Droga na Wschód

91
POST POSTACI
Awaren
Choć widok zmasakrowanych ciał oraz rozwleczonych organów brzydził niezmiernie, elf nie potrafił zmusić się do jakiegoś szczególnego odżałowania poległych nieszczęśników. Z początku więc niespecjalnie przejęty tym, co dokładnie robiono z truchłami (jak dla niego, mogli nawet poobcinać wciąż przymocowane to karków głowy i zacząć nimi kopać dla zabicia czasu), dla dobra własnego komfortu psychicznego odwrócił wzrok i spróbował słabo podnieść się do pozycji siedzącej. Szyja bolała od niewygodnych prób wyginania i przekręcania jej na wszystkie strony.
Metaliczny zapach oraz swąd samego pomieszczenia wciąż drażnił nozdrza, zaś uczucie szorstkości materiału między palcami na dobre uświadomiły go, że naprawdę nie był to jedynie sen stworzony przez jego pobożne życzenia. Pomoc naprawdę nadeszła, a jemu wciąż udało się jej dożyć! Co więcej, wszystkie jego zmysły zdawały się wciąż działać bez większych zarzutów, co oznaczało, że usiłująca go poprzednio pochłonąć energia magiczna nie uszkodziła nic nieodwracalnie! Wciąż oczywiście uważał, że lepiej będzie, jeśli zapobiegawczo spędzi kilka godzin w wypełnionej leczniczymi olejkami i ziołami balii wody i, ughh... Najlepiej pewnie, żeby była to ZIMNA woda... Czego nie znosił, bo zimne kąpiele były najgorsze z najgorszych, ale... Na pewno będzie więcej niż roztropnie upewnić się, że wszystko zregeneruje się tak, jak należy.
Puszczając orka, Awaren bardzo ostrożnie pokiwał głową na znak zrozumienia. Ta wciąż nieznośnie mu ciążyła i niestety obawiał się, że nic lepszego i tak go nie czeka, dopóki Zaćmienie nadal trwało. Jak to właściwie możliwe, że trwało już co najmniej od kilku godzin nieustannie? Czy to aby nie wbrew wszelkiej logice? Prawom natury? Przynajmniej burze piaskowe zdawały się lubić działać na jego korzyść. Na ten moment stanowiły bowiem świetną alternatywę mocnej formy ochrony tymczasowego schronienia. O ile tylko znowu nie zacznie się coś sypać, rzecz jasna. Całe szczęście, nigdzie nie było Bruta, którego kompania była-...
- Huh? - mrużąc nieco oczy, elf nerwowo, acz dokładnie rozejrzał się dookoła. - Czy... Jeśli wolno mi jeszcze spytać? Czy nie trafiliście przypadkiem na coś, co wyglądałoby, jak ciało bardzo... bardzo postawnego, potężnie zbudowanego, czarnego orka...?
Jasne, to świetnie, że go tu nie było! I jednocześnie bardzo źle, że go tu nie było! Brut był silnym typem i na dodatek orkiem. Orkiem, który mógł żywić wobec niego głęboką urazę. Albo i dwie. Jeśli Awaren nauczył się czegoś przez długie lata życia pomiędzy ich rodzajem, to na pewno pamiętliwość, gdy w grę wchodziło poczucie nadszarpniętej godności tudzież honoru. Nie potrzebował nowej paranoi i...

Przełykając ciężko ślinę, elf przystopował ze swoją lawiną myśli na widok nowo pojawiającego się przy nim orka. Tym razem będącego kimś pokroju medyka polowego. ...Czy to normalne, żeby orkowy medyk nosił przy sobie topory? ... Racja. Racja...! Mowa o orkach. To normalne. W absolutnie normalne! Nic, czym należałoby się przejmować! Na pewno nie nosi ich przy sobie tylko po to, żeby odcinać pacjentom kończyny, ahahaha... Chyba że byłoby to konieczne...? O bogowie... OBY TAK NIE BYŁO W MOIM PRZYPADKU! Ayah! Proszę, nie rób takiej miny, jakbyś naprawdę zamierzał to zrobić!
- N... Nie może być aż tak źle, racja? Hahaha... Bo wiecie... Będę jej jeszcze potrzebował i-... - załączającą się, nerwową paplaninę przerwał w momencie, w którym pierwsze krople wody zetknęły się z jego raną, a on sam zaklął po orkowemu. Pierwszy okres swojego niewolnictwa spędził wśród goblinów, a te głównie klęły, okej? Na wszystkie możliwe sposoby.
O ile kontakt z materiałem podrażniającym brzegi rany był bolesny, o tyle odkażająca substancja zdawała się podrażniać każdy nerw w poharatanej kończynie. Odchylając głowę maksymalnie do tyłu, zacisnął zęby oraz zachodzące łzami oczy, aby ostatecznie poddać się zupełnie i ponownie zwalić ciężko na ziemię. Bolało jak cholera. naprawdę bolało jak cholera. Magia kosztowała dużo mniej łez i potu, jak właśnie przypomniało mu życie. Nigdy więcej nie chciał, żeby go łatano niemagicznie.
Pod koniec całego zabiegu był już spocony, jakby przebiegł sprintem co najmniej milę. W pełnym słońcu.

