Zapomniana świątynia

211
POST BARDA
Choć byli na morzu, nic się nie zmieniło: było parno, gorąco, a słońce prażyło niemiłosiernie. Nieprzyzwyczajeni do takiej pogody mogli mieć problem ze zniesieniem jej. Kapelusz Very z pewnością wiele pomagał, natomiast Gerda siedziała z odkrytą głową.

- Przepraszam, kapitanie. - Gerda uśmiechnęła się wstydliwie. - Bardzo chciałam mu pokazać, a to był jedyny teren, jaki się do tego nadawał... Wiem, że nie powinnam. A Sovran potrzebuje, żeby ktoś się nim zainteresował. - Dodała, chwytając się kolejnego tematu. - Wydaje się samotny... i niezrozumiany.

Sovran znalazł sobie miejsce między piratami i usiadł na jednej z przywleczonych skrzyń, by zająć się butelką. Do jego nóg podbiegł Mały Tom, chcąc przyjrzeć mu się z bliska. Obeność Osmara z pewnością dodawała dziecku odwagi, gdy mierzył się z czarnym elfem. Corin zaś odsunął się, nie chcąc wchodzić w jego strefę. Oficer dyskutował z Yalą, samemu ciesząc się alkoholem, a u ich stóp kręcił się cętkowany kot, który również musiał załapać się na transport.

- Pani kapitan...! Wcale nie jestem taka piękna! - Gerda roześmiała się, głosem jak dzwoneczki, słodko jak prymulka na wiosnę. - Olena jest ode mnie dużo ładniejsza! Zaciągnęłam się, bo uciekałam przed małżeństwem. To klasyczna opowieść o nieszczęśliwej miłości. - Westchnęła, rozbawiona. Vera nie mogła mieć pewności, czy dziewczę nie kłamie. - A mężczyźni mi nie przeszkadzają, czuję się wśród nich bezpieczna. Chociaż nasza kajuta dużo pomogła, dziękuję, że zadbała pani o naszą prywatność. - Nawigatorka uśmiechnęła się pięknie. - W tym fachu, pani kapitan, to chyba normalne, że ciągle coś się dzieje. Ja bardzo chętnie pomogę, w czymkolwiek, jeśli będę w stanie. A rabunek na pewno dobrze zrobiłby naszym chłopcom! I Sovran mógłby pomóc, nie pokazuje tego, ale wiem, że jest silny.
Obrazek

Zapomniana świątynia

212
POST POSTACI
Vera Umberto
- Jest samotny i niezrozumiany - potwierdziła. - Ale może teraz będzie lepiej. Wyjdzie z tej swojej ciemnej nory na dziobie. Trochę pogadaliśmy przez ostatnie dni, chociaż jestem czasem tak beznadziejna w stosunkach międzyludzkich, że nie wiem, czy sobie nie wmawiam, że nasze rozmowy mogą przynieść jakikolwiek skutek - przeniosła wzrok z Corina na Sovrana. - Jest w porządku, chociaż użala się nad sobą i obraża o byle gówno. Ale jest też inteligentny. Nie należy to do cech najczęściej występujących w naszej załodze. Nawet to jego milczenie zdążyłam już polubić.
Na wzmiankę o Olenie Verze trochę zrzedła mina, ale nic nie powiedziała. Felczerka czekała na wyspie, albo odpłynęła gdzieś chwilowo na Dłoni Sulona; Umberto była bardzo ciekawa, jak będzie wyglądało ich ponowne spotkanie, bo ostatni raz, jak się widziały, nie skończył się najlepiej. Nie była pewna, czy chce, żeby dziewczyna wracała na pokład Siostry, jeśli miało to tak dalej wyglądać. Ale może w przeciwieństwie do Yetta odczuje ona nieobecność demona i weźmie się w garść.
Cóż, był to problem dla przyszłej Very.
- Mhm - mruknęła. - Wynudzili się w tym Tsu'rasate, ciągnie ich do bitki.
Westchnęła i wstała, jednocześnie ściągając kapelusz i nasadzając go krzywo na głowę Gerdy. Ona i tak szła pod pokład coś zjeść, niech sobie dziewczyna skorzysta z cienia. Musiała przytrzymać się relingu, bo wstała zbyt szybko i na moment zgubiła pion, doszła więc do wniosku, że wypadałoby trochę zwolnić z rumem, albo przynajmniej wypełnić żołądek czymś więcej, niż alkohol, bo jak tak dalej pójdzie, źle to się skończy.
- Hej, chłopcy! - zawołała z góry ochryple. - Zapolujemy dzisiaj, jeśli morze wypuści nas przed zachodem! Nie schlać się do nieprzytomności.
Jej też dobrze to zrobi. Zbiegła po schodach i skierowała się pod pokład, chcąc znaleźć Tripa, a wraz z nim jakieś śniadanie.
Obrazek

