Bastion Khudamarkh

136
POST POSTACI
Kamira
Była zła - nie tylko na Venlę za przymusowe uśpienie, ale na każdego w tym pomieszczeniu, każdego z różnych powodów, choć - wszystkie ostatecznie sprowadzały się do jednego, do tego jak się tutaj znalazła i została potraktowana. Najgorszy był w tym wszystkim parszywy złodziejski elf. Może i Kharkhun go upominał, ale jakie to miało znaczenie? Chciała się odgryźć na elfie, nie tylko za to, że urządził ją w taki sposób, ale też za to jak najpewniej urządził Buliona. Nie wierzyła, że Azelil słuchał się kogokolwiek gdy Kharkhun nie patrzył.

Kamira wcale nie była zaskoczona zawartością księgi - a raczej miną Venli, która zaczęła ją czytać. Widziała, jak został przeprowadzony poprzedni rytuał i jak został zakończony, jaka została poniesiona za niego cena i jakie przyniósł efekty. Wątpiła by Venla była w stanie przeprowadzić go samotnie, nie gdy innym w grupie się nie powiodło. Była tego pewna, choć... Tym, co wyrwało ją z nasłuchiwania, był głos. W końcu się odezwał, po takim czasie i po tylu próbach. Cóż mu się przydarzyło, że nie mógł odezwać się wcześniej? Cóż się wydarzyło... Czyżby zaćmienie oddziaływało na taki kontakt przed jak i po swoim wystąpieniu?

Po otwarciu oczu dostrzegła plugawy elfi ryj, chciała na niego splunąć, ale jedyne co to wzdrygnęła się, gdy nóż powędrował blisko jej twarzy. Wzięła głębszy wdech, obserwowała go uważnie, wypuściła powietrze przez zaciśnięte zęby i zmarszczone brwi. Była tak samo przestraszona, jak i zła. Z każdą chwilą tylko gorsza i poddenerwowana, bo bardziej bać się... Już chyba nie mogła od jakiegoś czasu, a każdy wie, że zagonione w róg zwierze - będzie gryźć. – Jakiekolwiek flaki ucieszyłyby Garona, twoje też parszywy odmieńcu — Wyszeptała przez zęby w jego kierunku, niemalże plując z ust pianą, która powstała przez nagromadzenie śliny. To pozostawało między nimi, ale jedno miało pozostać niezmienne. Azelil poniesie karę - kwestia kiedy. – Jest jeszcze jedna rzecz! Ale muszę to zrobić ja! Potrzebuje kostura. — Poruszyła rękami, by pokazać, że wciąż jest związana, zwracając uwagę na to, że nie może rzucać zaklęć, bo sama zrobi sobie krzywdę... Choć... Kto wie, jak zadziałają inne czary. Zamierzała grać na czas. Potrzebowała dostępu do swojego kostura. Musiała coś zrobić, by zapobiec tym plugawym poczynaniom. Miała plan - ryzykowny, możliwe, że znowu jej magia ją zawiedzie, ale nie mogła dłużej pozwolić na taki los, ani dla siebie, ani dla Buliona - ani dla niego. Wykorzystają go do złych celów. Musiała znaleźć inną drogę do przywołania.

Kamira postarała się odsunąć do rogu mebla, jak najdalej od plugawego długoucha.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

137
POST BARDA
Elf wyglądał, jakby podobała mu się odpowiedź Kamirin. Wyszczerzył w uśmiechu zęby, równe, choć nie tak białe, jak mogłyby być, a następnie docisnął ostrze do policzka dziewczyny. Ostry ból rozlał się po jej twarzy, choć sztylet ledwie naciął skórę. Ciepła kropla spłynęła aż do jej podbródka.

- Azeliel! - Tym razem krzyczała Venla. Zaalarmowana poprzednimi słowami elfa, zamknęła księgę i powstała, by szybko złapać parszywca za nadgarstek. - Przestań natychmiast!

- Nie przeszkadzaj nam, kobieto. - Szarpnięciem Azel wyrwał ramię z uścisku czarodziejki. - Jesteśmy przecież przyjaciółmi. - Ostatnie słowa elf rzucił do Kamirin. Niedbale wytarł ostrze o własne ubranie i schował je do pochwy przypiętej u pasa. - Przynajmniej sobie wyjaśniliśmy. Flaki Ghorkuna dla Garona, robi się.

