Las Grimlland

1
Las Grimlland był niegdyś miejscem w którym każdy czuł się biezpiecznie, był miejscem spotkań towarzyskich. Jednak wtedy wydarzył się wypadek po którym nikt nie zbliżał się do tego miejsca. Zostało tam zamordowanych osiem osób, większąć osób uważa że w nocy niezłapany seryjny morderca zabija każdego kto tylko tam pójdzię. Ten las stał się tematem opowiadań przy ogoniskach, wielu śmiałków chciało sprawdzić czy te opowiadania były prawdziwe lecz tak naprawdę wszyscy nie mieli odwagi tego zrobić.


- Nic ci się nie stanie jak chwilę poczekasz. - powiedział Will i odsunął od siebie pysk swojego konika.
Jednak jego konik nie był zbyt cierpliwy i najchętniej odrazu zjadł by od razu cały worek jabłek. Tymczasem Will starał się trzymać jabłka jak najdalej od swojego kudłatego przyjaciela.
Parę godzin później Will wrócił do swojej małej chatki, zaprowadził swojego konia do małej stajni obok domu.

***

Wszedł do domu i podszedł do łóżka, położył się na nim i zaczął rozmyślać

Las Grimlland

2
Las Grimlland leży na uboczu Salu, stąd wielu uważa tenże obszar za odrębny. Mimo to kartografowie od lat uparcie nakreślają wiecznie ośnieżony las jako zachodnie skrzydło miasta, będące strefą przejściową między centrum a dzikim gajem.
Mnogość myśliwskich chat rzuca złudny obraz, jakoby międzylesie zamieszkiwały dziesiątki, a nawet setki mieszkańców. W rzeczywistości nieliczne z chat są wciąż zamieszkiwane przez starych leśników, a pozostałe świecą pustkami, tak jak i las. Ze świecą szukać tu smacznej rogacizny tudzież tłustej dziczyzny. Lata świetności minęły i nic niestety nie zwiastuje poprawy feralnej sytuacji.


Najstarszy i największy obiekt w Grimlland należy do Mirtosa Tariska, arystokraty urodzonego w Salu, który odziedziczył włości po ojcu. Niegdyś był tu tylko wielki dworek, lecz z biegiem lat Mirtos, jak i jego przodkowie rozwinęli siedzibę rodu znacząco. Dziś dzień dzieli się na dwa pierścienie: zewnętrzny, w którym żyją służący odpowiedzialni za utrzymanie porządku oraz drobną hodowlę bydła i trzody. Wewnętrzny, czyli dworek, w którym stacjonuje Mirtos wraz z rodziną, strażnicy czy też specjalni goście włodarza. To właśnie z myślą o nekromantach, z których usług korzysta Salu, zbudowano wysoką na kilka kondygnacji wieżyczkę obok głównej siedziby rodu.
Spoiler:
Ithilion za murami dworku Mirtosa nauczył się już wiele. Wyszukana kurtuazja będąca etykietą elfów wysokiego rodu nie znajdowała zastosowania pośród prostego pospólstwa. Wysoki elf nawet westchnieniem, nawet drgnieniem powieki nie zdradzał zniecierpliwienia i złości, gdy znowuż jakiś bezmózgi wieśniak przerwał mu kontemplacje zaganiając świnię do zagrody. Wieśniacy w dworku Tariska byli prości, czasem aż za bardzo. Nie spoufalał się z nimi, chociaż wielokroć sytuacja zmuszała nekromantę do nawiązania dialogu. I potrafił prowadzić go w taki sposób, by nie zranić uczuć plebsu, a w zamian oni darzyli go ogromnym szacunkiem. Mógł polegać na prostaczkach, gdy potrzebował grzybów kapturków z lasu bądź kości zwierząt do swych niecnych eksperymentów. Niektórzy nawet czuli się wyróżnieni, gdy czarnoksiężnik wyznaczał właśnie ich do nienadzwyczajnego zadania. Była to swoista wisienka na torcie w rutynie robola.

Tego dnia słońce górowało wysoko, przeciskając złote blaski przez gęstwinę jasnych niczym barania wełna chmur. Ithilion spacerował w zewnętrznym pierścieniu, gdy nagle uwagę jego przykuła dwójka rozgorączkowanych wieśniaków przy szopie.

— Powiedział mi coś całkiem innego.

