Wioska Svolvar i okolice

1
-> Z Cieśniny Garrina
W cieśninie Garrina, trzymając się północnego brzegu i płynąc na zachód, dostrzec można było biały klif, a tuż za nim zgrabnie ukrytą wioskę. Ktoś, kto nie wiedział, że za wzniesieniem urkyte są zabudowania, mógł przegapić tak zatoczkę, jak i całą miejscowość. To, iż była tam osada, mogły zdradzać również wysoko wnoszące się maszty statków.
POST BARDA
Irina, usadowiona wysoko na rei, wypatrzyła wioskę. Svolvar przywitało ich całą swoją ośnieżoną chwałą i musieli uważać, zbliżając się ku brzegowi, by wymanewrowac między krami. Ani Siostra, ani Dłoń nie były wzmacniane ku tego typu przeciwnościom, więc należało uważać, by nie zahaczyć o lód i nie uszkodzić poszycia. Oba statki bezpiecznie dobiły do pomostu, choć musiały wpasować się w ostatnie wolne miejsca. Nie było to wybrzeże Harlen, przestrzeni było jak na lekarstwo. Udało się zacumować statek tuż obok pyszniącego się w zachodzącym słońcu Żmija.

Kiedy udało im się spuścić trap i zejść na oblodzone deski portu, niemal natychmiast podszedł do nich mężczyzna uzbrojony w pergamin i pióro.

- Skąd przybywają i po co? - Rzucał pytaniami, nawet nie patrząc na przybyłych. Bardziej interesowały go statki, po każdym zerknięciu na paskowane żagle zapisywał coś na swoim papierze. - Jakie licho ich niesie?

Od spotkania z Bellą minęły może trzy, cztery godziny. Vera wciąż czuła rozgrzewający bimber krążący w żyłach. Był z pewnością mocniejszy niż dobrze znany im rum.

Wioska Svolvar

2
POST POSTACI
Vera Umberto
Przysypana śniegiem wioska budziła w Verze bliżej nieokreśloną nostalgię. Miejsce z oddali wydawało się nadzwyczaj urokliwe, choć domyślała się, że to tylko wrażenie, które zniknie, gdy postawi pierwszy krok na brzegu. Mimo to, przy cumowaniu spoglądała na białe dachy zabudowań i ścieżki wydeptane w białym puchu, nie mogąc się doczekać, aż ten krok zrobi. Jak dziecko, chciała wejść w te nienaruszone fragmenty śniegu i zostawić tam swoje ślady. Ciepło, które rozlało się po jej klatce piersiowej po wypiciu bimbru od różowowłosej kapitan, utrzymywało się do tej pory, sprawiając, że mróz nie był dla niej już aż tak problematyczny, jak wcześniej. A może zatoka robiła swoje - wiatr nie wiał tu tak mocno i nie wciskał się we wszystkie szpary płaszcza.
- Z południa, w odwiedziny - odpowiedziała na pytania mężczyzny. Widząc jego zainteresowanie Siódmą Siostrą, nie wiedziała, czy powinna być dumna, czy zirytowana, ale raczej nie patrzył on na jej statek z zachwytem. Raczej z innych, bliżej nieokreślonych powodów. Stanęła pomiędzy nim, a okrętem. - Zaprosiła nas Bella Vongaston. Widzę, że Żmij już tu jest, więc zakładam, że ona też.
Nie schodziła na ląd nieuzbrojona; mimo zaproszenia, nie wiedziała przecież jakie nastroje będą panować w tym miejscu. Czy faktycznie będą mile widziani, czy będzie musiała się przed czymś bronić, albo wywalczyć sobie szacunek. Zresztą nawet po Harlen rzadko chodziła bez ostrza u boku. Jedynie jego zakrzywienia jej brakowało, ale była pogodzona z myślą, że na północy sejmitara nie uświadczy. Jak wrócą na Archipelag i sprzedadzą zrabowane dobra, będzie mogła zamówić sobie kolejny. Albo dwa od razu, skoro miała ostatnio nieciekawą tendencję do tracenia ich.
- Siódma Siostra i Dłoń Sulona - kolejno wskazała mężczyźnie statki. - Ten jest mój, ja jestem Vera Umberto. Dłoń należy do kapitana Heweliona. To przesłuchanie jest konieczne? Wszyscy chcemy się ogrzać.
Obrazek

Wioska Svolvar

3
POST BARDA


Z bliska wioseczka wydawała się jeszcze bardziej urokliwa. Gruby puch przykrywał dachy, śnieg zalegał wszędzie tam, gdzie ludzie nie wydeptali ścieżek. Z ochroną w postaci przyrody nie mieszkańcy nie musieli bać się napadu, napastnicy nie mogliby przejść niezauważeni, jak pod willę w Everam.

