[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

136
POST POSTACI
Vera Umberto
Poklepała jeszcze Weswalda pocieszająco w ramię, zanim zostawiła go ze wsparciem chłopaków. Ci nie mieli wyjścia, jak z nim zostać, bo została im przydzielona pierwsza warta. Vera ciekawa tylko była, czy mrocznego leczyło się tak samo, jak każdego innego elfa. Bo raczej powinien mieć wszystko w tym samym miejscu, co przykładowy wschodni, prawda? Brak jakiegoś nadzwyczajnego zainteresowania ze strony Ignhysa chyba właśnie o tym świadczył.
- To ja - uspokoiła Corina, widząc, jak ten sięga po sztylet. Przez chwilę stała w miejscu, wahając się, ale w końcu weszła do środka i zamknęła drzwi za sobą. Mężczyzna zapewne zakładał, że przyszła tu spać; może tak nie było, ale to nie znaczyło, że nie może położyć się choć na chwilę.
A kiedy to zrobiła, dotarło do niej, jak bardzo jej tego brakowało przez ostatnie tygodnie. Yett spał w lazarecie z resztą piratów, a za dnia pilnowany był przez medyków i żaden z nich nie pozwoliłby Verze władować się do jego wąskiego, szpitalnego łóżka. Cud, że mogli chodzić razem na spacery. Niezależnie od tego, w jakim stanie znarkotyzowania teraz był jej oficer, pachniał tak samo, jak zawsze, a wgłębienie w jego ramieniu tak jak zawsze stanowiło idealne miejsce, na którym mogła oprzeć głowę. Zamknęła oczy, przez kilka spokojnych oddechów czerpiąc tylko przyjemność z bliskości. Nie mieli zbyt wiele szczęścia, odkąd przeszli na wyższy poziom relacji. Nie było im dane nacieszyć się sobą tak, jak Umberto by tego chciała.
- Jak się czujesz? - spytała cicho, choć przecież nie było nikogo, kogo mogliby tutaj obudzić rozmową. - Płyniemy na Harlen.
Ból głowy narastał. Musiała znaleźć sobie coś do picia i pójść spać, zanim będzie tak nieznośny, że uniemożliwi jej zaśnięcie.
- Siódma Siostra jest chyba skazana na istoty z legend. Jakieś dwie godziny temu trafiliśmy na statek Kompanii dryfujący na morzu. Zostali zaatakowani, przeżyła jakaś garstka, dobiliśmy ich, zgarnęliśmy ładunek. Jednego z napastników zabrałam na nasz pokład. To elf. Mroczny elf. Mamy go w celi. Próbowałam go przesłuchać, ale nie jest lekko.
Poprawiła się w miejscu.
- Białego Kruka wciąż nie ma. Leobarius i część jego załogi są z nami, ale nie wiem co z resztą.
Westchnęła i uniosła się na łokciu, by móc spoglądać na mężczyznę z góry.
- Nie potrafię podnosić ich na duchu. Zresztą to nie działa, nie wiem co robię źle. Ja jestem ta zła i chyba zawsze już będę. Załoga cię potrzebuje, Corin - zamilkła na moment, by ciszej dodać: - Ja cię potrzebuję.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

137
POST BARDA


Corin rozluźnił się, gdy dostrzegł, że odpoczynek przerywa mu Vera. Jego zaćmiony umysł potrafił rozpoznać, że kapitan nie jest zagrożeniem. Sztylet pozostał pod poduszką, gdzie jego miejsce. Choć Yett początkowo nic nie mówił, chętnie przyjął Verę w swoje ramiona. Musiał tęsknić tak bardzo, jak i ona sama: objął ją mocno, noc wciskając w jej włosy. Kilka długich, powolnych oddechów unioslo jego klatkę piersiową.

- Tęskniłem za tobą. - Nie odpowiedział na pytanie wprost. - Bałem się, że już cię nie zobaczę.

Atak musiał być przerażający od strony willi, tym bardziej gdy Corin nie był w stanie walczyć tak, jak kiedyś. Vera widziała, że mimo swojego stanu trzymał w dłoniach szablę tak, jak każdy inny pirat. Nie poddał się do samego końca.

Zamruczał, dając znak, że słucha kapitan i przyjmuje do wiadomości jej słowa. Ciężko było ocenić, ile zostanie w jego głowie do rana. Nie sposób było mieć pewności, że w ogóle rozumie powagę sytuacji.

- Mogłaś mnie obudzić. - Szepnął ze słyszalnym ukłuciem żalu, jakby nie przywykł jeszcze do tego, że przez swój stan jest pomijany w aktywnościach załogi. - Przesłuchamy go jutro, razem. - W przypadku Very i jej oficera, zabawa w dobrego i złego strażnika udawała się wręcz naturalnie. - Od teraz będę przy tobie. Obiecuję.

