Skalgród

16
POST POSTACI
Wierzba


Młody Wierzba nie chciał nikogo skreślać na wstępne, ale spojrzenie elfa powodowało, że dreszcz przeszedł mu po plecach. Tak jak swego czasu podziwiał elfy (choć też odrobinę nienawidził przez wzgląd na swojego ojca), tak po czasie w Twierdzy zdołał przywyknąć do tej rasy. Przecież nawet w jego dormitorium czas spędzał jeden z nich! Legunas był jednak zupełnie innym typem, aniżeli Damien.

Nie dość, że szorstki w wyglądzie, to jeszcze był szorstki w obyciu. Wierzba skrzywił się nieznacznie, gdy elf na niego warknął i musiał sam ze sobą walczyć, by nie cofnąć ręki z kocem. Opłaciło się, bo już po chwili elf wyglądał, jakby sam przyjazny gest był dla niego światełkiem nadziei i okazją do zmiany nastawienia, co zaraz też potwierdził. Wierzba uśmiechnął się i kwinął głową w odpowiedzi na podziękowania.

Nie umknęło Wierzbie, że mężczyzna nie był w najlepszym stanie. Jego przesłuchanie musiało być o wiele cięższe, aniżeli to, które zaserwowano Wierzbie. Poza nastraszeniem konsekwencjami braku współpracy i wychłodzeniem, nic mu przecież nie było. Nie dostał w zęby nawet raz, nawet profilaktycznie.

- Nie ma za co. - Odpowiedział cichutko. Nie spodziewał się podziękowań za uratowanie skóry nie-mordercy, zrobiło mu się ciepło w klatce piersiowej. Czy nie było warto choćby dlatego, by wyciągnąć z elfa takie wyznanie? - Będzie dobrze. - Poinformował go jeszcze. Współpraca z niebieskowłosą mogła wyjść im jedynie na dobre. Widząc, że tamten zasypia, sam przymknął oczy i nie wiedzieć nawet kiedy, usnął.

Nie spodziewał się takiej pobudki. Chwilę zajęło mu zrozumienie, gdzie i dlaczego jest, jak również przyporządkowanie delikatnej dłoni do osoby Auriel. W pierwszym momencie ucieszył się, w drugim zaś przypomniał sobie, że Auriel to kłopoty.

- Co? - Mruknął mało przytomnie. Nie mieli czasu, ale na co? Zrozumiawszy, że jest w celi, powoli zaczął składać sytuację w całość. Nie wyglądało to dobrze. - Co?!

Trzech zbirów i półelfka, która znowu w coś się wplątała! I choć kusiło, by razem z resztą zabrać się z zimnego więzienia, musiał pamiętać, że jego przyszli towarzysze z wyboru to przestępcy. Poza tym, czy nie było mu obiecane, że to tylko jedna noc, po której miał zyskać choć częściową wolność? Mógł nigdy więcej nie wracać do Skalgrodu i mieć strażników w czterech literach... ale tak nie postępował rycerz.

- Co?! Czekajcie! - Poderwał się z posłania. - Czekajcie! Auriel...! - Spojrzał w jej stronę, jakby błagając o pomoc w ciężkiej sytuacji. Nie miał szans z trzema byczkami, tym bardziej, że był bezbronny. A jednak... Nie mógł pozwolić im po prostu zabrać więźnia! - Stójcie! Uciekają! UCIEKAJĄ!

Zebrał w sobie wszystkie siły, by wrzasnąć ile sił w płucach i poinformować strażników! A następnie szykował się na konsekwencje. Uniósł gardę.

Skalgród

17
POST BARDA
- I czego drzesz się, durniu? - rzucił jeden ze zbirów, ten który podtrzymywał Damiena. - Jesteśmy w piwnicach, o ścianach tak grubych, że możesz torturować nawet króla i nikt tego nie usłyszy. A ten strażnik przed wejściem leży ogłuszony, więc chuja zdziałasz - wyjaśnił bardzo oględnie.
Auriel spojrzała się na chłopaka, jakby zmieszana, nie wiedząc za bardzo co czynić. Jej Wierzba, właśnie próbował z premedytacją wsypać ją, całkowicie niwecząc ucieczkę, którą mu zorganizowała. Może nie chodziło o same niedowierzanie, o ile o poczucie zdrady i niedocenienia. Widać było to po jej twarzy, która do tej pory zimna i nieprzenikniona, na chwilę odkryła się przed chłopakiem.
- Tylko nie róbcie mu krzywdy - powiedział cicho Damien. - Pomógł mi przetrwać noc...

