[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

31
Zajęciem godnym prawdziwej szlachcianki było przemykanie chyłkiem przez zimne korytarze i unikanie przed spojrzeniami podopiecznych i opiekunek. Ba, Sofi była w tym niezwykle dobra i zwinna, w przeciwieństwie do kulejącej Sary, która raz czy dwa o mały włos nie zaryła kolanami o podłogę, fukając na koleżankę dumnie dowodzącą ekspedycją. W końcu, jakby tego było mało, dziewczyna popchnęła ją prosto do szafy, gdzie zaraz po niej się wtryniła, za nic mając przestrzeń osobistą. Ktoś postronny widząc dwójkę ściśniętych w szafie nastolatek mógłby zacząć myśleć o bezeceństwach, lecz w głowie Sary były tylko wyszukane przekleństwa, którymi raczyły ich nieraz osurelianki, szczególnie te "powołane" przez boginię. Zaczęło jej brakować tchu od wszędobylskiego kurzu, od wbijanych w żebra elementów szafy, aż gdzieś niesforna dziewoja zniknęła, zostawiając jej nieco miejsca.

Za firankami, bo tam też wylądowała Sofi, widoczna i słyszalna była nietypowa scena. Mogąca pozwolić sobie na wygodniejszą pozycję Sara nachyliła się nad znajomą, chcąc nie chcąc interesując się zebraniem. Nie bez kozery tak to zostało przezeń nazwane – sióstr tam tyle się nagromadziło, jakby samą Osurelę spotkały... ale na pewno nie z tonu głosu, rozmowy i przybysza.

Orczyca to nie była, prędzej zbój, chociaż sądząc z uroczej pogawędki, nie miał złych zamiarów. A kapłanki jak to kaplanki, trajkoczące, wywyższające się i mające siebie za kogoś wielkiego, pouczały śnieżnego giganta co może, a czego nie. W tym pouczeniu padło jednak parę interesujących słówek, które rozgrzały nawet obojętne szare komórki Sary. Doza ekscytacji doszła w momencie, gdy golem za nic zrobił sobie tyradę drobnych kobiet, wchodząc do świątyni. Przez sekundę, a nawet dwie jego kroki dudniły echem po korytarzach, zbliżając się niczym pościg, aż jegomość w akompaniamencie mniszek przechodził obok szafy i Sara stojąca bliżej wyjścia z bijącym sercem mogła dojrzeć odrobinę tego, kto zagłuszył spokój klasztoru.

Dąb, jak pięknie to potem określiła Sofi, był właściwie rycerzem, chociaż herbu nie zobaczyła, aby móc wykazać się nabytą przez lata pobytu tutaj wiedzą. Ślad śniegu ciągnął się za nim, gdy ten topniał na jego płaszczu, był strącany z jego butów. Sara drżała, bojąc się, że jegomość zaraz zajrzy przez tę samą dziurkę, przez którą ona spoglądała, lecz ten kierował się chyba do kaplicy i nie widział przepełnionej szlachciankami szafy. Sara mogła odetchnąć i wysłuchać trajkotania Sofi. Pomyślała, że dziewczę naprawdę by się tutaj nadawało z tym długim ozorem.

Rycerz, jak z opowieści połowy klasztoru. I był wysoki, miał dużo zbroi, więc kilka sióstr go nie zatrzyma, jakby chciał wejść do kaplicy. A do środka już wszedł — Sofi raczej chciała dodać jakiś swój komentarz, na co dziewczyna jej pozwoliła, by potem wpatrując się przez dziurkę na błoto pozostawione przez gościa, bąknęła pod nosem: — Znasz jakieś ciekawe kryjówki blisko kaplicy?

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

32
Oczy Sofi zabłyszczały w mroku szafy na słowa Sary. Dziewczę poczęło się podnosić, poprawiać suknie i włosy jednocześnie nerwowo hacząc łokciami o ściany szafy. Widać perspektywa faktycznie obecnego w klasztorze rycerze rozpaliła jej fantazję do niebotycznej wręcz skali gdyż zdawała się nawet nie rozumieć w pełni dalszych słów dziewczyny. A przynajmniej odpowiedź jaką Sara dostała zdecydowanie dawana nie była z czystym umysłem i skupieniem.

- Rycerz wszedł do środka... do klasztoru... w zbroi. Mhhhh... do kaplicy? Rycerz przy ołtarzu... Jest taki jeden konfesjonał na korytarzu... jakby w nim tak uklęknął i się mi wyspowiadał... Są w nim drzwiczki do identycznego konfesjonału pod drugiej stronie ściany. W kaplicy. Chodźmy tam teraz! Sama chce go zobaczyć.

Po czym Panienka Foxrot dość bezceremonialnie otworzyła drzwi szafy i furknęła na zewnątrz z firanką oplątaną wkoło jej kostki. W świetle korytarza księżniczka mogła dość wyraźnie zauważyć, że dekolt jej koleżanki był jakiś dziwnie głębszy, rzemyki wkoło niego poluzowane, a włosy odgarnięte do tyłu ukazywały całkiem wyraźnie jej wysokie białe czoło... i zlaną wypiekami twarz. Kolejny już raz Sofi chwyciła Sarę za rękę i pociągnęła z całą siłą praktycznie wywlekając ją z szafy i omal nie zahaczając jej protezą o framugę. Ponowne jej mocowanie na środku korytarza zdecydowanie nie należałoby do przyjemnych czynności. Na szczęście obie panienki nie musiały się o to martwić i nawet sobie tego wyobrażać. Po części dlatego, że Sara nerwowym uniesieniem biodra uniknęła utraty sztucznej nogi. Po części zaś dlatego, że wszystkie ich rozważania i plany urwał surowy damski głos.

- A wy dwie co tu robicie!? Dlaczego nie jesteście jeszcze w swoich pokojach?

W korytarzu stała jedna z sióstr. Możliwe, że jedna z tych, które wykłócały się z rycerzem. I jeśli humor się jej nie poprawił względem tego co zasłyszały panienki schowane w szafie... to musiały szybko wymyśleć jakąś dobrą historyjkę by uniknąć kary... a jeszcze lepszą by móc udać się do kaplicy. Normalnie nie byłoby to zapewne problemem z bujną wyobraźnią Sofi pod ręką. Jednak spojrzawszy na nią Sara zauważyła tylko dezorientację i szok w oczach szlachcianki, która ewidentnie przed chwilą była w swoim małym urojonym świecie. Wszystko leżało więc na kreatywności i charyzmie księżniczki.
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

33
- Co? - odpowiedź Sary była równie inteligentna, co sama wypowiedź Sofi. Spróbowała nawet wcisnąć się bardziej w ścianki szafy, bowiem szlachcianka zaczęła wiercić się, poprawiać ubranie i zachowywać jak jakaś trzpiotka. Po czym bardzo bezceremonialnie wyskoczyła z klitki, plącząc się i ciągnąc za sobą dziewczynę. W świetle kaganków Sofi przypominała bardziej chorą, niż tak nadpobudliwą... chociaż wygląd nie wykluczał drugiego, zważywszy na ten niecny dekolt. W każdym razie dziewczę wyglądało mocno inaczej - tak samo chyba straciła rozum, bowiem wyskoczyła wraz z Sarą prosto na jedną z sióstr zakonnych, zostawiając ją samą z problemem, jakim było wykaraskanie się z sytuacji... a przecież to Sofi była tą bardziej cwaną.

