Skalgród

61
POST BARDA
"Nie zostawię Cię" - gdy tylko wybrzmiały te słowa, coś w dziewczynie jakby pękło. Oczywiście nie w negatywnym znaczeniu. Jej aura jakby się uspokoiła, sprawiając że ich wspólne posiedzenie przed wejściem do tajnej kryjówki bandy, było naprawdę przyjemnym, a może nawet i romantycznym, doświadczeniem.
- Może być i Karlgard - zaniosła się na propozycję pół-elfa, swoim melodyjnym śmiechem. Patrzyła się na niego wielkimi, błyszczącymi oczami, tworząc w ten sposób, naprawdę intymny moment. Do tego obietnica złożona przez chłopaka, była... Była dla niej naprawdę czymś niesamowitym. Nikt, nigdy nic jej nie obiecywał. Nie licząc oczywiście nietrzeźwych idiotów w pobliskiej karczmie, gdy udawało jej się wymknąć spod oka Ogara.
Nigdy do tej pory nie spędzała tak czasu. Nigdy nikomu nie pozwoliła się do siebie aż tak zbliżyć. Wierzba pewnie jednak nie mógł być tego świadomy. Być może jednak się domyślał, wnioskując z charakteru i zachowania, jakie mu do tej pory zaprezentowała.

Pozwoliła się objąć, nie protestując. Uśmiechnęła się tylko lekko i bardziej wtuliła w chłopaka, chłonąc jego ciepło i uspokajając emocje. Było w tym coś oczyszczającego - dla odmiany, nie musiała się z niczym kryć. Miała wrażenie, że nikt jej nie oceniał.

Po chwili się jednak odsunęła, kontynuując rozmowę.
- Prawie się przyznał? - zapytała, lekko przekrzywiając głowę, jakby próbując zrozumieć co chłopak próbuje powiedzieć. - Jak można prawie się przyznać? - dopytywała. - Jeśli nie powiedział nic wprost, może sam nic nie wie? Może sam nie może się z tym pogodzić, bo nie zdawał sobie do tej pory sprawy, że w ogóle może mieć syna - próbowała wytłumaczyć Wierzbie teoretyczny punkt widzenia Damiena, tylko po to, by trochę go rozchmurzyć. Kto wie jaka była prawda...
- Zabijemy więc razem. Ale prędzej Hoffa, bo to on próbuje przejąć demoniczne moce, by zapanować nad Skalgrodem - wyjaśniła, niedopowiedziane przez Wierzbę. - I z tego co wiem, to Hoff jest człowiekiem. Byłym współpracownikiem Damiena, który się wyłamał. Nie podobało mu się to, jak Damien zarządza i jak bardzo pomocny jest dla miejscowej ludności... - tłumaczyła dalej, z sobie tylko znanego powodu.
- Nic więc nie mówiłam. O spotkaniu w lesie też nie. Chyba, że masz coś konkretnego na myśli? - Przymrużyła oczy, próbując dostrzec wyraz twarzy chłopaka. Przyjemny półmrok wcale nie pomagał. Jak na zawołanie jednak, ktoś nieopodal zapalił jedną z pochodni, rzucając resztkowiny światłocienia wprost w otwór prowadzący na dach. W tamtym momencie Wierzba mógł dostrzec lekko mokry policzek Auriel, po którym z pewnością spływała wcześniej łza. Jej oczy lekko tylko się szkliły i patrzyły się na chłopaka w bardzo interesujący sposób. Jakby lekko ciekawie, łapczywie, z pewną dozą fantazji. Dawno nie wyglądała tak ślicznie.

- Karl? - uśmiechnęła się, co dodało jej naprawdę dużo uroku. Wiedziała chyba co się święci. Lubiła takie gierki i tematy. Lubiła być w centrum uwagi i czuć, że ktoś jest o nią zazdrosny. - A jaką odpowiedź chciałbyś usłyszeć? - drażniła się z nim.

Skalgród

62
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba, gdy wściekły wychodził z gabinetu Damiena, nie wyobrażał sobie, że sprawa może tak się zakończyć. Nie myślał nawet, że Auriel przyjdzie sprawdzić, co się z nim dzieje, że porozmawiają od serca... że będą tak blisko. Mógł patrzeć w jej oczy i uwierzył, że Auriel czuła się przy nim na tyle swobodnie, by pokazać swoje prawdziwe, nieskalane chęcią popisania się, ja. Gdy ona uspokajała się, wciskając się w jego bok, jego własne serce zaczynało bić coraz mocniej, coraz szybciej. Zapomniał już o chłodzie. Dźwięk śmiechu Auriel rozgrzewał go od środka w sposób, którego nie rozumiał, ale który podobał mu się jak nic innego. Nie wiedział nawet, kiedy i na jego ustach wykwitł uśmiech.

- Nie wie... I ja nie wiem, czy on ma syna. Ale ja już nie potrzebuję ojca. - Obstawił przy swoim. Choć w życiu wielokrotnie szukał figury ojcowskiej, w końcu nauczył się bez takiej żyć. Teraz, gdy sam był już mężczyzną, za późno było na uznawanie elfa za tatusia, choć dziecięce odruchy rwały się do uznania go jako pozostałej przy życiu rodziny. Faktem jednak było, iż w jego wieku powinien myśleć o zakładaniu własnej - chociażby z Auriel, gdy znudzą ich już wojaże po Herbii.

Zmarszczył lekko grube brwi, gdy Auriel poruszyła temat Hoffa. Miał nadzieję, że przyjdzie mu zabijać tylko demony, a nie osoby, które moga mieć z nimi styczność. Miał na sumieniu paru ludzi i nie-ludzi, i z żadnym z zabranych żyć nie czuł się dobrze, nawet jeśli stawał w obronie własnej lub swoich sojuszników. Demony były czymś innym, dla nich nie musiał mieć litości.

