Wyspa Kryształowego Powiewu

31
POST POSTACI
Ail'ei
Wysłuchawszy konwersacji Zin z kapłanką, Ail nie miała już wątpliwości, że nie pozwolą odejść stąd królowej po dobroci. Jakikolwiek kit próbowała im wcisnąć, nie wierzyła w ani jedno jej słowo, nic z tego nie trzymało się całości i nie miała pojęcia, w jaki sposób udało jej się przekabacić jej...mentorkę.

- Mam już dość twojego pieprzenia. - Ail szybkim ruchem uniosła miecz i wykonując nim pełen obrót ponad głową, gdzie towarzyszył temu jedynie świst powietrza, skierowała ostrzę wprost w szyję kapłanki. Nie ważne, że obserwowała to wszystko jej córka, nie ważne, że obserwowali ją inni, liczyło się tylko zadanie. Ruch był szybki jak na wyszkolonego elfa przystało.

W tym momencie, pojawił się pisk, coś co mogło zmienić wszystko...albo nic. Ail zatrzymała ostrze niemal w ostatnim momencie i pozostała tak nieruchomo, do czasu, aż nowa postać na scenie nie wyjaśniła wszystkiego. Nie mogła dać przewagi kapłance, odsuwając ostrze, zrobiła to dopiero kiedy została spętana i zakneblowana.

- Nie wiem kim jesteś, ale dopóki nie chcesz nas zabić, poświęcić lub uwięzić, możemy być sojusznikami. - tyle wypowiedziała gwardzistka oschle, zanim skierowała się do Y'asmanayi. Zgarnęła z ziemi jej szatę, którą wcześniej zrzuciła i nakryła ją, po czym cofnęła się dwa kroki i uklękła przed nią, pochylając głowę. W całym tym geście, można było zauważyć coś dawno zaginionego, poczucie obowiązku i zaufanie do elfiej władzy. Ale było w tym coś więcej, jakby utęsknienie i oczekiwanie na ten moment, jakby zrobiła to po raz pierwszy kiedy uklękła przed królewską parą, kiedy to została mianowana gwardzistką.

- Królowo, jesteś wolna, zagrożenie przeminęło. Jestem na twoje rozkazy. - wypowiedziała to z słyszalną emocją w głosie. Chociaż nie było tego widać, brzmiało to jakby właśnie uroniła łzy, i rzeczywiście tak było. Osiem lat...osiem długich lat, jej logiczna strona myśli nie wierzyła, że ten dzień kiedykolwiek nadejdzie, ale była kim była, złożyła przysięgę i choćby ten dzień nie nastąpił, szukałaby jej aż do śmierci. Ale nadszedł ten dzień.

To cud. Ale czy wszystko z nią w porządku? A może taki był plan? Może tylko udawała? - podsumowała to wszystko Ail w swoim umyśle.
Obrazek
Obrazek

