Bastion Khudamarkh

91
POST BARDA
Na twarzy Venli przez chwilę malowała się niepewność. Kobieta nie spodziewała się, że przy pożegnaniu dojdzie do wymiany zdań, ani że Quetiapin będzie walczył o Kamirin.

- Drogi Płomyku, pani Venla jest już zmęczona. Pan Q'beu, zresztą, również. - Pomyj ledwie trzymał się na nogach, gdy jasnym było, że zbyt dużo wypił. Palce Quetiapina zacisnęły się nieco mocniej na ramieniu czarodziejki, choć nie na tyle mocno, by powodować ból.

- To żaden kłopot. - Matka uśmiechała się, oferując ramię Pomyjowi, by mógł łatwiej utrzymać równowagę. - Kamira jest zawsze mile widziana w mojej pracowni.

- Bulionie. - Quetiapin odezwał się do orka, który dotąd czaił się w przejściu, najwyraźniej niezaproszony do wspólnej uczty. - Zabierz Kamirę do jej pokoju. Niech przebierze się i spakuje, jeśli to jej życzenie.

W głosie barda przebrzmiewał chłód. Qlaira nie śmiała odezwać się i włączyć do dyskusji.

Bulion, czy też Ghorak Gul'Khun, syn Ghorkina, zabrał Kamirin ze wspólnej sali, z fałszywych objęć Quetiapina. Płomykowi nie umknęło, że orkowi spiezy się bardziej, aniżeli być może powinno. Wychodząc z sali, do uszu Kamiry doleciało strategiczne słowo, cicho wypowiedziane z ust Venli: Proprion.

- Przecież nas nie opuścisz? - Poddał wątpliwości Bulion, prowadząc ją korytarzem ku drzwiom jej pokoiku. W jego głosie brzmiał żal, niedowierzanie. - Uważaj na Venlę. Uważaj na Kharkhuna.

Bastion Khudamarkh

92
POST POSTACI
Kamira
Nie każde starcie musiało odbywać się na miecze - czasami to słowa były wystarczająco ostrymi narzędziami, chociaż w tym porównaniu ginie gdzieś magia, która nie musi być ani ostra, ani być narzędziem - po prostu jest i gdy się pojawia - inne argumenty zaczynają tracić na znaczeniu i swojej sile... Bo kto powiedział, że mikra czarodziejka nie może być silna?

Słowa starszej czarodziejki uspokoiły ją odrobinę. Dzięki nim wiedziała, że plan w żadnym aspekcie nie uległ zmianie. Kamira jednak miała też i swoje obawy co do Venli i tego gdzie rzeczywiście skończą. Wszak czy wiedziała czy nie, była jej rywalką, a i Kharkhun na pewno nie pogardziłby drugą czarodziejką na dworze, ale czy to nie zabiera Quetapinowi większości "strachu" jaki wobec niego tutejsi czuli? Z jednej strony to dobrze, z drugiej znów jest to zachwianiem na delikatnej skali balansu Bastionu i okolicy. Coś, czego czarodziejka nie chciałaby robić, bo nie chodziło jej o wymienienie jednego watażki na drugiego. Gdy tylko usłyszała wspomnienie, szept właściwie dotyczący Propiona, od razu przyśpieszyła, by nieco szybciej zniknąć im z pola widzenia. Starcie o kłamstwo... Oj, nie chciała tego oglądać, jakkolwiek miało się ono potoczyć.

Bulion - to on miał ją odprowadzić i pomóc się jej spakować, choć cel jego też był inny - obserwować, bądź odwieść od podjętej decyzji, albo nawet... Nie podjętej, jeszcze. Bulion, czy może Ghorak? Kamira idąc z orkiem, zastanawiała się przez moment, jak powinna się do niego zwracać, poznała jego imię, ale ważniejsze było, dlaczego je odrzucił. – Czarodziejka musi być tam, gdzie rzucane są jej wyzwania! — Powiedziała w kierunku orka, krzyżując ręce, bo nie wiedziała, czy rzeczywiście powinna ich opuścić - nie wiedziała nic, odnośnie tego co powinna zrobić, ani tego co rzeczywiście było tutaj właściwe. Miała przeczucie, że powinna spróbować poznać drugą stronę tego medalu i tym zamierzała się kierować. – Jeśli mam zostać najlepszą czarodziejką Bastionu, muszę wiedzieć co potrafi Venla i Kharkun też. — Kharkun... Tyle się o nim mówiło, a dalej nie miała bladego pojęcia, kim on jest... Taka to była z niej głupiutka dziewczyna. – Rób dla mnie sukienki, dla Qlairy jak mnie nie będzie. Jesteś w tym najlepszy i ona na pewno się ucieszy. Bo ja nie wiem, co zrobię. Może szybko wrócę, może trochę dłużej mi to zajmie... Bard mnie oszukuje i myśli, że jestem jego zabawką... — Posmutniała po wypowiedzeniu tych słów. – A-a Bulion... Dlaczego odrzuciłeś swoje imię? Powiesz mi, co znaczyło? To smutne, że już go nie używasz i nie denerwuj się na mnie, że o tym wspominam... — Każde imię musiało coś znaczyć, ale już zwłaszcza w orkowej kulturze, o której Kamira nie miała zbyt wiele pojęcia, ale samo to, że Bulion nazywał się Bulion, było niecodzienne, mało orkowe.

Gdy udało im się w końcu dojść do pokoju, to wpierw zebrała swoje atrybuty, to jest rzeczy, których jeszcze ze sobą nie miała. Ot... Zbierając wszystko, powinna mieć kapelusz, kostur, torbę z komponentami i księgę. Poza tym rozejrzała się za swoimi skarbami, poszukała i błyskotki od goblinic i tych, które otrzymała potem. O ile rzecz jasna je znalazła. Chciała mieć przy sobie wszystko, co faktycznie będzie mogła zachować. Dopiero potem zajrzała do szafy/komódki, czy cokolwiek się w jej pokoju, podobnego znalazło. Zajrzała i zamierzała przejrzeć wszystko dość dokładnie. Rozkładając każdą z nich, patrząc na długość, krój, wymiary no i co najważniejsze - by nie była zbyt gruba. Rozglądała się również za czymś, co nadawałoby się na coś innego niż wystawę w pomieszczeniu z basenikiem. Szkoda byłoby niszczyć tak piękne suknie w palącym pustynnym piasku.

