Siedziba Montweisserów

76
POST BARDA
Ynnir zaśmiała się cichutko, słysząc prośbę Aelli. Tym razem wyraźnie się rozluźniła, pozwalając sobie nawet na delikatny uśmiech. — Dobrze więc... Aello. I przepraszam, obcując ze szlachtą, ciężko wyzbyć się nawyków — tak czy siak stanęła na tyłach balii, gotowa pomóc w rozebraniu się i samej czynności kąpieli, jeśli zajdzie taka potrzeba. Wysłuchała reszty słów kobiety i gdy ta wchodziła do wody, na slowo "urocza" odrobinę się skrzywiła. — Skoro jesteśmy na ty... to słowo uroczy brzmi przedmiotowo, jakby nasza rasa była zabawką. Nie mów tak więcej — w jej głosie zabrzmiała wyjątkowo stanowczość, której wcześniej jej tutaj zabrakło.

Suknia galowa, w której Aella wybrała się wcześniej na bal do Montweisserów, nie nadawała teraz do niczego. Materiał został przez nią wcześniej rozerwany i z długiej spódnicy zostały poszarpane resztki, w towarzystwie kerońskim mogące zgorszyć pruderyjną szlachtę. Poza tym woda nieco ukoiła ciągle rozgrzane przez krwawiące słońce cialo i po raz pierwszy kobieta mogła poczuć delikatne zmęczenie. Dzień był zdecydowanie obfity w wydarzenia, nawet jeśli nie wszystko poszło po jej myśli.

Ynnir została za plecami Aelli, stojąc tam cicho i słuchając jej słów. W pewnym momencie szlachcianka poczuła delikatne dłonie nakładające na jej ramiona jeden z pozostawionych przez pokojową specyfików – w dotyku było to przyjemne, a i ostrożność Ynnir mogła podziałać kojąco. Zapachniało różą.

Mistrz i uczeń nie muszą dzielić wszystkich przekonań. Stary we wszystkim widzi intrygę i okazję nie do przepuszczenia, ja natomiast chcę się rozwijać magicznie — ręce elfki sięgnęły dalej, w stronę jej przedramion, nadal łagodnie rozprowadzając kosmetyk. — Jeśli chcesz wiedzieć, kim jestem w sercu... to pragnę tego, co większość moich pobratymców. Powrotu do starego porządku w naszym świecie. Szkoląc się i zyskując więcej mocy, będę w stanie im pomóc. Jeśli znajdzie się ktoś inny, kto byłby w stanie zapewnić mi ku temu środki, zapewne odeszłabym od Montweisserów. Na razie jednak Melchior jest jedynym, który ma do tego środki.

Aella poczuła na skórze ciepłą wodę, którą Ynnir spokojnie zmywała mydliny z jej ramion. Następnie musnęła opuszkami palców miejsce za jej uchem i szlachcianka poczuła ciepły oddech elfki na swojej skórze. Zaraz po tym pojawił się szept. — Wiem, którą Bramę chce otworzyć stary. Czasami do siebie mamrocze o odbiciu kogoś stamtąd nawet za cenę całego świata. A paktu nie potrzebuje, bo już ma cię w garści od chwili, gdy wypiłaś jego wino. Jeśli chcesz... — jej dłonie powędrowały w stronę obojczyka Aelli, krzyżując się na nim delikatnie. — I mi zaufasz, to ci pomogę to wykorzystać.

Siedziba Montweisserów

77
Szlachcianka sama ją o to prosiła, więc ta sprostowała ją w jej słowach.
- Przepraszam, nie miałam tego na myśli. Chodziło mi o kontekst jak w przypadku małe kotka, nie jest przedmiotem ale kiedy jest ładny...sama rozumiesz, ale w porządku, postaram się unikać tego słowa. - uśmiechnęła się, gdyż po prostu tego oczekiwała elfka, a Aella nie miała zamiaru niszczyć jej kruchego...zaufania?

