[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

1
Na dalekiej prowincji, gdzie widoczna na widnokręgu nierówna linia górskich szczytów wyznacza granicę Królestwa, wśród leśnych ostępów i wijących się grani, na zboczu Bukowej Górki wznosi się niewielki klasztor. Wewnątrz białych, wapiennych murów, za niemal zawsze zamkniętą bramą żyją w izolacji kapłanki Osureli. Poświęcając swe życie modlitwie i opiece nad umysłowo chorymi, spędzają całe dnie szyjąc kapłańskie szaty, odprawiając dziękczynienia w kaplicy lub pielęgnując kilka ogrodów mieszczących się wewnątrz murów.
Dwie wioski, które należą do klasztoru, dostarczają wszystkiego, co tylko kapłanki potrzebują - żywności, skór, nasion, świec i włókien. Nieuciskani, darzą kapłanki swą sympatią i cieszą, mogąc pracować niemal wyłącznie na siebie, nie zaś na feudalnych panów - kapłanki bowiem, w przeciwieństwie do wielu rycerzy, nie gwałcą żon i nie ogłaszają obowiązkowego zaciągu do ruchawek z innymi klasztorami z niezrozumiałych powodów. Nie pobierają też ciężkich danin - choć to wynika bardziej ze szczodrych dobroczyńców ze szlachetnych rodów, choć tego chłopi już wiedzieć nie mogą. Przyjęło się bowiem, że w klasztorze Kedesz opieką otacza się tych umysłowo chorych, którzy nie sprawią dużego kłopotu i nad którymi opieka zostanie rozsądnie dofinansowana. Są więc pensjonariuszkami przybytku szlachcianki z dobrych domów, które z jakiegoś powodu musiały zostać odizolowane - czy to dla bezpieczeństwa otoczenia, czy własnego.




Aishele

Nieszpory, jak zwykle, przeciągały się. Słońce zaszło już taki czas temu, choć nie zapadła jeszcze całkowita ciemność - przez wysokie, strzelista okna kaplicy widać było pobliski ogród. Był obrzydliwie schludny, poprawny i uporządkowany, ale i tak wydawał się bardziej kuszący, niż przesiadywanie wewnątrz murów, wśród kobiet, które nazbyt często wymieniały w swych pieśniach imię Osureli, przeciągając je i fałszując nieznośnie. Nawet zasypane śniegiem podwórze, mroźne i wietrzne byłoby lepsze niż obecne towarzystwo. Ludzie bywają tac irytujący!
Uszu siedzącej w jednej z ostatnich ław Aishele dobiegł chichot. Odruchowo podniosła głowę znad brewiarza, oświetlonego jedynie chybotliwym płomieniem świecy. Nie zobaczyła jednak nikogo, kto by nie śpiewał, a krztusił śmiech lub śmiał się otwarcie - wszystkie kobiety wpatrzone były w prowadzącą śpiew ksieni. Jedna tylko Maria Elena, siedząca podobnie jak Aishele z tyłu kaplicy, lecz po jej drugiej stronie, pocierała intensywnie zmarznięte ramiona, wyglądając jeszcze bardziej żałośnie niż zwykle. Wyraźnie jednak czuła, że to, co widziała, nie było wszystkim, co było obecne - coś było nie na swoim miejscu, wyraźnie nie tak.
Nagle poczuła przy swym lewym uchu ciepły oddech, gorące powietrze, tchnienie, które natychmiast przywołało wspomnienia o Jurgisie. Znów odruchowo, odwróciła się błyskawicznie z mokrymi już oczyma, ale trafiła wzrokiem jedynie na pustą ścianę.
Chichot, szczerze radosny, dziewczęcy, rozbrzmiał znowu - tym razem przy jej prawym uchu.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