- Nie pozwolę ci go tknąć! - Venla była zdenerwowana.

Całej scenie przyglądali się Kharkun i Q'beu, obaj nad wyraz rozbawieni, jakby oglądali przekomarzanie się dzieci aniżeli rzucane groźby, całkiem możliwe do zrealizowania.

- W tym miejscu czarodziejką jest Venla. To ona będzie czarować. - Ochrypłym głosem odezwał się Kharkun, wziął w dłonie jej kostur i sam starał się podważyć rubin, tym razem paznokciem. - Udostępnisz jej źródło swojej mocy.

Ork zapewne nie do końca wiedział, co należało zrobić i w jaki sposób przeprowadzić rytuał, ale od tego miał swoich ludzi. Zmarszczył lekko nos.

- Pomożesz mi w przygotowaniu rytuału, Kamirin. - Poprosiła Venla, choć jej ton wskazywał na to, że Płomyk nie miała za bardzo wyjścia, jak tylko przyjąć propozycję.

- Sądzicie, że demony lubią orków? - Zagadnął Azel.

- Możemy sprawdzić, czy gustują w elfach. - Odgryzł się Q'beu.

- Jeśli będziesz próbować oszustw lub działać na naszą niekorzyść, umrzesz nie tylko ty, ale też Ghorak i wszyscy ci, których cenisz. - Kharkun nie pozostawił jej żadnych wątpliwości. - co musisz zrobić z tym kosturem? Poinstruuj Venlę.

Bastion Khudamarkh

138
POST POSTACI
Kamira
Venla wciąż udawała troskę, wciąż udawała pozostanie choć trochę przyjazną - młodsza z czarodziejek zupełnie nie wiedziała jak odczytać te zachowania, dlatego podchodziła z rezerwą, ale na pewno nie widziała jej jako świadomej sojuszniczki. Sztylet, niby nic, wydawałoby się, płytkie nacięcie, mimo wszystko ją zabolało. Nie obtarła jednak ściekającej kropli krwi, krzywiąc się wyraźnie w chwili gdy elf je spowodował. – Aż do ostatniego tchu... — Odpowiedziała cicho elfowi. Nie była jego przyjaciółką, ale na pewno będzie o nim myśleć, do chwili aż sczeźnie, by zaraz potem zupełnie zapomnieć o jego istnieniu, wymazaniu go.

Nie miała zamiaru więcej się odgrażać. Wiedzieli oboje, że nie da mu zrobić krzywdy, a jeśli już do niej dojdzie - to wtedy się zemści, ale nie tylko na nim a na każdym, kto nosi choćby odrobinę podobnej, parszywej krwi. Nawet orkowie nie są tacy zawzięci w swoich złościach. Smutne było jednak to, że Venla walczyła z wiatrakami, co Kamira widziała. Myślała jednak, że to wszystko jest zagrywką, pozorem by ognik nie czuła się z tym wszystkim sama, wszystko było sceną. Quetapin miał racje, że wrażenie było najważniejsze i najpewniej - Venla wierzyła w to samo.

– Pokażę pani Venli krok po kroku co należy zrobić. — Odpowiedziała już po wszystkich przytykach i "poleceniach" wydanych przez Kharkhuna i późniejszej prośby Venli. Chciała się odgryźć Azelowi, ale Q'beu ją uprzedził, więc zdecydowała się nie odzywać. Miała okropne wątpliwości co do swoich dalszych poczynań. Była zła i zdeterminowana, by zrobić "coś", jednak ostrzeżenie Kharkhuna napawało ją strachem, zwłaszcza że jeśli coś pójdzie nie tak - nie będzie mogła zrobić nic prócz błagania... Ale jeśli wszystko by się udało, to ona mogłaby zacząć rozdawać karty. Na całe szczęście - jedynymi kartami przetargowymi, jakie miał Kharkun, była ona sama i Ghorak. Żadnych innych osób, które ceniła - nie było. – To mój kostur. Zaklęłam w kamieniu moc i tylko ja mogę ją uwolnić, albo ktoś, kto zrobi to ze mną. Wypowiemy inkantacje. Musisz trzymać kamień, jak ja — Spróbowała się podnieść i ruszyć w kierunku swojego kostura. Chciała go znowu chwycić w swoje ręce... Choć nie mogła tego zrobić, więc ograniczyłaby się do trzymania go pod pachą, bądź podparcia się o niego, bo tym, co rzeczywiście musiała trzymać w dłoniach, był kryształ.

