Bastion Khudamarkh

421
POST POSTACI
Kamira
Kamira sama nie wiedziała, czy to konieczne, ale nie miała złudzeń, że im szybciej go się pozbędą, tym mniejsze szkody jej wyrządzi. – Póki nie odzyskał pełni mocy... Je-jeśli ją odzyska, a na pewno odzyska, to będzie chciał smoka, już go chce. Nie odpuści. Kiedyś mógł tylko rozmawiać, radzić. Dziś może znacznie więcej. — Tłumaczyła swój punkt widzenia i choć nie wiedziała, co ma się stać dalej to czuła, że tak trzeba. Nie mogła ryzykować tego, że zaśnie, opuści gardę, a on przejmie kontrolę. Patrząc po słabej woli Azelila i oporze, było to możliwe. – Nie wiem. Trudno, to będę bez duszy! Już i tak pewnie jej nie mam przez to wszystko! — Wzbraniała się w złości, bo jednak zrobiła wiele okropnych rzeczy w ostatnim czasie, sama nie wiedząc ile z nich to była jej własna ambicja i chęć pustej zemsty na wszystkich a ile z tego to były podszepty demona, który tylko się cieszył z każdego odebranego życia. – To trudno, dłuższa drzemka mi nie zaszkodzi — I nie chodziło tutaj o samo zmęczenie, miała dość, mentalnie była wyczerpana tym wszystkim, najpierw udawanie, potem cała ta jazda z pozbyciem się Traxata a wcześniej wcale nie było dużo lepiej. A jeszcze bardziej liczyła, że jeśli sporo czasu minie jej w okamgnieniu to inny nieco... Poluzują swoją nienawiść i złość w jej kierunku, może nawet i Kharkhun się uspokoi. Wciąż jednak słowa Venli... Rzeczywiście ją straszyły, nie wiedziała, co to znaczy nie mieć kawałka albo nawet całej duszy, co to w ogóle znaczyło i jakie niosło konsekwencje. Powoli kiwnęła głową zgadzając się z wrednym magiem.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

422
POST BARDA


- Musimy działać teraz!

Przynajmniej jedno z nich było w pełni przekonane o tym, co należy zrobić i dlaczego. Venla wciąż się wahała, ale jedno spojrzenie w stronę łóżka, na którym leżał Azeliel, wystarczyło, by zrozumieć, że muszą działać szybko, nim Demon pożre kolejną osobę.

- Pożywił się na twojej magii. - Powiedziała Venla Kamirze, gdy ta wspomniała, że demon stał się bardziej śmiały wraz z czasem, jaki spędzał z czarodziejką. - Kamirin... Gdy wtedy próbowałaś dotrzeć do smoka. Czy ty pomagałaś demonowi?

Bulion fuknął przez nos na samo wspomnienie takiej możliwości. Domysły Venli były nad wyraz celne, ale również przerażające dla zgromadzonych.

- Nie odrzucaj swojego jestestwa tak łatwo, kochana. - Ostrzegł ją Q'beu. - Jeśli będziesz się opierać, nie doprowadzimy rytuału do końca. Bądź dzielna.

Kamirin została posadzona wygodnie w krzesełku, a Bulion nie odchodził od jej boku. Mogła się spodziewać, że rytuał nie będzie łatwy. Okazało się, że przygotowanie czerwonawej mazi to tyło początek. Następne było okadzenie filakterium wonnymi ziołami, tak duszącymi, że nawet jeden z mężczyzn, który leżał w części szpitalnej, zaczął kaszleć. Po tym nastąpiło posiekanie jakichś korzeni, którymi nakarmiono Kamirę, odmówienie zaklęć i parę innych typowych dla tego typu wydarzeń magicznych cyrków, których formułę magowie czytali z przepastnej księgi. Zapewne musiała być podobna do tej, którą posiadała sama Kamira, choć jej zawartość była inna. Nie odsyłali demona, a zamykali go w innym naczyniu.

Po tym, jak Q'beu oświadczył, że są gotowi, Kamira zdążyła już przysypiać, czym mogła obwiniać działanie korzeni. Czerwona maź z początku rytuału została rozmazana na jej czole. Skóra piekła w miejscu, gdzie nałożył ją pomarszczony palec Venli, również zapach drażnił nozdrza. Mimo to, nie wybudzała się, zachowana w stanie półprzytomności. Słyszała kolejne inkantacje w nieznanym języku, czuła dym okadzający jej ciało. W końcu usłyszała głos, tak wyraźny, jakby ktoś krzyczał przy jej uchu:

- Zdradziłaś mnie! Sądzisz, że możesz się mnie pozbyć?! Myślisz, że pozwolę ci odejść?!

