Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

76
Przyglądając się szamotaninie zjawy z czarodziejką w pewnej chwili mieszaniec poczuł, że zaczyna mu się robić naprawdę słabo. Oddychał ciężko, a powietrze z jego perspektywy było słodkie i gęste jak ze snu. Przez moment zdawało się nawet, że opadnie z nóg, toteż ostrożnie oparł się o chłodną ścianę piwnicy, co by chwilę odsapnąć. Nie wiedział, czy to wcześniejsze korzystanie z magii tak niekorzystnie wpłynęło na jego samopoczucie, czy też padł ofiarą jakiegoś uroku rzuconego przez Umbrę. W tamtej chwili wiele myśli przebiegało mu przez głowę, ale koniec końców wszystko przysłaniało poirytowanie, że to właśnie teraz kiedy miał dokończyć dzieła zaniemógł.

Arno? — głos Sariel przynosił mu ukojenie. Jeszcze chwilę wcześniej był tak pochłonięty kontemplowaniem bólu i widma porażki, że niemal zapomniał o jej obecności. Mimo wszystko nie odezwał się od razu, tylko delikatnie pochwycił jej dłoń w mroku by wiedziała jak jest blisko, zaraz po tym uśmiechnął się słabo gdyby miała go rozpoznać. Nie miał sił, ani nastroju na większą wylewność, poza tym oboje mieli teraz ważniejsze sprawy na głowie.

Musimy pozbyć się szkodników z naszego domu. — rzekł sucho.

Oczywiście, że chciał zapytać, czy wszystko z nią w porządku, objąć, przeprosić za zwłokę, niemniej w obliczu takiego zagrożenia nie mogli sobie na to pozwolić. Co więcej, Verg mówił prosto z mostu, jaka jest ich rola, bo zwyczajnie nie był pewien, czy samemu podoła. W najlepszym razie chciał upewnić się, że wiedźma nie żyje, odzyskać swoją zgubę i... no właśnie, jak miał pozbyć się duchów? Ostatni specjalista w tej materii na niewiele się zdał. Być może powinien na razie obserwować z cienia sytuacje? Szukać okazji jak dotychczas?


Z uwzględnieniem sił, które mu zostały i bez większego pośpiechu przeniósł się kawałek do innej kryjówki co by zmylić adwersarza. Plan był banalnie prosty: jeśli coś się gwałtownie ruszy - strzelać, a jeśli zabraknie sił jego towarzyszka będzie musiała skończyć to czego on nie mógł - najlepiej po cichu i na odległość. Pytanie: kto wyjdzie zwycięsko z tej nietypowej "bójki"?
Obrazek
Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

77
Mistrz Gry

Dłoń mieszańca wysunęła się odrobinę z cienia, pozwalając Sariel dostrzec palce sięgające w jej stronę. Ze strachem w oczach, gdy patrzyła za siebie, kobieta przeszła na kolanach w stronę Arno, łapiąc kurczowo jego rękę, a potem obejmując go i wtulając się na sekundę w półgoblina. Za chwilę się jednak opamiętała i z ciężkim sapnięciem skryła się w cieniu obok rozbójnika, również opierając się plecami o zimną, piwniczną ścianę.

To ta wiedźma kontroluje... kontrolowała tę zjawę — powiedziała tylko słabym głosem. Chociaż było ciemno, z tak bliskiej odległości i w przyzwyczajonym już do półmroku wzroku Arno widział, że jej ręce się trzęsą, a jej cera jest biała jak ściana. Oddychała ciężko i była straszliwie spocona pomimo podziemnego zimna. Duch musiał jej coś zrobić, ale nie było to widoczne gołym okiem, przynajmniej teraz.

Przejście do innego miejsca nie było wcale takie trudne, nawet przez oświetloną część korytarza poprzez padające światło z pomieszczenia. Celesta nadal szarpała się ze zjawą, a obserwując zza winkla jej działania, półgoblin zobaczył, że ponownie kończy swoją inkantację. Tym razem coś się stało. Duch szarpnął się i puścił dygocącą ze zmęczenia czarodziejkę, nieco ulatując pod sufit, ciągle wrzeszcząc i przyprawiając Arno o ból głowy. Umbra ciągle powtarzała niewyraźnie, zbyt cicho, by zbój mógł cokolwiek usłyszeć, słowa zaklęcia, wycofując się wokół stołu. Zaczęła rozglądać się po pokoju, jakby czegoś szukając, a ta chwila nieuwagi wystarczyła, by ledwo podtrzymywany czar prysnął i zjawa jeszcze bardziej wściekła wpadła prosto na wiedźmę.