Sara fuknęła pod nosem, patrząc z politowaniem na kompankę, po czym gorączkowo zaczęła rozmyślać, co powiedzieć kapłance, która w żaden sposób nie będzie udobruchana. Trwało to sekundy, podczas których wyjaśnienia stawały się coraz bardziej kwieciste i nieprawdopodobne. W końcu, po małym opóźnieniu, podczas którego dziewczyna udawała, że poprawia swoją protezę, zaczęła dukać.

- Yyy... bo idziemy do nich dopiero. Potknęłam się i poluzowała mi się proteza, too... musiałam ją naprawić, a Sofi została, żeby w razie czego mi pomóc - dla efektu sprawdziła faktycznie, czy proteza jest dobrze przymocowana, po czym uśmiechnęła się przepraszająco, ciągnąc dziewczynę w górę i pomagając jej w ściągnięciu z siebie firanki. - Stałyśmy na samiuśkim środku korytarza i słyszałyśmy jakieś głośne rozmowy tuż za rogiem, tośmy pomyślały, że jak nas zobaczą jeszcze ze mną, co grzebie sobie przy sztucznej nodze z podniesioną kiecką, to już całkiem nas spiorą, więc się schowałyśmy. Także... noga w miarę naprawiona, może dotrę do pokoju, tam sobie ją porządnie przymocuję. Chodź Sofi - Sara praktycznie na jednym tchu wszystko powiedziała, licząc, że takie usprawiedliwienie wystarczy kapłance. Pociągnęła delikatnie Sofi za ramię, ciągnąc ją w stronę mokrych od śniegu śladów, mając nadzieję, że postawienie "powrotu do pokojów" na własną rękę jako stanu dokonanego sprawi, że kapłanka nie będzie drążyć tematu i da sobie spokój.

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

34
Zakonnica zamilkł z wpół otwartymi ustami. Widocznie słowa Sary trafiły idealnie w moment tuż przed kolejną tyradą pouczeń i narzekań na szlacheckie młódki. Przez krótką chwilę zdawała się siłą zatrzymywać kolejne okrzyki przetrawiając jednocześnie słowa Sary. Następnie jej usta się zamknęły, brwi zmarszczyły i weszła najwyraźniej w fazę weryfikowania czy historia szlachcianki miała ręce i nogę. Dalszych szczegółów mimiki twarzy siostry Sara nie miał już przyjemności oglądać. Obróciwszy się na pięcie pociągnęła za sobą zdezorientowaną Sofii. Rolę zasadniczo się odwróciły. Teraz to Sara wiedziała gdzie idą podczas gdy jej towarzyszka mamrotała niezrozumiałe frazy. Miały one jednak w sobie jakiś nietypowy wydźwięk i rytm. Może były to zdeformowane poematy? Jasność słów ginęła jednak w nienaturalnie gwałtownych oddechach rozmarzonej niewiasty. Jakby tego było mało dłoń, którą ściskała Sara poczęła się pocić i wymykać się z dłoni księżniczki. Była to jednak zdecydowanie bardziej naturalna wędrówka przez korytarz niż nagłe podrygi Sofii od jadalni aż do szafy. Nawet Zakonnica zdawała się kupić ich wymówkę i rzekomy cel karcąc je jeno na odchodnym.

- Tylko wracajcie PROSTO do swoich pokoi. Doprawdy ta dzisiejsza...

Dziewczyną fizycznie czuła wręcz karcący wzrok siostry wpijający się w jej kark i obserwujący każdy jej ruch. Wszystko szło jednak jak po maśle. Jeszcze parę kroków, parę szarpnięć za rękaw i zniknęłyby za zakrętem. Kiedy jednak Sara skręciła jen odrobinę z uprzednio prostej trasy nogi Foxrotówny splątały się jakoś dziwnie, poślizgnęły na roztopionym śniegu i dziewczyna zatoczyła się bezwładnie na księżniczkę, która przez wzgląd na swoje wybrakowane dolne członki sama poczęła tracić balans. Nim jednak obie zderzyły się boleśnie z podłogą dziewczyna usłyszała rozpaczliwy krzyk i dosłownie w następnej chwili obie leżały w ramiona siostry... która z kolei leżała teraz na podłodze w kierunku której przed chwilą zmierzały. Te same oczy, które przed chwilą pełne były gniewu i irytacji wypełnione były teraz przerażeniem, lękiem... i troską. Sara miała okazję spojrzeć w nie jednak tylko przez krótką chwilę, gdyż większość uwagi Zakonnicy skupiła się szybko na Sofi... podobnie zresztą jak uwaga Sary.

Jej partnerka w zbrodni w świetle kaganków nie tle wyglądała na chorą... co wyglądała na chorą tak czy inaczej. Rumieńce na twarzy przypominały już bardziej wypieki, pot nie zbierał się tylko na dłoni dziewczyny ale i na czole. Nerwowy oddech przyśpieszał a niezrozumiałe frazy poczęły doszczętnie gubić ład i skład przeradzając się w błędny bełkot. Oczy błądziły po suficie i nawet gdy dłoń Zakonnicy poklepała ją po policzku nijak nie dało się dostać od niej reakcji. Nie reagowała także na słowa lecące z ust ich opiekunki.

- Panienko? Panienka Foxrot... mam racje? Może Panienka odpowiedzieć? Proszę robić głębokie wdechy. Panienko? Panienko!?

Dosłownie chwilę później zdezorientowana Sara została delikatnie zepchnięta na posadzkę a Sofi w ramionach zdecydowanie bardziej spanikowanej Zakonnicy poczęła oddalać się najpewniej w kierunku klasztornego skrzydła szpitalnego. Młodej szlachciance pozostało mieć nadzieje, że otrzyma należytą pomoc... ale w końcu to był cel istnienia tego klasztoru. Owszem oprócz faktycznie chorych szlachcianki z problemami trafiały tu takie które to były "problemem"... ale czasami jak widać nawet one również miały problemy, które i tak powinny skierować je w te progi. Szok niemniej był spory zważywszy na fakt, że księżniczka nie kojarzyła by Sofi mówiła, że ma jakąkolwiek przypadłość ani tym bardziej żadnych plotek na ten temat. Zostawiona więc została z większą ilością pytań niż odpowiedzi. Na zimnej posadzce. Obok rosnącej kałuży i roztopionego śniegu. Za jedyne słowa jakie rzuciła jej na odchodnym siostra mając:

- Gdzie ty ją ciągasz w takim stanie!? Prosto do celi a potem o tym porozmawiamy!
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

35
Wymówka Sary zdała się być wystarczająca, by zakonnica odpuściła. Nawet się nieco rozluźniła, gdy słyszała tylko na odchodnym pouczenie, aby iść prosto do pokojów. Westchnęła. Zestresowało ją to - już myślała, ze dostanie porządną reprymendę i jakieś sprzątanie podłóg za karę, ale na szczęście ją to ominęło. Tylko był mały problem z Sofi, która tak się zaaferowała niespodziewanym gościem, że coraz gorzej się zachowywała i odlatywała wysoko w chmury. Zaczęła nawet nieskładnie układać jakieś poematy, a jej dłonie z tego wszystkiego zaczęły się pocić.

