Skalgród

1
Obrazek
~~~ Niewielka, acz jedna z większych osad ułożonych na szlaku zmierzającym do Białego Fortu. Umiejscowiona w połowie drogi, naprzeciw jeziora Pływającego Lodu, była świetnym punktem wypadowym dla różnej maści podróżników, kupców i złodziei.
Wybudowana na skraju urwiska z trzech stron, posiadała niewiele wejść - każde z nich zaś było umocnione murowanymi obudowaniami, sprawiając że ochrona przed demonami nie była tutaj wielkim wyzwaniem. Może to dlatego ta niewielka osada tak prężnie się rozwijała, jako że mieszkańcy czuli się tu zwyczajnie bezpiecznie.
Niestety fakt ten wykorzystywał półświatek przestępczy, dotrzymując tempa rozwoju i przeradzając tym samym osadę w jeden z większych punktów rozwoju okolicznej przestępczości.

Kamienna zabudowa, tak charakterystyczna dla górskich terenów, niegdyś nawiedzanych przez demony, oraz wąskie uliczki nadawały wyjątkowy klimat temu miejscu. Chwilowe targowiska rozłożone w przejściach, przez pragnących zaznać chwili odpoczynku kupców, czy karczmy pękające w szwach od ilości ludzi, były tutaj widokiem codziennym. Zabudowania doszły już do granic urwiska, dość mocno hamując rozwój i wymuszając na mieszkańcach "budowanie w górę"

Skalgród

2
Ze stodoły przy trakcie
POST BARDA
- Nie o to mi chodziło, Ciołku! - Auriel wydawała się rozbawiona słowami Wierzby, które sugerowały że myślał o przybyszach jako o demonach. Śmiech był zaskakująco szczery i lekki, co było miłą odmianą od ciągłego dąsania się i typowo księżniczkowatych zagrywek. - Zastanawiałam się, czy tamci łowcy czasem nie spalili tego domu. No bo co mieli na myśli, mówiąc że się odwdzięczyli sołtysowi, co? - próbowała wyjaśnić Wierzbie swój tok rozumowania. Może i bywała dziecinna, ale inteligencji nie można było jej też odmówić.
- I nic im nie zrobiłam! Powinieneś mi bardziej ufać - żąchnęła się, sprawiając że stara, dobra, rozpieszczona Auriel powróciła. - Lepiej sam przyznaj dlaczego po mnie wróciłeś, co? Chciałeś przecież przede mną uciec! - dopytywała, lekko przekręciwszy głowę. Zmierzyła chłopaka od stóp do głów, jakby oceniając konia na targowisku przed kupnem. Czy było w tym spojrzeniu jakieś pożądanie? Tego Wierzba nie umiał ocenić. Na pewno coś się zmieniło w ich relacji - przynajmniej ze strony pół-elfki, ale na pierwszy rzut oka ciężko było opisać co to było.
*** Droga przebiegała zaskakująco bez większych niespodzianek, pomijając majaczenie elfa, które trwało tylko chwilkę. Mówił coś o pościgu, o tym że jest niewinny i że pościg. Trząsł się i wspominał o liście gończym. Auriel jednak z prawdziwą kobiecą gracją zajęła się nim i jakimś tylko jej znanym sposobem, uspokoiła dodatkowego podróżnika.

Pojedyncze większe zaspy dało radę ominąć bez większego problemu, nieznajomy w końcu chyba zasnął, ale oddychał miarowo i spokojnie, a na całym trakcie nie spotkali ani jednej żywej duszy. Słońce przyjemnie pieściło odsłonięte kawałki skóry, zaś sam las ciągnący się wzdłuż traktu wyglądał przepięknie. Ośnieżone choinki, wspaniałe, gigantyczne szczyty w tle... A do tego przyjemny ćwierk ptaków, którym niestraszny był tutejszy klimat. Nawet się nie zorientowali, kiedy zobaczyli pierwsze zarysy zabudowań, stojących na skraju urwiska.
Tak jak Auriel wspominała - osada o wdzięcznej nazwie Skalgród - wybudowana była niedaleko traktu. Swoją nazwę najprawdopodobniej zawdzięczała temu, że praktycznie cała była wybudowana z kamienia, z tylko nielicznymi fragmentami drewnianymi. Jak widać czasy najazdów demonów pozostawiły tutaj swój ślad.

Było nieco po południu, gdy dotarli pod główną bramę wjazdową do osady. Dość wysokie i ascetycznie zaprojektowane obwarowania, praktycznie uniemożliwiały wdrapanie się na nie. W przejściu stała dwójka strażników i sądząc po wchodzących przed nimi kupcach, najprawdopodobniej legitymowali każdego przechodnia - tak jakby kogoś szukali.
- Nie za dobrze... - mruknęła pół-elfka. Nie do końca jednak było wiadomo o co jej chodzi. Nie oponowała jednak przed tym, by podejść bliżej strażników. Koń wiozący nieznajomego, chrapnął, jakby rozpoznając miejsce. Grzeczne zwierzę, podążało za Wierzbą, dając się prowadzić za lejce.

- Ej, wy! - zagrzmiał jeden ze strażników. Wyrośnięty ork, o nieprzyjemnym obliczu - to było jednak dla prawa mało istotne. - Kim jesteście! Przedstawiać się ale już! I co się stało temu tam?

Skalgród

3
DRUGI STRARZNIK POWIEDZIAŁ NIE SŁUCHAJCIE GO, BO JEDEN Z NAS ZAWSZE MUWI PRAWDĘ, A DRUGI ZAWSZE KŁAMIE I ON WŁAŚNIE ZAWSZE KŁAMIE. A WTEDY PODNIUS SIĘ ELF Z KONIA.
- JESTEM WESOŁY ROMEK - PRZEDSTAWIŁ SIĘ I UKŁONIŁ, A ORKI UKŁONIŁY SIĘ JEMU. BO WESOŁY ROMEK MIAŁ DUŻĄ RENOMĘ W TYM MIEŚCIE JAKIM BYŁ SKALGRUD. POTEM SPOWROTEM PADŁ NIE PRZYTOMNY, ALE CO POWIEDZIAŁ TO POWIEDZIAŁ, A ONI NADAL NIE WIEDZIELI KTÓRY ORK MUWI PRAWDĘ, A KTÓRY ZAWSZE KŁAMIE.

Skalgród

4
POST POSTACI
Wierzba być może powinien obrazić się za to, jak nazywała go Auriel, ale zamiast tego... uśmiechnął się. Ich relacja zaczęła wyglądać normalniej, gdy i dziewczyna porzuciła swoją okropną manierę i zaczęła rozumieć, że jadą na jednym wózku. Przynajmniej dopóki nie odstawi jej do zamku.

- Oddam cię ojcu. - Stwierdził, składając przyrzeczenie zarówno jej, jak i sobie. Panna nie powinna podróżować po Północy, tym bardziej, gdy wokół grasowały demony i dranie, którzy palili domy.

