Skalgród

46
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba zrozumiał, że nie pozna sekretów Skalgrodu, jeśli ktoś uczynnie nie zechce mu ich zdradzić. Istniał powód, dla którego strażnicy nie rozszyfrowali jeszcze tajnych przejść i spodziewał się, że wszelkie próby rozgryzienia ich na własną rękę będą skazane na porażkę, nawet w momencie, gdy widział, jak Jax używa jednej z nich. Wierzba nie wiedział, czego szukać, na co patrzeć: musiał polegać na swoim nowym towarzyszu.

Oczywiście, wiedzieli o nim więcej, niż on o nich. Zacisnął zęby na przytyk Jaxa, a nerwy puściły dopiero po tym, jak zdecydował się obrazić Auriel.

- Nie chciałem używać broni. - Warknął przez zęby. Najpierw chciał użyć jej jako pochodni, a później, ewentualnie, jako straszaka. Przecież nikogo nie atakował i nikogo nie zabił! - A Auriel... musi ze mną pójść. - Wyjaśnił krótko. Nie zamierzał tłumaczyć się przed zwykłym rzezimieszkiem z tego, gdzie prowadziło go serce. Sam nie wiedział, czy i co czuł w stosunku do Auriel. Po pierwsze: musiał odesłać ją do ojca, by samemu móc skupić się na powierzonym zadaniu...! Lub też odejść i zapomnieć o całej rycerskiej sprawie. Mistrz Silwater pokazał przecież, co o nim sądzi.

Pytania nieodłącznie towarzyszyły ciekawości, którą Wierzba chciał za wszelką cenę w sobie stłamsić. Nie chciał być w tym mieście. Nie chciał włączać się w sprawy Damiena, Hoffa, Idiego, postrzelonej pani komendant czy kogokolwiek innego! Musiał znaleźć Auriel, zabrać ją stąd, odebrać Jodełkę i ruszyć w siną dal, z dala od Skalgrodu! A przynajmniej taki był plan, który powtarzał sobie w myślach, gdy wspinał się po beczkach i dachach. Był wolniejszy od Jaxa, stawiał uważnie stopy. Przy obecnej pogodzie, było bardziej niż pewne, że mógł trafić na oblodzoną dachówkę i spaść z dachu ku skręconemu karkowi!

Kolejne ukryte przejścia już go nie zdziwiły. Zeskoczył za towarzyszem do pokoiku, a następnie poszedł za nim w doł, aż dotarli do przytulnego pomieszczenia. Dopiero tam Wierzba ponownie spiął się w sobie, gdy zobaczył taką ilość nieznanych twarzy. Miał wrażenie, że wszystkie zwróciły się ku niemu, gdy Jax wystawił go jak na świeczniku. Szczęśliwie nie zapadła cisza i Wierzba wierzył, że wszyscy wrócą do swoich spraw, gdy tylko się napatrzą! Nie było przecież na co patrzeć!!

Nie zamierzał się przedstawiać - po cóż miałby, gdy musiał tylko zabrać stąd Auriel? To wcale nie tak, że trema zacisnęła żelazny uścisk na jego gardle i nie pozwalała mówić...! Skinął głową Jaxowi w podzięce, a następnie skierował się ku Auriel, unikając spojrzeń zebranych. Zupełnie, jakby wcale ich tam nie było lub wręcz przeciwnie - jakby nie było tam jego.

- Auriel. - Wydukał, gdy dotarł do półelfki. Czy obchodził go Karl, z którym, jak zapowiadano, Auriel romansowała? Ani trochę! - Auriel, musimy iść. - Ponaglił ją, ujmując delikatnie za ramię, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Może to wina ognia, a może widok półelfki sprawił, że w jego klatce piersiowej rozlało się przyjemne ciepło. - Mam konia. Musimy iść.

Skalgród

47
POST BARDA
Na Jaxie warknięcie Wierzby chyba nie zrobiło żadnego wrażenia. Rzucił mu tylko rozbawione spojrzenie, wyraźnie traktując go jak podlotka, który nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami. Nie skomentował jednak sprawy w żaden sposób, po prostu idąc przed siebie.
Obce twarze też nie wydawały się poświęcać chłopakowi większej ilości uwagi. Przelotne spojrzenia, obojętne wyrazy twarzy, czy nawet pewna pogarda, którą dało się dostrzec co u niektórych. Z pewnością były to zachowania, które w pewien sposób cieszyły Wierzbę. Nikt nie oczekiwał, że się przedstawi, zrobi szoł, albo cokolwiek sprawi, że będą musieli odrywać się od swoich rozmów. Przemknął więc jak cień w kierunku dziewczyny, która z jakiś tylko jemu znanych powodów, dalej zaprzątała głowę.

Gdy tylko się odezwał, pół-elfka siedząca do niego tyłem, obróciła głowę, jakby zaskoczona. Była lekko umalowana, ubrana w jakiś skórzany strój, przystosowany to tutejszego klimatu - całkowicie inne odzienie, niż to które miała przyjeżdżając do miasta. Jej twarz na początku wyrażała pewne zaskoczenie, które płynnie przeszło do niezadowolonej miny, którą wyrażała ściągniętymi ustami i nieco tylko zmarszczonymi brwiami.
- Co powiedziałeś? - zapytała z pewną pretensją w głosie, jakby oczekując że powtórzy swoje słowa. Spojrzała mu głęboko w oczy i pokręciła przecząco głową. Gdy poczuła dłoń chłopaka, która ujęła jej ramię, strzepnęła ją, jakby odganiała natrętnego robaka. Gest pełen pogardy. - I myślisz sobie, że tak po prostu możesz sobie wparować i powiedzieć: "Mam konia, idziemy"? - mówiła coraz głośniej, przedrzeźniając go słowami, których użył.
- I co? Gdzie pójdziemy? Do Ogara? - Powoli zaczęła przyciągać wzrok innych. Z pewnością takie zachowanie nie było codziennością.
- Wszystko okej, Auriel? - zapytał się rosły mężczyzna stojący za szynkwasem. Z pewnością musiał być to Karl, tak różny od Wierzby. Był wyższy, lepiej zbudowany, a krzaczaste brwi dodawały prymitywnej powagi, jego idealnie wyciosanej twarzy. Wyglądał jak rzeźba znanego artysty, wykonana z marmuru. Tak idealna, że ludzie mogli podziwiać ją godzinami.
- Tak... Chyba... Nie wiem... - dziewczyna wyrzucała z siebie słowa, które niezbyt układały się w całość. Jedno można było stwierdzić - pół-elfka była poruszona i rozemocjonowana. - Poradzę sobie. Dzięki Karl - dodała po chwili, jakby już spokojniej. Interwencja mężczyzny chyba powstrzymała efekt śnieżnej kuli i anihilację wszystkiego dookoła.

Odwróciła wzrok do Wierzby, chwytając go mocno za ramię i odciągając w bardziej dogodne miejsce w kącie, z dala od wścibskich już teraz spojrzeń, które zainteresowały się wybuchem dziewczyny, oraz nowym towarzyszem, który nagle zaczął dla nich istnieć.
- Nie wiem po co tu przyszedłeś - zaczęła drżącym z emocji głosem. - Ale nigdzie z Tobą nie idę. Zostawiłeś mnie. Wyszłam na kretynkę. Mówiłam im, że uciekniesz z nami. Kłóciłam się o Ciebie! A Ty co? - mówiła cichym, lecz krzyczącym szeptem. Była wyraźnie zła i chyba... zraniona? Było to jednak widoczne jedynie przez chwilę. Czyżby była zawiedziona decyzją chłopaka w więzieniu. Oczekiwała przeprosin? Może czegoś więcej? Tak czy inaczej, jej żywiołowa reakcja mówiła sama za siebie - dość mocno przeżyła zachowanie Wierzby.
- Nie wiem co planujesz. Nie obchodzi mnie to. Chcesz to zostań tu ze mną, ale nie mam zamiaru nigdzie z Tobą iść. Mogę się tu w końcu wykazać. Pokażę Ogarowi swoją wartość. Szykuje się coś naprawdę grubego i nie mam zamiaru tego przegapić - wytłumaczyła, podpierając się ręką pod biodrem. Dalej była wyraźnie rozzłoszczona, choć teraz ton jej głosu wyrażał raczej rozczarowanie i przeżyty zawód. Coś jakby ktoś, do kogo żywiło się pewne uczucia, całkowicie zniszczył i zdeptał serce, które podawało się tej osobie na talerzu.