Irytacja Sary tak nieostrożnym i wybujałym zachowaniem koleżanki szybko przerzuciła się w zaskoczenie, gdy ta zatoczyła się na nią. Z niesprawną nogą trudno było czasami zachować balans, nie mówiąc już o tym, gdy ktoś inny potyka się i trafia prosto w twoje objęcia. Sara upadła, trzymając Sofi, nawet nie zauważając, ze trafiła też na kapłankę. Cała trójka wylądowała w błocie, a w dziewczynie zaczął zbierać się gniew - za to, jak Sofi się zachowywała i jak ten rycerz uderzył jej do głowy. Kiedy jednak zauważyła w oczach siostry nie gniew z powodu przewrócenia jej, a lęk, zerknęła na towarzyszkę, która wyglądała teraz faktycznie na chorą. Mamrotała coś jakby była w amoku, jej rumieńce zmieniły się w wypieki i całkiem zerwała kontakt ze światem.

- Sofi...? - wymamrotała, odgarniając parę zlepionych do czoła kosmyków szlachcianki, przyglądając się ze strachem temu, co się z nią dzieje. Zakonnica również wyglądała na przestraszoną, bezskutecznie próbując dotrzeć do dziewczęcia. W końcu wzięła ją na ręce, prawdopodobnie zanosząc do lazaretu, tylko rzucając na odchodnym, aby ta wróciła do celi, gdzie sobie porozmawiają. Tylko o czym? Przecież Sara mówiła, że zatrzymały się, bo musiała poprawić nogę, a to, że Sofi spanikowała zbyt mocno jest inną sprawą.

Ogólnie nie spodziewała się czegoś takiego po niej. Sofi nigdy nie wspominała, że na coś choruje, a nawet plotek, tak bardzo popularnych tutaj, nie słyszała. Dlatego przez chwilę jeszcze siedziała na zimnej, mokrej podłodze zszokowana, słuchając zamieci na zewnątrz. Dopiero po chwili otrząsnęła się i rozglądnęła. Ślady butów i kałuże roztopionego śniegu pewno jeszcze widniały. Jeśli nikogo na korytarzu nie było, to powoli wstała, podpierając się o ścianę i idąc ostrożnie dalej za nimi. Z Sofi nie mogła nic zrobić, a ta po wydobrzeniu na pewno jej nie wybaczy, jeśli tam nie pójdzie. Poza tym, miała teraz kolejną wymówkę - ciągle była lekko zszokowana, więc wystarczy, że powie, że zatrzymały się na chwilę z Sofi, żeby mogła poprawić nogę, tej się coś zaczęło dziać przez cała sytuację, zabrali ją do lazaretu i ona nawet nie zauważyła, że skręciła w zły korytarz, tak zaaferowana jest stanem zdrowia koleżanki.

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

36
Podążając za tropem kałuż i wskazówkami Sofi księżniczka trafiła na konfesjonał stojący przy ścianie do kaplicy. Wkradnięcie się do niego nie było najwygodniejsze gdyż zatrzaśnięta i zamknięta na klucz furtka wymusiła na Sarze czołganie się po zimnej posadzce w celu przeciśnięcia się pod drzwiczkami. Mogła wręcz poczuć jak wystające kołki czy drzazgi drewnianej konstrukcji haczą o delikatny materiał jej sukni... ale dotarłszy tak daleko odwrót byłby jedną wielką startą... zwłaszcza, że wyczołgując się z konfesjonału i tak poprułaby suknie. Wślizgnąwszy się w końcu do konfesjonału do jej uszu poczęły dobiegać strzępy rozmowy. Podniósłszy się z posadzki konfesjonału szlachcianka mogła wreszcie potwierdziła słowa Sofi. Były w nim drzwiczki do bliźniaczej konstrukcji w kaplicy. Dwa konfesjonały wypełniały więc zasadniczo sporawą kwadratową dziurę w ścianie. Być może to tu oryginalnie były drzwi do kaplicy? A może pełniła ona wcześniej inną funkcję? Nagle szlachcianka usłyszała tupot stóp na korytarzy, skrzypienie drzwi i chwilę później kolejne głosy poczęły dobiegać z kaplicy. Sytuacja brzmiała na poważną. Jednak zdeterminowana szlachcianka otworzyła drzwiczki i przystawiwszy twarz do modlitewnej kraty poczęła rozeznawać się w sytuacji.

W kaplicy oprócz małego tłumu sióstr najbardziej w oczy rzucała się para stojąca przy samym ołtarzu kaplicy. Konkretniej przeorysza oraz tajemniczy rycerz - tym razem widoczny w pełnej krasie. Płaszcz wisiał na pobliskiej ławie i nic nie skrywało już przed oczyma księżniczki jego połyskującego pancerza. Płytowa zbroja nadawała jego wysokiej postaci pewien majestat i ciężar. Wyglądał jak ożywiony posąg poruszający się tylko wtedy gdy było to konieczne. Jednak każdy jego gest dłonią czy ruch głową zdawał się przez to dużo bardziej stanowczy. Pod płytową zbroją szlachcianka mogła dopatrzeć się kolczugi i żółtej tuniki z białym wykończeniem. Nie mogła jednak dopatrzeć się herbu. Ani lica. Te skryte było wciąż po garnczkowym hełmem. Nie było widać też broni rycerza, która widać została mu odebrana po wkroczeniu... czy też wtargnięciu na teren klasztoru. Sam ton przeoryszy zdawał się wskazywać to drugie.

- Nie możecie ich po prostu zabrać w takich warunkach.

- Powtarzam waszej świętobliwości, że dzień-dwa drogi na północ, traktat był bezpieczny i nie było tam nawet płatka śniegu. Wszędzie już dawno były roztopy. Mamy praktycznie równonoc. Zamieć to wasz lokalny problem i tylko dlatego, że zbudowaliście klasztor na pustkowiu...

- Jaki trakt? Na północ? Te bezdroża i wiejskie wyboje? naprawdę wierzycie, w pełni załadowana karoca je zniesie?

- W tę stronę dała radę.

- Ona tak, ale co z pannami?

- Będą musiały wytrzymać. Królestwo...

