Skalgród

31
POST BARDA
Gnom zmarszczył wyraźnie czoło, tak że jego drobne okularki podjechały w górę.
- Może zostawić - skrzeknął nieprzyjemnie. - Ale darmowy tylko pierwszy dzień. Reszta płatna - Wyglądał na pazernego i to wrażenie nie było wcale mylne.
- Zostanie na koszt straży. Załatwię to z szefową... - zadecydował Idi, nim Wierzba zdążył się w ogóle odezwać. - Zrobili Ci problem, to chociaż tyle mogę pomóc. Trochę papierków, potem sobie posłucham jak Kapitan gdacze. Damy radę - uśmiechnął się do chłopaka, całkowicie szczerym i pełnym życzliwości uśmiechem. - Poczekam tutaj, a Ty załatw sprawy z koniem. Byle szybko, bo już mnie suszy, ha ha - roześmiał się tym swoim tubalnym głosem i oparł się o ścianę budynku naprzeciwko.

Gnom nie czekał na pół-elfa. Odwrócił się na pięcie i zagłębił w budynek, drepcząc małymi krokami.
- Klacz ładną ma, taką zadbaną. Gdzie ją dostał? Tylko jedną taką wdziałem, podobną... - mówił nie odwracając się do Wierzby. - Sprzedać może nie chce? Odkupie... - zaproponował, wskazując boks przy końcu. Poczekał chwilę na odpowiedź by po chwili kontynuować. - Numer 16, zapamięta - polecił i zniknął tak szybko jak się pojawił.
Koń, a raczej klacz, jak poinformował chłopaka Gnom, była w rzeczy samej zadbanym koniem ciemnego umaszczenia, z jaśniejszym tyłem. Muskulatura, widoczna na pierwszy rzut oka i niewielkie rozmiary, mogły mówić o tym, że jest to koń typowo górski - wiele uciągnie, dużo zniesie, ale prędkością nie grzeszy. Daleko było mu do startów w zawodach konnych, czy nawet do przeszłości kurierskiej. Ciężko było coś więcej o nim powiedzieć. No może poza tym, że klacz była dość głośna, wydychając powietrze przez nozdrza i rżąc, gdy Wierzba zbliżał się do niej. Na szczęście nie kopała, a po krótkiej chwili zajęła się jedzeniem siana.
Siodło było zdjęte i ułożone na stojaku. Wygodne, podróżne z niewielkimi kieszeniami i jutami, które można było przypiąć trokami. Załadowane były prowiantem i rzeczami przydatnymi podczas podróży. Nic szczególnego... No może poza kluczem, umieszczonym w niewielkiej kieszonce z przodu siodła. Mosiężny klucz z wyrytymi runami, których Wierzba nie był w stanie odczytać i pięknymi zdobieniami z głównym wzorem przedstawiającym skrzyżowane młoty. Należał teraz do niego, więc po prostu schował go do kieszeni. Teraz pozostawało tylko nazwać swoje nowe zwierzątko...

Idi czekał przed budynkiem, tak jak obiecał. Gdy tylko dostrzegł chłopaka, odbił się płynnie od ściany i ruszył w jego kierunku.
- To jak? Zadowolony, że zobaczył swojego zwierzaka? Dobrze o niego dbają? - wypytywał, jakby szczerze zainteresowany sprawą. - Wiesz, lubią tutaj czasem przyoszczędzić na owsie, bo ciężko czasem z żarciem, no ale płacimy im tutaj na tyle dużo, że spróbowaliby tylko... - zagroził pięścią w powietrzu. - Sigvaldiego naślemy, o! A skoro o nim mowa, to może go nawet spotkamy. Często przesiaduje pod Ponurym Młotem. A przy okazji spanie sobie ogarniesz. Bo tam idziemy. W sensie do Ponurego Młota. Speluna, ale z klimatem. Zresztą zobaczysz - wyjaśnił swoje plany chłopakowi.
Prowadził ponownie krętym labiryntem uliczek, jednak tym razem, wydawałoby się całkowicie innym niż ostatnio. Układ miasta był naprawdę nieprzyjazny, albo to po prostu Idi tak prowadził, znając skróty miejscowych, które dla przyjezdnego wydawały się istnym piekłem.
- Pytałeś się co zrobił Damien... Otóż... - Krasnolud z pewnością przygotowywał się do długiej historii. Nabierał właśnie powietrza w płuca, gdy niemiło mu przerwano.
- Co Damien! Stać mi tu! I nigdy więcej nie przywoływać imienia tego skurwiela - przerwał mu głos dochodzący z najbliższego zaułka, na który nowy kolega Wierzby przystanął.
- Spokojnie, nikt tu nie szuka zwady - Strażnik zmarszczył brwi.
- Ale my już tak... - Z zaułka wyłoniła się dwójka jegomości. Gnom, do którego należał głos oraz paskudnej aparycji człowiek, poznaczony na twarzy bliznami. Z pewnością wyglądał na zakapiora. Jego wizerunku nie poprawiało też wyciągnięte ostrze, które lśniło lekko, odbijając poranne promienie słońca. Gnom wyglądał na typowego cwaniaka, który głośno szczekał, mając pokaźnych rozmiarów, umięśnioną obstawę. - Hoff przecież mówił, że to imię jest zakazane w tym mieście! - zaskrzeczał.
- Pamiętasz co Ci mówiłem o tym nadziaku? Zapomnij - krasnolud cicho zwrócił się do chłopaka. - Wtedy miałem mundur. Teraz go nie mam...

