Bastion Khudamarkh

511
POST BARDA
Wśród ludności pałacu zapanował chaos. Orkowie, gobliny, ludzie - wszyscy na nowo zaczęli biegać, uganiając się za nowymi sprawami, gdy smok zniknął, ale wraz z nim również Kharkun. W tłumie brzmiały pojedyncze płacze. Przywódca był stałą, która nagle zniknęła. Wiele stworzeń nie wiedziało, jak ma dalej postępować, dlatego rozkazy rzucone z ust Kamiry były nie tyle dobrze widziane, co wręcz wyczekiwane.

- Tak, pani! - Rzuciła jakaś goblinka, nim oddelegowała zadania również swoim pobratymcom. Każdy miał znaleźć inną osobę i sprowadzić ją tak szybko, jak to możliwe! Maraga nie zamierzała wykonywać poleceń, skrzywiła się w kierunku Kamiry i ruszyła swoją drogą, by doglądać pracy w innej części pałacu. Przegapiła okazję pyskówki z Kamirą.

Avon uniósł dłoń, by potrzeć się po własnej brodzie. W niepokoju, jaki panował dookoła, on wydawał się aż przesadnie spokojny.

- Zorganizujemy naradę. - Zgodził się z Kamirą. - Ale ty powinnaś już stąd odejść, czarodziejko. Dość namieszałaś. - Skomentował jej plany, starając się jednocześnie sprowadzić ją na ziemię. To, że Kharkun zginął, nie oznaczało, że będzie decyzyjna, nawet jeśli miała smoka. - Venla nie jest dość szanowana. Q'beu podobnie, to nie Karlgard, żeby patrzeć na moc magiczną. Ghoraka nikt nie posłucha, jest pośmiewiskiem wśród straży. Wedle zwyczaju, po próbie siły władzę powinien przejąć ten, który zabił poprzedniego wodza. - Ciemne oczy Avona przeniosły się na moment na smoka. Cassim był poza wyborem. - Będą dalsze próby siły. Gdybym miał stawiać na kogoś pieniądze, byłby to Burgher. - Dodał mimochodem, nieco ciszej, pozwalając sobie na osobisty wybieg. Jego pewność siebie dowodziła, że jest niezastąpionym zarządcą domu panującego. Ktoś, kto chciałby się go pozbyć, popełniałby duży błąd. Nitk w Bastionie nie potrafił zarządzać ludźmi tak, jak Avon.

Azeliel trzymał się blisko czarodziejki.

- Gówno! Kazał nas wyprawić do drogi. - Nie zgodził się z Kamirin. - Miał nam nawet dać obstawę, żebyśmy dotarli w jednym kawałku i wrócili! A teraz?! Teraz możemy sobie błądzić po pustyni. - Marudził pod nosem.

Smok był od nich w pewnym oddaleniu, więc musieli się zbliżyć, nim mogli bez problemu rozmawiać. Kamira mogła poczuć, że od podłoża wciąż bije żar, jeszcze większy od tego, gdy słońce nagrzeje piasek. Miała szczęście, że na jej stopach wciąż pozostawały buciki. Cassim siedział na zwalonej belce, do niedawna podtrzymującej sufit. Wyglądał na zadowolonego; jego oczy iskrzyły się dziwnym blaskiem, a na ustach błąkał sie uśmiech. Wiatr strącił mu kaptur z głowy i teraz targał ciemnymi kosmykami. Wśród podtopionych gruzów odstawał jak kropla krwi na białym prześcieradle. Cassim nie odpowiedział na zadane pytanie.

Bastion Khudamarkh

512
POST POSTACI
Kamira
Na szczęście nie wszyscy mieli problem z dostosowaniem się do poleceń. Narada wymagała obecności najważniejszych istot w bastionie. Tak się składało, że kilku wciąż tutaj brakowało. – To Kharkhun wybrał swój los. Ostrzegałam go. Nikt nie będzie więcej poniżał Ghoraka. Mógł już nie mieszać. —

Może i miał racje w kwestii szacunku, doskonale wiedziała, że nie był to Karlgard, ale co stało na przeszkodzie, by Bastion stał się nieco bardziej... Cywilizowany, inny? Era orkowych watażków mogła właśnie mijać. – W takim razie wygląda na to, że Cassim rządzi albo ja. Czyli mogę wybrać następcę, zgodnie z zasadami. — Tupnęła. Orkowie mieli zasady, które przestrzegali tylko, gdy były im wygodne, takie to było... Typowe, bowiem nie spodziewała się usłyszeć niczego więcej niż dalszych prób, bo jednak zabójcy Kharkhuna nikt nie chciał. – To prawda, że Burgher jest doskonałym wojownikiem. —] Wtórowała, bo to była prawda. Mimo to nie czuła jakby Burgher miał zostać jedynym i największym władcą Bastionu. Przybocznym władcy i szefem straży i armii owszem. Kwestia zarządzania posiadłością była jasna, Kamira jej nawet nie poruszała, bo każdy wiedział, że to rola Avona i to pozostanie bez zmian. – No i zobacz. Gdyby tak było, to nie próbowałby ukatrupić w sali mnie i Cassima. Tak samo nie testowałby lojalności Ghoraka i nie chciał sprzedać go do Suflandii. Nie mogłam na to pozwolić. Chyba że chciałbyś sobie z nim skakać do gardeł całą drogę. Dobrze wiemy, jak by się to skończyło, za jakiś czas. — Skrzywiła się mocno i zmarszczyła rozzłoszczona brwi na elfa – Poza tym, nie zgodził się na propozycje Kherkhima i chciał nas posłać na elfy... — Zrobiła przerwę – ...Ciebie też chciał z powrotem. — Odwróciła się do niego plecami, jakby nie chciała go oddawać. – Poza tym. Mamy zespół. Qlaira i pozostałe z nami pójdą, teraz też są już wolne. Przydałby się nam tylko jakiś dobry przewodnik — Bo o ile zespół miała złożony i coś tam mogli przetrwać, to wciąż nie mieli eksperta od pustynnej podróży. Smok co prawda mógł obserwować teren z góry i co jakiś czas ich ostrzegać to nie wierzyła, że jego inne potrzeby i fizjonomia uczynią go odpowiednim do tej roli. – Poza tym... Zawsze możemy polecieć na Cassimie... Może nas podwiezie — Rzuciła cicho w eter, jakby był to zupełnie szalony plan – ... Wiem, wiem, nie umiemy latać i to pewnie straszne, ale chyba innej możliwości na szybszą drogę nie będzie —

A Cassim? Cieszyłą się, że wrócił do normalnej postaci. Czuła, że nie będzie brak udziału w wyborach z własnej woli. Pozostało czekać na Venlę... Tylko jak ona zareaguje. Kamira już zaczynała się mentalnie chować w piasku, bo spodziewała się czegoś gorszego niż bury.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

513
POST BARDA
Wróciły gobliny z misami pełnymi owoców, nawet nie musiały pytać, dla kogo była to przekąska. Z początku z pewnym wahaniem, następnie o wiele śmielej, powędrowały w kierunku Cassima, by złożyć przed nim dary jak przed nowopoznanym bożkiem. Kobiety przekrzykiwały się w pozdrowieniach:

- Królewiczu, najsłodsze melony dla ciebie!