Jeżeli do tej pory nikt jej nie powstrzymał - mogła działać dalej... Najpewniej jednak nie było tak prosto. Miała plan. Skoro nie mogła tworzyć wybuchów, miała dokonać przywołania - zamierzała je przeprowadzić, ale nie takie - jakiego by się spodziewali. Magia pętała ją, nie istotę, która mogłaby zostać przywołana, właśnie dzięki pomocy tego kryształu. Na to liczyła.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

139
POST BARDA


Azeliel zajął miejsce z powrotem przy oknie. Poprawił kapelusz, westchnął i wpatrzył się w dal, jakby naprawdę nie interesowało go to, co się działo w pokoju. Nikomu jednak nie umknęło, że nadstawiał długiego ucha na każde słowo, które padło w przestrzeni.

Wzdychając ciężko, Venla podeszła do Kamirin, by zetrzeć z jej policzka szkarłatną kroplę.

- Przepraszam. - Szepnęła, choć czarodziejka nie wiedziała, ile w słowach starszej jest rzeczywistej skruchy, a ile przybranej maski. Wydawało się, że Venla nie ma złych zamiarów, jednak było w niej coś, co nie pasowało do obrazu dobrej mentorki. Nacięcie na policzku piekło bólem.

Zarówno Venla, jak i Azel, mieli jednak za sobą Kharkuna, który przyglądał się ich działaniom. I choć mógł nie znać wielu krewnych i przyjaciół Kamirin, spodziewał się, że miał w swoich lochach dość, by zmusić ją do posłuszeństwa.

- Ostrożnie. - Poprosiła Venla, łapiąc za kostur i kamień, wzorem Kamiry.

- Przede wszystkim skutecznie. - Burknął ork.

Cztery pary oczu skupiły się na Kamirze. Możni i Azeliel ciekawi byli jej czarów.

Bastion Khudamarkh

140
POST POSTACI
Kamira
Azelil udawał niezainteresowanego, ale każdy zdawał sobie sprawę, że to tylko gra dla niepoznaki. On słuchał, był - wedle wizji Kamiry, wystarczająco szybki, by zaskoczyć każdego w tym pomieszczeniu, jeśli tylko nadejdzie odpowiednia chwila. Czarodziejka z grymasem na twarzy wpatrywała się w jego reakcje i zachowanie, które wcale nie było dziwne...

No i jeszcze nosił jej kapelusz! Była tutaj stłamszona obecnością osób, które dzieliły wraz z nią pokój magiczny Venli, ale możliwe, że to właśnie ich obecność ją powstrzymywała przed zrobieniem czegoś jeszcze głupszego niż to, co zrobić miała zamiar. Kalkulowała wszelkie możliwości i była gotowa zaryzykować. Zagoniona pod ścianę, nie miała wielu możliwości. Zadrapany policzek palił ją jak nigdy, ale nie z powodu bólu a z powodu złości na to, na jak wiele pozwalano Azelilowi, jeśli pozwalano mu na to, to musiano pozwolić mu na dużo więcej z Bulionem... I kto wie, na co pozwolą mu później z Kamirą. Ta nie zamierzała tego sprawdzać i miała zamiar raz na zawsze zakończyć walki o Bastion. Chciała by ten dzień stał się śmiercią Azelila i Kharkhuna, który zadarł z mocami - z którymi nie powinien był grać.

Venla - ona w tym wszystkim była dziką kartą. Kamira nie miała wobec niej na tę chwilę żadnych odczuć, ani pozytywnych, ani negatywnych. Właśnie dlatego nie chciała dla niej krzywdy, jako jedynej, choć - brała pod uwagę ewentualność, że będzie musiała się bronić jeśli zajdzie taka potrzeba.