Wyspa Kryształowego Powiewu

32
POST BARDA
To faktyczny Drzewiec, niegdysiejszy pośrednik między naszym światem a domeną Loliusza. Został jednak przeklęty przez potworny byt zamieszkujący tą wyspę i odcięty od bóstwa. Demon nie wpływa na prawdziwość wizji i słuszność jego osądów, ale ściąga z niego esencję, niczym pasożyt żerując na duszach i krwi naszych przodków i ofiar. Każdy kolejny poświęcony elf zwiększa jego potęgę, a gdy staje się głodny, sprowadza na nas nieszczęścia. Na wyspę nigdy nie spadła klątwa Sulona. A mimo to, gdy pojawiła się panika i pierwsi uchodźcy z kontynentu, rozeszła się plotka, że te Istoty dotrą i tutaj. Już wtedy pojawiły się pierwsze ofiarowania, w większości po kryjomu, a statki, które przybijały do wyspy, znikały w tajemniczych okolicznościach. Już wcześniej podejrzewałem, że Felise skrywała jakiś sekret. Dopiero po pięciu latach od katastrofy, gdy poznałem prawdę... nie mogłem więcej patrzeć na to, co robiła. Próbowałem przemówić do niej, do innych, ale nie słuchali. Ta wiedźma zdołała ich zindoktrynować do tego stopnia, że są w stanie oddać za nią życie. Karmi ich gadaniną o nadziei, rozdaje jedzenie i podsuwa silnie uzależniający narkotyk, o który są gotowi zrobić dla niej wszystko. Y'asmanaya przybiła do wyspy kilka tygodni po katastrofie. Wszyscy, którzy z nią byli już nie żyją. Nie wiem czemu Felise tak długo trzymała ją przy życiu. Może jako danie główne dla demona...
Ten narkotyk tłumaczy otępienie Królowej. Pilnie potrzebuję próbki. Będzie konieczna do przygotowania leku na symptomy odstawieniowe — powiedziała Zin'rel włączając się do rozmowy.
Pewnie trzyma trochę przy sobie. Zawsze miała coś pod ręką. Trzeba będzie też zabrać jej księgę. Będzie konieczna do odczynienia klątwy.
Zostawcie mamę, zostawcie! — krzyczała w tle Katni, szarpiąc się w rękach elfów, płacząc i gryząc ich po rękach niczym zwierzę w potrzasku.
Vearia przyglądała się dziewczynce ze współczuciem. Podniosła z ziemi jej dzbanek z owocami. Chciała go jej przekazać, lecz Yannear zatrzymał ją ruchem ręki i pokręcił smutnie głową.
Eh... biedna Katni — mruknął Reneylan. — Z nią będzie najgorzej. Jak tu powiedzieć dziecku, że nie jest się potworem z lasu, tylko jej ojcem?
* Ail... Bogowie, ile to już lat... — wymruczała cichutko Y'asmanaya. — Muszę tu zostać. Jestem ofiarą. Oddaję się w ręce Pana Lasu. Wiem że przyjmie mnie z otwartymi ramionami — zmieniła nagle temat.
Była osłabiona. W jej oczach widać było dziwnie otępienie. Nie potrafiła skupić wzroku na jednym punkcie. Kołysała się na boki, jak gdyby poddawała się każdemu powiewowi wiatru.
Tak daleko od domu... — kontynuowała. Z oczu pociekły jej łzy. — Ale teraz mi tu dobrze. Dziękuję że przyszłaś na moją ceremonię. Doceniam to, Ail.
* Słuchajcie, musimy się zbierać — zawezwał Reneylan tak, by wszyscy mogli go usłyszeć. — Rozbijemy obóz pod latarnią. Przy brzegu będzie bezpieczniej.
Zamaskowane komando elfów wzięło obezwładnioną Felise pod ramiona i częstując ją kilkoma uderzeniami w brzuch, zachęcili do posłusznego powstania i podążania za nimi.
Nie będę ukrywał. Chcemy wydostać się z tej przeklętej wyspy raz na zawsze. Czy możemy liczyć na miejsce na pokładzie?

Wyspa Kryształowego Powiewu

33
Uczony zastygł w chwili kontemplacji. Sytuacja wyspy była jakimś cudem bardziej delikatna i złożona niż elfów na kontynencie. Wisiałą wręcz na włosku. Narkotyki, nieziemskie siły, wewnętrzne walki... praca w ludzkich slumsach wydawała się prostsza. Jednak mimo wszystko skala problemu wydawała się i tak dalece... mniejsza. Wszak pokonanie jednego demona czy potwora było wykonywalne... przynajmniej gdzieś w zakresie jego życia. Zmiana zdania ludzi na temat leśnych elfów po całych pokoleniach wojen, wzajemnego rasizmu i napięć? Nie starczyłoby życia jego, jego dzieci, wnuków i prawnuków. Wcześniejsza chęć ucieczki przygasła. Znał zagrożenie, miał sojuszników... coś się dało z tym zrobić. Nie. Coś trzeba było z tym zrobić. Wszak kto wie co potwór zrobi gdy za parę lat zabraknie mu elfów. Tak... musiał walczyć. Nie było wyboru. Krzywiąc się na samą myśl elf mruknął:

— A więc potwór i boski sługa bez dostępu do boga... niech mnie jad Korg’kha popieści... ile pozaziemskich bytów może być zainteresowanych ledwo co zaludnioną wyspą? Zaginione elfy, tajemnice, narkotyki...

Podczas gdy wkoło uczonego latały pytania, rodzicielskie żale, a w tle miała miejsce ckliwa scena z udziałem odurzonej królowej i jej najpewniej ostatniej żywej gwardzistki Czarodziej tarł czoło mamrotając i powtarzając fakt. Brak gości... a więc kłamstwo. Manipulacje. Narkotyki do stępienia bystrzejszych umysłów. Kapłanka mówiła, że odejdą jak inni... lecz inni zniknęli. A więc od początku i tu kłamała. Tak czy inaczej by ich zabiła. Jasnym było, że jeśli chodzi o przeżycie nie mogli ufać jej w żadnym stopniu. Zaletą był fakt, że jak długo jest ich więźniem siły ich przeciwnika drastycznie malały. Nie miał narzędzia do manipulacji elfami... ani do karmienia ich narkotykiem. Niedługo niegdyś najbystrzejsza i najsilniejsza część wioski, która musiała zostać odurzona zacznie doznawać objawów odstawienia i staną się łatwym celem do obezwładnienia. Gorzej, że to samo spotka królową. Zin coś na to poradzi... on może też spróbuje. Ale na razie priorytetem nie było leczenie, pacyfikacja wioski czy wymierzanie kary kapłance. Celem było...