2
Zimny wicher zawodził w świątynnym ogrodzie. Przynajmniej jedna z siedzących w kaplicy niewiast miała cichą nadzieję, iż któregoś razu wedrze się on wreszcie do środka przez jakąś szparę w murze i zagłuszy te piskliwe, pobożne śpiewy. Dawniej Aishele Lainara bardzo lubiła śpiewać i nawet miała ładny głos, ale to było inne życie, inne czasy. Tutaj, w klasztorze, jakoś nie mogła się do tego zmusić. Pochwalne hymny ku czci "świetlistej", "jaśniejącej", "różanopalcej" bogini nie przechodziły jej przez gardło. Osurela nigdy jej nie lubiła, a ona Osureli jeszcze bardziej.

Właśnie dlatego teraz siedziała w jednej z ostatnich ław kaplicy, udając jedynie, że śpiewa razem z innymi, i choć kosmyki przedwcześnie posiwiałych włosów opadały jej w nieładzie na twarz, kobieta nie odgarniała ich, starając się jak najmniej rzucać w oczy nadgorliwym kapłankom. O tej porze roku w klasztornej kaplicy nie było zbyt ciepło, od kamiennej posadzki ciągnęło paskudnym chłodem i Aishele żałowała, że przed przyjściem tutaj jak zwykle zapomniała owinąć się ciepłym szalem. Zresztą, nie ona jedyna tu marzła. Rzuciła szybkie spojrzenie Marii Elenie, szalonej wieszczce, zastanawiając się, czy dygocze ona z zimna, czy z przerażenia, dręczona kolejną ze swoich potwornych wizji.

Usłyszawszy nieoczekiwany głos kobieta rozejrzała się czujnie. Poczuła ciepło czyjegoś oddechu na policzku i natychmiast odwróciła się w tamtą stronę. Przez sekundę wydawało jej się, że to jej mąż stanął za nią i ucałował, jak to miał w zwyczaju. Przez krótką, króciuteńką chwilę miała nadzieję, że zaraz poczuje na sobie dotyk jego dłoni, że jego ramiona obejmą ją czule. To jednak nie nastąpiło. Cóż, Jurgis był martwy od jakichś trzech lat i ewidentnie nie mógł jej już obejmować. A więc kto tu był? Kto chichotał i chuchał jej do ucha?

- Z czego się śmiejesz?! - Aishele rzuciła pytanie w pustkę. Nieco głośniej, niż zamierzała. Postronny obserwator stwierdziłby zapewne, że kobieta mówi do siebie. Ale postronnego obserwatora zapewne by to zbyt mocno nie zdziwiło, w końcu w tym klasztorze nie brakowało obłąkanych niewiast.
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

