[Zatoka Keronu] Na skraju Puszczy

16
Elf w ciszy przyglądał się całemu procesowi. Wyglądał on na toporną odmianę korzystania z katalizatorów jako nośników energii. Kawałek kryształu, kontakt ze źródłem, wybuch i po wszystkim. Prostota procesu wprawiała wręcz w zadumę. Wszak mieli tu do czynienia z "żywym" bytem nie samą energią. Po chwili jednak wraz ze słowami pustelnika przybyło zrozumienia. Kryształ nie tyle przechowywał co faktycznie pętał istotę. Myśląca grudka energii aktynie starać się będzie wyrwać z więzienia i w efekcie ewentualnie je zniszczy. Był więc to zabieg zbliżony bardziej to pętania duchów lub cudzej mocy z użyciem własnej magii. A więc potencjalnie ryzykowny jeśli straciło się kontrolę nad uwięzioną mocą. Proces mógł więc być najpewniej zdecydowanie ulepszony. Odpowiednio duży lub magicznie wzmocniony i wzbogacony kryształ mógłby utrzymać taką istotę może nawet tygodnie. Problemem oczywiście był fakt, że zbiornik tego typu na kontynencie wytworzyć i bezpiecznie przetestować można było tylko w kilku miejscach. A połowa z nich dość jawnie pragnęła by czerep Profesora spoczął nad bramą wjazdową ich szlachetnych instytucji. Z zadumy wyrwał Felivrina dopiero głuchy dźwięk kryształu lądującego w jego drewnianej dłoni i słowa jego towarzysza tej krótkiej eskapady.

— Nie ma o czym gadać i czego współczuć. Każdy coś w życiu traci. W moim wypadku to po prostu tylko widać jak na dłoni. Wracając do pierwotnego tematu... kilka dni? Podróż musi więc wciąż być ryzykowana jeśli trzeba polować na te byty w środku puszczy.

Mówiąc to podniósł ostrożnie kryształ do oka pozwalając światłu grać w jego wnętrzu i próbując upewnić się co do jego czystości i wewnętrznej integralności. Ostatnim czego potrzebował był wadliwy kryształ i opętane przez boskie istoty odłamki wepchnięte kilkanaście centymetrów w jego wnętrzności. Następnie przełożył kamyk do zdrowej dłoni i zbliżywszy się do jednego z odłamków spróbował odtworzyć to co zaprezentował mu... no właśnie kto. Były czarodziej? Guślarz? Dziki mag? Przeszłość tajemniczego jegomościa była jednak na chwilę obecną drugorzędnym zmartwieniem. Nie wybuchnąć. To było priorytetem.
Spoiler:

[Zatoka Keronu] Na skraju Puszczy

17
Kryształ jest najwyższej jakości. We Wschodniej Ścianie ostało się kilka starych kerońskich szybów. Stamtąd pochodzi większość moich okazów. Dobrze, dobrze, minerał koniecznie musi dotykać obecnego nośnika. Tylko wtedy może dojść do transferu. Teraz zaklęcie. Proste przekierowanie energii. Na pewno wiesz jak to się robi — instruował Klemens, uważnie przyglądając się swojemu nowemu towarzyszowi.
Felivrin rozumiał na czym polegała cała sztuczka, a mistrzowskie posługiwanie się żywiołem energii tylko ułatwiało mu powtórzenie krótkiego rytuału pętania Gwiazd. Ze wskazującego palca byłego profesora wydostała cię cienka, półprzezroczysta smużka, podobna do tej, którą chwilę temu wyczarował Klemens. Podążała ku ułożonym na ziemi kamykom, ostrożnie kierowana przez Elfa. Początkowo była spokojna, lecz w miarę wydłużania się, zaczynała żyć własnym życiem. Skręcała na lewo i prawo, w górę i w dół, jakby chciała uciec spod kontroli czarującego, zmuszając tym samym Felivrina do wytężenia umysłu. W końcu jednak udało się ją doprowadzić do celu. Spotkawszy się z zawładniętym przez młodą Gwiazdę piaskowcem, zdematerializowała go jasnym wybuchem, przenosząc tym samym istotę na nowy, trwalszy nośnik.
Oh, panienka jednak postanowiła przejść się z nami?
Felivrin mógłby pomyśleć, że słowa te padły w jego kierunku, gdyby kątem oka nie dostrzegł wychylającej się zza drzewa Lalki. Vaeria, słysząc dźwięk strzelających pod butami Rudej gałęzi, odwróciła się gwałtownie i syknęła przestraszona.
Proszę mieć oczy szeroko otwarte i uważać pod nogi. Las jest bardzo niebezpieczny.
Lalka spojrzała po obu mężczyznach pustym, wyzbytym emocji spojrzeniem i wolnym krokiem zaczęła się doń zbliżać, omijając wystające z ziemi grube korzenie.
No, możemy się zbierać. Lepiej wrócić pod dach zanim zbierze się na kolejną burzę. Proszę za mną.
W domu są ptaki — wtrąciła nagle Ruda, zatrzymując się kilka kroków od mężczyzn. Wyglądała nieporadnie jak dziecko. — Ptaki zjadają jedzenie — dodała po chwili.
A niech to szlag... — przeklął starzec pod nosem. — Jak się dostały do środka? Z resztą nie ważne. Pospieszmy się, zanim wyjedzą wszystko. — Uśmiechnął się na siłę i ruszył przodem w drogę powrotną.
Obrazek

