Cesarski Kompleks Pałacowy

31
POST POSTACI
Awaren
Okej. Tak. Potwierdzone. Słyszał głosy w swojej głowie. Głos - dokładniej rzecz ujmując. Jeden, ale wciąż o jeden za dużo. Świetnie. Wspaniale. Właśnie tego mu brakowało do szczęścia w ten, jakże istotny dla nich wszystkich dzień. Gdyby chociaż dano mu czas na spokojne poużalanie się nad sobą i być może uronienie kilku łez w poduszkę... Jakkolwiek żałośnie to nie brzmiało, pomagało załagodzić nieco stres, w porządku?
Krytyczne spojrzenia Zhoga nie pomagały w odnalezieniu resztek pewności siebie, ale mimo wielkich chęci, nie poprosił o wygłoszenie opinii na głos. Jeśli wglądał tak, jak się czuł - wolał nie wiedzieć. Zamiast tego obiecał sobie, że znajdzie czas na właściwe przygotowanie się. Prezentacja mogła nie być w Karlgardzie aż tak istotna, jak bywała w innych regionach Herbii, ale Awaren wciąż miał dobre powody, aby dbać o swoją aparycję. Po pierwsze, był elfem. Wysokim Elfem. Wierzcie albo i nie, ale nie wszystko prezentowało się dobrze na ich figurach! Pewna estetyka była w nich wyrabiana od maleńkości i jeśli nie musieli, nie chcieli się z nią rozstawać. Moda Karlgardu, a przynajmniej mniej orkowej części społeczności, odpowiadała mu. Górowały w niej wzorzyste tuniki, szaty i przepaski. Były wygodne i przewiewne. Dobrze chroniły przed zjadliwym słońcem Urk-hun, a samemu Awarenowi przywodziły w pewnym stopniu na myśl jego lata na Uniwersytecie. Większość jego ubrać była w piaskowych bądź mdło-zielonkawych, mało rzucających się w oczy kolorach, ale posiadał również dwie, czy trzy pary bardziej wyjściowe stroje. Lepiej ubrany sam czuł się lepiej. Zwłaszcza że kroje te łatwo oszukiwały wzrok i elf nie wyglądał w nich, niczym niedożywiona sierota. Nie wypadało, aby publicznie pokazywał się za plecami księcia, wyglądając, jakby dopiero co wypuszczono go z kamieniołomów.
Droga do komnat Ushbara dawno nie ciągnęła się tak, jak dzisiejszego poranka. Zupełnie, jakby szedł na skazanie, ah. Zazwyczaj w momentach jak ten, gadał, co ślina na język przyniosła. Tym razem jego gardło było zbyt ściśnięte. Mógł co najwyżej intensywnie wlepiać oczy w podłogę przez całą drogę. W ciszy, która i dla niego była zbyt przytłaczająca.

Mag był w połowie myśli kierującej go do boleśnie głębokiego wręcz ukłonu, gdy Ushbar spojrzał na niego w sposób tak dobrze mu znany, a jednak nigdy wcześniej niewywołujący u niego podobnie gorzkiego posmaku. Było to uczucie dostatecznie dla niego samego zaskakujące, aby na moment stanął niczym wryty zaledwie kilka kroków za wejściem. Nogi stały się ciężkie i niechętne do współpracy, niechętne do poniesienia go dalej. Tylko i wyłącznie tchórzostwo oraz zdrowy rozsądek pospołu, zdołały zmusić je po kilku, długich sekundach do zrobienia tego, co słuszne.
- Błagam o wybaczenie, Wasza Książęca Mość! - pisnął słabo, a w każdym razie słabiej niż zwykle i nieco przy tym ochryple. Jego gardło stało się nagle okropnie suche i to nie tylko z winy tego, że dopiero co wypełzł z łóżka, pozbawiony okazji zwilżenia go choćby łykiem wody.
Kurczowo przyciskając rulony i tuby z papierami do klatki piersiowej, aby utrzymać drżenie rąk pod kontrolą, zignorował przykre uczucie i wreszcie pokłonił się, jak należało. Nieco ciężej szło ignorowanie morzącego go i dopiero teraz porządnie odczuwanego głodu. Zestaw śniadaniowy Ushbara wyglądał dzisiaj wyjątkowo soczyście... Czy książę w ogóle wiedział, jak to jest być głodnym? Czy kiedykolwiek ssało go w brzuchu albo mdliło z winy pominiętego posiłku? Kilku posiłków? Odpowiedź była bardziej niż oczywista. Książę mógł być wojownikiem znającym trudy licznych treningów, pojedynków i niegościnnych warunków środowiskowych, ale wciąż miał w sobie to coś, co zrzeszało potomków wysokich rodów wszystkich ras i nacji - rozpieszczenie.
Ah, jakiegokolwiek ptaka podano, pachniał naprawdę obłędnie. Kiedy właściwie sam jadł po raz ostatni? Był prawie pewien, że przez pracę z papierami kompletnie zapomniał o kolacji poprzedniego wieczoru.
Podnosząc ponownie głowę, starał się raczej skupić wzrok na jednym z szerokich ramion księcia, aniżeli jego twarzy. Twarzy, która była w zbyt bliskim towarzystwie z jedzeniem. Patrzenie na jedzenie groziło ryzykiem niekontrolowanego ślinotoku w najmniej odpowiednim momencie. Naprawdę wolał nie poniżać się w sposób, który mógł wywołać obrzydzenie aniżeli współczucie lub chociażby politowanie.
Podchodząc bliżej i zatrzymując się dopiero dwa kroki od stołu naprzeciwko orka, elf starał się nie czuć dotknięty ostatnim przytykiem. Bardziej niż zwykle? Naprawdę? Bardziej niż zwykle?! Oczywiście, że tak! Był strzępkiem nerwów przez ostatnie miesiące i mimo, iż był do tego przyzwyczajony, jego wątłe ciało miało swoje limity! Podobnie, jak ilość mikstur wzmacniających i pobudzających, które mógł bezpiecznie spożywać w ciągu przeciętnego tygodnia. Co gorsza, prawdopodobnie przechodził właśnie jakiś bardzo podejrzany, bardzo nieoczekiwany, a przede wszystkim bardzo niepokojący kryzys, przez który zaczynał słyszeć głosy we własnej głowie! Był zmęczony i głodny. Pojedyncze odespanie kilku dodatkowych godzin nie było w stanie zdziałać cudów. Nie zdziwiłby się, gdyby wiecznie podkrążone oczy jeszcze bardziej niż zwykle rzucały się dzisiaj w oczy. Czuł osłabienie w uścisku ramion, w którym zaciskał dokumenty i odnosił coraz mocniejsze wrażenie, że jego głowa grozi eksplozją.
Awaren zwilżył spierzchnięte usta czubkiem języka, wziął głębszy wdech i zepchnął dość nietypowy dla niego napad gorzkich myśli skierowanych w stronę swojego pana i władcy na bok. To wszystko z winy zmęczenia, powtarzał sobie. Zmęczenia, głodu i beznadziejnego bólu głowy, którego MUSZĘ się pozbyć przed wieczorem.
Zamiast beznadziejnie się frustrować, powinien raczej być wdzięczny, że Ushbar nie poczęstował go czymś więcej poza krzywym spojrzeniem wbrew spóźnieniu, racja? Racja...?
- D-Doprawdy? - zaśmiał się nerwowo, przesuwając w stronę wolnej i dostatecznie dalekiej od widoku talerzy oraz ich zawartości rogu stołu, na którym zaczął powoli układać zwoje oraz pergaminy. Wbrew wszelkim chęciom nie potrafił uspokoić drżenia rąk. - Wasza Wysokość jest jak zawsze bardzo spostrzegawczy! - pochwalił, bo rozpoczęcie konwersacji od komplementu bądź dwóch było po prostu dobrym i często skutecznym pomysłem. - Widzisz, mój panie, to naprawdę duża i ważna uroczystość! Dopięcie spraw budżetowych było z tego najprostszą częścią. Ilość przygotowań przekroczyła nieco moje oczekiwania, ale... Wszystko jest w jak najlepszym porządku! Nie ma się czym martwić! - zaczął swoje standardowe trajkotanie, które prawdopodobnie można było nazwać także zdawaniem zbędnie rozwlekłego i opasłego w szczegóły raportu. - Mam rozpiskę wart, spis strażników odpowiedzialnych za ich pełnienie w konkretnych skrzydłach oraz poczynionych zabezpieczeń. - kontynuował, gdy jego długie, plątające się palce zdołały wreszcie rozsupłać rzemień i wyswobodzić jeden ze zwojów z tuby. - Nie było łatwo, ale dopilnowałem, Wasza Wysokość, żeby twoi ludzie zostali przemieszani z pozostałymi gwardzistami w stopniu, który pozwoli mieć na wszystko oko. Amulety zostały wcześniej naładowane energią magiczną i ponownie rozdysponowane wedle zaleceń. D-Dopilnowałem i sprawdziłem osobiście każdy z nich! - co nie było wcale łatwe, ponieważ orkowie w większości wciąż nie lubią nadmiernie polegać na magii, jeśli mogą polegać na własnej sile. Diabelnie trudno było czasami dotrzeć do ich grubokościstych łbów, starając się uzmysłowić im, że silna wola nie zawsze daję radę wpływowi potężnych zaklęć. - Zalecałbym również, abyś przez cały czas trwania bankietu trzymał w pobliżu przynajmniej jednego, zaufanego strażnika lub... Kogoś, kto będzie pod ręką. Z-Ze swojej strony proponowałbym Rigi?
Wybacz, Zolu. Naprawdę mi przykro! Postaram się wcisnąć cię gdzieś dostatecznie blisko głównych sal, ale zbytnio odstawałabyś od reszty, żeby brać udział w uroczystości!
- Oh! Racja! Jeśli wolno mi być odrobinę zbyt ostrożnym? - rozgadany, poczuł się dostatecznie pewnie, żeby spojrzeć Ushbarowi prosto w oczy. - Mój panie, pragnę nalegać, abyś nie jadł i nie pij niczego, co w trakcie dzisiejszej ceremonii zostanie ci podane z innego źródła niż prosto ze stołu i na twoich oczach. Mogę osobiście dbać o twój napitek, oczywiście! Nie będzie to najmniejszym problemem! Nie śmiałbym nawet twierdzić inaczej! Jeśli jednak gdzieś pomiędzy głównym posiłkiem przy wspólnych stołach zostanie ci coś zaproponowane, proszę, abyś odmówił, o ile ktoś inny nie spróbuje pierwszy.
Miej litość i nie każ tego przypadkiem robić mnie!, dodał w myślach.
Był pewien, że miał obmyślanych więcej "genialnych rad", o których życzył sobie usłyszeć Ushbar. Mniej lub bardziej możliwych do zignorowania, jeśli taka była jego wola. Problem w tym, że wbrew szybkiemu mielenia językiem, pulsująca głowa wciąż osłabiała jego koncentrację.