Skalgród

32
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba nie zamierzał dać się tak traktować byle gnomowi. Szczęściem, nie zdążył otworzyć ust, nim Idi przyszedł mu z pomocą. Pionowa zmarszczka była jedynym sygnałem, że nie podoba mu się taki ton, lecz mimo to, grzecznie podążył za stajennym. Słowa człowieczka nie podobały mu się - to oczywiste, że koń Damienia mógł być charakterystyczny! Wierzba nie miał dość odwagi, by przynać się, że koń jest... w najlepszym wypadku przywłaszczony. Zresztą, półelf mógł założyć, że klaczka była ukradziona w pierwszej kolejności, gdy trafiła do Damiena! Tacy jak oni nie kupowali zwierząt. Jeśli znajdzie prawowitego właściciela, zwróci mu konika. Póki co, ten pozostawał w jego pieczy.

- Zostaje ze mną. - Odpowiedział gnomowi. Tego brakowało, by konia odebrał mu taki handlarzyna.

Wierzbie przyda się odrobinę więcej obcowania z koniem, jak i praktyka w jeździe na jego grzbiecie! Zwykle, ufając swoim nogom bardziej, aniżeli tym koniowym i (również z konieczności) wybierał wędrówkę pieszą. Siedział w siodle tylko kilka razy w życiu. Jeździectwo nie wydawało się trudne tak długo, jak nie zamierzał skakać przez przeszkody czy gnać galopem w siną dal, tak szybko, jak tylko kopyta mogą nieść! Mógł przecież powoli, ostrożnie oswajać się z Jodełką... Imię samo przyszło mu do głowy i nie musiał nawet długo się zastanawiać, by zdecydować. Bo co stało na przeszkodzie, by Wierzba dosiadał Jodły?

- Cii, cii. - Próbował uspokoić konika, głaszcząc go po grzbiecie. Początkowo trzymał się z daleka od zębów, gdyż pamiętał, że konie gryzą! Również kopały, ale Jodełka okazała się dość grzeczną klaczą. - Nie zrobię ci krzywdy.

Ze zwierzęciem spędził może odrobinę zbyt dużo czasu, nim przypomniał sobie, że czeka na niego Idi. Ale czy można go winić? Musiał przeszukać tobołki, schować klucz, a potem odkrył, że końskie chrapy są tak przyjemnie aksamitne w dotyku! Grzywę też należało przeczesać dłońmi i ostatecznie nawet przytulić się do zwierzęcia. Pachniało siankiem i podróżą, były to przyjemne Wierzbie zapachy. Zastanowił się, jak on pachnie. Z pewnością potrzebował kąpieli.

- Wrócę po ciebie, Jodełko. - Obiecał klaczce, żegnając się z nią ostatnim przytuleniem policzka do końskiej szyi. - Teraz muszę iść. - Wyjaśnił zwierzęciu, nim zebrał się i wrócił do Idiego.

Na pytania krasnoluda pozostało mu pokiwać głową. Konik miał co jeść, miał ciepło i czysto, niczego więcej raczej nie potrzebował. Końskie życie było łatwiejsze od ludzkiego, czy półelfiego.

- Kto to Sigvaldi? - Podpytał. Brzmiał na straszaka wśród strażników, więc Wierzba wolał być przygotowany. Obejrzał się po raz kolejny na stajnię, po czym ruszył za Idim... kolejnymi krętymi ścieżkami! Nie było możliwości, by chłopak wrócił do konia tą samą drogą!

Nie zdążyli porozmawiać, gdy znów im przerwano. Tym razem sprawa rozbiła się o Damiena i Wierzba zaczął wyklinać elfa w myślach. Czy ich życia były połączone jakąś zawiłą nitką losu?! Czy Damien i jego sprawy nie mogły pozostawić go w spokoju?!

Widząc broń w rękach człowieka, Wierzba wystąpił przed Idiego. Dłoń położył na nadziaku, jednak jeszcze go nie dobywał.