Tu głos przywódcy elfów urwał rozmyślania uczonego. Co prawda słyszał wszystkie wypowiedzi wkoło niego ale ta jedna urwała jego planowanie kontrataku na kult i potwora. Przywódca ich jedynych sojuszników chciał opuszczać wyspę. Na ich okręcie. Niriviel przypomniał sobie twarz rozsierdzonego członka załogi i od razu spochmurniał.

— Również nie będę niczego ukrywał wodzu Szarego Wichru... nie jestem pewien czy nawet nas ten statek zabierze. Należy do człowieka z dość otwartym umysłem... ale ludzie to ludzie. Załoga próbowała już raz wyrzucić nas za burtę w trakcie rejsu i jeśli mnie przeczucie nie myli... to w najlepszym wypadku każą sobie policzyć astronomiczne sumy za każdego "szpiczastouchego", którego nie obejmowała pierwotna umowa. W najgorszym zobaczą jak ponad dwadzieścia uzbrojonych elfów wychodzi na brzeg, podniosą kotwicę i odpłyną roznosząc plotkę o elfich piratach co uczciwych handlarzy na szemraną wyspę zaciągają i próbują abordażu dokonać... albo doniosą faktycznym piratom i niedługo będziemy się musieli martwić o więcej rzeczy. Już większą szanse na sukces ma zwiezienie tutaj posiłków do walki z tym monstrum zanim nie zeżre wszystkiego na wyspie i nie ruszy na kontynent... ale i to będzie ryzykownym przedsięwzięciem. Zresztą... w kwestiach organizacyjnych polecam konsultacje z Panią Generał. Ja tylko dzielę się swoimi obserwacjami. Ale...

Elf wsparł się na pobliskim drzewie i na krótką chwilę wyciszył umysł. Dłoń zaświeciła mu się odrobinę gdy wytężając swoje zmysły sięgnął w głębie kory. Szukał anomalii, śladowej ilości magii... czegokolwiek co pomogłoby mu wyjaśnić naturę "potwora". Nekromancja? Magia krwi? Rytuał który na przestrzeni wieków zapadł się sam w sobie wypaczając reguły własnego działania? Niezależnie od efektu tej szybkiej próby identyfikacji choćby gatunku mocy z którym miał do czynienia elf odsunął się od drzewa i dokończył swoją wypowiedź.

— Ale na osłodę dodam, że masz przed sobą jednego z największych moli książkowych kontynentu. Jak długo tekst rytuału nie jest spisana w jakimś niezrozumiałym języku gwarantuje, że w ciągu doby będę miał odpowiedź jak rytuał zniszczyć... albo chociaż zatruć lub osłabić. Pytanie oczywiście czy metody te będą w zasięgu naszego skromnego grona... ale bądźmy dobrej myśli. Jak długo główny czynnik aktywny na rzecz działania i karmienia rytuału jest w naszych rękach... — tu skinął w stronę kapłanki — ...inicjatywa leży po naszej stronie.

Przez krótką chwilę uczony gładził się po łysym czerepie rozglądając się po gaju. Nie potrzebował czytać księgi by dodać dwóch do dwóch i wiedzieć na co patrzył. Jeśli całość była powiązana z rytuałem to gaj zdecydowanie był czynnikiem odpowiedzialnym za aktywne jego zasilanie. A to oznaczało... że gaj należy zniszczyć. Jednak nie chciał ryzykować. Nie przed przeczytaniem księgi. Czasami najoczywistsze rozwiązanie nie niszczyło rytuału a tylko zmieniało jego działanie. A jest tylko jedna rzecz groźniejsza od rytuału szalonego kapłana. Rytuał szalonego kapłana, którego nie kontroluje nawet szalony kapłan.
Spoiler:

Wyspa Kryształowego Powiewu

34
Gwardzistka była już pewna, że królowa jest równie odurzona narkotykami co pozostali wyznawcy. Wiedziała też, że w tym stanie jest zagrożeniem dla samej siebie, a ona sama musi jej pomóc dojść do siebie, stosując środki których w normalnym stanie nie odważyłaby się zrobić.