- Nie, tu są soczyste pomarańcze! Dla ciebie, panie!

- Najlepsze banany! Banany dla ognistych władców!

- Zabieraj te banany! Ja tu mam winogrona! Słodkie jak słodki jesteś, panie, ty i twoja obecność!

I choć niemądre stworzenia zostawiły dobra przed przerażającym smokiem, wkrótce zaczęły kłócić się między sobą, konkurując o uwagę Cassima. On sam nie wydawał się być zainteresowany owocami. Zamiast przyglądać się przekąskom, uniósł oczy ku niebu i zamyślił się na moment, odcinając od wrzasków goblinic, ale też słów wszystkich pozostałych osób.

Avon westchnął lekko, przyjmując do wiadomości, że Ghorak jest poza zasięgiem, jeśli chodzi o kpiny. Musieli o tym usłyszeć jeszcze inni orkowie. Z drugiej strony, czy sprawa Buliona tylko nie pogorszy się, gdy Kamirin zabraknie w Bastionie? Nie mogła ciągle przy nim stać i pilnować, by ktoś go przypadkiem nie obraził.

- Zgodnie z zasadami, kandydaci staną do walki. - Poprawił Kamirę Avon. - Nie możesz ustalać nowych zasad, które tylko tobie pasują. To nie ludzie, którzy posłuchają głosu rozsądku. - Przypomniał jej. Żył między zielonymi dość długo, by nauczyć się tego, czego Kamira jeszcze nie rozumiała. - Tu nie liczy się rozsądek, tylko siła.

- Kurwa, no jasne, że tak jest. - Azeliel dalej klął, ale zaczął się już uspokajać, gdy emocje powoli opadały. - Kharkun testował Ghoraka, ale to nie znaczy, że zmieniłby zdanie co do nas. Cholera, teraz to i tak bez znaczenia, co chciał, a czego nie. - Zauważył elf. Bez Kharkuna, nie było władcy, który mógłby czyhać na ich życie. Nie zaszli pozostałym orkom za skórę jeszcze tak mocno, by nowy przywódca chciał ich zabić. - Bez Kharkuna przyjdzie mi zbierać manatki. - Skrzywił się delikatnie. Zmiana władcy wiele zmieniała w jego przypadku. - Do Karlgardu możemy pójść razem. Potem, nie wiem. I nie, nie polecimy na smoku. Chyba, że chcesz mieć na głowie od razu całą Akademię, która będzie chciała go zajebać po raz drugi!

Pojawił się Ghorak, który wcześniej rozsądnie uciekł, gdy pałac zaczął się walić. Wyglądał na tak samo przerażonego, jak wszyscy inni, który zdążyli już zebrać się wokół Kamiry. Młody ork nie wyglądał na takiego, który chciałby stanąć w szranki z Cassimem. Zerkał na niego szeroko rozwartymi oczami, jakby ducha zobaczył. Nie był to przecież duch, a jedynie smok! Wkrótce naszedła również Venla, a wraz z nią Q'beu. Oboje byli zziajani, musieli w pośpiechu przybyć z daleka, gdy tylko zobaczyli w oddali bryłę cielska smoka. Kiedy zbliżali się, Kamira poczuła nagle uderzenie gorąca, jak również znajome mrowienie w kończynach, sugerujące kolejną oscylację mocy w jej ciele.

Bastion Khudamarkh

514
POST POSTACI
Kamira
Gobliny jak każdy widział, zdecydowały się zabawiać smoka, jakkolwiek uciążliwe by to nie była, ciekawiła się, jak to się skończy. Sprawa Buliona mogła się pogorszyć, ale był tutaj też przecież Burgher, który teraz również mógł coś na to wszystko poradzić. Poza tym, jak już odzyska mowę, to wszystko to, co złe się dla niego skończy.

Czarodziejka westchnęła ciężko, bo była to prawda, Avon miał racje, ale co do goblinów. Skoro orkowie potrzebowali pokazu siły, to pokaz siły magicznej i spopielenie przeciwnika przez Q'beua również powinno mu zapewnić władzę. – A skąd ja miałam wiedzieć co sobie myśli, co? — Spytała elfa, jakby jasno dając mu do zrozumienia, że czytać w myślach to nie potrafiła. – Mógł go nie prosić, o pozbawienie mnie głowy to by się to inaczej skończyło, poza tym prowokował go straszliwie i nie mogłam na to dłużej pozwolić. — Wyjaśniła, choć również dość mgliście, dla Kamiry sprawa była prosta. Albo Bulion miał pozbawić ją głowy, albo zostanie oddany pani Suflandii i pewnie straci możliwość odzyskania mowy na dobre. To było zbyt dużo dla Kamiry a tak... Przynajmniej spełniła obietnicę, jaką złożyła Ghorakowi jeszcze w lochu. Skrzywiła się, doskonale rozumiejąc sugestie Azela w kwestii latania na smoku, co prawda mógłby ich podwieźć... Kawałek, wtedy chyba problemu by nie było, czyż nie? – No ale chyba kawałek to nic się nie stanie, co? — Nadejście czarodziejów przyprawiło Kamirę o lekki uśmiech, szybko się on jednak rozmył, po tym jak uderzyło w nią gorąco. Wyglądało na to, że teraz to i za wioskową sztukmistrzynie nie porobi...

– Wreszcie jesteście — Zawołała do magów – Trzeba będzie zaprowadzić porządek i wybrać nowego wodza. Macie również okazje samemu nim zostać. — Wtedy zerknęła na Avona – No co? Magiczna siła to dalej siła... — Rzuciła spojrzenie Q'beowi. To chyba wszystko jedno czy pokaz opierał się na ucięciu głowy, czy spopieleniu przeciwnika. – Pani Venlo. Teraz może pani uzdrowić Ghoraka, tak jak obiecała. Będzie mógł sam powiedzieć czy chce walczyć o władzę — Zmrużyła oczy. – Jest mało czasu. —

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

515
POST BARDA
Avon zacmokał i pokręcił głową, za to Azel wydał z siebie nieartykułowane warknięcie zdenerwowania, gdy odrzucił głowę w tył, jakby prosząc o wsparcie samego Drwimira.