Cesarski Kompleks Pałacowy

32
POST BARDA
Ushbar słuchał monologu Awarena ze względnym skupieniem. Na pewno nie poświęcał mu całej swojej uwagi, bo lwią jej część pochłaniał poranny posiłek. Żołądek elfa protestował raz po raz, w pewnym momencie nawet doprowadzając Zhoga do cichego parsknięcia śmiechem - za które natychmiast przeprosił, jak tylko książę rzucił mu karcące spojrzenie. Raczej nie w ramach ochronienia swojego doradcy przed upokorzeniem, a dlatego, że nie lubił, gdy w jego rozmowach przeszkadzał ktoś, kto nie miał prawa brać w nich udziału. To jednak sprawiło, że w jego głowie wykiełkowała myśl, jakiej nikt ze zgromadzonych się po nim nie spodziewał: sięgnął do wypełnionej jedzeniem, dużej tacy i popchnął ją po stole w kierunku maga, milczącym skinieniem głowy zachęcając go, by się poczęstował.
Czy to była uprzejmość, wynikająca z wyjątkowo dobrego (mimo spóźnienia!) nastroju, czy może jakiś test? Awaren musiał sam dojść do własnych wniosków, podczas gdy żółte spojrzenie Ushbara lustrowało go intensywnie, zapewne zaciekawione reakcją. Książę mógł czasami traktować go jako intrygujące zwierzątko, jak szczura doświadczalnego, któremu w każdej chwili można było skręcić kark. W przeciwieństwie do szczura jednak Awaren był dość przydatny. Może więc to był tylko miły gest i elf miał okazję - prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz w życiu - spróbować, jak smakuje śniadanie księcia? Trzeba było przyznać, że byłoby to światełko w tunelu tego dnia, który od samego poranka doświadczał go dość okrutnie. Ból głowy, głosy, które słyszał tylko on, rozdarcie szaty, spóźnienie i teraz kuszący posiłek przy wygłodniałym żołądku... Wcześniej czy później musiało się to odwrócić na jego korzyść, prawda?
Ushbar pochylił się nad rozrysowanym planem. Kropla tłuszczu skapnęła z rozrywanego przez niego udka i wsiąkła w pergamin.
- Rigi? - powtórzył, gdy na krótką chwilę zapadła cisza, przerwa w trajkoczącym monologu elfa. - Może być. Jest czujna.
Odwzajemnił spojrzenie Awarena, co wystawiło jego pewność siebie na próbę. Jego żółte oczy spoglądały spod brwi, które sprawiały wrażenie wiecznie zdenerwowanych. Jego doradca wiedział już, że nie zawsze było to spójne z prawdą, ale nie zmieniało to faktu, że mogło być trudno utrzymać kontakt wzrokowy, w szczególności komuś takiemu, jak Foighidneach. Kąciki ust orka uniosły się lekko, gdy zostało mu zasugerowane, że ma uważać na to, co je. Czy zastosuje się do tej porady, czy też nie, nie postanowił się tą informacją podzielić. Biorąc pod uwagę jego paranoję i świadomość, że ktoś nastawał na jego życie, zapewne tak. Może więc naprawdę miał dziś dobry humor? Ale jeśli tak, to... dlaczego?
- Ostatnio wydawałeś się bardzo zestresowany tym, że Maria Elena może nie wytypować mnie na następcę - odrzucił kości ptasiego udka i wytarł dłoń z tłuszczu o leżącą obok serwetkę. Był orkiem, ale wciąż księciem. Zastąpił mięso garścią orzechów, którymi chyba podsumowywał już swój posiłek. Potencjalnie dla elfa została cała, dość imponująca sterta jedzenia. Nawet gdyby się bardzo postarał, nie zjadłby wszystkiego. - Bardziej liczyłem na rady co mam robić, jeśli tak się stanie. I co, jeśli się tak nie stanie.
Odwrócił się z powrotem do okna, przenosząc spojrzenie na oblane promieniami wschodzącego słońca dachy pałacu. Widok z jego komnat był znacznie lepszy, niż z pracowni Awarena.
- Ale nie liczyłbym na nic konkretnego. Symbole do interpretacji, raczej. Nie ja je będę interpretował. Wszystko zależy od ojca.
Obrazek