Majaki elfa dały Wierzbie do myślenia, jednak nie zamierzał wyciągać pochopnych wniosków. Przestępca, czy nie, musiał otrzymać pomoc. W takim stanie nie miał możliwości nikogo skrzywdzić, również półelfki, która go uspokoiła sobie znanym sposobem. Wierzba musiał przyznać, że było to godne podziwu. Przez moment miał nadzieję, że kiedy on sam był ranny i majaczył, ona również uspokajała jego w taki delikatny sposób... ale tego nie pamiętał. Zresztą, wtedy miała ważniejsze rzeczy na głowie, aniżeli zajmowanie się chłopakiem, który wpadł między pazury wampira.

Gdyby nie sytuacja, w jakiej się znaleźli, okoliczności przyrody sprzyjałyby miłym spacerom i rozmowom. Wierzba, choć wciąż ostrożny i nieśmiały w stosunku do Auriel, zamienił z nią nawet kilka słów podczas drogi. Było całkiem przyjemnie.

Widok zabudowań przyjął z ulgą. Wioska wpasowana w skały zafascynowała go, jednak nim miał okazję docenić w pełni kunszt budowniczych, zostali zatrzymani przez strażników. Nie było to coś, czego nie mogli przewidzieć.

Wierzba wziął większy oddech, zwlekając nieco zbyt długo, by zacząć mówić. Kiedy jednak zebrał się w sobie, przedstawił się płynnie:

- Jestem Wierzba, syn Północy, Rycerz Zakonu Obrońców Świtu. - Mówił. Na potwierdzenie swoich słów, pokazał strażnikom symbol, który został wytłoczony w jego skórzanym pancerzu - rogatą czaszkę przebitą mieczem. - To moja pani, Auriel Silwater. - Skłonił jej lekko głową w geście szacunku, którego nie pokazywał dotąd na szlaku. Czyż nie tego byli uczeni? Skoro Mistrz był władcą, córa Mistrza była niemal księżniczką. Przed obcymi należało zachowywać pozory. - Podczas podróży trafiliśmy na... - Głos mu się nieco załamał, gdy długie przedstawienie wyczerpało zasoby elkowencji. - Na tego mężczyznę. Jest ranny i potrzebuje pomocy.

Spojrzał znów na Auriel, jakby chcąc ją zmusić do tego, by powiedziała coś więcej. On juz się wygadał.

Skalgród

5
POST BARDA
Auriel wyraźnie się zachmurzyła, słysząc Wierzbę, który obiecał ją oddać do zamku. Jej dobry humor przepadł, uśmiech przygasł, a cała aura uroczej dziewczęczości przepadła, na rzecz jakieś bliżej nieokreślonej dzikości i wrogości. Jej reakcja na słowa chłopaka była bardzo mocna - być może dlatego, że myślała że udało jej się dojść z nim do porozumienia. Ten zaś uparcie trzymał się swojego zdania.
- Nie! Nigdzie nie idę... Jesteś GŁUPI! Naiwny! Myślisz, że tak o z przyjemnością sobie uciekłam? Że co? Że poszłam za Tobą, bo nie miałam co robić przy ojcu? Nie będę do niego wracać. Nie chcę, bo on... - zamilkła tak nagle, jak się uniosła. Bogowie jedyni wiedzą jak miała dokończyć zdanie. Spojrzała się na Wierzbę, ale dość szybko odwróciła wzrok. Jeśli spojrzał się również na nią, mógł dostrzec łzy, które zbierały się w jej oczach.
- Nienawidzę Cię - wycedziła przez zęby, walcząc ze wzbierającymi się emocjami. Nie czekając długo, przyśpieszyła kroku i nie odzywała się już do końca podróży.

Wierzba próbował nieśmiało jeszcze nawiązać jakiś kontakt z Auriel, ale ta nie chciała z nim za bardzo rozmawiać. Wyraźnie była obrażona, ale chłopak mógł się tylko domyślać co było powodem tak ostrej reakcji.

Na szczęście wioska pojawiła się dość szybko na horyzoncie. Mury ciągnęły się dość daleko do urwiska, zarówno po prawej, jak i lewej stronie, zaś kamienisty teren skutecznie pewnie ułatwiał ucieczkę i zniknięcie ścigającym z oczu. Mnogość jaskiń po drodze, być może trochę przerażała, ale z pewnością była też świetnym miejscem na tymczasową kryjówkę, które z pewnością wykorzystywali miejscowi bandyci.
Strażnicy stojący przy bramie wejściowej, wydawali się czymś zbędnym, ale dość rozsądnym, jeśli wieści o mieście nie były jedynie plotkami i legendami. Nie wydawali się jednak przesadnie uprzejmi dla nowoprzybyłych, jakby znużeni swoją pracą.
Wierzby jednak to nie zraziło. Przedstawił się kurtuazyjnie, po czym zaprezentował również Auriel, kłaniając się jej.
- A w dupę sobie wsadź ten pokłon, Przychlaście - zareagowała na to zimnym tonem, który Wierzba słyszał chyba po raz pierwszy.
- Ej, panienko, grzeczniej ze słowami - odezwał się drugi ze strażników, brodaty krasnolud o rudym zabarwieniu owłosienia. Ten wyglądał o wiele milej - tak, jakby miał być jednym z największych karczmiennych pijaków, który to zawsze ma najciekawszą historię do powiedzenia, której każdy słuchał z zapartym tchem.
Auriel jednak na to nie zareagowała. Nie zareagowała też na spojrzenie Wierzby, który niewerbalnie prosił ją o dalsze pociągnięcie tematu ze strażnikami. Założyła za to ręce pod piersiami, uwydatniając biust schowany pod zimowym płaszczem.
- Zabierzcie go jeśli chcecie. Jest poszukiwany - powiedziała, jakby robiąc na złość chłopakowi.

Strażnicy zareagowali na te słowa o wiele szybciej i agresywniej, niż można byłoby przewidywać. Wyciągnęli swoją broń, uginając lekko kolana, jakby legitymując każdego mieszkańca, tylko czekali na taką sytuację.
- Stać i w imieniu straży miejskiej Skalgrodu jesteście zatrzymani. Macie prawo zachować milczenie - wyrecytował krasnolód. - Teraz zostaniecie spętani i zaprowadzeni do tymczasowego aresztu na przesłuchanie. Wszelkie ruchy oporu będą traktowane jako czynna napaść na funkcjonariusza - Nie stroił dziwnych min, ale ostrożnie obserwował ruchy chłopaka i dziewczyny. Razem z orkiem zbliżył się ostrożnie do Wierzby i Auriel zamierzając ich spętać.