W oczach Corina Vera dostrzegła iskrę dawnego siebie. Powrót na morze mógł mu tylko pomóc.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

138
POST POSTACI
Vera Umberto
- Nie da się mnie tak łatwo pozbyć - odparła, czując, jak jej plan porozmawiania z Corinem i powrotu do własnego łóżka zaczyna się rozmywać, razem z siłą woli, którą traciła z każdym uniesieniem się jego klatki piersiowej. Dotarło do niej, że nie czuła tego ciepła od momentu, w którym zeszli z Siódmej Siostry, żeby udać się na ten nieszczęsny bal. Od tamtej pory trzymali dystans, pilnowani przez Labrusa, albo oceniające spojrzenia Oleny.
Teoretycznie to, co mówił Yett, miało sens, więc Umberto postanowiła zakładać, że jej słowa do niego docierają. Odkąd kazała mu pójść się położyć, minęły ze dwie godziny, może otrzeźwiał nieco i nie był już tak otępiały jak wtedy, gdy po powrocie na pokład siedział na beczce, czy innej skrzyni i nie rozumiał, co się wokół niego dzieje. Chociaż ciężko stwierdzić, było ciemno, nie widziała dobrze jego oczu. Patrzył na nią tak, jak Corin, którego znała od lat. Mówił logicznie, ale nawet nie zdziwił się faktem, że mieli na statku mrocznego elfa. Przez chwilę w milczeniu patrzyła na niego z góry, zanim westchnęła i podniosła się do siadu. Bynajmniej nie po to, żeby stąd wyjść - rozsznurowała gorset i buty i rzuciła obie te rzeczy na podłogę, by w znacznie wygodniejszym stroju z powrotem położyć się przy Corinie. Jej włosy wciąż były mokre, bo mgła nie pozwalała im wyschnąć, ale nie było to coś, do czego nie byłaby przyzwyczajona.
- Straciliśmy pół załogi, Corin - powiedziała cicho, opierając czoło o klatkę piersiową mężczyzny. - Ktoś zdradził i straciliśmy tylu ludzi... Ze stratami po ataku syren mogłam się pogodzić, ale z tymi nie mogę. Ktoś nas sprzedał, kiedy spodziewaliśmy się tego najmniej. Ten jeden raz, kiedy nie robiliśmy nawet niczego niezgodnego z prawem. Co, jeśli to ktoś od nas?
Zacisnęła dłonie, wspominając puste koje. Pogrążone w żałobie dolne pokłady, które dopiero co rozbrzmiewały śmiechem.
- Rivera nie żyje.
Lubili się z Yettem. Chociaż czy to była dla niego jakakolwiek różnica? Z Yettem lubili się wszyscy.
- Wszystko jest nie tak. Załoga oskarża o wszystko mnie, a przecież nie ja jestem winna tym śmierciom. Nie ja zdradziłam. Kijem nie tykałam Kompanii, odkąd uratowali nas z Pegaza. Nie wiem już co robić, Corin - przyznała gorzko. - Mam dość. Mam dość tego wszystkiego.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

139
POST BARDA


Corin nie był chętny, by wypuszczać Verę z objęć. Jego ręce podążały za nią, gdy uciekała z ich zasięgu, nawet jeśli tylko po to, by ściągnąć buty i gorset. Gdy wróciła, na powrót przytulił ją do siebie, nie zważając na mokre włosy ani nic innego, bo mogłoby wejść między nich. Chciał mieć ją blisko.

Słuchał jej w milczeniu, pozwalając wyrzucić z siebie wszystko to, co chciała. Drgnął dopiero, gdy padło imię Rivery. Westchnął.

- Pół załogi brzmi tragicznie, ale nie aż tak, jak wtedy, gdy padają imiona. - Powiedział. Zamyślił się na moment, a nim zaczął ponownie mówić, złożył krótki, pocieszający pocałunek na jej wilgotnych włosach. Ciężko było powiedzieć, które z ich dwójki bardziej potrzebowało podniesienia na duchu. - Załogę odbudujemy, ale ich już nie odzyskamy. Choć... Pamiętaj, że mamy jeszcze drugie pół. Uzupełnimy załogę. Znajdziemy zdrajcę, Leobarius też się przyłączy. - Mówił z przekonaniem. Miał przecież dobry kontakt z Gregorem. Poza tym, kto byłby w stanie odmówić Yettowi? - Wiesz, że to nie twoja wina. Szukają kozła ofiarnego, ale patrzą w złą stronę. Vera... Nie powinniśmy się poddawać, ale potrzebujemy czasu. - Zasugerował. Wydawał się coraz bardziej rozbudzony, jakby rozmowa rozmywała senność i mgłę w jego głowie. - Nie wychylajmy się przez jakiś czas. Domknijmy zaczęte sprawy, spłaćmy Rrgusa, odstawmy Weswalda i Mute'lakka do domu. Musimy uzupełnić załogę... To nie czas na polowanie na Kompanię, nawet jeśli atakują ją również... Mówiłaś, mroczne elfy? Może to jakiś pół-demon, jak Samael?

