[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

1
Obrazek
Trójmasztowy galeon, należący do Very Umberto, odznacza się charakterystycznymi żaglami w pionowe pasy i, naturalnie, piracką banderą, choć ta zwijana jest i zmieniana na dowolną inną, gdy okręt wpływa do portowych miast. Statek, którego załoga zajmuje się ogólnie pojętym transportem dóbr wszelakich, a w szczególności przekazem tych dóbr osobom bardziej potrzebującym, czyli im samym. Nie będąc dużą jednostką, Siódma Siostra jest szybka i zwrotna. Na trzech pokładach mieści około sześćdziesięcioosobową załogę.

Kapitan: Vera Umberto
Pierwszy oficer: Corin Yett
Drugi oficer: Irina Sandere


Obrazek
Pokład +1
Od strony dziobu na najwyższym pokładzie znajduje się mało używana kajuta gościnna, obecnie wykorzystywana głównie jako łatwo dostępny składzik dla przydatnych rzeczy, a czasem także miejsce spotkań dla tych załogantów, którzy potrzebują szczególnej chwili prywatności. Czasem, gdy okoliczności nie sprzyjają rozrywkom towarzyskim pod głównym pokładem, piraci zbierają się tutaj, bo choć pomieszczenie jest ciasne, to posiada stół i kilka koi, na których można posiedzieć.

Z głównego pokładu na stronę rufy prowadzą solidne drzwi, otwierające się na pomieszczenie z biurkiem, na którym permanentnie rozłożone leżą przybory do nawigacji. Na lewo znajduje się wejście do kajuty Corina, pierwszego oficera, a na prawo - tej należącej do Iriny. Podwójne drzwi na wprost otwierają kajutę kapitańską, którą Vera przyozdobiła plecionymi dywanami i zrabowanymi dziełami sztuki. Kilka skrzyń z jej osobistymi rzeczami i szerokie łoże, tak samo jak biurko i komoda przybite są do podłogi, by nie przesuwały się w trakcie sztormu. Całe pomieszczenie jest zaskakująco uporządkowane i dobrze wyposażone, biorąc pod uwagę zawód, jakim para się Vera.



Obrazek
Pokład 0
Główny pokład Siódmej Siotry nie wyróżnia się niczym szczególnym. Na środku trzymane są dwie szalupy, po schodkach od strony rufy wejść można na podwyższenie z kołem sterowym, a po bokach dziobu zaczepione są dwie kotwice. Biało-czarne żagle wspinają się ku niebu, czasem łopoczące na wietrze, a czasem zwinięte.



Obrazek
Pokład -1
Na niższym pokładzie nocuje większość załogi. Część umieściła się w dwóch zamykanych pomieszczeniach tuż przy schodach, posiadających piętrowe koje. Inni na hamakach rozwieszonych między ścianami zajmują część przeznaczoną dla żywego inwentarza, który Siódma Siostra przewozi wyjątkowo rzadko. Tripowi, pokładowemu kukowi, udało się wywalczyć jednak skromny fragment za zamkniętymi drzwiami od bakburty i przeznaczyć go na kurnik, co rekompensuje żeglarzom odpowiednimi posiłkami.

Na rufie jest miejsce kuchni; skrzynie i worki z zapasami, niewielki piec, komody i stół do przygotowywania potraw to królestwo Tripa, który tam również śpi - zwykle na rozwieszonym w kącie hamaku.



Obrazek
Pokład -2
Ładownia Siódmej Siostry. Część załogi wybiera to miejsce, by zawiesić swoje hamaki i to tutaj spędza noce. Pod deskami, skrzyniami i fałszywymi ścianami znajduje się kilka schowków, które ułatwiają szmuglowanie nielegalnych transportów, albo ukrywanie poszukiwanych w przypadku, gdy niefortunnie na pokładzie pojawiają się jakieś służby. Trzy z wielu przestrzeni pomiędzy kolumnami są zakratowane, tworząc cele dla pojmanych przez piratów zakładników.

Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

2
POST BARDA
- Kapitanie! Kapitanie! Vera, do cholery, szybko!

Kapitan Umberto nie zawsze była nazwana po imieniu, jednak tym razem w głosie Corina było na tyle dużo determinacji, że mogła pominąć ten fakt, tak samo jak dudnienie, które bez wątpienia było wywoływane pięścią pierwszego oficera uderzającą o drzwi jej kajuty.