Spoiler:

Bastion Khudamarkh

93
POST BARDA
Nic nie wybuchło, nikt nie krzyczał, nie było wyzwisk i gróźb, a jednak atmosfera w posiadłości jakby ochłodziła się o kilka stopni. I nie był to przyjemny chłód, mimo gorąca pustyni, a taki, który mroził krew w żyłach. Bulion i Kamira mądrze postąpili, uciekając z głównej sali, z dala od konfliktu barda i jego matki. Dotarwszy do pokoju Kamirin, Bulion mógł tylko rzucić czarodziejce spojrzenie pełne niedowierzania.

- Nie gardź komfortem. - Poradził jej z dziwnym żalem w głosie. - Quetiapin nie życzy ci źle.

Jasnym było, że ork widzi, co z Kamirin wyprawia bard, ale nie był tym, który mógłby zrobić cokolwiek w tej kwestii. Wydawało się, że Bulion chciał mówić dalej, ale wspomnienie jego prawdziwego imienia sprawiło, że zamarł. Wydawało się, że nawet jego zielonkawa cera jakby pojaśniała, blednąc o parę odcieni, a żuchwa zawisnęła luźno w szoku, odsłaniając większą ilość orkowych kłów.

- To Kharkun. - Rzucił krótko. - Mój ojciec, Ghorkin, był jego rywalem. Zabił go, a mnie odesłał do Karlgardu, na służbę Pani Sulfadii. To stąd te... te suknie, te włosy. - Ghorak wlepił spojrzenie w podłogę, jakby zawstydzony tym wyznaniem. - Chciał mnie upokorzyć, ale wróciłem. Silniejszy. - Zaciśnięte dłonie Buliona mogły dać wyobrażenie o sile, jaką mogły skrywać. - Zabiję Kharkuna, pomszczę ojca.

Delikatny Bulion skrywał również tę bardziej brutalną, bardziej orkową stronę. Mówił, gdy Kamirin przeszukiwała szafy. Znalazła zdobione suknie, z lekkiego, przewiewnego materiału, jednak tylko cztery sztuki - zieloną, bordową, jasnoszarą i najbardziej wystwną białą, każda była zdobiona, haftowana w fantazyjne wzory. W szafach znalazła się również biżuteria, jednak nie było jej tak dużo, jak wcześniej, gdy jej ork oferował ozdóbki.

- Poczekaj. - Odezwał się znów Bulion, sięgając do kieszeni swoich spodni. - Mam to, dla ciebie. Z Karlgardu, z Płonącej Zatoki. Ochroni przed żarem.

Na dłoni Buliona znajdował się cienki wężyk łańcuszka, z doczepionymi do niego czerwonymi perłami. Całość nie była może powalająco piękna i nie przytłaczała blaskiem, jednak była porządnym kawałkiem biżuterii.

- Pozwól mi.

Bulion wyciągnął przed siebie dłonie z rozwieszonym naszyjnikiem pomiędzy nimi, chcąc zapiąć ozdóbkę wokół szyi Kamirin.
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

94
POST POSTACI
Kamira
Nie chciała wybierać między dwoma złymi wyborami. Właśnie na takie wybory skazywali ją obecnie inni. Nie mogła również odwrócić głowy od tego co się tutaj działo i odwrócić wzroku zupełnie.

Komfort? Rzeczywiście tutaj miała go pełno i nie mogła temu zaprzeczyć, ale czym był komfort przy okazji bycia czyimś narzędziem, które też nie wiadomo kiedy się znudzi. Poza tym - musiała poznać każdą stronę tego obrzydliwego konfliktu pełnego w możliwości zyskania więcej niż jednego tytułu. Koniec końców, czarodziejka wcale nie musiała odchodzić na zawsze. Mogła... Przekonać się na własne oczy, która strona konfliktu w Bastionie jest rzeczywiście tą, po której należałoby stanąć.

Gdy Bulion zaczął mówić, powstrzymała się od przeszukiwania. Nie powinna tego robić gdy ktoś mówi jej takie rzeczy. Nawet i ona wiedziała, że nie powinna go w tej chwili zignorować, to i oderwała się od sukienek.

Kharkun - to imię źle wpływało na Buliona, który zdecydował się wyjawić czarodziejce część swojej smutnej historii - Udawała... A raczej, była rzeczywiście i szczerze zaskoczona. Gdyby chodziło o kogoś innego, pewnie faktycznie osobnik ten udawałby zaskoczenie, by nie robić komuś jeszcze większej przykrości, bo była to historia jakich wiele, na całe szczęście Kamira nie usłyszała takich wiele, to i jej szczere zaskoczenie, nie było udawane. Spojrzenie, jakie zamarło na moment w jej oczach, zdradzało, że zwyczajnie jej przykro. Czy ten malunek tworzył z Kharkuna potwora, na jakiego ognik powinna uważać?

– Upokorzyć? Nawet jeśli chciał, to nie zrobił tego, nie udało mu się. Odkryłeś tylko swoją drugą stronę — Dość powoli skróciła między nimi dystans, delikatnie i ze swoim naturalnym brakiem gracji damy dworu. Dotknęła lekko jego wielkiej, orkowej rączki, która z gracją potrafiła zwykle zaplatać włosy i szyć sukienki. Dużo większą gracją niżeli jej gracja razem wzięta. – Nawet jeśli teraz odejdę. Obiecuję ci, że odzyskamy twoje imię — Rozumiała doskonale, że by to zrobić Kharkun musi umrzeć albo zapłacić w jakiś inny sposób i najlepiej by katem był właśnie sam Ghorkun, czy tak wyglądała właśnie orkowa kultura? Ząb za ząb i oko za oko? Chciała lekko zacisnąć swoją dłoń na fragmencie jego dużej orkowej łapy, ale czym była jej siła w porównaniu z tą jego.

