[Górne Miasto] Rezydencja Rodu Rodor

1
Obrazek
"Za kolejnym wysokim murem znajduje się kolejny pierścień; wyżej położony i mniejszy od Dolnego Miasta - Górne Miasto. Większość ulic jest tutaj brukowanych, budynki kamienne, często dwupiętrowe, z rozmaitymi zdobieniami w postaci kolumn czy mniejszych rzeźb na ścianach budynków. Oczywiście, im bliżej Dolnego Miasta, tym bardziej ubogo, ale ta część miasta i tak trzyma swój poziom. W południowej i północnej części pierścienia mieszczą się koszary straży miejskiej, a po wschodniej i zachodniej oddziały różnych gildii. Obywatele czują się bezpieczniej, a oznaki przestępczości nie są tak wyraźne, jak w Dolnym Mieście. Szlachta i bogaci kupcy często chadzają do miejscowych karczm, by spotkać się ze znajomymi, a co znamienitsi rzemieślnicy wykonują zamówienie dla szanownych rodów..."

Rezydencja rodu Rodor ongiś przeżyła okres swej świetności. Mimo że nie bije blaskiem dawnej chwały, nie można rzec, iż brakuje jej kunsztu tudzież klasy szlacheckiej. Jest to relatywnie zamożny obiekt o trzech solidnych kondygnacjach, gdzie do każdej kolejnej prowadzą coraz to dłuższe dębowe stopnie z nadgryzioną czasem poręczą koloru brąz. Nieopodal rezydencji osadzono kuźnię pod patronatem nazwiska Rodor. A tam szanowani w górnym mieście kowale przekuwają pot ciężkiej pracy w swoiste arcydzieła. Nieprzychylni rodzinie Bruna rzemieślnicy, kupcy bądź pańszczyźniana szlachta drwią z jej dobytku. W cieniu sączą leciwe dowcipy, jakoby starszy kowal Edmis swym doświadczeniem oraz reputacją wiódł rodzinę Rodor ku górze. Zapominają o jej członkach, nie wiedząc czemu.

Skwarny dzień 87 lata III ery zawitał na nieboskłonie. Dzień, jak co dzień pomyślał każdy nietutejszy obserwując życie w górnym mieście. Handlarze od świtu rozstawiali swe towary na tutejszym targu. Bardziej dochodowi właściciele murowanych sklepów czyścili szyby w lokalach. Karczmarze wystawiali pachołków do nawoływania na lokalne napitki bądź ciepłe strawy. Damy powalały swymi kreacjami, doszukując się w owocach na straganie odrobiny zgnilizny. Szukały ekscesów w swym nudnym bogatym życiu. Doprawdy dzień, jak co dzień.

Późnym południem, Brun przesiadywał w swej agenturze na najwyższej z kondygnacji. Zajmowała też ona najmniejszą powierzchnię, lecz rekompensował to widok z niewielkiego balkonu w biurze głowy rodziny. Miał tu też sypialnie, biblioteczkę i obszerny korytarz, którego nie wypełniały ozdobne portrety czy majestatyczne posągi. Przedpokój trzeciej kondygnacji był po prostu pusty.

Usłyszał stukot podkutych obcasem onucy o dębowe schodziska. Jakaś dama zmierzała do jego agentury, ponownie przeszkadzając w wykonywanej pracy. W dłoni dzierżył drugi z dzisiejszych listów. Autorem pisma był nie kto inny, jak sam Patric z rodu Crestlandów. Dwudziestoletni wnuk ojca królowej Edwiny, żony króla Aidana. Z polecenia ojca przybywa do stolicy, gorąco pragnąc spotkać się z głową rodziny oraz jego uroczą siostrą, którą miał okazję zobaczyć kilka lat temu i - jak piszę w liście - wciąż zaprząta jego sny. O ironio! - pomyślał Brun. Pierwej gołąb przyniósł wieści od Amador'a z rodu Le'clanche. Znanego ze swej waleczności. Dostojny rycerz, godnie noszący herb niedźwiedzia na chorągwi. Ten liczący trzydzieści wiosen mąż również przybył kilka dni temu do stolicy na turniej rycerski, w którym przyjdzie mu bronić honoru swego pana ojca. Oboje amantów pragnęło poznać młodszą siostrę Brun'a. Problem leżał u podstawy faktu, iż głowa rodu w ogóle nie znała żadnego z adoratorów Rerre. O wielkiej rodzinie Crestlandów słyszał wiele, bo działali oni na wielu frontach. Dom Le'clanche, podobnie jak Rodor, w perspektywie czasu usunął się w cień, mimo to plotki o ich fortecy na wschodzie głoszone są pośród szlachty po dziś dzień. Mądrze zatem byłoby zasięgnąć języka znawczyni w tej sprawię. Osoby lubującej w polityce.