Cesarski Kompleks Pałacowy

33
POST BARDA
Skoro Ushbar ignorował burczenie jego brzucha, Awaren również zdecydował się zachowywać, jakby problem nie istniał. Jedynym problemem był oczywiście Zhog, który nijako mu w tym nie pomagał, potęgując uczucie wyjątkowej niezręczności.
Bycie pośmiewiskiem wśród sług, pracowników oraz wszystkich razem mieszkańców, tudzież bywalców na cesarskich włościach, nie stanowiło dla niego żadnej nowości. Nieprzychylne, zgorszone bądź zwyczajnie niezainteresowane spojrzenia znosił przez lata. Nie był to nawet pierwszy raz, kiedy usiłował mówić dostatecznie energicznie i głośno, aby odwrócić uwagę od odgłosów wydawanych przez swój pusty żołądek. Dzisiejszy dzień różnił się jednak czymś od pozostałych. Było w nim coś, co sprawiało, że wyjątkowo miał ochotę uderzyć głową o coś dostatecznie twardego, aby oszczędzić zachodu sobie i innym. I kto wie? Może obudziłby się już po bankiecie? W pewnym sensie czysty od zarzutów, że czegoś nie dopilnował? Ah, chyba naprawdę przechodził przez jakiś dziwny kryzys. Nic dziwnego, że zaczynał słyszeć głosy i odczuwał nienaturalną dla siebie irytację! Tak, tak! To na pewno to! Żył przecież w tym miejsc dostatecznie długo, żeby dawno temu zrozumieć, że nie ma co liczyć na doczekanie się szacunku i że rola błazna nadal była lepsza, niż skończenie martwym. Dlaczego wiec tak dziwnie ciężko przychodziło mu zaakceptowanie, że to tylko kolejny, odrobinę tylko mocniej przyprawiony stresem dzień? I gdy myślał, że osiągnął w pewnym sensie limit i nie ma mowy, żeby coś zestresowało go bardziej (co w pewnym sensie było dość kojące), Ushbar najwyraźniej postanowił udowodnić, jak bardzo mógł się mylić.
Robiąc wielkie, sarnie oczy, Awaren naprzemiennie wlepiał wzrok to w jedzenie, to w księcia. Ciarki przeszły go po plecach, zarówno przez spojrzenie, jakim był obdarowany, jak i przez fakt, że nie miał najbledszego pojęcia, jak interpretować gest! Jeśli Ushbar rzeczywiście oferował mu jedzenie, czy to z litości, czy to z dobrej woli, czy też przez prosty kaprys - elf doprawdy nie mógłby być szczęśliwszy! Choćby i wcale nie był głodny, nie śmiałby czemuś takiemu odmówić. Tu jednak wchodził do gry jego mały, wewnętrzny zdrajca-paranoik i fatalista, usiłujący doszukać się kolejnego, czarnego scenariusza pochopnego podejmowania decyzji. Scenariusza, który wcale by się nie objawił, gdyby KTOŚ (czyt. książę), jasno dał mu do zrozumienia, czego od niego oczekuje! Czy mógł nazwać nielegalnym wystawianie go na tego typu próbę?! Bardzo by teraz chciał!
Panie mój, litości! Błagam cię, używaj słów! Matka natura i bogowie po to ofiarowali nam umiejętność sprawnego komunikowania się między sobą, aby tego używać! , skomlał w myślach. Wiedział zresztą, że Ushbar jest świetny w wydawaniu bezpośrednich rozkazów, jeśli tylko chce. Czemu nie mógł po prostu rozkazać Awarenowi, żeby wsadził coś do gęby i uciszył swój brzuch? Czemu stawiał go przed niejasnym wyborem? ...W duchu świetnie znał odpowiedź. Sądził, że zna w każdym razie, a i tak niewiele to zmieniało.
Jeśli nie przyjmie oferty, spotka się najpewniej z jednym z niepochlebnych marszczeń brwi. Ugh... Jeśli przyjmie, może skończyć dokładnie tak samo! Ponownie - Ugh! Pocieszać mogło, że raczej nie straci ręki, nawet jeśli się pomyli. Chyba? Bez rąk byłby wszakże kompletnie bezużyteczny! Nawet Ushbar musiał to wiedzieć!
Ledwie rejestrując, jak mocno zdążyły mu się spocić dłonie i skronie w trakcie tego wewnętrznego boju, wykonał drobny, niepewny krok w lewo. Tyle w zupełności wystarczyło, żeby zapach znad tacy dopadł go po dwakroć. Na tym etapie ledwie był zdolny powstrzymać cierpiętnicze jęki swojej umęczonej duszy i jeszcze bardziej umęczonego żołądka.
Wychylił się mocniej w stronę stołu, ostrożnie kładąc drżące czubki palców lewej dłoni na jego krańcu. Spłoszonym wzrokiem nadal zerkał co rusz w stronę orka, wyczulony na przejaw jakiejkolwiek, negatywnej reakcji, na którą wciąż mógłby w porę zareagować, odskakując jak najdalej i korząc się po pas. Albo po prostu upadając na podłogę i bijąc czołem o ziemię. W porządku. Mógł to zrobić. Mógł to zrobić. Świat nie zawsze musiał mu dowalać.
Chwycenie za najmniejszy z możliwych kawałków z tacy, wydawało się na ten moment większym wyzwaniem, niż przebrnięcie przez wszystkie księgi rachunkowe Karlgardu w jedną noc. Ktoś powinien mu pogratulować, że dokonał tego, nie kończąc wcześniej z zawałem sera albo rozpłakaniem się z nerwów. Z początku podniósł kąsek ledwie o kilka centymetrów nad tacę, ponownie, gotów upuścić go, jeśli Ushbar okaże niezadowolenie.
Przynajmniej co do Rigi obaj się zgadzali. Jeden problem z głowy! Awaren wciąż był pod wrażeniem, że dwójka przypadkiem wydostanych spod niewolniczego jarzma orków przypadła w jakimś stopniu do gustu jego zwierzchnika.
Przestępując z nogi na nogę, elf wytrzymał tylko tyle z krzyżowania wzroku z Ushbarem, ile potrafił - czyli niezbyt długo, a i tak dłużej, niż normalnie się odważył. Jeszcze tego brakowało, żeby pomyślał, że jego mały, spiczastouchy sługa za bardzo obrósł w piórka. Nah-ha! Jeszcze wiedział, co dla niego dobre!
Wtem temat zszedł na rejony poważniejsze, bardziej grząskie i... Czy naprawdę był pytany o to, o co sądził, że był pytany?! I od kiedy jego orczego księcia obchodziło, czym się przejmował, a czym nie?! Nawet jeśli zauważył tylko dlatego, że obecnie dużo staranniej zwracał uwagę na swoje otoczenie ze względu na potencjalne zagrożenia, przyznanie tego było dla elfa wciąż dość szokujące. Tak, Ushbar zawsze był bystry i spostrzegawczy, ale nie miał również nadmiernego powodu, by dbać o stan emocjonalny swojego elfiego podnóżka. Co oznaczało, że na pewno było w tym coś więcej. Awaren miał tego pełną świadomość. Dziesięć lat doświadczenia, drodzy państwo!
Elf otworzył więc usta, zamknął i jeszcze raz otworzył, ale wciąż nie wiedział, jak ubrać swoje myśli w słowa.. Normalnie potrafił formować stek bzdur na poczekaniu, jeśli musiał. I to z ilością szczegółów i detali, które brzmiały naprawdę przekonująco. Zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie za długo siedzi cicho, spojrzał na swojego władcę niepewnie.
- Moje rady, Wasza Wysokość - zaczął wreszcie, odrobinę ochryple. - Mogą... Mogą w dużej mierze zależeć od tego, jak ty sam zapatrujesz się na taką opcję. O-Ostatecznie, Wasza Wysokość nigdy nie był zbyt chętny do przejęcia spuścizny po swoim ojcu. - co było cierniem w jego chudym boku, warto nadmienić! - Nie żebym nie rozumiał dlaczego! To wielka i często uciążliwa odpowiedzialność! Jestem tego w pełni świadom! Polityka jest skomplikowana, męcząca, często niebezpieczna!
Uah! Mówił jak nic za szybko! I na pewno wplatał za dużo negatywów, które mógł pominąć! Po prostu przerażało go, gdy Ushbar tak otwarcie oczekiwał jego zdania w jakimś temacie!
- Jestem jednak w dalszym ciągu pewien, że nie ma wśród rodzeństwa Waszej Wysokości nikogo lepszego na to miejsce! - dodał, jak to często miał w zwyczaju przez wszystkie lata spędzone u boku tego upartego, ale godnego podziwu mężczyzny. - Ani Karlgard, ani Urk-hun nie zdołają utrzymać swojego rozkwitu pod nikim innym!
Awaren wziął głęboki wdech. To, co zamierzał powiedzieć, było cholernie ryzykowne, ale lepsza sytuacja mogła się już nie nadarzyć.
- U-Uważam... - zmarszczył brwi i spuścił wzrok, wbijając go we własne dłonie. - Sądzę... Że niezależnie od symboli i rodzaju przepowiedni... Będę w stanie-...
Nie dość dobrze.
- JESTEM w stanie pomóc Waszej Wysokości stać się jej częścią, lub nie... W oczach wszystkich, którzy powinni to widzieć. -