Dopiero wtedy powróciła do przeszukiwania szafy. Pogrążyła się w myślach na krótką chwilę gdy w końcu wygrzebała wszystko, co znajdowało się w szafie. Cóż - róg obfitości to nie był. Cztery egzemplarze. Każdy w innym kolorze i każdy dość lekki, może poza białym, który zdawał się najbardziej wystawny. Biżuteria - doskonale, że była, natomiast Kamira nie była złodziejką, nie chciała okradać obecnego właściciela z jej dóbr. Wciąż czuła, że nawet to, co ma na sobie, nie należy całkowicie do niej, potrafiła być zaborcza i zachłanna, ale tutaj... Wiedziała, że to wszystko jest niezwykle drogie i wartościowe, nawet jeśli któraś się jej nie podobała, co zarazem świadczyło o tym, że im więcej weźmie, tym jej dług się powiększy, coś jednak wziąć musiała. W końcu zdecydowała się. Uśmiechnęła się do Buliona i zwróciła w jego stronę. – Wybierzesz za mnie? Proszę. — Cofnęła się zgrabnie od szafy. – Wybierz dla mnie tą jedną, w której byś mnie najchętniej zobaczył. — Zwróciła się do orka, ignorując nieco biżuterie, jakie tam się znalazły, może poza tą, która była zwyczajnie jej - jeśli tam była.

Znaleziony przez Buliona kawał biżuterii, dosyć ładny amulet. Nie protestowała przed tym by to on go zawiesił na jej szyji skoro już go skądś wyciągnął. Od razu wpadł jej w oko ten amulet. Czy to wina pereł czy może braku aż takiego wyrafinowania jak inne błyskotki? Możliwe, że starczyło samo to, że podarował jej go sam Bulion.

Co do ubrań - zamierzała zdać się na Buliona w tej kwestii a sama... Zaczęła się rozglądać za czymś, co nie było aż tak wystawne. Nie musiała to być suknia, a kawał dobrego materiału. Wystawne suknie nie pasowały do chodzenia ani po goblińskim mieście w nocy, ani do zwiedzania pustyni. Nie mniej - licząc suknie na pewno miała zamiar zabrać tą, którą wybierze jej Bulion i tą czerwoną, którą miała na sobie, choć - czy dalej będzie w nią odziana to inna kwestia. Na szczęście mogła sobie pozwolić na chwileczkę zwłoki. – Daleko do tego całego Kharkuna? Nie chciałabym zniszczyć sukien. idąc przez bastion, piach i pył. —
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

95
POST BARDA
Kamira stała się zabawką w rękach tych, którzy mieli większą władzę i starali się rozszerzyć ją nie tylko na Bastion, ale również na osoby z zewnątrz. Czarodziejka wpadła jak wilk we wnyki - mogła się szarpać, ale jakikolwiek sprzeciw mógłby tylko pogorszyć jej stan. Mogła też pozwolić sobie pomóc... ale to równałoby się z założeniem kagańca i łańcucha.

Mogło okazać się, że żadna ze stron konfliktu nie jest tą, za którą należy się wstawić. Kharkun mógł być kolejnym podłym możnowładcą, nie różniącym się wiele od Moxiclava. Bulion, po zyskaniu władzy, mógłby również pokazać swoje brzydsze oblicze. Wszystko wydawało się niepewne, jak również mylące na pierwszy rzut oka.

Historia Buliona była taką, jakich wiele. Ktoś pozbył się rywala, ktoś inny na tym ucierpiał i szukał zemsty. Ork spuścił wzrok, wykrzywił usta. Dotyk Kamirin sprawił, że zaciśnięte w złości mięśnie rozluźniły się, a śmiercionośne pięści stały się znów zręcznymi dłońmi, gotowymi pleść włosy i szyć suknie.

- Dziękuję. - Odezwał się cicho. Pozwolił Kamirin wrócić do szafy, zatopiony we własnych myślach. Zdziwił się, gdy czarodziejka poprosiła go o radę. - Grynszpan. - Odezwał się, sięgając po zieloną. - Podkreśli złoty odcień twojej skóry. Będzie kontrastować, każdy zobaczy twoje piękno.

Ork nie tylko zawiesił na jej szyi błyskotkę, ale pomógł jej również założyć suknię, jeśli tego sobie życzyła. Zielona nie była tak piękna jak ta, którą miała na sobie wcześniej. Układała się luźno, maskowała walory aniżeli je podkreślać, ale jak Kamirin dostrzegła, była dużo wygodniejsza w noszeniu.

- Kharkun mieszka w pałacu, przy wschodniej ścianie Bastionu. - Wyjaśnił Bulion. - To niedaleko. Chcesz... chcesz, żebym was odprowadził?

Niezależnie od decyzji Kamirin, po tym, jak zebrali resztę jej rzeczy, Bulion odprowadził dziewczynę ku wyjściu. Przechodząc przez główną salę, zauważyli, że bankiet się skończył, a kilka osób ze służby sprząta po wieczerzy. W zasięgu wzroku nie było ani Venli i Pomyja, ani Quetiapina z jego orszakiem panien.

- Pani Venla czeka u wejścia. - Odezwał się młody chłopak, nie starszy niż czternaście lat, kłaniając się lekko Kamirze. W dłoniach ściskał zebrane sztućce. Rzucił Bulionowi nieco wystraszone spojrzenie. - Pan Quetiapin udał się na spoczynek.

Jeśli zaszło coś między Venlą i jej synem, nie było po tym śladu. Nic nie wybuchło, nikt nie płakał. Prócz szczęku zastawy i cichych rozmów służby, w posiadłości panowała cisza.

Bastion Khudamarkh

96
POST POSTACI
Kamira
Wilk, mógł we wnykach przynajmniej odgryźć sobie nogę. Kamira natomiast nie miała na tyle samozaparcia i tyle ostrych zębów, zresztą, co by jej było po odgryzionej nodze... Nic by jej to nie przyniosło, a już tym bardziej nie wyrwało ze szponów, w jakich się znalazła. Poza tym... Czym były te cholerne mistyczne wilki, które przywołuje się na co dzień w przysłowiach... Ot, życie spędzone na pustyni i okolicy raczej nie zwiastowały w widok takich leśnych stworzeń. Chyba że w jakimś cyrku, ale czy tutaj takie były?

Ciężko było ukryć to, że być może - Bulion zaczynał mieć jakąś słabość do małej czarodziejki, wszak jedno uderzenie jego ogromnej łapy mogło ją znokautować bardzo szybko. Czy może tak już po prostu było, że duże zwierzątko wybierało sobie to mniejsze, by je bronić? Czasami widuje się takie dziwne pary w świecie natury, gdzie jeden drapieżnik, ogromny i silny upatrzył sobie inne stworzenie, które to samo w sobie byłoby zazwyczaj jego obiadem, ale nie w tej jednej sytuacji. Przyglądając się uważnie temu wszystkiemu można było o Kamirze rzec jedno - była obiadem tego okropnego systemu, podanym na talerzu, jeszcze niezjedzonym. Bulion natomiast był już obiadem przetrawionym, ale jeszcze nie wyplutym, mogącym doprowadzić do tego, że się zakrztusi.

