Skalgród

16
POST POSTACI
Wierzba


Młody Wierzba nie chciał nikogo skreślać na wstępne, ale spojrzenie elfa powodowało, że dreszcz przeszedł mu po plecach. Tak jak swego czasu podziwiał elfy (choć też odrobinę nienawidził przez wzgląd na swojego ojca), tak po czasie w Twierdzy zdołał przywyknąć do tej rasy. Przecież nawet w jego dormitorium czas spędzał jeden z nich! Legunas był jednak zupełnie innym typem, aniżeli Damien.

Nie dość, że szorstki w wyglądzie, to jeszcze był szorstki w obyciu. Wierzba skrzywił się nieznacznie, gdy elf na niego warknął i musiał sam ze sobą walczyć, by nie cofnąć ręki z kocem. Opłaciło się, bo już po chwili elf wyglądał, jakby sam przyjazny gest był dla niego światełkiem nadziei i okazją do zmiany nastawienia, co zaraz też potwierdził. Wierzba uśmiechnął się i kwinął głową w odpowiedzi na podziękowania.

Nie umknęło Wierzbie, że mężczyzna nie był w najlepszym stanie. Jego przesłuchanie musiało być o wiele cięższe, aniżeli to, które zaserwowano Wierzbie. Poza nastraszeniem konsekwencjami braku współpracy i wychłodzeniem, nic mu przecież nie było. Nie dostał w zęby nawet raz, nawet profilaktycznie.

- Nie ma za co. - Odpowiedział cichutko. Nie spodziewał się podziękowań za uratowanie skóry nie-mordercy, zrobiło mu się ciepło w klatce piersiowej. Czy nie było warto choćby dlatego, by wyciągnąć z elfa takie wyznanie? - Będzie dobrze. - Poinformował go jeszcze. Współpraca z niebieskowłosą mogła wyjść im jedynie na dobre. Widząc, że tamten zasypia, sam przymknął oczy i nie wiedzieć nawet kiedy, usnął.

Nie spodziewał się takiej pobudki. Chwilę zajęło mu zrozumienie, gdzie i dlaczego jest, jak również przyporządkowanie delikatnej dłoni do osoby Auriel. W pierwszym momencie ucieszył się, w drugim zaś przypomniał sobie, że Auriel to kłopoty.

- Co? - Mruknął mało przytomnie. Nie mieli czasu, ale na co? Zrozumiawszy, że jest w celi, powoli zaczął składać sytuację w całość. Nie wyglądało to dobrze. - Co?!

Trzech zbirów i półelfka, która znowu w coś się wplątała! I choć kusiło, by razem z resztą zabrać się z zimnego więzienia, musiał pamiętać, że jego przyszli towarzysze z wyboru to przestępcy. Poza tym, czy nie było mu obiecane, że to tylko jedna noc, po której miał zyskać choć częściową wolność? Mógł nigdy więcej nie wracać do Skalgrodu i mieć strażników w czterech literach... ale tak nie postępował rycerz.

- Co?! Czekajcie! - Poderwał się z posłania. - Czekajcie! Auriel...! - Spojrzał w jej stronę, jakby błagając o pomoc w ciężkiej sytuacji. Nie miał szans z trzema byczkami, tym bardziej, że był bezbronny. A jednak... Nie mógł pozwolić im po prostu zabrać więźnia! - Stójcie! Uciekają! UCIEKAJĄ!

Zebrał w sobie wszystkie siły, by wrzasnąć ile sił w płucach i poinformować strażników! A następnie szykował się na konsekwencje. Uniósł gardę.

Skalgród

17
POST BARDA
- I czego drzesz się, durniu? - rzucił jeden ze zbirów, ten który podtrzymywał Damiena. - Jesteśmy w piwnicach, o ścianach tak grubych, że możesz torturować nawet króla i nikt tego nie usłyszy. A ten strażnik przed wejściem leży ogłuszony, więc chuja zdziałasz - wyjaśnił bardzo oględnie.
Auriel spojrzała się na chłopaka, jakby zmieszana, nie wiedząc za bardzo co czynić. Jej Wierzba, właśnie próbował z premedytacją wsypać ją, całkowicie niwecząc ucieczkę, którą mu zorganizowała. Może nie chodziło o same niedowierzanie, o ile o poczucie zdrady i niedocenienia. Widać było to po jej twarzy, która do tej pory zimna i nieprzenikniona, na chwilę odkryła się przed chłopakiem.
- Tylko nie róbcie mu krzywdy - powiedział cicho Damien. - Pomógł mi przetrwać noc...

