[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

1
Obrazek
[Mapa wyspy zostanie dodana później]

Niewielka wysepka Harlen znajduje się na granicy Płonącej Zatoki. Wystający z morza fragment lądu o kształcie podkowy stanowi bezpieczną przystań dla piratów, najemników i wszelkiego rodzaju żeglarskich szumowin.

Wyspa nie ma oficjalnego zarządcy, funkcjonując na takich zasadach, jakie akurat zostaną ustalone - jest jednak azylem dla tych, którzy próżno mogą szukać tego azylu gdziekolwiek indziej, więc nawet ci uznawani za najgorszych dbają o Harlen i relacje z mieszkańcami. Mała wioska utrzymuje się głównie z tego, co zostanie zrabowane, a złoto na ewentualny handel zarabia dzięki dużej karczmie i lubianemu przez żeglarzy przybytkowi rozpusty. Stacjonarnych mieszkańców Harlen nie jest wielu - większość to załogi, wymieniające się raz po raz, razem ze statkami przybijającymi do brzegu i opuszczającymi zatokę, zwykle tydzień lub dwa później.

Wielu piratów otwarcie nazywa wyspę domem.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

2
Dwa dni po wydarzeniach na Siódmej Siostrze

Nierozsądnym było zostawiać syreny na widoku. Po tym, jak Siódma Siostra przybiła do brzegu, Vera zadbała o to, by zwłoki zostały przykryte żaglowym płótnem i zabezpieczone tak, by nikt niepowołany nie dostrzegł nietypowego skarbu. Część załogi zdążyła już zejść na ląd i zgodnie z wcześniejszą obietnicą kapitan, skierowała się do tawerny, by na koszt wspólnego budżetu zająć się zalewaniem w trupa. Po wydarzeniach, które miały miejsce na morzu, nie było wątpliwości, że należała im się rozrywka, chociażby tego typu.

Na statku pozostała Irina i paru mężczyzn, którzy mieli dorpowadzić Siostrę do stanu używalności przed tym, jak sami oddadzą się uciechom portu.

Vera zeszła na pomost, minęła Mardę, która najwyraźniej zamierzała spędzić wieczór w towarzystwie butelki, siedząc na deskach i wgapiając się w horyzont. Leżący obok niej kawałek deski najwyraźniej miał służyć za kule, gdy syrenie zęby poharatały jej nogę i odbierały pełnię sprawności. Nie sposób było nie dostrzec, że Siódma Siostra zapewniała więcej rozrywki aniżeli Karlgard.

- Miłego wieczoru. - Życzyła Maruda Verze, ale wydawało się, że nie ma nastroju na dalsze rozmowy.

Tawerna nie znajdowała się daleko. Miejsce, do którego schodziła się cała śmietanka pirackiego miasteczka, było oblegane, jednak Verze udało się znaleźć miejsce do posadzenia tyłka. Nim jednak zdążyła rozejrzeć się za kimś, u kogo mogłaby zamówić alkohol, u jej boku pojawiła się postać.
Spoiler:
Mówili na niego kapitan Erinel. Dowodził dwumasztowym brygiem nazywanym Pocałunkiem Krinn i choć jego okręt był mniejszy od Siódmej Siostry, służyło na nim więcej załogantów. Elf znany był z ciętego języka, ostrej szabli i często niewyjaśnionej brutalności, która nie była jednak niczym dziwnym w tym społeczeństwie. Tawerniane dziewki mówiły, że jego nienaturalny, czerwonawy kolor włosów nie wziął się od barwników tworzonych z krasnorostów, ale przez kąpiele we krwi wrogów. Zastanawiającym było, że tylko włosy łapały ten kolor!

- Kapitan Umberto. - Uśmiechnął się Erinel, sadzając tyłek na ławie tuż obok niej. Uniósł dłoń, a któryś z jego ludzi zaraz przyniósł dwa kubki grogu, z którego jeden wylądował przed panią kapitan. - Twoi majtkowie gadają o syrenach. - Zaczął bez ogródek, najwyraźniej podłapując już plotki, które rozpuszczali ludzie Very. - Myślałem, że masz na statku te parę kobiet po to, żeby nie trzymać ich tak wyposzczonych, by w byle foce czy większej rybie widzieli syrenę? - Zadrwił. - Sama też jesteś niezaspokojona, hm?

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

3
POST POSTACI
Vera Umberto
Pożegnanie tych, których stracili podczas ataku syren, było wydarzeniem, które wcale nie poprawiło nastrojów w załodze, a już na pewno nie poprawiło samopoczucia pani kapitan. Patrzyła na płonące strzały, wystrzeliwane przez Irinę jedna po drugiej i gasnące w wodzie daleko od statku - dwadzieścia jeden sztuk, tyle, ilu żeglarzy stracili. Nie pamiętała, kiedy ostatnio zdarzyło się jej płakać, całkiem możliwe, że jej kanaliki łzowe wiele lat temu przestały już istnieć, ale gdy w panującej na pokładzie ciszy Trip śpiewał Już dopłynęli do portu, coś ciężkiego osiadło na jej sercu i nie dało się już zrzucić; ani tej nocy, ani przez dwie następne.
Syreny faktycznie zabezpieczyli. Pozawijali je w płótno, każdą osobno i związali mocno, tworząc coś, co przypominało worki na zwłoki, tylko znacznie dłuższe. Nikomu nie było do śmiechu, a żarty na temat kuszących morskich istot przestały już kogokolwiek bawić. Vera widziała, że załoga potrzebuje odpoczynku, po porażce w Karlgardzie i ostatnich wydarzeniach na otwartym morzu, kierując się w stronę Harlen zakładała więc, że spędzą tam co najmniej tydzień czasu. Na wyspie nie czekała na nich straż, stryczek ani śmierć... no, chyba że ktoś sobie otwarcie na tę ostatnią zasłuży własną głupotą, ale na to już nie miała wpływu.
Schodząc na ląd, Umberto nie zamierzała wyglądać tak, jak przez ostatnie dwa dni - czyli zakładać na siebie byle czego, bo i tak zaraz wracała do kajuty. Doszła do wniosku, że przynajmniej dla odmiany zadbanie o siebie może poprawić jej samopoczucie, wybrała więc swoją ulubioną białą koszulę i gęsto haftowany gorset, obwieszając się też biżuterią, na jaką w normalnych warunkach nigdy nie byłoby jej stać. Całe szczęście, że wybrała zawód, którego większość społeczeństwa nie nazwałaby normalnymi warunkami. Zabrała wyszczerbioną broń i sakiewkę ze złotem, na koniec standardowo zarzucając na siebie swój leciwy, skórzany płaszcz. Niektórzy stwierdziliby, że jej gust pozostawia sporo do życzenia; Vera miała tych niektórych głęboko w dupie.