3
Chichot urwał się i słychać było już jedyne wysokie tony kobiecego śpiewu. Już, już Aishele miała wrażenie, że wszystko się skończyło, kiedy poczuła na podbródku zimny dotyk, z niesamowitą mocą kierujący jej głowę w stronę ksieni za ołtarzem.
- Patrz! - nakazał syczący głos.
Ksieni, pięćdziesięcioletnia, atrakcyjna kobieta nie zwracała uwagi na nic poza śpiewem. W ogóle nie zareagowała, gdy z jej oczu zaczęły płynąć łzy, oczy zaczerwieniły się, a jej wargi pękły nagle, zalewając krwią biały habit. W nierealny sposób jeden z jej policzków zaczerwienił się, a drugi zrobił wręcz fioletowy.
Ściany kaplicy pociemniały i zaczęły się przerażająco łuszczyć, jakby tknęła je ręka rozkładu. Szaty ksieni opadły, a zza jej pleców wyłoniły się dwie męsko zbudowane postacie, których twarzy Aishele nie była w stanie rozpoznać. Rozmazywały się, zanikały, a całe sylwetki poruszały się z upiornie nienaturalną prędkością - to nadludzko szybko, nieuchronnie zmierzając do celu, to znowu obrzydliwie powoli, jakby toczone chorobą. Obnażone piersi kapłanki pochwycone zostały przez ich łapy, a ona sama rzucona na ołtarz. Szaty zerwano z niej całkowicie, a dwie istoty zaczęły się przenikać, gdy ustawiły się za nią.
Gdy ksieni zaczęła gwałtownie, rytmicznie uderzać o kamienny ołtarz, jej twarz się nie zmieniła - dalej śpiewała pochwalne pieśni ku Osureli, jakby nie czuła kompletnie nic. Tylko jej łzy i krew mieszały się na stole ofiarnym.
Wokół zaczęło dziać się coś z innym kapłankami i pensjonariuszkami - niektóre krwawiły z nosa, niektóre z uszu, część podskakiwała na swych ławach, czerwieniąc się i pocąc, głos niektórych zmienił się, jakby miały pełne usta, a ubranie jednej zaczęło się samo strzępić i wić, jakby pod ubraniem pełzały węże. Siedząca obok Aishele szlachcianka opadła głową na ławę przed sobą, rzygając obficie zupą grzybową i rybą.
Naraz drzwi kaplicy huknęły i otwarły się, i otwarła się też czaszka szlachcianki, zalewając żółtą suknię mężobójczyni krwią, mózgiem i odłamkami kości, a sekundę później dołączyły do nieczystości rzygi i samej Lainary, która nie była w stanie powstrzymać obrzydzenia. Wdzierający się do kaplicy zimny wicher powiał po jej karku, a wraz z nim wszystko na chwilę zamarło, by... nagle zniknąć, rozpłynąć się. Teraz to nie Aishele obserwowała przerażające sceny - teraz wszyscy przyglądali się jej bladej z przerażenia twarzy, po której podbródku spływały jeszcze wymiociny.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

4
Aishele nawet nie zauważyła, kiedy upadła. Leżała na posadzce, wpatrując się tępo i obojętnie w gwiaździste, malowane sklepienie. Chłód kamieni przeszywał ją aż do samych kości, ale w tej chwili nie zwracała na to uwagi. Równie dobrze mogłaby leżeć teraz na śniegu, tam na zewnątrz, w ogrodzie, smagana lodowatym, wiejącym od Turonu wiatrem, i byłoby jej tak samo wszystko jedno. W głębi duszy pragnęła znaleźć się daleko stąd, daleko od tej przeklętej kapliczki znienawidzonej Patronki, daleko od przygłupich pensjonariuszek klasztoru i niewiele lepszych kapłanek-opiekunek, ale w gruncie rzeczy... czy to by coś zmieniło? Rzeczy, które właśnie zobaczyła, zostaną w jej głowie aż do śmierci i będą powracać wśród bezsennych nocy, tak, Aishele miała ponurą pewność, że tak właśnie będzie. Co to wszystko miało znaczyć? Czy demony, które opętały Jurgisa, postanowiły teraz znaleźć i wykończyć także ją?

- Dlaczego każesz mi na to patrzeć? - wychrypiała beznamiętnie, nie patrząc na żadną z pochylonych nad nią z niepokojem twarzy, tylko gdzieś w pustkę. Ledwo starczyło jej sił, żeby unieść trochę rękę i wytrzeć usta skrawkiem rękawa. - Dlaczego?
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

