Dzikie tereny splugawionych ziemi

76
POST BARDA
To nie był szczęśliwy dobór słów Tamasa. Miał do czynienia z zabójczynią i jego dowódca mu o tym powiedział. Czy i ona mogła zrozumieć to, co chciał jej przekazać? Honor jeśli istniał w jej słowniku, był czymś wypaczonym przez świat w którym przyszło jej żyć. Zwłaszcza, że jej własna organizacja ją zdradziła i pozostawiła na śmierć. także to, jak ją szkolono i czego nauczano, miało wpływ na jej poglądy. W jej życiu jego słowa były zaledwie pustymi frazesami, które mają zwyczajnie mają napełnić naiwne serce nadzieją, a potem w najmniej odpowiedniej chwili zostanie ona roztrzaskana na drobne kawałeczki. Kiedyś była właśnie taka, ale teraz narzuciła na siebie płaszcz,. który miał ja ochronić przed takim scenariuszem.
- Ehe, a na końcu i tak będzie zdrada. Daruj sobie te pokrzepiające gadki, bo wątpię, by nawet wasi rekruci dali się na nie nabierać. - Stwierdziła chłodno, nieświadomie ukazując mu, co naprawdę kryło się w niej. Fragmenty jej życia, które nie były miłe lub przyjemne. Nie nabierze się na takie gesty, zwodnicze. Ich celem było zdobycie jej zaufanie. Nigdy nie przestanie patrzeć się za siebie.

- Zadbam o to. W końcu nie uciekł. - Stwierdził, jakby to go zaskoczyło. Spodziewał się, że taki dzieciak to, jak zobaczy demona. Zwieje, gdzie pieprz rośnie, a on nie dość, że nawet próbował atakować, to nawet pod koniec, panikując, zdołał jakoś się uchronić przed byciem pociętym na kawałeczki przez to monstrum. To zasługiwało na odrobinę szacunku dla niego, choć nadal według niego, rosły wojownik nadal by się tu sprawdził lepiej.
- Na wszystkich? - Popatrzył na Tamasa zaskoczony. Dwa dzbany na wszystkim to ledwie poczęstunek przy ich liczbie. Nawet porządnie nie będzie szło się rozgrzać przy tym.
- Nie lepiej trzy? - Choć wiedział, że to podarek to jednak no, jednak trzeba jakoś umilić czas. I jak tylko otrzymał odpowiedź, postanowił rozdać chłopakom trochę piwa i zabezpieczyć beczkę. To trochę zajmie, zwłaszcza na to, iż w jakiś pokrętny sposób rozumiał, by musiało wyglądać to nieotwierane. Postara się najlepiej, jak potrafił.

Podchodząc do wozu z rannymi, najpierw spojrzał w kierunku nieprzytomnego chłopaka, który leżał przykryty kocem. Nie mógł widzieć, czy chłopak żyje, bądź nie, bo leżał nogami w jego kierunku. Potem skierował wzrok na Jovernę. A ta posłała mu wściekłe i lodowe spojrzenie, które mogłoby przerazić nawet demony. W ustach miała jakiś kijek, który miał służyć do zagryzania w przypadku silnego bólu. Jej ręką już była wyprostowana, ale jeszcze nieusztywniona. Nie miała czym tego zrobić. Miała także uniesioną bluzkę tak, by mogła widzieć swoje żebra. Odsłoniła przy okazji spory fragment swojej piersi. Robiła sobie badania, czy któreś z nich nie jest połamane. Zauważył paskudną bliznę na jej ciele nieco powyżej biodra. I w takim właśnie momencie Tamas ją "przyłapał". Bycie niezadowolonym to mało powiedziane w jej przypadku.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dzikie tereny splugawionych ziemi

77
Tamas nie był złotousty to i nie dziwne, że jego niemalże starcze rozważania były niczym woda na skórę foki dla kobiety o takiej przeszłości. Niemniej Joverna nie sprawi, że zmieni zdanie.
- Skoro nie chcesz mi zaufać to nie musisz martwić się, że Cię zdradzę, prawda? Jeśli brakuje wam honoru, działajcie zgodnie z moim honorem, a twoim zadaniem niech będzie dopilnować, żeby nie został on naruszony- odpowiedział nadal utrzymując swój spokojny ton, chociaż w głębi miał dość tej potyczki słownej w której dowiadywał się, że został wysłany na misję wielkiej wagi z kimś, kto nie potrafił ufać... Cóż, on niezależnie od chęci pewnie będzie musiał umieć zaufać jej ocenie. Czy w jej rozumieniu każdy chciał dobrać się do jej tyłka? Dosłownie, albo w przenośni, byleby sprawić jak najwięcej nieprzyjemności?