Venla chwyciła za kostur, tak jak Kamira - Czarodziejka wtedy wzięła głęboki wdech – Musisz zgiąć palce, jakbyś łapała szczyptę piasku. Okrążyć się ręką, a potem drugą. Potem skrzyżować ręce, jedną i drugą, przed sobą - potem je rozłożyć. Taka jest sekwencja. — Powiedziała wyraźnie markotnym tonem Kamira. Cofnęła się delikatnie, puszczając kostur. – Postaw kostur — Wypowiem inkantacje, jak będziesz wykonywać gesty. Poczekała aż Venla będzie gotowa, dlatego też skupiła swoje spojrzenie na kosturze. Była związana więc nie miała takiej precyzji ruchów jak Venla, ale mogła przynajmniej próbować wykonywać gesty w odpowiedni sposób, na tyle na ile pozwalała jej obecna zdolność motoryczna. Najważniejsza jednak była inkantacja - Gesty towarzyszyły zaklęciu, by odpowiednio skupić energię. To mogła zrobić Venla, jeśli rzeczywiście była tak potężną czarodziejką, za jaką się podawała. Jeśli nie - Więcej mocy nie zaszkodzi. – Niech przyjdzie twa moc! W kryształowym czarze przyjdzie Xandowy mrok. Dwirmirze ogrzej ogniem mrok, bądź ode mnie tylko o krok! W ogniu tym rozkosz czuję, jakiej nawet Krinn nie pożałuje. Kryształ ten wam moi bogowie OFIARUJE! — Mówiła głośno i wyraźnie, miała zamiar przelewać magię, miała zamiar próbować. Szybko po wykonaniu "gestów" które towarzyszyły wymawianej inkantacji, miała zamiar pochwycić szybko kryształ, by przelać na niego jak najwięcej zebranej mocy. Naładowany - miała zamiar wypuścić. Ognisty stwór, którego miała zamiar przywołać - powinien powstać w rdzeniu kryształu, który wypuściła z rąk, nawet jeśli przedtem skumulowała energie właśnie w nich, by stworzyć tą pochłoniętą ogniem istotę. Nawet jeśli sama miała się trochę poparzyć - na pewno było to warte stworzenia ognistej bestii, która pochłonie dwa potwory, jednego orkowego a drugiego elfiego.

Czy wszystko mogło wydarzyć się tak, jak sobie to wymarzyła? Jedynie bogowie wiedzą, co wydarzy się dalej. Jedno było pewne. Jeśli istota rzeczywiście powstała, Kamira miała dla niego pierwszy rozkaz – Spal Elfa i Orka... — To właśnie byłby pierwszy rozkaz, jaki zostałby wydany... Dokładnie w takiej kolejności.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

141
To, czego nie można było odmówić Kamirze, to pewność siebie. Wierząc w dobre intencje Ognika, Venla pomogła jej przeprowadzic inkantację do końca, a następnie przelała swoją moc na kryształ, który za sprawą zaklęcia, stał się kamirinowym żywym ogniem.

Spuszczony ze smyczy żywiołak ruszył w stronę Azeliela. Ognisty ogon, który ciągnął się za nim, zdołał przysmolić Kamirze i Venli brwi. Ta druga krzyczała w nieznanym języku, zapewne szykując kontzaklęcie, gdy już spostrzegła, do czego się przyczyniły.

Mniej szczęścia miał Azeliel, bo choć sprytny, nie władał magią, która mogłaby powstrzymać żywy ogień. Elf odskoczył tuż przed tym, jak dosięgnąć go miał język płomieni. Zaraz też do walki przyłączył się Q'beu, posłyłając ku ogniowi podmuch powietrza tak silny, że zepchnął żywiołaka ku przeciwległej ścianie. Papiery i drobne przedmioty zawirowały, porwane trąbą powietrzną, szybko łapiąc płomień, tylko podsycany zaklęciem Pomyja!

- Brać ją! - Ryknął Kharkun, bezpieczny za plecami swoich magów.

Venla skończyła swoje zaklęcie - bariera nie tyle odgrodziła żywych od ognia, co zamknęła żywiołaka w półprzezroczystej kopule. Część pokoju stała w płomieniach. Władca wycofywał się ku drzwiom, wciąż korzystając z ochrony, jaką zapewniała mu Venla.