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

140
POST POSTACI
Vera Umberto
Nie pojmowała, jak Corin mógł mieć jeszcze nadzieję na lepsze jutro. Wszystko się posypało jak domek z kart. Byli zadłużeni, nie mieli ludzi, stracili wartościowych załogantów, morale to było dno i metr mułu. Vera nie pokazywała tego po sobie na zewnątrz, ale tutaj mogła sobie pozwolić na złość i rezygnację. Wiedziała, że wcześniej czy później uda im się z tego podnieść, ale obecnie nie miała siły zastanawiać się nad tym, ile wysiłku będzie to od niej wymagać.
- Nie wiem już, kogo podejrzewać, a kogo nie - mruknęła. - Aspy nie było w rezydencji, kiedy nastąpił atak. Jeśli to jego sprawka, to złamanego chuja ode mnie nie dostanie. Jeśli nie... to tak, trzeba będzie go spłacić. W tej chwili nie mamy prawie nic. Ten jeden ładunek, zebrany dzisiaj. Nawet nie wiem co jest w skrzyniach. Znając moje ostatnie szczęście, będę liczyć na błękitne płótno, dostanę stęchłe zboże.
Objęła Yetta, ostrożnie też opierając kolano o jego nogę. Wciąż traktowała go tak, jakby był ze szkła. Labrus skutecznie ją nastraszył, a oficer z jakiegoś powodu unikał odpowiadania na jej pytanie o to, jak się czuje.
- Wiem.
Ale słowa Ashtona były bolesną drzazgą, wbitą w jej ego. Nigdy dotąd nie podważano jej dowodzenia. I nawet jeśli szukali tylko kozła ofiarnego, chcąc usprawiedliwić jakoś i znaleźć przyczynę ostatnich wydarzeń, nie powinni patrzeć w jej stronę. Dla swoich ludzi Vera zrobiłaby wszystko i ciężko jej było uwierzyć w to, że przestali to widzieć.
- Nie chcę mieć już z Kompanią nic do czynienia. Nie obchodzą mnie ich siedziby, w dupie mam ich place budowy. Nikogo nie uratuję, a nawet jeśli, to życie doskonale pokazało mi, jak kończy się altruizm - skrzywiła się. - Albo jestem widziana jako słaba, albo jako winna. Zasługi szybko są zapominane. Trzeba myśleć tylko o sobie, tak, jak wcześniej. O sobie i o tych, za których warto walczyć.
Uniosła głowę, spoglądając na Corina. Skończyła z ryzykowaniem jego życiem za jakieś bzdurne ideały wolności dla ludzi, których imion nawet nie znała. Przesunęła palcami po jego zarośniętym policzku. Nie mogła się do tego przyzwyczaić.
- Nie. Mroczny. Ma szaro-fioletową skórę, białe włosy. Słabo mówi po naszemu, z Ignhysem trochę się dogadał, ale też nieszczególnie skutecznie. I z tego, co zrozumiałam, nie atakują Kompanii. Atakują wszystko, co się akurat napatoczy. Mają lewiatany, potwory morskie. Nie wiem, Corin, niech sobie atakują. Coś dziwnego dzieje się z południowymi wodami, trzeba je na jakiś czas opuścić. Syreny, mroczne elfy, morskie smoki, Kompania... Popłyniemy na północ, z dala od tego wszystkiego.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

141
POST BARDA
Jeśli Corin straciłby nadzdieję, czy cokolwiek miałoby jeszcze sens? Mogliby razem skoczyć do oceanu i skończyc swoje życie w morskiej wodzie, jak wielu przed nimi i wielu, którzy nadejdą. Jednak, co by nie mówić, sytuacja Siódmej Siostry i jej kapitan była beznadziejna.

- Rzucanie oskarżeń na ślepo przyniesie nam więcej problemów, niż zysków. - Przypomniał Corin. Sam nie mógł wiedzieć, kim jest zdrajca. - Gdyby to był Aspa, to czy czekałby tak długo? Bawiliśmy w jego posiadłości dość, żeby nasłać na nas straż dużo wcześniej. - Myślał na głos. Wydawało się, że docenia delikatne gesty Very. Nie robił nic, by w ich chwilę intymności wprowadzać drapieżność. Być może wciąż nie czuł się na siłach, by działać bardziej zdecydowanie, a może po prostu nie chciał wrócić do chwil bólu. - Nie zmienisz tego, co jest w skrzyniach, martwieniem się. Jutro to sprawdzimy. - Obiecał.

Corin powoli znów pozwalał swojemu ciału na odprężenie, które zniknęło z wcześniejszym pobudzeniem sprawą statku i bliskością Very. Złożył głowę wygodniej na poduszce, ale nie puszczał swojej kapitan z objęć. Koja była zbyt mała, by mogli leżeć wygodniej w innej pozycji.

- Żyjemy w świecie, gdzie altruizm jest oznaką słabości. - Zgodził się Corin. - Aspa, Hewelion, nawet Leobarius... wszyscy patrzyli na możliwe zyski, nie na dobry uczynek. - Oficer wsunął rękę pod ciało Very, by móc wesprzeć ją w talii. - Ten mroczny też może być zyskiem, jeśli znajdziemy kupca. - Dodał. - Skoro teraz spod ziemi wychodzą jeszcze tacy, jak on, najlepiej będzie odsunąć się od tego, tak jak mówisz. Gdzie chciałabyś płynąć? Do Qerel? Czy myślisz o wschodnim wybrzeżu?

