Las pod Górą [Góra Erial]

91
Będąc gotową na podjęcie walki i wykonanie wcześniej zamierzonych kroków, Tessa doznała nagłego olśnienia. Wiedziała, co musiała zrobić, aby dać szansę Amandzie na przetrwanie. Cały czas posiadała w tobołku dwa przedmioty, które otrzymała od Śmierci zanim wkroczyła do lustrzanego wymiaru: Śnieżną Kulę i Brewiarz z modlitwami do Usala. Grzechotki nie brała pod uwagi, ponieważ nie spodziewała, by po jej użyciu nekromanta stał się potulny. Reyes cieszyła się, że miała tobołek przy sobie. Dzięki temu mogła spróbować niepostrzeżenie sięgnąć dłonią z tyłu, by jakoś wyjąć z niego Śnieżną Kulę.
Próbowała to oczywiście zrobić, gdy ten zaczął pokazywać prawdę o wczorajszym wieczorze. Skłamałaby, gdyby później powiedziała, że nie poruszyło jej to. Zamurowało. Zmiażdżyło. Skierowało najkrótszą ścieżką do krainy żalu i obłędu. W oczach miała niemalże łzy. Musiała zganiać się w myślach, aby działać dalej i nie zapominać, że musiała naprawić swój błąd - Amanda zaraz mogła umrzeć. Na temat jej byłych towarzyszy nie chciała w tej chwili zastanawiać się - rozsypałaby się, gdyby odkryła, że zabiła całą trójkę. Dobijała ją już niepewność, że mogła przyczynić się do śmierci Lorhina. Wciąż wypierała z siebie, że to mógł być prawdziwy on. Gdzieś z tyłu głowy tłukła jej się myśl, że prócz Garena, mogła żywić głębsze uczucia także do zimnego elfa.
Słysząc przeraźliwy, szaleńczy śmiech wroga, spróbowała wyszarpnąć z tobołka Śnieżną Kulę. W duchu odświeżyła sobie wszystkie modlitwy z brewiarza Usala, które przeczytała na pokładzie Chętnej Kurwy. Modliła się już tylko o ratunek Amandy i towarzyszy, o cud z Jego strony, by miała siły zmienić to, co skrewiła. Nie modliła się o siebie. Uważała, że zasłużyła na to, by tu zginąć i nie miała nic przeciwko. Gorączkowo kalkulowała w jaki sposób może dalej zająć Ananona, zbliżyć do Amandy i spróbować mimo wszystko znaleźć ten przedmiot, który wcześniej pozwolił rozdzielić Rdzeń Śmierci na dwoje. To musiało gdzieś być w pobliżu.
Reyes nie odzywała się dopóki nekromanta nie skończył śmiać się.
- Wiedziałeś, w które czułe punkty uderzyć. To wszystko co masz mi do powiedzenia? - zapytała tylko z napięciem. Patrzyła wprost na nekromantę, gotowa w każdej chwili rzucić się do przodu w karkołomnym, wcześniejszym planie stanięcia pomiędzy nim a Amandą. Jeśli nekromanta dalej będzie skłonny do słownego znęcania się nad nią, Tessa dalej próbuje niepostrzeżenie wyjąć magiczny przedmiot. Jeżeli ten znudzi się nią, zamierzając zainteresować się umierającą Amandą, Reyes nie będzie miała wyboru, jak podjąć te same kroki, które planowała zanim pokazał jej wizję rozmowy towarzyszy. Tym razem jednak chciała dodać następny element - Śnieżną Kulę. Jeżeli będzie miała szansę przekazać ją Śmierci, bez wahania to uczyni, a jej jedynym komunikatem będzie rozchylenie warg z cichym: "Uciekaj", wręcz wciskając jej to do rąk. Jeżeli do tej pory nie uda się wyjąć przedmiotu, najpierw będzie musiała skupić się na osłonięciu sobą bogini, potem zrzuceniem tobołka do jej stóp i szybkim zakomunikowaniu najlakoniczniej, by wróg nie zorientował się: "Użyj kuli".
Jeżeli uda się wysłać Amandę do własnego, bezpiecznego wymiaru, który być może da jej czas na uratowanie siebie, Tessa skupi się na... unikach. Spodziewała się, że wtedy Ananon będzie chciał ją od razu zabić, a Tessie nie pozostanie nic innego jak walka i skupienie na swoich zmysłach, by przewidzieć skąd nadejdzie atak i spróbować wykonać unik w swojej żałosnej kondycji. Jeżeli miałaby taką szansę, próbowałaby się do niego zbliżyć, by uderzyć buzdyganem w każde, odsłonięte miejsce, które będzie w zasięgu. Jeżeli okazałoby się, że Amanda zniknęłaby, pozostawiająć jej włócznię, próbuje szybko ją chwycić i to nią walczyć (ha, pobożne życzenie).
Jeżeli Ananon wcześniej zainteresował się działaniami Tessy, gdy ta próbuje wyjąć Śnieżną Kulę, ta powie:
- Szukam brewiarza Usala. W tej sytuacji pozostaje mi jedynie modlitwa.
Oczywiście dalej próbując robić swoje.