- Potrzebujemy cię na pokładzie! Mamy trupa!

Pośpiech Corina nie był zrozumiały, gdy włączyło się logikę: martwy członek załogi mógł poczekać, aż Vera obudzi się naturalnie, gdy słońce wpadające przez okienka zagra na jej rzęsach i przywróci ją do przytomności. Drzwi niemal wypadły z zawiasów, gdy Corin bardzo chciał zerwać z łóżka panią kapitan bladym świtem. Przynajmniej niebo było pogodne, a kolory grały na wschodzie, witając nwy dzień.

Kiedy Vera już wychynęła ze swojej kajuty, okazało się, że trup, rzeczywiście, jest, ale w towarzystwie drugiego trupa. Dwóch mężczyzn, majtków, którzy zostali zwerbowani nie więcej, jak parę tygodni wcześniej w jakimś mniejszym porcie. Kapitan nie miała możliwości, by znać każdego z imienia, ale z pomocą przyszedł Osmar.

- Powieszeni, sznur przywiązany do relingu. Kiepska śmierć. - Odezwał się Osmar, stając obok Very, obserwując, jak inny majtek ściąga z szyi drugiego trupa sznur. Zostali wciągnięci na pokład ledwie chwilę wcześniej. - Mówili na nich Sam i Kestus. - Wyjaśnił, wskazując po kolei, który był który. Obaj byli ludźmi, jak zauważyła Vera.

Wokół zmarłych zebrała się śmietanka towarzystwa: Corin i Osmar, kilku majtków, którzy byli na pokładzie najdłużej, a dalej nawet Irina i Maruda, która zabrała się z na pokład z Karlgardu.

- Kiepska sprawa, kapitanie. - Oświadczył Osmar. - Mamy na pokładzie mordercę.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

3
POST POSTACI
Vera Umberto
Nie tak wyobrażała sobie ten poranek. Chociaż czy to w ogóle był poranek, czy jeszcze środek nocy? Kołysanie statku sprawiało, że Vera lubiła pospać dłużej i wysypiała się tu lepiej, niż gdziekolwiek na lądzie. Cóż, nie dzisiaj. Stęknęła, podnosząc się do pozycji siedzącej, słysząc, jak Corin wydziera się za drzwiami. Nie zesraj się, odwarknęła mu w myślach, w rzeczywistości przecierając tylko oczy dłońmi i rozglądając się za czymś, w co mogłaby się szybko ubrać. Trup na pokładzie? O co im chodziło? Jeśli wyłowili jakieś zwłoki, mogło to poczekać. Jeśli przypadkiem zapił się ktoś z załogi, to też nie wymagało jej natychmiastowej interwencji. Co takiego musiało się wydarzyć, czym nie mógł zająć się pierwszy oficer tego pierdolonego statku?
Wygrzebała się z łóżka, przemyła twarz w misce z wodą, założyła świeże ubrania i nie rozplątując nawet włosów z niedbałego koka, w jaki zwijała je na noc, z niezadowoleniem wyszła ze swojej kajuty. Jak to było? Wyśpi się, jak będzie martwa?
- Czego ode mnie chcecie - rzuciła, zdecydowanym krokiem ruszając w kierunku zbiorowiska na pokładzie.
Wystarczyło przejść kilka kroków i zorientować się, co się dzieje, by frustracja przeszła, jak ręką odjął. Zastąpiła ją złość i obawa o swoich ludzi. Gdzie popełniła błąd? Kogo nie powinna była werbować? Sądziła, że zna się na ludziach. Że może ufać im wszystkim, a tych, którym ufać jeszcze nie mogła, pilnują starsi stażem załoganci. Nigdy przedtem nie wydarzyło się nic podobnego. Przyglądała się śladom po sznurze na szyjach młodzików, a jej myśli galopowały w tempie tysiąca na sekundę, nie przynosząc póki co żadnych rozwiązań.
- Widzę - odparła oschle na rzuconą przez Osmara oczywistość. - Nie powiesiliby się przecież sami. A nawet jeśli, to nie tutaj, tylko z masztu - zamilkła na moment, by w końcu rzucić w eter soczystą kurwą, nieskierowaną do nikogo konkretnego.
Uniosła wzrok i przesunęła nim po zebranych. Najprostsze rozwiązanie póki co było jedno - Vera nigdy nie pozwalała całej załodze spać; ktoś musiał czuwać, kontrolować horyzont, pilnować statku. Nie inaczej powinno być dzisiaj po zachodzie słońca. Za rozdzielanie wart odpowiedzialna była druga oficer Siódmej Siostry.
- Kto miał wartę w nocy? - spytała, pochylając się i podnosząc ściągniętą z szyi trupa pętlę. - Znajdźcie Irinę i ją też przyślijcie do mnie. Osmar, weź dwie sprawdzone osoby i każ im znaleźć resztę tej pierdolonej liny. Ktokolwiek to zrobił, uprzedzam was wszystkich, skończy tak samo, jak nie gorzej - syknęła.
Co sobie myślał ten, który do tego doprowadził? Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że podobne pomysły nie pozostaną bez konsekwencji. Wyglądało jak celowe działanie, które miało zostać zauważone. Morderstwo na tle nienawiści do rasy? Umberto nie miała na statku wielu nieludzi, była w stanie policzyć ich na palcach obu rąk, ale nigdy nie zauważyła pod tym względem niczego niepokojącego. Kurwa mać. Morderca na własnym statku, na środku morza. Nigdy nie sądziła, że do tego dojdzie.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