Tu zirytowany ton głosu przeoryszy załamał się całkowicie i na co dzień spokojna staruszka ryknęła jakby któraś z dziewcząt tańcowała na ołtarzu w samym gorsecie.

- Czy ty siebie słyszysz!? Jedna z nich leży w lazarecie! Na co się królestwo przyda trup w stolicy!?

Rycerz zamilkł. Przeorysza również. Kaplicę wypełniła cisza oraz napięcie. Nawet zrobiło się w niej jakoś bardziej ponuro i szaro. Sara jakby zahipnotyzowana wlepiła twarz mocniej w kratę konfesjonału... aż za mocno. Stare drewno zaskrzypiało piskliwie, zaś gdy spanikowana dźwiękiem szlachcianka odlepiła od niego twarz skrzypnęło po raz drugi. Skrzypnięcie to poniosło się na szczęście następnie echem po kaplicy i choć zaalarmowało w niej zebranych wzrok żadnego z nich nie spoczął na dłuższą chwilę na konfesjonale... a przynajmniej tak zdało się Sarze, która śledziła poczynania zebranych ze zdecydowanie większą ostrożnością. Gdy chwilowe zaniepokojenie zebranych minęło i doszli najpewniej do cichego wniosku, że był to szczury lub powoli rozpadająca się ławka rycerz podjął dyskusję dalece spokojniejszym tonem.

- Dzień. Mogę dać wam dzień na ich przygotowanie. Zanurzcie chorą po szyję w solach cucących, okadźcie... co uważa wasza świętobliwość za słuszne. A co do problemów na drodze... jedna z nich i tak miała zostać tutaj zakonnicą jeśli się nie mylę? Powinna wiedzieć jak pomóc.

- Tak... powinna... powinna też tu zostać po złożeniu ślubów.

- Królestwo wasza świętobliwość. Królestwo.

- ...wszystkie będą jutro gotowe.

- Niezmiernie mnie to raduje, niech bogowie ześlą siostrą wszelkie błogosławieństwa.

- I niech rozświetlą wam drogę... musze się udać na spoczynek. Zobaczymy się jutro. Siostra Wiktoria odprowadzi was do drzwi.

Po tych słowach kaplica poczęła gwałtownie się opróżniać i cichnąć. Dość szybko w kaplicy pozostał tylko rycerz, jedna z zakonnic... i Sara - dalej ukryta w konfesjonale. Czas jakby stanął w miejscu. Po całym planie pełnym mniej lub bardziej szczęśliwych wypadków klasztorne życie zdało się wrócić do normy. Jedynym przypomnieniem o niedawnych wydarzeniach była zakuta w zbroję postać wdziewająca właśnie ponownie swój płaszcz. Kontrast między codziennością a wtargnięciem rycerza w lśniącej zbroi i jego kłótnią z przeoryszą pod ołtarzem u każdego wzbudzał pewną frustrację... ale i tak Sarze udało się wyciągnąć z całego wydarzenia więcej informacji niż Sofi. Pytanie brzmiało... co teraz?
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

37
Wciśnięcie się do wspomnianego wcześniej konfesjonału nie należało do najłatwiejszych – trzeba było przejść dołem, jako że sama konstrukcja była zamknięta na kłódkę. Samo to przyprawiło Sarę o irytację, zważywszy na wielkość dziury i jej nieporadność. Kiedy już się tam znalazła, cieszyła się właściwie, że nie ma jej z Sofi. Miejsce było ciaśniejsze od tamtej szafy i jej samej ciężko było w ogóle poruszać się tam, a co dopiero, gdyby były tam we dwójkę. Miała jednak rację w jednym – ukryte przejście do kaplicy istniało i właśnie było przezeń używane.

Przycisnęła zaraz twarz do kratki, widząc niedaleko trwającą gorącą dyskusję, której zaczęła nasłuchiwać. Przez chwilę niedowierzała sama sobie, że jest aż tak wścibska, ale czego ten klasztor nie robi z człowiekiem? Nuda zżera cię od środka, prowokując aż do takich sytuacji, szczególnie, że ta była wyjątkowo nietypowa. W każdym razie szybko odnalazła wzrokiem człowieka, który wtargnął, a który prezentował się w całej swojej okazałości, nie nosząc już płaszcza. Oprócz tego znajdowała się tam oczywiście przeorysza i parę innych kapłanek. Sam rycerz prezentował się niczym ten z rycin. Niewzruszona góra, której ruchy przyprawiały o dreszcze. Było paru takich w pałacu, gdy jeszcze kręciła się po nim kilka lat temu. Wtedy i teraz robili na niej gigantyczne wrażenie, nawet samym faktem, że nosili tyle żelastwa i wytrzymywali w tym długie godziny.

Przez chwilę znieruchomiała, słuchając konwersacji. Słysząc o karocy, o jakiś pannach, o tym, że będą musiały wytrzymać tak zaaferowała się, że wcisnęła mocniej nos w drzwiczki, które nie polubiły nowej sytuacji i skrzypnęły... akurat gdy nastała cisza pomiędzy stoickim rycerzem a zbulwersowaną przeoryszą. Spanikowana Sara odkleiła się od drewna, powodując jedynie kolejny dźwięk, który na całe szczęście nie zaalarmował nikogo na tyle, by sprawdzić, czy coś jest nie tak. Mogła dalej słuchać, chociaż jej serce biło mocniej.

Dalsza rozmowa rozjaśniła nieco więcej, chociaż i tak było to za mało, by cokolwiek wnioskować oprócz faktu, że najwyraźniej mężczyzna po kogoś tutaj przyjechał. I to nie po jedną osobę, a po co najmniej dwie! Z czego jedna leżała w lazarecie. Pierwsze, co przyszło na myśl Sarze, to Sofi, ale nie była pewna, czy ta informacja zdążyła dotrzeć do przeoryszy, więc równie dobrze mógł to być ktoś inny. Oprócz tego poruszano kwestię drugiej z nich, która najwyraźniej szkoliła się na kapłankę. Szlachcianka zaczęła zastanawiać się, czy zna takie osoby – która z nich niedługo ma składać śluby, kto aktualnie oprócz jej koleżanki przebywa w lazarecie.

Nie wyszła od razu, bojąc się skrzypiącego drewna. Cierpliwie odprowadziła wzrokiem wszystkie siostry, a i poczekała także na rycerza i Wiktorię, aby i oni stamtąd wyszli. Dopiero potem cichutko prześlizgnęła się na drugą stronę konfesjonału i przez ewentualne szpary w drzwiczkach zerknęła, czy na horyzoncie ktoś się nie jawi. Jeśli było pusto i cicho, a echo stalowych butów rycerza się oddala, tą samą drogą co wcześniej wyszła na zewnątrz i czym prędzej, uważając na zakonnice kręcące się po korytarzach, chciała czmychnąć do swojej celi, oczekując reprymendy od kogoś za wcześniejszą sytuację z Sofi, a i może za pozwoleniem zobaczyć ją, czy wszystko z nią w porządku.

