Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

91
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba biegł, skacząc nad zaśnieżonymi kępami traw, wpadając w zaspy, uchylając się przed gałązkami, ale i tak obrywając mniejszymi witkami po twarzy. Bieg, chociaż w dobrych butach, nie był tak łatwy, jak kiedyś - kondycja wciąż dopisywała, ale wspaniały płaszcz, który otrzymał od przyjaciół z Twierdzy, a także pozostały ekwipunek, ciążyły i spowalniały jego ruchy. Chyba tylko dlatego nie udało mu się zgubić Auriel wcześniej!

Wyskoczywszy na trakt, Wierzba odetchnął, chcąc puścić się biegiem przez przygotowaną ścieżkę, ale... no właśnie. Usłyszał głos Auriel!

Czy aż tak źle było mu, gdy żadna porządna niewiasta nawet na niego nie spojrzała?! Czy tak okropnym było być wyrzutkiem społeczeństwa, a nie kawalerem, rycerzem, któremu dziewczyna zawróciła w głowie?!

Zadając sobie pytania, na które nie znał odpowiedzi, złapał się za włosy, by w dawnym, lecz wciąż znajomym zwyczaju pociągnąć kosmyki, dając upust swojej frustracji. Z jego gardła wyrwał się ni to pomruk, ni jęk, nieartykułowany dźwięk, który tylko podkreślał, jak bardzo kłopotliwa była sytuacja, w której się znalazł! I jeszcze ten dziadek!

Rzucił chłopu spojrzenie dzikie i nieprzyjemne, choć wcale nie chciał, by tak wyszło. Oczywiście, mądrzej byłoby zostawić Auriel w tyle i usadowić się na powozie, a następnie jechać do kolejnego miasta...

- Jedź, dziadku! - Pogonił go, zaciskając dłonie w pięści. - Jedź! Ja nie mogę!

Z tymi słowy, Wierzba puścił się z powrotem w gęstwinę, za głosem, który wcześniej go nawoływał.

- AURIEEEEL!

Ta dziewczyna będzie jego końcem, był tego pewny.

Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

92
POST BARDA
Mężczyzna spojrzał się na chłopaka z lekkim zdziwieniem, gdy ten bezpruderyjnie nazwał go dziadkiem. Jeszcze dziwniejsze spojrzenie jednak posłał mu, gdy Wierzba puścił się biegiem, z powrotem, w gęstwinę krzaków i wysokich iglastych drzew. Tego jednak już chłopak nie mógł widzieć, biegnąć prawie na oślep za głosem kobiety, która zawiodła go już nie pierwszy raz.

Temperatura otoczenia malała, mróz zaczynał kąsać jadowicie, jednak nasz bohater nie czuł ani ukłucia lodowatej szpili. Nabuzowany adrenaliną, rozgrzany biegiem, parł przed siebie zmierzając powoli w stronę głosu dziewczyny. Auriel jednak więcej nie nawoływała... Jak bardzo sytuacja źle musiała wyglądać, że prosiła o pomoc Wierzbę? Chłopak wiedział, że pół-elfka była niesamowicie dumną istotą i z pewnością jej wołanie musiało kosztować ją wiele. Tylko co tam się działo?

Wierzba na szczęście głupi nie był. Nie słysząc więcej nawoływania, ruszył prędkim krokiem ścieżką którą przybiegł. Kierował się w stronę skraju polany, gdzie jak wydawało mu się dostrzegł wcześniej błysk. Dotarł do niej po dłuższej chwili, zauważając że wokoło niego krajobraz powoli zaczynia nabierać białych barw. Na szczęście miał płaszcz, więc nie groziło mu wyziębienie. Przycupnął za drzewem i lekko wychylił się zza linii krzaków.

