[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

16
Ail zaśmiała się kiedy Zin sprzeciwiła się jej prośbie. Chociaż miała cichą nadzieję, że zgodzi się na to zadanie, no ale cóż. Jako gwardzistka, kiedyś była bardziej pewna siebie, gdyż codziennie miała do czynienia z rozkazami, taktyką i poważnymi sprawami. Od upadku królestwa elfów i po latach bezowocnych poszukiwań, pewność siebie Ail'ei zmalała i nie czuła się już tak twarda jak kiedyś. Często odczuwała lekki strach i niepewność przed swoimi decyzjami, dlatego częściowo wolała pracować sama. Rozumiała jednak, że może nigdy nie odnaleźć śladów swoich władców a zmarnowanie życia na bezowocnych poszukiwaniach...wiedziała, że jej królowa nie tego by dla niej pragnęła.

Początkowe słowa Zin przeleciały jej mimo uszu z zamyślenia, lecz słysząc imię które wymieniała, potrafiła sama przywołać swoje zdanie na temat Finrela. Następne zdania słuchała już skupiona i znała te osoby. W sumie w tym obozie każdy znał każdego, nawet jeśli ktoś miał z kimś zatarg. Pierwsze myśli skupiły się wokół Shel'rei. Nie wszystko można rozwiązać siłą, dlatego będzie im ona potrzebna w nawiązaniu przyjaznych stosunków i długofalowych relacji handlowych. Jeśli rzeczywiście ten obóz miałby osiedlić się na wyspie to będą potrzebować przyjaznego portu na kontynencie, a Shel mogłaby o to zadbać. Co do reszty ciężko było się wypowiedzieć. Finrel nie wydawał się mieć szczególnie przydatnych umiejętności, Zin swoją wiedzą wystarczająco zastępowała Grell. Jeśli chodzi o Johana, to jego przeszłość mogłaby się przydać w przenoszeniu wieści do obozu, lecz czy potrafiłby zadbać o siebie? Wolała mieć pewność, że każdy z obecnych w zespole ma umiejętności wystarczające przynajmniej do obrony i ucieczki. Oswajanie zwierząt Sairy brzmiało nawet przydatnie. W razie problemów mieliby dodatkowe atuty do obrony w postaci zwierząt.

- Wszyscy oni mają wspaniałe umiejętności, lecz podstawą dla mnie jest umiejętność obrony. Może się zdarzyć sytuacja kiedy zostaniemy rozdzieleni, chciałabym mieć wtedy pewność, że żaden z nich nie pozostanie bezbronny. Wyruszamy w teren kontrolowany przez ludzi, gdzie grasują różnego rodzaju monstra w postaci łowców niewolników i bandziorów. Dobrze wiemy, że nasza rasa to dla nich teraz łakomy kąsek. Każdy z obecnych w tym zespole musi umieć się bronić. Z drugiej strony Shel'rei byłaby nieocenioną pomocą w kontaktach z Lucio Lar. Muszę to dobrze przemyśleć. Ewentualnie dobierzemy się w zgrane pary, tak aby zawsze jedna osoba biegle posługiwała się bronią.

Wypowiadając te słowa jej humor momentalnie zmienił się w pełen powagi stan. Bywały momenty kiedy gwardzistka odzyskiwała wiarę w siebie i swoje decyzje. W tym momencie czuła, że musi podjąć odpowiednią decyzję i każdy będzie ją wtedy obserwował. Dlatego kiedy usłyszała o druidzkich ziółkach szybko skupiła na nich uwagę.

- Nigdy nie próbowałam tego konkretnego, ale z druidami miałam do czynienia, podczas swojego szkolenia w stolicy. Miałam szczęście kiedy natrafiłam na jednego z nich, który luźniej traktował zasady i prawa. Mogę powiedzieć, że pewnego razu nieźle się sponiewieraliśmy. - zaśmiała się - Mam cichą nadzieję, że to tego typu zioła. - zażartowała, chociaż w głębi miała nadzieję, że trochę przytępi to jej obecne myśli. Nie obchodziło ją za bardzo do czego one służyły, ale skoro próbowali tego wszyscy to i ona nie odmówiła i wzięła kilka łyków. Dzięki temu na powrót się rozchmurzyła.
Prezentacja Ail'ei (pierwsze 50 sekund) : https://www.youtube.com/watch?v=nyYSfx0c22w