Od wody wiał zimny, gryzący w nos wiatr, jak gdyby chciał wedrzeć się w ląd. Bliskość klifu uniemożliwiała mu plądrowanie wioseczki i tuż za granicą białej, kamiennej ściany panowała cisza, dająca złudne uczucie ciepła.

Nagły dźwięk szarpaniny kazał Verze odwrócić się - Laburs ledwie złapał równowagę, gdy poślizgnął się na oblodzonych deskach. Tylko dzięki silnym ramionom Heweliona, które w porę go złapały, udało mu się utrzymać równowagę.

- By se ten wąsaty ryj rozwalił. - Zachichotał Osmar. Lekarz cieszył się dozgonną wdzięcznością za pomoc po wydarzeniach Pegaza, ale nie szła za tym również sympatia. Wiele osób miało uczucia podobne, do tych Verowych.

- W porządku? - Upewnił się Corin, oglądając na panów kapitanów z Dłoni.

- Niech uważają! Nikt z zatoki nie będzie wyławiał! - Straszył człowieczek, który wyszedł im na spotkanie. Miał futrzaną czapę, spod której wystawały rudawe kędziory. Nie wiedzieć było gdzie kończyły się jego włosy, a gdzie zaczynał zarost. Był dość niski, zupełnie jak Bella. A może na Północy ludzie po prostu nie rośli wysocy? Siłą rzeczy musiał spojrzeć na Verę, gdy ta zasłoniła mu widok na Siostrę. - Aaah, pani Bella. - Mężczyzna odetchnął. -
Zapowiadała wysoką brunetkę i... Pięknisia.
- Przetoczył spojrzeniem przez Osmara do Corina, całkowicie pominął Heweliona i ostatecznie skupił wzrok na Viridisie. Lekarz, jak się okazało, miał na sobie buty zupełnie nie przystosowane do nawierzchni i każdy krok był dla niego ryzykowny. Uczepił się ramienia Huberta.

- Uduszę tę małą... - Mruknął Hewelion, jednak nie dokończył myśli.

- Nie spodziewaliśmy się, że przyjadą tak szybko. - Dodał portowy urzędnik. - Hrabina ledwie wróciła. Niech idą w górę wzgórza, aż dotrą do pałacu hrabii Svolvara. - Wskazał dłonią kierunek. - Tam się ogrzeją.

Byli wolni, by zejść z pomostu. Między domkami było przyjemnie i cicho. W oknach zapalały się pierwsze lampy, a zachód malował śnieg odcieniami różu. Dopiero po zejściu na ląd dostrzegli pałacyk na szczycie, dotąd ukryty za klifem.

- Już nie chcę domku na wyspie. Chcę pałac! Ale może gdzieś, gdzie jest cieplej? - Proponował Corin.

Wioska Svolvar

4
POST POSTACI
Vera Umberto
Nie była w stanie powstrzymać złośliwego uśmiechu, gdy Labrus prawie rozkwasił sobie nos o ziemię.
- Straszna by była szkoda - odpowiedziała cicho na komentarz Osmara, choć nie mogłoby to zabrzmieć bardziej nieszczerze. - Bardziej by sobie go rozwalił, gdyby upadł na niego z wysokości własnego ego.
Obserwowanie, jak lekarz kurczowo trzyma się ramienia Heweliona, by nie paść na lodzie jak długi, było dla Very nadzwyczaj satysfakcjonujące. Jeszcze bardziej eleganckie trzewiki trzeba było sobie sprawić.
Nie uświadamiała rudego na temat tego, kto był wspomnianym przez Bellę pięknisiem, bo nie było to w tym momencie, ani dla niego, zupełnie istotne.
- Nie mieliśmy innych planów, więc skorzystaliśmy z zaproszenia od razu - wyjaśniła.
Skinęła głową i ruszyła w górę, tak jak została pokierowana. Hrabina i pałac? To nie było coś, czego Umberto się spodziewała. A do tego, jeśli dobrze rozumiała, Bella miala też swojego hrabiego. Ojca czy męża? Jeśli to drugie, ciekawe czy zdawał sobie sprawę z jej zamiłowania do elfów z południa. Wyglądało na to, że Vongaston była bardziej interesującą osóbką, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka.
Gdy usłyszała obok siebie głos Corina, wróciła irytacja, choć Vera chwilę wcześniej prawie całkiem się jej pozbyła, schodząc ze ścieżki, by przejść się po czystym, nienaruszonym śniegu. Dziecięce rozrywki o dziwo nie pozwalały jednak całkowicie pozbyć się problemów, które mieli jako dorośli ludzie.
- Mogłeś zostać w kajucie z Sovranem, jak ci się tu nie podoba - odparła sucho. - Byłoby wam razem ciepło. Wspólne czytanie "Pięćdziesięciu lyc" rozgrzałoby was obu.
Vera... Zabrzmiała w jej głowie jego zmęczona odpowiedź, nawet jeśli tym razem tego nie powiedział. Zaczęła ona dla niej brzmieć jak "czemu się znowu przypierdalasz", a to sprawiło, że ona zaczęła reagować na nią natychmiastowym najeżaniem się.
Uniosła wzrok na pałac. Była prawie pewna, że tam zagrzeją się lepiej, niż w jakiejkolwiek tutejszej karczmie, o której myślała, płynąc w stronę osady.
Obrazek

