Dom Ibrerta Ulisa

46
POST POSTACI
Mehren
Być może faktycznie to była jakaś forma paranoi lub obawa, zrodzona ze strachu. Wątpliwość zrodzona w samej duszy była trucizną, którą musiał się pozbyć, inaczej może stracić coś naprawdę cennego: Pewność siebie, która z kolei daje zdecydowanie. To właśnie ta emocja pozwala mu działać tak skutecznie. Ryzykował, nawet kiedy wynik nie do końca mógł dla niego dobry. Oczywiście to nie tak, że nie istnieli ludzie, którzy byli od niego lepsi. Po prostu nie był tak znaczący, by poznawać lepszych od siebie. Stąd oczywiście konkluzja, że z nim było coś nie tak. Tylko nie potrafił odkryć, co się z nim dzieje. Nie czuł się przecież chory, co by mogło usprawiedliwić taki kardynalny błąd, jak danie się zaskoczyć.

Dotarł do domu i co zobaczył na drzwiach? Coś dziwnego. I tym razem to nie było takie proste i oczywiste, jak przedtem. Tym razem po pierwsze ktoś, kto zostawił coś takiego na drzwiach, wykazał się niefrasobliwością, a dwa...co tutaj się odwaliło, za przeproszeniem? Nawet nie miał pewności, czy słyszał o szyfrowaniu wiadomości za pomocą symboli. Nie wiedział zbytnio nawet, jak do tego podejść, bo jeśli użyto tu więcej, niż rodzaj szyfrów, nie da rady bez znajomości metod. Zdjął to z drzwi, próbując znaleźć w głowie cokolwiek, co mogłoby mu dać wskazówkę, jak się do tego zabrać, inaczej, niż metodą siłową. Taka zajmie zbyt wiele czasu. I był jednocześnie wściekły. Ktoś zdecydowanie teraz przegiął. Nie tracił jednak zbyt wiele czasu, tylko schował do plecaka i najpierw zamierzał sprawdzić, czy drzwi są zamknięte. Powinny być, ale przez splot ostatnich wydarzeń, lepiej się upewnić, że nic złego się nie dzieje. Jeśli wszystko wydawało się w porządku, wyciągnie klucz i normalnie je otworzy, znajdzie w środku, zamknie i rozejrzy się za współpracowniczkami. W końcu musi ich poinformować o tym, jak bardzo wszystko się zmieni.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dom Ibrerta Ulisa

47
POST BARDA
Poza przedziwnym szyfrem wciśniętym w ścianę domostwa nie zauważył nic podejrzanego dookoła drzwi. Właściwie ten jedyny dodatkowy element infrastruktury budynku nad wyraz wybijał się z reszty otoczenia, gdzie pozostała część chałupy… stała w swej surowej krasie tak jak wcześniej. Po przekręceniu zamka nie wyczuł także manipulacji mechanizmem progu włącznie z brakiem próby włamania się przez osobę trzecią. Wyglądało to tak, iż ten “ktoś” przytwierdził enigmę w zwoju w wyżłobieniu budulca, aby następnie udać się w swoim własnym kierunku. Sprawa zaiste konfundująca, bacząc na poprzednią napaść z zabraniem pieniędzy oraz rynsztunku. Mehren miał przynajmniej cień zapewnienia, że jego swoiste mieszkanie jako baza nie zostało naruszone. Jednakże ktokolwiek grał z nim w kotka i myszkę poznał lokację zabójcy. I to całkiem słusznie mogło go denerwować, gdy to on stał się zwierzyną niżeli łowcą, jak to zazwyczaj miało miejsce w terenie. Łamigłówka rzeczywiście kreowała się na coś cięższego.

A co z wnętrzem? Po raz kolejny całość wyglądała niemalże identycznie jak w chwili opuszczenia lokum. Jedynymi różnicami były przestawione niektóre przedmioty, a w tym krzątająca się w kuchni pani Niziołek. Ciemnoskóra kobieta od razu zerknęła na wejście do pomieszczenia, zapewne na dźwięk metalu kluczy wciśniętego w szparę drewna. Uniosła jedną brew, poniekąd z niedowierzaniem dostrzegając sylwetkę Selotha. - Widzę, sprawa zajęła ci znacznie dłużej, niż myślałam… Jakieś trudności? - Ano pospał sobie trochę w karczmie ze względu na… omdlenie. Mógłby zjawić się w czterech ścianach Ulisa znacznie wcześniej, jakby jego poprzednie zlecenie zakończyło się sukcesem. Sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Verna natomiast musiała krzątać się kawałek dalej gdzieś za ścianą, bo tylko obecność drugiej osoby zdradzał kroki w kolejnym przejściu.
Obrazek

Dom Ibrerta Ulisa

48
POST POSTACI
Coraz więcej pytań, coraz mniej odpowiedzi. I niestety brak nawet poszlak, które mogłyby naprowadzić na drogę. Oprócz jednej, którą musiał podążyć, albo też chciał. Mógłby zignorować, ale jeśli cokolwiek stałoby się jego mamie lub siostrze, wiedziałby, że żałowałby do końca swoich dni. To jego jedyna słabość, jedynie przejawy jakikolwiek uczuć. Najwyżej będzie to bardzo krótka wizyta na Archipelagu. To mogła być pułapka, nie mógł tego wykluczyć. Ta druga wiadomość nie dawała mu spokoju, ale cóż... skoro ktoś wymyślił szyfr nie do złamania, niech potem nie próbuje się mądrzyć.

- Tym razem pojawiły się całkiem inne komplikacje. - Zaczął dość poważnym tonem, co mogło być tylko wskazówką, że niezbyt podobała mu się pozycja, w jakiej się znalazł. Rzadko kiedy miał dylemat do rozwiązania i przez co potrzebował podjąć decyzje na bazie praktycznie wskazówek niż pewnych informacji. To dla niego było jak błądzenie po omacku.
- Zaczekaj tutaj, pójdę po Vernę i przedstawię wam sytuacje. - Był na tyle "uczciwy", by podzielić się z nimi rewelacjami. Zdawał sobie sprawę, że bez ich pomocy ta sytuacja mocno odbije się na nim i może nie wyjść obronną ręką. I dlatego właśnie poszedł po gnomkę, by ja tutaj przyprowadzić. Krzyczenie na cały głos, by kogoś wezwać, było dla niego debilne. Wychowanie mu nie pozwalało na taką chamstwo. Odszukał ją, przywitał się z nią i poprosił, by poszła z nim, do kuchni, gdyż organizuje zebranie.