- Musimy mu powiedzieć, co słyszeliśmy. - Postanowił. Skoro ten cały Hoff miał być głównym złym tej historii, należało podzielić się wszystkimi informacjami, gdyby któraś miała okazać się kluczowa.

Jak Wierzba miał myśleć o interesach i powinnościach, gdy głowę wciąż zajmowała mu Auriel? To, że była blisko, że szukała jego ciepła, że pozwalała się obejmować i chyba czuła się komfortowo u jego boku... to wszystko kazało Wierzbie zajmować się tylko nią. Jej spojrzenie kazało mu zapomnieć o demonach, Hoffie, nawet Damienie, szalonej kapitan straży, a nawet czekającej w stajni Jodełce. Wszystko, co liczyło się w tej chwili, miał przy sobie. Nie wiedział nawet kiedy uniósł dłoń, by otrzeć policzek Auriel. A gdy jego palce dotknęły już jej twarzy, zostały tam, gładząc miękką skórę.

- Karl może czekać... ale ty nie idź. Zostań ze mną. - Poprosił. Skupił się na jej ustach. Potrzebował tylko uderzenia serca, by zdecydować, co chce zrobić. Nachylił się bliżej, tak blisko, że ich wargi niemalże się stykały, brakowało milimetrów. Potrzebował tylko odrobiny więcej odwagi i sygnału akceptacji z jej strony, by je złączyć.

Skalgród

63
POST BARDA
Śmiech Auriel był naprawdę uroczy. Brzmiała jak ptaszyna, ciesząca się z uzyskanej wolności, co w sumie było całkiem trafnym porównaniem. Myśl o tym, że nie musi grać według wymyślonych reguł oraz to, że jest niezależna, sprawiały że w dziewczynę wstąpiły nowe pokłady życia. Nie była już marionetką ojca. Ba, nie była więcej do niego uwiązana - jej kajdany zostały rozerwane w momencie, gdy postanowiła uciec z domu.
Spoważniała jednak, gdy Wierzba wrócił do tematu ojca. Słuchała go uważnie, jakby po raz pierwszy naprawdę nie myślała tylko o sobie. Jakby chciała naprawdę poznać chłopaka.
- Może i nie potrzebujesz ojca... Tak jak ja nie potrzebuję swojego - odpowiedziała. Nie uśmiechała się więcej, jakby nowa myśl sprawiła jej pewną przykrość. Być może dotarły do niej konsekwencje pozostałych myśli. - Nie ma jednak czego żałować. Mamy badziewnych rodziców - wyprostowała się, jakby podświadomie zwalczając otaczającą ją rzeczywistość. - Serio. Najważniejsze, że jesteśmy tu i teraz - Uśmiechnęła się ponownie, a trzeba wierzyć na słowo, że uśmiech pół-elfki mógłby stopić nawet najbardziej zamarznięte serce. Już wtedy jej bliskość sprawiała, że niejednemu serce by szybciej zabiło... Odgarnęła włosy, zakładając je sobie za ucho, odsłaniając swoje delikatne rysy. Wysokie kości policzkowe, nieco pociągła twarz i bardzo charakterne spojrzenie sprawiały, że Auriel niezaprzeczalnie należała do piękności. O ile nie była najpiękniejszą kobietą spotkaną przez Wierzbę.

- Myślę, że to rozsądne - oceniła propozycję Wierzby, gdy ten zaproponował by powiedzieć wszystko o Hoffie. Westchnęła ciężko, jakby coś ciążyło jej na sumieniu, ale nie odezwała się ani słowem. Wyraźnie było widać, że zatopiła się w jakichś rozmyślaniach. Czy myślała wtedy o Wierzbie? O swojej przyszłości? A może przeszłości? Być może walczyła z sobą, zastanawiając się czy powinna powiedzieć coś chłopakowi. Jakąś tajemnicę? Ciężko było powiedzieć...

Po chwili jednak spojrzała się na niego. Wtedy to właśnie napięcie zaczęło narastać. Rozchmurzyła się, wpatrując się w oczy chłopaka. Był w stanie dostrzec jej mokry polik. Jej uśmiech tym razem sprawiał, że noc stawała się jakby jaśniejsza, a gdy się z nim droczyła, cały świat wydawał się nie istnieć.
- Zostań ze mną? Mało oryginalne... - odpowiedziała, ale gdy zauważyła zbliżającego się chłopaka, wstrzymała na chwilę oddech. Po sekundzie, która okazała się trwać wieki, Wierzba nagle poczuł miękkość warg Auriel. Pachniała górskimi kwiatami. Miała pełne i miękkie usta, które wydawały się wręcz idealnie pasować do jego. Lekkie mrowienie, które z pewnością odczuwała też elfka, było dość elektryzującym przeżyciem. Chłopak tylko poczuł, jak zostaje mocniej przyciągnięty przez dziewczynę, która za bardzo nie bawiła się w ceregiele. Czuł jej bliskość, ciepło od niej bijące i zapach.