- Bogowie nie mają tu nic do rzeczy. Szukałam cię przez osiem lat, osiem długich lat. Jesteś odurzona jakimś narkotykiem, nie myślisz jasno królowo. A ja nie mogę pozwolić ci zginąć z tego powodu, dlatego z góry przepraszam za to co muszę zrobić.

Ail powstała i widocznie zawahała się przez chwilę, jak gdyby kontemplowała nad tym, czy jej następne działanie nie zakończy jej "kariery" jako królewska gwardzistka. Ostatecznie stwierdziła, że jeśli tego nie zrobi, to i tak może skończyć jako gwardzistka...która nie ma już kogo chronić. Złapała łokciem za szyję królowej a drugą ręką docisnęła ją do siebie, blokując tym samym królowej możliwość zaczerpnięcia oddechu. W ten sposób chciała zmusić ją do utraty przytomności, dzięki czemu będzie bezpieczniejsza dla samej siebie, a Zin znajdzie sposób na zneutralizowanie narkotyku.

Odłożyła ją delikatnie na ziemię, upewniając się, że dalej oddycha, po czym wstała, wzięła głęboki oddech i wróciła do reszty.

- Niriviel ma rację, jeśli spróbujemy dostać się na pokład statku, zapewne uciekną i puszczą w świat fałszywe plotki. Z drugiej strony, jeśli nikt nie wróci, bracia i siostry z Lucio Lar, stwierdzą, że nie żyjemy i stracą nadzieję. Jedno z nas musi wrócić do miasta i dać reszcie znać, że wszystko gra i niech wypatrują naszego powrotu w późniejszym czasie. Na kontynencie nie mamy przyszłości, tutaj jednak mamy szanse odbudować naszą rasę, zbudować nowy początek. Musimy tylko zneutralizować zagrożenie. Mamy kapłankę, mamy księgę, mamy informacje i wojowników. Potraktujmy ją tym samym, czym ona częstowała resztę i niech wyśpiewa wszystko o tym demonie. Zgładzimy go, a wtedy wrócimy po resztę.

Ailei stanowczo wyraziła swoje stanowisko, nie miała zamiaru wracać z królową do Lucio Lar. Była pewna, że gdyby inni dowiedzieliby się kim jest, szybko na ich głowy spadłyby kłopoty. Elfy były i tak wystarczającym wydarzeniem, gdziekolwiek się nie pojawili, ale ostatnia z rodu królewskiego? Łowcy nagród momentalnie zainteresowaliby się nią, szczególnie, kiedy jedyna jej ochrona to tylko jedna gwardzistka. Ail była świadoma swej siły i wyszkolenia, ale nie była głupia, nie podołałaby zabójcom kryjącym się w cieniu, nie zdołałaby ochronić w ten sposób swojej mentorki. Cokolwiek zadecydują inni, musi zostać tutaj, najwyżej sama spróbuje swoich sił w walce z demonem...chociaż i te były raczej kiepskie, zważając na to, że do tego celu potrzeba również świetnego maga. Uśmiechnęła się jednak do Niriviela, kiedy ten sam zaczął proponować walkę z nim, tym samym teoretycznie oferując swoją pomoc. Była także przekonana, że Zin nie opuści ich, zbyt długo się znały. Jedyną więc osobą którą znali marynarze, byłby Yannear, to on musiał wrócić do Lucio Lar. Mógłby zabrać ze sobą dodatkowe cztery osoby, marynarze widząc kilka sylwetek na łodzi, zapewne pomyślą, że wraca komplet który tutaj przywieźli, a dodatkowe elfy na pokładzie to pewność, że Yan dopłynie w jednym kawałku.

Gwardzistka odeszła od Niriviela i przywódcy elfów, a następnie podeszła do Zin, widocznie zmartwiona. Położyła dłoń na jej barku i spojrzała w stronę królowej.

- Dasz radę jej pomóc? Twierdzi, że cieszy się ze spotkania, ale znam ją. To nie była ona, nie cała ona. Długo musiała być pod wpływem tego świństwa.

