[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

301
POST BARDA


- Daleki jestem od ocenania cię, Vero. - Stwierdził Leobarius, unosząc lekko dłoń. - Masz słuszność. I bez twojego wkładu, Kompania obwiniłaby właśnie nas. Pozostaje nam mieć nadzieję, że po następnych atakach nie zostanie nikt, kto mógłby rzucać oskarżenia, w którakolwiek ze stron.

Krwiożerczość Gregora spotkała się z akceptacją Ghargo, wyrażoną okrzykiem wojennym, który zadzwonił w uszach zebranych. Niedługo później gnom podążył za Urongiem, zapewne chcąc ogłosić dobre nowiny załodze.

Na zapleczu pozostali Aspa i Hewelion. Ten pierwszy wydawał się kandydatem do przeciągnięcia na swoją stronę, o ile Vera chciała tego spróbować. Z drugiej strony, obietnica bitki mogła przekonać Ghargo.

Elf parsknął, gdy usłyszał propozycję Very co do ustalenia innych grup.

- Wzięłaś na siebie Karlgard, kapitanie. Po namyśle Everam wygląda lepiej? - Zadrwił, domyślając się, że inny podział grup miałby też znaczyć inne rozdzielenie obowiązków. Każda z grup mogłaby mieć swojego przywódcę, jednak Leobarius chciał płynąć z Verą.

- Jutro o tej samej porze. - Zgodzili się mężczyźni i ostatecznie opuścili pomieszczenie, wcześniej żegnając się uściskiem dłoni.

Vera została sama. Na stoliku pozostały mapy Rivery i butelki z niedopitym rumem. Nikt Verze nie przeszkadzał. Mogła być pewna, że w głównej sali czeka na nią Corin z kolegami, może nawet nieco martwi się, czemu jako ostatnia została u Silasa na zapleczu, jednak szanował jej samotność.

- Dzisiaj będzie sztorm! - Usłyszała głos Ignhysa, a zaraz po nim salwę śmiechu, jakby głośne stwierdzenie było zwienczeniem żartu. Piraci brzmieli, jakby nie dotyczyła ich żadna troska.

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

302
POST POSTACI
Vera Umberto
- Nie - odparła chłodno na sarkastyczny komentarz Aspy, przenosząc na niego pozbawione emocji spojrzenie. Tylko w ten sposób, zakładając swoją standardową maskę, była w stanie utrzymać złość na wodzy. - Wciąż, od momentu wejścia tutaj do tej chwili, szukam najlepszego rozwiązania. Poznaliśmy się niecałą godzinę temu, kapitanie Rrgus, i naprawdę nie wiem, czym zdążyłam zasłużyć sobie na nagłą niechęć. Jeśli ma pan jakiś problem ze mną, proszę powiedzieć mi to prosto z mostu. Nie mam ochoty bawić się w przepychanki słowne.
Zarówno jego ostatni komentarz, skierowany ku Verze, jak i rozbawione "to oczywiste", gdy wybierał Leobariusa, świadczyło o tym, że z kapitan Umberto miał jakiś problem. Ewidetnie nie była najlepsza w zjednywaniu sobie ludzi... ani elfów.
Pożegnała pozostałych, z ulgą przyjmując moment, w którym została w pomieszczeniu sama. Zakręciła butelką rumu, której i tak nie była w stanie w tej chwili opróżnić, by po chwili namysłu wyciągnąć kilka monet i rzucić je na stół, w ramach zapłaty dla Silasa za siebie i pozostałą piątkę. Przez kolejne minuty ustawiała je równo jedna na drugiej, zatopiona w rozmyślaniach. Nie wiedziała już, co więcej ma zrobić, żeby udowodnić swoją wartość i zasłużyć na szacunek, taki, którego nie dałoby się już podważyć. Miała dość udowadniania czegoś na każdym kroku, dość szukania rozwiązań dla problemów, które nie powinny istnieć, dość tej niekończącej się frustracji, jakiej nie dało się rozładować. Tęskniła za czasami, gdy przebywanie na Harlen wiązało się z odpoczynkiem i beztroską, ale te czasy chyba bezpowrotnie już dla niej minęły. Gdy nie była nikim istotnym, ani rozpoznawalnym, życie było zdecydowanie prostsze. Tak jakby jakaś sława przy jej nazwisku i osiągnięcia jej załogi tylko prowokowały tych, o których się nie mówiło - i kto wie, może właśnie tak było?
Zebrała się w końcu i wyszła z zaplecza, zostawiając zarówno rum, jak i złoto za plecami. Corinowi nie chciała zawracać głowy, jeśli znalazł sobie jakieś zajęcie, choć jeśli do niej wstał, nie protestowała. Tak czy inaczej miała co robić - musiała rozwiązać problem sióstr i zrobić tym samym porządek w załodze. Podziękowała Silasowi krótkim skinieniem głowy i ruszyła w stronę swojego statku, który wciąż jeszcze wymagał remontu. Tego też musiała dopilnować... No i znaleźć okazję do omówienia paru kwestii z Gregorem, sam na sam.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

303
POST BARDA


Kapitan Królowej Balbiny nie odpowiedział Verze, pożegnał się jednie i posłał jej szeroki uśmiech. Czy to była niechęć do Very, czy poparcie dla Leobariusa? Ten ostatni zganił Aspę spojrzeniem nim wyszedł za nim. Umberto była skazana na szukanie pomocy, jeśli chciała odbić więźniow bez dużych strat we własnaj załodze. Piraci byli jednak bardziej zapatrzeni we własne potrzeby, aniżeli w to, co mogli bezinteresownie zrobić dla innych. Stanowili pewną brać, ale załóg i poszczególnych jednostek nie łączyło nic, co zmuszałoby ich do współpracy. Poza tym, łupy były siłą napędową każdego tego typu przedsięwzięcia. Nie sposób na Harlen było znaleźć kogoś, kto nie patrzyłby na własne korzyści. Może Vera powinna patrzeć poza Harlen?