Donośny huk rozległ się po agenturze, kiedy to dwa ostre puknięcia wprawiły wrota w ruch. Po zezwoleniu klamka opadła, a w futrynie stanęła sama sekretarz rodu Rodor - Mefloli Cragward.
Spoiler:
W dłoni trzymała kwadratowy talerz z czterema, nieco przypieczonymi, herbatnikami. Wartko przemknęła przez opustoszałe biuro, by co rychlej poczęstować swego pracodawce wypiekiem. Już w drodze uśmiechnęła się szeroko, a bijąca przez balkon jasność podkreśliła jej różnokolorowe oczy. Prawe miodowo-piwne oraz lewe szaro-zielone. To bez wątpienia było cechą charakterystyczną dojrzałej kobiety.

- Twój brat nigdy na tak długo nie znikał, Brun - podjeła Mefloli sięgając po jeden wypiek. Stała przed biurkiem z lekko ugiętą nogą, co chociaż trochę pomagało jej sylwetce bez wcięcia.
- Moi informatorzy donoszą, że ostatni raz widziano go w okolicach Heliar. Ale było to... - zakłopotany wyraz twarzy i zmarszczone czoło wskazywały na brak danych, których nie godził nawet słodki smak herbatnika. - Ciekawe, co tym razem zwiezie do domu. Może kiedyś warto byłoby zwiedzić - uśmiechnęła się chytrze - jego lokal piętro niżej - ponownie zagryzając wypiek.
.
.
Obrazek

.
.
.

Re: [Górne Miasto] Rezydencja Rodu Rodor

2
Brun siedział w swoim gabinecie i pustym wzrokiem wpatrywał się w dwa listy na biurku. Jeden z nich był od niejakiego Patrica, który spokrewniony był z samą królową, drugi natomiast od Amador'a z rodu Le'clanche. I jak o pierwszym z nich już słyszał, tak drugi był dla niego niejaką zagadką. Obaj byli zadurzeni w jego siostrze i chcieli ją bliżej poznać. Głowa rodu Rodan odchylił głowę do tyłu i głęboko westchnął. Piękno jego siostry od zawsze było dla niego problemem, ponieważ każdy chciałby ją mieć za żonę, ale ona nie była nikim zainteresowana. Czy powinien ją wykorzystać, aby nawiązać bliższe stosunki z królową, a tym samym królem? Czy może jednak dać jej wolną wolę i niech sama podejmuje decyzje odnośnie swojego za mąż pójścia? Z jednej strony potrzebował silnych sojuszników na dworze, ale przecież to jego mała siostrzyczka. Na pewno będzie musiał zorganizować te spotkania, aby nikogo nie obrazić, a co będzie dalej zależy od samej Rerre.

Ten moment wybrała dobie Mefloli na wejście do gabinetu z przygotowaną przekąską. Skoro sam nie mógł podjąć decyzji, to powinien się kogoś poradzić. Nikt natomiast nie będzie ku temu lepszy niż dziedziczka rodu Cragward. Nim jednak zdołał napomknąć na ten temat, dziewczyna zaczęła mówić o jego bracie. Kolejny problematyczny osobnik. Zniknął na tyle czasu i nawet listu nie przyśle, a wszyscy się zamartwiają co się z nim dzieje.