Odwróciła głowę w stronę kapłanki, a na jej twarzy malowała się chęć zemsty, a jej dłoń zacisnęła się lekko na barku Zin.
Obrazek
Obrazek

Wyspa Kryształowego Powiewu

35
POST BARDA
Reneylan westchnął spuszczając głowę.
Spodziewałem się innej odpowiedzi, ale... rozumiem sytuację. Poniosła mnie wizja możliwości ucieczki z tego miejsca, ale rzeczywiście, może jest też inne rozwiązanie. Demon jest potężny i żaden druid ani najlepszy wojownik jakiego znam, nie dałby mu rady w pojedynkę, ale łącząc siły... może, może. Podstawą powinno być jego osłabienie i sprowokowanie do ujawnienia. Tutaj potrzeba planu. Trzeba rozważyć różne możliwości — stwierdził wódz.
Jeden z mężczyzn podszedł do grupy. Przedstawił się jako Tirel. Podał Nirivielowi księgę, Zin zaś wręczył ampułkę z mętną, ciemnozieloną cieczą.
Zrobię co w mojej mocy, Ail — odparła Zin.
No, ale nie wskóramy nic, jeśli osaczy nas motłoch Felise. Ruszajmy w drogę.

***
Pod latarnią, w miejscu poprzedniego obozu, elfy z komanda Reneylana rozbiły dwa duże, własne namioty oraz pomogły w rozstawieniu tych należących do przybyszów. Felise zamknięto w latarni i obstawiono dwoma strażnikami.
Mieszkał tu jeden z naszych braci — opowiadał Reneylan przy ognisku. — Jakoś niedługo po katastrofie w Fenistei zachorował na dziwną chorobę, której nie potrafili leczyć nasi druidzi. Zamknął się więc w latarni i dożył tam swoich ostatnich dni.
Niriviel zaczytawszy się w księdze zabranej kapłance, poznał nieco szczegółów rytuału, jego elementarnych podstaw, bo o tym w zasadzie traktował rękopis. Kartelusze zapisane były we współczesnym elfim języku, toteż nie było większego problemu z ich rozczytaniem. Jedynie inkantacje stanowiły zlepek niezrozumiałych słów. Były jednak dobrze opisane, wraz z dopiskami o fonetycznych niuansach. Uczony dowiedział się tedy, że rytuał nie pozwoli Y'asmanai opuścić wyspy, bowiem w momencie związania z wybranym drzewem, scaliła się również z tym skrawkiem lądu, a próba postawienia stopy poza jego obrębem mogłaby się zakończyć tragicznie. W księdze akt ten był porównywalny do utraty większości organów witalnych. Jedynym sposobem na przerwanie więzi było spalenie drzewa ofiarnego i zatrucie ziemi, w której rosło, by upewnić się, że przez najbliższą dekadę nic w niej nie urośnie.
Reneylan przyglądał się Nirivielowi przez ramię, gdy ten zanurzony w kartach księgi studiował jej zawartość.
A więc ogień jest rozwiązaniem? Taka ingerencja w Drzewiec może poważnie rozsierdzić demona, może nawet sprowokować go do wyjścia z ukrycia...

*

W skromnym namiocie gwardzistki i jej przyjaciółki odpoczywała Y'asmanaya. Ail, nie odpuszczając jej na krok, mogła obserwować jej powolny oddech i błogi spokój na twarzy. Przynajmniej do momentu, kiedy się obudziła. Wtedy też do środka weszła Zin'rel, w ręku trzymając naczynie z ciepłym naparem. Podała go Królowej z największą ostrożnością, otarła jej usta szmatką i ukłoniwszy się, opuściła namiot nie chcąc przeszkadzać swoją obecnością.
Tak się cieszę że cię widzę, Ail — szepnęła elfka.
Na jej twarzy malował się grymas bólu. Gwardzistka widziała, że kobieta cierpi i próbuje ukryć swoją słabość.
Nie byłam sobą — mówiła dalej. — Nie wiem czy nadal jestem. Pamiętam co robiłam, co pozwoliłam ze sobą zrobić... Wydawało mi się wtedy, że tak trzeba.
Perłowa łza spłynęła jej po policzku. Obróciła się na plecy, wzrok skupiła w pustce ponad sobą. Westchnęła i stęknęła, jakby coś ją ukłuło.
Tak mi przykro... Tak mi przykro...

Wyspa Kryształowego Powiewu

36
Lektura okazała się zadziwiająco... nudna. A może po prostu uczony od czasu katastrofy w Oros i doświadczeniu horrorów wieży kalekiego szaleńca nie czuł już tej samej grozy co niegdyś czytając zakazane teksty? Jakkolwiek by nie było jasne stało się, że spożyty w rytuale napój pętał ofiary z wyspą. Po raz kolejny upewniając elfa w tym, że nikt tak naprawdę jej nigdy nie opuścił. Nie było wyboru... a po oddaniu się w ofiarę nawet gdy drzewo poczynało ci wrastać w ciało nie mogłeś po prostu uciec. Drzewo stawało się częścią ciebie już w momencie spożycia z użyciem... telepatii, reakcji alchemicznej? Niezależnie od natury potwór kontrolował miejsce pobytu swoich posiłków. A więc królowej. A ponieważ Ali nie porzuci swojej mentorki... to monstrum miało i kontrolę nad nią. To z kolei przenosiło się na Zin... i resztę. Chcąc nie chcąc byli teraz więźniami istoty "po znajomości". Trzeba było zerwać te więzy ale...