- Będziesz zabijać każdego, kto będzie prowokował ciebie, albo Buliona? Pozwól mu walczyć o własny honor. - Ofukał elf Kamirę. - I... nie wiem! Pytaj Cassima! Jakbym był smokiem, to raczej nie chciałbym nikogo wozić na plecach, psiamać...

Dłonie Kamiry zacznały piec, jakby z każdą chwilą ich temperatura wzrastała. Uczucie nie było jednak nieprzyjemne. Wręcz przeciwnie, ciepło, które ją rozpierało, było znajome, całkiem rozkoszne. Jeśli Cassim miał jakiś udział w tym, co działo się z Kamirą, nie dawał tego po sobie poznać. Wciąż patrzył w niebo, z lekko zmrużonymi oczyma cieszył się słońcem, nie zwracając uwagi na skaczące dookoła niego gobliny z owocami.

Q'beu wraz z Venlą podeszli do Kamiry. Oboje mieli zaczerwienione twarze i dyszeli ciężko, gdy bieg nie był odpowiedni do ich kondycji i wieku.

- Kamirin, nowego wodza? Czy ty... zabiłaś Kharkuna? - Dopytał Q'beu. Venla zasłoniła usta dłonią. - Mówiłem, że do tego dojdzie, duszko. - Rzucił mag do partnerki. - Że ta krnąbrna dziewczyna napyta nam biedy! Magiczna siła nie liczy się dla orków. Oby inne Bastiony nie usłyszały o tym zbyt szybko. - Dodał mimochodem, jakby do siebie. Brak wodza był sporym osłabieniem.

- Nie mogę uzdrowić go zbyt szybko! - Powiedziała Venla, ledwie trzymajac się przez przyspieszony oddech i przejęcie sprawą. - To wymaga czasu, Kamirin, to nie jest łatwe. - Wytłumaczyła pobieżnie. Spojrzała na Buliona, który zbliżył się do grupy. - Ghorak, mój chłopcze, pomogę ci, ale z tym nie wolno się spieszyć. Wszystko musi być zrobione idealnie. Kamirin... lepiej będzie, jak opuścisz Bastion.

- Zabierz Azeliela, zabierz smoka. - Dodał Q'beu.

- I nigdy więcej nie wracajcie. - Dokończył Avon. Nikt nie chciał jej rządów między orkami. Nikt nie doceniał, co dla nich zrobiła.

Cassim podniósł się z miejsca. Gobliny rozstąpiły się przed nim jak orszak, przepuszczając go między sobą. Mężczyzna podszedł do grupy, jednak nie odezwał się ani słowem. Był gotów na rozkazy czarodziejki.

Bastion Khudamarkh

516
POST POSTACI
Kamira
– Tak, bo jak widać to jedyne co działa — Odrzekła uparcie do elfa. – Gdy starałam się robić inaczej wszystko się i tak waliło. Teraz przynajmniej widzę co się wali gdy sama zdecyduje, że ma się zawalić. Już zapomniałeś, jak mnie ugościł, jak dobrowolnie do niego przyszłam? Albo jak bardzo Quetapina nie obchodziło to co zrobiłeś? — Ciągle fuczała, mimo starania, by utrzymać wszelkie nerwy na wodzy, to jednak była zła i nie mogła wiecznie nad sobą panować. Skoro inni nie musieli tego robić, nawet władcy to ona też nie musiała. Jej warunki dyktowała jedynie magia.

Nie do końca rozumiała to dziwaczne uczucie, czuła przepływ magii, może nawet i zbyt duży, może i za mały. Niby było przyjemnie, przez chwilę, ale czy to zamierza się tak utrzymywać? Nie miała pewności co do tego, ale miała do innej rzeczy, do tego, że musieli za jakiś czas wyruszyć, skoro już nic nie stało im na drodze. – Nie, sam się zabił. — Odparła do Venli – Nie wiedział kiedy przestać, władza uderzyła mu do głowy już dawno, skoro był w stanie prowokować smoka w sali tronowej. – Ostrzegałam go, że tak się to skończy jeśli nie posłucha. No i nie posłuchał. Poza tym obiecałam to Ghorakowi pierwszego dnia — Wyjaśniła Venli, wciąż czuła uniesienie związane ze złością i dziwnym ciepłem, jakiego właśnie doświadczała. – Biedy? Może następny wódz będzie was naprawdę szanował, a nie traktował jak szmaciane lalki... — Dodała Q'beowi. Musiałą zdawać sobie sprawę z tego jak na tym wszystkim wychodziła Venla, bo nie najlepiej.

– No i teraz masz wystarczająco dużo czasu bez zawracania sobie głowy wymysłami Kharkhuna. Napraw Ghoraka... — Zrobiła na chwilę przerwę – A to wy jeszcze nie wiecie, że i tak musimy wyruszyć? Może gdyby Kharkhun, choć odrobinę liczył się z czyimkolwiek życiem, to by tak nie skończył... Wątpię, że bylibyście w stanie nas naprawić po tym co poszło nie tak w rytuale — Westchnęła ciężko, zerkając ukradkiem na Azela, a potem na Venlę. – Tak się składa, że mamy do załatwienia istotne sprawy w Karlgardzie więc za szybko nie wrócimy. — Również z dosyć niezadowolonym spojrzeniem wpatrywała się w Avona i Q'beua. – Tak? Mamy nie wracać? — Wzięła głębszy oddech i ruszył w kierunku Cassima. – Chodź Cassimie, weźmiemy naszą część złota i zębów. — Powiedziała do smoka, by zaraz potem rozejrzeć się za jakimś sługą – No, prowadź nas! — Odezwała się do takowego. Nie miała zamiaru wybywać na zawsze bez zabrania ze sobą tego co się im należało. W końcu... Zdobyli Bastion, pokonując jego wodza. Skoro ich nie chcieli, to mogli również pożegnać się z częścią skarbu. – I przynieść mi mój mieczyk! — Wrzasnęła. Już nie obchodziło ją, co sobie ktoś o niej pomyśli. Jak miała się stąd zbierać, to tak chciała zrobić, ale nie bez zabezpieczenia. Złoto przyda się w Karlgardzie. – I powiadomcie Qlairę i Bimizzę, że jutro rano wyruszamy. — Poinformowała przy okazji wszystkich, że miała zamiar zastosować się do ich wygnania. Wtedy też ponownie spojrzała na Azela – To chyba jeszcze słonie tylko będą potrzebne i będziemy mieli na jutro wszystko — Spojrzała, jakby to on miał je załatwić. Po prawdzie, chociaż to mógł zrobić. Dzięki temu będą raczej gotowi na jutrzejszy wyjazd. Kamira mogła dodać sobie nowe tytuły do kolekcji