- Hoff. - Zaczął, starając się brzmieć tak poważnie i pewnie, jak tylko mógł. Jego strój Obrońców musiał choć trochę wpłynąc na jego odbiór! - Muszę spotkać się z Hoffem. Nie szukam zwady. Pracuje z kimś, kogo muszę znaleźć. Kobieta, białe włosy, półelfka. Szukam jej.

Zmiana tematu może mogłaby odwrócić ich uwagę od Damiena?

Skalgród

33
POST BARDA
Wierzba wykazał się zaskakującą dociekliwością, zadając pytanie dotyczące Sigvaldiego.
- Sigvaldi? Góra mięsa. W życiu takiego chłopa żeś nie widział. Chleje tyle ile 5 naszych najmocniejszych, głos ma niski i chrapliwy... A to tego z młotem jeszcze łazi. I to nie byle jakim! Piękna krasnoludzka robota, mówię Ci. Piękne zdobienia, stare runy, a do tego tak pewnie osadzony na trzonie ze starej olchy, że chyba tylko jego miłość do mateczki jest mocniejsza. Pewnikiem zaczarowany ten młot, jak tam ten Twój nadziaczek, bo nie wierzę, że tak świetnie się trzyma. - Rozpędził się w opowieści.
- Zresztą Damien uważał tak samo. A właśnie... - przeszedł płynnie na kolejne z pytań chłopaka, ale tym razem przerwano mu bardzo niemiło.

Tak więc gnom i człowiek...
- Co Hoff!? - zaskrzeczał gnom, ale dał dokończyć Wierzbie. Na słowa chłopaka uśmiechnął się lekko. Reakcja nowego kompana pół-elfa była jednak zgoła odmienna, bowiem Idi zmarszczył czoło w nieznanym grymasie.
- Jebać Damiena - splunął krasnolud pod nogi. - Hoffa też. Pierdolić was wszystkich, szamboszczury pierdolone, tylko miasto niszczycie - Idi widać lubował się w określaniu tego co mu siedzi na sercu.
- Milczeć - warknął człowiek pokryty bliznami, po raz pierwszy od kiedy go spotkaliście. Wyglądał groźnie i ewidentnie ani trochę nie żartował.
- Morda tam. Z młodym rozmawiamy! - Gnom miał naprawdę irytujący głos. -Jak szuka pracy to zapraszamy... A czy szef przyjmie to będzie od szefa zależeć. Można spróbować wieczorem w Nabrzdąkaj Mi Mała. Zagadaj do Bruce'a, będzie przy barze i powiedz, że chciałbyś pobrzdąkać - Niski kolega podał szczegóły spotkania.

- Rozwal mu czachę, Wierzba. Nie będzie mi tutaj sugerować, że będziesz mi się bratał z Hoffem - warknął wyraźnie rozgniewany Idi. Jego zachowanie, zgoła odmienne od tego wcześniej, zdradzały naprawdę bojowe nastawienie. - To zwykli kryminaliści, odwrócimy się i zobaczysz, że tego nie przeżyjemy... Ja tego nie przeżyję - próbował przekonywać go krasnolud, na którego słowa, człowiek z bliznami uśmiechnął się od ucha do ucha. Jakby wiedział, że Idi przewidywał właśnie przyszłość.

Skalgród

34
POST POSTACI
Wierzba
Sprawa Sigvaldiego musiała na moment zostać odłożona. Wierzba przynajmniej wiedział, na kogo się powoływać, gdy zobaczy wielkiego opitego chłopa z zaczarowanym młotem.

Wierzba nie wiedział jeszcze, jak oceniać obie strony konfliktu, bo choc ostrzegano go przed Hoffem i resztą, to straż, z panią kapitan na czele, pokazała mu o wiele gorszą stronę niż rzekomi przestępcy. Złoczyńcy próbowali go oswobodzić, natomiast ci, którzy niby byli dobrzy - uwięzili go! Półelf wyciągnął rękę, by powstrzymać Idiego przed wystąpieniem przed szereg i zaognianiem niezgody. Nikomu nie były potrzebne jego komentarze.

- Nie chcę pracy. Chcę odzyskać Auriel. - Wyjaśnił Wierzba, ale zapisał w pamięci słowa. Bruce, bar, brzdękanie - brzmiało to jak zaproszenie do wyjątkowo dziwacznego spotkania z rzeczoną Małą i pozostało mieć nadzieję, że nie będzie to pułapka i Małą do brzdękania nie będzie ani Bruce, ani żaden inny butal.

Ukradkiem obejrzał się na krasnoluda. Mógł mieć rację... i choć Wierzba nie chciał obierać stron, nie zależało mu też na rozlewie krwi.

- Teraz odejdziemy. - Oświadczył. Jego dłoń wróciła na nadziak w niemym ostrzeżeniu. - Będę mówić z Hoffem, później. Idźcie swoją drogą.