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

17
Grupa elfek siedząca przy ognisku podzieliła się między sobą garncem pachnącego naparu. Kiedy nie pozostało w nim już ani jednej kropelki, odłożono go na bok. Kobiety rozsiadły się na trawie wokół paleniska. Ktoś przyniósł kilka wełnianych koców i płaszczów, którymi nakryto odsłonięte na wiatr plecy. Ognisko dawało dużo ciepła. Odgłosy strzelającego w ogniu drwa uspakajały, a uczucie błogości potęgowało się z każdą chwilą od momentu spożycia druidzkiego naparu.
Ail po prawej i lewej widziała uśmiechnięte twarze koleżanek. Wszystko inne, cały świat wokół, zdawał się w tym momencie nie istnieć. Poczuła jakby jej ciało powoli się roztapiało i wnikało w ziemię, na której siedziała. W pierwszej chwili odczuła panikę. Przyspieszyło jej bicie serca, a oczy zaszły czarną mgłą. Usłyszała wtedy spokojny głos Zin, tuż przy uchu. Nie zrozumiała ani słowa, jednak poznała ten tembr i ton. Na powrót zaczęła widzieć, a jej ciało uspokoiło się i pogodziło z odczuwanymi zmianami.
Wszystko było pięknie kolorowe, żywe i poruszało się falistymi ruchami. W pobliskim drzewie ujrzała twarz spokojnego starca. Ukłonił się do niej w powolnym tempie starego drzewa i przymknął oczy, jakby na powrót wrócił do odpoczynku. Namioty na dalszym planie rozpłynęły się i utworzyły chmury, które zaczęły się unosić i dołączyły do swych braci i sióstr w przestworzach. Czerwone i pomarańczowe płomienie ogniska przybierały najróżniejsze kształty. Najpierw Ail ujrzała w nich dwa zające. Gdy mrugnęła, przemieniły się w niedźwiedzia. Ten zaś po chwili przeobraził się w ćmy, które zaczęły latać wokół niej i reszty elfek. Otaczające ją kobiety zdawały się nie zwracać na nie uwagi i zajęte były czymś zupełnie innym. Ail nie mogła zrozumieć, dlaczego nie zachwycają się czymś tak wspaniałym i pięknym.
Czas płynął niepostrzeżenie. Elfka nie miała pojęcia jak długo trwa w obecnym stanie. I nie miało to nawet najmniejszego znaczenia w momencie, gdy czuła się tak dobrze i błogo, że wszystkie troski odchodziły w niepamięć. W pewnym momencie ujrzała tuż przed swoją twarzą oblicze Zin. Pod przymrużonymi powiekami błyszczały jej błękitne tęczówki. Ail poczuła zapach jej perfum o kwiatowym zapachu. Była blisko, bardzo blisko. Mimowolnie przymknęła oczy. Na lekko odrętwiałej twarzy poczuła nagłe ciepło. Coś delikatnie musnęło jej usta.
Nagle gwardzistka doznała dziwnego uczucia, wrażenia, jakby jej ciało zaczęło przyspieszać w jednym kierunku, bezwładnie i miarowo. Nie widziała nic poza czernią, jednak w nicości zaczęło pojawiać się nikłe światełko. Ciemność zaczęła się rozpraszać, a w jej miejscu pojawiła się nieskończona biel. Nie widziała niczego, nawet własnego ciała. Nie czuła nic. Istniały tylko jej własne myśli. Zdała sobie też sprawę, że nie jest samotna. Odczuła czyjąś obecność.
Ail... — powiedział głos, ciepły i spokojny, odległy, lecz znajomy. — Ail'ei... — powtórzył głos. Kojarzył jej się ze słowem ciepło, dom i bezpieczeństwo. — Ail, jest mi tak dobrze. Zostań dłużej.
Obrazek

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

18
Elfka poczuła tylko jak ktoś nakrywa ją kocem, by chwilę potem dosłownie odlecieć. Nie była typem narkomanki, ale od czasu do czasu nie miała nic przeciwko jakimś używkom, szczególnie, że były to ziółka...a to przecież sama natura! Efekty tej mieszkanki były jednak dla niej czymś nowym, to nic z czym miała do czynienia za czasów szkolenia i nauki. Kiedy rozejrzała się po pozostałych, zdążyła tylko stwierdzić, że chyba wziął je taki sam odlot.

Ze względnym spokojem przeżywała atrakcje jakie zafundował jej wywar, po za momentami kiedy jej ciało zachowywało się jakby nie miało połączenia z mózgiem. Kiedy zobaczyła przed swoją twarzą Zin myślała, że to już koniec atrakcji i jakże się pomyliła, kiedy coś musnęło jej usta po zamknięciu powiek. Tuż przed tym widziała swoją najlepszą przyjaciółkę, ale nie wierzyła aby ona ją pocałowała, wzięła to za jedno z tych dziwnych "wizji". Ail nawet nie rozważała tego dłużej, po prostu nie wierzyła aby coś takiego mogło się wydarzyć w końcu były przyjaciółkami.

Kiedy nagle coś wyrwało ją w ciemność, nie rozumiała co się dzieje, poczuła się przestraszona. Chwilę później wszystko zaczęło przechodzić w biel, czuła wtedy czyjąś obecność i było jej dobrze, nie czuła już strachu. Chwilę potem usłyszała głos, znajomy, ale nie do końca potrafiła określić do kogo należał, jedynie przeszła ją świadomość, że nie powinna się go lękać. Jedyne co mogła zrobić to odpowiedzieć.

- Nie rozumiem...kim jesteś? Mówię sama do siebie prawda? To w końcu tylko zioła, nie przeniosłam się przecież na plan astralny. - powiedziała rozluźniona, wiedziała, że efekt w końcu minie...bo minie, prawda?
Prezentacja Ail'ei (pierwsze 50 sekund) : https://www.youtube.com/watch?v=nyYSfx0c22w

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

19
Oh, Ail... Przecież to ja — powiedział głos.
W tymże momencie gwardzistka uświadomiła sobie, że to jej głos i jej słowa. Rozmawiała sama ze sobą, jednak odczuwała rozdwojenie jaźni, dziwne i nienaturalne.
Jeszcze tylko chwilę. Nigdy nie było mi tak dobrze. Czeka mnie wielka podróż i wielkie wyzwanie. Muszę odpocząć i zebrać siły. Możliwe że już nic nie będzie takie samo, że ja już nigdy nie będę taka sama. Muszę dopełnić obowiązku — powiedziała druga jaźń kobiety sennym, przeciągłym głosem.
Nie pamiętała już nic więcej.
***
Ocknęła się leżąc na wełnianym kocu. Wtulona w nią Zin'rel zdawała się spać. Był środek południa. Słońce przygrzewało, choć nie było przesadnie ciepło. Obóz żył swoim życiem, nie zwracając uwagi na kilka sponiewieranych kobiet leżących wokół dopalającego się ogniska. Twarze miały blade, jednak uśmiechnięte i podobnie jak gwardzistka zaczynały powracać do rzeczywistości.
Drogie panie — powiedział nagle mężczyzna, nachylając się nad ledwo kontaktującą Ail, przysłaniając słońce, które świeciło jej prosto w twarz. Okazał się być nim obozowy kucharz. — Rozumiem, odpoczynek odpoczynkiem, jednak pracy nie brakuje. Sabni, masz za godzinę zmianę warty. Zin, wołają cię do namiotu Rady. Reszta ma pomóc drwalom w znoszeniu opału do magazynu w jaskini. Do roboty dziewczyny — rzucił półżartem, obrócił się na pięcie i na powrót odsłonił gwardzistce okazałość przedpołudniowego nieba.
Obrazek