- Ogień sam w sobie nie wystarczy. Drzewa rytualne trzeba spalić, korzenie wyrwać, ziemię zaorać a całość posypać solą. Nic po nich pozostać nie może... ale tak. Na same wywabienie demona pożar powinien wystarczyć. Przy okazji może uda nam się odratować ofiary z tych ostatnich kilku dni... może. Najlepiej uderzyć jak najszybciej i zebrać tyle łatwopalnych materiałów ile mamy pod ręką by wzmocnić inferno. Każda chwila zwłoki to ryzyko, że potwór zauważy nasze zamiary. Ale...

Tu spojrzał po zebranych. Było ich w sumie jakoś dwudziestu. Wioska miała nad nimi przewagę co najmniej jeden do pięciu... jeśli nie więcej. Nie martwił się o walkę... bo chciał jej uniknąć. Nie. Prawdziwa obawa leżała w ofiarach. Mieszkańcy wioski byli ofiarami... ale nie byli po ich stronie. Gdy gniew demona wybuchnie trudno powiedzieć czy skieruje go na nich... czy na wioskę. Czarodziej zacisnął usta i potrząsnął głową. Nie mógł się o nich martwić. Zmanipulowani czy nie podjęli własną decyzje. Jeśli będzie mógł to im pomoże... ale jak sam się upewnił nie byli mu oni braćmi i siostrami. Przynajmniej jak długo istnieje demon. Zabicie źródła miało priorytet. Nie ratowanie ofiar. Ponadto był jeszcze jeden problem...

-... ale kto pójdzie? Musimy zostawić kogoś z królową i twoją żo... Felise. Nie chcemy by uciekła... ale i nie chcemy odnieść porażki w walce z demonem. Zin zostanie na pewno... ktoś będzie musiał doglądać uzależnionej. Więc... zostaw tu wodzu swoich dwóch strażników... i jeszcze dwóch to patrolowania okolicy. Razem z Zin obronią się chyba przed każdym zagrożeniem które nie jest całą wioską lub demonem. Z resztą ruszmy jak najszybciej by spalić gaj i wykurzyć demona... chyba, że macie gdzieś na wyspie skład oliwy i słomy. Warto byłoby się w to zaopatrzyć po drodze. Tak czy inaczej... nie ma czasu na odpoczynek musimy ruszać jak najprędzej. Element zaskoczenia może być już stracony ale nie możemy pozwolić demonowi i wiosce na sformułowanie własnego planu... jedną chwilę

Niriviel czuł się nieswojo rzucając nie tyle propozycje co plany i decyzje. "Wypadało" zapytać Zin czy zostanie zanim to zadeklarował, "należało" poczekać na Ali i jej ekspertyzę w wojskowych operacjach... ale nie było czasu. Oczywiście kilka sekund zajęłoby zawołanie Panie Generał... ale wątpił by po znalezieniu celu swojej kilkuletniej tułaczki miała teraz głowę do podjęcia obiektywnie dobrej decyzji jaką w subiektywnej opinii uczonego było zostawienie królowej z minimalną ochroną. Liczył, że jeśli uda mu się wprowadzić plan ataku w ruch gwardzistka będzie musiała za nim podążyć... albo przynajmniej pójść na ugodę. Demon był w jego oczach zagrożeniem zdecydowanie największym. Dlatego też nerwowym krokiem podszedł do namiotu. Stanął. Potarł jednym butem o drugi nasłuchując głosów w wnętrza i czekając na dobry moment by się wtrącić bez urywania niczyjej wypowiedzi. Na końcu westchnął, odchylił ostrożnie płachtę i niebyt głośno oznajmił.

- Ail... musimy się zbierać. Mamy z wodzem... rozwiązanie. Zin się sama może zająć małymi i chorą.
Spoiler:

Wyspa Kryształowego Powiewu

37
Wydawałoby się, że teraz już wszystko będzie łatwiejsze, bardziej oczywiste. Teraz kiedy odzyskali królową, to ona powinna wiedzieć najlepiej co robić dalej, w jakim kierunku podążyć i jak poprowadzić ostatki elfiej rasy. Niestety, ale Ail przeczuwała, że to nie będzie takie proste i szczęśliwe zakończenie może nie być jej pisane. Była gwardzistką i mimo wszystko, zawsze z tyłu głowy była przygotowana na najgorsze, co oczywiście nie znaczyło, że z każdym najgorszym zakończeniem by sobie poradziła.