Pokiwał na słowa o młodziku, a potem nieco się skrzywił. Trzy dzbanki na każdy łeb?
- Lepiej byłoby pięć, albo całą beczkę...- skomentował spokojnie nie zamierzając się targować o coś co nie należało do niego. Pewien ubytek mógł wytłumaczyć uszkodzeniem podczas walki, albo nieszczelnością właśnie beczki, ale jutro czekał ich dalszy marsz, a w napitku nie chodziło o rozluźnienie, a pokrzepienie ewentualnych nerwów. Ciepło i tak się im zrobi przy ogniu i tej ilości jaką zaproponował -Licz każdemu po dwa, jak któryś nie wypije to dzielcie się jego dzbanem. Możecie sobie rozdysponować moje.
I tyle z jego miłego wieczora, ale niech mają. Dla niego rozmrożona woda też wystarczy, a po tym co się stało to na pewno wolał mieć jasność umysłu do samej twierdzy krasnoludów. Nie chciał tracić podwładnych przez swoją nieuwagę.

Poszedł do wozu i spodziewał się nieprzyjemności przy rozmowie, ale nagiej piersi już nie i stąd też Tamas lekko uniósł lewą brew na ten widok chwilę się wpatrując... był facetem, a po kątach się nie krył z obrazkami wyrwanymi z plakatów jakichś roznegliżowanych kurtyzan.
- Nie znam się tak bardzo, ale ze dwa są złamane. Nie plujesz krwią...Szczęście, że nie przebiły ci płuc.
Odwrócił wreszcie wzrok szperając przy koncie wozu, gdzie leżały opatrunki i materiały. Wybrał jakiś długi wraz z w miarę prostym kijem, a jeśli takiego nie miał to po prostu znalazł go przy ognisku przy którym byli rekruci. To powinno wystarczyć na usztywnienie. Obie rzeczy trzymał w łapie i spojrzał prosto na twarz Joverny.
- Pomóc?
Jeśli nic nie powiedziała to wejdzie i pomoże, a jeśli będzie przeciwna... to po prostu jej poda to co przygotował.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Dzikie tereny splugawionych ziemi

78
POST BARDA
Tamta rozmowa nie była kontynuowana. Joverna nic mu nie odpowiedziała. Zdecydowanie nie było nigdy potrzeby, bo nawet ona była już tym zmęczona. Nie każda kobieta kochała się wykłócać, aż braknie jej tchu. Po prostu czasem lepiej było nie zaogniać sytuacji, kiedy i tak była kiepska. Ta cisza może nawet była lepsza, niż ciągła walka o wszystko.

Vickri także zaczynał robić swoje. Kto odmówi świętowania w takim gronie? Dwa dzbany na głowę, a nie na wszystkich to zdecydowanie o wiele lepsza oferta. Co prawda nie każdy będzie mógł tyle wytrzymać i być w stanie myśleć, ale tym teraz nikt się nie przejmował. Liczyło się to, że będą mogli się nieco pośmiać i rozluźnić po takim spotkaniu.

Joverna widząc jego spojrzenie, które zatrzymało się na jej nieco roznegliżowanym ciele, prychnęła cicho i zakryła swe ciało. To oczywiście także odrobinę ja wychodziło, ale niezbyt teraz przyjmowała się tym. Wyciągnęła kawałek drewna z ust, bo nie było w sumie już potrzebne. Nikt nie słyszał jej krzyków, które powstały przy próbie nastawienia sobie kości na miejsce, a i tak będzie potrzebowała zdolności chłopaka, jeśli faktycznie ma wrócić do gry.
- Naliczyłam sześć. - I tak miała szczęście, że nie było to nic gorszego. Nie mniej takie uderzenie mogło ja nawet zabić, gdyby tylko nieco inaczej trafiło. Nie będzie narzekać na to.
- Usztywnij mi rękę. - Powiedziała krótko, bo choć wściekła, samej byłoby ciężko jej to zrobić dobrze. Zwłaszcza że to była ta przodująca. I czy tego chciała, a naprawdę nie, potrzebowała pomocy. Tylko w tej sytuacji, prędzej by się zabija, niż o nią poprosiła. Skoro jednak sam przyszedł, wykorzysta go. Tak było łatwiej.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dzikie tereny splugawionych ziemi

79
Cóż, mogło być gorzej... I nie chodziło o żebra tylko, ale również o jej humor, który najwyraźniej nieco zelżał. Mogła uznawać, że wykorzystuje go... Nie miało to wielkiego znaczenia, bo Tamas wcale nie oczekiwał, iż ta rzuci się mu na pomoc za to, że starał się jej pomagać. Pozwolił kwitnąc zaufaniu nawet jeśli ta go zdradzi za jakiś czas... Bo nigdy nie wychodził z założenia tak pesymistycznego jak ona. W świecie gdzie pogarda i skurwysyństwo jest normą, być może tak właśnie się postępowało. On umywał od tego wielkie łapy, bo był prostym strażnikiem, którego nawet nie skazano na pobyt w orlich, a jedynie sam przybył i się wyszkolił.
Teraz mimo wszystko była mniej użyteczna, raczej oprócz ewentualnego marszu to nie zda się wiele przy walce z takimi demonami. Adrenalina dopóki była to pozwalała działać, a teraz opadła. To i tak cud, że wszyscy przeżyli.

