Zachodnia część lasu

46
POST POSTACI
Qadir
Wyjazd z przydrożnej gospody przebiegł całkiem sprawnie, toteż Salih był ukontentowany z takiego obrotu spraw. To nie tak, że mieli jakikolwiek lepszy wybór niż uczynić to, co czarnoskóry mag ustalił z właścicielem zajazdu. W ten sposób, gdy tylko wyruszyli w dalszą drogę do opuszczonej części Fenistei, “Pustynny Smok” prędko pokrążył się w swoistym letargu, gdzie piwne oczy same zamykały się pod wpływem ciężkich powiek. Jedyne co go trzymało w jakimś strzępku świadomości to ciekawość względem… wina pewnej bogini, a także Voronem prowadzącym wóz wraz z zagadaniem go przez jeden moment. - Dobrze… - Czarnoksiężnik odpowiedział ciszej Dortrisowi, przy tym nie wiedział tak naprawdę, kiedy zasnął. Zdawało mu się, iż bawi się mechanizmem korka od butelki łącznie ze szklanym pojemnikiem. Co się stało dalej? Prawdopodobnie dopadło go nieziemskie zmęczenie w końcu. Albo… coś zupełnie odmiennego. Kto wie, jakie konkretnie moce trzymały aktualnie pieczę nad prorokiem.

Chichot z umysłu Yasina przywrócił mu przytomność, a mężczyzna z pustyni wręcz pogniótł część swej eleganckiej pomarańczowej szaty maga. Znowu dotarł do niego głos z… zaświatów. Jeżeli “Ona” raczyła go swą obecnością w ten sposób, oznaczało to… jej satysfakcję, a przynajmniej tak wizjoner kojarzył z własnych studiów na temat panteonu Drwimira. Rozejrzał się mimowolnie dookoła jak wyrwany z przyjemnego stanu medytacji. Czy on w sumie prowadził lejce, czy jednak został oddalony od tego obowiązku? Coś nie pamiętał, aczkolwiek mogło to wynikać z nagłego obudzenia się. Fragment pamięci umknął mu obecnie, choć skoro nikt nie zwrócił mu do tej pory uwagi, to postanowił kontynuować wypoczynek. W międzyczasie karlgardczyk spoglądał na tajemniczy alkohol z jego pokoju. Ciekawość była pierwszym stopniem do piekła, jak powiadają. Tylko czy ciekawość względem niej jest grzechem? Zależy pewnie od bóstwa, toteż tutaj Qadir nie brał tego pod zły element wierzeń ludu Urk-hun. Kimże on byłby, podważając nauki czy poglądy boskich istot? Co najwyżej głupcem.

Pozostałą część podróży odbywał w sporej ciszy, jedynie zamieniając kilka zdań z przyjacielskim elfem z uniwersytetu w sprawie podziału czynności na dorożce. Poza tym syn Raaidy skupiał się w dalszym ciągu na regeneracji vitae, a zatem więcej interakcji pomiędzy nim a resztą ekspedycji nastąpiło już przy postoju. Zdaje się, dzika droga nie przeszkadzała mu w stanie wyczerpania organizmu, a gdy odzyskał kawałek energii, to miał więcej motywacji do pełnej aktywności. Przez to udzielał pomocnej dłoni w rozstawieniu namiotów na początku zatrzymania się wyprawy koło gęstwiny. Tak jak to już jasnowidz miał w zwyczaju.