Piraci byli niestali w uczuciach. Jednego dnia skandowali imię Very, kolejnego kpili w żywe oczy.

Kiedy wyszła z zaplecza, Silas skinął jej głową, nie wiedząc jeszcze, że otrzymał zapłatę za rum i lokal. Ignhys stał na środku w rozkroku, wciąż patrząc na syrenę, za to chłopcy rozmawiali przy stołach. Kiedy Corin zobaczył Verę, postanowił jej towarzyszyć w drodze powrotnej. Na gwizdy i śmiechy, które zapewne miały wytknąć mu jego przywiązanie do Very, odpowiedział obelżywym gestem i prośbą, by "zamknęli mordy". I choć sytuacja była niezbyt przyjemna, to przez rozbawienie obu stron nie dało się nie zauważyć, że to tylko niegroźne przepychanki i żarty.

- Wyglądasz, jakbyś opiła się słonej wody. - Zauważył Corin, zrównując z Verą kroku. - Zgaduję, że miałaś ciężką przeprawę z tymi draniami.

Może było niespokojne. Przypływ uderzał kolejnymi falami w skaliste wybrzeże. Tam, gdzie między skałami rozciągał się piasek, Vera dostrzegła dziewczęta ze swojej załogi. Część po prostu siedziało na suchym piasku, ciesząc się słońcem, część brodziła w wodzie z podwiniętymi sukniami, licząc na to, że morze wyrzuci coś cennego.

- Kiepski moment na zbieranie muszelek. Chcesz do nich dołączyć?

Pisk Gerdy przedarł się przez szum wiatru, gdy woda podmyła młodą aż po uda.

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

304
POST POSTACI
Vera Umberto
Nie zwróciła uwagi na złośliwe komentarze i zaczepki innych piratów, zbyt przejęta własnymi sprawami, by martwić się takimi pierdołami. Zwłaszcza, że to były tylko żarty i sam Corin też nic sobie z nich nie robił. Wyszła więc z karczmy w jego towarzystwie, nie rzucając nawet jednego spojrzenia w stronę pozostałych. Miała inne rzeczy na głowie i kpiny z ich relacji były ostatnim, czym teraz chciała się przejmować. Może też wraz z czasem i doświadczeniem nabierała obojętności?
- Powinnam się już do tego przyzwyczaić - odpowiedziała Yettowi. - Niektórych rzeczy mogłam się z góry spodziewać.
Uniosła wzrok w górę, mrużąc oczy, gdy promienie południowego słońca padły na jej skórę. Wolała Harlen w chłodniejsze dni. Mogła się wtedy zakryć płaszczem. Teraz nawet w kapeluszu było jej za gorąco.
- Nie ustaliliśmy wiele. Jutro spotykamy się znów. Leobarius chce przejąć kontrolę nad całą operacją. To mogłoby być wygodne, gdybym była pewna, że mogę mu zaufać. Nie chcę go o nic z góry oskarżać, ale Speke'a też przecież nikt o nic nie podejrzewał. Pozostali są rozdarci między naszą dwójką - westchnęła. - Jutro się wszystko powinno wyklarować, ale nie liczę na wiele.
Zwolniła i zatrzymała się w miejscu, gdy dostrzegła dziewczyny na plaży. Ich beztroska nie pasowała do wszystkiego, co działo się w głowie Very. Do wściekłości na Echo i Raylene i do zmartwień związanych z Kompanią. Nie sądziła, że przyjdzie jej dyscyplinarnie wyrzucać z załogi którąkolwiek z nich.
- W zbieraniu muszelek i popiskiwaniu z kiecką podciągniętą pod sam tyłek? - dopowiedziała do pytania Corina, posyłając mu krótki, ale całkiem szczerze rozbawiony uśmiech. - To by dopiero było wydarzenie. Widziałeś mnie kiedyś w sukience?
Gerdy ani Oleny nie zamierzała się pozbywać, nieważne co na ten temat sądził jej oficer - pierwsza nie zrobiła nic złego, a drugiej z wiadomych przyczyn potrzebowała. Ale to, co zrobiły wczoraj siostry, było niewybaczalne. Na innym statku zostałyby za coś takiego ukarane dużo dotkliwiej, niż przez wydalenie z załogi, Vera była tego pewna. Tymczasem miały jeszcze czelność wczoraj rzucać swojej kapitan butne spojrzenia i protestować, gdy przepędzała je z kwater oficerskich. Widok zadowolonego z siebie Ilithara, wynurzającego się spomiędzy ud jednej z nich na łóżku Corina długo jeszcze będzie tkwił Verze przed oczami.
- Załatwię to teraz - zadeklarowała. - Kwestię sióstr, to znaczy. Zapraszam ze mną, bo pewnie masz co nieco do powiedzenia na temat przeznaczenia swojej kajuty.
Zeszła ze ścieżki, zdecydowanym krokiem ruszając w stronę plaży. Od wczoraj nie widziała dziewczyn; była ciekawa, jak podejdą do sprawy dziś i co od nich usłyszy. Nie istniały chyba słowa, którymi mogły się wytłumaczyć wystarczająco dobrze, by Vera pozwoliła im zostać na statku.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