Ta wyleciała z łoskotem na korytarz, obijając się nieco o framugę. Delikatne światło kaganków padło na jej drobną sylwetkę, rozwichrzone włosy i zmęczoną twarzyczkę. Zerknęła na bok, spotykając się ze wzrokiem uzbrojonego w łuk Arno. Widział pot na jej czole i strach w oczach chyba po raz pierwszy od dawna. — Ain Skelle — wyjęczała, cofając się bardziej pod ścianę. — Przynieś, jeśli ci życie miłe.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

78
Zaskoczyła go. Gdy poczuł, jak jej drżące ręce obejmują jego szyje, chciał instynktownie zareagować paniką, a zaraz potem agresją. Przez ułamek sekundy przeszło mu nawet przez głowę, żeby odgryźć dziewczynie ucho, bo wtedy z pewnością szybciutko by od niego odskoczyła. Ah! Jakaż by to była piękna lekcja! Wymarzona kara za nie słuchanie opinii szefa, ale przecież... tu chodziło o Sariel.

Palił go wewnętrzny ból - gorszy nawet od ognia, którym swego czasu potraktowała go Celesta, a mimo wszystko pragnął, by ta chwila nigdy się nie skończyła. Ostatecznie zastygł jak posąg, z tym wyjątkiem, że musiał ugryźć się w język, bo lepsze już było to niż odgryzienie wspomnianego ucha. Bądź co bądź musiał jakoś odreagować burzę emocjonalną, która w nim szalała, toteż wolał zrobić to w kontrolowany sposób. Miał nadzieję nie skrzywić się przy tym, co by nie odebrano go na opak. Jej czułość była... kojąca? Tak mu się przynajmniej zdawało. Ktoś inny na jego miejscu zapewne odwzajemniłby uścisk, ale mieszaniec był zbyt skonfliktowany. Wszak tu nie chodziło tylko o to, czy pragnie kontaktu, ale też o to, czy jest w stanie dopuścić drugą osobę tak blisko siebie. Arno bardzo chciał mieć kogoś takiego, pragnął akceptacji, ale jeszcze bardziej obawiał się kolejnego rozczarowania. Raz za razem przekonywał się, że taka uległość to prosta droga do upadku. Sam przecież wielokrotnie w swojej przeszłości otwierał się na ludzi, na rodzinę. Potem za każdym razem żałował tej decyzji, obcy mieli gdzieś takich jak on - innych, nieprzystosowanych. Wyśmiewany przez społeczeństwo, wykorzystany przez partnerów w zbrodni, a nawet własną matkę po prostu przestał ufać komukolwiek, a nawet przestał próbować. W końcu lepsze już to niż kolejny zawód, prawda?

"...ale to Sariel." - samotny i cichy głos odezwał się nieśmiało w jego głowie. Dłoń zadrżała, chciał... ale było już za późno. Jednooka odsunęła się od niego pośpiesznie. Próbował wydusić coś z siebie, cokolwiek, lecz nim zdążył to uczynić ze środka laboratorium wypadła na korytarz znajoma czarodziejka. Zielony w pierwszej chwili chciał doskoczyć do jej gardła, ale zamiast tego zrobił pół kroku do przodu, żeby stanąć między obiema paniami. Nie zamierzał pozwolić, aby ktoś znowu zranił Sariel - tego był pewien. Wyszczerzył się w gniewnym grymasie, a przez zaciśnięte zęby wycedził jedno słowo:

Suka. — był wściekły, dawno już nie pragnął tak czyjejś krzywdy. Normalnie rzuciłby jej nożem z cholewki między oczy, potraktował ogniem albo wymyśliłby coś jeszcze bardziej finezyjnego, niemniej dobrze wiedział, że po prostu nie może sobie na to pozwolić. Po wysłuchaniu jednookiej zrozumiał, że jeśli mają pokonać zjawę pomoc czarodziejki będzie im niezbędna, czy tego chciał, czy nie.