-Weź już nic o nim mi nie mów. Niby dorosły facet a nie pomyśli o tym aby chociaż wysłać list z jakiegoś portu. - Po raz kolejny tego dnia westchnął do własnych myśli. Jego brat od zawsze chciał być kapitanem statku, ale odkąd osiągnął ten cel rzadko kiedy można go spotkać w domu. Z jednej strony nie jest to dziwne, w końcu czas to pieniądz, ale mógłby raz na jakiś czas dać sobie odpocząć i pomóc w zarządzaniu rodem. W końcu zna się na handlu i na pewno znalazłoby się dla niego jakieś zajęcie.

-Ciekawa propozycja, ale niestety teraz mam ważniejsze problemy. Patric z rodu Crestlandów i Amador z rodu Le'clanche chcą spotkać się ze mną i z siostrą. Obaj są nią zainteresowani, ale za nim się na cokolwiek zgodzę potrzebuję informacji na ich temat. W końcu kto wie czy któryś z nich to nie jakiś zboczeniec, który chce wykorzystać młodą. Dodatkowo jeśli okażą się w miarę przyzwoici trzeba zorganizować spotkania. - Przesunął listy w kierunku kobiety, a następnie splótł dłonie pod brodą i oparł się ramionami o blat biurka.

-Dodatkowo muszę też zdobyć kilka źródeł dochodu. Chociaż mamy trochę budżetu rodu to mając tylko jedną kuźnię, prędzej czy później, pieniądze się skończą. Chciałbym cię prosić abyś wykorzystała swoje kontakty aby dowiedzieć się coś o tych mężczyznach, a także zdobyła listę wszelkich dobytków w mieście, które moglibyśmy zakupić. Ja tymczasem spróbuję pogadać z siostrą, oraz zapoznam się bliżej z naszą kuźnią. Może uda mi się zwiększyć jej zarobki. - Wziął z talerza suchara i wgryzł się w niego. Nie spodziewał się że gdy zostanie głową rodu to pojawi się tyle problemów na raz. Brak funduszy, przyjaciół, otoczony przez wrogów, z bratem, który ma gdzieś rodzinę. Problemy piętrzyły się, a na każdy jeden rozwiązany, pojawiały się dwa kolejne.

Re: [Górne Miasto] Rezydencja Rodu Rodor

3
Kobieta pochyliła się nieco, a jej dorodne piersi niemalże wypadły z głębokiego dekoltu. Koliste pomarańcze dyndały, niczym rozjuszany dzwon, kiedy oparta jednym łokciem o biurko niewiasta analizowała pierwszy z listów. Po niewzruszonej mimice, Brun mógł wnioskować, iż Mefloli niezbyt wzruszyła się leciwym poemacikiem o pięknie młodszej siostry jegomości. Odłożyła zwijający się samoczynnie fragment pergaminu. Druga kartka wylądowała przed nosem. Tym razem piersi wskoczyły w obcisłą suknię, bowiem Mefloli raptownie powróciła do pionu. Hmm - mruknęła pod nosem bez żadnego entuzjazmu.

- Patric jest siostrzeńcem samej Edwiny. Dziwi mnie, że przybywa do stolicy. Crestlandowie to potężny i wielki ród. Skupiają się na poszerzaniu wpływów i piętrzeniu majątku. Jeśli młodzieniec zmierza do górnego miasta dla twej siostry, winieneś radować się, bo to znak, że jej urok powala nawet najmożniejszych. - Pani ambasador sięgnęła po kolejne ciastko i przegryzła je szybko, dalej kontynuując z kawałkiem w ustach. - Jednak nie są to barany, które biegną ślepo zagonione do zagrody. I szczerze martwię się, czy aby przypadkiem ktoś nie popchnął gówniarza w naszym kierunku. Tylko po co? - zapytała głucho gubiąc wzrok w otwartym balkonie i kończąc przesuszony wypiek.

