[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

916
POST BARDA


Ork nie ustąpił Verze. Górował nad nią, był od niej również szerszy i zdecydowanie silniejszy, przydomek, którym się chwalił, nie wziął się znikąd. Na ile jednak Vera znała orków, krwawili oni tak samo, jak przedstawiciele każdej innej rasy. Buxton miał jednak przewagę - dość siły w dłoniach, by zmiażdżyć Verze czaszkę tak łatwo, jakby miażdżyć miał skorupkę jaja. To najwyraźniej pozwalało mu myśleć, że może robić, co chce.

- Zdrajców. - Poprawił Buxton Verę. - Bronisz zdrajców? Może sama jesteś zdrajcą?

- Lepiej uważaj na słowa! - Hubert stanął w obronie Very. - Mój bosman poświęcił dla nich życie!

Sytuacja zdecydowanie nie była przyjemna. Dyskusją zainteresowali się też inni, wkrótce grupa piratów otoczyła ich na pomoście. Zarówno ci z Siostry, jak i z Dłoni i Szkarłatu, nadstawiali uszu, by wyłapać, o co rozchodziła się kłótnia.

- Zginął za tych, którzy nie dali się Kompanii! - Warczał Buxton. - Byli na moim statku, korzystali z moich zapasów. I zawiśli jak ścierwa, którymi byli. - Wyjaśnił swój punkt widzenia. - I jacy kapitanowie? Załogi dawno ich się wyrzekły. Czy mówisz o tym ich samozwańczym przywódcy?!

Na te słowa tłumek od strony Albatrosa rozstąpił się, a przed szereg wyszedł Carr. Jego oficer i zdrajca, Zeuli, trzymał się tuż za nim. Luis nie był ani trochę zdrowszy, gdy nie zdążył wrócić do siebie po otrzymanej ranie. Miał przynajmniej czas, by gustownie związać włosy na karku, przebrać się w czyste ubrania i założyć na oko czysty opatrunek. Nie wyglądał już tak źle, jak w dniu, kiedy piraci wyratowali go z niewoli.

- Nie miałeś prawa zabijać moich ludzi. - Oświadczył Carr dumnie, mimo żałosnej postaci. - Żaden z nich nie był zdrajcą. Pozostali wierni swoim towarzyszom!

- Czterech karmi rekiny, będzie karmić więcej, a ty razem z nimi, za wspieranie zdrady! - Zadrwił Buxton i roześmiał się głośno.

Luis Carr być może był bardzo lojalny, może narwany, a może po prostu głupi - ruszył na Byka wściekły, osłabiony, nieuzbrojony. Szczęśliwie znalazły się ramiona, które złapały go za ubranie, zastawiły drogę do orka, nie pozwalając mu rzucić się na pewną śmierć.

- Odpowiesz za to! - Odgrażał się Luis.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

917
POST POSTACI
Vera Umberto
Vera, będąc Verą, nic sobie nie robiła z górującego nad nią orka, albo po prostu przyjemność sprawiało jej stawanie na odcisk komuś, kto stanowiłby jakieś wyzwanie. Miała Weswalda, czyż nie? Może nie był w stanie wyleczyć zmiażdżonej czaszki, ale zawsze mógł próbować. Zresztą nie robiła tego teraz dla własnej rozrywki; była wściekła i miała do tego pełne prawo.
- Jeszcze raz nazwiesz mnie zdrajcą i jak nie noszę kościanej biżuterii, tak przysięgam, że w naszyjniku z tych twoich kłów będę nawet spać - wysyczała, wbijając wyprostowany palec wskazujący w wielką klatkę piersiową orka. - Trzymali nas w celi, torturowali, szykowali dla nas stryczek. Zamknij gębę, jak masz rzucać takie oskarżenia, bo nie ręczę za siebie.
Wyrywający się do Buxtona jednooki kapitan wyglądał równie imponująco, co żałośnie. Nie, raczej tylko żałośnie. Nie miał broni, nie miał ludzi ani statku, nie miał niczego, z czym mógłby stanąć naprzeciw zielonoskórego. Umberto bardzo chętnie wcisnęłaby mu miecz do ręki, ale nie musiała się długo zastanawiać, by doskonale wiedzieć, czyja krew polałaby się tu pierwsza. Zrobiła krok w bok, stając pomiędzy nimi dwoma, tak na wszelki wypadek.
- Pomogli nam. Walczyli po naszej stronie. Trzeba było ich przynajmniej, kurwa, wysłuchać - warknęła. - A jak nie zamierzałeś, to trzeba ich było zabić tam na miejscu. Wszystkich w niebieskich płaszczach, niezależnie od tego, komu pomagali - machnęła ręką w kierunku Everam, jakby chciała tym gestem wskazać spaloną posiadłość. - Zamiast ciągnąć ich na statek w celu zapewnienia sobie i swoim ludziom jakiejś chorej, spierdolonej rozrywki. Nie po to ryzykowałam życiem swoim i swojej załogi, żebyś teraz mordował sobie uratowanych, jak uznasz za stosowne!
Butnie podniosła głowę, wbijając w żółte oczy orka rozżarzone spojrzenie.
- Jak już wytykamy sobie popełnione błędy, to może powiesz coś o tym, jak ściągnąłeś pieprzoną Annę Caldwell na Harlen, hm? Jak grzecznie wykonywałeś jej rozkazy, jak wytresowany pies? Ilu wtedy przez was zginęło? Ile ofiar musieliśmy potem zrzucić w morze? Uratowałam wtedy twoją zieloną dupę i nigdy więcej nie poruszałam tego tematu, ale może powinnam była? Po Caldwell zawinąłeś się i uciekliście bez słowa, nawet nie interesując się tym, czy kurwa przeżyłam, a po Everam zdecydowałeś o śmierci tych, którzy może na nią nie zasługiwali. Co jeszcze zrobisz, żeby pokazać, jak dumny i honorowy jesteś, co?
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