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

142
POST POSTACI
Vera Umberto
- Masz rację - westchnęła. Każdy mógł mieć powód, żeby tego nie zrobić. Każdy mógł też mieć powód, by to zrobić. Czy odpowiednia ilość złota nie przekona każdego? Niekończące się podejrzewanie każdego, kto pojawiał się w zasięgu wzroku, albo i nawet nie, niczego dobrego jej dziś już nie przyniesie. Pozostało jej tylko leżenie tutaj, w ramionach Corina i zatopienie się w bezmyślnym słuchaniu jego oddechu. Sama też nie dążyła do niczego więcej między nimi, niż teraz, bo nie dało się chyba bardziej nie mieć na nic nastroju. Dzisiejsza noc była porażką na całej linii; cud, że Siódma Siostra była cała i że przynajmniej część załogi wróciła na pokład. Vera miała ochotę tylko zamknąć oczy i zapomnieć o wszystkim, a potem obudzić się z powrotem w swoim jednoosobowym pokoiku w rezydencji Aspy i zorientować się, że to wszystko było tylko bardzo złym snem.
- Leobarius mówił, że nie chce niczego w zamian za pomoc w ratunku. Ale uważam, że tak czy inaczej powinniśmy mu zapłacić. Nie chcę długów wdzięczności - poprawiła się w miejscu, układając się na tyle wygodnie, by móc tu już zostać na resztę nocy. - Nie wiem, czy chcę sprzedawać tego mrocznego. Może być i dziwolągiem, ale jest rozumny, jest elfem, jest jakimś magiem, jak zakładam. Nie będę przykładać ręki do niewolnictwa i dobrze o tym wiesz. Nie proponuj mi tego więcej.
Skrzywiła się, z powrotem opierając czoło o jego klatkę piersiową. Zamknęła oczy.
- Taa, do Qerel - parsknęła śmiechem. - Pewnie.
Levant byłby przeszczęśliwy, gdyby Siódma Siostra zacumowała w porcie, a jej załoga dobrowolnie zgłosiła się na stryczek. To by dopiero było wydarzenie. Bynajmniej nie zamierzała jednak spełniać mokrego snu szanownego qerelskiego admirała.
- Nie wiem. Daleko stąd. Daleko od tego wszystkiego. Pozwoliłam załodze wybrać trzy kierunki, a ja zadecyduję który z nich obierzemy. Dokąd chciałbyś popłynąć ty? Kiedyś mówiłeś, że chcesz zobaczyć Archipelag Łez. Dawno też nie widzieliśmy śniegu. A gdybyśmy popłynęli na całkowitą północ? Opłynęli kontynent od góry? Tamtędy nigdy nie pływamy - zauważyła, niezobowiązująco myśląc na głos. - Gdziekolwiek nie popłyniemy, będzie tak, jak kiedyś. Będziemy sami, załoga Siódmej Siostry, żadnych sojuszy na siłę, żadnych zobowiązań. Będziemy rabować, sprzedawać i żyć jak dawniej, dopóki nie uzbieramy na spłatę długu. Wtedy wrócimy na południe.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

143
POST BARDA
Corin westchnął ciężko, po czym poprawił chwyt na Verze, by było im wygodnie i by przy okazji nie cierpła mu ręka.

- Na ile wycenimy wdzięczność Leobariusowi? - Corin poruszył kolejny problem. - Dług wdzięczności jest warty o wiele więcej, niż pieniądze. Poza tym, oboje jesteśmy mu winni wdzięczność za uratowanie życia. Gdyby nie on, nie popłynęliby po nas. Nie udałoby im się nas ocalić. - Przypomniał. Choć był ledwie przytomny z bólu, pamiętał, co się działo, gdy byli na Pegazie. - On, Samael, Aspa... ostatnio wiele osób ratuje nam skórę. - Dodał, ale ton miał lekki, jakby rozbawiony tą myślą. - To co chcesz zrobić z tym elfem? Magowie potrafią być niebezpieczni. Niewolnictwo mogłoby być lepsze niż trzymanie go na statku za kratami lub posłanie na dno morza.

Yett nie widział jeszcze mrocznego. Nie miał pojęcia, jak bardzo rozumny i ludzki mógł być. Ciężko było uwierzyć, że potwora od zwykłego elfa mógł dzielić tylko kolor skóry, język i przekonania.

Kolejne westchnienie uniosło klatkę piersiową Yetta.

- Siódma Siostra może nie przedrzeć się przez lód, jeśli na jakiś trafimy na dalekiej Północy. Ale Archipelag Łez? Czemu nie. - Mruknął. - To dobry pomysł, Vero. Ciekawe, czy jutro wyda się równie dobry.

Corin nie ciągnął już dalszej rozmowy. Szybko zasnął.

***

Poranek przywitał ich krzykiem mew. Musieli być niedaleko lądu, choć tego, do którego zmierzali, nie było jeszcze widać na horyzoncie. Pojedyncze niezamieszkałe wysepki usiewały widok, żadna nie była jednak ich celem. Było chłodno, zbyt wietrznie, by uznać to za przyjemne. Zimny wiatr targał włosami Very, gdy tylko postanowiła wyjść na górny pokład. Chmury wisiały nisko i zwiastowały rychłe nadejście deszczu.

Ci, którzy mieli do tego siły, pracowali przy linach, żaglach, zajmowali się tym, czym marynarze powinni. Statek płynął, był cały, w nocy nie zaatakowała ich ani Kompania, ani mroczne elfy. Kolejny dzień nadszedł bez niespodzianek.

- Powinniśmy dzisiaj dopłynąć do Harlen. - Zaraportowała Irina, która dla odmiany kręciła się po pokładzie zamiast zajmować miejsce na najwyższych rejach. Na widok Yetta, który towarzyszył Verze, jej mina zmieniła się, wyrażała ulgę. - I... powinniśmy wyprawić pogrzeb zanim znajdziemy się zbyt blisko lądu. - Zasugerowała. Trójka, która nie przetrwała po powrocie na statek, wciąż czekała na wyprawienie w ostatnią podróż. Trzy ciała, zaszyte w płótno, były gotowe do drogi.

- Poczekajmy na wszystkich. - Zasugerował Corin. Sięgnął do pasa, by wyciągnąć zza niego długą fajkę i woreczek ziela, którym zaraz zaczął nabijać. - Nocna warta z pewnością jeszcze śpi. Pokażesz mi tego elfa, Vero?

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

144
POST POSTACI
Vera Umberto
- Niewolnictwo lepsze niż posłanie na dno morza...? - powtórzyła z powątpiewaniem. Nie zgadzała się z Corinem, ale to nie był czas ani miejsce na dyskusje o moralności. Poczuła, jak całkowite wycieńczenie fizyczne zaczyna znacząco utrudniać jej ponowne podniesienie powiek. Mruknęła coś twierdzącego na temat przebijania się Siostry przez lód, a potem ciepło ciała Corina i spokój, jaki ją ogarnął, skutecznie wciągnęły ją w głęboki sen. Poważne tematy, jakie przyszła tu z nim omówić, zostały do omówienia na dzień następny.