Gdy myślała o Bulionie, to nie potrafiła wyobrazić sobie go jako krwiożerczego potwora. Znała go z tej jednej, sukienkowej strony i właśnie tego Buliona polubiła. Odzyskanie imienia nie powinno go jednak w żaden sposób zmienić, tak uważała. Nie powinno, bo wtedy przestałby być Bulionem, tym któremu obiecała i tym który o niej myślał. Zgodziła się z jego wyborem, co zakomunikowała delikatnym uśmiechem kącika ust i sięgnęła dłonią po suknię. Nie była pewna czy powinna uważać się za tak zjawiskową. Widziała, a raczej wiedziała, że wiele z jej cech nie pasuje do zwyczajnej piękności... Choć każda dziewczyna chciałaby być piękna to Kamira słysząc teraz te słowa niezbyt wiedziała jak je odebrać. Brakowało jej wiele do każdej z haremowych panien, była wybrakowana w porównaniu do nich i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.

Jeśli suknia sprawiała problemy - a raczej nie powinna, to raczej mogłaby sobie poradzić sama, aczkolwiek Bulion pewnie asystował.

I tak oto czarodziejka zapakowała czerwoną i przywdziała zieloną, grynszpanową, wybraną przez Buliona, suknię. Czy różnica w wygodzie była aż tak duża pomiędzy obiema sukniami? Niezależnie od tego, jeśli oferowała większą swobodę, to na pewno lepiej nadawała się na chodzenie po zewnątrz bastionu niż piękna czerwona.

– A Quetapin ci pozwoli Bulionie? W końcu to jemu służysz... — Zwróciła się z delikatnie niepewnym tonem, wszak miał pomagać jej, ale nie widziała większego problemu w tym by z nimi poszedł, prawdę mówiąc chciała tego, ale jeszcze bardziej chciała by nie miał kłopotów – Chciałabym, ale czy nie przyprawi ci to kłopotów? — Musiała się upewnić, bo ostatnim, o co chciałaby przyprawiać, orka były dodatkowe problemy, jakich mogłaby nie przewidzieć. Wraz ze swoim bagażem, który zbyt duży nie był, czarodziejka przemierzała korytarze budowli, rozglądając się po mijanych pokojach. Panował spokój, na całe szczęście nikt nie wybuchł i nie rozpoczął ani starcia słownego, ani nie doszło do rękoczynów. Tylko czy Quetapin naprawdę był gotowy wypuścić Kamirę ot, tak?

Chłopak, który się Kamirze pokłonił był widokiem, jakiego przedtem tutaj nie uświadczyła, czyżby zupełnie pominęła tutejszą służbę? Poza tym... Pewnie był jej wzrostu, albo i większy co wyglądało najpewniej komicznie. – Mhm, dobrze. — odparła chłopaczkowi, rejestrując jego obecność. Zastanawiała się, dlaczego Quetapin poszedł spać tak szybko. Czyżby Venla rzuciła na niego jakieś zaklęcie, a może sam zdecydował się iśc spać? Nie miała pojęcia, ale wiedziała, że im szybciej ruszy... Tym lepiej – Bulionie... Czy Bard był tak zmęczony? — Szturchnęła go delikatnie, bo nie miała pewności czy nie była to jakaś sztuczka, jaką ktoś tutaj odstawił, by pozbyć się potencjalnego agresywnego problemu i rozładował sytuacje. Zresztą... Ten chłopak tak bardzo przestraszył się Orka, czy może tego co powiedział Quetapin? Na to odpowiedzi nie miała.

Kamira skierowała się w końcu do wyjścia, dokładnie tak, jak miało się stać.

Spoiler:

Bastion Khudamarkh

97
POST BARDA
Spojrzenie, jakim Bulion uraczył Kamirę, mogło znaczyć jedno: być może służył Quetiapinowi, ale potrafił również walczyć o swoje. Jeśli chciałby, mógłby złamać barda jak zapałkę i to nie tylko dlatego, że demoni pomiot miał problem z łamliwością kości. To, że wybrał służbę, było tylko i wyłącznie jego wyborem. Wzamian za drobne usługi i przerażający wygląd miał dach nad głową i informacje o Kharkunie.

Jeśli chciał odprowadzić Kamirę, mógł to zrobić w każdej chwili bez pytania o pozwolenie.

Nie odezwawszy się do wystraszonego chłopaka, Bulion kwinął głową i delikatnie, acz stanowczo obejmując Kamirę ramieniem, poprowadził ją w stronę wyjścia, tego samego, którym kilka dni temu wprowadził ją Sefu. Sam Sefu znajdował się również przy drzwiach, rozmawiając z Venlą.

- Lepiej tu nie być. - Powiedział Kamirze, mamrocząc pod nosem tak, by tylko młoda czarodziejka mogła go usłyszeć. Quetiapin być może mógł odpuścić na chwilę, pozwalając Venli odejść, ale czy bezpiecznym było pozostawanie w jego towarzystwie, gdy nastroje były rozchwiane? Tego Kamira miała się nie dowiedzieć.

- Bulion! - Sefu był podekscytowany. Najwyraźniej on również przepadał za orkiem lub, po prostu, nudziło mu się na służbie, gdy pilnował bramy. Kiedy podniósł rękę, by klepnąć Ghoraka w ramię, do Kamiry dobiegł gryzący zapach potu. Najwyraźniej mężczyzna dalej nie przepadał za wodą.

- Chopie, dawno się, ten, nie widzielim. - Ucieszył się. Bulion, za to, nie wyglądał na ucieszonego.

- Ta, ta... - Opowiedział, również klepiąc Sefu w przyjaznym geście. - Musimy iść. Pani. - Skłonił się lekko Venli, która odzwajemniła gest.

- Ghorak. Dobrze cię widzieć, chłopcze. Odprowadzisz nas? Q'beu poszedł przodem.

- Oczywiście. Jestem do usług.

Venla uśmiechnęła się do Kamiry. Wyglądała, jakby była... zmęczona. Najwyraźniej rozmowa z Quetiapinem była trudna, nie mówiła jednak nic, co zdradzałoby jej przebieg.

