[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

1
Stara, krasnoludzka twierdza, ukryta w odnodze sporej przełęczy Ghuz-Dun, w całości została zbudowana z kamienia. Pomimo upływu lat, nie widać zniszczeń w kamiennej zabudowie. Do środka pomiędzy wysokimi ścianami przełęczy prowadzi samotna ścieżka, a przy samych drzwiach pojawiają się schody, prowadzące do środka. Kamienne kolumny, otaczające schody posiadają znaki, zapisane w języku krnąbrnego, upartego ludu. Na wysokim stoku góry, widać kolejne zabudowania fortecy. Dawniej istniała tu kopalnia, jednak po wydarzeniach w Mortis, opustoszała.

Przełęcz, skąd wychodziła odnoga do twierdzy, zawierała pełno śladów zwierząt. Była to jedyna droga, prowadząca w wyższe partie tego pasma górskiego w okolicy. Renifery, wilki, niedźwiedzie i cała gama mniejszych zwierząt, które przemykały tędy dość często w poszukiwaniu jedzenia lub kryjówki. Odnoga, która prowadziła do twierdzy, nie tylko była wąska, to jeszcze z czasem zwężała się mocniej. Łatwo było uznać, że zaraz ściany się połącza i nie będzie przejścia. Jak minęło się najwęższy punkt, to ścieżka robiła się szeroka.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

2
POST BARDA
Thusnel wędrowała dwa dni od momentu opuszczenia dawnej wioski. To był czas na uspokojenie nerwów, a także wspomnienia, które miała w głowie, prawie się już zatarły. Pozostawała jej jedynie sama czysta pamięć o tym, co przeżyła. W samej dziczy musiała jedynie pamiętać o podstawowych warunkach przeżycia. Reniferów było tu pod dostatkiem, jakby ich jedynym zagrożeniem były naturalne drapieżniki. Drewna także nie było problem. Zwyczajna, wręcz nudna wędrówka przez północne tereny. Z jednym wyjątkiem, nadal nie wiedziała, gdzie się znajduje.

Słońce zaczynało zachodzić, więc Thusnel zaczęła poszukiwać odpowiedniej kryjówki do tego, by spędzić kolejna noc w spokoju i nad własnymi myślami. Idąc za śladami zwierzyny, trafiła do przełęczy, która mogła zawierać naturalne kryjówki, które to mogły zapewnić bezpieczeństwo w nocy. W ten sposób natrafiła na niewielką odnogę. Nie prowadziły tam żadne tropy, więc wniosek był jednoznaczny. Nie było tam nic ciekawego dla okolicznej fauny. Wąskie przejście wyjaśniało ten stan. Niewiele istnień, poruszających się na czterech nogach byłoby w stanie przecisnąć się przez to przejście. Po przejściu najwęższego, zmuszającego do poruszania się bokiem i zdjęciu wszystkich rzeczy, przewieszonych przez plecy, ukazała jej się kamienna budowlana, skąpana w promieniach zachodzącego słońca.

>>>>Wioska
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

3
POST POSTACI
Thusnel
Thusnel stanęła w szoku i zdziwieniu pomieszanego z lękiem na widok konstrukcji, która ewidentnie nie była dziełem natury, a wytworem rąk istot myślących. Raczej nie ludzi, wszak Uratai mieli tylko jedno osiedle, o którym mówili z nabożną czcią - Thirongad. Ta konstrukcja jednak w żaden sposób nie przypominała znanego jej z opisów miejsca. Była czymś zupełnie innym i jeszcze potężniejszym. Być może to była konstrukcja stworzona przez gnomy lub krasnoludy? Zawsze mówiono o tych rasach z niechęcią lub nienawiścią, a może to była zwyczajna zazdrość? Zazdrość na ich osiągnięcia w obróbce stali i kamienia? A może, tu Thusnel się skuliła nieco i zmalała, była to twierdza demonów, nekromantów i innych dzikich bestii i potworów z obcego świata? Nie, z pewnością nie... Wszak już by się coś na nią rzuciło, prawda?
Thusnel zarzuciła swoje rzeczy na plecy, które musiała zdjąć pokonując wąską szczelinę, ale przygotowała za to łuk i strzały, gdyby doszło do walki. Trzymając oręż w jednej ręce z nasadzoną nań strzałą ruszyła pomału w kierunku wrót do środka. Wizja skarbów, które mogły się kryć w środku przemawiała jej do wyobraźni. Gdyby znalazła tam... Co mogła tam znaleźć?! Miecze i topory z krasnoludzkiej stali! Narzędzia! Zbroje! Jakby się z tym wszystkim zabrała z powrotem do domu? A może by mogła poprowadzić tutaj swoje plemię i mieszkaliby niczym w Thirongadzie! No i poza tym, miejsce to wyglądało jakby mogła spędzić tu noc... Pod warunkiem, że nic w środku nie mieszka i nie będzie jej straszyć. Tym razem nie da się głupio zaskoczyć i zbada miejsce możliwie dokładnie przed pójściem spać.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