Polana była niewielka. Znajdywały się na niej wysokie kamienie, które mogły robić za brakujące ściany. Przy jednym z takich kamieni dostrzegł też obóz. Trzy namioty ustawione dookoła paleniska, które wesoło muskało powietrze językami ognia. Kilkadziesiąt zaostrzonych drewnianych gałęzi, wbitych w ziemię, prowizorycznie chroniło jedną ze stron obozowiska przed szarżą jakiegoś dzikiego zwierza. Przy ognisku zaś siedziało na pieńkach 3 barczystych jegomości. Jeden wydawał się wyraźnie niższy od pozostałej dwójki. Czwarta, białowłosa osoba, leżała na ziemi niedaleko ogniska - pewnikiem była nieprzytomna. Wierzba od razu rozpoznał w niej Auriel. Czy była bezpieczna? Szkoda, że nie słyszał o czym mężczyźni gadają... Musiałby podejść bliżej. Albo... Zaszarżować?

Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

93
POST POSTACI
Wierzba
Dzikus nie zaszczycił dziadka ani jednym spojrzeniem więcej, nie poświęcił mu też ani jednej myśli - skoro chciał, mógł jechać w nieznane. Wierzba miał ważniejsze rzeczy, które musiał zrobić!

Wierzba chciał wrzeszczeć za Auriel, ale lodowate powietrze, które wypełniało mu płuca, skutecznie powstrzymywało go przed podnoszeniem głosu, gdy klatkę piersiową rozrywał ból zachłyśnięcia się zbyt zimny powietrzem. Ostatecznie i tak podziałało to na jego korzyść - dzięki temu pozostał nieuchwytny, aż nie trafił do obozu, który wcześniej widział między drzewami.

Siedzenie między drzewami nie było zbyt mądre, szczególnie w momencie, gdy Auriel leżała na zmarzniętej ziemi. Ognisko nie mogło robić większej różnicy, tym bardziej w momencie, gdy chłopak nie widział, czy miała pod tyłkiem chociażby cienką derkę, czy leżała na gruncie. Nie mógł jej tak zostawić! Uwolni ją, oswobodzi, a potem... a potem pójdzie swoją drogą, jej każąc wracać do domu!

Nie krył się ze swoją obecnością. Wyciągnąwszy nadziak zza pasa, pozwolił mu uwolnić swoją magiczną moc i zapłonąć. Z pokrytym płomienami orężem z pewnością wyda się straszniejszy, niż jest w rzeczywistości! Pewnym krokiem wyszedł z krzaków i skierował się ku obozowisku. Zatrzymał się dopiero w odległości dobrych piętnastu kroków od nieznanych mężczyzn.

- ...

I choć chciał obwieścić swoje przybycie, zdenerwowanie ścisnęło go za gardło i nie wypowiedział ani słowa!

Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

94
POST BARDA
Ogień pieścił powietrze gorącymi językami w najlepsze, a atmosfera przy ognisku powoli się rozkręcała. Światło słoneczne zdawało się powoli ustępować, mrokowi nocy, a trójka przysadzistych postaci zdawała się nie dostrzegać zbliżającego się pół-elfa, tylko w najlepsze gaworzyła z wyraźnym podnieceniem, przekazując sobie manierkę, najprawdopodobniej z alkoholem.
- ...a jak żeś ją poddusił! Ha ha ha! - To były pierwsze słowa jakie słyszał, gdy znajdował się coraz bliżej ogniska.
- No, a co miałem zrobić? Kopała jak głupia, to ją chwyciłem, co nie? - zagrzmiał drugi, męski głos należący do najwyższej postaci z włosami upiętymi z tyłu.
- Manfred, nie ociągaj się, tylko dawaj grzdyla! - burknęła najniższa postać. Im bliżej Wierzba znajdował się bliżej obozu, tym bardziej mógł być pewny, że najniższa postać była albo karłem, albo inną rasą.
- No, daj Bruminowi manierkę. Wystarczy mu, że dziewczyna go zlała! Ha ha ha - Wybuchł śmiechem ten pierwszy.
- Nie zlała, tylko... - Najniższy nie zdążył dokończyć, bo przerwał mu ten najwyższy.
- Ten tego... Patrzcie tam, co nie? - Wydukał wskazując palcem, w kierunku chłopaka, który stał od dłuższego czasu przy obozowisku z płonącym toporkiem w dłoni.