305
POST BARDA

- To głównie zazdrość. - Powiedział Corin. Jego dłoń w naturalnym ruchu znalazła się w dole pleców Very, nie pomagając z gorącem, a może nawet pogarszając jego odczuwanie w tej części ciała. - Większość z nich może liczyć co najwięcej na portowe dziwki, ale twierdzą, że mają gdzieś tam swoją jedyną. Pierdolenie.

Yett miał dobry nastrój. Spotkanie z marynarzami w karczmie zawsze dobrze na niego działało, gdy mógł poświęcić czas na niezobowiązujące plotki i śmiechy. Tym razem głównym punktem spotkania wydawał się Ignhys, choć jego przewidywania co do sztormu mogły być prawdziwe. Ocean niósł z falami pachnącą deszczem bryzę.

Słowa Very kazały mu spoważnieć.

- Leobarius wydawał się zatroskany. Dlaczego miałby przejmować kontrolę? Jak myślisz, o co może mu chodzić? - Pytał Corin, również zdziwiony bezinteresownością kapitana Białego Kruka. - Najrozsądniej byłoby nikomu nie ufać.

Echo i Raylene siedziały na piasku, wystawiając do słońca nogi spod sukien. Nie widziały jeszcze kapitan i oficera, więc cieszyły się beztroską.

Yett przynajmniej ucieszył się, że jego słowa mogły zabrać z ramion Very odrobinę trosk.

- Założyłaś kiedyś suknię na bal, czy przyjęcie. Dawno temu, jeszcze w marynarce. Wszystkie oczy były zwrócone ku tobie. - Przypomniał. Nie wszystkie wspomnienia z wojska musiały być bolesne lub kojarzyć się z niewłaściwymi osobami. - Ale nigdy nie widziałem cię zbierającej muszelek. No, z pewnością nie przy takich falach. Nie przy przypływie.

Corin westchnął i zabrał rękę, składając ją zaraz z drugą za swoimi własnymi plecami. Mokre włosy grzywki kleiły się do czoła.

- Nigdy już nie będę potrafił spać w tej koi tak samo.

Na widok szefostwa zbliżającego się po piasku, dziewczyny poderwały się na równe nogi.

- Pani kapitan! Panie Yett! Chciałyśmy przeprosić za wczoraj! Bo pan Yett powiedział, że mamy robić co chcemy, gdy chciałyśmy z Ilitharem, więc...

- To było głupie. - Uzupełniła wypowiedź Raylene jej siostra. - Więcej się nie powtórzy!

Yett wyglądał, jakby bardzo chciał uderzyć się dłonią w czoło.

- Że w ogóle pomyślałyście o czymś takim... - Jego nagana była delikatna.

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

306
POST POSTACI
Vera Umberto
- Nie wiem. Nie chciałam już go zatrzymywać, robić zamieszania przy pozostałych, ale muszę z nim porozmawiać sam na sam.
Zamilkła na moment, zastanawiając się, czy dzielić się z Corinem niektórymi swoimi spostrzeżeniami. Chwilę jej zajęło podjęcie decyzji, by to jednak zrobić.
- Te pół roku temu, kiedy poznałam Speke'a na imprezie z Caldwell, był bardzo uprzejmy. Uśmiechał się do mnie i kiwał głową zupełnie tak samo, jak Leobarius teraz. Nie mówię, że sytuacja się powtarza i nie chcę nikogo o nic oskarżać bezpodstawnie, ale przypuszczenia nasuwają się same. Nie mam na to wpływu - przyznała. - Może Leobarius jest porządnym gościem, który chce tylko przy okazji zagarnąć dla siebie więcej złota. A może nie.
Jej wzrok powędrował gdzieś na horyzont. Burza będzie mile widziana, jeśli faktycznie się zbliżała. Było duszno i nieprzyjemnie. Pokładowi Siódmej Siostry przyda się obmycie z piachu i kurzu.
Dopiero kolejne słowa Corina sprawiły, że Umberto uniosła na niego szczerze zaskoczone spojrzenie. Jej pytanie o suknię było raczej retoryczne, ot, żart dla rozładowania atmosfery. Nie spodziewała się twierdzącej odpowiedzi.
- Pamiętasz to? - zdziwiła się. - To było wieki temu...
W jej głosie wybrzmiała nietypowa, ciepła nuta. Opuściła wzrok pod nogi, z jakiegoś powodu nagle dziwnie zażenowana.
- Dziwadła przyciągają spojrzenia, to naturalna kolej rzeczy - zaśmiała się cicho. - A wtedy jeszcze nie miałam tylu blizn. Teraz byłoby tylko gorzej.
Na szczęście temat szybko się zmienił. Nie najlepiej radziła sobie z komplementami, o ile to w ogóle był komplement. Może wcale nie był? Nieistotne, zupełnie nieistotne.
- Gdyby trauma była zbyt wielka, pamiętaj, że masz alternatywę - rzuciła, zanim Yett zabrał rękę z jej talii i zeszli na plażę.
Infantylne wyjaśnienia dziewczyn sprawiły tylko, że w Verze z powrotem coś się zagotowało. Też miała ochotę uderzyć otwartą dłonią w czoło, ale się powstrzymała. Wydęła usta z niezadowoleniem, wciąż nie umiejąc patrzeć na siostry tak, jak wcześniej. Wspomnienia były zbyt świeże.
- Macie rację, nie powtórzy się już - odparła chłodno. - To był szczyt idiotyzmu. Żaden z moich ludzi nigdy nie wpadł na coś takiego. Żaden nie uznał, że z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu może sobie na to pozwolić. Żaden mi też tak bezczelnie nie kłamał w żywe oczy.
Przeprosiny na poziomie "ja nie chciałam" na nic się nie zdawały, a ewidentnie nic więcej nie mogły jej zaproponować. To nie były dzieci, którym można było wybaczać wszystko jak leci.
- To, że jesteśmy piratami, nie znaczy, że to statek wycieczkowy i nie obowiązują żadne zasady. Najwyraźniej dla was to było niewystarczająco jasne. Macie czas do zachodu słońca, żeby zebrać swoje rzeczy i opuścić pokład Siódmej Siostry.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