Cesarski Kompleks Pałacowy

34
POST BARDA
Zaciekawienie w oczach Ushbara dość prędko przeszło we frustrację, gdy zamiast poczęstować się czymś z dużej tacy, Awaren zerkał to w jedną, to w drugą i trząsł się jak osika. Najmniejszym, co mógł znaleźć na talerzu, było jedno, wydrylowane winogrono, słodkie i soczyste, ale niewystarczające przecież, by zaspokoić poranny głód. On to wiedział, książę to wiedział, nawet Zhog to wiedział. Niepochlebne marszczenie brwi, którego elf tak się obawiał, pojawiło się niemal natychmiast, przy akompaniamencie zirytowanego warknięcia. Póki co jednak, na szczęście, obyło się bez fizycznych konsekwencji.
- Jak nie przestaniesz burczeć, to mnie cholera weźmie jeszcze przed bankietem, elfie - warknął Ushbar, wyjaśniając jednocześnie powód swojej chwili dobroci. Nie była to troska, tylko niechęć do dalszego wysłuchiwania koncertu dochodzącego z żołądka Awarena. Nie wiadomo jakim cudem zdołał się skupić do tej pory, ale cierpliwość księcia nie powinna być wystawiana na próbę w ten sposób. - Jedz.
Mówienie z pełnymi ustami nie było dla niego problemem; nie należało to do tych zasad zachowania, jakich uczyło się młodych orków, więc i nie widział przeciwskazań, by robił to jego doradca. Wszystko było lepsze, niż kiszki grające rozpaczliwego marsza w ramach akompaniamentu do jego kwiecistych wypowiedzi. Już wystarczało, że liczba wypowiadanych przez niego słów utrudniała przyjęcie do wiadomości to, co chciał przekazać. Do tego Ushbar wyrobił sobie cierpliwość, ale ostentacyjny głód sługi wystawiał ją ponownie na próbę.
Wyminął go i zrobił kilka ciężkich kroków, by opaść na wysokie krzesło za biurkiem. Słuchał jego zestresowanych rozważań, bawiąc się nożykiem do listów, który podniósł z blatu. Niektóre spojrzenia, jakie rzucał elfowi, sprawiały wrażenie, jakby zaraz miał w niego nim rzucić, ale przecież musiało to być tylko wrażenie. Musiało się Awarenowi wydawać. I choć bardzo chciał on usłyszeć od księcia, że rozważa przejęcie tronu, gdy przyjdzie na to czas, żadna podobna deklaracja nie padła.
- Nie bądź protekcjonalny - warknął Ushbar, odsłaniając kły, a nożyk wbił się w blat sfatygowanego biurka. - Zapominasz się. Wiem, że polityka jest niebezpieczna, zwłaszcza, po ostatnich pieprzonych miesiącach. Nie pytam cię o opinię na ten akurat temat.
Komplementy, następujące później, nieco ugłaskały zdenerwowanego orka, a gdy padła zaskakująco konkretna (jak na Awarena) obietnica, ten długo milczał, wpatrując się w jedzącego - lub też nie - maga. Na tyle długo, by wprawić wszystkich obecnych w dyskomfort, bo nawet Zhog przestąpił nerwowo z nogi na nogę. Za oknem rozbrzmiały jakieś okrzyki, które nie były niczym niezwykłym, ot, zawołania do kogoś po drugiej stronie pałacowego atrium, ale Ushbar i tak drgnął nerwowo, rzucając w kierunku dźwięków krótkie spojrzenie. Paranoja była silniejsza od niego.
- I jak niby chcesz to zrobić? - spytał w końcu. - Mojemu ojcu nie mogłoby być bardziej obojętne, co masz do powiedzenia. Wszystkim, zresztą. Ja sam nie wiem dlaczego cię słucham.
Wyrwał nożyk ze stołu i wrócił do kręcenia nim między palcami.
Obrazek

