Wyspa Kryształowego Powiewu

91
POST BARDA
Zamilcz! Zamilcz! Z twoich ust... toczy się jedynie jad... najeźdźcy. — wypowiedział tonem typowym dla pojmanej kapłanki. — Wytoczyliście nam wojnę... — warknął jeszcze i rzucił się w stronę Ail. Oczy miał szalone, złowrogie. Machał pochodnią, jęczał coś niezrozumiałego w biegu.
Za mężczyzną podążyli kolejni, z każdej strony, dzierżąc pochodnie, proste pałki, widły i kosy. Gwardzistka rozglądając się ujrzała ich przynajmniej tuzin. Tuzin rozwścieczonych, opętanych narkotykowym głodem elfów, którzy gotowi byli odebrać życie bez zawahania. Ail'ei doskonale potrafiła rozpoznać to w ich błyszczących w płomieniach ogni oczach. Byli gotowi zabić i byli gotowi na śmierć.

Niriviel wraz z Yannearem przybyli do wioski podążając za śladami Ail'ei. Stojąc na granicy polany i lasu, widzieli światła pochodni, sylwetki elfów — niektóre bezwładnie leżące bądź siedzące na ziemi, inne zmierzające w stronę centrum osady, ku oświetlonej blaskiem chłodnego Zarula gwardzistki. Rozwścieczona, narkomańska tłuszcza.
Nie... Nie wierzę... Czy ona przyszła ich tu pomordować!? — zajęknął się Yannear, głos całkowicie mu się załamał, kiedy rozglądał się i widział ogarnięte półmrokiem nocy ciała.
Weteran wyskoczył z zarośli, ruszył przyspieszonym krokiem w stronę przyjaciółki.
Coś ty zrobiła!? Co...
Jęk zaskoczenia, potem jęk bólu. Elfi wojownik upada, a nad jego ciałem góruje mężczyzna w łachmanach, przykładającym całą zebraną w ramionach siłę, by wymierzyć leżącemu cios drewnianym badylem. Gałąź łamie się podczas uderzenia... a może to kość? Weteran wydaje z siebie ryk, jakiego Niriviel i Ail nigdy jeszcze nie słyszeli. Napastnik przygotowuje kolejny cios.

Wyspa Kryształowego Powiewu

92
POST POSTACI
Ail'ei
- Kurwa. - wypowiedziała pod nosem, najwyraźniej niezadowolona obrotem sytuacji. Sprowokowała tę sytuację, doskonale to wiedziała. Mogła ich teraz pozabijać, miała alibi, broniła się. Jeszcze krótki czas temu z wielką chęcią by to zrobiła, ale nie była taka, nie mogła tego zrobić. Teraz mogła jedynie wykorzystać każdą dostępną umiejętność aby ich powstrzymać. Czy to jednak zadziała? Czy odpuszczą?

Sytuacja się zmieniła kiedy usłyszała Yanneara, a następnie jego jęki. Został zaatakowany! Odwróciła się i zobaczyła elfiego wojownika leżącego na ziemi, a nad nim napastnika, gotowego wymierzyć kolejny cios.

- Yannear!

Nie dzielił ich duży dystans, jednak nie powstrzyma dwóch natarć w jednym momencie, mogła skupić się na sobie lub ratować przyjaciela. Życie jej, bliskiego przyjaciela czy tłumu naćpanych elfów, nieświadomych swoich czynów? Wybór był trudny, a ona nie chciała wybierać...nie kiedy mogła jeszcze coś zrobić.

Była wściekła na siebie, bardziej niż chwilę temu, doprowadziła do niepotrzebnego zagrożenia życia, a najpewniej i rozlewu krwi. Nie wyciągnęła jednak miecza, chyba po prostu nie mogła odebrać nikomu życia. Zabawne, jak nastawienie i gniew może doprowadzić do sprzecznych emocji.