307
POST BARDA


Corin popatrzył na Verę dłuższą chwilę, jakby zastanawiając się nad jej słowami. Jego brwi powędrowałby wysoko, schowałyby się pod grzywką, gdyby nie to, że była posklejana od potu.

-Pamiętam Speke'a. Był uprzejmy, ale czy to podstawa do takich oskarżeń w stronę Leobariusa? Zawsze był taki... Ąę. - Stwierdził na głos. - Ale skoro mówisz, że należy go sprawdzić, to pewnie tak jest. Posłuchaj intuicji.

Ciężko było powiedzieć, czy Corin rzeczywiście dobrze jej radzi, czy może próbuje wybielić się w jej oczach po ostatnich kiepsko rzuconej krytyce. Nie było jednak powodu, by uważać, że sprawdzenie Gregora to zły pomysł.

Yett uśmiechnął się szerzej.

- Takich widoków się nie zapomina. Vera Umberto, TA Vera Umberto, w sukni! Ojciec cię do tego zmusił? - nie musiał prostować stwierdzenia o dziwadle. Panna Umberto nie nosiła sukien, więc był to widok niecodzienny. - Jak będziemy na Archipelagu, zabiorę cię na bal. Pójdziesz w sukni? - Czarował. - Blizny nie ujmują ci ani odrobiny.

Echo i Raylene nie wyglądały, jakby zdawały sobie sprawę z ogromu ich wyczynu. Z każdym słowem ich twarze rozciągały się w smutku, a Echo wkrotcr zaczęła szlochać. Musiały poznać konsekwencje wprawiania Corina w traumę.

- Ale Corin powiedział...

- Niczego nie mówiłem. Poza tym, dla ciebie to Pan Yett. - Oficer szorstko sprostował słowa dziewcząt.

- Ale co my teraz zrobimy?!

Pozostałe dziewczęta przyglądały się wymianie zdań. Olena zbladła pod rumieńcamki od słońca. Gerda oparła się na jej ramieniu, a Pogad podparła ręce na biodrach. Jej mina była sroga i wydawało się, że popiera decyzję Very.

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

308
POST POSTACI
Vera Umberto
- Nie oskarżam go o nic, mówię przecież wyraźnie - westchnęła. - Dzielę się tylko z tobą swoimi obawami. Myślę na głos. Nic do niego nie mam, ale spodziewam się już po ludziach wszystkiego.
Może niepotrzebnie poruszała z nim ten temat. Nie robiła tego przedtem, do tej pory sama radziła sobie ze swoimi wątpliwościami i paranoją. To wciąż Vera Umberto podejmowała decyzje, nie duet Umberto i Yett. Może tak powinno zostać, może ich relacja nie powinna mieć wpływu na nic poza sprawami łóżkowymi i wspólnymi planami na odległą przyszłość. Zacisnęła usta w wąską kreskę, decydując zakończyć ten temat.
A komplement jednak nie był komplementem. No cóż.
- Zdziwię cię, ale nie. Sama chciałam. Sama ją nawet wtedy wybrałam - parsknęła śmiechem, gdy padło pytanie o bal na Archipelagu i pokręciła głową z niedowierzaniem. Pomysł był kompletnie absurdalny. To nie była rozrywka dla takich, jak oni. - Tak. Jak zabierzesz mnie na bal, to pójdę w sukni. Nie zapomnij przyjechać po mnie powozem wyczarowanym z dyni.