Spoiler:

Skalgród

6
POST POSTACI
Wierzba
Auriel zdawała się nie rozumieć, że jej powrót do zamku był nieubłagany, co więcej, nie do końca był wyborem Wierzby. Jako rycerz, przyrzekł służbę Mistrzowi, a Auriel, uciekając, a co więcej przyczepiając się do niego jak bardzo humorzasty ogon, nie dawała mu wyboru. Jeśli kiedykolwiek chciał wrócić do Twierdzy, musiał ją zwrócić i tym samym zaplusować u Silwatera. Pozostało mu westchnąć tylko i spróbować załagodzić sytuację później. Niestety, próby rozmowy spełzły na niczym, gdy dziewczyna obraziła się ostatecznie. Wierzba nie miał prawa wiedzieć, czym zawinił jej ojciec, gdy mu tego nie powiedziała. Mógł się domyślać - Mistrz miał swoje za uszami i często zachowywał się na tyle irracjonalnie, że nawet taki dzikus z Północy potrafił to zauważyć. Z drugiej strony, również wiele mu zawdzięczał. W Zakonie Obrońców Świtu nic nie było czarno-białe.

To, jak Auriel zareagowała przy strażnikach, sprawiło, że krew zmroziła się w żyłach Wierzby jeszcze bardziej, do tego stopnia, że była gotowa zamarznąć, by chłopak padł trupem przed bramami Skalgardu. Co innego, gdy obrażała go na szlaku, gdy nikt nie słyszał, co innego, gdy próbowała podważać jego i tak już lichy autorytet przy obcych. Zdenerwował się nie na żarty. Zacisnął pięści i zmarszczył krzaczaste brwi, a usta wykrzywił w dzikim, niemiłym wyrazie.

- Milcz. - Poprosił, a może nawet rozkazał, łapiąc ją za ramię, by doprowadzić ją do porządku. Mówił cicho i gdyby w jego głosie było więcej pewności, może nawet zrobiłby lepsze wrażenie, jednak nie podobało mu się, że musi stawiać się gówniarze, nawet jeśli gówniara jednocześnie była księżniczką. Kransoludowi posłał spojrzenie pełne wdzięczności, ale również przeprosin. - Panienka wyczekuje domu. - Wyjaśnił. Auriel ostatecznie przegrała sprawę i nawet, jeśli próby ratowania przemarzniętego Wierzby w stodole działały na plus, swoim zachowaniem ostatecznie dowiodła tego, że powinna wracać do zamku, uczyć się etykiety, nim Ogar wyśle ją do ludzi. Skończyło się pomaganie i bieganie przez las za każdym razem, gdy tylko usłyszy zrozpaczone "Wierzba"!

Potrzebował dużo dłuższej chwili, by zrozumieć ostatnie słowa półelfki. Nie wiedzieli nic o rannym elfie, ale czy był poszukiwany? Być może! I dopiero po ciągnących się paru momentach pojął, że Auriel próbowała wkopać jego samego, a nie ich przypadkowego towarzysza! To był ostatni gwóźdź do trumny! Auriel mogła sama sobie wracać do zamku! Z pewnością nie będzie chciał jej już towarzyszyć ani przez jard dalszej wędrówki!

- Co? - Palnął mało inteligentnie, spotykając się z agresją ze strony strażników. - Ja?

Rozejrzał się, zdezorientowany, dłużej zatrzymując spojrzenie na swojej towarzyszce i na krasnoludzkim strażniku. Bynajmniej nie zamierzał się bronić. Jakikolwiek opór mógł skończyć się tragicznie, dla Wierzby lub dla strażników, a poza tym... to wszystko da się wyjaśnić, prawda? Wyciągnąwszy ręce przed siebie pozwolił się spętać, jeśli tego chcieli dokonać.

- Jestem rycerzem. To ona jest poszukiwana. Przez własnego ojca.

Skalgród

7
POST BARDA
Auriel zdawała się nieporuszona rozkazami Wierzby. Choć w jej oku na nowo rozbłysło pewne zainteresowanie, nie dawała tego po sobie poznać. Jej lodowaty wyraz twarzy pozostał niezmieniony.
- Sam wyczekujesz domu. Bandyto! - Podkreśliła ostatnie słowo, tym razem bez wątpienia, próbując wkopać chłopaka. Działała pod wpływem emocji i nikt nie mógł temu zaprzeczyć. Była zła, jeśli nie wściekła i było to widać bardzo wyraźnie. Tak wyraźnie, że nawet ślepy starzec mógł wyczuć napiętą atmosferę na linii Wierzba - Auriel, bo zwyczajnie by się o nią potknął i wywrócił.

Gdy tylko strażnicy wyciągnęli broń i skończyli recytować swoje formułki, zbliżyli się z wyciągniętymi jutowymi sznurami, które z pewnikiem miały robić za prowizoryczne kajdany.
- Tak, Ty. Ty i ta panienka. Zostajecie zatrzymani za pomoc zbiegowi - wyjaśnił. - I sram na to, że jesteś rycerzem. Wytłumaczysz się na przesłuchaniu i tam być może uznamy Twoją niewinność. A skoro panienka jest ścigana, to tym bardziej zabieramy was ze sobą - Brzmiało to dość logicznie, jakkolwiek nie próbować tego zinterpretować. - Chociaż nie kojarzę żadnych listów gończych, czy poszukiwawczych... - dodał po chwili zamyślenia.

Chwilę nieuwagi strażnika wykorzystała Auriel. Wystawiła ręce, a gdy Ork wyciągnął sznur w jej stronę, pochwyciła go za dłonie i silnym uderzeniem kolanem, powaliła strażnika, uderzając go w krocze. Nie mówiła przy tym nic. Miała też na tyle oleju w głowie, że nie zabijała go, a zgrabnie przeskoczyła nad nim i pobiegła w stronę wielkich kamieni.
- Łapać ją! - krzyknął krasnolud, ale nim ktokolwiek zareagował, pół-elfki już nie było widać. Wierzba został sam.

- Widać, kurwa, jacy to niewinni jesteście... - mruknął, pętając Wierzbę bardzo dokładnym węzłem grubej liny, krępując mu dłonie tak, że aż bolało. - Wszystko w porządku, Brann? - pytanie kierował do Orka, powoli podnoszącego się z kolan. Był to prawdziwy cios dla jego dumy. Może też dlatego nie komentowali więcej sytuacji.

Sama droga do aresztu była dość skomplikowana. Kręte i wąskie uliczki oraz wysokie kamienne zabudowania wcale nie ułatwiały nawigacji. Z pewnością nie jeden złodziejaszek uciekł tutaj strażnikom. Pomijając jednak ten drobny fakt, osada ta miała naprawdę ciekawą atmosferę, niespotykaną nigdzie indziej. Gdy doszli w końcu do jakieś szerszej alejki, zwrócili na siebie spojrzenia podróżnych kupców, którzy z powodu wyjątkowo małego ruchu, obserwowali uważnie każdego przechodnia.