[Zatoka Keronu] Na skraju Puszczy

18
Uczony mimo poganiania jego przypadkowego gospodarza pozostał chwilę w bezruchu. Wpatrzony w astralną i tajemniczą energię tańczącą w krysztale nie potrafił pozbyć się pewnego natrętnego uczucia. Smutek? Strach? Melancholia? Być może było to wszystko naraz. Smutek płynący ze świadomości, że nie będzie mógł się podzielić swym odkryciem ze swoimi braćmi i siostrami. Gdzie też oni teraz byli? Dokąd wędrowali i gdzie dotarli? Elf nie wiedział. Oderwany od świata uciekając od swoich lęków sam siebie uwięził w sytuacji gdy tylko on mógł stawiać czoło marom grozy nawiedzających jego umysł. Wolny od zmartwień innych stał się więźniem własnych. Strach jednak nie płyną z koszmarów. Nie teraz. Karmiła go wijąca się grudka energii. Źródło tragedii jego pobratymców. Tak niewielkie i tak słabe w tym momencie... a jednak zdolne do obalenia jednego z najstarszych królestw na świecie. Zgroza która przeszywała elfa na myśl o to co potęga taka mogłaby zrobić w niewłaściwych rękach była trudna do opisania. Ale dość łatwa do zobrazowania. Widok efektów nierozważnego szastania mocom miał przed sobą jak na dłoni. A więc to był osąd boga wiedzy... wróżb... mądrości. Powstrzymując się od parsknięcie śmiechem któremu niechybnie towarzyszyłyby zły Felivrin zacisnął dłoń mocno wkoło kryształu.

— Tak... śpieszmy się.

Odwracając się Czarodziej zadał sobie jednak jeszcze jedno pytanie. Skąd melancholia? Nie wspominał dni swojej młodości w puszczy z rozrzewnieniem. Nie miał barwnych dni dziecięcych... nie to co jego brat. Jego najcenniejsze i najdroższe wspomnienia leżały gdzie indziej. I ponownie katalizatorem tych wspomnień był ten sam przedmiot. Czując ostre krawędzie kryształu ocierające się o jego skórę były Profesor Przemiany mimowolnie uśmiechnął się z rozrzewnieniem. Po prostu... tęsknił za nauką. Nauką magii. Nauką siebie... nauczeniem kogoś. Nawet tak proste przepuszczenie energii dokonane w ramach przekazywania wiedzy wzbudziło w nim wspomnienia sal wykładowych. Pomieszczenia do którego może już nigdy nie wkroczyć. Twarzy Findego i Angili. Twarzy, których może już nigdy nie ujrzeć. Jego uczniów próbujących się nie pozabijać. Uczniów którzy przestali do niego pisać. Brakowało mu ich. Ale gdy były chwile w których mógł zmienić tok wydarzeń. Obudzić Angile w szpitalu polowym... wyruszyć z uczniami... lub powiedzieć proste "nie" tamtej zawszonej nocy. Zawsze wybierał najłatwiejszą ścieżkę. Był... jest słaby. Brak mu charakteru. Zawsze ucieka. Ale czy było się czemu dziwić. Nie był w stanie pomścić nawet samego siebie przez ponad trzydzieści lat. Jaką gwarancję miał, że mając teraz przeciw sobie siły daleko większe zdoła cokolwiek obronić? Może się miotać, walczyć... próbować sięgnąć dalej. Ale czuł, że uderzył już dawno w ścianę której nie mógł przeskoczyć. Czuł jednocześnie, że to wciąż za mało. Był za słaby, za drobny, za kruchy. Przyjaciele, uczniowie... uczelnia. Powinni być bezpieczniejsi bez niego. Prawda?