Zapomniana świątynia

213
POST BARDA


Morze nie wypuściło ich przed zachodem.

Woda wezbrała, Siostra poruszyła się na piasku i przechyliła lekko na sterburtę, lecz tak, jak była uwięziona, tak pozostała nieruchoma.

Corin gryzł paznokcie. Wypity alkohol powinien go rozluźnić, lecz w tej sytuacji nawet on nie pomagał. Osmar, stojący obok oficera, również miał swoje spojrzenie na sprawę.

- Tym razem to zjebałeś, kochasiu pierdolony. - Bosman nie owijał w bawełnę. - Mówić ci, że Zęby Staruchy, to się za żonką, kurwa, stęsknił.

- Szpony Jędzy.

- Co?

- Nieważne. Vera? Vera, kochanie, co teraz zrobimy? Wyrzucamy ładunek? Załogantów? Mogliby poczekać w szalupach albo na plaży...

- Ty się lepiej do Ula módl, coby się głębiej nie zajebała w ten piach.
- Osmar klął pod nosem. - Co ja załodze powiem? Że tak ci się spieszyło, że teraz będą zapierdalać przez dżunglę, bo żeśmy stracili statek jak te ostatnie chuje osowiałe?!
Obrazek

Zapomniana świątynia

214
POST POSTACI
Vera Umberto
Vera najadła się i napiła, poplątała między załogantami, odebrała kapelusz Gerdzie, nawet się trochę pośmiała, wytrzeźwiała i przez chwilę pobawiła z małym Tomem, gdy ten z jakiegoś powodu szukał jej atencji. Wizja nadchodzącego przypływu, a potem polowania zwieńczonego upojną nocą skutecznie poprawiały jej humor. Do czasu, naturalnie.
Na pochylonym pokładzie nie funkcjonowało się przyjemnie, a myśl, że Siódma Siostra miałaby być kolejnym wrakiem, uwięzionym tu jak poprzednie, kupieckie jednostki, sprawiały, że na twarz kapitan Umberto powrócił ten sam niezadowolony grymas, do jakiego wszyscy byli przyzwyczajeni. Zmarszczone brwi i spojrzenie, które mogłoby zabijać, gdyby los obdarzył ją talentem do odpowiedniej magii. Najbardziej zła była na Yetta. Tak mu się do niej spieszyło, i co z tego miał? Przytulenie i dwa buziaki w zamian za statek?
- Nie kochaniuj mi tu, Corin - zirytowała się. - Tak. Wyrzucamy załogantów. Przez burtę, najlepiej. Mówił ci Ohar, że macie tu nie wpływać. Przekazał ci mój rozkaz. Skoro już wiedziałeś, że żyję, może należało go wykonać i zostawić Siostrę trochę dalej? Wciąż jestem twoim pieprzonym kapitanem. Vera, kochanie - przedrzeźniła go ze złością i odeszła od tej dwójki, chcąc się ulotnić, zanim powie, albo zrobi coś, czego będzie żałować.
Stanęła przy burcie i wychyliła się, by przyjrzeć się miejscu, w którym kadłub statku wbity był w piach. Ich kil nie był długi, teoretycznie nie mógł zagłębić się mocno, ale wciąż było to wystarczające, by Siostra utknęła. Przez chwilę myślała o wywiezieniu kotwicy na łodzi i zarzuceniu jej daleko, a potem próbie wyciągnięcia statku za pomocą mechanizmu, ale nie znała dna. Nie mogła zarzucać kotwicy, gdy nie znała dna. Obejrzała się w kierunku rufy. Ta nie była unieruchomiona, może więc wystarczyło zmienić przechył statku, by dziób się uwolnił?
- Dobra - odepchnęła się od barierki. - Wszystko na rufę. Skrzynie, worki i zapasy. Te meble, które nie są przybite do statku, a w ostateczności też te przybite. I cała załoga też - zarządziła. - Ruchy, ruchy! Nie będę tu tkwiła więcej i bezczynnie czekała na wybawienie. Lepiej się postarajcie, żebym zaraz kogoś nie wysłała w szalupach między rekiny znowu.
Sama ruszyła na mostek i zmierzyła wzrokiem ożaglowanie, a potem skupiła się na wietrze. Jak już odciążą dziób, będą mogli rozwinąć żagle i liczyć na to, że któryś silny powiew pozwoli im zsunąć się wreszcie z mielizny.
Obrazek