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

517
POST BARDA
Rosnące emocje Kamiry miały wpływ na jej rozmówców.

- Głupia! - Warknął Azeliel. - Jesteś jeszcze głupsza od tych wszystkich orków! Jak ci się nie podoba, co mówię, to mnie też, do cholery, wysadź! Albo spal! - Elf znów tracił zdrowy rozsądek. Dowodem na to było nagłe, ostre pchnięcie, które zaserwował Cassimowi, uderzając go barkiem. Smok zachwiał się na nogach i musiał zrobić kilka szybkich kroków, by utrzymać równowagę. - No dalej, Cassim! Żeśmy żarli razem węża, a teraz co, mnie spalisz?!

odepchnięty mężczyzna stanął na nogach pewniej, choć w pewnym oddaleniu od Azeliela. Najwyraźniej nie zależało mu, by go prowokować, choćby i bliskością swojego ciała.

- Jeśli wyzwolicielka rozkaże. - Wyjaśnił uczynnie, zakładając na głowę kaptur swojego pomarańczowego płaszcza. Jego oczy skryły się pod materiałem i włosami, gdy opuścił głowę w służalczym geście.

- Poszaleliście wszyscy! - Krzyknął Azel wyrzucając w górę dłonie. - A teraz jeszcze ta najbardziej szalona ma w rękach narzędzie zniszczenia! Kurwa! Weszłaś z butami do Bastionu i masz żal o małe więzienie albo tamto małe co nieco! Jesteś dziewczyną, tu tak to działa! - Wyjaśnił. - I chyba ci się podobało, bo przyszłaś po to kolejny raz. - Na twarzy elfa wymalował się niebezpieczny uśmiech. Kamira wyłapała, że jego dłoń znalazła się niebezpiecznie blisko pasa, gdzie zazwyczaj trzymał swój sztylet. Ten sam, którego Kamira jeszcze mu nie oddała. Z pewnością jednak znalazł sobie nowe narzędzie mordu.

- Azelielu! Wystarczy. - Do pionu musiała przywołać go Venla. Wystąpiła przed szereg, jakby podświadomie chciała stanąć na linii między elfem i młodą czarodziejką.

Za to Kamira poczuła w dłoniach przyjemne ciepło, jakby magia rwała się ku światu. Czy nie byłoby to łatwe - wysadzić Azelowi głowę? Albo coś innego, gdy tak lekko kpił z krzywdy, jaką jej wyrządził?

Ghorak wydawał się zaskoczony, gdy jego imię padło w konwersacji. Nie mógł się do niej włączyć, więc tylko fuknął przez nos i wydał niezadowolony pomruk. Pokręcił lekko głową.

- Kamirin, nic nie rozumiesz. - Q'beu nie owijał w bawełnę. - Bez silnego przywódcy Bastion upadnie. Siła wiąże się z traktowaniem innych jak, jak to nazwałaś, szmaciane lalki. Azeliel pokazał siłę nad tobą. Kharkun trzymał w ryzach całe miasto. - Mag potarł się po brwi zastanawiając, czy tłumaczenie tego wszystkiego ma w ogóle jakiś sens. - Kto według ciebie ma go zastąpić? Kherkim, któremu w głowie tylko kapłani Krinn i podróże? Czy Ghorak, który lepiej włada igłą niż toporem?

- Q'beu! - To Venla znów stała na straży dobrego smaku i pilnowała, by nikt nie powiedział zbyt wiele. - Dość. Wszyscy... po prostu dość. - Zarządziła. - Kamirin, nie możesz zabrać złota i zębów. Królewski skarbiec jest... praktycznie pusty.

Cassim, który już podawał Kamirze ramię, na którym mogłaby się wesprzeć, westchnął z niezadowoleniem. Sprawy złota były dla smoka ważne.

- To bardzo niefortunne. - Mruknął, ale czarodziejka wyłapała buzujące pod przykrywką spokoju emocje. Gdy mógł zdobyć nowy skarbiec, okazywało się, że złota nie było!

Gobliny były na każde skinienie Kamiry i Cassima. Gdy zaczęła rzucać rozkazami, rozbiegły się bez ładu i składu, zapewne naprędce obierając sobie cel w głowie. Do uszu czarodziejki dobiegło kilka dalekich okrzyków: "królowa! królowa!"

Bastion Khudamarkh

518
POST POSTACI
Kamira
Miała ochotę wybuchnąć na każde ze słów, jakie rzucał w jej kierunku elf. Poniekąd każde jedno było równie bardzo krzywdzące jak to, co wtedy zrobił, zupełnie jakby nie rozumiał, że jej też jest teraz źle, że to nie tak, że wszystko przyszło jej łatwo. Znów wychodził z niego straszliwy egoista, taki z którym chciała mieć coraz mniej wspólnego. Była w szoku obserwując, jak elf prowokował smoka, zupełnie nie wiedziała, co powinna w tej chwili zrobić... Kazać mu go spalić? Nie zrobić nic? A może kazać go ogłuszyć, by miał czas dojść do siebie? Zamarła na chwilę gdy popchnął smoka. Nie wydawała żadnego rozkazu.

To jak Azel szalał. To był prawdziwy szał, ale bała się, że jakikolwiek rozkaz, jaki wyda, zostanie źle zinterpretowany. Przecież, gdyby kazała go uciszyć, to najpewniej ktoś wyrwałby mu głowę, a przecież nie o to chodziło. Dalej ją obrażał, mówił wszystko, jak gdyby to było nic, może dla niego było, ale jej... Jej było po prostu przykro. Wiedziała, że jest w stanie powiedzieć wszystko, bo nic się dla niego nie liczy, nic nie ma znaczenia, wszystko, co jej przedtem powiedział, było tylko mrzonką, nic niewartymi słowami. Udowodnił to już nie raz. Skrzywiła się mocno, jej usta się wykrzywiły, a twarz przybrała straszliwy grymas. – Zapłacisz za to. Lepiej zrób, co kazałam, dobrze ci radzę — Powiedziała. Nie miała zamiaru go palić. Miała znacznie lepszy pomysł. Skoro on jej odebrał coś istotnego i wcale nie poczuwał się do odpowiedzialności.

Więcej się w jego kierunku nie odezwała. Miała już plan jak sprawić by i on poczuł, co to znaczy, jeśli nie potrafił, choć odrobinę jej zrozumieć, to miała zamiar sprawić, że poczuje się równie źle.