Jak już cała trójka była w kuchni, mógł wszystko powiedzieć. A przynajmniej tyle, ile powinny. Nieistotne szczegóły nie miały znaczenia dla niego. Jedynie dobór odpowiednich słów był dla niego istotny. Zwłaszcza, iż porzucił zadanie, które były dla niego ważne.
- Podczas wykonywanie zadania, przeszkodzono mi. Odezwała się moja przeszłość. Wynajęli osobę lub grupę osób, by mnie odnaleźć i zostawić tę wiadomość, a przy okazji odpowiednio podziękować. - Wyciągnął pierwszą kartkę z szyfrem i podał bliższej osobie. Była to Verna, a pewnie Sylvia, znając jej ciekawość, zaraz będzie zaglądać za jej ramie.
- To wiadomość od mojego okropnego brata, który chce, bym wrócił na Archipelag. Nie mam jednak pewności, czy to faktycznie on, a nie pułapka osób, którym tam nadepnąłem na odcisk. Nie mogę wykluczyć obu tych możliwości. Wracając, na drzwiach pojawiła się kolejna zaszyfrowana wiadomość, ale ta jest o wiele bardziej skomplikowana i nie jestem w stanie odczytać treści. - Podał im drugi list. Ciekawe, czy one miały już szanse spotkania się z takim szyfrem. Byłaby to pomóc w zrozumieniu, co się tutaj dzieje. Nim powie, co myśli dalej, zaczeka na ich słowa. Łatwo było domyślić się, co mógłby teraz powiedzieć. Problemy należy usunąć, a ten w szczególności. Skoro ktoś z nimi bawi się w kotka i myszkę, nie mógł tego tak zostawić. On nie pytał o przeszłość innych osób. Liczył na to, że same też nie będą zbyt ciekawe.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dom Ibrerta Ulisa

49
POST BARDA
Archipelag objawiał się przed Mehrenem jako całkiem długa podróż, zważywszy na to, że nie wiedział za bardzo, co na niego tam czeka. Objawienie w postaci pułapki przyszpiliłoby naszego szpiega na dłużej pośród egzotycznej flory oraz fauny. Niby na pierwszej zagadkowej kartce widniało imię jego brata, lecz ile w tym prawdy? Czy to jego pismo? Ciężko powiedzieć. Rozpoznanie tych kresek także nie należało do łatwych zadań, zwłaszcza gdyby nie pamiętał wyrytych tekstów Naero. Lepiej tym samym nie wspominać o drugiej łamigłówce, która obecnie skrywała swą treść za żelazną zasłoną domysłów względem pokrętnego szyfru. Niemniej pół elf miał niebagatelne zadanie odnoszące się do jego życia osobistego, a zarazem mogące negatywnie wpływać na życie członków rodziny skrytobójcy. Wygląda na to, iż na razie czas stanie się ostatecznym sędzią i odkryje tajemnice przed niecierpliwym mężczyzną. A przynajmniej… oby tak się właśnie stało.

Sylvia odruchowo zlustrowała oblicze Selotha po pierwszych słowach z przymkniętymi powiekami. Sugerowała tym samym chęć zadania mu garści pytań na temat całego “problemu”, bo wszak taką miała naturę. Była ciekawską kobietą, lecz rozchyloną buzię musiała prędko zamknąć, gdy Duch dopowiedział drugie zdanie. - W porządku, tylko nie każ mi czekać za długo. - Odparła z nutą ekscytacji w głosie, wracając koniec końców do zajmowania się przygotowywaniem jedzenia w kuchni. Najwidoczniej szykowała, chociaż przystawkę dla wszystkich.

Natomiast alchemiczka przywitała się z nim z równie delikatnym zaskoczeniem w formie uniesionej brwi, aczkolwiek spokojnie ruszyła z okolic jednej z sypialni wprost za naszym bohaterem. W końcu gnomka nie znajdowała się daleko od aktualnej pozycji najemnika. W ten sposób wspólnicy znowu zajmowali podłogę jadalni z przyrządami do gotowania. Dyskusja zaczęła się błyskawicznie, czego inicjatorem był obecny właściciel nieruchomości. - Zamierzali ci przerwać w Ujściu? Zaiste ciekawe… Robota nie wydawała się chyba ciężka, co? Czy też… ryzykowna? - Mała dziewczyna oczekiwała bardziej potwierdzenia zleceniobiorcy, ponieważ nie miała za bardzo pojęcia, co się wydarzyło kilka dzielnic dalej. Kiedy Lyahynn podał Vernie papier ze znakami, druga Niziołka przykleiła się do koleżanki. Obie wczytywały się uważnie w tamtejsze bazgroły, słuchając jednocześnie słów przedstawiciela rasy mieszanej. - Hmm… To jakieś symbole nawiązujące do Archipelagu. Tak mi mówi moja wiedza na wstępie… Trzeba byłoby to przestudiować. - Westchnęła członkini “Białego Świtu”. - Nawet jak się postarali w dorwaniu ciebie, to może teraz z tobą pogrywają Mehren. Może jest tam ukryta treść, ale może też nie. - Zawtórowała czarnoskóra wielbicielka bogactw. Dodatkowo miała aż ochotę machnąć ręką na tę zagadkę, choć ostatecznie się powstrzymała. - Jakbyś dał mi ze trzy dni… Mogłabym coś z tego wydedukować. Tak dla pewności. -

Wtedy nastąpiła chwila milczenia po ostatnim dialogu Flord. Tak jakby obie zamilkły w zadumie… Nagle jednak karłowata babka od zamków prawie podskoczyła do góry przy przebłysku pamięci. - Przy drzwiach? A kręcił się tu wczoraj jakiś typ, jak wyglądałam przez okno. Zauważyłam wieczorem łysego… człowieka? Tak to był raczej człowiek. Ot łaził sobie parę metrów od chałupy tak o. Nie widziałam jednak, by coś przyczepiał. Udał się w głąb miasta. - Podrapała się po karku, tworząc więcej przestrzeni pomiędzy sobą a obywatelką Mortis. Sylvia dała kawałek informacji, zdaje się znikąd. Nie skomentowały jeszcze kwestii pułapki. Obie poświęciły uwagę na wspomnienia wydarzeń z zeszłego dnia. Tak, aby mu pomóc. No bo jak ktoś taki jak Gri miałby ulec grupie zwykłych rzezimieszków? To coś więcej.
Obrazek