Okruszki sypały się na idealnie wystrugany blat biurka dziedzica rodu. Ciastek było coraz mniej.
- Jeśli mowa o Le'clanche. Jego odwaga jest znana wśród możnych. Mąż nie przegrał żadnego z wyzwań, żadnego turnieju. W wojnie z Fenisteą utracili większość ziem, a raczej hodowanej na nich zwierzyny. Nigdy się nie odkuli. Słynni zaś są ze swej gigantycznej twierdzy ulokowanej u stóp Meriandos, wzniesionej w okresie dobrobytu. Głowa rodu - z ostatnich doniesień - dogorywa pogrążony w chorobie. O Amadorze nie słyszałam złego słowa. To cichy jegomość, nade wszystko szlachetny.

- Wiem, że to... - przerwała na chwilę, by następnie wątpliwym tonem kontynuować - twoja siostra. Lecz wydanie jej za kogoś odpowiedniego - zaakcentowała frymuśnie ostatnie słowa - mogłoby otworzyć ci ścieżki na wielu płaszczyznach. Chociażby tych finansowych... - nawiązała do ostatniej prośby przyjaciela. Warto było objąć kierunek poczynań, bo czas działał na ich niekorzyść.
.
.
Obrazek

.
.
.

Re: [Górne Miasto] Rezydencja Rodu Rodor

4
Brun starał się na nie patrzeć na dekolt dziewczyny i wychodziło mu to całkiem nieźle. Chociaż lubił się zabawić i nigdy nie odmawiał żadnej dziewoi, tak jakoś nigdy nie ciągnęło go do Mef. Z drugiej strony był świadomy tego że podobał się jej i zapewne był to jedyny powód dla którego zdecydowała się dla niego pracować. Nie można jednak odmówić jej wiedzy i umiejętności. Świetnie sprawdza się na swoim stanowisku i można na niej polegać, szczególnie w takich chwilach.

-Czyli możliwe że ktoś nim manipuluje, ale po co? Nasz ród jest jednym z najbiedniejszych w mieście. Nie posiadamy ziem, wiosek ani zamków. Mamy jedynie jedną kuźnię. Czyżby chodziło o coś innego? A może po prostu mamy coś o czym ja nie wiem? - Posiadał za mało informacji, aby dojść do jakichś sensownych wniosków. Najlepiej będzie spotkać się i spróbować dowiedzieć się czegoś więcej.
-Nie ma co gdybać nad tym. Po prostu spotkam się z nim i porozmawiam. Może uda mi się czegoś dowiedzieć. W końcu nawet jeśli mu się podoba moja siostra to nikt o zdrowych zmysłach nie zgodzi się na ślub między nimi. W końcu jego ród nic na tym nie zyska. - W końcu Mef wypowiedziała się na temat drugiego mężczyzny. Już sam jego wiek nie podobał się głowie rodu Rodor. Nie chciał aby jego mała siostra wyszła za kolesia dwa razy starszego od niej. Na dodatek sojusz z nimi nie przyniósłby niczego opłacalnego. Posiadali jedynie twierdzę, ale ona należy do nich i nie ma szans aby się jej zrzekli. Biorąc pod uwagę stan obecnej głowy rodu nie powinien zbyt długo pożyć. Wtedy jego syn zacznie rządzić, a biorąc pod uwagę jego opis to bardziej on pasuje na wojownika niż na władcę. Nie dziwne by było gdyby rozpoczął masowe zbrojenie swoich ludzi, aby odzyskać swe stare ziemie. Jednak Brun nie potrzebował teraz takich problemów i wolałby skupić się problemach swojej rodziny.

-Z jednej strony ród wojowniczy, który zapewne chce przywrócić swą dawną świetność. Jednak obecny dziedzic to typ wojowniczy, więc ciężko mu będzie do tego dążyć. Z drugiej strony ród samej królowej. Połączenie się z nimi wiele nam da, ale nie jestem do końca przekonany czy powinniśmy tak ryzykować. Nie widzę sensu dla którego mieliby się zgodzić na ten ślub. Jednak wtedy nasz głos w stolicy stanie się o wiele ważniejszy, a to może się wielu nie spodobać. Co za wrzód na tyłku. - Westchnął i spojrzał na swoją przyjaciółkę z szkoły.
-Pierw ich spotkam i poznam. Dopiero wtedy podejmę decyzję. - Zawsze jest opcja aby zgodzić się na na ślub z dziedzicem rodu Le'clanche a potem go otruć i tym samym przejąc ich cały dobytek. Można by to zrobić tak aby wyglądało to na taką samą chorobę co obecna głowa rodu.
-Skoro wiemy co nieco o tych rodach to mam inne zadanie dla ciebie, oprócz listy nieruchomości w stolicy. Zdobądź informacje na temat choroby głowy rodu Le'clanche. - Brun wstał i skierował się do drzwi.
-Warto wiedzieć co to za choroba i czy na pewno jest to choroba. - Uśmiechnął się lekko pod nosem.
-A ja teraz pójdę do siostry powiedzieć jej o tych facetach. - Zostawił Mef samą w gabinecie, samemu udając się do pokoju siostry.