Jak tylko dotarło do niego, że intencją "tej złodziejskiej kurwy" nie jest walka, a ku zaskoczeniu sojusz, zaraz odwrócił się do podwładnej i rzucił krótkie, acz zdecydowane:

Znikaj stąd. — bohaterska postawa? Niezupełnie. Fakt, zależało mu na jej bezpieczeństwie, ale nade wszystko mieszaniec zdawał sobie sprawę, że z osłabioną Sariel u boku sam będzie wystawiony na niebezpieczeństwo. Poza tym miało to służyć też innemu celowi.

"Ain Skelle?" — musiał dobrze zastanowić się co miała na myśli przez te dwa słowa. Dzień był długi, a on miał wiele rzeczy na głowie, niemniej jakimś cudem przypomniał sobie o magicznym lustrze. Może to z powodu adrenaliny, a może seans duchów wywarł na nim aż tak silne wrażenie, kto wie. Jakby nie było, Verg zerknął dyskretnie przez framugę, aby sprawdzić, czy jest w stanie od razu namierzyć lokalizację zwierciadła, po czym... uśmiechnął się makiawelicznie i wykonał krok do tyłu co by ponownie usunąć się w cień. Zupełnie jakby chciał kogoś przepuścić w drzwiach, czyż nie? Prawda była taka, że zielony nie ufał Celeście i nie zamierzał nadstawiać za nią zbytnio karku, a skoro już rozjuszyła monstrum to, czemu by nie wykorzystać jej w roli przynęty? Mieli wspólny cel to prawda, ale nie oznaczało to w żadnym razie, iż zapomniał jej niesubordynacje i kradzież. Oczywiście nie mógł mieć pewności, że eteryczna istota po prostu rzuci się bez zastanowienia na Celeste nie zwracając na niego uwagi. Skądinąd Arno przeczuwał, że wejście ot tak do środka nie przyniesie mu największych korzyści. Chciał zatem skorzystać ze swojego talentu do skradania, skryć się na moment, a wyskoczyć czym prędzej dopiero w ostatniej chwili - gdy upiór rzuci się na nią lub gdy opuści próg. W najlepszym razie liczył, że Umbrze dostanie się jeszcze mocniej, w najgorszym zadowoliłby się nawet paroma sekundami przewagi.
Obrazek
Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

79
Mistrz Gry

Kucająca przy Arno Sariel przez krótką chwilę ociągała się, jakby nie chciała zostawić swojego pana samego, ale chyba w końcu zrozumiała, że w swoim stanie prędzej będzie balastem, niźli pomocą. Podpierając się więc o ścianę wykorzystała chwilę nieuwagi wiedźmy i zjawy, by zniknąć zaraz za rogiem, gdzie prowadziły schody na górę. W ten sposób mieszaniec został sam na korytarzu z osuwającą się, ledwo zipiącą kobietą i eterycznym zjawiskiem szarżującym poza pomieszczenie.

Nie ruszył od razu, oczekując na to, co zrobi zjawa. Nie musiał czekać długo na reakcję – kilka sekund po odprawieniu Sariel i wypowiedzeniu przez Celestę słów potwór wypłynął z pomieszczenia i w końcu Arno mógł mu się przyjrzeć z bliska. Półeteryczny stwór przypominał mu historie z dzieciństwa o nawiedzających zamki duchach zmarłych szlachcianek – widział coś w rodzaju koszuli nocnej, przez którą prześwitywała framuga, stopy uniesione kilka centymetrów nad ziemią, długie, szare włosy i przerażające lico niepodobne niczemu, co kiedyś Arno widział. Jeśli faktycznie miała być kiedyś czarodziejką, którą zostawił w Oros, to podobieństwa nie widział. Rysy jej twarzy były zniekształcone, a w całkiem białych oczach nie było nic innego oprócz furii. Usta miała ciągle rozchylone, rezonując dziwnym wrzaskiem który nieustannie przyprawiał półgoblina o zawroty głowy. Czuł, jak mrowi go skóra, głowa od wrzasku bolała go coraz bardziej, a na dodatek czuł się bardziej słabiej.

