Bastion Khudamarkh

451
POST BARDA
- Pan rozkazał ci mówić z detalami. - Szczeknął na nią Burgher, a wyglądał tak, jakby miał ochotę złapać ją za ramiona i potrząsnąć. Jego brwi były zmarszczone, a potężne ciosy obnażone jeszcze bardziej, niż zazwyczaj.

Kharkun uciszył go uniesieniem dłoni. Poczekał, aż czarodziejka zbierze się w sobie, wyjdzie na mównicę i zacznie opowiadać. Nikt już jej nie przerywał. Avon notował, a skrzypienie pióra na pergaminie było jedynym dźwiękiem, prócz głosu Kamiry i chrapliwe oddechy władcy. Kiedy skończyła, ork zastanawiał się dłuższą chwilę. Podsunął sobie krzesło i rozsiadł się, a opierając łokieć o kolano, mógł podeprzeć głowę na dłoni.

- Znają nasz język? Ten... ten też znał? - Dopytał, wskazując na zwłoki na stole. - Słyszałem o magu w Varulae, który potrafi rozmawiać ze zmarłymi. Kherkim. - Zwrócił się do syna, ale nawet na niego nie spojrzał. - Pojedziesz do Varulae.

Twarz półorka wykrzywiła się w zdziwieniu, ale też niezadowoleniu. Popatrzył po zgromadzonych, jakby ci mieli go wesprzeć, jednak żaden nie wykazał chęci, by stanąć jego w obronie.

- Miałem płynąć na Archipelag... - Zaprotestował słabo.

- Wynagrodźcie Ghoraka, Yzmira i Tirmirga... I Kamirin, za męstwo. - Kharkun rozkazywał, jakby w ogóle nie słyszał słów swojego syna. Avon również to zanotował. - Chcę usłyszeć raport z polowania na smoka, ale nie teraz. Pomyj, zostajesz. - Zwrócił się do maga jego nieprzyjemnym przezwiskiem. - Reszta... odpocznijcie. - Kharkun potarł się po czole. Sprawa elfów będzie spędzała mu sen z powiek. - Zasłużyliście.

Orkowie zaczęli kłaniać się i wycofywać, Azel poczekał na Kamirę, by ją również wyprowadzić z tymczasowej sali tronowej.

- Co ty wyrabiasz! - Parsknął, gdy byli już poza zasięgiem słuchu władcy, raczej wesoło, aniżeli z pretensją. Kto byłby zły za pocałunki młodej dziewczyny?

Cassim trzymał się dwa kroki dalej.

Bastion Khudamarkh

452
POST POSTACI
Kamira
Zdecydowała się nie wspominać o tym, że Venla chciała poddać się elfom. Uznała to za wiadomość... Nieodpowiednią dla uszu władcy, przynajmniej na ten moment. Pokiwała głową, potwierdzając jego przypuszczenie o znajomości języka tego, martwego już elfa. – Odgryzł sobie język panie, gdy tylko go pojmaliśmy — Odparła, sugerując jednocześnie, że właśnie to było przyczyną jego zgonu, a nie inne rany, jakie mu zadano.

Nie zbyt wiedziała, czy miała się wtrącać w polecenie, jakie Kharkhun wydał swojemu synowi. Nie była to jej sprawa, a na pewno jej wtrącanie się w nią nie mogło zwiastować niczego dobrego. Nie wiedziała, co było tak złego w królestwie goblinów skoro Kherkhim nie chciał tam pojechać, załatwić sprawy i wrócić czym prędzej do Bastionu. Magiczka nie wiedziała jakim męstwem była ucieczka przed elfami, to jednak poczuła się ważna gdy władca zechciał i ją nagrodzić.

Na pewno nie minie ich rozmowa z władcą na temat polowania na Cassima, lecz nim do tego dojdzie, musiała się z nim sama rozmówić... I znaleźć mu jakiś pokój. Magiczka skłoniła się posłusznie gdy już jej obecność nie była potrzebna. Wycofała się w kierunku Kharkhuna wraz z elfem i jak widać Cassimem.

– Ale co wyrabiam? — Spojrzała wątpiąca na elfa, jakby nie do końca rozumiała, co się właściwie stało oraz gdzie popełniła błąd. – Poza tym, będziemy musieli porozmawiać... Później... — Nie miała pojęcia jak dużo życia zostało Azelielowi nim faktycznie przestanie w ogóle się ruszać, ale na pewno nie będzie to jutro ani dziś. – Proszę, znajdziesz Cassimowi pokój blisko twojego? Uratował nas przecież — Spojrzała na niego teraz naprawdę proszącym wzrokiem, jakby nie mogła przyjąć odmowy. Oboje wiedzieli, że rzucenie kawały na ławę Kharkhunowi o Cassimie teraz... Nie odbiłoby się dobrze na nikim.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

453
POST BARDA

Przed Kharkunem ukryto wiele. Ork nie wiedział, kim tak naprawdę jest smok. Nie miał pojęcia, jakie stanowisko wobec elfów zajęła Venla ani nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że zamierzano wykonać jego rozkazów od samego początku. Kamira, choć początkowo wystraszona, została wynagrodzona za udział w bitwie z elfami i mężną postawę, choć nie wiedziała jeszcze, czym nagroda będzie.

