Zajazd Pod Wzgórzem

121
POST POSTACI
Qadir
Zgodnie z sugestią wojownika Salih rozpoczął uzupełnianie bryczki ekwipunkiem towarzyszy oraz swoim. Tak jak zostało wspomniane, zajęło mu to być może kilka minut, przy czym ich dostępny czas właśnie upłynął. Tak więc bez większego zastanowienia udał się do pozostałych, gdy dyskusja z Rolandem wraz z pakunkiem zostały zakończone. “Pustynny Smok” poobserwował grupę z dystansu, zanim się do nich zbliżył. Niby sytuacja klarowała się na trochę lepszą, ale wciąż byli dobitnie niezdolni do walki lub też korzystania ze zdolności magicznych. - W takim stanie nie zajedziemy daleko… - Skomentował ciut pesymistycznie mężczyzna z pustyni, aby w końcu podać dłoń Dortrisowi do podniesienia się z ziemi. Obciążać nogę wszak musiał, choć pomocna dłoń zawsze była mile widziana, prawda?

Dalsza konwersacja przyprawiła go nieco o dodatkową garść zmartwień. O ile wyjaśnienie ich misji Lunie z ochroniarzem wydawało się rzeczą prostą to znalezienie właściwego rozwiązania już nie. Przecież nie mieli zbyt wielkiego pola do manewru, jeśli ekspedycja myślała o zakończeniu tej wyprawy z powodzeniem. Tyle że brakowało im sił, a to już niwelowało sporą część wyborów. - Udajemy się do Fenistei zamknąć bramę mrocznych, która została tam otwarta. Z każdą chwilą ich jednostki przedzierają się do naszego wymiaru… Z tego powodu odwlekanie czegokolwiek w tej sprawie nie jest możliwe. Nie można się teraz wycofać. - Słowa wypływające z ust syna Raaidy świadczyły o jego determinacji, toteż Pani Tagweramt mogła od razu wyczuć, iż karlgardczyka tak łatwo nie odwiedzie od podróży samym… rozsądkiem. Widocznie kryło się za tym coś więcej niż czynienie dobra. Misja? Powołanie? Tak nie mówił byle człowiek poza służbą. - Jedynie nie wiem, jak mielibyśmy się podzielić, drogi Voronie… Ja z pewnością chciałbym być blisko naszych notatek, toteż zostałbym w wozie… I potrzebuję Rathala z Tamną. Są dla mnie tu kluczowi do dalszych działań. - Mag objaśnił w miarę lakonicznie, rzucając zarazem przelotne spojrzenie na tamtą dwójkę. Niemniej młodsza Il’Dorai nie mogła dojrzeć lustrującego wzroku obywatela Urk-hun. Co ciekawe nadmienił stanowczo również potomkinię założycieli Nowego Hollar. Pewnie chodziło o lokację portalu.

Kostur czarnoksiężnika oderwał się od ziemi za ruchem jego prawicy, która jednocześnie wskazywała na pozostałe konie z okolicy. - Sugeruję zrobienie dodatkowego postoju pośród drzew. Zboczymy ze ścieżki celem odpoczynku, chociaż na godzinę lub dwie… Pozostali niech dołączą do was, Luno. Lepiej, żeby ranni utrzymywali się z dala od nas w tyle… - Poprawiwszy swoją pomarańczową szatę, westchnął i jeszcze podrapał się po brodzie. - Nie zamierzam wchodzić w otwartą bitwę z kimkolwiek. Będziemy próbowali się podkraść. Niemniej… pragnę też, by gniew tych istot spadł na mnie. Wy spróbujcie zregenerować swe pokłady energii. - Strategia pozostała ryzykowną, aczkolwiek zgadzał się z przyjacielem z uniwersytetu. W tej kupie na pewno byli łatwiejszym celem, a w końcu… czy brama wraz z Qadirem oraz starszym elfem z córką nie byli głównym zagrożeniem dla konszachtów Ignaza? Kadeem mocno trzymał się swej opinii, chyba że ktoś wpadnie na coś genialniejszego. Tymczasem Yasin czuł potrzebę posiadania wysokich elfów koło siebie. Najwyżej oni pierwsi pójdą na odstrzał. Bez ryzyka się nie obejdzie.