- Spal ich! - Znajomy głos we wnętrzu Kamirin nawoływał do zguby tych, którzy ośmielili się stanąć naprzeciw czarodziejce. Chyba tylko dzięki wsparciu spoza światów Kamirin nie czuła bólu dłoni, które znów otrzymały cios rykoszetem. Gdyby nie wcześniejsza pomoc starszej czarodziejki, z paluszków Ognika pozostałyby tylko zwęglone kostki!

Żywiołak był potężny - Venla ledwie trzymała go w magicznych okowach. Nie mieli wiele czasu, nim całe pomieszczenie, a następnie wieża, zostaną pożarte przez magiczny ogień.

Zza pleców Kamiry dobiegły głosy strażników, wskazujące głównemu orkowi drogę do wyjścia. Lekko zdezorientowana, Kamirin nie dostrzegła, kiedy Azeliel zakradł się do niej i z siął złapał ją za włosy, ciągnąć ku ziemi.

- Ty suko! - Syknął elf. - Twa śmierć będzie długa i bolesna!

Bastion Khudamarkh

142
POST POSTACI
Kamira
Mogła emanować pewnością siebie, ale na pewno było w tym więcej ryzyka i wiary niżeli wiary, że wszystko pójdzie, tak jak powinno, po sznurku. Wszystko działo się, tak jak powinno. W pierwszej chwili, gdy żywiołak się uwolnił, Kamira bardzo się ucieszyła. Nie zdążyła się jeszcze dobrze uśmiechnąć ze swojego dokonania gdy wszystko zaczęło przybierać gorszy obrót.

Jej zachwyt był bardzo krótkotrwały - Azelil w którego kierunku ruszył twór zdołał uniknąć jego objęć co wprawiło Kamirę w strach - niemalże natychmiastwo - już wtedy wiedziała, że wszystko zacznie staczać się po równi pochyłej - w dół, z którego może już nie być odwrotu. Nie spodziewała się jednak tak szybkiego wtrącenia się do sprawy Q'beua oraz Venli. Błędna kalkulacja, albo jej brak z jej strony. Chciała zrobić coś, ale zupełnie nie przemyślała tego jak zareagują inni - myślała, że jest szybsza, że będzie sprytniejsza, gdzie w rzeczywistości - nie była.

Krzyk Kharkhuna i jego wycofanie się z pomieszczenia nastąpiło szybko... Tak szybko, że nawet nie zauważyła kiedy jej żywiołak został spętany zaklęciem starszej czarodziejki - sytuacja była zła i z gorszej, przeradzała się w okropną z każdym kolejnym płomykiem ognia buchającym w tym pomieszczeniu.

Totalny chaos - nie tego chciała. Chciała śmierci Azelila, tylko tyle i aż tyle. Czuła, że ognista istota jest w stanie narobić jeszcze więcej chaosu jeżeli tylko odpowiednio by się postarała - ale to, oznaczałoby tyle, że wciąż byłaby zagrożeniem dla każdego w tym pomieszczeniu. To kwestia chwili, po której Azelil, bez skrępowania przebiłby ją nożem, bądź Q'beu albo nawet Venla wykorzystali swoje zaklęcia.

Jej położenie z okropnego - zmieniło się na tragiczne w chwili gdy to Azelil wykonał pierwszy ruch. Od razu wrzasnęła gdy została ściągnięta ku ziemi. Chciała się bronić, ale jej dłonie były w okropnym stanie i siłowanie się przy ich pomocy mogłoby przynieść jeszcze więcej tragedii niż korzyści. Mogła jedynie próbować wierzgać, szarpać, wiercić się i próbować wyrwać z jego uścisku, albo go kopnąć na tyle, by być może ją puścił. Póki co - nie miał w rękach broni, więc miała kilka krótkich chwil. Słowa elfa napawały ją strachem, w tej chwili tylko on pozostał, bo widziała, że jej żywiołak - był w potrzasku. – Odwołam go! Odwołam go! — Zaczęła wrzeszczeć łamiącym się głosem, zasłaniała się na ziemi zabandażowanymi rękami. – Odwołam! — Nie wstawała, leżała, powoli próbując się odsunąć od Azelila jeśli wciąż się do niej zbliżał, czy próbował coś zrobić. Wtedy też miała zamiar zakończyć zaklęcie – Duchu ognia! Przepadnij! Zniknij! Wróć do siebie do domu Dwirmira, wróć i nie pokazuj się tu już! — Darła się, próbując zakomunikować głosem próby odesłania bestii do domu, tam skąd przybyła. W tej chwili cała się trzęsła, bo jedyne co było - to strach.