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

38
Powrót do celi nie okazał się problemem... w przeciwieństwie do tego co ją tam czekało. Mowa tu była oczywiście o Zakonnicy, która przez dobre kilkanaście minut sforowała księżniczkę za nierozwagę i lekkomyślność. Nie było jednak tego złego co by na dobre nie wyszło gdyż dzięki wysłuchaniu kazań Sara nie tylko dostała pozwolenie na odwiedzenie swoje niedoszłej partnerki w zbrodni co wręcz rozkaz by do niej pomaszerować i ją przeprosić. Wizyta w lazarecie przyszła więc szlachciance zaskakująco prosto i bez zbędnych komplikacji. Po wyjaśnieniu siostrze na dyżurze sytuacji wpuszczono ją do skrzydła bez zbędnych pytań i już chwilę później kroczyła przez lazaret, który nie cieszyły się najlepszą sławą wśród przebywających w klasztorze dziewcząt. To tutaj większość czasu spędzały chorowite dziewczęta, to tutaj większość pensjonariuszek wydawało ostatnie tchnienie... i to tutaj często na stałe trzymano obłąkane i "obłąkane" szlachcianki, które dla własnego dobra nie powinny ponoć schodzić z oczu sióstr nawet na chwilę. Na szczęście w te mroczne zakątki szpitalnego skrzydła Sara nie musiała się zapuszczać. Przeciwnie. Przeszedłszy jedną i drugą salę skierowano ją do jednej z mniejszych komnat na uboczu korytarza, praktycznie rzut beretem od wejście do skrzydła.

Sofi leżała tam przykryta kocem i w samej nocnej koszuli. Nie wyglądała zbyt wytwornie... ale daje prezentowała się o niebo lepiej niż w chwili ich rozstania. W powietrzu unosił się nietypowy ziołowy zapach zaś przy łóżku dziewczyny stał szereg niewielkich słoików. Księżniczka nie miała pojęcia czym i na co kurowano dziewczynę, ale widać działało jak należy. Wypieki zaniknęły, pot nie rosił już tak jej czoła... tylko włosy wyglądały zdecydowanie gorzej. Rozczochrane, sklejone i ogółem przywodzące na myśl stado ośmiornic przyczepionych do głowy dziewczyny. Wszystko to jednak malało przy najważniejszym fakcie dominującym na drobnymi pozytywami i negatywami jej wizerunku. Dziewczyna była bowiem na powrót przytomna. A przynajmniej na taką wyglądała. Widząc wchodzącą do komnaty Sarę uśmiechnęła się słabo. Musiało jednak zostać w niej dalej sporo wcześniejszej ekscytacji gdyż jeszcze nawet przed przywitaniem czy grzecznościową rozmową o jej stanie zapytała księżniczkę prosto z mostu.

- I co? Byłaś w kaplicy?
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

39
Kazanie trwało dobre kilkanaście minut, podczas którego Sara nie odzywała się zbytnio, nie chcąc pogorszyć swojej sytuacji, pomimo błędnych przekonań kapłanki dotyczących tego, co źle zrobiła. W końcu to nie była jej wina, że Sofi nagle zachorowała, więc po co miałaby ją przeprosić? Oczywiście przytakiwała siostrze, kiwając co i rusz głową, przepraszając i korząc się, licząc na koniec tyrady. Gdy ta nadeszła, odetchnęła z ulgą i ruszyła w podróż do lazaretu.

Przejście przezeń nie było trudne, wszelkie pozwolenia już posiadała, a i szybciutko znalazła Sofi. Zastanawiała się właściwie, która pensjonariuszka stąd mogłaby być tą wspomnianą przez rycerza, ale było ich trochę, a jego opis nie należał do najbardziej szczegółowych. Poza tym weszła do pokoiku koleżanki, zastając ją przytomną, ale w tragicznym stanie, jakby dopiero co przeszła gorączkę. I nawet się nie przywitała, nie dała zapytać Sary, czemu wcześniej tak nagle ją zbiło z nóg, tylko od razu kaplica, kaplica.

Byłam. Dostałam też burę i o mały włos nie przyłapano mnie — zerknęła na dziewczynę, po czym zapytała: — A w ciebie co wstąpiło? Ekscytacja rycerzem tak ci uderzyła do głowy? Mało i ja tam nie padłam, jak tak nagle runęłaś.

Co do kaplicy... rycerz po kogoś przyjechał. I to nie po jedną, a więcej dziewczyn. Jedna ponoć niedługo miała przyjąć święcenia Osureli, a druga leży w lazarecie. Dał przeoryszy dzień na wykurowanie tej drugiej, a potem wyjeżdżają. Ponoć królestwo wzywa. Masz jakieś pojęcie, kto to może być? Może ta z lazaretu to ty?

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

40
Sofi na pytania rzucone w jej stronę zmarkotniała nieco. Na jej twarzy malowała się nieprzyjemna mieszanka uczuć, które na końcu zlały się w pewną smętną rezygnacje. Szlachcianka z widocznym wysiłkiem podparła się obiema rękoma zmusiła się do pozycji półsiedzącej. Milczała przez długą chwilę widocznie gryząc się ze sobą. Widać jednak było, że miała pewne wyrzuty wobec swoich czynów. Jak również najpewniej faktu, że prawie przewróciła kalekę. Dlatego też milczenie przerwało w końcu krótkie wyjaśnienie.

- Ja... sama nie wiem. Wiesz pewnie za co mnie to przysłali? Zapewniłam narzeczonemu impotencje z użyciem obcasa. Był... to zresztą nieważne. To było na balu, wiesz? Całe moje życie byłam wychowywana dla tego momentu. Moja rodzina od pokoleń jest bardzo rygorystyczna. Żadnego migdalenia z nieludźmi, magami i czymkolwiek niżej od Barona. Więc znalezienie dla mnie narzeczonego kosztowało ich sporo czasu. Dość by tu wylądować za samo kopnięcie. Ale rodzice nie powiedzieli nic, nawet amanta nie przeprosili tylko mnie sforsowali i powiedzieli, że za miesiąc spotkam następnego kandydata. I to będzie albo on albo wydziedziczenie. No i gdzieś w trakcie tego wszystkiego... no stało się to co na korytarzu. Uderzyła mnie jakby fala gorąca, jakby wzdłuż każdej kości ktoś przyłożył mi rozżarzone węgle, upadłam na podłogę... resztę jak przez mgłę pamiętam. Ale ponoć próbowałam się ob... ob-obnażyć. I to domknęło dla nich sprawę. Wylądowałem tutaj. Od tego czasu nie miałam tych "ataków"... ale wiesz jak to tu wygląda. Siostry powiedziały rodzinie, że sfingowałem atak... i stwierdzili, że i tak mnie tu będą trzymać. Tak więc... to jest przyczyna tego naszego wypadku... przepraszam. Mam nadzieję, że nic ci się nie stało?