Cesarski Kompleks Pałacowy

35
POST POSTACI
Awaren
Podskakując w miejscu i wydając z siebie bardzo ciche, podejrzanie wręcz gryzoniowato brzmiące piśnięcie, Awaren wypuścił z dłoni winogrono tylko po to, żeby zaraz chwycić w dłoń drugi co do wielkości, nadający się do chwycenia w jedną dłoń kawałek mięsa, jaki wciąż się tam znajdował. Nie lubił brudzić sobie rąk czymś innym, niż atrament, ale w tej sytuacji gotów był i wejść nago do balii pełnej tłustego sosu, jeśli miało to tylko oszczędzić niepotrzebnego prowokowania Ushbara!
- Takjest! - wydusił, zanim wbił zęby w mięso.
Wow. Więc tego typu rzeczy jadał, zanim zdecydował się opuścić Nowe Holar, huh? Czasami zdarzało mu się podprowadzić coś z kuchni, ale o ile większą różnicą było to zjeść na ciepło i świeżo po przyrządzeniu, a ukradkiem po nocy, gdy wszystko było już zimne i nieco suche. Ciepłe jedzenie, zdaje się, nie było już jako takie czymś, co często mu się zdarzało. Zbytnio lubił stawiać posiłki obok swojego stanowiska pracy, a te, jak wiadomo, lubiły odwracać uwagę pracoholików-paranoików jego pokroju. Cokolwiek udało mu się przynieść ciepłe, kończył, jedząc zimne. Gdy już łaskawie przypomniał sobie, że jeszcze tego nie zrobił.
Tak czy inaczej, głębokie westchnienie pełne ulgi wymknęło mu się po pierwszym kęsie. I wyglądało na to, że nie tylko mógł, ale i musiał kontynuować? Nawet jeśli przez Ushbara nie przemawiała sympatia ani litość, a jedynie chęć uciszenia nieznośnego brzucha swojego sługi, wciąż był to gest, który Awaren doceniał. Łzy praktycznie same cisnęły się do oczu. Dawno nie dostał rozkazu, który brzmiał równie zachęcająco. Starał się mimo tego zachować minimum kurtuazji, z którą wychowywał się przez większość życia i przełykać przed każdym, dłuższym słowotokiem.
- Ah! N-Nigdy bym nie śmiał! - niemal udało mu się zakrztusić. - Nie to było moim celem, zapewniam! - tłumaczył pospiesznie, kręcąc głową i w obronnym geście wyciągając przed siebie dłonie, z czego w jednej wciąż znajdował się nadjedzony kawałek mięsa.
Nieważne jak ostrożny chciał być, czasami zbyt ciężko było stwierdzić, co może, a co nie powinno danego dnia rozdrażnić jego orkowego panicza. Szkoda, że sam nie posiadał minimum talentu wieszczenia, który pomógłby mu w uniknięciu podobnych wpadek.
Ponownie podenerwowany, i to podwójnie, ponieważ czuł, że jego deklaracja wpakuje go na dodatkową minę, wrócił do ostrożnego obracania mięsiwa w palcach i między zębami. Chciał przynajmniej skończyć jeden kawałek i faktycznie uciszyć brzuch, zanim zostanie wyśmiany lub sprowadzony na ziemię w równie subtelny sposób. Nie były to okoliczności, w jakich chciałby przekonywać Ushbara o swojej lojalności i faktycznej użyteczności. Lubił wykonywać znaczną część swojej pracy w ciszy. Bycie niezauważanym miało wiele plusów. Dostarczało swobody. Jeśli jednak istniała szansa na skłonienie księcia do ponownego rozważenia sukcesji i temat pojawił się akurat tu i teraz, Awaren NIE MÓGŁ tego nie wykorzystać. Tonący i brzytwy w końcu się chwyta!
Cisza przedłużała się i, na niepoprawnie symetryczne cycki Krinn(!), nigdy chyba nie wydawała się aż tak wymowna, jak teraz! Ciężko było przełknąć cokolwiek w takich warunkach. Na dodatek całe ciało wydawało się go swędzieć z nerwów, a kark jak nic miał już mokry. I kto by pomyślał, że koniec końców cisza okaże się wciąż lepsza od tego, co padło następne.
Awaren przełknął ciężko, podnosząc wielkie oczy wprost na Ushbara. W pierwszym momencie czuł się zbyt oszołomiony, żeby odpowiedzieć. To znaczy... Kto by się nie czuł? Dlaczego-.... Dlaczego go słuchał??? Poważnie?! Dzięki komu mój drogi książę myśli, że w ogóle zajął stanowisko wśród generałów w równie młodym wieku, ah? Kto węszył, knuł i śledził każdy najdrobniejszy niuans w pałacu, żeby znaleźć odpowiednią okazję do podniesienia twojego statusu?! Kto pilnował, żebyś uczęszczał na spotkania i narady? Żebyś zawsze był wszędzie na czas? Kto doradzał ci zza pleców w ich trakcie? Kto-...
...Mylił się? Czy jego starania naprawdę miały aż tak niewielkie znaczenie?
Łapiąc głęboki, nieco drżący wdech, ponownie spuścił oczy, zanim zdążyło pojawić się w nich coś, co mogłoby go postawić w kłopotliwym położeniu. Bardziej kłopotliwym, niż już było, ma się rozumieć. Gdyby miał nieco więcej pewności siebie, pewnie uspokoiłaby go świadomość, że wcale nie może być aż tak beznadziejnym doradcą, skoro do jego poszukiwań, gdy ostatnim razem został przypadkowo porwany, wysłano aż samą straż królewską. Musiał być przecież jakiś dobry powód tego, że wciąż stał, gdzie stał. Racja?
Odkładając objedzoną kość drżącą ręką, Awaren starał się zepchnąć na bok niepewność i nagły ciężar w klatce piersiowej. Jakiś czas temu pewnie rozkleiłby się przed księciem i zaczął jęczeć, wyliczając swoje drobne osiągnięcia - tę ich część, której nie musiał trzymać tylko i wyłącznie dla siebie. Pokajałby się, posmarkał w rękaw, zapewniał wielokrotnie, że jest jak najbardziej przydatny i żeby się go nie pozbywał.
- Wasza Wysokość - odezwał się zamiast tego cicho. - Mieszkam tu od dziesięciu lat, które poświęciłem na znacznie więcej, niż tylko porządkowanie pałacowych ksiąg rachunkowych, sporządzanie i segregowanie raportów, poprawienie dokumentów, czy odpowiadanie na listy - i nie narzekał. Naprawdę nie narzekał. Listy były świetne. Drobiazg, doprawdy. Nie o to w tym wszystkim chodziło! - Mam... - uciął niezamierzenie, czując, jak w jego gardle rośnie paskudna gula będąca wynikiem rosnącego strachu. - Mam pojęcie o... Sekretach tego miejsca. O-O sekretach różnych osób. O mniejszych lub większych oszustwach, czasami i na koszt cesarstwa... Listy, kopie papierów i rejestrów - kontynuował coraz bardziej spięty.
Bał się tej chwili na długo przed jej zaistnieniem. Bał się, że kiedyś będzie musiał przyznać się do swoich drobnych i co prawda niegroźnych w skutkach dla samego Ushbara poczynań i samowoli pod jego nosem.
Niepewnie spojrzał w stronę Zhoga, którego być może nie powinno tu teraz być.
- Nie mówię o plotkach roznoszonych przez służbę, mój panie - zapewnił, maltretując swoje długie, upaćkane tłuszczem palce. - Mówię o potknięciach, błędach i niosących znamiona hańby w niektórych przypadkach faktach, które dotyczą ważnych i szanowanych orków, zamieszkujących te kompleksy.
Jak ładnie ująć, że przez lata infiltrował pałacowe tereny pod nosem tych, którzy mieli go za nic, żeby nie zapłacić za to później głową? Że pod osłoną magicznego kamuflażu podsłuchiwał i podglądał różne sytuacje i wydarzenia, których nie powinien być świadkiem? Że zakradał się do biblioteki, zanim w ogóle przyznano mu do niej dostęp, aby sprawniej i szybciej móc nauczyć się wszystkiego, co musiał wiedzieć o tych ziemiach, jego prawach i zasadach, kulturze, języku...? Że wertował mapy kompleksu pałacowego do stopnia, w którym na wczesnym etapie swojego pobytu w nim, był w stanie odnaleźć się na każdym jego rogu i zakręcie? I że mimo to, pozwolił, żeby umknęła mu obecność jakiegoś, cholernie dobrze wyszkolonego czarnoksiężnika, któremu o mało co nie udało się zamordować Ushbara rękoma jego najlepszego przyjaciela? Bo, kto wie, może byłoby inaczej, gdyby kiedykolwiek przyszło mu do głowy przyznać się, że posiada także inne umiejętności magiczne, niż tylko te leczące.
Po prostu, uh, po prostu z początku nie wyglądało to na coś, co powinien zrobić. Ze względu na swoje własne dobro i bezpieczeństwo, fakt. Później? Później już nie do końca wiedział, czy chce i czy nadal będzie to rozsądne.
- Cho-Chodzi o to, mój panie, że to nie ja jestem tym, którego opinii muszą słuchać - kolejne zerknięcie posłał już w stronę cesarskiego syna. - Moje słowa nie muszą-... Wasza Wysokość! Chodzi o to, aby słuchali siebie nawzajem. Żeby słuchali tych, których słowa od początku były i są znaczące i żeby te głosy były głośne i wyraźne.
Wbrew drżącym nogom, Awaren wyminął stół i podszedł od boku do biurka, przy którym siedział Ushbar. Chciał to zrobić dystyngowanie, ale nerwy za bardzo go zjadały i zanim zdążył się zorientować, musiał zagryźć zęby, żeby nie kwiknąć z bólu, gdy jego kolana uderzyły o twarde podłoże.
- Nie mogę dać ci jasnej odpowiedzi na to pytanie, Wasza Wysokość - układając dłonie na podłodze, ukłonił się tak nisko, że jego czoło i nos niemal dotykały podłogi. - Choćby jednak przepowiednia powiedziała, że następcę tronu wybierze sam Drwimir, zrobię co w mojej mocy, żeby zmotywować do odpowiednich słów i działań dostatecznie wysoko stojących kapłanów, a nawet doprowadzić do sytuacji, które sprawią, że naprawdę będziesz wygląd niczym jego posłaniec. Nie potrzebuję do tego słów, mój panie.
Zły przykład! Cholernie zły przykład! Zbyt poważny i zbyt wiele sugerujący, ugh! Nie miej mi tego za złe, o Drwimirze! Jestem tylko marnym sługą, który nie chce skończyć w gulaszu dla tutejszej straży!
- Dopóki przepowiednia nie będzie jasno określała osoby z imienia i rysopisu, zawsze można będzie ją obrócić tak, aby do nikogo innego nie pasowała bardziej, niż do ciebie! Przysięgam, że dołożę wszelkich starań, żeby tak się stało, a jeśli... Jeśli nie będzie to możliwe... Zostanie po prostu jej obalenie.