Obóz wydawał się skromny. Połatane namioty z pewnością nie były pierwszej świeżości. Gałęzie, teraz wydawało się całkowicie przypadkowo powbijane, nie wydawały się już tak świetną ochroną jak wcześniej. Auriel, której blade lico oświetlone blaskiem ogniska mógł dostrzec pół-elf, wydawała się spać spokojnie na ziemi. Oddychała.
- Co tam młody? - zagadał ten pierwszy. - Manfred jestem. Zgubiłeś się? - Wydawał się być życzliwy, aczkolwiek jego postura mówiła coś całkowicie odmiennego. Mroczny cień padający na jego twarz, również nie wydawał się pomocny w ocenie zamiarów nieznajomego... Pozostała dwójka przyglądała się w ciszy przybyszowi z zaciekawieniem, jakby całkowicie ignorując fakt, że dzierży w dłoni cenny płonący nadziak.
Ostatnio zmieniony 23 gru 2021, 15:33 przez Ravenill, łącznie zmieniany 1 raz.

Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

95
POST POSTACI
Wierzba
Młody Wierzba zaczynał czuć w swoim wnętrzu coś, czego nie czuł już dawno: wściekłość. Emocje wypierały powoli strach i zdenerwowanie, by pozostawić miejsce tylko złości, podsycanej widokiem leżącej na zimnej ziemi Auriel i komentarzami, które rzucali wędrowcy.

Jak śmieli dotknąć Auriel w taki sposób?! Jak mogli pozostawić ją losowi na śniegu?!

Powoli, uważnie stawiając kroki, Wierzba starał się pokonać dystans dzielący go od dziewczyny, tak, by stanąć pomiędzy nią i mężczyznami przy ognisku.

Jednym machnięciem nadziaka mógłby rozwalić im te namioty i spalić resztki. Mógłby wbić sztych każdemu z nich, nim zdążyliby sięgnąć po swoją broń! Zamroczeni alkoholem nie mieli szans z Wierzbą! Z tym, że chłopak wclae nie chciał z nimi walczyć. Nie było powodu, by przelewać krew tej nocy. Znając Auriel, całe to wydarzenie mogło być jednym wielkim nieporozumieniem. Biorąc głębszy oddech, Wierzba opuścił broń, choć wciąż miał ją w gotowości.

- Coście jej zrobili? - Warknął nisko, głosem, który nie przystał rycerzowi Zakonu, a raczej dzikiej bestii. - Jest moja! - Warknął i zaraz się poprawił. - Ze mną.

Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

96
POST BARDA
- Spokojnie, młody - odezwał się ten, który do tej pory się śmiał. Wstał z poważną miną, a oświetlany blaskiem płomieni w szarości końca dnia, wydawał się być jeszcze straszniejszy niż przed chwilą. - Schowaj tego nadziaka, albo Manfred i Brumin przywitają się z Tobą w całkowicie odmienny sposób - Groźba w głosie mężczyzny była aż nadto wyczuwalna. Czemu się jednak dziwić, gdy na serdeczne i miłe przyjęcie, usłyszeli prawie że zwierzęce warknięcie i machanie podpalonym narzędziem. Mężczyźni patrzeli na Wierzbę, próbując pewnie ocenić jego zamiary. Wydawał się im całkowicie nieprzewidywalny i dziki. Niczym leśny zwierz, przetrzymywany w klatce ku uciesze gawiedzi. Wszyscy milczeli czekając na to co Wierzba uczyni, przygotowani na najgorsze. Być może trochę wypili, ale na pewno do zataczania się, było im daleko.

- Tego, no, nic jej nie zrobiliśmy. Ogłuszyliśmy tylko! - Ciszę przerwał Manfred, próbując się jakby wytłumaczyć. Przeczesał dłonią swoją brodę, jakby szukając odpowiedniego słowa do tego co chce powiedzieć. - O! Agresywna była! - Wybuchł w końcu.
- To ta dziwka nas napadła. Oko mi podbiła... Skoro z Tobą jest, to może sam wytłumaczysz dlaczego to zrobiła? - skomentował, teraz już doskonale widoczny krasnolud z blond zarostem. - Hoff, oni chcieli nas chyba napaść i ograbić. Dawaj małego gnoja za jaja powiesimy - Dalsze domysły Brumina nie nastrajały pozytywnie. Krasnolud sięgnął do pasa, gdzie miał przewieszony młot, jednakże nic więcej nie zrobił.

