[Wschodnia część pasma Ghuz-Dun] Twierdza Obrońców Świtu

91
Wierzba zdał sobie sprawę z tego, że na pewno nigdzie nie dotrze, jeśli będzie dalej sterczeć w miejscu. Auriel nie była wielką pomocą, gdy była zawinięta w tobołek. Chłopak wydał z siebie niespokojny jęk, poprawił pakunek w ramionach i ruszył w kierunku schodów - ku trzeciemu poziomowi!

Nie było łatwo. Słodki ciężar sprawiał, że uważniej stawiał stopy, by nie przewrócić się, ciągnięty siłą grawitacji i niepewnością nóg rozmiękczonych alkoholem. Szybko okazało się również, że nie może dorównać siłą Abramowi, czy nawet Ksawierowi. Wątłe ramiona nie były stworzone do podnoszenia ciężarów, a z pewnością nie do tego, by taszczyć je po schodach.

Kilka pierwszych stopni jawiły się niczym najwyższy szczyt Gór Dzikich i Wierzba zrozumiał, że nie podoła wniesieniu Auriel na trzecie piętro, choćby napawdę chciał. Co więcej, zdawawł sobie sprawę z tego, że tam natrafiłby na kolejny problem - kilka par drzwi, wszystkie wyglądające niemal tak samo. Zadanie, które otrzymał, było niewdzięczne i bardziej wymagające, niż można było się spodziewać, tym bardziej zważając na delikatny pakunek i masę niewiadomych. Musiał zmienić tok działania, jeśli chciał dostarczyć ją do punktu docelowego.

Rozejrzawszy się po korytarzu, upewnił się, że nikt go nie zaskoczy. Odłożył kokon na schodach i zaczął go rozwiązywać, by uwolnić półelfkę z prowizorycznego więzienia.

- Auriel. - Odezwał się do niej, z pewnością w głosie, której pannica dotąd nie miała okazji usłyszeć. - Musisz mi pomóc. Do pokoju. - W odróżnieniu od tonu, ciemne oczy Wierzby zachowały swój spłoszony, niepewny wyraz. Utkwił spojrzenie na wysokości obojczyków dziewczyny, bojąc się spojrzeć na jej twarz. Przecież nie wypadało!

[Wschodnia część pasma Ghuz-Dun] Twierdza Obrońców Świtu

92
Kolejne warstwy materiałowego kokonu opadały na szaroniebieskie stopnie wykonane z gładkiego kamienia. Wierzba mocno starał się, aby czym prędzej oswobodzić powierzone mu zawiniątko i ulotnić się z przejścia nim ktokolwiek by go zauważył.

Wraz z pozbyciem się ostatniej warstwy jego oczom ukazała się poczerwieniała z braku dostępu do świeżego powietrza twarz półelfki. Rozczochrane włosy nachodziły na twarz i opadały na szybko kurczącą i rozszerzającą się klatkę piersiową. Odzyskawszy władzę nad górnymi kończynami, białowłosa zerwała knebel uniemożliwiający jej mówienie oraz częściowo swobodne oddychanie. Przysiadła na schodku rozmasowując nogi oraz dłonie. Księżycowe światło odbijało się od jej wielkich błyszczących oczek jak od tafli lazurowego jeziora. Poszerzone źrenice wskazywały na to, że alkohol wciąż buzował w jej żyłach. Rozglądała się wokół, próbując dociec, gdzie ją przeniesiono.

- Pokój, tak – powtórzyła bezmyślnie.

Wsparłszy się o ścianę, przywarła do niej ściśle i stawiając krok za krokiem, pełzła pod górę, raz po raz korzystając z pomocy niższego od siebie osobnika i wykorzystując go jako dodatkową podpórkę.

Pierwszy etap za nimi. W istnie ślimaczym tempie i przy wielu zygzakach w końcu dotarli na drugie piętro. Na szczęście nikogo w pobliżu nie było. Póki co mogli przeć naprzód.

Jak dotąd szło im całkiem nieźle, do czasu, aż Auriel niepodziewanie postanowiła zmienić podpieraną ze ścian, z tej od strony okien, na tę, w której miesiły się wejścia do niewiadomych izb.

- Wiesz co – rzuciła nagle. – Zobaczymy czy Itek śpi. Może znowu coś pę…czka…dzi. Napiłabym się jeszcze – a niech to. Drugi poziom należał przecież do elfa zaklinacza i to do jego drzwi, zdrowo wstawiona półelfka właśnie zmierzała.

- Itek, ty biały nicponiu, co tam masz. Daj mi – bełkotała i jakby dostając dodatkowy zastrzyk energii, popędziła w stronę właściwych drzwiczek.