Skronie Kamirin rozerwał ból. Nie było to fizyczne cierpienie, ale coś, co sięgało głębiej. Coś z jej ducha, jakby uczucie centralizowało się w głowie, ale ogarniał p całe ciało i nie tylko.

W jednej chwili znalazla się pośród bieli, jakby wszystko wokół zaszło mgłą. Światło nie było ni ostre, ni przytłumione, zupełnie jakby wpadało przez płachtę czy żagiel. Nie siedziała już, ale stała, choć nie czuła swoich nóg. Nie było zapachów, nie bylo kolorów ani widoków. Pośród nicości zauważyła przed sobą kogoś, kto mógł byc tylko demonem. Postać przed nią, złożona z dymu i płomieni, które układały się w ludzką sylwetkę, złapała ją za dłoń. Jej skóra w moment zapłonęła jasnym, czerwonym ogniem. Rozlał się po niej ból.

- Idziesz ze mną.

Bastion Khudamarkh

423
POST POSTACI
Kamira

Kamira tylko niechętnie i z drobnym wstydem kiwnęła głową, potwierdzając słowa magiczki, że dokładnie to próbowała wtedy zrobić. W tamtej chwili chciała dać mu smoka i mieć go albo z głowy, albo jako silnego sojusznika. Nie chciała mówić więcej, patrząc na to jak wszystko wyglądało dzisiaj... Nie był to najmądrzejszy ruch, jak zresztą każdy. – Głupi kultyści lata temu... — Powiedziała ciszej, nie zmieniając markotnej miny. Dzisiaj czuła się przez nich oszukana, jak niegdyś jeszcze potrafiła docenić spędzone z nimi dni przed rytuałem.

Starała się zachować świadomość jak najdłużej gdy pracował Q'beu. Nie było prosto, było nudno, a i korzenie chyba działały uspokajająco i usypiająco. Nie rozumiała samego rytualu, ale na szczęście nie musiała. Mogła skupić się na tym, by wraz z nią wszystko działało też na demona, by współodczuwali to wszystko, chciała, by też był senny, bardzo jej zależało, by również czuł się zrelaksowany przed zamknięciem w lampie. Było trudniej i trudniej a pieczenie... Dlaczego tak piekło?

Tym, co niemalże wybudziło ją z rozpoczynającego się snu, był Demon, chyba zaczynało się dziać, zaczynało działać, krzyczał, był zły, już nawet nie błagał. To był on, działało! Jego krzyk był wyjątkowy, bolało, lecz inaczej niż zwykle, to było jak straszliwa migrena wewnątrz głowy, która rozchodziła się tylko bardziej i bardziej i bardziej...

W końcu stało się coś wyjątkowego. Nie była już w pomieszczeniu, w którym zajmowała krzesło w trakcie rytuału. Było... Jasno, ale i rozmycie, jakby trochę mgliście. Było inaczej ale pusto. – Czyli chyba się nie udało — Zachichotała bez wyrzutu, nim jeszcze spostrzegła demoniczną postać. Nie była tutaj sama, był tutaj wraz z nią on, widząc go, wpierw przyspieszyła oddechy. – Nie! NIE! NIGDZIE NIE IDĘ! WON DO LAMPY WON DO LAMPY!— Zaczęła wrzeszczeć gdy tylko poczuła ból i na przemian wyła i krzyczała, że nigdzie nie idzie. Zamierzała się wyrywać, to na lewo, to na prawo. Zaufała sobie, nie chciała dać się pochłonąć. Magia tylko go karmiła, nie było sensu tutaj z niej korzystać, bo tylko stawałby się silniejszy, gdziekolwiek rzeczywiście byli. Nie miała zamiaru dać się zabrać. Nie jemu. Lampa była dla niego, nie dla niej.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

424
POST BARDA


Światło było rozmyte, ale stopniowo z blasku wyłaniały się kształty. Najpierw demon, z którego uścisku chciała się wyrwać, zaczął zmieniać postać - z bezkształtnej masy dymu i ognia wyłoniły się kontury, poczynając od przystojnej twarzy o ostrych rysach, przez włosy związane w kucyk, lecz wygolone po bokach, wreszcie lekko odstające, spiczaste uszy. Od Azeliela dzieliła go tylko czerń oczu i zanikające szczegóły, jakby skóra wciąż parowała dymem szarganym nieistniejącym wiatrem.