Niemniej po zakończeniu wstępnym przygotowań rozbicia obozu, czarodziej powrócił do inwestygacji luminescencyjnej cieczy. Coś widocznie go zaintrygowało, no bo dlaczego uzyskał taką zagadkę w już zniszczonym budynku znikąd? Musiał być to niezwykły dar. W każdym razie tę kontemplację przerwała mu Pani Tagweramt, która przyszła nagle po rozmowie z Rathalem z dość solidnie opisanymi akcjami dalszego leczenia kobiet. Dostrzegła jak na kilka minut obywatel “klejnotu pustyni” poświęcał się na samotnych przemyśleniach kawałek od ich ogniska przy krzaczastym terenie. - Wpierw chcę zająć się panną Il’Dorai, droga Luno. Bez niej nie wiemy nawet gdzie się dalej udać. - Pokrótce wyjaśnił, dodając kolejną część wypowiedzi po chwili. Zarazem schował magiczny trunek do torby. - Możesz mi przynieść zatem składniki? Nie mam w zwyczaju grzebać w cudzych rzeczach… Zresztą ty wiesz, co gdzie się znajduje… Pani Sonos może być druga w kolejce. - Brodacz dodał z delikatnym uśmiechem na twarzy, aczkolwiek zachowywał pełnię szacunku wobec gnomki. Przez to nawet starał się patrzeć na nią “z góry”, a zaniżyć swój wzrost poprzez klęczenie. - Potrzebujesz mej krwi? O ile możemy ją wydobyć ze mnie w sanitarny sposób, to nie widzę problemu… Tak sądzę… - Nie miał na pewno takiej wiedzy alchemicznej jak niziołka, choć odrobinę niewiedzy zdradził także w tej wypowiedzi. Ba! Pierwszy raz słyszał o tym, by eliksir witalności korzystał bezpośrednio z czyjejś posoki.

- Ślepota elfki jest spowodowana potężną magią demonologa. Dołącz do mnie za niedługo, jak już przygotuję to znieczulenie, ponieważ to wymaga znacznie większych pokładów mocy niż które indywidualnie posiadam. - I wtem postanowił pokierować się do bladej piękności. Profesor odszukał ją po lokalizacji Rathala, gdyż spodziewał się członków rodu tuż przy sobie. Tak było najłatwiej, prawda? - Tamna, chcemy zająć się twoim wzrokiem. Dołączysz do mnie i Luny? Jeżeli się zgadzasz, to złap mnie za rękę. - Wyciągnął prawą dłoń w geście… tymczasowego pojednania. Choć wprawdzie jakby protestowała to znajdzie sposób, aby dziewczynę zmusić do współpracy. Wyboru wciąż nie mieli. W obu przypadkach spróbuje podążać za instrukcjami starszej kobiety. Po utworzeniu tego środka uśmierzającego ból ewentualnie powróci do białowłosej z czymś… więcej niż tylko ciepłym słowem, o ile ta została w swym pierwotnym miejscu. Zależy dużo od reakcji podróżniczki. Czy będzie postawiony przed koniecznością drobnej… manipulacji werbalnej? Czy kapryśna szpiczasto ucha dama posłucha śmiertelnika, ruszając za nim do jego namiotu?
Ostatnio zmieniony 02 cze 2024, 12:28 przez Qadir, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Zachodnia część lasu

47
POST BARDA
Choć monolog na temat grzybów uśpił chyba wszystkich, to gdy Luna rzuciła komentarz w kierunku Rathala, mogła dostrzec, że blada, dotąd wyzuta z emocji twarz Tamny rozjaśnia się, a kąciki jej ust unoszą się w nieznacznym uśmiechu. Skąd wynikało rozbawienie, tego się jednak nie dowiedziała, bo elfka była raczej małomówna, albo z natury, albo przez swój obecny stan.
Gdy po rozbiciu obozu Qadir podszedł do niej, siedziała sama przy wejściu do namiotu, jaki sprawnie rozbił dla niej Roland. Rathal faktycznie miał swój namiot tuż obok, ale chwilowo skrył się w środku. Tamna miała skrzyżowane nogi, a dłonie oparte na kolanach i choć w milczeniu wpatrywała się w pustkę, to można było być pewnym, że jej myśli galopują jak stado rozpędzonych koni. Wyrwał ją z tego głos Saliha, więc uniosła głowę, ale nie trafiła w niego swoim pustym spojrzeniem.
- Oczywiście, że się zgadzam - odparła i bez wahania wyciągnęła rękę przed siebie, szukając nią dłoni mężczyzny. Nie wiedziała, gdzie dokładnie się ona znajduje, więc przez szybkość zdecydowanego gestu najpierw uderzyła nadgarstkiem w jego przedramię; dopiero potem przesunęła palcami po ciemnej skórze i znalazła dłoń, na której zacisnęła palce.
Sprawnie wstała.
- Widzę już... niektóre rzeczy - przyznała, idąc za Qadirem tam, gdzie ją prowadził, choć po nierównym gruncie stąpała niepewnie. - Chociaż słowo "widzę" jest przesadą. Mam na myśli, że to, co zrobiła Puella, przyniosło jakiś skutek. Mierny, ale przyniosło. Widziałam blask słońca, kiedy jechaliśmy w jego stronę. Widzę cień, kiedy ktoś mi je przesłania. Rozmyte kontury, jeśli są wystarczająco kontrastowe.
Dotarli w końcu na miejsce i Tamna usiadła, albo położyła się, zgodnie z poleceniem dwójki swoich uzdrowicieli. Nie wyglądała na zestresowaną, bardziej na zniecierpliwioną. Przez chwilę milczała, pozwalając im się przygotowywać w spokoju, podczas gdy Roland układał właśnie suche, nienaturalnie powykrzywiane patyki w miejscu przeznaczonym na ognisko, zerkając na nich raz po raz. Otaczające ich drzewa spoglądały na nich z góry, a ich krzywe gałęzie poruszały się na wietrze jak stare, artretyczne ramiona.
- Wiem, że to była głupota - odezwała się wreszcie białowłosa cicho. - Mój brak cierpliwości i ostrożności mnie kiedyś wpędzi do grobu. Wiem o tym. Nie tylko Puella mi o tym mówiła. Przepraszam, że robię wam problem.
Obrazek