Wioska Svolvar

5
POST BARDA
Zbyt zajęty utrzymywaniem równowagi Labrus nie był w nastroju na podsłuchiwanie rozmów Very i Osmara. Kiedy zeszli z pomostu, okazało się, że może stąpać już nieco pewniej, ale wciąż nie odważył się puścić ramienia partnera. Hewelion zerkał w stronę miękkiego śniegu, sukcesywnie zadeptywanego przez piratów, którzy wzorem Very postanowili sprawdzić jego właściwości. Bez pudła można było stwierdzić, że sam chciałby pohasać w śniegu. Puch był sypki i suchy. Nie dało się zrobić z niego ładnej śnieżki, gdy rozsypywał się pod naciskiem. Buty zapadały się w nim niemal po pół łydki.

- Jesteś zazdrosna o to, co rozkwita między mną i Sovranem? - Zagadnął Corin, żartem chcąc rozładować atmosferę. - Zobaczysz, nie będzie sprawiał problemów. - Spróbował przekonać, zupełnie błędnie identyfikując źródło problemu.

- Ty to se uważaj, bo tracisz względy! Nasza Olenka wyszła od niego taka czerwoniutka, jakby to on jej kicię natarł! - Do rozmowy wesoło włączył się Osmar. - A jaka uhahana! I że jej paluszki czarne nie zostały! Się bałem, że zafarbuje. W ogóle, może trzeba było Smolucha z nami zabrać?

- Nie, niech odpoczywa. - Corin szybki był do podejmowania decyzji o Sovranie.

- A mnie coś też w klacie rzęzi, może Olenkę poproszę, coby mnie też natarła? - Zastanowił się na głos bosman.

- Po Kocmołuchu miała mieć czarne ręce, a po panu jakie będzie miała? - Wtrącił się Polo, który również z zapałem deptał śnieg nieopodal. - Tłuste i włochate?

- Ty pierdoło karlgardzka! Ja o zupie, ty o dupie! Mnie to może przynajmniej chciałaby ponacierać, a ciebie to kijem nie tknie!

Wymiana zdań mogłaby trwać, ale ze statku zeszła również wspomniana Olenka. Towarzyszyły jej Gerda i Pogad, wszystkie trzy wystroiły się w piękne płaszcze, które kupiły na Archipelagu Łez. W futrzanych czapach wyglądały prześlicznie, nawet Pogad, której potężna sylwetka tylko odrobinę psuła efekt.

- Te, panie Korme? To może się założymy? - Polo chętny był do hazardu, zerkając w stronę kobiet.

- Ech. Chodź, Vera. - Corin zaogerował ramię, zupełnie tak, jak wcześniej Hewelion Labrusowi. -- Idziemy do pałacu.

Wioska Svolvar

6
POST POSTACI
Vera Umberto
- Jeśli za rozkwitającą relację uznajesz doprowadzenie kogoś do stanu agonalnego, podczas zapewniania mu pogardliwej parodii wygody przez kilka tygodni, to nie, Corin. Nie jestem zazdrosna - syknęła w odpowiedzi, rzucając mężczyźnie wściekłe spojrzenie. Potem to ona będzie oceniana, to ją posądzać będą o torturowanie więźniów dla rozrywki. Może nie była wzorem cnót, ale jakimiś zasadami w życiu się kierowała. Znów czuła to samo, co w Ujściu, kiedy przestała wszystko kontrolować, więc Corin po pijaku wygadał nie wiadomo co ludziom z Kompanii, a naćpany Osmar przytargał jednego z nich na pokład, gdy starali się nie zwracać na siebie uwagi. Zupełnie jakby tych dwóch było stworzonych do tego, żeby ją wkurwiać, gdy zaczynali brać się za coś razem.
- Nie będę z tobą o tym rozmawiać przy ludziach, ale nie spodziewałam się tego. Nie po tobie - skrzywiła się. - Jesteś tym pieprzonym oficerem od siedmiu lat, a jakbym cię w ogóle nie znała.
Zabicie okienka deskami na jakiś czas i załatwienie mu więcej okryć, gdy tylu załogantów zginęło i mieli ich nadmiar, nie byłoby chyba tak ogromnym wyzwaniem. Miała Yettowi dużo do powiedzenia, ale nie było czasu - najpierw trzeba było znaleźć wioskę, teraz szli do Belli. Vera zacisnęła zęby i zmierzyła tylko wyciągnięte ramię Corina chłodnym spojrzeniem, zanim obróciła się na pięcie i wyczekująco spojrzała na Olenę, Gerdę i Pogad. Dopiero gdy zrównały się z nią, razem z nimi ruszyła w stronę pałacu. Przepychanki słowne Osmara z Polem sprawiły, że kąciki jej ust uniosły się w mimowolnym uśmiechu, bo komentarz był wyjątkowo trafny. Na bosmana też była trochę zła, ale to było bliżej zwykłej irytacji, niż tego, co czuła na myśl o Corinie. Może odwiedziny u szanownej hrabiny pozwolą jej ochłonąć nieco i spojrzeć na sytuację z nowej perspektywy.
- Dobrze wyglądacie - rzuciła do wystrojonych załogantek. - Muszę sobie sprawić taką czapkę. Jak tam Sovran, Olena?
Obrazek