Wszedł na wóz i powoli obszedł leżącego nieprzytomnego. Kucnął obok kobiety, przyłożył prostego badyla, a potem zaczął zawijać rękę w skupieniu. Jego umiejętności w tym zakresie były podstawowe, ale wystarczające, aby usztywnienie nie zeszło, a kij był na tyle mocny, aby się nie złamać.
- Mogę Ci przynieść trochę piwa na ukojenie bólu- zaproponował po zakończeniu swojej roboty. Aby nie czuła się skrępowana, Tamas odsunął się maksymalnie od niej i pochylił nad nieprzytomnym chłopakiem. Sprawdził czy ten oddycha.
- Dodatkowy koc też ci mogę załatwić.
Dodał spokojnie i wyprostował się. Chłopak żył... i to się liczyło. Joverna była pokiereszowana, ale dzięki temu też ktoś zawsze będzie przy chłopaku, aby sprawdzać jego stan.
Cóż, wątpił aby mieli siedzieć w odległości kroku od siebie i gawędzić jakby było to przyjemne popołudnie. Tamas po prostu powoli zaczął obchodzić młodzieńca i zamierzał wyjść z wozu, aby Joverna mogła sobie odpocząć. Miał kilka pytań, chociażby o jej sztylety, ale postanowił sobie dziś odpuścić dopytywanie.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Dzikie tereny splugawionych ziemi

80
POST BARDA
- Nie przepadam za piwem. - odpowiedziała mu zwyczajnie, przyglądając się temu, co uczynił. Nie wyglądało to źle, parę razy spróbowała ruszyć ręka i sprawdzić, czy usztywnienie nie zleci przypadkiem, jak znów zacznie się poruszać. Złamane żebra zdecydowanie nie będą przyjemnym doznaniem podczas podróży, jednak żyła. Było to zdecydowanie lepsze zgnicia w tutejszym klimacie. Także bała się śmierci jak każdy człowiek.
- Otępia zmysły i upośledza reakcje. Wolę pozostać z otwartym umysłem. - Spojrzała prosto w jego oczy. Widzieć mógł w nich Tamas coś na kształt postanowienia. Nie tylko chodziło o to, co powiedziała, acz kryło się za tym coś więcej. Z tego także powodu unikała wszelkich mniej oficjalnych popijaw w Twierdzy, kiedy dowódcy udawali, że nic nie widzą, bo zasłużyli z jakiegoś powodu. Zgraja mężczyzn, która się napruje bywała nieznośna.
- Nie trzeba. Przyda się innym bardziej. - Stwierdziła i popatrzyła na chłopaka z dziwną czułością, która ciężko w sposób jednoznaczny opisać. Współczuła mu? Ten niewielki pokaz emocji był nietypowy jak na nią. Nie mniej Tamas miał rację. To nie był dobry czas na rozmowy. Każdy z nich potrzebował w jakiś sposób uporać się z tym, co zaszło.

Chłopak żył i oddychał. Nieco płytko, niż powinien, ale nie wyglądało, by jego życiu, przynajmniej teraz, zagrażało jakiekolwiek niebezpieczeństwo.

- Dowódco. Napij się z nami. -
Usłyszał głos Genusha, kiedy chłopaki już zaczynali szykować się do popitki. Beczka była wyciągnięta, by każdy mógł skorzystać bez skakania na wóz.
- Nie daj się prosić! - Dodał Olific.
- Chcemy usłyszeć opowieści z twoich przygód z demonami! - Dorzucił Kristin.
- W grupie zawsze raźniej! - Dorzucił jeszcze Genush. Vickrim jedynie kręcił głową na takie zachowanie i pacał w łeb mocno każdego, kto śmiał gadać głupoty, a nawet jeszcze nie zaczęli pić.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dzikie tereny splugawionych ziemi

81
No proszę, miała podobne przemyślenia co on... Niemniej on lubił się napić w odpowiednich chwilach, a piwa najczęściej nie było aż tyle, aby pogorszyć jego ruchy. Teraz jednak był dowódcą i był akurat ostatnią osobą, która pić powinna.
- Potrzebujesz odpoczynku.
Mruknął cicho jeszcze zanim wyszedł z wozu. Nawet jej nie proponował, żeby się przespała, bo pewnie uśnie snem płytkim, jakby obawiała się, że ktokolwiek będzie czyhać na jej życie tej nocy. Wygląda na to, że to Tamas będzie musiał przez noc nieco popilnować wozu... Joverna może odpocznie.