4
POST BARDA
Przemierzała ostrożnie całą drogą do wejścia fortecy. Nic ją nie próbowało atakować, ani też nie wlazła do pułapki. Kamienny dom wydawał się duży na zewnątrz, ale dopiero wnętrze pokazywało ogrom pracy, jaką włożył brodaty lud w tworzeniu swego domu. Musiała przejść najpierw długim, kamiennym korytarzem do wnętrza góry. Co do światła, to nie musiała się przejmować. Znalazła wielką latarnię, która podpalona, zapewniała odpowiednią ilość oświetlenie, a przecież w sam mrok, nie wiedząc, co się czai, nie wchodzi się zbytnio.


Znalazła się w przedsionku fortecy, który już mógł pokazywać, że mieszkało mu sporo niskiego ludu. Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy to wielki posąg przedstawiający krasnoluda, a zaraz po nim rozmaite domki i budynki. Służyły one dla gwardzistów, pilnujących tego miejsca przed intruzami w czasach swojej świetności. Stąd mogła poruszyć się korytarzami do widzianych wież na zewnątrz. Na prawo od niej istniało przejście, które nie wiadomo dokąd prowadziło. Tutaj mieszały się baraki zrobione z drewna i kamienia. Taka praca w kamieniu i przystosowania zaledwie fragmentu wewnętrznej jaskini musiała zając lata pracy niezliczonej ilości rąk.


Jej kroki niosły się echem. I cisza jej nie odpowiedziała. Usłyszała, że coś się poruszyło. Właśnie od prawej strony. Coś postanowiło ja przywitać. Światło w tym miejscu także było obosiecznym mieczem. Widziała dużo, jednak mogła przyciągnąć do siebie byty mroku. Tym, co wychodziło z przejścia, było niska postać w pancerzu. Jej kroki nie były równomierne. Wydawało się, że ma jakieś problemy z poruszaniem się po podłożu. Dopiero, jak więcej światła oświetliło postać, mogła przekonać się z jakim stworem ma do czynienia. Nieumarły krasnolud miał na sobie pancerz, a w dłoni podniszczony topór. I szedł w jej kierunku.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

5
POST POSTACI
Thusnel
Ponownie w ciemnościach, ale tym razem mogła się cieszyć lepszym wyposażeniem, które znajdowało się w ruinach... Nie, nie ruinach. Trudno było to nazwać ruinami. Raczej opuszczonym przez swych mieszkańców miejscem. Znalazła latarnię, która jasno mogła oświetlić wnętrze. Musiała co prawda schować łuk, ale za to wyciągnęła miecz, wciąż nie będąc pewna co lub kto może czaić się w środku. Chwilowo nic się jednak nie wydarzało, a światło bijące od latarni ukazywało jej coraz więcej i więcej krasnoludzkiej chwały. Chwały, której Uratai nigdy nie osiągną.
Thusnel patrzyła się z nieopisanym podziwem i zdziwieniem, dosłownie wymalowanym na jej twarzy z powodu oczu niemal wychodzących jej z orbit i rozchylonych ust, gdy pochłaniała obrazy krasnoludzkiego kunsztu i tego jak niski lud żył we wnętrzu góry. Już samo wejście do tej twierdzy było większe niż cała jej wioska, a te kilka domów, stróżowek, pomieściłoby kilka pokoleń jej klanu. Wchodziła coraz głębiej, pożerając to wszystko wzrokiem, jednak w pewnym momencie coś zmąciło jej cały ten obraz piękna i kunsztu. Pozornie opuszczona forteca nie odpowiedziała zwyczajnym echem na jej kroki, zamiast tego odpowiedziała własnymi, niemiarowym krokami, które zbliżały się w jej stronę, gdzieś z prawej strony.
Thusnel obróciła się w tamtą stronę i ujrzała, cóż, chodzącego trupa! Wojowniczka wybałuszyła na niego oczy. Trupy chodzić nie powinny, to był powszechnie znany fakt. Równie powszechnym znanym faktem było to, że niektórzy ludzie, jacyś nekromanci z Salu, potrafili je wskrzeszać by walczyły. Nigdy jednak takich istot nie widziała na oczy. Cóż... Raz umarło, to umrze i drugi raz, prawda? I Thusnel ruszyła w jego kierunku truchtem, unosząc miecz nad głowę i zacięciem w oczach, celując w szyję chcąc oddzielić głowę od reszty tułowia. Pytanie czy brak głowy zrobi na nieumarłym jakiekolwiek wrażenie. Wszak był już martwy.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