I chwila to mogłaby trwać wiecznie, gdyby nie odgłosy odbiegające ze schodów. Auriel gdy tylko usłyszała kroki, odepchnęła chłopaka, całkowicie niszcząc magiczny klimat. Sekundę później na górę wpadła Kat, wyraźnie spięta.
- Jednak jesteście! - wyglądała, jakby niespecjalnie liczyła na ich obecność, jednak ich widok wyraźnie ją rozpromienił. - Ruszcie się. Straż miejska zrobiła na nas najazd. Karl trzyma ich przy drugim wejściu. Mamy tylko chwilę by zwinąć najważniejsze rzeczy i pomóc Damienowi. Mogę na was liczyć? Reszta już walczy ze strażnikami... - Słowa wypowiadała z prędkością galopującego konia.
Auriel prawie natychmiastowo poderwała się z ziemi, zachowując przy tym prawdziwie elfią grację.
- Ja Idę! - zadecydowała. Spojrzała się znacząco na Wierzbę, ale już w połowie spojrzenia, pierwszą nogę postawiła na schodu, mając z zamiarze pędzić za Kat na dół.

Skalgród

64
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba zapomniał się w tej cudownej chwili. Jego umysł wypełniała Auriel. Jej śmiech dzwonił mu w uszach, jego nozdrza wypełniał jej zapach, jego ramiona pełne były jej słodkiego ciała, ale najważniejszym i tak były usta, które spoczęły na jego własnych. Przez te parę krótkich chwil nieważne było to, co mu się przytrafiło, nieważne były nowonarastające problemy, Damien, który mógł być jego ojcem, chcący zniszczyć lokalny świat Hoff, ani nawet Karl, którego Wierzba zniszczył w rywalizacji o względy Auriel! Nic i nikt nie był ważny, gdy zatapiali się w czułości... aż do czasu, aż Auriel szorstko go odepchnęła przez dźwięk kroków, dobiegający od strony schodów.

Przez moment nie wiedział, dlaczego postanowiono im przerwać. Emocje przyćmiewały jego zdrowy rozsądek i gdy dziewczę postanowiło uciec z jego objęć, i tak podążył za nią spojrzeniem. Jego myśli były miękkie, puchate i wypełnione miłością...

Z przyjemnych odczuć i wrażeń skutecznie wyrwały go słowa Kat. Nim dotarł do niego ich sens, Auriel już uciekła z jego objęć, już poderwała się i poszła za Kat, wprost ofiarując swoje usługi. I Wierzba wiedział, że nie będzie w stanie odmówić tej dziwnej grupie, ale nie chodziło przecież o najważniejsze rzeczy, a o Damiena właśnie. Zastanawiał się tylko ułamek sekundy, a znaczące spojrzenie półelfki pozwoliło mu szybciej podjąć decyzję.

- Zabierzcie, co trzeba, i uciekajcie. - Polecił im. - Nie dajcie się zranić. - Choć nie chciał mieć z nim nic wspólnego, wiedział, że elf nie jest w stanie uciekać samemu po wcześniejszym ranieniu i brutalnym przesłuchaniu. I choć był draniem, który zostawił matkę... Wierzba nie mógł po prostu odejść. Nie mógł zostawić tego mężczyzny, nie teraz. - Sam zajmę się Damienem.

Gotów był pójść z kobietami, a następnie udać się do gabinetu elfa, jeśli nie zastał go nigdzie w części wspólnej. Nie znał rozkładu innych pomieszczeń, więc inne zadania wolał pozostawić innym. A teraz - musiał ratować ojca!

Skalgród

65
POST BARDA
Wszystko co dobre, szybko się kończy. Tak przynajmniej mówiło pewnie ludowe przysłowie, które niejednokrotnie szło usłyszeć w większych miastach, czy nawet wsiach na obrzeżach. Przekonał się też o tym młody Wierzba, tak brutalnie oderwany od pocałunku, którym jeszcze chwilę wcześniej się rozkoszował. Słodkie usta kobiety, z którą podróżował, wydawały się nieskończenie miękką otchłanią, w której można było po prostu przepaść. Głębia, jaką dawały, sprawiało że pewnie nie jeden przepadł, ganiając za Auriel. Czyżby i tym razem miało być podobnie?
Nic na to nie wskazywało. Ba! Wyglądało na to, że sama pół-elfka zatraciła się w akcie, czując jak chłopak, w jej objęciach przeistaczał się w mężczyznę. Pragnęła go i Wierzba mógł być tego pewny, czy to czując jej przyśpieszony oddech, stanowczo zbyt mocne bicie serca, czy widząc szaleńcze "kurwiki" w jej ledwo widocznych oczach.

Gwałtowne odepchnięcie, pojawienie się Kat i nowina jaką ze sobą niosła... Po co to komu?
Auriel kiwnęła głową na słowa wcale-nie-pół-elfa. We troje zbiegli na dół. Auriel wyjątkowo zgrabnie przeskakiwała po 3 schodki. Kat znowu poruszała się gładko i cicho niczym cień.
Wpadli do sali, w której wcześniej była zapełniona w znacznym stopniu. Teraz, prawie pusta, sprawiała wrażenie podłej, piwniczej speluny. Od czasu do czasu jakiś krzyk dobiegł z wnętrza korytarza, tam gdzieś w tle ktoś przebiegł od drzwi do drzwi.
- Młoda, za mną - rozkazała Kat. - Damiena mały masz w gabinecie. Pakuje najważniejsze rzeczy. Nie pozwól go pojmać - wyjaśniła i tak zostawiła Wierzbę samego.