Z ciężkim sercem i równie ciężkimi myślami Felivrin ruszył za starcem. Na razie. Tylko dokąd później się uda? Kryształ mógł pęknąć w kilka dni. Puszcza nagle straciła prawie cały swój urok długo okresowej kryjówki. Co więc mu pozostawało? Mroźna Północ? Upalne Południe? Statek na Archipelag? Elf przygryzł wargę próbując ocenić która z tych opcji brzmiała najbardziej wykonalnie przy jego nieistniejących funduszach i potencjalnymi inkwizytorami na plecach. I nic do czego doszedł nie przyniosło ponownie uśmiechu na jego twarz.
Spoiler:

[Zatoka Keronu] Na skraju Puszczy

19
Idąc tak przez gęstwinę wystających z ziemi korzeni i kamulców, Felivrin potykał się co rusz, jak gdyby Puszcza sama podstawiała mu kłody pod nogi. Nawet Vearia, z lekka zdenerwowana nowym towarzyszem, lasem i jego nowymi mieszkańcami, nie wchodziła pod buty uczonego tak często, jak płody tej przeklętej ziemi, które choć nieruchome, zdawały się uprzykrzać leśnemu elfowi wędrówkę. Klemens podążał daleko na przodzie. Śpieszno mu było na wieść, że w chacie przy wydmie ugościło się głodne ptactwo, a zdobycze starca z długiej wędrówki po Puszczy pełne były smakołyków, którymi żaden skrzydlaty mieszkaniec niemal jałowego wybrzeża nie wzgardziłby, choćby i za cenę zdzielenia drewnianym kijem. Drugi w korowodzie był Felivrin oraz Vearia, dotrzymująca kroku swojemu tacie. Zatrzymywała się, kiedy ten próbował wyciągnąć nogę z niefortunnie wydrążonego w ziemi dołka lub złapać równowagę po potknięciu o zamaskowany pod paprocią konar. Na samym końcu kroczyła Ruda. Jej twarz wydawała się teraz Felivrinowi straszliwie ponura i smutna. Lecz wiedział dobrze, że nie posiada ona uczuć. Opadnięte kąciki ust, formujące się pod oczami worki i dołki na policzkach musiały być powodem psucia się jej zewnętrznej powłoki. Zupełnie jakby jej sztuczna skóra starzała się, tak jak to bywa u ludzi.
Las zaczynał się przerzedzać. Były profesor zmęczony wędrówką musiał przycupnąć na chwilę, by rozluźnić spięte mięśnie i dać odpocząć obolałym stopom, którym doskwierał ból od stąpania po nierównym podłożu. Klemens westchnął głośno, wręcz jęknął z frustracji, zrobił zwrot i stanął opierając dłonie o biodra. Tymczasem Ruda minęła uczonego i stanęła po jego prawicy.
Wtedy Felivrina zapiekła dłoń, jak gdyby złapał nią coś ciepłego. W zaciśniętej pięści trzymał kryształ, jak uświadomił sobie w tej samej chwili. Kolejną rzeczą, którą skojarzył, był fakt że uczucie pieczenia nastąpiło w momencie, kiedy nadeszła Lalka i stanęła kilka kroków od niego. Widział też w jej gestach i postawie oznaki walki. Walki samej ze sobą. Stała miejscu i za wszelką cenę próbowała utrzymać tę pozycję, jednak coś ciągnęło ją w stronę elfa. To ręka próbowała zawędrować ku uczonemu, to całe jej ciało wyginało się w dziwny sposób, a Ruda rwała się wtedy w drugą stronę, chcąc powstrzymać targające nią siły, których nie potrafiła zrozumieć, a które próbowała opanować. W tym samym czasie Felivrin odczuwał jak kryształ tkwiący w zamkniętej dłoni napierał na skórę, jakby chciał się wydostać z jarzma byłego profesora.
Klemens zawołał wnet z oddali:
Z całym szacunkiem, ale powinniśmy się pospieszyć! Już niedaleko! — Stary wędrowiec nie zdawał sobie sprawy z sytuacji uczonego i rudej dziewczyny.
W twarz elfa uderzył krótki, acz gwałtowny powiew wiatru o zapachu morza.
Nadchodzi sztorm! Trzeba zabezpieczyć chatę i jeszcze pozbyć się tych szkodników!
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fenistea - puszcza”

cron