Zapomniana świątynia

215
POST BARDA


- Corin, ty ośle!

Nie tylko Vera nie dawała spokoju oficerowi, bo Osmar obrażał go bez przerwy. Co gorsza, Corin wiedział, że mu się należy i nie pisnął nawet słowem sprzeciwu, a kiedy kapitan wprost pokazała swoje niezadowolenie, mógł tylko żałośnie westchnął i spuścić głowę.

- Coś wymyślę. - Obiecał. - Chciałem podpłynąć jak najbliżej mogłem.

- I żeś do dupy popłynął, łajzo niemyta.
- Zdenerwowany Osmar aż poczerwieniał. - Mówili ci, kurwa, że to nie Archipelag, tylko pierdolone Zęby! Sam zaraz będziesz skakał przez burtę!

Większość piratów znajdowała się na pokładzie, tylko czekając, aż Vera wyda rozkazy. Przezornie nie odzywali się, pozostawiając ustawienie do pionu Corina bosmanowi. Nawet nie było in do śmiechu, gdy zawsze idealny oficer zbierał burę.

- Słyszeliście kapitan! - Wydarła się Pogad, która zakończyła swoją dobrowolną karę w celi, gdy tylko pojawił się na pokładzie rum. - Wszystko na rufę! Ruchy, ruchy! Ma być gotowe przed odpływem! - Wrzeszczała na współzałogantów.

Na mostku byli już Gerda i Sovran, którzy zaoferowali się do przypilnowania dziecka, gdy nie bardzo mogli przydać się w przenoszeniu rzeczy. To uwiesił się szyi Gerdy, zaś Sovran wyglądał, jakby miał za moment zasnąć. To był jego czas na sen.

- Powiedz, kiedy opuścić żagle, kapitanie. - Na mostku okazała się być również Irina, lecz jej obecność zdradził dopiero głos.

- A co, jeśli nie wypłyniemy? - Martwiła się Gerda. - Może ktoś mógłby nas wyciągnąć... Może kapitan Hewelion?

Piraci zabrali się do roboty. Przesunięcie ładunku nie powinno zająć dużo czasu.
Obrazek