To co się stało później, było nagłe i ciężkie do przewidzenia. Pół-elf poczuł lekkie zawroty głowy. Przez chwilę był w stanie się im opierać, ale im mocniej z nimi walczył, tym bardziej obraz przed oczami mu ciemniał. Ostatnie co usłyszał to cichy okrzyk zaskoczenia wydany chyba przez Auriel, gdy chłopak nagle osunął się na ziemię.

***

Obudził się przykryty kocem, zamknięty w swojej celi. Całe to zajście z Auriel wydawało się być tylko złym snem, ale brak Damiena w celi obok, podpowiadał umysłowi coś innego. Sytuacja nie wyglądała za kolorowo... Szczególnie, gdy chwilę później otworzyły się drzwi, w których stanął strażnik. W blasku pochodni widać było, że zamrugał jakby z niedowierzania. Po pierwszym szoku dobiegł szybko do celi, próbując zrozumieć co tu się dzieje.
- Gdzie ten drugi? - warknął po chwili, patrząc się na Wierzbę. Strażnik wyglądał na naprawdę wściekłego. Był to ten sam, który wczoraj dawał koce chłopakowi. Najprawdopodobniej będzie miał przez to problemy, bo najwidoczniej to on stał tej nocy na straży. - Gadaj natychmiast!

Skalgród

18
POST POSTACI
Wierzba


Zbiry byli nad wyraz wyrozumiali dla krzyczącego Wierzby. Najwyraźniej widzieli, że nie stanowi dla nich zagrożenia, co było kolejnym ciosem w dumę półelfa. Komentarz na temat tego, gdzie się znaleźli i dlaczego wołanie na alarm było bez sensu, był dla Wierzby zrozumiały, ale i tak spodziewał się bitki, pozostał jednak ze wzniesionymi pieściami, jak przeciwnik, którym nie warto zaprzątać sobie głowy. To, że Damien postanowił stanąć po jego stronie, bo niespodziewane, jednak nawet w procencie nie tak, jak występek Auriel. Dziewczyna z jakiegoś powodu przystała do rozbójników i gdy pokazywała po sobie zdziwienie brakiem chęci ucieczki z więzienia, to jej odczucia nikły w obliczu odczuć Wierzby: był całkowicie rozczarowany jej postawą!

- Co ty robisz?! - Spróbował jeszcze wpłynąć na jej sumienie, gdy zaczęło się z nim dziać coś bardzo dziwnego. Obraz przed oczami rozmył się, kolana zmiękły, a on powoli osunął się w ciemność, nie mogąc walczyć z tym, co go trafiło.

Przebudzenie nie należało do niecodziennych. Pod kocem było mu ciepło, ale sala była zbyt pusta - Damien zniknął. Musieli dopiąć swego i uciec, pozostawiając problemy na jego głowie. Pytaniem pozostawało, co zrobili, by szybko unieszkodliwić Wierzbę? Chłopak usiadł i zaczął przyglądać się swojemu ciału, obawiając się, że jeśli wstanie, znów dopadnie go słabość.

- Auriel... Hoff, inni. - Zaraportował strażnikowi, przyglądając się swoim dłoniom, jakby spodziewał się zobaczyć na nich dowody na magię lub też środki, które zwaliły go z nóg. - Przyszli po elfa. Próbowałem powstrzymać. - Zacisnął zęby. Z jakiegoś powodu spodziewał się, że cała wina jak zwykle spadnie na niego.- Wolałem cię. - Zdenerwował się. Będąc w oddzielnej celi, i tak nie miałby szansy powstrzymać uciekniera. - Krzyczałem, póki... Nie zrobili mi. Czegoś. I zasnąłem.

Skalgród

19
POST BARDA
Widać było, że strażnik mocno spuścił z tonu po usłyszeniu wytłumaczenia Wierzby.
- Kurwiesyny- mruknął tylko pod nosem, drapiąc się po brodzie. Spojrzał na chłopaka, który z bezsilności zaciskał zęby i pokręcił głową, jakby negując swoją własną myśl. - Idziemy - zadecydował.

