7
POST POSTACI
Thusnel
Jej wejście do jaskini nie obudziło żadnego Licha, które spało. Chociaż tylko dobrego. Nie dało się jednak ukryć, że w środku było zwyczajnie straszliwie ciemno i chłodniej niż na zewnątrz. Może to było tylko upiorne złudzenie, które towarzyszyło jej od momentu, w którym wkroczyła do wioski. A może zwyczajnie, jak to jaskinie miały w zwyczaju, było tu po prostu chłodniej? Kiedy jednak wichura na zewnątrz rozpęta się na dobre, a śnieg będzie walił prosto w twarz by w kilka minut przykryć dorosłego człowieka, to wtedy okaże się, że tak naprawdę tu jest cieplej. Zresztą, to wiatr był prawdziwym zabójcą. Nie zimno w ścisłym tego słowa znaczeniu.
Echo toczyło się po jaskini i nic po nią nie przybiegło. Nawet grzmot, który dobiegł zza jej pleców i dźwięki pękającego drzewa niczego nie przyniosły poza chwilowym podskokiem Thusnel ze strachu. Jeśli to niczego nie obudziło i nie biegło na nią by ją rozszarpać, to cokolwiek tu spało z pewnością spało będzie dalej. Tymczasem wyszła z jaskini, schowała miecz do pochwy u pasa i wyciągnęła siekierkę i ruszyła po drewno - czasu nie miała wiele, a potrzebowała ognia na noc. Pracowała szybko i w pośpiechu, łamiąc i ścinając mniejsze gałęzie i dobierając się do do zniszczonych domostw czy mebli, które mogły stanowić dobry opał. Pracowała tak długo dopóki mogła, burza prawdopodobnie będzie trwała całą noc, a sama jaskinia nie była ciepła. Po więcej drewna nie będzie dane jej pójść.
Później czekało ją rozpalenie ogniska w jaskini, co będzie trudny zadaniem samym w sobie, ale może chociaż kamienna podłoga nie będzie sprawiała problemów tym, że jest ze śniegu i łatwej będzie tam rozpalić ogień. Potem... cóż. Zobaczy co przyniesie płomień rozganiający ciemność.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

8
POST BARDA

Nie było problemy z tym, by uzbierała odpowiedniego drewna. Nie musiała nawet zbytnio przy tym się męczyć, by uzbierać odpowiednia ilość, która powinna wystarczyć, by przetrwać całą noc w jaskini, a nawet na odrobinę więcej. I jak poczuła się na tyle bezpieczna, że nie potrzebowała wychodzić, burza rozszalał się dobre. Grzmoty i błyskawice teraz tańcowały nad jej miejscem, ukazując potęgę północnej natury w całej swojej krasie. Pioruny przecinały czeto niebo, a towarzyszące im grzmoty były bardzo głośne i pojawiały się w przeciągu jednego uderzenia serca. Wiatr hulał mocno, a intensywne opady śniegu bardzo szybko zakrywały ślady, jakie zrobiła.

I w takich warunkach rozpaliła ogień w jaskini. Nie miała z tym większych problemów. Kamień dobrze się sprawdzał jako podłoże pod ogień. I ten płomień nie tylko dawał ciepło w tym miejscu, a także rozświetlił to, co znajdowało się w głębi jaskini. Kamienny korytarz ciągnął się nieco w głąb pomieszczenia i światło tam nie docierało. W pół cieniu, kiedy ognisko nie było w stanie dalej ukazać, co skrywa mrok, dostrzegła po obu ścianach jaskini, wejścia do jakiś pieczar. Przy tej lewej zobaczyła, że coś wybija się na podłożu i pozostawia za sobą cienie, lecz nie sposób powiedzieć z jej pozycji, co to mogło być. Nie tylko goła ściana znajdowała się w tym miejscu. Gdzieniegdzie dostrzega żółto brązowe grzyby oraz rośliny, które wyrosły w tym miejscu
Do jej nozdrzy dotarł także jakiś gorzkawy zapach, który wyczuła kilkadziesiąt uderzeń serca po tym, jak rozpaliła ogień. Buchał on już wesoło, drewno trzaskało głośno przy spalaniu. Podczas przyglądanie się korytarzami, zobaczyła, jakby to sam cień delikatnie mignął błyskawicznie od prawej komory do lewej. Mogło być to równie dobrze spowodowane migotaniem ogniska.
Ostatnio zmieniony 05 maja 2022, 19:51 przez Naf, łącznie zmieniany 1 raz.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