Na całe szczęście przerwano mu i wtrącili się inni. W tej chwili nawet i Q'beu był lepszym rozmówcą niż elf którego gdyby tylko mogła, to by skopała i nie patrzyła, jak puchnie. Czuła, że wszystko, co sobie wyobrażała, nie miało szans przejść żadnej próby. Słowa maga do niej trafiały. Częściowo liczyła, że można zmienić orkowe podejście, ale czy naprawdę można było? Tego nie wiedziała. – Ghorak również dobrze włada toporem i wierze, że jeśli zechce, to jest w stanie to pokazać. — Odpowiedziała, ale brakowało w tym ognia, raczej... Powiedziała to niemal na odchodne, brakowało tutaj mocy, była zła, ale nie zła z rodzaju wściekła, raczej zła i przygaszona po tym jak zachowywał się elf. Mimo wszystko on miał racje, ale wodzem mógł w takim razie zostać każdy. – Skoro należy pokazać siłę i nie magię. To równie dobrze wodzem może zostać Cassim jeśli tylko pokona innych w pojedynku. I równie dobrze ja mogę jeśli wygram taki pojedynek... — Westchnęła ciężko – Nie, nie zamierzam. — odpowiedziała z pełnym przekonaniem, jakby wiedziała, że nie zamierza brać w tym udziału. To nie było dla niej, tak samo jak nie dla Cassima. – Pusty? Ale jak to pusty? — Również wyrysowało się na niej zaskoczenie. Właśnie w tej chwili poczuła się oszukiwana przez cały ten czas. – Ugh! Nie ważne. W takim razie klejnoty. — Obróciła się w kierunku goblinów – Słyszeliście? Jak nie ma zębów ani złota, to chcę tu widzieć wszelkie wartościowe i kolorowe kamyki. I nie obchodzi mnie czy zejdziecie po nie do podziemi, czy rozbierzecie jakąś świątynie. W podziemiach powinna ich być masa — Nie miała zamiaru rezygnować ze skarbów. Były jej potrzebne, potrzebowała ich w Karlgardzie. Szybko też zawiesiła spojrzenie na Venli – W ten czy inny sposób, potrzebuje funduszy na Karlgard i na inne rzeczy. — Czy się to smokowi podobało, czy nie, część nowego skarbu musieliby na coś poświęcić, nie śmiała jednak poprosić smoka o część jego prawdziwego złota. Nie zamierzała tego robić. To byłaby kolejny dług, którego nie byłaby w stanie spłacić. – Poza tym. Nie dostałam wciąż zapłaty za Rifaxi, za kapłana, za goblinich zdrajców i tak dalej. — Pokręciła głową, wiedziała, że nie ma tutaj czego szukać. – Idę do swojego namiotu. Tam wszystko przynieść. — Poinstruowała je, również skinęła na smoka, chciała, by zabrał się tam z nią. Miała dla niego małe zadanie. Zupełnie nie wiedziała jak zareagować na to wszystko.


Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

519
POST BARDA
Pozostawiony własnym wyborom Cassim postanowił nie palić Azeliela. Jego skryta w cieniu kaptura własnej szaty twarz nie zdradzała żadnych emocji. Kamira mogła tylko domyślać się, jak smok może reagować na tak otwartą prowokację.

Emocje brały górę, gdy Azeliel nie potrafił poradzić sobie z sytuacja i rzucał krzywdzącymi słowami na prawo i lewo, nie robiąc sobie wiele z odczuć tych, do których te słowa naprawdę były skierowane.

- Nie będziesz mi rozkazywać! - Warczał elf. - Chcesz mnie zabić?! Już mnie zabiłaś, gdy wetknęłaś we mnie swojego demona! Teraz to tylko powolne umieranie!

- Azeliel...

- Cicho, Venla! To twoje słowa! - Azeliel zarzucił starszej czarodziejce. - Tak samo, jak te, gdy mówiłaś, że istnieje znikoma szansa, że w Karlgardzie w ogóle ktoś nam pomoże. Słyszysz, Kamirin? Równie dobrze możesz wysadzić mi głowę tu i teraz. - Syczał. Stał zbyt daleko, by zrobić komuś krzywdę, ale nóż w dłoni był niebezpiecznym narzędziem przy żywej gestykulacji. - Mam, kurwa, dość! Jak mam umrzeć, to na moich warunkach!

- Azelielu, na litość, uspokój się! Nikt jeszcze nie umiera! - Venla była odważna. Zbliżyła się do mężczyzny nieco od boku, by położyć dłonie na jego ramionach. - Azelielu, musicie próbować.

- Odczep się! - Elf wyszarpnął się z uścisku czarodziejki i odszedł parę kroków. Unoszące się ramiona sugerowały, że stara się wziąć parę głębokich wdechów, by uspokoić nerwy.

Q'beu wyglądał na wielce zdegustowanego tym, co widział. Elf pokazał po sobie bardzo niskie zachowanie i starszy mag mógł zareagować jedynie wykrzywieniem ust.

- Turniej odbędzie się w ciągu najbliższych tygodni. - Wyjasnił Q'beu, tonem, który wprost sugerował, że nie chce mieszać się w rozmowy między Azelielem i kimkolwiek innym. Należało zmienić temat. - A skarbiec jest pusty, bo jak myślisz, czym Kharkun opłacił odbudowę miasta? Nawet z Rifaxi, kapłanem, zdrajcami... jesteś winna miastu więcej, niż wszystkie te klejnoty, które uda ci się znaleźć.

Gobliny nie były trudne do przekonania. Przekazując sobie rozkazy królowej, rozbiegły się tak szybko, jak wcześniej, gdy zlecono im przyniesienie jedzenia dla Cassima. Smok nawet go nie ruszył.

Nikt nie zatrzymywał jej, gdy postanowiła oddalić się do swojego namiotu. Namiot jednocześnie należał do Azeliela, ale oceniając po jego reakcjach, nie wyglądał, jakby miał ochotę spędzać czas z Kamirą. Gdy oddalała się, słyszała jeszcze jego dyskusję z Venlą. Nie wyglądało to dobrze.

Cassim podążył za swoją wyzwolicielką, cicho jak cień.

Bastion Khudamarkh

520
POST POSTACI
Kamira
Azel wcale nie przestawał. Nie miała już dla niego żadnych słów. Jak mógł obwiniać ją za to, że był słaby i dał przejąć nad sobą kontrolę demonowi? Jak śmiał to robić? Zaczynała się wręcz trząść ze złości. Zrobiła wszystko, co tylko mogła, by nie wybuchnąć jak czynny wulkan. Najbardziej jednak zabolało ją co innego, to co wytknął Venli. To dla Kamiry sprawiło, że wszystko było jasne. Rzuciła tylko jedno spojrzenie w kierunku starej magiczki. Jedno, bardzo krótkie i wymowne, nie wymagające dalszych komentarzy.