Rano odświeżyła się i przebrała w suche ubrania. Z powrotem wyglądała, jak Vera Umberto, którą wszyscy znali, tylko fioletowy siniec na prawej kości policzkowej psuł efekt. Założyła swój kapelusz, którego nie miała na głowie od wyjścia na ten nieszczęsny bal i opuściła kwatery oficerskie.
- Tak - zgodziła się. - Poczekamy, aż wszyscy wstaną.
Przeniosła wzrok na trzy jasne kształty, odcinające się od ciemnego drewna pokładu.
- Kogo będziemy żegnać? - rzuciła do elfki pytanie. - Zigiego... i kogo jeszcze? Co z Eldarem?
Miała nadzieję, że młodego elfa udało się uratować. Nie widziała go wczoraj już później. Irina darzyła go sympatią, jaka się jej rzadko zdarzała, wobec kogokolwiek z załogi. A może to była po prostu kwestia zaufania w jego umiejętności, Vera nie wiedziała, nie dopytywała, zresztą wątpiła, by miała dostać od niej na ten temat konkretną odpowiedź.
- Tak. Chodź ze mną - opuściła wzrok na nabijaną przez Yetta fajkę, a oczami wyobraźni zobaczyła jego otępiałe spojrzenie sprzed kilku godzin, gdy siedział na beczce i nie wiedział, co się wokół niego dzieje. To nie do końca była rozmowa na główny pokład, gdzie mógłby uczestniczyć w niej każdy, kto znalazłby się wystarczająco blisko, ale delikatnie mogła poruszyć temat. Ruszyła z oficerem w stronę schodów prowadzących pod pokład, choć przecież dobrze wiedział, gdzie na statku znajdują się cele.
- Powiesz mi jak się czujesz? - spytała niezobowiązująco. - Nadal bardzo musisz przytępiać ból?
Gdy znalazła się pod głównym pokładem, rozejrzała się, by mniej-więcej zorientować się w jakim stanie była załoga. Z pewnością większość jeszcze odsypiała zmęczenie i rany. Kiedy jej wzrok skierował się w stronę kuchni, w żołądku poczuła okropne ssanie. Śniadanie byłoby nie najgorszym pomysłem.
- Weźmiemy po drodze coś do jedzenia - zadecydowała, ruszając w stronę kuchni. - Szkoda, że nie było nam dane się zebrać stamtąd na spokojnie. Moglibyśmy wziąć zapasy owoców, przynajmniej na kilka dni, zanim by się popsuły. Będzie mi brakować truskawek.
Nie przygotowali Siostry na długi rejs, więc pewnie jedynym, co będą mieli do wyboru, będzie czerstwy chleb, albo owsianka na wodzie. Przez lata Vera przyzwyczaiła się do takich posiłków, co nie znaczyło, że nie będzie jej brakować wykwintnej (jak na jej standardy) strawy z rezydencji Aspy.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

145
POST BARDA
Siniaki na twarzy Very Umberto nie były niczym dziwnym. Choć była kobietą, każdy w załodze wiedział, że w razie potrzeby potrafiła bić się jak chłop. W tej sytuacji fioletowy przymusowy makijaż pod okiem mógł być tylko dowodem na jej męstwo. Nikt nie zamierzał przywiązywać do niego zbyt dużej wagi.

- Zigi leży po lewej, w środku Paul, wykrwawił się przez ranę na nodze. No i Dio... serce mu stanęło. - Wyjaśniła Irina powoli, niepewna przypadku tego ostatniego. - Eldar jeszcze się trzyma, dochodzi do siebie. Jest pod pokładem, chłopcy mu pomogli. Może się z wami spotkać.- Dodała, a Vera mogła wyczuć w jej głosie ulgę. Młody elf znalazł sobie specjalne miejsce w sercu Iriny, choć wydawało się, że niemożliwym jest znaleźć do niego drogę.

Druga oficer nie zatrzymywała Very i Corina. Choć niepewnie czuła się u steru, musiała przejąć choć część dowodzenia, póki wszystko nie wróci do normy.

Yett nie wydawał się speszony sprawą fajki. Gdy już zaciągnął się po raz pierwszy i wypuścił z ust spory obłok, odetchnął, jakby z ulgą, którą przynosiła mu narkotyczna chmura. Dopiero wtedy mógł skupić się na Verze.

- Już nie jest tak źle. - Przyznał. - Zioła sporo pomagają. Przeszkadza ci dym? - Zapytał, wyczuwając tlące się między nimi napięcie. On znał Umberto najlepiej, potrafił zauważyć, gdy coś leżało jej na sercu. Opuścił fajkę, choć dopiero ją nabił. - Skok z tego balkonu był jednak głupotą, ale zrobiłbym to po raz kolejny, Vera. Bez zawahania. - Powiedział wprost. Nie brzmiał, jakby składał jej obietnicę albo przyrzekał nacoś wielkiego. W jego ustach, ratowanie jej skóry brzmiała jak codzienność, coś, do czego został stworzony i zamierzał tę powinność wykonywać. - Labrus powiedział, że za jakiś czas będzie lepiej, wrócę do pełnej sprawności, ale do ziół mogę być już uwiązany. - Dodał z pewną dozą żalu w głosie. Nie wydawało się jednak, by zdawał sobie sprawę z uzależniającego charakteru jego używek.