Elfka zacisnęła dłonie tak mocno, że nawet jej krótkie paznokcie przecięły wierzchnią warstwę skóry dłoni. Z drobnych ran popłynęły pojedyncze krople krwi. Zacisnęła powieki, sięgnęła w głąb swojej skromnej magii, jednego z dwóch czarów których nauczyła się w pałacu. Trwało to może sekundę albo dwie. Zwykle wywołanie powietrznej fali uderzeniowej nie wymagało od niej takiego skupienia, a tym bardziej nigdy nie robiła tego w tak skrajnych emocjach. Teraz jednak musiała improwizować, wytworzyć uderzenie które obezwładniłoby wszystkich na krótki moment.

- Przestańcie! - jej jedno słowo, wypowiedziane głośno i wyraźnie, niemal nakazująco. Otworzyła oczy i dłonie w tym samym momencie, wyzwalając skumulowaną magiczną energię. Była to mieszkanka magii i poczucia winy, skrajnych emocji i próby ratowania sytuacji.
Obrazek
Obrazek

Wyspa Kryształowego Powiewu

93
POST POSTACI
Niriviel/Felivrin
Niriviel patrzył na sytuacje rozgrywającą się przed nim i po raz pierwszy w życiu był czegoś absolutnie pewny... miał halucynacje. Znowu. Dlaczego zawsze musiało się to stawać w takich irytujących momentach?

Trudno było powiedzieć co przekonało uczonego najbardziej. Długi bieg przez las za dwójką zbłąkanych elfek? Nikt by nie posłał rannego by coś takiego robić. Jego ciało poczynało wołać o pomstę do niebios. Najpewniej uroił to sobie i odbiegł mimo protestów Zin w las. Powinien był wiedzieć. Potrzebował czasu na wypoczynek. Na leczenie. Nie na stres i kolejne wysiłki. Tymczasem jego rozgorączkowany umysł oferował mu... to. Tą irytującą wizję. Odkąd wylądował na wyspie notorycznie ktoś potrzebował jego pomocy i dobra wola poczęła wyczerpywać się w rezerwach elfa. Jednak powiedzenie, że był to główny element przekonania maga o nieprawdziwości obecnej sytuacji byłby skrajnie naiwną interpretacją sytuacji.

Zdecydowanie bardziej przekonywało go to "gdzie" musiał się udać. Zawszona wioska kultystów z której już raz ich wyproszono. ail by tu nei pobiegła. To nie miało sensu. Dopiero co dyskutowali o tym, że należało im pomóc, że nie są jeszcze gotowi na kontakt... czy aż tak bardzo ją zamroczyło że o tym zapomniała? A nawet jeśli... na kiego czorta gwardzistka przylazła akurat tutaj ze wszystkich miejsc? Jeśli chciała się dąsać mogła udać się dosłownie wszędzie indziej i mieć spokój. Czego oczekiwała? Współczucia ćpunów? Chciała ich przekonać, żeby zaczęły czcić królową i zmusić ją do przyjęcia korony? To wszystko nie miało żadnego sensu. Może samobójstwo? Tutaj oczywiście dość dosłownie "wbiegła" teoria Yannearem razem z jego osobą. O ile faktycznie tu był. Nie żeby była lepsza. Zasadniczo była tak głupia, że czarodziej musiał powstrzymać parsknięciu. W końcu jaki niby do ciężkiej cholery miałaby elfka motyw do zabicia bandy ćpunów? To jak mordować innych więźniów w ramach zemsty za uwięzienie kogoś w wieży. Słowem... całość sytuacji nie miała w oczach Niriviela sensu niezależnie od motywu... czy jego braku.

Tu wchodził przysłowiowy gwóźdź do trumny. Yennear - jedyna osoba, która w opinii maga miała dalej na tej wyspie krztynę rozsądku miast rozeznać się lepiej w sytuacji.... po prostu zaszarżował. Miało by to odrobinę sensu gdyby próbował aktywnie powstrzymać konflikt... ale dość oczywistym było, że tego nie planował. Bo po prostu odwrócił się plecami do jednego z atakujących i zaczął jak gdyby nigdy nic konwersacje z gwardzistką. Zero percepcji. Zero czujności. Zero taktu. Zero planu. Po prostu wybiegł i dał się zdzielić pałą. Uczony nie potrafił się nawet gniewać. Był bardziej zdumiony. To był... weteran kilku wojen... prawda? Rozumiałby gdyby to był on... Zin... nawet wódz. Ale to było po prostu...