Chłopak jednak od początku wiedział co robić. Ruszył biegiem do gabinetu, by tam ujrzeć krzątającego się chyba-ojca. Przeglądał spokojnie poszczególne księgi, przekładając je na półkach tylko z sobie znanego powodu. Z niektórych wyciągał jakieś rzeczy, pakował do torby na ramieniu, po czym odkładał je w całkowicie inne miejsce. Nie przerwał nawet na chwilę, gdy do pokoju wszedł Wierzba.
- Spakuj drugą i trzecią szufladę biurka. Pierwszej na dotykaj - polecił nieznoszącym sprzeciwu tonem lidera. Słychać było, że to nie są żarty.
- Już kończę, ale chcę uzbroić jeszcze kilka niespodzianek. Będziemy uciekać kanałami. Mam nadzieję, że Karl i Jax dadzą sobie radę... - W jego głosie słychać było autentyczną troskę. Może i chłopak nie przepadał za Damienem, ale z pewnością wszyscy go uwielbiali. Być może jego troska o swoich ludzi była jednym z tych czynników, z których wynikało to całe uwielbienie. A może to zasługa po prostu umiejętności przywódczych?

- Nie wiem jak się tu dostali - mówił, metodycznie i dokładnie zajmując się swoją częścią przy regale. - Ktoś im musiał dać cynk... Albo kogoś śledzili - podzielił się swoimi spostrzeżeniami z chłopakiem. - Jakieś obserwacje Świeżaka?

Skalgród

66
POST POSTACI
Wierzba
Należało porzucić wspomnienie o ustach Auriel. Wierzba zebrał się w sobie i odpuścił wspomnieniu miękkich warg, bo wierzył, że gdy to wszystko się skończy, będzie miał ich więcej, i więcej, i więcej... ale nim do tego dojdzie, należało zażegnać zagrożenie, o którym informacje przyniosła Kat.

Podążył za kobietami, czekając na na rozkazy. Nie przegapił, że zwrócono się do niego per "mały". Owszem, nie był wysoki, ale wiele brakowało mu do dziecka! Wydawało mu się, że zmężniał przez ostatnie lata... czyżby w oczach innych dalej pozostawał dzieckiem? Jeśli nie mógł być mężczyzną z wyglądu, postanowił udowodnić, że jego czyny świadczą o męstwie. Nie kłócił się z Kat, jeszcze nie teraz; skinął kobiecie głową i udał się do gabinetu tak szybko, jak tylko mógł. Serce biło mu znów tak szybko, jakby chciało wyrwać się z piersi i teraz ze złych powodów! Jak mógł bać się o kogoś, kto zostawił matkę i z pewnością nie był jego ojcem?!

Wydawało mu się, Damien czeka na ratunek jak księżniczka w opałach, tymczasem elf nie wpisał się w rolę i zamiast ucieszyć się na widok Wierzby, pakował jakieś rzeczy.

- Nie ma czasu! - Zawołał Wierzba. - Pospiesz się!

I mimo swoich protestów... posłuchał Damiena. Rzucił się w stronę biurka. W pewnym momencie chciał otworzyć również pierwszą szufladę na przekór nie-ojcu, ale obietnica "niespodzianek" kazała mu zostawić ją w spokoju. Zamiast tego poszukał jakiejś torby i jeśli taką znalazł, planował wyszarpnąć szuflady z biurka i przesypać tam zawartość. Jeśli zaś torby nie znalazł, musiał improwizować: szuflada była wygodną skrzyneczką, choć otwartą od góry. Mógł wyciągnąć obie i upchnąć zawartość do jednej, by zabrać skarby w ten sposób. Nie bardzo interesowało go, co chciał zabrać Damien.

- Nie wiem, nas nie śledzili. - Burknął, bo podróż z Jaxem dawała mu przecież pewien obraz na to, jak sprytnie działała grupa elfa. Momentalnie chciał nawet wsypać Karla, byleby ten odczepił się od Auriel, ale powstrzymał zazdrość i tego nie zrobił. - Skończyłeś? Będę cię bronił. - Obiecał. - Chodź, czas iść!

Zabierając zawartość szuflad, Wierzba podszedł do ojca, by złapać go za ramię i wyszarpać z pokoju siłą, jeśli będzie się opierał! Kat mówiła, że wrogowie byli tuż przy wejściu, więc nie było czasu na pułapki i przeszukiwanie woluminów.

Skalgród

67
POST BARDA
Damien był naprawdę opanowanym elfem. Majestatycznie, acz metodycznie przesuwał się wzdłuż regału, co w tak ogniście dramatycznej sytuacji zdawało się być iście abstrakcyjnym obrazem. Pewnie nie jeden obejrzałby się z podziwem, albo zainspirował się przywódcą, który nawet w najgorszej sytuacji wydawał się nie tracić głowy. Do takich osób jednak Wierzba nie należał. Gdy tylko wbiegł do pokoju, zaczął pośpieszać niby-ojca, który zdawał się nie zwracać na niego uwagi. Uciszył go tylko syknięciem, jakby potrzebował pilnie całej swojej uwagi, uzbrajając jakąś machinę... Albo po prostu szaleńczo przekładając książki, co graniczyło z postradaniem zmysłów.

Na szczęście, chłopak posłuchał też poleceń elfa i zabrał się za pakowanie zawartości biurka. Torba leżała luzem na drewnianym meblu, więc na pewno odchodził problem związany z tym, jak można byłoby zabrać rzeczy. Pierwsza otworzona szuflada zawierała jakiś wisiorek, pęk kluczy, dziwną mosiężną figurkę i jakiś kulisty przedmiot. Kolejna dla odmiany była zapełniona jakimiś papierami. Nie było czasu by dokładnie się im przyglądać, ale w pośpiechu można było zobaczyć jakieś zapiski, dużo strzałek, cyfry i rysunki bliżej nieokreślonych symboli. Coś jakby symbole okultystyczne i specjalne instrukcje.
Świetnie zadziałał też instynkt chłopaka, który pomimo wielkiej chęci, nie zaglądał do pierwszej z szuflad. Kto wie co tak naprawdę czaiło się w środku.

