[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

31
Przemiana się udała. Czarodziej chciał odetchnąć z ulgi lecz z jego płuc wydobyło się coś zbliżonego do chropowatego parsknięcia zahaczającego o kaszel. Zaschło mu w gardle. Nie było co się zresztą dziwić. Długa podróż, rozmowa i jeszcze rzucanie czaru. Ledwo miał w tym wszystkim czas na przełykanie własnej śliny. Co dopiero na zwilżenie ust. Miał ochotę się napić. Najbardziej wina bo nie miał go w ustach od prawie duch lat... ale woda ucieszyłaby go i tak niezmiernie. Manierka jego była bowiem równie sucha co jego gardło. Jego pociechą był jednak fakt, że udało mu się przekonać zebranych co do elfiej natury jego córki. Radość ta była na dodatek podwójna. Pierwsza, zdecydowanie bardziej altruistyczna część płynęła z zapewnienia Vearii bezpiecznego otoczenia. Elfiego dziecka nie spotka nic równie złego co mogło spotkać młodego smoka. Druga, łechcące te resztki ego jakie pozostały we wraku osoby, którą elf był przed katastrofą płynęły z prostego faktu. Dalej był znawcą arkanów przemiany. Nie. Zaszedł dalej niż wcześniej. Odebrano mu pozycje, dom, obrócono jego znajomych przeciwko niemu... ale tego nigdy. Jedną rzeczą było rzucenie tego czaru samemu, na pustkowiu bez ciekawskich oczu. Teraz miał dowód. Stracił wiele rzeczy ale tą jedną wzmocnił. I zyskał jeszcze jedną. Uśmiech rozpromienił twarz maga podczas gdy jego zdrowa ręka podświadomie wręcz poczęła tarmosić czuprynę Vearii. Niestety chwila błogości nie trwała długo. Problemy nigdy nie opuszczały go na tyle by zdążył o nich zapomnieć.

— Tak. Przejściowe... A przynajmniej tak mnie zapewniano przez...

Tu przerwał gdy towarzyszka druidki zaoferowała im miejsce przy ognisku a "czarodziejka" wskazana została mu na przewodniczkę. Chwila zdumienia i pewnego uniwersyteckiego oburzenia nie trwała jednak długo. Byli daleko od najbliższej akademii magicznej a druidka miała technicznie i tak najpewniej większe roszczenia do tytułu Czarodzieja niż elf, którego imienia nie było spisanego w żadnych papierach uczelnianych. Nierozsądnym było też ignorowanie elfki po oszukaniu jej zmysłów własną magią. Jeśli była jedynym użytkownikiem magii w obozie rozsądnym wręcz było okazywanie jej szacunku. Dlatego też po przeniesieniu się do ogniska z wtuloną w niego drobną osóbką elf kontynuował rozmowę z należytą ostrożnością, szacunkiem... i oszczędzaniem gardła. Aczkolwiek to ostatnie zniknęło razem z nadejściem strawy. Ta rozwiązała mu język... może nawet nazbyt.

— Jak mówiłem Vearia ma mocno wzbudzoną energię magiczną od prawie że urodzenia i wpłynęło to na nią... na nas. Także gdy chodzi o komunikacje. Rozumie mowę i umie się nią posługiwać.. ale na swój sposób. Słowem - używa telepatii i trudno nakłonić ją do używania dźwięku. A i telepatia ma miejsce z rzadka i nie lubi umysłów obcych nawiedzać... może nie potrafi. A zazwyczaj po prostu... rozumiem czego chce. Może to ta cała "więź rodzinna" o której mój ojciec tyle gadał... może niepełna telepatia. A jak naprawdę czegoś chce to daje znać... ale i tak próbujemy z werbalizacją myśli. Próbujemy... prawda kruszyno?