9
POST POSTACI
Thusnel
Życiodajny ogień, iskra życia, która tliła się w każdej żyjącej istocie teraz buchnęła na zebranych przez nią drwach dając jej ciepło i światło. Ogień - bez niego życie na tym pustkowiu byłoby niemożliwie, ale jeśli człowiek podszedłby z zbyt blisko to sparzyłby się nim niechybnie. Thusnel z ulgą stwierdziła, że w jaskini rozpalenie go nie zabrało jej tak wiele czasu jak w dziczy. Może zwyczajnie nabierała wprawy? Zebrała też dostatecznie dużo drewna by przetrwać noc. Resztą miała się przejmować później, gdy już się zagrzeje przy ogniu i będzie miała pewność, że nie zgaśnie przez silniejszy podmuch boskiego wiatru. Czyżby bogowie wyrażali swe niezadowolenie gwałtowną burzą... ?
Mimo pozornego bezruchu z jej strony wciąż uważnie obserwowała otoczenie. Widziała jakieś grzyby i rośliny, które znajdowały się w jaskini. Wyczuwała też jakiś zapach, coś nowego co wcześniej nie wyczuła. Huh. Dziwne. Zdawało się też, że pośród cieni było jakieś poruszenie. A może to po prostu jej wyobraźnia i trzaskający ogień i światło ożywiały wnętrze opustoszałej jaskini? Cóż, z pewnością rozsądnie byłoby z jej strony zachować ostrożność, niestety też kiedyś będzie musiała zasnąć lub też czuwać całą noc. Chwilowo jednak nie chciała zagłębiać się wgłąb jaskini, w ciemność. Jeszcze nie teraz. Chwilowo zaczęła się przyglądać skromnej roślinności jaskini. Może były to rośliny jej znane, nadające się do zjedzenia czy opatrywania ran? Uratai, jeśli nie był głupi i miał bystry wzrok, zawsze szukał czegoś co mogłoby mu się przydać.
Z pewnością zaś później zasiądzie do wieczerzy. Potem zaś, być może, nastąpi czas by zbadać nieco dokładniej jaskinie i faktycznie upewnić się, że jest ona pusta. O ile do tego czasu skaczące w półmroku cienie same do niej nie wyjdą. Nie ukrywała jednak, że dobrze byłoby przygotować jakieś źródło światła, ot, choćby jakąś prostą pochodnię...

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

10
POST BARDA
Grzybki, które tu zobaczyła, wyróżniały się tym, że ich trzon był długi na półtora jej palca serdecznego oraz gruby na dwa kciuki. Charakteryzował się jeszcze odwróconym kapeluszem wysokim na trzy palce. Skórka jego była na dole, a zygzakowate blaszki na górze. Na samym środku tej części grzyba istniała dziura, głęboka na długość od koniuszka palca serdecznego do jego pierwszego zgięcia. W środku widać nieznaczną ilość cieczy. Te wyrastały bardziej wgłąb jaskini, zawsze z podłoża przy ścianach. Na ten moment naliczyła ich pięć. Nie rozpoznała grzyba, pośród tych, które znała.
Roślina, która rosła tylko na ścianach mniej więcej w połowie wysokości od podłoża do stropu. To od nich wyczuwała gorzkawy zapach. Korzenie miała cienkie i długie, rozprowadzone niczym wąż po kamieniu. Łodyga była bezpośrednio przyczepiona do skały i opadała na dół. Z niej wyrastały inne, mniejsze. I dopiero na nich pojawiały się liście w kształcie. Przypominał jeden z rodzajów paprotnika jaskiniowego. Różnił się od niego właśnie posiadaniem korzenia oraz grubością listkowa. Przy świetle zielony odcień przechodził w delikatny niebieski kolor. Dopiero później dostrzegła, że żaden przedstawiciel fauny tego miejsca nie nosił śladów ugryzień robactwa.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