918
POST BARDA


Orkowi wyraźnie nie podobało się, że ta słaba kobieta, jaką widział w Verze, nie ugięła się przed jego majeststem. Co więcej, złapał ją za rękę, zaciskając wielkie, szorstkie paluchy na zdecydowanie delikatniejszej dłoni.

- Czy ty mi grozisz, Umberto? - Zakpił, a z jego zielonej twarzy nie znikał kpiący uśmiech. Zacisnął palce mocniej. - Żeby zdobyć moje kły, musiałabyś mnie zabić. To nie w tym życiu. - Stwierdził, a panowie za nim parsknęli śmiechem, zgadzając się ze spojrzeniem swojego kapitana. Każdy wyglądał na pewnego siebie i zbyt dumnego jak na sytuację, w której się znaleźli. - Nie ty jedna żeś swoje odsiedziała. Prawda, chłopcy?!

Byk miał poparcie swoich ludzi. Więcej śmiechu przyniósł im Carr, choć jego towarzysze nie podzielali wesołości. Zeuli trzymał wściekłego Luisa za ramiona, tym samym oszczędzając mu losu bycia zmiażdżonym, jak dłoń Very. Kości zatrzeszczały, gdy kobieta rzucała kolejne oskarżenia.

- Puść ją! - Zaprotestował Corin, lecz również jego powstrzymano. Największy udział miała w tym Olena, która nie zniosłaby widoku jej ukochanego pana Yetta w łapach orka, więc dalej była uwieszona jego szyi. Znikąd pojawili się również Osmar i Samael. Wydawało się, że nikomu nie zależało na potyczce, poza Verą i załogą Szkarłatu.

- Dostali swoją szansę usprawiedliwienia. - Buxton nie pozwolił się przekonać. - Żaden z piratów Szkarłatu nie zdradziłby dla Kompanii. - Rzucił butnie, a jego ludzie zawiwatowali, zgadzając się z jego słowami. - Oddałbym każdego z tych skurwysynów przed współpracą z wrogiem!

Kolejne słowa Byka nieco ostudziły zapał piratów, bo choć każdy popierał słowa o zdrajcach, żadnemu nie podobało się nastawianie karku, by tylko kapitan mógł się wybielić. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, uniesione w górę pieści znalazły drogę do boków piratów, kończąc wiwaty.

Kolejnym znakiem, że rozmowa idzie w złym kierunku, było wspomnienie Anny Caldwell. Nawet Buxton przestał się szczerzyć.

- Nie będziesz mnie pouczać, dziwko! - Warknął, jednocześnie wykręcając Verze dłoń. Zabolało, a jej ciało odruchowo wygięło się, by zniwelować nienaturalny kąt stawów.

Byk wykorzystał okazję. W jednej chwili Vera poczuła łupnięcie w bok głowy, a następnie zapadła ciemność.