Na krzyki zareagował cichym westchnięciem. Rozejrzał się po niewielkim obozie, a potem podszedł do beczki, o którą się oparł. Poczekał na wszystkie wypowiedzi, a potem na jego nieogolonym pysku pojawił się uśmiech.
- Właśnie się zastanawiałem kto będzie dziś odpowiedzialny za wartę. Najpierw Cichacz ze mną, potem Oliwa z Główką. Maksymalnie dzbanek przed wartą Cichacz, potem dopijesz. Wy za to możecie wypić swoje, ale jak będziecie narzekać, albo nie wstaniecie to do końca naszej drogi siedzicie na zmianę podczas warty.- jak dzieci... A on tylko użył starej metody, gdzie ktoś jest potrzebny i trzeba znaleźć wymówkę, aby wybrać chętnych do nieprzyjemnej roli.
A teraz... to co chcieli. Uśmiech mu zbladł, bo postanowił czegoś ich nauczyć...
- Nie znoszę słowa „przygoda”. Przepełnia je naiwność cechująca bajki dla dzieci oraz heroiczne eposy opowiadane przez bajarzy w blasku domowego ogniska. Zwodzą nas one mirażem dalekich podróży, wspaniałych widoków i ekscytujących doznań. Pomijają natomiast całkowicie odmrożone paluchy od zimna, rzyganie za burtę podczas sztormu, paskudne żarcie powodujące krwawą sraczkę, ropiejące rany i łapiący za gardło strach, który obcy jest tylko głupcom. Za każdą chwalebną raną odniesioną w bitwie chowa się gangrena, za każdą pełną pasji nocą choroba weneryczna, a przed każdym ekscytującym doznaniem trzeba przetrwać dnie, jeśli nie tygodnie, nerwowego oczekiwania. Większość poszukiwaczy przygód to ludzie, którzy nigdy żadnej przygody nie znaleźli, a jeśli któremuś z tych egzaltowanych kretynów zdarzy się ją znaleźć, to szybko się przekonują, że pisali się na coś zupełnie innego. Wtedy oczywiście jest już za późno. Wyrażenie „poszukiwacz przygód” powinno się odnosić właściwie tylko do takich żółtodziobów jak wy... ci bowiem, którzy mają już za sobą tę wątpliwą przyjemność, dostali nauczkę i nowych doświadczeń już nie poszukują, chyba że nie mają absolutnie żadnej innej alternatywy. Takich ludzi, zrezygnowanych i wypalonych, nazywamy weteranami. - Tamas nie słodził, bo był człowiekiem, który raczej rzadko dawał komplementy komukolwiek. Był ociosany nieco jak lód z którego 'pochodził'.
- Cała moja mądrość jest mądrością po szkodzie i pomimo mojej obecnej, starczo-belferskiej pozy możecie mi wierzyć, że gdy podejmowałem decyzje, które skierowały mnie na taką, a nie inną ścieżkę, byłem kompletnym kretynem, któremu absolutnie nie powinno się powierzać jakiejkolwiek odpowiedzialności. Darujmy więc sobie opowieści o heroicznych bohaterach, bo są to osoby, które nie żyją, a my żyjemy i mamy zadanie do zrobienia.
Popsuje im humory? Nie o to w tym chodziło, ale chciał im nadać do łba nieco pokory. Nie byli tutaj bezpieczni, a napitek dostali w ramie nagrody, a nie po to, aby urżnąć się i poopowiadać sobie wymyślone historie. Tamas nie zamierzał pić i uczestniczyć w zabawie, bo martwił się tym co może przynieść jutro. Cholerny stres...
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Dzikie tereny splugawionych ziemi