- Jaka decyzja? - twardy niczym stal ton głosu i przeszywający wzrok mówiły same za siebie. - Drugi raz na darmo karku za Ciebie nadstawiać nie będę. Wstydzić za Twoje zachowanie też się nie zamierzam - Wyraźnie oczekiwała odpowiedzi co chłopak teraz planował.

Skalgród

48
POST POSTACI
Wierzba
Czego spodziewał się Wierzba? Nie tego. Chciał, by Auriel ucieszyła się na jego widok, może nawet rzuciła mu się na szyję z całej tej radości? Był rycerzem, który miał zabrać ją z tego miasta! Był jej niedawnym towarzyszem podróży, a ona jego celem, jego tyczasową wybranką, jego... Pędzące myśli zostały przerwane przez niezadowoloną minę i szorstkie strzepnięcie jego ręki, a ciepło, które wcześniej rozgorzało w jego sercu, zamieniło się w lód, mrożąc wszystko to, co dobre i miłe. Znów padł ofiarą swoich własnych wyobrażeń.

Karl był zbyt idealny, by przejąć się jego obecnością. Gdyby tak było, Wierzba straciłby resztę nadziei. Nie mógł na to pozwolić. Nie mogły mieć na niego wpływu również spojrzenia pozostałych, nagle zianteresowanych gościem. Mimowolnie zaczął drżeć, choć przecież nie było mu już zimno.

- Auriel... - Powtórzył słabo, czując, że traci grunt pod nogami. Trzymał ręce przy sobie, niemal przyciskając je do własnej klatki piersiowej i czuł, jak on sam maleje w zetknięciu z ogromem złości pół-elfki. Nie opierał się, gdy ta ciągnęła go w nieco bardziej odosobnione miejsce. - Przepraszam! - Wydusił z siebie, choć nie patrzył jej w oczy. Jego własne spojrzenie utknęło gdzieś na wysokości pasa półelfki, gdy bał się podnieść oczy na rozeźloną twarz. - Przepraszam. Miałem wyjść rankiem, a oni... oni... - Dukał, nie mogąc zebrać myśli i złożyć ich w zdanie. Zacisnął dłonie na materiale własnego ubrania. Musiał wziąć się w garść, musiał odetchnąć głębiej, walczyć z emocjami. - To są przestępcy. - Wydusił w końcu.

Wierzba nie nawidził siebie za słabość, jaką jego natura kazała mu okazywać w zetknięciu z każdym, kto miał choć odrobinę silniejszy charakter od niego. Chciał uciekać, chciał zostawić ją tutaj, wyruszyć na szlak na koniu lub bez niego, zapomnieć o wszystkim i wszystkich. Chciał uciec od problemów, tak jak zwykle to robił. W jednej chwili poczuł, że rok nauki w Twierdzy na niewiele się zdał i wciąż był tym samym dzikusem spod Koziego Rogu, gdzieś na wybrzeżu dalekiej Północy. Tym samym dzieciakiem, który uciekał przed rówieśnikami, którzy wymyślali coraz to nowe sposoby na zabawienie się kosztem odmieńca...

- Nie. - Rzucił cicho, do siebie. Nie mógł znów poddać się rosnącemu w jego wnętrzu lękowi. Auriel nie mogła wiedzieć o walce, którą toczył sam ze sobą, ale musiała widzieć, że w tej potyczce będzie zwycięzcą. Ostatecznie odważył się podnieść na nią spojrzenie. - Nie będziesz się wstydzić. Jeśli wam teraz pomogę, odejdziesz ze mną, później? Na Południe? Przepraszam, Auriel. Nie będziesz się wstydzić. - Powtórzył. Musiał w to wierzyć. Jeśli on nie uwierzy, jak mogła Auriel?

Skalgród

49
POST BARDA
Karl jak widać był nieporuszony całą tą sytuacją, która miała miejsce przed jego pięknymi, niebieskimi oczyma. Z niechęcią polerował drewniany blat, leniwie poruszając masywną ręką. Nie zwracał uwagi na chłopaka, który wyraźnie próbował poradzić sobie z emocjami, które rozsadzały go od środka.
Elfka też nie była lepsza, demonstrując swoją złość i nie próbując jej ukrywać. Jej oczy mogłyby zabić, a pozycja ciała jaką przybrała, sprawiała wrażenie, jakby chciała kogoś zamordować. Wierzba wiedział, że była do tego zdolna...

- Przepraszam i przepraszam... - Wściekła przerywała mu jego, nieudolne w jej mniemaniu, przeprosiny. - Umiesz tylko przepraszać. I tak, to są TYLKO przestępcy. - Podkreśliła. - Ludzie, którzy chcą sobie poradzić w życiu i którzy pomagają mieszkańcom. - Westchnęła głęboko, próbując zapanować nad emocjami.
- Hoff jest jeszcze gorszy. Pamiętasz tych łowców z lasu? Prosiłam byś mi uwierzył, ale jak zawsze wiedziałeś lepiej... Zresztą... Co by Ciebie to interesowało - Żachnęła się.
Widocznie nie miała chęci być dalej pobłażliwa względem zachowań pół-elfa. Od samego początku nie ukrywała, że według niej, by przeżyć w tym szalonym świecie, trzeba być sprytnym i twardym jednocześnie. Ten kto okazywał słabość, po prostu tracił, a najczęściej kończył w jakimś zaułku z poderżniętym gardłem.

Coś jednak się zmieniło. Gdy tak stała z rękoma założonymi pod piersiami, oczekując odpowiedzi od Wierzby, jej mina była nieprzenikniona. Gdy usłyszała Wierzbowe "nie", również nie zrobiła to na niej wrażenia. Ale to co chłopak powiedział potem, sprawiło że na chwilę zrzuciła swoją maskę. Można było pod nią zobaczyć naprawdę delikatną dziewczynę, która chciała by ktoś się nią zaopiekował. Westchnęła ciężko, by na chwilę wstrzymać oddech. Czas jakby się zatrzymał. Nie wiadomo jakie myśli goniły po głowie Auriel, ale widać było że sama prośba Wierzby była dla niej niespodziewana. A może nawet i zaskakująca.
- Ja...? - odezwała się po dłuższej chwili milczenia. Głos miała spokojny, całkowicie inny niż do tej pory. Złość jakby wyparowała, a negatywne emocje względem pół-elfa zamieniły się w... coś bliżej jeszcze nieokreślonego. Zdziwienie białowłosej zdawało się być autentyczne. - ... ja. Nie... Tak... Nie wiem... - zaczęła się plątać, jakby lekko nabierając kolorów na polikach. Twardej Auriel już nie było. Przed Wierzbą właśnie stała zawstydzona dziewczyna, która spuściła wzrok w dół i przegryzała usta ze zdenerwowania.

Szybko jednak ta chwila słabości minęła. Uwagę Auriel przyciągnął bowiem cichy stukot, który nasilał się z sekundy na sekundę. Chwilę potem w drzwiach stanął poobijany Damien z laską, który miarowo zmierzył obecnych wzrokiem. Zebrani kiwali mu głową z szacunkiem. Od razu czuć było respekt i że to on tutaj jest szefem. Mimo drewnianego podparcia, emanował pewnością siebie i spokojem, którego niejeden dowódca mógłby pozazdrościć. Jego lodowo-błękitne oczy przeszywały każdego, kto miał odwagę spojrzeć mu w oczy. Gdy w końcu dotarł do Wierzby skinął wolną reką na niego, pokazując że ma podejść.
- Damiena poznałeś. Skoro zostajesz, powinieneś dowiedzieć się co ma do powiedzenia i opowiedzieć Ci to samo co mi - wyjaśniła, popychając go lekko w kierunku elfa. Na pytanie Wierzby jednak nie udzieliła więcej odpowiedzi.