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

20
Kiedy elfka zrozumiała, że rozmawia sama ze sobą lub raczej ze swoją podświadomością, starała się wsłuchać w swój wewnętrzny głos. I wtedy zrozumiała, że wciąż ma do wykonania zadanie. Jej wewnętrzne sumienie stara się powrócić ją na właściwy tor? Czyżby pozwoliła sobie na zbyt wiele? Za bardzo odpuściła? Powinna być wierna ślubom jakie złożyła, powinna była szukać swojej królowej a nie dbać o własne dobro. Czy o to w tym chodziło? To jej ostatnie dni w spokojnej, domowej atmosferze. Obowiązek ją wzywał, zawiodła. Nie może spocząć dopóki nie odnajdzie swojej władczyni.

Tak skończył się jej wewnętrzna walka z samą sobą. Z drugiej jednak strony obudziła się niezwykle wypoczęta, z czystym umysłem i siłą do dalszych wyzwań. Miała rację, było to dobre lecz obowiązek wzywał. Spojrzała na Zin która wtulona w nią wyglądała ślicznie. Nie, Ail odrzuciła tę myśl która pojawiła się nie wiadomo skąd, nie myślała o tym dłużej niż jedna czy dwie sekundy. Rozejrzała się po pozostałych, aż tu nagle słońce przesłonił kucharz.
Gwardzistce zrobiło się trochę wstyd, że inni oglądali ją w takim stanie, nie była dobrym przykładem. Na szczęście nie musiała się tym nadto przejmować, to nie ona przewodziła temu ludowi, a w dodatku niedługo zniknie z ich pola widzenia.

- Wybacz. - podniosła się z pozycji leżącej przysłaniając dłonią słońce, gdyż jej źrenice jeszcze odmawiały dostosowania się do natężenia światła. Tym samym względnie delikatnie poszturchała Zin aby ją obudzić. - Wstawaj Zin. - powiedziała do niej jeszcze ledwo przytomnie, następnie zwróciła się do mężczyzny. - Już wstajemy i bierzemy się do pracy. Tylko nie rozpowiadaj o tym. - zaśmiała się, na szczęście większość obozowiczów było zgraną ekipą i potrafili dotrzymać sekretów.

Ail nigdy nie protestowała i tak jak każdy inny, podejmowała się nawet zwykłych prac. Może i potrafiła walczyć, a także ma tytuł który dziś może już niewiele znaczyć, jednak nie poczuwała się być kimś specjalnym. Przeciągnęła się i wstała na równe nogi.

- Pora popracować siostry. - uśmiechnęła się, poprawiła włosy i poszła razem z pozostałymi kobietami nosić drewno, w końcu kucharz nie wspomniał aby miała udać się gdzie indziej - i to może nawet lepiej, zdąży dzięki temu wrócić do normalności, w końcu noszenie drewna nie jest wymagającym zadaniem.
Prezentacja Ail'ei (pierwsze 50 sekund) : https://www.youtube.com/watch?v=nyYSfx0c22w

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

21
Dzień zdawał się upływać niepostrzeżenie, kiedy ręce były zajęte pracą, a umysł rozmyślaniem. Przedziwna błogość i powolność myśli towarzyszyła Ail'ei jeszcze kilka godzin, co z początku było odprężające, jednak na dłużą metę wymęczyło ją do cna i całe szczęście odpuściło podczas obiadowej przerwy. Kiedy gwardzistka i jej koleżanki zakończyły zleconą robotę, było już późne popołudnie. Słońce skłaniało się już ku zachodnim szczytom Wschodniej Ściany i lada moment miało schować się za ich masywami skalnymi. Mimo wszystko, wciąż było na tyle jasno, by móc rozpoznać twarze towarzyszek — nieco umęczone, choć nie wyrażające tego nad wyraz. Nadszedł czas zasłużonego, tym razem bez cienia wątpliwości, odpoczynku.
Nagły krzyk zwrócił spojrzenia całego obozu ku południowej bramie.
Obcy! — ktoś zawołał. — Obcy! — powtórzył.
Nieznajomy posuwistym, zmęczonym krokiem zbliżał się do drewnianej palisady, nad którą zataczała okręgi biała mewa, która nadleciała kilka chwil przed tym, jak ten się pojawił. Tuż za nim dreptało skrzydlate stworzenie, wielkości pasterskiego psa. Pokryte było niebieską łuską, jak u gada, jednak nie przypominało żadnego zwierzęcia, jakiego mieszkańcy obozu mieli okazję w życiu widzieć.
Stój! — krzyknął wartownik, mierząc grotem strzały w podróżnika. — Kim jesteś i jak tu trafiłeś!?
Obrazek

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

22
Wycieńczony podróżą elf sam poczynał czuć się obcym we własnym ciele. Brak towarzysza podróży tylko pogorszył wysiłek jaki musiał włożyć w przeżycie każdej kolejnej nocy. Zbieranie drewna, polowanie czasami wręcz dźwiganie córki gdy ta z jakiegoś powodu nie chciała przekroczyć strumyka czy innej trywialnej przeszkody. Momentami Felivrin poczynał tęsknić za Zakonną celą. Tam przynajmniej wszystko nie bolało cały czas. Jedyną zaletą tej sytuacji był fakt, że wreszcie oddalił się od oceanu i przestało lać co drugi dzień. Niemniej skupiony na wpatrywanie się w niebo za ptakiem i użalanie się nad własnym ciałem elf nie tylko nie zauważył, że słońce poczęło powoli chować się za horyzontem. Nie zauważył także palisady, która z jego perspektywy wyrosła przed nim dokładnie w tym momencie w którym nieznajomy głos zmusił go do opuszczenia głowy. Siłą woli powstrzymał się od podniesienie rąk do góry. To tylko pogorszyłoby sytuację po wyjawieniu swojej profesji.