Nie żałowała swojej sukni, to rzeczywiście tylko przedmiot i wiele takich zniszczyła w swojej "karierze". To tylko środek do celu, a zawsze mogła kupić nową. Co innego kąpiel, ta była dla niej wiele warta w tym momencie, zaćmienie i cały dzień stresu dało jej się we znaki, chociaż próbowała to usilnie ukrywać. Jej dłonie i zapach róży wprowadzały ją w błogi stan, na który normalnie rzadko sobie pozwala. W tym wszystkim musiała jednak postawić na jedną kartę, musiała zdobyć zaufanie elfki bo była jedyną furtką do tajemnic Montweissera. Poniekąd, jak wkrótce się okazało, opłaciło się to.

- Tyle ostrożności, a zgubiło mnie cholerne wino? Pomyślał o wszystkim, prawda? - skrzywiła się, a mina jej zrzedła. Opuściła na chwilę gardę i to ją zgubiło. Cokolwiek zrobił, była świadoma, że sprawy się skomplikowały.

- Skoro więc zależy ci na twoich pobratymcach tak samo jak mnie, a pewnie bardziej, to połączmy siły. Zaufałam ci w momencie, gdy pozwoliłam ci stanąć za moimi plecami, czego nie robi ktoś taki jak ja przypadkowo. Jeśli to co mówił stary o mojej przemianie to prawda, zyskałabyś swoje środki. Chętnie pomogę tobie i twojej rasie, bo i tak sama miałam to na celu, ale we dwójkę poszłoby zdecydowanie łatwiej. Po za tym...miło by było mieć wsparcie. Pytanie tylko, czy wiesz jak tego dokonać bez jego pomocy. Ja dotrzymuję słowa, dlatego wolałabym nie iść z nim na ugodę. Wolałabym dotrzymać słowa danego tobie, które nie grozi nam inwazją monstrów.

Aella delikatnie pogładziła jej dłonie swoimi. I chociaż dla Ynnir mogło to wyglądać uczuciowo, w rzeczywistości kobieta była przygotowana na ewentualny atak. Zaufanie to kruchy temat, nie były jeszcze jednak na tej płaszczyźnie aby powierzyć jej swoje życie. Miała jednak nadzieję, że Ynnir wybierze bardziej...przyjemną stronę z perspektywami, aniżeli Montweissera, któremu musiała usługiwać na zawołanie i bez zajęknięcia, a gdzie jej profity zawsze mogły zostać szybko zdławione, albo mogła stracić życie kiedy by się mu znudziła.
Obrazek
Obrazek

Siedziba Montweisserów

78
POST BARDA
Najwyraźniej przyrównanie elfów do małych kotków również nie przypadło do gustu elfce, ale nie skomentowała tego już, w zamian za to zaczynając myć barki Aelli w sposób znacznie bardziej intymny, niż jej pozorna praca by tego wymagała. Pozwoliło jej to zbudować napięcie, zanim przeszła do gwoździa programu, jakim było wyjawienie sekretu prawdopodobnie mającego wyjść na światło dzienne w odpowiednim dla samego Montweissera momencie.

O wszystkim i o krok dalej — odpowiedziała Ynnir prosto do ucha Aelli. Kobieta poczuła jej ciepły oddech na swojej szyi, gdy elfka ciągle delikatnie opierała się o nią, twarz mając zbliżoną niemal skóra w skórę. Kiedy więc Stedinger wyraziła chęć na potencjalną współpracę, przy okazji gładząc delikatnie jej dłonie w akcie fałszywego znaku, poczuła na sobie ciche westchnięcie. — Montweisser ufa mi wystarczająco, bym mogła coś podrzucić mu do wina. Wystarczy kropla — tuż za swoim uchem, na granicy włosów i karku Aella poczuła na sekundę ciepłe muśnięcie. — Tak jak on związał ciebie odrobiną swojej krwi w rytuale, tak ja mogę zrobić tak samo. Zyskasz podświadomie dostęp do jego wiedzy i części umiejętności. To powinno wystarczyć, by częściowo zawładnąć bramą. A być może... przy dobrych wiatrach... — dłonie Ynnir zjechały sugestywnie niżej, wystarczająco, by kobieta poczuła delikatne mrowienie w podbrzuszu. — Do czasu wojny przejęłabyś kontrolę także nad nim.