- Właściciel zajazdu zaraz nas stąd wygoni. Ruszajmy. - Podsumował ponaglająco, kierując się z powrotem do wozu.
Obrazek

Zajazd Pod Wzgórzem

122
POST BARDA
- Chodzi mi o podział pomiędzy dwoma wozami - wyjaśnił Voron. - Kto jedzie dużym, kto jedzie z wami. Myślę, że jako... wykwalifikowana uzdrowicielka powinnaś wziąć ze sobą Puellę.
Wyjaśnienie Qadira zdawało się wystarczające, a jednak, gdy zapadła po nim chwila ciszy, odezwała się Tamna. Jej spojrzenie zawisło gdzieś nad głową gnomki, tak, jakby elfka nie zdawała sobie sprawy z tego, z przedstawicielką jakiej rasy ma do czynienia. Gnomy nie były często widziane w Nowym Hollar, choć w przeciwieństwie do większości tu zebranych, sama Tamna też tam często widziana nie była.
- Nie możemy udać się do Saran Dun. Nie mamy czasu. Znalazłam bramę i tylko ja w tej grupie znam jej dokładną lokalizację. Schwytaliśmy też kilku mrocznych i przesłuchaliśmy ich. Inwazja już się zaczęła. Jeśli my nie spróbujemy zamknąć bramy, to kto to zrobi? Wojsko Sakira? Są zbyt zajęci własnymi sprawami. Armia Meriandos? - parsknęła śmiechem, rozbawiona absurdem tej sugestii. - Nie. Jesteśmy tylko my.
- Mamy przewagę małej grupy, która być może będzie w stanie przekraść się tam, lepiej, niż przykładowy oddział wojska - wtrącił się Rathal, wciąż obejmując córkę. - Mamy też notatki o podobnych przejściach. Potrzebne będzie nam jeszcze tylko trochę czasu, żeby dojść do konkretnych wniosków. Mieliśmy te wnioski wyciągnąć dziś, w karczmie, ale nasze plany zostały pokrzyżowane. Na szczęście Qadir wydobył wszystko z gruzowiska.
Roland bez przekonania podrapał się po łysej czaszce.
- To pierdolona misja samobójcza - skomentował cicho.
- Tak - zgodziła się Tamna. - ...Prawdopodobnie tak.
Wszystkie niewypowiedziane słowa zawisły w powietrzu ciężką, gorzką chmurą. Nie mieli wyjścia; przynajmniej byli magami, a to pozwoli im sięgnąć do trzewi mocy, z której korzystało przejście i być może zostaną tymi bohaterami, na których czekał świat.
- No trudno, jedziemy z wami, nie? - Roland poklepał Lunę w ramię. Tyle lat, a wciąż nie nauczył się robić tego delikatniej. - Mówili o tych czarnych z podziemi. Słyszało się co nieco. Nie mam nic przeciwko temu, żeby zrobić sobie naszyjnik ze spiczastych uszu, hehe. Znaczy no, tych ciemnych - doprecyzował, gdy padło na niego kilka nieprzychylnych spojrzeń. I choć w jego oczach błyszczała niepewność, uśmiechnął się szeroko. - Tamte na pewno nie są takie śliczne, jak nasze, z powierzchni, co?
Tamna westchnęła tylko bezgłośnie.
Zebrani załadowali się do powozów: Rathal z córką, a także Voron do dużego, a Roland delikatnie podniósł Puellę i przeniósł ją na tyły ich pojazdu, by tam mogła pod okiem medyczki dochodzić do siebie. Dortris wyraził przypuszczenie, że teraz przynajmniej przez kilka godzin będą mieć spokój, bo nawet jeśli Keli szykował na nich kolejny atak, to przecież nie wiedział jeszcze, że ten się nie powiódł. A nawet jeśli, to minie trochę czasu, zanim kolejni jego wysłannicy do nich się zbliżą. Dopóki nie wjadą na teren Fenistei i nie staną naprzeciw mrocznym wojskom z podmroku, chyba byli stosunkowo bezpieczni.
Nikt ich nie żegnał, gdy odjeżdżali. Karczmarz nie wyszedł ani przeprosić, ani ich przegonić. Wyrzuceni jak zapchlone psy, udali się w swoim kierunku. Rathal, który powoził pierwszym wozem i Roland trzymający lejce w drugim, korzystając z szerokiego traktu trzymali się blisko, tak, by wszyscy mogli kontynuować rozmowę.
- Znacie się? - zagadnęła Tamna, chwilowo zmieniając temat. Nie określiła, komu zadała to pytanie, ale z pewnością chodziło jej o Lunę i ojca. - Skąd?
Obrazek

Zajazd Pod Wzgórzem

123
POST POSTACI
Luna Tagweramt
Słuchała ich uważnie, a zdziwienie szybko spełzło z jej miny i przyjęła kamienną twarz. To nie była grupa zgubionych uczniów. Byli całkiem pewni tego czego chcą pomimo tego, że byli ranni, osłabieni i właściwie bez perspektywy jak się do tego zabrać. Jeszcze nie wiedzieli, ale mieli w sobie dość dedykacji, aby Luna zrozumiała ich motyw.
Odniosła wrażenie, jakby to było wczoraj. Wspomnienie, że nikt by im nie pomógł było takie znajome i doskonale odczute na własnej skórze. Tak... kogo by to obchodziło. A jednak znaleźli się tacy wtedy, to i właśnie znaleźli się i teraz.
Nie zostawię tak Rathala, a i jeśli rzeczywiście doszlibyście do tego jak zamknąć to przejście... — Rzekła na kwestie samobójcze po tym, kiedy to Roland zachęcił ją na tyle, że dosłownie musiała zrobić krok do przodu i wtem spojrzeć na niego krytycznie, acz bez szczególnej złości — Zmieniłoby to postać rzeczy. — Po czym pokręciła głową na tekst o ślicznotkach, acz cóż Roland był Rolandem. —Zbyt mało wiemy o tych elfach, możesz się przypadkiem zakochać Roland, jak będziesz nieostrożny. Jednak raczej nie dotrzemy tam dziś, nieprawdaż? Jak mamy ruszać to ruchy, ale trzeba w dobrym miejscu rozbić obóz na noc i to będzie też moment na studia i przywracanie was do sił. Może uda mi się coś uwarzyć na szybko. Na pewno musimy się przygotować.