Zjawa faktycznie zignorowała Arno, na linii prostej mając wszakże Umbrę. Doleciała do niej i dopadła, wpijając eteryczne dłonie w jej ramiona i przybliżając twarz do twarzy. Z jego perspektywy przypominało to makabryczny pocałunek, tym bardziej, że przez tył jej głowy widział przerażone spojrzenie Celesty szarpiącej się w jej objęciach. Mężczyzna wyskoczył z cienia prosto do pokoju, gdzie wcześniej faktycznie widział lustro leżące na stole tam, gdzie je zostawił przy krześle. W przeciągu chwili dotarł doń, łapiąc je w dłonie. Zerknąwszy raz jeszcze na korytarz, zobaczył wierzgające nogi wiedźmy i powoli zanikającą sylwetkę zjawy.

Pytanie, co zamierzał zrobić z Ain Skelle i czy zareaguje jakoś na sytuację na zewnątrz?

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

80
Arno nie był czarodziejem, toteż nie znał się fachowo na magii. Był za to czaromiotem - samoukiem, który swego czasu liznął nieco wiedzy mistycznej. Tajemnicze artefakty pokroju lustra Ain Skelle stanowiły dla niego równie dużą zagadkę co dworska etykieta albo szydełkowanie. Tym samym w podobnych okolicznościach nie mógł zaufać własnym zdolnościom, ale jednocześnie nie zamierzał poddawać się bez choćby spróbowania. W końcu gdyby teraz oddał zwierciadło Celeście prawdopodobnie wróciliby do punktu wyjścia. Czarodziejka odzyskałaby kontrolę, zaś on sam jak można podejrzewać zająłby miejsce Sariel. Na tym etapie nie spodziewał się po niej niczego innego.

"Dwulicowa koza" — pomyślał na wspomnienie jej dotychczasowych osiągnięć.

Po krótkim namyśle zielony postanowił, że da sobie tyle czasu na ile pozwolą mu okoliczności, a przy tym będzie czynić co tylko w jego mocy, by koniec końców nie zostać ponownie narzędziem w czyichś rękach. Bez dalszego rozwodzenia się nad sytuacją przeszedł do meritum sprawy. Najpierw uważnie przyjrzał się zawiniątku, obrócił w dłoniach kilka razy doszukując się jakiejkolwiek wskazówki, która mogłaby podpowiedzieć mu cóż ma czynić dalej. Próbował polizać gładką krawędź, powąchał ją, podmuchał nań, raz splunął, a następnie przetarł rękawem. Jak widać było na załączonym obrazku młody Verg podejmował się zadania ponad własne kompetencje. Jego metody miały w sobie coś z niemowlęcej ciekawości i warsztatu drobnego rzemieślnika. Karkołomne to sposoby na poznanie właściwości przedmiotu, acz zarazem jedyne, jakie znał.

"Niech to diabli... chwytam się brzytwy" — skomentował w myślach własne, żenujące poczynania. Powoli kończyły mu się pomysły, toteż zaczął rozglądać się za jakąś instrukcją spisaną na zwoju, tudzież inną księgą magiczną. Skądinąd zaraz oprzytomniał i uświadomił sobie, że nie ma czasu na lekturę. Zdenerwowany własną niemocą zacisnął dłoń na lusterku. Z desperacji przychodziły mu do głowy różne pomysły:

"Rozbić?" — rozważał — "Odbić światło? Lać wosk?" — każda kolejna koncepcja zdawała się bardziej szalona od poprzedniej. Niewiele brakowało, by mieszaniec faktycznie strzaskał artefakt, lecz w porę oprzytomniał i jakimś cudem przypomniał sobie, że już raz był świadkiem rytuału, czy też zaklęcia, którego przeznaczeniem było aktywowanie Ain Skelle. Zgodnie z tymi przebłyskami minionych doświadczeń mężczyzna ustawił lustro na stoliku przed sobą, a następnie... zakłopotany podrapał się po głowie.

Kurwa — dał upust frustracji — Jak to szło? Hmm... Per aspera ad bastra? Eee... Repetito! Repetito! Repetito! Na koniec było... yyy... deprito! Deprito! — próba odtworzenia zachowania i przygotowań Umbry szła mu bardzo opornie. Kilka razy powtarzał te same formułki w inny sposób licząc, że jakimś cudem uda mu się sprowokować wcześniej ujrzany efekt. Nie miał właściwego doświadczenia, więc kombinował tak jak potrafił. Co by nie powiedzieć od czasu gdy ostatni raz korzystał z mocy zwierciadła wiele się wydarzyło, a on, niestety nie był znany ze swojej pamięci. Gdyby wszystkie jego próby spełzły na niczym ostatecznie porwałbym lustro w szale i z wściekłością cisnąłby nim w stronę zjawy. Bynajmniej nie chodziło tu o zamierzony zabieg - taki po prostu miał temperament i kto wie, być może przyjdzie mu za to zapłacić.
Obrazek
Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