- Nie udało się!- Powtórzył Demon głosem, który również zapożyczył od swojego ostatniego żywiciela. - Musisz iść ze mną! Ze mną spędzisz resztę wieczności!

Demon nie opuszczał, jednak Kamira mogła zauważyć, że jego siła fizyczna nie była przeważająca. Mimo postury elfa, nie potrafił pociągnąć Kamiry do siebie. Nie korzystanie z magii było słusznym posunięciem.

W jednej chwili krajobraz się zmienił. Wciąż w kolorach bieli i szrości, światło padające z góry przybrało na sile, za to te z dołu przygasło. Pod swoimi stopami mogła zauważyć miasto, z łatwością odgadła, że to Bastion widziany z poziomu skrzydeł smoka, choć wyglądał, jakby był przykry chmurami.

- Patrz, co robisz! To twoja wina!

Tam, gdzie mogłaby umieścić pałac Kharkhuna, unosząca się ku górze chmura pyłu zdradzała eksplozję. Z epicentrum rozchodziła się fala uderzeniowa, niszcząc wszystko na swojej drodze, nie zostawiając nawet gruzów, a jedynie zwały piasku i gołych skał. Nie towarzyszył temu żaden dźwięk.

Demon złapał obie ręce Kamiry.

- Jeśli ze mną nie pójdziesz, tak skończysz! Przyniesiesz zagładę dla wszystkich!

W mgnieniu oka nie stał już przed nią Azel, a... Ona sama, z podobnie przerażającymi, czarnymi oczyma.

Bastion Khudamarkh

425
POST POSTACI
Kamira
Zaczynała rozumieć, co się dzieje. Jeśli jedna rzecz była tutaj prawdziwa, nie mogła zbyt dużo myśleć, powinna działać. On wiedział, słyszał, czuł każdą myśl, jaka brzmiała w jej głowie. Mógł wszystko stworzyć na ten wizerunek. Nie odpuszczała, dalej odganiając od siebie demona. Wiedziała, że nie jest to jej Azel. – NIE SZKODA CI NA TO ENERGII!? — Wrzasnęła w jego stronę, dalej wyrywając się ile sił. Była nawet gotowa go pchnąć, byle tylko ją puścił.

Nowy krajobraz i wszystko inne przestawało mieć znaczenie. To był pokaz determinacji i przekonania. Jeśli w czymś Kamira była dobra, to w upieraniu się przy swoim, nawet jeżeli nie koniecznie miało to ją zaprowadzić w dobre miejsce. Na swoje nieszczęście, demon był dla niej spalony, zawiódł ją zbyt wiele razy swoim nastawieniem i marzeniami. Nie mógł jej przekonać w żaden sposób. – Nie, nie moja! To wszystko Ty! To TY! — Chmura pyłu jej nie przerażała, pokazywał jej to, co chciał, by zobaczyła. – Nie wierzę w ani jedną rzecz! Jesteś skończony! WON DO LAMPY! — Darła się na demona... Chociaż w trakcie tego krzyku coś zrozumiała. Mimo wszystko była zła i dawała mu paliwo... A co mógł jej zrobić tutaj? W pewnym momencie przestała krzyczeć. Nawet jeśli chwycił ją w tej chwili za ręce. Dużo spokojniej spróbowała wyzwolić się z jego uścisku. – Nie — Powiedziała dużo spokojniej, powoli starając się uspokajać oddech. – Do lampy. Tam jest twoje miejsce. — Widok jej samej... Bardzo jej nie poruszył. Możliwe, że powodem ku temu było to, że nie miała tutaj za bardzo lustra i dawno sama się w nim nie przeglądała. – Przegrałeś. To na mnie nie działa. Nie wierzę ci. Nie uwierzę. — Cofnęła się powoli, zamierzała go zignorować. Najważniejszym było przekonać samą siebie, że wszystko to są jedynie jego wytwory i nawet ból, jaki jej sprawiał... Był jedynie marą, jaką chciał, by odczuwała.

Jeśli o coś mogła posądzić Q'beua to o to, że był wrednym magiem, mimo to... Gdy już wziął się do pracy, wyglądał... Profesjonalniej niż sądziła, o ile w ogóle w języku magów były takie słowa. Wolała zaufać jemu niż demonowi-chorągiewce.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

426
POST BARDA


Kamirinowa postać demona stanęła w płomieniach. Czarodziejka mogła widzieć, jak jej twarz topnieje, zżerana przez szarawy ogień. Skóra kurczyła się i darła jak pergamin pochłaniany przez żar.