- Kamiro, jakże się cieszę, że postanowiłaś pójść z nami. Ghorak, mój chłopcze, kiedy wróciłeś do Bastionu? Sądziłam, że wciąż jesteś pod opieką Sufladii.

- W swej łaskawości Pani Sulfadia zwolniła mnie ze służby. - Bulion nie wyglądał, jakby chciał ciągnąć temat.

Bastion Khudamarkh

98
POST POSTACI
Kamira
Umowy, jakie Bulion zawierał z Quetapinem nie były przeznaczone dla oczu małej czarodziejki, to i niezbyt wiedziała, jakie rzeczywiście relacje i obowiązki go z nim łączą. Wiedziała, tyle ile zobaczyła, czyli bardzo niewiele. W jednym ork miał natomiast całkowitą rację - im szybciej wyniosą się z tej posiadłości, tym lepiej. Nie wiadomo kiedy bardowi odwidzi się ich wycieczka, bądź wydarzy się coś innego.

Tym, kto przywitał ich przy wyjściu - zupełnie niespodziewanie - był Sefu. Czarodziejka dość szybko skwasiła się na twarzy gdy znów doleciał do niej znany już zapach piaskowego Sefu. Może to piaskowe kąpiele były jego ulubionymi? Zastanawiała się - jak ktoś mieszkający na pustyni, może tak bardzo stronić od wody. Doszła do niej nawet myśl, że być może jest tak dlatego, że boi się, że się w niej rozpuści, albo była zbyt dobra, ale czy w służbie Quetapinowi można było mieć tak źle? Brak Q'beua na miejscu nieco ją zaniepokoił. Z drugiej natomiast strony również - uspokoił, nie miała oponenta do starć słownych i nie musiała się zastanawiać, jak ten stary dziad zareaguje na cokolwiek. Choć przyznać musiała, że jego pójście przodem było niepokojące, zważywszy na delikatną paranoję braku zaufania, w jaką tutaj powoli popadała.

Czarodziejka nie dołączała się do rozmowy, może poza średnio zainteresowanym mruknięciem, potwierdzającym, że słyszy Venlę i to, że cieszy się, że mogą razem opuścić okolicę. Tym, co ją bardziej zajmowało było rozglądanie się, bo nie czuła się najlepiej w kwestii wyjścia... Tak, o. Któż by chciał chodzić po piasku bez bucików? Koniec końców ze skwaszoną i niezbyt zadowoloną miną... Jeśli musi, to pójdzie, ale trudno byłoby ukryć jej niezadowolenie z takiego obrotu wydarzeń, a i wydzierać z tego tytułu się nie zamierzała, bo jeszcze z całego wyjścia nici będą.

– Strzeżmy się tych sucholców, czy jak je nazywali, jak będziemy szli. Daleko do Kharkuna? — Powiedziała, nie odbierając sobie okazji do stuknięcia kosturem czy to w kafelek, czy piach, by zwrócić na siebie uwagę. – Cokolwiek trafimy, nie mamy się czego obawiać, skoro jest z nami Bulion i moja magia. Jakkolwiek suche te stwory by nie były, będą wiórami, jak mi Xand świadkiem — I oto właśnie dotknęła swojego kapelusza i przekręciła delikatnie rondem. Dopiero potem wyjrzała by faktycznie się rozejrzeć i ocenić poziom widoczności, który prawdopodobnie był niemal zerowy - wszak było na pewno już ciemno. Bulion, czy ktokolwiek raczej na pewno zabrał ze sobą jakąś pochodnie, co by umożliwić im przedarcie się przez ciemność, bo jakim strażnikiem byłby inaczej? – Kharkun wie, że wracamy? — Zwróciła się do Venli, jakby pytając o to, co czeka ich po dotarciu do jego domostwa.
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

99
POST BARDA
Venla i Bulion rozmawiali, jakby Kamiry nie było obok. I choć słowa płynęły, w większości nie niosące sensu dla młodej czarodziejki, Płomyk musiał zwrócić na siebie uwagę, całkiem słusznie zresztą.

- Posuchów. - Poprawił ją Bulion. - Nie powinni wychodzić o tej porze roku, jednak lepiej być bezpiecznym. - Mówił, i choć nie miał przy sobie broni, łatwo było zgadnąć, że jej nie potrzebuje w starciu z kilkoma umarlakami. Z drugiej strony, jesli plotki były prawdziwe, wszelkie potwory powinny raczej bać się Venli.

Pożegnawszy się krótko z Sefu, cała trójka ruszyła w drogę. Odezwano się dopiero, gdy trująca chmura oparów strażnika nie docierała już do ich nozdrzy.

- Kharkhun spodziewał się, że przyjmiesz zaproszenie, Kamiro. - Powiedziała spokojnie Venla.

Ulice nie były ciemne - przy wielu domach paliły się pochodnie, stanowiąc swoiste lampy wieczorową porą. Droga pięła się ku górze, w stronę przeciwną, aniżeli najniżej położone centrum Bastionu. Trójce wędrowców mogło wydawać się, że miasto ucichło kompletnie i wyludniało; uważne oko mogło dostrzec jednak ciemne sylwetki przemykające między budynkami, jakby ktoś czaił się na nich z ukrycia lub wręcz przeciwnie, uciekał przed nimi, chcąc skryć się w mroku.

- Przy przywódcy możesz osiągnąć więcej, aniżeli przy Quetiapinie. To dobry chłopiec, ale... zbłądził. - Przyznała powoli czarodziejka.

- Zaćmienie nim wstrząsnęło, pani. - Dodał Bulion.

- Jak nami wszystkimi. Spodziewam się, Kamiro, że również ciebie nie oszczędziło. Wydarzyło się coś ważnego. Na świecie pojawiła się nowa moc... dualna. Chciałabym to zbadać, gdy tylko odzyskamy siły i uporządkujemy nasze sprawy.

Venla, jak i Bulion, zatrzymali się. Tuż przed nimi, w odległości dobrych piętnastu kroków, na środku drogi stanął goblin. Niski, z bujną grzywą, zapewne jeszcze młody. Stwór miał zaciśniete pięści, nie wydawało się jednak, by był uzbrojony. I choć wyglądało na to, że jest sam, nie dało się ocenić, czy w ciemności nie kryje się więcej parszywców.

