[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

121
POST BARDA
Wiele było braków, zastąpionych chwilowo załogantami Kruka. Rivera był tylko jednym ze straconych załogantów.

Pogad oparła się o jedną z drewnianych kolumienek i skrzyżowała ręce na piersi. W mroku pod pokładem Vera mogła dostrzec jej wykrzywione usta. Zapewne miała wiele do powiedzenia, ale nie odważyła się pyskować kapitan Umberto, tym bardziej, gdy wiedziała, że jest doceniana w załodze. Na tyle, że nawet dostała własny statek, choć już zdołała go stracić. Przez dłuższą chwilę milczała, nie wiedząc, co ma powiedzieć.

- Nie lubię takich jak on. - Powtórzyła, w końcu wydając z siebie dźwięk. - To demoni pomiot, jak może przeżywać żałobę? - Poddała wątpliwości, gdy w głowie nie mieściło jej się, że ktoś zrodzony z demona może mieć ludzkie odczucia. - I to nie tylko ja jestem przeciwna. - Podkreśliła od razu. - Ale... w porządku. Przepraszam, kapitanie. - Zacisnęła zęby, aż wyostrzyły się jej rysy. Nie przychodziło jej to łatwo. - Nie wiem, co potrafi, a czego nie, ale ja nie zaufałabym mu ze statkiem, ani z czymkolwiek innym. Po prostu... niech nie wchodzi mi w drogę. - Poradziła. Nie musieli przecież być przyjaciółmi ani jadać przy jednym stole. - A ja nie będę zaczepiać jego. - Wpatrywanie się w ślepia orczycy nie było łatwe, gdy ta uciekała spojrzeniem, zawstydzona reprymendą, jakiej musiała udzielić jej Vera. - Nikt go nie zapierdoli. To ci obiecuję, zatrzymam w razie czego chłopaków. - Mówiła o grupie orków, z głównie którymi trzymała się na statku. Ze swoim statusem, łatwo wypracowała sobie dowodzenie, a zieloni szanowali pokaz siły. - To co, budzimy czarodzieja? Hej, mistrzu, wstawaj.

Potrząśnięty za ramię Ighnys potrzebował chwili, by odgonić od siebie sen. Potarł oko i usiadł, wpatrując się to w Pogad, to w Verę.

- Wstało już słońce? Nie widzę słońca. Widzę Verę Umberto. Dzień dobry również tobie.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

122
POST POSTACI
Vera Umberto
Poczuła sporą ulgę, gdy Pogad pozwoliła przemówić sobie do rozsądku. Skinęła głową, zgadzając się na warunki, jakie zostały zaproponowane. Wydawało się jej, że Samael sam z siebie będzie trzymać się z daleka od orczycy, wiedząc, że nie ma co liczyć na sympatię z jej strony. Nie trzeba było nawet mu tego sugerować. Szkoda, że nie było szansy na porozumienie między nimi, ale cóż, nie zawsze dostawało się to, czego się chciało. Vera na przykład nie dostawała właściwie nigdy. To, co dawał jej los, chwilę później jej odbierał, albo wypaczał, jak odbite w krzywym zwierciadle. Nawet ta jedna dobra rzecz, jaką miała, jaką brała za pewnik i grotmaszt swojego życia, teraz zmieniła się w kolejne zobowiązanie, na jakie nie była gotowa. Uśmiechnęła się do Pogad krzywo i pozwoliła jej obudzić starego elfa, by choć na chwilę móc zająć myśli czymś niezwiązanym z przyszłością jej i jej załogi.
- Raczej dobry wieczór - odparła na słowa Ignhysa. - Jeszcze nie wstało słońce. Ale nie budziłabym cię, gdybym nie potrzebowała twojej... ekspertyzy.
Jakkolwiek szalony, mag wciąż pozostawał najlepiej wykształconą osobą na pokładzie, a jego wiek też robił swoje - miał znacznie więcej czasu na to, by poznać świat, nawet jeśli Vera nie miała pojęcia, ile dokładnie. Ciekawe, czy gdyby spytała go ile ma lat, uzyskałaby konkretną odpowiedź. Może kiedyś spróbuje... ale nie w tej chwili. Tak czy inaczej, jeśli ktoś tutaj mógł spotkać takiego elfa, albo choćby czytać o takim, jak ten schwytany przez nich, był to właśnie on.
- Jakąś godzinę temu natknęliśmy się na dryfujący statek Kompanii. Była na nim resztka załogi i jeden z napastników, którzy wycięli w pień resztę, jaka nie zdążyła się schować. Założyłam, że ten jeden ocalały może stać po naszej stronie, ale raczej tak nie jest. Nie stoi chyba po żadnej.
Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Zastanawiając się, jak się dziś miewają zdolności poznawcze elfa i czy w ogóle docierało do niego to, co Vera mówiła. Miała szczerą nadzieję, że tak. Drzemka powinna mu pomóc.
- Próbowałam się z nim rozmówić, ale nie jest chętny na pogawędki, choć zaoferowałam mu wino i chciałam zaoferować pomoc medyka. Nie najlepiej posługuje się wspólnym. Jest jakimś magiem... i elfem - dodała, powoli zbliżając się ku głównej rewelacji. - Chyba, tak sądzę. Nigdy nie widziałam kogoś takiego. Ma szare włosy i popielatą skórę. Nie wiem czy to nie jest jeden z tych... mrocznych elfów. Tych, które ponoć według legend miały żyć w podziemiach. Tylko, że to miały być legendy, nie rzeczywistość, tymczasem...
Wzruszyła ramionami, gestem głowy wskazując schody prowadzące na najniższy pokład, na którym znajdowała się cela.
- Myślę, że powinieneś go zobaczyć, Ignhys. Z nas wszystkich ty wyciągniesz z tego najbardziej sensowne wnioski... mam nadzieję - ostatnie dwa słowa wymamrotała tylko pod nosem.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