Czarodziej westchnął. Telepatia była problemem. A raczej jej nagły brak i nieumiejętność mowy. Może nie na skalę wyglądu ale bycie niemową było ogromnym problemem. Nie potrafił nauczać a co dopiero wychować smoka... wiedział jednak na podstawie swoich dawnych doświadczeń w postaciach zwierzęcych, że nauka ich "języka" jest do pewnego stopnia możliwa. Zaś dla rasy inteligentnych magicznych istot winno być to nawet łatwiejsze... prawda? Kolejne westchnięcie. Czemu zapiski o smokach były tak niejasne. Tak czy inaczej elf miał w planach kontynuacje starań z nauczeniem dziewczynki werbalizacji myśli... aż się on lub ona definitywnie nie podda. Poprawiając kożuch na dziecku, które najpewniej po całym dniu wrażeń poczynało zapadać w sen elf zadał Zin pytanie, które od momentu poznania jej profesji pełzało po granicach jego umysłu.

— Wybacz ciekawość ale... czy to prawda, że jesteś druidem? Jak to całe... no... Noc... Sulon... Gwiazdy. Czy to naruszyło jakoś arkanów natury? Mocy nad fauną i florą? Jak to wasze ugrupowanie nazywało... duchy natury? Cała wasza filozofia jest w tym osadzona... a mnie na ten przykład lilie próbowały kiedyś utopić. Czy negujecie może jakoś klątwę?

Warto było zapytać. A nuż Klemens nie był jedynym który próbował odkryć rozwiązanie problemu Gwiazd? A jeśli ta druidka przeżyła Noc Gwiazd to miała zdecydowanie łeb na karku. No i... zboczenie zawodowe elfa poczęło dawać się we znaki gdy dano mu do rąk skarbnice wiedzy jednego z bardziej sekretnych magicznych ugrupowań. Jak mógł się oprzeć pragnieniu pozyskania ich sekretów? Nie mógł. Ot co. W trakcie całej tej rozmowy elf miał także niejasne przeczucie, że towarzyszka Zin jest z jakiegoś powodu podirytowana. Krótką chwilę zastanawiał się nawet czy jej czymś nie rozdrażnił. Ostatecznie nie mógł niczego przywołać do myśli i stwierdziwszy, że wszystko jest i tak jednym z jego wielu urojeń zignorował to całkowicie. Było późno, zimno... każdy był zdenerwowany. No i w końcu jakim był on autorytetem w ocenianiu charakterów. Jego właśni uczniowie kroili teraz pewnie czyjeś zwłoki w piwnicach Nowego Hollar. A jeszcze pewniej siebie nawzajem.
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