To co się stało później, było nagłe i ciężkie do przewidzenia. Pół-elf poczuł lekkie zawroty głowy. Przez chwilę był w stanie się im opierać, ale im mocniej z nimi walczył, tym bardziej obraz przed oczami mu ciemniał. Ostatnie co usłyszał to cichy okrzyk zaskoczenia wydany chyba przez Auriel, gdy chłopak nagle osunął się na ziemię.

***

Obudził się przykryty kocem, zamknięty w swojej celi. Całe to zajście z Auriel wydawało się być tylko złym snem, ale brak Damiena w celi obok, podpowiadał umysłowi coś innego. Sytuacja nie wyglądała za kolorowo... Szczególnie, gdy chwilę później otworzyły się drzwi, w których stanął strażnik. W blasku pochodni widać było, że zamrugał jakby z niedowierzania. Po pierwszym szoku dobiegł szybko do celi, próbując zrozumieć co tu się dzieje.
- Gdzie ten drugi? - warknął po chwili, patrząc się na Wierzbę. Strażnik wyglądał na naprawdę wściekłego. Był to ten sam, który wczoraj dawał koce chłopakowi. Najprawdopodobniej będzie miał przez to problemy, bo najwidoczniej to on stał tej nocy na straży. - Gadaj natychmiast!

Skalgród

18
POST POSTACI
Wierzba


Zbiry byli nad wyraz wyrozumiali dla krzyczącego Wierzby. Najwyraźniej widzieli, że nie stanowi dla nich zagrożenia, co było kolejnym ciosem w dumę półelfa. Komentarz na temat tego, gdzie się znaleźli i dlaczego wołanie na alarm było bez sensu, był dla Wierzby zrozumiały, ale i tak spodziewał się bitki, pozostał jednak ze wzniesionymi pieściami, jak przeciwnik, którym nie warto zaprzątać sobie głowy. To, że Damien postanowił stanąć po jego stronie, bo niespodziewane, jednak nawet w procencie nie tak, jak występek Auriel. Dziewczyna z jakiegoś powodu przystała do rozbójników i gdy pokazywała po sobie zdziwienie brakiem chęci ucieczki z więzienia, to jej odczucia nikły w obliczu odczuć Wierzby: był całkowicie rozczarowany jej postawą!

- Co ty robisz?! - Spróbował jeszcze wpłynąć na jej sumienie, gdy zaczęło się z nim dziać coś bardzo dziwnego. Obraz przed oczami rozmył się, kolana zmiękły, a on powoli osunął się w ciemność, nie mogąc walczyć z tym, co go trafiło.

Przebudzenie nie należało do niecodziennych. Pod kocem było mu ciepło, ale sala była zbyt pusta - Damien zniknął. Musieli dopiąć swego i uciec, pozostawiając problemy na jego głowie. Pytaniem pozostawało, co zrobili, by szybko unieszkodliwić Wierzbę? Chłopak usiadł i zaczął przyglądać się swojemu ciału, obawiając się, że jeśli wstanie, znów dopadnie go słabość.

- Auriel... Hoff, inni. - Zaraportował strażnikowi, przyglądając się swoim dłoniom, jakby spodziewał się zobaczyć na nich dowody na magię lub też środki, które zwaliły go z nóg. - Przyszli po elfa. Próbowałem powstrzymać. - Zacisnął zęby. Z jakiegoś powodu spodziewał się, że cała wina jak zwykle spadnie na niego.- Wolałem cię. - Zdenerwował się. Będąc w oddzielnej celi, i tak nie miałby szansy powstrzymać uciekniera. - Krzyczałem, póki... Nie zrobili mi. Czegoś. I zasnąłem.

Skalgród

19
POST BARDA
Widać było, że strażnik mocno spuścił z tonu po usłyszeniu wytłumaczenia Wierzby.
- Kurwiesyny- mruknął tylko pod nosem, drapiąc się po brodzie. Spojrzał na chłopaka, który z bezsilności zaciskał zęby i pokręcił głową, jakby negując swoją własną myśl. - Idziemy - zadecydował.