82
POST BARDA
Na początku pojawiło się lekkie niedowierzanie, a potem usłyszeli głośny jęk zawodu od strony tych, którzy musieli trzymać wartę. Oczywiście, że każdy liczył na to, że to nie jego wybiorą, ale wyglądało na to, że Tamas wybrał tych, co głośno rozmawiali. Może, gdyby nie alkohol i ówczesny treningi, pojawiłby się sprzeciw, pojawiłyby się protesty, a teraz po prostu pogodzili się z sytuacją.
- I tak umiera dobra zabawa. Z ostatnim napitkiem z dzbanka. - Mruknął Genush, który trochę był bardziej elokwentny, niż zazwyczaj. Napił się ostatniego łyka, nie kończąc nawet swojego przydziału, tylko podając go Ogrenowi. Był po prostu najbliżej niego w tej chwili. Reszta po prostu smutno przyjęła jego słowa, bo jednak ciągle warty oznaczały notoryczny brak snu i wyspania się w trakcie podróży. Nie próbowali jednak protestować, bo nie chcieli ryzykować, że de Langre spełni swoje groźby. Zwłaszcza że mógł wtedy innych wybrać do tego parszywego zabawa.
- Wypijemy wasze zdrowie, bądźcie pewni. - Stwierdził Wituldim, unosząc odebrany dzbanek wysoko, jakby sugerował tym samym, że to jakby toast za ich dobre żywot, bo idą na śmierć.
- A gdzie zatem dobra zabawa w ubijaniu głów? - Odezwał się Bohur, spoglądając na Tamasa z przymrożonymi w oczach. On nie zrozumiał w pełni jego wywodu. Dla niego było to głównie jakieś kluczowe słowo i potem długie bla bla bla. Do niego trzeba było prościej mówić.
- Machamy mieczem, ubijamy demony, pijemy. Dobra zabawa w połączeniu z pożytecznym. Niby dlaczego to nie przygoda życia, jak to mądre główki gadają, hę? - Dopytywał, a jego brat po prostu pokręcił głowa. Bohur był prostym mężczyzna. Nie potrzebował wiele do szczęścia. Nie narzekał na swój los tylko przy pomocy swojego miecza, wyrąbywał sobie drogę przez przeciwności. Przypominał w tym bardzo wielu Uratai, który pragnęli walki, spanie, kobiety i alkoholu. Byli wtedy najszczęśliwsi w tych krainach.
- Czy to nie ci bohaterowie, którzy nie żyją, nie dają nam przykładu, jak postępować mamy? Ich świadectwo walki, nie ma być droga, która pokazywać, co jest dobre, a co nie? - Zapytał Ogren, któremu nie podobało się to, co zostało powiedziane. Nie były to jego marzenia, a coś w stylu drogi życia, jaką sobie obierał. Wierzył to, że bohaterowie, to coś więcej, niż śmierć.
- Daj spokój. Chce powiedzieć, że weterani to zmęczeni ludzie, którzy mają tego pecha, że żyją. A bohaterowie, to ci, którzy czegoś dokonali i nie musieli patrzeć, jak świat się zmienia o! - Stwierdził Kristin, podsumowując cała wypowiedź Tamasa, jak ją widział. Było to co prawda odmienne od tego, co widział.
- To w sumie smutne, żyć dalej i nie mieć przyjemności. - Stwierdził Olific.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dzikie tereny splugawionych ziemi

83
Gdyby nie wcześniejsze przeżycie tego dnia to nigdy by im nie zaproponował tego alkoholu. Warto było nieco załagodzić nerwy rekrutów. Ich sprzeciwy były oczywiste i nikt nie chciał dzisiejszego wieczoru stać na straży, ale ktoś musiał, a Tamas musiał też się przespać, jak każdy normalny człowiek.
Zresztą... Gdyby się dogadali to dopiliby swoje dzbanki już w czasie swojej warty... Każdy miał własne priorytety i własne mózgi. Odpowiednio rozłożony trunek w czasie nocy nie tylko umilał czas, ale też nie powodował nieprzyjemnych skutków później. Amatorzy...
Tamas obserwował jak się towarzystwo rozchodzi bez większego rozbawienia. Sam miał lekką traumę po tym co zaszło na ostatniej misji na której dostał grupę ludzi... Teraz podświadomie bardziej obawiał się straty między nimi, bo każdy umarły szedł w jego mniemaniu na jego konto, a nie demona, który go wykończy.

Kiwnął barkami na pierwsze stwierdzenie
- Jeśli będziesz postrzegał to jako dobrą zabawę po dziesięciu latach, jeśli dożyjesz tego czasu, wtedy nie krępuj się i powtarzaj innym swoje mądrości, jak spędziłeś dziesięć lat jedynie widząc i pokonując wrogów.
Skomentował nieco chłodno do swojego pobratymca Uratai. Proste myślenie prostego człowieka... Może mu na początku podobnie zdawało się, że to będzie zwykła zabawa w rozbijanie przeciwników, ale kiedy ginie ktoś ci bliski, ktoś kto był obok twojego ramienia... i uświadomisz sobie, iż śmierć była raptem kilka cali od ciebie. Cóż, to zmienia ludzi, zmienia w weteranów.
Potem kolejne słowa sprzeciwu... Chyba zbyt ambitnie potraktował swoją grupę, ale skoro już wdepnął w to to i musiał kontynuować rozmowę.
- Tyle błędnych przekonań krąży wokół idei bohaterstwa. Zdecydowanie zbyt wielu widzi bohatera w rycerzu na polu bitwy, w dowódcy legionów, mistrzu obdarzonym rzadkim talentem lub umiejętnością. Oczywiście, że bywali bohaterowie, którzy pasują do tych opisów. Jednakże tak samo można scharakteryzować wielu niezwykle złych ludzi. Wysłuchaj mnie uważnie... Bohater poświęca się w imię większego dobra. Bohater żyje zgodzie z własnym sumieniem. Ujmując rzecz w skrócie, bycie bohaterem oznacza właściwe postępowanie niezależnie od konsekwencji. Chociaż każda osoba mogłaby pasować do tego opisu, rzadko kiedy ktoś rzeczywiście spełnia ów warunek. Wybierzcie sobie dzień, by stać się kimś takim...
Twardo trzymał przy swoim, aby nie było, że próbuje tylko demoralizować. Prawda dla niego była taka, że liczyło się tu i teraz, a nie jakieś opowieści o rycerzu ścinającym trzy łby demonów. Tak jak powiedział, rodzić sobie mogli historie jak to dumny mąż obronił cały oddział samemu ginąc. Takie historie przeważnie były zlepkiem kilku historii, aby zwiększać morale. Mogło też zginąć pół oddziału.
Na stwierdzenie Główki lekko kiwnął barkami- Poniekąd tak...- stwierdził zdawkowo- Ja to ujmę krótko tak... Człowiek, który ma za sobą wiele bitew, staje się inny...
A na ostatnie to prychnął nawet. Już bez przesady, nie był chodzącym trupem czekającym tylko na śmierć.
- Przyjemności też się zmieniają. Jak żeś gwałcił dziewczynki i trafiłeś za to do Straży to po kilku latach może Ci się odmieni i znajdziesz przyjemność w posuwaniu owiec. Nikt się nie staje nieczułym skurwysynem, już nie róbcie ze mnie golema...
Warknął jeszcze i poszukał wzrokiem czegoś do zjedzenia. Może jeszcze coś ciepłego zanim stanie na obrzeżach obozu i będzie tam marznął przez pół nocy?
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Dzikie tereny splugawionych ziemi