- Nigdy się mnie nie pozbędziesz, Kamirin z Pustynnych Ogników. - Obiecał demon, powoli rozsypując się w nicość. Gdy poza zarysem torsu i rąk nie pozostało już wiele, istota wyciągnęła dłoń, by musnąć palcami twarz magiczki. - Nigdy cię nie opuszczę. - Obiecał z nieznaną wcześniej czułością w głosie.



Kamirin nabrała w płuca tchu, jakby brakowało jej powietrza, jakby wynurzała się z głębin. Odchyliła głowę do tyłu i otworzyła szeroko oczy. Widziała rozgwieżdżone niebo. Laboratorium - szpital przyjmował ciepłe barwy żółci i pomarańczy rzucanej przez światło pochodni. Zniknęła nienaturalna bladość świata, zniknął dym i wizje zsyłane przez demona. Jedyne, co pozostało, to uczucie gorącego dotyku na policzku. Nie czuła bólu, ale kolana jej drżały. Była osłabiona.

Szum w jej uszach stopniowo cichł, ustępując odgłosom nocy i dalekim rozmowom. Kiedy opuściła spojrzenie, zauważyła Q'beua, który pomagał wstać Venli. Staruszka musiała upaść podczas rytuału, wymęczona wcześniejszą walką o życie Azeliela.

Kamira nie czuła obecności Demona. Wciąż stojąca na prowizorycznym blacie lampa wyglądała tak samo, jak wcześniej. Prócz demona zniknęło coś jeszcze, coś, czego nie potrafiła nazwać.

- Dziewczyno? - Szorstki głos Q'beua skierowany był w jej stronę. - Jesteś z nami? Nie straciłaś rozumu?

Kamira poszerza swoją wiedzę na temat demonologii.

+1 do mistycyzmu

Gratulacje!

Bastion Khudamarkh

427
POST POSTACI
Kamira
Powiedzieć, że widok, jaki zaserwował jej demon, był niepokojący to wielkie niedopowiedzenie. Na szczęście w tym okropieństwie było coś innego. Coś, co pozwalało jej się uspokoić. To nie było prawdziwe, nie mogła płonąć, bo sama nie płonęła. Demon składał swoje obietnice, ale ile z nich rzeczywiście udało mu się spełnić do tej pory? Niewiele i tego zamierzała się trzymać, nie wierząc w jego słowa. Mimo to zasiał w niej ziarno niepokoju, nie chciała, żeby wrócił, chociaż bała się tego co może nastąpić jak już go nie będzie. Nie miała pewności czy jest na to gotowa, ale teraz nie było odwrotu, musiała być. Obiecał jej, że nie zniknie... I miał racje, zostanie jej wspomnieniem i najlepiej by tylko tym został i niczym więcej.

Złapanie oddechu było niczym wyjęcie głowy z gorącej beczki z wodą. W końcu złapała oddech i chyba wróciła do świata Bastionu. Tak, to niebo, rozpoznawała je, już je widziała. Nie była spokojna, nawet jeśli chciała być spokojna tam, to tutaj nie mogła. Czy rytuał jeszcze trwał? Czy się skończył? Gdzie był demon? Od razu poczuła się... Słabsza? Możliwe, że to wpływ samego rytuału i wyjątkowo ciężkiego dnia. Dochodziła do siebie wyjątkowo powoli, odzyskując zmysły jeden po drugim. Nie wiedziała, co się tutaj stało, musiała zupełnie stracić kontakt z tym planem w trakcie zabiegu.

Było... Inaczej, nie czuła już jego obecności, więc jeśli nie z nią to gdzie był? W lampie? Udało się? Udało się go wyciągnąć i zamknąć tam, gdzie powinien czeznąć? – U-udało się? — Spytała niepewnie. Wszystko wyglądało dosyć... Realnie, więc chyba rzeczywiście wróciła i już nic jej nie groziło, potencjalnie rzecz jasna. – N-nie wiem. Chyba? Głupsza chyba nie będę — Przyłożyła jedną rękę do czoła, jakby chciała sprawdzić, czy wszystko jest na miejscu. Zamknęła oczy i powoli wzięła oddech. Nie wiedziała, jak opisać to uczucie, czuła się... tak jak jeszcze się nie czuła. – Dzi-dziwnie się czuje tak... Nie wiem... To już? — Nie chciała nawet wstawać. W tym gwiezdnym widoku było coś kojącego. Pozwalało jej rozmyślać... Dlaczego czuła się inaczej? Spojrzała ukradkiem w kierunku Venli, potem w kierunku Q'beua, potem tam, gdzie leżał Azel. Finalnie zawiesiła wzrok na lampie. Powinna czuć, że pała od niej jakaś energia, ale nie czuła nic dlaczego? Czyżby tak dobrze wytłumiała tego stwora? Gdzie był demon?
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

428
POST BARDA


Kamira miała miękkie kolana i dobrze zrobiła nie próbując wstać z miejsca. Krzesło z wysokim oparciem i podłokietnikami samo trzymało ją w pionie.