Nie bawił się ponowne krępowanie chłopaka. Kulturalnie przytrzymał drzwi i puścił go przodem, instruując że ma iść po schodach do góry. Strażnik trzymał się pleców pół-elfa, idąc z nim krok w krok. Im wyżej się wdrapywali, tym mniejszą wilgotność było czuć. Powietrze robiło się wyraźnie cieplejsze, a same ściany przestawały być obrośnięte mchem. Zapach też był o wiele przyjemniejszy, a jeśli skupić się wystarczająco mocno, można nawet było wyczuć nuty jajecznicy smażonej z boczkiem. Pewnie gdzieś w całym kompleksie straży miejskiej, funkcjonowała również niewielka stołówka. Wtedy też Wierzba poczuł jak bardzo jest głodny...
Minęli jednak korytarz na parterze, z którego (jak się Wierzbie wydawało) został przyprowadzony. Strażnika nakazał wspinać się dalej. Mijali tak piętro za piętrem, gdy w końcu mężczyzna zatrzymał chłopaka i poprowadził go przez labirynt przejść. Była to wyraźnie ładniejsza część budynku, ozdobiona obrazami i drobnymi przedmiotami, które ocieplały znacząco kamienne korytarze.
Za którymiś z kolei drzwiami, trafili w końcu do pokoju, o ciężkim drewnianym biurku, z widokiem na jedną z zatłoczonych uliczek Skalgrodu. Pokoik nie należał do olbrzymich - był urządzony schludnie, acz minimalistycznie. Za meblem znajdowało się krzesło, zajęte przez postać, która okazała się wcześniej przesłuchującą Wierzbę, elfkę.

- Pani kapitan... - zaczął strażnik, nieco jakby z powątpiewaniem. Zamilkł jednak, gdy tylko zobaczył oczy niebieskowłosej. Zajęta była papierami, albo posiłkiem - ciężko było to stwierdzić, jako że jednocześnie siedziała nad jednym i drugim
- A ten to co tu robi? - zadała pytanie lodowatym tonem.
- Bo... Damien uciekł. To samo co ostatnio. Współwięźniowie wprowadzeni w stan snu. - próbował wytłumaczyć, ale nie powstrzymało to podniesienia się pani kapitan.
- Jak to uciekł? Znowu? Pierdoleni, korzystają pewnie z pomocy Karlaha. Niech mu kołek w dupę wbiją - wybuchła wyraźnie niezadowolona. Wyprostowała się i odetchnęła głębiej, starając się nieco uspokoić.
- No nic... I zostawili tego tutaj, tak? Dzięki Gaben. Wracaj do swoich obowiązków, a tego obszczymurka zostaw mnie - zadecydowała. Strażnikowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Ukłonił się tylko lekko i zniknął z pokoju tak szybko, jak tylko się w nim pojawił.

Niebieskowłosa odchyliła się lekko i oceniła stan Wierzby, jakby analizując to co usłyszała i co się stało. Poprosiła go by przedstawił raz jeszcze to co powiedział wcześniej strażnikowi, a gdy już usłyszała całość, podeszła do okna i zamilkła, wpatrując się w uliczny ruch.
- Widzisz... Przydasz nam się jeszcze bardziej, ale najpierw może coś do zjedzenia? - zaproponowała i nie czekając na potwierdzenie, otworzyła drzwi od pokoju, krzyknęła coś na korytarz i wróciła na swoje miejsce. Chwilę później do nozdrzy Wierzby dotarł talerz z jajecznicą i kilkoma kromkami świeżego i pachnącego chleba. Talerz został ułożony na stoliku w kącie pokoju, obok którego stało niewielkie krzesło. Pani kapitan wskazała go głową chłopakowi.
- Śmiało. Ale musisz mi powiedzieć kim jest ten cały Hoff... Pierwszy raz o nim wspominasz. I Auriel? Co ona tam robiła? - Usiadła na skraju biurka i zaczęła dopytywać.

Skalgród

20
POST POSTACI
Wierzba miał prawo być niezadowolony. Nie dość, że oskarżyli go o zbrodnie, których nie popełnił, to zamknęli go w zimnej piwnicy, a teraz, gdy wszystko poszło nie tak, a on nie mógł nic zrobić nie ze względu na własną niechęć, ale przez to, że zabrali mu chociażby broń... A teraz, wbrew wszystkiemu, go potrzebowali!

Nie zyskałby nic na oporze, więc bez słowa sprzeciwu poszedł za strażnikiem, ku górze, ku ciepłu i suchości. Miał wrażenie, że wilgoć wcisnęła mu się we wszystkie stawy, a te bolały z każdym krokiem! Po czymś takim, należał mu się co najmniej cały dzień na słoneczku... Na to nie miał jednak co liczyć, choćby ze względu na porę roku i sytuację. Zapach jajecznicy jedynie dodawał do tortur, jakie przeżywał młody Wierzba.