Bastion Khudamarkh

100
POST POSTACI
Kamira
Kamira nie znała się na wielu zwierzętach, ale te tutaj zdawały się być istotami magicznymi, o których na pewno coś wiedziała - sęk w tym, że pewnie znała je pod inną nazwą, bądź - pod żadną. Magia była skomplikowaną rzeczą i czasami... Nawet jej struktura, czy aura pozostawiana przez istoty - potrafiła powiedzieć o nich wiele. – A... Bulion, nie masz topora? — Zdziwila się, bo powinna go zganić za takie niedopatrzenie. Nie potrafiła jednak tego zrobić, stąd jedynie zapytała, nie miała wszak okazji ocenić jak walczył ork - na pewno lepiej niż ona.

Czy plotki mówiące o Venli naprawdę stawiały ją jako tak potężną? Kamira nie znała plotek. Słyszała jedynie, że to zła i potężna czarodziejka, ale czym jest potęga? Potrafiła rzucić kilka zaklęć, to na pewno, miała dużo wiedzy, to również było pewniakiem - ale to jaką magię potrafiła, również pozostawiało wiele do oceny. Może skupiała się na uzdrawianiu i rzeczach takich jak usypianie i stawianie barier? Póki co to pokazała. Kamira natomiast była dosyć bardzo monotematyczna w kwestii swojej magii.

Kwestia zaproszenia zaskakiwała Kamirę - dumna była z tego, że jej sława i potęga wyprzedzała ją do tego stopnia, że oferowano jej zaproszenia na dwory. Kto wie - może niedługo zaprosi ją władca całej tej krainy. Z drugiej strony zastanawiała się, ile z tego zaproszenia jest faktycznym zaproszeniem, a nie polityczną machlojką. Czy Venla rzeczywiście chciała dobrze? Czy może była wierną podwładną Kharkhuna i zamierzała wykorzystać Kamirę?

Nie skomentowała przytyku Venli odnośnie osiągnięć u jednego z mężczyzn. To oczywiste, że przy nich jest w stanie osiągnąć wiele - ale tylko dlatego, że mają posłuch i znajomości. Venla w końcu też je ma, a Kamira dopiero je buduje. Nie znała dobrze świata tej skomplikowanej polityki między watażkami. Póki co widziała tylko jedno - to, że potrafią się podchodzić na każdym kroku. Gdy rozpoczęły się wspomnienia o zaćmieniu, wpatrywała się w piasek, po którym przyszło jej kroczyć. Zastanawiała się, czy Posuchy potrafią wygrzebywać się z piasku, bo przecież tam straszliwie sucho... Mruknęła twierdząco, że zaćmienie również i na nią wpłynęło. Nie czuła potrzeby, by dzielić się bardziej swoim doświadczeniem tamtych dni, nie były one miłe a przyznawanie się do takiej słabości, zwłaszcza na środku ulicy nie przystoiło ognikowi. Kamira szła gdzieś za nimi, tudzież pomiędzy nimi. Nie prowadziłaby przecież, po którego bastionie rozkładu nie znała. – Ej, czemu stoimy? To tutaj? — Zapytała się w pierwszej chwili, rzucając tekst w eter, zarówno do Buliona jak i Venli. Spojrzała na najbliższą budowlę, przy której się znajdowali – Niezbyt okazały ten pałac... — Stwierdziła, mówiąc o zapewne jednym z pobliskich domostw, jakie mijali. Wtedy dostrzegła goblina – O, on chyba przechodzi przez ulicę. Musimy go przepuścić? — Zapytała dość cicho, bo nie znała bastionowych obyczajów. Kto wie - może właśnie wychodził z drogi uprzywilejowanej? Któż by tam znał goblinie reguły i trendy. Wtedy też spojrzała w najbliższe okno, a zaraz potem za siebie - zupełnie odruchowo.
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

101
POST BARDA
Bulion spojrzał na Kamirę, zdziwiony jej pytaniem. Brwi zielonego uniosły się i zmarszczyły.

- Nie mam. - Wypalił, jakby pytanie było nie tyle dziwne, co nieadekwatne. Bulion, którego siłą była igła i nitka, najwyraźniej nie nawykł do trzymania w rękach broni.

Topór jednak z pewnością przydałby się, gdy na ich drodze stanął goblin. Zarówno Venla, jak i Bulion spięli się wyraźnie, nawet jeśli pokurcz nie robił nic, co mogłoby im zagrozić. Nie skomentowali słów Kamiry, tak niemądrych w powadze chwili.

Golbin wystąpił kilka kroków wprzód.

- Pani Venlo. - Skłonił głowę starszej czarodziejce, spojrzał na Buliona, jednak jego nie pozdrowił. Zaraz jednak skupił się na Kamirin. - Zagłado! Jestem... jestem najmłodszym synem Rifaxi. - Przedstawił się. Obejrzał się za siebie, zapewne upewniając się, że ci, którzy z nim przyszli, wciąż tam są. - Mam na imię Esom. I chcę powiedzieć, że...

Goblin wahał się i jąkał, jakby zdjął go strach stojąc tuż przed Kamirin, która zniszczyła jego dom i zabiła zbyt wielu pobratymców.

- Nie szukamy zwady. - Wypalił w końcu. - Nie chcemy z tobą wojny, ani z Panem Quetiapinem, ani z Panem Kharkunem. Pozwól nam żyć, a już nigdy nie wejdziemy ci w drogę, Zagłado.

Ku zdziwieniu wszystkich, goblin padł na kolana i skłonił się nisko, jak przed cesarzową aniżeli Płomykiem z przypadku. Zarówno Venla, jak i Bulion spojrzeli na Kamirę, oczekując jej reakcji.

Bastion Khudamarkh

102
POST POSTACI
Kamira
Jego zdziwienie było niczym w porównaniu do jej zdziwienia, gdy odpowiedział przecząco. Może i jego bronią była igła i nitka... To czy topór również nie mógł nią być, czy pozbawiłby go uczucia delikatności? Jeśli rzeczywiście jego broń była zrobiona z nici, należało mu podać właśnie ją, ale w gigantycznym rozmiarze. Kto wie ile sucholców dałoby się "zszyć"

Goblin nie był niemową, zdecydował się odezwać, miast przypuszczać na nich szaleńczy atak. Kamira trzymała się z tyłu, niezbyt wiedząc jak zareagować na tego przedziwnego posłańca. Dopiero gdy na nią spojrzał wlepiła w niego swoje czerwone oczy - bez jakiegoś oczywistego wyrazu - nie wiedziała co myśleć, więc jedynie zaskoczenie, że to o nią chodzi - można było odczytać z mimiki jej twarzy.