32
Przy ognisku było znacznie cieplej niż pod bramą. Można było ogrzać zmarznięte dłonie, odpocząć po długiej wędrówce, dać ulgę nogom i plecom obciążonym od kilku dni podróżnym tobołem. Ludzki mężczyzna o pokaźnym wąsie przyniósł elfowi i jego córce kolację, a właściwie resztki z dzisiejszego obiadu. Od razu obiecał, że śniadanie będzie bardziej treściwe i zanim odszedł od ogniska, postawił na ławce obok dziewczynki mały słoiczek porzeczkowej marmolady. Vearia początkowo niepewnie wzięła do dłoni konfiturę. Następnie włożyła doń palec i oblizała go. W kilka chwil okazało się, że naczynie jest wylizane niemal do czystości, a Vearia, oparta głową o kolano Niriviela, zbierała się do snu z umorusaną od owoców buzią.
Tak, jestem... czy też byłam — odparła Nirivielowi Zin'rel, siedząca na przeciwko. — Teraz, po tych sześciu latach od katastrofy trudno powiedzieć, czy ta rola ma jeszcze jakieś znaczenie. Jestem odcięta od Lasu. I fizycznie, i mentalnie, i na poziomie ducha — opowiadała nie ukrywając smutku. — Ja, i zapewne moi pobratymcy, utraciliśmy łaskę Sulona. Przed Nal'san Faen druidzi mieli nieskrępowany kontakt z naturą. Przyroda słuchała nas i naszych potrzeb, my zaś słuchaliśmy jej i zwracaliśmy równowartość tego, co jej odebraliśmy. Pilnowaliśmy tego cyklu jako największej świętości, tak jak uczył nas ojciec Sulon. Rozwój naszej cywilizacji, wpływy innych królestw i wojny zaburzyły tą odwieczną homeostazę. I na nic zdały się prośby druidzkich kręgów. Co wydarzyło się później wie każdy z nas tu zebranych — zrobiła krótką pauzę, robiąc obok miejsce dla przyjaciółki.
Wręczone Nirivielowi wełniane koce, choć były widocznie stare, załatane w paru miejscach kawałkami tkanin, były ciepłe i wygodne. Przykryta nimi Vearia zasnęła bardzo szybko i głęboko.
Gdy gwiazdy spadły z nieba — kontynuowała druidka — byłam na ekspedycji we Wschodniej Ścianie. Wraz z moim przyjacielem poszukiwaliśmy szczególnych miejsc mocy, o których odnaleźliśmy zapiski. Chyba tylko dzięki temu udało mi się przeżyć katastrofę. Mojemu towarzyszowi już się nie poszczęściło... Kiedy próbowaliśmy wrócić do domu, na granicy Puszczy napotkaliśmy te... Gwiazdy. Nie wiedzieliśmy jeszcze co to wszystko oznacza, dlaczego nad Fenisteą płonie dziwna łuna, a wszędzie gdzie tylko spojrzeć unoszą się jasne niby-ogniki. Lenil podszedł zbyt blisko i... przepłacił za to życiem. Ja uciekłam z powrotem w góry. Po paru tygodniach spotkałam Telkana, później trafiliśmy na innych uchodźców i utworzyliśmy obóz właśnie w tym miejscu. W tamtym czasie utraciłam kontakt z naturą. Było to bardzo bolesne i przez długi czas zbierałam w sobie siły do dalszej egzystencji. Nie potrafię negować wpływu klątwy. Im bliżej Fenistei, tym gorzej się czuję, mam gorsze koszmary, moja magia słabnie a umysł tępieje. Tutaj wciąż odczuwam te negatywne skutki, jednak dużo, dużo słabiej.
Powoli zapadał zmrok. Na południowo-wschodnim horyzoncie, na tle ciemniejącego nieba, uwidoczniła się łuna nad Fenisteą, iskrząca tysiącem barw, poruszająca się niczym nieregularna fala, wzbudzająca niepokój.
Po zmroku staramy się nie patrzeć w tamtą stronę. Za dnia łuna jest ledwo widoczna, lecz nocą rozświetla mrok i nie daje spokoju — powiedziała Zin, oglądając się za siebie na moment.
Druidka ziewnęła i oparła się głową o ramię Ail. Widziała że jej przyjaciółka jest nadzwyczaj spięta.
Ail była gwardzistką królewską — zagaiła ponownie Zin, chcąc włączyć elfkę do rozmowy. — Mamy w obozie wielu innych braci i sióstr, którzy rozsiani byli po całej Fenistei i zajmowali się najróżniejszymi profesjami. Nikt jednak nie jest tak ambitny jak nasza Ail. — Uśmiechnęła się. — Może opowiesz coś o swojej misji, hm? — zwróciła się do siedzącej obok elfki.
Obrazek

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

33
Czarodziej słuchał słów elfki z zainteresowaniem tak głęboki, że nawet przestał przejmować się faktem, że śpiąca i lepka twarzyczka jego córki rujnowała powidłem jego portki. Klątwa odbiła się więc nawet na strażnikach lasów. Ironia karania strażników lasu za zbrodnie tych którzy ich nie słuchali niemal bawiła uczonego... niemal. Perspektywa druida na całość wydarzeń była być może najwierniejszym oddaniem perspektywy Sulona na jaką mógł liczyć. I nie napawała go ona optymizmem... ani też nadzieją. W końcu jeśli winą faktycznie był "rozwój" a nie jak cicho liczył jakaś desakracja, wyizolowana zbrodnia... to czy kiedykolwiek czekało ich inne przeznaczenie? Czy Sulon stworzył ich z wiedzą, że pewnego dnia ich po prostu zniszczy? Nie... to było głupie pytania. Pan Wróżb musiał wiedzieć co robi. Co tylko rodziło kolejne pytania. Jaki był jego plan? Jeśli od początku chciał posłuszne skorupy istot broniących puszczę... czemu nie umieścił przed setkami lat na Herbii te "Gwiazdy" a nie pierwsze elfy? Do czego potrzebował wadliwych śmiertelnych jeśli ostatecznie i tak wiedział, że odejdą od jego wytyczonej trasy? Jakkolwiek na to nie patrzył byli błędem teoretycznie wszechwiedzącej istoty... a to było szczególnie żenujące zarówno dla nich jak i dla ich stwórcy.