Wioska Svolvar

7
POST BARDA
Słowa Very wyraźnie zbiły Corina z tropu. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zamarł z lekko rozchylonymi ustami.

- Ach. - Wydał z siebie, rozumiejąc, że jest w tarpatach, których raczej się nie spodziewał i nie wyjdzie z nich zbyt szybko. Przynajmniej miał na tyle przyzwoitości, by nie zacząć tłumaczyć się od razu. Westchnął, a z jego ust wyleciała chmura pary, która jakby przypomniała mu o fajce, po którą zaraz sięgnął. - Porozmawiamy później. - Zgodził się.

Yett ruszył za Hewelionem i Labrusem, którzy zdążyli już pojść nieco dalej, wspinając się w stronę pałacu. Również Osmar zerkał to na Verę, to na Corina, zupełnie już ignorując słowa Polo, który dalej chciał dyskutować o zakładzie o Olenę.

Nietrudno było zauważyć, że między Verą i Corinem narastał konflikt. Dziewczęta również to widziały, ale taktownie nie komentowały.
Spoiler:
Olena uśmiechnęła się do Very pocieszająco.

- Prawdę mówiąc... kupiłyśmy taką czapkę też dla pani, ale pomyślałyśmy, że się nie spodoba! - Gerda wtrąciła się, nim Olena zdołała otworzyć usta. - Jest na statku... mogę pani przynieść? - Zaproponowała. Była młoda, sprawna i szybka, uwinęłaby się z zadaniem raz-dwa!

- Sovran... - Olena wyglądała na nieco niepewną. - Kąpiel i cieplejsza kajuta na pewno dobrze mu zrobi, teraz musi się wygrzać i zobaczymy, co będzie dalej. Dałam mu napar z ziół, ale, och, kapitanie... - Jej twarz stężała, gdy powstrzymywała narastające emocje. - Jest bardzo, bardzo chory.

Wioska Svolvar

8
POST POSTACI
Vera Umberto
Uniosła brwi, zaskoczona. Nie spodziewała się, że dziewczęta pomyślą też o niej.
- Jasne - uśmiechnęła się do Gerdy lekko. Nie spieszyło im się, mogła poczekać te dwie minuty, aż ta wróci. - Dlaczego miałaby mi się nie spodobać? Wiecie, że lubię ładne rzeczy. Komu mam za nią oddać i ile?
Może nie będzie wyglądała w niej tak urokliwie, jak Olena, o której względy zabijało się pół załogi (teraz najwyraźniej łącznie z bosmanem), ale w kapeluszach zawsze było jej do twarzy, więc pewnie i czapka się sprawdzi. Takiej jeszcze nie miała - na południu nawet przy najchłodniejszych dniach byłaby jej zupełnie zbędna. Odprowadziła Gerdę spojrzeniem, by skupić się potem na felczerce i jej nieszczególnie dobrych wieściach. Zmusiła się do zachowania względnego spokoju i nie pozwoliła złości na Yetta narosnąć, choć ta bardzo mocno usiłowała zerwać się z uwięzi i eskalować do absurdalnego i niepotrzebnego poziomu.
- Teraz wyjątkowo mocno przydałby się Weswald - mruknęła. - O ile jego magia potrafiłaby coś z tym zrobić. Do tej pory nie wiem, jakie były jej ograniczenia. Dlaczego czasem działała, a czasem zawodziła.
Nie przyznawała tego przed nikim, nawet przed sobą, ale brakowało jej rudego na pokładzie. Trochę podświadomie liczyła na to, że gdy za te dwa, czy trzy lata przypłyną znów do Tsu'rasate, on będzie na nich czekał, gotowy wrócić na pokład, teraz już bez pytania rodziców o zgodę. Zaznali z Mute'lakkiem życia, jakiego z całą pewnością się nie spodziewali, gdy wybierali tę ścieżkę nauki, jaką wybrali. Może też jak będzie starszy, nie będzie tak irytujący.
- Mam nadzieję, że uda ci się mu pomóc. Nie chciałabym, żeby umierał przez... - głupotę i okrucieństwo bosmana i twojego ukochanego oficera, chciała dokończyć, ale te słowa pozostały niewypowiedziane. - Przez to, że ktoś nie wpadł na to, żeby dać mu porządny koc i zabić okno deską.
Nawet psa by tak nie potraktowała. Zagłodzić i zrobić sobie rozrywkę z patrzenia, jak zdycha, a potem opowiadać, że się go oswaja. No nie mogła przejść nad tym do porządku dziennego, totalnie nie mogła. Erinela mogłaby podejrzewać o coś takiego, nawet by jej to nie zdziwiło. Osmara też. Nie Corina.
- Ładnie się hrabina urządziła - zmieniła temat. - Obstawiacie, że jest znudzoną żoną, czy rozwydrzoną córką hrabiego?
Obrazek