4
POST BARDA
Morze nie wydawało się podzielać emocji, jakie targały załogą - było spokojne, fale niskie, wietrzyk lekki, lecz wystarczający, by statek żeglował ku swojemu celowi.

Trupy nie różniły się od tysiąca innych trupów, które Vera napotkała do tej pory na swojej drodze. Posiniałe usta, otwarte oczy, które niemal wypadły z orbit, gdy sznur zaciskał się na szyi i ciśnienie w głowie wzrastało, czerwono-niebieskie ślady po sznurze, jednoznacznie podające przyczynę śmierci... Vera, nachylając się nad jednym z chłopców, dostrzegła, że sine plamy ciągną się też niżej, pod wysoki kołnierz koszuli majtka.

- Tutaj, kapitanie. - Odezwała się Irina, niezmiennie obecna, jednak niezauważona. Wyszła przed szereg. - Tych dwóch pełniło wartę na głównym pokładzie. Z nią. - Oczy Iriny skierowały się ku Marudzie, która przysiadła na skrzyni, najwyraźniej zmęczona ostatnimi alkoholowymi wojażami.

- Gdybym to była ja, to załatwiłabym ich po cichu. - Odezwała się Marda, odpowiadając na niewypowiedziane oskrażenie, jednak wystarczająco jasne w spojrzeniu Iriny. Nie dało się ukryć, że kobiety nie dogadywały się ze sobą. - Nikt by się nie dowiedział.

- Gdybyś pełniła wartę, wiedziałabyś, co się stało. - Odpowiedziała jej chłodno elfka.

Wymianę zdań przerwało chrząknięcie Osmara.

- Ta jest, kapitanie. Idziem szukać tej liny. - Oświadczył, zabierając narzędzie zbrodni i kierując się pod pokład.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