Skalgród

35
POST BARDA
Neutralność jest wygodna. Pozwala stać z boku i tłumaczyć się przed samym sobą, że obecna sytuacja nie jest naszą winą. O ile pozostawienie decyzji losowi w przypadku wyboru miejsca na nocleg, nie powinno objawiać się poważnymi konsekwencjami, o tyle trzeba się liczyć z tym, że WSZYSTKO ma swoje konsekwencje. Płynie z tego prosty wniosek, niejako bycie neutralnym, mimo iż kuszące, często niesie se sobą olbrzymi koszt.

Słowa Wierzby o odzyskaniu Auriel wywołały tylko chwilową konsternację na twarzach zebranych. Szybko jednak minęła, zastąpiona uśmiechami (przynajmniej w przypadku bandziorów), gdy pół-elf oznajmił bezpruderyjnie, że "teraz odchodzą" i że pozostali mają "iść swoją drogą".
Tak jak przewidywał Idi, napotkana grupka nie zamierzała puścić ich wolno, szczególnie gdy Wierzba tak otwarcie ich prowokował. Nie zamierzał się do nich przyłączyć, ani nie chciał rozlewu krwi. Neutralność. Jednakże samo grożenie przeciwnikom umieszczeniem ręki na nadziaku, zaburzało naturalną równowagę.
To było mgnienie oka. Człowiek z blizną ruszył prosto na bezbronnego Idiego, ku uciesze swojego gnomiego towarzysza. Krasnolud zdążył tylko postąpić krok do tyłu, próbując zasłonić się ramionami...

_______________________
Stary post. Kości nie będą nigdy więcej używane
Spoiler:

Skalgród

36
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba sądził, że wyraził się jasno i każdy mógłby odejść w swoją stronę bez dalszych nieporozumień. Niestety, okazało się, że przewidywania Idiego się sprawdziły i mężczyzna zaatakował. Wierzba nie do końca rozumiał powód - czy to samo wspomnienie Damiena tak ich rozzłościło? Jeśli tak, to czemu przyszli mu z pomocą poprzedniej nocy? A może był to ktoś inny? Wierzba miał coraz więcej pytań i coraz mniej odpowiedzi. Tym bardziej powinien jak najszybciej uciec z tego miasta i pójść swoją drogą! Problemy Skalgrodu nie musiały być jego problemami!

I choć nie zaatakował pierwszy, jakie to miało znaczenie, gdy miało dojść do rozlewu krwi? Pierwszy oberwać miał Idi. Wierzba nie miał szans, by odbić atak bronią - zbyt wiele czasu zabrałoby samo wyciągnięcie nadziaka! Pozostało mu spróbować powstrzymać napastnika wręcz.

Nie zamierzał naskakiwać pod ostrze, chociaż miał na sobie pancerz, w którym opuścił Twierdzę. Zamiast tego chciał uderzyć od boku, w rękę, w której mężczyzna miał broń. Nie był pewnien, czy byłby w stanie mu ją wytrącić, ale chciał, by tamten stracił pęd i kierunek. Dać Idiemu kilka dodatkowych sekund na reakcję.

- Uciekaj! - Wrzasnął w stronę Idiego, mając nadzieję, że krasnolud ma dość oleju w głowie i weźmie nogi za pas, gdy tylko dostanie ku temu szansę.

Skalgród

37
POST BARDA
Dwójka, którą napotkali, na pewno nie przypominała żadnego z napotkanych w celi złoczyńców. Zakładając oczywiście, że złoczyńcami byli. Gnom z pewnością byłby rozpoznawalny, zaś budowa zakapturzonego, który to wcześniej uśpił Wierzbę, na pewno nie pokrywała się posturą właśnie atakującego człowieka.
Mężczyzna nie patyczkował się. Celował prosto w Idiego, który przewidując atak ustawił się w nieco bardziej bojowej pozycji. Był jednak nieuzbrojony i w starciu z szybkim przeciwnikiem, którego atak nastąpił bez żadnej zapowiedzi, krasnolud miał naprawdę mizerne szanse.

Wierzba miał jednak plan. Dzięki swojemu refleksowi był w stanie zareagować na nadchodzące zdarzenie. Rozsądnie pozostawił swoją broń przy pasie, jako że wiedział że nie zdąży jej dobyć. Miast tego celował w rękę mężczyzny, próbując w ten sposób strącić broń z obranej trajektorii. Idi wykorzystał moment - zdołał odsunąć się dzięki temu manewrowi tak, że nóż minął jego podbrzusze na milimetry, pozostawiając rozciętą tunikę. Wszystko udało się dzięki różnicy wysokości i temu, że człowiek musiał celować poniżej swojego standardowego zasięgu.