Takie sprawy mogły jednak zaczekać. Wrócili z ciężkiej wyprawy i mieli prawo odpocząć. Zresztą, to zalecił im wódz.

Azeliel wydawał się zadowolony, leniwy, odrobinę kpiący uśmiech rozciągał się na jego twarzy. Nie wyglądał na osobę, która niedługo miałaby umrzeć.

- Później. Najpierw znajdźmy miejsce dla siebie. - Mruknął i Krinn raczyła wiedzieć, co chodziło po jego ślicznej główce. - Pamiętaj, że już nie mam pokoju. Wszystko poszło w gruzy... dzięki Cassimowi.

Smok w żadnym momencie nie wyglądał na winnego. Rozglądał się po ocalałych częściach pałacu, pokazując sobą wyłącznie odrazę do tego miejsca. Spędził w Bastionie, czy też pod nim, zbyt dużo czasu. Zdążył nauczyć się pałać niechęcią do tego miasta.

Do wychodzących orków, ale też do Kamiry i jej towarzyszy, podeszli służący. Jeden z nich, młody człowiek, najwyraźniej uznany za zbyt cherlawego, by zostać wojownikiem, skłonił się przed Azelem.

- Mój panie, błagam o wybaczenie za niedogodności w tak trudnym czasie.

- To nie twoja wina. - Odpowiedział mu Azel, a że był w dobrym humorze, to spojrzał na Cassima wymownie. To była jego wina!

- Nasz pan Kharkun polecił przygotowanie namiotu w ramach tyczasowej kwatery. Proszę za mną.

- Przygotujcie jeszcze jeden dla kolegi tutaj. - Zwrócił się do służącego. Cassim nie odpowiedział. Odkąd weszli do miasta, nie otworzył ust. - Czarodziejka pójdzie ze mną.

Jak elf zarządził, tak zrobiono. Inny służący "odebrał" od nich Cassima i po chwili Kamira została sama ze swoim wybrankiem. Poprowadzono ich oczyszczonymi przejściami doplacu, gdzie rozstawiono namioty. Azeliel był dość ważny, by dostał mu się własny, nawet jeśli niezbyt wielki. Płachta rozwieszona na drewnianym stelażu dawała ochronę przed słońcem... i jakąś prywatność.

- Czy ty to widzisz?! - Po przekroczeniu namiotu zastało ich nie tylko nakryte skórami łóżko, ale też dwie skrzynie podsunięte pod płócienną ściankę. Wylewały się z nich przedmioty w różnym stanie, niektóre połamane, niektóre całkowicie zniszczone, inne ledwie lekko zakurzone.

Azeliel z czułością wyciągnął spomiędzy gratów zakrzywioną broń, wydawałoby się, że szablę. Wysunął ją z pochwy.

- Moja maleńka, jest cała!

Były to zabawki Azela wygrzebane z gruzów. Nagle Kamira i obietnica zajęcia się sobą zeszła nawet nie na drugi, ale ddziesiąty plan.

Bastion Khudamarkh

454
POST POSTACI
Kamira
Nie wiedziała, co miał na myśli, ale lekko się uśmiechnęła na samą myśl, że wspomniał o ich obojgu w jednym zdaniu. Ta zadziorność i uśmiech sprawiał, że niemal zapomniała, że groziła mu śmierć. Z jakiegoś powodu takie chwile przypominały, że gdzieś tam wciąż był ten sam parszywy elf.

Kamira skrzywiła się wyraźnie, przypominając sobie, że pokój przepadł po uwolnieniu smoka. Czuła się temu odrobinę winna i spuściła głowę. Wbrew pozorom, mimo krótkiego pobytu w jego pokoju i mimo nieprzyjemności których jej tam dostarczył, to był on dość przytulny. Liczyła, że Bulion już nie będzie musiał im usługiwać i że wrócił na dobre do kasty wojowników po wycieczce do Strażnicy. Obwinianie smoka za ruinę wcale nie sprawiło, że czuła się lepiej, jednak nie zareagowała. Tak jak i Cassim był tutaj... Obojętny.

W końcu pojawił się jakiś służący. Wyglądało na to, że czeka ich bezdomność. O ile dla Azela była to zapewne jakaś nowość to Kamira nie miała swojego miejsca w Bastionie. Ot, kilka dni spędziła w posiadłości Moxiclava, nie mając żadnej własności, potem kilka dni w kryjówce, a potem noc z nim w jego pokoju. Później do pokoju już za bardzo nie wrócili, bo rezydowali w szpitalu. Po doprowadzeniu ich do pola namiotowego rozejrzała się po nich, zaczęła na nie patrzeć, jakby szukając jakichś znajomych czy nawet określić, czy chociaż dużo ich było.

Nowy pokój Azela na pewno ustępował w każdym calu jego poprzedniemu. Czy właśnie w takim miejscu przyjdzie im spędzić czas? Powoli weszła do środka, dała mu prowadzić. Z drobnym żalem spojrzała na dwie skrzynie i podniszczone przedmioty, jakie się tam znajdowały. Oglądając to wszystko, odrobinę żałowała, że tak naprawdę to nie miała nic prócz tego co przy sobie. Z jednej strony niewiele straciła w tej tragedii dla Bastionu. Z drugiej strony było jej żal, że on zapewne stracił sporo.