— Wiem, co ci powiedział.

— A o co w tym chodzi, też wiesz?


Wiem, że tylko wyznając Wielkiego Trzemiela możemy ochronić się przed demonami ze wschodu. Popatrz na jego wyznawców — perorowała nieurodziwa dziewka do szczerbatego chłopa. — Wiedzie im się, jak nikomu tutaj. Na co nam nekromanci, wojsko i zapasy, gdy wystarczy czcić Wielkiego Trzemila, a on nadleci i wyswobodzi Salu na dobre!

— Ale ty głupia jesteś, Hanka.

— Sam jesteś głupi. Stary wariat.

— Ty jesteś wariatka.


A ty jesteś zwariowany wariat — wystawiła wulgarnie język przez szparę w pożółkłych zębach. Wtem spostrzegła, że jej dyskusji z chłopem przygląda się nekromanta we własnej osobie. Spuściła wzrok. Czuła się niepewnie i głupio.
.
.Obrazek
.
.
.

Las Grimlland

3
Ithilion tego dnia postanowił nieco się przewietrzyć i pospacerować po dworze Mirtosa. Ileż w końcu można przesiadywać w czterech ścianach swojego pomieszczenia, w którym z reguły przeprowadzał różne badania. Poza tym, któreś z kolei przeganianie świń przez wieśniaków z zewnętrznego pierścienia sprawiły, że elf po prostu musiał zaczerpnąć świeżego powietrza i nieco odreagować. Z reguły panował nad emocjami i starał się nie straszyć plebsu, toteż i tym razem się powstrzymał przed rzuceniem w chlew jakąś kulą ognia.
Przechodząc się przez ten "uboższy" pierścień natknął się na dwóch wieśniaków, którzy prowadzili dość dziwną rozmowę. Ot, z ciekawości zaczął się jej przysłuchiwać opierając się przy tym na swoim kosturze, choć raczej nie oczekiwał, że usłyszy coś ciekawego. Mało jednak nie parsknął śmiechem, kiedy chłopka powiedziała coś o wyznawaniu "Wielkiego Trzmiela". W zasadzie to miał olać sprawę i pójść sobie w swoją stronę, jednak zdanie o niepotrzebnych nekromantach spowodowało lekkie zmarszczenie jego brwi.

- Nie to, żebym podsłuchiwał, ale możecie mi wyjaśnić czym jest ten "Wielki Trzmiel", którzy rzekomo miałby być wybawicielem całego Salu i który powoduje, że ja i moi "koledzy po fachu" stają się bezużyteczni? - powiedział z powagą, wyprostował się i spojrzał gniewnie na dziewkę.

- I bardzo byłbym wdzięczny za wskazanie tego, kto rozsiewa takie plotki. - dodał.

Las Grimlland

4
Prostaczka wzdrygnęła się wtem, gdy odziany w majestatyczny czarny płaszcz wysoki elf zwrócił się ku niej i jej pobratymcowi. Atmosfera zrobiła się znagla gęsta jak eliksir z muszych odchodów. Ithilion pociągnąwszy nosem zdał sobie, że jego prezencja tak drastycznie wpłynęła na kobietę, iż ta w szoku ewakuowała co nieco gazów między pośladkami. Był to niewątpliwie toksyczny opar porannej zasmażki z kilkudniową kiełbaską.

Nie zmieniaj mnie w ropuchę, panie! — osłoniła twarz dłońmi, przykucając z lekka.

Wybacz, panie, bo to głupie i niewydarzone babsko — tłumaczył chłop oparty o furtkę chlewu. Zapachy niesione od różowych prosiaczków kąsały prominentne nozdrza czarownika wysokiego rodu.

W centrum zaszył się niejaki Yberion z Saran Dun. Czciciel Trzmiela. Szybko zbiera wokół siebie wyznawców. Podobno zajęli już stary klasztor po zakonnikach Sakira, których lata temu żeśmy przegnali — kontynuował spokojnie aż w zdanie wplotła się baba.