Skalgród

50
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba z pokorą przyjmował burę od Auriel. Skłoniwszy głowę, pozwalał jej wylewać na siebie swoją złość. Czy była słuszna? Nie do końca, wedle jego oceny, ale nie potrafił jej tego powiedzieć w chwili, gdy wyrzucała z siebie te bolące słowa. Miała rację, że byli przestępcami, a to, co robili dla mieszkańców, miało mieć znaczenie drugorzędne. Sprawa Hoffa była jeszcze innym zagadnieniem i nie zamierzał teraz o tym dyskutować. Nawet po czasie, słowa zbójów, którzy twierdzili, że Auriel ich zaatakowała, były bardziej wiarygodne niż wersja elfki.

Nagła cisza ze strony dziewczyny kazała mu podnieść na nią wzrok. Za opadającą maską złości widział to delikatniejsze spojrzenie, to, co przemawiało do niego o wiele bardziej aniżeli psykata, nieprzyjemna aparycja, którą tak często względem niego przejawiała. Mimo to, nie chciał naciskać i wyciągać z niej emocji, których sama nie była gotowa pokazać. Wiedział, jak okropnie jest być postawionym w skrajnie niekomfortowej sytuacji. Sam musiał wziąć głębszy oddech, nim znów otworzył usta.

- Zastanów się, czy chcesz ze mną iść? - Poprosił cicho, jednocześnie uniósł dłoń, by ostrożnie dotknąć nią ramienia dziewczyny. Nie zamierzał napraszać się ze swoją cielesnością, dotyk chłodnych, lekko drżących palców na jej ubraniu nie mógł zaburzyć spokoju, jaki wkradł się między nich po wcześniejszym wybuchu, a miał jedynie przypomnieć jej, że Wierzba wrócił, znalazł ją i był tutaj, gotowy zabrać ją z tego przeklętego miasta, z dala od problemów, które do nich nie należały.

Intymność ich rozmowy przerwał Damien. Wierzba stanął u boku Auriel, instynktownie nie chcąc pokazywać elfowi pleców, choć sam nie wiedział, czy to przez poczucie zagrożenia, czy raczej aurę szacunku, jaką roztaczał wokół siebie Damien. Popędzony, skinął Auriel głową, niemo obiecując, że niedługo wróci, po czym z niepotrzebnym wahaniem ruszył w kierunku przywódcy. Mógł wysłuchać, co miał do powiedzenia, ewentualnie im pomóc, a potem ruszyć z Auriel w ich własną stronę!

Wierzba miał problem z osobami, które były naturalnymi przywódcami. Choć pamiętał mężczyznę z przydrożnej stodoły, gdy śmierć zaglądała mu w oczy, oraz z celi, gdy jego stan był niewiele lepszy, teraz miał wrażenie, że spotyka zupełnie inną osobę. Nie odważył się utrzymać kontaktu wzrokowego, nawet jeśli nie miał czego się wstydzić.

Skalgród

51
POST BARDA
Dziewczyna nie zareagowała na dotknięcie chłopaka. W każdym razie nie negatywnie, na ile Wierzba był w stanie stwierdzić. Auriel nie podnosiła jeszcze przez chwilę wzroku, jakby bijąc się z myślami, nie do końca wiedząc czego by chciała od życia. Brak nacisku na pewno sporo pomagał, wszak nie odczuwanie zbędnej presji czasem daje odrobinę chociaż komfortu.
Widać też było, że coś się zmieniło w jej nastawieniu względem chłopaka. Po raz pierwszy od... naprawdę dawna. Stara pół-elfka z pewnością stwierdziłaby, że to słabość i niedorzeczne zachowanie. Wierzba jednak mógł poczuć pewnie rozluźnienie na ramieniu dziewczyny, gdy ta mogła przekierować temat na pojawiającego się właśnie Damiena.

Elf mimo tego, że był trochę poturbowany, wyglądał naprawdę dostojnie. Był jednym z tych typów, co pociągali za sobą tłumy, poprzez sam swój sposób bycia. Z pewnością charyzmatyczny, wydawał się roztaczać wokół siebie aurę, którą ciężko było przebić. Nawet Karl stojący przy szynkwasie, wydawał się teraz mało atrakcyjny i całkowicie nic nieznaczący.
Gdy Damien tylko zobaczył chłopaka, skinął na niego głową zapraszając tym samym za sobą.
Prowadził przez drzwi, którymi przed chwilą przyszedł, przemierzając ciemny korytarz rozświetlony jedynie pochodniami na ścianach. Musieli znajdować się w jakichś piwnicach, albo innych podziemiach, wszak naturalne światło w ogóle tu nie docierało. Ściany, mimo że chłodne, dla odmiany nie były wilgotne, a zadbane. Podłoga wyścielona była czymś na rodzaj cienkiego dywanu, prawie jak u rodów arystokratycznych. Z pewnością było to niesamowity dysonans.

Mężczyzna pchnął pierwsze drzwi, które kierowały na prawo, wchodząc do niewielkiego, bogato zdobionego pomieszczenia. Wykończone dziwnymi freskami, oświetlone naprawdę przyjemnym blaskiem, sprawiało wrażenie naprawdę przytulnego. Osoba, która chciałaby się przyjrzeć malunkom, mogłaby dostrzec w tym krasnoludzki kunszt. Albo po prostu wszystko zdradzały niewielkie postacie i odpowiednie napisy, które na pewno nie były spisane w języku wspólnym.
Damien, zamknął za pół-elfem drzwi i zasiadł przy wielkim drewnianym meblu, na obitym czerwoną tkaniną fotelu. Pokazał głową Wierzbie podobny fotel naprzeciw, niedaleko masywnego regału z olbrzymią ilością ksiąg. Sam odłożył swoją laskę na bok i zaczął wpatrywać się w chłopaka swoimi lodowo-błękitnymi oczami, co powodowało z pewnością spory dyskomfort.
- Więc widzę, że jednak się zdecydowałeś nas odwiedzić - uśmiechnął się lekko, jakby na rozluźnienie atmosfery. - Raz jeszcze dziękuję za pomoc. Wcześniej... Potem też w więzieniu. Chociaż słyszałem, że chciałeś nas wsypać i musieli Cię uspać... Tak czy inaczej - zawiesił głos. - Jestem Ci dłużny - wypowiedział w końcu, co widać było, przyszło mu z pewnym oporem. Pewnie nie było to dla niego zbyt wygodnie, ale to nie był powód, dlaczego jego przeszywające oczy nie opuszczały chłopaka. Mierzył jeszcze przez chwilę chłopaka wzrokiem, ale chwilę potem po prostu się odprężył i westchnął ciężko.
- Jak się jednak domyślasz, nie jesteś tu bez powodu. Masz umiejętności i odpowiednio waleczne serce, by stanąć po dobrej stronie - powiedział tajemniczo. - Auriel już Ci coś mówiła? - zapytał dość swobodnie. - Może sam masz jakieś pytania? - indagował dalej, lekko tylko mrużąc oczy.

- Kat mówiła, że jesteśmy do siebie podobni, ale ja nie widzę tego podobieństwa... - wypalił nagle. - Skąd jesteś? - zapytał, przebierając palcami i czekając na odpowiedź

Skalgród

52
POST POSTACI
Wierzba


Wierzba niechętnie zostawił Auriel za sobą. Wydawało się, że po raz pierwszy od długiego czasu wystąpiła między nimi iskierka jakiegoś dziwnego porozumienia, które nie kazało jemu wysyłać jej do ojca, a jej złościć się o każde słowo. Nie chciał jej również zostawiać z Karlem! Nie potrzebowała tego typu znajomości!