Siedziba Montweisserów

79
Cała ta sytuacja była bardzo przyjemna i oczywiście Aella chciałaby kontynuować, jednak nie mogła tego ciągnąć. Elfka może świadomie, może nie, naprowadziła szlachciankę na przemyślenia. Miała rację, Montweisser zawsze był o krok przed nią. To co jednak podejrzewała, to fakt, że wypicie wina z kielicha nie mogłoby zawiązać rytuału, nie bez użycia także jej krwi. Cała ta opowieść zaczynała więc być mocno naciągana, a fakt, że elfka od razu wystąpiła z propozycją pobrania jej kropli owej krwi, było tym bardziej podejrzane. W końcu z tą kroplą, Montweisser mógłby rzeczywiście odprawić rytuał.

Z drugiej strony, skoro stary ją obserwował przez całe życie, był na pewno świadomy słabości Aelli do pięknych elfek. Więc jej obecność w jego domu, na rozmowie i tutaj była bardzo podejrzana. Kobieta powoli wstała z balii z uśmiechem na ustach, wyszła i ubrała się w szlafrok. W trakcie jego zawiązywania tylko częściowo zwracała uwagę na elfkę, chociaż mogło to tak tylko wyglądać z zewnątrz. Musiała poddać służkę Montweissera jeszcze jednej próbie.

- Już rozumiem. Próbujesz przekonać mnie, że stary już zawiązał rytuał winem, co nie byłoby możliwe bez posiadania mojej. Tak próbujesz uśpić moją czujność, bo skoro i tak już się to stało, to zaufanie ci i oddanie kropli mojej krwi byłoby bez znaczenia. W rzeczywistości nic takiego się nie stało, a wszyscy doskonale wiedzą, jaką mam słabość do elfich kobiet. Montweisser obserwował mnie całe życie, więc doskonale o tym wiedział, dlatego nie bez powodu akurat tam byłaś i jesteś tutaj. - sięgnęła po kielich wina i wzięła łyk. - Zaufanie to poważna sprawa, ale właśnie straciłaś jedyną na to szansę. Jak powiedziałaś, on wie o wszystkim i zawsze jest krok przed wszystkimi. Nie zabiję cię, tym razem, ale jeśli kiedykolwiek wejdziesz mi w drogę, nie licz na moją łaskę. Mogłaś być kimś więcej i kimś lepszym, niż służką tego starca. Jestem ciekawa, jak zareagują twoi pobratymcy, kiedy odkryją kim tak naprawdę jesteś. Nie dowiedzą się tego ode mnie, sami się tego domyślą.

Kobieta spojrzała jej w oczy. Widać, że była zawiedziona takim obrotem spraw. Poniekąd była pewna, że taki plan był od początku. Miała nadzieję, że faktycznie zyska sojusznika i będzie mogła jej pomóc, jednak od początku była ostrożna. To wszystko wydawało się zbyt proste i łatwe. Jeśli Montweisser poświęcił dwadzieścia lat na jej obserwację, to wypuszczenie jej z gabinetu bez pozyskania tego czego pragnął było zbyt dziwne. Jeśli nie mógł pozyskać tego w rozmowie, był przygotowany na inne warianty, a jednym z nich była Ynnir.

Z drugiej strony, była szansa na to, że elfka zacznie się bronić. Stedingerówna postawiła sprawę jasno i jeśli to co powiedziała było prawdą, elfka spróbuję się bronić, albo po prostu potwierdzi jej słowa i wyjdzie. Jeśli jednak zacznie się bronić, sposób w jaki wyłoży sytuację powie o niej prawdę.
Obrazek
Obrazek

Siedziba Montweisserów

80
POST BARDA
Dłonie elfki śmiało wędrowały coraz niżej, a ona sama też coraz bardziej pochylała się w stronę Aelli, do tego stopnia, że kobieta czuła na swoich plecach delikatny nacisk jej ubrań. Także jej ciepły oddech i delikatny głos wędrowały prosto do jej ucha, gdy kusiła, zdradzając kolejne informacje i coraz śmielej prosząc o kolejne przyslugi. Dlatego ku jej zdziwieniu Aella wstała nagle z balii, rozchlapując wokół ciepłą jeszcze wodę i całkowicie naga na kilka sekund stając przed Ynnir, zanim okryła się szlafrokiem. Czuła, jak po jej plecach ściekają ciężkie krople z końcówek jej włosów.