Wielkiego Trzmiela! — poprawiła chłopa. — Nagradza swych wiernych. Daje im bogactwa, trunki, spełnia ich życzenia. Czcigodny Yberion głosi, jakoby tylko Wielki Trzmiel mógł ochronić nas przed nadciągającą plagą z Morlis. I są tego efekty! Od kiedy lud Salu począł dołączać do kultu Yberiona, od tedy ataki na wschodzie ustały i demonów ni widać, ni słychać. Trza się mobilizować, bo zbliża się dzień, gdy z niebios nadleci Wielki Trzmiel, by złotym pyłem ze skrzydeł nasycić wiernych — baba była iście zafascynowana opowieścią o niejakim Yberionie z kontynentu, który przewodzi kultowi Wielkiego Trzmiela.

Chłop zaś stał obok i z niedowierzaniem spoglądał na swoją kobitę, negująco kręcąc łbem.
.
.Obrazek
.
.
.

Las Grimlland

5
Ithilion jeszcze bardziej zmarszczył brwi i przewrócił oczami, gdy wieśniaczka wypuściła potężnego bąka. Klasa sama w sobie...
Machnął jednak ręką na słowa towarzyszącego jej chłopa, bo nie czas na to było. Wsłuchał się jednak w to co zaczął opowiadać o niejakim Yberionie. Wyglądało na to, że jakiś fanatyk postanowił sobie założyć sektę i rozpuszczać niestworzone rzeczy, jednocześnie sprawiając, że nekromanci w Salu zaczęli mieć nieco mniejsze poważanie, co potwierdziły słowa dziewki, która uwierzyła w te brednie i z wielką fascynacją opowiadała o tym całym trzmielu.
Peruviel zbliżył się ku dziewce i stąpnął kosturem o ziemię.
- Ataki na wschodzie ustały, bo ludzie ginęli, aby odpierać ataki demonów i wyciąć ich w pień. Tak jak i my tutaj wspieramy miasto, by demony nie wdarły się do środka i nie wyrżnęły wszystkich jak leci. I Ty masz czelność mówić, że za tym wszystkim stoi jakiś jebany trzmiel? Gdzie był ten trzmiel, gdy miasto potrzebowało pomocy, której my wam udzieliliśmy? - ścisnął mocniej kostur.
- Zacznij myśleć kobieto, gdyby on Ci zaczął mówić, że ta świnia jest święta, masz oddawać jej pokłony, a na pewno dostaniecie górę złota, to też byś uwierzyła? - wskazał chłopa stojącego obok.
- Gdzie jest więc Twoje bogactwo wyznawczyni Wielkiego Trzmiela? - zapytał, mierząc ją od stóp do głów.
- Ciekawe jak skończyłoby to miasto, gdybyśmy teraz opuścili te ziemię, a wy moglibyście się zdać na swojego trzmiela... Zważaj więc na słowa i dobrze Ci radzę, nie rozpowiadaj więcej o kulcie tego owada, bo zamienię Cię w coś gorszego niż ropuchę. - odsunął się i spojrzał na mężczyznę obok.
- A Tobie dziękuję, jednak choć ze mną jeśliś łaskaw. - powiedział i ruszył w stronę dworu, chcąc obgadać całą tą sytuację z Illionem.
- Wiesz gdzie pozyskują nowych wyznawców? Ten swój klasztor jakoś strzegą, byłeś tam może? Ilu ich już jest? - zapytał wieśniaka w trakcie drogi, mając nadzieję, że będzie wiedział coś więcej.

Las Grimlland

6
Nieurodziwa baba podciągnęła kiecę powyżej kolan, gdy z ust wysokiego elfa wymsknęła złowroga groźba. Co galopem odskoczyła od niego, jak spłoszona nad brzegiem jeziora żaba. Z uniesioną wysoko spódnicą oddalała się, żwawo przebierając serdelkowatymi kopytami. Nie mógł zareagować, była zbyt szybka, nawet jak na utyte babsko. Ochoczo pokonywała kolejne snopki siana, a gdy oddaliła się dostatecznie bezpiecznie, wsadzonym pod ubiór kciukiem ściągnęła gacie. Gigantyczne galaretowate dupsko pozdrowiło elfa niczym księżyc w pełni. Towarzyszący mu mężczyzna skrył twarz za brudnymi od obornika dłońmi. Płonął ze wstydu, o czym mogły świadczyć rozczerwienione uszy. Kobieta zaś zniknęła za bramą, a dalej murem. Uciekła i ślad po niej zaginął.