- Wzajemnie - odparła Marudzie, mijając ją przy zejściu ze statku. Po dwóch krokach zatrzymała się i zerknęła na kobietę przez ramię, mierząc spojrzeniem jej ranną nogę i zniechęconą twarz. - Nie tego się pewnie spodziewałaś, kiedy zabierałam cię z Karlgardu, co? - uśmiechnęła się słabo. - Trochę tu posiedzimy. Nie musisz tkwić na statku. Nie musisz też w ogóle zostawać na Siódmej Siostrze, jeśli nie chcesz. Wykupiłam cię, ale nie bawię się w niewolnictwo. Droga wolna, Marda.
Gestem dłoni wskazała małe, portowe miasteczko, w którym już gdzieś upijało się pół załogi.
- Chociaż jeśli zdecydujesz się zostać, będziesz na Siostrze mile widziana. Uratowałaś wielu moich ludzi dwa dni temu. I myślę, że Ashton byłby bardzo rozczarowany, gdybyś zniknęła.
Skinęła głową i zostawiła kobietę z tą myślą, widząc, że nie jest ona w nastroju na dyskusje. Zależało jej tylko na tym, by Marda nie sądziła, że do kogoś należy. Umberto nie posiadała ludzi i nie zamierzała tego zmieniać. Była orędowniczką wolności w każdym tego słowa znaczeniu. Jeśli pijaczka postanowi zostać, trzeba będzie popracować nad jej uzależnieniem, żeby dało się jej powierzyć poważniejsze zadania, ale z całą pewnością nie chciała trzymać jej na pokładzie siłą.

Tawerna, tak dobrze jej znana, przywitała ją przyjemnym gwarem i zapachem czegoś pysznego, docierającym z kuchni. Wśród gości widziała swoich ludzi, odbijających sobie stres ostatnich wydarzeń. Dobrze, czasem trzeba było rzucić się w karczemny wir i zobaczyć, dokąd on doprowadzi. Nie było co się oszukiwać, sama miała ochotę to zrobić. Drogę na statek i do swojej kajuty wystarczająco dobrze znała na pamięć, by móc po pijaku wrócić do siebie. Zanim jednak zdążyła cokolwiek zrobić, choćby podnieść się i podejść do baru, widok zasłoniła jej czerwona głowa Erinela. Czasem ją bawił, ale czasem wolała, by dał jej spokój. Tym razem postawił przed nią grog, więc jeszcze nie zdecydowała, jak nastawiona jest do niego dzisiaj.
Początkowo nie odpowiedziała na jego zaczepki, zamiast tego duszkiem wypijając połowę zawartości kubka. Dopiero wtedy westchnęła ciężko i przeniosła na niego zmęczone spojrzenie.
- Tak, Erinel - odparła sucho, protekcjonalnie. - Właśnie po to mam te parę kobiet na statku. Organizujemy sobie orgie na głównym pokładzie raz na kilka dni, więc dziękuję za twoją troskę, ale nie martw się, jestem całkowicie zaspokojona.
Rzeczywistość była dużo bardziej rozczarowująca, bo Vera nie pamiętała, kiedy ostatnio nie spała sama, ale z całą pewnością nie zamierzała dzielić się tymi przemyśleniami z tym dupkiem.
- Zazdrosny, bo kobiety przychodzą na twój statek tylko wtedy, jak im zapłacisz, hm? - zagadnęła. - Czego chcesz ode mnie dzisiaj? Miałam naprawdę spierdolony tydzień, Erinel. Nie mam siły na przepychanki słowne z tobą.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

4
POST BARDA
Kapitan nie uzyskała odpowiedzi od Mardy, która została w porcie samej sobie, a jej jedyną kompanką była flaszka. Niewolnica czy nie - kobieta miała wiele do przemyślenia po tym, co widziała w Karlgardzie i na morzu.

Wyspa miała być wytchnieniem dla załogi, ale również dla kapitan Very Umberto. Jej twarz była jednak bardziej rozpoznawalna niż jakiegoś majtka, dlatego musiała pogodzić się z zainteresowaniem obecnej w lokalu gawiedzi.

- Spragniona nie tylko bliskości? - Zadrwił Erinel, widząc jak Vera przyssała się do kubka. Sam oparł się łokciem o blat stołu, a na dłoni wsparł głowę, odwracając się bokiem do kobiety. - Skoro na Siódmej Siostrze jest tak wesoło, zaproś mnie kiedyś. Może nawet zgodzę się służyć pod tobą. I zapłacę, jeśli trzeba.- Drapieżny uśmiech elfa zdradzał, że najwyraźniej nie tylko załoganci Very mieli cielesne potrzeby, lub też po prostu droczył się z Umberto.

Gdyby Erinelowi nie zależało na wieściach, z pewnością rzuciłby kolejną uwagą i zostawił ją samą. To, że został, a do tego wgapiał się w Verę jak sroka w gnat, znaczyło, że mógł wziąć słowa jej marynarzy bardziej poważnie, niż chciał po sobie pokazać.

- To jak było z tymi syrenami? Mówili, że wróciliście bez połowy załogi. Wiem, jak jest, Umberto. - Parsknął. - Bunt? Powiesiliście ich i teraz rozpowiadacie głupoty o morskich potworach?