Corin chciał powiedzieć coś w temacie truskawek, ale gdy zbliżyli się do kuchni, głos ugrzęzł mu w gardle, gdy zza drewnianej ścianki usłyszeli prawdziwą słowną przepychankę. Kiedy wyszli zza węgła, dostrzegli miejsce pojedynku. Gustawa stała z jednej strony kuchenki Tripa, na przeciw Nikolasa, kuka z Białego Kruka. Młody Kuk Siódmej Siostry stał pośrodku i starał się bardzo, ale to bardzo zniknąć, gdy Everamka i starszawy mężczyzna od Leobariusa przerzucali się inwektywami.

- Szalona kobieto! To wszystko, co mamy na statku! - Darł się Nikolas.

- Nie dam moim chłopcom czegoś takiego! - Wrzeszczała Gustawa, podnosząc w rękach zapakowaną w papier porcję sucharów, całkiem codziennego pożywienia podczas długich rejsów.

- To co im dasz?! Nie mamy niczego więcej!

- Nie będą tego jeść! Po moim trupie dasz im te pożarte przez robaki ciastka! Pochorują się od tego!

- Pochorują się, jeśli zostawisz ich głodnymi!

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

146
POST POSTACI
Vera Umberto
Skinęła głową, ze spojrzeniem utkwionym w trzech białych workach. Nie potrafiła zapomnieć o tym, że to nie były jedyne straty tej nocy. To była zaledwie garstka, ostateczne podsumowanie śmierci, do jakich doszło przez czyjąś zdradę. Dobrze, że przynajmniej Eldar dochodził do siebie - okazał się skuteczny, gdy zarzucono go odpowiedzialnością, na jaką nie mógł być gotowy i jakimś cudem doprowadził do tego, że Irina dbała o coś więcej, niż wiatr we własnych włosach.
- Nie ma potrzeby - odparła. - Będzie jeszcze czas na spotkania.
Do zapachu tych ziół przyzwyczaiła się już podczas ich pobytu w willi Aspy, bo przecież spędzała z Corinem czas na ich codziennych spacerach. Pokręciła więc głową, gestem dając mu znać, że nie musi odsuwać fajki od niej.
- Nie przeszkadza mi dym. Po prostu...
Gdy padły kolejne słowa, Umberto zmarszczyła brwi i uniosła na oficera zdezorientowane spojrzenie. Czy on uważał, że skoczył z tego balkonu dla niej? Poświęcił siebie, żeby uratować ją? Przecież zupełnie nie tak było! To był jego pomysł, to on zasugerował jej to wcześniej, więc Vera tylko powtórzyła po nim, licząc na to, że mimo bycia rozpoznanym uda mu się uciec.
- O czym ty... Corin, czy ty naprawdę myślisz, że ja kazałam ci skakać, żebym sama mogła... - potrząsnęła głową. Krzyki dobiegające ze strony kuchni skutecznie uniemożliwiały jej skupienie się, a już na pewno nie poruszanie tak poważnych tematów. - Do tego jeszcze wrócimy, jak będziemy sami.
Do kwestii skoku i ziół wrócą, gdy nie będą otoczeni przez załogę, która zapewne z wielką chęcią przysłuchiwałaby się emocjonalnej dyskusji. Taka była natura ludzka. Vera przesunęła spojrzeniem po sylwetce Yetta. Wyglądał tak samo, jak zawsze. Wczoraj, gdy trzymał w dłoni miecz, też nie było widać, by czegoś mu brakowało. A jednak nie czuł się jeszcze w pełni wyleczony i Labrus też to potwierdzał.
- Gdybyś potrzebował lekkiego treningu, żeby się rozruszać, to jestem do dyspozycji - westchnęła.
A później już musiała skupić się na kryzysie w okrętowej kuchni.
Podeszła do Gustawy i wyrwała paczkę sucharów z jej rąk, unosząc ją jeszcze wyżej. Nie byli już w rezydencji, w której ona mogła sobie rządzić i rozstawiać ludzi po kątach.
- Co tu się dzieje? - spytała ostro. - Został nam niecały dzień rejsu. Jak nie chcą jeść, to niech nie jedzą, ale nie mieliśmy kiedy uzupełnić zapasów i zostały nam tylko takie resztki, więc twoje pieklenie się tu, Gustawo, nic nie wniesie. Chcesz, to weź harpun i licz na to, że w okolicę podpłynie jakiś tuńczyk, którego będziesz mogła dla swoich chłopców upolować.
Odstawiła suchary na blat i rozwinęła paczkę, by wyciągnąć sobie z niej dwa, na zaspokojenie pierwszego głodu. Skoro nie mieli nic więcej, mogła wytrzymać do Harlen.
- To kuchnia Tripa. Zajmował się nią przez ostatnie pięć lat i nie inaczej będzie teraz. Jeśli mówi, że nie ma nic więcej, to nie ma - zirytowała się. - Na tym statku to on decyduje, co będziemy jeść my, co będą jeść załoganci Białego Kruka i co będą jeść twoi chłopcy. Celem chwilowo jest niezdechnięcie z głodu, a nie wystawne posiłki. Na Harlen kupimy zapasy.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

147
POST BARDA


Trzy ciała w workach poczekają na Verę, na resztę załogantów, tak długo, jak to potrzebne. Tym dwóm mężczyznom i jednemu chłopcu nie spieszyło się już nigdzie. Również Eldar mógł odpocząć bez kapitan suszącej mu głowę przez zarysowaną burtę.