- Co tu się do kurwy nędzy dzieje? Przed chwilą zabiliśmy demona... prawda?

Chwytając się za wygoloną czaszkę uczony jął wytężać umysł. Byli... na wyspie. Poszli... do wioski. Spotkali... kultystów. Weszli... do świątyni. Przerwali...obrządek. Spotkali... wodza. Poszli... do gaju. Otoczył ich... gaz... czy wszystko po tym było halucynacją? Kadzidło w świątyni? Wódz ich otruł? Nawdychali się dymu jarając las? Czy to oni byli ćpunami? Absurd sytuacji poczynał przekonywać elfa, że to raczej oni potrzebowali pomocy a nie mieszkańcy wioski. A może to ta maść Zin miała takie efekty? Jakkolwiek nie było mag zdecydowanie nie czuł się na siłach aby iść do wioski. Nie z takimi halunami i zwidami jak Yennear padający od jednego ciosu gałęzią.... nie podnoszący się... cholera w ogóle dający się zajść w środku otwartej przestrzeni wiedząc, że się ładuje w konflikt. Ail też formowała tarczę ochronną przed... czym? Gołymi pięściami? Ona? Mogła kopnąć tych wygłodzonych narkomanów i by się nie podnieśli przez tydzień. Lata wciągania odurzających używek nie tworzą raczej super-żołnierzy. I jeszcze siedziała jak wryta jakby chciała walczyć z armią ćpunów a nie... po prostu uciec z weteranem? Myślała że narkomani ich dogonią? Tak.... zdecydowanie miał mocne urojenia. Znowu widział rzeczy. Powinien to wiedzieć już przy mrocznych elfach. Ich też nie było. Oczywiście. Mroczne elfy były jego urojeniem od czasu wieży. To przecież była tak oczywista oczywistość. Znowu ma "epizod". Cholera wiedziała ile z tego widział było prawdą. Ale tak na wszeeelki wypadek lepiej coś zrobić. Może to nie Yennear... tylko Zin? Albo jeszcze ktoś inny? Ale lepiej rozegrać to bezpiecznie. Najwyżej potem się będą śmiać, że głupoty krzyczy. Z tym nastawieniem wychylił się z krzaków i ryknął.

- Bierz go pod ramię i wiej do kurwy nędzy!
Spoiler:

Wyspa Kryształowego Powiewu

94
POST BARDA
Napastnik upadł nagle, jeszcze przed wymierzeniem drugiego ciosu, i zapadł się wraz z Yannearem w gęstwinie wysokich traw i paproci. Słychać było szamotaninę, krzyki i jęki. W końcu jeden z nich powstał, lecz pochłonięty paranoicznymi myślami Niriviel nie mógł stwierdzić czy widzi przyjaciela, czy tubylca. Zwrócił uwagę jedynie na zgarbioną, zmęczoną postawę, ciężki oddech i bezwładnie wiszącą lewą rękę. Nierozpoznany elf zrobił krok w stronę gwardzistki i... wtedy rozległ się kobiecy krzyk, wrzask wręcz, spotęgowany wielokrotnie magiczną energią.
Banda narkomanów otaczająca Ail'ei i ten który wstał po zakończonej bójce, odlecieli w tył, jak gdyby poddali się pędowi wymierzonego kopniaka. Mokry grunt wzbił się w powietrze. Wiatr zawył między pniami drzew, zrzucił z koron tysiące zielonych liści. Zwęglone ruiny dawnej świątyni odpowiedziały na powiew huknięciem walących się desek. Po powietrznej eksplozji nastąpiła natychmiastowa implozja. Wicher zawiał w przeciwnym kierunku, Niriviel doświadczył jego chłodu na pokaleczonych plecach. Ail'ei poczuła natomiast ściskanie z każdej strony, jak gdyby ktoś miażdżył ją w potężnej garści. Odebrało jej na krótko dech. Odarta z sił upadła na kolana.
Służebnica boga-zdrajcy... — warknął jeden z tubylców. — Pojmać ją! I tego w krzakach też!
Kilku powalonych elfów powróciło do niepewnego pionu, z powrotem zaczęli nacierać w stronę gwardzistki. Ail'ei doliczyła czterech. Jeden z widłami, dwóch z pochodniami, jeden z nadpalonym balem ze spalonej świątyni. Czuła jakby miała zaraz pęknąć jej głowa. Nieznośny ból między skroniami zamroczył ją na chwilę. Wystarczająco długą chwilę, by dwójka z elfów dotarła do niej, wgramoliła się na nią i przewróciła na brzuch. Jeden z nich docisnął kolanem jej plecy, drugi zaczął krępować dłonie.
Sulońska szmata — warknął jeden z nich i splunął. Gwardzistka poczuła coś mokrego na karku. — Odebraliście nam wszystko. Święty gaj, świątynię i Drzewca, naszą kapłankę... Dlaczego nie odebrać ci teraz w zamian życia?
Dwóch z pozostałych tubylców skracało tymczasem dystans ze schowanym w krzakach Nirivielem. Mag poczuł tedy nieznośne mrowienie w eterycznej ręce, a gdy na nią spojrzał, ta wbrew jego woli wymierzyła mu cios prosto w splot słoneczny. Ostatni posiłek cofnął mu się do gardła.