Dom Ibrerta Ulisa

50
POST POSTACI
Mehren

Zapewne będzie go czekała chwila, której wolałby uniknąć. Mówienie o sobie. Silvia była bardzo ciekawą osobą. Nie było to komfortowe dla niego, zwłaszcza zawiłości, których nie sposób zrozumieć. I pewne sprawy wolał oczywiście przemilczeć. Nie mniej, raczej tego nie uniknie, jeśli będzie chciał utrzymać te dwie osoby dłużej przy sobie. Zwłaszcza że miały potrzebne umiejętności.
- Gdyż nie była ani taka lub taka. Po prostu ich nie obchodziło, co robię. - To były jego podejrzenia. Wykonali zadanie i wrócili, ale czy na pewno? Nie mógł mieć pewności, patrząc po tym, co tu się działa. Pułapka? Tylko nadal wszystko sprowadzało się do tego, że wystarczyło to inaczej rozegrać. Intryga? By nawet pasowało, ale nadal to tylko gdybanie.
O wiele bardziej zaskakującą rzeczą były słowa gnomki. Symbole? Z jego rodzinnych wysp? I on ich nie rozpoznał? To było niepokojące. Wychował się w stolicy przecież, choć jeśli dotyczyły one innych miejsc, to faktycznie, było z tym gorzej.
- Masz tyle dni, ile będziesz potrzebowała. - Nie zamierzał podejmować decyzji pochopnie, choć był zdecydowany tam się udać. Choćby po to, by w końcu przekonać się, co tutaj jest grane.
- Mało kto lubi, jak nim pogrywają, choć to część naszej pracy. - Stwierdził z nutką rozbawienia, bo postanowił całą sytuację obrócić w drobny żart, bo zbytnie zamartwianie się niczego dobrego nie przyniesie. Nie mniej nie podchodził do tego lekko.
- Nie mniej, jeśli to cześć jakiegoś durnego planu lub intrygi, wymierzonej we mnie to możemy wpaść w kłopoty nieprzygotowani. Lepiej po prostu wiedzieć, co się dzieje wokół nas i uniknąć nieprzygotowania. - Tu spojrzał na gnomke. Zawsze był chętny, by poznać nowe rzeczy. Wiedza i informacja to potęga. I nikt nie powie mu, że było inaczej.
- Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, chętnie pomogę. Zwłaszcza że sam pochodzę z Archipelagu i nieznane dla mnie symbole to ciekawostka. Chętnie poznam ich znaczenie. - Oczywiście mógłby robić co innego, ale nie oszukujmy się, to wciąż będzie szukanie igły w stogu siania. Nie poleci na łeb na szyje, bo jego brat go wzywa. A jeśli to była bzdura, przyłoży mu mocno. Tak dla zasady.

- Nie wiadomo, czy to faktycznie zostawił, a nie były to przeszpiegi. -
Nie musiał im mówić, by uważali. Niestety szukanie łysego w tym mieście nie skończyłoby się dobrze. To nie był zbyt dobry trop. Musiał mieć na uwadze to, że wiedzieli już zbyt dużo. Nie po to ukradł tożsamość tego kupca, by nagle każdy wiedział, gdzie go znaleźć. Zadał sobie trud, by tak się działo.
- To jednak może być informacja, że nas szukali. Istnieje szansa, że będą próbować nawiązać bardziej bezpośredni kontakt. - Czyli musieli się przygotować. Nie można było mieć pewności, co zrobią. Nie mniej, tyle oznaczało jedno. Cokolwiek się dzieje, ktoś próbuje ich w coś wciągnąć.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dom Ibrerta Ulisa

51
POST BARDA
Dalsza dyskusja w zasadzie opierała się na tym, ile Mehren był w stanie wyjawić z zeszłej nocy. Nawet jeżeli to nie było dla niego w pełni komfortowe, to zapewne musiał się przygotować na jakiekolwiek wyjaśnienie. Przynajmniej ważne to było w przypadku, gdyby chciał utrzymać zaufanie tych kobiet. Obie na razie starały się dojść do porozumienia z bohaterem na temat dalszych planów, skoro takie wydarzenia miało miejsce poprzedniego wieczoru. Niecodzienna akcja, lecz bez wątpienia podniosła czujność znajomych skrytobójcy. - W każdym razie wiedzą teraz gdzie się znajdujemy… Chyba że ten typ kręcący się dookoła to był przypadek, w co wątpię. - Podsumowała całość rozważań Niziołka, drapiąc się po brodzie. Verna natomiast miała powrócić dyskusją jeszcze do kilku kwestii, aczkolwiek zatrzymała swe myśli nad kawałkiem papieru z nieznanymi im hieroglifami.

Co prawda aktualnie nie przeprowadzała dogłębnego badania tych znaków, choć wspólnymi siłami mogli obrać jakiś kierunek dywagacji. O ile tak się dało… - Pewne elementy tych symboli przypominają Archipelag. Nie dam sobie ręki uciąć, aczkolwiek… możliwe, iż to miks pisma dawnych ludów z czymś wykreowanym przez Syndykat. Trudność, jak wiesz, polega na… nieznaniu klucza lub jego części. - Niby rzecz jasna, ale nurtująca tę trójkę. Bez znajomości znaczenia szyfru mogli szukać dosłownie igły w stogu siana. Wtedy ich szanse na odkrycie wiadomości równały się prawie zeru. Bo jak poznać esencję zapisu, którego języka albo kodu kompletnie się nie zna? - Pogrywają z tobą czy nie skorzystam z twej oferty. Poświęcę na to cztery doby, a jak nic nie opracujemy, to ruszymy w stronę Taj’cah. Stamtąd będzie najłatwiej zacząć. - Alchemiczka uniosła jedną brew, chowając skrawek papieru do kieszeni spodni. - Podejrzewasz tamtą organizację? Jeżeli twa rodzina przeskrobała… Wiesz, nie mamy obowiązku się nimi zajmować. Wolałabym mieć was na oku niż tych, którzy bez sensu pakują się w kłopoty. - Być może wypowiedziała to oschle. Niemniej nosiła w tym prostą wiadomość: oni mieli partnerstwo. Pracowali razem. Prawdopodobnie to najbardziej się liczyło