- Niriviel Ta'muril, wędrowny czarodziej, bakałarz i badacz magicznych anomalii wszelakich. Do usług. A trafiłem tu...

Tutaj zmęczony uczony westchnął i wskazał z pewną rezygnacją w gestach i ruchach na latającą nad ich głowami mewę. Tłumaczenie się z okoliczności w jakich zdobył informacje na temat obozu zajęłoby wieki i naprawdę nie miał na to sił. Na dodatek co brzmiało bardziej prawdopodobnie? Że przez miesiące spał w domu pustelnika, ten jednego dnia wrócił, zaprzyjaźnił się z nim po tym jak prawie go zabił i wskazał mu drogę tutaj? Zasadniczo... czort wie na jakich zasadach ich drogi się rozeszły i jakie nastawienie ten "obóz" ma wobec nie-ludzi. Może drogi jego i Kelmensa rozeszły się bo jakiś żądny krwi gówniarz dobrał się do stołka przywódcy wioski? Palisada na to by wskazywała. Chyba nie nawet elfy nie muszą być aż tak ostrożne na tych pustkowiach... prawda? Z drugiej strony... spędził ostatnie lata w sporej izolacji więc co on tam wiedział? Tak czy inaczej już raz prawie miał na dłoniach krew starca... niekoniecznie chciał to powtarzać. Jest Czarodziejem, przyprowadził go ptak... ma to więcej sensu niż jego historia i tak. Odgarnął przepocone włosy ukazując strażnikowi swoje szpiczaste ucho i nie tyle zmęczonym co bardziej sennym głosem kontynuował.

- Czy to prawda, że jest tu osada... czy też obóz dla Leśnych Elfów, które nie mają gdzie się podziać?
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

23
Ail'ei słysząc zamieszanie przy bramie, niemal jak poparzona, oprzytomniała i poderwała się, podbiegła po łuk do namiotu i udała się pod bramę, wszystko trwało może dwadzieścia sekund. Gwardzistka była bardzo wyczulona na zagrożenie, może nawet zbyt bardzo, jednak wiele razy uratowało jej to życie. Elfka jako jedyna oflankowała nieznajomego i napięła łuk ze strzałą w jego kierunku. Przybysz mógłby zauważyć, że ta rudowłosa elfka w jakiś sposób wyróżnia się od pozostałej reszty, nie była wystraszona lecz zdeterminowana, jako jedyna posiadała na twarzy tatuaże, których znaczenia mógł się nie domyślać. I chociaż wśród obozowiczów było wiele pięknych kobiet, Ail w jakiś wydawała się być...lepszej krwi?

Z odległości dzielącej ją i jej cel, ten nie zauważył aby łuk w jakikolwiek sposób się poruszył, była skupiona i nie zamierzała się odzywać. Pozostawiała to pozostałym, dla niej liczyło się w tym momencie bezpieczeństwo obozu i jej bliskich. W terenie zapewne podeszłaby do sprawy bardziej łagodnie i porozmawiałaby z obcym, ale ten pojawił się w obozie bez zaproszenia, a trafić tutaj bez zaproszenia nie było łatwo. Nie było jednak pewne, czy nie zaprosił go ktoś z obozowiczów, dlatego cierpliwie czekała. Jedyne co poruszyło się w jej ciele to oczy, które to oceniły także zagrożenie ze strony dziwnego zwierzęcia. Nigdy czegoś takiego nie widziała - wie już o czym porozmawia z Zin wieczorem.
Prezentacja Ail'ei (pierwsze 50 sekund) : https://www.youtube.com/watch?v=nyYSfx0c22w

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

24
Mewa zatoczyła jeszcze dwa kółka nad głowami zebranych, gdy nagle przerwała swój lot i opadła na prosto w błoto pod palisadą.
Wartownik nie spuszczał oczu z przybysza, jednak na jego twarz wstąpiła niemała konsternacja, kiedy ujrzał szpiczaste ucho Niriviela. Nie odpowiedział na pytanie obcego. Zacisnął zęby i rozejrzał się po otoczeniu, odnajdując wzrokiem elfkę z tatuażem pod oczami. Patrzył na nią długo, jakby nie czuł się dość pewnie, by rozmawiać z nieznajomym, jakby chciał jej zakomunikować, że ta lepiej się do tego nadaje. Zrozumiał prędko, że nici z inicjatywy kobiety, dlatego podjął donośnie:
N-nie ruszaj się — rzekł. — To elf — powiedział ciszej, w stronę obozu. — Zaraz ktoś do ciebie podejdzie! — dodał, tym razem znów do Niriviela.
Ponad palisadą wychyliło się więcej głów, elfich i ludzkich. Pojawiło się też więcej grotów strzał i więcej ciekawskich oczu. Brama nagle się rozwarła, ukazując kawałek wnętrza obozu — kilka namiotów i płonące ognisko. Przed podróżnika wyszedł mężczyzna elfiej krwi.
Jestem Telkan, zarządzam tym miejscem. Musisz mi wybaczyć takie powitanie, ale nieczęsto mamy gości, a i ciężko tutaj trafić na własną rękę. Rozumiem że przywiódł cię tu ten ptak? — Wskazał na martwe zwierze leżące w błocie. — Zanim zaproszę cię do środka, musisz odpowiedzieć mi na kilka pytań. Skąd wiesz o obozie? Skąd przychodzisz i czy to... stworzenie nie zrobi nikomu krzywdy? — Wskazał tym razem na przywartego do nogi Niriviela, nieco wystraszonego stworka.