Historia dziewczyny tłumaczyła dość dobrze jej zamiłowanie do rycerskich baśni. Były one najpewniej dla niej jak i wielu innych zamkniętych w tych murach jedyną ucieczką nie tylko przed zakonną nudą ale i ponurym wspomnieniom czemu tu trafiły. Większość nie zasługiwała w oczach rodziny nie tylko na rycerza w lśniącej zbroii... ale i na jakiegokolwiek rycerza. Większość tych w pełni poczytalnych straciła już pewno dawno nadzieje czytając tylko dla zbicia czasu do niechybnego wdziania szat zakonnych lub wyrzucenia na bruk. Jednak Sofi na wieść o cel wizyty rycerza rozbudziła się na moment. Przez chwilę dało się dojrzeć w jej oczach obraz jej wyśnionej krainy.

- Jesteś pewien, że powiedział "królestwo wzywa"!? Jak Herald Waleczny z Dwunastu Śmiał... khe.. pf..

Dziewczyna zakrztusiła się i poczęła kaszleć. Dźwięk był zdecydowanie nieprzyjemny... i odrobinę dziwny. Miał nietypowy, miarowy ton i trwał jeno krótką chwilę. Zmęczył jednak widocznie szlachciankę która opadła na poduszkę i wyraźnie zmęczonym głosem poprosiła księżniczkę.

- Saro byłabyś tak miła... i opowiedziała mi szczegółowo jak wyglądał? Kolor herbu... i tak dalej. Krótką chwilkę zanim cię wyproszą i znowu będę sama...

Przez okienko celi powoli wpadało coraz mniej światła. Klasztor poczynał tonąć w mrokach nocy. Wypadało się zbierać jeśli Sara chciała uniknąć kolejnego kazania o łamaniu zasad.
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

41
Sara słuchała opowieści koleżanki, zaczynając łączyć niektóre fakty. Owszem, wcześniej słyszała, dlaczego tutaj trafiła, ale to nie była pełna historia żwawej szlachcianki. Powodem nie okazał się być narzeczony per se, a jej problemy zdrowotne, które przy okazji się uaktywniły. I chociaż jej tajemnicza dolegliwość była wielką tajemnicą, tak cała reszta zgadzała się z większością tutejszych dziewcząt. Sprawiała problemy, przynosiła wstyd rodzinie, więc należało się jej godnie pozbyć, zamiast spróbować pomóc. Najczęściej takie osoby zostawały tutaj do końca życia, a jedynymi sytuacjami, w których nie wiało nudą, było coś podobnego do tej, gdy mają gościa. I Sara wbrew pozorom nie była inna, chociaż jej przypadłość była tymczasowa. Gdyby zaś jej sytuacja wyglądała odrobinę inaczej, gdyby nie była tak potrzebna, pewnie też zostałaby tutaj na zawsze. Chociaż ona sama nie zdawała sobie z tego sprawy... a przynajmniej nie do końca.

Spokojnie. Kiedyś wchodziłam na drzewa wyższe niż ten budynek i nic mi się nie działo — Sara uśmiechnęła się na wspomnienie starych dobrych czasów. — Wiesz... chyba mogę ci powiedzieć. Ja trafiłam tutaj, bo nie potrafiłam zachowywać się w społeczeństwie. Ale tak całkiem, nie przez bunt, po prostu. Jak byłam mała, to porwała mnie jedna kobieta i większość czasu spędzałyśmy w odosobnieniu... całkiem niedaleko stąd zresztą. I jak przyszło co do czego, jak wróciłam do rodziny, to to były pierwsze osoby, z jakimi rozmawiałam oprócz mamy... tej kobiety znaczy się. I się mnie chyba tata wstydził, że nie potrafiłam trzymać widelca, więc wysłał mnie tutaj. I czasami nadal zapominam, że jestem Sarą, a nie Salyah, jak mnie nazywano przez tyle lat.

Nieśmiały uśmiech pojawił się na twarzy Sary, gdy opowiedziała niewielki kawałek jej życia, w sposób wyjątkowo okrężny. W końcu na razie zakazano jej w ogóle mówić o tym, kto jest jej tatą. Oficjalnie jest Sarą Crestland. O jej istnieniu faktycznym wie może... pięć osób? Poza tym na wspomnienie dawnego domu wrócił też ból nogi i wizja zniekształconej nogi, gdy przerażona dziewczynka próbowała kombinować z magią.

Tak, tak powiedział — no może nie do końca że wzywa, ale sens był praktycznie identyczny. Sara zerknęła przez okienko, widząc, że ściemnia się. Z jednej strony wypadałoby iść, ale z drugiej i tak już przeszła dzisiaj jedną reprymendę, więc druga różnicy jej nie zrobi. Usiadła obok Sofi. — Był jak dąb. Stał równie nieruchomo, był tak wysoki i tak dumny w swojej pełnej, lśniącej zbroi. Twarzy nie widziałam, bo miał hełm, a i sam herb niezbyt był widoczny, ale bodajże koloru był białego i żółtego. Jak mówił, to aż mnie ciarki przechodziły, tak głęboki i stanowczy głos miał. Co tam jeszcze... — Sara poopowiadała jeszcze chwilę o całym spotkaniu, aby w końcu pożegnać się z koleżanką i wrócić do siebie, oczekując następnego dnia i wiadomości, kogoż to wybrał los do wyjścia z tego domu dla psychicznie chorych.

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

42
Sofi słuchała opowieści księżniczki w wyrazem ulgi i wdzięczności na twarzy. Może przed snem niańka opowiadała jej kiedyś baśnie? A może dziewczyna sama je czytała i zmożona tajemniczą chorobą nie mogła skupić wzroku? Jakkolwiek by nie było zarówno historia o porwanej szlachciance, która nie miał szczęśliwego zakończenia jak i o rosłym rycerzu pomogły zapaść dziewczynie w sen jeszcze w trakcie wizyty Sary. Ta po chwili została wyproszona ze skrzydła szpitalnego i udała się do swojej celi. Po powrocie do swoich czterech kątów zastała tam jednak coś innego niż spoczynek. Czekała tam na nią jedna z sióstr... oraz skrzynią. Skrzynia wyglądała na porządnie wykonaną i była nawet zdobiona ale nie grzeszyła rozmiarami. Siostra z kolei wyglądała na bardzo zmęczoną i zirytowaną późno godziną w której musiała nawiedzać Sarę. Co zdradzał zarówno jej wygląd jak i ton głosu.

- Ktoś po Panienkę jutro przyjedzie. Musi się Panienka przed snem spakować. Wszystko co nie wyląduje w kufrze tu zostanie na dobre. Rano Panienkę obudzą i będzie się musiała Panienka udać do celi przeoryszy. Wszystko jasne? Dobrze.