Damien dalej z uporem maniaka kolekcjonował kolejne papierki, jakby składając swoją własną księgę ze skrawków. Potaknął, gdy Wierzba wspomniał o braku ogona, ale poza tym się nie odzywał zajęty swoimi sprawami.
- Jeszcze chwila - obiecał, ale pół-elfowi to nie wystarczyło. Podszedł do niby-ojca, chwytając go za ramię. - Mówiłem, że jeszcze chwila - Tym razem ton głosu przywódcy bandy nie był ani miły, ani grzeczny. Warknął, brzmiąc tak, że nikt przy zdrowych zmysłach by z nim nie zadzierał. Emanował pewnością siebie i charyzmą, która była w stanie przydeptać każde zapędy.

Był jednak słowny. Dosłownie trzy książki później, odwrócił się do chłopaka, wyraźnie oddychając z ulgą. Chwycił swoją laskę, opartą o potężny regał, a na ramieniu zawieszoną miał drugą z toreb, w której trzymał wcześniej kolekcjonowane skrawki. Kiwnął chłopakowi głową, by ruszał przodem. Sam zatrzymał się jeszcze przy wyjściu, stukając w coś laską trzykrotnie, a w drugim miejscu wciskając jeden z fragmentów fresku, który zdobił jedną ze ścian.
- To powinno ich na chwilę zatrzymać - stwierdził uśmiechając się sam do siebie.

Skręcili w prawo, przeciwnie do kierunku z którego chwilę wcześniej nadbiegł Wierzba. Korytarz nie ciągnął się długo, bo raptem za parę stóp rozdzielał się na dwie odnogi. Gdy dotarli do skrzyżowania, prosto było odgadnąć którędy powinni się udać, by dostać się do kanałów - jedne z drzwi były charakterystycznymi kratami, zza których wiało przejmujące zimno. Wtedy to w drugim korytarzu stanął Jax, trzymający pod ramię olbrzyma, który wyraźnie kulał. Nogawka jego spodni wydawała się przesiąknięta czymś ciemnym, gęstym i lepiącym
- Karl dostał. Zabarykadowaliśmy przejście i uruchomiliśmy jedną pułapkę, ale nie wiem ile da nam to czasu. Nahuiner prowadzi - zdążył wysapać Jax, wyraźnie zmachany prowadzeniem barmana.
- Wierzbo. - Od razu było wiadomo kto używa tak przywódczego tonu. - W torbie masz pęk kluczy. Otwieraj drzwi do kanałów i zabieraj się z Jaxem i Karlem. Ja pójdę ostatni i będę chronić wasze tyły - zadecydował Damien, jakby całkowicie zapominając, że kuleje i potrzebuje laski.

Skalgród

68
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba miał problem z uznaniem autorytetu i Damien nie był wyjątkiem. Kiedy on metodycznie przekładał książki, działając tym swojemu półelfiemu może-pacholęciu na nerwy, sam Wierzba szaleńczo przekładał przedmioty do torby. Bibeloty nie interesowały go, choć zapamiętął, że w szufladzie były klucze, gdyby potrzebował ich w przyszłości. Jeśli chodzi o dokumenty... cóż, choć potrafił płynnie czytać i pisać, to ciągle nie była to jego ulubiona forma przekazywania informacji. Papier może i przyjmował na siebie wszystko, ale był nietrwały i mógł trafić niepowołane ręce, zdradzając swoje sekrety każdemu, kto potrafił rozszyfrować ciąg znaczków. Nie przyglądał się zapiskom, wykresom i rysunkom, bo może jeszcze będzie miał na to czas w przyszłości. A jeśli nie, to nie szkodzi.

Ostre upomnienie elfa spotkało się ze spodziewanym rezultatem, ale Wierzba, choć odpuścił, zapamiętał sobie to, jak brzydko potraktował go nie-ojciec. Gdy on ratował skórę Damienowi (po raz kolejny!), ten gotów był go ofukać! Grube brwi Wierzby zbiegły się razem, symbolizując jego niezadowolenie.

- Już. - Zapyskował cicho, zupełnie dziecinnie, ale poczekał, nie ważąc się dalej sprzeciwiać przywódcy.

Wierzba zawiesił sobie na ramieniu torbę, do której wypakował zawartość biurka, a następnie bez słowa wyciągnął rękę po tę, którą miał Damien. Z ładunkiem trudniej, a przede wszystkim wolniej było poruszać się o lasce. Ruszył za elfem niezależenie od tego, czy dostał od niego pakunek. W gabinecie nie było już niczego, co chciałby zabierać.

W drodze odwrotu musiał zdać się na Damiena. Nie znał lokalu, który wybrali sobie za siedzibę, więc ufał mu w wyborze najlepszej drogi ucieczki. Skrzywił się na dźwięk nazwiska Idiego, bo przecież jeszcze całkiem niedawno był jego kompanem! Rana Karla w ogóle go nie przejęła. No, może odrobinę.

- Jesteście wolniejsi. Idź pierwszy, z nimi. - Postanowił Wierzba, sięgając do torby i wyciągnąwszy klucze, próbował otworzyć zamek, który stał na ich drodze do kanałów. Jeśli drzwi puściły, wcisnął klucze Damienowi, a sam wyciągnął nadziak. Pozwolił broni zapłonąć. - Idźcie. Gdzie Auriel?

Skalgród

69
POST BARDA
Damien może i kulał, ale nie wyglądał na słabego. Spojrzeniem mówiącym wszystko, otaksował tylko chłopaka, nie podając mu torby, kiwając tylko głową by ruszył przodem. Mimo poruszania się o lasce, nie szło mu to jakoś wolno. Biegać co prawda nie mógł, ale z pewnością nie można było elfowi zarzucić wolnego tempa.