Do Ail przybiegła Zin i skrywszy się za jej plecami, obserwowała niecodzienne wydarzenie.
Nie wyglądamy na zbyt gościnnych, może opuść łuk, Ail — powiedziała na ucho przyjaciółce. — To nasz brat, okażmy mu trochę szacunku.
Obrazek

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

25
Czarodziej zaklął w duszy gdy ptak w którego wymierzył palcem pacnął martwy o ziemię. Doprawdy magia w jego otoczeniu miała niezwykle dobre wyczucie czasu na zaprzestawanie działania lub całkowite wypaczenie swojej natury. Powinien być zasadniczo szczęśliwy, że mewa nie wybuchła. Co gorsza strażnik był ewidentnie poddenerwowany. Od jednego samotnego przybysza. Czy jego rolą nie powinno być użeranie się z dokładnie tego typu sytuacjami? Jak oni przeżyli? Nim jednak mógł począć kwestionować chęć dołączenia do obozu w jego czaszkę wymierzona została kolejna strzała. Spojrzawszy na właścicielkę napiętego łuku Niriviel szybko doszedł do wniosku, że przynajmniej od niej nie grozi mu nerwowo wypuszczona strzała. Gorzej jeśli poleciałaby w jego stronę z premedytacją, miał przeczucie że nie chciał się przekonać jak celną by się okazała.

Nerwowy strażnik wreszcie podjął najpewniej słuszną decyzję do zrzucenia obowiązku rozmowy na kogoś innego. To uspokoiłoby może maga gdyby nie towarzyszyło temu pojawienie się kilku nowych błyszczących grotów. Miał ochotę jęknąć. Za kogo oni go mają? Arcymaga? Całość nie przeciągała się przynajmniej niepotrzebnie gdyż wrota roztwarły się chwilę później ukazując... no obóz. Oraz rudowłosego elfa...a przynajmniej osobnika ze sporawą ilością elfiej krwi. W dzisiejszych czasach trudno było już odróżnić mieszańca od swojego. Grunt, że mężczyzna był jak twierdził reprezentantem obozu i swoją aparycją oraz słowami uspokoił uczonego co do natury tego miejsca. Słowem... nie wyglądał na młodego pokurcza owładniętego rządzą krwi. Nalegał jednak na pozyskanie większej ilości informacji na temat tego jak tu trafił i jeśli elf dobrze ocenił swego rozmówce to zbycie go było raczej niemożliwe. Pozostawało powiedzieć prawdę i liczyć, że wszystko nie trafi jasna cholera.

— Niezmiernie miło mi cię poznać szanowny Telkanie. Jestem Niriviel, wędrowny czarodziej, który dotarł tu jak sam zauważyłeś z pomocą owego stworzenia. Pomógł mi w tym pustelnik, którego spotkałem nad Zatoką Keronu. Twierdził, że pomógł zorganizować obóz. Miał na imię Klemens. Przychodzę bezpośrednio z południa, znad Zatoki, wcześniej byłem dalej na zachodzie, jeszcze wcześniej odrobinę na północy królestwa... przychodzę zewsząd bo po prawdzie od dawna nie mam skąd przyjść. Od lat prowadzę wędrowny tryb życia a ostatnie wydarzenia niekoniecznie pomagają elfom w ustatkowaniu się... nie sądzisz?

Tu zaśmiał się cicho z własnego losu. To pomagało. Śmianie się z granic absurdu w jakie zgłębił się on i jego rasa było na dobrą sprawę jednym z nielicznych lekarstw jakie miał dyspozycji. Po chwili spoważniał jednak jednak i dokończył zerkając na smoczątko.

— Jeśli przez "stworzenie" masz na myśli moją córkę to prędzej bałbym się, że ktoś mógłby skrzywdzić ją lub ona sama siebie. Ale jeśli to was nie uspokaja to jako jej opiekun i nauczyciel mogę obiecać, że nikogo nie skrzywdzi... i że spróbuję ją przekonać do nie zmieniania formy bez mojej zgody jeśli jej obecna was niepokoi.

Tu zamilkł na chwilę. Miał wrażenie, że o czymś zapomniał w tym wyjaśnieniu. Obiecał, że ją kontroluje, że może zmienić ją formę... czego zabrakło. Spanikowany elf potarł się po skroni i po chwili wydał z siebie zmęczone "aaaah" gdy przypomniał sobie, że zapomniał przed tym wszystkim dodać słowa-klucza bez którego cały kontekst wypowiedzi był dla nie-czarodzieja jednym wielkim bełkotem... a dla czarodzieja najpewniej i tak zarysem ograniczającym sytuację do jednej z kilku opcji. Dodał więc nerwowym ale i zmęczonym tonem głosu.

— Byłbym zapomniał o najważniejszym. Jest Zmiennokształtna. W tym wieku. Wielki talent... i sporo problemów. Czasami jest przekonana, że jest jakimś stworzeniem. Koszmar w dużych miastach. Ale gwarantuje, że ma mam to pod kontrolą. Jeśli trzeba mogę odwrócić jej przemianę w każdym momencie... aczkolwiek tego nie lubi. I chyba się was teraz odrobinę boi, więc zmiana w bardziej bezbronną postać ją zirytuje... jak dużym problemem jest jej wygląd?
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

26
Gwardzistka ocknęła się dopiero na słowa Zin, opuściła łuk niemal tak szybko jak go uniosła chociaż wciąż miała go w pogotowiu. Po jej twarzy widać było, że dopiero co odzyskała świadomość sytuacji. Uświadomiła sobie, że była gotowa zabić intruza w imię swoich najbliższych, nie zważając na to kim on sam był. Popełniła błąd, kolejny. Nawet strażnik bramy nie mógł liczyć na jej pomoc kiedy tego potrzebował. Czyżby nie mogła pogodzić się z możliwością utraty tego wszystkiego? Tego na co tak ciężko pracowała i czego tak wytrwale chroniła? Teraz musiała zachować się jak przystało na gwardzistkę pałacową, obudzić w sobie wygaszony płomień przywódczy...przynajmniej iskrę.