Siostra nie czekała nawet aż dziewczyna jej odpowie i opuściła jej pokoik udając się najpewniej na zapracowany spoczynek. Zostawiając tym samym Sarę z ową radosną ale budzącą kolejne pytania nowiną. Jutro opuszczała klasztor... ale czemu? Co to dla niej znaczyło? A także... co zabrać? Kufer był wielkości mniej więcej połowy wielkości jej skrzyni z przyodziewkiem w celi. Zabrać ulubioną suknie? A może taką bardziej wytrzymałą? Czy zabrać coś do czytania na drogę? Otworzywszy wieko nowej skrzyni księżniczka ze zdziwieniem stwierdziła, że niewielką przestrzeń dodatkowo zagracały rzeczy, które widziała po raz pierwszy na swoje oczy.

Pierwszą było puzderko z wygrawerowanym symbolem fiolki alchemicznej. W jego wnętrzu spoczywało pięć różnokolorowych flakoników. Każdy wypełniony specyfikiem, który szlachcianka myślała, że prędzej napotka w jakowejś baśni niż w swoich dłoniach. Barwne kolory, silne aromaty i tajemnicza konsystencja niektórych z substancji stawiała przed nią zagadkowe pytanie... dlaczego to dostała? Zamykająca puzderko i sięgając po kolejny przedmiot - niewielki woreczek z wyszytym symbolem gwiazdy Sara stwierdziła, że cokolwiek znajduje się w jego środku skruszyło się po części pod jej palcami. Rozwiązując supeł do jej nozdrzy dotarł korzenny zapach a oczom pokazały się ciasteczka... a raczej pierniczki. Tajemniczy darczyńca obdarował ją potencjalnie groźnymi substancjami alchemicznymi i słodkościami... co też mógł mieć on w głowie?

Podarki nie rozwiązywały jednak problemu ograniczonej przestrzeni skrzyni. Trzeba było podjąć decyzje co Sara ze sobą zabierze, a co zostawi.
Spoiler:
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

43
Sara wymknęła się z sali szpitalnej, gdy tylko zauważyła, że Sofi zasnęła, znużona tak ekscytującym dniem i słowotokiem dziewczyny. Ba, same kapłanki ją wygoniły. Stamtąd powoli pokuśtykała do swojej celi z zamiarem położenia się i zaśnięcia na niewygodnym łóżku, żeby już przewinąć do kolejnego dnia... ale tam czekała na nią niespodzianka. Jedna z sióstr, równie zmęczona i rozeźlona wydała jej polecenia i bezceremonialnie zostawiła samą w pokoiku... z kufrem i informacją, że wyjeżdża. Jutro.

Z wrażenia aż Sara się zatoczyła prosto na łóżko, gdzie usiadła, czując uderzającą w nią falę gorąca i motylki w brzuchu. Ręce zaczęły jej drżeć, policzki czerwienieć, a oddech przyspieszać. Nagle dostała zastrzyku energii, którą musiała jakoś spożytkować. Wstała, wręcz podskakując na jedynej nodze. Rycerz przyjechał po mnie, myślała gorączkowo, chodząc po ciasnym pokoiku. Tata go wysłał, przyjechał po mnie, PO MNIE! Kręciła się tak chyba jeszcze kilka minut, czasami piszcząc z radości i próbując się uspokoić, aż w końcu otworzyła kufer, żeby zacząć się pakować.

Ku jej zaskoczeniu znalazła tam coś więcej niż pustkę. Dwa opakowania, jedno oznaczone fiolką alchemiczną. Otworzywszy, znalazła tam pięć fiolek. Pierwsza, perfum, pachniała ślicznie, resztę przeczytała i nie ruszała... szczególnie że wśród nich leżała trucizna. W drugim woreczku znajdowały się delikatnie już pokruszone pierniczki również z notką. Zastanawiała się, czy to ojciec dał jej takie prezenty, chociaż nie wyglądało to na jego styl. Edwina? Możliwe. Ciężko było jednak jednoznacznie stwierdzić, stąd też na razie schowała wszystko pod spód kufra, szczególnie pierniczki z ciężkim sercem. Następnie zaczęła kręcić się przy własnych ubraniach.

Dylemat trwał tutaj niedługo. Zapakowała jakąś bieliznę, książkę na nudę i cieplejszą suknię – gdyby jednak śnieg złapał też na drodze dalej, niż rycerz mówił. Prawdopodobnie nie miała tutaj niczego faktycznie cennego dla niej i wybór należał do tych prostszych, jedynie co z ubrań zapakować ze sobą. Jeśli tylko mogła, spakowała jeszcze taką ładniejszą suknię, jakby miała spotkać się z ojcem tuż po przyjeździe. Jeśli nie mogła, postawiła na coś wygodniejszego do podróży. Następnie przygotowała ubiór na rano, razem z butami, płaszczem, czapką i rękawiczkami, po czym zaczęła szukać jakiegoś papieru, pióra i kałamarzyku.

Sądząc po słowach zakonnicy, nie będzie jej dane raczej pożegnać się z koleżanką, która chociaż czasami ją irytowała głośnością, była raczej miłym towarzystwem, jeśli tylko Sara miała ochotę rozmawiać. W związku z tym przysiadła przy świeczce i zaczęła zastanawiać się, co jej napisać. Bardzo chciała wyjawić jej prawdę, ale co jeśli przeczytają to przed oddaniem osurelianki? Dywagując nad tym dłuższą chwilę, wpadła na plan, jak opisać jej wszystko, jednocześnie nie będąc tak bezpośrednią.

Spoiler:

Kończąc pisanie listu, złożyła go pieczołowicie, przewiązała wstążkami, podpisała: Do Sofi Foxrot, po czym przebrała się w koszulę nocną i poszła spać, odpinając przy okazji swoją nogę. Tego wieczoru raczej ciężko było jej zasnąć.

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

44
Ekscytacja, pakowanie się i pisanie listu zajęły dziewczynie zdecydowanie dużo czasu... może nawet za dużo. Kiedy bowiem do jej drzwi dobiegło łomotanie a na korytarzu rozbrzmiał poranny dzwon czuła się wyjątkowo niewyspana. Trwająca jednak wciąż euforia z perspektywy opuszczenia zakonnych murów dogoniła jednak półprzytomny umysł dziewczyny i porządnym zastrzykiem adrenaliny pchnęła jej ciało do działania. Zerwała się z łoża i ubrała w ekspresowym tempie. Po wyjściu na korytarz zastała w nim kolejną siostrę, która bez zbędnych słów wzięła od niej jej bagaż a ją samą skierowała do komnaty przeoryszy. Poranek był wyjątkowo chłodny, na podwórzu wciąż leżał wczorajszy śnieg a niebo skrywały chmury. Sara nie była może wielką podróżniczką, ale nachodziła się za życia dość by wiedzieć, iż nie były to najlepsze warunki do rozpoczęcia długiej podróży. Ale nawet gdyby lęk przed zabłądzeniem w śniegu przeważył nad jej chęcią powrotu do domu nie to miała zbyt wiele do powiedzenia w tej sprawie.

