Wschodnia Ściana

211
POST BARDA
Skoro nie miał budzić Velkyna od razu, Izzal przeszedł dwa kroki w bok i oparł się ramieniem o wąskie drzewo, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Przyglądał się Elspeth z góry, ale w jego spojrzeniu nie było tej samej wyższości, którą emanowała cała Miz. Ot, stał zamiast siedzieć, bo wciąż był odpowiedzialny za pełnienie straży, pomimo zabezpieczeń stworzonych przez pająki.
- Jest duże. I góruje nad wielką, bezgraniczną wodą - elf uśmiechnął się. - Pływają po niej statki. Nie sądziłem, że coś tak wielkiego może unosić się na wodzie, ale proszę. Jednak ci z powierzchni wymyślili coś imponującego.
Jakiś ptak zaśpiewał nad ich głowami i załopotał skrzydłami. Izzal uniósł na niego spojrzenie zmrużonych oczu. Zwierzę z pomarańczowym pióropuszem i ogonem w biało-czarne paski wyglądało z dziupli w drzewie, rozglądając się po okolicy. Zanim zdążyli cokolwiek zrobić, wyskoczyło z niej i odleciało, znikając między liśćmi.
- Jest mnóstwo kamiennych budynków. Niektóre ogromne, wzniesione dla bogów, których tu czczą. Szkoda tylko, że część miasta uległa zniszczeniu. Runęła po otwarciu bramy. Ale ma to swoje zalety, tę część przejęły pająki. Zasnuły sobie ruiny siecią i nie przeszkadzają nigdzie indziej.
Uśmiech Izzala był specyficzny - trochę drapieżny, trochę prześmiewczy, gdy z pochyloną głową wyglądał spod kaptura i spod ciemnych brwi. Kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej, gdy temat przeszedł na Miz.
- Mizzerya Aleantar, córka najmłodszej siostry pani Saell - potwierdził przypuszczenia Elspeth. - Wychodzi z założenia, że to elfki powinny dowodzić. Nie elfy. A Velkyn, jakby tego było mało, wywodzi się z klanu Księżycowej Doliny. Jego przodkowie, nie on, ale to wystarczy, żeby Miz podważała jego kompetencje. Których nie ma co podważać. Jest niezawodny.
Wzruszył nieznacznie ramionami, a właściwie tym jednym, którym nie opierał się o drzewo.
- Nie mnie to oceniać. Równie dobrze możesz kłamać. Velkyn cię przesłucha, a jeśli twoje odpowiedzi na jego pytania go zadowolą, zostaniesz jedną z nas. Jeśli nie... - uniósł tylko znacząco brwi i nie dokończył. - Ale przecież nie masz sobie nic do zarzucenia, prawda?
Obrazek

Wschodnia Ściana

212
POST BARDA


Elspeth nie robiła sobie problemu z obecności Izzala. Pożywiała się darowanym jedzeniem, ciesząc się śniadaniem pod słońcem. Dobrze było być na powierzchni, z odkrytą twarzą, bezpieczną wśród swoich. Gdy jej pleców pilnował druh oraz całe stado pająków, mogła się odprężyć.

Mruknęła z pełnymi ustami, przyjmując do wiadomości informację o Heliar i bezgranicznej wodzie.

- Statki większe od lewiatanów? - Dopytała, gdy miała już wolne usta. Lewiatany były największym, co mogło istnieć! I chociaż nigdy takiego nie widziała, wierzyła opowieściom.

Głos ptaka kazał jej poderwać spojrzenie ku koronom drzew. Zabolało, gdy oczu dosięgnął zagubiony promień słońca. Przysłoniła go dłonią, lecz ptak zdążył już uciec.

- Dlaczego nie użyć ptaków jako szpiegów? - Zastanowiła się na głos. Dla pani Ajvy nie było to niemożliwe. - To miasto... Cieszę się, że wkrótce je zobaczę, jeśli Velkyn pozwoli. A Mizz... Skoro jest królewskiej krwi, co robi tutaj? Z którego klanu pochodzi Velkyn, nie ma znaczenia. Pod słońcem wszyscy jesteśmy jednym i walczymy o jedno.

Kolejne słowa Izzala nie spodobały się Elspeth ani trochę. Przeniosła na niego czerwone spojrzenie i wpatrywała się chwilę, oczekując, że elf zechce naprawić swoje nieprzemyślane słowa.