– Nie chciałam niczego spalić! Spanikowałam! Spanikowałam! — Nie był to pierwszy raz kiedy musiała zupełnie odwrócić swoje karty i ostatecznie zagrać tak, jak jej kazano, próbując znów wkupić się w łaski choćby odrobinę - teraz już wiedziała, że wszelki opór był bezcelowy od początku i nic nie mogła zrobić. – Nie zabijaj! Nie zabijaj! Będę się słuchała, będę grzeczna, robiła wszystko, co rozkażesz! To był błąd, przepraszam, proszę, daruj mi! Zwiąż, zasłoń oczy, cokolwiek, ale przysięgam, już nic nie zrobię przeciw wam! — Zachowanie życia było dużo ważniejsze, od której dumy i tak zbyt wiele nie miała, właśnie dlatego zawsze próbowała się wywyższyć i pokazać, że jest ważniejsza, niż jest w rzeczywistości. Hańba czy błaganie - co za różnica, przeżycie było ważniejsze, a chyba nikt nie chciał umierać. Zagrożenie było blisko i było nieuniknione, dlatego jedyne co mogła zrobić w tej sytuacji, to pokazać się z jak najbardziej żałosnej strony, wzmagając poczucie, że rzeczywiście - przy odpowiednich środkach, faktycznie będzie bezsilna.

Nie ufała na tyle swojemu przetrwaniu, by się w tej chwili nie poddać - nawet jeśli stwór przebiłby się przez barierę Venli, to wciąż zostawała kwestia Azelila i Q'beua. Jedna na trójkę, nie miała szans, zwłaszcza bez wybuchów.


Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

143
POST BARDA
Kapelusz Kamiry, wciąż na głowie Elfa, miał przypalone rondo, które wciąż lekko dymiło. Pojedyncze włókna żarzyły się, grożąc wybuchem pożaru na głowie Azela. Do niczego takiego jednak nie doszło.

Venla wydała z siebie jęk sugerujący nadwyraz duży wysiłek przy utrzymywaniu bariery. Żywiołak szalał w bańce, tworząc istne tornado. Gdyby został uwolniony, z pewnością część posiadłości, w której znajdował się pokój Venli, stanęłaby w ogniu, stając się końcem nie tylko Kharkuna i jego czarodziejów, ale również małej Kamirin.

- Trzymaj go! - Wrzasnął Q'beu, kładąc ręce na ramionach partnerki, z pewnością dodając jej sił w nierównej walce z ogniem.

Szczęśliwie Kamira uporała się z żywiołakiem i odesłała go tam, skąd przybył. Na podłodze, z donośnym brzdękiem, wylądował rubin, już zupełnie niegroźny, choć jeszcze przez kilka chwil błyszczący ognistym blaskiem, grożąc poparzeniem paluszków tych, którzy zechcą po niego sięgnąć. Jedyny znany złodziej w towarzystwie miał w swoich łapach o wiele lepszy łup - Kamirin.

Z głową ciśniętą ku ziemi przez drobną, ale zadziwiająco silną elfią dłoń, Kamirin mogła tylko skamleć.

- Zabierz ją. - Kamira usłyszała głos nikogo innego, jak Venli. Starsza czarodziejka brzmiała, jakby nie była zła, a raczej rozczarowana tym, co zrobiła dziewczyna. - Nie mów nic więcej, Kamirin.

- Zaczniemy od oczu i języka. - Bąknął Q'beu, podtrzymując Venlę, jakby bał się, że ta upadnie po zaklęciu. Bariera w końcu opadła. - Ludzkie części zawsze są w cenie.

Nikt nie powstrzymał ani nie upomniał Pomyja, za to, co powiedział. Jedynie Azeliel parsknął, rozbawiony propozycją, jaka padła z jego strony.

- Zachowam coś dla ciebie. - Obiecał, ciągnąc Kamirę za sobą.