Gangus jednak nie stracił jednak równowagi, ani nie wypuścił broni. Drugą ręką zamachnął się, łapiąc równowagę i okręcając się w miejscu, tak że stanął twarzą w twarz z pół-elfem. Idi nie tracąc danej mu szansy ruszył biegiem.
- Straż! Napad! Biegiem! - krzyczał biegnąć w tylko znanym jego kierunku. Nieuzbrojony, wiedział że byłby tylko łatwym celem. Liczył też chyba na to, że zdąży sprowadzić pomoc.
- Spadamy Kron - zaskrzeczał gnom, kierując słowa do swojego towarzysza. - Zaraz te niebieskie ćwoki przybiegną - Dwa razy nie powtarzał, ruszając w kierunku najbliższej ciemnej uliczki, oglądając się tylko na swojego kompana.

Ten jednak nie zamierzał się szybko poddawać. Nie dając czasu na reakcję, gdy gnom wyjawiał mu swoje oświecone mądrości, zaatakował Wierzbę, warcząc przy tym wyraźnie zirytowany. Z pewnością był wściekły za zniweczenie jego planów pozbycia się krasnoluda. Dzierżone przez napastnika ostrze było krótkie, przypominało długi nóż rzeźniczy. Wyprowadzał właśnie cięcie od dołu, postępując prawą nogą do przodu i zasłaniając się lewą ręką. Sytuacja naprawdę nie wyglądała za kolorowo...

Skalgród

38
POST POSTACI
Wierzba
Ruch Wierzby podziałał i Idi mógł uciekać, jednak dalecy byli od świętowania. Choć krasnolud wziął nogi za pas, zagrożenie nie zostało zażegnane. Wydawało się, że tylko uzbrojony mężczyzna, którego nazwano Kronem, chciał walczyć. Wierzba nie sądził, by wcześniej słyszał jego imię, warto było je zapamiętać w razie przyszłych problemów.

Uzbrojony i niejako zaprawiony w walce, półelf musiał przytrzymać napastników na tyle długo, by Idi mógł po pierwsze uciec, a przy dobrych wiatrach, również sprowadzić pomoc.

Wierzba nie tracił czasu. Kiedy tylko zakończył swój pierwszy ruch, odskoczył, by zachować dystans od nożownika. Pamiętał nauki swoich mistrzów - jeśli nie był pewny swojego zwycięstwa w zwarciu, musiał odsunąć się, by jeszcze raz ocenić swojego przeciwnika, otoczenie i szanse, jakie miał. A te, wbrew pozorom, oceniał wysoko, ale cóż z tego, skoro nie zamierzał zabijać napastnika? Nie był rzeźnikiem, nie zależało mu na tym, by rozlewać krew na bruku Skalgrodu, nawet jeśli Kron właśnie do tego dążył, wcześniej atakując Idiego, a teraz również nie składając broni. Jeśli Wierzbie wystarczyło czasu, to gdy odsunął się w pierwszej chwili, sięgnął po nadziak, by w razie potrzeby mógł się nim bronić. Priorytetem było jednak zachowanie dystansu, tak, by przy kolejnym ataku mógł odskoczyć jeszcze dalej, z dala od ostrza. Byleby tylko nie trafił plecami na ścianę! Nóż tamtego nie miał dużego zasięgu, co mogło tylko ułatwiać zadanie Wierzby. Nie znaczyło to jednak, że lekceważył mężczyznę. Mimo grubego pancerza na ciele, spodziewał się, że sztych dosięgnąłby ciała. Miał już jedną wielką bliznę po walce z wampirem, nie zależało mu na kolejnych.

- Przestań! Nie walcz! - Wrzasnął, starając się przemówić tamtemu do rozsądku. Skupiony na Kronie, nie patrzył, w którą stronę ucieka gnom.

Skalgród

39
POST BARDA
Kron, jak zwał się mężczyzna, wiedział co robi. Może i wyglądał na półgłówka-siepacza, ale doświadczony Wierzba mógł od niego wyczuć coś, co charakteryzowało osoby uczące się sztuk walki. I nie było tu mowy o jakichś tam ulicznych brudnych sztuczkach, a o prawdziwym doświadczeniu (patrząc na blizny), zebranym w trakcie niejednej potyczki.
Przeciwnik chłopaka zdawał się jednak odczuwać podobny respekt do chłopaka, bo pomimo wyprowadzenia kolejnego cięcia, nie ruszył dalej z natarciem, jakby zastanawiając się co robić. Wierzba uskoczył w tył, by chwilę później, gdy był pewny że mężczyzna nie zaatakuje, uzbroić się w swój płonący nadziak.

Może to podziałało, albo słowa pół-elfa o zaprzestaniu walki? W każdym razie Kron puścił się biegiem w stronę zaułka, w którym chwilę wcześniej zniknął gnom. Po jego ruchach można było rozpoznać niemałą zręczność i szybkość. Dosłownie mrugnięcie okiem wystarczyło, by stracić go z pola widzenia.