Wioska Svolvar

9
POST BARDA
- To prezent! - Krzyknęła jeszcze Gerda, oddalając się w stronę pomostu. Tam zwolniła, mając w pamięci, że deski były oblodzone, o czym przypomniał jej również mężczyzna, który dalej notował coś na swoim kawałku papieru.

Ze statków zeszli piraci. Choć nie wszyscy wybierali się do pałacu, większość chciała zobaczyć z bliska śnieg lub po prostu zejść na ląd chociaż na chwilę. Wśród piratów Heweliona Vera dostrzegła tak Samaela, jak i Olova, którzy wydawali się zachowywać jak najlepsi kumple. Szorstkie chrzciny przy przyjęciu do załogi najwyraźniej nie rzutowały na ich relacje.

Olena odsunęła się o kroczek, gdy rzucona przez jednego z marynarzy kupka śniegu miała szansę dosięgnąć dół jej płaszcza. Pokręciła lekko głową, ale nie wyglądała na urażoną ich zabawami.

- Nie wiem, dokąd sięgała magia Weswalda. - Przyznała felczerka. - Mógłby pomóc temu elfowi... szybciej. Nie wiem. - Powtórzyła. Opuściła wzrok. - Sovran miał okrycie, kapitanie. Wiem, że mógłby mieć coś lepszego... ale proszę nie być złym na pana Yetta. - Poprosiła. - Tylko dzięki niemu on w ogóle jeszcze żyje.

Kobieta uniosła wzrok na statek, w stronę kajuty na dziobie, gdzie został chory elf. Choć był więźniem, jego los wydawał się przejmować teraz wielu, również tych, których być może nie powinien.

- Skoro to hrabina, to chyba to żona. - Zauważyła Pogad. - Córka nie byłaby hrabianka? - Dodała. Omijała temat Sovrana, bo skoro nie tolerowała chociażby Jelonka, jak mogłaby tolerować takie wynaturzenie?

- Kapitanieeee! - To Gerda wracała ze statku. W ręku trzymała wielką czapę ze srebrzystego futra.

Wioska Svolvar

10
POST POSTACI
Vera Umberto
Wiecznie wierna i oddana Corinowi, cholera jasna. Czy tylko Vera widziała problem? Na to wyglądało.
- Ugh. Dobrze, nie będę zła - zgodziła się szybko, by mieć felczerkę z głowy, jak dziecko, choć nawet gdyby chciała spełnić jej prośbę, nie byłoby to takie proste. Nie, nie "gdyby chciała", bo to nie było tak, że Umberto marzyła o byciu złą na Yetta. To było silniejsze od niej, to działo się samo. Może przez fakt, że gdyby na samym początku pozbyli się mrocznego, tak, jak planowała, nic z tego by teraz nie miało miejsca. I z pewnością szybka śmierć byłaby bardziej humanitarna, niż to. A może przez to, że teraz to ona będzie widziana jako odpowiedzialna za wycieńczenie więźnia, niezależnie od faktu, ze umyła od jego sprawy ręce. Teraz musiała po nich sprzątać.
A może podchodziła do tego wszystkiego źle?
Nieważne. Nie teraz. Musieli porozmawiać z Corinem sam na sam i ostatnim, co Vera zamierzała robić, było pytanie załogantów o opinię w tym sporze.
Czapka otrzymana w prezencie sprawiła, że Vera jeszcze wyżej podniosła brwi, szczerze zaskoczona. Idea wręczania i otrzymywania prezentów jakoś zniknęła z jej życia przez ostatnie lata. Jeśli czegoś potrzebowała, kupowała to. Jeśli chciała dać coś komuś innemu, w ramach przeprosin lub podziękowania, dawała po prostu butelkę z rumem, czy innym alkoholem. Biżuterię kolekcjonowała na własną rękę, a załogantów doceniała gdy na to zasłużyli, tak jak dziewczyny po zajściu z syrenami... Ale bezinteresownego prezentu nie dostała, ani nie dała nikomu od bardzo, bardzo dawna. Bo przecież to nie tak, że czymś sobie na tę czapkę zasłużyła.
- ...Dzięki. Jest piękna - powiedziała cicho, obracając ją w dłoniach. Przez chwilę zastanawiała się, czy powinna powiedzieć coś jeszcze, ale przecież to nie było nic takiego, prawda? To tylko czapka, choć obudziła w Verze spore wątpliwości jeśli chodzi o jej własne umiejętności funkcjonowania pomiędzy ludźmi. Odgarnęła włosy z twarzy i założyła podarunek na głowę, od razu czując przyjemne ciepło. Aż żałowała, że nie było tam gdzieś lustra, bo nawet by się w nim przejrzała.
- Hm. Faktycznie. W takim razie pani na włościach. Myślałam, że jak mówiła "moja wioska", to nie miała tego na myśli dosłownie - mruknęła. - Ale może nas godnie ugości. Tylko musimy pilnować swoich elfów, bo hrabina Bella ma na nie chrapkę. Do pałaców jeszcze nie mieliśmy zaproszenia, hm?
Obrazek