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

5
POST POSTACI
Vera Umberto
Przesunęła oceniającym spojrzeniem po sylwetce Erinela, by ostatecznie wzruszyć ramionami w wyrazie obojętności.
- Nie wiem, czy masz wystarczające doświadczenie, żeby służyć pode mną.
Nie pierwszy raz musiała zmagać się z podobnym podejściem, ale wyrobiła sobie na nie odporność. Kobieta na stanowisku kapitana to nie było coś, co zdarzało się często, w szczególności w ich uroczym, pirackim światku. Chyba osobiście nie znała żadnej innej, która mogłaby się poszczycić posiadaniem własnego statku i własnej załogi. Nie wątpiła, że Erinel bardzo chętnie wpakowałby się jej do łóżka, nawet jeśli nie z zainteresowania nią samą, to dla pokracznego sposobu na udowodnienie własnej wyższości.
- Nie. To nie był bunt i nikogo nie wieszaliśmy. Moja załoga mówi prawdę.
Napiła się znów, opuszczając potem wzrok na powierzchnię grogu w kubku, która obniżała się nieprzyjemnie szybko.
- Gdyby nie te parę kobiet na pokładzie, statek byłby już pusty. I Siostra nie przypłynęłaby tu z połową załogi, tylko wcale.
Nie rozwijała tematu, zakładając, że kapitan Pocałunku Krinn nie jest odpowiednią osobą, na którą mogłaby wylać swoje żale. Ale przyniósł jej alkohol, więc mogła te żale zapić, a to już było coś.
- Przyszedłeś mi truć dupę dlatego, że w to nie wierzysz, czy dlatego, że chcesz dowiedzieć się ciekawostek o pięknych istotach z morskich otchłani? - spytała. - Mogę ci o nich poopowiadać, jeśli chcesz. Jaki wpływ mają na wszystkich, którzy mózg trzymają w gaciach. Podejrzewam, że byłbyś pierwszy, który rzuciłby się w toń.
Skoro Erinel nie posiadał kobiet w załodze, całkiem możliwe, że dokładnie tak by było. Uśmiechnęła się krzywo, przez chwilę żałując, że to nie na jego statek trafiło stado potworów. Przeniosła wzrok na widoczny w oddali kontuar. Musiała spytać karczmarza, czy nie jest zainteresowany zakupieniem tak pięknej, nietypowej ozdoby do swojego baru. Może zaraz wyśle kilku swoich ludzi, by przynieśli tu jedną syrenę. Jak już rozpowiadali plotki i chwalili się tym na prawo i lewo, równie dobrze mogli udowodnić, że nie kłamią. Załodze dobrze zrobi chwila sławy.
- Gdyby twoi ludzie mieli ochotę służyć pod kimś rozsądniejszym, możesz im przekazać, że rekrutuję.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

6
POST BARDA
Erinel nie wytrzymał i parsknął śmiechem w swój kubek grogu. Był na tyle ogarnięty, by nie opluć wszystkiego dookoła.

- Chcesz sprawdzić, czy moje umiejętności cię zadowolą? - Czarował, gdy już doszedł do siebie i otarł usta. - Powiedz tylko słowo. Jestem do twoich usług, jak to się mówi.

Usługi elfa mogły dotyczyć tylko jednego, jednak Vera wiedziała, że w takim światku lepiej mieć więcej przyjaciół, aniżeli wrogów. Z drugiej strony, inne pirackie załogi i ich przywdócy byli tak niestali w uczuciach, że jeden konflikt interesów mógł zaburzyć całą budowaną latami przyjaźń.

Erinel zmarszczył swoje przystojne oblicze w wyrazie zamyślenia, gdy usłyszał, że wbrew jego podejrzeniom, nie doszło do żadnej nieprzyjemnej sytuacji z udziałem buntowników.

- Nie jesteś pierwszą, która mówi, że spotkała syreny, wiesz? - Powiedział jej w końcu. - Ale werjsa twojej załogi różni się od zwyczajnego gadania o cycatych pół-rybach. Że niby takie krwiożercze? - Poddał wątpliwości jej słowa. - Czy po prostu wyście nie mogli poradzić sobie z paroma ślicznotkami? Moi ludzie nie skakaliby za byle rybią dupą. - Prychnął, nieco urażony jej komentarzem. - Gdzie je spotkaliście? Swoją drogą, teraz ciężko o ludzi. Sam też rekrutuję, więc obawiam się, że Siódma Siostra będzie musiała trochę poczekać.

Jasnym było, iż sugerował, że w pierwszej kolejności chętni udadzą się do kapitana Pocałunku Krinn. Zwykle nietrudno było o wszelkiego rodzaju szumowiny, które chciały zaciągnąć się na statek. Najwyraźniej coś powodowało, że coraz mniej chętnych kierowało się ku Wyspie Harlen.