Zapomniana świątynia

216
POST POSTACI
Vera Umberto
Nie zawsze podskakiwała w miejscu, przestraszona nagłą, niespodziewaną obecnością Iriny. Teraz, na przykład, nie zaskoczyła jej ona tak bardzo, jak miewała w zwyczaju, choć Vera naprawdę nie wiedziała, jak elfka to robiła. Musiała zsuwać się na linach, albo łazić jak pająk po zewnętrznej stronie kadłuba i wracać na pokład, gdy nikt nie patrzył. Umberto nie widziała innej opcji.
- Jak tylko dziób się uniesie wystarczająco mocno - westchnęła. - Nie wiem, czy to zadziała. Nie zejdziemy do wody z wiosłami, próbować uwolnić kil ręcznie, przez te jebane rekiny. Ale to... to powinno wystarczyć. Utknęliśmy w piachu, nie w rafie, ani skale. Wiatr nas wyciągnie.
Na pytanie Gerdy Vera zacisnęła usta w wąską kreskę i spojrzała z wysokości mostka na zestresowanego Corina. Dobrze, lepiej żeby był zestresowany, do cholery, to przez niego tu tkwili. Przynajmniej nie wpłynął tak daleko, jak tamte statki. Wtedy w ogóle już nie byłoby co zbierać.
- Wtedy pan Yett wsiądzie w łódkę i będzie wiosłować do samego Harlen, żeby znaleźć kogoś, kto się nad nami zlituje - odpowiedziała chłodno, chociaż oczywiście nie była to prawda.
Vera starała się nie myśleć o tym, co się stanie, jeśli ten plan zawiedzie. Uważała, że był dobry. Kiedy wiatr wypełni żagle, powinien zepchnąć statek z mielizny, a może nawet i wiatr nie będzie im potrzebny. Może Siostra zsunie się sama, gdy wystarczająco mocno obciążą rufę. Potem chwilę zajmie przeniesienie rzeczy z powrotem, tak, by pokład się wypoziomował i by Vera mogła potem własnoręcznie wymanewrować statkiem spomiędzy skał. Nie zamierzała powierzać nikomu steru przez długi, długi czas... a przynajmniej nie w zasięgu jakichkolwiek niebezpiecznych miejsc. Może gdzieś na otwartym morzu, gdy nie będzie istniało ryzyko, że zatopią jej statek. I jeszcze Corin! Nie podejrzewałaby go o taką bezmyślność. Była na niego zła i będzie, dopóki się nie upewni, że Siostra jest wolna i bezpieczna... i wtedy może jeszcze przez jakiś czas. Oparła się łokciami o reling i czekała.
Jeśli nie ruszyli się z miejsca, gdy przechylili się w stronę rufy wystarczająco mocno, Umberto stanęła przy sterze i machnęła ręką do grupy obecnie odpowiedzialnej za żagle.
- Rozwijamy! Szybko opuścić i przywiązać, niech nami szarpnie - zawołała.
Obrazek

Zapomniana świątynia

217
POST BARDA


Irina skinęła głową, przyjmując rozkaz Very. Jakkolwiek pojawiła się niespodziewanie, tak chwilowo nie odchodziła, a przynajmniej nie znikała. Może czekała na odpowiedni moment, aż będzie mogła rozpłynąć się w powietrzu?

- Proszę nie być na niego tak złym. - Poprosiła Gerda, samej zerkając w stronę Yetta, który uwijał się przy pakunkach ze zdwojoną szybkością i zapałem. - Bardzo za panią tęsknił i spieszył się panią zobaczyć.

- Zniszczył statek.
- Niespodziewanie przypomniał Sovran, ledwie otwierając oczy, zbyt zmęczony, by normalnie funkcjonować. - Tęsknił, okazał się słaby.

- Ty jesteś słaby!
- Zdenerwowała się Gerda momentalnie. - Mówisz tak, bo sam nikogo nie masz, durniu! Dlaczego w ogóle tu stoisz?! Pomóż innym mężczyznom!

- Nie mogę. Patrzę na dziecko.

- To opiekuj się nim!
- Dziewczyna podeszła do elfa i wcisnęła mu w ramiona przysypiającego Małego Toma. Trudno było powiedzieć, który z nich był bardziej zdziwiony, gdy Sovran odruchowo otoczył malca ramionami. - A ja idę pomóc! Oszczędzę panu Yettowi drogi do Harlen na szalupie.

Zdenerwowana Gerda odeszła, zostawiając Toma pod opieką Sovrana. Czy było to mądre, ciężko powiedzieć, lecz przynajmniej dziecko nie płakało. To elf był bliżej łez, gdy chłopczyk oparł głowę o jego ramię, gotów na popołudniową drzemkę. Mag westchnął, lecz nie szukał pomocy ani u Very, ani u Iriny. Westchnął tylko i siadł gdzieś z tyłu, zostając na rufie, jak Vera kazała. Obaj mogli uciąć sobie drzemkę.

Statek powoli przechylał się ku tyłowi, będąc już nie tylko wykrzywiony ku burcie, ale też ku rufie. Mimo to, ciągle pozostawał na mieliźnie. Irina dowodziła rozwijaniem żagli, tak, jak Vera rozkazała. Pokryte pasami płachty materiału opadły i nadęły się, łapiąc wiatr, ten był jednak zbyt słaby, by zepchnąć wyładowany statek z piasku.