Wioska Svolvar

11
POST BARDA
Intencje Olenki zdawały się tak jasne i czyste jak śnieg tuż przed zadeptaniem przez piratów. W jej szklistych oczach błyszczała wyłącznie nadzieja. A może podszyta była jakimś głębszym celem? Może Yett miał dowiedzieć się o tym, że stanęła w jego obronie?! Ulubiony oficer odszedł już na znaczną odległośc razem z Osmarem. Vera mogła dostrzec, że Corin nadal utyka na lewą stronę.

Ofiarowana jej czapka była gruba i ciepła, a od środka wyściełana materiałem, który miał był delikatniejszy dla włosów, czoła i uszu aniżeli futerko.

- Wahałyśmy się, bo bałyśmy się, że się pani nie spodoba! - Gerda była podekscytowana tym, jak Vera zareagowała na prezent. - Ale teraz mamy takie same! Jak siostry!

Nawet Pogad parsknęła na to stwierdzenie. Daleko im było do siostrzeństwa, szczególnie w momencie, gdy jedna z nich była orczycą, a inna kobietą sporo starszą nie tylko wiekiem, ale też stopniem.

- Mam nadzieję, że nas też wpuszczą do środka. - Dodała Olena. - Najwyżej wrócimy na statek...

Podejście pod górę nie było łatwe. Choć dróżka nie pięła się stromo, to ukryty pod śniegiem lód bywał zdradliwy, a ilość warstw, które mieli na sobie, utrudniał sprawne poruszanie się. Wkrótce rozmowy ustały, gdy przemarsz, choć niezbyt szybki, stał się męczący dla piratów. Ostatecznie udało im się jednak stanąć przed wrotami pałacyku.
Spoiler:
Pałacyk był bardziej długi, aniżeli wysoki, zbudowany w całości z ciemnego drewna. W oknach jarzyły się lampy, a ich żółtawy blask był tym przyjemniejszy, im słońce bardziej chowało się za horyzont. Nawet przed budynkiem znjadowały się ozdoby, w większości stworzone z kości morskich stworzeń. Dostrzec można było nawet rogi nawralla, wkomponowane w łuk nad drzwiami.

Wszyscy zaczekali na Verę. Nie tylko Corin i Osmar, ale również Hewelion i Labrus. Ten drugi kulił się przy boku kapitana, gdy okazało się, że elegancja nie idzie w parze z dobrą izolacją od zimna.

- Tak se teraz myślę, że wpierdalanie się tam na krzywy ryj to nieładnie. - Podzielił się przemysleniami Osmar. - Jakiś prezent by się zdało. Te, może oddamy jej Labrusa?!

- Proponuję oddać Pana Osmara. Nabiją go na rożeń i nikt nie odróżni go od innych świń. - Skontrował Labrus, dumnie, choć szczękał zębami z zimna.