Kamira położyła swoją torbę obok jednej ze skrzyń. – Mogę popatrzeć? — Spytała go, nim w ogóle dotknęła którejkolwiek ze skrzyń. Nie była zazdrosna o jego broń. Widocznie coś musiała znaczyć, że tak się ucieszył, że nic się jej nie stało. Przypomniał jej przy okazji, że jej nowe ostrze było ciut niebezpieczne, więc odłożyła je gdzieś obok, tak by nie walało się pod nogami, ale i by było łatwo dostępne. Kostur też gdzies postawiła. Po pozbyciu się tego wszystkiego na pewno było jej nieco lżej. Jeśli pozwolił jej pogrzebać w swoich śmieciach, to ściągnęła z głowy kapelusz i położyła go gdzieś obok torby, a potem zaczęła rozglądać się za rzeczami, które się w niej znajdowały i nadawały do czegokolwiek, o ile jej pozwolił. Jeśli nie, to patrzyła, co robi, nie przeszkadzając mu zbytnio.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

455
POST BARDA
Pole było pełne namiotów. Mniejsze i większe, mniej i bardziej wystawne - można było domyślić się, że te mniejsze były pojedyncze dla dostojników, za to te duże miały służyć za schronienie służbie i wojownikom. Kharkun, jako najwyższy wódz, zajął pierwsze wybudowane na nowo budynki.

Azel nie miał nic przeciwko obecności Kamiry. Choć usiadł przy skrzyni i skupił się na zawartości, nie przeganiał czarodziejki. W końcu nie było to nic, co mógłby chcieć ukrywać. Rozpiął swój skórzany kubrak, a nawet ściągnął z włosów sznurek, który dotąd je podtrzymywał. Pozwolił włosom opaść w luźnych kosmykach.

- Jeśli chcesz. - Zgodził się, nie patrząc nawet na to, co czarodziejka robi ani gdzie odkłada swoją broń. - To jedna z pierwszych broni, jaką miałem. - Powiedział, pokazując jej szablę, podsunął ją nawet pod sam jej nos, jeśli chciała zobaczyć z bliska. - Mimo to nigdy nie nauczyłem się nią walczyć, za długa. - Wyjaśnił. W tym przypadku rozmiar miał znaczenie. - Widzę, że naznosili mi masę gratów... - Mruczał, przegrzebując pozostałe skarby. Parę fiolek, które jakimś cudem nie zbiło się podczas kataklizmu, kilka książek, kilka rurek i blaszek, które mogły być resztkami alchemicznych przyborów, powyginana kusza, wreszcie parę noży, a na samym dnie złożona w kostkę płachta z symbolem czarnego ognia. Z cennymi rzeczami wymieszane były codzienne przybory, zupełnie dla elfa nieinteresujące.

Kiedy w końcu był już usatysfakcjonowany zapoznaniem się z zawartością kufrów, mógł całkowicie ściągnąć z siebie ciemne ubranie, pozostając jedynie w spodniach. Na czterech wdrapał się na łóżko i padł na wznak, przekręcając się zawczasu.

- Chodź. - Zachęcił, choć jego ton brzmiał raczej leniwie, jakby w końcu pozwolił sobie na odrobinę luzu. Poklepał miejsce obok siebie. - Podobno miałaś na mnie ochotę? Teraz będę cały twój.

Bastion Khudamarkh

456
POST POSTACI
Kamira
Zwrócił jej uwagę gdy zaczął rozpinać kubrak, a potem ściągnął sznur spinający jego włosy. Nie wiedziała, do czego to zmierzało, bo mogło do niczego, albo jednak do czegoś...

Spojrzała na pokazywaną jej szablę, odrobinę wyrzezywała się nawet gdy przysunął blisko ostrze broni. Było zbyt długie, już to widziała gdy tylko je wyjął. Popatrzyła przez chwilę i przez myśl przeszło jej wiele możliwości. Skąd u niego tak długa broń i dlaczego akurat taka? Dlaczego jest tak ważna? – Od kogo ją dostałeś? — Spytała z ciekawości, bo nie podejrzewała go o aż taką sentymentalność do czegoś, czego nie uważał za zbyt użyteczne.

Jeśli Kamira wygrzebała płachtę z symbolem ognia, to pozwoliła sobie ją wyciągnąć i położyć gdzieś obok. Spędzili na pustyni sporo czasu i dopiero przyjechali. Gdy zaczął się rozbierać to Kamira odruchowo się uśmiechnęła. Widać, że odczytał jej intencje całkiem... Zgrabnie, ale zapomniał o jednym. Zapomniał, że czasem bywała szalona i tym razem nie było inaczej, choć w tym wypadku szaleństwem był rozsądek. – Zróbmy to w basenie. Nie daj się prosić — Powiedziała ochoczo, łapiąc za swój kapelusz, który zaraz znalazł się na jej głowie. – Pomyśl sobie o tej przyjemnej wodzie. Któryś na pewno się ostał. Są też służący... Po wszystkim będzie przyjemnie wrócić nawet tutaj... — Podparła ręce o biodra, oczekując na jego reakcję, co prawda wiele czasu nie mieli, w ten czy inny sposób czas ich gonił, mimo to, zasłużyli chyba na chwilę właściwej przyjemności. Po chwili wyjrzała z namiotu, jakby szukając wzrokiem służby.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

457
POST BARDA
- Nie dostałem jej. - Powiedział, nie podnosząc się z łóżka. W jego ton wdarło się coś nieładnego, coś, co mogło sugerować, że szabla nie była prezentem od podstarzałego mistrza, a raczej narzędziem zbrodni, które znalazło się w dłoniach elfa nie przez przypadek. - Powinnaś już się nauczyć, że jeśli czegoś chcę, to sam sobie to biorę.