5
- Łaska...! - usłyszała w odpowiedzi, ale jakoś dziwnie, jakby wypowiedź miała być kontynuowana, ale została brutalnie przerwana. Poprzednia obecność, kojarząca się Aishele z Jurgisem, zastąpiona została inną - bardziej wyniosłą, ale tętniącą od bezmyślnego gniewu... kojarzącą się z kobiecą furią.
Kobieta została szybko złapana pod ramiona i podciągnięta do góry, ale na twarzach podnoszących ją kobiet nie było wyrazu zaniepokojonego zatroskania, a tylko odraza wywołana smrodem wymiocin i aktualnym jej wyglądem. Szybko podprowadziły ją do otwartych na oścież drzwi, chętnie oddalając się od nieczystości.
Gdy Aishele z przyjemnością nabierała tchu świeżego powietrza, w kaplicy szumiało od szeptów oraz głośnych wypowiedzi. Przez zebrany wokół Lainary, nachalny wręcz krąg przebiła się ksieni, którą jeszcze przed chwilą mężobójczyni widziała gwałconą na ołtarzu. Teraz wszystkie zgromadzone kobiety patrzyły wyczekująco na czarnowłosą - w końcu wydarzyło się w nudnym klasztorze coś, co będzie tematem do rozmów na najbliższy tydzień lub dwa. Nie było tylko Marii Eleny.
- Dobrze się czujesz? - zapytała kapłanka, choć na odpowiedź w ogóle nie czekała. - Zaprowadźcie ją do jej celi, niech odpocznie i napije się jakiegoś naparu siostry Magdaleny. I, na bogów, posprzątajcie to paskudztwo!
Kobiety, której pomogły Aishele wyjść, silniej zacisnęły ręce na jej ramionach, jakby obawiały się, że ktoś im ją zaraz wyrwie. Czym prędzej poprowadziły ją wietrznym dziedzińcem w stronę izby, chcąc uchylić się od przykrego obowiązku posprzątania po chorej.

Spoiler:

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

6
- Nie, nie czuję się dobrze...! - odparła Aishele, ale, zgodnie z jej przypuszczeniami, i tak nikogo to nie obeszło. - Jaka łaska, nie potrzebuję twojej łaski... - szepnęła jeszcze z odcieniem histerii w głosie. Kapłanka pewnie skrzywiłaby się, błędnie sądząc że są to słowa skierowane do niej, ale odeszła na tyle prędko, by nie zdążyć już tego usłyszeć.

Aishele poszła więc obojętnie do swojego skromnego pokoiku, absolutnie nie próbując protestować. Zimny wiatr na dziedzińcu przyniósł jej trochę otrzeźwienia. Umyła się i przebrała, pogardliwie ignorując zioła, które przyniosła jej jedna z młodszych dziewcząt. Leczniczy napar siostry Magdaleny był w klasztorze słynny i wręcz przysłowiowy, podawano go na każdą możliwą dolegliwość, zawsze tak samo gorący, ohydnie gorzki i przyprawiający intensywnością swego zapachu o zawrót głowy. Czy skuteczny - zdania były podzielone.

Przez resztę dnia Aishele nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Nikt niczego od niej nie chciał, więc snuła się po korytarzach i rozmyślała wciąż o tym, co stało się w kaplicy. Jednocześnie próbowała nawiązać jakiś kontakt z dręczącą ją "obecnością" i zrozumieć jej naturę... Wspomnienie chorej wizji za każdym razem przyprawiało ją o drżenie. Usiadła z fajką na parapecie w jednym z cichych, mało uczęszczanych zakątków klasztornych zabudowań, ale ręce wciąż tak jej się trzęsły, że nie była nawet w stanie porządnie jej rozpalić.

Kiedy zapadła noc, kobieta z olbrzymim trudem zasnęła. Po przebudzeniu była jednak jeszcze bardziej zmęczona, a w głowie miała niejasne wspomnienie pędzących w szaleńczym tempie, gnających jak chmury w wietrzny poranek, obrzydliwych snów. Ledwo przełknęła śniadanie, nie odezwała się do nikogo ani słowem, na nikogo nie patrzyła. Jakoś przed południem wyszła do ogrodu, posiedzieć chwilę w ciszy wśród zaśnieżonych krzewów. Rozglądała się też przy okazji za Marią Eleną, chciała zamienić z nią kilka słów.
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