Wioska Svolvar

12
POST POSTACI
Vera Umberto
Vera też uśmiechnęła się zaskakująco szeroko (biorąc pod uwagę jej charakter i generalny nastrój), kiedy usłyszała, że wyglądają zupełnie jak siostry. Gerda i Olena były młode i urocze, podczas gdy ona nie mogła się pochwalić ani jednym, ani drugim. Pogad z kolei... no, tutaj chyba nie był potrzebny komentarz. Umberto rzuciła jej rozbawione spojrzenie.
- Zobaczymy, może wpuszczą - odparła na wątpliwości felczerki. - Na pewno tu, na dole, mają też jakąś karczmę, do której będziecie mogli pójść w razie czego. Myślę, że rudy z pomostu was pokieruje, jak będzie trzeba.
Całkiem możliwe, że Vera i Hewelion zostaną zaproszeni tylko z małą garstką najbliższych towarzyszy, ale tego dowiedzą się na miejscu. I tak robili Belli sporą niespodziankę, pojawiając się już teraz, natychmiast. Umberto była bardzo ciekawa tego, jak biedny Hubert odnajdzie się u niej na włościach. Darzył ją chyba szczerą nienawiścią, choć raczej niezwiązaną z okolicznościami ich spotkania, a z własnymi kompleksami i tym, jak kobieta pozwoliła sobie z nich kpić. Teraz miał wsparcie Labrusa, nawet jeśli póki co to on wspierał lekarza, by ten nie wywalił się na oblodzonej ścieżce i sobie czterech liter nie obił.
Pałac może nie był tak imponujący, jak Vera sądziła, że będzie, ale wciąż był pałacem. Małym, bo małym, ale nie miała prawa komentować, gdy sama nie posiadała żadnego, zamiast tego kisząc się w pojedynczej kajucie jednego statku. Podchodząc bliżej, z rękami wsuniętymi głęboko w kieszenie płaszcza, liczyła rogi narwalli, które rozpoznawała. Dokąd oni właściwie przypłynęli...? Tu nie było tak samo, jak na Harlen, ale Umberto nie potrafiła jeszcze ocenić, na czym dokładnie ta różnica polegała. Nie licząc, naturalnie, tych oczywistych.
Stęknęła cicho, gdy Osmar poruszył kwestię prezentu. Kolejny raz, kiedy jej niewątpliwy talent do uprzejmości i tego, co wypada, wypływał na światło dzienne.
- Możemy oddać was obu - zaproponowała. - Ty ją ujmiesz swoją elegancją i uprzejmością, a Labrus poczuciem humoru.
Wyminęła ich, podchodząc do dużego wejścia z ciemnego drewna.
- Dostała od nas beczki, wystarczy jej - podsumowała, zanim podniosła rękę i załomotała pięścią w drzwi, a jeśli nikt jej nie otworzył, to sama popchnęła jedno ze skrzydeł.
Obrazek

Wioska Svolvar

13
POST BARDA
Na pukanie, czy też łomotanie w drzwi nikt nie odpowiedział, więc Vera sama musiała wprosić się do środka. Już samo uchylenie wrót owiało ich ciepłem i zapachem alkoholu, a wesoła wrzawa wypełniła uszy.
W środku biesiada trwała na całego. W tle ktoś plumkał na lutni lub jakimś innym instrumencie, ale muzyka ginęła pośród przekrzykiwań. Kilka dłuższych sekund zajęło zebranym spostrzeżenie, że nie są sami, lecz zamiast podrwać broń, sami poderwali tyłki z siedzeń w geście toastu.

- Są i oni! - Głos Belli jakimś cudem przebił się przez gwar. - Ci, którzy sprezentowali nam rum w Południa! Przynosicie więcej?

Bellę ciężko było wypatrzeć w tłumie, lecz gdy raz ją dostrzeżono, wyróżniała się jak klejnot pośród błota. Zebrani wokół niej mężczyźni i kobiety nie prezentowali się tak wystawnie, jak ona sama, gdy odziani byli w zwyczajne łachy w kolorach ziemi, tak powszechne tak na Południu, jak i na Północy.

Przed Bellą tłum rozstąpił się w niesamowitym wręcz ruchu, jakby mieli to dobrze wyćwiczone.

- Vera! - Cieszyła się Bella. - Przyprowadziłaś też Ślicznotka! Wchodźcie, wchodźcie wszyscy! Zamknijcie drzwi, ciepło ucieka.

Nie wydawało się, by ktokolwiek z zebranych miał mordercze zapędy, ale wprawne oko Very dostrzegło, że każdy z zebranych miał przy sobie co najmniej sztylet.