Symbol Drwimira nie powinien być zagrzebany na dnie skrzyni, a raczej wywieszony dla oczu wszystkich, którzy pokładali ufność z czarnym ogniu. Azeliel nie przejął się tym, że znak jego boga leży zakopany pod gratami. Najpierw musiał zająć się sobą i swoją wygodą.

Na jej propozycję dźwignął się do siadu niemal od razu. Ciemne włosy opadły kurtyną na jego twarz. Blade ciało było czymś, na czym można było zawiesić wzrok, umięśnione, bez grama zbędnego tłuszczu. Azeliel dbał o kondycję.

- Basenie? Skąd ja ci wezmę basen, czarodziejko? - Między jego brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka, ale uśmiech na twarzy pozostał. Azel wyraził zainteresowanie. - Hej, i po co ci służba?! Czekaj!

Perwersje Kamiry nie układały się w głowie Azela w jedną całość. Elf wyskoczył z łóżka, zdążył tylko wciągnąć buty, by wystrzelić za Kamirą z namiotu, wciąż nie do końca ubrany. Nikomu nie mogło to jednak przeszkadzać, co więcej, kobieca część służby tym chętniej zawieszała na nim wzrok. Jedna z goblinek zatrzymała się przed Kamirą i patrzyła wyczekująco. Jej okrągłe oczy nie wyrażały wielu uczuć.

- Hej, czekaj! - Azel złapał Kamirę i obejmując ją ramieniem przycisnął ją do siebie z nieporzebną siłą. To nie był romanyczny gest. - Ustalaj może wcześniej takie rzeczy, jesli chcesz kogoś jeszcze zaprosić?! I, na bogów, na pewno nie goblina!

Bastion Khudamarkh

458
POST POSTACI
Kamira
Niezbyt się zaskoczyła tym, że szabla nie była ani prezentem przejścia, zakończenia szkolenia czy nawet nagrodą per se. Choć spodziewała się takiej reakcji, jaką dostała, to wciąż zastanawiała się, czy Azel cokolwiek kiedyś dostał. Wszak... Po części było, jak mówił, brał, co chciał. Jakby się zastanowić też była po części efektem jego zachcianki. Tylko czy naprawdę ta szabla była tyle sentymentalnie warta? Co za różnica do kogo należała skoro ten ktoś i tak już nie żyje i najpewniej się dla niego nie liczył. Jakoś nie czuła się na siłach do rozpytywania go o to kogo zamordował i za ile.

– Nie wiem. Jesteś dobry w braniu tego co chcesz, postaraj się. Może u Moxiego dalej jest, albo gdzies tu w okolicy! — Odpowiedziała zadziornie. Może i na Azelu warto było zawiesić wzrok, ale obserwacja go zbyt długo przyprawiała ją o czarne myśli. Jej wiele brakowało do potencjalnego ideału.

Perwersje Kamiry wcale nie były perwersjami, to raczej... Azel sobie zaczął niepotrzebnie wykonywać w głowie obliczenia i dodawać dwa do dwóch. Problem w tym, że nigdy nie dostał zadania do rozwiązania. Może i Kamira potrafiła być szalona, ale nie tak bardzo. Kwestia służby wyraźnie go zdziwiła, gdzie tak naprawdę była zupełnie błaha... Ot, mieli przynieść im jakieś rzeczy do mycia i wszystko. Ewentualnie zabrać rzeczy do wyprania i wyczyszczenia. Tak wiele i tak niewiele. Azel jednak miał co innego w głowie.

Gdy Kamira chciała już zacząć się wypatrzonej goblinki rozpytywać o wszystko... To wtedy dorwał do niej jak dziki elf pustynny, jakim był. Zaskoczył ją siłą, z jaką zdecydował się ją potraktować. Myślała, że po prostu się droczy, lecz jego słowa wyraźnie ją ... Otumaniły i oszołomiły. Z jej strony zapadła... Zupełna cisza. Zerkała to na niego to na goblinkę potem znów na niego i na nią. – eeee... EEEE?— Wydusiła z siebie, ledwie zakłopotane stękniecie. Momentalnie zrobiła się czerwona. Znów spojrzała na niego, potem znowu na goblina, zupełnie odjęło jej mowę. Dokładnie tak jakby zapomniała języka w gębie – że... że niby... — Przełknęła ślinę, dosyć ciężko. – Ż-że ja, ty i ktoś jeszcze? — To dopiero była perwersja, jakiej sobie zażyczył. Zupełnie nie wiedziała, jak zareagować. W tej chwili z powodzeniem można ją było określić jej minę najbardziej czerwonym burakiem na pustyni.