Elfka, czy też pani kapitan, jak się okazało, ani trochę nie poprawiła pół-elfowi nastroju ze swoim szorstkim, nieprzyjemnym i zupełnie nieefektywnym podejściem. Chłopak siadł na wskazanym miejscu i skrzyżował ręce na piersi, czekając na rozwój wydarzeń. Oczywistym było, że go przesłuchają po raz kolejny. Ale kim był Karlah, nie wiedział.

- Sama jesteś obszczymurek. - Wymruczał pod nosem, gdy został nazwany w nieładny sposób. Ale bądź co bądź, nie mógł odmówić jajecznicy.

Dopiero gdy siadł przy stoliku, zupełnie nie zbudowanym dla takich cnych mężów, jak on, a raczej dla dzieci, i gdy zajął się jajecznicą, wróciła mu jasność myślenia. Pochłaniając danie tak szybko, jak to możliwe, jakby bojąc się, że ktoś zabierze mu talerz sprzed twarzy, mógł, z pełnymi ustami, bo z pełnymi ustami..., mówić:

- Sama mówiłaś o Hoffie. Damien też mówił. - Mruknął, przywołując ich wczorajszą rozmowę. - To musieli być oni. - Dodał z pełną pewnością, pakując do ust nieco ponad pół kromki chleba. Przydałby się jeszcze napitek, żeby przepchnąć kęs dalej! Ciągnął swoje wyjaśnienia dopiero, gdy uporał się z przeżuciem pieczywa. - Było ich trzech. I Auriel. Krzyczałem, bo nie mogłem się bronić. - Wzruszył ramionami. To ich wina, zabrali mu oręż! Niech teraz żałują. - Strażnika nie było. Auriel musiała do nich dołączyć. Głupia... - Prychnął. - Chciała mnie z nimi zabrać, ale ja krzyczałem po strażnika. A potem zrobiło się ciemno.

Skalgród

21
POST BARDA
Pani kapitan uśmiechnęła się pod nosem na wytknięcie jej błędu. Widać było zadowolenie na jej twarzy, tak jakby chłopak przeszedł jakiś z jej ukrytych testów.
- Uważny i nie da się zagiąć... Wystarczyło dać mu coś do jedzenia. Bardzo dobrze to rokuje - powiedziała jakby sama do siebie, zapisując w swoim zeszyciku w głowie potrzebne jej uwagi. Przekrzywiła lekko głowę i nie przerywała chłopakowi więcej, słuchając uważnie co ma do powiedzenia. Po wszystkim założyła ręce pod biustem, wpatrując się w jedzącego chłopaka.

- Będą z Ciebie ludzie, Wierzbo. Wybacz też tego Obszczymurka. Muszę siać postrach wśród swoich podwładnych - Brzmiała, jakby się tłumaczyła. - Podoba mi się Twoje poczucie obowiązku i prawości. Chciałabym więc złożyć Ci pewną propozycję... - Opuściła ręce i odbiła się nimi od skraju biurka, bardzo zgrabnie przechodząc do chodu. Wolnym krokiem zbliżyła się do chłopaka, wyciągając ku niemu dłoń. Swoimi długimi palcami przesunęła po jego przedramieniu, przechodząc wyżej ku barkowi, gdzie zatrzymała swoją dłoń.
- Bądź mój... - wymruczała dość ponętnie. Światło poranka wpadające za elfką do pokoju, wywołało efekt anielskiej poświaty. Jeśli Wierzba spojrzałby się na nią w tym momencie, mógłby zauważyć, tym razem, wyeksponowany dość mocno dekolt, który niejednego przyprawiłby o rumieńce. Talia zwężała się zgrabnie, dzięki skórzanemu gorsetowi, podkreślającemu każdą możliwą krągłość elfki. Jej alabastrowa skóra, wydawała się błyszczeć w promieniach słońca, oślepiając w kontraście z czarnym ubraniem jakie miała na sobie. Wąskie i przyległe do jej nóg spodnie, zdradzały jej smukłą budowę i biodra, którymi z pewnością potrafiła poruszać bardzo ponętnie. Naprawdę ciężko było nie zauważyć jej seksapilu, który wręcz z niej emanował, gdy nachylała się lekko nad biednym Wierzbą. - ... Pracuj dla mnie. Skoro tak bardzo nie lubisz Auriel, wbij jej szpikulec i odegraj się za wszelkie zło, które Tobie poczyniła. Tobie i innym. Pokaż swój spryt, przechytrz ją i Damiena. Zinfiltruj ich bandę i wykorzystaj do tego swój zabójczy urok... - opowiadała cicho, sącząc mu każde słowo niemalże z czcią do ucha.
- Jesteś bystry i wiem, że dasz radę. Znasz ją. Możesz ją wykorzystać, by zaskarbić sobie ich zaufanie i szacunek, na jaki zresztą zasługujesz... - Wiedziała z poprzedniego przesłuchania, że to jego słaba strona. - Pozwól mi być z Ciebie dumna, a nie pożałujesz... - wyszeptała, prostując się i przeciągając smukłymi palcami po podbródku i policzku półelfa. Obróciła się powoli i wolnym krokiem zbliżyła się znowu do biurka. Usiadła ponownie na jego krawędzi.