- Ty też chodź. Podzieli się. A jak nie, to mu nakopie do du…czka..y – młoda zaczynała się rozkręcać. Wzywała swojego pomagiera, by poszedł za nią. I nim ten zdążył cokolwiek powiedzieć i jakkolwiek zareagować, delikatne piąstki biły o twarde deski.

Odpowiedź nadeszła niemal natychmiast. Z wnętrza dobiegł odgłos krzątaniny. Drzwi się otworzyły, a opierająca się o nie dziewczyna wpadła do środka i tylko szybka reakcja osoby stojącej przed nią wyratowała biedulkę od bolesnego spotkania z twardą podłogą.

- Pić mi daj. Dobrego – Auriel domagała się swojego, bijąc, a właściwie przeciągając ręką o pierś mężczyzny
Obrazek

[Wschodnia część pasma Ghuz-Dun] Twierdza Obrońców Świtu

93
Wierzba uratował Auriel z więzów - czyż nie stał się jednocześnie jej bohaterem? Choć działał głównie na swoją korzyść, miał nadzieję, że dziewczyna nie zapomni mu tej pomocy, nawet kiedy wytrzeźwieje. Nie zostawił za sobą niedawnych okowów półelfki, bo płaszcze i koce porzucone na schodach mogły wzbudzić podejrzenia. Przynajmniej bez dodatkowego ciężaru nie były tak trudne do transportowania.

Czego Wierzba się nie spodziewał, to zachowania Auriel, która, zamiast pójść grzecznie do swojego pokoju, wyrwała do przodu, po schodach, a potem do... Iterbalda.

- Poczekaj! Do pokoju... - Próbował nakierować ją na właściwe miejsce, ale jego starania spełzły na niczym, gdy również pewność siebie zniknęła. Niedopowiedzeniem byłoby stwierdzenie, że Wierzba bał się konfrontacji z dostojnym elfem - był całkowicie przerażony! Jeszcze tego samego wieczora kajał się przed zaklinaczem, tłumacząc się z posiadania fiolki z magicznym wywarem, teraz miałby tłumaczyć się z obecności pijaniutkiej panienki?!

Wierzba trzymał się na dystans, niemal pod ścianą przeciwną do drzwi. Serce biło mu jak oszalałe, gdy wciskał nos w swój pakunek, by tylko elf nie wyczuł smrodu piwska również od niego. Kiedy wrota się otworzyły, a półelfka wpadła do środka, Wierzba skłonił się, dopiero po chwili podnosząc wzrok na Iterbalda, jak na pokornego sługę przystało.

- Znalazłem, na schodach. - Wytłumaczył pokrótce, czemu towarzyszy Auriel. - Była... t-taka. Nie wiem, co robić. - Kłamał lekko i płynnie na tyle, na ile pozwlalało mu zdenerwowanie i elokwencja na poziomie nieco bardziej rozgarniętej tresowanej papugi. - Muszę zanieść. - Mówił dalej, podnosząc lekko materiał w ramionach, by gest powiedział wszystko to, czego nie przekazały słowa. - Mogę odejść, biały panie?

Przerzucenie odpowiedzialności na Iterbalda mogło być odpowiednim sposobem na zakończenie misji. Jedyny problem mogła stanowić Auriel i jej wersja wydarzeń, ale czy ktoś miałby jej słuchać? Wierzba miał jeszcze Ergara do odwiedzenia i Abrama, któremu miał zdać relacje.

[Wschodnia część pasma Ghuz-Dun] Twierdza Obrońców Świtu

94
Białowłosy podniósł ręcę w geście poddańczym. Na jego twarzy malowało się obrzydzenie, które jednak prędko przeszło w zwykły, a może nawet i nieco smutny grymas. Spoglądał na przylepione do jego białej tuniki dziewczę z przeciwną troską, co nie często się u niego zdarzało.

- Wierzba, tak? Dobrze pamiętam? – przeniósł uwagę na oddalonego o parę kroków sługusa. – Marny z ciebie kłamca – przejrzał go od razu – Mam niby uwierzyć, że jakoś udało ci się prześliznąć obok strażników i to w towarzystwie… tej pijanej małpy? – na moment oczy elfa zaiskrzyły gniewem. – Nie wiem doprawdy, jak udało ci się ich przekupić, ale mnie nie poruszą twoje wymówki. Powinienem zgłosić tę sytuację odpowiednim osobą. Tobie należy się nagana, a jej solidna kara za wybryk, który wycięła i w dodatku, jeszcze to! – zgromił go i postraszył, a ton jego głosu świadczył, że nie żartował.