- Zajrzę do niego później. - Zaoferował się Corin, nim zostawili Irinę w spokoju, pozwalając jej zająć się jej oficerskimi sprawami.

Większość osób zajęta była utrzymaniem statku na wodzie. Przez braki w załodze, mężczyźni i kobiety musieli uwijać się dwa razy szybciej. Była to tylko jedna z możliwości, przez które nikt nie zaczepiał Very. Kilka krótkich pozdrowień powędrowało w jej i Pana Yetta stronę.

Corin wydawał się być zaskoczony słowami Very, ale był na tyle spokojny, by tylko unieść brwi w zdziwieniu. Nie wydawał się mieć ochoty zacząć słownych przepychanek.

- Kazałaś? Nie, to był mój pomysł. - Sprostował, nim dotarli do kuchni. Nie przejmował się tym, kto może słyszeć jego słowa. - Chciałem pozwolić ci uciec. Myślę, że trening się przyda. Chętnie skorzystam, dzięki.

Bogowie raczyli wiedzieć, czy Yett naprawdę chciał stoczyć z Verą pojedynek, czy raczej umówić się na zapasy w łóżku.

Trip podążał spojrzeniem za kapitan, która bez strachu postanowiła poskromić Gustawę. Kobieta wyglądała, jakby miała ochotę zdzielić kapitan ścierą. Na szczęście żadnej pod ręką nie miała. Jedyna w zasięgu wzroku była ściskana przez Nikolasa, jakby chciał wyładować złość na niej, aniżeli na Gustawie.

- Kapitanie, proszę jej przemówić do rozsądku! - Zawołał kuk Leobariusa. - Dlatego mówią, że statek to nie miejsce dla kobiety, nawet w kuchni! - Warczał... Zupełnie zapominając, że Vera również była kobietą!

- Serdeńko, to się nie godzi! - Mówiła Gustawa, a gdy zobaczyła, że Kapitan staje po stornie sucharów, uciekła się do innej kobiecej broni: płaczu. - Ja tylko chcę dobrze dla chłopców! - Zawołała z żalem rozdzierającym serce. - Ja chcę, żeby oni dobrze zjedli, czy to źle? - Zawodziła, podchodząc do Tripa i obejmując go ramieniem jak babcia, która przygarnia do siebie wnuka. - Nawet Trip, takie chucherko! Jak on sam, samiutki ma gotować dla takiej ilości mężczyzn! - Mówiła, roniąc na ciemne włoski Tripa łzy wielkie jak grochy.

Trip wyglądał skrajnie niekomfortowo, ale nie poruszał się, co więcej, zastygł w miejscu, w bezruchu. Nikolas rzucił szmatę na bok i wymaszerował z kuchni, nie wytrzymując sytuacji.

- Proszę pomóc Tripowi w przygotowaniu obiadu. - Zaoferował Corin. Trip bezgłośnie poruszył głową na boki, a spojrzenie miał błagalne. - Dacie sobie radę. Chodź, Vera.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

148
POST POSTACI
Vera Umberto
Pokręciła przecząco głową, ale nie było już czasu na dalsze wyjaśnienia. Mówiąc Corinowi "skacz", Vera miała nadzieję, że wyląduje lepiej i to on będzie mógł uciec, unikając konsekwencji, podczas gdy ona zabierze Leobariusa i znikną, zostawiając po sobie tylko wspomnienie drogiej sukni w głowie pani Levant. Przez frustrację wywołaną tym niedopowiedzeniem zupełnie nie szukała dwuznaczności ani w swoich słowach, ani w odpowiedzi Yetta. Jeśli o to chodzi, szczerze chciała pomóc mu wrócić do dawnej sprawności, czy to z mieczem, czy bez niego.
Rzuciła Gustawie ostrzegawcze spojrzenie, zupełnie ignorując komentarz Nikolasa, bo sama też już siebie czasem nie traktowała jako kobiety na pokładzie. Tutaj już nie była jej panieneczką, którą mogła ubierać w sukienki i czesać, a już tym bardziej nie było miejsca na bunty z jej strony. Gospodyni nie była nawet członkiem załogi.
- Proszę nie płakać, Gustawo, łzy nie napełnią nam spiżarni - zirytowała się. - Te kilka godzin już przetrwamy bez wystawnej uczty, tak? Ile to rejsów się robiło o sucharach i owsiance? Trip wie co robi!
Skinęła głową, potwierdzając słowa Corina.
- Pomóc Tripowi, a nie zarządzać kuchnią za niego - podkreśliła. Zabrałaby stąd Gustawę, ale prawdę mówiąc nie było dla niej na pokładzie innego miejsca. Jak dopłyną na Harlen, będzie trzeba ją gdzieś zostawić, może u Silasa, dopóki nie odbierze jej Aspa. Wgryzła się w sucharka i obróciła na pięcie, by ruszyć za Yettem.
- Muszę zacząć płaczem wymuszać rzeczy - rzuciła, przeżuwając swoje niewielkie śniadanie. - Czy będę wtedy bardziej przekonująca?
Zeszła z oficerem na dół, gdzie znajdowały się cele i ich nietypowy więzień. Rozejrzała się za Ignhysem, który chciał obserwować mrocznego, a potem podeszła blisko, stając przy kratach, by sprawdzić w jakim stanie jest dzisiejszego poranka i czy wypił wino, które wrzuciła mu do celi wcześniej.
- Dzień dobry - odezwała się. - Czy dziś jesteśmy bardziej chętni do rozmowy?
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

149
POST BARDA
Choć Gustawa była w gruncie rzeczy przyjemną osobą, to nikt nie mógłby zazdrościć Tripowi, który dostał się w jej objęcia. Młody kuk nie miał pojęcia, jak radzić sobie z tego typu starszymi kobietami! Zachowanie Very i Corina mógł potraktować jak zdradę!