W sytuacji podbramkowej nie wykłócał się z chłopakiem. Przywódca szybko przekalkulował, że w tym przypadku Wierzba ma racje. Co więcej - ma też o wiele większe szanse na odparcie jakiegokolwiek ataku, jeśli oczywiście wierzyć zapewnieniom Jaxa.
- Auriel z Kat powinna uciec górą. Spotkamy się niedługo - obiecał elf i nic nie mówiło, że miałby kłamać. Zresztą... Jaki miałby w tym interes?
Otworzenie zamka nie trwało długo. Klucz pasujący do drzwi był bardzo charakterystyczny. Prawie jakby krzyczał: "weź mnie, to ja jestem kluczem do kanałów". Drzwi jednak otwierały się z wyraźnym oporem i nieprzyjemnym dźwiękiem piszczącego metalu.

Wierzba wyciągnął swój nadziak i pozwolił mu zapłonąć. Musiało to wyglądać niezwykle efektownie. Przepuścił Damienia i Jaxa z Karlem, stając naprzeciwko drzwi z których wyszli dosłownie chwilę wcześniej. Ledwo zdążyli przetoczyć się przez wejście do kanałów, gdy głośny krzyk przeciął powietrze. Nie był to krzyk bólu. Bardziej coś jak rozkaz, czy też okrzyk bojowy. Wykrzyczany w gardłowym, krasnoludzkim języku, czy też może miejscowym dialekcie.
Mgnienie oka później do korytarza wpadła grupa krasnoludzkich wojowników, którzy wydawali się wyjątkowo agresywni. Nosili na sobie barwy tutejszej straży miejskiej. Ubrani w kolczugi, z dodatkami skórzanej zbroi, która nie krępowała ich ruchów w wąskich uliczkach, wydawali się być przygotowani do wszystkiego. Z tyłu chyba nawet można było dostrzec jednego osobnika z łukiem.
Zatrzymali się, gdy pierwszy, chyba przywódca, uniósł dłoń, w której trzymał niewielką siekierkę.
- Wierzba!? Wszędzie rozpoznam to płonące oręże- wykrzyknął, a pół-elf był pewny, że ten głos słyszał już wcześniej. - Ha! Mówiłem, że wyratujemy go od tego podłego skurwysyna! - Jeśli wcześniej nie był pewny, to teraz mógł z pewnością stwierdzić, że głos należy do Nahuinera. Pierwszego przyjaźnie nastawionego mieszkańca Skalgrodu. - Ostrożnie młody, bo podobno jest tutaj gdzieś ten kryminalista, co nam spierdolił... Zrobił Ci krzywdę?

- Szybko, do kanału i zamykamy drzwi - usłyszał głos Damiena dobiegający ze śmierdzącej czuleści, w której zniknął chwilę wcześniej.

Skalgród

70
POST POSTACI
Wierzba
Auriel poszła górą. To była dobra wiadomość, bo o ile Wierzba dobrze zrozumiał, oznaczało to, że Auriel i Kat będą poruszać się najpierw dachami, a później tajnymi przejściami, które pokazał mu Jax. Droga wydawała się bezpieczna, choć prowadziła przecież na ulice miasta. Wierzba nie mógł teraz zamartwiać się o półelfkę, bo miał własną skórę - i skórę ojca! - do uratowania.

Wrota do kanałów stanęły otworem, a nadziak miał oświetlać drogę. Chłopak puścił swoich towarzyszy przodem. Krzyki i rozkazy kazały mu zagęścić ruchy, lecz nim to zrobił, oddział wypadł do miejsca, gdzie się znajdował. Przynajmniej nie atakowali od razu, ale obecność Idiego nie była dobrą wieścią, bo jeśli Wierzba już musiał zabijać, wolałby nie podnosić oręża na nikogo, kogo znał choć trochę. Zazgrzytał zębami w nerwach. Wiedział, że musi trzymać emocje na wodzy, ale to nie był moment na wyjaśnianie, czym zajmował się Damien i dlaczego. Jeśli mieli rozmawiać, musieliby najpierw odłożyc broń, a tego Wierzba nie zamierzał robić.

- Uciekł tyłem. - Wierzba skłamał bez zająknięcia. - Z innymi. - Dodał, by nakierować Nahuiera na błędny kierunek. Nie mógł wysyłać go górą, bo przecież tam była Auriel. Ale jak mógł wyjaśnić, dlaczego idzie do kanałów? Obejrzał się w czeluść, z której dochodziły głosy, miał nadzieję, że echo zniekształci je na tyle, by Nahuier nie zrozumiał za wiele. Półelf miał pewną rękę i wiedział, jak walczyć, ale dyskusje i kłamanie było najgorszym, co mogło go spotkać! Musiał załatwić to szybko!

- Skrzywdzili... poszli tędy. - Przyznał, wskazując na tunel kanałów. - Sam sobie poradzę. - Dodał, zatrzaskując za sobą kraty przejścia. Ktoś taki, jak Idi, mógł zrozumieć potrzebę zemsty! - Sam. - Dodał, gotów pójść za Damienem, Jaxem i Karlem, zostawiając krasnoludzki oddział za sobą.

Skalgród

71
POST BARDA
O tym, czy Auriel faktycznie uciekała górą, czy została porzucona na pastwę losu, przekonać można się było dopiero później. Wierzba zaufał słowom Damiena, zakładając że podstępny przywódca bandy osób, które ewidentnie nie były za pan brat z prawem, nie miał w interesie oszukiwać niewinnego chłopaka. Nie był to jednak czas na zmartwienia.