123
POST BARDA


Pogad z wdzięcznością w spojrzeniu przyjęła porzucenie tematu Jelonka. Obie panie mogły być pewne, że sprawa Rogatego jeszcze wróci. Najlepiej byłoby, gdyby zdążyło się to przy alkoholu. Rum, naturalnie, zbliżał do siebie ludzi i nie-ludzi.

Mag mrugał, starając się dojrzeć kobiety w półmroku.

- Dobry wieczór, Vero Umberto. Dobry wieczór, hmmm... Pogodo.

- Pogad. - Poprawiła go orczyca, choć nie mogła być zła. W końcu mag zapamiętał jej imię, w jakimś stopniu. Podała mu rękę, gdy zaczął gramolić się z miejsca.

- Dziękuję, Pogodo. Hmmm... Pogódko. - Ignhys eksperymentował z imieniem orczycy. Gdy przyjął pomoc przy powstaniu z koi, nie puścił jej dłoni, nawet gdy stał już pewnie na dwóch własnych nogach. - Vero Umberto, Vero Umberto. Czy nie dość emocji na dzisiaj? - Mag ziewnął. Vera mogła dostrzec, że mimo wieku, wciąż miał wszystkie zęby, gdy nawet nie zamierzał zasłaniać ust. - Mówisz mi o mrocznym elfie. Czy to mroczny elf, Vero Umberto? Czy przebieraniec?

- Sam zobacz, mistrzu.

Mag nie zamierzał opierać się przed zabraniem go pod pokład, zresztą, ściskał dłoń Pogad tak mocno, że ta mogła zabrać go wszędzie, gdzie tylko chciała. Zeszli powoli po schodkach pokład niżej. Obraz, który im się przedstawiał, nie napawał radością, choć piraci wydawali się nad wyraz zadowoleni. Pochylali się nad elfem, którego zdążyli związać, zakneblować, jak również zawiązać mu oczy. Sądząc po stanie jego ubrania, potrzebny materiał wydarto z jego szaty. Sporą część przeznaczono również na szmatę, którą narzucono mu na twarz. Jeden z verowych zbirów trzymał mężczyznę przy podłodze, kolejny polewał szmatę wodą z wiadra. Elf wił się, wyrywał, próbował protestować, ale knebel nie pozwalał mu mówić.

- Kapitanie! - Uciszył się Osmar. Miał nowo zdobyte podbite oko, ale to w niczym mu nie przeszkadzało. - Przyszłaś trochę za wcześnie! Jeszcze nad nim pracujemy.

Ignhys pociągnął Pogad do elfa. Kucnął, by lepiej się przyjrzeć, ale zabiegi załogantów utrudniały mu badania.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