84
POST BARDA
Bohur podrapał się po brodzie, rozważając jego słowa. Rozumiał je na swój sposób, można wręcz powiedzieć, że w sposób wypaczony. Prostolinijność była wpisaną cechą w niego i jak mówisz mu o jednym, małe szanse, że dostrzeże przesłanie, które chcesz mu dać. Słowa Tamasa mogłyby trafić do kogoś, kto czasem używa mózgu do zagadek logicznych. Zwłaszcza że zaczął się wtrącać w rozmowę.
- Jak na prawdziwego Uratai przystało! Tak żyjemy, nie dając się pokonać nikomu. Czy to demon, czy śnieg! - Dużo było ich plemion. Niektóre bliżej, inne dalej od zagrożenia ze strony demonów. Ich zwyczaje jednak nie zmiany się zbytnio od czasów, kiedy wyruszyli. I właśnie dlatego istniało tylko jedno ich większe miasto - bo trudno było się im dogadać.
- Czyli jesteśmy bohaterami! Poświęcamy się, by walczyć z demonami, nie? To zagrożenie dla wszystkich, więc działamy w zgodzie z własnym sumieniem. Nasza sytuacja jest prosta. Bić demony! - Stwierdził i zaśmiał się gromko, jakby w słowach swojego dowódcy dostrzegał powody do domu.
- Bohun on nie o tym... - Zaczął Ogren, ale to był błąd. Ten już był w takim stanie, że chyba jedynie yeti może coś tu działać.
- A nie mam racji? Jego mąderkowanie tu pasuje. Jesteśmy Bohaterami! - I słychać było nawet westchnięcie ze strony większości obecnych. Znali go i szkolili się z nim i dlatego czasem było po prostu lepiej uciąć temat, niż próbować tłumaczyć.

- Pomijając fakt, że taki by przeżył? No nie wiem, mógłby przerzucić się na chłopców, niż na zwierzęta deficytowe, jakie tu mamy. Zwłaszcza, iż tych pierwszych nie brak. - Stwierdził, jakby to było coś naturalnego.
- Nie robimy. Po prostu brzmisz tak, jakbyś patrzył mocno pesymistycznie dowódco. Realizm to jedno, ale brzmisz cholernie, jakby wszystko ci ciążyło, takie zmęczenie wychodzi wszystkim. - Stwierdził Olific, próbując wyjaśnić, jak to wygląda. To różnica. Oni dopiero rozpoczęli szkolenie.

I znalazł coś do jedzenia. Porcję, które wystarczyło przypiec nad ogniem i zjeść. Napełnią i troszkę ogrzeją żołądek.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dzikie tereny splugawionych ziemi

85
Był z tej samej rasy oczywiście, ale chyba nigdy nie był tak mocno ociosanym w stale... Jakby mądrość próbowała go dogonić, ale on za szybko biegał. Może też za młodu taki był? To była przerażająca myśl, bo oznaczałaby, że każdy poniżej dwudziestu pięciu lat myśli jedynie o tym, że nie ma nic przyjemniejszego od pola walki na którym nie tylko zabijesz parę demonów... ale i poginą twoi towarzysze, ludzie z którymi jadłeś, spałeś i dzieliłeś się wszystkimi przemyśleniami. Z kimś bliskim niemalże jak bracia... Czasami.
Tamas przeczesał brodę i już nic nie powiedział. Chyba właśnie nadszedł moment w którym zamierzał sobie odpuścić komentarze i przerwać rozmowę, która nigdzie nie prowadziła. Jeśli Mały wyciągnął z jego wywodu jedynie motywację do walki... To akurat dobrze dla niego. Reszta wydawała się złapała głębie znaczenia.