- Spokój - warknął Hoff, ten wcześniej uśmiechnięty. Zdawało się, że to on był przywódcą tej drużyny. - Dajcie się wypowiedzieć młodemu. - Ukrócił rozmówki. Spojrzał się na Wierzbę.
- Kim jesteś i co tu robisz z tą swoją panienką? Dlaczego nas napadliście? - Ton jego głosu nie był już tak przyjemny jak wtedy gdy siedział przy ognisku, zaś jego ciało było napięte jak struna. Pewnie był gotowy do odparcia ataku, jeśli taki by nastąpił.

Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

97
POST POSTACI
Wierzba
Wierzbie zdecydowanie nie zależało na walce - gdyby tak było, zrobiłby użytek z łuku w momencie, gdy był jeszcze schowany przed ich oczami. Celnie wymierzona strzała była zdecydowanie bardziej pomocna aniżeli szarża z płonącym nadziakiem!

Chcąc pokazać, że nie ma złych intencji, Wierzba pozwolił nadziakowi zgasnąć. Nie wydawało się, by tamci mieli wykorzystać okazję i go zaatakować - zresztą, nawet bez magii Wierzba mógł zrobić im krzywdę, czego był pewien, niezależnie od groźnego wyglądu mężczyzn.

Wierzba zamierzał wysłuchać tłumaczeń, ale jedno słowo nie spodobało mu się na tyle, że zrobił krok do przodu i na nowo uniósł broń.

- Nie dziwka! Nie dziwka! - Zaprotestował, na nowo wydobywając z siebie warknięcia. - Córka mistrza! Wy... wy napadliście ją!

I choć przed chwilą Wierzba zbliżył się, teraz na nowo się oddalał, w stronę Auriel, choć wciąż z bronią w gotowości. Nie odwracał się od przeciwników, uważnie stawiał stopy, tak, by znaleźć się w końcu przy dziewczynie. Klęknął przy niej, jeśli mężczyźni nie zrobili żadnego ruchu, który mógłby sugerować atak.

- Auriel. - Wolną dłonią spróbował potrząsnąć ramieniem dziewczęcia. - A-Auriel, wstań. - Poprosił. - Ona biegła, za mną. Wy napadliście!

Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

98
POST BARDA
Hoff obserwował uważnie Wierzbę, który opuścił nadziaka. Chłopak milczał jednak, wcześniej protestując tylko na słowa Brumina, co nie spodobało się przywódcy bandy. Obserwował chłopaka, który poruszał się powoli w stronę Auriel. Pozostała dwójka wydawała się przy tym zwarta i gotowa do czegokolwiek, co zarządzi ich dowódca.

Młody zbliżył się do leżącej na ziemi dziewczyny, by spostrzec że jej ręce są związane z przodu. Podobnie zresztą jak nogi... Biedna, leżała na plecach, a powoli opadające płatki śniegu roztapiały się chwilę po kontakcie ze skórą, której dosięgały przy dekolcie. Nie mogła jednak przemarznąć, jako że leżała dość blisko rozpalonego ogniska, które rzucało długie już cienie wszystkich zebranych wokół.
- Pytałem się, co tu robicie? - wyjaśnił jeszcze raz Hoff, choć po jego twarzy było widać, że powoli traci cierpliowość.
- Jak to kurwa myśmy napadli!? - Wyrwał się Brumin, prawie przerywając dowódcy. - Siedzieliśmy sobie spokojnie, a przez polanę biegła ta długonoga łania. Zbliżyła się do nas, my nie wiedzieliśmy o co chodzi, a ta mi nagle kopa w mordę wysadziła. Toć to jakaś jebana kpina jest! Hoff, weź mu pierdolnij, zwiniemy to jego płonące cacko, to chociaż odbijemy się po tej robocie, gdzie nas wychujali z tym demonem... - Szajka miała swoją wersję wydarzeń. Co więcej widać było, że przywódca rozważał słowa swojego podkomendnego, jako ewentualny plan.