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

7
POST POSTACI
Vera Umberto
Vera uśmiechnęła się, nawet trochę mniej niemrawo, niż do tej pory. Jakkolwiek by Erinel nie był irytujący, to chyba jednak go lubiła. Dopóki nie musieli stawać przeciwko sobie, a to się im jeszcze nie zdarzyło, nic nie stało na przeszkodzie, by poprzekomarzali się raz po raz w karczmie na Harlen. I trzeba było przyznać, że nawet jej to odrobinę poprawiało humor.
Gdy poddał jej słowa w wątpliwość, Umberto westchnęła.
- Chcesz dowodów, dostaniesz dowody - podniosła rękę w górę. - Ashton! Ohar! Widzę was! Chodźcie no, zanim się napierdolicie do nieprzytomności.
Podniosła się od stołu, na chwilę zostawiając Erinela przy nim samego. Nie chciała przy nim rozmawiać o tym, że mają tych trucheł na pokładzie więcej, bo a nuż stwierdzi, że świetnym pomysłem będzie zwinięcie jednego? Jak już upolowali te cztery syreny, Vera zamierzała sprzedać wszystkie, co do jednej. Statek potrzebował napraw, a jej ludzie pieniędzy. Równie dobrze mogła zrobić wokół tego trochę zamieszania. Na Harlen na pewno jeszcze nie miało miejsce nic podobnego; syreny dla ogromnej większości wciąż były bajką dla dzieci. Dla jej załogi stały się doświadczeniem, które długo jeszcze będą wspominać.
- Przynieście tu jedną z naszych rybek - poleciła dwójce mężczyzn. - Rzucimy im syrenę na mordę, nie będą nas oskarżać o kłamstwa. Spróbujemy ją tu sprzedać, przy okazji, a jak się znajdzie więcej chętnych, może pójdą od razu wszystkie.
Odprowadziła ich spojrzeniem do wyjścia, upewniając się, że zrobią to, o co ich prosi, po czym wróciła do Erinela, siadając tym razem naprzeciw niego i przyciągając do siebie swój kubek.
- Spotkaliśmy je dwa dni na południowy zachód stąd - odpowiedziała na wcześniejsze pytanie elfa. - Blisko, a do tego na trasie, którą płynęliśmy nie pierwszy raz, więc tym bardziej byłam zdziwiona. Były takim kłębowiskiem ogonów, że nawet nie wiem, ile zabiliśmy. Kurwy mają twarde karki. Ale są prześliczne, faktycznie. Myślę, że trafią w twój gust.
Oparła się wygodnie i dopiła zawartość kubka do dna, odstawiając go potem ze stuknięciem na blat. Potrzebowała kolejnego. Alkohol na Harlen smakował zupełnie inaczej. Uniosła brwi w zaskoczeniu.
- Rekrutujesz? Ty nie masz przypadkiem statku już tak wypchanego ludźmi, że śpią jeden na drugim? - parsknęła śmiechem i pokręciła głową. Zamilkła na moment. - Ale poważnie, to nie były byle rybie dupy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio ponieśliśmy takie straty. Niewiele brakowało, żeby nie miał kto żeglować. Straciłam wielu dobrych ludzi.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

8
POST BARDA
Ashton i Ohar byli mniej, niż szczęśliwi, że kapitan ich wezwała, jednak nie ociągali się zbytnio, zatrzymując tylko na tyle długo, by wyzerować swoje kufelki.

- Ta jest! - Odpowiedzieli chórem i tak, jak zostało im nakazane, ruszyli do wyjścia z tawerny.

W chwili, gdy kapitan rozmawiała z marynarzami, Erinel zdążył usadzić się wygodniej, okrakiem na ławie, opierając plecy o ścianę. Również w "magiczny" sposób oba kufelki zostały uzupełnione grogiem po brzegi. Vera mogła wiedzieć, że nie tylko oczy elfa podążają za każdym jej ruchem w tawernie.

- Bez dowodów mało kto uwierzy, Umberto. - Mruknął, nabijając tytoniem fajkę, którą wyłowił zza pazuchy. - Na południowy-zachód zwykle jest spokojnie. Nawet patrolów jest niewiele. - Zauważył. Okręty wszelkiego rodzaju służb mogły narobić problemów nawet wtedy, gdy statek nie miał wywieszonej pirackiej bandery. - My też lubimy bliskość. Jeśli ty nie zaprosisz mnie na Siódmą Siostrę, to ja zapraszam na Pocałunek Krinn. - Elf poruszył brwiami, jakby to miało przekonać Verę. - A tak naprawdę, to też miałem ostatnio straty.

Nim jednak kapitan Erinel zdołał podzielić się historią wydarzeń, w wyniku których stracił część załogi, uwagę wszystkich przyciągnął głos Osmara.

- Zróbcie miejsce! - Mówił krasnolud, krążąc w centralnej części tawerny i spychając tych, którzy jeszcze kręcili się tam, gdzie bosman upatrzył sobie swoje miejsce. - Takich dziwów Harlen jeszcze nie widziało! Załoga Siódmej Siostry, pod przewodnictwem kapitan Umberto, upolowała najprawdziwszą syrenę! - Chwalił Osmar, przez co zyskał uwagę większości gości. Vera dobrze znała Osmara i wiedziała, że język nie plątał mu się tak zawsze; musiał już wypić dość sporo, w zbyt szybkim tempie jak na jego krępe ciało. W tawernie odezwały się rozbawione głosy, tak podobne do tych, które rozbrzmiewały na Siostrze przed ostatecznym atakiem. - Walka była zażarta, wielu straciło życie, ale wyszliśmy zwycięsko! Dawać ją, chłopaki!

Ashton i Ohar wwlekli na środek zawiniętą w płótno paskudę. Rozciąwszy liny trzymające pakunek, zaczęli rozwijać potworzycę.

Kurtyzany, zajmujące kolana spragnionych kobiecych widoków żeglarzy, wydały z siebie okrzyki przerażenia i obrzydzenia, za to mężczyźni ucichli, gdy zapewne nie tego spodziewali się ujrzeć. Syrena rozciągnięta była od drzwi niemal po szynkwas. Dwa dni na słońcu zrobiły swoje i cielsko śmierdziało niemiłosiernie niczym psująca się ryba, nikt jednak nie zamierzał na to narzekać.

- Na cyce Krinn. - Jęknął Erinel.

- To najprawdziwsza syrena! - Ciągnął Osmar, jakby był wodzirejem tego dziwacznego zlotu piratów.