Zachodnia część lasu

48
POST POSTACI
Luna Tagweramt
Emm. Tak, racja. — Odparła w kwestii która z kobiet powinna otrzymać pomoc pierwsza, wszak stan Puelli był stabilny. — Tak, eee, tak, racja — Podrapała się po głowie wzburzając nieco włosy, w kwestii grzebania w jej ekwipunku. Ugryzła się w język w myślach, toż nie była w klasie, na zajęciach praktycznych. — Czarodziej Qadir jest bardzo uprzejmy. Tak, tak. Oczywiście, z czubka palca. To niewielka ilość, eee tak jakby — Trochę się zmieszała, to i język zaczął się plątać, jak w końcu dotarło do niej jak wybrzmiała i że znów się pomyliła. Za dużo tego pośpiechu. — Pójdę po rzeczy. Pierw zajmiemy się Tamną, tak. — I ruszyła okrywając się płaszczem ciaśniej z rozczochraną fryzurą. Wtem zatrzymała się, bo przypomniała sobie coś istotnego, rozejrzała się. Roland był zajęty i zwróciła się z powrotem do Qadira — Emm. Czarodziej Qadir mógłby mi pomóc wejść na wóz? Roland widzę zajęty. A potem zejść? — Wyglądało na to, że to Luna miała na myśli o asystencie kiedy zwracała się do Vorona, padło na czarnoskórego czarodzieja. Choć może nie do końca?

Przygotowania do ważenia. Miała metalowy garnek alchemiczny, który służył do grzania mocowanej fiolki za pomocą pary, swoisty parowar. już się grzał nad małym kamiennym paleniskiem i buchał ciurkiem sprężoną parę z wąskiego długiego ujścia. Moździerz do ucierania zawierał już w sobie sproszkowaną kość. Teraz mogła ugniatać piołun w oleju, odsypując proszek na bok na wklęsłe szkiełko. Upewniła się o korze dębu i przygotowała sobie sączek. Wkrótce zaczęło się ważenie. Czas mógł dłużyć się co poniektórym niemiłosiernie, ale Luna była właśnie w swoim żywiole. Wyluzowana ze spokojem, może i delikatnym uśmiechem dodawała kolejno składniki mieszała nieśpiesznie i pilnowała temperatury eliksiru. Pracę tę traktowała z dozą namaszczenia, jakby czyniła coś szczególnego. Ot sztuką mogło być wszystko, o ile miało się to coś w zadanej kwestii.

Wywar był już gotowy, a i niecierpliwa elfka miała iść pod nóż, znaczy się pod opiekę uzdrowicieli, którzy mieli już wszystko co trzeba. — Nie przepraszaj, jak nie widzisz kogo. Mądrość bywa, że rodzi się z głupoty, o ile jest wola, aby po nią sięgnąć. To tyle jeśli chodzi o refleksje moja droga. A tak to pochyl się, masz, wypij to, jest okropnie gorzkie, acz przyniesie ci głęboki sen, znieczulenie i spokój. Tak będzie dla bezpieczniej. — Trzymając oburącz jeszcze ciepły elikisir, skierowała swoje krótkie ręce ku wysokiej elfce — No śmiało!