***

Ostry smród przy jej nosie miał zapach zapuszczonego szaletu, wgryzał się w zatoki i szczypał oczy, lecz wykonał swoje zadanie - przywrócił Verę do przytomności. Pierwsze, co zobaczyła po otwarciu oczu, to wąsata twarz Labrusa, zdecydowanie zbyt blisko jej własnej. Tępy ból głowy przyszedł dopiero po chwili, gdy lekarz odłożył fiolkę soli trzeźwiących i zajrzał jej w oczy, nachylając się jeszcze bardziej.

- Będzie żyć?! - Doszedł głos Osmara, gdzieś zza pleców lekarza.

Umberto szybko dostrzegła, że nie jest na Siostrze. Smród amoniaku zastąpiły wonności innych specyfików, a jasne kotary dzielące pomieszczenie sugerowały, że znalazła się w prowizorycznym szpitalu Viridisa.

- To się okaże. - Mruknął Labrus.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

919
POST POSTACI
Vera Umberto
No dobrze, to nie było zbyt rozsądne, ale Vera rozpędziła się, wiedząc, że ma obok siebie Osmara i innych, przy których Byk nie odważy się jej zaatakować. Nawet zaciskająca się na jej dłoni ręka nie powstrzymała jej przed dalszymi prowokacjami, choć przyhamowała ją na krótki moment. Ale gdzieś tam głęboko w niej tkwiła ta idiotyczna potrzeba odcięcia się od demona za wszelką cenę i obawa, że skoro jest trzeźwa i zdrowa, to Ferbius za moment powróci. Może liczyła na to, że Buxton sięgnie po broń i będą mogli się zmierzyć, co stanowiłoby wyzwanie, ale nie stawiałoby jej od razu na przegranej pozycji - jak ta potyczka teraz, gdy nie miała jak dobyć miecza, z którym byłaby nieco groźniejsza. W obecnym układzie była dokładnie tym, na co wyglądała: słabą kobietą, która miotała się i rzucała bluzgami w kierunku dwa razy większego od niej orka. No i proszę, doigrała się.

Skrzywiła się dopiero później, gdy poczuła zapach soli trzeźwiących, a jej głowę wypełnił pulsujący ból. Utrata przytomności była rozsądną reakcją organizmu i Vera przez chwilę żałowała, że już ją odzyskała. Spróbowała otworzyć oczy, a potem skupić ostrość wzroku na... chyba zielonych (?) oczach Viridisa. Nie było to łatwe zadanie. Wąsy za bardzo przyciągały uwagę. Stęknęła i rozejrzała się, chcąc zorientować się, gdzie się znalazła.
Nie tak planowała powrót na Harlen. Jakby nie mieli już wystarczająco dużo problemów, to ona postanowiła zabawić się w prowokacje i doprowadzić do stanu, w jakim znajdowała się w tej chwili. Jaki to był stan, tak swoją drogą? Spróbowała poruszyć palcami ręki, którą wykręcił jej ork. Nie połamał jej chyba niczego? Potrzebowała sprawnej dłoni. Potrzebowała móc dzierżyć miecz, żeby pewnie stanąć Ferbiusowi naprzeciw.
- Kutas zasrany - wychrypiała elokwentnie, naturalnie mając na myśli Buxtona. Odchrząknęła, ale niewiele to zmieniało, gdy jej głos był zachrypnięty permanentnie. - Nic mi nie jest. Nic mi nie jest? Labrus?
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

920
POST BARDA
Oczy Viridisa mogły być zielone, niebieskie, nawet szare - światło było dość kiepskie, bo wpadało tylko przez niewielki bulaj i zakłamywało kolory.

- Olena! Świeczka. - Rozkazał Labrus, a w jego towarzystwie zaraz pojawiła się też i młoda felczerka, podając doktorowi żądany obiekt. Na niewielkim świeczniku z uszkiem paliła się równie niewielka świecuszka. Jej zadaniem nie było oświetlanie pomieszczenia. Płomień raził Verę w oczy. - Patrz tutaj. - Labrus wskazał swój nos, lecz Vera miała problem z utrzymaniem wzroku w jednym miejscu. Być może miał w tym udział pięknie wypielęgnowany wąs. Przesuwając światło przed oczami, Labrus badał coś, co najwyraźniej było ważne w diagnozie.

Wraz z powrotem przytomności, Vera czuła się coraz gorzej. Do bólu głowy doszły nudności, gdy żołądek skręcał się przez samo otumanienie. Umberto zdecydowanie nie była w pełni sił, choć Buxton sparterował ją ledwie jednym uderzeniem.