Pomyj pomagał Venli usiąść na kawałku przewróconej ściany. Czarodziejka była zielonkawa na twarzy i trzęsły się jej dłonie.

- Udało się! - Potwierdził. - Złapaliśmy go do lampy.

- Kamirin. - Odezwała się staruszka.

- Nie mów. Odpoczywaj, duszko.

- Nie! Musi wiedzieć.

Choć Kamirze wydawało się, że wszystko było na miejscu, przynajmniej jeśli chodziło o jej ciało, Venla musiała wiedzieć coś, co nie do końca dobrze wróżyło. Qbeu unikał patrzenia na młodą, za to Venla, nie pierwszy raz, wyglądała, jakby miała się rozpłakać.

W końcu, po paru głębszych wdechach, odwrócił się do niej mag. Krzaczaste brwi miał zmarszczone, jakby w złości.

- Powiedzmy, że Demon wykorzystał lukę w barierze Venli i nie zdołaliśmy obronić cię w całości. - Powiedział, szybko, nieprzyjemnym tonem. - Ale to bez znaczenia! Straciłaś tylko cząstkę siebie. Wykorzystamy ją razem z demonem do własnych celów.

- Demon wcześniej zagarnął kawałek duszy Azeliela. W tej lampie... - Wskazała na naczynie. - W tej lampie jest mieszanka esencji twojej, Azeliela i Demona.

- I dobrze! Będą pożywką dla pijawki. - Burknął Pomyj. - Tym łatwiej będzie mu przejąć smoka.

Bastion Khudamarkh

429
POST POSTACI
Kamira
Niezbyt ogarniała to, co się właśnie wydarzyło. Udało się? Chyba tak, coś jednak mieli jej do przekazania, z czym nie mogli się do końca zgodzić. Venla zdawała się być przejęta, znacznie bardziej niż Q'beu, co chyba było normą i codziennością w temacie tej dwójki. – Ale co? — Spytała powoli, rozejrzała się to w lewo, to w prawo. Czuła się chyba... Normalnie? Obserwowała zdenerwowanego maga, jakby szukała na jego twarzy odpowiedzi, która miała dopiero nadejść – P-powiedzmy? Co to znaczy powiedzmy? Jak bez znaczenia? Jaką cząstkę? Cząstkę znaczy ile? I Azela też? Halo! Jak to? Przecież przegrał! — Po jego wysłuchaniu nie mogła ukryć zdziwienia, jakie rysowało się na jej ustach, oczach i ogólnie całej twarzy. Przecież wygrała, pozbyła się go, więc jak to wszystko mogło się stać? Mówiła nie do końca pewna czy zupełnie dociera do niej to co jej przekazali. Czuła się normalnie, ale... Nie do końca, coś było inaczej i nie potrafiła powiedzieć, co było inaczej.

– To trzeba ją wyssać i nam oddać! Nie można mu jej zostawić — Mówiła z przekonaniem. – To trochę jak z oddzielaniem słonej wody od słodkiej, czy tak!? — Co z niego za czarodziej skoro nie poradził sobie z demonem? I co znaczyło to całe "powiedzmy" POWIEDZMY? Czyli na to pozwolił, czy po prostu uznał to za nie do końca ważne. Gdzie podziały się instrukcje, skoro coś mogło pójść nie tak? Wciąż nie wstawała, starając się sama ze sobą dojść do tego co się tutaj zadziało i co się zmieniło. W kwestii przejmowania smoka nawet się nie odzywała. Wiedziała, że jej zdanie nie ma w tej materii znaczenia. Nie mniej, nie wierzyła, że opanują go, wiedziała, że jeśli smok zostanie zajęty przez tę bestię, to spali bastion do cna... Ale to już będzie problem Q'beua. Poza tym. Wątpliwe by sobie poradził, miał do dyspozycji jej energie i nie dał rady. Niby fragment od niej i od Azela miał wystarczyć? Cokolwiek to znaczyło? Nieee, to nie było możliwe.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

430
POST BARDA


Q'beu zacisnął dłoń na ramieniu Venli, zupełnie jakby chciał powstrzymać ją przed dalszym wyjaśnianiem Kamirze czegokolwiek. Jaki był w tym sens, skoro Kamira i tak nie rozumiała zawiłości demonologii?