7
Tego dnia było wyjątkowo ciepło. Lód i śnieg topniały w słońcu, ale tworzące się kałuże i błoto bardziej przypominały jesienną pluchę, niż pierwszy dzień wiosny. Po ogrodach kręciło się jeszcze kilka innych kobiet mieszkających w klasztorze - póki mogły, póty korzystały z ciepłych promieni. Zbliżała się pora obiadowa, a po niej przychodził czas na pracę aż do wieczornych modłów.
Marii Eleny nie było nigdzie widać, lecz ta miała dość swobodne podejście do klasztornych obowiązków - zwykła nawet opuszczać święte mury, by bez celu krążyć po okolicznych górach, lasach i bezdrożach lub odwiedzać chłopskie wioski, by obserwować tamtejsze dzieci. Samo pozwolenie na opuszczanie murów miało jedynie kilka mniszek i nie wiadomo było, jaką rangę ma sama Maria Elena - z pewnością jednak nie była ani kapłanką, ani pensjonariuszką.
- Aishele - zwrócił uwagę Lainary znajomy głos. - Ksieni wzywa Cię do siebie. Mówiła, że to dość ważne.
Stała przy niej siostra Nialhee, Leśna Elfka, która często zajmowała się drobnymi sprawami organizacyjnymi. Podobno była w klasztorze już od kilkudziesięciu lat, ale na jej twarzy nie było widać jeszcze żadnych zmarszczek. Czekała teraz na Aishele, gotowa odprowadzić ją pod same drzwi, choć przecież szlachcianka i sama znała drogę.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

8
Kobieta uniosła niechętnie wzrok znad kałuży brudnego, topniejącego śniegu, w który wpatrywała się nie wiedzieć jak długo. Była zmęczona, niewyspana, nie chciało jej się stąd ruszać, słońce dodatkowo ją rozleniwiało, ale nie zamierzała protestować.

- Skoro ważne... - Aishele wzruszyła ramionami i posłusznie wstała. Jej głos był dosyć bezbarwny. - Aa, khm, nie mówiła, o co jej właściwie chodzi?

Szlachcianka patrzyła zawsze na Nialhee z pewną dozą utajonej zazdrości. Żadna z nich nie miała już dwudziestu lat... Po Aishele było to widać, zresztą siedziała w klasztorze już trzeci rok i przez ten czas bynajmniej nie odmłodniała, podczas gdy elfce nie przybyło ani jednej zmarszczki, ani jeden włos jej nie posiwiał. No cóż, takie prawo natury, w końcu nikt nie mówił, że bogowie obdzielają śmiertelników swoimi łaskami po równo... A boginie już w szczególności.

- Nie musisz za mną iść, trafię - rzuciła do elfki i powlokła się cienistym krużgankiem tam, gdzie jej kazano.

Beznamiętnie zapukała do drzwi.
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

9
Wbrew słowom Aishele, Elfka, posłuszna otrzymanym poleceniom, uważnie odprowadziła ją pod same drzwi. Popatrzyła wyczekująco, aż kobieta zapuka, po czym skinęła głową i oddaliła się prędko.
- Wejść - dobiegło zza drzwi po chwili ledwie słyszalnej krzątaniny.
Wnętrze komnaty zdominowane było przez przyciągający wzrok kolorowy witraż, mieszczący się w jedynym, dużym oknie za biurkiem z drewna lichego, ale ślicznie wykończonego - zapewne była to robota lokalnego stolarza, opłata lub dar na klasztor osoby prostej, bez bogactw, a za to z fachem w rękach. Zimne pomieszczenie przepełnione było zapachem mirra z niewielkiego kadzidełka, tlącego się u stóp statuetki Osureli nad cichym, pustym kominkiem.
- Usiądź, proszę - rzekła kapłanka, delikatnie odkładając gęsie pióro do kałamarza. Jak zwykle u osób takich, jak ona, na biurku leżało wiele różnych dokumentów - teraz zaś zajmował ją jakiś pisany list. - Powiedz - dobrze się już czujesz? Cóż to Ci się wczoraj stało?