— Ja Noc spędziłem z dala od puszczy... od królestwa jako takiego. Dopiero od niedawna na własne oczy przekonałem się jak nienaturalnie to wygląda i powiem szczerze... dalej nie wierzę do końca w to co widziałem.

Po usłyszeniu o okupacji drugiej elfki uczony mimowolnie uniósł odrobinę brwi. Królewski gwardzista? Elf był pod wrażeniem, że wszystkie osoby powiązane z dworem wąchały kwiatki od spodu. Zwłaszcza od czasu gdy do jego uszu dotarły plotki, że władzę nad tysiącami uchodźców przejął szemrany kultysta, równie jeśli nie bardziej szemrany handlarz i jakaś... łowczyni? Szczegóły plotek zatarły się w pamięci maga ale całość zdecydowanie nie sugerowała by ktokolwiek ważny przeżył. Tymczasem siedział przy ognisku z kimś z najbliższego kręgu pary królewskiej. I druidem. Do tego dorzucić byłego Profesora i przed Nocą byłaby to najpewniej uważane za spotkanie "wyższych klas". A teraz siedzieli wkoło ogniska i cieszyli się z samego ciepła. A byli tu ponoć jeszcze inni wyjątkowi osobnicy.

— Gwardzistka? Doprawdy nie zdziwię się jeśli za chwilę mi powiecie, że jest tu naczelny ogrodnik czy kat. Ale co mam rozumieć przez "najambitniejszą"? Na jakie ambicje możemy sobie pozwolić w zaistniałej sytuacji Ail... czy to pełne imię? Chcesz popłynąć do reszty uchodźców na Archipelagu? Zasadniczo... wiadomo co u nich słychać?
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

34
Kiedy usłyszała o łunie, spojrzała spokojnie w jej stronę. Wywoływała u niej pewien niepokój, ostrzeżenie przed tym co tam teraz panuje i przypomnienie o tym jak nie warto żyć dla bóstw. Wystarczająco długo wpatrywała się jednak w ten obraz przez ostatnie lata i nie wywierał on już na niej takiego wrażenia. Wciąż, było to dobre przypomnienie o utracie, jej misji, rodzinie czy wierze.

Elfka rzeczywiście była spięta, a Zin to wyczuła. Nie było to nic nowego, w końcu ona jako pierwsza rozgryzła gwardzistkę i "zmusiła" ją do otwarcia się na świat. Zanim trafiła na druidkę i obóz, każdy jej wieczór wyglądał tak jak dziś, siedziała spięta, z natłokiem pesymistycznych myśli. Przed porzuceniem swojej misji chroniło ją tylko poczucie obowiązku. Czarodziejka jako pierwsza rozgryzła Ail, sprawiła, że ta uśmiechnęła się po raz pierwszy od upadku Fenistei, otworzyła się na innych, a jej dalsza egzystencja zaczęła mieć większy sens. Nie miała więc za złe Zin, że ta po raz enty włączyła ją do rozmowy bez pytania, w końcu to dzięki takim zabiegom jest dziś wartościowym członkiem grupy. Zastanawiała się jednak czasami, dlaczego Zin poświęca jej tak wiele czasu. Bo była reliktem przeszłości? Bo jako jedyna ma nadzieję na to, że królowa żyje? Lecz czy to faktycznie miało znaczenie? Chociaż nigdy nie powiedziała jej tego wprost, kochała ją jak własną siostrę. Po upadku nie sądziła, iż kiedyś znajdzie kogoś tak bliskiego, że nie będzie wyobrażać sobie spędzenie w rozłące dłużej niż kilka dni, dla kogo byłaby w stanie poświęcić nawet swoją misję...prawda? Czy byłaby do tego skłonna? Rozstrzygnąć mogłoby to tylko postawienie ją przed wyborem, na szczęście nie musiała tego robić.