- Musisz być głupcem, skoro szukasz sobie wrogów wśród przyjaciół. - Skomentowała cicho. - Nie będę odpowiadać na twoje pytania, a na pytania przywódcy. Cokolwiek się ze mną stanie, nie powinno być twoim zmartwieniem. Walczyłam i zabijałam powierzchniowców nie po to, by tacy jak ty nazywali mnie kłamcą.
Obrazek

Wschodnia Ściana

213
POST BARDA
- Niektóre - odparł Izzal, wzruszając ramionami. - A niektóre mniejsze.
Święte oburzenie Elspeth wywołało tylko na jego twarzy szerszy uśmiech. Odepchnął się od drzewa i usiadł na zwalonym pniu obok niej, w geście dobrej woli ściągając kaptur z głowy. Zmrużył oczy lekko, ale patrząc na siedzącą obok elfkę, nie musiał unosić wzroku w zbyt jasne niebo, więc światło dnia nie przeszkadzało mu w ten sposób za bardzo.
- Od razu wrogów. Cóż to za dramatyzm? Podpytuję tylko. Dziwisz się, że zżera mnie ciekawość? Żyłaś na powierzchni tak długo, że albo znalazłaś sobie sojuszników tam, gdzie nie powinnaś była ich znajdować, albo masz naprawdę imponujące zdolności przetrwania. Nie mówię, że któraś z tych dwóch opcji jest bardziej prawdopodobna, niż druga. Nie jestem Miz, żeby od razu zakładać najgorsze, ale nie jestem też głupcem, żeby nie dopuszczać do siebie oczywistej możliwości.
Poklepał ją w przyjacielskim geście po ramieniu.
- Nie złość się. Jak będziesz się tak marszczyć, to ci tak zostanie, a szkoda by było tej ślicznej buzi.
Wyciągnął przed siebie nogi i skrzyżował je w kostkach, przenosząc wzrok na widocznych wśród zieleni więźniów, albo na pilnującego ich pająka. Milczał przez chwilę, a potem wrócił do poprzedniego tematu.
- Miz. Wiesz, ile jest takich, jak ona? Ma cztery siostry i cztery ciotki. Wszystkie mają na jakimś tronie siedzieć? Miejsca dla nich zabraknie. Ale jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego poszła do zwiadu, to już musisz jej pytać - zerknął na jeden z namiotów, najpewniej ten, w którym spała teraz omawiana elfka. - Może się zaprzyjaźnicie i ci o sobie opowie? Skoro masz z nami zostać, wcześniej czy później będziecie się musiały albo dogadać, albo pozabijać.
Znów spojrzał na Elspeth i zlustrował ją od stóp do głów, zatrzymując wzrok na wysokości jej biodra, tam, gdzie wciąż miała opatrunek.
- Właśnie. Wiwerna? Mówiłaś, że to duży gad. Jak duży? Twój niewolnik nie chce go dla mnie narysować.
Obrazek

Wschodnia Ściana

214
POST POSTACI
Słowa Izzala i jego prześmiewcze nastawienie nie przekonywało Elspeth, co więcej, kazało jej na niego uważać. Chociaż darował jej śniadanie, bogowie raczyli wiedzieć, co zrobiłby, gdyby Velkyn nie był dowódcą. Elspeth nie ufała mu ani odrobinę, nie odsuwała się jednak, gdy postanowił usiąść obok. Była osłabiona i gdyby chciał, mógłby zrobić z nią wszystko. Byłoby to jednak głupotą zważając na to, że byli w obozie, a od innych Mrocznych dzieliła ich ledwie ścianka namiotu.

- Spowiadać będę się przed Velkynem. Ile powie tobie, zależy od niego. - Skomentowała sucho. - Do tego czasu możesz dalej zakładać, co tylko chcesz. Nie dotykaj mnie. - - Fuknęła mimo wszystko, gdy postanowił przekroczyć granicę i poklepać ją po ramieniu.

W każdej grupie musiał się taki znaleźć. Taki, który nie wiedział, kiedy zamknąć usta, taki, który myślał, że jest cwany, a przy tym uroczy, a był tylko irytujący. Kiedy w końcu zamknął usta, mogła skupić się na dalszym jedzeniu, błoga cisza nie potrwała jednak długo.

- Właśnie dowiodłeś, że jej więzy krwi nie mają znaczenia. - Mruknęła w temacie Mizz. Mogła być krewną pani Saell, ale to niczego nie zmieniało. - Nie zależy mi na walce z którymkolwiek z was. Jestem żołnierzem i wykonuję rozkazy. - Podkreśliła. Konflikty między członkami oddziału nie powinny mieć znaczenia w momencie, gdy mieli świat do odbicia.

Westchnęła lekko, nie naprostowała jednak słów Izzala. Goren mógł być nazwany niewolnikiem, to wiele ułatwiało.