- To wkalkulowane ryzyko. - Odezwał się Pomyj takim tonem, jakby sprawa była zupełnie błaha. Może była? - Nigdy nie udaje się rozłączyć bez utraty choćby fragmentu duszy. Nic ci nie będzie.

Kamirin mogła się martwić, gdy mag mówił, ale wcale na nią nie patrzył. Czyżby ta słabość była spowodowana utratą cząstki siebie? A może pozbawili ją magii? Przyjemne magiczne mrowienie wciąż cyrkulowało przez jej ciało, ale któż wiedział, co naprawdę mogło się stać?

- Próby zabrania mu tego, co ukradł, będą zbyt niebezpieczne. Możemy ponowie go uwolnić. - Do rozmowy włączyła się Venla. - To jak... Ziarna maku i piasek, Kamirin. Jeśli zamieszasz je wystarczająco dużą ilość razy, z maku zostanie pył, który połączy się z piaskiem i zniknie. To działa tak samo. Demon korzysta z twojej i Azeliela esencji i rośnie w siłę.

Rozmowę przerwało pojawienie się Maragi. Kobieta miała na twarzy wymalowany ten sam niezadowolony wyraz, co wcześniej, a wytatuowane ramiona specione na piersi.

- Skończyliście? Władca chce was widzieć. - Oświadczyła. - Natychmiast. Chodzi o smoka.

Bastion Khudamarkh

431
POST POSTACI
Kamira
Zmarszczyła brwi, wpatrując się Q'beua. Wyraźnie coś musiało pójść bardzo nie tak, skoro tak obawiał się wyjawienia prawdy. Miał natomiast rację w tym, że czarodziejka nie rozumiała demonologii tak jak i wielu innych rzeczy, najpewniej zwyczajna nauka straszliwie by ją zanudziła i nic by jej w głowie nie zostało, to jednak właśnie "taka" nauka, poprzez praktykę i użyteczne, użytkowe informacje gdy są potrzebne, pomagała jej jakkolwiek się rozwijać jako czarodziejce. – Nic? Na pewno? — Skoro coś jej zabrał, to jednak coś jej będzie.

Nie patrzył, ale najpewniej dlatego, że nie chciał patrzeć, jak zawsze zresztą, odwracał wzrok gdy tylko mógł i skupiał się na rzeczach ważnych, ale ważnych dla niego i z jego perspektywy Z wyraźnie skrzywioną miną wysłuchiwała wyjaśnień Venli, nie była co do nich przekonana, bo Venla zawsze zdawała się być zbyt ostrożna... A raczej, zbyt mądra zawsze po fakcie, mówiąc zdawkowo i nie robiąc finalnie nic, by zapobiec największym problemom. Kamira wyraźnie posmutniała gdy tłumaczenia wcale nie zwiastowały niczego dobrego.

– Chyba się słabo czuje... — Powoli spróbowała wstać, wyraźnie niezadowolona. Kłamałaby gdyby powiedziała, że czuła się dobrze, już samo starcie z Traxatem ją zmęczyło, a wyciąganie demona wcale jej stanu nie poprawiło. Najchętniej... Nawet nie wiedziała, co by zrobiła, musiała najpierw wszystko sobie uporządkować w głowie, ale chyba nie miała na to czasu, bo Kharkhun wzywa... Kamira jednak nie miała siły, by dzisiaj robić cokolwiek więcej. – Musimy? — Ostatecznie, jeśli nie było innego wyjścia, to spróbowałaby pójść, choć wciąż czuła się jak z waty po tym wszystkim.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

432
POST BARDA
Demon pozostawał zamknięty w zdobionej lampce i Kamira nie słyszała jego głosu. Naczynie wydawało się kompletnie normalną skorupą zrobioną z brązu, przyozdobioną malachitami. Gdyby uzupełnić ją oliwą, z pewnością mogłaby jeszcze zapłonąć. Nic nie wskazywało na to, że w środku jest demon.

- To teraz pewnego rodzaju filakterium. - Powiedział w końcu Q'beu. Nie zamierzał edukować młodziutkiej czarodziejki, bo i nie uważał jej za dość bystrą. - Mogę ci jedynie polecić, byś trzymała się blisko niego. Nie dostaniesz go, oczywiście, bo będziemy wykorzystywać demona. Z drugiej strony...