Elfka wyglądała na szczerze zdziwioną tym podniesieniem się z wody. Stanęła wyprostowana, jeszcze trochę trzymając ręce przed sobą i nie wiedząc chyba, co z nimi zrobić. Słuchała jedynie wyrzutów Aelli z szeroko otwartymi oczami; na jej twarzy malowało się zaskoczenie i przez pewien czas nawet ułamek urazy, gdy ta uznała, że dobrym pomysłem będzie grożenie jej śmiercią. W końcu wytarła swoje dłonie o ubranie, zostawiając wilgotne ślady na udach i odchrzaknęła, mówiąc ciągle łagodnym głosem, tym razem jednak niepozbawionym nuty wyrzutu.

Naprawdę uważasz mnie za taką? Najpierw słodzisz, schlebiasz i obiecujesz, a teraz oskarżasz mnie o bycie jakąś sprzedajną... elfką — burknęła, a jej oczy stały się szkliste. Oparła się nieco o balię, kontynuując swoją obronę. — Mówiłam wcześniej, że służę Montweisserowi tylko dlatego, że daje mi możliwości, co nie znaczy, że się nim nie brzydzę. Myślisz, że nie uwłacza mi usługiwanie mu w każdy możliwy sposób? Że karmienie, podmywanie i bycie na każde jego skinienie sprawia mi przyjemność? Robię to tylko dla tego, co wynoszę z obserwacji, czytania jego zbiorów i tego, co mnie łaskawie czasem nauczy. Stary nie ufa nikomu i nawet mnie czasami trzyma na zbytnią odległość, więc być może tak, to też jest jego plan, żeby mnie tobie podesłać, ale nawet jeśli, to czy nie warto spróbować w jakiś sposób go przechytrzyć?

Ewidentnie jej oczy zachodziły łzami, gdy wymawiała kolejne słowa z coraz większym wyrzutem. Nawet raz zadrżały jej ramiona, gdy mówiła o kolejnych upokorzeniach, które ją spotykały. — Poza tym... to ty mnie tutaj zaciągnęłaś. Ja cię miałam wyprowadzić tylko z posiadłości, żeby dać ci czas na zastanowienie nad jego propozycją. A rytuał był prosty, w twoim winie była jego krew. Nie zawsze potrzeba krwi ofiary, szczególnie gdy jemu chodzi tylko o kontrolę. I nie, nie wiem do końca czy cały jego plan to tylko kwestia większej władzy, czy faktycznie jego brednie o sprowadzeniu kogoś zza bramy mają większe podłoże, ale to co mówię, to prawda. I wiem, że tym samym rytuałem ty tak samo zyskasz dostęp do niego.

Wzięła oddech, próbując nieco uspokoić emocje. Wyprostowała się i obeszła balię, podchodząc do Aelli i spoglądając jej w oczy. Była niższa. — Montweisser nigdy nie pozwoliłby ci wyjść stamtąd, gdyby nie był pewny, że ma cię w garści. Gdybyś nie wypiła tego wina, próbowała wyjść, w końcu byś do niego wróciła. Jego dom zaczyna się pod pałacykiem i on rządzi jego zasadami. Jeśli spróbowałabyś go zabić, nic by sobie z tego nie zrobił. Jego nie da się zabić bronią konwencjonalną. A teraz... teraz jego zmysły są otumanione przez to samo słońce, które teraz wysysa z nas siły. Zaproponowałam ci to, bo wierzę, że jesteś na tyle silna, że poradzisz sobie z nim. Coś pokroju zwalczania ognia ogniem.

Odsunęła się zaraz od kobiety i smętnie podeszła do drzwi wyjściowych z łaźni. Zatrzymała się w miejscu i dodała cichszym głosem: — Mimo wszystko trochę rozumiem twój brak zaufania. Sama nie wiem, czy moje słowa nie są kolejną jego sztuczką, dzięki której namąci ci w głowie.