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

9
POST POSTACI
Vera Umberto
Czyli los nie był też łaskawy dla Erinela, hm? Ostatnimi czasy piraci nie mieli zbyt wiele szczęścia, na to wyglądało. Skinęła lekko głową w ramach podziękowania dla tego, kto uzupełnił jej kubek i znów zanurzyła usta w słodko-kwaśnym alkoholu. Być może w tym tkwiła różnica smaku, jej na co dzień nie chciało się rozwadniać rumu i bawić się w dodawanie do niego owoców i całej reszty pierdół. Tutaj mogła zaznać odrobiny luksusu, o ile można było tak nazwać dość przeciętny i tani trunek. Tak czy inaczej, miło ze strony elfa, że zajmował się wprowadzeniem jej w odpowiedni stan upojenia, nawet jeśli robił to tylko dlatego, że portowe dziwki już mu się znudziły.
Chłopakom szybko poszło dostarczenie pakunku do karczmy; Vera nie spodziewała się, że aż tak im było spieszno z powrotem do kufla, ale nie narzekała. Plączący się język Osmara sprawił tylko, że kapitan uśmiechnęła się lekko. A dobrze, niech pije; ostatnie wydarzenia nie były dla niego zbyt łaskawe. Czekając na szafot w Karlgardzie pewnie zrobił już podsumowanie życia i nie sądził, że będzie mu dane zobaczyć coś więcej, niż stryczek o wschodzie słońca. A potem? Wszyscy wiedzą, co wydarzyło się potem.

Umberto podniosła się z ławy i obróciła, by ostatecznie usiąść na stole, opierając swoje wysoko sznurowane buty w miejscu, które przed chwilą zajmowała. W ten sposób znajdowała się wyżej i dobrze widziała reakcje tu zgromadzonych, w tym karczmarza. Oparła swój kubek o kolano, wyczekująco wpatrując się w rozwijane z żaglowego płótna monstrum. I gdy wszyscy zamarli w przerażeniu, widząc potworne cielsko, a główną salę tawerny wypełniły przestraszone piski portowych dziwek, Vera nie była już w stanie powstrzymać szerokiego uśmiechu, wypełzającego jej na usta. Spojrzała przez ramię na Erinela.
- Podoba ci się? - spytała zaczepnie. - Co powiesz na taką ślicznotkę?
Wstała i zeskoczyła na ziemię, w panującej ciszy ruszając w kierunku szynkwasu. Nawet nie patrzyła na martwą syrenę, napawając się tym, jakie wrażenie zrobiła ona na całej karczmie. W tym całym burdelu ostatnich dni miło było widzieć takie reakcje. Dobrze to robiło zarówno jej, jak i całej załodze Siódmej Siostry i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Zasłużyli na chwilę uznania, która potrwa, dopóki ktoś nie zrobi czegoś bardziej imponującego - a poprzeczka wisiała wysoko.
- Wypchana ładnie by się prezentowała, podwieszona pod sufitem, Silas - zagadnęła oniemiałego karczmarza, opierając się o bar tuż przed nim, ale tak, by nie zasłaniać mu widoku. - Nie wiem, czy ktoś tu ma doświadczenie w preparowaniu syren, ale myślę, że znajdziesz chętnych. Byłbyś chyba jedynym karczmarzem Herbii, który ma u siebie coś takiego. Sprzedamy ci ją za bezcen. Zainteresowany?
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

10
POST BARDA
- Nie pchać się! Nie pchać! Każdy zobaczy! - Krzyczał Osmar, krążąć wokół syreny. Ten egzemplarz był w dość dobrym stanie, wciąż z przytwierdzoną do karku głową. Harpun wbił się tuż obok jej mostka, a haratając żebra, musiał dosięgnąć serca i powstrzymał potworzycę przed dalszym sianiem zniszczenia. Wciągnięcie jej na pokład było następnie tylko formalnością. - Zwróćcie uwagę na szpony i zębiszcza! - Osmar butem przesunął głowę potwora. Nawet nie musiał odciągać sinych warg syreny, by gawiedź dojrzała ostre jak sztylety kły. - To prawdziwa bestia, tygrys wśród morskich okropności! Ale największym zagrożeniem jest ich śpiew! - Osmar uniósł palec w górę, by podkreślić swoje stwierdzenie. Z ust wielu wyrwało się zdziwione ooooh.... - Niejeden z nas stracił życie, wcześniej tracąc rozum przez ich zawodzenie!

- Pamiętam melodię. - Wtrąciła się jedna z kobiet, po czym zaczęła nucić okropną pieśń. Nim jednak zdołała wydać z siebie więcej, aniżeli parę dźwięków, ktoś z innej załogi zasłonił jej usta.

- Chcesz nas wszystkich zauroczyć, głupia?! - Warknął, przestraszony nie na żarty.

Erinel podniósł się ze swojego wygodnego miejsca. W jednym ręku miał kubek grogu, w drugim zapomnianą fajkę. Podszedł, by również z bliska obejrzeć zdobycz kapitan Umberto. Nie odpowiedział na jej zaczepki, zupełnie zaabsorbowany przerośniętą rybą.

Pojawienie się potworzycy w spokojnej dotąd tawernie było szokiem nie tylko dla dziwek i marynarzy, ale również dla karczmarza. Starszy, bezzębny mężczyzna przecierał oczy ze zdumienia, jakby te zaszły mu mgłą i nie wierzył w to, co naprawdę widzi.

- Kurwa jej mać. - Stwierdził krótko. - Jak się wystawi na słońce, to sama się wysuszy, a potem się tylko zabezpieczy. - Snuł plany, choć rybka wcale jeszcze nie była jego. - Podaj swoją cenę, Umberto. Dam ci pięćdziesiąt zębów. - Zaczął z niskiej półki.