Po krótkim spacerze przekroczyła próg celi przeoryszy. Ta była zauważalnie większa od regularnej i składała się na dobrą sprawę z dwóch pomieszczeń. gabinetu i sypialni. Sara miała najpewniej czekać w tej oficjalnej części na kolejne instrukcje... nie wiedzieć jak długo. Pewną jednak zaletą tej sytuacji był fakt, że nie była w pomieszczeniu sama. Pokoik okupowały bowiem trzy inne szlachcianki. Aczkolwiek każda z nich znalazła sobie już sposób na zbicie czasu. Pierwsza dziewczyna wyglądająca na najstarszą ze wszystkich zebranych siedziała na krześle z nosem wlepionym w masywną księgę. Jej kruczoczarne włosy były zgrabnie związane z tyłu głowy odkrywając jej wysokie czoło, lekko szpiczasty nos i oczy o tak bardzo nasyconym odcieniu brązu, że zahaczał on lekko o pomarańcz i żółć. Mimo, że zachowywała się spokojnie i ruszała najmniej z zebranych w jej kamiennym wyrazie twarzy i apatii względem otoczenia było coś... niepokojącego. Sara nie potrafiła nawet powiedzieć co... po prostu czuła całkowicie nielogiczny lęk. Druga dziewczyna krążyła po komnacie jak zaszczute zwierzę pozwalając jej długim jasnym włosom latać za jej głową niczym flaga na wietrze. Błękitne oczy dziewczyny były rozbiegane nerwowe i choć nie dobiegała od niej owa nieprzyjemna aura "Panny Cichej" to Sara nie mogła się powstrzymać przed pomyśleniem, że dziewczyna może faktycznie powinna pozostać w murach przybytku. Nerwowe ruchy, nerwowe tiki, nerwowy i nierównomierny oddech. Mimo, że jej wzrok co chwilę padał na Sarę z jej ust wypadło tylko krótkie "Witaj" nim "Panna Nerwowa" powróciła do swojego marszu. Gdy zaś chodziło o trzecią dziewczynę....

- O Saro. Też tu jesteś. Jak wspa...niakhe, khe...ghu... urgh.

Niedoszła adresatka listu Sary siedziała skryta tuż za "Panną Cichą" i nachyliwszy się odrobinę by lepiej widzieć koleżankę pomachała jej... a przynajmniej chyba próbowała po podniosła na chwilę rękę po czym ta w następnej chwili opadła. Sofi wyglądała okropnie. Mimo, że Sara obecna była przy jej wczesnym zaśnięciu oczy dziewczyny były podkrążone i wyglądała jakby utknęła na granicy przytomności i snu. Włosy ewidentnie ktoś rano uczesał i splótł w warkocz co wyglądało co najmniej dziwnie gdyż Sofi nigdy ich nie nosiła. Suknia też była jakaś workowata najpewniej by nic chorej nie uciskało.

- Nie powinnaś tyle mówić. Zedrzesz sobie gardło. - mruknęła "Panna Cicha" po raz pierwszy od wejście Sary do komnaty dając jakikolwiek znak życia poza lekkim ruchem oczu w trakcie czytania.

- Oj bhez przesadhy. Nie jest thak khe... źle. Chodź usiądź ob.. ghe tutaj Saro! - Sofi poklepała miejsce między sobą o dziewczyną o nieprzyjemnej aurze - Jest tyle do obg.. ugh... au.

Tu jej dywagacje przewala fala kaszlu przez którą "Panna Chicha" zamknęła wreszcie książkę by poklepać dziewczynę po plecach i pomóc jej nawo wygodnie usiąść...a potem ponownie zatopić się w lekturze jak gdyby nic się nie stało. Sofi kilka razy odetchnęła ciężko po czym poczęła kontynouować miarę normalnym już głosem.

- Dziękuje... wiesz gdyby się okazało, że nie jedziesz byłoby mi okropnie smutno. Kamila świetnie słucha, ale nie lubi teoretyzować jak nasza dwójka. A Agata... cóż sama wiesz jakie głupoty przedwczoraj wygadywała.

- Przestań wreszcie. Odkąd tu weszłam ciągle rzucasz w moją stronę przytyki! Ciesz się, że nie możesz wstać o własnych siłach bo bym cię urządziła gorzej niż ty tego swojego amanta! - rzuciła nerwowa blondynka, która okazała inspiracją wczorajszej plotki.

- Opanujcie się. Obie. Przeorysza zaraz tu będzie. - mruknęła ponura dziewoja, której jak się okazało było na imię Kamila.

Agata ucichła i wróciła do swojego nerwowego krążenia po pokoju. Kamila ponownie zwiesiła głowę i wróciła do lektury. Sofi z kolei może i przestała obgadywać Agatę ale ciągle ze słabym uśmiechem na ustach klepała siedzisko między sobą i Kamilą zapraszając Sarę do przywiędnięcia.
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Klasztor Kedesz

45
Jakież było zaskoczenie Sary, która po wybudzeniu, uczesaniu i ubraniu, idąc do celi przeoryszy, znalazła tam trzy inne dziewczyny... w tym Sofi. Czyli jednak jej domysły dotyczące tej jednej bywalczyni lazaretu się sprawdziły. Drugą też zresztą znała – Agata, która nie dalej niż kilka dni temu rozpowiadała farmazony na temat Aidana. Trzeciej... nie kojarzyła, ale z wyglądu i ciarek, które sam jej byt wywoływał, gdyby miała zgadywać, Sara uznałaby, że to ona miała przyjąć śluby kapłańskie.

Agata kręciła się w kółko, zniecierpliwiona i jakby nerwowa, w taki dosyć nienaturalny sposób, jakby faktycznie należała do tego miejsca i reszty szalonych panien. Zaczytana, cicha panna nawet nie poruszyła się na jej widok i tylko Sofi, widząc Sarę, zaczęła wiercić się. Szczerze powiedziawszy wyglądała tragicznie i o ile samej dziewczynie nie przeszkadzała teraźniejsza pogoda, to teraz zaczęła mieć wątpliwości, czy jeśli Sofi ma jechać, to czy faktycznie jest to dobry moment. Miała jednak gigantyczną wolę i pomimo przeszkód w postaci słabości i kaszlu próbowała skomunikować się z Crestlandówną, która tylko się do niej uśmiechnęła i skinęła głową na powitanie Agacie.

Po krótkiej wymianie zdań między dziewczynami i rzuceniu przez Sarę niechętnego spojrzenia w stronę nerwowej Agaty, usiadła obok Sofi, by poczekać na przeoryszę. — Ja ci nawet napisałam list wczoraj pożegnalny — przebąknęła, jak teraz myśląc o tej swojej małej historyjce, to nawet trochę się żenując. — Ale przynajmniej nie będę sama w stolicy... bo jedziesz ze mną do stolicy, tak?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Wschodnia prowincja”