Wyspa Kryształowego Powiewu

95
POST POSTACI
Felivrin/Niriviel
Elfowi się pogarszało. Teraz nie tylko widział i słyszał rzeczy. Czuł je nawet w spektrum astralnym. Sylwetka przyjaciela rozmazała mu się na oczach tak, że nijak nie wiedział kto stoi w jego miejscu. Czy Yannearem kiedykolwiek tu był? Czy pobiegł za jakimś nieznanym mu elfem w las? Czy Ail tu była?

Nagły kobiecy krzyk przeszył mu czerep i przyprawił o mrowienie na skórze. A mózg uczonego pchnięty został w stan czystego delirium. OBrazy które wpływały do jego umysłu były ostatnią kroplą. Tubylcy latali, ziemia wyrywała się z ziemi, drzewa zrzucały liście a świątynia runęła do reszty. Czarodziej spanikował. Co to było? Krzyk? Nie... kto by mógł tak krzyknąć? Mroczna elfka może? Czyli jest prawdziwa? Prawdziwa... i szuka zemsty? A może wulkan się obudził? Może elfka obudziła wulkan!? Olaboga co oni mieli do cholery począć? Zatrzymać siłę natury? Jak? Jak!? I jeszcze jakaś służebnica boga-zdrajcy tu była. Garon był w to wszystko zamieszany? Wulkan, mroczne, Garon, latające elfy.... co tu się działo!?

Tylko okrzyk sugerujący, że jego miano pojmać ocucił elfa odrobinę. Dość by odnotował dwójkę idących na niego tubylców. Coś zaskoczyło w jego umyśle. Histeria została pogrzebana pod chłodem powagi sytuacji. Próbując zebrać się w sobie spiął wszystkie mięśnie gotowy do walki. I gdyby nie pewna drobnostka byłby to najpewniej moment w którym pod wpływem zagrożenia i adrenaliny mag zapomniałby o wszystkim innym poza walką. Jednak poczuł, że coś jest nie tak z jego dłonią. I gdy spojrzał w dół... ujrzał jak ta z całej siły rąbie go w brzuch. Chwilę potem przez jelita uczonego przeszedł spazm... i cały jego dzisiejszy posiłek opuścił go w dość brutalny sposób. Razem z prowizoryczną brawurą. Bowiem pod wpływem świadomości utraty kontroli nad własnym ciałem cały umysł uczonego miast rozważań czy determinacji wypełnił... strach. Nie mógł ufać nawet samemu sobie. Co z kolei odkopało lęk tak stary, że uczony niemal o nim zapomniał. Coś co leżało w nim od dekad. Uśpione. To było za dużo na raz. Nawet dla niego. Chwyciwszy z przerażeniem agresywną kończynę drugą ręką spojrzał jeszcze raz z wyrazem absolutnego szoku w stronę nadchodzących tubylców... po czy odwrócił się i ją pędzić ile sił w nogach w kierunku przeciwnym od wioski.