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

11
POST POSTACI
Vera Umberto
Dzięki wrodzonemu talentowi oratorskiemu Osmara nie musiała robić szopki dla zebranych. Słysząc fragment melodii, która zbyt długo śpiewana była przez mężczyzn na statku, skrzywiła się nieco, choć nie sądziła, by kobieta była w stanie w ten sposób zauroczyć kogokolwiek. Sama też ją pamiętała, chociaż najchętniej wyparłaby to wspomnienie z pamięci. Czuła, że ta przerażająca pieśń będzie się jej śnić jeszcze przez wiele nocy, tak jak śniła się przez dwie poprzednie.
- Pięćdziesiąt? - powtórzyła i parsknęła śmiechem. - Wiesz, ilu moich ludzi zabrały ze sobą te kurwy? Wiesz, ile godzin walczyliśmy, nie wiedząc, czy w ogóle to przeżyjemy? Trzysta i to jest minimum.
Odpięła sejmitar od biodra i z głośnym stuknięciem rzuciła go na blat.
- Spójrz na to ostrze. Wyszczerbione na karku takiej, jak ta. Musiałam ciąć pięć razy, zanim odrąbałam jej łeb. Za pięćdziesiąt zębów, to ja ci mogę co najwyżej rekina załatwić. Znajdź kogoś innego z syreną na sprzedać, jak chcesz go tak obrażać. Pięćdziesiąt...
Pokręciła głową, obróciła się plecami do Silasa i oparła łokciami o kontuar, popijając swój grog i z zainteresowaniem przyglądając się poruszeniu, jakie wywołało pojawienie się tu martwego potwora. Jeśli karczmarz go od niej kupi, zostaną jej jeszcze trzy, w tym jedna pozbawiona głowy. Co z nimi zrobi? Nie miała pojęcia. Sądziła jednak, że gdyby udało im się dobić do stu pięćdziesięciu, najlepiej dwustu zębów w zamian za tę tutaj, byłaby to udana transakcja.
Przyglądała się spacerującemu wokół syreny Erinelowi, czerpiąc niebywałą satysfakcję z jego miny i z faktu, że wyjątkowo nie miał dla niej żadnego dwuznacznego komentarza, umniejszającego zarówno jej, jak i całej jej załodze.
- Tę konkretną zabił Ashton, kiedy wyzwolił się spod wpływu pieśni - podkreśliła, gestem wskazując barczystego pirata. - Jednym celnym rzutem harpuna.
Uśmiechnęła się do niego lekko, z uznaniem. Być może uwolnienie wtedy wszystkich mężczyzn było błędem, ale trzeba było przyznać, że bez nich nie byłyby w stanie pokonać stada tych stworzeń. Bez harpunników w szczególności.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

12
POST BARDA
Silas niemal popluł się, gdy usłyszał propozycję Very.

- Trzysta?! Sto pięćdziesiąt dam najwięcej! I ani zęba ponad to! Jeszcze będziem musieli to sprzątnąć!

Wysypana trocinami podłoga nigdy nie była zbyt czysta, gdy tłumy marynarzy niosły ze sobą piach i błoto z zewnątrz. Z syreną na podłodze, z której lały się pośmiertne, rybie soki, będzie jeszcze gorzej.

- Oskubując mnie z ostatnich pieniędzy nie zwrócisz im życia. - Powiedział karczmarz, kręcąc lekko głową. Kiedy kapitan rzuciła sejmitar na blat szynkwasu, Silas zaraz zaintresował się szczerbieniami. - Dorzuć tą broń i dam dwieście. - Dodał, negocjując dalej. Silas z pewnością wiedział, że tego typu egzemplarz uświetni jego karczmę i szkoda byłoby przepuścić okazję, która, jak się domyślał, nie powtórzy się już nigdy.

Ashton wypiął dumnie pierś, gdy Umberto go pochwaliła. Vea nie spodziewała się jednak, że jej słowa podłapie bosman.

- Na własne oczy widziałem! Ashton złapał harpun i jak nie ciśnie! - Wrzeszczał krasnolud. W którymś momencie w jego dłoni znalazł się kufel. Drugą złapał Ashtona za ramię, choć musiał wspiąć się na beczkę, by sięgnąć. Łapiąc mężczyznę za nadgarstek, wzniósł jego rękę, by zaprezentować muskuły kolegi. - Siła tych ramion powaliłaby wieloryba, nie tylko taką morską sukę, a pfu! Panienki, temu bohaterowi należy się nagroda!- Ciągnął Osmar, coraz bardziej rozochocony. - A to, o, o tam! A to nasza kapitan! - Krzyczał, puszczając Ashtona, za to wskazująć w kierunku szynkwasu. - Vera Umberto, która sama w pojedynkę ubiła takiego potwora, gdy myśmy tracili głowę przez ich cholerne pieśni! - Chwalił krasnolud, a kilku biesiadników aż przyklasnęło pani kapitan. - Ona jedna, uzbrojona tylko w sejmitar! Tylko! Kapitan właśnie wyszła z kąpieli, kiedy to się zaczęło, nagutka jak niemowlę rzuciła się w morskie fale, tylko z sejmitarem! Siekła wszystkie, jak popadło, a żadna jej nawet nie drasnęła! Pierś falowała w morskiej pianie...

Oczy zebranych powędrowały ku Verze. Kilku rozdziawiło usta w zdziwieniu, kilku uśmiechało się, zapewne wyobrażając sobie scenę. Do tych drugich należał Erinel.

- Panowie, co to była za walka! Te paskudztwa i nasza kapitan, z nagą piersią, jak syrena z opowieści!

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

13
POST POSTACI
Vera Umberto
Nie była jakoś mocno przywiązana do tego konkretnego egzemplarza broni. Lubiła go za zakrzywiony kształt ostrza, ale podejrzewała, że miała takich na pokładzie co najmniej kilka, po ich ostatnich rajdach. Pod pokładem stała skrzynia z bronią, której nikt nie używał, mogła więc poszukać czegoś podobnego w środku, a jeśli nie znajdzie - zwyczajnie kupić sejmitar, nowy, niewyszczerbiony. Nie była nostalgiczna i nie czuła potrzeby zachowania go na pamiątkę ostatnich wydarzeń.
- Niech ci będzie. Zgoda - stuknęła dłonią w kontuar. - Za dwieście dostajesz broń i syrenę.
Uśmiechnęła się do karczmarza krótko, ale zabrała broń i przypięła ją z powrotem do pasa.
- Przyjdę z bułatem i po złoto jutro, nie będę bogata i bezbronna szlajać się po wyspie - wyjaśniła. - Ale rybkę już ci zostawię, bo nie ma sensu, żebyśmy nieśli ją z powrotem na statek. Jak się ludzie napatrzą, możesz ją zwijać i zabierać na zaplecze.