Re: [Górne Miasto] Rezydencja Rodu Rodor

5
- Moje przypuszczenia mogą okazać się błędne - odparła raptownie zeskakując z biurka - jednakże ciężko mi uwierzyć w czyste intencje siostrzeńca królowej Edwiny. Ewentualnie jest najzwyczajniej kretynem, którego swędzą jaja - dodała bezpretensjonalnie, bardzo naturalnie, jakoby i z takimi przypadkami przyszło jej obcować w dotychczasowej karierze kanclerza.

Wkrótce potem wsłuchiwała się w monolog głowy rodu. Jego uwagi, chociaż wyciągane pochopnie, w oczach kobiety były jak najbardziej uzasadnione. Rodzina Crestlandów niczego nie zyska na spleceniu więzi młodszych krewnych. Z innej beczki mógł nasunąć się pomysł zemsty, wszakże Rodorowie wciąż mieli wrogów. A znanym w świecie wielkiej gry jest, że wróg nie poprzestanie nim nie wykończy wszystkich swoich przeciwników. Domysłów było naprawdę wiele i nikt z popleczników Brun'a nie posiadał wiedzy zdolnej rozwikłać zagadkę.

- Wchodząc w konszachty z Crestlendami wychodzisz na świecznik. Pamiętaj o tym. Możesz sporo zyskać, jak i stracić - wtrąciła gdzieś pomiędzy zdanie mężczyzny. Mefloli Cragward od zawsze dbała o dobro rodu Rodor, zaś jej niebywała inteligencja w połączeniu z komunikatywnością, koligacjami oraz doskonałą empatią pozwalały często trafnie przewidzieć manewr osoby trzeciej. Brun był szczęściarzem mając ją po swojej stronie. Co ważniejsze miał też trudny orzech do zgryzienia. Był między przysłowiowym młotem a kowadłem. Wybierać między elitarnym rodem lub mocarnym sojusznikiem ze wschodu. Oba warianty niosły korzyści jak i ryzyko. Niemniej jednak ród Le'clanche zdawał się łatwiejszym łupem. Głowa rodu chorowała, zaś w kolejce już upychał się jedyny prawowity dziedzic. Żadnych sióstr, braci. Wyłącznie dalekie kuzynostwo. Sama twierdza byłaby swego rodzaju zadośćuczynieniem, bowiem poprowadzony w dobrych rękach majątek wartko mógłby się spieniężyć. Herb niedźwiedzia wciąż miał pod sobą sporo ziemi, niestety były one nieużywane. Istny nieużytek z braku funduszy i rąk do pracy będący konsekwencjami biernej polityki rodu.

- Zajmę się nieruchomościami - potaknęła głową - i popytam o dolegliwość ojca. I kogo mam umówić pierwszego z adoratorów? - po uzyskaniu odpowiedzi zabrała talerz i zmierzając w kierunku wyjścia rzuciła trafny komentarz - Rerre ma ostatnio gorsze dni. Postaraj się przedstawić sprawę nad wyraz łagodnie. Wiesz, że ma cięty język.