- Niedaleko stąd jest wieża. - Zaczęła opowieść, odkładając na moment jedzenie, by sięgnąć po patyk, który leżał gdzieś przy kłodzie. Odsunęła stopą liście ze ściółki i zaczęła rysować. Większy prostokąt miał być wieżą. - To wysoki, wąski budynek. Jak komin w jaskini. - Uściśliła, by elf mógł łatwiej to sobie wyobrazić. - Z jej wierzchu lepiej widać gwiazdy, chciałam tam wejść. To tam była ta wiwerna. - Obok prostokąta wieży Elspeth dorysowała kolejną figurę. Parę linii z trójkątami skrzydeł miały oddawać wielkość bestii. - To gad, lata jak nietoperz. Walczyliśmy z nim. - Dwie pionowe kreski, maleńkie w towarzystwie wiwerny, miały oznaczać ją i Gorena. Po chwili dorysowała jeszcze konia. - Udało mi się ją zabić, chociaż nie było łatwo. Nie wiedziałam, że na powierzchni są takie istoty... musimy bardziej uważać.
Obrazek

Wschodnia Ściana

215
POST BARDA
Z twarzy Izzala nie znikało rozbawienie, gdy upomniany, by nie dotykać Elspeth, podniósł ręce w pokojowym geście i w zaskoczeniu uniósł brwi.
- Wybacz - powiedział niewinnie. - Nie będę dotykać. Chyba, że ładnie poprosisz.
Niechęć elfki nie była w stanie zburzyć jego niezachwianej pewności siebie. I niezależnie od tego, czy jego podteksty do czegokolwiek miały prowadzić, czy stanowiły jedynie wybitnie irytujące ją żarty, szybko zmienili temat, a on, tak, jak obiecał, utrzymywał już uprzejmy dystans.
- Mhm. Sugerowałbym nie rozpoczynać budowania relacji z Miz od tego komentarza - rzucił.
Potem oparł łokcie na kolanach, pochylając się nad prowizorycznym szkicem. Z zainteresowaniem śledził ruch patyka po piasku, a z jego twarzy zniknął ten drażniący uśmieszek. Przekrzywił nieznacznie głowę, gdy nad wieżą pojawiła się składająca się z kilku kresek wiwerna. Rysunek był wystarczający, by potrafił wyobrazić sobie wielkość gada, a dzięki temu mniej-więcej zrozumieć, z jakim poziomem umiejętności dołączała do nich tajemnicza Elspeth, uratowana z wojskowego obozu. Mruknął cicho, z uznaniem.
- Wielkie bydlę. Musisz być niezła - stwierdził. - Velkyn będzie zadowolony. Dostaniesz broń, jak dojedziemy do miasta i pokażesz nam, co potrafisz. Może i my stoczymy pojedynek, hm? - uniósł wzrok na Elspeth, a kąciki jego ust znów uniosły się w zuchwałym uśmiechu. - Niekoniecznie od razu rytualny. Szkoda by było, gdybyś umarła zaraz po tym, jak cię uratowaliśmy. Jaką broń preferujesz?
- Izzal
- dotarł do nich głos od strony namiotów. Gdy oboje odwrócili się w tamtą stronę, dostrzegli dowódcę tego małego oddziału, wynurzającego się z jednego z nich. Velkyn nie miał na sobie pancerza; opatrunek po strzale skrywała luźna, ciemnoszara koszula. - Kto pełni wartę?
- Ja.
- Nie. Ty siedzisz na pniu i gęba ci się nie zamyka.
- I tak nic się nie dzieje. Chciałem lepiej poznać naszą drogą...
- Najpierw poznam ją ja
- odparł Velkyn sucho. - Wracaj na górę.
Izzal zerknął na Elspeth, potem znów na dowódcę, by wreszcie skinąć głową i posłusznie, sprawnie wspiąć się z powrotem na drzewo. Została sama z tym, który miał przeprowadzić przesłuchanie, ale dobrze wiedziała, że są z góry bacznie obserwowani. Velkyn westchnął i przetarł twarz dłonią, starając się odegnać zmęczenie. Wyglądało na to, że to ich rozmowa wyrwała go ze snu i jeszcze nie rozbudził się do końca.
- Elspeth. Jak się czujesz?
Obrazek

Wschodnia Ściana

216
POST POSTACI
I chociaż Izzal był irytujący, trzeba było mu przyznać, że miał na tyle klasy, by zabrać ręce, gdy był o to proszony. Elspeth nie odpowiedziała mu jednak na zaczepkę o proszenie o dotyk. Gdyby miała wybierać, prędzej niż Izzala poprosiłaby o dotyk jedną z kobiet z grupy, może nawet i Mizz. Elfka nie odniosła się do komentarza towarzysza, wiedząc, że takie słowne przepychanki nie mają znaczenia. Przecież nie zacznie relacji z Mizzeryą od wytykania jej nieistotności.

- Mhm. - Mruknęła cicho, poprawiając końcem patyka swój rysunek. Wydawało jej się, że proporcje wiwerny do kreseczek oznaczających ją i Gorena są odpowiednie, ale może przesadzała? Może w chwili zagrożenia wiwerna wydawała się większa, niż była w rzeczywistości? - Preferuję włócznię albo miecz. - Odezwała się cicho. - Chętnie poćwiczę sobie na tobie. - Uśmiechnęła się kącikiem ust. Nie dałaby tak łatwo pokonać się komuś takiemu, jak Izzal.