- Nauczycie się, że czyny mają konsekwencje, mam nadzieję - odpowiedziała na pytanie Echo. - A poza tym, nie wiem. Może ktoś na Harlen będzie miał dla was coś do roboty.
Nie chciała im otwarcie sugerować zatrudnienia się w burdelu, choć był to zawód, w którym zdecydowanie odnalazłyby się najlepiej, ze swoim doświadczeniem i brakiem jakichkolwiek granic.
- Mieliśmy udane pół roku, powinno was być stać na wynajęcie pokoju na dłużej u Silasa, albo na podróż na kontynent. Może ktoś zechce przyjąć was do swojej załogi. To nie jest już mój problem. Wczorajszym wieczorem przekreśliłyście wszystko, czym mogłyście przez ostatnie miesiące zaskarbić sobie mój szacunek i troskę. Teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej muszę mieć na pokładzie ludzi, którym mogę ufać. Wy do nich, jak widać, nie należycie.
Odwróciła się, zerkając przez ramię na pozostałe kobiety. Przez chwilę przyglądała się Gerdzie i Olenie, ale nic nie powiedziała w ich kierunku. Zresztą samo spojrzenie powinno być wystarczające. Verze skończyła się cierpliwość i testowanie jej teraz nie będzie mądrym pomysłem. Przytulanie się do wszystkich przy każdej okazji też nie należało do tych rozsądnych - choć Umberto nie do końca wierzyła w deklarację Corina, jakoby miał wyrzucić felczerkę następnym razem za burtę.
- Macie resztę dnia, żeby pożegnać się z Siódmą Siostrą - zwróciła się ponownie do sióstr. - Chociaż nie wypływamy jeszcze. Po prostu nie chcę was na statku. Mam już wystarczająco dużo problemów.
Będą mogły nadal pluskać się w morzu z resztą dziewcząt, jeśli chciały, dopóki statek Very nie opuści portu, ale najważniejsza informacja została przekazana. Jeśli nie miały nic więcej do powiedzenia, ani żadnych pytań, Umberto skinęła głową jakby w ramach potwierdzenia swoich własnych słów i ruszyła z powrotem na ścieżkę.
- Jak idą naprawy Mżawki? - spytała Yetta, zmieniając temat na choć trochę przyjemniejszy.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

309
POST BARDA


Echo i Raylene wyglądały, jakby ktoś dał im w twarz - obu po kolei. I choć Vera nie podniosła ręki, ani nawet głosu, to typowo dla nich, jedna z sióstr płakała, a druga czerwieniała ze złości w histerycznym tandemie.

- To nieuczciwe! - Rzuciła Echo. - Robiłyśmy, co chciałaś! Nie możesz nas wyrzucić! - Vera nie była już ich kapitanem, więc porzuciły też wszelkie sposoby tytułowania. Pozostałe kobiety nie odezwały się ani słowem, ani nie poruszyły się ze swojego miejsca. Nawet Gerda, której woda znów obmyła uda, nie piszczała. Olena spuściła głowę, nie mogąc wytrzymać spojrzenia kapitan. Najpewniej znów czuła, że zawaliła. Brzeg jej sukni nasiąkł morską wodą. Ciężko było orzec, czy jej słabość wobec pierwszego oficera w ogóle przeszła jej przez myśl jako powód, dla którego Vera mogłaby być zła. Zazdrosna, owszem, ale zła?

- To jeszcze nie koniec! - Krzyknęły Raylene, gdy Vera i Corin byli już na ścieżce, wiele kroków od nich. Yett, spodziewając się, że Umberto łatwo nie przepuścić tego typu zniewagi, objął ją ramieniem już całkiem odważnie. Nie było sensu, by wracała na plażę wyrównać rachunki. Mogłoby skończyć się to pyskówką lub, co gorsza, rozlewem krwi. Nikt tego nie potrzebował.

- Zostaw. Powiem Osmarowi, żeby przypilnował ich wydalenia. Chociaż spodziewam się, że załoga będzie w żałobie większej, niż po Erinelu. W każdym razie... Nie potrzebny nam pływający burdel. - Mruknął. Vera mogła się zastanowić, czy Yett kiedykolwiek umilał sobie czas z którąś z sióstr. Nigdy go na tym nie przyłapała. - A Mżawka... Może nie odzyskała jeszcze dawnej świetności i raczej jej nie odzyska, ale jest szczelna. - Stwierdziłem wesoło. Statek nie musiał być ładny, by być porządnym, choć wyględny z pewnością uzyskałby lepsza cenę, gdyby postanowili go sprzedać. - Przy okazji wyczyściliśmy dno z okrzemek. Irina naprawdę się tym przejęła.

Prowadząc Verę nabrzeżem, mijali kolejne statki. Niewiele było w świetnym stanie, niemal na każdym było widać otarcia, prosty na kilu czy skruszałą farbę na kadłubie.

- Wracając do Leobariusa. - Zaczął Corin, gdy mijali Białego Kruka. - Nie byłabyś sobą, gdybyś go nie sprawdziła. Ale to całkiem słuszne założenie. Dlaczego miałoby mu zależeć? Nie słyszałem, żeby kogoś od nich pojmano, więc nie ma w tym osobistych pobudek. Może po prostu chce zrobić, jak to się mówi, właściwą rzecz? Nie jest zły, słyszałem, że rzadko zabija.