W pierwszej chwili spodziewała się zemsty, krzyku rozpaczy i wezwania do boju, do ataku - tak się jednak nie stało. Goblin -trudno było określić jego wiek. Był przecież goblinem, a one wszystkie wyglądały bardzo podobnie, chociaż też się od siebie różniły, ale nie na tyle by to jakoś kłopotało czy zajmowało czerwoną czarodziejkę. Gdy zaczął się płaszczyć, dziewczyna zwietrzyła okazję do zbudowania nie tyle, co swojego ego - co wizerunku i pozycji, o jaki wszyscy ją zabiegali. Zagłady, zniszczenia i potężnej magiczki w bastionie. Wykonała krok w przód, poprawiając kapelusz i mocniej ściskając ręce na kosturze, już nie tak nieśmiało jak przedtem. – Nazywam się Kamirin, Pogromczyni goblinów, ogień bastionu, ta, która zabrała światło, pierwsza i przyszła Arcymagini Urk-hun. Czołowa i najważniejszą spośród pustynnych ogników, najsilniejsza magiczka wschodniej baronii, zwana ognikiem pustyni, absolwentka Karlgardzkiej Akademii Czarnoksięstwa, przodowniczka pośród kolegium magii bojowej i strategii, oddana czcicielka Drwimira, przyszła największa orkowa szamanka i dzierżycielka zaawansowanej magii... — Zwracała się w kierunku Esoma zakrywając przy tym jedno karmazynowe oko, by zwrócić uwagę na czerwień drugiego, bo ciężko mówić do tych, których się nie widzi. Mówiła dumnie, wspominając o swoich osiągnięciach teraźniejszych i wszystkich, które kiedyś nastąpią. Nie robiła jednak tego głucho. Musiała zebrać atencje każdego, kto patrzył i słuchał jej wywodu - dlatego przyjęła poważniejszą pozę czarodzieja z kosturem przy boku, ale zaraz ruszyła ręką na wysokość swojego kapelusza, wskazując na ciemne niebo, by zaraz potem zakreślić kosturem na piasku kreskę i wznieść go w górę. – ... Daruję wam wszystkim życie, póki ogniste światło mnie nie opuszcza. Obdarzam was ciepłym spojrzeniem Dwirmira byście żyli dumnie i znaleźli w ogniu oczyszczenia, które już nastąpiło, właściwą drogę! — Wskazała Kosturem na Esoma, dotykając delikatnie jego ramienia – Esomie z ognistego bastionu, ocaleńcu i wierny sługo ognia! Powstań i żyj w zgodzie z żarem, jak ja Kamirin każę — Wzięła głębszy oddech. Zerkając, po wszystkich... Jeśli nic się dalej nie wydarzyło, to chyba mogli iść dalej, co jednak uczyni Esom i jego świta - to już jego sprawa. Przez to wszystko Kamira miała coraz większe chęci na realizację jednego ze swoich własnych projektów, który chodził jej po głowie od dłuższego czasu.
Spoiler:

Bastion Khudamarkh

103
POST BARDA
Wielkie było zdziwienie Venli i Buliona, gdy Kamirin pociągnęła farsę i wywyższyła się ponad wszystko inne. Czarodziejka uniosła dłoń do ust, Bulion otoczył starszą kobietę ramieniem, jakby spodziewał się kłopotów przez mały występek Ognika.

Goblin nie robił nic, by nazwać go agresywnym. Płaszcząc się przy ziemi, nie miał śmiałości nawet unieść wzroku na Płomyka.

- Pani Kamirin, Pogromczyni Goblinów, Zagłado Bastionu... - Goblin chciał powtórzyć tytuły czarodziejki, ale szybko zaczął się mieszać. - Absolwentko Karlgardziej Akademii i strategii... - Mamrotał, ciągle z nosem przy piasku. - W imieniu gobliniej społeczności dziękuję ci za łaskę i-i proszę o to, żebyś... mniej ognia, bez wybuchów. Będziemy żyć jak Kamirin każe.

Po chwili Esom ciężko zebrał się z piasku, nie podnosząc spojrzenia na Kamirin. Ta, z kolei, poczuła delikatną dłoń na swoim ramieniu.

- Kamirin. - Odezwała się Venla. - Wystarczy. Ten biedak trzęsie się ze strachu, nie ma potrzeby, by dalej go poniżać. - Upomniała młodszą.

I choć wydawało się, że każdy będzie mógł iść swoją drogą, nagłe poruszenie w jednej z uliczek zwróciło uwagę wszystkich. Najpierw pojawił się blask niesionych pochodni, a następnie zastęp goblinów. Nie więcej, jak tuzin, jedna morda szkaradniejsza od drugiej, a na samym przedzie paskud, z połową głowy owiniętą brudnymi szmatami.

- B-bracie... - Wyjąkał cicho Esom.

- Zawrzyj mordę, łajzo! - Charknął na niego przywódca. - Płaszczysz się przed kim? Przed nią?! Bracia, powiadam, skrócić Zagładę o głowę!

Okrzyki z tuzina gardeł poniosły się po uliczce, echem odbijając od ścian kamieniczek. Przed dwie czarodziejki wyszedł Bulion.

- Nie szukamy zwady, pozwólcie nam przejść.

Sylwetka orka, górująca nad goblinami, mogła ich zastraszyć, jednak Bulion był jeden, a goblinów - niewiadoma ilość, gdy wielu pourkywało się w mroku.