124
POST POSTACI
Vera Umberto
Gdyby miała lepszy nastrój, wersje imienia Pogad w wykonaniu Ignhysa z pewnością by ją rozbawiły. Teraz tylko pomyślała, że w lepszych czasach, jeśli nadejdą, nie omieszka nazywać orczycy Pogódką i była wręcz pewna, że się to przyjmie wśród całej załogi, jeśli tylko pozostali - głównie Osmar - będą mieli okazję o tym usłyszeć.
Nie musiała odpowiadać na pytania Ignhysa, bo zrobiła to druga z kobiet. "Sam zobacz" było zresztą najwłaściwszą odpowiedzią ze wszystkich, jakich można było udzielić. Jeśli elf uda się na najniższy pokład, będzie w stanie sam ocenić, czy ich jeniec był prawdziwym mrocznym, czy przebierańcem. Verze wciąż ciężko było uwierzyć w to pierwsze; bo skąd miałby się on wziąć akurat tutaj? Gdyby łaskawie odpowiadał na jej pytania, zarówno jego pobyt na Siódmej Siostrze byłby przyjemniejszy, jak i ona przeżywałaby mniejsze frustracje. Pech chciał, że nie zamierzał z nią współpracować.
Gdy zobaczyła metody, jakich postanowił użyć Osmar w swoich zabawach z więźniem, przewróciła tylko z irytacją oczami. Sama była zwolenniczką prostszych rozwiązań. Kilku trafnych ciosów, kilku bolesnych kopniaków. Krasnolud, jak widać, preferował bardziej wyrafinowane rozrywki. Wolała nie być na jego miejscu, gdy zdejmą mrocznemu knebel; mogło się okazać, że elf zasugeruje, by bosman wsadził sobie głowę w dupę, a on z wielką chęcią spróbuje to zrobić. Będzie musiała go pilnować.
- Odsuńcie się. I zabierzcie to - poleciła, wskazując mokrą szmatę. - Przepuśćcie Ignhysa.
Nie pochylała się nad więźniem. Spoglądała na niego z góry, stojąc wyprostowana i dając mu czas, by z powrotem złapał oddech. Przy okazji dowiadywała się czegoś o przedstawicielach tej rasy: dało się ich utopić. Proszę, jak praktycznie.
- Na twoim miejscu rozważyłabym porozmawianie teraz ze mną - zasugerowała mu chłodno, wciąż jednak nie wyciągając mu knebla z ust. - Bez sztuczek i prób wpływania na niczyją głowę. Zaoferowałam ci wino, medyka, mogłeś dostać jedzenie. Wolałeś mnie obrazić. Miałeś czas przemyśleć swoje wybory. Zmieniłeś może zdanie?
Zerknęła przez ramię na starego elfa, gestem głowy zachęcając go, by podszedł bliżej i obejrzał sobie ich nietypowe znalezisko.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

125
POST BARDA
Ighnys był chyba jedynym, który bez konsekwencji mógł nazywać Pogad w nieco bardziej pieszczotliwy sposób. Niewielu również mogłoby ją tak długo trzymać za dłoń, a mag nie puszczał od dłuższego czasu, zajmując jej nieokaleczoną rękę swoją własną. Dopiero kiedy kucnął, spojrzał na orczycę, jakby to ona mu ograniczała mobilność, a nie odwrotnie. Zabrał ramię z oburzonym wyrazem twarzy. Zaraz jednak musiał skupić się na elfie. Kucać było mu niewygodnie, więc klęknął na oba kolana, choć podłoga była mokra przez wcześniejsze zabawy Osmara i jego zgrai.

- Całkiem ciemny. - Mamrotał pod nosem elf. - I siwy. Siwy! Siwy, Vero Umberto. - Powtarzał, choć słowa nie były przeznaczone dla pani kapitan. Kiedy mokra szmata zniknęła z twarzy więźnia, Ighnys zbliżył się jeszcze bardziej, by przyjrzeć się jego twarzy. - Siwy i całkiem normalny. - Mruknął z pewną dozą rozczarowania. Diabeł nie był dość diabelski.

Mroczny elf walczył o oddech. Wciśnięty w usta knebel utrudniał oddychanie tą drogą, a szmata skutecznie zasłaniała pozostałe drogi. Kiedy w końcu mógł wziąć oddech, łapał powietrze szybko i chrapliwie, aż rozszerzały się jego nozdrza. Wijąc się na podłodze nie wyglądał już tak dostojnie, jak wcześniej. Bełt, który wcześniej tkwił w jego klatce piersiowej, zniknął, więc i tak już szata zabarwiła się jeszcze ciemniejszą posoką. Minęła dłuższa chwila, nim więzień uspokoił się po wcześniejszym traktowaniu. Poza strachem, nic mu nie było - nie licząc wcześniejszych ran. Ighnys stracił w końcu cierpliwość i poluzował knebel.

- Mówi? Czy obiekt mówi? - Pytał Ighnys, bez strachu podnosząc dłoń i poklepując elfa po policzku.

Świszczący oddech elfa nie był jedyną odpowiedzią. Kaszlnął, odchrząknął, oczyszczając gardło ze słonej wody, która dostała się tam wcześniej.

- Dość. - Powiedział, głosem o wiele bardziej pokornym, niż wcześniej, choć wciąż bez pełnej uległości.