- To niech przerzuca się na chłopców... Akurat od ostatnich kilku lat raczej częściej brali poborowych z cel, spójrz na siebie... Uważasz się za chłopca? Jeśli zmusiłby taki rekruta do czegoś takiego to odetną mu kutasa i wsadzą zamiast niego kawałek badyla, aby było widać kiedy się cieszy. A jeśli obie strony nie mają nic przeciwko to podejrzewam, że można tak żyć.- machnął wielką łapą chcąc skończyć ten temat. Oczywiście, że bywały sytuacje w których gwałciciele dopadali młodszych, ale tamci spali w osobnych pomieszczeniach i jeśli jakiegoś brakowało to reszta miała wręcz obowiązek zgłaszać ich brak. System nie działał zawsze, ale nie brakowało też eunuchów, którzy później ginęli przy próbie ucieczki z twierdzy, albo przy pierwszej walce z demonami, padali jako pierwsza linia ataku. Po co trzymać ludzi niezdolnych do życia we wspólnocie? Łożyć na ich jedzenie i ubrania... martwić się ich dobrostanem i pilnować, aby nie robili pochopnych rzeczy. W Orlich nikt się nie bawił z takimi. Złodziejom ucinano palce, albo ręce, gwałcicielom ucinano prącie, dezerterów zabijano od razu. Było to cholernie proste i akurat Tamas niezwykle cenił sobie tą prostotę.
Na słowa Oliwy cicho westchnął i mruknął pod nosem. Tak, miał rację... Nie powinien tak smęcić, jednak od walki z demonem ciągle przypominał sobie ten pojedynek grupowy z zasadzką w jaką dał się wprowadzić. Większa połowa jego podkomendnych zginęła przecież. Poniekąd to działania Tamasa spowodowały śmierć tylu chłopaków...
- Może masz rację i jestem pesymistą spodziewającym się od życia wyłącznie kopniaków, a może dostałem ich dość by rozpoznawać gdy zbliża się kolejny...- mruknął nieco ponuro i westchnął- Zawsze uważałem, że pozytywne myślenie prowadzi do rozczarowań, a ja wolę być gotowy na problemy. Mimo tego co nazywasz zmęczeniem, ja jeszcze mam determinację. Jeśli nie my będziemy stali przed demonami to kto będzie bronił południowców, którzy do tej pory uważali grabie za swoją broń...?
I z tymi słowami miał nadzieję, że się zgadzali... On już nie chciał o tym rozmawiać, tylko jeszcze chwilę poświęci na wspominki jak wielu towarzyszy stracił i jak pod jego dowództwem ginęli ludzie. Przyszedł moment kryzysu, który zamierzał po prostu zajeść ciepłym jedzeniem.

Potem spokojnie przeszedł na kraniec obozu i patrolował jego obrzeża do czasu, aż nie będzie czas na zmianę warty.
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.

Dzikie tereny splugawionych ziemi

86
POST BARDA
Rozmowy jeszcze trwały jakiś czas, bo jednak jego odejście dalej było zrozumiane bardzo dobrze, by mu nie przeszkadzać. To, czy się zgadzali, nie miało teraz najmniejszego znaczenia. Nawet głupiec wie, kiedy odpuścić i tak tez było w tej sytuacji. Wspominki o zmarłych były tym, co potrafiło pokazać pewne rzeczy. Sam powiedział to, że spodziewała się kłopotów zawsze i wszędzie. Nie mnie pewnie będzie to ciążyć jemu jeszcze przez długi czas.