Aura wspaniałości Damiena zostawała dla Wierzby niewiadomą. Czy to przez fakt że nosił się ze spokojem i pewnością władcy, czy może przez samo przynależenie do rasy elfów, był z pewnością kimś niesamowitym. Wierzba nie miał wyjścia, jak tylko podążyć za nim tym dziwnym, podziemnym korytarzem, aż do gabinetu. Krasnoludzkie ozdoby były z pewnością czymś niesamowitym, ale Wierzba nie znał się na sztuce ani trochę. Nie miał w pamięci niczego, do czego mógłby porównać freski Skalgrodu.

Wierzba siadł we wskazanym fotelu. Będąc sam na sam z Damienem, miał jeszcze większy problem, by odprężyć się. Nie chodziło nawet o to, że widział elfa jako zagrożenie. Raczej nie chciał tłumaczyć się po raz kolejny z tego, co zrobił i dlaczego. Nie potrafił utrzymać kontaktu wzrokowego, błądząc spojrzeniem gdzieś po blacie mebla. Skinął lekko głową, najpierw w odpowiedzi na podziękowania, a następnie jeszcze raz, potwierdzając, że musiał zostać uśpiony, gdy przyszli do loszku. To nie było zbyt miłe z ich strony, choć jego próby ich wsypania były jeszcze gorsze. Nie chciał po raz kolejny przez to przechodzić, ani w swojej głowie, ani szukając słów wyjaśnienia.

Dopiero stwierdzenie, iż Damien ma u niego jakiś dług wdzięczności, kazało mu podnieść głowę.

- Nie jesteś mi dłużny. - Sprostował. Nie chciał żadnego zadośćuczynienia za swoje działania. Zrobił to, co uważał za słuszne, nie przez obietnicę nagrody. - Wasza walka... nie jest moją. Ani Auriel. - Starał się brzmieć dyplomatycznie. Chyba tylko dzięki szkoleniu w Twierdzy mógł odpowiadać Damienowi pełnymi zdaniami i przekazywać to, co chciał przekazać, choć może nie tak głośno i nie tak wyraźnie, jak powinien. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak mocno zaciskał dłonie na podłokietnikach fotela, chcąc ukierunkować zdenerwowanie. - Chcę ją zabrać i odjeść.

Nie sądził, by było cokolwiek, co zmusiłoby go zmiany zdania, jednak nie dało się ukryć, że Wierzba był dość niemądry i małoprzewidujący. Konflikt z Skalgrodzie z pewnością miał jakieś podstawy, które poruszą jego rycerskie serce, gdy tylko dowie się kto, z kim i dlaczego. Na razie jednak nie chciał nawet o tym słuchać!

Uwaga, którą rzuciła niejaka Kat, kazała mu zatrzymać się na moment. Gdzie widziała podobieństwo?! Damien miał jasne włosy i oczy koloru lodu, zaś Wierzba wręcz przeciwnie - czarne jak węgielki. Nie do końca znał wygląd swojej twarzy, gdy dotąd mógł przeglądać się wyłącznie w tafli potoków lub szybach okien, zwierciadła czy polerowane kawałki metalu były wymysłem szlachty, zupełnie Wierzbie niepotrzebnym. Cóż mógł dojrzeć u Damiena, co byłoby podobne do jego własnych cech? Zadarty nos? Grube brwi? Głęboko osadzone, lecz bystre oczy? Mocne kości policzkowe..?

- Z Północy. - Mruknął, znów opuszczając wzrok na swoje kolana. Nie było powodu, by ukrywać swoje pochodzenie. Damien z pewnością nigdy tam nie zawitał, poza tym, jego wioska i tak przestała już istnieć. Znajdowała się już tylko w jego pamięci. - Spod Koziego Rodu. - Uściślił, będąc przekonanym, że elf i tak nie będzie wiedział, gdzie znajduje się ta góra. Nie był nawet pewny, czy to jej oficjalna nazwa, czy miano, którym posługiwali się wyłącznie jego pobratymcy. - Z wioski Uratai, na brzegu morza. - Odniósł bardzo brzydkie wrażenie, że Damien zapytał tylko po to, by móc naśmiewać się z jego dzikiego pochodzenia. Nie wyglądał na takiego, ale mógł zbierać informacje, by wykorzystać je później przeciwko niemu! Samymi tymi domysłami Damien zasłużył na rzucone mu spod byka spojrzenie.

Skalgród

53
POST BARDA
- Owszem, jestem, a nie lubię być dłużnikiem - ton Damiena brzmiał, jakby nie nawykł do tego, że ktoś dyskutuje z jego zdaniem. W jego mniemaniu, to co powie, było słowem ostatecznym i niepodważalnym. Nie przerywał jednak dalej i pozwolił Wierzbie dokończyć myśl.
- Masz rację... To nasza walka. Walka o pokój i próba zapobiegnięcia katastrofie. Ale nikogo do poświęcania życia przymuszać nie będę. Zabierać wolności też nie zamierzam - wyjaśnił, podpierając dłoń o masywne biurko, podpierając brodę, jakby nieco znudzony rozmową. - Nie powinieneś też wypowiadać się za Auriel. Rozmawiałem z nią... Długo... Jak usłyszała o demonach, sama zaczęła się wyrywać że pomoże. To jej decyzja. Kimże jesteś więc by jej wolność podważać? - zapytał, uśmiechając się chytrze. Być może była to zwykła figura retoryczna, mająca w celu namieszać w głowie chłopaka, ale... czyż nie miał racji?

- Oczywiście jeśli chcesz, mogę po prostu wyrzucić Auriel. Odmówić jej. Jak to pięknie ująłeś, puszczę was wolno - słowa stawiał dobitnie, chcąc pokazać że nie rzuca ich na wiatr. - Pomogę uciec z miasta. Odjedziecie we dwoje - dokończył.
Odbił się z elfią gracją od mebla i rozłożył wygodniej w fotelu, niczym król czujący władzę.
- Pamiętaj tylko, Wierzbo, co mówiłem. Każdy powinien decydować sam o swoim losie... - zawiesił się tajemniczo, mierząc chłopaka swoim chłodnym spojrzeniem, które pewnie onieśmieliłoby nie jednego. Jego wzrok był przeszywający, prawie że drenujący jestestwo. Wyciągający najmniej śmiałe pragnienia i tajemnice, który zapraszał do ich zdradzenia, bo w innym przypadku czekałaby Cię kara.

- Zastanów się nad tym - rzucił nagle niefrasobliwie. - Zresztą dobrze będziesz wiedział co robić. Bo z tego co mówisz, pochodzisz z wioski prawdziwych wojowników - Uśmiechnął się.
- Szkoda, że jesteś nastawiony tak bardzo negatywnie do naszej Skalgrodzkiej sprawy... Byłbyś bardzo cennym nabytkiem - Uśmiechnął się ponownie, tym razem bardziej serdecznie, z wrodzoną gracją. Z tym uśmiechem nie dało się go nie lubić.
- Kiedyś byłem w okolicach - odezwał się nagle. - Uratai... Okolice Koziego Rodu... - zawiesił się.
- Tam właśnie poznałem swoją pierwszą miłość, Jaśminę... Zabawne, bo moim zdaniem to do niej jesteś podobny, a nie do mnie - Widać było po jego oczach, że lekko odpłynął w swoje wspomnienia. - Cudowna kobieta. Zadziorna i charakterna, ale też szlachetna i sprawiedliwa. Może po zażegnaniu tego kryzysu do niej powrócę - Ponownie zawiesił głos. Pozwolił sobie na chwilę milczenia, a po dłuższej chwili powrócił do Wierzby. Powoli pokręcił głową, jakby sam do siebie, odrzucając pewną myśl, która zrodziła mu się w głowie.