- Dość? Myśmy dopiero zaczęli. - Osmar trącił go butem.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

126
POST POSTACI
Vera Umberto
- Mówi - potwierdziła, patrząc, jak Ignhys bada związanego elfa. Nie było jej szkoda więźnia; być może byłoby, gdyby wykazał minimum chęci współpracy tę godzinę temu, czy kiedy zostawiła go w rękach Osmara. Trzeba było sprowadzić go na ziemię z tej wysokiej chmury, na której wydawało mu się, że siedzi. Dość ironiczne, biorąc pod uwagę, że według legend pochodził z podziemi. Chociaż czy faktycznie? Co tam mogło być, pod głębią morza? Raczej nic, z tego, co Vera wiedziała. Muł, a potem wystarczająco dużo skał, by tę wielką wodę utrzymać. Sceptycznie podchodziła do tej wersji, zakładając, że prędzej ukryli się gdzieś, na jednej z niezbadanych wysp i stąd teraz wzięli się na ich drodze. Tylko tych morskich smoków nie potrafiła sobie logicznie wytłumaczyć.
- To zrobicie sobie przerwę - rzuciła do Osmara. - Wygląda na to, że póki co byliście wystarczająco skuteczni.
Nie czuła nacisku na swój umysł, nie widziała też, by ktoś zachowywał się irracjonalnie, więc uspokoiła się nieco. Pozwoliła Ignhysowi na bliskie oględziny, sama stojąc tylko obok niego, z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Poza informacjami, których póki co mroczny nie chciał im udzielić, nie stanowił dla nich żadnej wartości. Może dlatego tak się opierał? Wiedział, że jak odpowie na pytania kapitan Umberto, to stanie się zupełnie bezużyteczny?
- Zadałam ci pytanie - przypomniała elfowi, z trudem łapiącemu powietrze. - Oczekuję odpowiedzi. Masz ostatnią szansę, żeby poprawić swoją sytuację. Nie będę mieć skrupułów przed zostawieniem cię tu do skatowania, a potem jemu do pokrojenia w ramach swoich badań, skoro wspólny wróg nie tworzy sojuszników.
Zmarszczyła brwi.
- Chyba, że chcesz umrzeć w ten sposób.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

127
POST BARDA
- Hmmm... - Ighnys był zaintrygowany leżącym przed nim mężczyzną, ale jego zainteresowanie nie było nawet w połowie tak duże, jak to, które wykazywał przy syrenie. - Nie jest ciekawy, Vero Umberto. - Skomentował mag, lecz mimo to złapał za kępkę siwych włosów elfa i szarpnął, by pozyskać materiał do badań. Bez patrzenia na Pogad podał jej znalezisko, a orczyca była w zbytnim szoku nagłą potrzebą asysty i nie potrafiła odmówić. Wyciągnęła rękę, a na niej spoczął pukiel. Ciemny skrzywił się delikatnie, ale ta niewygoda była niczym w porównaniu z tym, co zgotował mu Osmar.

Krasnolud skrzyżował dłonie na piersi. Wyglądał na zadowolonego z siebie.

- Wymyśliłem jeszcze parę innych rzeczy! Na twój znak, kapitanie. - Oświadczył, choć kapitan mogła się domyślić, że bardziej straszy elfa niż rzeczywiście obiecywał dalsze tortury. Nie należał do osób, które lubiły pastwić się nad innymi.

Ighnys chwilę jeszcze przyglądał się więźniowi, a nastepnie postanowił zdjąć mu również opaskę z oczu. Nie wydawało się, by elf planował cokolwiek złego, gdy mrugał, na nowo przyzwyczajając oczy do światła. Jeśli mu pozwolono, zebrał się do siadu. Jasna grzywka opadła mu na twarz.

- Odpowiadam. - Mruknął. Wpatrzył się w swoje związane ręce, bardziej zaaferowany nimi, niż widownią, która zebrała się przy kratach.

- Czym jesteś? - Dopytywał Ighnys, wchodząc Verze z butami w przesłuchanie.

- Elfem. Nazywam się Sovran.

- Elfem! Phi! Nie jest elfem, Vero Umberto. Jest czarnym elfem. Złym, złym. Z legend, spod ziemi. Pamiętasz bajkę o złych czarnych elfach?