Minęła ich większa grupka marynarzy, zajętych własnymi rozmowami. Żaden nie zwrócił uwagi na parę Umberto i Yett, zupełnie, jakby już nawykli do tego widoku.

- Wiesz, Vero? Nawet nie pamiętam, jaki kolor miała twoja sukienka na balu. Poproszę Ignhysa o trochę czarów, ale skąd, na bogów, wezmę dynię?!

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

310
POST POSTACI
Vera Umberto
- Po pierwsze, to mój statek, więc mogę wyrzucać kogo chcę. Po drugie, robiłyście, co kazałam, bo na tym polega wykonywanie rozkazów. Po trzecie, niesprawiedliwe by było dopiero wtedy, gdybym kazała wam wypierdalać bez możliwości zabrania swoich rzeczy. I jeszcze jedno, kurwa, słowo, a zostaniecie bez ciuchów i wszystkiego, co nazbierałyście przez ostatnie pół roku.
Bardzo się starała powstrzymywać przed bardziej dosadnymi komentarzami, choć ją kusiło. Chętnie zjechałaby dziewczyny z góry na dół, nazwała je adekwatnymi epitetami i patrzyła, jak w jednej brudnej od piachu kiecce usiłują ułożyć sobie życie na nowo. Ale nie była potworem, a siostry nie były dotąd tak totalnie bezużyteczne, więc chciała pozwolić im na odejście z resztką godności. Nie ułatwiały tego.
Dobrze, że Corin przytrzymał ją w miejscu, gdy odchodzili, bo Vera była gotowa wrócić i przemówić Raylene do rozumu w bardziej dosadny sposób. Zamiast tego szarpnęła się tylko, a spojrzenie, jakie rzuciła dziewczynie, ciskało pioruny.
- Jesteś głupsza, niż myślałam, jeśli ci się wydaje, że rzucanie takich pogróżek w moim kierunku skończy się dla ciebie dobrze - syknęła tylko wściekle przez ramię. - Waż słowa, dziewczyno, bo stąpasz po kruchym lodzie.
Wyszarpnęła się spod ramienia Yetta, ale nie wróciła dać kobiecie w twarz, nieważne jak bardzo miała ochotę to zrobić. Odeszła razem z oficerem na ścieżkę, z której przyszli, a potem ruszyła w kierunku Siódmej Siostry, dopiero po kilkudziesięciu oddechach uspokajając się na tyle, by usłyszeć to, co do niej mówił. Przysunęła się też do niego z powrotem. Jeśli o Corina chodzi, nigdy nie zastanawiała się, czy korzystał z otwartości wyrzuconych właśnie z załogi dziewcząt, tak jak nie zastanawiała się co robił podczas tych nocy, jakie spędzali w portach. Mieli dotąd swoje prywatne życia, zupełnie od siebie niezależne pod tym względem. On też raczej nie liczył dotychczasowych partnerów Very... zwłaszcza tych, o których nie wiedział. Chyba tylko o Erinelu rozmawiali otwarcie.
- Mam nadzieję - westchnęła, gdy znów poruszył temat Leobariusa. - Gregor ma w sobie coś z Walthorna. Chciałabym, żebyś miał rację. Pójdę do niego jeszcze dziś, może dowiem się o co mu chodzi. Może i nie jest złamanym chujem, ale to nie znaczy, że nie ma w tym wszystkim jakiejś swojej agendy.
Powrót do rozmowy o sukni z powrotem ją rozluźnił. Uśmiechnęła się nawet znów.
- Ciemnoczerwony - odparła. - Miała koronkę w dekolcie i bufiaste rękawy.
Zamiłowanie do tych ostatnich się jej nie zmieniło. Większość jej koszul miała szerokie rękawy, ściągnięte w nadgarstku, czasem opadające z ramion. Taki substytut strojnych sukien, na które nigdy nie było miejsca w jej życiu. Pokręciła głową z niedowierzaniem, że w ogóle o tym rozmawiają.
- Może być arbuz - niewinnie zaproponowała alternatywę. Dynię faktycznie ciężko było dostać tak daleko na południu.
- A co z remontem Siostry? Wczoraj mówiłeś, że się tym z Iriną zajmiecie. Kiedy będzie gotowa do wypłynięcia?
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

311
POST BARDA


Yett słowem się nie odezwał, by skomentować ostatnią wymianę zdań Very i sióstr. Mogło mu się to nie podobać, jednak nie miał prawa do krytyki którejkolwiek ze stron.

Temat Greogra był ważniejszy niż dwie niesforne dziewki.

- Pójdziesz sama? - Podpytał, bo i nie chciał narzucać się ze swoją obecnością, ale oferował ją, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Od Very zależało, czy chciała mieć towarzystwo.

- Może powinnaś pójść do niego w sukni? Pożycz coś od Oleny, wykorzystaj swój seksapil. - Podsunął jej w żartach. - Żaden mężczyzna nie odmówi dobrze ubranej, młodej kobiecie.

Dotarli do Siódmej Siostry. Trapu pilnował Rivera i Ashton. Z zapałem grali w kości, używając beczki jako stolika, przerywając tylko na moment, by przywitać się z oficerstwem.