- Rozumiem więc, że tak światłego wojownika mam nie próbować przekonywać do ratowania miasta? - zapytał, jakby podpuszczając pół-elfa. - Rozumiem, że idziemy po Auriel i mam wam załatwić bezpiecznie wyjście z miasta i brak pościgu straży miejskiej? Czy może zechciałbyś wysłuchać naszej sprawy?

Skalgród

54
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba parę razy wcześniej został nazwany krnąbrnym. Zarzucano mu, że nie szanuje starszych i za mocno przystaje przy swoim zdaniu, nawet jeśli wydawałoby się mądrzejsi i bardziej doświadczeni mają zdanie przeciwne. I w tym przypadku, gdy Damien próbował wywrzeć na nim presję, Wierzba zapierał się rękoma i nogami, by nie dać się zmanipulować. I już chciał zacząć dyskusję, gdy przypomniał sobie, że właściwie nie warto. Damien był autorytetem, za którym szły, wydawało się, dziesiątki. Poza tym dług wdzięczności był czymś, co zawsze mogło się przydać i nie było sensu wszczynać kłótni o coś takiego. Ostatecznie chłopak lekko skinął głową, odpuszczając. To zdecydowanie był jakiś postęp.

Wierzba nie mógł jednak milczeć, gdy padło słowo-klucz. Demon!

- Nie mówiłeś o demonach! - Zarzucił mu, nie podejmując uśmiechu rozmówcy. To miała być bitka między strażą i zbirami, tymczasem do równania dochodziły jeszcze demony?! Tego Wierzba nie mógł ignorować! - Jestem rycerzem. Zabiję demona. - Oświadczył. Na jego pancerzu znajdowały się insygnia Zakonu, nie czuł się więc w obowiązku tłumaczyć, skąd się wziął i czemu miał takie życzenie. Puściwszy podłokietniki fotela, które dotąd zaciskał, sam oparł łokcie o blat i nachylił się do elfa. Nawet przez moment nie zwątpił w jego słowa, bo dlaczego miałby kłamać? Przecież nie po to, by go przy sobie zatrzymać? - Jeśli macie problem z demonem, pomogę go pokonać. - Oświadczył. - Po tym odejdziemy.

Niewiele potrzebował, by zmienić zdanie. Czy nie po to wyruszył na Południe, by zabijać demony? I choć sądził, że znajdzie demony daleko, tam, gdzie śnieg już nie przykrywał łąk... demon był całkiem niedaleko od domu. Pozostawało go pokonać, a następnie wrócić z meldunkiem i Auriel do Mistrza. W ostatecznym rozrachunku problemem jak zwykle pozostawała Auriel. Wierzba na moment przygryzł wargę.

- Będzie chciała pomóc... Ale to niebezpieczne. - Zauważył, mrucząc bardziej do siebie, niż do elfa. - Nie mogę jej narażać. - Z dwojga złego, wolałby, by Auriel znienawidziła go na zawsze niż gdyby stała się jej krzywda przez brawurę w walce z demonem. Wiedział, że będzie rwał się do bitki. Zawsze pozostawało to dziwne usypiające zaklęcie: czyż nie byłoby użyteczne, by uśpić Auriel i dzięki temu pozostawić ją w kryjówce? Ta kwestia jednak musiała poczekać na odpowiedniejszy moment. - Ja... ja będę walczyć. - Oświadczył w końcu. - Powiedz mi więcej.

Wierzba bał się, że Damien stosuje na nim jakieś umysłowe sztuczki. Nie umiał wyjaśnić sobie tego, co klarowało się w jego głowie. Zaczął łączyć punkty i obraz, który powstawał, nie podobał mu się ani trochę. Uniósł na Damiena ciemne spojrzenie, zupełnie tak czarne, jak to, które należało do matki. Poczuł, że oblewa go fala gorąca, od karku aż po końcówki lekko spiczastych uszu.

- Nie powrócisz do niej. Jaśmina nie żyje. - Oświadczył, nie powstrzymując drżenia głosu. - Była... była moją matką.

Wierzba nie sądził, by w okolicach Koziego Rogu była jakaś inna Jaśmina. Niewiele z sąsiednich wiosek zaadoptowało podobny zwyczaj w nazywaniu żeńskich (i nielicznych męskich) potomków nazwami wziętymi od natury. Podczas parędziesięciu lat życia u stóp Koziego Rogu znał tylko jedną Jaśminę, i ta była jego matką. Wierzba nie mógł mieć też pewności, czy mama rzeczywiście oddała ducha, jednak znając zasady wojen między barbarzyńcami z Północy, taki obrót spraw można było przyjąć z największą pewnością. Mogła też trafić do niewoli, ale Wierzba był niemal pewny, że gdyby tak było, jej duma kazałaby znaleźć sposób na skończenie własnego żywota.

Wierzba wpatrywał się w oczy elfa i odmawiał zaakceptowania nasuwających się wniosków. W jego wnętrzu powoli zaczęła narastać złość.

Skalgród

55
POST BARDA
Damien uśmiechnął się znowu, słysząc że udało mu się osiągnąć swój cel. W końcu Wierzba z pełnego zaprzeczenia, przeszedł do deklaracji odwalenia całej sprawy za nich. Był tylko jeden haczyk.
- Owszem, jesteś rycerzem - potwierdził elf. - I żadnego demona zabijać nie będziesz. Raz, że jeśli już, to będziemy robić razem. A dwa, to sprawa jest rozwojowa i ciągle ją badamy. Problem mamy z nekromantami i tym, że ten jebnięty chujek, Hoff, próbuje z nimi współpracować. Zdradził mnie i szuka potęgi, która jest mu potrzebna, by rządzić w mieście. Próbował mnie uprowadzić i zabić, a potem, jak się okazało, wrobić w sprawę z pożarem. Nie wiem czy o tym słyszałeś? - zapytał, robiąc lekką pauzę. - W każdym razie mało istotne - Machnął ręką.
- Na domiar złego jeszcze strażnicy miejscy się uwzięli i zaczęli męczyć o każdą możliwą sprawę. Jak widzisz, średnio ciekawa sytuacja. Ale dzięki Tobie, myślę że sobie poradzimy - oparł się wygodniej, zadowolony z toku przeprowadzanej rozmowy.

- Będzie to niebezpieczne, ale wydaje mi się, że nic ponad miarę. Każdy tu jest dorosły i potrafi decydować za siebie, prawda? - Spojrzał uważnie na chłopaka. - Nie narażasz jej. Sama podejmuje decyzje. Każdy robi tu to, co do niego należy - skwitował.- Pracujemy zespołowo, ale gdybyś jednak dowiedział się czegoś... Nie wiem, chociażby gdzie przebywa Hoff, albo co szykują strażnicy, z pewnością ułatwiłoby mi to nieco pracę... - zakończył.

To jednak co usłyszał później, musiało wywrzeć na nim niemałe wrażenie. Na ułamek sekundy, oczy elfa rozszerzyły się, by dosłownie chwilę później, zmrużyły się niebezpiecznie. Być może potwierdziły się jego wcześniejsze scenariusze, albo wydarzyły się jeszcze inne niewiadome. Siedział tak jednak milczący i wpatrujący się w chłopaka, mierząc go od stóp do głów.
- Nie wiem czy mówimy o tej samej Jaśminie - odpowiedział chłodno, obserwując wzbierający się gniew u Wierzby. - Wiem natomiast, że nie informowano mnie o tym, bym mógł mieć syna - słowa były dobitne, a sam Damien dziwnie nieobecny, jakby wiedział, że jest to całkiem prawdopodobna opcja. W końcu za długo nie zabawił w okolicach Koziego Rogu. Wpadł tam przejazdem, zwiedzając okoliczne wioski. Gorący romans był tylko czymś chwilowym i we dwoje tego pragnęli. Potem musiał wyjechać. Nie umiał zapomnieć o Jaśminie, ale... Był pewny, że brała jakieś zioła i wiedziała doskonale jak się zabezpieczać. Chyba... Poza tym przecież mogła też sypiać z innymi. Skąd w ogóle pewność, że to była ona? Tak przynajmniej to sobie tłumaczył.