Na ulicy zapadła cisza. Nawoływania krasnoluda ucichły, jakby oddalił się na tyle daleko, że grube mury nie dopuszczały jego głosu dalej niż na kilkadziesiąt stóp. Albo po prostu został porwany? Dźwięki wydawane przez uciekających, były prawie bezgłośne, jakby korzystali z wyciszanych butów, które były stosowane przez złodziei i różnej maści rzezimieszków.
Sam Wierzba jednak nie miał pojęcia gdzie się znajduje. Mógł ruszyć w pościg za bandytami, ale czy to na pewno był dobry pomysł? Niedaleko niego znajdowało się parę wejść do budynków, ale obecnie wyglądało to tak, jakby przerażeni mieszkańcy nie mieli najmniejszej ochoty wychodzić. A sam Idi? Chyba wróci, prawda?

Skalgród

40
POST POSTACI


Kim mógł być Kron? Wierzba nie miał pojęcia. Tak jak on sam zaczął jako dzikus z Północy, ale z czasem stał się rycerzem Zakonu, tak ten mężczyzna mógł być w przeszłości szanowanym szermierzem, nim stoczył się na samo dno rynsztoka. Jakkolwiek było, chłopak nie chciał zabierać mu życia, ani co gorsza tracić swojego. Z ich potyczki nie mogło wyniknąć nic dobrego. Nie miało znaczenia, który wygrałby, bo straconego życia nie dało się przywrócić. W imię czego mieliby walczyć? W imię niesnasek przez mężczyzn, którzy nie byli nawet obecni?

Z tego też powodu Wierzba nie gonił Krona, nawet jeśli ten mógłby doprowadzić go do Auriel. Nie wiedział, czy miałby z nim szanse w równym pojedynku, wolał tego nie sprawdzać. Pamiętał, że sprawy Skalgrodu nie są jego sprawami, nawet jeśli sympatyczny Idi nieomal stracił przed momentem życie.

Wierzba nie odkładał nadziaka, ale pozwolił płomieniowi zasnąć. Był przygotowany na atak, choć z jakiegoś powodu był niemal pewny, że Kron odpuścił na dobre. Zamiast pójść za przeciwnikiem, zamierzał podążyć śladem Idiego i sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. Raz po raz przeklinał miasto - jego kamienne ściany, dachy, z których łatwo było o atak, bruk, który uniemożliwiał dostrzeżenie śladów. Nienawykły do tego typu okoliczności Wierzba podążył w drugą stronę, aniżeli ta, gdzie uciekli napastnicy. Trzymał się blisko muru, starając mieć oczy dookoła głowy. Atak mógł nadejść z każdej strony! Musiał przeć przed siebie... W końcu gdzieś dotrze, prawda?

Skalgród

41
POST BARDA
Pomysł nie chowania nadziaka był naprawdę dobry, patrząc jak wiele niespodziewanych rzeczy potrafiło się wydarzyć. Rozsądnym było również poruszanie się wzdłuż wilgotnych murów. Nikt bowiem w ten sposób, nie był w stanie zaskoczyć Wierzby.
Czy nie rzucenie się w pogoń było rozsądną decyzją? Czas pewnie pokaże.

Teraz jednak ważniejsza była próba odnalezienie Idiego. Albo chociaż nie zgubienie się w tym jakże pokręconym mieście. Gdzieś w głowie Wierzby, uliczki powoli nabierały znaczenia, uzyskując pewnie cechy charakterystyczne. Tutaj ktoś wystawił kwiatka na okno, tam ściany wyraźnie były budowane z kamienia nieco innego koloru, a w jeszcze innym miejscu, skała po której wędrował, wydawała się popękana w tylko tutaj występujący wzór. Chłopak potrzebował jeszcze czasu, ale im dłużej przebywał w mieście, tym bardziej wydawało się ono mieć jakiś... sens i ład? To chyba odpowiednie słowa.

Niemniej jednak, podążając śladem krasnoluda, udało się go odnaleźć. Uliczka zrobiła się dość szeroka i dla odmiany prosta. Ludzi jakby przybyło, co najprawdopodobniej oznaczało zbliżenie się do jednej z miejskich arterii. Daleko jeszcze przed pół-elfem, nowy przyjaciel majaczył w oddali, idąc z grupką niższych i wyższych osobistości, ubranych w mundury strażników miejskich. Dość mocno wybijali się z tłumu, bezpardonowo przedzierając się przez mieszkańców i odganiając każdego, kto tylko miał czelność wejść im pod nogi. Nadciągała zapowiadana odsiecz, której najprawdopodobniej towarzyszył sam Idi, dzierżąc tym razem jakieś wypolerowane, krótkie ostrze, odbijające światło z daleka. Gdy tylko zauważył chłopaka zamachał ręką i przyśpieszył kroku, krzycząc coś niezrozumiałego do pozostałych.