Nie było wyjścia z sytuacji, w jakiej się znalazła. W uścisku Azeliela, w akompaniamencie jego obietnic - jednej paskudniejszej od każdej kolejnej! - czarodziejka została zatargana z powrotem do lochu. Z kostkami obitymi o schody i piekącym bólem skalpu, gdy Azel zatargał ją w dużej mierze za włosy, Płomyk została wrzucona do celi.

- Pożegnaj się ze swoim kolegą. Wkrótce przyjdzie czas na was oboje.

Goblin, który wcześniej znajdował się w celi naprzeciw, wrzeszczał gdzieś z końca korytarza, rzucając obelgi wobec wszystkiego, co tylko przyszło mu na myśl. Ciemny kształt znalazł się teraz na wyciągnięcie ręki.

Ciężki oddech Buliona zdradzał, że ten wciąż żył. W ciemności celi Kamira nie mogła dojrzeć szczegółów, jednak zarówno podłoga, jak i skóra zielonkawego lepka była od potu zmieszanego z krwią. Wydawało się, że Ghorak jest nieprzytomny. Jego poharatana twarzy przykryta była lnianym workiem.

Bastion Khudamarkh

144
POST POSTACI
Kamira
Bardzo ważny dla czarodziejki kapelusz, zupełnie stracił na ważności w chwili, w której dziewczyna walczyła o życie - a raczej błagała i skamlała jak bezpański pies. - bo o faktycznej obronie, czy walce nie było tutaj mowy. Sytuacja była przegrana, o czym była coraz bardziej pewna z każdym kolejnym ruchem dłoni elfa, dociskającej jej do ziemi. Ton, jakiego użyła Venla nie był żadnym zaskoczeniem. Mimo to - nie wstydziła się tego co zrobiła, raczej żałowała. Żałowała wielu rzeczy, nie wiedziała, której bardziej, gdyby mogła - zmieniłaby wszystko, a tak - całe jej ostatnie dni były uwiązane przez cierniowy korzeń złych decyzji, które jedna za drugą, prowadziły do coraz gorszych wydarzeń.

Ich obietnice stawały się coraz bardziej realne i zdawała sobie sprawę, powoli zaczynała rozumieć, że nie wyjdzie z tego w jednym kawałku - możliwe, że nie tylko fizycznie, ale też i psychicznie, ale co rzeczywiście byłaby gotowa poświęcić, by przeżyć? Rękę? Nogę? Język? Oko? Czy może coś innego, co mężczyźni cenili sobie jeszcze bardziej... Trudno powiedzieć, ale obecnie - nie myślała o tym, bo wszystko działo się dosłownie błyskawicznie.

Nie odezwała się po tym jak została uciszona, zaczęła płytko i często oddychać - nie mogła inaczej, strach, który teraz ją napawał, zupełnie przykrył wszystko inne, była "strachem" niemalże w całości. Gdy elf zaczął ciągnąć ją za włosy, nie mogła zignorować bólu, który dodatkowo towarzyszył temu, że ją ciągnął jak zwyczajne truchło. Nie mogła się nawet bronić popalonymi rękami, ani wesprzeć na tej jego, by sobie ulżyć. Wierzgała, próbowała, ale kolejną przeszkodą były schody, o które uderzała raz po raz... Chciałoby się rzec, że musiał jej bić, bo ta podróż do lochów urozmaicona przez niekończące się schody była niczym przeciągnięcie kogoś końmi po wyboistej i kamienistej drodze. Tak się właśnie czuła... A przecież - już wcześniej nie czuła się dobrze.