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

10
Aishele posłusznie usiadła. Wciąż była owinięta grubym szalem z wełny, w którym wyszła przedtem do ogrodu, więc panujący w komnacie chłód jej nie dokuczał. Bezwiednie pogładziła krawędź pięknie wykonanego biurka, które wydało jej się nieco podobne do mebli, jakie niegdyś miała w swoim własnym domu. Szybko jednak wyrzuciła ze swoich myśli rodzącą się nostalgię. Wbiła wzrok w witraż, unikając patrzenia na siedzącą przed nią kobietę, jakby obawiała się, iż w przeciwnym wypadku powrócą do niej obrazy widziane wczoraj w kaplicy.

- Jaa... jestem zmęczona. Źle spałam. Wczoraj wydawało mi się, że... że coś słyszę. I widzę. - W tym momencie Aishele z jakiegoś powodu zerknęła na posążek Osureli i wzdrygnęła się, bowiem odniosła wrażenie, iż statuetka się poruszyła. Oczywiście była to z pewnością wina mamiącego oczy dymu i ogarniającego kobietę znużenia. - Ale tylko mi się wydawało. Źle się poczułam, zakręciło mi się w głowie... - mruknęła, wciąż kierując wzrok wszędzie, byle nie na kapłankę. - Przepraszam za kłopot - dodała mało szczerze i dosyć obojętnie.
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

11
Twarz około pięćdziesięcioletniej kobiety nawet nie drgnęła - ot, zdawało się, że wcale jej stan Aishele nie obchodził. Ksieni nigdy nie okazywała zbyt wiele emocji, ale szlachcianki traktowała z wyjątkowo chłodną obojętnością, czasem nawet była wrogo spięta - a że niemal wszystkie pensjonariuszki pochodziły ze szlachty, to obecność kapłanki nigdy nie wprowadzała radosnej atmosfery. Pobudek można byłoby doszukiwać się w jej chłopskim pochodzeniu, którego wprawna w czytaniu ludzi Lainara domyśliła się po kilku nieopatrznych słowach i gestach.

- Więcej kłopotów już sprawiać nie będziesz - powiedziała, kiwając głową, choć bez cienia uśmiechu. Chłodny wzrokiem natarczywie wierciła młodszą kobietę. - Przyszedł list z Qerel - podobno chcą, byś wróciła do domu, choć moim zdaniem za popełnione zbrodnie winno się pokutować. Spędzisz w klasztorze jeszcze kilka dni, podczas których będziesz miała jeszcze okazję do wyciszenia i refleksji, a następnie opuścisz Kedesz. Za tydzień lub dwa ma przyjechać do nas kupiec z Oros, z którym wyślemy Ciebie i kilka sióstr do tamtejszych świątyń. Tu masz listy potwierdzające, że masz nakaz i prawo bezpiecznie dotrzeć do włości Ysayee.
Podpisała się drobnym pismem na wypisywanym liście, zapieczętowała go, po czym podsunęła Aishele wraz z innym, zawiniętym w skórę, a wypisanym najwyraźniej wcześniej.
- To wszystko. Udaj się teraz na obiad, a później do prac. Dopóki jeszcze jesteś w klasztorze, obowiązuje Cię nasz sposób życia.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

12
- Chwila. List z Qerel? Od ojca? - zdziwiła się Aishele, niepewna, co o tym myśleć.

Z jakiegoś powodu poczuła się zaniepokojona. Ohan Ysayee, jej rodzony ojciec, sam wysłał ją przecież do klasztoru, i to dla jej własnego dobra. Ona to w gruncie rzeczy rozumiała i godziła się z tym. Fakt, iż nienawidziła szczerze większości tych głupich, rozmodlonych kapłanek oraz - w szczególności - ich bogini, ale przez te trzy lata już jakoś przywykła do tej niechęci. W murach Kedesz mimo wszystko czuła się raczej bezpiecznie. Teraz nagle ma je opuścić i zmierzyć się z tym, co czeka na zewnątrz?