5
POST POSTACI
Vera Umberto
Miała ochotę wziąć ten sznur i udusić nim kolejne dwie osoby. Wypłynięcie na otwarte wody miało być odpoczynkiem, chwilą spokoju od bycia permanentnie ściganym i szkalowanym przez służby porządkowe. Miał ich otaczać tylko granat wody, kontrastujący z błękitem nieba. Wszyscy czekali na to od momentu, w którym w Karlgardzie wszystko zaczęło się sypać. I to teraz, tutaj, na Siostrze, w samym środku niczego, mieli być bezpieczni. Rzuciła w powietrze kolejną soczystą kurwą i przyklęknęła przy martwych jeszcze raz, by porozpinać ich koszule i dokładnie przyjrzeć się obrażeniom, jakie jeszcze na sobie mieli. Ktoś stłukł ich do nieprzytomności, a potem powiesił? W pełni władz fizycznych nie daliby się tak po prostu zrzucić z relingu z pętlą na szyi, Vera nie brała na pokład byle kogo. Uniosła wzrok na Mardę. Zazwyczaj.
- Zajebiście - warknęła. - Więc przerosło was coś tak prostego, jak przeprowadzenie nocnej warty, dwóch nam zeszło, nie ma osób za to odpowiedzialnych, a ja mam teraz przeprowadzić śledztwo i dowiedzieć się, na kim użyć reszty tej liny, tak? Od tego jest kapitan? Żeby bawić się w pierdoloną straż miejską?
Miała pełne prawo być wściekłą i tak się też czuła. Powinna móc ufać swojej załodze. I choć Marda twierdziła, że wcale jej tu w nocy nie było, tak problem faktycznie pojawił się w momencie, w której kobieta weszła na pokład. Zanim do nich dołączyła, nikt nikogo w nocy nie mordował. Niestety, to raczej zbyt wygodne podejrzenie, by było zgodne z prawdą. Odetchnęła głęboko, na kilka sekund zamykając oczy, a kolejne jej słowa wypowiedziane zostały już z absolutnie lodowatym, przerażającym spokojem.
- Co w takim razie robiłaś takiego ważnego, że nie mogłaś pełnić warty, Marda? Gdzie byłaś, jeśli nie tutaj? - przesunęła spojrzeniem po wszystkich pozostałych. - Kto ich w ogóle znalazł?
Opuściła wzrok na dwóch martwych chłopaków. Byli zbyt młodzi. Może to ich zgubiło. Młodzieńcza nieostrożność.
- Zabrać ich stąd. Na dolny pokład. Owinąć w płótno i położyć w spokoju, dopóki nie rozwiążemy tego problemu. Później zajmiemy się ciałami.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

6
POST BARDA
Młodzi mężczyźni nie mieli nic do ukrycia na swoich ciałach, martwych, zimnych i mokrych od morskiej wody, która najwyraźniej dosięgała ich, gdy smętnie zwisali z relingu. Pod koszulami Vera znalazła parę niewielkich siniaków, odcinających się bladym fioletem na ich klatkach piersiowych, jak również parę zadrapań w równych rzędach, jednak na tyle licznych, że wręcz niemożliwych, by zostawiły je ludzkie paznokcie. Nie wyglądały, jakby były wynikiem zażartej walki. Twarze chłopców wolne były od jakichkolwiek obrażeń.

- Kapitanie... - Corin chciał coś powiedzieć, ale widząc nerwy Very, zamilkł, by nie sprowadzić na siebie jej gniewu. - Ta jest. - Dodał, gdy Vera rozkazała zabrać trupy z pokładu, po czym bez cienia zawahania zaczął oddelegowywać gapiów, by zajęli się tym zadaniem.

Marda nie wyglądała na winną. Wręcz przeciwnie, założyła nogę na nogę i nonszalancko podparła brodę na ręku.

- Ja byłam na rufie, a tych dwóch gździło się na dziobie. - Fuknęła, jakby obrażona jej oskarżeniami. - Tak się podzieliliśmy. A jak poszłam ich szukać, to, cóż, znalazłam. - Wskazała ręką mężczyzn, których zdążono przełożyć na płótno, które zwykle służyło za materiał do żagli. - Nie moja wina, że woleli swoje towarzystwo.

Osmar pacnął się dłonią w czoło, a następnie przesunął ją na brodę, za to Irina ostentacyjnie przewróciła oczyma.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