Byle dalej, byle szybciej, byle nie patrzyć dłużej w oczy obłędu.
Spoiler:

Wyspa Kryształowego Powiewu

96
POST POSTACI
Ail'ei
Powalona na ziemię przez chwilę nie wiedziała co się dzieje. Jak do tego doszło? Kiedy już wszystko mogło być dobrze, ona postanowiła wszystko zepsuć. W tym momencie nienawidziła siebie i swoich emocji, przypomniała sobie o ile łatwiejsze było wszystko, kiedy odsuwała od siebie wszystko i wszystkich, skupiając się na misji. Liczyło się tylko parcie do przodu - a teraz? Dopuściła do siebie normalne emocje i od razu zgotowały jej coś takiego. Miała nadzieję, że tubylcy odpuszczą, ale nic z tego. Powalona na ziemię straciła...a nawet nie miała chęci do walki. Na pytanie jednego z nich odpowiedziała bez większych emocji.

- Nie boję się śmierci, ale teraz jestem wolną elfką. Chcę tylko odejść i odnaleźć swoją drogę. Jeśli jednak nas zabijecie, zapewne nigdy nie zobaczycie już swojej kapłanki na oczy. Wszystko co przeszliśmy przez ostatnią dobę było sprawką demona i mrocznych elfów, ukrytych głęboko pod waszym gajem. Odpuście przemoc jeszcze na kilka godzin a zobaczycie, że wszystko zaczyna wracać do normalności. Żywi możemy jeszcze wiele zdziałać, ale jeśli zaczniemy się mordować...na wyspie zostanie tylko jedna osoba. Czy jest to tego warte? Pomyślcie i podejmijcie decyzję, nie będę walczyć.

Przez elfkę przemawiało widoczne zmęczenie, ale wciąż próbowała im wytłumaczyć sytuację. Faktem jednak było, że zrezygnowała w tym momencie ze wszystkiego. Nie opierała się, po prostu leżała i oczekiwała na ich decyzję. W głowie miała pustkę, patrzyła bezwładnie w trawę i ziemię, którą teraz miała tak blisko twarzy. Nie myślała o niczym, podobno w taki sposób odchodzi się najmniej boleśnie. Miała dość, cokolwiek się stanie, zaakceptuje to. Przestała wierzyć w jakiekolwiek bóstwa, nie spodziewała się więc jakiegokolwiek życia po śmierci. Może koniec wcale nie jest taki zły? Może po prostu wyłączy się i nie będzie już niczego czuła, niczego przeżywała, nie będą nią targać sprzeczne emocje? Po prostu...koniec.
Obrazek
Obrazek

Wyspa Kryształowego Powiewu

97
POST BARDA
Dość twojej paplaniny — usłyszała ponad głową Ail.
Potem jej ciało, począwszy od głowy przez kark i kręgosłup, przeszedł spazmatyczny, trwający ułamek sekundy ból i nic już więcej nie pamiętała.