- Do tysiąca zgniłych śledzi! - Podniósł się głos Osmara. - Niechże się ruszy!!

Czy to złorzeczenia bosmana, czy cokolwiek innego - coś zaczęło się dziać. Żagle napięły się na rejach z jękiem drewna, gdy mocny powiew, o wiele silniejszy od dotychczasowej bryzy, zadął od lądu. Od strony wody zaś dobiegło ich bulgotanie, jakby woda pod kilem zagotowała się w oka mgnieniu.
Obrazek

Zapomniana świątynia

218
POST POSTACI
Vera Umberto
- Nie będę zła, jeśli uda się nam stąd wypłynąć - odpowiedziała Gerdzie.
Na razie się nie zapowiadało. Choć rozumiała poparcie załogi dla ulubionego oficera, który przecież po prostu tęsknił, Vera wciąż nie mogła przeżyć tego, że utknęli w takiej sytuacji przez niego. To on był zawsze tym rozsądnym. To on miał plan na każdą sytuację, on powstrzymywał ją przed głupimi decyzjami i niepotrzebnym ryzykiem, on miał wszystko trzy razy przemyślane. Vera czasem dochodziła do wniosku, że ich związek dobrze na nią wpływał, bo odkąd zostali parą, okazało się, że kapitan Umberto nie jest może aż tak aspołeczna, jak mogła się wydawać i że jednak znajduje w sobie niewielkie pokłady sympatii do wybranych osób spoza załogi. Teraz mogła jednoznacznie stwierdzić, że niestety ona stanowiła zdecydowanie zły wpływ na Corina. Nie myślał. Wydęła usta w niezadowoleniu i przeniosła wzrok na Sovrana, który wykręcał się od pracy opieką nad dzieckiem. I może nawet parsknęłaby śmiechem na widok jego miny, gdy Gerda wcisnęła mu Toma w ramiona, gdyby nie napięta sytuacja.
Wynikającą, niestety, z niewystarczająco napiętych żagli. Vera pokrzykiwała do załogi, rzucając rozpaczliwe rozkazy mające na celu złapanie w płótno tego marnego powiewu, który może pchałby ich po morzu, ale nie był w stanie wyrwać ich z mielizny. Na przechylonym statku, walcząc z materią, Vera biegała i klęła, usiłując dokonać cudu, nie mając ku temu ani warunków, ani narzędzi.
Gdy w końcu porządnie dmuchnęło, a pod dziobem coś zabulgotało, nie potrafiła określić, czy powinna być z tego powodu zadowolona, czy nie. Z jednej strony liczyła na to, że statek wreszcie ruszy, z drugiej natomiast... nie podobało się jej to, co działo się pod wodą. Mimo to, pobiegła na mostek i chwyciła za ster, gotowa reagować natychmiast, gdyby tylko udało im się uwolnić. Jeśli cokolwiek zamierzało się zaraz spod nich wynurzyć, tak czy inaczej będą musieli uciekać.
Obrazek

Zapomniana świątynia

219
POST BARDA


Sovran miał rację, bo choć Corin nie był aż takim ciężarem dla Very, czy odwrotnie nie działało to na niekorzyść oficera? Corin tracił głowę dla czegoś takiego, jak tęsknota za kobietą i narażał nie tylko siebie, ale całą załogę i statek. Teraz to Vera musiała naprawiać jego błędy, biegając po pokładzie i szukając sposobu, wy wyratować Siostrę.

Statek zatrzeszczał żałosnie, gdy dno przeryło piasek na dnie i wyrwało się z pułapki mielizny. Dziwny podwodny prąd, który zepchnął ich na głębsze wody, nie przyniósł za sobą niczego dziwacznego, żaden lewiatan ni podobny stwór nie wynurzył się z głębin. Zresztą, bulgotanie wkrótce ustało, tak jak i silny powiew, który napiął żagle do granic ich wytrzymałości. Wiatr znów wrócił do swoich lekkich podmuchów, słabej bryzy sprzed chwili.