Pojawienie się Velkyna wiele zmieniło. Serce Elspeth zabiło szybciej, gdy poderwała się na równe nogi, sama nie wiedząc, po co. Od strony przywódcy czuła pewnego rodzaju aurę, która kazała jej szanować go mimo wszystko. A może to zasługa tego, że ją uratował?

- Velkyn. - Opuściła wzrok na jego klatkę piersiową, na bandaże ukryte pod koszulą. - Wracam do sił. Jeszcze raz dziękuję za ratunek.
Obrazek

Wschodnia Ściana

217
POST BARDA
Velkyn także przesunął spojrzeniem w dół, po sylwetce Elspeth, docierając do patyka, jaki trzymała w dłoni, a potem rysunku, jaki nieuważnie w połowie zadeptał. Zrobił krok do tyłu i przyjrzał się uważnie temu, co zostało na piachu, ale nie skomentował. Albo w przeciwieństwie do Izzala był małomówny, albo Elspeth nie zaskarbiła sobie jeszcze na tyle zaufania, by pozwalał sobie na otwarte pogawędki. A może po prostu musiał się jeszcze do końca obudzić. Potem zmrużył oczy i uniósł wzrok w stronę widocznego między liśćmi, zachmurzonego nieba. Wyglądało na to, że nie było to dla niego tak problematyczne, jak dla tego elfa, który sprawował wartę. Nie potrzebował kaptura. Musiał być mniej wrażliwy na światło.
Skinął głową i było to jedyne, czym odpowiedział na podziękowanie.
- Słyszałem część waszej rozmowy. Nie dziwi mnie, że Izzal pierwszy się rwie do bitki - rzucił, spoglądając na Elspeth z góry. - Wydawałaś się całkiem pewna siebie, tak samo jak on. Czy to pewność siebie, czy głupia brawura? Przyda się nam dobra wojowniczka na miejsce Omego. Ome dobrze radził sobie z pająkami, ale...
Nieznacznie pokręcił głową.
- Był młodszym bratem Nedali. To była jego pierwsza wyprawa. Jego pierwsze zadanie. Dzieciak.
Ominął rysunek i usiadł na pniu, w tym samym miejscu, które wcześniej zajmował Izzal, a potem wskazał Elspeth miejsce obok siebie, jeśli wciąż stała przed nim na baczność. Oboje byli zmęczeni.
- Jasnowłosy jest twoim sprzymierzeńcem, czy twoim niewolnikiem? - spytał. - Nosi buty takie, jak my. Skąd je ma?
Obrazek

Wschodnia Ściana

218
POST POSTACI
Teraz, kiedy stała przed Velkynem, rysunki na piasku wydały się dziecinadą. Odrzuciła patyk, który z jakiegoś powodu wciąż trzymała w dłoni, lecz powstrzymała się przed przesunięciem stopą po reszcie linii. Przechwałki pokonaniem wiwerny mogła zostawić na później, kiedy zdobędą już świat i będą świętować przy tym pysznym słodkim, ciepłym winie. Nie było nikogo, kto mógłby dowieść, że mówi prawdę.

Fakt, iż Velkyn nie krył się przed słońcem, mógł dowodzić, że spędził na powierzchni więcej czasu, niż mogło się wydawać. Elspeth nie oceniała, ale czuła, że przez to mogła zaufać mu jeszcze bardziej.

- Posługuję się bronią w zadowalającym stopniu. - Przyznała, nie chcąc się przechwalać tak, jak przed chwilą wiwerną. Była pewna swoich umiejętności, lecz jej rolą było działanie z ukrycia. W otwartym konflikcie, mogła nie być tak skuteczna.

Zakuło ją serce na wieść o wieku Omego. Dzieci nie zasłużyły na taki los, nie, gdy nie dane było im jeszcze poznać świata.

- Oddał życie za lepszy los dla nas wszystkich. - Mruknęła. - Bogowie go przyjmą jak bohatera.

Wahała się przed zajęciem miejsca obok Velkyna, lecz wyuczona musztra w końcu odeszła w niepamięć, gdy siadła na kłodzie. Oboje byli zmęczeni, a rana na nodze nie sprawiała, że stanie było łatwe. Nim odpowiedziała na zadane pytanie, spojrzała najpierw ku górze, na Izzala, a następnie w stronę niewolników.

- Powiem ci wszystko. - Obiecała. - To dobre na to miejsce?