O ile Tamna miała być posłuszną córką Rathala, o tyle Luna miała już zamiar połączyć siły z Qadirem. Pierw trzeba było jednak elfkę ułożyć na kocu i ustalić, jak się za to zabrać.
Spoiler:

Zachodnia część lasu

49
POST POSTACI
Qadir
Salih zbliżył się do Tamny, która siedziała przy wejściu do namiotu, rozbitym przez Rolanda. Spokojnym głosem przyciągnął jej uwagę, po czym bez słowa pomógł jej wstać, delikatnie chwytając jej wyciągniętą rękę. Gdy jej dłoń trafiła w jego przedramię, przesunęła palcami po jego skórze, znajdując w końcu jego rękę. Mężczyzna pewnie, ale z delikatnością, podtrzymał jej sylwetkę, pomagając kobiecie wstać. Razem ruszyli w kierunku wyznaczonego miejsca, a czarnoskóry mag pilnował, by córka Rathala szła bezpiecznie, prowadząc ją pewnie, choć powoli, przez nierówny teren. Kiedy dotarli na miejsce, pomógł Il’Dorai usiąść na miękkim kocu, który wcześniej przygotował. Każdy jego ruch był precyzyjny oraz pełen troski, aby szpiczastoucha czuła się jak najbardziej komfortowo.

Dama usiadła, a Kadeem, z niewzruszoną pewnością, uklęknął obok niej, gotów rozpocząć proces poprzez zaklęcie uzdrawiania. Kiedy Luna przygotowywała eliksir po ich uprzedniej wizycie koło wozu, Qadir doglądał ją z uwagą, gotowy w każdej chwili do działania. Gdy nadszedł moment, w którym badaczka miała wypić miksturę, syn Raaidy ostrożnie pomógł ślepej przyjąć ekstrakt, podtrzymując kubek przy ustach dziewczyny ze zwyczajnej potrzeby. - Luna, czy masz w planach użyć jeszcze jakiegoś magicznego środka? - Zapytał, patrząc na gnomkę kątem oka. - Nie jestem pewien, czy sama alchemia wystarczy. Jakbyś miała czar w zanadrzu, to na pewno się teraz przyda. -

Kładąc dłonie blisko oczu poszkodowanej, czarownik skupił się, zamykając własne powieki, a do tego czerpiąc esencję z głębi siebie. Jego palce zaczęły emanować delikatnym, niebieskawym blaskiem, który powoli przenikał do źrenic elfki. Koncentrował się na przekazywaniu swojej mocy, aby zdjąć mroczną klątwę ślepoty, która ciążyła na Tamnie. Cały czas utrzymywał maksymalny focus, dbając o to, by energia była przekazywana precyzyjnie i skutecznie. Nie komentując wypowiedzi bladoskórej, karlgardczyk kontynuował leczenie, jego ręce nadal emanowały kolorowym światłem, a on sam pozostawał poświęcony swoim czynnościom. Wiedział, że musi wykorzystać odpowiednią ilość energii, aby skutecznie zdjąć efekt, nie nadwyrężając przy tym własnych sił. Ten ratunek wymagał doświadczenia, które posiadał, bo przecież wszak dokładnie wiedział, ile vitae należy użyć.

Cały czas kontrolując przepływ many, Qadir starał się zapewnić, by przekleństwo demonologa zostało zdjęte w pełni przy asyście Pani Tagweramt. Dłonie profety poruszały się delikatnie, a on sam pozostawał w stanie głębokiego transu. Gdy proces dobiegł końca, Obywatel Urk-hun powoli odsunął górne kończyny od piękności, blask zaczął wygasać, a przedstawiciel płci męskiej usiadł obok, łapiąc oddech, obserwując jednocześnie potomkinię założycieli Nowego Hollar pod kątem rezultatów swojej pracy.
Obrazek