Wyła i ryczyła gdy ciągnął ją schodami w dół, nie dlatego, że to robił a z powodu, w jaki to robił i ile bólu jej przy okazji przy tym przyprawiał. Gdy została wrzucona do celi, padła na ziemię, nawet się nie ruszając, zaczęła powoli uspokajać oddech - choć, prawdę mówiąc wcale się nie uspokoił - po prostu zaczęła oddychać, ledwo co rozglądając się po celi, ledwo co w ogóle zwracając uwagę na cokolwiek. Ostatnie słowa elfa wcale nie napełniły jej optymizmem. Teraz była już pełnoprawnym więźniem, któremu nie należało się nic i któremu nikt nie pomoże. W obecnej chwili nie była lepsza od tamtego cholernego goblina po drugiej stronie. W pierwszym momencie podsunęła się do krat, nie miała siły wstać, więc przesunęła się jak sunąca po ziemi glizda. Zrobiła to powoli, gdy już elf odszedł. Słyszała ciężkie oddychanie orka, dostrzegała krew na jego ciele i zrobiło się jej niedobrze. – T-to wszystko moja w-wina — Obwiniała się, zerkając w kierunku orka. Nie mogła odezwać się słowem, ale tak samo nie mogła przestać ronić łez, które starała się bardzo uspokoić. – Jak mogłabym na niego spojrzeć? Jak mogłabym czegoś od niego chcieć? — Widziała siebie jako prowodyrkę tych zdarzeń i krzywdy, jaka spotkała Buliona. Nigdy nie powinien tutaj z nią iść. Nie miała odwagi odezwać się w jego kierunku słowem, leżała tak przy barierce przez kilkanaście minut. W końcu powoli zaczęła się przesuwać do orka. Postarała się obiema rękami, na tyle na ile pozwalały jej bandaże i inne ograniczenia, ściągnąć worek z jego głowy, by zobaczyć rozległość odniesionych przez niego obrażeń. Nie chciała go oglądać, wiedziała, że przyniesie to jej tylko ból i nic więcej, ale nie miała również serca tego nie zrobić. Była mu to winna, by spojrzeć w twarz temu, co zgotowała komuś, kogo naprawdę chciała polubić i nazwać w przyszłości przyjacielem. – B-bulion... — Wyszeptała cicho, bardziej do siebie. Nie chciała go budzić, jeśli był nieprzytomny, to na pewno musiał odpocząć.

Może tak to już z nią właśnie było, nie powinna mieć przyjaciół, była zbyt nieodpowiedzialna, by ich mieć, niosła za sobą tylko zniszczenie, nawet jeśli niespecjalnie. Zastanawiała się, komu jeszcze przyjdzie zapłacić za jej błędy i wybryki. Zaczynało do niej powoli docierać, że naprawdę wszystkie jej dotychczasowe wyobrażenia były tylko ułudą i teraz ktoś musi za to zapłacić. Nie wiedziała, czy jest gotowa przyjąć to na siebie.

Spoiler:
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

145
POST BARDA
Kamira została pozostawiona sama sobie w celi. Ork, który jej towarzyszył, nie był w najlepszym stanie. Obita twarz dawała do zrozumienia, że kat nie obszedł się z nim miłosiernie, a paskudna rana na skroni zapewne odpowiadała za jego nieświadomość. Kilkurkrotni wydawało się, że Ghorak odzyskiwał świadomość, jednak po paru mruknięciach i nieobecnym spojrzeniu rzucanym po ścianach zapadał w kolejny niespokojny sen, jakby przytomność nie trzymała się go nawet wtedy, gdy ciało walczyło o przebudzenie.

Wkrótce dzień pochylił się ku wieczorowi. Czarodziejka, zmęczona wydarzeniami, płaczem i bólem, zapadła w niespokojny sen tuż obok swojego przyjaciela. Sen nie trwał jednak długo, bo kiedy otworzyła oczy, ciemność nie była jeszcze zupełnie przejmująca. Wśród nocy odzywał się głos.

- Pssst! Kamirin! - Głośny szept zwrócił jej uwagę. Osobą, która nawoływała, nie był nikt inny, jak Qlaira! - Przyszliśmy z pomocą. Odsuń się od krat, musimy działać szybko.

Kraty umiejscowione w małym okienku pod sufitem były pewnego rodzaju przeszkodą. Nawet, gdyby usunąć żelazne pręty, tylko dobna osoba, taka jak Płomyk, zdołałaby prześliznąć się przez szczelinę. Nie było możliwości, by Bulion wydostał się tą drogą.

- Miej magię w pogotowiu!

Rozległ się dźwięk strzału z bata, następnie zdenerwowanie muczenie wołu, a przymocowana do jednego z prętów lina napięła się. Żelazna belka, dobrze wpasowana w piaskowiec, stawiała opór.

- Wy gady! Zabierzcie mnie ze sobą! - Wrzask goblina poniósł się echem po celach. - ZABIERZCIE MNIE!

Wróć do „Wschodnia baronia”

cron