***

Na niższej kondygnacji ulokowany był drobny pokoik należący do młodszej siostry Brun'a. Rerre to bezsprzecznie atrakcyjna białogłowa, znająca swe atuty i - co ważniejsze - potrafiąca je wykorzystywać. Niektórzy kusili się o komentarze, jakoby w jej żyłach płynęła elficka krew. To za sprawą jej urody, a także zdolności magicznych. Prawda była jednak inna. Dziewczyna długie godziny spędzała przed toaletką, czesząc swe długie ciemne włosy. Nakładała rozmaite maski, kremy i zioła przygotowane wspólnie z nauczycielem magi, do którego uczęszczała na lekcje. Jej świat był bardzo hermetyczny. Pielęgnacja, nauka i książki. Znana jest z ciętego języka, gburowatości a czasem także z chamstwa. Istna księżniczka pomyślałby kto. Nikt nie wiedział, skąd taka szorstkość i powierzchowność u Rerre. Niewiele Brun wiedział również o jej naukach. Były okute tajemnicą. Czyżby młodsza siostrunia parała się zakazanymi sztukami? Niewątpliwie mogło to budzić niepokój brata, tak jak i fakt, iż wynajęty korepetytor nie budził zaufania. To dobry człowiek - jak mawia Rerre. Jednakowoż żyje w biednej klatce dolnego miasta, zaś całe dnie przesiaduje w piwnicach pod domostwem. Nosi dziurawe togi i budzące odrazę dodatki, jak np. wisior z ludzkim okiem w kolbie czy bransoletę z węża. Nie jest też znany w środowisku dostojnych magów. Być może zwykły z niego szarlatan, który własną trwogą zgłębił pewne tajniki magi. Szarlatan lub nie, był chłonny różnorodnych sztuk, tak jak Rerre.

- Wejść - usłyszał nim zdążył zapukać do izby swojej młodszej siostry. Jak co dzień siedziała przed lustrem, rozczesując włosy szczotką z dziczego włosia. Najlepszą z dostępnych w Saran Dun. Nie odwróciła głowy, nie przywitała się na wejściu. Zaabsorbowana sobą powtarzała cyklicznie te same ruchy szczotką.

Rerre Rodor
Spoiler:
.
.
Obrazek

.
.
.

[Górne Miasto] Rezydencja Rodu Rodor

6
-Jakby się okazał zwykłym kretynem, to lepiej dla nas. - Nic więcej nie dodał. Nie musiał mówić na głos, że takimi idiotami o wiele łatwiej manipulować, ale także łatwiej przejrzeć skrywane kłamstwa. Wszystko to jednak okaże się dopiero na ewentualnym spotkaniu.

-Wiem, Mefloli. Dlatego jestem tak podejrzliwy. - Odpowiedział na komentarz kobiety. Był świadomy sytuacji, w jakiej się znajdował. Sprzymierzenie się rodem Królowej mogło mu przynieść wiele możliwości. Wielu szlachciców byłoby skłonnym z nim współpracować, tylko po to, aby być bliżej samej Królowej. Działało to jednak także w drugą stronę. Osoby, które były przeciwne obecnej władzy, staną się jego wrogami. Gdyby jednak zdecydował się na sprzymierzenie z rodem niedźwiedzia, nie zyskałby na tym zbyt wiele, ale także, niczym by nie ryzykował. Jednak nie mógł sobie wyobrazić swojej siostry, jako czyjejś małżonki. Dziewczyna wolała zabawy magią niż siedzenie i wychowywanie dzieci. I nie było w tym nic złego, oprócz tego, że dla Bruno ona nadal jedynie się bawiła. Gdyby podeszła do tego na poważnie i została prawdziwym magiem, sytuacja byłaby całkiem inna.

-Na początku chciałbym poznać młodego Patrica. Stoi on wyżej, niż ród Le'clanche, więc powinien zostać przyjęty w pierwszej kolejności. Może i jesteśmy biedną szlachtą, ale nadal szlachtą i jesteśmy zobowiązani przestrzegać pewnych zwyczajów i praw. - Odpowiedział na pytanie, po czym wstał od biurka i skinął głową na ostatnie słowa kobiety. Jego siostra miała ostatnio gorsze dni, prawdopodobnie z czymś się borykała, ale nadal nie udało mu się poznać żadnych szczegółów. -Dzięki Mefloli za pomoc. - Rzekł jeszcze, oglądając się za nią, po czym opuścił gabinet.