Ail uśmiechnęła się na słowa Zin i Niriviela.

- Ail’ei Lúinwë, osobista gwardzistka królowej Y'asmanayi. Moim obowiązkiem jest odnaleźć ją, żywą lub martwą. Nie mamy dowodów na to, że zginęła, a dopóki nie zostanie to ustalone nie możemy koronować nowych władców, po za tym odnalezienie ich koron byłoby dużym symbolem dla naszego ludu. Nie wiem czy jest to najambitniejsza rzecz, to po prostu mój obowiązek. Przysięgałam wierność naszym władcom i naszemu ludowi, zamierzam dotrzymać tej przysięgi...gdyż tylko to mi zostało, to i to - wskazała głową na środek obozu. - Elfy które się tu zgromadziły, żyją nadzieją na to, że odnajdziemy albo naszych władców, albo symbole ich władzy i samodzielnie znajdziemy miejsce na nowy początek. Nie uciekają przed przeszłością i nie ufają czyimś wizjom lepszego życia bez twardych dowodów. Archipelag jest może ciekawą opcją, ale bardzo ryzykowną. Nikt nie wie na co tam natrafili, nie ma od nich żadnych wieści. Życzę aby wiodło się im dobrze, ale jestem dumna ze swoich braci i sióstr tutaj, i tutaj mamy swoje życie, razem. Niedługo wyruszamy na misję, która miejmy nadzieję zaprowadzi nas do królowej bądź króla, a przy okazji może znajdziemy dla nas nowy, stały dom. Nie ryzykujemy jednak całym obozem, nie chcemy popełnić ewentualnego błędu tych którzy popłynęli na archipelag, gdzie jeden błąd może sprowadzić zgubę na i tak ledwie istniejący już nasz lud.

Ail rozgadała się nie wiedzieć kiedy. Przez wiele minut ciszy nagle wystrzeliła z potokiem słów i myśli. Jej przyjaciółka znała ten stan, to efekt tego, że gwardzistka zbyt długo trzymała w sobie pewne myśli i w końcu musiała się wygadać. Czyżby rzeczywiście była taka ambitna za jaką ją miała? Oparta o nią Zin jakoś..."magicznie" sprawiła, że ta poczuła się ważna. Skoro druidka dostrzegła w niej tę iskrę przywództwa, to może mogła wykorzystać to jakoś dla dobra jej rodaków? Może, ale wciąż musiała rozstrzygnąć swoją misję, spełnić swój obowiązek. Jeśli królowa żyje to potrzebuje jej pomocy. Nie, nie był to tylko obowiązek, Y'asmanaya była dla niej nie tylko królową ale również mentorką i przyjaciółką, ona pierwsza dostrzegła w niej coś czego nigdy nie wyjawiła. Nie mogła jej zawieść, nie dopóki istniał cień szansy, że wciąż żyje.