Szli tak przez dłuższy moment, po którym Wierzba został wprowadzony do jednego z budynków, który nie wyróżniał się niczym innym od poprzednich, które mijał. Tutaj ostatni raz widział konia i przybysza, któremu pomógł - został on zabrany dalej przez orczego strażnika. Miejsce do którego trafił było najwidoczniej siedzibą straży miejskiej, gdzie na wejściu został dokładnie przetrzepany - zabrano mu jego nadziak i wszelkie uzbrojenie jakie chował. Skonfiskowano także wierzchnie odzienie. Został przeprowadzony przez długi korytarz, a następnie wprowadzony do pokoju o masywnych drewnianych drzwiach, dębowym stole oraz dwóch krzesłach - jednym chybotliwym, a drugim dość wygodnym, ustawionym po przeciwnej stronie stołu.
- Niedługo ktoś po Ciebie przyjdzie - mruknął, krasnolud, zostawiając Wierzbę samego w pokoju na tym pierwszym krześle.

Mijały długie sekundy, a potem minuty, które w pustym pokoju przeciągały się w godziny. Ręce chłopaka powoli drętwiały, obwiązane mocnym sznurem, którego nie był w stanie w prosty sposób zdjąć. Jeśli chciał przyjrzeć się miejscu, w którym go pozostawili, mógłby dostrzec zniszczone ślady i coś co wyglądało jak zaschnięta krew. Nie było tego wiele - wyglądało raczej na efekt niechlujnie wytartej ściany i wymytej podłogi...
Siedział tak ze swoimi myślami przed długo. Nie był w stanie określić ile już minęło. Wtedy drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem, a w drzwiach stanęła wysoka elfka o niebieskich włosach. Jej twarz była ściągnięta w poważnym wyrazie. Pierwszym co rzucało się w oczy nie był jednak kolor jej włosów, a blizna, która zajmowała jej połowę twarzy.

Spojrzała pogardliwie na Wierzbę i usiadła naprzeciwko niego. Milczała, świdrując chłopaka wzrokiem...

- Mówili, że jesteś jakimś rycerzykiem... - zaczęła drwiąco, przerywając drenującą uszy ciszę. - Kim jesteś? Skąd przybyłeś? Po co? Co tu robisz? Kim była tamta co uciekła? Co się z nią łączy? I dlaczego pomagałeś zbiegowi, ściganemu za podpalenie? - Zarzuciła Wierzbę pytaniami, nieszczególnie martwiąc się tym, że chłopak może ich wszystkich nie spamiętać.

Skalgród

8
POST POSTACI
Wierzba


Auriel mogła być zła - ale to Wierzba był wściekły. Dziewczyna znów zachowywała się irracjonalnie i Wierzba miał dość jej humorków, które ciągle działały na jego niekorzyść. Nie podobał mu się ton strażnika, ale musiał przełknąć dumę i pozwolić się spętać, aby uniknąć dalszych problemów. Życie bez kłopotów było jednak niemożliwe, gdy obok była Auriel.

- Szalona! Jest szalona! - Podniósł głos, widząc, jak ork upada. Mógł brzmieć nieco histerycznie - to przy niej tracił rozum! Wkrótce miał też stracić krążenie w dłoniach, gdy wybryk dziewczęcia spowodował, że lina oplotła się na jego nadgarstkach nieco zbyt mocno. Mimo to, nie narzekał.

Dlaczego miałby narzekać? Wiedział, że tak będzie. Gdy wszystko zaczęło się układać tak, jak powinno, musiało się zepsuć. Uciekł z najazdu na wioskę - prawie zamarzł. Znalazł kompanów - okazali się wilkołakami, a jego pojmano. Próby udowodnienia swojej wartości skończyły się sześcioma miesiącami niemal niewolniczej pracy, a potem - prawie śmiercią z rąk wampira! A kiedy w końcu udało się uzyskać tytuł rycerza, mistrz zaczął strzelać fochy, a wszyscy pozostali mieli go gdzieś.

To potrafiło zniechęcić.

Ze spuszczoną głową podążył razem ze strażnikami, nie odzywając się niepotrzebnie ani potrzebnie. Rozejrzał się tylko parę razy, stwierdzając, że Auriel mogła uciec w łatwy sposób. Budowle były umiejscowione przy zbyt krętych, wąskich uliczek, by uskutecznić pościg.

Elfi nieszczęśnik był ostatnim, co Wierzbę interesowało. Grunt, że trafił w inne ręce i ktoś inny zajmie się jego ranami i gorączkowaniem. Jeden problem mniej z głowy pechowego półelfa. Za to utrata uzbrojenia była kolejnym ciosem w jego i tak już nadszarpnięte nerwy. Stracił nie tylko wszystkie swoje bronie i to, co za bronie mogło uchodzić, ale też pancerz i płaszcz. Zimny dreszcz wstrząsnął jego ciałem. To nie była pora roku na paradowanie w ledwie cienkiej lnianej koszulce!

Przynajmniej trafiło mu się lepsze siedzenie i kawałek stołu, na którym mógł oprzeć głowę, ciężką od problemów. Było mu zimno, ręce mial związane zbyt ciasno, przez co były zimne, następnie bolały, a potem zdrętwiały i nie czuł ich już wcale. Zastanawiał się, co dalej? Nie wierzył, że będzie potrafił wyjaśnić się z wybryków Auriel.

Poderwał się dopeoro, gdy do sali weszła elfka. Przesunął spojrzeniem po jej oszpeconej twarzy i nienaturalnych włosach. Kim jednak był, by ją oceniać? Jego piętnem był zbyt niedojrzały, niemęski wygląd, zresztą, sam miał paskudną bliznę, choć jego była na brzuchu, tam, gdzie wampir chciał wyrwać mu serce z piersi. Wciąż nie był pewien, jakim cudem to przeżył.

Wytrzymał jej pogardliwe spojrzenia.

- Wierzba. Pasowany rycerz Zakonu Obrońców Świtu z Ghuz-Dun. - Przedstawił się powoli. Twierdza zakonu była niedaleko, elfka musiała o niej słyszeć. Czy to nie wojownicy Ogara pilnowali porządku w okolicy? Przez moment chciał poprosić, by posłała po kogoś do twierdzy, by potwierdził jego tożsamość, jednak doszedł do wniosku, że byłoby to żałosne. Mały Wierzba, wysłany w podróż... Tylko po to, by dzień później trafić do niewoli! - Podróżuję na południe, z Twierdzy. - Podniósł dłonie i położył je na stole, by zasugerować, że czas choćby poluzować więzy zanim rączki uschną i odpadną. - Ten elf... Znaleźliśmy go. Ja i Auriel. Umierał, opatrzyliśmy. - Słowa płynęły i nawet układały się w sens. - Nie wiem, kto to. Chcieliśmy pomocy tutaj. Auriel... To córka Mistrza Silwatera. Uciekła z zamku, wracałem z nią... Tam.

Wyjaśniał tak dokładnie, jak tylko potrafił, choć spodziewał się, że choćby i uzyskał wyżyny swojej zdecydowanie nędznej elokwencji, jego krew i tak przyozdobi ściany pokoiku. Elfka wyglądała na taką, która lubi pastwić się nad związanymi chłopcami.