W pewnym momencie nie spoglądała nawet na niego, raczej zaczęła spoglądać w piach lub inne podłoże, jakie tutaj się znajdowało, jakby było tam coś ciekawszego niż idealny Azel czy wielkie oczy goblinki. – C-czy ty chcesz z kimś jeszcze? — Spytała, jakby nawet przedtem takie ekscesy nie przeszły jej przez myśl, co było zresztą prawdą. Nie wyobrażała sobie w tym wszystkim kogoś jeszcze. Nie wyrażała jasnego i klarownego sprzeciwu. Nie znała się i nie miała doświadczenia, ale Azel je miał... Może było w tym coś, czego nie miała okazji zbadać. Jej ton i zakłopotanie wyraźnie zdradzał, że z jej perspektywy, trójkącik lub kwadracik to całkowicie jego pomysł. Ale czy była nastawiona źle? Raczej była ciekawa, skąd w jego głowie ulęgły się takie pomysły...
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

459
POST BARDA
Komentarzy Kamiry nie za bardzo podobały się Azelowi, ale co miał zrobić, gdy czarodziejka wystrzeliła z namiotu jak z procy, gnając w sobie znanym kierunku? Upominanie jej mogło zaczekać, najpierw musiał ją złapać!

Wahanie Kamiry i ostra reakcja elfa mogła wydać się dziwna goblince, która z szeroko rozszerzonymi oczyma patrzyła na niesamowitą parę. Ściskana w jej rękach torba mogła świadczyć o tym, że pędziła gdzieś z posługą, ale przecież nie mogła zignorować zawołania kogoś takiego, jak Kamirin z Pustynnych Ogników.

- Ja... - Zaczęła dukać, jakby nie do końca rozumiała, co się do niej mówi. Szczeknięcia elfa nie brzmiały dobrze, a zawstydzenie czarodziejki pozwoliło jej w końcu zrozumieć, o czym mówili! Nagi tors Azeliela i rozwiązany sznurek podtrzymujący jego spodnie też wiele mówiły o sytuacji!

Wrzask goblinki poniósł się między namiotami.

- Napaśca! - Krzyczała, sękatym paluchem wskazując Kamirę. - Napaśca!

Do jednej kobiety zaraz dołączyły kolejne. Goblinki młode i stare ruszyły w stronę tej pierwszej, a w rękach już miały bronie - kijaszki, koszyki, jedna nawet unosiła rzepę!

- Spierdalamy! - Pogonił ją Azel i łapiąc za dłoń (a drugą ręką za własne zsuwające się z tyłka portki), pociągnął między namioty.

Jakiż to był bieg! Elf zwinnie skakał nad przeszkodami, pokonując zarówno pozostawione belki, czekające na bycie podporą namiotów, jak i zwinięte płótna! Bez wysiłku dawał susa nad belami siana, odbijał się od skrzyni, lawirował pośród beczek - i to wszystko, gdy jednocześnie ciągnął za sobą nie tak zwinną Kamirę! Biedna magiczka obijała się o przeszkody, niejednokrotnie przeciągana wręcz siłą przez Azeliela. Szarpane ramię bolało!

W końcu udało im się wyrwać spomiędzy namiotów, przedrzeć przez gruzy i wpaść między pozostałości ogródka Kharkuna. Gdy pokonali pierwsze krzewy, zaplątali się w kolczasty krzak, a potem wyjątkowo gęste zarośla... stracili grunt pod nogami i wpadli do wody!

Basenik nigdy nie miał być przeznaczony do pływania, służył raczej jako ozdobne źródełko pośród roślinności. Woda była jednak czysta, a dzięki osłonie roślin, również dość chłodna. Sięgała nie wyżej, niż do połowy uda Azeliela, ale hej - można było w niej wygodnie usiąść i spędzić czas.

Azel wynurzył się spod powierzchni, gdy początkowo wywrócił się i pacnął o taflę.

- Haaa...! - Wziął głęboki oddech i odgarnął mokre włosy, które lepił się do twarzy. - Uciekliśmy! Z tobą nigdy nie można się nudzić, co? Teraz czeka cię pogadanka z Avonem! I, h-hej, masz basen!

Bastion Khudamarkh

460
POST POSTACI
Kamira
Cóż mógł poradzić Azel gdy Kamira chciała się znaleźć ledwie przed namiotem? Musiała ruszyć się... Za szybko, odruchowo pobudzając mięśnie elfa do ruchu i obrony swojej zdobyczy... W końcu to, co chciał, wywijało mu się spomiędzy palców.

Co wydarzyło się dalej, to tego nawet najstarsze orkowe szamanki nie wiedzą. Zakłopotana Kamira i łapiący ją silny Azel. Jakiż to widok rysował się przed biedną goblinicą? Najpewniej widziała dziewczynę w opresji, zakłopotaną, niewiedzącą co się dzieje, podczas gdy Azel był pewny, rzucając swoje słowa i odpychając nimi goblinkę. Widok to był na pewno niecodzienny i to, że magiczka nie rozumiała w tej chwili ani jednej, ani drugiej strony... Dodało sytuacji uroku. Jak tylko do jej uszu dotarły wrzaski Goblinki to myślała, że coś się jej stało, lecz nie, nie taka była sytuacja, to goblinka o nią się martwiła i zidentyfikowała Azela jako... Łotra, łachudrę, który chciał kogoś wykorzystać, ale czy naprawdę tak było? Czy Azeliel był tym fantaomowym NAPŚĆCĄ?