- Mów do mnie. - Poprosił Viridis. - Możesz mówić? Nastraszyłaś nas wszystkich, pani kapitan.

- Wyjdzie z tego?
- Kolejny głos niewątpliwie należał do Yetta.

- Być może. - Labrus był oszczędny w przedstawianiu prognoz. - Tu nie pomoże nawet niekonwencjonalna opieka uzdrowiciela. Musi odpocząć, sprawdzimy ją ponownie za dwie godziny. Olena, notujesz?

- Tak jest!

- Kurwa, pierdolenie, toż się obudziła, zdrowa jak ryba!
- Nie zgodził się Osmar. Vera zrozumiała, że głos krasnoluda dochodził zza kotary. Bosman również był pacjentem!

- Śmiem wątpić. Panie Yett, rozumiem, że pan z nią zostanie. Muszę udać się do pozostałych poszkodowanych.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

921
POST POSTACI
Vera Umberto
- Przecież mówię - odpowiedziała, zdając sobie sprawę, że musi brzmieć co najmniej niewyraźnie, skoro nikt nie odpowiedział ani na jej pytania, ani na jej komentarz dotyczący Buxtona. - Mówię, mówię.
Mówienie było problematyczne, gdy buntowało się w niej wszystko, począwszy od głowy, która bolała, jakby rytmicznie uderzał w nią młot, przez żołądek, skręcający się do wymiotów, choć nie miała w nim niczego, co mogłaby zwrócić, po generalną dezorientację i niemoc. Ale w porządku, to nie było przecież nic tak strasznego. Nic, z czym by sobie nie poradziła. Wcześniej czy później dojdzie do siebie. Nie była to rana, po której zostałaby jej blizna na całe życie... chyba. Spróbowała podnieść dłoń i dotknąć boku głowy w miejscu, w które uderzyła pięść tego pieprzonego orka.
- Nie chcę za dwie godziny. Chcę rumu - mruknęła, domyślając się, że nikt nie spełni jej prośby, biorąc pod uwagę, że nikt jej nie rozumiał. Z drugiej strony nie wysilała się szczególnie, by brzmieć zrozumiale. Nie tym razem.
Obróciła głowę, szukając nieprzytomnym wzrokiem Yetta.
- Jakich pozostałych? - teraz skupiła się i zrobiła wszystko, by mówić tak wyraźnie, jak to tylko możliwe. - Osmar? Co się stało?
Czy swoją wściekłością i niechęcią do podłożenia się decyzjom Buxtona doprowadziła do bójki pomiędzy załogami? Nie powinno jej to dziwić, a jednak poczuła ukłucie wyrzutów sumienia i strach o własnych ludzi. Skoro ork położył ją jednym, konkretnym machnięciem ręki, co się stało z resztą?
- Zabiję go - zadeklarowała, nawet jeśli nie wiedziała jeszcze, czy ktokolwiek zginął.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

922
POST BARDA


Vera nie miała pełnej władzy w swoim ciele. Język nie chciał poruszać się tak, jak powinien, a w głowie panował chaos. Teraz, gdy myśli płynęły powoli, mógłby przydać się jej narkotyk z figurek, by nieco je rozruszać. Dłoń łatwo wplątala się we włosy. Vera nie czuła ani posklejanych krwią kosmyków, ani żadnego innego uszkodzenia, sugerującego większy uraz. Cokolwiek Buxton zrobił, nie zdołał rozłupić jej czaszki. Nabił jej tylko guza i nieco ogłaszył.

- Przyjdzie czas na rum. - Miękki głos należał do Corina. Gdy Labrus odsunął się od łóżka, oficer usiadł na jego skraju, choć nie było tam wiele miejsca. Musiał ją rozumieć... Lub pojedyncze słowa. - Nic się nie stało, odpoczywaj.

- Chuja, nie nic! Pokazalim im!
- Cieszył się Osmar zza parawanu. Choć musiał odnieść jakąś ranę, nie opuszczał go dobry nastrój. - Zabierali te swoje dupska niemyte, że tylko smród został!

-... W porządku, Dłoń i Siostra stanęły do walki przeciw Szmaragdowi. -
Yett westchnął, ustępując i porzucając wcześniejszy plan zamiecenia sprawy pod dywan. - Teraz liżemy rany.

- Ja jeszcze bym im mógł napierdolić!