Cesarski Kompleks Pałacowy

36
POST BARDA
Ushbar machnął niedbale ręką, gdy Awaren zaczął się tłumaczyć, nieświadom tego, jak jego słowa zabolały sługę. Bawił się swoim nożem, wpatrując się w odblaski porannego słońca na jego ostrzu.
- Wiem, wiem - odparł z irytacją. - Tak tylko mówię.
Naturalnie, że zdawał sobie sprawę z tego, jak przydatny był Awaren. Część obowiązków, jaką z siebie zrzucił, przekazując je elfowi, z pewnością wcześniej uprzykrzała mu życie. Teraz dzięki niemu nie musiał poświęcać czasu na raporty, dokumenty i listy, choć czy faktycznie miał ich aż tyle te dziesięć lat temu? Był wówczas jedynie młodzikiem, który postanowił przynieść do Karlgardu elfa znalezionego na pustyni. Wtedy nie mógł spodziewać się, że ich los zostanie połączony na tak długo, ani że stanie się on dla niego tak przydatny. Bo kto oczekiwałby po jęczącym, przymierającym z głodu i pragnienia elfie, że faktycznie stanie się on przydatnym i skutecznym sługą? Gdyby Ushbar nie zamierzał go słuchać, Awaren dawno zostałby już wykopany z pałacu, albo gorzej.
Choć pytanie, które zadał książę, było zupełnie retoryczne, sprowokowało maga do wyznania, jakiego ork się nie spodziewał. Kręcący się na ostrzu nożyk zwolnił, a w końcu znieruchomiał. Przez długą chwilę mogło się wydawać, że Ushbar jest kamienną statuą, doskonale wyrzeźbioną formą, która nie ruszy się już nigdy. Zhog za to miał coraz bardziej wytrzeszczone oczy. Zerknięcie na niego wywołało kolejne ukłucie bólu w głowie Awarena, ale to był w tej chwili jego najmniejszy problem. Książę powoli podniósł wzrok, w którym pojawiło się coś, czego Foighidneach w kontekście siebie samego jeszcze nie widział: zaskoczenie. Początkowo zbyt silne, by ustąpić miejsca jakiejkolwiek innej emocji.
- O czym ty mówisz? - spytał cicho, wyraźnie wstrząśnięty. - Skąd to wszystko wiesz?
Zaciśnięta na nożyku dłoń była tylko jednym z wielu powodów, który nie pozwalał się magowi rozluźnić. Słabowity i irytujący sługa, choć bywał przydatny, nigdy nie był przez Ushbara uważany za niebezpiecznego. Bo jak niebezpieczne miało być coś tak małego? Teraz okazywało się, że posiadał wiedzę, jakiej w pałacu mógł nie posiadać nikt inny. Informacje na temat innych, na temat członków jego rodziny i pozostałych mieszkańców kompleksu, być może na temat samego cesarza, być może na temat jego samego! Nigdy nie kazał mu się tym zajmować, nigdy nie polecił mu tych informacji zdobywać. Jego żółte oczy lustrowały elfa intensywnie, gdy ten podchodził do biurka i padał na kolana. W milczeniu słuchał obietnic i potencjalnych planów, sprawiając, że Awaren żałował, iż wśród jego wielu talentów, w tym magicznych, nie leżało również czytanie w myślach. Nie miał pojęcia, czy za chwilę książę rozpłaszczy go o ścianę, czy każe mu się wynosić. A może nie było tak źle? Może pozytywy tych informacji przeważały negatywy?
- Na mnie też coś masz? - warknął, podnosząc się z krzesła.
Zamiast jednak rzucić się wściekle na elfa, wyminął go, wracając pod okno i ze splecionymi za plecami rękami przez dłuższą chwilę skupiając się na widocznym z niego dziedzińcu, kompletnie obojętny względem płaszczącego się na ziemi maga.
- Awaren Foighidneach - powiedział cicho, jakby sam do siebie. - Elf na cesarskim dworze. Taki niepozorny. Żałosny i budzący politowanie. Trudno spodziewać się po kimś takim, że będzie snuł swoje własne intrygi. To też jest maska? - spytał w końcu, odwracając się do swojego sługi. - To popłakiwanie, jęczenie, nieporadność? Możesz już przestać w takim razie. Dobrze wykorzystałeś te dziesięć lat, żeby się ustawić. Nie wiem, czy powinienem się z tego cieszyć, czy się ciebie czym prędzej pozbyć.
Zhog przestąpił z nogi na nogę. Czy będzie musiał za chwilę na polecenie księcia wykonać drugie z tych przypuszczeń? Jeden szybki cios topora i głowa elfa poturlałaby się po ziemi. Nawet nie zdążyłby się podnieść z klęczek. Zamiast jednak wydawać jakikolwiek rozkaz, Ushbar odwrócił się z powrotem do okna.
- Pracujesz dla mnie - mruknął cicho. - Z taką wiedzą... wiele rzeczy mogłoby wyglądać inaczej. Ale gdybym miał zastąpić ojca, nie chciałbym z niej korzystać.
W zamyśleniu potarł palcami zmarszczone brwi. Czyżby Awaren chwilowo był bezpieczny?
- Nigdy nie chciałem być wybrany na następcę - przyznał. - Nigdy nie interesowało mnie bawienie się w politykę. A teraz ty przychodzisz do mnie z całym tym syfem, który nazbierałeś przez lata. I co ja mam z nim zrobić?
Obrazek