Auriel za to w tym czasie smacznie spała, a przynajmniej tak to by wyglądało, gdyby nie skrępowane ciało. Wyglądała prześlicznie i dla odmiany niewinnie. Jakby straciła całą swoją butę, gdy tylko zamknęła oczy. Poszturchiwana przez chłopaka, odmarudziła coś pod nosem. Nawet we śnie uparta... Na prośbę Wierzby, by wstała, jakby lekko otworzyła oczy.
- Cooo sieeee? - mamrotała niewyraźnie. - Gdzie ja? Dlaczego boli mnie głowa? - Jeszcze nie poczuła, że jest związana.

Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

99
POST BARDA
Kiedy mężczyzna zaczął krzyczeć i oskarżać Auriel o napaść, a następnie sugerować, że powinni skończyć z Wierzbą, sam zainteresowany zjeżył się jak kot i obnażył kły. Napiąwszy wszystkie mięśnie, gotowy był do ataku w ramach obrony. Jego uwagę jednak odwróciła Auriel.

- Nie ruszaj się. - Upomniał ją, warcząc przez zęby. - Coś ty zrobiła?! Czemu... czemu ich napadłaś?!

Pytań było wiele, a odpowiedzi mogły być niedorzeczne, zważając na to, że w centrum zainteresowania była Auriel. Obejmując ją ramieniem, podciągnął ją do siebie, zupełnie, jakby robiąc sobie z niej tarczę, choć nieumyślnie. Chciał ją mieć blisko w razie kłopotów.

Spiczaste uszy Wierzby wyłapały słowo-klucz: demon.

- Szukam demona! I-idę na południe. - Wypalił, bo sam jeszcze nie wiedział, co chce robić. Na razie chciał uciec od Auriel, ale znów przyszedł jej z pomocą! - Ona mnie goniła. Ja uciekałem. Idę sam. - Wyjaśnił w końcu, przyciskając dziewczynę do siebie.

Szlak Biały Fort - Turon, skraj Północnej Tajgi

100
POST BARDA
Wierzba zjeżony niczym kot wydawał się być o wiele groźniejszy dla szajki, niż chwilę wcześniej. Już nie chodziło o warczenie, czy jego postawę, a o samą gotowość pójścia w bój z trzema nieznajomymi jegomościami, którzy już na pierwszy rzut oka wydawali się górować nad chłopakiem zarówno siłą, jak i wzrostem (nie licząc tego tam krasnoluda, jak się wydawało). Mężczyźni zastanawiali się, czy chłopak nie kryje czasem jakieś sztuczki w rękawie, albo nie był jednym z tych magów, którzy przyzwali demony do pobliskich wiosek, jak usłyszeli od wójta w miejscowości wcześniej.

- Yyyhhh... - wychrypiała Auriel, próbując wstać, co oczywiście zakończyło się niepowodzeniem. - Jestem związana? - Jakby sama nie dowierzała w to co się dzieje. - Nikogo nie napadłam! - zaprotestowała, słysząc zarzut Wierzby.
- Łże suka! - zapiał Brumin z podbitym okiem. Widać było, że ma niepohamowany temperament, a Auriel wcale nie wydawała się działać kojąco na krasnoluda.
- W takim razie pewnie poszukujesz tego samego demona co my... - odpowiedział spokojnie Hoff, ignorując całkowicie swojego rozemocjonowanego kompana. - Skoro więc uciekałeś przed nią i jesteś sam, pozwolisz że Twoja NIE koleżanka pozostanie związana - zaproponował kapitan zgrai. - Fakt jest taki, że napadła Brumina i nie zamierzamy pozwalać na to by swobodnie się tu pałętała. Odstawimy ją do najbliższej wsi. Może skończy jako niewolnica. Nie wiem... W każdym razie, skoro jesteś sam, zaproponuję byś się przysiadł. Pogadalibyśmy jak prawdziwi faceci... - zaproponował Hoff, wyraźnie spięty, jakby chciał być gotowy na kontrę chłopaka.

- Nie będę niczyją niewolnicą! Nie słuchaj ich Wierzba! Oni mnie porwali! Zabij ich! - krzyczała coraz bardziej zdesperowana Auriel, szamocząc się w więzach.
- Manfred, załóż jej knebel - polecił Hoff, na co jego kompan bez zająknięcia wstał i zaczął zbliżać się do pół-elfki.

Wróć do „Turon”

cron