- Siostra jest gotowa. - Corin przyjrzał się statkowi. - Powinna móc wypłynąć choćby teraz, ale nie radzę, bo Ignhys przewiduje sztorm. Jeśli chcesz ją całkowicie załatać... Marda mówiła o dwóch, trzech dniach i złocie na dobre drewno.

Kątem oka Vera dostrzegła zainwestowanie swoją osobą. Na nabrzeżu, w oddaleniu dobrych pięćdziesięciu kroków, Hewelion bezczelnie wskazywał ją palcem. Obok niego stał wyższy ciemnowłosy mężczyzna, szczupły, na pierwszy rzut oka trochę młodszy od swojego kapitana. Miał ładnie przystrzyżony wąs i kozią bródkę.

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

312
POST POSTACI
Vera Umberto
Skinęła twierdząco głową. Chciała porozmawiać z Gregorem w cztery oczy, a jeśli zabierze ze sobą oficera, kapitan Białego Kruka mógł uznać, że w jakiś sposób Vera na niego naskakuje. Nie to miała w planach.
- Wykorzystać co? - powtórzyła z niedowierzaniem i zaśmiała się. - Nie spodziewałam się takiej propozycji od ciebie. Ale dobrze wiedzieć, że nie masz nic przeciwko takiego rodzaju zagrywkom z mojej strony... w kierunku innym, niż twój, to znaczy. Zapamiętam.
Odpowiedziała na powitanie siedzących przy rampie mężczyzn i przesunęła spojrzeniem po kadłubie Siódmej Siostry. Wciąż bolało ją serce, gdy widziała ją tak zniszczoną. Była świeżo po remoncie. Jeszcze tydzień temu świeży lakier lśnił w słońcu. Teraz nieważne jak błyszczały się relingi, pierwszym, co przyciągało uwagę, była załatana dziura.
- Trzeba to doprowadzić do porządku. To nie jest naprawiony kadłub. Nie po to remontowaliśmy ją niedawno, żeby teraz wyglądała tak - uniosła dłoń, wskazując swój biedny statek. - Pieniądze pójdą z kieszeni tych, którzy twierdzili, że potrafią żeglować, tak jak ustaliliśmy. Irina, i kto tam jeszcze z nią był wtedy na Mżawce. Nie spieszy się, bo i tak nie ruszymy się z Harlen, dopóki Leobarius nie zrobi rekonesansu w Karlgardzie. Mamy co najmniej kilka dni.
Kątem oka zauważając zainteresowanie swoją osobą, odwróciła się, by zobaczyć Heweliona i jego towarzysza. Ten, jak podejrzewała, był owym nadzwyczaj cennym lekarzem, bo komu innemu kapitan mógłby prezentować ją w ten jakże subtelny sposób?
- Znajdę cię później - rzuciła do Corina, myślami już zupełnie oderwana od rozmowy, którą prowadzili chwilę temu i ruszyła w stronę dwójki mężczyzn. Jeśli nie chcieli ściągać ku sobie Very, mogli być mniej ostentacyjni.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

313
POST BARDA


- Jeśli masz być damą, musisz zachowywać się jak dama. - Napomniał ją Corin sztucznie poważnym tonem, zupełnie jakby udawał co najmniej jej ojca. Zaraz jednak dodał lżejszym głosem: - Z drugiej strony, póki nie używasz tego za często i tylko do właściwych celów? To czemu nie.

Sam popatrzył na Siostrę. W świetle dnia deski mogły wydawać się przybite byle jak. Najwięcej prac wykonano od środka, by upewnić się, że kadłub będzie szczelny.

- Jakoś poradzę sobie z morale tych, którzy będą musieli płacić. - Westchnął. Po tym, jak stracą siostry i będą musieli płacić, istniało ryzyko buntu! - Mogli być bardziej uważni. W porządku, powiem Marudzie, żeby zaczynała, o ile znów nie leży pijana. Widzimy się później.

Corin pożegnał się z Verą. Gdy ta odchodziła, zagadywał jeszcze do grających mężczyzn, najwyraźniej samemu chcąc postawić monety w kościach. Ashton i Rivera byli nad wyraz chętni, by oskubać Yetta z jego ciężko zarobionych pieniędzy.

Tymczasem Vera oddaliła się w kierunku Heweliona i jego partnera. Nie było dziwne, że ją zauważyli, szczególnie w momencie, gdy sami przecież ją obserwowali.

- Pani kapitan. - Przywitał się Viridis, wyciągając dłoń ku Verze. Hewelion nie odezwał się, nawet jego małpka została przy jego kapeluszu. - Kapitan Hewelion poinformował mnie o... Zapotrzebowaniu na moje umiejętności. - Uśmiechnął się uprzejmie. - Słucham. Służę pomocą. Mam podzielić się wiedzą z panienką Oleną, o ile dobrze pamiętam?

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

314
POST POSTACI
Vera Umberto
- No widzisz, całe szczęście, że mam ciebie - stwierdziła zupełnie szczerze. Jeśli istniał ktoś, kto mógł ugłaskać zirytowanych załogantów, był to właśnie Corin. Vera, choć nie była aż tak despotyczna jak chociażby Erinel, to wciąż miała nieco inne sposoby przemawiania swoim ludziom do rozsądku. Od siedmiu lat, niezmiennie ta sama i skuteczna metoda, na dobrego oficera i złą kapitan. Nic dziwnego, że jej chęć otworzenia się na swoich ludzi - między innymi, nke była to przecież jedyna przyczyna problemów - skończyła się kompletnym chaosem na Siostrze. Zaburzała odwieczne status quo.