7
POST POSTACI
Vera Umberto
Przyglądając się ciałom młodzików, Vera nie wiedziała do końca, czy traktować ich obrażenia jako konsekwencje walki, jaką stoczyli, czy jako skutek obijania się o burtę statku przez całą noc. Zadrapania również mogły zostać poczynione przez jakieś mięsożerne ptaki, albo inne ryby, cholera wie, co tutaj żerowało. Była cholernie zmęczona i zła. Może powinna wrócić na wyspę i zapić się do nieprzytomności na trzy dni. Wszystkim tutaj przydałoby się takie oderwanie od rzeczywistości.
Samowi i Kestusowi też.
Widząc, że Corin zrezygnował z tego, co miał jej do powiedzenia, zmusiła się do uspokojenia nieco. Akurat jego słuchała zawsze - stanowił jej głos rozsądku w chwilach, w których jej go brakowało, czyli na przykład teraz. Nie powinna rzucać oskarżeń i przepytywać załogi tutaj, na głównym pokładzie, na oczach wszystkich. Rzuciła mu krótkie, przepraszające spojrzenie.
- Jasne - mruknęła w odpowiedzi na wyjaśnienia Mardy. Nie miała powodów, by jej nie wierzyć, choć nie miała też żadnych, by jej wierzyć, co wcale nie stawiało obecnej sytuacji w dobrym świetle. Uniosła wzrok w niebo i westchnęła ciężko, wznosząc modły o cierpliwość do tych bogów, którzy akurat mieli ochotę jej dziś słuchać. Dlaczego nie mogli znaleźć w nocy czegoś, co byłoby miłą niespodzianką? Beczki dobrego rumu, unoszącej się na falach? Przystojnego rozbitka, jaki zagrzałby jej łoże? Dlaczego to musiały być trupy? Przez chwilę poczuła wyrzuty sumienia, że nie cierpi bardziej po utracie dwójki swoich ludzi, ale nie znała ich za dobrze, więc jedyną emocją, z jaką musiała się po tym morderstwie zmagać, była złość. Przeniosła wzrok na pierwszego oficera.
- Corin, chodź ze mną, proszę - rzuciła całkowicie spokojnie i odwróciła się, by ruszyć w kierunku drzwi prowadzących do kajut oficerskich. Teraz, gdy sprawa się wydała, nikt nie będzie próbował robić niczego podejrzanego, nie musiała więc stać na środku i patrzeć każdemu na ręce, prawda?
Poprowadziła mężczyznę do swojej kajuty, w której mogli porozmawiać bez gapiów.
- Przepraszam - pokręciła głową, wzdychając ciężko. - Nie powinnam była tak się wściec. Mów, co chciałeś powiedzieć.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

8
POST BARDA
Corin, zapraszany razem z kapitan do jej kajuty, wahał się przez chwilę. Spojrzał w morze, jakby tęsknie, a następnie westchnął. Czyżby jego emocje spowodowane były wydarzeniami nocy, czy może na sercu leżało mu coś jeszcze? Tego nie zdradził.

Marda prychnęła, rozumiejąc, że nie będzie dalej pytana, po czym podniosła zadek z beczki i bez pytania o zgodę ruszyła swoją drogą, zapewne pod pokład, w poszukiwaniu Tripa, a razem z nim - rumu.

Pierwszy oficer Corin grzecznie podążył za panią kapitan, a kiedy już byli w jej kajucie, oparł się o drewnianą ściankę, jakby na sercu ciążyło mu więcej, aniżeli chciał powiedzieć.

- Nie wiem, kapitanie. - Mruknął. - To wszystko jest zbyt podejrzane. Być może, zamiast szukać winnych na pokładzie, powinniśmy zapomnieć o sprawie. Nie przywrócimy im życia dręcząc załogantów. - Spojrzenie mężczyzny znów powędrowało ku morzu, tym razem widzianym przez okienko kajuty. - Zostawmy to morzu.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

9
POST POSTACI
Vera Umberto
Dawno nie widziała Corina w podobnym stanie. Już sam fakt, że nie mówił do niej po imieniu, gdy znajdowali się poza zasięgiem oczu i uszu załogi, świadczył o tym, że był jakiś rozkojarzony. Vera nie miała zbyt wielu osób, jakie mogła nazwać przyjaciółmi, ale Yett do tej wyjątkowo małej grupy z pewnością należał. Znali się już tak długo, że jego dziwne zachowanie nieco zbiło ją z tropu.
- Co ty pieprzysz, Corin - parsknęła śmiechem, choć w jej głosie odezwał się niepokój. - Jakie zostawmy to morzu?
Usiadła na krześle przy biurku, zakładając nogę na nogę. Przez dłuższą chwilę przyglądała się oficerowi w zamyśleniu. Czy on coś ukrywał? Nie chciał, żeby Vera się dowiedziała, kto jest odpowiedzialny za to podwójne morderstwo na ich własnym pokładzie? Co mogłoby sprawić, że proponowałby jej zrezygnowanie ze śledztwa i liczenie na to, że problem rozwiąże się sam? Przecież takie problemy nigdy nie rozwiązywały się same, zawsze eskalowały do jeszcze większych.
- Mam czekać, aż morze wyciągnie konsekwencje z tego, co się dziś stało? Machnąć ręką na ewentualne kolejne śmierci, do momentu, w którym z załogi zostanie nam garstka? Liczyć na to, że ktokolwiek to zrobił, postanowi sam rzucić się w toń i oszczędzić nam roboty, czy co?
Potrząsnęła głową, marszcząc brwi w niedowierzaniu. Przesunęła spojrzeniem po sylwetce opartego o ścianę mężczyzny. Nie polecałby jej działania, które mogłoby zaszkodzić załodze, albo jej samej. Stali przecież po tej samej stronie.
- Wiesz coś, prawda? Coś, co sprawia, że tak mówisz. Coś, co ja też powinnam wiedzieć. Powiedz mi, o co chodzi. Widzę, że coś ci leży na sercu i podejrzewam, że nie jest to smutek po stracie tych dwóch.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