Bastion Khudamarkh

104
POST POSTACI
Kamira
Czarodziejka słuchała ucieszona słów wypowiadanych przez posłusznego goblina, od dzisiaj sługę ognia. Przez moment, ognik miała nawet wrażenie, że pogodziła ze sobą dwie zwaśnione strony i zażegnała prawdziwy konflikt - trudno nie przyznać by po takim spektaklu nie rozpierała ją, chociaż chwilowa duma. Ba - w końcu utrzymała nie tylko swój wizerunek, ale pokazała mu gdzie jego miejsce. Kamirin poważnie przypatrywała się Esomowi gdy mówił i gdy się podnosił. Nie wznosiła już w gorę kostura, ani nie poddała jego słów dalszej interpretacji i odpowiedzi - nie musiała, bo finalnie było na jej. Zostali sługami ognia i tak miało być. Tym, co wybiło ją z tego chwilowego zadowolenia była Venla, druga z czarodziejek, która ją powstrzymała, jakby jeszcze miała coś dodać. – Hę? Poniżać? Ale przecież ja go nie poniżyłam. To prawda i wola Dwirmira by byli sługami ognia a strach... — Wtedy przyłożyła jedną dłoń do oka, zakrywając je na moment – ...sługom ognia jest znany znacznie mniej niż nie sługom ognia. — Mówiła, wyrażając oczywiste oczywistości, że słudzy Dwirmira i jego panteonu zwyczajnie żyją lepiej, czy to dzięki wierze, czy swojemu oddaniu.

Nie chciała się kłócić z Venlą mówiła więc normalnym tonem, rozkładając przy okazji drugą rękę w geście obojętności. Nie czuła się źle ze swoimi czynami, czuła, że zrobiła dobry uczynek, dając goblinowi swoje błogosławieństwo. Ten już odchodził gdy do uszu wszystkich dotarło poruszenie. - nie byli tutaj sami.

Zielonych szkarad było, tutaj co nie miała. Dopiero teraz do uszu i oczu Kamiry dotarły wszystkie te szpetne goblinie gęby. W towarzystwie Venli i Buliona Kamira czuła się stosunkowo bezpiecznie, choć kolejne gęby zaczęły powoli zaburzać korzystne postrzeganie sytuacji, w jakiej się znalazła. Słysząc o zagładzie, zagłady zmarszczyła brwi i mruknęła pod nosem wyraźnie niezadowolona, wpatrując się w dalsze poczynania goblinów, ale również i swoich towarzyszy. – Właśnie. Nie szukamy zwady, ale jak nas zwiedziecie, to Bulion zszyje was wszystkich razem tak, że nigdy się nie rozejdziecie jeśli nas nie przepuścicie! — Brzęczała zza pleców swojego ogromnego, orczego towarzysza, dodając mu nieco siły w jego perswazji. – Dwirmir nie pozwoli wam bezkarnie podnieść rąk na jego wierne sługi! Nagrodzi tych, którzy będą mu wierni — Warknęła znowu. Musiała utrzymywać swój wizerunek potężnej czarodziejki - chociaż wolałby nie robić nikomu krzywdy - to widziała goblinie niezadowolenie i nie miała pomysłu, ani wizji, ani przede wszystkim - umiejętności by próbować rozładować tę sytuację inaczej. Zacisnęła rękę na swoim kosturze, obserwując goblinie ruchy. Jeśli coś miało się stać, chciała zareagować druga - po tym który zrobi coś podejrzanego.

Nie była zagładą, jakiej tytuł jej przypisywano. Nie była również morderczynią i tą, która sprowadziła tutaj mrok, ale tak o niej myślano i by nie stracić autorytetu oraz obrazu siebie samej - musiała pozować na choć trochę bezwzględną - chociaż, jakby się zastanowić, jeszcze nikomu nie zagroziła zbyt bezpośrednio a faktyczny czarodziej, któremu nie zależałoby na losach innych - mógłby już skończyć tę szaradę... Na pewno by się tacy znaleźli.

Spoiler:

Bastion Khudamarkh

105
POST BARDA
- Kamirin!

Potężna czarodziejka, sługa ognia, usłyszała głos Venli i Buliona, brzmiące równocześnie jak w dziwnym duecie. Jej ork i starsza wiedźma nie przywracali jej jednak do porządku, a raczej... ostrzegali. Było za późno.

Ból, który nagle poczuła w ramieniu, nijak miał się do tego, który nastał, gdy ciężko upadła na piach dróżki. Widok pochylonej nad nią Venli, razem z dostrzeżoną kątem oka strzałką z pierzastym ogonem, sterczącą z jej prawego ramienia, były ostatnim, co zobaczyła, gdy zapadła się w ciemność. W jej uszach rozbrzmiał wściekły ryk i była pewna, że to Bulion daje upust złości i rusza do ataku.

***

Kamirin została brutalnie przywrócona do świadomości. Krzyk, tak podobny, a jednocześnie tak różny od Bulionowego, odbijał się od ścian, a dźwięk żelaza obijanego o żelazo wwiercał się w mózg. Kakofonia dźwięków mogłaby obudzić umarłego - Kamira, jak szybko dostrzegła, była jeszcze całkiem żywa.

Jej ramię było porządnie zabandażowane, niemal od dłoni po bark, ograniczając ruchomość. Zresztą, nawet wtedy miałaby problem, gdy jej nadgarstki były spętane liną, która, choć nie wydawała się zbyt wytrzymała, na pierwszy rzut oka zdradzała swoją magiczną naturę nienaturalnym blaskiem, gdy kolory wirowały na niej niczym oka tłuszczu na rosole. Najgorszy jednak był fakt, że do ust czarodziejki wepchnięto zwitek materiału, nie tylko pozbawiając ją zdolności mowy, ale również wzmagając pragnienie, gdy płótno pochłaniało resztki jakiejkolwiek wilgoci w jej ustach.

Przynajmniej w lochu panował przyjemny chłodek. Kiedy Kamira rozejrzała się, dostrzegła, że została uwięziona.
Spoiler:
Choć leżała na miękkim łóżku, z poduszką pod głową, a na stoliku obok stał przygotowany dzbanek z wodą, nie dało się ukryć, że jej nowa klatka nie przypominała w żadnym stopniu złotych okowów, w których trzymał ją Quetiapin - było ciemno i pachniało wilgocią, a strażnik, który z pasją uderzał w kraty celi naprzeciwko, nie pozwalał czarodziejce zasnąć. Bez zdziwienia dostrzegła, że jest bardzo, bardzo zmęczona i z chęcią wróciłaby w odmęty snów, ale jej drobny, przytomny ruch zwrócił uwagę współwięźnia zza stalowych prętów.

- Ty suko! Zabiję cię! - Wrzeszczał goblin z zawiniętą szmatami głową, ni chybił brat biednego Esoma, który płaszczył się przed czarodzijką.

- Zawrzyj mordę! - Wtórował mu orczy strażnik, z pasją napieprzając metalową pałką w pręty.

Wróć do „Wschodnia baronia”