Wiem tyle, co ludziska na ozorach niosą — odparł przygarbiony wymoczek, który wlekł się za elfem jak smród po gaciach. Ostrożnie stawiał każdy krok, jakoby nie chcąc bardziej rozzłościć nekromanty.

Powiadają, że dziesiątki, może i setki. Ludzie gnają do niego jak mucha do krowiego placka. Ale konkretów nie znam, panie. Za główną siedzibę przyjęli opustoszały klasztor po Sakirowcach, bo ci tutaj niemile widziani są.

Czy mogę coś jeszcze dla pana uczynić? — spytał pokornie, gdy zbliżali się do wieży. Mężczyzna bał się przekroczyć jej progu, a i zapewne nie był tam mile widzianym gościem, wszakże wieża należała do elfa wysokiego rodu, a także drugiego z nekromantów - Illiona.
.
.Obrazek
.
.
.

Las Grimlland

7
Ithilion nie spodziewał się, że babsko nagle zacznie uciekać. Ale niech gna, on miał to gdzieś, nie zamierzał przecież jej gonić. Tak to jest, jak próbuje się coś przetłumaczyć wieśniakowi, przynajmniej jej pokroju, gdyż mężczyzna obok miał nieco więcej rozumu. Zwrócił się więc w jego stronę i ruszył jak zaplanował w stronę wieży.
Podczas drogi chłop wyglądał jednak na nieco zdenerwowanego. Cóż, w sumie Peruviel mógł być nieco spokojniejszy, bo najwidoczniej przez przypadek wystraszył też i jego w jakimś stopniu. W każdym razie słuchał tego co ma mu on do powiedzenia, jednak jak się okazało - nie wiedział wiele więcej.
- Rozumiem... - zastanowił się chwilę.
- W zasadzie... To tak. Chciałbym, abyś wstąpił dla mnie w szeregi tych wyznawców i informował mnie o wszystkim co tam się dzieje. Oczywiście, nie ominie Cię nagroda. - spojrzał na chłopa i na koniec potrząsnął sakiewką.
- Jesteś zainteresowany? - zapytał i oczekiwał na odpowiedź.

Las Grimlland

8
Pieniądz otwiera wszystkie ścieżki, to stara ponadczasowa mądrość, po którą ów czas sięgnął elf wysokiego rodu. Merdający w powietrzu brązowy woreczek zdawał się działać na prostaczka niczym kość na wygłodniałego ogara. Wodził wzrokiem zgodnie z ruchem sakwy, a gdy Ithilion potrząsnął nią i rozległ się brzęk monet, w człowieku coś pękło. Oczy zrobiły się jakby wielkie i czarne jak u rusałki. Z bezwiednie upuszczonej ku piersi żuchwy ściekła kapka gęstej, subtelnie podbarwionej żółcią śliny. Myśl o tym, że mógł nabić kamze prostą posługą wypełniała go całego. I elf to widział, był tego pewien.

Oczywiście, Panie. Udam się tam bezzwłocznie — odparł naturalnie, choć w głębi radość aż wrzała. Potem ukłonił się nisko, niżej niż wymagałaby tego etykieta i pognał ile miał sił w tych chudych pęcinach ku bramie. Pozostał po nim tylko kurz, który szybko przykrył upchane na zboczach hałdy śniegu.

Białowłosy wskoczył do wnętrza wieży, gdzie ku uciesze nie trąciło brudną trzodą. Przed nimi były schody, wielkie schody tonące w dymie, w migotliwej poświacie pochodni i ognia w żelaznych koszach. Jak wicher doliną strumienia, wpadł na pierwszy stopień i począł wspinać się wzwyż niczym rasowy obieżyświat. Schody wiły się w górę jak wąż morski. Były wiekowe, spękane, porozsadzane co rusz marznącą w szparach wodą. Przemknął niepostrzeżenie na pierwszą kondygnację. Izba, duża krypta, pod ścianami beczki. Minął je, szedł dalej, a po korytarzach czarodziejskiej wieży rozlegał się stukot drewnianego kostura, o który wspierało się ciało wiekowego nekromanty. Czuł, że rozhulane serce lada chwila wyskoczy z piersi. Szum w uszach, błyski w oczach. Przystanął chwyciwszy się za pierś. Wsysane przez nozdrza powietrze aż syczało napełniając spragnione wentylacji płuca.