Mogło słuchać ich zbyt wiele uszu. Velkyn mógł ufać swojemu oddziałowi, ale Elspeth nie była pewna, czy dobrze czułaby się z towarzystwem chociażby Mizz, gdyby ta wiedziała, do czego doszło.
Obrazek

Wschodnia Ściana

219
POST BARDA
Velkyn zmarszczył nieznacznie brwi, a potem rozejrzał się. Wszyscy pozostali jeszcze spali, a przynajmniej wciąż znajdowali się w swoich namiotach, ale z gałęzi nad ich głowami zwisały nogi Izzala, który otwarcie przyglądał się im i przysłuchiwał rozmowie. Gdy padło na niego spojrzenie Elspeth, uśmiechnął się do niej spod kaptura. Najwyraźniej zaskarbiła sobie jego sympatię, czy tego chciała, czy też nie.
- Hm. Nie - mruknął dowódca. - Chodź ze mną do namiotu.
Podźwignął się z pnia i ruszył tam, skąd przyszedł. Może i skórzane ściany nie stanowiły najlepszej izolacji dźwięku, ale jeśli ściszą głosy, będą mieli tę prywatność, na której Elspeth tak zależało. Zakładając, że nikt nie będzie stał bezpośrednio przy namiocie i otwarcie podsłuchiwał, ale raczej mało prawdopodobnym było, żeby ktoś pozwolił sobie na taką bezczelność. Nawet Izzal... prawda?
Namiot Velkyna nie wyróżniał się niczym nadzwyczajnym, ale trudno było oczekiwać specjalnych udogodnień w obozie rozłożonym raptem na kilka godzin odpoczynku. To nie był otoczony palisadą obóz wojsk zakonnych, ani wypełniona starymi księgami i tajemniczymi urządzeniami do obserwacji nieba wieża. Na środku leżało posłanie, przy nim torby podróżne, sterta czegoś, co zapewne było brudnymi ubraniami; nic wyjątkowego.
Tym razem nie usiadł. Zakładając, że to, co elfka ma do powiedzenia, wymaga skupienia i powagi, stanął pod niskim dachem i skrzyżował wyczekująco ręce na klatce piersiowej. Dopiero teraz Elspeth dostrzegła miecz u jego boku i trudno jej było powstrzymać myśl, że jeśli udzieli odpowiedzi, która mu się nie spodoba, ten miecz będzie końcem jej żywota. Jeszcze zanim zdąży zobaczyć miasto podbite przez pobratymców i powrócić do swoich synów. Ale póki co Velkyn nie sięgał po broń.
- Mów - polecił. - Dokładny raport z twojego pobytu na powierzchni. Dokładny raport z twojej znajomości z tym powierzchniowcem i okoliczności waszego schwytania. Dokładny raport z twojej służby i doświadczenia w walce.
Obrazek

Wschodnia Ściana

220
POST POSTACI
Słysząc polecenie, Elspeth bez wahania podążyła za przywódcą. Nie rozglądała się zbytnio po jego namiocie, bo i nie spodziewała się osobistych elementów w kwaterze, którą Velkyn zajmować miał tylko chwilę. Stos brudnych ubrań był zastanawiający i godził w estetykę elfiej kobiety, lecz nie mogła go o nic oskarżać. Był przecież ranny, nie mógł skupiać się na sprzątaniu.

Elspeth opadła na ziemię i usiadła na piętach. Jeśli Velkyn uzna ją za zdrajczynię, zaakceptuje to. Miecz przy jego boku miał być narzędziem sprawiedliwości, przedłużeniem ręki pani Saell.

- Wyszliśmy na powierzchnię przejściem z Czarnej Rozpadliny. Dwieście dwadzieścia trzy schody w górę, ku przejściu między skałami. Ja i troje innych: Mahkum, Qarindosh, Achchiq. Naszym celem było zinfiltrowanie pobliskich wiosek. W jednej z nich stacjonował oddział ludzi. Najpierw wykryli Achchiq, zabili ją na miejscu. Qarindosh zginął podczas ucieczki. Mahkum i ja zostaliśmy ranni, ale zbiegliśmy. - Raportowała beznamiętnie. Dość miała czasu, by oswoić się ze śmiercią druhów. - Mahkum umarł po dwóch dniach od gorączki. Ukryłam zwłoki wedle protokołu. - Odważyła się podnieść wzrok na Velkyna. Nikłe światło namiotu wystarczyło, by dostrzegła jego przystojne rysy. Gdzie hodowano takich mężczyzn? Naprawdę musiałaby szukać aż w Klanie Kryształowej Doliny? - Dowództwo nie pojawiło się w miejscu spotkania, a wszystkie znane mi przejścia zablokowano od środka. Znalazłam schronienie nad Jeziorem Gwiazd. Tak nazwał je Goren. - Wyjaśniła, nie wchodząc w szczegóły. Gdyby Velkyn zobaczył Jezioro Gwiazd, sam z pewnością zachwyciłby się tysiącem światełek tak na niebie, jak i w odbiciu wody. - Któregoś dnia... parę... parę dni temu. - Zawahała się, opuszczając znów oczy na swoje kolana. - Na bogów, to wydaje się, jakby wydarzyło się lata temu... Grupa podróżnych została zaatakowana przez potwora niedaleko mojego schronienia. Zbadałam to, z pod ziemi wykopał się ankheg. Nie mogłam wrócić jego tunelem, ale dostrzegłam ślady uciekinierów. Poszłam za nimi do obozu trzech zbiegłych niewolników. Dwóch zabiłam. Trzeci, Goren, zdołał mnie powalić i spętać. Stąd ma buty. Służył nam przy zwierzętach, ale zbiegł. - Wyjaśniła pokrótce. Samo to, że zdołał wyrwać się z Podmroku, musiało zrobić wrażenie na przywódcy.