- Nawet o tym nie myśl! - Weszła mu w słowo Venla, wyczuwając zmianę tonu, nie zwiastującą niczego dobrego. - Nie odbierzesz jej prawa do wolności! - Staruszka wstała z gruzów i podeszła do partnera, ciskając z oczu gromy.

- To wielka okazja, duszko.

Pomyj ostatecznie pokazał, iż nie zależy mu na Kamirin, gdy na głos planował coś niedobrego, czego młoda mogła do końca nie rozumieć.

Ze względu na stan Kamirin po zabiegu, jak również wyczerpanie Venli, Maraga przewróciła oczyma, pomarudziła i wycofała się, zapowiadając, że sprowadzi króla do nich. Gdy zniknęła, czarodziejka miała czas doczłapać do łóżka, które znajdowało się tuż po prawej stronie tego, na którym odpoczywał Azeliel. Elf spał na poplamionym materacu, przykryty jedynie jasną derką. W świetle pochodni jego twarz nie wyglądała na tak bladą, jak zazwyczaj, oddychał miarowo, jednak nie budził się. W nogach jego łóżka siadła Venla. Poprawiła przykrycie, by okrywało stopy zbójcy.

Zapomniany Bulion wciąż kręcił się nieopodal, mając oko na Kamirę. Ranni, którzy zajmowali niektóre z pozostałych łóżek, zerkali w ich stronę, jednak nie odważyli się dołączyć do rozmowy magów. Jedynie młody chłopak z obandażowaną głową zerkał odważnie w ich stronę jedynym okiem, które wystawało spod opatrunków.

Wkrótce też pojawił się Kharkun. Władca nie wydawał się zbyt szczęśliwy faktem, iż przywołano go z tymczasowej sali tronowej do szpitala.

- Q'beu. Mów. - Rozkazał magowi, jednak jego spojrzenie wędrowało od Kamiry, do Azeliela, jakby najbardziej martwił się o tę dwójkę. Ani razu nie zaitneresował się pozostałymi pacjentami, ani Venlą.

- Mój panie. Odnieśliśmy sukces. - Powiedział wprost. - Mamy demona, jestem przekonany, że jesteśmy w stanie zmusić go do uległości. - Smok niebawem będzie twój.

- Widziano go w północnej warowni. Tam, skąd wylazł na początku. - Kharkun podzielił się informacją. - Pójdziecie tam. - Ostatnie słowa ork wypowiedział zawieszając wzrok na Kamirze. Czy to miała być jej misja?

Bastion Khudamarkh

433
POST POSTACI
Kamira
Na szczęście demon pozostawał w swoim nowym domu i nic nie zapowiadało się, by był w stanie się wydostać, a przyprawić go o nieco dyskomfortu wypełniając wnętrze lampy gorącym olejem albo wrzątkiem na pewno sprawiłby przyjemność każdemu, kto wie, co siedzi w środku.

– Filakte co? — Spytała, niezbyt kojarząc fakty, chociaż domyśliła się, że chodzi o dom dla demona, z którego już nie wyjdzie. Zaskoczył ją jednak stwierdzeniem, że powinna trzymać się blisko lampy – Ale dlaczego blisko? A zabierz ją jak najdalej ode mnie najlepiej. Jest zamknięty i niech tak zostanie, nie chcę go wypuszczać — Trudno było jej przyjąć jakikolwiek inny wyraz niż ten wyrażający brak chęci do dalszych sprzeczek. Mimo wszystko miała po prostu dosyć. – Róbcie z nim co chcecie, byle nie był wolny — Stwierdziła na odchodne. Już lepszy demon w lampie niż smok z demonem na dachu.

Dalsze słowa Venli również były dla niej... Niezrozumiałe, rozumiała co prawda same słowa, ale niezbyt docierało do niej ich faktyczne znaczenie. Na co jej była ta lampa? Skoro już i tak jej coś zabrał, to było częścią jego, nie jej. Zależało jej na tym, by mieć już to wszystko za sobą i dojść do tego czego rzeczywiście jej brakowało, bo póki co... Nie zobaczyła niczego faktycznie istotnego. Jak pojawił się Kharkhun, nie odezwała się nawet słowem, pozwoliła im prowadzić rozmowę, uważała, że mimo tego, co zaszło, nie była w tej rozmowie istotna, natomiast słuchała, nawet jeśli już znajdywała się w łóżku. Odrobinę cieszyła się, że Azel jakoś dycha. Nie miała jednak pojęcia, co zabrano mu i jak bardzo to na niego wpłynie i czy też będą go straszyć filakterium jak ją.