- Opuścić łuki. Wysłuchamy naszego rodaka. - rzekła stanowczo do obozowiczów którzy również mierzyli do gościa. Jej głos był wyraźnie przywódczy, lecz łagodny i miły, nie chciała wchodzić w kompetencje Telkana. Obróciła lekko głowę, na tyle aby Zin zorientowała się, że mówi do niej.
- Dzięki, nie wiem co we mnie wstąpiło. - powiedziała cicho, aby nikt po za nią tego nie usłyszał.

Następnie przez kilka chwil wysłuchiwali wszyscy wyjaśnień przybysza, nawet Ail była bardziej skupiona na rzeczywistości niż jeszcze chwilę temu. Wszystko to trzymało się jakiegoś sensu, a kolejny czarodziej w ich obozie byłby niezwykle dużym atutem. Po za Zin nie mieli nikogo o dostatecznie dużym talencie magicznym, którym faktycznie mógłby się do czegoś przydać. Nie do końca jednak wierzyła w słowa o zmiennokształtnej córce, dlatego jedyny sposób aby potwierdzić jego słowa to...ekspertyza Zin.

- Telkanie, niech Zin'rel potwierdzi prawdziwość jego słów tu i teraz. Niech sprawdzi czy rzeczywiście mamy do czynienia ze zmiennokształtną i czy nie stanowi zagrożenia. - spojrzała następnie na przybysza - Wybacz to poruszenie i reakcję, lecz tylko dzięki takim działaniom przetrwaliśmy tak długo, nienękani przez bandytów i każdego kto chciałby nam zaszkodzić. - skinęła głową w ramach przeprosin za agresję. Decyzję co do dalszego działania pozostawiła przywódcy obozu.
Prezentacja Ail'ei (pierwsze 50 sekund) : https://www.youtube.com/watch?v=nyYSfx0c22w

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

27
Stary Klemens jeszcze żyje? — zapytał Telkan z niedowierzaniem, ale i z pogodnym uśmiechem, wręcz rozbawieniem. — Myślałem że nie będzie miał takiego szczęścia ze swoimi szalonymi eksperymentami w Puszczy. Powinienem był mieć więcej wiary w dawnego druha. Być może znajdzie się okazja, byś opowiedział mi o jego poczynaniach. Jestem niezmiernie ciekawy jego naukowego dorobku.
Śmiech Telkana i Niriviela oraz rozkaz opuszczenia broni rozluźniły atmosferę pod bramą. Elf na warcie oraz reszta przybyłych łuczników przestali mierzyć do elfa. Pojawiły się za to liczne rozmowy, jakby strach i nieufność przerodziły się w nagłą ekscytację.
Jeżeli pojawiają się obawy, powinniśmy je rozwiać jak najprędzej — rzekł Telkan, gestem dłoni zapraszając do siebie Zin'rel. — Poznaj Zin'rel, moją zastępczynię, a także naszą druidkę, kronikarkę i archiwistkę.
Rudowłosa elfka podeszła, ciągnąc ze sobą za rękę Ail. Ukłoniła się, niemalże z dworską etykietą, której to nauczyła się od swojej przyjaciółki.
Myślę że najprościej będzie, jeśli pokażesz nam prawdziwą formę twojej córki — powiedziała Zin, uśmiechając się przyjaźnie najpierw do elfa, później do smoczątka. — Przybierasz bardzo piękną i dostojną formę — zwróciła się do małej. — To z pewnością ogromny talent, ale chcielibyśmy zobaczyć jak wyglądasz naprawdę. Możemy?
Vearia spojrzała na Niriviela. W jej oczach odczytał zaniepokojenie i strach, ale też uległość i zrozumienie sytuacji. Odwróciła głowę do druidki i niepewnie kiwnęła łebkiem.
Jesteś bardzo dzielna — skonstatowała Zin'rel.
Obrazek

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

28
Kolejne nieme przekleństwo przebiegło przez umysł elfa. Nawet na tym wygwizdowie mieli tu maga? Przez krótką chwilę rozważał spakowanie manatków... ale było to równe z porażką podczas gdy "ekspertyza" nie oznaczała koniecznie końca świata. Oczywistym problemem był, fakt że miał do czynienia z druidką. Cokolwiek by o nich jego ojczulek nie powiedział... znali oni naturę jak mało kto. Co więcej nie miał pojęcia o poziomie mocy z jakim się spotkał. To nie tak, że druidzi mieli jakiś szczególnie mocno zarysowany ranking i hierarchie. Ale i w pewnym sensie Sulon uśmiechał się do niego. Moc i magia druidów z tego co zasłyszał mocno ucierpiała odkąd natura się od nich odwróciła... pytanie jak bardzo i czy wobec wszystkich? Kolejnym promykiem nadziei był fakt, że raczej ich maginii nie maiła okazji badać wcześniej smoka... ale jeśli i tak uzna, że to coś innego niż elf to będzie w problemie. Chcąc załagodzić potencjalną panikę jaka mogła wybuchnąć uczony spróbował podbudować swój wizerunek przyjaciela Klemensa. Ot tak aby go tylko przepędzili a nie nafaszerowali strzałami jak jeża.

— Żyje i ma się dobrze. Choć szczerze sam nie mam pojęcia jak. Miałem wątpliwą przyjemność być świadkiem jednego z jego eksperymentów i nawet po latach spędzonych z arkanami magii nie pojmuję jak do dnia dzisiejszego to... "coś" go nie rozszarpało. Prawie oboje umarliśmy.