Z jakiegoś powodu Elf stwierdził szybko, że tłumaczenia nie mają sensu, zwłaszcza że gdyby nie starczyły, to skończyłby pobity przez goblińskie kobiety. I tyle było z męstwa i odwagi, bo Azel zrobił to co potrafił najlepiej. Wziął, co chciał i uciekł.

Nie zdążyła zareagować, no bo jak mogła spodziewać się tak spektakularnej ucieczki, mając na widoku ciągle spadające Azelowe spodnie? Nie miała nawet jak popatrzeć, bo on skakał i wił się niczym jaszczurka w tym otoczeniu, jak w domu. Czarodziejka natomiast była w tej chwili jak ten pies ciągnięty na smyczy za końskim powozem. Przeszkód na drodze nie brakowało i o ile elf był w stanie ich uniknięć to Kamira nie miała takiego szczęścia i sprytu, by to robić z taką gracją, jak on a jeszcze musiała pilnować, by nie wyrwał jej ręki w trakcie tego szalonego pościgu... Tylko czy właściwie ktoś ich gonił? Kamira stękała i marudziła w trakcie biegu, to na bolącą ręką, to na przeszkodę, na którą wpadła raz czy drugi. Czuła się jak piąte koło u wozu albo jak gdyby ktoś ją przeciągnął przez miasto, nie zważając na to, że nie da rady nadążyć.

Cóż mogła poradzić, jak nie próbować nadążyć? Otoczenie w końcu zupełnie uległo zmianie i wylądowali gdzieś w ogródku. Nie wiedziała, czy powinni biec dalej, ale to on prowadził, dalej ciągnął, wprowadził ich w jeden, potem w drugi krzak, nie było to przyjemne, a ostatni kolczasty w ogóle przekroczył wszystkie oczekiwania czarodziejki. I tyle było z całego romantyzmu, bo z iglastymi krzakami, zwłaszcza kolczastymi nie było żartów i już wtedy czuła, że dłużej tak nie może. Było gorzej niż jak oberwać kamieniem z procy! A to wciąż nie był koniec, bo czekały ich jeszcze jedne zarośla. Ile krzaków połamali i ile gałęzi skończyło w jej nogach? Nie chciała nawet wiedzieć.

Utrata gruntu z początku ją przestraszyła. Chciała wrzasnąć, ale za bardzo nie zdążyła, bo spadała krótko. Danie nura do wody z zaskoczenia to nic przyjemnego. O ile w przypadku Azela można było mówić, że sięga do połowy uda, to w jej przypadku sięgała ta woda dużo wyżej. Co prawda nie na tyle, by się w niej utopić, to i tak i tak musiała wyciągnąć głowę z wody po tym dziwacznym upadku.

Zrobiła to zwyczajnym rozpaczliwcem i zaczęła nabierać oddechów, starając się uspokoić. Może i on był rozbawiony, ale Kamira była na granicy rozbeczenia się. Może i czasem zdarzało się jej zachować zimną krew, ale żeby zwykły basenik wywołał taką sytuację poprzedzoną dziwnymi sugestiami? Nie powiedziała nic. Odruchowo objęła się za naciągniętą rękę, lekko spuściła głowę i przysiadła przy jednym z krańców basenu, oczywiście w wodzie, nie wyszła z niej. Nic z siebie też nie ściągnęła. I tak była już cała morka i wszystko było mokre. Podciągnęła rękę tak, żeby nieco mniej ją bolała, było widać, że wpływa na nią teraz spory dyskomfort w związku z całą bieganiną, jakiej doświadczyła. Pewnie byłoby łatwiej gdyby nie wpadła na niemal wszystko po drodze. Cud, że nie upadł i nie zrobiła sobie większej krzywdy niż nieco siniaków, otarć i zadrapań. No i w jakim stanie była jej tunika!? – A-avonem? — Niezbyt rozumiała co miał on do tego wszystkiego. – Kogo chciałeś zaprosić? I czemu uciekaliśmy? — Przetarła lekko oczy ręką i pociągnęła nosem, bo, mimo że próbowała, to jakoś samo leciało, albo to była woda z basenu. Wypaliła po chwili, nie rozumiała tego, co się stało przed chwilą.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

461
POST BARDA
Azel uspokoił oddech, po raz kolejny odgarniając z twarzy włosy. Musiał żałować, że postanowił uwiolnić je z upięcia. Teraz, gdy były mokre, przez swoją długość zdecydowanie mu przeszkadzały. Przynajmniej zawczasu pozbył się ubrania. Mokre spodnie nie były takim problemem! Zresztą, gdy próbował odnaleźć się w basenie i spostrzegł, że są sami, ściągnął też materiał zakrywający dolną część ciała. Choć woda była orzeźwiająca, zimna i w gruncie rzeczy przejrzysta, szybko okazało się, że pachnie glonami. Kąpiel wcale nie musiała być taka przyjemna, nawet z całkowicie nagim elfem prężącym swoje wdzięki.

Musiał zauważyć, że jest niezadowolona, a ucieczka mogła ją przerazić. Brodząc w wodzie powoli, lecz z wdziękiem, jak dziki kot zbliżający się do ofiary, podszedł do nie, wpraszając się między jej kolana. Ucieczka i zimna woda musiały odgonić zmęczenie i pobudzić go jeszcze bardziej.