A jeśli... a jeśli to wcale nie jej ojciec wysłał ten list...? Aishele przeszył lodowaty dreszcz, gdy stanęły jej przed oczami trzy twarze, tak podobne do oblicza ukochanego męża. Sveen i Murk, dwaj wysocy brodacze, młodsi i zapalczywi bracia Jurgisa. Reina, kobieta o pięknych oczach barwy lodowego błękitu, wyrafinowana i władcza, jego starsza siostra, która kochała go chyba prawie tak mocno, jak żona. A co, jeśli to podstęp? Jeśli oni chcą zwabić bratową do Qerel i pomścić to, co niesłusznie - według Aishele - uważają za małżeńską zbrodnię? Paranoiczna osobowość szlachcianki dała o sobie znać. Myśl o spisku rodziny Jurgisa momentalnie zagnieździła się w jej głowie i kobietę ogarnął strach.

- Jaa... - wyszeptała z trudem, czując, że zasycha jej w gardle. Miała świadomość, że jej słowa nie obejdą ksieni. - Powinnam pokutować. Nie jestem gotowa, żeby tam wracać...
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

13
- Oczywiście, że powinnaś. Takich zbrodni się nie wymazuje ot, tak sobie - wysyczała zjadliwie, co było o tyle dziwne, że niemal zawsze dość dobrze nad sobą panowała. - Powiedziałam już: moim zdaniem powinnaś spędzić w klasztorze więcej czasu. Nie trzy lata, a sześć, dziesięć czy trzydzieści, a i tak Bogowie winni Cię surowo osądzić, mężobójczyni, za niedocenienie tego, co miałaś, za to, że tego nie dostrzegłaś. Żyjemy jednak w niedoskonałym świecie rządzonym prawami śmiertelnych i tak, jak nakazuje Tenatir i Turonion: dopóki tu jesteśmy, winniśmy posłuszeństwo również siłom świeckim. Prawdopodobnie będziesz dalsza forma Twojej pokuty będzie łagodniejsza - gdzieś na zachodzie, w mniejszej świątyni, w pobliżu domu. Nadstaw więc uszu i wykonuj polecenia! Tym bardziej, że chcąc być częścią Kedesz, masz wykonywać moje polecenia, a te już otrzymałaś.
Ciszy, jaka zapadła, nie mąciło nic, nawet woda wolno kapiąca z wiszących za oknem lodowych sopli, błyszczących tego dnia w słońcu. Podsunięte przez kapłankę listy dalej leżały przed szlachcianką, a sama ksieni - najwyraźniej uznawszy rozmowę za zakończoną definitywnie - zaczęła czytać kolejny znajdujący się na biurku dokument, zajmować kolejną klasztorną sprawą. Szła wiosna, zbliżały się święta pogodne, świetliste i pełne życia - może i inne pensjonariuszki miały zostać odesłane z murów Kedeszu, izolujących zarówno świat zewnętrzny, jak i okazje do grzechu oraz dotkliwie bolesne wspomnienia? Jak bardzo jednak wiosna byłaby wesołą, jak bardzo ciepłą i pogodną - powrót życia na skostniałą ziemię nie przywróci raz odebranego Jurgisowi tchnienia.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

14
Kilka kosmyków włosów, białych jak ten śnieg za oknem, opadło na twarz szlachcianki, gdy ta pochyliła głowę w szczerym smutku i udawanej pokorze.

- Nic nie rozumiesz, prosta kobieto... - wyszeptała, nim zdołała ugryźć się w język, i choć głos mężobójczyni był cichy, to zarazem pełen dumy i wyższości. Lainara wszakże wyraźnie czuła, że jest daleko ponad tą gruboskórną, ograniczoną, rozmodloną chłopką, a zarazem frustrowało ją, iż przebywając w murach Kedesz faktycznie podlega osobie tego pokroju, będąc narażoną na jej bezmyślne, łatwe oceny.