Powolnym krokiem przemierzał swoją rezydencję. Była ona zniszczona, stara i obskurna. Wszystko, co można było sprzedać, dawno zostało już spieniężone. Nie zdziwiłby się, gdyby powstało przysłowie "Biedni jak Ród Rodor". Wszystko, co im pozostało to kuźnia, jedna z najstarszych w mieście, ale niestety także przez lata popadła w ruinę. Czy naprawdę nie dało się tego uniknąć? Czy jego ojciec i dziadek popełnili gdzieś jakieś błędy? I czy uda mu się odbudować to, co zostało utracone? Te pytania zadawał sobie codziennie, ale nigdy nie był w stanie na nie odpowiedzieć.

W końcu dotarł do pokoju Rerre i już miał zapukać, ale od razu usłyszał pozwolenie na wejście. Nie podobało mu się to. Nie był przeciwnikiem magii i czarodziejów, ale w ich otoczeniu czuł się słaby i nic nieznaczący.
-Cześć siostrzyczko. - Próbował się uśmiechnąć, ale jakoś mu się to nie udało. Od dawna zaczął wyczuwać pomiędzy nimi ścianę, której nie potrafił w żaden sposób przebić. Chyba zaczęło się, to kiedy zaczęła pobierać nauki od tamtego dziwaka. Czemu po prostu nie udała się do prawdziwej Akademii? Co takiego było w tamtym facecie?
-Co tam u ciebie? Jak ci idzie nauka? - Próbował jakoś zagaić rozmowę. Nie chciał od razu zaczynać rozmowy od spraw rodzinnych, dlatego próbował to jakoś odwlec. W międzyczasie rozejrzał się za jakimś miejscem, gdzie mógłby usiąść, aby być na tej samej wysokości co siostra i aby nie patrzeć na nią z góry.

[Górne Miasto] Rezydencja Rodu Rodor

7
Wszedł do jaskini lwa, a raczej lwicy, której humory zmieniały się częściej niżeli sytuacja polityczna skąpanego w klęskach oraz konfliktach Keronie.

Rerre odłożyła na bok szczotkę, bo brata starszego znieważać nawet jej wypadać nie było. I choć czasem zdawałoby się z rozumu obrana o sercu jaszczurzym, dziś dzień przybrała jasny odcień swej immanentnej osobowości.

Od tygodni nie mogę skontaktować się z mistrzem — odparła przesunąwszy się zgrabnym manewrem w kierunku brata. Z dłońmi przeplecionymi we wstęgę na piersi kontynuowała wywód:
Wszakże informował mnie o absencji, ale nie przewidywał zajęć latencji. Ta cała klątwa na obrzeżach, waśnie dwóch braci i wojna magów z konserwatystami — rozmasowała zmarszczone czoło — zapewne i go zajęły. Dziw, że my mamy jeszcze co jeszcze do garnka włożyć. Ciekawe, ile to jeszcze potrwa — pytanie uleciało w eter z ust przejętej losami królestwa czarownicy.
.
.
Obrazek

.
.
.

[Górne Miasto] Rezydencja Rodu Rodor

8
Z uwagą wysłucham słów dziewczyny, delikatnie kiwając głową. Wyszło na to, że jej mistrz był obecnie czymś zajęty, a szkoda, bo planował się z nim spotkać w najbliższej przyszłości. Nadal mu nie ufał i chciał osobiście dowiedzieć się, jakim jest człowiekiem.

Odnośnie wydarzeń, o jakich jego siostra mówiła, nie wiedział zbyt dużo. Nie miał czasu, aby prześledzić obecne wydarzenia na świecie, z racji propozycji spotkań z jego siostrą, oraz przez plany związane z powiększeniem majątku rodu. Jednak wychodziło na to, że jej Mistrz jakoś brał w nich udział.
-O to, czy będzie co włożyć do garnka nie powinnaś się przejmować. W tym już moja głowa, aby zadbać o takie rzeczy. Może i nasza kuźnia nie przynosi dużych zysków, ale wystarczająco, aby zadbać o podstawowe potrzeby. - Machnął dłonią, jakby odganiał natrętną muchę. Jego siostra nie powinna martwić się takimi sprawami.