Las pod Górą [Góra Erial]

92
Nekromanta czerpał wyraźną przyjemność z dręczenia Tessy i nie zanosiło się na to, aby miał wkrótce skończyć. Jej słowa tylko bardziej go rozbawiły, a gdy z gardła Amandy wyrwało się kilka jęków bólu, Ananon, a raczej istota podająca się za niego, roześmiał się po raz kolejny. Jego postawa emanowała dumą i rozluźnieniem, niczym u rzemieślnika, który właśnie skończył swoje najwspanialsze dzieło i wszystko przebiegło po jego myśli. Aczkolwiek dwie kobiety wiedziały, iż nekromanta jest w stanie zaatakować bez ostrzeżenia w każdej chwili. Instynkty Tessy szalały tak bardzo, że jej umysł kołysał się jak łódka w samym środku sztormu.
Sytuacja nie wyglądała najlepiej.
Amanda-Śmierć wyglądała, jakby za parę chwil miała wypuścić ostatni oddech. Jej oczy były zamglone, powieki lekko przymknięte. Rana była tak poważna, iż uniemożliwiała kontakt z Tessą w jakiejkolwiek formie, wliczając w to kiwnięcie palcem.
Ananon albo nie zauważył, jak Tessa sięga po magiczną kulę, albo go to nie interesowało. Przeżywał cudowne chwile, coraz bardziej upajając się sukcesem. Wiedźma nie miała większych problemów z wymacaniem przedmiotów w tobołku, jednakże czas nie grał na jej korzyść. Przeciwnik w końcu się znudzi.

- Mam ci wiele do powiedzenia - odpowiedział w końcu Nekromanta. - Rozbawiłaś mnie. W zamiar złożę ci pewną... propozycję. - Uśmiechnął się nienaturalnie szeroko. - Widzisz, jestem bardzo samotnym mężczyzną. Posiadam też ogromną moc i wiedzę. Szkoda by było, abym trzymał to tylko dla siebie.
Ponownie wystawił dłoń na bok i utworzył magiczny obraz. Tym razem Tessa mogła ujrzeć inne, lecz również bardzo znane jej twarze. Obraz ukazywał Estevo, Aithne, Jardira i Violet w różnych sytuacjach z dnia codziennego. Rozmów, zakupów, pracy, picia. Byli uśmiechnięci, bardzo szczęśliwi.
- Moja propozycja jest bardzo prosta i przyjemna. No, przynajmniej dla mnie - kontynuował Ananon. - Poczniemy dziecko, które następnie urodzisz i o które zadbasz przez kilka lat. A ja w zamian nie wymorduję wszystkich twoich bliskich.