- Pssst... Ej, Ty - z najbliższego zaułka Wierzba usłyszał czyiś głos. Postaci nie było widać na pierwszy rzut oka, ale nie wydawała się wrogo nastawiona. - Nic Ci nie zrobię - tłumaczyła nieznana figura. - Pogadać tylko chcę. Widziałem jak walczyłeś z Kronem. Niewielu miałoby takie jaja, by z nim skrzyżować oręż - Głos wydawał się należeć do jakiegoś mężczyzny. Jak się dokładniej przyjrzeć, opartego o najbliższą część muru budynku, tak że pędząc, z łatwością można było go ominąć i nawet nie zauważyć.
- Tylko bez strażników. Z nimi nie gadam - uprzedził nieznajomy, dając Wierzbie dość jasny wybór.

Skalgród

42
POST POSTACI
Wierzba


Nadziak w dłoniach był przyjemną stałą i zapewnieniem ochrony, choć Wierzba wiedział, że w ostatecznym rozrachunku wszystko zależało wyłącznie od niego. Sama broń nie mogła wystarczyć do odparcia niespodziewanego ataku, a ważniejszy był sam Wierzba i jego refleks. Szybkość reakcji młodego wojownika szczęśliwie tego dnia nie została wystawiona na próbę po raz kolejny. Napastnicy wydawali się odpuścić, tak jak i Wierzba. Nikt nie musiał ginąc tego dnia.

Prąc przed siebie, starał się znaleźć sens w krętych uliczkach i wąskich przejściach. Mury były do siebie podobne, ale jednak różne, mieszkańcy pomagali w ustaleniu punktów charakterystycznych akcentami swoich domów i nawet wydawało się, że kroki nie prowadziły go w kółko. Labirynt dróżek był wyzwaniem, na które nie był gotowy. Jak bardzo czekał, aż wróci na szlak, do lasu...!

Szczęśliwie dotarł gdzieś, gdzie stopy mogły nieść go nieco śmielej. Szersza droga dawała nadzieję na znalezienie Idiego, ale nowa ilość przechodniów kazała mu nieco opuścić broń, by nie straszyć mieszkańców. Nie wyglądał jak zbir, a przynajmniej taką miał nadzieję, ale nie było powodu, by straszyć obnażonym nadziakiem. Mimo to, nie wsunął go do pętli przy pasie, a jedynie obniżył, łapiąc blisko głowni.

Przynajmniej w końcu mógł przekazać sprawę strażnikom i niech oni gonią za uciekinierami! Znali miasto, wiedzieli, gdzie tamci mogli podążać. Żaden dla nich pożytek z Wierzby, choć... Idi miał najwyraźniej inne zdanie. Półelf jeszcze go nie słyszał, ale do jego lekko spiczastych uszu dotarł nowy, dotąd nieznany głos.

Wspaniale! Kolejny zbir, kolejne stronnictwo w Skalgrodzie! Czyżby mieli aż tak duże braki w personelu, że starali się zwerbować przypadkowego Wierzbę, który ledwie co pojawił się w mieście? Chłopak zaczął się już gubić w tym, kto, z kim i dlaczego. Interesowało go tylko odnalezienie Auriel i ucieczka na grzbiecie konika!

Nie było sensu biec do Idiego i strażników, skoro tamci i tak parli w jego kierunku o wiele skuteczniej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przynajmniej w rozpychaniu się między przechodniami straż była skuteczna.

Wierzba oparł się o mur tuż obok wejścia do zaułka.

- Kim jesteś? - Zapytał Wierzba. Miał ochotę zaśmiać się na słowa nieznajomego: on mu nic nie zrobi?! W kolejnej chwili sam zganił się w myślach. Dopiero co miał pokaż umiejętności niepozornych zbirów. Duma nie mogła sprawić, że opuści gardę. Lekceważenie wroga mogło zaprowadzić go jedynie do piachu. Z drugiej strony, tamten przyznał się, że był świadkiem potyczki z Kronem, a drobne komplementy nie powinny uśpić czujności Wierzby. Faktem było, że stanął do walki niczego nie wiedząc o przeciwniku, zresztą, i tak nie chciał z nim krzyżować oręża. Chodziło wyłącznie o uratowanie skóry Idiemu i rozmiar wierzbowych klejnotów nie miał żadnego znaczenia.

Wierzba musiał zastanowić się, co robić dalej. Z kim przystać? Jaki był jego najważniejszy cel? Zabić demona i wrócić do Mistrza. Kolejny, równie ważny, kazał mu odnaleźć Auriel, zabrać ją z miasta i oddać ojcu. Demonów w Skalgrodzie nie było, a strażnicy nie potrafili pomóc mu w odnalezieniu dziewczęcia. Należało obrać inną drogę, gdy priorytetem była księżniczka.