Strażniczka królowej nie opuszczała jej na krok, jednak nie czuwała przy niej jak sztywny kołek. Ail'ei znała swoje miejsce i swoją powinność, ale znała swoją mentorkę bardzo dobrze i wiedziała, kiedy potrzebuje wsparcia, tego którego ona sama często udzielała swojej uczennicy. Widziała ból jaki sprawia jej dochodzenie do siebie, dlatego siedziała blisko i trzymała ją za rękę, jakby próbując ją pokrzepić.

Kiedy do środka weszła Zin, spojrzała na nią jakby pytająco, jakby oczekiwała jakiegokolwiek znaku, że wszystko będzie dobrze, jednak była zbyt przejęta w obecności królowej. Zanim jednak wyszła z namiotu, to sama strażniczka uśmiechnęła się do niej ciepło, z widocznym przejęciem ale i łagodnością. Chociaż nigdy tego nikomu nie powiedziała, dla niej samej, Y'asmanaya była niczym druga matka...a teraz w sumie jedyna. Może wynikało to z obowiązku, może z poczucia odpowiedzialności, a może jeszcze z czegoś innego, ale po Nocy Spadających Gwiazd, gwardzistka bardziej przejęła się samą królową niż własnymi rodzicami. W głębi serca przyjęła do wiadomości, że oni już nie żyją, ale nie mogła się pogodzić ze śmiercią królowej.

- Wszystko będzie w porządku. Zin doprowadzi cię do zdrowia, zabijemy demona i uwolnimy cię spod jego mocy. Cokolwiek się stało, najważniejsze, że żyjesz. Nasz lud chyli się ku wyginięciu, a tylko ty możesz doprowadzić do tego, aby się tak nie stało. Więc walcz moja królowo, walcz i przetrwaj. - powiedziała Ail, pełna nadziei i ciepła. Gdyby nie ekwipunek jaki dzielnie na sobie nosiła, ciężko byłoby określić ją w tej chwili jako wojowniczkę, a bardziej zamartwiająca się córkę.

Kiedy do namiotu wkroczył Niriviel, Ail przetarła z oczu pojedynczą łzę, która ściekała jej po policzku. I wszystko co powiedział, potraktowała bardzo poważnie. Wbrew temu co zapewne myślał, gwardzistka wstała jak na rozkaz.

- Masz rację. Chociaż bardzo chciałabym tu zostać, to muszę wam pomóc, stawką jest życie królowej i przyszłość naszej rasy. Jeśli go nie zabijemy, umrą kolejne dziesiątki elfów, a miejsce na nowy początek zostanie utracone. - spojrzała na królową, z pewną niepewnością - Zwyciężymy, albo polegniemy, nie ma trzeciej możliwości. Zin jest mi jak siostra, ufam jej całym sercem, zaopiekuje się tobą pod moją nieobecność. - zwróciła słowa do Y'asmanayi, po czym opuściła namiot z Nirivielem.

- Za chwilę do was dołączę. - rzuciła do swojego towarzysza i podeszła do druidki.

Cieszyła się, że przy niej nie musi udawać twardzielki, doskonale znała ją i wiedziała, kiedy jest czymś przejęta. Nie inaczej było tym razem, na twarzy gwardzistki rysowało się poczucie, które Zin widziała tylko raz w przeciągu ośmiu lat, dzień w którym wyruszyła ona do przeklętych lasów Fenistei w poszukiwaniu królowej. Wtedy była niemal święcie przekonana, że widzi swoją siostrę po raz ostatni, była pewna, że spotka ją tam śmierć, ale mimo to wyruszyła tam. Ten sam wyraz twarzy miała tym razem. Walka z potężnym demonem? Czy to w ogóle możliwe? Czy istniała szansa na jego pokonanie? Kto zginie w ten walce, ona sama czy Niriviel? Czy mała Vearia zostanie pozbawiona ojca, a może to ona sama zostawi Zin i królową? Tym razem coś pękło w niej, a to co chciała powiedzieć straciło sens. Zamiast tego, po prostu rozpłakała się i przytuliła Zin, nie kryła swoich emocji, gdyż mógł to być ostatni raz kiedy to zrobiła, a tylko ona mogła to zrozumieć. Trwało to może z minutę, a kiedy wreszcie ją puściła, przetarła oczy i spojrzała w jej.