- Kochaniutki, masz tu jakieś jajeczka? Trochę cukru? Zrobimy coś z nich zjadliwego! Ale musisz najpierw wytrzepać te robaki!

Gdy odchodzili, polecenia Gustawy, dotyczące zachowań z robakami, które dobrały się do sucharów, towarzyszyły zupełnej ciszy ze strony kuka. Owszem, kuchnia była Tripa, ale z ogromem Gustawy chłopak przegrał z kretesem.

Corin również zabrał ze sobą suchara, a jeśli nawet czaili się w nich jacyś nieproszeni goście, zupełnie nie zwrócił na nich uwagi. Na morzu nie można było wybrzydzać.

- Chciałbym zobaczyć reakcję załogi. - Przyznał, uśmiechając się półgębkiem. - Może dzisiaj, gdy będziemy wybierać kolejny kierunek? Tupniesz nóżką, rozpłaczesz się i każdy będzie zadowolony z twojego wyboru. - Podsunął.

Zeszli na niższy pokład kończąc swoje suchary. Przed celą siedziało trzech strażników, z czego jeden drzemał pochrapując cicho. Jego chrapliwe oddechy nie były jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu - za kratami, obok więźnia, siedział Ighnys - i mówił.

- Nawija tak bez przerwy od świtu. - Poinformował kapitaństwo jeden ze strażników. - Głowa od tego pęka, a nic nie rozumiemy. Nawet czarny już ma dość, hehe. - Zaśmiał się paskudnie. - Lepsze to niż podtapianie pana Osmara.

Elf rzeczywiście wyglądał na znudzonego, choć w podobny sposób mogło objawiać się skrajne zmęczenie. Siedział oparty o ściankę, z przymkniętymi oczyma i miną dość nietęgą. Kiedy zobaczył Verę, uniósł na nią wzrok.

- Ty jesteś Vera Umberto. - Odezwał się we wspólnym. Mówił z wysiłkiem, bo choć Weswald go poskładał, wciąż był osłabiony.

- Tak! Tak! To Vera Umberto! Mówiłem ci o Verze Umberto. Vero Umberto, to Sovran. - Przedstawił elfa Ighnys. Corina nie zaszczycił nawet jednym spojrzeniem, ale ucieszył się, że może znów mówić do Very. - Rozmawialiśmy sobie! Rozmawialiśmy dużo, tak, tak.

- A niech mnie... - Mruknął Corin. Chyba chciał być cicho, by nie wyjść na gbura przed gościem, jakikolwiek by nie był. - Zupełnie jak w legendach. To o czym rozmawialiście, mistrzu?

- O wszystkim! Wszystkim! Rozmawaliśmy, Vero Umberto.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

150
POST POSTACI
Vera Umberto
Vera parsknęła cicho śmiechem, gdy wyobraziła sobie taki sposób wydawania rozkazów. Byłoby to co najmniej zabawne, ale wątpiła, by była w stanie na siłę wydusić z siebie łzy, nawet chcąc dla własnej rozrywki zobaczyć reakcje załogi. Po pogrzebie Erinela uroniła ich już zapas na kolejne siedem lat; to wystarczy.
Ignhys prowadzący monolog w sobie tylko znanym języku (bo więzień zapewne rozumiał piąte przez dziesiąte) był kolejną rzeczą, która nieco poprawiła jej nastrój tego poranka. Mogła co najwyżej domyślać się, o czym mówił, choć domyślenie się prawidłowo byłoby z jej strony niezwykłym wyczynem. Jeden z jej kącików ust powędrował do góry w namiastce uśmiechu, gdy skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i odwzajemniła spojrzenie starego maga, choć ze znacznie mniejszą ekscytacją, niż ta, którą widziała w jego oczach.
- Przedstawiłam ci się zaraz po tym, jak trafiłeś na mój statek - przypomniała mrocznemu. - Ale wolałeś się wtedy buntować, niż słuchać, co się do ciebie mówi.
Nie wiedziała, ile z jej słów jest dla niego zrozumiałych. Starała się mówić w miarę prosto, tak, by nawet obce dla niego słowa mógł sobie wywnioskować z kontekstu. Pokiwała głową, słysząc komentarz Corina. No tak, zupełnie jak w legendach. To nie mogło wróżyć niczego dobrego i Vera miała ogromną nadzieję, że cokolwiek faktycznie miało się w związku z tym wydarzyć, oni będą wtedy daleko, na bezpiecznej północy.
- Rozmawialiście, czy ty mówiłeś, Ignhys? - zagadnęła elfa. - Bo jeśli opowiedziałeś mu o nas wszystko, co się dało, a on odpowiadał ci milczeniem, to kiepsko to rozwiązałeś.
W jej słowach nie było złości; jeśli faktycznie mag przekazał ich nietypowemu gościowi wszystko, co tylko mógł, w tym to, czego nie powinien, po prostu zabiją Sovrana i problem będzie z głowy.
- Dowiedziałeś się od niego czegoś? Czegoś o tym, co ma się wydarzyć według ich planu? Kiedy? O tym, skąd przypłynęli? - wymieniała pytania, na które wczoraj nie zyskała odpowiedzi.
Obrazek

Wróć do „Baronia Varulae”