Podobało się jej zamieszanie, jakie robił wokół siebie Osmar i najwyraźniej podobało się ono też zgromadzonym. Pochwalony i zadowolony z siebie Ashton był już pewnym początkiem poprawy morale na pokładzie Siódmej Siostry, a z pewnością będzie jeszcze lepiej, gdy tutejsze panienki zechcą faktycznie nagrodzić go za odwagę. Vera napiła się grogu, nie wtrącając się początkowo, bo nie czuła potrzeby przyciągania dodatkowej uwagi do własnej osoby.
Kiedy jednak usłyszała o swojej nagiej piersi, falującej w morskiej pianie, prawie się zadławiła. Odkaszlnęła i przeniosła na krasnoluda zdezorientowane spojrzenie. Był już tak pijany, czy faktycznie pod wpływem pieśni syren męska część załogi tak to widziała? Trzeba było przyznać, że w całym tym zamieszaniu nie zdążyła zwrócić uwagi na to, że sama zaszlachtowała jednego z tych potworów, gdy z Tamarą i Mardą wciągnęły go na pokład. Stała się pogromczynią syren, i to dosłownie, choć nigdy nie sądziła, że do tego dojdzie.
Widząc reakcje słuchaczy, którzy najwyraźniej w to uwierzyli, Umberto nie była w stanie się powstrzymać i roześmiała się, choć wydawało się jej, że zapomniała już, jak to się robi. Jej zachrypnięty głos nie był do tego przyzwyczajony.
- Bo, jak wszyscy wiedzą, rzucanie się nago z sejmitarem prosto w paszcze atakujących potworów, było najrozsądniejszym, co mogłam zrobić - skomentowała, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Chociaż prawdą jest, że odrąbałam jednej łeb. Morska kurwa zniszczyła mi broń.
Odwzajemniła uśmiech elfa, będąc w znacznie lepszym nastroju, niż jeszcze godzinę temu, gdy wchodziła do tej karczmy. Harlen ewidentnie miało na nią zbawienny wpływ.
- Ta jest dla Silasa, ale jeśli ktoś chciałby zawiesić sobie takie trofeum nad łóżkiem, to mamy ich jeszcze kilka. Jedną mamy w dwóch częściach: głowa i reszta. Możecie się podzielić. Jestem otwarta na negocjacje - rzuciła w eter. - Tak czy inaczej, nie chcę nikogo wyróżniać bardziej, niż innych, bo to starcie wymagało sprawnej w walce i zgranej załogi, każdy robił co mógł. Jestem z nich dumna. Siódma Siostra dzisiaj pije na mój koszt!
Uniosła kubek w geście toastu, kierując go w stronę tych swoich ludzi, którzy akurat byli w karczmie i napiła się za ich zdrowie. Mówiła prawdę, ale nie zamierzała tego więcej powtarzać. Już wystarczyło im tego klepania po plecach. Dużym krokiem przestąpiła nad jakąś płetwą i wróciła do swojego stołu.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

14
POST BARDA
- W porządku! Dwieście. - Zgodził się karczmarz i po męsku wyciągnął dłoń, by przypieczętować umowę. Nie miał pojęcia, czy przepłacił - jak ocenić wartość rynkową czegoś, czego, w jego własnym przekonaniu, była tylko jedna sztuka?!

Silas już zastanawiał się nad nową nazwą dla swojej tawerny, nawiązującej do syrenki, która teraz zasmradzała mu lokal. Taki okaz z pewnością przyciągnie więcej klienteli.

Vera dostrzegła rozbawione, ale również pożądliwe spojrzenia, które rzucali jej marynarze. Nie była pierwszą lepszą dziewką, której uwagę można było kupić za kilka monet, ale prawdziwym creme de la creme tej wyspy. Z pewnością niejeden marzył, spędzić przy niej czas.

Słowa Very spowodowały, że w tawernie podniosła się wrzawa. Ci, którzy byli z jej załogi, wiwatowali, reszta klaskała i cieszyła się samym tym, że wśród nich była tak znamienita postać.

Uwadze Very nie umknął marynarz, który w rękach ściskał coś na kształt lutni. Z zapałem skrobał piórem na kartce papieru i brzdąkał w struny, nie skupiając się na niczym innym. Nie zwrócił uwagi na nią nawet wtedy, gdy powiedziała, że ma więcej takich paskud! Dopiero kiedy Vera usiadła, a wrzawa nieco przycichła, ten sam samozwańczy bard podniósł się i kładąc przed sobą kartkę, zaczął plumkać na znaną żeglarską melodię. Jego głos poniósł się po karczmie:

- Zatytułowałem tę pieśń Very Umberto i morski potwór! Proszę szanowną panią kapitan o wyrozumiałość dla początkującego grajka!

Nie czekająć na odpowiedź pani kapitan, zaczął grać.

Płynęliśmy Morzem Złotym
Wiatr silny dął od rufy
Siódma Siostra jeszcze cała
Do Harlem płyną zuchy

Vera do załogi mówi
Szykuj balię z mydłem, młody
I rozbiera się aż po pas
Piersi chcą przygody

Cycki miała ona wielkie
Jak mocniej zawiało od wschodu
To nie trzeba było żagla
Ciągnęły do domu

Młody majtek tak się wgapił
Że aż stracił cały rezon
Wtedy całkiem rozum stracił
Bo zadzwonił kiesą

Ta kapitan taka dumna
że wyjęła swoje ostrze
Szast prast - cięła szybko
Stracił swe najdroższe

Na Siódmej Siostrze oficer służył
W porcie go potworem zwali
Bo jak raz ściągnął spodnie
Tawernę zawalił

Kapitan Vera do balii weszła
Obok niej oficer kucał
Plecy jej namydlił pierwsze
Lecz cycków nie ruszał

Wtem niebo pociemniało
Ryk rozbrzmiewa od bakburty
Nagle z głębi wyskakuje
Wąż morski jurny

Grube to bydle to było
Długie na dziesięć cali
Vera z balii wyskoczyła
Wszyscy oniemiali

Z pianą na cyckach i na łonie
Kapitan nawet się nie waha
Skacze na węża szybko
Sejmitarem macha

Wąż krwią oficie spłynął
Walka to była sroga
Załoga mogła tylko słuchać
Jak pokonują wroga

Zwierza ryk w końcu ucichł
Vera dyszy jak po walce
Wody w balii już brakuje
Zostało na dwa palce

Piana płynie pod drzwiami
Kapitan i oficer w jej kajucie
Bo oficer kąpał Verę
Wyszedł w jednym bucie


Żartobliwa pieśń na cześć Very nie miała może większego sensu i nie była zgodna z prawdą, bo całkowicie pomijała syreny, ale kto by się tym przejmował? Z pewnością nie marynarze, którzy szybko podłapali melodię i wsłuchując się w słowa, wystukiwali rytm na stołach. Grajek parę razy musiał przerwać, by pozwolić marynarzom wyśmiać poszczególne wersy.