- Jeśli dostrzeżesz jakiekolwiek zagrożenie, jeśli jutro nie wrócimy lub wydarzy się cokolwiek podejrzanego, zabierz ich i uciekajcie. Gdziekolwiek, byle jak najdalej stąd. I chociaż przychodzi mi to z trudem...to spróbuj zabrać ją z tej wyspy, nie ważne czy zginie czy nie. Znam ją, wolałaby umrzeć niż dać się opętać temu czemuś. Jeśli coś pójdzie nie tak, zostaw nas, nie próbujcie nas ratować.

Ail wiedziała, że Zin zapewne rozumie powagę sytuacji i fakt, że walka z demonem zakrawa o szaleństwo, ale zapewne rozumiała także to, że jej przyjaciółka nie cofnie się przed zagrożeniem, które może zagrozić jej, królowej lub innym elfom, taka już była. Ail'ei trzymała ją za dłonie jeszcze przez chwilę, po czym puściła ja i odwróciła się, stawiając pierwszy krok w przeciwnym kierunku. Jednak było jeszcze coś o czym zapomniała, a może coś co od dłuższego czasu wypierała z umysłu? Coś czego się bała, a może coś na co nie pozwalało jej poczucie obowiązku? Ale jakie to miało teraz znaczenie, w momencie gdy istniała bardzo duża szansa, że jutro już jej nie zobaczy? Nie, nie mogła tego tak zostawić. Nie mogła tak jej zostawić. Odwróciła się ponownie, swoimi dłońmi szybko acz delikatnie złapała Zin za głowę i pocałowała ją. Serce zabiło jej szybciej i szybciej, jakby zaraz miało jej wyskoczyć z klatki piersiowej. Pocałunek był bardzo prosty, ale to ze względu na fakt, że robiła to po raz pierwszy w życiu...tak, pierwszy raz, ale ciężko znaleźć do tego okazję, kiedy jest się gwardzistką królowej, prawda? Trwało to zaledwie chwilę, ale wydawało jej się jakby trwało kilka minut. Kiedy odkleiła się od jej ust, uśmiechnęła się ciepło, a następnie zaśmiała jakby szczęśliwa z tego faktu. Oczy jej się zeszkliły, ale była już zbyt zestresowana tym, co teraz powiedziałaby Zin...bo kto wie, może źle odczytała jej sygnały? Dla Ail było to jednak najlepsze możliwe pożegnanie, w tak krótkim czasie jaki im pozostał. Odwróciła się już bez słowa i ruszyła w kierunku Niriviela.

Nie była pewna konsekwencji swojego działania, była jednak pewna, że cokolwiek Zin sobie pomyśli, nie odwróci się od niej, nawet jeśli się pomyliła i walnęła gafę. A jeśli jakimś cudem ujrzy ją ponownie, to rozmowa na ten temat będzie dla niej i tak czymś wyczekiwanym, bo będzie w ogóle do niej możliwość. Przez długi czas nie pozwalała sobie na ten luksus, na możliwość kochania kogoś. Może to jednak tylko złudzenie? Zin od pierwszego spotkania, bardzo szybko stała jej się bliska, gdzie na początku była to zwykła przyjaźń. Szybko jednak zauważyła, że Zin patrzy na nią jak na kogoś więcej, niż przyjaciółkę, szczególnie podczas wspólnych kąpieli w obozie. Gdzieś ta myśl kodowała się w umyśle Ail, jednak problemy dnia codziennego, a także jej misja skutecznie zagłuszały jej indywidualne potrzeby emocjonalne. Przez długi czas traktowała ją jak siostrę, ponieważ na więcej nie mogła sobie pozwolić, ale w obliczu takiego zagrożenia chciała pokazać druidce, że ona także odwzajemnia to uczucie. Nie chciała zostawić jej z wiecznym pytaniem w głowie "A co gdyby...".

Doprowadziła się szybko do porządku, aby sprawiać ponownie wrażenie zimnej wojowniczki. Tylko w tym stanie mogła dawać innym odwagi, a także prowadzić ich do boju. Przeanalizowała także na szybko sytuację, a kiedy podeszła do grupy, pierwszym jej pytaniem do przywódcy renegatów było:

- Te ruiny na północnym wschodzie, czym one są? Jaki jest plan na wypłoszenie demona i co będzie skuteczne w walce z nim?
Obrazek
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fenistea - puszcza”

cron