Silva zaczepiła go jeszcze w kuchni, starając się podtrzymać tempo konwersacji. - Potencjalnie, kiedy chciałbyś się udać na wyspy? Znaczy… po sprawdzeniu tej zagadki możemy się zacząć pakować. Jak wolisz. Chętnie opuszczę Ujście na jakiś czas. - Wzruszyła ramionami, a co było w jej charakterze to chęć na przygodę. Poniekąd więcej chwil dziewczyny spędzały pomiędzy czterema ścianami niż aktywnie w terenie jak pół elf. - Intryga czy nie sprawdzimy to razem. - Dodała po chwili, spoglądając następnie na blat. - Wpierw coś zjedzmy. Możemy dalej obmyślać, co nam się przyda na wyprawę. - Gnomka westchnęła ciszej. - Złodziejko, poradzimy sobie. Uważam, że Mehren nie wyjdzie stąd jak turysta odwiedzający rodzinne strony. Zabierzemy potrzebne narzędzia oraz broń. - Włamywaczka wyszczerzyła kły, klepiąc kompankę w ramię z intensywnym ruchem barku. Ta mała złośnica coś knuła. - My będziemy z nimi pogrywać, haha! Jeszcze nas popamięta ten cały Syndykat! - Członkini “Bladego Świtu” już w dalszym ciągu nie komentowała, a pragnęła rozpocząć przygotowywanie reszty jedzenia.
Obrazek

Dom Ibrerta Ulisa

52
POST BARDA
- Problemem nie jest samo w sobie, że wiedzą. Tylko, jak się dowiedzieli. - Powiedział swoją myśl na głos. One niekoniecznie wiedziały, jak wszedł w posiadanie tej rezydencji. I nie zamierzał opowiadać o tym, co faktycznie się stało. Wiedział o kilku możliwościach, które mogły tu pomóc.
- Logicznie ujmując, znalezienie kogoś wymaga dużej ilości środków oraz pieniędzy. Nikomu nie mówiłem Musiała zatem zostać użyta magia, by określić miejsce przebywania. Teoretycznie możemy być ciągle pod obserwacją magiczną. Przy czym inne możliwości, a także połączenie kilku z nich wchodzi również w grę. - Zastanowił się na moment. Chciał, by Silvia popatrzyła na to z innej perspektywy. Był pewny, że gnomka miała podobne podejrzenia.
- Pozostaje pytanie, jak na przyszłość, możemy ochronić się przed czymś takim. - Już przechodził do szukania rozwiązania na przyszłość, akceptując fakt, że obecnie nic nie mogli na to poradzić. Nie mieli aż tyle funduszy, by wynająć czarodzieja. I to nie chodziło nawet o samo zaklęcie, a zachowanie milczenia.

- W razie czego połączymy siły. Co dwie głowy, to nie jedna. - Możliwe, że ona odgadnie kilka symboli, a on całą resztę wraz z kluczem. Czasem wystarczyła iskra, by reszta poszła gładko. Z drugiej strony, jeszcze musi poświęcić czas na przygotowanie domu do podróży. To nie tak, że można zostawić pusty dom i liczyć na to, że będzie nienaruszony. Będzie musiał odebrać parę przysług pewnie.
- Nigdy nie planowałem, by ktokolwiek z was został niańką mojej rodziny. Jeśli wpakowali się w kłopoty, będą musieli sami sobie poradzić. Większa część naszej rodziny pracowała dla Tygrysów w ten, czy inny sposób. Powinni potrafić o siebie zadbać. Bratu nic nie jestem winny. Jeśli jednak problemy spotkały moją matkę lub siostrę, wtedy jest inaczej. Dbały o mnie, więc jestem im winny się im odwdzięczyć. A tylko z ich powodu, postawie stopę w rodzinnym domu. - Odkrywał kolejne karty. Zdradzał właśnie drobny element ze swej przeszłości. Widać było, że inaczej odnosił się do brata, a co tamtej dwójki. Słowa gnomki nie były wcale oschłe. Pokrywały się z tym, jak myślał on sam. Jeśli brat miał kłopoty, niech sobie z tym radzi. Zmarnował, koszty, by go ściągnąć, a on jeszcze weźmie cokolwiek wartościowego, by odbić sobie koszty podróży.
- Ciężko określić konkretny czas. Nie mogę zostawić tego miejsca niezabezpieczonego, bo wrócimy do meliny w najlepszym przypadku lub ruiny w najgorszy. Do tego będzie trzeba poznać aktualną sytuację w Stolicy. Nie umiem określić, ile to zajmie czasu. - Nieliczni kupcy, którzy przebywali z Archipelagu, mogli coś wiedzieć. Nie wspominał o znalezieniu transportu, ale to chyba było najmniejszym problemem. I jeszcze przykrywka. Wykorzysta to, by działać.
- Tak, zjedzmy na spokojnie. - Stwierdził, bo był ciekawy, co gnomka im szykuje. Zasiadł do stołu. - Dobrze widzieć, że jesteś pełna energii. - Uśmiechnął się do niej. Dobrze, że chciała zmienić otoczenie, ale też nie do końca rozumiała, jak potężny jest Syndykat. Nie chciał, by miała zderzenie z tym potwornym tworem, jak ze ścianą.
- Oficjalnie pan Ulis jest handlarzem przypraw. I wykorzystamy tę przykrywkę, by opuścić miasto. Jeden z wielu pomniejszych kupców nie będzie rzucał się specjalnie w oczy. -
Licznik pechowych ofiar:
8