Zatrzymała się na chwilę, gdyby elf miał jakieś pytania bądź uwagi.
Obrazek

Wschodnia Ściana

221
POST BARDA
Velkyn spoglądał na nią z góry spojrzeniem, z którego ciężko było wyczytać jakiekolwiek emocje. Może nie zamierzał nastawiać się ani pozytywnie, ani negatywnie do tego, co miała mu do powiedzenia elfka. W półmroku namiotu ostre rysy jego twarzy nabierały łagodności, więc choć górował nad nią, to nie budził w niej strachu takiego, jakby mógł w innych okolicznościach. I z całą pewnością nie zdawał sobie sprawy z tego, co na temat jego urody przychodzi do głowy klęczącej przed nim kobiecie.
- Nie słyszałem o rozkazie zamknięcia przejść - przyznał cicho. - Wręcz przeciwnie. Na powierzchni miało pojawiać się coraz więcej naszych, budując podwaliny pod inwazję. Brzmi, jakby ktoś działał przeciwko tobie, bądź któremuś z twoich towarzyszy. Jakby próbowano się was pozbyć. Dlaczego ktoś mógłby tego chcieć? Czyją nienawiść lub zazdrość sobie zaskarbiłaś?
Kiedy opowiedziała o Gorenie, a potem uniosła wzrok, dostrzegła, że elf nie patrzy na nią, a gdzieś w bok - mniej-więcej w kierunku więźniów, choć ci znajdowali się za skórzaną ścianą namiotu. Nie mógł stąd dostrzec jasnowłosego elfa, ani z nim porozmawiać. W jego oczach jednak błysnęło nieukrywane zainteresowanie, bo faktycznie, dokonania Gorena były całkiem interesujące. Zwykle niewolnikom nie udawało się już opuścić podmroku, chyba że przez śmierć trafiali z powrotem do swoich gwiazd. Niewielu było takich, jak ten i oboje zdawali sobie z tego sprawę.
- Służył przy zwierzętach, nauczył się kontrolować ankhega, kazał mu wykopać tunel na powierzchnię i poszedł za nim. A potem powalił jedną z wojowniczek, choć posługującą się bronią jedynie w stopniu zadowalającym.
Czy Elspeth dostrzegła na jego twarzy cień uśmiechu? Musiało się jej wydawać.
- Nie miej sobie tego za złe. Mieli przewagę liczebną. Ostatecznie trafiłaś tutaj, a jego ucieczka na nic się nie zdała. Wróci tam, gdzie jego miejsce - obiecał, opuszczając wzrok z powrotem na elfkę. - Mów dalej.
Obrazek

Wschodnia Ściana

222
POST POSTACI
Jakikolwiek Velkyn by nie był, każda zdrowa na umyśle czarna elfka przyznałaby, że przyjemnie się na niego patrzy. Elspeth musiała jednak skupić się na swojej opowieści.

- Mówiło się, że przejścia zamkną się, by otworzyć na inwazję. - Zaprotestowała. Czy tak właśnie było, czy ktoś wystąpił przeciwko niej? Tego nie wiedziała. - Jeśli ktoś chciał uniemożliwić nam powrót, to byłaby zdrada. Nie wiadomo mi o nikim, kto mógłby mnie nienawidzić. Mój syn... jeden z moich synów ma ojca z Klanu Wodnej Gwiazdy. - Przyznała się. - Być może to jest komuś kamieniem w bucie.

Poprawiła się, gdy nogi zaczęły jej cierpnąć. Była pewna, że sprawa Gorena zainteresuje Velkyna i nie pomyliła się. Postanowiła puścić mimo uszu tę delikatną kpinę.