11
POST POSTACI
Thusnel
Bliższa inspekcja roślin występujących w jaskini nie przyniosła niczego konkretnego. Zasadniczo to nie znała tych roślin, paprotka wydawała się jej co prawda znajoma i fascynująca ze swymi niebieskimi kolorytami, podobnie jak dziwaczne grzyby których nie znała, ale każdy wiedział, że jeśli chciało się przeżyć w dziczy, to nie należało jeść nieznajomych roślin. Na północy nie było to szczególnie trudno bo pod grubymi warstwami śniegu było o nie dość trudno, choć jeśli wiedziało się gdzie ich szukać lub miało się szczęście, to zawsze można było je znaleźć.
Thusnel tak jak miała zamiar, tak zrobiła. Przysiadła z powrotem przy ognisku, przygotowała sobie kolację, którą zjadła i zastanawiała się czy winna była badać jaskinię i wykorzystywać pozostałe jej zapasy drewna czy może powinna była oszczędzać. Cóż, jak do tej pory zauważyła - nic na nią nie skoczyło, nic nie warczało, a także nic nie słyszała. Do tej pory wiele hałasów przez jaskinię się przetoczyło i nie wyglądało na to, że była zamieszkana. Chyba powinna była się wreszcie uspokoić i spokojnie oprzeć się o zimną skałę w pobliżu ogniska i zmrużyć oko. Jutro rano, o ile burza przejdzie, poświęci więcej czasu na badanie jaskini i miasteczka. Poza tym, jeśli ogień będzie się palił przez całą noc, to nawet jeśli jakieś zwierzę żyło w głębi jaskini, to nie powinno podejść. Zwykle zwierzęta bały się ognia i bały się ludzi. Chyba, że były bardzo głodne...
Thusnel mimowolnie się zatrząsała, oklepała parę razy jakby próbując się rozgrzać, zarzuciła kaptur na głowę, podciągnęła nogi pod brodę i spróbowała zasnąć...

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

12
POST BARDA
Ile czasu minęło od momentu, kiedy zmrużyła oczy? Tak naprawdę była jedynie do pewnego momentu świadoma, nim jej umysł powoli, a skutecznie odcinał ją od bodźców. Sen, tak kochany przez wielu i będący przekleństwem dla tych, którzy nie potrafili zasnąć. Zapadła w niego dość szybko, a długi spacer, a następnie pośpiech, odrobina nerwów zrobiły swoje. Ognisko ją ogrzewało, dawało nadzieje, że ochroni od niebezpieczeństwa. A sny miała o dawnym życiu w osadzie.

Na początku ledwo słyszalny odgłos pojawił się, wydawał się tak odległy, że nawet nie zbudzić. Dopiero z czasem rytmiczne dudnienie było na tyle głośne, że zbudziło Thusnel z jej stanu. Odgłos bębnów to był dopiero początek. Zaraz za tym pojawił się dźwięk cytry oraz fletni. Brzmiało to, jak jedna z pieśni, które grano w jej osadzie. Muzyka, skoczna, wyrywna, zachęcająca do zabawy, jakby jutra nie było. Oczywiście dla kobiety Uratai była ona cicha, przytłumiona, jakby z daleka.

Po otwarciu oczu otoczyła ją głęboka i nieprzenikniona ciemność. Tak gęsta, że wręcz nienaturalna. Czuła ścianę plecami cały czas. Była tam, fizycznie. Ognisko, które słyszała, jak strzaska oraz czułe jego żar, oświetlało teren równy pół jej kroku. Nie zauważyła drewna, które wcześniej nazbierała. Zabrakło także zapasów żywności, które sobie przygotowała. Broń i reszta rzeczy, które towarzyszyły się od tego dziwnego efektu magicznego pozostały na miejscu. Blask ognia jest niczym jak promyk nadziei, który nie che się poddać nacierającym siłą czerni. Dalej światło nie potrafiło się przebić przez mrok, w jakim się obecnie znajdowała. Zniknęło wejście do jaskini. Nie było go kompletnie widać. A od strony źródła tych zaskakujących dźwięków, daleko od niej, a przynajmniej takie wrażenie to sprawiało, istniała łuna światła. Blada, delikatna. Zarysowana w cztery linie. Dwie długie poprzeczne po bokach i krótsze, które łączyły tamte poziomo na górze i dole. Na chwile to przygasło, pojawił się cień, który przemieścił się od prawej do lewej, a po chwili znikł.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