Las pod Górą [Góra Erial]

93
Klasycznie. Szantaż rodziną. A to chuj, pomyślała Tessa, próbując nie zdradzić po wyrazie twarzy, że jej reakcją nie jest panika ani strach, ale solidny wkurw. Z pewnością nie pozwoli się w ten sposób zastraszyć. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się dodatkowa myśl, że nekromanta nie widział i nie wie, co widziała w lustrze podczas próby duszy, kiedy musiała walczyć z Lorhinem. To by jedynie znaczyło to, że nie wiedział, że odrzuci jego "kuszącą" propozycję.
Udała, że zastanawia się nad tym, jednocześnie szykując się do tego, by rzucić się w stronę Amandy i wcisnąć jej do rąk Śnieżną Kulę. Wiedząc, że ta niewiele jest w stanie zrobić, zamierzała wystrzelić w jej stronę swoją energię, która nie miała na celu jej skrzywdzić, a dodać sił, przekazać jej witalność, by ta mogła uciec do innego wymiaru.
- Dlaczego ja? Nie jestem zbyt dobrą kandydatką. Ci, co władają potężną magią, wolą krzyżować się z równie potężnymi i dobrze urodzonymi. Nie lepsza byłaby Ira, moja była kompanka? - podjęła dialog, mając nadzieję, że ten straci na ten jeden, właściwy moment czujność, by mogła zrobić to, co zamierzała. Jeżeli nie będzie takiego momentu, będzie musiała błyskawicznie użyć zaklęcia Falę, aby odrzucić nekromantę i podbiec do Śmierci, a następnie wysłać do własnego wymiaru, by była z daleka od Anannona. Amanda nie mogła umrzeć, gdy była w pobliżu. Miała w sobie przecież drugą połowę rdzenia.
Ta pierwsza, skradziona, zapewne była wchłonięta przez nekromantę, skoro nie mogła jej zlokalizować. (A było to wysoce mocno posunięte gdybanie.)
Reyes nie mogła dłużej zwlekać. Trzeba było działać. Jeżeli nie uda się uratować Śmierci i dalej będzie tkwiła, ledwo oddychając, Tessa musi podjąć walkę (gdyby udało się odesłać Amandę, to tak samo). Stąd zamierzała walczyć za pomocą buzdygana, przywlekając swoją Kamienną Skórę po raz kolejny i przy użyciu swych zmysłów, próbując przewidzieć ataki, by je uniknąć. Zamierzała atakować, polegając na swoim doświadczeniu i kurewskiej wytrzymałości. Innych możliwości nie widziała, bo nie zamierzała oddać się wrogowi.

Las pod Górą [Góra Erial]