Skalgród

9
POST BARDA
Elfka nie wyglądała na przekonaną przemową Wierzby. Zmarszczyła gniewnie brwi, ale nie przerwała mu w żadnym momencie. Siedziała wygodnie, z założoną nogą na nogę, emanując władzą i pewnością siebie. Nawet nie spojrzała na ręce chłopaka, które ten wyciągnął przed siebie.
- I niby dlaczego mam Ci wierzyć, co? - zapytała, odchylając się lekko i robiąc efektowną pauzę, jakby zastanawiając się co powiedzieć dalej. Cisza jaka zapadła świdrowała uszy i wzmacniała efekt powagi sytuacji, w jakiej aktualnie się znajdowali.
- Mistrz Silwater ma z nami bardzo dobry kontakt, mój drogi Wierzbo i nie informował nas o żadnej ucieczce córki, ani tym bardziej o posłaniu kogokolwiek z zakonu na nasze tereny - wyjaśniła po dłuższej chwili głosem zimnym jak lód. Nie można było stwierdzić, czy informacje, które właśnie podaje są prawdziwe, czy tylko chciała złamać swojego więźnia. Zaszczyciła go kolejnym pogardliwym spojrzeniem, po czym wstała i kontynuowała, przechadzając się po pokoju. Jej lodowaty ton głosu znikł.
- Widzisz, Kochaniutki, wpadłeś w niezłe bagno. Ta cała Twoja Auriel napadła na strażnika i uciekła, a Ty dałeś się po prostu pojmać. Pojmać razem ze ściganym Damienem, którego świadkowie widzieli jak podkładał ogień pod domem Wójta, wraz ze swoimi wspólnikami - snuła dalej, wędrując za plecy chłopaka. Gdy była za nim, nachyliła się nad jego uchem. - Jak widzisz - nie mam żadnych podstaw by Ci wierzyć. Nic z Twojej opowieści nie łączy się w spójną całość. Odprowadzałeś swoją towarzyszkę do zamku, tak? I po ucieczce wracała tak dobrowolnie? Bez żadnych pęt? I uciekła tak po prostu, niewinna? - Wysyczała mu z zauważalną wściekłością do ucha. Podniosła się i ruszyła dalej, kręcąc głową, jakby z niedowierzaniem. Jej ton znów nabrał chłodnej barwy.
- Powiesz mi więc dokładnie co się stało, albo zgnijesz w tutejszym pierdlu. A uwierz mi, że taki ładny chłopiec jak Ty, prosto mieć tam nie będzie - Uśmiechnęła się lekko, jakby zalotnie, zachęcając go do zwierzeń. Trzeba było przyznać, że miała naprawdę wiele charyzmy, acz delikatna uroda kontrastowała dość mocno ze słowami, jakie wydobywały się z ust elfki.

- Gdzie jest Auriel? Co planujecie? Dlaczego dałeś się złapać? No i dlaczego podpaliliście ten dom? Zdajecie sobie sprawę ile osób zginęło? - Przekrzywiła głowę, jakby ciekawa reakcji chłopaka, zasiadając z powrotem za stołem, naprzeciw niego.
- No, ale muszę przyznać, zaimponowałeś mi... Co prawda ujęty jesteś w liście gończym, jako nieznany wspólnik, ale i tak jest to niemały wyczyn, by na taki list trafić - wymruczała to zdanie, jakby próbując uwieść chłopaka. A była to kobieta wcale atrakcyjna, o delikatnych rysach, niczym te Wierzby, krągłych kształtach i smukłej, wysportowanej sylwetce. Co prawda dekolt za wiele nie zdradzał, ale odsłonięte obojczyki, mogłyby przyprawić niejednego faceta o nieco bardziej kosmate myśli.

- To jak? Będzie miło, czy mam się zabrać do tematu z drugiej strony, co? - zapytała, wyciągając ręce do rąk chłopaka. Musnęła lekko jego dłonie, przechodząc z gracją godną elfki, do poluźnienia nieco więzów, które go krępowały.
- To tak na znak dobrej woli i współpracy - wyjaśniła.

Skalgród

10
POST POSTACI
Wierzba


Sytuacja nie wyglądała dobrze, a Wierzba wiedział, że tylko spokój może go uratować. Problemem był fakt, że nigdy nie radził sobie dobrze z emocjami. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz, a dłonie same rwały się do włosów, by za nie ciągnąć, ale musiały zostać złożone na stole, w pętach, sine z zimna i braku krążenia.

Chłopak zazgrzytał zębami.

- Mój pancerz. - Podsunął jej na pytanie o dowody jego przynależności do zakonu. Byle zbir nie miałby takiej porządnej skórzanej tuniki z wytłoczonym symbolem Obrońców Świtu! - I oręż. Są na demony, nie na ludzi. - Dodał lekko drżącym głosem. Nosił się jak rycerz, choć wciąż brakowało mu pewności siebie, która powinna go cechować. - Zapytajcie Mistrza. - Podpowiedział w końcu. Zacisnął powieki, jakby wstydził się faktu, że musiał uciec się do powoływania na Silwatera. - To... Moja wyprawa. Moja własna. Idę na Południe.

Jeśli rzeczywiście mieli dobry kontakt z Ogarem, mogli usłyszeć o zniknięciu Auriel. Równie dobrze, Silwater mógł się nie przyznać lub nie zdążyć posłać ludzi na poszukiwania córki. Wierzba nie miał nic do dodania w jej kwestii. Sprawiła kłopoty każdemu, z kim się zadawała! Tym razem mogła pociągnąć Wierzbę na samo dno... I co on w niej widział?!

- To miasto nie było na mojej drodze. Ale znaleźliśmy rannego, Auriel podsunęła to miejsce, było blisko. - Tłumaczył, po raz kolejny nawiązując do krzywego uśmiechu losu, który skrzyżował jego drogę z, jak się okazało nazywał, Damienem. Głos mu drżał i czuł się bardzo, bardzo źle, nie tylko przez temat rozmowy i problemy, jakie miał, ale też przez to, że jego los zależał od nędznych zdolności oratorskich.

Spiął się, słysząc głos elfki tuż przy uchu. Z jego gardła wyrwał się niekontrolowany pomruk. Pamiętał spotkanie ze zbójami w lesie.

- W drodze... - Jęknął. - W drodze spotkaliśmy mężczyzn! Trzech! Mówili o nauczce dla wó-wójta! Auriel...! - Nerwy wzięły górę, głos mu się załamał, między wypowiedź wdarł nieartykułowany dźwięk złości i strachu. - Nie chce wracać, dlatego uciekła!