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

128
POST POSTACI
Vera Umberto
- Jak to nie jest ciekawy? - zirytowała się. - Nie powinien istnieć, tak samo, jak syreny, a istnieje. I do tego ledwie mówi we wspólnym. Czy to nie jest język, który znają wszyscy? Ignhys. Jego nie powinno tu być.
Liczyła na to, że usłyszy od maga jakieś konkrety. Jakieś przypuszczenia, które z całą pewnością będą bliższe prawdy niż to, co mogła wyobrażać sobie Vera. Pokręciła głową z irytacją. To po to go obudziła, żeby teraz jej powiedział, że mroczny elf nie jest interesujący?
Przynajmniej jeniec był skłonny udzielić jej teraz kilku odpowiedzi.
- Sovran - powtórzyła i przeniosła wzrok na Ignhysa, by po jego komentarzu unieść z powątpiewaniem brwi. - Pamiętam bajki o złych, czarnych elfach. O tym, że porywają ludzkie dzieci, czy tam je jedzą. Że żyją w podziemiach, ale pod ziemią żyje co najwyżej robactwo. Ten jest dość... duży, jak na robactwo.
Kucnęła przed leżącym na deskach pokładu więźniem, udając, że nie widziała znaczącego spojrzenia, jakie rzucił linie krępującej jego nadgarstki. Póki co daleka była od tego, by go uwalniać, nieważne jak osłabiony już był przez otrzymane rany i czas spędzony z Osmarem. Nie docenił jej gościnności wcześniej, więc sam sobie na to zasłużył.
- Skąd się wzięliście na Złotym Morzu? - spytała. - I dlaczego zaatakowaliście akurat ten statek? Czy to miało jakiekolwiek znaczenie, czy zaatakowalibyście każdy, na jaki byście trafili?
Gdyby wpadli na Siódmą Siostrę, byłoby to chyba ostateczne zakończenie ich kariery. Vera nie miała już załogi, która byłaby w stanie się przed czymkolwiek obronić. Wszyscy byli ranni, wykończeni, ją też bolała już głowa ze stresu i niewyspania. Potrzebowała się położyć, a miała jeszcze tyle do zrobienia, zanim będzie mogła legnąć na łóżku, za którym tak się stęskniła.
- I czym są te wasze.... smoki?
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

129
POST BARDA


Ignhys kręcił nosem nad elfem. Usiadł na piętach, gdy pierwsza ekscytacja opadła. Przyglądał się więźniowi, jednak minę miał kwaśną.

- To, że nie powinien istnieć, jakie ma znaczenie? Kim jesteś, by mówić, że nie powinien. Bogiem? Jesteś bogiem, Vero Umberto? Ja nie jestem. On nie jest. Sulon jest. - Ktoś, kto nie znał wcześniej Ignhysa, mogły uznać, że ten staje po stronie tej ciemnej istoty. Nawet sam czarny elf wyglądał przez chwilę, jakby mag mógł dać mu nadzieję na przetrwanie tej dziwnej sytuacji, w jakiej się znalazł. Ighnys mówił szybko, ciemny patrzył mu na usta, by wyłapać jak najwięcej. - Wszyscy to nikt. Nikt to wszyscy. Mówi, nie mówi. - Plątał się mag. - On - dłoń Ignhysa wystrzeliła w sufit - nie powiem istnieć. I on nie powinien istnieć. - Opiscił dłoń. - - A istnieje. Śmierdzi demonem. Jest demonem? Nie jest demonem. - Czarodziej zadawał sobie pytania i zaraz na nie odpowiadał.- Nie jest syreną.

Ten, który przedstawił się jako Sovran, spojrzał na Verę, samym wzrokiem domagając się wyjaśnień. Kapitan nie czuła uścisku na umyśle, było to raczej całkiem naturalne, niemagiczne skonfundowanie.

- Co potrafi? Nic nie robi. Niech coś zrobi. - Ignhys zwrócił się z prośbą do wszechświata.

Elf wypuścił z płuc długi, zbolały oddech. Siły go opuszczały. Mógł jednak mówić.

- Statki takie same. - Zdradził. Dodał coś, co brzmiało jak zlepek paru słów, co w rezultacie nie znaczyło niczego. Vera mogła tylko próbować domyślać się, co próbował jej przekazać. - Smok... Livyatan Nie uciekaj. Nie uciekniesz.

- Kurewa! - Wtrącił się ktoś z tyłu. - Jak tak gada, to aż mnie skręca!

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

130
POST POSTACI
Vera Umberto
Vera westchnęła.
- Nie jestem bogiem - odparła ponuro. - Chociaż bardzo chętnie wskazałabym co najmniej kilka osób, które moim zdaniem nie powinny istnieć.
Jak tak dalej pójdzie, to elf wyzionie ducha sam z siebie, wykończony ranami i torturami. Kapitan jednak póki co nie widziała powodu, by ratować mu życie. Jak na razie był bardziej niepokojący niż wartościowy, więc może i lepiej, jeśli tak się stanie. Przynajmniej nic nie robił; w przeciwieństwie do Ignhysa nie spieszyło się jej tak bardzo do tego, by było inaczej. Wyjaśnień dla niego też nie miała, nie tylko dlatego, że nie chciała ich mieć, ale też przez fakt, że starego maga nijak nie dało się wytłumaczyć.
- Lewiatan - powtórzyła, przekładając obce słowo na własny język. - Słyszałam tę nazwę, ale nie wiem, co to jest. Czym są lewiatany, Ignhys?
Morskie smoki? Umberto miała wrażenie, że ktoś robił sobie z niej żarty, ale ani syreny nie były żartem, ani Anna Caldwell, ani leżący przed nią mroczny elf. Coś ze światem było bardzo nie tak, skoro legendy stawały się rzeczywistością.
- Nie rozumiem - zirytowała się. - Czy wasz elfi nie jest na tyle podobny do ich języka, żeby wiedzieć o czym on mówi, Ignhys? Czy to nie są... różne dialekty tego samego?
Pokręciła głową i zmarszczyła brwi.
- Przed czym? Przed wami? - a może chodziło o te lewiatany? Raczej nie wyobrażała sobie, by była w stanie uciec przed morskim smokiem, jeśli to faktycznie było to. - Nie uciekam. Czego chcecie? Po co atakujecie?
Proste pytanie, które zamierzała powtarzać, aż otrzyma na nie odpowiedź.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