Podczas warty Joverna wyszła z powozu, by rozprostować kości. Słyszała dobrze rozmowy przy ognisku, choć była daleko. Jej talenty, przekonania i doświadczenia nie pozwalałyby zostawiać wszystko przypadkowi. Nie pozwoli, by ktoś znowu ją zaskoczył. Ubrana ciepło najpierw potrzebowała udać się za skałę, by potem podejść do Tamasa na chwilę. Pomimo tego, że wciąż było w niej sporo gniewu, panowała nad sobą. Wiedziała, może i lepiej od wielu mężczyzn w tej drużynie, jak ważne jest nastawienie dowódcy.
- Słyszałam waszą rozmowę. - Powiedziała, zbliżając do niego. Nie ukrywała się, by mógł ja zobaczyć. - Spodziewanie się wszędzie kłopotów i oczekiwania nadciągających kłopotów nie uważam za coś złego. Podczas pojedynków to może uchronić od śmiertelnego czasu. Tylko walka to jedynie ułamek życia. Są jeszcze inne jego aspekty. Pozytywne myślenie prowadzi do rozczarowań, ale też pomaga znaleźć odwagę i zazwyczaj ma dobry wpływ na morale innych. Nawet a najgorszej sytuacji, pozytywne myślenie użyte w odpowiedni sposób, potrafi dać innym siły i odwrócić wydarzenia. Podczas mojego treningu, mentor zawsze potrafił z uśmiechem podchodzić czasami do naprawdę ciężkich sytuacji. Kiedy pytałam go dlaczego, twierdził zawsze, iż jeśli kiedyś będzie widział wszystko w negatywnych barwach, oznacza to, że już przegrał. - Zatrzymała się i popatrzyła na niego. Dała znak, że pora na nią i musi odpocząć. Czy tak faktycznie było to już inna kwestia.
- I zadaj sobie pytanie, czy ci, którzy odeszli przed tobą, chcieliby cię widzieć w takim stanie, a nie kopnęli w zad, mówiąc ci, że to nie twoja wina. I nie czekają na ciebie gdzieś tam. - I weszła do powozu. Tamas mógł zostać ze swoimi myślami znowu sam. Czy chciała mu pomóc? W jakiś sposób tak. Tylko, czy okaże się to skuteczne? To już nie zależało od niej.

Warta minęła bez problemu i rano mogli zwijać obóz i ruszyć dalej.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dzikie tereny splugawionych ziemi

87
Wojownik był zdziwiony widokiem Joverny i okazał to w sposób bardzo... cóż, dobitny. Wpatrywał się w nią, a jego łuki brwiowe były wysoko do czasu, aż nie zaczęła mówić. Na koniec jej wywodu cicho westchnął i oparł się o głaz przy którym akurat zrobił sobie punkt obserwacyjny.
Chyba powinien docenić to, że starała się podnieść jego morale. Wyszło pewnie słabo, bo podniósł ich na duchu przez piwo, ale zniwelował to zarazem swoim smęceniem. Miał czas przemyśleć z goryczą to co powiedział, ale już teraz tego nie odkręci. Stąd też wiedział, że raczej nikt nie powinien powierzać mu grupy do jakiegoś zadania. On był raczej lepszy do bycia w grupie gdzie dowodził ktoś o większym doświadczeniu, albo przynajmniej z bardziej pozytywnym nastawieniem... No ale Tamas po przemyśleniach mógł przynajmniej powiedzieć coś otwarcie jednej osobie. Tu zderzały się dwa światy. On był żołnierzem, który trafił do twierdzy jako podrostek, a więc nie znał niczego innego w życiu poza treningiem, wykonywaniem misji i właśnie walką. Malutkie uszczerbki życia były innymi rzeczami, chociażby jakiś grajek przy ognisku, odwiedzanie miast i obserwacja życia cywilów... Twierdza nie tętniła życiem miast, a poza twierdzą było wszystko skute lodem. Joverna nie pochodziła stąd i dzieliła się doświadczeniem południowca. To przecież nie tak, że Uratai byli głupimi barbarzyńcami tylko dlatego, że tak ich stwórca wyrobił. Dla nich oprócz walki nie było zbyt wielu rozrywek na ośnieżonych terenach. Nawet to co zwali swoją twierdzą nie było do końca nią...
- Nie uważam, że ziemia jest padołem łez, a człowiek na niej żyjący musi ulec zagładzie. Nie uważam, że naszym przeznaczeniem jest tragedia, i nie żyję w ciągłym strachu przed katastrofą. Nie spodziewam się katastrofy, jeśli nie mam po temu jakiegoś szczególnego powodu. A kiedy ona nadciąga, mogę z nią walczyć. Za stan nienaturalny uważam nie szczęście, lecz cierpienie. Za nienormalne odstępstwo w ludzkim życiu uznaję nie sukces, lecz klęskę... Ja nie przegrałem.- miał coś jeszcze powiedzieć, ale tylko przymknął ślepia i zamilkł. Przez chwilę nie był świadomy tego, że kobieta sama otworzyła się nieco przed nim. Może powinien tylko słuchać i nic nie mówić? Może uzna to za kolejne bezcelowe opieranie się.
Wszystko to kwestia wiary, a Tamas chyba nie był przekonany, że po śmierci miałby spotkać duchy poległych towarzyszy. I czy chciałby właściwie... No na to już nic nie powiedział, po prostu cisza się nieco wydłużyła- Pomyślę nad tym...- dodał zanim jeszcze odeszła, a potem wzrokiem ją odprowadził do wozu.
Tak, będzie miał dużo czasu, aby to wszystko przemyśleć...
Kartoteka
Będę żył i umrę na posterunku.
Jestem mieczem w ciemności.
Jestem strażnikiem na murach.
Jestem ogniem, który odpędza zimno, światłem, które przynosi świt, rogiem, który budzi śpiących, tarczą, która osłania krainę człowieka.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Splugawione Ziemie”