6
POST BARDA
Nieumarłe stworzenie, które przemieszczało się w tak pokraczny sposób, nie miało możliwości robienia tego inaczej. Prawa, dolna kończyna była wykrzywiona i zdecydowanie krótsza od lewej, co sugerowało wrodzoną wadę, której magia nie mogła naprawić po przemianie w ten byt. Inne kości przylegały do siebie poprawnie. Sposób, w jaki ruszyła do ataku, wskazywał na brak doświadczenia w walce z tego typu istotami. Nie zachowywała należytej ostrożności, choć czy jej lud był znany z tego? Ruszyła na wroga truchtem, licząc na przewagę szybkości i inteligencji. Kilkanaście kroków od tego stworzenia w oczodołach zapaliły się dwa, zielone punkty światła, które mogły przypominać oczy? Nieumarły mimo tego nie zmienił nic w swej postawie. Krasnoludy są znane z tego, że uniki nie są ich specjalnością. Wolą przyjmować uderzenia na pancerz i tarcze, które darzą zaufaniem.

Kobieta zamierzała ciąć w szyję, a pozycję początkową do uderzenia, wybrała miecz nad sobą. Przewaga wzrostu była tu oczywista i logiczne było wykorzystanie tego, przeciwko stworowi. Jej celem była szczelina, pomiędzy zbroją, a hełmem. Trafienie w to miejsce wymagało zamachu pod bardzo ostrym kątem z tej pozycji. Jednocześnie trochę zlekceważyła przeciwnika, a jej postawa była pełna ułomności, bo większa część jej ciała była praktycznie odsłonięta. Szkielet uniósł sprawnie kościste ramię, które nie dzierżyła nic, poza rękawicą, a pod płaszczem materiału, skrywała metal. Nastąpił zgrzyt metalu o metal, poleciały iskry i miecz ześlizgnął się po tym elemencie pancerza. W ten sposób został sparowany jej atak. Przyjmowanie ciosu naruszyło strukturę kostną ręki i po chwili cała dłoń z rękawicą opadła na ziemie. Niestety nie miała chwili, by myśleć o tym, bo nieumarły sam zamierzał wykonać zamach toporem prosto w jej bok na wysokości bioder. Ten zamierzony atak był prosty do wyczytania.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

7
POST POSTACI
Thusnel
Jak na sztywnego i niezbyt ruchawego nieboszczka krasnolud okazał się dość szybki i zablokował jej cięcie skierowane w jego szyję, a zaraz potem sam, niezbyt finezyjnie, zaznaczył chęć przecięcia jej w pół na wysokości pasa. Możliwości było kilka - parować cios, uniknąć go lub też, po prostu, skrócić dystans jeszcze bardziej, wpaść na trupa i uniemożliwić mu skorzystanie z jego broni. Topory były świetne, ale miały ten problem, że jedynie nieduża ich część nadawała się do walki. Thusnel nie czekając na to aż się zamachnie po prostu go staranowała swoich ciałem, a rękojeścią miecza zaczęła zaczęła brutalnie uderzać go prosto w ten, prawdopodobnie już pusty, łeb.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