- Odradzam.
- Odezwał się znów Labrus, gdzieś z końca pokoju.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

923
POST POSTACI
Vera Umberto
Ewidentne zadowolenie w głosie Osmara pozwoliło jej rozluźnić się nieco i zamknąć oczy, by pulsujący ból w jej głowie miał możliwość odejścia w zapomnienie. Mógłby to zrobić natychmiast, Vera by nie narzekała, ale domyślała się, że jej ciało niestety nie zamierzało słuchać rozkazów. Dochodziła do wniosku, że rzucanie się z mordą na orka nie należało do najrozsądniejszych rzeczy, jakie mogła zrobić, ale sam się przecież prosił. Nie mogła tego zignorować. Inna sprawa, że pozwalała sobie ostatnio na zdecydowanie zbyt wielkie ryzyko i zachowywała się wyjątkowo lekkomyślnie, jak na siebie. Powinna się jakoś opanować, z powrotem kontrolować własne nerwy i przestać rzucać się na wszystkich w zasięgu wzroku, czy to słownie, czy z pięściami, czy z mieczem w dłoni. Z drugiej strony, dawno nie dała komuś z gębę, tak po prostu. Żałowała, że Buxton nie oberwał, zanim to on sprowadził ją do poziomu.
W każdym razie, z tego, co rozumiała, nie mieli strat. Pobili się tylko, co na Harlen nie było w gruncie rzeczy niczym niezwykłym. I tak powinni się cieszyć, że udało im się doprowadzić tę współpracę do końca ze względnym sukcesem. Sam fakt, że ją rozpoczęli, był sporym precedensem. Uchyliła powieki, by upewnić się, że Labrus nad nią nie stoi i gdy wiedziała już, że nie jest obserwowana przez lekarza, ani nikogo postronnego, uniosła dłoń, by oprzeć ją o udo siedzącego obok Corina. Dobrze było wiedzieć, że on też jest cały. Wyobrażała sobie, ile nerwów musiało go to kosztować - najpierw dostała ranę w winnicy, teraz sprowokowała Buxtona... Nie zdziwiłoby jej, gdyby oficer miał w planach przywiązanie jej do jakiegoś masztu i zostawienie tam, żeby nie wpakowała się w kolejne kłopoty przez swoją niewyparzoną gębę i ryzykanctwo.
- Nic mi nie jest - poinformowała go, nawet jeśli jej stan wskazywał na coś zgoła innego. Ale nie miała ran, nie miała złamań, czymże było lekkie ogłuszenie w porównaniu do wszystkiego, co w życiu przeszła? - Chcę się napić.
Spróbowała podnieść przynajmniej głowę, choć najlepiej byłoby przyjąć pozycję półleżącą, w której lepiej widziałaby wszystko dookoła.
- A Byk? Odpłynął?
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

924
POST BARDA


-Musisz lubić dojrzałych mężczyzn. - Zażartował Corin, korzystając z okazji i siadając obok Very. Mimo zamroczenia, kapitan dostrzegła lekkie skrzywienie, gdy oficer mościł się obok, na zbyt wąskiej leżance. Nie zawsze potrafił dobrze kryć swój ból. - Odkąd wzięliśmy ślub, nabawiłem się przez ciebie paru dodatkowych zmarszczek.

Labrus i Olena zostawili ich w spokoju, natomiast Osmar znajdował się za zasłoną. Corinowi jednak nie przeszkadzałaby nawet uwaga. Złapał dłoń Very między swoje i potarł lekko, czule. Zabolało, a kapitan zdała sobie sprawę z faktu, że nie tylko głowę mógł uszkodzić jej Buxton.

Podniesienie głowy nie było zbyt problematyczne, choć zmiana pozycji zaowocowała małym zaworem głowy. Corin podsunął jej kolejną poduszkę pod potylicę.

- Buxton zajął Rybkę. Najmądrzej będzie na razie pić na statku. Sovran powiedział coś Bestii i teraz to ona pilnuje Siostry.