131
POST BARDA
- Niech coś zrobi. - Powtórzył Ighnys z uporem godnym trzylatka. Szturchnął nawet elfa, co tylko wywołało grymas bólu na ciemnej twarzy. Mag trafił w udo, nieopodal rany, wciąż tamowanej przez bełt. - Niech przyprowadzi lewiatana. - Dźgnął go jeszcze raz, uzyskał podobną co wcześniej reakcję. - Nigdy nie widziałem lewiatana, Vero Umberto. Livyatana. - Powtórzył po więźniu. Przyszło mu to łatwiej, potrafił mówić ze zbliżonym miękkim, śpiewnym akcentem. - To potwór morski. Z bajek. Nie są syrenami.

Sugestia Very spowodowała, że Ighnys niemal bez zastanowienia spróbował przemówić do więźnia w swoim języku, zupełnie Verze nieznanym. Rozszerzone ślepia mężczyzny na podłodze sugerowały, że coś zrozumiał; po chwili sam odpowiedział. Dla niewprawnego ucha język brzmiał identycznie.

- Mówi. - Ucieszył się Ighnys. - Chociaż paskudnie. Bardzo brzydko. Brzydko. - Dodał, cokolwiek by to miało znaczyć. Ich języki musiały się różnić, ale nie na tyle, by się nie zrozumieli bardziej, niż gdy więzień dukał po wspólnemu.

Choć mag nie był najlepszym tłumaczem, starał się przełożyć pytania Very na elfi, a następnie w drugą stronę, gdy uzyskał odpowiedź.

- Jest ich więcej, Vero. I idą po nas. - Mówił mag. Na nowo zmienił pozycję, klęcząc oparł się na rękach przed sobą i zawisł nad więźniem, niemal twarzą w twarz. - Potrzebują silnych mężczyzn. Wyślesz im silnych mężczyzn, Vero Umberto? Nie jestem silnym mężczyzną. Gdzie jest Corin Yett? Corin pójdzie. - Postanowił Ighnys. Mimo dłuższej znajomości, dalej nie znalazł wspólnego języka z Yettem. - Mówi, że coś będzie, niedługo, ale nie rozumiem, co. Co będzie, Vero Umberto?