Co, że my?— Odpowiedziała jakby oderwana od jakiejś myśli, szukając potwierdzenia w postawie ślepej. Acz nie inaczej nie mogło o nikogo innego chodzić, w końcu sama też nie poznała córki czarodzieja — Rathal i ja? A niewiele tego było — Uśmiechnęła się nieznacznie, dryfując nieobecnym wzrokiem w pustej przestrzeni, jakby wspomnienia ożywały przed nią. Acz były to ledwie skojarzenia i jakaś bliżej nieokreślona nostalgia za czymś. Wszystko widniało w wyobraźni wyblaknięte, transparentne.— Choć więcej czasu spędził z moją rodziną, kiedy go gościliśmy w Morlis, aniżeli ze mną. Później jako jedyny z tych wszystkich czarodziejów przyjął moją prośbę, aby ich ratować w trakcie incydentu z Wieżą w pięćdziesiątym trzecim — Spochmurniała nie dopowiadając, jak to ostatecznie przebiegło. Acz było to już dawno. Nawet część rzeczy już nie pamiętała jak to dokładnie przebiegło, wiedziała tylko jaka pustka była później, jak nie udało jej się odzyskać nawet drobiny tego co miała. Zamyśliła się wtem, usuwając się z rozmowy. Co powinna uwarzyć, aby jak najszybciej postawić Puellę na nogi?

Zajazd Pod Wzgórzem

124
POST POSTACI
Qadir
Ze swej strony karlgardczyk nie miał nic więcej do dodania, tak więc, jak tylko grupa zaczęła się zbierać do wozu, to on wyruszył tuż za nimi. Zasiadł niedaleko Rathala będącego aktualnie kierującym wozem, aczkolwiek nie dał po sobie poznać zmęczenia… przez jakiś czas. Z każdą mijającą minutą jego powieki powoli zachodziły na piwne oczy, które do tej pory tak uważnie obserwowały otoczenie. Dodatkowe czynności eskortowe odebrały mu całkiem dużo sił, toteż Salih musiał odpocząć. W ten sposób nie poświęcał się nader rozmowie z innymi, o ile nie został słownie zaczepiony.

Gdyby nie znalazł sobie solidnego zajęcia, to pewnie odpłynąłbym kompletnie, lecz obywatel Urk-hun przypomniał sobie o znalezionym winie o niezwykłym… kolorze. To nie było zwyczajne wino na pewno. W ten sposób mimowolnie zasięgnął do swej torby, aby wydobyć znaleziony artefakt w płynie. Czarnoksiężnik obserwował butlę uważniej tym razem, sprawdzając jej korek oraz szkło. Otwarcia nie można było uczynić fizyczną krzepą, prawda? Skoro istniała tam moc bogini lub jej… jestestwo to należało zasięgnąć własnej przebiegłości być może w połączeniu z magią. “Pustynny Smok” uśmiechnął się do samego siebie, bawiąc się delikatnie cieczą w pojemniku. Można to nazwać pierwszą próbą poznania struktury boskiego reliktu. Jak inaczej można to było nazwać?

Powyższa czynność trwała kilka dobrych minut jak nie kilkanaście, natomiast następnie syn Raaidy kontynuował podróż w formie przysypiania. Pozostawał czujnym, choć naturalnie regenerował swe pokłady vitae, jak tylko potrafił. W tym stanie ochroniarskiego letargu modlił się po cichu. Ktoś siedzący tuż koło maga w pomarańczowej szacie mógł posłyszeć szepty skierowane do Ojca Elfów. - Sulonie, zwiększ nasz potencjał… Oto jesteśmy na twej ścieżce… - Qadir nie rozpoczynał z nikim błahych tematów. Jedną nogą odleciał do krainy snów, a drugą… "skupiał" się na misji, cokolwiek to znaczyło. Po przebudzeniu czarnoskóry uczony zapewne przejrzy ponownie notatki. To jednak zaczeka kolejną godzinę lub więcej. Odpoczynek stanowił priorytet dla dalszej części tej świętej misji.
Obrazek

Wróć do „Wschodnia prowincja”