Chciał przeciągnąć to w łzawą opowieść o samotnym elfie. Może nawet pokazać protezę. Cokolwiek aby wzbudzić w rozmówcach więcej wyrzutów sumienia. Jednak prawdziwą deskę ratunku rzuciła mu sama druidka. Chciała zbadać Vearię w jej elfiej formie. Czarodziej odwzajemnił szczerze jej uśmiech wiedząc, że być może oszczędziła mu właśnie wielu problemów. Bo elf choć nie ufał do końca kłamstwom opuszczającym jego usta tak bardzo, że po prostu rekontekstualizował prawdę... to był całkiem pewny siebie gdy chodziło o okłamanie czyjegoś zmysłu magii. Zasadniczo... to dokładnie przez ten dar wylądował na tym bezludziu. Zasrane wazy. Tak czy inaczej wierzył, że ma szansę. Przyklęknął przy smoku i odetchnął ciężko. Był fizycznie zmęczony... a więc i siłą rzeczy odcisnęło to piętno nad jego umysłem i tym samym magią. Nie mógł jednak pozwolić sobie na półśrodki. Wszystko albo nic. Wpatrzył się w drobne czarne ślepia i wymruczał zarówno cicho na głos jak i telepatycznie kładąc jej kciuk na łebku.

— Bądź dzielna maleńka. Tak jak ćwiczyliśmy, wdech, wydech, wdech, wydech, wdech i znowu wydech. A potem krok po kroczku. Od czubka lewego ucha po mały palec u prawej stopy. Wdech...

Szczerze mówił nie tylko do smoka ale i do siebie. Mógł sam wymusić transformacje... ale to by mogło nie wystarczyć. Musieli przejść jak najwięcej kroków czaru razem. Uległy umysł łatwiej nagiąć, uległe ciało łatwiej ukształtować, uległą moc łatwiej kierować. Musiał nie tyle stworzyć idealny obraz elfa... musiał zrobić więcej. Jak przez mgłę pamiętał swój ostatni wykład z Oros. Padło tam pytanie. Coś pokroju "Profesorze czy ten kwiat nie ujdzie za sztuczny". I sam wtedy przyznał studentowi racje. Który z nich to był... czy była... nieważne. Musiał się skupić. Nie tworzył idealnego obrazu. "Piękność i dostojność" o której mówiła Zin była typową pułapką amatorów i magicznych fałszerzy. Ideał? Nie. Tworzył realny obraz, z jego wadami i przywarami. Humanoidalne odbicie istoty. Było mu co prawda znajome... ale dalej musiał być wykonany idealnie w swojej nieidealności.

Drobne odbarwienia skórne jakie to niektórzy mieli od urodzenia w miejsce ciemniejszych łusek, trochę krzywo przystrzyżone włosy w miejsce lekkiego zgrubienia z lewej strony łebka smoczątka, jedno ucho trochę dłuższe od drugiego... i tak dalej. Forma którą stworzył by czuła się w niej dobrze. Forma która miała faktyczne powiązania z jej prawdziwą postacią. Powierzchniowa forma astralna też musiała być ukryta i zatarta. Ale i to nie całkowicie... musiało być wyraźne połączenie miedzy postacią smoczą a elfią. Słowem był to obraz skomplikowany ale wart zachodu jeśli pozwoli żyć mu w spokoju... jemu i jedynej istocie dla której nieudolnie próbował być bohaterem. Obraz pełen drobnych wad i przywar odciągających go nieskończenie od perfekcji ale i pchający go nieskończenie ku prawdzie. Ostatni wydech opuścił jego płuca. Energia krążąca w jego i smoczych astralnych formach zadrżała gdy słowa poczęły nadawać jej kierunek. Polanę pod drewnianą palisadą wypełnił dźwięk słów dobiegających niby to z elfa... ale i z otaczającej zebranych przestrzeni jako takiej. Każdy człon czaru wybrzmiewał w umyśle, duszy i kościach elfa gdy pchał energię swoją i smoka w kierunku znajomej formy zamkniętej w jego umyśle.

Sgiath sakkata,
Sgiath nnar',
Sgiath sine,
Sgiath ode.
Tula sinome, swi thar.

Kiedy zaklęcie dobiegło końca czarodziej opadł zmęczony na trawę z cichą nadzieją, że wszystko zadziałało i nieopatrznie nie obdarował Vearii nosem dwa razy dłuższym niż powinien.
Spoiler:

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

29
Telkan i Zin'rel cofnęli się, dając Nirivielowi i jego córce przestrzeń do spokojnego i bezpiecznego wykonania czaru transmutacji. Vearia przysiadła na tylnych łapach, wyciągając długą szyję wysoko do góry. Kiedy czarodziej położył jej palec na łebku, zamknęła oczy i według poleceń zaczęła powoli i miarowo wdychać i wydychać powietrze. Niriviel poczuł telepatyczną nić zaufania, jaka pomiędzy nim a smoczątkiem się nawiązała. Żadnych słów, żadnego przekazu myśli, po prostu czyste, pierwotne oddanie.
Wdech i wydech, wdech i wydech. Wdech. Skóra uczonego przybrała błękitnej barwy. Zebrana z rezerw Vaerii energia zaczęła rozpraszać się po ciele elfa, by wspomóc go w kształtowaniu nowej formy smoczycy. Wydech. Rozbrzmiały pierwsze słowa inkantacji uczonego. Zebrani rozejrzeli się po okolicy, doszukując źródła wszechobecnego głosu, lecz nie odnaleźli nic, prócz szarych chmur, gołych drzew pogranicza Lasu i skał masywu Wschodniej Ściany. Nastąpił transfer przetworzonej energii z czarodzieja na smoczycę, która rozbłysnęła nagle jasno-niebieską poświatą zakrywającą jej dotychczasową formę. Blask ten zaczął po chwili słabnąć, lecz w miejscu ciała łuskowatego stworzenia został już tylko świetlisty, pulsujący punkt na opuszku kciuka Niriviela. Wdech. Utworzony w umyśle Niriviela szkic elfiej dziewczynki zaczął przesączać się ku rzeczywistości, formując i rzeźbiąc ciało wedle życzenia czarodzieja. Najpierw pojawiło się ucho, szpiczaste, o bladej skórze. Później wyłoniła się twarzyczka, okrągła, o nieco pulchnych, dziecinnych policzkach, zgrabnym, małym nosie i dużych oczach, skrytych jeszcze pod powiekami zwieńczonymi krótkimi rzęsami. Wydech, wdech i wydech, krótka chwila zastanowienia, dopracowania formy, dostrojenia energii. Z czubka głowy wyrosły włosy, wyłoniła się szyja, tułów, chwilę potem kończyny górne i dolne. Jeszcze minęło kilka sekund na sprawdzenie, czy wszystko przebiegło tak jak powinno. Wydech pełen ulgi.
Przed Nirivielem siedziała elfia dziewczynka, na oko sześcioletnia, ubrana w tradycyjną, fenistejską tunikę. Otworzyła oczy — niebieskie, jarzące się jeszcze odrobinę nadwyżką energii, która powoli opuszczała jej ciało. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, lecz nie potrafiła. Druga próba również spełzła na niczym. Czarodziej poczuł, że dziecko próbuje się z nim skomunikować telepatycznie, lecz coś uniemożliwiało jej starania. W oku Vaerii zakręciła się łezka bezradności. Wstała, brudząc sobie dłonie w ziemi i rzuciła się do taty, obejmując go w pasie.
To pewnie przejściowe, prawda? — zapytała Zin'rel, którą najwidoczniej przejęło zakłopotanie dziewczynki niemożnością mowy.
Druidka podeszła bliżej młodej elfki i zawiesiła otwartą dłoń nad jej głową. Trzymała ją tak przez kilka krótkich chwil i stwierdziła:
Wyczuwam pokłady magii w twojej córce. Dość niestabilne i nieuporządkowane, ale to normalne w tym wieku. Wszystko jest w porządku, Telkanie. — Odwróciła się do zarządcy obozu i kiwnęła głową.
Dziękuję — odparł rządca. — Zatem zapraszam do środka — powiedział wykonując zapraszający gest w stronę bramy. — Ail, obliguję cię do opieki nad naszymi gośćmi. Wskażesz im wolne miejsca do spania. Proszę również byś zadbała, by dostali porządną, ciepłą strawę i kożuch dla dziecka, żeby nie zmarzło nam w nocy. — Uśmiechnął się do dziewczynki, później do elfa i odszedł, pozostawiając przybyszów wraz z Ail'ei i Zin'rel przed bramą.
Obrazek

[Wschodnia Ściana] Obóz elfich uchodźców

30
Ail'ei była pod wrażeniem transmutacji, wielokrotnie słyszała o tej gałęzi magii, lecz pierwszy raz w życiu miała okazję zobaczyć to na własne oczy. Kiedy ujrzała tę małą dziewczynkę po przemianie, jej serce zaczęło mocniej bić - cieszyła się, że Zin powstrzymała ją od brania na celownik ich obojga, nie wybaczyłaby sobie gdyby odebrała życie ojcu lub córce na oczach drugiej osoby. Odrobinę zmartwiła się kiedy jego córka nie mogła wydać z siebie słowa, lecz jej przyjaciółka mogła mieć rację, taka przemiana to zapewne duże wyzwanie i musi minąć trochę czasu aby odzyskała pełnię zdolności. Elfia kobieta wciąż pozostawała cicho, dopóki Telkan nie zrzucił odpowiedzialności za nowoprzybyłych na nią. Już miała zaprotestować, ale nie wypadało jej tego robić przy całym obozie, podważanie przez nią zdania ich przywódcy nie byłoby dobrym pokazem dla pozostałych.

Jak ja mam się przygotować do drogi kiedy będę musiała skupić się na nich? Nie mam na to czasu.

Elfka była raczej kiepską aktorką i ukrywanie emocji nie wychodziło jej najlepiej, szczególnie Zin szybko mogła rozgryźć, że "jej" gwardzistka jest niepocieszona tym faktem. Złapała łuk i strzały w lewą dłoń i wskazała nimi obóz.
- Skoro mamy już sprawę jasną to wejdźmy do środka, na pewno jesteście głodni po podróży i zmęczeni. Nasza czarodziejka zaprowadzi was do ogniska, a ja w tym czasie zorganizuje wam miejsce do spania i coś do jedzenia. - powiedziała trochę bezemocjonalnie, zapewne po przemyśleniach podczas ostatniej sesji z "ziółkami". Poczekała aż wszyscy wejdą do środka, a ona jako ostatnia weszła za nimi. Stanęła w bramie i odwróciła się na chwilę wpatrując się w linię drzew, jak gdyby wyszukiwała zagrożenia - dawny odruch.

Ail wpierw skierowała się do kuchni, prosząc kogoś aby zaniósł strawę nowym gościom do ogniska. Następnie udała się do grupy odpowiedzialnej za miejsca do spania i poprosiła o rozstawienie nowego namiotu dla tej nietypowej dwójki. Tutaj spędziła trochę więcej czasu, pomagając nawet przy rozkładaniu owego miejsca, nie czując wielkiej chęci aby szybko udać się do ogniska, lecz w końcu musiała to zrobić. Wróciła tam z dwoma kocami dla dziewczynki i jej ojca, po prostu podając im je i mówiąc krótkie "Proszę", po czym usiadła obok Zin, próbując nie przerwać rozmowy którą zapewne toczyli.
Prezentacja Ail'ei (pierwsze 50 sekund) : https://www.youtube.com/watch?v=nyYSfx0c22w
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fenistea - puszcza”