Nie bawił się ponowne krępowanie chłopaka. Kulturalnie przytrzymał drzwi i puścił go przodem, instruując że ma iść po schodach do góry. Strażnik trzymał się pleców pół-elfa, idąc z nim krok w krok. Im wyżej się wdrapywali, tym mniejszą wilgotność było czuć. Powietrze robiło się wyraźnie cieplejsze, a same ściany przestawały być obrośnięte mchem. Zapach też był o wiele przyjemniejszy, a jeśli skupić się wystarczająco mocno, można nawet było wyczuć nuty jajecznicy smażonej z boczkiem. Pewnie gdzieś w całym kompleksie straży miejskiej, funkcjonowała również niewielka stołówka. Wtedy też Wierzba poczuł jak bardzo jest głodny...
Minęli jednak korytarz na parterze, z którego (jak się Wierzbie wydawało) został przyprowadzony. Strażnika nakazał wspinać się dalej. Mijali tak piętro za piętrem, gdy w końcu mężczyzna zatrzymał chłopaka i poprowadził go przez labirynt przejść. Była to wyraźnie ładniejsza część budynku, ozdobiona obrazami i drobnymi przedmiotami, które ocieplały znacząco kamienne korytarze.
Za którymiś z kolei drzwiami, trafili w końcu do pokoju, o ciężkim drewnianym biurku, z widokiem na jedną z zatłoczonych uliczek Skalgrodu. Pokoik nie należał do olbrzymich - był urządzony schludnie, acz minimalistycznie. Za meblem znajdowało się krzesło, zajęte przez postać, która okazała się wcześniej przesłuchującą Wierzbę, elfkę.

- Pani kapitan... - zaczął strażnik, nieco jakby z powątpiewaniem. Zamilkł jednak, gdy tylko zobaczył oczy niebieskowłosej. Zajęta była papierami, albo posiłkiem - ciężko było to stwierdzić, jako że jednocześnie siedziała nad jednym i drugim
- A ten to co tu robi? - zadała pytanie lodowatym tonem.
- Bo... Damien uciekł. To samo co ostatnio. Współwięźniowie wprowadzeni w stan snu. - próbował wytłumaczyć, ale nie powstrzymało to podniesienia się pani kapitan.
- Jak to uciekł? Znowu? Pierdoleni, korzystają pewnie z pomocy Karlaha. Niech mu kołek w dupę wbiją - wybuchła wyraźnie niezadowolona. Wyprostowała się i odetchnęła głębiej, starając się nieco uspokoić.
- No nic... I zostawili tego tutaj, tak? Dzięki Gaben. Wracaj do swoich obowiązków, a tego obszczymurka zostaw mnie - zadecydowała. Strażnikowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Ukłonił się tylko lekko i zniknął z pokoju tak szybko, jak tylko się w nim pojawił.

Niebieskowłosa odchyliła się lekko i oceniła stan Wierzby, jakby analizując to co usłyszała i co się stało. Poprosiła go by przedstawił raz jeszcze to co powiedział wcześniej strażnikowi, a gdy już usłyszała całość, podeszła do okna i zamilkła, wpatrując się w uliczny ruch.
- Widzisz... Przydasz nam się jeszcze bardziej, ale najpierw może coś do zjedzenia? - zaproponowała i nie czekając na potwierdzenie, otworzyła drzwi od pokoju, krzyknęła coś na korytarz i wróciła na swoje miejsce. Chwilę później do nozdrzy Wierzby dotarł talerz z jajecznicą i kilkoma kromkami świeżego i pachnącego chleba. Talerz został ułożony na stoliku w kącie pokoju, obok którego stało niewielkie krzesło. Pani kapitan wskazała go głową chłopakowi.
- Śmiało. Ale musisz mi powiedzieć kim jest ten cały Hoff... Pierwszy raz o nim wspominasz. I Auriel? Co ona tam robiła? - Usiadła na skraju biurka i zaczęła dopytywać.

Skalgród

20
POST POSTACI
Wierzba miał prawo być niezadowolony. Nie dość, że oskarżyli go o zbrodnie, których nie popełnił, to zamknęli go w zimnej piwnicy, a teraz, gdy wszystko poszło nie tak, a on nie mógł nic zrobić nie ze względu na własną niechęć, ale przez to, że zabrali mu chociażby broń... A teraz, wbrew wszystkiemu, go potrzebowali!

Nie zyskałby nic na oporze, więc bez słowa sprzeciwu poszedł za strażnikiem, ku górze, ku ciepłu i suchości. Miał wrażenie, że wilgoć wcisnęła mu się we wszystkie stawy, a te bolały z każdym krokiem! Po czymś takim, należał mu się co najmniej cały dzień na słoneczku... Na to nie miał jednak co liczyć, choćby ze względu na porę roku i sytuację. Zapach jajecznicy jedynie dodawał do tortur, jakie przeżywał młody Wierzba.