Piraci wylali się na pokład, lecz nie było wiwatów. Każdy rozglądał się niespokojnie, paru wyciągnęło noże, jeśli akurat je mieli, gotowi do walki z przeciwnikiem, którego nie było. Natura jednak uspokoiła się i nic nie zwiastowało niebezpieczeństwa.

- Kapitanie, gdzie te kurwy?! - Wrzasnął Osmar. - Chujów pozajebuję! Czarne pizdy!
Obrazek

Zapomniana świątynia

220
POST POSTACI
Vera Umberto
Verę aż coś zabolało w głębi duszy, gdy statek zatrzeszczał tak rozpaczliwie, ale moment, w którym zsunął się z mielizny, przyniósł jej ulgę tak wielką, że była bliska wycałowania tego, kto stał najbliżej. Na mostku stał Sovran z dzieciakiem, więc niestety musiała zadowolić się radosnym okrzykiem, jaki wyrwał się jej z gardła. Cudownie, byli wolni! Nie było trzeba płynąć szalupą na Harlen, nie trzeba było maszerować przez dżunglę, nie trzeba było robić nic z tych rzeczy, którymi Umberto tak się martwiła! I może nawet nie zamorduje Corina. Nie miało dla niej znaczenia, że ten pojedynczy podmuch wiatru był co najmniej dziwny, a bulgotanie pod wodą niewyjaśnione.
- Zbieramy się stąd! - zarządziła, chwytając za ster i ustawiając Siostrę w bezpiecznej pozycji. - Osmar! Wszystko z powrotem...
Zamilkła, gdy zorientowała się, że coś jest nie tak. O czym on mówił? Jakie czarne pizdy? Rozejrzała się, ale chyba zauważyłaby, gdyby nagle zaatakował ich oddział mrocznych? Zmarszczyła brwi, zerkając w stronę brzegu.
- Nie ma żadnych czarnych. Co jest z wami? - z niepokojem przesuwała spojrzeniem po gotowej do walki załodze. Czy pod pokładem usłyszeli albo zobaczyli coś, czego ona tu, na górze, nie dostrzegła? Ale co takiego? - Uwolniliśmy się. Przesuwajcie ładunek z powrotem, musimy wyrównać poziom i odpływać stąd w cholerę.
Obrazek

Zapomniana świątynia

221
POST BARDA
- Nie wszystko robią czarne pizdy. - Vera usłyszała ciche słowa Sovrana, wypowiedziane bardziej do Małego Toma, który znalazł oparcie w klatce piersiowej elfa, aniżeli do kogokolwiek innego. Chłopiec siedział na deskach, między nogami elfa, i wspierał się o niego, przytulając do siebie uszytego karena. Nagły ruch statku musiał go wystraszyć.

- Jak nie ma czarnych, jak coś nas jebło od spodu! - Krzyczał Osmar, stawiając do gotowości całą załogę. - Słyszałaś, jak pierdolnęło?! Byśmy żeśmy się inaczej nie uwolnili!

- Niczego nie widać, panie bosmanie! - Krzyknął Marco, obserwując wodę od dzioba. - Za płytko na lewiatany!

- Livyatany... - Mruczał Sovran.

- Skąd wiesz, diable niemyty?! Może w piasku siedzą?!

- Wyrównać ładunek! - Do głosu bosmana dołączył kolejny. Corin nie panikował, za to ponaglił piratów do wykonania rozkazu pani kapitan. - Odpływamy! Wracamy na Harlen!

Okrzyki mężczyzn mogły świadczyć tylko o tym, że o niczym innym nie marzą. Corin szybko wspiął się na mostek i stanął obok Very, nieco bardziej pewny siebie niż przed chwilą, gdy zbierał burę.