- Cicho Gerwi, spokojnie, znowu ten brzydal Rodrigez cię zdenerwował? – w słowo weszła mu Auriel. Będąc na wpół uśpioną, plotła nieświadomie o kimś, kogo imię obiło się już Wierzbie o uszy.

No tak. Jak mógł zapomnieć. Jedna z mniej starannie wykutych rzeźb, zdobiących wejście do Sali tronowej nosiła nazwę Rodrigeza, a na jego piedestale, wśród wielu, widniało imię Gerwalda Silvatera.

- Ach, rocznica niebawem. Ciężki okres dla ciebie i Mistrza
– dla Iterbalda wszystko układało się w logiczną całość, natomiast skromny półelfik wciąż nie wiedział, o co się tak naprawdę rozchodzi. Sądził, że młoda najzwyczajniej w świecie miała ochotę na zabawę, nawet przez myśl mu nie przeszło, że za tym może kryć się coś zupełnie innego.

Dostojny elf niemal zupełnie wyzbył się negatywnych emocji. Zamiast tego emanował spokojem, a nawet i krztą współczucia. Bez słowa wziął pannice na ręcę, chociaż z o wiele większym trudem, niż uczynił to Abram i w milczeniu dokończył zleconą Wierzbie robotę dostarczenia przesyłki pod wskazany adres.

W tym czasie wątły półelf głowił się ostro nad personą dostojnika. Z jednej strony Itek wykazywał oschłość w stosunku do córy swojej zmarłej współplemieńczyni, z drugiej potrafił okazać niebywałą troskę. Istna zagadka.
*** - Otwórz drzwi – rozkazał, gdy dotarli na miejsce.


Wierzba posłusznie wykonał rozkaz. Uchylił wrota i wkroczył do prywatnego pokoju, a za nim dźwigający delikatny pakunek elf.

Obrazek Blady blask księżyca oświetlał pomieszczenie cienką wstęgą światła, ale i to wystarczyło, żeby oczom Wierzby ukazał się widok, jakiego nigdy dotąd nie miał okazji widzieć. Przepych, z jakim zaaranżowano wnętrze, wręcz odbierał zdolność mowy. Gdzie nie spojrzeć, mieniły się bogato zdobione w pozłacane ornamenty i motywy roślinne ściany. Miękki dywan wygłuszał każdy krok, a dodatkowego uroku dodawało wszelkiego rodzaju kwiecie w wazonikach, misternie wykonane stoliczki i wygodna kozetka. A łóżko, istny kunszt rzemieślniczy. Ktoś musiał się nieźle natrudzić, aby wykonać każdy z elementów. Prawdziwy pokój godny księżniczki.

Iterbald ułożył pogrążoną we śnie półelfkę na jej miękkim łożu i westchnął z utęsknieniem.

- Kiedyś byłaś takim niewinnym dzieckiem. Jak brutalność świata potrafi zmienić – mówił niczym rodzic, który z trwogą, biadoli nad losem dziecka.
Obrazek

[Wschodnia część pasma Ghuz-Dun] Twierdza Obrońców Świtu

95
Emocje przetoczyły się przez twarz Wierzby, gdy Iterbald przejrzał jego, jak mu się wydawało, starannie utkane kłamstwo. Spazm wstrząsnął jego ciałem, gdy próbował ukryć strach i zawstydzenie, wciskając bladą twarz w koce. Tego miał się obawiać - nagany i doniesienia do Ogara!

- Nie było strażników! - Naskarżył na gwardzistów. Nie unosząc głowy, paplał dalej. - Panie, proszę! Nie! - Reszta jego słów utonęła pośród stłumionych jęków i warknięć tłumionych przez materiał. Ogar nie mógł się dowiedzieć. Nie tylko Wierzba miałby kłopoty, ale również Abram reszta!

Dopiero po chwili, gdy opanował oddech, zdołał wsłuchać się w słowa Auriel. Ucichł, nadstawiając uszu na słowa dziewczyny i dostojnika. Musiał jeszcze raz dopytać wojów o Rodrigueza i resztę, gdy historie mieszały mu się w głowie. Nie wtrącał się Iterbaldowi, zaskoczony jego przemianą, za to posłusznie podążył za nim, gdy tylko ten rozkazał.