Cesarski Kompleks Pałacowy

37
POST POSTACI
Awaren
Fakt faktem, że początek kariery Awarena u boku księcia nie był aż tak zajmujący, jak obecnie. Jego grafik był pełen względnie prostych czynności i obowiązków, które na ten moment poszły niemalże w zapomnienie. I całe szczęście, bo większość wymagała od niego wysiłku fizycznego, którego ze swoją wątpliwą tężyzną nie znosił nadmiernie dobrze! Ot pilnował, aby każdy posiłek przynieść o właściwej porze (wtedy sam je też dostarczał), pomagał orkowi ubrać się z rana i oporządzić, dbał o jego kąpiele i czas, w jakim powinien się stawić w danym miejscu (pomniejsze obowiązki, ćwiczenia, lekcje etc), dostarczał wszelkich przyborów i spełniał najbardziej niedorzeczne zachcianki, praktycznie robiąc za gońca, błazna i niezbyt użyteczny worek treningowy (czyt. błazna x2). Jego wieczory wciąż były wtedy dostatecznie wolne, aby mógł marnować je na zwiedzanie okolic nocami. Czasami, dla spokoju ducha i pewności, że nikt nie odkryje jego nieobecności, tworzył sobowtóra, który pozostawał grzecznie w łóżku.
Od tamtych, jakże odległych teraz dni, w życiu elfa zaszło wiele zmian, których ten uparcie odmawiał przed samym sobą żałować. Zmarnowanie dziesięciu lat życia być może i nie było czymś wielkim w perspektywie długowieczności przedstawicieli jego gatunku, ale wciąż świadczyło o poniesieniu na pewnym etapie porażki, która bolała dużo bardziej, niż jakiekolwiek trudy zaznane po drodze. Nieważne jak mało Wysokiego Elfa zostało w Awarenie, pewnych, naturalnych dla jego rodzaju wartości i przyuczeń nie dało się porzucić równie łatwo, co Nowego Holar i resztek dumy.
Mimo serca bijącego w alarmującym tempie i jeszcze bardziej bolesnego pulsowania w skroniach, starał się nie dygotać mocniej niż to konieczne pod spojrzeniem. Co było swoją drogą diabelnie ciężkie, bo naprawdę nie wiedział, jak powinien interpretować szok, który dojrzał dosłownie chwilę wcześniej w oczach księcia. W gruncie rzeczy cieszył się, że nie stał już na prostych nogach, bo doprawdy nie był pewien, czy strach, jaki odczuwał, nie odebrałby mu czucia w nogach i nie posłał na podłogę w znacznie mniej elegancki sposób.
Słysząc szuranie krzesła i ton głosu Ushbara, struchlał nie na żarty i zaciskając szczelnie oczy, gwałtownie pokręcił głową. Błędem było spięcie włosów. Gdyby trzymał je luźno, mógłby w tej pozycji przynajmniej schować za ich kurtyną twarz.
- Panie - zaskomlał żałośnie, a gdy dobiegły do niego kroki, ledwie zdołał powstrzymać się przed instynktowną próbą natychmiastowego rzucenia się do ucieczki lub przynajmniej stworzenia bezpiecznego dystansu. - Nie śmiałbym!
I być może źle się złożyło, że nie śmiał. Gdyby było inaczej, być może udałoby się uniknąć paskudnej sytuacji z Ash'keenem. Z tym że naprawdę nie podejrzewał, że ktokolwiek spróbuje nastawać na jego głowę! Sądził, że wciąż mają dużo czasu do tego typu akcji, skoro ork sam z siebie nie wykazywał publicznie żadnego zainteresowania koroną.
Gdy książę wyminął go, poczuł chwilową ulgę, ale głowę odważył się unieść, dopiero kiedy padło jego pełne imię. Jeszcze poprzedniego wieczoru nie był pewien, czy Ushbar w ogóle pamięta jego pierwszą część. Co dopiero mówić o nazwisku rodowym, które i wśród elfów uchodzić mogło za odrobinę kłopotliwe w wymowie. W innym miejscy i o innym czasie piałby pewnie teraz z zachwytu i wzruszenia. Zamiast tego, ponownie pokręcił w pośpiechu głową do stopnia, gdzie kilka niesfornych, mniej dokładnie upiętych kosmyków wysunęło się i zaczęło smagać go bezboleśnie po policzkach.
- Nigdy nie było moim celem knucie przeciwko Waszej Książęcej Mości! Tak, jak nigdy nie próbowałem udawać kogoś, kim nie jestem! Mój panie, musisz mi uwierzyć! - wyrzucił z siebie w panice i desperacji. Sprawa wciąż nie była przegrana, skoro tylko rozważano jak na razie jego śmierć, prawda?! - Jeśli wykorzystywałem swoją wiedzę, to tylko i wyłącznie w wymagających tego przypadkach - co z kolei nie było do końca prawdą, bo czasami przecisnął również tę lub inną wiadomość czy dokument przez szparę pod odpowiednimi drzwiami, aby wpakować w kłopoty kogoś, kto podciął mu nogę na schodach więcej niż raz czy dwa. I jeśli ta sama osoba przy okazji była zagorzałym zwolennikiem najstarszej córki cesarza, nikt nigdy nie dostrzegł powiązania, a zwycięstwo było podwójne! Udało mu się zresztą pozbyć korupcji, która wcześniej zjadała pałac oraz pałacowy skarbiec od środka, czyż nie? Niezależnie od metod, wciąż była to właściwa decyzja! Nie jego ręce zostały zresztą ubrudzone w trakcie.
- Wasza Wysokość. To, co robiłem, wykracza poza moje kompetencje. Jestem tego w pełni świadom. Przysięgam, że jestem! Proszę jednak zrozumieć! W moich intencjach nigdy nie było zagrożenie Waszej Wysokości ani cesarstwu!
Byłoby świetnie, gdyby rzeczywiście, zgodnie z oczekiwaniami Ushbara, z trzęsidupy mógł przeistoczył się w pewnego siebie, dumnie wyprostowanego Awaren Foighidneach. Takiego samego Wysokiego Elfa, jak jego bracia, ojciec czy matka. Pewnie, czemu nie. Problem w tym, że nigdy taki nie był. Nawet w swoich najlepszych dniach uchodził za płochliwego potakiwacza. Główna różnica polegała na tym, że był również dobrym i zaradnym studentem oraz adeptem. Nikt nie wykorzystywał go nadmiernie. Większość była zbytnio skupiona nad własnymi badaniami. Tak samo, jak i on.
Nadstawiając uszu, wbijał palce we własne uda, o które oparł dłonie, by powoli unieść się wyżej i tym samym przejść bardziej do siadu w klęczkach niż do samych klęczek. Odetchnął głębiej raz i drugi, gdy wszystko względnie się uspokoiło i wyczuł, że jest to odpowiednia chwila, by ponownie się odezwać.
- Jestem tylko marnym sługą, mój panie, ale wciąż jestem przy tym twoim sługą - podkreślił ostrożnie, odrobinę wiercąc się w miejscu. - Jeśli tego ode mnie zażądasz, nie zrobię z tym zupełnie nic i ty również będziesz mógł zapomnieć, że cokolwiek powiedziałem - co byłoby okropnym pomysłem i jeszcze gorszym marnotrawstwem, którego nie chciał brać pod uwagę! - Tylko czy-... Mój panie... Czy naprawdę sądzisz, że można powierzyć Mornie przyszłość cesarstwa?
Tego tematu nigdy nie próbował poruszyć, ale dobrze wiedział, że spojrzenie na to, jak powinno funkcjonować cesarstwo, było w przypadku ich dwójki kompletnie sprzeczne. Ushbar może i nie znosił polityki, ale przynajmniej wiedział, kiedy ta mogła pójść w złym kierunku.