Więc dobrze się domyślała. Z Hewelionem przyszedł jego lekarz, ten sam, z którym łączyło go to nadzwyczajne błogosławieństwo Osureli. Nie ukrywała, że była zaskoczona ich pojawieniem się tutaj tak wcześnie. Kiedy skończyli spotkanie? Pół godziny temu? Sądziła, że Hewelion będzie potrzebował najpierw odbyć z Viridisem długą rozmowę, w której rozważą wszystkie za i przeciw, a ona dostanie swoją odpowiedź jutro, i to przy dobrych wiatrach. Uścisnęła dłoń mężczyzny i skinęła twierdząco głową.
- Cieszę się, że mogę pana poznać. Nie spodziewałam się tego tak... szybko, szczerze mówiąc - zerknęła na Heweliona, wycofanego, ale obserwującego sytuację uważnie, jakby Vera miała zaraz złapać lekarza, przerzucić go sobie przez ramię i uciec z nim w świat, zanim ktokolwiek zdąży zareagować.
- Oleny nie ma teraz na pokładzie, a chciałam was zapoznać. Każę komuś ją przyprowadzić. Nie miałam nawet jeszcze okazji podzielić się z nią tym pomysłem, który jest... dość świeży.
Felczerka w tej chwili pewnie pogrążona była w panice i zastanawiała się, co oznaczało spojrzenie, jakie rzuciła im wcześniej Vera. Pewnie dopowiadała sobie do niego swoje własne teorie. Gdy ktoś po nią pójdzie i poinformuje ją, że kapitan chce ją widzieć, biedna dziewczyna pewnie będzie w myślach żegnać się już ze statkiem. Nie zmieniało to jednak faktu, że kogoś musiała po nią wysłać.
- Zapraszam na Siostrę. Was obu - podkreśliła, w razie gdyby Hewelionowi aktywowała się paranoja. - Chętnie odpowiem na wszystkie pytania.
Jeśli się zgodzili, poprowadziła ich na pokład, po drodze informując Corina, że potrzebuje Oleny na już. On znajdzie kogoś, kto nie będzie strasznie zajęty graniem w kości i będzie mógł skoczyć po dziewczynę na plażę.
- Niech się nie stresuje - dodała. - To w ramach tego, o czym rozmawiałyśmy wczoraj. Wsparcie, które jej obiecałam. Ma się pospieszyć.
Obrazek

[Płonąca Zatoka] Wyspa Harlen

315
POST BARDA


Hewelion nie miał na co czekać. Jeśli mieli dogadać się co do współpracy w sprawie lekarzy, należało robić to szybko. Niezależnie od tego, kto będzie dowodził sprawie, naukę należało zacząć jak najszybciej, by przyniosła jak najlepsze owoce. Viridis wydawał się o wiele bardziej otwarty niż Hewelion, który wciąż patrzył na Verę spod byka, jakby rozważał, kiedy pani kapitan zabierze mu ukochanego.

Medyk uśmiechał się grzecznie spod wąsa.

- Ależ, przyjemność po mojej stronie. - Był kulturalny i niczego nie można było zarzucić mu na tym polu, jednak maniera w jego głosie zdradzała, że nie było to coś, do czego całkowicie nawykł, a raczej sposób mówienia podpatrzony wśród takich, jak Leobarius. - Po co czekać? Pani kapitan, ustalmy szczegóły i zabierzmy się do pracy.

- Dziękujemy za zaproszenie. - Dodał Hewelion.

Bez wahania podążyli na Siostrę. I choć niezbyt grzecznie było to komentować, Labrus musiał zauważyć stan statku zanim jeszcze wdrapali się na pokład.

- Paskudna blizna. Jakaż to szkoda, że nie znam się na łataniu statków.

Mężczyzna był pewny siebie i swoich umiejętności. Spojrzał na Heweliona, jakby zachęcając go do mówienia tego, co powiedzieć miał. Poczekał, aż nie mieli świadków. Jeśli Vera zaprosiła ich pod pokład lub do części oficerskiej, dopiero tam wyjawił swoją propozycję:

- Pani Umberto, nauka kosztuje. - Zaczął bez ogródek. - Ale jesteśmy skłonni zamienić zapłatę z góry na dodatkowe pięć procent z tego, co uda się zdobyć w Karlgardzie. To twoje i nasze ryzyko, musisz przyznać. Ponadto, chcemy zatrzymać wszystkie medykamenty, jakie zostaną po akcji.

Nie przyszli do Very z dobroci serca, a z chęci dobicia targów.

- Dodatkowo, za kolejne pięć procent spróbuję wpłynąć na Aspę, żeby zmienił zdanie co do dowództwa. To będzie piętnaście do trzydziestu pięciu między naszą połową. - Pozostawił duże pole do negocjacji.

W międzyczasie ktoś poszedł po Olenę.

Wróć do „Wschodnia baronia”