- Napastowałaś jedną z jego goblinic. - Mruknął, po czym na moment przycisnął usta do szyi czarodziejki. Jego dłonie sięgnęły za plecy, by poszukać sznureczków, guziczków czy czegokolwiek innego, co stanęłoby mu na drodze do ciała Kamirin. - Wątpię, żeby zgłosił to do Kharkuna, ale nie obędzie się bez pouczenia. To ty chciałaś ją zaprosić między nas, a pozostałe chciały wybić ci to z głowy. Zaufaj mi, lepiej, że uciekliśmy. - Tłumaczył, a jedna z jego dłoni już sięgała do rąbka jej tuniki, by podsunąć ją wyżej. - Nie spodziewałem się, że jesteś taka chętna do obcowania z goblinami. - Azel kpił w żywe oczy.

Bastion Khudamarkh

462
POST POSTACI
Kamira
Przynajmniej nikt ich już nie ścigał. Odruchowo spojrzała w kierunku elfa gdy się rozbierał. Spoglądała, co zrobił z mokrymi spodniami, bo jednak rozbieranie się w wodzie w ich przypadku mogło nie być takie proste, a już, zwłaszcza jeśli się do niego przykleiły i ważyły dużo więcej niż zwykle.

Szybko poczuła, że glonowa woda może nie być najlepszą perfumą, ale i tak... Nie za bardzo miało to już znaczenie, a glony właściwie nie były aż tak złe, na pewno lepsze niż to, co zaoferowało im słońce i piach. Gdy się zbliżał, to się nie ruszyła, pozostała w tej samej pozycji. – Glony... — Powiedziała dosyć cicho. Nie była rybą, by obcować w glonowym zapachu, ale wyglądało na to, że dzisiaj w tym stawie, pływały dwie ryby. Ona i on.

– Wcale nie... — Odpowiedziała gdy tylko przyłożył usta do jej szyi. Pozwoliła mu robić to co chciał. Nie odepchnęła go gdy zaczął coś grzebać za jej plecami, odsunęła się delikatnie od ścianki, by mu to ułatwić. – Zgłosił? Ale przecież nic nie zrobiłam... Nie chciałam nikogo zaprosić. — Mówiła, co myślała na ten temat dosyć jasno. Dlaczego ktoś miałby ją zgłaszać za zrobienie... Niczego? Czuła się dziwnie z samą myślą, że ktoś mógłby chcieć ją posądzić o jakieś trójkąty czy kwadraty z goblinami. Nie potrafiła sobie nawet tego wyobrazić, jak miałoby to przebiegać, co miałoby się dziać? Gdy poprosił, by mu zaufała kiwnęła lekko głową, raz czy dwa. Gdy spostrzegła, gdzie sięga, to podniosła ręce odruchowo do góry, by mu ułatwić ściągnięcie. Zaraz potem je opuściła, wracając do swojej poprzedniej pozycji. Dalej ją ta ręka bolała. Kamira zerknęła, co właściwie miał zamiar zrobić z jej tuniką. Wciąż pozostały jej wysokie buciki. – Wcale nie jestem! — Odpowiedziała czerwona, ale z dużą dozą pewności, nie chciała dać mu z siebie kpić. Nie chciała obcować z goblinami w tym sensie, o jaki mu teraz chodziło. Sama myśl nie pozwalała jej na wyobrażenie czegoś takiego. Nie chciała, nie mogła i nie pragnęła takich perwersji.

Rozejrzała się odrobinę po najbliższej okolicy, spojrzała to na jedne, to na drugie krzewy, które się tu znajdowały. Dopiero potem zawiesiła ponownie zresztą, spojrzenie na elfie.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

463
POST BARDA
Azelielowe portki unosiły się na wodzie gdzieś za nimi, chwilowo zapomniane. Gdy były mokre, stawały się ciężkie, sztynwe i nieprzyjemne, a Azeliel potrzebował swobody ruchów.

- Nie narzekaj, sama chciałaś w basenie. - Przypomniał jej, gdy miała czelność wspomnieć glony. Służba miała na głowie większe problemy niż dbać o basenik w jakimś zapomnianym ogrodzie, gdy miasto leżało w gruzach. Jeśli była to kogoś wina, to tylko Cassima! - Przynajmniej jest chłodniej. Odwróć się.

Pokierował ją tak, by stanęła do niego tyłem i oparła się o porośniętą algami ściankę. Ciężko powiedzieć, czy zrezygnował z szukania zapięcia czy zasznurowywania tuniki, czy po prostu nie chciał jej ściągać, ale nie skorzystał, gdy Kamira chciała pozwolić mu ściągnąć ubranie przez głowę. Po prostu pociągnął jej sukienkę na tyle, by biodra były odkryte. Zaraz po tym przesunął dłonie na jej klatkę piersiową. Dzięki ustom przy uchu czarodziejki, mogła słyszeć jego przyspieszony oddech.

- Wyjaśnisz to Avonowi. - Mruknął pomiędzy pocałunkami, które składał na jej szyi i karku. - Powiesz, że nie lubisz goblinów... tylko mnie.

Azelielowi nie było potrzeba wiele; był gotów do działania. Kamira mogła obserwować otoczenie - brudnawe ścianki basenika, krzewy o grubych, ciemnych liściach, wznoszące się podnad nie palmy, nawet drobne byliny obsypane kwiatami. Owady brzęczały w zaroślach, za to jakiś ptak ćwierkał w koronie najbliższego drzewa. Coś większego przeciskało się przez roślinność...