Obudził ją śpiew ptaków. Tak głośny, że w pierwszej chwili nie była w stanie pozbierać myśli. Otwierając oczy ujrzała, że jest w pozycji siedzącej, a jej głowa wisiała oparta brodą o pierś. Potwornie bolał ją kark, skóra na głowie była napięta, jak gdyby coś wielkiego wyrosło jej na czaszce. Ręce miała za plecami, skrępowane sznurem, przywiązane do pionowej konstrukcji z drewna. Oglądając się wokół siebie stwierdziła, że znajduje się w chacie, przykuta do belki wspierającej dwuspadowy dach.
Nad byłą gwardzistką stał elf. Cuchnący potem i nieświeżym oddechem. Twarz i szyję miał zadrapaną, pokrytą licznymi powierzchownymi ranami, które wyglądały jakby co chwilę były rozdrapywane na nowo. Oczy miał zaszłe żółcią, przekrwione i ropiejące. Początkowo stał, sprawdzając stan Ail'ei, lecz potem zaczął chodzić od ściany do ściany, nerwowo i powłóczyście, drapiąc się po głowie i ciężko sapiąc.
Ail straciła rachubę czasu. Błądząc myślami po zakamarkach umysłu, niezdolna by wydać z siebie choć jedno słowo, ledwo zauważyła jak ktoś nowy przekroczył próg chaty. Kolejny narkoman na odwyku, produkt sekciarskiej indoktrynacji kapłanki Felise. Luinwe usłyszała rozmowę dwójki elfów. Nie próbowali nawet ściszyć tonu głosu. Wymiana zdań była równie nerwowa, co ich ruchy.
Trzepie mnie gorzej niż gdy musiałem odpokutować za najniższe zbiory w zeszłym roku, argh... — Zrobił pauzę, zaciskając szczęki i sycząc przez zęby. — Sprawdziliśmy już każdy zakamarek wioski i okolic... — wysapał nowoprzybyły elf. — Ani śladu Fa'el Lolia. Potrzebujemy Felise. Tylko ona zna recepturę. Odeszło dziś dwoje synów Teliany... Musimy odzyskać Łaskę Loliusza, bo będzie ich, ugh... więcej. Dzieci... dzieci są najsłabsze.
Odeślemy tego wojaka z powrotem do obcych. Przykaże im propozycje wymiany zakładników... A-albo lepiej, zagrozimy śmiercią tej tutaj. Wydaje się być... ważna. — Mężczyzna wskazał palcem na Ail'ei i uśmiechnął się krzywo, a potem podrapał się po zaczerwienionym policzku.
* Noc po powrocie Niriviela do obozu nie należała do najprzyjemniejszych. Zin'rel, nie widząc powracającej przyjaciółki i przyjaciela, początkowo wpadła w panikę, by później popaść w rozpacz i zamknąć się w swoim namiocie, skąd od czasu do czasu słychać było ciche łkanie. Niriviel, w swym niepoczytalnym stanie, zdołał jedynie dotrzeć do namiotu i padł tam wyczerpany, zasypiając obok śpiącej już córki.
Poranek przyniósł więcej złych wieści. Gdy obóz powoli budził się ze snu, z lasu wybiegł zdyszany Yannear, cały poobijany, jak gdyby wrócił ze stoczonej właśnie bitwy. Przywiedziony pod ognisko z pomocą strażnika, usiadł, wyszarpał komuś bukłak z wodą i wypił jego zawartość do dna, po czym zakaszlał ciężko i przetarł zakrwawioną twarz rękawem.
Ail została wzięta do niewoli. Chcą wymiany zakładników. Chcą Felise.
Nie powiedział nic więcej. Zrzucając z siebie wierzchnią część ubrania, po prostu wszedł do swojego namiotu. Pobiegła za nim Zin, lecz weteran zatrzasnął za sobą namiot i nie wpuścił jej do środka.
Yannear! Oddamy im ją, prawda? — zapytała Zin. — Trzeba coś zrobić, nie wiem, pójść na ten układ albo ją do cholery stamtąd odbić!
Decyzja należy do Y'asmanai, los więźniów należy do niej — odparł wódz Szarego Wichru. — Zresztą, czy ktoś ją dziś w ogóle widział?
Pod latarnią stało dwóch strażników, pilnujących więzionych jeńców. Po przeciwnej stronie obozu, widać było Vearię i Katni, bawiące się w glinie. Zupełnie umknęło Nirivielowi, jak szybko dziewczynki zdążyły się zakolegować. Przy ognisku była cała reszta drużyny, pomijając jednego strażnika stojącego na warcie przy skraju lasu. Przeszukano cały obóz, okoliczny las i wybrzeże. Ślad po byłej królowej zniknął i zdawało się, że było tylko jedno miejsce, do którego mogła się udać.

Wyspa Kryształowego Powiewu

98
Początkowo elfka niezdolna była związać szczegółów po przebudzeniu się, jednak z minuty na minutę było coraz lepiej. Mogła też logicznie pomyśleć. Pierwsze co przeszło jej przez umysł to pytanie, "Czy było warto?". Najwyraźniej nic do nich nie dociera, a tym bardziej logiczne argumenty.