10
POST BARDA
Vera znała Corina, jak nikogo innego na statku i szybko dostrzegła, że jest nieswój, rokojarzony, jakby nie on. Spojrzenie, choć wlepione w morze, było nieobecne, zupełnie jakby jej pierwszy oficer myślami był daleko, daleko poza ścianami kajuty.

- Oddajmy morzu. - Powiedział nieskładnie. - Tak powinniśmy zrobić od początku.

Z niemałym zdziwieniem pani kapitan obserwowała, jak mężczyzna wzdrygnął się, a następnie zamrugał, zupełnie, jakby coś wpadło mu do oka. Odepchnął się od ściany, by w kilku krokach przemierzyć drogę ku biurku. Oparł dłonie na blacie z przesadną siłą, deski zatrzeszczały.

- Trzeba urządzić im żeglarski pogrzeb. - Stwierdził, z pewnością, której mógłby pozazdrościć mu kapłan głoszący prawdy swojego boga. - Natychmiast. Każ wyrzucić ich za burtę!

W rezultacie oficer nie odpowiedział na żadne z pytań Very, jednak mówił z przekonaniem, jakby od tego zależało jego życie.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

11
POST POSTACI
Vera Umberto
Drgnęła, gdy Corin uderzył dłońmi o jej biurko, a jej brwi powędrowały tak wysoko w górę, że prawie sięgnęły granicy włosów. No do reszty mu już odbiło. Nigdy nie zachowywał się w ten sposób. Jego argumenty zawsze były rozsądne i przekonujące, ale nie w sposób, w jaki prezentował je teraz. Zresztą, żadnego argumentu nie podał, to o czym w ogóle była mowa?
- Oczywiście, że taki będą mieli - odparła. - Ale później. Jak wszystko się uspokoi. Może o zachodzie słońca.
Pochyliła się do przodu, nie odrywając świdrującego spojrzenia od wiszącego nad nią mężczyzny.
- Jeśli chcesz, żeby odbył się natychmiast, lepiej mnie do tego przekonaj inaczej, niż rozwalając moje biurko i powtarzając w kółko to samo. Co ci jest w ogóle?
Uniosła dłoń i dotknęła jego czoła, zastanawiając się, czy przypadkiem nie ma gorączki, przez którą majaczy. Kto wie, czy nie złapał czegoś w Karlgardzie, albo nie ma jakiejś rany, która brzydko się babrze i siada mu już na głowę.
- Nie wytrzeźwiałeś jeszcze od wczoraj, czy co?
Podniosła się z krzesła i zrobiła kilka kroków w tę i z powrotem po kajucie, zerkając za okno, jakby spodziewała się tam ujrzeć coś, co wprowadzało Corina w taki stan. Nie spodziewała się, że zobaczy cokolwiek innego, niż granicę horyzontu.
- Nie mogę pozwolić na samosąd, bo zjedzą Mardę przez sam fakt, że jest nowa - mruknęła pod nosem, myśląc na głos. - Co mam zrobić? Przepytać każdego? Naprawdę nie mam ochoty bawić się w straż miejską. Nie mogę też tego zignorować. Z drugiej strony, tak czy inaczej wszyscy będą funkcjonować teraz w niepewności, bojąc się zamknąć oczy, żeby nie dostać sztyletu w plecy, albo pętli na szyję, więc atak nie powinien się powtórzyć. Dlaczego? - odwróciła się z powrotem do Corina. - Dlaczego ktoś to zrobił? Za mało pierdolonych emocji w życiu?
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

12
POST BARDA
- Teraz. Morze domaga się ich teraz.

Corin nie przypominał siebie - z każdą chwilą oddychał szybciej, jego policzki poczerwieniały od emocji, jakby rozgorzała w nim złość. Oczy wlepione w Verę nabiegły krwią.