Wziął kilka głębszych wdechów, by spróbować na nowo osiągnąć spokój. Coś, czego uczył się w zamku, by móc służyć bez wstydu. Pomogło tylko odrobinę, a dalsze słowa elfki sprawiły, że włos zjeżył mu się na głowie. Co to znaczyło, że nie będzie mieć łatwo jako ładny chłopiec?! Wolałby już umrzeć, niż być zbeszczeszczony w ten sposób!

- Nie wiem, gdzie poszła! Zapytaj... Z-zapytaj, odwróciła uwagę i uciekła! Dlaczego miałem stawiać opór? Nie zrobiłem nic, by wam... Komuś... zaszkodzić.

Uwolnienie rąk z więzów nieco mu pomogło. Poczuł, jak krążenie wraca do zmarzniętych paluszków, a wraz z nim nasila się ból. Poruszał palcami, gdy znów miał czucie.

- Dziękuję. - Mruknął, wsuwając dłonie między własne uda, by ogrzać zmarznięte członki. Ciepło przyjemnie rozchodziło się po zmarzniętych kostkach. Na myśl przyszła mu ostatnia noc, gdy ciepło Auriel tak rozkosznie rozlewało się po jego ciele...

Rycerz może powinien powoływać się na honor, mówić o wielkich rzeczach, głosić swoje zasady i odgrażać się tym, którzy mieliby stanąć na jego drodze! Ale Wierzba nie był takim rycerzem. Zwiesił smętnie głowę.

- Jeśli mi zaufasz, mogę pomóc wam poszukać tamtych. - Powiedział. - Widzieliśmy ich poprzedniego wieczora. Pokażę wam, gdzie. Czemu miałbym ich zostawiać, jeśli byłbym jednym z nich? Czemu... Czemu chcieli zabić elfa?

Miał odpowiadać na pytania, tymczasem nasuwało mu się ich coraz więcej.

Skalgród

11
POST BARDA
Kobieta rozciągnęła swoje usta w uśmiechu. Był naprawdę urodziwy i gdyby nie słowa, które padły niedawno z jej ust i szpecąca twarz blizna, można byłoby uznać, że elfka jest jakąś dystyngowaną damą, prosto z królewskiego dworu. Pewnikiem nie jednego przesłuchiwanego zaszczycała tym uśmiechem, gdy już udało jej się uderzyć w czuły punkt więźnia. Tutaj, wyraźnie czuła, że tym punktem jest poczucie honoru chłopaka.

- Widzisz? - zaczęła łagodnie. - I nie można było tak od razu? - Wstała ponownie i obróciła się do pół-elfa plecami, jakby chciała popodziwiać obdrapaną ścianę, na którą widok miał Wierzba. Wpatrywała się w nią jak w obrazek, szukając być może słów, które rzucał, zdawałoby się losowo, Wierzba.
- Twierdzisz, że nie miałbyś celu by ich zostawiać. Albo, że polujesz na demony... Pokazujesz mi emblematy, które można zamówić na pierwszym lepszym bazarku, które prezentuje się dzieciakom, by poczuli się jak prawdziwi łowcy - Pokręciła głową. - Mogłeś nie stawiać oporu, bo szukasz azylu, albo zwyczajnie posprzeczaliście się i wasze drogi się rozeszły. Być może wsypujesz teraz swoich kumpli... Szczerze mówiąc gówno mnie to obchodzi, bo potrzebuję konkretów i winnych. A lepiej jest mieć trzech, niż jednego - Obróciła się w stronę stołu przy którym siedział chłopak.
- Jak widzisz, mój Drogi, to trochę za mało. Musisz mi zdradzić więcej. Opowiedz mi, kim byli Ci panowie, których to podobno spotkaliście. Jak mieli na imię? Może znasz jakieś nazwiska? Przecież, jak sam przyznałeś, mówili o nauczce dla wójta, cokolwiek to znaczy - ciągnęła, wyraźnie oczekując jakichś dokładniejszych informacji. Tutaj jednak zrobiła efektowną przerwę, by po chwili nieoczekiwanie się odezwać.
- Podsłuchiwałeś ich? - Jej oczy jakby zabłysły na samą myśl. Była to dość dziwna reakcja, całkowicie odmienna od spektrum jakie reprezentowała sobą do tej pory. Wyraźnie spodobał jej się ten pomysł, ale może to kwestia informacji, jakie właśnie wyciągnęła od Wierzby tak na nią działała.

- Pomoc z chęcią przyjmiemy, ale dopiero gdy potwierdzimy Twoją wersję wydarzeń - odezwała się po chwili milczenia, zmieniając nieco ton, którym wcześniej atakowała Wierzbę. Nie traktowała go już jak pierwszego lepszego gagatka złapanego na ulicy. Jakby się skupić, można byłoby nawet wyczuć odrobinę respektu.
- Musimy być pewni, że możemy Ci zaufać. Póki co, widzę jednak, że nasza współpraca zapowiada się bardzo owocnie. - Uśmiechnęła się ponownie, raczej sama do swoich myśli, niż do chłopaka.- Na razie wystarczy, że powiesz gdzie ich spotkałeś. Wyślemy tam patrol w poszukiwaniu śladów obozowiska dla kilku osób. Jeśli łżesz, skończysz w więzieniu, jako laleczka do dymania. Jeśli jednak okaże się, że faktycznie coś znajdziemy, przejdziemy do nieco bliższej współpracy. - Kolejny uśmiech, tym razem dwuznaczny, jakim pewna siebie dziewczyna zawstydza nieśmiałego chłopaka.
- Staniesz się honorowym członkiem grupy pościgowej i będziesz mógł oczyścić swoje imię. Oczywiście pod naszym nadzorem... - Zawyrokowała, zakładając ręce pod swoimi piersiami, uwydatniając w ten sposób swój biust.
- Jeszcze jakieś pytania? - Przekrzywiła lekko głowę.

Skalgród

12
POST POSTACI
Wierzba


Wierzba daleki był od patrzenia w twarz elfki, a co więcej, do oceniania jej urody. Dla niego była kolejną osobą, która mu nie ufała, która miała go za mniej, niż chciał sobą przedstawiać. Jej uroda, blizny, sposób, w jaki się poruszała i wysławiała - to wszystko nie miało znaczenia.

Tarł dłońmi o siebie, chcąc je rozgrzać między udami. Z czuciem przyszedł ból, który gryzł zimnem, jakby Wierzba włożył ręce w mrowisko. Nieprzyjemne uczucie wyciągnęło kolejny jęk z jego gardła.

- Nie! - zaprotestował, wchodząc elfce w zdanie, dając się złapać na jej prowokację. - Bronię dobra! - Wyrwał się. Zbyt wiele poświęcił, by pozwalać brukać symbole Zakonu twierdząc, że dostępne są wszędzie. - Emblematy prawdziwe, ale nie robią ze mnie rycerza! Ja jestem rycerzem, Obrońcą Świtu! Obronię takich, jak ty! - Zdenerwował się do tego stopnia, że aż poderwał tyłek z krzesła. Nie był jednak na tyle lekkomyślny, by wychodzić zza stołu i prowokować do możliwej przemocy. - Przed demonami!