Nie mogła wiecznie opanowywać wściekłości, a to, że wszyscy szeptali za jej plecami, jej nie mówiąc nic, nie dzieląc się choćby nawet odrobiną informacji. Bardzo chciała, by ktoś wyznaczył jej kierunek. Nikt jednak nie chciał tego zrobić, każdy myślał, że będzie dobrze teraz, tak jak jest w dniu pełnym chaosu. Ubolewała nad tym mocno. Wcześniej jeszcze się starała, potem liczyła, że jeśli nikt nie chce jej wskazać właściwej drogi, to chociaż nie będzie jej w drogę wchodził. Jak się okazuje, znów się przeliczyła. Jak zawsze. Teraz tylko w jej głowie tlił się jeden rozkaz. Chciała spalić wszystkich, ledwie się powstrzymywała przed powiedzeniem tego na głos. Musiała się jednak wyładować. Potrzebowała dać upust temu wszystkiemu. Chciała mu nawrzucać, bardzo chciałą to zrobić, teraz widziała go tylko jak kupę słabego elfiego łajna, pewnie nawet czarny elf mógł przetrwać demona, ale oczywiście nie Azel, bo gdzież tam, gdzie tam miał siłę. – Jedyne co potrafisz to znęcać się nad słabszymi! Pizda z ciebie nie zabójca! I służalczy pies orków bez własnego zdania! Pies, który sprzeda przyjaciół i wszystkich dookoła! — Wrzasnęła do elfa.

Nie chciała w tej chwili oglądać nikogo, dosłownie nikogo. Słowa Q'beua nie miały znaczenia, ale miał racje. Kharkhun musiał przecież czymś zapłacić za... Właściwie co? Namioty? Był władcą, nie musiał płacić. Banda kretynów.

Jak tylko mogła to odeszła czym prędzej, płakała. Nie chciała już słuchać nikogo ani niczego, miała dość. Miała dość i elfa i bastionu i smoka i wszystkich. Jak tylko znalazła się w namiocie, to od razu zabrała się za swoje rzeczy i lampę. Dopiero potem zaczęła przegrzebywać śmieci Elfa, szukała jego szabelki. Jak tylko udało się ją jej wyciągnąć podała ją do Cassima. – Proszę. Strzeż tego. To będzie jego kara. Jeśli spróbuje ci to zabrać; uderz go, niech wie, że nie ma w tym głosu. Ma przygotować słonie. Jak nie pójdzie tego zrobić, zrób to znowu. Za trzecim razem. Spal go — Mówiła przez łzy. Skończyła się jej cierpliwość, zarówno do elfa jak i do wszystkich. Nie chciała teraz używać magii... Chciała, ale bała się, że inni dostrzegą jej niemoc. Sama również bała się ją dostrzec. Zwłaszcza teraz. Unikała tego... Jak ognia.

Potem... Położyła się gdzieś w namiocie. Potrzebowała chwili dla siebie, potrzebowała się wypłakać, bo jak zwykle, wszystko było nie tak. Możliwe, że Bastion nie zasługiwał na to, by w ogóle pozostał tutaj kamień na kamieniu... Co do tego, musiała się jednak jeszcze zastanowić. Sięgnęła też sztylet Azela, przyglądała mu się, nie zapomniała też o pierścieniu, jaki zabrała orkowej szamance, również spędziła czas na jego obserwacji. Chciała wiedzieć o nim więcej. Tylko na to mogła liczyć, na przedmioty które nie będą krzyczeć.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

521
POST BARDA


Na światło dziennie wychodziły nowe fakty, z którymi Kamira niezbyt sobie radziła. Nie można jednak było jej za to winić, bo ci, którzy mieli jej pomóc, zdawali się robić jej pod górkę z każdym sekretem.

Obrzucony wyzwiskami elf odpowiedział tym samym, choć w orkowym języku. Oszczędził Kamirze szczegółów. Cassim, który wciąż za nią podążał, nie zamierzał przerywać jej płaczu. Kamirin potrzebowała odreagować, a to był najłatwiejszy sposób. To - i wysadzanie ludziom głów.

Wśród śmieci elfa nie było wiele takich, które mogłyby się przydać. Haftowany kawałek materiału, jakby wydarty z sukni jakiejś panny. Złamane pióro z błyszczącą stalówką, parę książek, grzebyk, mały słoiczek z granatowym barwnikiem i wiele, wiele innych drobiazgów, zupełnie nieprzydatnych Kamirze. Była tam też szabla, którą Cassim przyjął z lekkim ukłonem.

- Nie położy na tym dłoni, jeśli tego sobie życzysz, pani. - Obiecał, a otrzymawszy zadanie, przypasał sobie broń i wyszedł z namiotu.

Niemoc Kamiry była wielką niepewną, gdy magia krążyła w jej ciele, jednak drażniące igiełki energii w palcach zdradzały, że nie do końca była w pełni sił. Coś się działo, coś, co zaczęło się wraz z Zaćmieniem i trwało, gdy Demon żerował na jej mocy.

Kamira miała spokój w namiocie, na łóżku, które niegdyś dzieliła z Azelem. Mogła widzieć drobne żłobienia na rękojeści sztyletu, w nikłym świetle podziwiała, jak pięknie lśnił pierścień. Jakimś sposobem wydawał się dopasować rozmiarem do drobnego paluszka czarodziejki. Nim jednak spostrzegła więcej, zmęczona płaczem i emocjami, zasnęła.

**

- Nie.

Stanowczy głos Cassima wyrwał ją ze snu. Wcześniejsze ciche rozmowy przebijały się przez warstwę podświadomości, jednak nie były na tyle napastliwe, by przedrzeć się do jej myśli. Dopiero teraz, gdy Cassim strzegł jej i powstrzymywał napastnika, mogła otworzyć oczy i ocenić, co się działo.

Sylwetka, która wyraźnie odcinała się od półmroku namiotu, musiała należeć do Azeliela, choć padające od wejścia promienie słońca maskowały jego twarz.

- Zapomnij. - Mruknął, a zrezygnowanie zastąpiło jego poprzednią złość. - Przekaż jej, że... Albo nie, niczego jej nie przekazuj. - Szybko zmienił zdanie, nie wiedząc, że Kamira słyszy jego słowa.

- Niech twój bóg wskaże ci drogę. - Pozdrowił go Cassim, zapewne wiedząc więcej, niż po sobie pokazywał.