- Nikogo nie wpuści!
- Zaśmiał się Osmar. - Nepala osyczała! Ale może to dlatego, że jebie jak sfajcowane gacie.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

925
POST POSTACI
Vera Umberto
Kąciki ust Very uniosły się w nieznacznym uśmiechu. Yett był wystarczająco dojrzały jak na jej gust i wcale nie chciała dodawać mu zmarszczek, ale miło było nie zostać opieprzonym z góry na dół za własną nierozwagę - czego się spodziewała. Może jej wspaniały mąż zdawał sobie sprawę z faktu, że konsekwencje, z jakimi Vera musi się zmagać, są wystarczające. Mimo bólu, nie zabrała mu swojej dłoni. Nie była połamana, bo gdyby była, Labrus już by ją czymś usztywnił, więc była tylko obolała, a w takim przypadku rozmasowanie jej mogło pomóc. Chyba. Tak się jej wydawało.
- Jebany zielony skurwol - mruknęła, opierając się wygodniej na podstawionej poduszce. - Nie będę się przed nim chować na statku.
Podniosła powieki i przesunęła spojrzeniem po sylwetce siedzącego obok Yetta, chcąc upewnić się, że przynajmniej jemu nic nie jest. Wystarczająco cierpiał przez ostatnie miesiące, a do tego był zmęczony po Everam, nie musiał jeszcze tłuc się z ludźmi Buxtona. Miała nadzieję, że stojąc daleko, udało mu się tego uniknąć. Przypomniała sobie o mleku, które miała dostarczyć Viridisowi, ale nie miała teraz siły się tym zajmować, a on miał po scysji między załogami miał inne rzeczy na głowie, niż rozpracowywanie składu mikstury z północy.
- A skrzynie? Nie zabrał skrzyni z figurkami? Potrzebujemy ich. I co z Carrem? Żyje?
Nie wiedziała w sumie, dlaczego pyta o jednookiego. Może współczuła mu bardziej, niż powinna, zbyt dobrze potrafiąc sobie wyobrazić, jak mężczyzna się czuje. Zostały mu resztki załogi, a Byk jeszcze mu je wybił, podczas gdy miał być ratunkiem, nie katem.
- Opowiedz mi, co się dokładnie stało, kiedy Buxton mnie powalił - poprosiła. - Po kolei, ze szczegółami.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

926
POST BARDA


- Nie denerwuj się. - Poprosił Yett, gdy Vera zaczęła znów (a może wciąż) kląć na Buxtona. - Leż spokojnie, bo zawołam Labrusa, żeby dał ci to, czym poił mnie w Everam. Zaśniesz od razu.

Corin uśmiechał się, chociaż jego twarz była zmęczona. Liche światło popołudnia załamywało się na jego twarzy, grało w cieniach pod oczami, uwydatniało nierówności na czole. Przynajmniej nie miał oczywistych ran. Przydałby mu się urlop, przeszło przez głowę Very. Lub na stałe zamieszkanie na lądzie. Z figurkami tylko dla siebie, byliby ustawieni na wiele lat w przód.

- Samael bronił skrzyń jak lew! - Zapalał Osmar.

- Nie przedarli się na Albatrosa. Carra poobijali, ale żyje. - Potwierdził Corin spokojnie. Westchnął lekko, przenosząc spojrzenie na bulaj. Uśmiech, który błąkał mu się na ustach, był niemal nostalgiczny.

- Jak cię jebnął, to się zaczęło mordobicie! - Osmar przejął od Corina pałeczkę w opowiadaniu. Krasnolud tarabanił się przez chwilę za zasłoną, po czym szorstko odgarnął ją na bok, aż żelazne pierścienie, na których była zawieszona, zatrzeszczały na swojej szynie przy suficie.

- Panie Krome!! - Protestował Labrus z drugiego końca szpitaliku. Było to ledwie parę kroków. Verze dostało się najbardziej odsłonięte miejsce przy burcie.

- Żeśmy się sobie do gardeł rzucili jak na znak! My, na nich! - Opowiadał, a Vera dostrzegła rękę na temblaku i sińce na twarzy. - Oni na nas! Aż przybiegł Leobarius i wszystkich rozgonił!

- Mniej więcej tak to wyglądało. Bez szczegółów.
- Dodał Yett. - Najbardziej poszkodowanych zebrał Weswald, po czym poszedł odpoczywać do burdelu. Zastanawiam się, jak wróci, skoro ludzie Byka obstawili tawernę.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