Oddychając jeszcze nieco nieregularnie, Awaren nie miał rzecz jasna odwagi strofować wyśmiewających jego słowa orków. Sam w końcu do niedawna był niewolnikiem Ushbara, jakkolwiek ani on, ani sam Ushbara nigdy nie wspominali o tym na głos. Źle by to w innym wypadku wyglądało.
- Moment! Moment, proszę! - chwiejnie podnosząc się raz jeszcze, uniósł w górę jedną rękę, aby powstrzymać zbrojnych. Tak, wiedział, że to nieroztropne. Tak, powinien zaakceptować sytuację, pozwolić im robić swoje, nie mieszać się i dać stąd zabrać w jednym kawałku, bo przecież tylko o to mu od początku chodziło. Tylko że... Jak powinien to ująć? Nigdy nikt tak naprawdę nie zrobił dla niego nic bezinteresownie. Nawet jego właśni rodzice. Minimum przyzwoitości kazało odpłacić się pięknym za nadobne. Był to winien przynajmniej Zoli.
- Nie ma pośpiechu! Nie ma powodu do pośpiechu! Utknęliśmy tu wszyscy razem! Kto wie, ile jeszcze potrwa burza i to całe szaleństwo z Zaćmieniem! - zaczął szybko. - Jeśli przyjdzie w ich trakcie coś gorszego, nie będziemy mieli dokąd uciekać! Nie żebym śmiał twierdzić, że jakikolwiek szanujący się ork uciekałby przed potencjalną zdobyczą, ahahaha...! M-Mimo wszystko... Sami widzicie, że nie ma nas tu dużo! - rozejrzał się znacząco dookoła . - Może się jeszcze zdarzyć, że będziemy potrzebować możliwie wszystkich par rąk do pomocy! Mogą też pomóc w trzymaniu warty!

Droga na Wschód

92
POST BARDA
- Tylko to co widzisz - odparł na pytanie Awarena medyk, opatrując przy tym jego nogę. Jeśli więc nigdzie tutaj nie było Bruta, to właściwie czy burza piaskowa faktycznie nie działała na jego korzyść? Zawalona kopalnia raczej nie mogła mieć wielu odnóg, więc ucieczka prosto w trwającą zamieć, a także dziwne Zaćmienie, które wybudza wszelkie bestie do życia mogło skutecznie pozbyć się problemu, jakim był czarny ork. A właściwie na to należało liczyć.

Jeśli zaś chodziło o toporki, nie było to o tyle dziwne, że mężczyzna nie wyglądał na typowego medyka, a raczej kogoś, kto w międzyczasie wyuczył się kunsztu felczerstwa. Po drugie zaś, kult Drwimira opierał się na kulcie siły, toteż każdy szanujący się, wchodzący w dorosłość ork wiedział, że nie przetrwa w surowym społeczeństwie Urk-hun bez wykazania swej wartości. — Jeszcze trochę i trza by było usiekać — wymruczał strażnik, klepiąc się po broni, ale nie odrywając wzroku od rany. Awaren chyba dostał swoją odpowiedź.


Trzymający Zolę kapitan słysząc słowa elfa spojrzał na trójkę – dwóch orków, z czego jeden przyszpilony do ziemi i hobgoblinica. Wszyscy zmęczeni i wycieńczeni niełatwym życiem w podziemiach. Nie wiadomo wszakże było, jak długo tutaj byli trzymani, jak bardzo niedożywieni byli... i dlatego też kapitan zaśmiał się gardłowo na to, puszczając niedbale dziewczynę i kręcąc głową. Zhog widząc to uspokoił się i strażnik nie musiał już grozić mu włócznią. — Pieprzona katarynka. Zamknij się już, albo wrócisz zaraz do nieprzytomności. Reszta siedzieć pod ścianą. I nie interesuje mnie, że ktoś z was chce się odlać. Szczajcie pod siebie — powiedział, siadając na krześle Dreka i rozkładając nogi na stole. Niewolnicy spode łba za to spoglądali na wszystkich wokół – Zola zaś ewidentnie chciała porozmawiać z Awarenem, ale dobitny rozkaz kapitana skutecznie ją blokował w miejscu.

Rana została zaszyta i zabandażowana, chociaż felczer wspomniał, że będzie trzeba użyć magii bądź udać się do chirurga. Awaren mógł więc z delikatną podporą swojego kostura wstać i rozprostować nogi. Dostał nawet skromny, żołnierski posiłek złożony z kawałka suszonej kiełbasy, paru sucharów i bukłaka z wodą.

Okien tutaj nie było, ale szybko mężczyzna usłyszał na zewnątrz wycie wiatru i charakterystyczny dla piasku szum. Raz czy dwa zawiało także w głąb tunelu nieco tego materiału, ale nie było to w żaden sposób zagrażające. Po czasie zmiany warty straży znudziło się pilnowanie więźniów i siadając przy stole zaczęli grać w znalezione gdzieś kości. Wkrótce oczy elfa zaczęły się kleić – był to znak, że zmierzchało. Mógł więc iść spać, podpytać o coś orków, bądź zagadać do więźniów, szczególnie że nie czuł się tak źle, jak wcześniej.

Jeśli zaś zechciał przeszukać zawartość pokoju i kufra, oprócz świecidełek udało mu się znaleźć kilka ciekawych fantów. Przede wszystkim gwizdek w kształcie nadętego goblina znalazł się w jego dłoniach po przykuciu uwagi. Awaren musiałby zadmuchać, by odkryć jego faktyczne zastosowanie. Oprócz tego z ciekawszych rzeczy znalazł tam fikuśne okulary, które nijak nie poprawiały wzroku, ale ich oprawki miały dziwny kształt – wystarczająco dziwny, by kapitan akurat przyglądający się temu szabrowaniu parsknął pod śmiechem, gdy Awaren przykładał je do nosa. Ostatnim dziwnym osprzętem były... buty. Eleganckie trzewiki obite srebrnym, drogim materiałem. Pasowały na delikatne stopy Awarena, jeśli ten chciał to sprawdzić. Co zaś było interesującego w tych przedmiotach? Emanowały magią, co samo w sobie mogło być interesujące.

Spoiler:

Wróć do „Zachodnia baronia”