Prezentacja Ail'ei (pierwsze 50 sekund) - Głos Ail'ei

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

35
Dochodzi do nas niewiele wieści ze świata, ale staramy się wykorzystywać każdy kontakt z zewnątrz na zbieranie informacji. Wyprawa uchodźców nie zakończyła się zbyt dobrze — Zin kontynuowała wątek wyprawy elfów z Heliar. — Ciężko powiedzieć co tak poszło nie tak, ale zdaje się, że sprzedano ich po prostu w niewolę — powiedziała smutnie.
Krótki okres milczenia Zin'rel wypełnił odgłos trzaskającego drewna w ognisku. Mieszkańcy obozu skupiali się teraz wokół licznych palenisk, dyskutując, jedząc, pijąc i korzystając z rozrywek. Jak Niriviel zauważył, popularnymi grami towarzyskimi były kości i karty. Byli i tacy, co zmagali się w małych pojedynkach łuczniczych. Wśród bardziej krzepkich mężczyzn, szczególnie tych rasy ludzkiej, bo znaleźli się w obozie i tacy, organizowano zapasy, które polegały na wyrzuceniu przeciwnika z improwizowanego okręgu. Starano sobie umilić czas w każdy możliwy sposób.
Jak wspomniała Ail, za dwa dni wyruszamy na daleką wyprawę. Pierwszy dłuższy przystanek będzie w miasteczku portowym na wschodnim wybrzeżu. Tam będziemy negocjować możliwość zapewnienia stałego domu dla naszych braci i sióstr. Mieściną zarządza kupiecka rodzina leśnych elfów, dlatego pokładamy duże nadzieje w nawiązanie dobrych relacji. Później skierujemy się dalej na wschód, ku Wyspie Kryształowego Powiewu, ale do tego będziemy potrzebować żaglowca. Wyspa historycznie należała do Królestwa Fenistei. Zamieszkiwało ją nawet kilka dużych rodzin jeszcze przed katastrofą. Od tamtej pory nie mamy żadnego kontaktu. Jest to ostatnie miejsce, w jakie możemy się udać w poszukiwaniu braci i sióstr.
Obrazek

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

36
Młoda druidka jak zwykle była szczera. Gwardzistka wolała nie mówić o fiasku wyprawy i tym, że jej uczestnicy trafili do niewoli, nie były to dobre wieści dla kogoś kto dopiero co dołączył do grupy. Z drugiej strony Ail sama szanowała szczerość, lecz nie koniecznie w każdej sytuacji. Kobieta rozejrzała się po obozowiczach i uśmiechnęła się widząc jak miło spędzają ze sobą czas, nawet przez wzgląd na ich obecną sytuację byli szczęśliwi. Ten widok był dla niej warty bardzo wiele, dodawał jej sił do dalszej walki o lepsze jutro. Jej bracia i siostry cieszyli się z tego co mają, a przede wszystkim z wolności i swojego towarzystwa. Oczywiście każdy z nich marzył o solidnym miejscu zamieszkania i społeczności, lecz nie narzekali, a jeśli już to były to wyjątki.

Ail'ei zwróciła uwagę ponownie na druidkę opartą o jej ramię. Sięgnęła po koc i okryła je obie, gdyż lekki wiatr który nadszedł był troszkę nieprzyjemny dla kogoś kto siedział w bezruchu. Objęła ją także bo czuła jak ramię jej drętwieje od nacisku jej głowy. Podświadomie Ail traktowała ją jak młodszą siostrę o którą musi się troszczyć, dlatego nawet ze względu na ryzyko wyprawy cieszyła się, że będzie ją mieć na oku.

- Przez lata poszukiwałam jakiegokolwiek śladu króla lub królowej, niestety nadaremno. Wiem, że nie zginęli tamtej nocy. Jedyne miejsca których nie zbadałam to wyspy, tylko tam nie mogłam do tej pory dotrzeć. Teraz mam szansę tam dotrzeć i może znaleźć w końcu jakiś ślad.

Elfka była bardzo przekonana o tym co mówi, nie było w niej śladu wątpliwości. Nie miała konkretnych poszlak, ale miała powody wierzyć, że nie zginęli oni tamtej nocy. Nie znalazła ich ciał w pałacu ani mieście, co przepłaciła kilkoma ranami na ciele przez zwlekanie z ucieczką. Na kontynencie także nie znalazła żadnych śladów. Posiadała jednak medalion który nosiła królowa, a rytuał wykazywał oznaki pozytywnego zadziałania, jednak coś powodowało, że nie wiedziała w którym kierunku ma się udać. Może chodziło o odległość? A może coś blokowało namierzanie? Na pewno spróbuje go wykonać ponownie będąc już na wyspie, może wtedy coś się zmieni.