Teraz przed pól-elfem ważniejsze było odpowiednie rozegranie dość kłopotliwej sytuacji. Idi wciąż wydawał się myśleć, że Wierzba został porwany. Z pewnością przez to, że chłopak zniknął bez słowa. Krasnolud najpewniej zorganizował akcję odbicia domniemanego więźnia z rąk Damiena. Jakie były skutki tej decyzji? Czy to otwarta deklaracja wojny?
Tak czy inaczej Wierzba musiał coś wymyślić, by jakoś zażegnać kryzys. Skłamał, stojąc przed Idim, który podejrzliwie zmarszczył brwi, chyba nie rozumiejąc co się dzieje.
- Ale gdzie tyłem? Jest jakieś inne wejście? - Nahuiner wyglądał na skołowanego. Zamrugał swoimi szeroko osadzonymi oczyma, próbując przetrawić informacje usłyszane od swojego prawie-przyjaciela.

Nim jednak zdążył to zrobić, dowiedział się że jego podopieczny został skrzywdzony.
- Zajebię psiego kutasa - Idi wybuchł, jak nigdy wcześniej, całkowicie zapominając o wcześniejszej dezorientacji. Chyba wszyscy zebrani domyślali się o kim była mowa. Wydawał się naprawdę lubić chłopaka i pałać szczerą nienawiścią do elfiego przywódcy. Kto wie jakie rewelacje rozegrały się pomiędzy tą dwójką...
- Ni ma pierdolenia, idziemy z Tobą, skoro wskoczyli w to bagno. Poza tym przyda Ci się ktoś, kto jako tako zna te kanały - oznajmił po tym, gdy pół-elf wskoczył szybko w czuleść i zatrzasnął kratę z hukiem. Ta wciąż jednak nie była zamknięte na klucz, więc można było ją po prostu otworzyć.

Jeśli Wierzba chciał coś zrobić, to musiał to zrobić teraz, bo Nahuiner nie wyglądał na kogoś, kto miał zamiar puścić chłopaka przeciwko grupie uzbrojonych bandytów samego. Jeszcze chwila, a bliży się do wejścia na tyle, że każdy z krasnoludzkiej grupy uderzeniowej, będzie w stanie dostrzec uciekinierów w blasku ognia nadziaka. Czy było jakieś sensowne wyjście z tej sytuacji?

Skalgród

72
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba miał cel - wydostać się z tego miejsca bez narażania Damiena i reszty. Musiał wierzyć, że Auriel poradzi sobie razem z Kat, bo on teraz miał pod opieką własnego być może ojca. Przynajmniej Idi nie był wprost wrogi, nawet jeśli Wierzba okłamywał go w żywe oczy. Nie czuł się z tym dobrze, ale nie miał innego wyjścia!

- Tyłem! - Powtórzył, machając dłonią w nieokreślonym kierunku. - Poszli inną drogą! - Przekonywał, a w jego głos coraz bardziej wdzierało się zdenerwowanie. - Muszę iść. - Dodał. Nikt nie mógł podążyć teraz za nim, nie teraz! - To moja zemsta. Ja muszę sam.

Czy kłamał? Czy na Damienie rzeczywiście mógłby się jeszcze zemścić za lata dorastania bez ojca? Nie miał czasu, by zastanawiać się nad tym teraz... Musiał powstrzymać krasnoluda, ale bieostrożnie oddał klucze Damienowi. Nie miał jak zamknąć za sobą krat.

- Znajdę cię. - Obiecał Idiemu, odsuwając się od bram o parę kroków, upewniając się, że Idi za nim nie podąży. - Wrócę. Obiecuję.

Bo choć Wierzbie daleko było do dyplomaty, który biegałby między strażą a szajką ojca, to nikomu nie leżała ta mała wojenka, którą między sobą toczyli. A kiedy na horyzoncie pojawił się dużo większy problem w postaci Hoffa i jego dziwacznej manii, należało zażegnać spory i zjednoczyć się wobec wspólnego wroga! Ale by to zrobić, najpierw Damien musiał ujść z życiem.

Skalgród

73
POST BARDA
- Tyłem? - Idi był wyraźnie skonfundowany gestami Wierzby. Wydawało mu się, że ten oszalał, a zdenerwowany głos tylko potęgował wrażenie.
- Ale sam na całą grupę to samobójstwo! - zakrzyknął krasnolud, który wyraźnie nie miał ochoty odpuścić. A może po prostu przewidział podstęp chłopaka? Jeśli tak, to nie dawał tego po sobie poznać. Pewnikiem kierowała nim zwykła troska o współtowarzysza.

Tymczasem, gdy Wierzba tylko zatrzasnął drzwi, Damien wydawał się już czekać z kluczem. Jakby przewidział obecną obecną sytuację. Odsunął Wierzbę od krat i zamknął je na amen.
- Idziemy - rzucił, powracając do roli lidera, zagłębiając się w mroczny tunel.

Same kanały wyglądały dość zwyczajne. Cuchnęło przeokropnie zatęchłą wodą i bliżej nieokreślonymi brudami. Z pewnością trafiłby tam się nie jeden zdechły szczur. Na samym środku wybita w kamieniu rynna, zapełniona była wodą. Po bokach zaś, podniesione chodniki, pozwalały poruszać się wgłąb, bez brodzenia w wodzie. Podczas roztopów lub ewentualnych ulew, tunel zapełniał się przynajmniej do połowy, odprowadzając gromadzącą się wodę i pozwalając na niezalanie miasta, który ze swoimi licznymi wąskimi uliczkami i zaułkami, dość szybko mogłoby przekształcić się w basen...