- Przystajesz z Damienem? - Dopytał, gotów iść za nieznajomym, jeśli ten odpowiedziałby twierdząco. Tam, gdzie Damien, tam Auriel! Idiemu mógł wyjaśnić sprawę później. Jeśli jednak odpowiedź byłaby jakkolwiek inna, poczekał na straż.

Skalgród

43
POST BARDA
- Kim jestem? - Nieznajomy wydał się dość zdziwiony postawionym pytaniem. - Powiedzmy, że na ten moment to mało istotne. - Ewidentnie jegomość miał coś do ukrycia. Jednakże nie ma co się dziwić - Wierzbę widział po raz pierwszy i to szwendającego się ze strażnikami miejskimi, z którymi ewidentnie nieznajomy miał problem.
- Pracuję z Damienem, skoro tak bardzo Ci na tej informacji zależy - przyznał po dłuższej chwili milczenia. - Idziesz ze mną, czy wracasz do swojej niańki?
Nie oglądając się na chłopaka, odbił się od ściany i ruszył wgłąb zaułka. Wierzba dłużej się nie ociągał. Postanowił w końcu, że jeśli nieznajomy odpowie twierdząco, ruszy za nim. Zanurzył się więc zaraz za mężczyzną w półmrok.
Kątem oka dostrzegł jeszcze jak twarz Idiego przeobraża się z radosnego uśmiechu w przerażony grymas, gdy ten zauważył, że Wierzba miał zamiar zniknąć. Grupa ruszyła biegiem.

Nowy przewodnik Wierzby czuł się jednak jak ryba w wodzie. Szedł wzdłuż budynku, skręcając zaraz za jego rogiem. Prawą dłonią ciągnął po murze, jakby szukając jakiegoś miejsca. W pewnym momencie odbił, przechodząc na drugą stronę i kładąc dłoń na drugim, wydawałoby się identycznym murze. Jednak cegła pod ręką nieznajomego zapadła się, a parę cegieł po jego prawej stronie odskoczyło od muru, ukazując w ten sposób ukryte przejście. Jeśli takich zakamarków było więcej, nagle całkowicie logicznym stał się sposób poruszania się i znikania skalgrodzkich typów z pod ciemnej gwiazdy.
Mężczyzna ręką zachęcił Wierzbę, by ten wszedł przodem. Korytarz nie był długi, wyglądał jak niewielki, ciemny tunel, który kończył się po paru krokach. Kilka dębowych beczek, wydawało się ustawionych niedbale, całkiem dobrze maskowało wyjście z tunelu, które prowadziło do wyjścia z zaułka.
Mężczyzna trzymał się tuż za pół-elfem. Gdy tylko przekroczył ukryte drzwi, pociągnął za nie umiejętnie, zamykając je z cichym klikiem. Przejście zniknęło, wtapiając się z powrotem w mur. Nawet Wierzba, który przeszedł przed chwilą przez przejście, nie byłby w stanie określić gdzie dokładnie wcześniej mieściły się drzwi. Nieobeznany przechodzień dałby swoją rękę, że teraz znajdowali się w ślepym zaułku.

- Fajne, co nie? - mężczyzna uśmiechnął się chyba po raz pierwszy. Miał czarne włosy i niebieskie oczy. Ciężko było opisać jego budowę ciała, poza tym że nie należał do najwyższych osób. Równał się może z Wierzbą. Głos miał lekko szorstki, ale nie agresywny, czy taki któremu wiadomo, że nie można zaufać.
- Skoro już wiem, że idziesz ze mną, to mogę się teraz przedstawić... Jax jestem - rzucił krótko i ruszył w kierunku wyjścia z zaułka. Obejrzał się czy chłopak na pewno za nim idzie.
Uliczka na którą wyszli nie różniła się niczym od poprzednich, poza tym że nie była chyba zbyt często odwiedzana. Gdzieś pomiędzy przemykali pojedynczy mieszkańcy, zawsze jednak z pochylonymi głowami, całkowicie inaczej od Jaxa.

- Pewnie masz dużo pytań, co? - Bezpośrednio i bez ogródek. Wiedział czego chciał. - Zanim jednak zarzucisz mnie pytaniami, odpowiedz mi na jedno: Dlaczego nie uciekłeś wtedy z Damienem? Ta Twoja panienka prawie pobiła Kat, bo ta stwierdziła, że nie powinna iść z grupą oswobodzeniową... Siedzi teraz wkurwiona i coś biadoli, że nikomu nie można ufać, czy coś
ODPOWIEDZ

Wróć do „Turon”