13
POST POSTACI
Thusnel
Pobudka była nieprzyjemna. Thusnel nie była wstanie określić jak dużo czasu minęło od kiedy zasnęła, ale wiele rzeczy było nie w porządku. Ognisko - czy to przygasło czy też było przygniecione jakąś dziwną, nienaturalną ciemnością, która skrywała wszystko poza jego skromnym blaskiem. Zdawało się, że zniknęło w tej ciemności wszystko, nawet wejście do jaskini. Z całą pewnością zniknęło jednak drewno, które chciała dorzucić do ogniska by powiększyć płomień, a także w pocie i trudzie żywność. To co poczuła w tym momencie Thusnel było frustracją. Ciągle coś jej zabierało jej zdobycz lub ją gubiła w jakimś dziwnym splocie nieprawdopodobnych wydarzeń. A teraz nawet i drewno do ogniska! Cóż, jeśli miała wątpliwości czy w jaskini lub osadzie była sama, to chyba miała odpowiedź. Pytaniem było czemu ktoś miałby zabrać jej drewno? Przecież nie po to by zjeść, prawda?
Thusnel zaczęła obmacywać ciemność. Jedynym punktem orientacyjnym była ściana, o którą się oparła przed snem, a gdzieś na lewo od niej powinno było być wyjście od jaskini. Gdzieś tam dalej, skąd dobiegały dziwne dźwięki... Dźwięki? Myślała, że to był sen, a te zdawały się być rzeczywistością, był kolejny dziwny punkt światła. Fascynujący z jednej strony i kuszący by podejść, ale z drugiej strony... Cóż, powiedzmy, że nauczona doświadczeniem nie chciała lizać nieznanej substancji czy jej dotykać lub podchodzić. To z pewnością była jakaś dzika, nieokiełznana magia! Zresztą, wychodzenie z linii ognia wydawało się nierozsądne. Coś się tam czaiło. Pytanie co.
- Podejdź do ognia nieznajomy... Płomień jest skromny, ale z pewnością ogrzeje nas oboje. Nie godzi się czaić w ciemnościach... - Powiedziała w głąb jaskini. Pytanie czy to coś było człowiekiem czy krasnoludem, które się z nią bawiło, a może czym innym? - Zaproponowałabym też skromny posiłek, ale obawiam się, że już go straciłam. Albo się poczęstowałam. - Thusnel wpatrywała się w ciemność i zastanawiając czy ktoś lub coś odpowie na jej wezwanie.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

14
POST BARDA
Nie wyczuła nic w ciemności. Przed nią była pusta przestrzeń. Nic nie próbowało ją łapać, wystraszyć, czy wyrządzić inszą krzywdę. Mogła sobie uświadomić po dłuższej chwili, że nie wyczuwa nawet podmuchu powietrza. Jakby nie było niczego, co by mogło nawet delikatnie zawiać kosmykami włosów. Po prostu w jej otoczeniu było tylko ognisko, które to płonęło cały czas tak samo. To był jej jedyny towarzysz w tym miejscu. Nikt i nic jej nie odpowiedziało na wezwanie. Ciemność pozostała niewzruszona. nawet najmniejszy szmer, sugerujący o zbliżaniu się kogoś, czegoś.
Jedyne, co się zmieniło to dźwięki zabawy, które dochodziły z łuny światła. Do muzyki docierały niewyraźne, stłumione przez coś głosy. Nie napawały jej strachem. Bardziej one przypominały odgłosy radości? Szczęścia? Czy może był to zwyczajny mocno stłumiony śmiech? Wszystko wskazywało, że cokolwiek się dzieje, to dopiero gdzieś w okolicy tej poświaty.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

15
POST POSTACI
Thusnel
A więc nic nie podeszło i nie zareagowało na jej słowa, czyż tak? Cóż... Nie pozostało jej wiele możliwości. Jeśli nikt lub nic nie chciało do niej podejść, to powinna ona podejść. Najpierw jednak poczęła badać otoczenie rękami, mając ścianę i ognisko za punkt orientacyjny zaczęła iść w lewo, trzymając ścianę jedną ręką, a drugą machając w ciemnej przestrzeni. Szukając wyjścia z jaskini. Nie powinno być wszak daleko, prawda? Nie wiedziała jednak czy je znajdzie. Wiele wydarzeń, które miało miejsce w ostatnich dniach - dziwne przenosiny z miejsca na miejsce, sny, a teraz ta jaskinia kazały jej mówić, że przemieszcza się gdzieś pomiędzy cienką granicą światów duchów, magii i rzeczywistości. A może się myliła? W każdym razie, jeśli nie znajdzie wyjścia z jaskini tam gdzie powinno być i tak jak się spodziewała, to nie pozostanie jej nic innego jak się obrócić i ruszyć w stronę tej dziwnej łuny świetlnej i samej przekonać się co czaiła się w ciemnościach...
ODPOWIEDZ

Wróć do „Salu”