Gdy z powrotem usiadł, oddychał ciężko, łapiąc w płuca zimne powietrze. Elfce mógł posłać jedynie spojrzenie spod byka, podkreślając, że dość ma jej kpin. W złości kopnął jedną z nóg stołu.

- Złapali Auriel! Wpadła w ich obóz. - Wyjaśnił bez szczegółów, bo i te według niego nie miały znaczenia. - Poszedłem po nią. Trzech, dwóch wysokich i krasnolud. Manfred? Brum...? Nie pamiętam. Mówili o demonie, mieli go zabić. - Wyrzucał z siebie informacje, teraz zły i nachmurzony bardziej, aniżeli zdenerwowany. Kobieta i tak mu nie wierzyła, a straszenie tym, co mogło się stać, działało tylko do pewnego czasu. - A to był wilk, wójt nie płacił, więc coś mu zrobili. Potem szliśmy lasem... - Wierzba starał się przypomnieć sobie drogę poprzedniego wieczora. - Mocno padało. Znaleźliśmy szopę, w niej rannego elfa. A rano tutaj. - Opowiedział w skrócie.

Milczał chwilę, naraz zaś podniósł głowę, gdy coś mu się przypomniało.

- Ranny mówił o demonie! Powie wam więcej. - Podpowiedział. Miał nadzieję, że zajęli się elfem należycie i ten wkrótce odzyska świadomość.

Starał się rozumieć ich argumentację, ale nie mógł, gdy to on miał być szanowanym rycerzem, a nie kimś, kto jeszcze miał udowadniać swoją wartość. Kiwnął lekko głową, mimo wszystko. Nie miał innego wyjścia.

- Pół dnia drogi traktem, będzie stodoła. Ślady ogniska, mojego, i krwi. Stamtąd w las, do obozu. Padał śnieg, mógł zakryć kroki. - Podpowiedział.

I już chciał odpowiedzieć, że nie ma pytań, ale jedno nasunęło mu się na myśl.

- Złapaliście Auriel? Oddajcie ją ojcu.

Skalgród

13
POST BARDA
Elfka uśmiechnęła się tylko pod nosem, obserwując jak zmanipulowany Wierzba protestuje. Może i gdyby nie była taką zimnokrwistą suczą, zrobiłoby jej się przez chwilę żal chłopaka, a prawda była nieco odmienna. Co prawda zniknęły płomyki w jej oczach - myślała wcześniej, że Wierzba będzie o wiele bardziej przydatnym nabytkiem.

- Dobrze, panie rycerzu - zaczęła jakoś tak bez przekonania. - Całkiem ciekawe to były informacje... Szczególnie, jeśli nie kłamiesz... Jeśli to ten Manfred, a towarzyszył mu również Brumin i Hoff, to naprowadziłeś nas właśnie na kogoś, kogo ścigamy już od jakiegoś czasu - przyznała, jakby z żalem.
- W każdym razie: Damien ścigany jest za wiele morderstw i podpaleń. Tamta trójka, na którą trafiłeś, jest również z jego paczki. Dziwne tylko, że z tego co mówisz, Damiena znalazłeś w szopie, a pozostałą trójkę z dala od niego - zamyśliła się i zamilkła.
Wstała od stołu i przeszła się po pokoju, starając się chyba intensywnie łączyć fakty. Było to bardzo osobliwe zachowanie, ale tak szybko jak się pojawiło, tak szybko również zniknęło.

- Pomogłeś, a jestem słowna - stwierdziła po chwili. - Procedury nakazują zamknąć Cię za kratami, ale dostaniesz osobną celę i koce, by nie zmarznąć za bardzo. Jutro zaprowadzisz nas na polanę i pokażesz wszystko. Opowieść tym razem ma być również ze szczegółami. Nawet tymi najdrobniejszymi. A Auriel? Nie znaleźliśmy. Poza tym nie będziemy bawić się w sługusów Ogara - ton był znowu chłodny i nie znoszący sprzeciwu. Kobieta nie czekała też na odpowiedź, po prostu opuściła pokój.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Przeraźliwe zimno kąsało, a odrapane ściany zdawały się podpowiadać podświadomości najgorsze możliwe scenariusze. Ciężko było stwierdzić ile czasu minęło od wejścia Wierzby do tego pokoju. Patrząc jednak na uczucie głodu, jakie chłopak odczuwał, mógł być już wieczór. Drewniane drzwi otworzyły się po kolejnej wieczności, wpuszczając tym samym znajomego już Wierzbie strażnika
- Idziemy młody. Tylko bez sztuczek i cyrków. - powiedział strażnik, dotykając ramienia pół-elfa i prowadząc go do wyjścia z pokoju.

Szli ciemnym i wąskim korytarzem, wyłożonym kamieniami. Było chłodno i nieprzyjemnie, ale to tłumaczyło też grube ubrania, które wystawały spod zbroi strażnika miejskiego. Gorzej zrobiło się jednak, gdy zaczęli schodzić po schodach - wtedy na ścianach można było również dostrzec skraplającą się wodę, obrastający skały miejscami mech i przeraźliwie dużą wilgoć w powietrzu. To całe więzienie, o którym mówiła wcześniej elfka, było najprawdopodobniej odpowiednikiem jakiegoś miejskiego lochu. Na końcu schodów znajdowało się kolejny korytarz, prowadzący do kilku drzwi. Strażnik wybrał te po prawej, za którymi mieściło się kolejne pomieszczenie, dość przestronne, oświetlone blaskiem pochodni. Pod ścianami ulokowane były małe cele, które oddzielone były od siebie tylko porządnymi prętami, zamocowanymi głęboko w kamiennej podłodze i suficie.
- Zaciśnij zęby, to tylko jedna noc. Dostaniesz dwa koce. Szybko minie - Strażnik wydawał się dość miły, wprowadzając chłopaka do celi, wręczając mu koc i zostawiając go samego w przeraźliwym pomieszczeniu.
Ale czy na pewno samego? Jeśli Wierzba by się rozejrzał, w celi obok dostrzegłby leżącego na ziemi Damiena - elfa, którego wcześniej uratował. Wydawał się opatrzony, ale miał wrażenie, że przybyło mu parę siniaków na twarzy. Chociaż równie dobrze mógłby być to cień generowany przez światło pochodni. Elf wyglądał na nieprzytomnego, ale być może tylko spał?

Skalgród

14
POST POSTACI
Wierzba


Wierzba nie miał pojęcia, że jest manipulowany. Mówił to, co podpowiadała mu duma, rzucał słowa, które wydawały mu się odpowiednie. Nie krył prawdy - czy nauczyciele nie mówili, że prawda zawsze zwycięży? Nie było sensu mówić o czymś, czego nie dokonał. Ale czy nie było słusznym stwierdzić, że gdyby chciał, to podsłuchałby zbójców? W tamtym momencie nie wydawało się to mieć żadnego sensu. Wparowanie na nich wprost, z nadziakiem, było jeszcze mniej mądre.