8
POST BARDA
W tej niezbyt skomplikowanej sytuacji istniał jeden czynnik, najważniejszy ze wszystkich. Czas był tu kluczowy. Co będzie szybsze? Nieumarły, czy istota żywa? Kto będzie szybszy? Atak, który był kierowany już w jej stronę, został zablokowany w sposób dość nieintuicyjny podczas walki. Staranowanie ciała poszło jej gładko. W końcu byt nie ważył zbyt dużo, jednak w przeciwieństwie do istot żywych, stwór nie miał takich samych ograniczeń. Emocje, ból, logiczne myślenie. To wszystko nie istniało dla tego przeciwnika. Czy Szkielet wypuścił broń podczas przewracania się i wykonywania swego ataku? Nie. Po Prosto poleciał do tyłu z bronią, co paradoksalnie było jednocześnie dobry i złym wyjściem z sytuacji. Nie miała lepszego wyboru w tej sytuacji i zdołała uniknąć poważniejszych obrażeń. Drugą stroną monety było to, że nie sposób przewidzieć, co się stanie z toporem, kiedy jego ruch będzie cofnięty. Thusnel poczuła ukłucie, kiedy broń wroga przebiła ostrym końcówką ostrza pancerz, wbiła się w ogniwa kolczugi. Usłyszała dźwięk, przypominający pękanie ogniw pancerza. Nieumarły nie był w stanie wyciągnąć broni, która trzymał, przez co nie do końca leżał na ziemi. Nie uwiesił się na niej. Po prostu trzymał wyciągniętą rękę w jej kierunku i jakby się szarpał? Z miejsca, gdzie poczuła ukłucie, odczuwała lekki, nieco piekący ból. Uderzanie kościaną rękojeścią o głowę nieumarłego nie było efektywne. Nie robiło to na nim wrażenia. Owszem, pojawiły się pęknięcia w różnych miejscach na jego głowie, ale to samo można powiedzieć o drobnych rysach, jakie pojawiły się na głowicy. Po kilkunastu takich uderzeniach głowa została połamana tak mocno, że odpadła od ciała. Szkielet znieruchomiał.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

9
POST POSTACI
Thusnel
Chwila, moment i Thusnel zwaliła się na kościanego kurdupla przed nią i poczęła go intensywnie okładać rękojeścią miecza po głowie. Górowała nad przeciwnikiem rozmiarami i masą, ale w pewnym momencie usłyszała dźwięk rozrywanej kolczugi i poczuła ukłucie bólu. Nie wiedziała jak był wstanie przedrzeć się przez stal tym swoim starym toporem, ale to zrobił. Kurdupel obsrany! Jeszcze będzie jej gmerał w ciele!
Thusnel drugą ręką, częściową zajętą przez latarnię schwytała rękę krasnoluda uzbrojoną w topór, po prostu oplatając się ciaśniej i bliżej wokół przeciwnika i przycisnęła ją do swojego ciała, chcąc ją unieruchomić i uniemożliwić dalsze manewry, jednocześnie dalej, skutecznie, przerabiając jego czaszkę na mączkę kostną. Po krótkiej chwili i szamotaninie efekt był daleki od zadowalającego - co prawda truchło przestało dawać oznaki nieżycia, ale też czaszka wciąż - mniej lub bardziej pozostawała cała i nie wyglądała jak mączka kostna. Mimo wszystko - zwycięstwo Thusnel!
Pierwsze co zrobiła, oprócz kopnięcia głowy po tym jak już wstała, to uniosła lampę nieco wyżej i rozejrzała się i nasłuchiwała czy jacyś kolejni mieszkańcy się nie pobudzili. Jakoś wątpiła, że to jedyny strażnik tego grobowca i wielu jeszcze było przed nią. Potem zaczęła przyglądać się poniesionym przez siebie stratą i przyjrzała się ranie, a na sam koniec bliżej oceniła broń krasnoluda jak i jego uzbrojenie. Kto wie, może będzie cos przydatnego?