Chwila ta zdawała się trwać nieskończoność. Napięcie jakie narastało było dziwnie nieznośne i dopiero niezręczne odchrząknięcie Damiena, zniwelowało cały ten "czar". Elf westchnął ciężko i przekrzywił głowę.
- Tak czy inaczej współczuję. Szczere kondolencje - odpowiedział spokojnie. - Myślę, że matka może być naprawdę z Ciebie dumna - kontynuował, ale coś zmieniło się w jego zachowaniu, jakby rozważał każdą możliwą opcję.
- Widać, że jesteś prawdziwym rycerzem. Domyślam się też, że chcesz dobra Auriel, ale jeśli mogę coś doradzić, to rozważyłbym nie narzucanie jej swojego zdania. Mówiła, że ma dość tego, że zapętliłeś się na tekście: "zawiozę Cię do ojca" - powiedział, nieco rozkojarzony. Zerknął jeszcze raz na chłopaka i pokręcił głową sam do siebie. Zastukał palcem w blat, jakby w geście pewnego zniecierpliwienia, ale było to dość osobliwe zachowanie.
- Poza tym przydzieliłem jej już pierwsze zadanie. Jeśli nie masz więcej pytań, możesz do niej dołączyć - zakończył rozmowę i otworzył bezceremonialnie księgę, leżącą na drewnianym meblu, którą zaczął czytać.

Skalgród

56
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba był skołowany. Sprawa demona i domniemanego... byłego partnera matki stapiała się w jedno, chłopak nie potrafił skupić się na ani jednym, ani drugim. Pokiwał głową, nie wdając się w dyskusje z Damienem na temat tego, jak pokona potwora. Bo to, że go pokona, zabije, odeśle, czy cokolwiek demon da ze sobą zrobić, było ewidentne. Jeden elf nie zatrzyma go tylko dlatego, że tak postanowi. Nekromanci, stwory z innego świata... czyż nie właśnie zabijania ich uczył się przez ostatnie lata? Pozostali mogli radzić sobie z Hoffem i innymi. Lepiej, żeby się nie narażali.

Sprawa pożaru brzmiała znajomo, więc Wierzba skinął lekko głową. Nie do końca dowierzał w to, że straż miejska po prostu się uwzięła na zgrupowanie elfa bez powodu, ale nie wyraził wprost swoich wątpliwości. Również Auriel... każdy zdążył już zauważyć, jaka była. Choćby ciągnął ją wołem, nie powstrzyma jej przed działaniem. Dlatego musiała wrócić do ojca!

I choć początkowo Wierzba opierał się przed spojrzeniem Damiena, teraz wpatrywał się w jego oczy parą swoich własnych, czarnych jak węgielki, odziedziczonych po matce.

- Nie masz syna. - Syknął przez zęby, by Damien przypadkiem nie wyobrażał sobie za wiele. Należało wyprowadzić go z błędych założeń tak szybko, jak to możliwe. - Bo ja nie mam ojca.

Inaczej to sobie wyobrażał. Sądził, że gdyby kiedykolwiek odnalazł tego, który powołał go do życia, wymierzyłby mu sprawiedliwość za to, co zrobił matce i pośrednio jemu samemu. Przed tym, jak zakończyłby jego żywot w jakiś naprawdę paskudny sposób, powiedziałby mu o tym, jak oboje cierpieli, gdy starszyzna wioski nie do końca akceptowała owoc miłości Jaśminy i przypadkowego elfa, który zakręcił się między jej nogami w przygodnym zbliżeniu. Gdyby nie był półelfem, może byłoby inaczej - jakiś mężczyzna z wioski przygarnąłby matkę pod swój dach i dał jej gromadkę innych dzieci, Wierzbę traktując jak swojego najstarszego. Ale żaden woj z wioski pod Kozim Rogiem nie chciał brać na siebie przekleństwa w postaci słabych genów nie-Uratai. Wierzba wiele razy zastanawiał się, czy nie byłoby lepiej dla jego matki, gdyby odszedł, udał się w swoją stronę, z dala od rodzinnych terenów. Ostatecznie i do tego doszło, lecz zbyt późno, by miało to znaczenie dla kogokolwiek.

A teraz miał przed sobą tego, który twierdził, że zbrzuchacił matkę, że była jego prawdziwą miłością i że chciałby do niej wrócić! O dwadzieścia lat zbyt późno!

Dłonie Wierzby uderzyły w blat stołu ze zbyt wielką mocą.

- Nie potrzebuję twojego współczucia ani uznania. - Warknął, nie zamierzając przebywać w towarzystwie Damiena ani chwili dłużej. Coś w jego wnętrzu rwało się ku elfowi, chciało złapać go gardło i obserwować, jak ulatuje z niego życie. Z drugiej strony zaś odzywał się głos, który wyrażał nadzieję, że może to wszystko rozwiąże się w inny sposób? Że znajdą wspólny język i nadrobią stracony czas..?

Tego drugiego głosu Wierzba nie chciał słuchać. Podniósł tyłek z miejsca i nie oglądając się na Damiena ani na jego książkę, za którą sa chciał się ukryć, wymaszerował z pokoju, przez korytarz, a następnie i pokój, gdzie spotkał Auriel. Maszerował dalej, schodami ku górze, przez budynek, aż do miejsca, gdzie wcześniej zeskakiwał z dachu. Tu było chłodniej, mógł usiaść pod otworem w dachu i spróbować ochłonąć. W jego wnętrzu kłębiło się wiele, wiele uczuć, z których niewiele potrafił nazwać. Po wszystkich latach nienawiści do elfa, który odpowiadał za nieszczęście jego i matki w końcu go odnalazł i... tak naprawdę nie potrafił go dalej nienawidzić. Gdzieś tam nawet tliła się jakaś iskierka radości, dająca nadzieję na to, że już więcej nie będzie sam, że będzie miał kogoś, kogo będzie mógł nazwać rodziną.

Przycupnąwszy przy ścianie, Wierzba przycisnął dłonie do oczu. Nie płakał, choć stres ściskał go za gardło, ale gdyby jednak do tego doszło, ręce miały powstrzymać jakiekolwiek niepożądane krople przed spłynięciem na policzki. Potrzebował ochłonąć, ułożyć sobie to w głowie, a następnie... następnie mógł wrócić i ponownie znaleźć Auriel. O ile ta nie zaitneresuje się nim pierwsza i nie podąży jego śladem. Pomyślał, że byłoby to miłe.

Skalgród

57
POST BARDA
Słowa Wierzby rozbrzmiały w gabinecie, który z pewnością należał do Damiena. Ten tylko wpatrywał się w chłopaka, obserwując jego wybuch złości. Elf wydawał się niewzruszony i gdyby nie lekki grymas, który wstąpił chwilowo na jego twarz, można byłoby sądzić, że temat był mu całkowicie obojętny.
- I bądź tu miły... - mruknął na kolejny, ostry jak brzytwa (przynajmniej w głowie Wierzby), przytyk. Przywódca pokręcił głową, odprowadzając pół-elfa wzrokiem do drzwi. Scenka jakiej przed chwilą był świadkiem, była z pewnością czymś nowym. I nawet nie chodzi o dobitny pokaz nieumiejętności radzenia sobie z emocjami. Sam miał pewnie podejrzenia i jak widać - nie był jedyną osobą, która musiała dojść do podobnych wniosków. Nie miał jeszcze chwilowo pomysłu jak poradzić sobie z nową sytuacją, ale nie śpieszyło mu się z tym nigdzie. Zawsze do tej pory uciekał od zobowiązań. Tym razem zobowiązania postanowiły same od niego uciec. Dlaczego by więc po prostu się im nie poprzyglądać?