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

132
POST POSTACI
Vera Umberto
Nie patrząc nawet szczególnie uważnie na Ignhysa, Vera wyciągnęła rękę, by powstrzymać elfa przed dźganiem mrocznego w udo. Sama właściwie nie wiedziała dlaczego; może dwa tygodnie beztroski nagle obudziły w niej wrażliwość na cierpienie innych? Była to zupełnie podświadoma reakcja, wywołana tym, jak leżący raz po raz krzywił się z bólu. Umberto była zbyt przejęta rozmową, by zwrócić na to uwagę.
- Po kogo idziecie? - spytała, zadowolona z tego, że mówi do elfa we wspólnym, a Ignhys powtarza po swojemu, co znacząco zwiększało szansę na to, że się zrozumieją i rozmowa będzie miała nieco więcej sensu, niż do tej pory. - Po statki? Marynarzy? Po ludzi?
Jej usta wykrzywiły się w nagłej irytacji. Zdążyła chwilowo zapomnieć o Corinie.
- Nie pójdzie. Nikt nigdzie nie pójdzie. Ani on, ani żaden z reszty silnych mężczyzn - powtórzyła i parsknęła, podnosząc się z powrotem. Wyprostowana, skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i opuściła na Sovrana swoje klasyczne, lodowate spojrzenie. Był w stanie krytycznym, w sytuacji właściwie bez wyjścia, a wciąż im groził. Doprowadzało ją to do szewskiej pasji. Nie to, żeby ona w lochu Kompanii zachowywała się inaczej; też wykrzykiwała wtedy obietnice, w których spełnienie przestała już wierzyć.
- Skąd ja mam to wiedzieć...? - mruknęła pod nosem, by potem przez długą chwilę wpatrywać się w niego w milczeniu. Usiłowała z kontekstu wywnioskować, o czym mógł mówić. Potrzebowali mężczyzn, uprzedzał przed czymś, co miało się wydarzyć, atakowali wszystkie statki... Uniosła wzrok na swoich ludzi, na Osmara, zastanawiając się, co poza chęcią mordu mogą mieć w tej chwili w głowach. Do czego potrzebni mogli być silni mężczyźni? Do walki, ale przecież ludzcy mężczyźni nie będą walczyć dla nich. Do budowy czegoś? Na galery?
Westchnęła. Naprawdę była zmęczona, a cierpliwość i tak nigdy nie należała do jej największych zalet.
- Nie mam na to już siły dzisiaj - powiedziała z chłodnym spokojem, zanim gwałtownie pochyliła się i złapała Sovrana za mokrą koszulę. Szarpnęła nim do góry, podnosząc wymęczone, popielate ciało do pozycji półsiedzącej, tak, by jego twarz znalazła się blisko jej własnej. Jej spojrzenie pozbawione było wszelkich emocji, poza irytacją i złością.
- Będę mówić powoli i prosto, to może zrozumiesz bez tłumacza - powiedziała. - Mogłeś być gościem na moim statku. Nie chciałeś współpracować, więc jesteś więźniem. Nie ma dla mnie znaczenia, czy przeżyjesz, czy umrzesz. Nie ma znaczenia dla nikogo tutaj.
Szarpnęła nim ponownie, uderzając potylicą elfa o deski pokładu, zanim znów poderwała go do siebie.
- Konkrety. Po co wam mężczyźni? Czego tu chcecie? I co się zbliża?
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

133
POST BARDA


Ighnys jeszcze raz tknął elfa, jakby dla zasady, po czym cofnął rękę. Ciemny dość cierpiał, nie trzeba było jeszcze dodawać mu do tortur. Rozmowa poprzez podwójne tłumaczenie również wydawała się nieco bardziej przystępna tak dla więźnia, jak i dla Very.

- Po ludzi. - Mag uczynnie przetłumaczył kolejną informację. Więzień mówił coraz ciszej, wolnej, z przerwami, jakby zaczynało mu brakować tchu. - Ale nie wiem, po co. Nie rozumiem go, Vero Umberto. Nie umie mówić. - Zmartwił się czarodziej. - Może umiałby mówić, gdyby dać mu odpocząć. On umiera, Vero Umberto.

Ighnys nie uznał elfa za nazbyt dziwnego, więc musiał traktować go jak każdego innego członka cywilizacji. Jego zainteresowanie nie sięgało tak daleko, by męczyć kogoś, kto był mu niemal równy.

Sovran przymknął powieki, ale otworzył je gwałtownie, gdy Vera nim szarpnęła. Nie spodziewał się bezpośredniego ataku na swoją osobę. Przecież ręce miał sobie brudzić Osmar!

Zimne spojrzenie Very spotkało się z tym należącym do elfa, który ledwie zerkał spod opadających powiek. Z uchylonych ust wyrwał się chrapliwy oddech. Więzień musiał na nowo go uspokoić, lecz nim zdążył to zrobić, odbił się od pokładu. Uderzenie zamroczyło go na moment.

- Pomocy. - Jęknął, a Vera poczuła znajomy ucisk na umyśle, jednak ten był wręcz mizernie słaby. Sovran starał się wywrzeć nacisk na Verę, choć nie starczyło mu sił. Mogło być to dowodem, że zdaje sobie sprawę z własnego stanu i możliwości szybkiego zgonu. W rezultacie nie odpowiedział na żadne z Verowych pytań.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