- Taa. Wam też. Powodzenia. - Z tymi słowami elf odwrócił się, by wyjść z namiotu. Kamira mogła próbować go powstrzymać lub też dalej udawać drzemkę. Wcześniejsza wściekłość była zapomniana, choć podpuchnięte powieki zdradzały, że płacz pozostawił swój ślad na twarzy czarodziejki.

Bastion Khudamarkh

522
POST POSTACI
Kamira
Dokładnie tego sobie życzyła, by nie położył na tym ręki. Chciała go zdenerwować, by zobaczył, by poznał, że również potrafi wywrzeć na nim presje. Dziwne odczucia, które przeżywała, nie były dla niej łatwe do zrozumienia. Miała problem, nie potrafiła określić, co się stanie ani czy jest w stanie rzucić jakiekolwiek zaklęcie. Na pewno czuła, że traci energię i ciągłe jej zawirowania.

To jak pierścień się dopasował, wydawało się jej zupełnie naturalne. W końcu magiczne przedmioty wchodziły w rezonans z właścicielem i z czasem były tylko jego. Tak przynajmniej wierzyła, bo wielu magicznych skarbów komuś nie zagrabiła. Mimo to pierścień pasował do niej bardziej niż do orczycy.

Sen miał przynieść ukojenie i wydawałoby się, że przyniesie, jeżeli wszystko w świecie, który na chwilę opuściła, by udać się w odmęty innego, tego sennego, zostanie zrobione wedle jej poleceń. Tym razem naprawdę chciała wierzyć, że ktokolwiek się jej posłucha.

Obudził ją jednak głos, znała go, należał do smoka w ludzkiej postaci. Wcześniej coś słyszała, ale, czy było to w ogóle na tyle istotne, by się budzić? Wszyscy znali swoje polecenia, każdy wiedział, co ma robić, nie potrzebowali jej. Nie otwierała oczy, chciała spać dalej, mimo to zwyczajnie słuchała, czuła, że już nie zaśnie. Słyszała zakłopotanie i w głosie elfa. To był najwyższy czas, by poczuł cokolwiek. Brzmiał... Jakby się uspokoił, lecz czy Kamira się uspokoiła? Na pewno nie była zdenerwowana jak przedtem. Nie była jednak zupełnie spokojna, bo każde słowo, jakie słyszała, dalej wzmagało ten wartki niepokój. – UGH... Przecież ten głupiec — Rzuciła do siebie w myślach. Doskonale wiedziała, czym zakończy się ta elfia krucjata, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo do jakiego boga ani po co. – Oooh! No nie idź! Przecież nie możesz odejść od lampy no! Ja też nie mogę. Jeśli nam się uda, zrobisz, co zechcesz — W trakcie ostatniego zdania brzmiała na znacznie bardziej zrezygnowaną niż gdy zaczynała. Oczu nie otwierała, nie chciała na nikogo patrzeć. Słuchała jednak uważnie otoczenia, każdego drobnego ruchu i szumu, jaki mógł się tam odbywać.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

523
POST BARDA
Cassim pozostawał nieruchomy, siedząc obok jej posłania, pilnując spokoju Kamiry jak wierny pies. Powstrzymał Azeliela, który chciał się do niej zbliżyć. Powstrzymywał zagrożenia. Kamira mogła odpoczywać w spokoju.

Kiedy odezwała się, i tak już ledwie słyszalne kroki Azeliela ucichły całkowicie. Elf zatrzymał się przy wejściu do namiotu. Szelest jego ubrań i płacht tworzących schronienie sugerował, że obrócił się w miejscu.

- Wiem, że nie mogę. Ale muszę. - Odezwał się po chwili wahania. W jego głosie nie było złości. - Słyszałaś, co mówiłem: nie będę więźniem tego demona. Jeśli mam umrzeć, umrę. Venla dała mi tylko powolną śmierć, nie szansę. - Dodał, a po chwili znów się zreflektował. Zaśmiał się gorzko. - Chwila... ty nie wiesz, prawda? Kazała ukrywać to przed tobą. Nie wiesz, że gdyby nie pożyczyła mi swojej... esencji, czy jak to nazwała, demon dawno by mnie wykończył? Przecież już w świątyni, byłem jedną nogą z bogami. - Dodał, przez jego dotąd zrezygnowany ton zaczęły przebijać się emojce. Mówił nieco głośniej, a słowa drżały, jakby ledwie moment dzielił je od przekształcenie się w warknięcia. - To dlatego nie uleczyła jeszcze Ghoraka! Nie ma dość mocy! Sądziła, że co? Że będę jej wdzięczny? Za powolną agonię?! Za konieczność pasożytowania na jej mocy? - Złość narastała na nowo. - Chciała mnie sobie podporządkować, ale to kończy się dzisiaj. Żyję tylko dzięki pożyczonym dniom, a bez Kharkuna i tak czeka mnie tu śmierć. Kamirin, uciekaj stąd, jak najszybciej. Wsiadaj na swojego smoka i nie oglądaj się za siebie. Oni cię wykorzystują. - Azeliel wahał się przez moment, nie wiedząc czy rzeczywiście chce wypowiedzieć kolejne słowa. - Nie wierzę, że Q'beu popełnił taki błąd przypadkowo. A co, jeśli chciał rozerwać nasze dusze? Badać, jak się zachowamy?

Poruszenie od strony, gdzie siedział Cassim, zasugerowało, iż smok wstał z miejsca. Jeśli Q'beu był winny takiej zbrodni, należało go ukarać. Ale nie mieli żadnych dowód, jedynie słowa Azela.

Bastion Khudamarkh

524
POST POSTACI
Kamira
Cassim się słuchał, tylko jeszcze jak długo będzie to robił, aż znudzi się czarodziejką i zwróci się przeciwko Kamirze? Nie chciała nawet o tym myśleć jak wielki i kończący byłby to dla niej w tej chwili cios.

Kroki elfa ustały, jednak ją usłyszał, zdawało się, że skoro już rozmawiają, to nie zostawi jej bez wyjaśnienia, nawet jeśli równie często się kłócili i krzywdzili. Magiczka słuchała jego tłumaczeń. Nie wiedziała, czy może w nie wierzyć, czy mówi prawdę, czy ją okłamuje. Tak naprawdę... Po co miałby teraz kłamać? Po to, by zwrócić ją przeciwko pozostałym? By ich spaliła ku uciesze... Nikogo? Dla zemsty?