Wioska Svolvar

14
POST POSTACI
Vera Umberto
Ciepło było luksusem, za którym zdążyli zatęsknić. Miotanego zimnym wiatrem statku nie dało się ogrzać jedynie ciepłem żeglujących nim załogantów, a ogromna większość nie miała luksusu prywatnej kajuty, w której mróz nie doskwierał aż tak strasznie. Teraz, przekraczając próg pałacu hrabiny Vongaston - choć miała niejasne wrażenie, że inne nazwisko usłyszała od rudego na pomoście - Vera aż odetchnęła z ulgą, zdejmując czapkę i rozpinając płaszcz. Pewnie i Labrus dziękował bogom za to, że mógł dla odmiany przestać szczękać zębami.
Uważnym spojrzeniem przeciągnęła po pomieszczeniu, szybko wyciągając wnioski z tego, co rzucało się jej w oczy. A zwracała uwagę na to, na co zwracała uwagę zazwyczaj: na ogólne nastroje zebranych, na to, czy byli uzbrojeni, wyszukiwała wśród zgromadzonych wrogo nastawionych twarzy, lub wręcz przeciwnie, niezdrowego zainteresowania. Ona sama absolutnie nie zamierzała przychodzić tu nieuzbrojona, więc miecz standardowo ciążył jej u pasa, a w cholewie buta ukryty miała płaski, wąski sztylet bez jelca. Miała jednak szczerą nadzieję, że dziś nie będą jej one potrzebne. Mimowolnie zerknęła na Corina, z przyzwyczajenia, chcąc zorientować się jakie jest jego nastawienie. Niezmiennie ufała jego przeczuciom, nawet jeśli chwilowo była na niego zła.
Rozłożyła ręce w powitalnym geście na widok zbliżającej się Belli, a kąciki jej ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Skoro mogli wejść tu wszyscy, to doskonale się składało, nie będzie musiała odsyłać załogi z powrotem na dół. Ale sala była przestronna i wyglądała, jakby bez problemu mogła pomieścić drugie tyle osób, prawda? Zerknęła tylko przez ramię na osobę, która stała najbliżej - może Osmara, może Pogad, wszystko jedno - i rzuciła krótkie:
- Nie traćcie czujności.
Ona z całą pewnością nie zamierzała tego robić, nieważne jak kuszące by nie było urżnięcie się w trupa i zaśnięcie przed kominkiem.
Jeśli o strój chodzi, nie czuła się dużo gorzej ubrana od Belli, bo właściwie nie posiadała rzeczy słabej jakości. Pod płaszczem kryła więc ciemnozielony, żakardowy gorset, ściskający w pasie czarną koszulę z głębokim dekoltem i bufiastymi rękawami. Biżuteria, którą założyła przed zejściem z pokładu, jak zawsze dodawała jej pewności siebie. Kupiony na Harlen wisiorek stał się jednym z jej ulubionych dodatków i teraz też leżał w strategicznym miejscu, kolorystycznie idealnie dopasowując się do gorsetu.
- A potrzebujecie więcej? - spytała, skupiając się już na Belli. - Wyglądacie, jakbyście byli już na etapie przerzucania się na bimber.
Podeszła do kobiety. Choć patrzyła na nią z góry, to wyjątkowo nie czuła, jakby rozmawiała z kimś sobie podrzędnym. Może przez fakt, że co by nie mówić, znajdowali się w jej pałacu.
- Hrabina, hm? O tym nie wspominałaś, kiedy się poznałyśmy.
Obrazek

Wioska Svolvar

15
POST BARDA
Zebrani byli zainteresowani przybyszami, jednak w żadnej z twarzy Vera nie znalazła wrogości. Paru biesiadników wydało się znajomych, gdy szybko okazało się, że ich rysy pokrywają się z rysami ochroniarzy, którzy razem z Bellą zeszli na pokład Siódmej Siostry. W przeciwieństwie do tamtych wydarzeń, nie wydawali się prężyć muskułów i nie straszyli w obronie królowej, która przecież propagowała otwartą przyjaźń.

Corin miał lekko zmarszczone brwi i niepewny wyraz twarzy, gdy zza pleców kapitanów przyglądał się uczcie. Nie spodziewał się takiego przyjęcia. Również Labrus nie był przekonany, za to Hewelion znów się wściekał, choć zaciśnięte w kreskę usta musiały wystarczyć, gdy znów został okrzyknięty mianem, które naśmiewało się z jego tragedii. Osmar trzymał się blisko Corina, to... Gerdzie przyszło kiwnąć głową, przyjmując rozkazy Very. Wyglądała na nieco zdziwioną. Znała się świetnie na nawigacji z gwiazd i map, ale dotąd nie przyszło jej otrzymywać tego typu rozkazów!

Bella wpadła w rozłożone ręce Very i uściskała ją serdecznie, smyrając jednocześnie jej nos górną częścią peruki.

- Stare przyzwyczajenia trudno wyplenić! - Śmiała się hrabina. Czuć od niej było alkoholem, nie tylko rumem, ale też mocnym samogonem, ale poza rumianymi policzkami, nie przejawiała oznak stanu upojenia. - Hrabina! Ach, dzięki mojemu mężusiowi! Powinnaś poznać hrabiego Svolvar. Tam siedzi. Możesz poznać go później, nie ucieknie. - Machnęła niedbale dłonią w stronę wyjątkowo ciemnego krańca sali. Tam, na podwyższeniu, musiał znajdować się tron, czy też główne siedzisko jarla tej osady, jednak blask lamp omijał najważniejszy punkt sali. - Tylko nie krzycz, dobrze? KOCHANIE! - Sama wrzasnęła w stronę ciemności. - MAMY GOŚCI!

Rechot, który poniósł się po sali, nie mógł świadczyć o niczym dobrym.

- Nie przejmuj się nim, on tylko tam siedzi. Bo czym jest ta mieścina bez hrabiego? Przecież hrabina nie może rządzić sama! - Parsknęła jak mała świnka. - Hej-tam, dranie! Nalać naszym przyjaciołom!

Wróć do „Turon”