Siedziba Montweisserów

81
Aella stała przez cały czas niewzruszona wyrzutami elfki. Nie okazywała tego, ale bolał ją fakt, iż musiała poddać ją takiej próbie. Ziarno niepewności wciąż pozostawało, ale dziewczyna wydawała się mówić szczerze. No bo w końcu komu podobać się może życie służki, w sposób w który wykorzystuje ją Montweisser? Chciał nie chciał, musiała jej zaufać, nie miała w tym momencie zbyt wielu opcji, a musiała wykonać misję, w ten lub inny sposób. Bycie demonem nie za bardzo pasowało do wartości wyznawanych przez rycerstwo, nie była nawet pewna czy z tą wiedzą ktokolwiek by ją uznał, ale miała nadzieję, że tak. W końcu nie urodziła się nim, a jedynie transformowała. Czy to jednak w ogóle możliwe? Nie była pewna, ale nawet jeśli nie, miała do dyspozycji swoją magię i ostrze. Jakoś doprowadzi to wszystko do końca. Chciałaby mieć jednak przy sobie Ynnir. Mogła ją wiele nauczyć, wiele zapewnić. Oczywiście gdzieś z tyłu głowy, Aella miała wizję upojnych nocy z nią, ale mimo wszystko wydawała się być elfką o dużym sercu, a takim osobom, szczególnie wspierających ją, Aella była gotowa pomóc na różne sposoby. Przeważnie pracowała sama, ale posiadanie kompetentnej osoby u swojego boku było ciekawą perspektywą.

Kobieta podeszła do elfki i drzwi, po czym ruchem ręki zamknęła je. Spojrzała w jej oczy, ale gdzieś na jej twarzy było dostrzegalne poczucie winy.

- Wybacz Ynnir, ale musiałam się upewnić. Uwierz mi, źle się z tym czuję, ale musisz też zrozumieć mnie. Montweisser to potężny i przebiegły przeciwnik, a ty dla niego pracujesz. Musiałam mieć pewność, że odrzucając cię i twoją propozycję, nie stwierdzisz, że podstęp się nie udał, więc wykończysz mnie w klasyczny sposób.

Do głowy Aelli nagle zaświtała pewna myśl. Jeszcze przed chwilą pocałowała Ynnir aby ją wyleczyć, często nawiązywała także z nią kontakt wzrokowy...Czyżby stało się coś, na co od dawna liczyła kobieta?

- Ynnir...czy nie poczułaś do mnie silnego przywiązania? Czy jakbym poprosiła cię o przyniesienie kielicha wina, to przyniosłabyś mi go z radością? Wybacz te pytania, ale muszę to wiedzieć. Tylko szczerze proszę.

Nagle Aella spojrzała na elfkę ze zdziwieniem, przejęta i wyczekująca odpowiedzi.
Obrazek
Obrazek

Siedziba Montweisserów

82
POST BARDA
Elfka odsunęła się od drzwi w momencie, gdy Aella do nich podeszła; być może nawet z pewną dozą strachu, nie wiedząc, czy aby szlachcianka uwierzyła w jej słowa. Słysząc jednak wyznanie kobiety, Ynnir widocznie rozluźniła się i pokusiła nawet o słaby uśmiech. Spojrzała nawet na Stedinger, wpatrując się w jej oczy i nie odrywając się nawet na moment. — Jak mówiłam, być może nawet nie wiem, że mu pomagam, ale chyba warto jest cokolwiek zdziałać. Plus pamiętaj, ja wiele ryzykuję, knując za jego plecami — dotknęła ramienia Aelli, gładząc je spokojnie. — I nie chciałabym cię zabijać, wydaje mi się zresztą, że dla starego też jesteś pewnie więcej warta żywa.

Zaskakujące pytanie wywołało na twarzy elfki swego rodzaju konsternację. Zmarszczyła brwi, niepewna tego, co powinna odpowiedzieć. Zamyśliła się nawet na chwilę, nie odrywając wzroku od Aelli. — Chyba... nie jestem pewna. Na pewno mnie pociągasz i jeśli byś poprosiła, to zrobiłabym to bez wahania. Wydaje mi się jednak, że to naturalne podejście — odparła, nie rozumiejąc właściwie, o co też zapytała szlachcianka.

Gdzieś na dole Aella w międzyczasie usłyszała czyjeś donośne głosy i charakterystyczny ciężko tupot okutych żelazem butów. Ynnir spojrzała na drzwi z nagłym przestrachem, także najwyraźniej słysząc owe odgłosy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”