Gdy tylko strażnik usłyszał jeszcze jeden głos w tunelu, dopadł do krat, niestety tracąc już z oczu chłopaka, który zakręcił za ścianą. Pozostał tylko blask nadziaka, który rozświetlał tunel.
- Wierzba z kim tam jesteś? Wracaj! Mówię to jako przyjaciel. Spiskując z przestępcami, zostaniesz uznany za przestępcę! - zakrzyknął, próbując naruszyć konstrukcję krat.
- Nie przejmuj się nim - głos Damiena odbił się od sklepienia, roznosząc się echem. - Zawsze tak mówią. Przestępca... Nadużywają tego słowa - stwierdził.
- Wierzba! Ostatnia szansa! - zakrzyknął krasnolud, jednak jego głos słabł coraz bardziej, im dalej zagłębiali się w tunel...

Skalgród

74
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba bardzo, bardzo starał się być przebiegły, ale jego dywersja na nic się zdała. Idi wydawał się znać rozkład pomieszczeń siedziby Damiena, w przeciwieństwie do samego półelfa, który mógł tylko wymyślać tylne przejścia i ucieczkę nieistniejących zbirów... Jego fortel posypał się jak domek z kart, a sam Wierzba zaczął tracić grunt pod nogami. Nie był najlepszy w kłamaniu, choć czasem to robił nawet bez przyczyny, ale gdy Idi go przejrzał, zaczął denerwowac się tak bardzo, że aż dłonie zaczęły mu się trząść, a w gardle narosła gula zdenerwowania, nie pozwlając wypowiedzieć ani jednego słowa więcej!

Pojawienie się Damiena, który miał ratować sytuację i odgrodzić ich od oddziału krasnoludów, tylko pogorszyło sprawę. Wierzba znów czuł się małym chłopcem, za którego inni mieli decydować. Nie było już matki, nie było już wioskowego szamana i innych chłopców - teraz pojawił się ojciec i potraktował Wierzbę w taki sam sposób, nie pozwalając mu doprowadzić sytuacji do końca. Było to zrozumiałe, bo chłopak przecież absolutnie sobie nie radził, a też nie był to czas na naukę. W rezultacie Wierzba nic nie odpowiedział, ani Damienowi, ani Idiemu. Ruszył za grupą ojca podwyższeniem pod ścianką kanału, ciesząc się, że nie musi brodzić przez ścieki. Nikomu nie odpowiedział - ani ojcu, ani przyjacielowi ze straży. Spuściwszy głowę, parł przed siebie, oświetlając im drogę nadziakiem, starając się poradzić sobie ze wstydem i rozczarowaniem sobą, jakie go ogarniały. Dobry nastrój po spotkaniu z Auriel zniknął. Teraz musiał tylko wydostać się z tych kanałów...

Skalgród

75
POST BARDA
Krzyki krasnoluda jeszcze przez dłuższy czas odbijały się echem od kamiennych ścian. Było słychać w nich nadzieję, która z biegiem czasu powoli przeradzała się w rezygnację i złość. Przyjaciel, jak nazwał Idi Wierzbę, pozostał za kratami, pozostawiony bez słowa wytłumaczenia. Chłopak mógł być pewny, że to wydarzenie z pewnością wpłynie na jego stosunki z krasnoludem - jedyną osobą, która przejawiała serdeczne zachowania chyba w całym Skalgrodzie. Czym sobie zasłużył na takie traktowanie? Na to pytanie mógł odpowiedzieć tylko Wierzba...

Ściany, rozświetlane za pomocą płonącego nadziaka, ciągnęły się w mrok, oblepione dziwnymi rodzajami mchów i innych górskich grzybów. Pod ziemią było cieplej niż na zewnątrz - mimo mrozów panowała tu stała temperatura, dzięki której woda w kanale nie zamarzała. Charakterystyczny, mokry mikroklimat był bardzo interesującym zjawiskiem.
Maszerowali w czwórkę w milczeniu, przerywanym przez miarowy styk laski elfa i sporadyczne pojękiwanie Karla. Damien, po tym jak Wierzba zbył go milczeniem, odzywał się tylko w momencie, gdy mieli skręcić na którymś ze skrzyżowań. Idi nie żartował, mówiąc o istnym labiryncie kanałów. Na szczęście przywódca szajki również należał do osób, które znały rozkład korytarzy.

- Ktoś zapomniał opłacić strażników? - wypalił nagle Damien, wyraźnie dręczony wydarzeniem, które miało miejsce już jakiś czas temu.
- Wszystko było dopilnowane - odparł spokojnie Jax. - Kaaz dostał w łapę jak zawsze i miał dopilnować, by nas nie namierzono. Patrząc jednak na to, że sam Nahuiner się tu zjawił... Ktoś albo musiał się spruć, bo go przycisnęli, albo za mocno nacisnęliśmy na odcisk straży - Dywagował, zaskakująco długo jak na siebie.
- Chuj wie - odezwał się Karl, stękając.
- Oszczędzaj siły - odpowiedział na to Damien, wzdychając ciężko. - A Ty Wierzba? Wydawałeś się znać tego krasnoluda? Gdzie się poznaliście? - pytania były bezpośrednie, ale nie wypowiedziane z jakimkolwiek oskarżeniem. Raczej zadane tak, jak ojciec dopytuje swojego syna o to, jak minął mu dzień.
- Ech... - Damien westchnął po dłuższej chwili milczenia. - Żebym tylko w końcu dowiedział się, gdzie mogę dorwać tego idiotę Hoffa - mruknął, raczej sam do siebie, prowadząc grupę w kolejną, wydawało się, dobrze znaną mu odnogę.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Turon”