- Co powiesz na takie warunki współpracy? - zapytała już normalnym, acz bardzo przyjemnym i kobiecym tonem głosu, przekrzywiając głowę i udając, że przed chwilą nic nie zaszło. - Opowiem Ci więcej szczegółów, jeśli jesteś zainteresowany. Jeśli nie... No cóż, szkoda. Wypuścimy Cię, ale nie będziesz mógł opuścić Skalgrodu przez jakiś czas. Być może potrzebować będziemy kilku dodatkowych informacji, albo potwierdzenia tożsamości Hoffa, Brumina i Manfreda, jak już ich złapiemy - wyjaśniła. - Brzmi to dla Ciebie w porządku? - zapytała tak, jakby Wierzba mógł mieć jakiś wybór.

Skalgród

22
POST POSTACI
Wierzba


Młody rycerz zajął się jedzeniem, a to poprawiło mu humor, troszeczkę, odrobinę, tak nieznacznie, że choć policzki miał wypchane jajecznicą, to zerkał spod byka na otoczenie i elfkę, która irytowała go coraz bardziej.

- Nie tobie mnie oceniać. - Upomniał ją. Denerwowały go te ciągłe testy i sprawdziany. Zdał trwający rok test na rycerza i to była jedyna ocena, jakiej potrzebował. Wioskowa dziewka, która mianowała się kapitanem, mogła mu co najwyżej polerować miecz! - Zapominasz się. Jestem rycerzem. - Odwarknął, bo zdawała się to ciągle omijać. Przełknął ostatni kęs, choć na talerzu jeszcze zostało, a następnie odsunął od siebie półmisek. Skończył. - Mam misję, od Mistrza. Sądzisz, że jest mniej ważna od waszej sprawy drobnych zbirów? - Tym razem to on zadawał pytania. Odsunął się od dłoni elfki. Nie potrzebował jej fałszywych słów i gestów przesiąkniętych kpiną. On, niski, zupełnie niemęski półelf z zapomnianej przez bogów wioski, nie był kawalerem, za którym oglądały się panny. Nie potrafił uwierzyć w dobre intencje niebieskowłosej, o ile takie miała. Przez moment przeszło mu przez myśl, że to kolejny "test". A on miał już dość tych testów.

Odepchnął się od stolika i wstał, tym bardziej uciekając poza zasięg rąk kobiety. Był trenowany na szpiega - jak mógł poddać się takiej prostej prowokacji? Był ponad to, tym bardziej, że elfka nie była nawet w procencie tak czarująca, jak Auriel.

- Mistrz Silwater powierzył mi misję. Jeśli sama nie poradzisz sobie z podpalaczem, wysotosuj list z prośbą o pomoc do Zakonu. - Mówił cichym, niskim głosem, ciskając pioruny z oczu. - Próby nastawienia mnie przeciw Auriel to zdrada. Nie pomagała zbójom, szukała mnie. Jeśli mnie uwięzisz, wróci tu z Zakonem. - Odgrażał się. Nim zdał sobie sprawę z tego, ile słów wypowiedział, ile niewypowiedzianych gróźb, czuł tylko szybkie bicie serca i ciepło złości, które rozlało się po jego ciele. - Zwróć mi moje rzeczy i wyruszę od razu. Powiedziałem ci wszystko, co wiem. To teraz twoje śledztwo.

Jego instynkt "uciekaj albo walcz" przybrał zupełnie nową formę - wciąż chciał uciekać, ale mógł zrobić to w nieco bardziej cywilizowany sposób. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, a jego pewność siebie uleciała. Elfka teraz go zamknie na wieki wieków, a Auriel może nie chcieć po niego wracać! Nikt nie przyjdzie mu z pomocą. W najlepszym wypadku po prostu weźmie swoje rzeczy i pójdzie swoją drogą.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Turon”