81
Mistrz Gry

Lustro wyglądało tak samo, jak wcześniej, gdy Arno zostawiał je, szukając zbiegłej czarodziejki. Wykonana z zielonego metalu rama nie nosiła żadnych wskazówek, podobnie do samej tafli. Aby więc zmaksymalizować swoje szanse, goblin postanowił sprawdzić dosłownie wszystkiego w akompaniamencie krzyków Celesty i zjawy.

Samo lustro smakowało... jak lustro? O ile Arno nie był ekspertem w lizaniu luster i wiedział, jaki bukiet powinien teraz czuć, to to, czego się po nim spodziewał, czyli nieprzyjemnego smaku metalu i szkła – to właśnie tym to było. Pachniało także jak lustro, a dmuchając nań, zaparował taflę w miejscu, gdzie wcześniej wylądowała jego ślina, zaraz przecierając powierzchnię.

Oprócz wyczyszczenia Ain Skelle, nic się nie stało. Żadnych instrukcji na pierwszy rzut oka także nie widział, zresztą... kto by miał czas na czytanie zwojów i ksiąg magicznych, spisanych skomplikowanym językiem, gdy czas tak bardzo goni? Porzuciwszy ten pomysł, zaczął przypominać sobie słowa, jakie wypowiadała Czarodziejka jeszcze rano, gdy uaktywniała lustro.

Nieświadomy był tego, jak bardzo skomplikowany jest proces rzucania zaklęć, o rytuałach już nie wspominając. Potrzeba tygodni, jeśli nie miesięcy by tak skomplikowaną czynność powtórzyć, nauczyć się i w końcu rzucić z powodzeniem. Arno był jednak dzieckiem błądzącym we mgle, który chwytał się jak tonący brzytwy każdej czynności.

Zaczął powtarzać sentencję, słowo za słowem, myląc to co chwila. W końcu zdawało mu się, że trafił w punkt, wypowiadając formułę bezbłędnie... i chyba coś się stało! Z przerażeniem Arno mógł zobaczyć, ze lustro zaczyna pokrywać pajęcza sieć pęknięć, która rozlewa się powoli we wszystkie strony, podczas gdy jego odbicie zanikało za mleczną mgłą. Czuł, że jeżą mu się chyba wszystkie włosy na ciele, tak bardzo pomieszczenie zaczęło wypełniać się magią. Jednocześnie zakręciło mu się w głowie, a w przeciągu kilku sekund powietrze stało się gęste, słodkie, wręcz mdłe. Powoli czuł, że coś kapie mu z nosa, a gdy strużka dotarła do jego ust, miał szansę zasmakować znajomego metalicznego smaku. Zaczęło brzęczeć mu w uszach, wizja poczęła się rozmazywać, a głowa pulsować jeszcze bardziej, niż wcześniej.

Lustro upadło razem z Arno Vergiem, roztrzaskując się w drobny mak, zaś sam mieszaniec stracił przytomność, ostatnim słysząc nieludzki wrzask, który chyba zniszczył mu uszy.

Świadomość wracała niechętnie ze słodkiego, mrocznego niebytu. Wiedziała, że irytujące dudnienie w środku czaszki nie było tym, czego chciała teraz doświadczać, ale ku jej zgrozie, Arno się wybudzał prosto do szarej rzeczywistości. Pierwszym zmysłem, który zaczął działać, był węch, który sugerował, że coś się pali. Potem doszło do tego czucie, które mówiło o drobnych odłamkach raniących dłonie goblina. Na końcu w ruch weszły oczy, których zamazany widok przedstawiał półmrok piwnicy i otwarte na oścież drzwi na korytarz. Lustro leżące tuż przy jego twarzy, roztrzaskane w drobny mak i jego dłonie, w które powbijało się szkło. Dalej wszystko było mocno zamazane, ale chyba gdzieś tam, na granicy widoczności, kryły się czyjeś obute nogi. W uszach mu dzwoniło tak mocno, że nie słyszał nic i nie zapowiadało się, aby za sekundę miało się to zmienić.