- Ma na twarzy znak, lecz nie rozpoznałam domu. Jego towarzyszka służyła elfowi o imieniu Shadron. - Poszukała reakcji na imię na twarzy Velkyna. - Nosiła jego bękarta. W każdym razie... Goren chciał zabrać mnie do miasta, wydać tutejszym władzom, choć przyznał mi się, że sam zostanie zabity. Przekonałam go do współpracy. - Wróciła do opowieści. - Miał doprowadzić mnie do Heliar w zamian za konia, na którym mógłby wrócić do swoich. Doprowadził mnie aż do wieży, w której spotkaliśmy wiwernę. - Zawstydziła się nieco, przypominając sobie swoje rysunki. Powinna pamiętać, żeby zachowywać się tak, jak przystało na żołnierza! - W tej samej wieży schwytali nas ci, od których mnie uratowałeś.

Resztę historii Velkyn znał. Elspeth niczego nie powiedziała Zakonowi Sakira, bo i nic nie wiedziała. Goren, choć początkowo oskarżony o ucieczkę, również znalazł się w ich sidłach. I chociaż Elspeth powinna być wierna swojemu ludowi, nie mogła tak po prostu wydać Gorena.

- Wiele rozmawialiśmy w drodze. - Przyznała. - Goren bardzo dużo wie o tym świecie, dużo mi opowiadał. O gwiazdach, o domach, zwyczajach i o ludziach. - Mruknęła. - Mówi w ich językach. Twierdzi, że sam był szpiegiem, jest wrogiem tych, którzy zamieszkują te ziemie. Jest dla niego lepsze miejsce, niż stajnie ankhegów.
Obrazek

Wschodnia Ściana

223
POST BARDA
Velkyn przysłuchiwał się z zaciekawieniem, teraz już nie rozglądając się bez celu, tylko przyglądając się elfce. Musiała mieć duży dar przekonywania, skoro udało się jej przekabacić na swoją stronę kogoś, komu zabiła towarzyszy i skoro była przedstawicielką rasy, która zniewoliła go przedtem. Z drugiej strony, w zamian za pomoc obiecywała mu wolność, do której tak bardzo dążył. Wierzchowca i możliwość powrotu do swoich. Szkoda, że z tego planu nic nie wyszło. I nawet jeśli Elspeth miała na Gorena inne pomysły, to poznała go już na tyle, by wiedzieć, że niekoniecznie będzie nimi zainteresowany.
- Shadron - powtórzył Velkyn i zmarszczył brwi. - Słyszałem to imię. Nie znam osobiście. Ale bękart z kobietą z powierzchni?
Pokręcił głową z dezaprobatą. Zdecydowanie nie było to coś, co popierał i można było przypuszczać, że gdyby dowiedział się o tej jednej chwili słabości, na jaką pozwoliła sobie Elspeth z Gorenem, miałby coś do powiedzenia na ten temat. W końcu to byli obcy. Wrogowie. Choćby i mieli zawiązany jakiś układ, ich skóra wciąż była jasna, a w sercach mieli pragnienie pozbycia się mrocznych ze swojego świata.
- Jakie? - spytał dowódca. - Nie chce współpracować. Buntuje się i walczy. Jak chcesz go nakłonić do wykonywania rozkazów tym razem? Ważniejsze stanowiska nie mogą być obsadzone tymi, którzy życzą nam źle, których jedynym celem jest ucieczka. Kto potrzebuje doradcy, z którego wszelkie informacje trzeba wyciągać siłą? Kto potrzebuje posłańca, który w pierwszej lepszej wiosce ukradnie konia i odjedzie? Powinien wrócić do zwierząt, albo umrzeć.
Zamilkł i przez chwilę nic nie mówił. Wyglądał, jakby dręczyło go coś więcej, niż był w stanie przyznać przed wciąż jednak obcą elfką. Jakiekolwiek były jego dodatkowe wątpliwości i rozterki, Elspeth mogła co najwyżej zgadywać.
- Jest twój. To będzie twoja decyzja, gdy dotrzemy do miasta - uznał wreszcie. - Jeśli jednak podejmiesz niewłaściwą, to ty poniesiesz konsekwencje. Pamiętaj o tym. Udało ci się przekonać go do współpracy już wcześniej, może uda ci się też teraz. Mamy też dwóch pozostałych jeńców, ich przesłuchamy. Niczego nie powiedziałaś rycerzom Sakira, dlatego cię związali na deszczu? - zgadł. - Żeby przekonać cię do mówienia? Opowiedz mi, co widziałaś. Opowiedz o ich liczebności, broni i zbrojach, jakie noszą. Idą na Heliar, prawda?
Obrazek

Wschodnia Ściana

224
POST POSTACI
Bękart z kobietą z powierzchni. A co jeśli... bękart z mężczyzną z powierzchni? Elfy nie były płodne na tyle, by począć przy jednym zbliżeniu, z drugiej strony, mógł to być przewrotny plan bogów, którego Elspeth wolałaby nie doświadczać.