- Dobrze - rzekła Aishele, nie komentując już niczego, co powiedziała kapłanka. Wewnątrz kotłowała się w niej mieszanina lęku przed wmówionym sobie tak łatwo zagrożeniem, złości na tę głupią, nierozumiejącą niczego kobietę i bólu, wciąż powracającej tęsknoty, kłującej w serce jak zabłąkana szpileczka.

Szlachcianka wstała gwałtownie, beznamiętnie zgarnęła podsunięte jej listy, nie przyglądając im się nawet za bardzo, i wybiegła z komnaty ksieni, by ta nie zdążyła ujrzeć lśniących już na jej chudych policzkach łez. Pozwoliła im swobodnie popłynąć dopiero na zewnątrz, przy akompaniamencie kropel spadających z topiących się sopli. Oparła się plecami o mur budynku, napawając się jego paskudnym, przejmującym zimnem, bezsilnie ukryła twarz w dłoniach i załkała.

- Tak bardzo cię nienawidzę - wychrypiała w pustkę, kiedy napłakała się już do woli. A do kogo były skierowane te słowa, można było jedynie zgadywać.

Rozejrzała się pospiesznie, chcąc się upewnić, czy w tej poniżającej chwili nikt jej nie oglądał, by następnie zebrać się i ruszyć smętnym krokiem do swojej celi. Aishele tego dnia nie miała już ochoty patrzeć na słońce, na topniejący śnieg. Wcale jej nie radowało, iż zima powoli odchodzi. Wcale.
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

Re: [Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

15
Chwile słabości nie były niczym niezwykłym w klasztorze pełnym kobiet zamkniętych z różnych powodów. Nie raz i nie dwa któraś z pensjonariuszek lub sióstr płakała, rozpaczała, popadała w krótkotrwałą depresję lub nawet próbowała nieudolnie – bo bez siły woli – popełnić samobójstwo, rozcinając sobie nadgarstki kuchennym nożem lub wieszając się na zbyt słabych, splątanych niciach. Nawet, jeśli ktoś Aishele zauważył, to przemknął niezauważenie dalej, zapewne od razu o niej zapominając lub – o ironio – wywyższając się we własnych myślach, jak i ona sama w swej wizji świata górowała nad ksieni. Każdy ponad każdym.

W drodze do swej celi trafiła na kobiety ciągnące na obiad. Wszystkie zdawały się iść oddzielnie – jedna po drugiej, gęsiego, w ciszy, dając o sobie znać jedynie szelestem jednakowych sukni. Niewesoły pochód przypomniał Lainarze o narastającym głosie i szarym porządku zwykłego dnia, więc i ona skierowała się do refrektarza.
Wszystko zdawało się być na swoim miejscu – brakowało tylko Marii Eleny, która zwykła siadać nieopodal Aishele i wymieniać z nią znaczące spojrzenia przy co nudniejszych przemowach sióstr przełożonych lub celebracjach co bardziej żenujących okazji. Po modlitwach - dziękczynnej, błagalnej, pochwalnej, jeszcze jednej pochwalnej i jeszcze jednej dziękczynnej – podano w końcu do stołu. Proste, drewniane misy wypełniła mało apetyczna zupa grzybowa, a z pobliskiej kuchni dolatywał zapach podgrzewanej na szybki ryby. Właściwie wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić do smaku gotowanych masowo potraw, tym bardziej, że ciepły posiłek przez całą zimę nie był powodem do narzekań – niemniej, sam wygląd przygotowanego jadła pozostawiał wiele do życzenia.
Za osłoniętym zwierzęcym jelitem oknem rozbrzmiały dzwony – zapewne było już południe.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wschodnia prowincja”

cron