927
POST POSTACI
Vera Umberto
Posłusznie umilkła, nie chcąc, by Labrus napoił ją makowym mlekiem, czy cokolwiek tam miał przygotowane w zanadrzu na takich, jak ona. Zresztą, to nie tak, że zamierzała w tej chwili zrywać się z łóżka i pędzić do Rybki na złamanie karku, żeby dać orkowi w mordę i rozpocząć kolejną bijatykę. Było jej tu stosunkowo dobrze (o ile można było czuć się dobrze w jej stanie), nie planowała opuszczać łóżka póki co. To była upragniona chwila spokoju, choć uzyskana w sposób średnio przyjemny.
- Chciałam wrócić na Siostrę. Do nas - mruknęła cicho, tak, by usłyszał ją tylko oficer. - Nie wylądować w szpitalu.
Potem przymknęła oczy, słuchając skrótowej opowieści tego, co miało miejsce, gdy ona przestała już kontaktować. Nic z tej historii jej nie dziwiło, w gruncie rzeczy. Powinna się cieszyć, że przeżyła, ale jakoś ta radość ją omijała. Cieszyła się za to, że Osmar ma tylko złamaną rękę, Corin nie musi użerać się z nowym bólem i że, najwyraźniej, nikt nie zginął w tej nieplanowanej potyczce. Po raz kolejny potwierdzało się, że przyjęcie rudego do załogi było dobrą decyzją.
- Buxton pewnie wyszedł z tego bez szwanku, hm? - spytała tak spokojnie i obojętnie, jak tylko była w stanie, żeby Yett znów nie zaczął jej upominać.
- Nie wiem. Wyjdzie przez okno - wzruszyła nieznacznie ramionami. - To nie pierwszy raz, kiedy załogi się pożarły i nie ostatni. Są tylko trzy wyjścia: albo któreś z nas zdechnie, albo się pogodzimy, albo z czasem się... mh... przedawni.
Skrzywiła się, bo gdy mówiła, głowa pękała jej jeszcze bardziej. Nie wiedziała, która opcja potencjalnie miałaby się sprawdzić w ich przypadku, ale zakładała, że na pewno nie druga. Żadne z nich nie było skłonne do przeprosin, a Buxton to nie Hewelion, Verze nie zależało na zachowaniu dobrych stosunków. Mogli trzymać się do siebie z daleka, byle tylko nie zajmował dla siebie całej pieprzonej karczmy.
- Grunt, że wszyscy żyją. Odpocznę teraz - zadecydowała. - Muszę... dojść do siebie szybko. Chcę wypłynąć jak najwcześniej, najlepiej jutro, chociaż...
Wszystko zależało od tego, w jakim będzie stanie. Skrzywiła się i poprawiła na poduszce.
- Weswald będzie mi potrzebny. Zna okolice Tsu'rasate.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

928
POST BARDA
- To nie był najlepszy sposób. - Odpowiedział Verze Corin, nachylając się nad nią nieco niżej, by rozmowa, choć niewiele znacząca dla kogoś z boku, była tylko ich, tylko prywatna.

Szpitalik nie był złym miejscem. Choć pełen zapachów specyfików używanych przez Labrusa, ciasno poustawianych prycz, z przyćmionym światłem i zdecydowanie zbyt wieloma osobami w środku, stanowił dość spokojną, cichą przestrzeń dla chorych. Vera nie musiała starać się zbyt mocno, by się odprężyć, szczególnie w momencie, gdy czuła dłoń Corina odgarniała jej włosy z czoła.

- Na Buxtona najwięcej się rzuciło! Ale twardy z niego chuj!

- Panie Krome.
- Labrus zaprotestował po raz kolejny, a ostry ton sugerował, że lekarz tracił cierpliwość. - Na co pan tu jeszcze czeka? Nie możemy zrobić dla pana nic więcej.

- Cisza, spokój, Olenka śliczna, to po co mam iść?
- Żartował krasnolud, któremu najwyraźniej niespieszno było do powrotu do załogi. Po rejsie, należało oporządzić Albatrosa, by był gotowy do kolejnego wypłynięcia. Nietrudno było się domyślić, że zarządzanie statkiem Osmar zostawił Hewelionowi.

- Nalegam. - Marudził Labrus.

- Kurwa, chorego wyrzucają! No nic. - Osmar szybko odpuścił. - Chodź, Corin, zobaczymy, co robią nasze psubraty. A kapitan ma odpoczywać! O Weswalda się nie martwić, wyciągniemy go stamtąd, pizdojebcę!

***

Nikt nie przeszkadzał Verze przez resztę dnia. Po upewnieniu się, że kapitan jest na dobrej drodze do dojścia do siebie, Labrus wmusił w nią jakąś miksturę i wkrótce okazało się, że rzeczywiście był to napar mający ułatwić jej sen. Nie męczyły jej koszmary, ale też nie mogła cieszyć się niczym przyjemnym - zapadła się w brak przytomności jak kamień opadający na dno, tylko po to, by otworzyć oczy niemal moment później.