Zioła, zapisała sobie w myślach. Będzie musiała poprosić uzdrowiciela o zioła. Była przecież w niewoli, nie będzie to podejrzane. Lepiej zapobiegać niż wstydzić się i narażać na karę.

- Była jego niewolnicą. - Odważyła się stanąć po stronie Shardrona. - Nie sądziłam, że to możliwe. My, z nimi.

Sprawa Gorena nie była nagląca, ale zdecydowanie problematyczna. Elspeth podniosła oczy na Velkyna.

- Dam mu jeszcze jedną szansę. Porozmawiam z nim, jeśli nie da się przekonać, będzie twój. - Zdecydowała. - Nie poświęcę naszego dobra dla powierzchniowca, Velkynie. Jeśli nie zechce współpracować, będzie tak, jak mówisz. Umrze lub wróci do zwierząt. - Zgodziła się. Nie mogła być miękka w stosunku do kogoś, kto nie chciał współpracować. Elf mógł nadszarpnąć jej reputację i nie mogła pozwolić, by cokolwiek stanęło na drodze do wolności na słońcu.

Temat bycia więźniem zdawał się wciąż bolesny, tym bardziej, że nadgarstki nie zaleczyły się jeszcze. Elspeth pozwoliła sobie na westchnienie.

- Sądzili, że jestem zwiadowcą z Heliar. Kusili mnie jedzeniem i wygodami, ale kiedy odmówiłam mówienia, zostawili mnie na deszczu. Nie widziałam wiele; mieli ciężkie zbroje, konie i nienawiść w oczach. Idą na Heliar, wiedzą o Heliar. Pytali o rozmiary armii, o nasze zwierzęta i przywódców.
Obrazek

Wschodnia Ściana

225
POST BARDA
- Niektórzy lubują się w odmienności - mruknął Velkyn, ale tak obojętnie, jakby już nie przywiązywał do tego tematu żadnej wagi. - Kobieta była elfką? Czy człowiekiem? Na powierzchni elfy mieszają się z ludźmi. Tworzą wynaturzenia. Nie widzę powodu, dla którego nie miałoby się to wydarzyć między nami, a jasnoskórymi. Wciąż wszyscy jesteśmy elfami.
Nie wiedział o tej nocy, którą Elspeth spędziła z Gorenem, ale z perspektywy czasu i zaistniałych wydarzeń wydawała się ona mało realna. Jaka była szansa, że w łonie wojowniczki rosło już dziecko, stanowiące połączenie obu ich światów? Raczej niewielka, prawda? Elfy nie były tak płodne - przynajmniej te mroczne. Jak było tutaj, pod słońcem i gwiazdami, tego nie wiedziała. Miała kogo spytać, ale nie było pewności, czy w ogóle otrzyma swoją odpowiedź.
- Liczyli, że następnego dnia powiesz im więcej. Chcieli wystawić cię najpierw na deszcz, potem na słońce.
Velkyn zamyślił się na chwilę, układając sobie w głowie raport Elspeth. To nie było wiele informacji; niedużo więcej od tego, co już wiedzieli. Tak czy inaczej musieli prędko dotrzeć do miasta. Zapewne niedługo obudzą się pozostali i będą mogli ruszyć dalej, do tego miasta, jakie wpadło w ręce jej pobratymców. Z tego, co wiedziała, znajdowali się już niedaleko. Tej nocy miała wreszcie zobaczyć konsekwencje skutecznego ataku ich wojsk.
Dowódca kucnął przed nią, nie chcąc już spoglądać na nią z góry.
- Nie mam więcej pytań - rzekł. - Chcieli poznać przywódców, to poznają. Już niebawem. Ty musisz dojść do siebie i nie masz na to dużo czasu. Po dotarciu do Heliar nie będzie odpoczynku.
Oparł dłoń o jej ramię.
- Wiem, że jesteś dobrą wojowniczką. Widzę to w tym, jak spokojna i czujna jesteś. W tym, jak się poruszasz. Masz płynność i kontrolę nad ciałem, której nie mają ci, co posługują się bronią w stopniu ledwie zadowalającym, nawet gdy jesteś ranna i zmęczona. Nie umniejszaj sobie - dodał cicho i tym razem Elspeth była pewna, że na jego twarzy pojawił się cień zmęczonego uśmiechu. - Nie potrzebuję byle elfki w oddziale. Byle komu nie proponowałbym zajęcia miejsca Omego. Potrzebuję kogoś doświadczonego i kogoś, kto rozłoży Izzala. Bez znaczenia, czy włócznią, czy mieczem. To będzie walka, którą obejrzę z chęcią i podejrzewam, że nie tylko ja.
Zabrał rękę i usiadł przed nią, opierając dłonie na kolanach skrzyżowanych nóg.
- Może ty masz jakieś pytania, Elspeth?
Obrazek

Wróć do „Wschodnia prowincja”