Dom Ibrerta Ulisa

53
POST BARDA
Sprawa bycia śledzonymi na pewno nikomu nie leżała w sferze przyjemnego doświadczenia, a zwłaszcza naszej małej drużynie. Słowa Mehrena jeszcze bardziej przywiodły zakłopotanie na twarzy niziołczycy, która teraz cmoknęła ustami w rozczarowaniu, jednocześnie porzucając odważną postawę bojowo nastawionej kobiety. Widać było gołym okiem, jak entuzjazm uchodził z jej buzi na samo słowo “magia”. - Jeżeli Syndykat przygotował jakąś grupę szpiegowskich czarodziejów to… jesteśmy w dupie. Nawet jednego nie przechytrzymy. Zwłaszcza że nie mamy takich zdolności. - Mimowolnie spojrzała na drugą kobietę w formie Verny. Ta ponownie westchnęła, jak gdyby miała stanąć przed czymś… niewykonalnym. I co prawda nie dało się ukryć, iż łamanie szyfru bez jakichkolwiek poszlak mogło okazać się szukaniem igły w stogu siana. A jak było w kwestii podglądania “bohaterskiej” bandy? - Zakładam z góry najgorszy możliwy scenariusz. Musimy być przygotowani ze świadomością o byciu obserwowanymi. Cholera… Żebym chociaż znała jakieś podobne zaklęcie… - Sylvia pokręciła głową na boki. Zastukała palcami o blat pobliskiego mebla w zadumie. Nie miała pojęcia dokładnie co powiedzieć w takim momencie, chociaż przystała na… - Nie zamartwiajmy się na zapas, moi drodzy. Bądźmy po prostu realistami. Oni wiedzą, my nie wiemy zbyt wiele… Dowiemy się z czasem. I ta wiedza czeka na nas na Archipelagu. - Nadal nie porzuciła całkowicie optymizmu, bo tego wszak potrzebowali. Nie chcieli utrzymać stanu bycia podglądanymi przez nieznajomych znawców vitae. Tylko… co dalej? Trójka zaczęła powoli się rozchodzić na swoje miejsca. Alchemiczka pozostała przy garach, a włamywaczka poczekała już na posiłek. Może ją nogi rozbolały? Nie wiadomo.

Delikatny uśmiech został posłany w kierunku Ducha od panny Flord. - Dziękuję. Twój wkład mi się przyda. - Szczery gest został pozytywnie przyjęty przez współpracowniczkę. Ta aktualnie przerzucała mięso w wielkim garze na ogniu, a drugi rondel trzymał coś w rodzaju zupy. Szykował się porządny obiad. Po dodaniu garści przypraw do nozdrzy zebranych zaczęła przychodzić woń… gulaszu wieprzowego. Takiego wypiekanego w sporej ilości sosu grzybowego z cebulą. Ślinka mogła cieknąć na samą myśl o zamoczeniu ust w takiej przyjemnej strawie. Niemniej znajoma potrzebowała jeszcze kilkunastu minut do skończenia całości. Dobrym pozostawał fakt gotowania tego posiłku już wcześniej, toteż paczka nie będzie czekała wieczność na miękkie kęsy świni. Prawdopodobnie wraz z dodatkami zapach z kuchni się wzmocnił. - Wybacz za wtrącanie się w twój biznes, lecz… mam kilka pytań. - Po przerwie zaczepiła go oddalona metr dalej złodziejka. - Jak wielkie powiązanie mają twoi bliscy z Tygrysami? Wiesz coś więcej o ich poczynaniach pod twoją nieobecność? - Czy będzie skory odkryć więcej kart? Sylvii na tym widocznie zależało. Ciężko nie spodziewać się takiego obrotu spraw. - Moja opinia jest taka, że potencjalne błędy twej rodziny odbiją się na tobie… a w tym nas. Walczyć to możemy, ale możliwie odbijać cywili? To mnie nie zadowala. - Cmoknęła, zerkając ukosem na twórczynię mikstur.

Kiedy wreszcie zasiedli z podwójnym daniem przy stole w salonie za ruchami gnomki, mogli kontynuować konwersację w nieco bardziej komfortowym klimacie. Z pełnymi żołądkami lepiej się myślało, czyż nie? Spora garść gulaszu z rosołem dadzą im więcej energii. Na dalsze wyjaśnienia najemnika przytaknęły obie głowami. Dały mu się wpierw wypowiedzieć, rozporządzając w międzyczasie prowiantem. - Zabezpieczymy przed takimi jak ta tutaj… - Verna zrobiła przytyk specjalistce od zamków z formie drobnego żartu. Tamta burknęła pod nosem. - Przed czarami? Nie bardzo. Spodziewam się, iż zainteresowanie Syndykatu nie zmniejszy się nawet tym miejscem. Miejmy nadzieję, że powstrzymanie fizycznych łapek wystarczy. Masz w każdym razie rację. Bądźmy też tego pewni. - Brązowo włosa dziewczyna z piegami zamilkła na ten moment. - Masz jeszcze kogoś zaufanego poza nami w tych okolicach? - Dopytała naprędce członkini “Bladego Świtu” pomiędzy kęsami.
Obrazek

Dom Ibrerta Ulisa

54
POST POSTACI
Mehren

Widział, jak towarzyszce mina zrzednie, kiedy wyjawił możliwość. Nie dziwił się, ale także wiedział jeszcze coś jeszcze. Ciągłe śledzenie było drogie. Usługi magów kosztowały, a oni nie byli tak istotni. Zwłaszcza że od dawna nie mieli związków ani z Archipelagiem, ani też samym syndykatem.
- To byłaby prawda, gdyby nie jedna rzecz. - Stwierdził z nutką rozbawienia w głosie, bo trzeba było przestać straszyć, a jedynie myśleć racjonalnie. - Nic dla nich nie znaczymy obecnie. Dlatego, jeśli ktokolwiek użył zaklęcia to jedynie po to, by nas zlokalizować, a nie śledzić permanentnie. Wszystko po to, by przekazać nam wiadomość i ewentualnie zatrudnić ogon. - Nie zamierzał pozwolić, by gorsze myśli się pojawiły. Wszak chodziło tu o coś innego.
- Dlatego zastosujemy fortel. Stary jak świat i zawsze się sprawdza. Musimy sprawić, by zaczęli nas lekceważyć. Będziemy udawać, że nic nie wiemy. Choć tak, wszystko przed nami na Archipelagu. - Dziwna. Niby do nikogo się nie przywiązywał do tej pory. Z jakiegoś powodu, ta dwójka stawała się dla niego kimś... ważnym? Jak matka i siostra. Czyżby przebywanie z nimi sprawiło, że stawał się bardziej ludzki? Nie, to nie po. Po prostu doceniał ich wartość w długofalowej perspektywie i utrata byłaby dla niego kosztowna. Tak dokładnie jest.