Długo trwało nim ruszył. Nim uregulował oddech, by dalejże minąć gruzowisko, sterty cegieł. Drzwi do komnaty Illiona były otwarte.


Niezbyt urodziwy, lecz inteligentny, utalentowany i zdolny do wszystkiego nekromanta przekładał stronnicę majestatycznej księgi, gdy Ithilion wemknął do środka. Czerwone rubiny eligijnej togi odbijały blask woskowych świec. Podobnie cyrkonie, które wysadzały sztywne płatowe naramienniki o kształcie nietoperzych skrzydeł. Illion był wątłym mężczyzną o szlachetnych rysach twarzy. Magiczne eksperymenty sprawiły, że niegdyś brązowa tęczówka oka dziś dzień była tylko wspomnieniem. Oczy jego, jak jeden, były białe niczym śnieg za oknem.

Co cię sprowadza? — odwrócił się ku elfowi, pierwej zamykając tomiszcze.

Illion Arintus
Spoiler:
.
.Obrazek
.
.
.

Las Grimlland

9
Widać było, że propozycja Ithiliona szybko przypadła wieśniakowi do gustu, zwłaszcza jak ujrzał woreczek z pieniędzmi. Dobrze, że nie wiedział ile tak naprawdę z tej sakiewki dostanie, ale w sumie... Może dla takiego chłopa wiele nie trzeba? Grunt, że szybko pognał w ustalone miejsce, a Peruviel mógł się zająć rozmową ze swoim przyjacielem, który... Siedział w swojej wieży, do której trzeba było jednak przejść po sporej ilości schodów, co dla pół-elfa było jednak dość dużym wyzwaniem. Z pomocą swojej podpory w formie kostura kuśtykał na górę, aż w końcu dotarł do sali, w której ten z reguł przesiadywał.
- Witaj przyjacielu. - rzekł nabierając powietrza. - Moglibyśmy wynaleźć jakiś szybszy sposób transportu tu na górę, idzie się nieźle zmachać... - uśmiechnął się.
- Słyszałeś coś może o niejakim Yberionie, a tym samym o kulcie "wielkiego trzmiela"? Moja dzisiejsza przechadzka po zewnętrznym pierścieniu przyniosła ze sobą dość ciekawe informacje. - zaczął.
- Podobnież ów człek przybył z Saran Dun i rozpoczął w Salu kult tegoż owada. Z tego co mi się udało dowiedzieć ma już sporą ilość popleczników, zajęli nawet klasztor po Sakirach, który stał się ich siedzibą. Ten sukinsyn zaczyna niszczyć nam reputacje, miałem okazję rozmawiać z wieśniaczką, która była nim wielce zafascynowana - cholernik rozsiewa wieść, że to właśnie "wielki trzmiel" pomoże wyswobodzić północ z rąk demonów, ba, nawet samo jego przybycie miało spowodować spadek ilości ataków. Rozumiesz to? Kiedy my męczymy się z tymi potworami, wspomagając tych wszystkich marnych ludzi, wykorzystując nasze siły i nasze sługi, oni uważają, że wystarczy wiara w tego kmiota, a nekromanci stają się niepotrzebni... Co o tym myślisz? Nie wiem, czy nie powinniśmy coś z tym zrobić. - opowiedział, nie kryjąc momentami wzburzenia.

Las Grimlland

10
Że w Salu panoszą się odmieńcy misyjni słyszałem, ale twoje wieści brzmią niepokojąco — zmarszczył czoło nekromanta, a następnie zamknął studiowaną księgę aż wzniósł się kurz. Zdrętwiałymi palcami wygładził krzaczaste brwi, wyglądał wtedy jak najprawdziwszy uczony z akademii, który lada chwila wynajdzie lek na mendy.

Na nasze szczęście Mirtos to agnostyk, ale masz rację przyjacielu. Nie możemy pozwolić na szerzenie tej paranoi. Lada chwila a wieśniacy staną z widłami pod pałacem Tarisków.

Illion odszedł od ołtarza przy którym dotąd oddawał się swym studiom. Z dłońmi złączonymi jak do modlitwy przechadzał się nerwowo po komnacie.

Przydałby nam się ktoś, kto zinfiltruje tych fanatyków i pozwoli nam wejść między ich szeregi. Znasz kogoś Ithilionie?
.
.Obrazek
.
.
.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Port Salu”

cron