134
POST POSTACI
Vera Umberto
Może to frustracja tym, że życie nie układało się tak, jak Vera sobie zaplanowała, a może zwyczajne zmęczenie sprawiło, że straciła resztki cierpliwości. I pewnie wytrząsłaby z elfa resztki życia, gdyby nie rozpaczliwie wychrypiane przez niego, pojedyncze słowo i ten znajomy dotyk w myślach, jaki poczuła ponownie. Przez chwilę patrzyła na niego z bliska, wściekle, ale w końcu odłożyła go z powrotem tak, jak leżał, zanim poderwała go do pozycji półsiedzącej wbrew jego woli. Wytarła mokre dłonie o spodnie i uniosła wzrok, szukając w skupisku załogantów rudej głowy młodego uzdrowiciela.
- Doprowadź go do porządku, Weswald - poleciła ochryple, podnosząc się. - Na tyle, żeby nie zdechł do jutra. Jeszcze z nim nie skończyłam. Jest mi winien odpowiedzi, a w takim stanie już żadnego pożytku z niego nie mam.
Odsunęła się, by zrobić chłopakowi miejsce i poczekała moment, by upewnić się, że faktycznie to zrobi, a nie stchórzy i schowa się za którymś z większych piratów. Podejrzewała, że wycieńczony walką i czasem niezbyt przyjemnie spędzonym z Osmarem Sovran zaśnie, gdy tylko przejdzie przynajmniej część bólu, z jakim musiał się zmagać.
- Trzyosobowe warty przez całą noc, podzielcie się jak chcecie. Nikt nie zostaje z nim sam - zarządziła. - Ci, którzy nie będą go pilnować, niech odpoczną. Po tym, co wydarzyło się dziś, wszyscy musimy dojść do siebie. Wrócę tu rano. Ma żyć, tak samo jak każdy z was.
Przeniosła wzrok na starego maga, który okazał się rozczarowująco bezużyteczny. Nie było to jednak coś, co powinno ją zaskakiwać. Co by nie mówić, miał jednak mocno nie po kolei w głowie.
- Ty też idź spać, Ignhys. Nikt cię więcej nie będzie budzić.
Z bólem głowy skradającym się do niej powoli, ale uporczywie, ruszyła ciężko po schodach na górę. Chciała wrócić do swojej kajuty, rozebrać się i zagrzebać w pościeli, ale musiała jeszcze po drodze zajrzeć do Corina. Nie spodziewała się zastać tam niczego poza oficerem pogrążonym we śnie, w końcu sporo czasu minęło odkąd zniknął on u siebie, ale tak czy inaczej musiała to sprawdzić.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

135
POST BARDA
Elf przerwał nić spojrzenia, jaką dzielił z Verą, gdy przymknął powieki, zbyt zmęczony, by dalej rozmawiać. Nie miał dość sił, by dalej walczyć. Wraz z przerwaniem połączenia, zniknęła również obręcz narzuconej woli. Nikt nie musiał zmuszać Very do pomocy.

Weswald nie wydawał się chętny do wystąpienia przed szereg piratów.

- Kapitanie! - Jęknął, ale porządne popchnięcie przez jednego z mężczyzn kazało mu znaleźć swoje jądra i podejść do wściekłej Umberto. W odróżnieniu od Sovrana, on nie potrafił wyzwać Very choćby spojrzeniem. - Tak jest, kapitanie... a-ale chłopaki? Nie zostawiajcie mnie, chłopaki, dobra?!

Weswald obejrzał się na towarzyszy, by upewnić się, że w razie czego ma obstawę.
Spoiler:
Elf nie zamierzał przeszkadzać uzdrowicielowi, gotów stracić przytomność w każdej chwili, o ile już tego nie zrobił.

- Marco, Polo, Lanz. - Osmar zwrócił się do najbliżej stojących załogantów. - Zostajecie z nim przez pierwsze dwie godziny. Mistrzu, kapitan dobrze mówi. Idź do łóżka.

- Zostanę. - Ighnys nie opuścił swojego miejsca, co więcej, nawet usiadł wygodniej, z nogami skrzyżowanymi przed sobą. Nie zdawał się zauważać, że przeszkadza Weswaldowi w pracy. - Poobserwuję. - Mag brzmiał na dość smutnego. Czyżby i w jego powykrzywianym umyśle znalazła się litość dla wieźnia? Ciemny, leżąc z zamkniętymi oczami, wyglądał zupełnie bezbronnie.

- Jak tam chcesz. Kurwa, sam idę się jebnąć do wyrka. - Poinformował krasnolud. Zaraz też rozgonił pozostałych piratów. Potrzebowali wypoczętej załogi.

Nikt Very więcej nie zatrzymywał. Poszła przodem, gdy Osmar rozmawiał jeszcze z tymi pozostawionymi na warcie, przekazująć im plany co do zmiany wachty. Na statku niewiele się zmieniło; na poziomie sypialnym panowała ta sama cisza, natomiast na górnym Ashton i Samael obserwowali wodę, rozmawiając między sobą szeptem, jakby bojąc się zaburzyć spokój morza. Nikomu nie był potrzebny atak ze strony syren, lewiatanów, czy nawet po prostu Kompanii.

Skrzypnięcie drzwi zaalarmowało Corina, który poderwał głowę z poduszki. W odruchu, który na tym etapie był już niemal bezwarunkowy, sięgnął po sztylet ukryty pod poduszką, nawet jeśli na Siostrze mógł czuć się raczej bezpieczny. Mógł rozluźnić się dopiero w momencie, gdy w rozmytym przez mgłę świetle księżyca dostrzegł Verę. Bez słowa przesunął się, robiąc kobiecie miejsce obok siebie.

Wróć do „Baronia Varulae”