Zaczął jeść i jako kuchach musiał docenić kuchnię gnomki. Może to nie było aż takie dobre, jakie on sam mógłby zrobić, aczkolwiek posłał jej uśmiech, który miał przekazać jej, że to, co zrobiła, jest bardzo dobre. Czy przypadkiem przez ten czas nie podpatrzyła tego i owego, jak on gotował? W sumie to nie było istotne. Jadł ze smakiem i szykował. Przypominał sobie także nauki matki. Rozważał pewne opcje i słowa. Przeszłość matki była ciekawa. Uwielbiał słuchać jej opowieści.
- Ojciec był przeciwnikiem syndykatu. Brat szedł w jego ślady. Więc wątpię, by on z nimi poszli na układy, jeśli nie byłby do tego zmuszony lub sytuacja przez ten czas się zmieniła. Matka kiedyś pracowała dla nich, dopóki dnie doszło do biznesowego mariażu. Wciąż pewnie jakieś kontakty. Siostra pewnie wdała się w matkę, ale nie wiem, czym do końca się zajmuje. Nigdy nie mówiła mi. - Wolał nie wspominać, czym dokładnie się zajmowała matka. Sam fakt, że pozwolono jej żyć po zaprzestaniu działalności, było na swój sposób zagadkowe. Musiała pewnie się jakoś ugadać, choć wiedział dobrze, że o takich sprawach się nie mówi głośno. Dziwna z nich była rodzina.
- Nie. Prędzej utnę sobie rękę, niż zaczniemy ratować kogokolwiek z opresji. - Powiedział to tak twardo i stanowczo, że mogły mieć pewność, że nie przyłoży nawet palca do żadnych bohaterskich czynów. Musiałoby mu się to naprawdę dobrze opłacić i to nie w złocie. To było upierdliwe, zbyt ryzykowne i przede wszystkim nieopłacalne.
- Są granice tego, co możemy zrobić, a co powinniśmy dla nich. - Ok, on zaryzykuje więcej, acz tak, by one nie oberwały przy tym. Zresztą to nie tak, że wejdzie, jak rycerz w lśniącej zbroi na białym koniu. Po cichu, z cienia i jeśli będzie to możliwe z małą ilością trupów. One zawsze były kłopotliwe, jak nie szło się ich pozbyć skutecznie.
- Mam do odebrania parę przysług. Więc nie powinno być problemu. I tak wszystkie cenne zabierzemy ze sobą. Nie złamią danych słowa, ale nie będę ryzykował, że ich ludzie będą również w porządku. -
Licznik pechowych ofiar:
8

Dom Ibrerta Ulisa

55
POST BARDA
Padały słowa, acz żadne konkrety, jeśli chodzi o działania. Sylvia, jak i Verna nabrały już pewności, że to ich ten sam Mehren sprzed tych kilku dni przed. Złodziejka spijała słowa Mehrena, jakby kryło się za nimi coś więcej. Kiedy mówił o swojej PRAWDZIWEJ rodzinie oczy się jej świeciły, jakby lada moment miała skraść jakiś skarb. Mętny wzrok gnomki zaś wydawał się być skrajnie obojętny, była zamyślona w przeciwieństwie do swojej koleżanki, skupiała tępo wzrok na ścianie.
Na jego słowa o zaniechaniu ewentualnego ratunku Sylvia skrzywiła uśmiech niedowierzająco, acz powstrzymała się od uwag i poprawiła swoją postawę. Nastała cisza, która skłoniła do skupienia się na posiłku. Niedługo potem odezwała się Verna:
Jeśli chcieliby cię załatwić nie zadawaliby sobie tyle trudu Mehren. Są prostsze metody na pozbycie się kogoś z tego świata — zaczęła pewnym głosem — Ta zaszyfrowana wiadomość wydaje mi się na syntezę krasnoludzkich run i znaków plemiennych ludów północy. Niektóre z tych znaków wybitnie mi się z tamtymi rejonami kojarzą. Układanie takich rzeczy wymaga znacznego namysłu, albo wymyślnego poczucia humoru. — Uśmiechnęła się nieznacznie, jakby wydawało jej się to w jakimś stopniu zabawne — Być może serio to jest twój brat, który wie że lubisz zagadki. Wspominałeś, że nie przepadacie za sobą, tak. Niemniej, aby próbować to rozszyfrować, potrzebowałabym jakiejś pozycji o plemionach północy i słownik run krasnoludzkich też znacznie by pomógł sprawdzić, czy ten trop jest właściwy. — Rzekła, kiedy to Sylvia próbowała nadążyć za słowami gnomki, wpatrując się to w nią to w Mehrena — A jeśli chodzi o fortele i przebieranki, masz więcej niż potrzebujesz. Mogę uwarzyć coś co pozwoli nam przyjąć dowolną postać. Pozostaje jednak kwestia kwatery, któraś z nas musiałaby zostać. Nie posiadamy zasobów, aby zostawić to miejsce bez opieki. Pułapki nic nie dadzą, jak złodzieje się upewnią, że właściciela nie ma dłuższy czas — Na te słowa Sylvia poruszyła się na krześle nagle orientując się dokąd rozmowa zmierza — A przesadzasz! Nikt się tutaj do nas nie włamie, przecież jest jeszcze Arndri — Próbowała skontrować wypowiedź alchemiczki, po czym spojrzała wyczekująco na samego właściciela tego przybytku.
Spoiler:

Dom Ibrerta Ulisa

56
POST POSTACI
Mehren
Wiele rzeczy można o nim powiedzieć, czy to dobrego lub tez złego, ale na pewno nie był typem bohatera, ratującego świat. On miał pewne plany, ale czy to wypali? Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co chciał osiągnąć, ale i czasu. Więzi rodzinne nie miały znaczenia. To, że z kimś dzieliło się łono matki, nie oznaczało jedności. Co prawda pozostawały relację, które wytworzyły się podczas wspólnego życia. Długi, które należało spłacić. To miało prawdziwe znaczenie. I choć ciężko było mu dopuścić do siebie informacje, że jednak czuł związek z matką i siostrą jakiś. Nigdy nie przyzna się przed samym sobą, że coś jednak było w tym.
- Niektórzy lubują się pastwieniu i powolnym wyniszczaniu. - To nie była tajemnica, że istnieli osobnicy, którzy czerpali satysfakcje z takich czynów. - Zresztą nie ma to teraz znaczenia. Bez nowych informacji to tylko gdybanie. - Informacje o runach i północy spowodowały, że przypomniał sobie pewne rzeczy. Spojrzał na Vernę. - Zatem nie możemy wykluczyć opcji, że ma to związek z twoją organizacją. Północ to twoje rejony. W najgorszym wypadku nasi wrogowie połączyli siły. - Doskonale pamiętał, że ona wywodziła się z Mortis. On nie miał żadnych powiązań z tymi rejonami i jakiekolwiek zagadki związane z tym, nie miały sensu, ale jeśli przyjmiemy i taka możliwość, wtedy ma to jakiś sens.
- Tak będzie trzeba zrobić. Zatem przygotujmy się do podróży. Verna tobie pozostawiam decyzje, które mikstury będą nam potrzebne. Sylvia, poinformujesz Arndri o tym, że tymczasowo będzie tu mieszkał. Ja poszukam transportu i potem spakujemy niezbędne rzeczy. Nie zostawię was tutaj. Działamy jako zespół, skoro wcześniej określiliście się, że chcecie ze mną płynąć. - Pora było na działania. Z tym, co mieli, nie wyciągnie więcej informacji. Znalezienie kogoś tutaj, kto zna się na ludach północy, było niemożliwe. Ujście nie jest miastem, gdzie wiedza jest na pierwszym miejscu. To miasto wojny i przestępców.
Licznik pechowych ofiar:
8

Dom Ibrerta Ulisa

57
POST BARDA
Jeśli to mieliby być moi oprawcy, nie byliby tacy uprzejmi, aby do nas pisać — Verna skwitowała — Ostatni pościg zaciągnął się bardzo daleko i kompletnie stracili trop — Zapewniła, po czym wysłuchała kwestii wyjechania we troję i przeciągnęła wzrok leniwie od Mehrena do Sylvi — Z tymi eliksirami to musimy obgadać detale, bo mam też ograniczone możliwości mimo wszystko. — Stwierdziła, kiedy to Sylvia spojrzała na nią jadowicie przez moment. Złodziejka szybko zrezygnowała z walki na spojrzenia i zwróciła się do przywódcy grupy, zupełnie inaczej rzecz jasna, bo z uśmiechem szelmy — Mykam natychmiast! Zobaczysz Arndri sprawdzi się pewniusio! Tak mu wytłumaczę, że jak wrócimy, to miejsca nie poznasz, tak będzie czysto i zadbane!

Nie minęła chwila, a wszyscy oderwali się od posiłku i poczęli przygotowania. Złodziejka wybrała się po chłopaka, który miał pilnować przybytku. Verna krótko omówiła z Mehrenem sprawę eliksirów i składników do tego potrzebnych, po czym niczym jakaś gosposia zaczęła sprzątać w kuchni, aby to potem przejść do praktykowania swojej sztuki alchemii. Mehren po zupełnym już ochłonięciu z doznanych wrażeń mógł spostrzec, że to miejsce troszkę się odmieniło pod jego nieobecność. Pojawiły się jakieś ozdóbki, pierdołki, świeczki, wiązanki z ziół i roślin powieszone to tu to tam. Teraz nawet zwrócił w końcu uwagę, że i zapach tutaj jest jakiś inny, taki dość przyjemny, świeży i orzeźwiający.

O ile sytuacja nie skłaniała Mehrena do wylewnego optymizmu, tak jakby na to nie patrzeć miał chwilę, aby to wszystko przemyśleć, zaplanować wyjazd, przygotować się. Tutaj tkwiła jego siła. Odpowiedź na zaproszenie od brata znaczyło granie według jego zasad, acz byłoby to najprostsze rozwiązanie na wybadanie sytuacji i kto wie czy nie najlepsze. Z drugiej strony tylko mniej znacząca połowa rodziny darzyła go sympatią i proste wystawianie się na zagrywki od Naero nie było najlepszą perspektywą, zwłaszcza w obecności Agrotuna.
Spoiler:

Dom Ibrerta Ulisa

58
POST POSTACI
Mehren
Nie był do końca przekonany, gdyż ostatnie ich zapuszczenie się, doprowadziło ich do jego kryjówki. I to nie tak całkiem dawno temu. Stos ciał, jaki musiał uprzątnąć, był problematyczny. Dlatego nie był przekonany, czy faktycznie stracili trop. Może ludzi do wykonania zadania być. Na pewno raportowali, gdzie się znajdują. Jeśli nie masz narzędzi, przekonujesz innych, by używali własnych.
- Dobrze, ale muszę się przez chwile zastanowić. Duża ilość zmiennych, która się pojawia w równaniu, nie pozwala mi przewidzieć wyniku. - Mało kiedy przyznał się, że nie panował nad sytuacją, jak teraz. Nie zamierzał oszukiwać swoich wspólników, że zawsze wie, co robił. Wciąż twierdził, że poruszali się domysłów i niewiele mieli opcji. Wiedział, że to, co robił, nie było najlepszym wyborem, ale zdecydowanie koniecznym. Mógłby oczywiście to zignorować i żyć dalej. Tylko, co jeśli koszty zignorowania tego będą większe, niż zaangażowanie się w to wszystko? I to był prawdziwy problem. Zwłaszcza że druga opcja wymagała powrotu do domu i przynajmniej częściowo, pozwolenie na prowadzenie się za smycz.
- Dobrze. Uważaj na siebie. - Odrobina pokazania sympatii nikomu nie zaszkodziła, nawet jeśli niewiele się w nim zmieniło. Nadal ludzie byli dla niego tym, kim są, chociaż, czy aby na pewno umiałby tak samo łatwo pozbyć się i zdradzić te dwie dziewczyny, jak na początku? Przerażało go to w środku, że nie znał już odpowiedzi.