94
Pytanie Tessy sprawiło, że Ananon nieco się zamyślił. Podrapał się po brodzie, a jego wzrok na sekundę zabłądził w bok komnaty, jakby szukając odpowiedzi na trafnie zadane pytanie. To wystarczyło, by Wiedźma mogła podjąć próbę realizacji swojego planu. Zebrawszy siły, wyskoczyła do przodu w stronę Amandy. Dzieliło je jedynie kilka metrów, więc dotarcie do poszkodowanej zajęło Tessie mrugnięcie oka. Sama zdecydowanie nie była w najlepszym stanie, ale ogromna wytrzymałość fizyczna i psychiczna oraz lata bojowego doświadczenia sprawiły, że zyskała ogromną efektywność nawet w ekstremalnych sytuacjach... można powiedzieć "zwłaszcza" w sytuacjach, kiedy jej życie wisiało na włosku - wówczas Czerwony Kataklizm pokazywała na co ją stać.
Ananon nawet nie drgnął, kiedy Tessa znalazła się przy Śmierci, wręczyła jej kulę i próbowała przelać część własnej mocy. Nic się nie stało. Energia magiczna Tessy nie uaktywniała magicznego przedmiotu. Odpowiedź na tę sytuację nadeszła niemal tak szybko, jak pytanie "dlaczego", które z rozpaczliwym hukiem wdarło się do jej umysłu.
- Oh, nie zauważyłaś? - zapytał lekceważącym głosem Ananon. - Większość magii nie działa w tym wymiarze, magiczne przedmioty są bezużyteczne. Rozumiem, że odrzucasz moją propozycję?
Patrzył z góry na Tessę tak, jakby była nic nie wartym robakiem. Splótł dłonie za plecami, dając wyaźnie znać, że nie widzi w kobiecie żadnego zagrożenia. W międzyczasie Amanda stęknęła. Wyglądała, jakby miała rozpaść się na kawałki, nieobecna umysłem. Jednak jej usta ukazały słaby, niewyjaśniony uśmiech. Osunęła się na ziemię i w ciągu zaledwie chwili, rozpłynęła w powietrzu. Dosłownie wyparowała w obłokach czarnego dymu, pozostawiająć za sobą jedynie włócznię, wcześniej wbitą w jej ciało.
Ananon chrząknął.
Dla Reyes był to czas na walkę. Wykorzystując resztki mocy magicznej, przywdziała Kamienną Skórę. Sięgnęła po buzdygan i bez dalszej dyskusji, wyprowadziła serię ataków na nekromantę. Broń świstała w powietrzu z ogromną precyzją. Żaden ruch nie był marnostrawstwem sił, każdy cios miał jakiś cel - zranić, wytrącić z równowagi, okaleczyć, zabić. W tych sprawach Tessa miała doświadczenie. Ta chwila, te momenty walki były dla niej kwestią przetrwania, więc robiła co tylko mogła, by zabójczy buzdygan dosięgnął przeicwnika.
Tak się jednak nie stało. Przy każdym zamachnęciu się, Ananon zdawał się mijać broń o zaledwie parę centymetrów. Z ciągle skrzyżowanymi za plecami dłońmi i kamienną twarzą, zwinnie omijał każdy atak. Właściwie, nie można tego nazwać ani unikami, ani tym bardziej zwinnymi - on po prostu zawsze był dwa kroki poza zasięgiem, sprytnie unikając jakiejkolwiek konfontacji, która miałaby zapędzić go w kozi róg lub zagrozić jego taktyce. Walka z powietrzem nie pomagała rannej i wyczerpanej Tessie. Choć ekstremalne sytuacje nie były dla niej niczym nowym, ta prawdopodobnie była najtrudniejszą, w jakiej Wiedźma się znalazła. I wciąż nie można było stwierdzić, czy wyjdzie z niej cało.
- Wystarczy - powiedział stanowczo Ananon, kiedy jego cierpliwość w końcu się skończyła. - Jesteś słaba i bezużyteczna. Nie chcesz nawet spełnić swojego obowiązku jako kobiety. - Zanim Tessa wykonała kolejny cios, przeciwnk szybko machnął ręką, tworząc potężną falę uderzeniową.
Reyes odrzuciło na parę metrów. Upadek niewiele jej zrobił dzięki Kamiennej Skórze, ale czar był na wyczerpaniu, zostały zaledwie sekundy i Tessa doskonale to czuła. Jednak nie tylko zaklęcie miało się zakończyć.
Tessa miała przeczucie, że jej życie właśnie dobiegło końca.
Zanim zdążyła się podnieść po oberwaniu falą uderzeniową, przeciwnik pojawił przed nią. Na tyle daleko, aby nie zostać dosięgnięty przez żaden atak, na tyle blisko, by czarna błyskawica, którą formował w złączonych dłoniach wyciągniętych przez siebie i celował w Reyes, dosięgnęła celu.
Nekromanta nie pożegnał się ze swoją ofiarą. Jego spojrzenie było zimne. On po prostu deptał kolejnego robaka na swojej drodze. Skumulowana energia wystrzeliła.


...

Błyskawica eksplodowała z hukiem, żlobiąc dziurę w ścianie komnaty. Czar minął Tessę z lewej strony, nie czyniąc jej najmniejszej krzywdy. Ananon gwałtownie chwycił się za pierś. Wył z bólu jak zranione zwierzę, jego twarz błyskawicznie zaczerwieniła się i ściągnęła w istnej agonii. Oczy miał otworzone tak szeroko, iż zdawałoby się, że zaraz wypadną. Upadł na kolana i nieprzerwanie jęcząc, gwałtownie łapał powietrze.
Tessa w tym czasie mogla już wstać. Jej dłoń odruchowo zaciskała się na broni, której nie upuściła nawet pod wpływem upadku. Włocznia leżała zaledwie parę metrów dalej.

Wróć do „Wschodnia prowincja”