-Chciałbym, abyś dała znać, gdy twój Mistrz powróci. Chciałbym go w końcu poznać osobiście. - Napomknął, po czym złożył dłonie, a łokcie oparł na kolanach. Pochylił się lekko do przodu i przybrał poważny wygląd twarzy.

-Powiedz mi, czym chcesz się zajmować w przyszłości? Podróżować jako mag? Pracować dla państwa? Czy może ukrywać się w piwnicy i przeprowadzać jakieś eksperymenty? A może jednak zamierzasz magię traktować tylko jako hobby, a nie sposób na życie? - Była to dla niego ważna informacja.

-Pytam się, ponieważ dzisiaj otrzymałem dwie propozycje spotkań z tobą i ze mną. Jeden jest od Patric z rodu Crestlandów, natomiast drugi od Amador'a z rodu Le'clanche. Przyszedłem się dowiedzieć, co na ten temat myślisz? Podobno obaj się w tobie zakochali, a mi na pewno przydałby się jakiś sojusznik, aby przywrócić naszej rodzinie dawną chwałę. - Nie zamierzał jej jeszcze zdradzać wszystkich informacji. Szczególnie o tym, że sam był sceptyczny do tych propozycji i wolałby inaczej wykorzystać umiejętności swojej siostry niż wydawanie jej za mąż.

[Górne Miasto] Rezydencja Rodu Rodor

9
Gdy mistrz powróci... Jeśli powróci. Sytuacja na froncie była tragiczna, a Saran Dun, jak i część kontynentu, stała na skraju upadku. Brun zdawał się nie przejmować problemami świata, ale jak to powiadają erudyci: jeśliś ty nie pamiętasz o świecie, świat przypomni sobie o tobie. I tak szanowany tutor klejnotu rodu Rodor zaginął w bliżej nieznanych okolicznościach. Był to bowiem trudny czas dla magów, dla wszystkich. Od południa żyzne dotąd ziemie splądrowała plaga nieurodzaju. Dziesiątki tysięcy maluczkich poległo za bramami miasta, naznaczeni okropną chorobą. Kolejne tysiące zmiótł głód, bo jak ludzie, tak i padała zwierzyna i w śmieć obróciły się wszelakie uprawy. Saran Dun pozostało na łasce swego oddanego hołdownika - Meriandos. To Wschodnia Prowincja - zwana spichlerzem Keronu - dostarcza królowi i jego poddanym strawę. Ale jak długo wytrzyma taki sojusz? Na ile starczy zapasów, by z wschodniej ziemi wykarmić pół Keronu?

Na przeciwległym froncie, brat króla, książę Jakub, zbroił się do bitwy. Choć okrzyki wojenne przestały już budzić skrajne emocje, bowiem status konfliktu zamarł, nikt do końca nie wiedział; kiedy przeleje się pierwsza krew. Na niedomiar złego, elfy i wszelkiej maści magowie w Nowym Hollar zbuntowali się przeciw reżimowi Zakonu Sakira. Nad Keronem zawisło widmo świętej wojny. Odwieczny konflikt wierzących i ateistów wzbierał na sile...

Tylko o tym i aż o tym omieszkał zapomnieć Brun.

Od kiedy moje pragnienia są w centrum twoich zainteresowań, bracie? — odparła z przekąsem, zarzucając nogę na nogę. Zupełnie jakby przechodziła do ataku.

Cyniczny uśmiech zagościł na twarzy Rerre, gdy starszy z dwojga rodzeństwa uchylił rąbka tajemnicy.

Chcesz mnie sprzedać jak dojną krowę? — nie zdążył odpowiedzieć na pytanie, gdyż młoda niewiasta raptownie kontynuowała. — Wiem, jak działa ten świat. Zrobiła to mama, uczyniła tak babka i jej babka. Postaram się nie przysporzyć nam więcej kłopotów. Ale — dodała z akcentem — jeśli mi się nie spodoba któryś z gachów, nie będę udawać.
.
.
Obrazek

.
.
.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Saran Dun”