Ściany wydawały się wręcz przytłaczać, gdy Wierzba parł przed siebie. Gdy prawie biegiem wpadł do wcześniej odwiedzanej sali głównej, wzrok obecnych skierował się ku jego skromnej osobie. Przyciągnął również wzrok Auriel, która siedziała przy szykwasie, zaśmiewając się właśnie z czegoś, co powiedział do niej Karl. Nic jednak wtedy się nie liczyło. Jeko kroki powiodły go ku schodom, a potem w górę, do wyjścia, z tajnej wydawałoby się, kryjówki.
Na dworze powoli zapadał półmrok, a chłodne powietrze zapewniało orzeźwienie na jakie liczył chłopak. Pierwsze latarnie i pochodnie zaczynały płonąć, tym samym przeobrażając miasto w piękny migotliwy obrazek, obiecujący skrawek ciepła, którego to nie każdy mógł zaznać. Otwór w ścianie przed którym usiadł, wychodził prosto na skośny dach, którym jakiś czas temu przywędrować z Jaxem.
Siedział tak samotnie pod ścianą, przyciskając dłonie do oczu. Po prostu odpoczywał, jak twierdził.
I mogło by się wydawać, że nikt nie zainteresuje się chłopakiem, ale kroki, które rozległy się na schodach, wydawały się mówić co innego. Z każdą chwilą robiły się głośniejsze, jakby osoba wchodząca do góry, poruszała się na podbitych butach.

- Tu jesteś... - łagodny głos Auriel, szybko zdradził kim była zbliżająca się osoba.
- Mogę się dosiąść? - zapytała, ale jak to ona, nie czekała na pozwolenie. Po prostu zasiadła przy Wierzbie pod ścianą. Westchnęła głęboko, jakby ciesząc się chłodnawym powietrzem. Nie szydziła, ani nie śmiała się. Całkowicie inaczej niż do tej pory. Jakby bardziej dojrzała, mniej pyskata i bardziej... wyrozumiała? Ale lepiej nie oceniać dnia przed zachodem słońca.
- Co się stało? - zapytała z pewną czułością, jakiej wcześniej nie słyszał. - Wiem, że Damien jest szorstkim w obyciu pragmatykiem, ale chyba nie stwierdził, że się nie nadajesz do jego misji, co? - Wyczucia Auriel może i trochę brakowało, ale i tak była zaskakująco miła.

Skalgród

58
POST POSTACI
Wierzba


Wierzba nie czuł się niczyim zobowiązaniem. Był dorosłym mężczyzną, a jego los zależał tylko od niego samego i bogów. Problem w tym, że nigdy nie był przesadnie religijny... Może dlatego bóstwa mściły się na nim i rzucały mu pod nogi kłody? Prawdą był jednak, że Wierzba nie radził sobie z emocjami. Szczęście i ból, smutki przeszłości i nadzieja przyszłości - wszystko to wirowało w jego głowie, nie pozwalając dojść do siebie. Oddychał szybko i płytko, stając się okiełznać własne uczucia, ale nie dawało to wiele.

Chłodne powietrze wieczora pomagało tylko odrobinę. Dopiero ciężkie kroki na schodach kazały mu uspokoić oddech i wziąć się w garść, przynajmniej chwilowo, by nie narobić sobie jeszcze dodatkowo wstydu. Nie płakał, lecz osoba, która zobaczyłaby go w takim stanie, mogłaby odnieść inne wrażenie. Musiał się opanować. Musiał udowodnić, że jest mężczyzną.

Miał nadzieję, że kroki należały do Auriel i nie przeliczył się. Jej głos był miękki, ciepły, przyjemny. Jakby naprawdę jej zależało.

Opuścił dłonie, by spojrzeć na dziewczynę obok siebie. By udowodnić jej, światu, a przede wszystkim sobie, że ma emocje na wodzy. I choć wiedział, że być może nie powinien, przesunął się bliżej, by oprzeć głowę o ramię pół elfki. Może nie ucieknie. Może pozwoli mu przytulić się choć na moment.

- On może być moim ojcem. - Przyznał bez zbędnego wahania i tajemnic. Być może nie powinien, gdy mógł to być zbieg okoliczności, a jego słowa zwykłymi plotkami. Ale skoro pytała, mogła usłyszeć jego wersję wydarzeń. - Znał moją matkę, gdy... Mnie jeszcze nie było. Twierdzi, że była jego miłością.

O ile Auriel nie interesowała się jego historią i nie dopytywała o nią w Twierdzy, mogła nie wiedzieć, skąd Wierzba się wziął, kim była jego matka i co działo się w wiosce na dalekiej Północy. Wierzba nie chwalił się tym na prawo i lewo, ale też nie ukrywał przeszłości, gdy ktoś o nią pytał. Mistrz Silwater z pewnością wiedział o jego historii, tak jak paru współ-rycerzy z Zakonu, z którymi zawiązał bliższą znajomość. Teraz byli daleko, a córka Mistrza była jedyną cząstką dawnego życia, która została w jego świecie. Ale czy była mu bliska? Czy nie znalazła się tu przez niego, a jego decyzje narobiły jej kłopotów? Przymknął powieki. Tak było miło. Może chłodno, ale spokojnie, przyjemnie, przynajmniej póki nie zrzuci go z siebie. Gdyby mocno się wysilił, może mógłby zapomnieć, że Auriel w głębi duszy nim gardzi i że za chwilę znów wpadnie w ramiona Karla, Jaxa, może nawet Damiena. Może mógłby uwierzyć, że mogłoby jej na nim zależeć.

- Zabiję jego demona i odejdę. - Obiecał, tak cicho, że ledwie odrobinę głośniej od szumu wiatru, nawet jeśli nie sądził, by ktoś próbował ich podsłuchiwać. - Jest tu dla ciebie miejsce. Dla mnie... Dla mnie nie ma.

Z nadmiaru zmartwień rozbolała go głowa.

- Nie chcę wracać. - Zamarudził i sam nie wiedział, czy chodzi mu o Północ, Twierdzę, gabinet Damiena czy nawet pokój wspólny grupy zbirów elfa.

Skalgród

59
POST BARDA
Auriel nie zauważyła nic, co mogłoby sprawić, że pomyślałaby źle o Wierzbie. Być może to zasługa jego doświadczenia w powstrzymywaniu emocji. A może po prostu nie wyglądał aż tak źle, jak by mu się wydawało.
Elfka nie drążyła po zadanym pytaniu. Po prostu siedziała, wpatrzona przed siebie. Jakby sama nie wiedziała czego oczekiwać. Może chciała zwyczajniej rozmowy, albo po prostu potrzebowała towarzystwa kogoś, kogo znała. Być może Skalgród przytłaczał ją o wiele mocniej niż chciała tak naprawdę przed kimkolwiek przyznać. Pragnęła wolności i niezależności. Chciała się wykazać przed ojcem i pokazać że jest warta o wiele więcej niż tylko córka dobrze ustawionego i poważanego mistrza. Chciała sama zapracować na swoją reputację.
Była o wiele bardziej podobna do Wierzby niż mu się wydawało. Być może to był jej powód - powód dla którego aż tak do niego lgnęła. Być może widziała, jak z jakiegoś obszczymurka, buduje sobie reputację i poważanie w zamku. Jak nabywa kolejne znajomości, jak awansuje w oczach Ogara. Zazdrościła mu? A może chodziło o coś więcej? Tylko jej kobiecy umysł był w stanie to ogarnąć.