Jaki miało to sens jeśli i tak miał zdechnąć na własnych warunkach. Azelil zawsze brał, co chciał i wykorzystywał każdą okazję do zysku, zemsta... Byłaby dla niego zbyt prosta, prędzej po sobie spodziewałaby się takich kłamstw niż po nim. Magowie z Bastionu od początku coś ukrywali, utrzymywali Kharkhuna jako kogoś, kto rządzi, ale kto wie, jak wiele rzeczy robili za jego plecami, a przy wielu innych twierdzili, że nic się nie da zrobić? Kharkun również był ignorantem i to go zgubiło. Z drugiej strony, właśnie ignorancja pozwoliła mu przetrwać na tyle długo na tronie.

On tłumaczył, ale czy byłby w stanie wymyślić coś takiego na poczekaniu? Nie, nie byłby, ale wszystko to sprawiło, że Kamirze do głowy wpadł pomysł. Jeżeli tylko esencja Venli przytrzymywała go przy życiu... To może mogli w jakiś sposób ją czerpać, by przedłużyć czas, jaki im pozostał, do czasu aż rozwiążą sprawę demona. Co prawda wzmocnią tę istotę w ten sposób, ale czy mieli inne wyjście?

Nie odzywała się przez dłuższy czas, dopóki nie skończył. Myślała i wyciągała wnioski, teraz była w stanie to robić. – Nikt mi nic nie mówił, nigdy, skąd miałam wiedzieć? Podejrzewałam jednak, że coś zrobiła. A Q'beu? Podejrzewam, że nie wiedział, jak nam pomóc, sprawiał tylko takie wrażenie... Może rzeczywiście jesteśmy jednym wielkim eksperymentem. — Nie podnosiła się z łóżka, nie ruszała się. – Kharkhuna już nie ma. Możemy iść, gdzie chcemy, jak się uwolnimy od tej klątwy. — Starała się nie unosić głosu, wyjątkowo... Czuła się spokojnie, jakby jakiś ciężar spadł z jej barków. Ciężar tajemnic, jakich nie znała, nawet jeśli to wszystko było kłamstwem, to poczuła się lepiej. Zła, ale lepiej. – Azel... — Powiedziała ciszej, ale wciąż tak, by on to słyszał – Nie chcę cię sobie podporządkować... Jesteś zbyt cwany na to. Potraktujmy to jak wspólny pakt, dobrze? Póki demon żre nas oboje, żre nas wolniej. Zostań ze mną do czasu rozwiązania sprawy. Jeśli będę mogła, oddam ci swojej magii, ale nie za darmo. To będzie układ, w którym jeśli wszystko się powiedzie, pokażesz mi, jak to jest, być łotrzycą. Nauczysz mnie. A wtedy będę mogła zostać najlepszą, największą, najznamienitszą magiczko-łotrzycą w całym Urk-Hun! Rozumiesz? Ja dam ci coś teraz, ty mi dasz coś potem. Nikt nikogo nie wykorzystuje. — Nie chciała go zostawić, podniosła się, choć tak naprawdę podparła się tylko na rękach na łożu, wciąż nie wstała. – Może nawet... Nie będę musiała dawać ci swojej magii — Wtedy też uniosła lekko dłoń w górę, przyglądając się pierścieniowi, potem spojrzała na swój amulet, a potem też wskazała na broszkę Traxata, która gdzieś tez tu była.

– Cassimie... Ja... Nie wiem, jak robić takie coś, ale może ty wiesz i możesz mnie nauczyć? I... Możesz mu oddać jego rzeczy — Wyraźnie nie wydawała żadnego rozkazu ani polecenia by ukarał Q'beua czy kogokolwiek innego. Ostatnie zdanie dotyczyło Azela i jego pamiątek.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

525
POST BARDA


Cassim nie pokazywał sobą żadnych chęci sugerujących opuszczenie czarodziejki w najbliższym czasie. Póki co wciąż była jego wyzwolicielką, więc trwał przy jej boku, choć również wydawał się mieć swój rozum. Czarodziejka mogła obawiać się dnia, gdy uzna, że jej rozkaz nie pokrywa się z jego przekonaniami, jednak do tej pory smok wciąż dzielnie stróżował przy jej boku.

Rozgoryczenie wylewało się z ust Azela. Nie był kimś, kto mógłby mierzyć się z magami, ale czy tak łatwo wymyśliłby sposób na pogrążenie Venli i Pomyja? Tym bardziej, gdy był zdeterminowany, by odejść i poszukać przeznaczenia na pustyni!

- Nic ci nie mówili. Bali się ciebie, pani. - Zauważył Cassim z pewną nutą pochwalną w głosie. - Ale wykorzystali twoją niemoc.

- Jej niemoc, moją głupotę!
- Denerwował się Azeliel. - Gówno wiem o magii! Dlatego tak łatwo nas podeszli...! A my co?! Jeszcze im za to dziękowaliśmy?! Nie słodź mi teraz, Kamirin. - Dostało się również młodej czarodziejce, gdy ofukał ją, wciąż stojąc w wejściu do namiotu. - Póki ja żyję, wydłużasz swój czas. Tylko o to chodzi?!

- Zważ na swe słowa, przyjacielu. - Upomniał go Cassim. Musiał bronić Kamiry, ale do Azeliela również pałał sympatią, więc nie był tak ostry w uwagach. Elf siłą rzeczy musiał nieco spuścić z tonu. Skrzywił się, choć Kamirka mogła to wyczytać tylko ze sposobu, w jaki dalej mówił.

- Wiesz, jak oddawać mi magię? Skąd mam mieć pewność, że nie rozsadzisz mnie od środka? Zresztą, czy to zrobisz, czy nie... Co za różnica! - Głośniej przestąpił z nogi na nogę, a stelaż namiotu zatrzeszczał, gdy Azel oparł się o jedną z belek. - Niech Ci będzie. I tak, nie mam, kurwa, innego wyjścia. Tylko śmierć albo układ z tobą. - Burknął. Nie podobało mu się to rozwiązanie. Przestał być panem własnego życia, ale jeśli chciał je zachować, musiał oprzeć się na kimś, kto był silniejszy od niego pod względem magii i zrozumienia sprawy demona. Tym razem silny cios nożem nie pomógłby mu w niczym. - Jeśli przeżyję, nauczę cię, ile wiem. Ale nie tutaj.

Smok zachowywał swój zwyczajowy spokój. Odpiął od pasa szablę, po czym oddał ją elfowi, który przyjął broń z prychnięciem.

- Nie poznałem jeszcze dróg demonów. - Cassim odezwał się wymijająco. - Ale zaprowadzę was do magów. Do Karlagadu.

- To co robimy teraz? Wstawaj, Kamirin! Nie czas na spanie!! Musimy ich dorwać!

Artefakty Kamirin błyszczały nawet w nikłym świetle.

Wróć do „Wschodnia baronia”