- Nie przecieka. - Zaraportował. - Pod pokładem słyszeliśmy bulgotanie, coś nas wypchnęło, Vero. - Powiedział, nie zbliżał się jednak do żony bardziej, niż to konieczne. Nie mógł wiedzieć, w jakim jest nastroju! - Ulowi dziękujmy! Kurs na Harlen? - Upewnił się, patrząc w stronę morza, w otwartą toń, do której wszystkim było tęskno. Musieli tylko wymanewrować między paroma skałami i byli wolni.
Obrazek

Zapomniana świątynia

222
POST POSTACI
Vera Umberto
Vera wychyliła się przez burtę, by sprawdzić, czy w wodzie nie kotłuje się coś, co mogłoby zagrażać im dużo bardziej, niż mielizna. Słowa Osmara zaniepokoiły ją, ale skoro nic się nie pokazywało, to czy był w ogóle sens panikować?
- Jebło to jebło, na chuj drążyć - odpowiedziała krasnoludowi jego własnym powiedzonkiem. - Cokolwiek nas wypchnęło, nie ma chyba złych zamiarów? Nic nas nie atakuje. Gdyby chciało nas zeżreć, wciągałoby nas głębiej, zamiast pomóc się uwolnić.
Wyciągnęła rękę w kierunku Sovrana, jakby chciała podkreślić słuszność jego słów.
- Nie za wszystko odpowiadają mroczne, ogarnij się, Osmar. Tamte zresztą siedziały głęboko w dżungli i nie wyglądały, jakby miały podwodnych sojuszników. Poza tym, nie uczcie dzieciaka takich słów, bo potem będzie powtarzał - dodała, jakby sama nie klęła jak szewc przez ostatnie pół godziny.
Przynajmniej noc będą mogli spędzić na otwartym morzu, pod gwiazdami jak przez ostatni tydzień, ale na własnym, twardym pokładzie. Vera będzie mogła pójść spać w swoim wygodnym łóżku i przykryć się miękkim, plecionym kocem. Może nawet nie wygoni stamtąd Corina. Odkąd Siostra się uwolniła, nastrój pani kapitan poprawiał się wykładniczo, z chwili na chwilę. Uśmiechnęła się nawet do oficera, jakby wcale nie chciała go chwilę temu zamordować.
- Jeśli to łaska Ula, to rychło w czas sobie o nas przypomniał - oparła się o ster, czekając z wyprowadzaniem statku spomiędzy skał, aż przynajmniej częściowo wyrówna się poziom pokładu. Nie mogli płynąć jak kaczka, z dziobem do góry. - Nie my będziemy mu dziękować, tylko ty, bo uratował cię przed byciem uduszonym przez własną kapitan. Ocalił ci życie!
Uniosła brwi, a z jej enigmatycznego spojrzenia nie dało się wyczytać, czy mówi poważnie, czy żartuje. Chyba żartowała, prawda? Nie udusiłaby przecież swojego oficera i męża. Yett mógł być tego prawie pewien. A nawet jeśli nie był to przynajmniej nie była już wściekła, co stanowiło ogromny postęp.
- Kurs na Harlen - potwierdziła. - I to ja wyprowadzę stąd Siostrę.
Obrazek

Zapomniana świątynia

223
POST BARDA
Vera miała rację - nic ich nie atakowało. Siódma Siostra spokojnie sunęła po falach, a spod dna nie wynużył się żaden lewiatan czy inna bestia, która mogłby ich zatopić. Wszystko wyglądało na spokojne, wręcz przyjemne, nie licząc dogasających, jeszcze dymiących palm na plaży. Nikt nie przejął się Małym Tomem, który mógł uczyć się niecenzuralnych słów, ani nawet Sovranem, który wkrótce przysnął na mostku razem z dzieckiem, nie bojąc się ani ataku, ani prażącego słońca, gdy wciąż chronił go kapelusz.

Yett uśmiechnął się.

- Będę pamiętał, żeby złożyć ofiarę w najbliższej świątyni. - Obiecał, podchodząc bliżej Very, by móc ją lekko objąć. - Może powinniśmy w ramach wdzięcznosci wybudować mu kapliczkę na Harlen? To dobry pomysł, nie sądzisz?

Jakkolwiek było, plany były odległe. Vera musiała wyprowadzić statek spomiędzy Zębów Staruchy (lub Szponów Jędzy, lub czegokolwiek innego, czym żeglarze nazywali te wystające z dna skały), a następnie obrać kurs na Harlen!

-> Na otwarte morze
Obrazek

Wróć do „Deszczowy Matecznik”