Cesarski Kompleks Pałacowy

38
POST BARDA
- Nie śmiałbyś, nie śmiałbyś - powtórzył Ushbar z irytacją i uderzył zaciśniętą w pięść dłonią w niewielki stolik, na którym stało niedojedzone śniadanie. Srebrna taca podskoczyła w miejscu, a jedno winogrono sturlało się na ziemię i potoczyło pod nogi Zhoga. Ten nawet nie drgnął. Bezpieczniej było w tym momencie udawać, że się nie istnieje. Awaren chyba nigdy nie widział, by ork był tak nieruchomy.
- Nie. W twoich intencjach było zabezpieczenie samego siebie - mruknął książę z niechęcią w głosie.
Elf nie był w stanie stwierdzić, o co tak naprawdę Ushbar był zły. Czy chodziło o to, że robił to poza jego wiedzą, czy że robił to w ogóle? A może o to, że miał teraz w rękawie karty, które mógł zagrać także przeciwko niemu, nawet jeśli twierdził, że tak nie jest? Plecy orka były spięte, a brwi zmarszczone jeszcze bardziej, niż zwykle.
- Jakie to są, do cholery, wymagające przypadki? - odwrócił się i obdarzył sługę piorunującym spojrzeniem. - Jak mam o tym zapomnieć, elfie?! Wstań!
Jego głos był nieznoszący sprzeciwu i nie martwiło go to, czy mag utrzyma się na nogach. Przyglądał się mu przez długą chwilę, w milczeniu snując swoje własne rozważania, ale nie pozwalając mu się ruszyć choćby o krok. Pionowa linia między jego brwiami i zmarszczony w złości nos nie ułatwiały Awarenowi znalezienia w sobie siły. Z całą pewnością żaden z ich dwójki nie spodziewał się takiego toku rozmowy, gdy Foighidneach wszedł rano do komnaty księcia, ale cóż, najwyraźniej elf nie miał do końca kontroli nad własnym językiem.
Pytanie dotyczące Morny również nie doczekało się początkowo odpowiedzi. Milczenie sprawiało, że powietrze robiło się gęste, aż trudno było nim oddychać. Trwało i trwało, doprowadzając maga prawie na skraj rozpaczy. Ten poranek zdecydowanie mu nie służył.
- Nie - powiedział w końcu Ushbar cicho. - Powierzanie go jej skończy się bezsensowną wojną.
Westchnął ciężko i oparł się tyłem o parapet, krzyżując ręce na klatce piersiowej. W końcu też opuścił wzrok z Awarena, pozwalając mu przestać, lub też dopiero zacząć dygotać. Chyba uspokoił się nieco, może więc i mag mógł chwilowo przestać bać się o własne życie?
- Ale Morna jest pierwsza. Najstarsza. Ma największe poparcie. Jej należy się korona - mruknął. Czyżby bez przekonania? Z drugiej strony możliwe, że było to wyłącznie życzeniowe myślenie elfa. Byłoby prościej, gdyby mogli porozmawiać jako równi, ale tego nie mieli przecież doczekać się nigdy.
- Jest więcej osób na tron, niż Morna i ja. Nie próbuj mnie do tego przekonywać. To nie jest dobry pomysł. To, że mój ojciec jako wojskowy poradził sobie z objęciem władzy, nie znaczy, że chcę pójść w jego ślady.
Podrapał się po karku i skrzywił.
- Muszę pomyśleć. Bez elfiego chuchra walającego mi się po podłodze i piszczącego jak szczur. Idź do siebie i wróć przed bankietem - zadecydował, unosząc wzrok na Zhoga. - Dopilnuj, żeby faktycznie poszedł do siebie. I żeby tam siedział, dopóki po niego nie poślę. Niech mu nie przyjdą do głowy kolejne pomysły, wykraczające poza jego kompetencje.
- Tak, panie.
- Muszę pomyśleć, co z tym zrobić
- przetarł twarz dłonią. - Wyjdź stąd, elfie, zanim stracę resztki cierpliwości do ciebie.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Karlgard”