Z Verna po dłuższym zastanowieniu zdradził, co uznał za konieczne. Mikstury konieczne do tego, by mógł działać. Pozwalające zmienić sytuację, a nie być asem w rękawie. Celował w możliwości, niż siłę. Dlatego właśnie ta, która ułatwi mu wspinaczkę po wręcz pionowych ścianach, oślepi wrogów i ich oszuka, bo nie zawsze powinien pokazywać swoją twarz. Zapewne mógłby poprosić o wiele bardziej niebezpieczne mikstury, aczkolwiek to byłoby niepraktyczne. Nie preferował widowiska, a potężne eliksiry tym właśnie się cechowały, jak podejrzewał. To wyjaśnieniu czego, tak naprawdę potrzebuje, opuścił dom. A przynajmniej chciał, bo ta zmiana...dziwna była... Reakcja na bodźce to jedno.
~Lyah, czy tu do kurwy nędzy, co się z tobą dzieje? To nie jest dla ciebie. Cała ta domowa atmosfera. ~ Skarcił się w duchu i opuścił przybytek.

Musiał załatwić transport, a znał jedną osobę, która go zabierze i nie będzie za bardzo pytać. Nie był on zdecydowanie przyjacielem, ale wisiał mu przysługę. Pirat, szmugler. Ktoś jego pokroju. Mijaster. Podejrzewał, że ucieszy się na jego widok lub po prostu zostawi wiadomość w karczmie, gdzie zwykle przesiadywał, jak był w Ujściu. Potrzebował transportu do domu. I całe szczęście, nawet go znalazł.
- Do kroćset. Patrzcie, kto tu się pojawił. - Odezwał się Mijaster, kiedy Mehren z butelką rumu pojawił się przy stole. Chwile wcześniej kupił go u karczmarza.
- Taki nietypowy gość. Normalnie nawet pomyślałbym, że mnie kocha, ale on nie z tych. Nie znam gorszych mężczyzn bez serca, a spotkałem wielu.- Przyglądał mu się uważnie. Seloth tylko wzruszył ramionami na ten komplement.
- Przybyłem odebrać mój dług. -
- Dłuug? - Spojrzał na niego niepewnie.
- Tak, ten sam, gdzie jak wspomniałeś: Jesteś moim dłużnikiem, zaraz po tym, jak stałeś się wolnym człowiekiem za te niesłuszne oskarżenia.-
- Były one niesłuszne. Jak ktoś jest pipką syreny i idzie skarżyć, że mu się mordę obiło, bo zasłużył, to jest dupa, a nie facet… - Spojrzał na moment. - Czego potrzebujesz? -
- Transportu na Taj'cah. -
- Powrót czarnej owieczki? -
- Mniej więcej. -
- Przygotuje prycze dla ciebie. -
- Nie. Tym razem mam drużynę. Płyną ze mną. -
Mijaster na te słowa roześmiał się głośno, jakby opowiedziano mu najlepszy żart w ciągu kilku ostatnich tygodni.
- Skończyłeś? - Warknął nieco gniewnie, bo nie podobało mu się to, co robił. Musiał opanować chęć odcięcia tego i owego.
- Hahaha...nie mogę. Wielki paniczyk, który zawsze twierdził, iż pracuje sam, nagle ma sługusów. Patrzcie, jak ten świat się zmienia. - Pirat spoważniał na moment. - Za dwa dni mój statek będzie gotowy. Rozładujemy ostatnie graty, zaszaleją z dziwkami i wyruszymy. Gdzieś w południe.
- Dobrze. - I wstał, by skierować się do wyjścia.
- Na boga morza. Naprawdę tego chcesz. - Pirat gwizdnął cicho, kiedy Duch opuścił karczmę.

Kolejną rzeczą do załatwienia były papiery. On miał swoje jako Ulis, handlarz przypraw. Co do dziewczyn, było już gorzej. Sylvia na krótki moment stanie się Dalią z Mealdos. Niewielkiej wsi niedaleko Meriandos. Verna będzie Sorassą z Turonu.

Kiedy nastąpiła wyznaczona godzina, wraz z całym cennym ekwipunkiem, a tego tak dużo nie było, byli gotowi odpłynąć na statku pirata. I cały czas Mehren głowił się, nad tym wszystkim. Próbował analizować to wszystko z różnych perspektywach, ale brak informacji zdecydowanie utrudniał mu działanie.
Spoiler:
Licznik pechowych ofiar:
8

Dom Ibrerta Ulisa

60
POST BARDA
Spoiler:
Przygotowania do wybycia na Wyspy Archipelagu przebiegały gładko. Arndri był już na miejscu. Najwidoczniej wizja wykluczenia z ważniejszych poczynań Mehrena mocno zmotywowała Sylvię do wytężonych działań. Chłopak przywitał właściciela skromnym uśmiechem i bystrym błyskiem w oku — Sylvia mi już wyjaśniła co mam robić — Rzekł na przywitanie — Dziękuję za te zaufanie, nie zawiodę pana — Wyprostował się, jakby chciał o tym zapewnić nie tylko słowem. To mogło być uznane za całkiem miłe przywitanie. Gnomka zajęta była ważeniem mikstur, Sylvia zaś dopatrywała zabezpieczeń w domu. Co jak co złodziejka wiedziała nieco o zamkach. Półelf mógł się skupić na własnych myślach do końca dnia, kiedy dwie jego pomocnice zapatrywały wszystkiego. W miedzy czasie można było już łatwo wywęszyć rywalizację między gnomką, a niziołek.
*** Kolejny dzień szybko nabrał tempa wraz z wizytą u Luisa. Papiery były gotowe. Nissa z Salu, Architekt z Akademi Sztuk Ścisłych na startych już czasem papierach, do złudzenia przypominały coś co trzyma się przez lata w kieszeni złożone i otwierane na prawdę rzadko, jako że mało kogo obchodzi tak wyspecjalizowana branża. Papiery Luny z Firanek miały zaś aneks ponownego wydania, jako że poprzednie papiery się zużyły, a te i tak już nosiły pierwsze zadrapania. Niziołczyc nie widywano zbyt często w roli kupca i to jeszcze takiego wędrownego w tak dalekie obszary. Bycie wolnym kupcem to rarytas w tych niespokojnych czasach, zaś wszelkie gildie i stowarzyszenia były zdominowane przez wschodnie elfy bądź ludzi, czy też orków i gobliny, zależy o którym regionie mówa.
Sylvia, Verna i Mehren byli w końcu gotowi ruszyć ku Mijasterowi, który miał ich zabrać na wyspy. Mieli wyruszyć przed zmierzchem, tak i też uczynili. Należało się jeszcze zakwaterować na statku i pewnie kolejnego dnia z samego rana ruszą.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ujście”