Z drugiej strony knajpy siedział Corin, z dłonią przyciśniętą do twarzy w wyrazie zażenowania. Jednak zerkał przez palce!

- Jeszcze raz! Jeszcze raz! - Podniosły się głosy.

Również Erinel klaskał w rytm, zadowolony z zabawy, jaką zapewniała mu Wyspa Harlen. Zdążył wrócić do Very i siąść znów u jej boku.

- Za parę dni będzie to śpiewać połowa żeglarskiego świata. - Ostrzegł, rozbawiony. - Będziesz sławna! I to ze złych powodów!

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

15
POST POSTACI
Vera Umberto
Tak, zdecydowanie im wszystkim było to potrzebne. Widząc, jak jej załoga uśmiecha się wreszcie, wracając do nastrojów, jakie zazwyczaj miała na Harlen, Vera też nie powstrzymywała własnego zadowolenia. Zmarłych pożegnali już w nocy, dwa dni temu; teraz przyszedł czas dla żywych. I nawet jeśli zapłata za syrenę będzie uszczuplona o to, co dziś wypiją, kapitan była w stanie się pogodzić z tą myślą.
Gdy tylko usłyszała tytuł pieśni, od razu wiedziała, że powinna się bać tego, co nastąpi dalej. Marynarze zwykle mieli mało wysublimowane poczucie humoru, a piraci w szczególności. Nie spodziewała się pieśni pochwalnej dla swoich zasług i, jak się okazało, bardzo słusznie, bo gdy docierała do niej zwrotka po zwrotce, nie wiedziała, czy bardziej ma ochotę przywalić grajkowi jego własną lutnią, czy umrzeć ze śmiechu. Nikt dotąd nie napisał pieśni o jej cyckach i przygodach z wężami, to trzeba było przyznać. Przeniosła wzrok na siedzącego po drugiej stronie karczmy Corina i uśmiechnęła się do niego szeroko. Wyglądało na to, że dostał rykoszetem. Dobrze, przynajmniej nie będzie w tym wszystkim sama.
Kiedy pieśń dobiegła końca, Vera też przyłączyła się oklasków, choć kręcąc głową jednocześnie z niedowierzaniem. Akurat słuchać tego drugi raz nie miała ochoty, a już na pewno nie uczestniczyć w kolejnym wykonaniu z takim samym zaangażowaniem.
- Szybki jesteś, kolego - zawołała. - Nie omieszkam wspomnieć o tym, kiedy ja będę pisała szantę o tobie.
Obróciła się do Erinela, wracając też z nową gorliwością do swojego kubka z grogiem. Pokiwała głową, średnio zadowolona, słysząc jego wróżbę.
- Gorzej, że moi ludzie też będą to śpiewać. No nic, co zrobić, równie dobrze mogę przez chwilę być sławna z powodu cycków i umiejętności radzenia sobie z... wielkimi wężami - uniosła brwi, parafrazując pieśń. - A plotki o swoich romansach z Corinem już słyszałam. Chociaż nie było jeszcze tak szczegółowej wersji, w której myłby mi plecy.
Alkohol rozlewał się jej ciepłem po żołądku. Nigdy nie dążyła do tego, by jej imię niosło się z pieśnią po Herbii, a już na pewno nie z taką. Los bywał wyjątkowo przewrotny. Zerknęła przez ramię. Po spojrzeniach widziała, że niejeden z tu siedzących wymieniłby portową dziwkę ze swoich kolan na kapitan Umberto w balii. Gdyby była mężczyzną, po akcji z syrenami padałby na nią wyłącznie wzrok pełen uznania, bez wygłodniałych uśmiechów i dwuznacznych mrugnięć. Rozczarowujące, ale nie miała na to wpływu. Przynajmniej z myślą o takiej pani kapitan znajdzie się więcej chętnych do zaciągnięcia się na Siódmą Siostrę, choć życie szybko zweryfikuje ich oczekiwania względem cycków i piany na pokładzie.
- Wracając do syren... - skinęła głową w stronę wielkiego truchła na podłodze, które Erinel wcześniej oglądał z takim zainteresowaniem. - Nie jestem pierwszą, która opowiada, że takie spotkała, ale jestem pierwszą, którą jedną przyniosła. Brzydkie są jak jasny chuj i jebią rybą, więc to nie za ich ślicznymi twarzyczkami moi ludzie skakali do morza. Na twoim miejscu znalazłabym jednak jakieś kobiety na swój statek, jeśli nie chcesz skończyć jak część mojej załogi - pokręciła głową. - Oczywiście, jeśli będziecie w stanie utrzymać swoje... węże w spodniach, bo może cię to zaskoczy, ale kobiety nie zaciągają się po to, żeby na co dzień mieć dostęp do jurnych żeglarzy. To nie była kwestia siły charakteru, ani samozaparcia. Żaden z nich nie miał nad tym kontroli. Twierdzili, że morze domaga się ofiary, więc dobrowolnie ją składali.
Zrobiło się jej cieplej, więc ściągnęła płaszcz i rzuciła go na ławę obok siebie.
- Tak jak sam mówiłeś, to bezpieczne wody. To nie powinno mieć miejsca. Coś złego się dzieje. Z morzem jest coś nie tak.
Obrazek

Wróć do „Wschodnia baronia”