- Jeśli się nie pospieszysz, będą następni.

Kiedy kapitan dotknęła czoła Corina, okazało się, że jest rzeczywiście ciepłe, jednak nie na tyle, by temperatura mogła powodować majaki. Działała tu jakaś inna siła, która opętała pierwszego oficera.

Za oknem Vera nie dostrzegła niczego, co byłoby niecodzienne na morzu - linia horyzontu rozciągała się nieprzerwanie od wschodu do zachodu. W polu widzenia nie było żadnego innego statku, a słońce grało w lekkich falach. Zmarszczki na spokojnej tafli sugerowały, że pod powierzchnią znajdowały się jakieś większe zwierzęta, płynąc w stronę statku.

Corin w jednym momencie zatrzymał się, wydawało się, że nawet wstrzymuje oddech.

- Morze domaga się ofiary. - Szepnął.

Do uszu Very dobiegł śpiew - marynarze, niczym morską szantę, zaczęli śpiewać, jednak w języku, którego Vera nie rozumiała. Również melodia była jej zupełnie obca. Corin podjął śpiew razem z załogantami. Chór męskich głosów niósł się po statku, a fałszywą nutą brzmiał tylko głos Mardy.

- Do stu beczek rumu, wracaj tuu...!

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

13
POST POSTACI
Vera Umberto
Musiała przyznać, że Corin z chwili na chwilę coraz bardziej ją przerażał. Działo się tu coś, czego nie rozumiała i bynajmniej nie chodziło o morderstwo na statku. Czy to możliwe, że wszystko miało zupełnie inną przyczynę, niż początkowo zakładała? Że tych dwóch faktycznie powiesiło się samych, oddając swoje życia morzu w jakimś absurdalnym rytuale, omamieni tym samym, co teraz doprowadzało Yetta do takiego stanu?
- Morze domaga się... - powtórzyła, zdezorientowana, ale nie zdążyła nawet dokończyć, gdy usłyszała ten nieszczęsny śpiew.
Ciarki przeszły jej po plecach, a krew odpłynęła z twarzy. Jej rozległe szkolenie i umiejętności żeglarskie nie były wystarczająco zaawansowane, by radzić sobie z podobnymi sytuacjami, z jakimiś zbiorowymi halucynacjami, czy cholera wie co tam się działo. A już na pewno nie wiedziała co zrobić, gdy nagle jej załoga zaczynała śpiewać w obcym języku, którego przecież nie mogli znać wszyscy poza nią! Przerażenie odmalowało się na jej twarzy, na krótką chwilę odbierając jej zdolność działania, gdy patrzyła na śpiewającego Corina. Dopiero krzyk Mardy wyrwał ją z tego zawieszenia, zerwała się więc z miejsca i jak piorun wypadła z kajuty, z jakiegoś niewyjaśnionego powodu na wszelki wypadek łapiąc po drodze swój sejmitar. Miała szczerą nadzieję, że nie będzie jej potrzebny.
Wyskoczyła na główny pokład, przesuwając rozbieganym spojrzeniem po śpiewających. Kto to był? Wszyscy poza Mardą? Sami mężczyźni? Czy zabrali już stąd te zwłoki, tak jak im kazała, czy wciąż jeszcze leżały one u ich stóp?
- Wrzucić martwych do morza, teraz - zawołała, przekrzykując ten upiorny chór. Jeśli nie było nikogo, kto mógłby to zrobić, Vera sama odblokowała otwieraną część relingu i zabrała się za wypychanie ich poza statek. Ostatnim, co wydawało się teraz dobrym pomysłem, było sprzeciwianie się oczekiwaniom oszalałego Corina.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

14
POST BARDA
Niskie głosy mężczyzn rozbrzmiewały z każdego pokładu, Vera czuła, jak przez ich śpiew deski drżą pod stopami. Słowa pieśni nie nabierały sensu, wręcz przeciwinie, z każdą chwilą Vera rozumiała mniej ze słów, jakby pojedyncze głoski zlewały się w jedno, jakby słyszała będąc zanurzoną w wodzie.