- Brumin? Hoff? - Powtórzył po elfce, jednak pamięć nie zamierzała zdradzić imion spotkanych dzień wcześniej mężczyzn. Wzruszył ramionami i delikatnie pokręcił głową, dając znać, że nie jest pewien.

Podnosząc ciemne oczy na strażniczkę, Wierzba nie mógł zrobić wiele więcej, jak westchnąć. Damien mógł umrzeć szopie, jak życzyła mu Auriel. Ale czy to Wierzba mógł decydować o jego życiu i śmierci? Nie był tym, który mógł zwracać życie. Dla czego miałby je odbierać? Obserwował kobietę, nie odzywając się ni słowem. Nie mówił również wtedy, gdy postanowiła zamknąć go za kratami mimo wszystko. Skinął głową, zgadzając się na ten los. Z jej słów wywnioskował, że nie przepada za Mistrzem. Nie mógł jej się dziwić.

Pozostawiony sam, wrócił do pozycji z głową opartą o stół. Jego rączki już tak nie bolały, ale wciąż były zimne, zresztą tak samo jak stopy. Stopniowo zaczął się wychładzać. Oby nie skończyło się katarem! Ssanie w żołądku nie pomagało i z każdą chwilą Wierzba czuł się gorzej.

Nie wiedział, kiedy przysnął, a gdy obudził go strażnik, plecy zaprotestowały, kark rwał bólem, a zimno i głód nie ustąpiły, może nawet przybrały na sile. Nastrój Wierzby daleki był od dobrego, bo choć wydawało mu się, że nie zrobił nic złego, to świat (i Skalgród) karali go jak złoczyńcę. Nawet jeśli tylko na jedną noc.

Nie zamierzał wykonywać żadnych sztuczek, ani odstawiać cyrków. Miał nadzieję na suchą, spokojną celę, jednak się przeliczył. Oglądał się kilka razy na strażnika, jakby w pytaniu, czy to na pewno miejsce dla niego? Spędzenie nocy w takim miejscu, nawet z kocami, było więcej, aniżeli zagrożeniem katarem!

To tylko jedna noc. Musiał zrobić tak, jak radził mu strażnik, choć jego cało zaczynało mimowolnie drżeć. W dziczy zbudowałby szałas, może rozpalił ognisko. Tutaj nie miał takich wygód. Zatęsknił za swoim ciepłym płaszczem.

- Dziękuję. - Powiedział do strażnika, lokując się w celi i zaraz przykrywając kocem. Zamierzał szybko zasnąć, przespać głód, zimno i zmęczenie, a kolejnego dnia wstać w pełni sił, gotów do pomocy w sprawie, w którą mimowolnie się wplątał. To, co nie pozwalało mu odpocząć, to obecność elfa. Damien wydawał się być poddany o wiele brutalniejszemu przesłuchaniu, niż pół-elf. Nic dziwnego, że padł bez przytomności. Jednak... Czy nie było my zimno? Po cóż Wierzba go ratował, jeśli teraz miał zamarznąć?

- Psst? Przepraszam? - spróbował zwrócić na siebie uwagę Damiena. - Hej! Nie śpij. Mam dla ciebie koc.

Koce były dwa, a Wierzba, choć w również mizernym stanie, mógł się jednym podzielić. Spodziewał się, że będzie obserwowany, to nie miało znaczenia.

Skalgród

15
POST BARDA
Damien w pierwszej chwili nie reagował na słowa chłopaka. Przekręcił się na początku niemrawo, a dopiero po chwili, gdy otworzył swe oczy koloru mroźnych jezior, dostrzegł kto zakłóca jego niespokojny odpoczynek. Jego wzrok był twardy, tatuaże na szyi dodawały powagi i poczucia bycia na swoistym marginesie społecznym. Dość nieprzyjemne doświadczenie.
- Czego? - bąknął niewyraźnie, widocznie rozgniewany przerwanym snem. Być może nie było to jego pierwsze brutalne przesłuchanie, ani też pierwsze więzienie. Wyglądał na takiego co nie jedno w życiu przeszedł, a skoro udało mu się zasnąć i w takim miejscu...
Damien spojrzał na rękę Wierzby, która wyciągnięta w przyjaznym geście, podawała jeden z dwóch kocy. Chyba nie do końca docierało do niego co właśnie się dzieje. Wyglądał nawet na zmieszanego. W najlepszym przypadku nie spodziewał się, że ktoś podaruje mu coś co ułatwi mu przetrwanie nocy. Wahał się jednak wyraźnie, co można było wyczuć bez większego problemu. Strażnik zniknął z pomieszczenia, więc wydawało się, że nikt ich nie obserwuje. Widocznie albo nie mieli obowiązku stróżowania w wilgotnych i zimnych piwnicach, albo zwyczajnie uciekł, ogrzać się trochę na górnych częściach budynku.
- Dzięki - odparł po dłuższej chwili patrzenia się na Wierzbę. Podczołgał się z wyraźnym trudem i odebrał koc, którym natychmiastowo się opatulił. Nie był to szczyt luksusu - koc gryzł w każdą odsłoniętą część ciała, ale dawał chociaż odrobinę ciepła, które było tutaj tak ważne.

- To Ty mnie uratowałeś? - zapytał po przeciągającej się ciszy, jaka nastała po jego podziękowaniu. Jakby czuł się zobligowany do rozmowy, czy też pewnych prób wytłumaczenia sytuacji. - Tak czy inaczej dzięki. Nie jestem mordercą... Hoff po prostu się mści... - mówił dalej urywanymi zdaniami, nie czekając na potwierdzenie chłopaka. - Ale nie przejmuj się... Jesteśmy w Skalgrodzie. Wyjdziemy stąd lada chwila - rzucił tajemniczo. Zwinął się w kłębek i zasnął prawie że natychmiastowo. Jeśli chłopak jeszcze coś do niego mówił, pewnie nie słyszał.

Wierzba też długo nie wytrzymał. Mimo przeraźliwego chłodu, zdołał ułożyć się wygodniej, a powieki opadły same, sprawiając że odpłynął, nie wiadomo nawet kiedy...
*** Obudziło go lekkie potrząsanie. Znajomy głos przebijał się przez obłoki marzeń sennych.
- Wierzba, szybko... - Delikatne dłonie poruszały jego barkiem i głaskały po poliku. - Biedny. Przepraszam... - Głos wydawał się bardzo znajomy. - Nie mamy czasu. Tylko ciii... - Dopiero po chwili mogło do niego dotrzeć, że to głos Auriel. W pomieszczeniu były jeszcze trzy osoby, które zajmowały się już Damienem - stanowczo nie wyglądali na strażników.
- Idzie z nami, Auriel, czy tu zostaje? - odezwał się jeden z mężczyzn, przytłumionym głosem.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Turon”