Nie odrzuciła go gdy oparł swoją głowę na jej ramieniu. Siedziała tak, wyraźnie spięta, jakby... Naprawdę ciężko było rozgryźć tę dziewczynę. Po krótszej jednak, niż dłuższej chwili, odwzajemniła gest, przytulając swoją głową głowę chłopaka. Jej włosy pachniały górskimi kwiatami, a ciepło ciała, przyjemnie grzało w ten mroźny Skalgrodzki wieczór. Była to naprawdę wyjątkowa chwila.
Słuchała gdy Wierzba wypalił ze swoimi podejrzeniami. Zamruczała tylko cicho słysząc jego domysły. Miała bardzo miły i niski mruk, który brzmiał jakby była przeciągającą się kotką. W innych okolicznościach można byłoby to uznać za dość zmysłowe. Teraz jednak byłoby trochę dziwne.

- Nie odchodź - poprosiła. Odezwała się nagle, jakby zbyt pośpiesznie i pod działaniem emocji. Chrząknęła, próbując zataić emocje, jakie pojawiły się w jej głosie. - Nie beze mnie - dodała cicho, podobnie jak wcześniej chłopak, niczym lekki szum wiatru.
- Też nie chcę wracać... Zdecydowałam! - odezwała się po przenikliwej ciszy, która zapadła po jej niezręcznej prośbie. Chyba nawiązywała do tego co powiedział wcześniej pół-elf, gdy dawał jej czas do namysłu. - Chcę z wyruszyć z Tobą... Nie chcę wracać do ojca. Jest tyranem, który nigdy mnie nie doceniał i który zbyt mocno o mnie dbał. Nie dał się wykazać - mówiła.
- Zastanawiałam się, czy jestem szczęśliwa. Całe życie podporządkowane pod to by zaczął dostrzegać we mnie potencjał. Nawet teraz chciałam przyłączyć się do Damiena, bo chciałam mu zaimponować. A on Ciebie już bardziej traktował jak syna. Syna, którego nigdy nie dane było mu mieć - Jej głos nabrał barwy goryczy. - Dotarło do mnie, że nigdy nie bawiłam się tak jak przy Tobie. Jak podczas tej szalonej wyprawy... Gdyby nie Ty... Gdyby nie Ty, dalej gniłabym w tej zasranej twierdzy, przywiązana łańcuchem do swojego pokoju - Westchnęła głęboko. Jej ciało jakby lekko drżało, co czuć było przez przytulone do chłopaka ramię, mimo grubej warstwy ubrań. - A Ty nie oceniasz... I mimo tego jak się zachowuję, dalej chcesz bym była... Ja... - Wydawało się, że to jej gardło po raz pierwszy jest ściśnięte tak, że nic nie było w stanie przez nie przejść. Westchnęła raz jeszcze, głośno wypuszczając powietrze.
- Ja przepraszam - Te słowa chyba zaskoczyły też samą Auriel. - ...i dziękuję

- Dość jednak o mnie - odezwała się gwałtownie, prostując głowę i ramieniem lekko zmuszając chłopaka, by i on się wyprostował. Chciała jakby zataić wcześniejsze zachowanie i słowa jakie padły z jej ust.
Spojrzała na Wierzbę, tak że ten, wciąż był w stanie dostrzec jej oczy w zapadającym półmroku. Błyszczały z dziwnego podniecenia i ekscytacji. Albo były zaszklone jakby pod wpływem zbyt dużych emocji, z którymi nie umiała sobie poradzić?
- To, że podejrzewasz go o ojcostwo coś zmienia? - zapytała, a jej głos nie był w stanie zdradzić nic więcej. - Rozumiem, że swojego nigdy nie poznałeś? - ciągnęła, jakby nagle ciekawa, choć pewnie zwyczajnie chciała po prostu poznać kontekst jego słów.
- Chcesz stąd uciec, czy spróbować z nim współpracy? - Zaczęła zarzucać chłopaka pytaniami, całkowicie gdzieś zatracając swoją wcześniejszą łagodność. Z kontekstu chyba jednak wynikało, że nie zależy jej już aż tak na współpracy z Damieniem.
- I ten demon... Damien mówił Ci już o kulcie, który chce opanować demoniczne moce?

Skalgród

60
POST POSTACI

Mający o sobie niskie mniemanie Wierzba spodziewał się najgorszego w myśl zasady, że tak przynajmniej nie będzie rozczarowany, gdy przyjdzie mu w końcu poznać wynik sytuacji. Łapanie się pozytywnych odczuć mogło poskutkować wyłącznie bólem, gdy te okażą się nie tylko nieprawdą, ale skutek będzie zupełnie odwrotny od zakładanego. Po raz kolejny Wierzba złapał się na tym, że zbyt wiele zakładał. Wydawało mu się, że rozgryzł Auriel, gdy tak naprawdę dopiero zaczynał tę znajomość. Przed wyruszeniem w drogę, czy ktoś mógłby nazwać ich bliskimi? Opierał się na wrażeniu, które półelfka wywoływała jako krnąbrna córka Mistrza, lecz była to maska działająca na jej niekorzyść.

Wyczuł jej spięcie, gdy postanowił zmniejszyć dystans. Potrzebował tylko momentu, tylko chwili, by wziąć się w garść u boku kogoś, kto był mu bliższy niż cała zgraja Skalgrodzkich zbójów... Nim się na to zdobył, przyjemny, pachnący ciężar spoczął na nim samym, a po ciele rozlało się ciepło. Przez chwilę nie odważył się nawet oddychać, ale potem słowa popłynęły własnym nurtem.

- Nie zostawię cię. - Obiecał równie pospiesznie. Gdyby nie ona, już znalazłby sposób na opuszczenie miasta. Gdyby nie ona, w ogóle by do niego nie zawędrował! - Nie tym razem. Nie musisz się wykazywać. Pójdziemy... Aż do Karlgardu! Pokażę ci kareny! - Wierzba nie panował nad własnymi ustami, które paplały bez opamiętania. Nie wiedzieć dlaczego w jego głowie pojawił się obraz gigantycznych słoni, o których uczył się w Zakonie. Dlaczego akurat one miały być dla Auriel atrakcyjne?! Z drugiej strony, czy nie wspaniale byłoby przedrzeć się przez pustynię i uciec aż na drugi koniec kontynentu? Wyciągał przed siebie dłoń, jakby kareny były tuż, tuż, na wyciągnięcie ręki. - Mi nie musisz niczego udowadniać, Auriel. Już nikomu. - Obiecał jej, a czując, że dziewczyna drży, odważył się objąć ją ramieniem. Jeżeli było jej zimno, wesprze ją własnym ciepłem. Jeśli to przez emocje, chciał pokazać, że jest z nią, tuż obok. Nie musiał nic odpowiadać na jej słodkie przeprosiny. Musiała wiedzieć, że nie ma jej niczego za złe, bo przecież jej nie zostawił.

Próba odwrócenia uwagi nie była niczym dziwnym, gdy Wierzba niechętnie podniósł głowę z jej ramienia. Usta wygięły się w lekkim, leciutkim uśmiechu mimo zupełnie nieśmiesznego tematu.

- Prawie się przyznał. - Skinął lekko głową na pytanie o Damiena. Teraz, po czasie, odnosił wrażenie, że Damien nie wyparł się tego być może tak, jak powinien. - Zawsze byłem ja i mama. Matka nie żyje. - Dodał, by nie było wątpliwości. Przywykł już do tego faktu. Pozostawała jeszcze sprawa demona. W gruncie rzeczy nie musiał przejmować się tą sprawą. Mógł odejść i zostawić ich własnym problemom... Ale oni nie byli szkoleni do walki z mocami nadprzyrodzonymi. Wierzba, za to, tak. - Wspominał. Zostanę, zabiję demona. - Oświadczył. - Mówiłaś mu o Hoffie?

Spostrzegł, że o ile Auriel nie zrzuciła jego ręki wcześniej, ta wciąż spoczywała wygodnie za plecami dziewczęcia. A to z kolei wiązało się z kolejną niemiłą myślą...

- Karl może na ciebie czeka?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Turon”