Prezentacja Ail'ei (pierwsze 50 sekund) - Głos Ail'ei

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

37
Czarodziej otworzył usta próbując zwerbalizować swoją reakcje na wieści z szerokiego świata... lecz nie mógł. Nie sądził, że wyprawa zakończy się szczególnym sukcesem. O to nawet przekomarzał się ze swoimi studentami przed laty. Myślał, że ekspedycja zabierze klepiące biedę w Keronie elfy do klepania biedy gdzie indziej ale... niewola? I to praktycznie całej rasy? Ilu ich zostało w Keronie? Na Herbii? Umysł uczonego błądził przez chwilę po krainach Herbii rozpaczliwie szukając w odmętach pamięci gdzie jeszcze może liczyć na spotkanie pobratymców... nic jednak nie przychodziło mu do umysłu. Nie siedział po prostu w jednym z obozów elfich uchodźców. Siedział w jednym z ostatnich takich obozów... jeśli nie ostatnim.

- Nie... wola? Kto? Jak?

Dłonie elfa wczepiły się w jego długie, ciemne zaniedbane loki. Twarz skrzywiła w spazmie rozpaczy i furii. Obiekt rozpaczy był oczywisty. Był... sam. Praktycznie sam pomijając te resztki jego rasy, które nie siedziały w klatkach. Zupełnie jak Gnomy... nie Gnomy miały zdecydowanie lepiej. Powodziło im się, robiły fortuny... kiedyś może nawet odzyskają swój dom jeśli wierzyć dawnym plotką z Północy. Oni? Nie mieli nadziei, nie mieli patrona... a teraz nie mieli nawet siebie nawzajem. Tu zaś wchodził obiekt furii Niriviel. Felivrin. Zadufany we własnym zdaniu elf, który nie tylko siedział na tyłku gdy jego rasa zakuwana była w kajdany... ale całkiem możliwe, że przyczynił się do założenia kolejnych na swój drugi dom. Tak bardzo zapatrzony we własne nieszczęście i przeznaczenie, że jego pobratymcy przepadli nim się obejrzał. Smukłe palce elfa poczęły wpijać się w skórę i uciskać czaszkę, zaciśnięta szczęka poczęła drżeć a dłonie powoli zakryły twarz.

A potem... usłyszał to po raz kolejny. Grupa elfów wypływająca za morze w poszukiwaniu domu. Kolejna ekspedycja równie głupia co szalona. Kolejny moment w który powinien parsknąć i próbować zniechęcić rozmówców... ale obraz domu... własnego kąta... tej głupiej nadziei był zbyt kuszący. I tak popłyną nie ważne co powie. Znowu zostanie w bezpiecznym miejscu. Znowu tych co pożeglują spotka parszywy los. A tymczasem obóz... może zostanie znaleziony przez Zakon? A może nie. Ale wtedy wcześniej czy później pojawi się kolejny marzyciel. Zbierze kolejną grupę.... cykl nigdy się nie skończy. A potem... co? Zostanie sam? Z resztą pobratymców w łańcuchach, martwych lub pozbawionych swojej osobowości, swojej kultury? I albo będzie egzystował w tej pustce... ale i jego w końcu dopadnie ów obłęd i wyruszy na własną równie błędną podróż? By uratować rasę? Samemu? Już lepiej... poddać się mu póki ma z kim go dzielić.

- Wyspa Kryształowego Powiewu... król... królowa. Brzmi jak okropnie dużo do udźwignięcia nawet jak na druida i królewskiego gwardzistę. Czy mógłbym zainteresować was moimi usługami i pomocą? Jeśli sytuacja wygląda równie parszywie jak ją malujecie... nie mam zamiaru siedzieć bezczynnie w obozie aż ktoś przyjdzie założyć mi na szyję kaganiec....

"...znowu" dodał w myślach. Dłonie oderwały się od jego twarzy. Spod starganej czupryny elfa wyzierała dwójka błękitnych oczu z których promieniowała chłodna determinacja. Odzyska swój naród. Jest mu potrzebny. Do ukrycia się przed Inkwizycją w tłumie podobnych mu osób. Do wychowania córki w przyzwoitym otoczeniu. I przede wszystkim do zaznania odrobiny spokoju ducha.
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

38
Ail'ei była zaskoczona propozycją Niriviela, spodziewała się, że właśnie raczej będzie wolał zostać tutaj wśród swoich, szczególnie, że nie miał raczej ostatnio zbyt wielu możliwości na takie spotkania.