Kiedy Vera wybiegła z kajuty, na górnym pokładzie zastała koło piętnastu mężczyzn, stojących w półkolu obok Mardy, która, razem z Iriną, starała się wciągnąć coś na pokład. Nim kapitan zdążyła podejść, dziewczęta wyciągnęły na pokład Tripa.

- Chciał skoczyć! - Wrzasnęła Marda, łapiąc Tripa w żelazny uścisk. Przyciskając go do pokładu siadła na nim okrakiem i bez zbędnego wahania uderzyła go z pięści w policzek. - Otrząśnijcie się, do cholery!

Zza pleców Very nadszedł Corin. Nie porzucając śpiewu, wciąż w transie, złapał Mardę za włosy, chcąc ściągnąć ją z kuka. Marda wrzeszczała.

- Ofiara dla morza. - W jego obcych słowach przebrzmiały takie, które były zrozumiałe.

Ciała, zgodnie z poleceniem, zostały wciągnięte pod pokład. Jedynymi, które zdawały się zachowywać przytomność umysłu, były Vera, Marda i Irina. Ta ostatnia rzuciła się pod pokład, najpewniej po to, by dostarczyć ciała i wypchnąć je za reling. Ale czy jedna elfka poradzi sobie z takim balastem?

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

15
POST POSTACI
Vera Umberto
Choć słyszała o podobnych wydarzeniach, to jednak nigdy niczego podobnego nie doświadczyła. Nie musiała ratować bandy opętanych głupców przed rzucaniem się w morze. Teraz jednak wydawało się to dość jasne; czy przyczyną tego faktycznie były mityczne syreny, czy inna aura magiczna, w którą nieopatrznie wpłynęli, oddziaływała ona wyłącznie na mężczyzn. Których, do cholery, miała na pokładzie więcej, niż kobiet! Znacznie więcej!
Widok opętanego tym szaleństwem Tripa sprawił, że na jej sercu zaciążył wielki kamień. Darzyła chłopaka ogromną sympatią i tak jak śmierć tych dwóch nie zrobiła na niej większego wrażenia, tak gdyby straciła kuka... nie wybaczyłaby sobie tego. Całe szczęście, że Irina i Marda go powstrzymały. Czy w takim razie kobiety były odporne na to, co rzucało na ich statek urok? Czy to dlatego one trzy zachowywały trzeźwość umysłu? Musiała znaleźć pozostałe. Pobudzić, zebrać je wszystkie na górze i zrobić coś z tą bandą wariatów.
- Zostaw ją, do stu demonów! - doskoczyła do Corina i uderzyła go z całej siły w twarz, z otwartej dłoni, licząc na to, że choć trochę go to wybudzi. - Wasze morze zaraz dostanie swoją ofiarę!
Jeśli nie pomogło, sama złapała długie włosy Mardy i wyszarpnęła je z uścisku oficera, podświadomie ciesząc się, że swoje tym razem miała związane. Zerknęła przez ramię w kierunku biegnącej pod pokład Iriny.
- Znajdź Yalę, Tamarę i Blankę! - zawołała za nią. - Znajdź wszystkich, którzy na tym statku mają pierdolone cycki! Niech ci pomogą przynieść tu Sama i Kestusa! Szybko!
Nie mogła opuścić głównego pokładu, zostawiając całe to zamieszanie bez nadzoru. Nie mogła ryzykować, że za chwilę wrzucą do morza Tripa razem z Mardą, tylko dla tego, że z jakiegoś powodu domagało się ono ofiary. Były we dwie na piętnastu marynarzy; pozostało jej liczyć na to, że w całym tym otępieniu ich zwinność będzie równie upośledzona, co umiejętność komunikacji. Nigdy nie musiała stawać z sejmitarem naprzeciw Corina i miała szczerą nadzieję, że nie będzie musiała tego robić dziś. Uniosła wzrok w górę, na żagle, a potem szybko przesunęła spojrzeniem po przymocowanych do pokładu linach. Nie miała wielu opcji. Doskoczyła do tej, która naciągała najbliższy bom i przecięła ją, nie zastanawiając się nad tym, ile potem roboty będą mieli z nawinięciem nowej. Gotowa do uchylenia się w odpowiednim momencie, liczyła na to, że poziome drzewce masztu pod wpływem wiatru obróci się i porządnie zdzieli śpiewających przez ich durne łby, powalając przynajmniej połowę z nich.
Obrazek

Wróć do „Baronia Varulae”