Zachodnia część lasu

50
POST BARDA
Tamna usiadła tam, gdzie została poprowadzona, a potem posłusznie przyjęła kubek. Zaprotestowała tylko wtedy, gdy Qadir chciał pomóc jej z wywarem, informując go, że może i jest ślepa, ale umiejętności picia jeszcze nie straciła. Napój wyraźnie stanął jej w gardle, ale zmusiła się do przełknięcia pierwszego łyka, a potem z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy duszkiem opróżniła kubek, nie zadając zbędnych pytań. Wymacała przestrzeń za sobą i położyła się, by nie paść bezwładnie, gdy ogarnie ją sen. I choć przez jakiś czas starała się utrzymać oczy otwarte, w końcu jej powieki opadły, rozluźniły się dłonie zaciśnięte w nerwach w pięści, a jej oddech wyrównał się. Mogli rozpoczynać swój rytuał.
Oboje znali się na magii leczącej, więc ich współpraca już od początku miała większą szansę powodzenia, niż to, co przy pomocy Arno próbowała osiągnąć Puella. Zarówno Qadir, jak i Luna wyczuli wrogą magię, pulsującą niemrawo pod skórą elfki, będącą przyczyną obecnego stanu rzeczy. To nie była naturalna ślepota, a oni nie starali się dokonać cudu; musieli wypchnąć z Tamny to, czego nie powinno w niej być, a jej ciało po jakimś czasie powinno zregenerować się samo - lub też lada moment, dzięki ich pomocy.
Gdy ich życiodajne vitae wpłynęło w pogrążoną w letargu elfkę, łącząc się w zgrany strumień, mroczny odłamek mocy poruszył się nerwowo, a Il'Dorai drgnęła.
- Nie... - wymamrotała cicho, choć przecież miała być nieprzytomna. - Nie...
Coś szarpnęło nią i poderwało ją do pozycji siedzącej. Machnęła ręką z usztywnioną dłonią, jakby chciała podrapać kogoś po twarzy, ale na szczęście nie trafiła żadnego z nich. Krzyknęła i znów opadła na ziemię, a jej plecy wygięły się w łuk. Rathal poderwał się z miejsca i ruszył biegiem w ich stronę, lecz nie dotarł do ich części obozowiska, zatrzymany przez Rolanda. Najemnik bez trudu chwycił go w pasie i unieruchomił, na jego wściekłe protesty odpowiadając tylko spokojnym kręceniem głową.
- Pani Luna wie, co robi. Nie skrzywdzi dziewczyny, panie profesorze. Spokojnie.
Wroga magia miotała się pod ich naporem niczym ryba, schwytana w sieć. Jeszcze przez chwilę walczyła o wolność, aż w końcu osłabła i zniknęła gdzieś na chwilę. Tamna znieruchomiała i otworzyła oczy, które zalśniły fioletem.
- Jest moja - powiedziała. - Nic wam to nie da. Nawet jeśli wskaże wam drogę do przejścia, nic wam to nie da. Jesteście zamknięci w klatce, pomiędzy naszymi wojskami, a zdrajcami z waszych ziem. Zostaniecie zmiażdżeni jak robaki, przez jednego buta, albo... nnngh!
Jakikolwiek sposób na podtrzymywanie ślepoty elfki miał ich wróg, nie miał szans przeciwko dwójce wyszkolonych czarodziejów, zwłaszcza, gdy jego magii znajdował się tam tylko niewielki skrawek. W chwili, w której udało się im wyciągnąć go na zewnątrz, oczy Tamny zgasły, a z jej ust wynurzył się mały, czarny wąż, utkany z cienia. Kiedy wiatr poruszył suchymi gałęziami nad ich głowami, a na niego padł promień zachodzącego słońca, rozpadł się w nicość.
Zapadła cisza. Białowłosa leżała spokojnie, wciąż nieprzytomna, a Qadir i Luna mogli odetchnąć i uspokoić szaleńczo bijące z wysiłku serca. Odzyskali sporo mocy w drodze tutaj, ale w nocy sen zdecydowanie dobrze zrobi im obojgu. Roland wreszcie wypuścił Rathala, a ten wznowił swój bieg i opadł na kolana obok córki, chwytając ją za dłoń. Skoro się nie budziła, po chwili uniósł pytające spojrzenie najpierw na gnomkę, potem na Karlgardczyka.
- Udało się? - spytał. - Kiedy odzyska przytomność?
- Położy się ją obok rudej i będą se spać
- wtrącił Roland, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Nie budź jej, tatuśku. Nie znam się na tym wszystkim, ale podejrzewam, że potrzebuje odpoczynku. Co nie, pani Luna?
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fenistea - puszcza”