- Niemal całe życie spędziłam na treningach i przygotowaniach, a królewska gwardia jest ostatnią linią obrony. Nie oszukuję się, że jestem raczej ostatnią gwardzistką, lecz nie mam zamiaru się poddać...wszyscy liczą na to, że wreszcie przyniosę jakiekolwiek wieści, nawet smutne ale mogące zamknąć pewien rozdział i otworzyć nowy. No i mamy Zin'rel, nawet ja nie chciałabym zadzierać z jej zdolnościami. - uśmiechnęła się i przez chwilę spojrzała w jej oczy. - Mieliśmy wyruszyć tylko w kilka osób, których umiejętności jestem pewna, a ciebie nie znam, masz też córkę która może być nam...obciążeniem. Nie mogę ci jednak zabronić, całkowicie rozumiem chęć walki o naszą przyszłość, ale nie mogę obiecać, że poświęcimy sprawę aby was ratować.


Prezentacja Ail'ei (pierwsze 50 sekund) - Głos Ail'ei

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

39
Kiedy już raz przyzwyczaiło się do życia w drodze, z pewnością ciężko jest później usiedzieć w miejscu — dodała Zin'rel. — Nadprogramowa dwójka towarzyszy nie powinna nam zbytnio ciążyć, wszak nasi goście są już zaprawieni w podróży. W końcu udało im się tutaj dotrzeć, a droga do obozu nie jest łatwa — zwróciła się do gwardzistki. — Wyruszamy za dwie noce. To powinno wystarczyć, byście wypoczęli i nabrali sił. Póki co czujcie się jak u siebie w domu.
Niedługo potem wszyscy poznikali za kotarami namiotów, oddając się objęciom snu.
Poranek był rosisty, rześki i pochmurny. Na polance za palisadą unosiła się gęsta mgła. Obóz budził się do życia. Ail zaraz po przebudzeniu została poproszona do namiotu rady, gdzie wybrać miała ostateczny skład członków wyprawy, nie licząc nowoprzybyłej dwójki elfów. Telkan przedstawił gwardzistce listę ochotników, którzy gotowi byli towarzyszyć jej w wyprawie za morze. Poza tymi, których kandydaturę poznała już dzień wcześniej, na liście pojawiła się dodatkowa osoba. Yannear był weteranem z czasów wojny między Fenisteą a Keronem. Ail znała go dobrze, jak wszystkich mieszkańców osady. Był wojownikiem, obytym z łukiem, mieczem i tarczą. Choć z wojaczką nie miał do czynienia już od lat, swoje umiejętności ćwiczył czy to na polowaniach, czy na pojedynkach drewnianymi mieczami, w których chętnie uczestniczył. Gwardzistka mogła wybrać tylko dwójkę spośród siódemki, mając jednocześnie na uwadze, że nie będą mogli powrócić do obozu przez pewien nieokreślony czas.
Popołudniem zaczęto szykować zapasy na podróż. Ail i Niriviel często widywali Zin'rel medytującą gdzieś na uboczu. Nikt nie pytał, choć domyślano się, że zbiera siły na zbliżenie się do Puszczy, która będzie im towarzyszyć przez niemal całą drogę. Vearia wciąż niepewnie czuła się w ciele dziecka, a próby komunikacji z jej tatą za każdym razem kończyły się fiaskiem. Trzymała się blisko swojego opiekuna, lecz ciekawskimi oczami bezustannie obserwowała życie obozu, zafascynowana mnogością podobnych do niej i jej taty leśnych elfów.
Pod wieczór każdy miał już przydzieloną torbę podróżną, zaopatrzenie i wiktuały na długą przeprawę górską.
W dzień przed podróżą zajmowano się planowaniem dokładnej trasy i wyznaczaniem postojów. Ci którzy mieli wyruszyć w podróż, spędzali czas z przyjaciółmi, korzystając póki mogli ze wspólnych chwil.
W dzień wyprawy, szóstka elfów opuściła teren elfiego obozu uchodźców, maszerując ku malującym się na wschodzie szczytom i niepokojąco błyszczącą łuną nad Fenisteą.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fenistea - puszcza”

cron