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

10
POST BARDA
Bardzo szybko była w stanie pojąc, co się stało. Można powiedzieć, że miała zwyczajowego pecha lub po prostu przodkowie nie byli z nią w tym momencie. Czy takie wyjaśnienie było odbiciem prawdy? Ciężko powiedzieć, ale wnioskując po obrażeniach i spojrzeniu na topór, który przecież musiała wyciągnąć, oberwała rogiem ostrza. Ten idealnie wbił się pomiędzy oczko kolczugi i drasnął ją nieznacznie, zostawiając ślad zbliżony do przebicia szpikulcem. Ten jednak był płytki i naruszona została jedynie wierzchnia warstwa skóry z nieznacznym ukłuciem do krwi, które to pewnie organizm sam zaraz zasklepi. Stąd pieczenie i delikatny ból.
W kwestii strat w kolczudze jedno nie wytrzymało naporu i pękło, zostawiając niewielką dziurę w tym miejscu. Oczywiście należy do niego dodać nieznacznie większy otwór w skórzanym pancerzu po tej samej stronie. Topór, który to widziała, jest bronią o niesymetrycznym ostrzu. Dolna jego cześć była o wiele dłuższa, niż górna. Przy czym po stanie jego ostrza, tępa i w wielu miejscach wyżłobiona. Ta broń dawno nie widziała kamienia szlifierskiego, którym to można by poprawić właściwości tnące. Drewnienia rękojeść wyglądała na całość, ale materiał skórzany, okalający rękojeść dla lepszego chwytu prawie nie istniał. Z wielu cienkich pasków, ostało się kilka, luźno przyczepionych. ostrze dobrze trzymało się drewna. Nie miał innego uzbrojenia. Pancerz nie był na jej wymiar. Nie wcisnęłaby się w niego.
Ciężko było jej ocenić, czy nie groziło jej niebezpieczeństwo. Walka, która była głośna, a do tego kopnięcie czaszki spowodowały dużo hałasu. Odpowiedzią na o było niemrawe echo, dochodzące zewsząd. Coś się poruszało. Jedna, czy więcej istot? Dźwięk był mocno zniekształcony, ale na pewno sama nie była. Nie sposób jednak nawet powiedzieć, co to mogło być.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

11
POST POSTACI
Thusnel
Wielokrotnie słyszała od szamana czy mądrych kobiet, że zwykłe draśnięcia mogą się przerodzić w poważne zranienia jeśli nie zostaną one odpowiednio zaopatrzone. I choć skaleczenie od topora nie wyglądało poważnie, to być może powinna się nim była zająć, ale jeszcze nie w tej chwili. Wolała nie tracić czujności i nieco wycofała się do głównego korytarza, z którego wpadła na krasnoludzkiego trupa i nasłuchiwała. Echo toczyło się po pustych lub niemalże pustych korytarzach i coś jeszcze mu odpowiadało. Nasłuchiwała i czekała, zastanawiając się jak to coś lub może ktoś jest daleko, czy po nią przyjdzie i czy się zatrzyma...

[Zachodnie Ghuz-Dun] Groz Zanen

12
POST BARDA
Nie musiała aż tak długo czekać, aż kolejny przeciwnik wyjdzie z miejsca. Metalowy odgłos kroków słyszany był coraz lepiej i wyraźniej. Ktoś lub coś zmierzało w stronę Thusnel i właśnie wkraczało w przedsionek twierdzy. Światło było błogosławieństwem dla widoczności i przekleństwem przy ukrywaniu. Nie mogła zgasić krasnoludzkiej latarni, gdyż nie widziałaby nic kompletnie, a blask, który ten przedmiot rzucał, jest widoczny z daleka. W końcu panowała tu idealna ciemność, więc nawet delikatna łuna jest niczym jak drogowskaz.

Szkielet krasnoludzkiego wojownika pojawił się w tym miejscu i kierował do korytarza, gdzie ukrywała się kobieta. Ten szkielet miał na sobie pełny pancerz płytowy, tarcze na lewej ręce oraz topór w prawej. Rogaty hełm na głowie dopełniał wizerunku. Poruszał się normalnie, a także pewnie. Nie miał żadnych wad, ograniczający jego zdolność do chodzenia. Oczywiście, jak to każdy przedstawiciel swego nieżywego pochodzenia miał własne słabości. Zechce walczyć, by iść dalej, a może wycofa się poza twierdzę? Korytarz prowadzący do tego miejsca był zaprojektowany tak, by dostosować go do taktyki defensywnej krasnoludów.

Dawna twierdza brodatego ludu nie zamierzała, jak widać tak łatwo pozwolić przejść komukolwiek. Teraz mroczne siły opanowały ją i skrywały skarby, które dla ludu Uratai były czymś niezwykłych. Oczywiście na razie ich broń i pancerz nie wyglądały na robotę kogoś, kto zna tajemnice rzemiosła, choć to dopiero jedynie przedsionek. W takich miejscach istniały całe kuźnie, zbrojownie i skarbce. Trzeba się do nich dostać.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4
ODPOWIEDZ

Wróć do „Salu”