Ail prychnęła kiedy elfy wspomniały o łasce Loliusza i uśmiechnęła się lekceważąco.

- Naszych pobratymców nie obchodzi żadne bóstwo, jesteśmy sami ze swoimi problemami. Gdzie był Loliusz przez ostatnie osiem lat? Żyjemy tylko dzięki sobie i swoim staraniom. Nawet wy, na pokrętny sposób Felise, przeżyliście dzięki niej. My przeżyliśmy dzięki dbaniu u siebie nawzajem. - rzuciła, ze spuszczoną głową, nie miała jeszcze siły aby ją trzymać w górze.

- Po pierwsze nie należę już do tamtej grupy, po drugie nikt nie chce z nas walczyć z wami. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, chcemy wam tylko pomóc. Ale skoro uważacie, że życie na tym syfie, który wam funduje Felise jest lepsze, to droga wolna. Dlaczego nikt po za wami nie musi tego przyjmować i żyjemy normalnie? Nie pamiętacie jak było dawniej? Elfy żyły w zgodzie z naturą, szanowały ją, a ona dawała nam wszystko czego potrzebowaliśmy. Czy dziwne obrzędy i przyjmowanie prochów było w naszej naturze? Zastanówcie się trochę.

Elfka próbowała wyczuć czy ma szanse na uwolnienie się z więzów, zdawanie się na łaskę tych szalonych elfów nie było dobrym pomysłem. Zrobiła co mogła, reszta należała do nich, ona musiała się stąd wynieść. Może jeszcze zdąży na statek, wrócić na kontynent i znaleźć dla siebie miejsce na świecie. Zapewne jako najemnik, bo cóż więcej mogła robić? Znała się tylko na walce, nawet dobrze gotować nie umiała. Swoją drogą zabawne, na to wspomnienie aż namalował się szczery uśmiech na jej twarzy. Dobrze, że chociaż królika potrafiła zrobić na ognisku, ale nigdy nie dbała o jego przyprawienie czy dodatki, wystarczyło tylko to do przeżycia.
Obrazek
Obrazek

Wyspa Kryształowego Powiewu

99
POST POSTACI
Felivrin/Niriviel
Przez czas trwania obrady elf zachował niemal grobowe milczenie. Był zmęczony, przybity i w wyjątkowo parszywym humorze. Byli krok o rozwikłania wszystkich problemów... i wszystko popisowo zaprzepaścili. W przeciągu jednej godziny. Czyja to była wina? Królowej? Ail? Jego? Yennear? Zresztą... nie było co się nad tym rozwodzić. Rozbudził się z tego ponurego transu na wieść, że Y'asmanai rozpłynęła się w powietrzu. Kiedy zaś poszukiwania spełzły na panewce westchnął i oznajmił ponurym głosem.

- A więc wszystko wskazuje na to, że królowa podjęła decyzje za naszymi plecami? Zakładamy, że ma sytuację pod kontrolą... czy ruszamy ratować dwie elfki?

"Znowu" dodał w myślach. Ta wyspa jakoś dziwnie działała na elfią płeć piękną. Jego córka pobiegła w las i się zatruła. Ail pobiegła... dalej nie był pewien po co a jego chaotyczne wspomnienia poprzedniej wizyty w osadzie nie pomagały. Zin pobiegła za Ail też na złamanie karku, zgubiła się cholera wie gdzie i jak... a potem po prostu trafiła z powrotem do obozu bez znalezienia Ail ani wpadnięcia na pogoń. Teraz jej oświecona mość postanowiła bez słowa wyparować. Tak... coś z tą wyspą było nie tak. A może z elfimi kobietami jako tako. Czarodziej sam już nie wiedział. Dalej nie był nawet w stanie pojąć jakim cudem pokonanie demona i mrocznych elfów zamiast polepszyć ich sytuacje zdawało się z każdą chwilą pogrążać ich coraz bardziej. Nie było już żadnej zewnętrznej siły działającej na mieszkańców wyspy. A więc wszystkie zaistniałe obecnie problemy były tylko i wyłącznie winą leśnych elfów... to ci budująca myśl.
Spoiler:

Wróć do „Fenistea - puszcza”