Na zewnątrz było ciemno i cicho. Światło wpadające przez bulaj należało od odbitych w powierzchni spokojnego morza gwiazd. Choć na Harlen częste były zabawy do białego rana, tym razem panował spokój. Marzynarze Dłoni odpoczywali, pozwalając również dochodzić do siebie rannym. W szpitalu były jeszcze co najmniej trzy inne osoby.

Olena poruszała się po pomieszczeniu jak duch, ubrana w białą sukienkę, przepasaną jedynie szarawym fartuszkiem. Znalazła drogę do łóżka Very, podniosła poduszkę, leżacą na posłaniu wcześniej zajmowanym przez Osmara. Złapała ją w obie dłonie, wahała się dłuższą chwilę, nim obróciła się do Very.

- Ojej... nie śpi pani? - Zdziwiła się delikatnie.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

929
POST POSTACI
Vera Umberto
Gdy obudziła się drugi raz, głowa nie bolała jej już tak bardzo. Cisza i spokój, a do tego kilka godzin niezakłócanego niczym snu, pozwoliły jej chyba powoli zacząć dochodzić do siebie. Noc planowała spędzić w swojej koi, ale ta tutaj w sumie nie była taka zła. Nikt jej w niej przynajmniej nie rozpraszał.
Przez dłuższą chwilę podążała spojrzeniem spod półprzymkniętych powiek za plączącą się po pomieszczeniu Oleną. Przeszło jej przez myśl, że dziewczyna naprawdę zrobiła ogromne postępy, odkąd trafiła na pokład Siódmej Siostry. Wtedy potrafiła co najwyżej obwiązać ranę i zszyć ją, gdy była taka potrzeba, ale brakowało jej wiedzy, jaką zapewniła jej współpraca z Labrusem. I pomyśleć, że Hewelion był tak zachowawczy i ostrożny, gdy Vera prosiła go o to, by jego pokładowy lekarz wziął młodą na szkolenie. Teraz miał asystentkę, bo choć żeglowali na dwóch różnych statkach, to od dłuższego już czasu Siódma Siostra i Dłoń Sulona sporo pływały razem, więc i tych najbardziej rannych zbierało się w jedno miejsce. Nie wyszedł na tym chyba tak najgorzej, chyba że felczerka płakała pięć razy dziennie - Vera tego nie wiedziała.
Poczuła ukłucie rozbawienia, gdy Olena przez moment sprawiała wrażenie, jakby szykowała się do uduszenia swojej kapitan poduszką po Osmarze. Ale to było tylko wrażenie, prawda? Głupi pomysł, podsunięty przez zmęczony umysł. Zresztą, nie miałaby szans... prawdopodobnie. Umberto nie była pewna, ile sił odzyskała.
- Nie - odpowiedziała cicho i poprawiła się w miejscu. - Ale pewnie zaraz pójdę dalej spać. Znając życie nie pozwolicie mi się stąd ruszyć.
Z powrotem ułożyła głowę prosto, wbijając wzrok w drewniany sufit.
- Ostatnio ciągle coś, hm? Dużo masz na głowie ostatnimi czasy - zagadnęła. - Za jakiś czas znów popłyniemy na Erolę. Wszyscy wtedy odpoczniemy.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

930
POST BARDA
Sygnały były subtelne. Olena zacisnęła palce mocniej na poduszce, zmięła ją lekko, przygryzła wargę. W jej głowie trwała walka, o której tylko ona sama mogła wiedzieć. Rozbawienie Very kazało jej jednak wrócić do rzeczywistości.

- Jak się pani czuje? - Zagadnęła felczerka, ale jasnym było, że jej myśli są nieobecne. Pytała, lecz odpowiedź nie mogła mieć mniejszego znaczenia, jakakolwiek by nie była. - Nie, doktor kazał zostawić tu panią przynajmniej do ranka...

Kolejne słowa Very były czynnikiem, który musiał wyzwolić w Olenie coś, co ta przez długi czas musiała starać się ukrywać. Jej dłonie zadrżały, a poduszka wypadła z nich, lądując na podłodze. Zaraz za nią poleciały krople łez, szybko spływające po policzkach Olenki.

- Ja już tak nie mogę, pani kapitan! - Podskarżyła się dziewczyna, opadając kolanami na poduszkę. Oparła głowę o brzeg koi Very, starając się ukryć narastającą rozpacz.
Obrazek

Wróć do „Wschodnia baronia”