I głowa, czuł, jakby trzymał coś bądź kogoś w środku i właśnie próbowało się to wyrwać stamtąd, drapiąc i uderzając ciężkim młotem w jego czaszkę.

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

82
Niedługo po tym jak świadomość zaczęła do niego powracać zielony zaklął siarczyście pod nosem. Przez dłuższy czas myślał tylko o tym jak bardzo "napierdalał" go czerep, bo o "bólu" nie mogło być mowy. Chciał przetrzeć oczy, ale z kawałkami szkła wbitymi w dłonie było to raczej niemożliwe. W dodatku dzwoniło mu w uszach jak pod karczemnym stołem w dzień odświętny.

Gdy wreszcie przestał się skupiać na własnej niedoli pojął, że sprowokował jakiś wypadek albo inne działanie w gruncie rzeczy niezamierzone. Spróbował zebrać w sobie siły, żeby podnieść się do pozycji siedzącej. Po prawdzie wolał nie leżeć na ziemi plackiem akurat, gdy na horyzoncie majaczył mu ktoś obcy. Wkrótce poczuł krew zalegającą w gardle, toteż splunął tylko obok w ciszy oczekując dalszego rozwoju wydarzeń.
Obrazek
Av: Callisto
Sygn: Juno

Czarci Fort [Północny Pasaż Czarcich Gór]

83
Mistrz Gry

Pojedyncze kawałki szkła były wbite także w policzek Arno, na którym leżał on nieprzytomny. Na dodatek szczypały go oczy i miał naprawdę niesamowitą ochotę je przetrzeć, co udawało mu się dzięki niezwykłej sile woli. Z takim samym przekonaniem zwlekł się z podłogi do pozycji siedzącej, a mrugając krótka chwilę, udało mu się zobaczyć czyjąś sylwetkę kryjącą się na pograniczu światła i mroku. Ciągle też czuł swąd spalenizny, ale do końca nie kojarzył, skąd.

Przeraźliwy pisk, dzwonienie dochodziło ciągle z wnętrza jego uszu i raniło jeszcze bardziej wrażliwą głowę goblina. Nie słyszał niczego oprócz jednostajnego dźwięku zagłuszającego wszystko inne, w tym prawdopodobnie kroki, które usłyszałby, gdyby nie ta niedogodność. Siedząc jednak na środku pracowni, łatwo było go zauważyć temu, kto wchodził do środka, a był to... Klaus, a za nim Sariel. Dwójka natychmiast podeszła do szefa, mówiąc coś do niego – ale Arno widział tylko ruszające się usta i ich zmartwione twarze. Jeśli chciałby coś powiedzieć, na pewno skończyłoby się to krzykiem, który mógłby wywołać skrzywienie na twarzy Klausa zachodzącego mieszańca od tyłu i pomagającego mu się podnieść.

Opierając się, przywódca Czarciego Fortu był w stanie iść o własnych nogach, chociaż do bolącej głowy dochodziło jeszcze palenie skóry, jakby ktoś wylał na niego wrzątek. Czuł, że jest mu duszno i że potrzebuje świeżego powietrza bądź zimnej kąpieli... ewentualnie obu. Rozglądając się po pomieszczeniu, widział smugi dymu unoszące się przy suficie i parę roztrzaskanych buteleczek. Źródłem smrodu była substancja ściekająca powoli z rozbitego szkła prosto na podłogę, gdzie syczała w kontakcie z nią i parowała. Lustro było w strzępach i oprócz metalowej ramy nic więcej z niego nie zostało.

Przeprowadziwszy Verga do drzwi, jego oczom ukazała się postać Celesty leżąca w tym samym miejscu, co wcześniej. Zamarła z grymasem przerażenia na twarzy, z jej oczu, nosa, ust i uszu leciała krew, a ona sama, chociaż żyła, chyba była w tak mocnej fazie obłędu, że nie nadawała się teraz do niczego.

Brzęczenie we własnych, goblinich uszach powoli ustawało i Arno zaczął słyszeć dźwięki otoczenia jakby był pod wodą. Na razie Klaus, który go prowadził, nie zamierzał przystawać tylko wyciągnąć szefa na górę, aby nie kisił się w niebezpiecznych alchemicznych i magicznych oparach... chyba, że Arno chciał protestować.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Czarcie Góry”