Drzwi, które polecono mu otworzyć, jawiły się dla skromnego półefla z dziczy niczym portal do innego świata. Z wahaniem przekroczył próg, a rzuciwszy pakunek w pierwszą wolną przestrzeń, wkroczył wgłąb pokoju. Zadarł głowę, rozszerzonymi oczyma podziwiając przepych. Ilość detali i zdobień niemal raziła go w oczy. Zapragnął zzuć buty i zatopić stopy w miękkim dywanie, ale powstrzymał się przed tym w ostatniej chwili, przypominając sobie, że Iterbald i panienka są razem z nim. Nie mógł wydusić z siebie dźwięku, gdy podszedł do łóżka i dłonią przesunął po rzeźbieniach. Pomyślał, że chciałby zabrać z tego pokoju pamiątkę, gdy tylko elf nie będzie patrzył, choćby miałaby nie być to złota szkatuła, a prosty kwiat z jednego z wazonów. Coś, co będzie przypominać mu o tym, że tak piękne miejsca istnieją, gdy znajdzie się gdzieś, gdzie blasku i piękna nie będzie.

Porzuciwszy pierwszy szok, spojrzał na pogrążoną we śnie Auriel, a następnie na Iterbalda.

- Zostanę z nią. - Zaproponował nieśmiało. Składając ręce przed sobą, wyłamał palce, zdradzając zdenerwowanie. Nie było łatwo odpowiadać przed czarownikiem, gdy wokół nie było nikogo, kto mógłby być mu przychylny. - Moja matka... zostawała. Potrzebowałem. - Tłumaczył nieporadnie. Mama zawsze była przy nim, gdy miał gorsze chwile, niezależnie od tego, czy wracał do domu z krwawiącym, sinym nosem, czy tylko załzawionymi oczami. Obecność drugiej osoby była kojąca w ciężkich chwilach. Sam nie wierzył w to, że elf się na to zgodzi. Nie miał powodu, by mu ufać, zresztą, Wierzba był młodym mężczyzną, wciąż nieznanym w twierdzy, choć przysięgał wierność Ogarowi. Ileż jednak znaczyło jego słowo? W tej chwili nie liczyło się jednak to, co pomyśli elf, a dobro panienki. Z pewnością będzie jej lepiej, gdy ktoś będzie z nią, gdy się obudzi.

[Wschodnia część pasma Ghuz-Dun] Twierdza Obrońców Świtu

96
Elf skrzyżował ręce na piersi i pokiwał przecząco głową. Pomysł pozostawienia podopiecznej w towarzystwie mało znanego osobnika zupełnie mu nie odpowiadał. Nic nie mówiąc, uchylił szerzej drzwi i wymownym gestem ręki nakazał opuszczenie sypialni.
Wierzbie nie pozostawało więc nic innego, jak tylko usłuchać rozkazu i bez słowa sprzeciwu wyjść na korytarz.

Iterbald odprowadził sługę pod samo wejście na piętro. Nie opuszczał go na krok, jakby nie chcąc dopuścić nawet do pojawienia się możliwości nagłego zawrócenia półelfa. Tuż na pierwszym stopniu prowadzącym na parter, przystanął na moment i zmierzył wzrokiem postacie w lśniących zbrojach, na których pomarańczowe światło lamp rozbłyskało we wszystkie strony.

- Strażników nie było, hm...? - powtórzył słowa Wierzby karzącym tonem głosu. Ci zaś obrócili głowy w stronę źródła dźwięku, myśląc, że dostojnik mówi do nich i odtąd nie spuszczali wzroku z jaśniejącej postaci stojącej ponad nimi.

-Jakieś problemy z nim, sir? - zapytał jeden ze zbrojnych, ruchem głowy wskazując na mizernie wyglądającego bruneta.

Białowłosy nie odpowiedział od razu. Marszczył zaciekle cienkie i długie brwi do tego stopnia, że mogłoby się wydawać, iż za moment złączą się w jedno.

- Nie, żadnych - odpowiedział w końcu, ku uldze intruza. - Wracaj do siebie. Reszty dopilnuję sam. Jutro przyjdzie czas rozliczeń - przyłożył dłoń do pleców półelfa, którego natychmiast po tym przeszedł lodowaty dreszcz. Wierzba natomiast bał się nawet pomyśleć co Iterbald miał na myśli mówiąc, że dopilnuje reszty oraz czas rozliczeń.

- Niech jeden z was go odprowadzi. Jeszcze przypadkiem zabłądzi - i oddawszy go pod opiekę strażnikowi, sam powrócił do własnych spraw.
*** Drzwi cytadeli zamknięto. Sterczący przed nimi, od strony wejścia półelf nie wiedział, co ma ze sobą począć. Misja wykonana, ale nie bez świadków. Ostateczny rezultat pozna jutro, a tymczasem należało znaleźć sobie miejsce. Stawił kilka pierwszych kroczków po pokrytych białym puchem schodkach, gdy wtem z czeluści skąpanego w mroku kąta wyszło trzech zakapiorów. Przywołali go do siebie ręką wypytując dyskretnie o to jak się sprawy mają.
Obrazek

Wróć do „Turon”

cron