Kamira nie odzywała się, nawet jak ją wywołano, nie chciała dalej brać w tym udziału, dopiero po chwili zdecydowała się postawić sprawę... Dosyć jasno. – Lepiej bym nie szła, znowu coś się zepsuje tak jak za każdym razem wcześniej. — I więcej... Nie powiedziała, prawda była jednak nie do podważenia. Za każdym razem coś szło po prostu nie tak a obecnie i tak nie była w najlepszym stanie, co mogło zaważyć o powodzeniu misji. Mieli tutaj zdolnego maga do pieczętowania demonów, to i poradzi sobie ze smokiem.
Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

434
POST BARDA
- Kamirin. Chcesz mieć go przy sobie. - Napomniała ją Venla, ale zanim zdołała powiedzieć więcej, musiała skupić się na Kharkunie.

Ork łypał po zgromadzonych. Wykrzywione usta sugerowały, że nie miał zbyt dobrego nastroju. W jego głowie mogły krążyć myśli o tym, jak załatwić sprawę świątyni Drwimira. Ludzie potrzebowali boga, a i nie było mądrym zadzierać z bóstwami. Z drugiej strony leżał problem smoka. Kamira przyprawiała o ból głowy.

- Zepsujesz? - Powtórzył po niej. - Młoda czarodziejko, pójdziesz do Północnej Warowni. Nie chcę cię w Bastionie, ale jesteś mi wiele winna. - Każdy dzień w mieście kosztował. Do rachunku Kamiry należało doliczyć niezliczone ilości utraconych żyć i tysiące domów w gruzach, ale wydanie i zabicie trzech zdrajców nieco zniwelowało dług. - Azeliel cię tu zatrzymał. Jest mi przyjacielem i oddanym sugą, ale udowodnił też, że jest głupcem, więc pójdzie z tobą. Q'beu, Venla. Wy również. Zabierze was tam mały oddział. Nie wracajcie bez posłusznego smoka.

- Panie?! - Pomyj wydawał się zaskoczony rozkazami. W Bastionie było im dobrze, po cóż mieliby go opuszczać?!

Na słowa Kharkuna zareagował Bulion, który zbliżył się do grupy. Z mocą tupnął nogą, by wskazać swój sprzeciw.

- Ghorak. Palisz się do walki. Będziesz miał oko na Kamirę. - Polecił mu. - Wyruszycie tak szybko, jak to możliwe. Po tym, jak Azel wydobrzeje. - Mruknął bez przekonania. Elf nie budził się nawet przy głośnych rozmowach. - Macie kilka dni na przygotowana.

Bastion Khudamarkh

435
POST POSTACI
Kamira
– Nie chcę! — Kłóciła się ze starszą czarodziejką. Nie chciała mieć przy sobie tego demona ani chwili dłużej i jeśli miała się go trzymać, to wolała wiedzieć dlaczego, to było jasne od pierwszej chwili gdy się wzbraniała od lampy, że nie wie lub nie rozumie, dlaczego tak bardzo zależy im by utrzymać ją przy lampie. Pozostawała jeszcze kwestia Azela, o którego kwestii zostawania przy lampie, nikt nie wspominał.

Kharkunowi niezbyt podobało się to, co powiedziała Kamira. Wyraźnie chciał się jej z bastionu pozbyć, lecz jak chciał to zrobić, skoro miała trzymać ze sobą lampę, a jej zawartości potrzebowali? Ognik nie miała zamiaru w swoim mniemaniu doliczać do rachunku czegokolwiek. To był rachunek demona i wszystkich pomyłek, jakich dopuścili się wszyscy raz po raz. Czuła, ze dodatkowe komentarze... Nie przyniosą niczego dobrego, więc zdecydowała się nie denerwować orka bardziej. Mimo to, cały czas liczyła, że nie będzie musiała robić tam niczego. Chciała mieć jak najmniej wspólnego i z demonem i z tym wszystkim.

Przynajmniej Ghorak szedł z nimi, tyle dobrego, chociaż nie wiedziała, co spotka ich po drodze. – I niby co będę miała tam zrobić? – Mówiła pozbawionym perspektywy tonem. Jedyne co mogła to użyczyć im swojej energii magicznej, wysadzanie smoka nie wchodziło w grę. I tym akcentem nakryłaby się przykryciem na głowę. Chciała się odciąć, choć na chwilę od wszystkiego. Potrzebowała pomyśleć.
Spoiler:
Spoiler:

Wróć do „Wschodnia baronia”

cron