- Azeliel? Azel, jesteś tutaj? - Spomiędzy liści wyszedł syn Kharkuna, niepomny na to, że może naruszyć ich intymność.

Bastion Khudamarkh

464
POST POSTACI
Kamira
Czy narzekała, że są akurat tutaj? Trochę tak, ale było coś naturalne w tym poobrastanym krzewami zakątku. Kamira z początku chciała basen, ale nie taki! Ten co prawda spełniał jej oczekiwania... Po części, bo jednak wyobrażała sobie to zupełnie inaczej. Bardziej... Romantycznie? Gdzie mieliby coś do umycia, gdzie służba przyniosłaby im coś czystego i suchego do ubrania... No i przede wszystkim zupełnie piękna, czysta i przezroczysta woda. To chyba jednak przepadło wraz ze straceniem Quetapina. Azel miał jednak rację w jednym. Było chłodniej i chłód był w tym przypadku dobrym towarzyszem.

Zrobiła to co mówił, podparła się też o zarośniętą ściankę i delikatnie zacisnęła dłonie na niej, wzięła głębszy wdech, zastanawiając się, co dalej jej towarzysz wymyśli. – Nie chcesz mi tego zdjąć? — Spytała, choć oboje wiedzieli, że dużo materiału do podciągania w górę to nie miał. Azel starał się, by dosyć szybko straciła dla niego zmysły, starał się, całował ją po szyi. Mogła się poczuć przez chwilę wyjątkową. Byli blisko i słyszała, że oddycha szybciej. Szybciej niż wcześniej, czyżby już się zmęczył, a może cała ta przebieżka jeszcze z niego nie wyszła? Albo... Albo również w tej chwili czuł się wyjątkowy. Kamira również nie mogła zignorować, że serce również biło jej szybciej, a jego ręka na jej piersi jakoś sama sprawiła, że oddychała szybciej. – Tak... — Wydusiła z siebie pomiędzy wdechami powietrza. Co tutaj dużo mówić. Nie chciała goblinów. Chciała w tej chwili jego. Tylko czy mógł się spodziewać, że Kamira wyjaśni potem wszystko na swój sposób?

Nie opierała się jeśli zaczął działać. Pozwalała mu na to. Tylko czy zamierzał zrobić to w taki sposób i wszystko zakończyć, czy miał jej do zaoferowania coś więcej? Czy może oczekiwał, że ona zaoferuje mu coś jeszcze? Nie chciała o niczym już myśleć.

Wtedy usłyszała głos, znała go od nie tak dawna. Ton głosu sugerował, że to ork, ale jednak nie do końca. Wszystko było jasne to Kherkhim... Tylko co on tutaj robił?! Tutaj w ich baseniku? Kamira, gdy tylko usłyszała jego głos, rozejrzała się w panice, patrząc w stronę nadchodzącego głosu, jak najszybciej chciała zlokalizować intruza. Odruchowo też zamierzała opuścić swoją tunikę w dół, jakkolwiek wysoko by jej Azel nie podciągnął. (o ile wciąż ją miała) – Nie, stop... Zaprosiłeś kogoś? Nic nie mówiłeś... — Rzuciła do Azela z tonem żalu i wyrzutu jak tylko rozbrzmiał pół-orczy głos w ich otoczeniu. Nie cieszyła się z powodu wizyty intruza, który im przerywał... Nie chciała być widownią dla kogoś, kogo nawet nie zna, tym bardziej nie chciała tutaj kogoś jeszcze. Nie teraz. Jeśli mogła, to chciała się obrócić tyłem do ścianki.


Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

465
POST BARDA
Azeliel był gotów, by przejść do działania. Miał przy sobie młodą czarodziejkę, równie chętną jak on sam, więc nie było przeszkód, by cieszyć się swoim towarzystwem. Jego wargi zostawiały ślady na jej szyi, za to dłonie badały ciało... i mogłoby być tak pięknie, gdyby nie jeden zagubiony pół-ork.

Elf nie mógł skupić się na działaniu, gdy obok był ktoś jeszcze.

- Co do...! - Zmiąłł przekleństwo w ustach. - Kherkim, do cholery! Jesteśmy zajęci!!

Kamira miała tę przewagę, że była wciąż ubrana, wystarczyło tylko obciągnąć ku dołowi mokrą tunikę. On natomiast świecił golizną! Przycisnąwszy do siebie partnerkę, mógł zasłonić najdroższe.

- Azeliel? Och... o-och... OCH! - Półork dopiero po dłuższym momencie zrozumiał, co ma przed oczyma. Nagie pośladki elfa i zdenerwowanie Kamiry dały mu pewien obraz tego, co przerwał. Nagle zdjęty zawstydzeniem, zasłonił oczy i odwrócił się, nie chcąc być tego świadkiem ani chwili dłużej! Mimo to, nie ruszył się z miejsca. - Azel, musimy porozmawiać! To pilne! Gobliny powiedziały, że razem z... z Kemarin uciekałeś w tą stronę. Muszę cię prosić o przysługę.

- To nie może zaczekać?!

- Nie, bo słuchaj... ja naprawdę, naprawdę muszę płynąć na Archipelag. Przekonasz ojca, że ty możesz jechać do Varulae? Za mnie?

Wróć do „Wschodnia baronia”