Elfka, czy też pani kapitan, jak się okazało, ani trochę nie poprawiła pół-elfowi nastroju ze swoim szorstkim, nieprzyjemnym i zupełnie nieefektywnym podejściem. Chłopak siadł na wskazanym miejscu i skrzyżował ręce na piersi, czekając na rozwój wydarzeń. Oczywistym było, że go przesłuchają po raz kolejny. Ale kim był Karlah, nie wiedział.

- Sama jesteś obszczymurek. - Wymruczał pod nosem, gdy został nazwany w nieładny sposób. Ale bądź co bądź, nie mógł odmówić jajecznicy.

Dopiero gdy siadł przy stoliku, zupełnie nie zbudowanym dla takich cnych mężów, jak on, a raczej dla dzieci, i gdy zajął się jajecznicą, wróciła mu jasność myślenia. Pochłaniając danie tak szybko, jak to możliwe, jakby bojąc się, że ktoś zabierze mu talerz sprzed twarzy, mógł, z pełnymi ustami, bo z pełnymi ustami..., mówić:

- Sama mówiłaś o Hoffie. Damien też mówił. - Mruknął, przywołując ich wczorajszą rozmowę. - To musieli być oni. - Dodał z pełną pewnością, pakując do ust nieco ponad pół kromki chleba. Przydałby się jeszcze napitek, żeby przepchnąć kęs dalej! Ciągnął swoje wyjaśnienia dopiero, gdy uporał się z przeżuciem pieczywa. - Było ich trzech. I Auriel. Krzyczałem, bo nie mogłem się bronić. - Wzruszył ramionami. To ich wina, zabrali mu oręż! Niech teraz żałują. - Strażnika nie było. Auriel musiała do nich dołączyć. Głupia... - Prychnął. - Chciała mnie z nimi zabrać, ale ja krzyczałem po strażnika. A potem zrobiło się ciemno.

Skalgród

21
POST BARDA
Pani kapitan uśmiechnęła się pod nosem na wytknięcie jej błędu. Widać było zadowolenie na jej twarzy, tak jakby chłopak przeszedł jakiś z jej ukrytych testów.
- Uważny i nie da się zagiąć... Wystarczyło dać mu coś do jedzenia. Bardzo dobrze to rokuje - powiedziała jakby sama do siebie, zapisując w swoim zeszyciku w głowie potrzebne jej uwagi. Przekrzywiła lekko głowę i nie przerywała chłopakowi więcej, słuchając uważnie co ma do powiedzenia. Po wszystkim założyła ręce pod biustem, wpatrując się w jedzącego chłopaka.

- Będą z Ciebie ludzie, Wierzbo. Wybacz też tego Obszczymurka. Muszę siać postrach wśród swoich podwładnych - Brzmiała, jakby się tłumaczyła. - Podoba mi się Twoje poczucie obowiązku i prawości. Chciałabym więc złożyć Ci pewną propozycję... - Opuściła ręce i odbiła się nimi od skraju biurka, bardzo zgrabnie przechodząc do chodu. Wolnym krokiem zbliżyła się do chłopaka, wyciągając ku niemu dłoń. Swoimi długimi palcami przesunęła po jego przedramieniu, przechodząc wyżej ku barkowi, gdzie zatrzymała swoją dłoń.
- Bądź mój... - wymruczała dość ponętnie. Światło poranka wpadające za elfką do pokoju, wywołało efekt anielskiej poświaty. Jeśli Wierzba spojrzałby się na nią w tym momencie, mógłby zauważyć, tym razem, wyeksponowany dość mocno dekolt, który niejednego przyprawiłby o rumieńce. Talia zwężała się zgrabnie, dzięki skórzanemu gorsetowi, podkreślającemu każdą możliwą krągłość elfki. Jej alabastrowa skóra, wydawała się błyszczeć w promieniach słońca, oślepiając w kontraście z czarnym ubraniem jakie miała na sobie. Wąskie i przyległe do jej nóg spodnie, zdradzały jej smukłą budowę i biodra, którymi z pewnością potrafiła poruszać bardzo ponętnie. Naprawdę ciężko było nie zauważyć jej seksapilu, który wręcz z niej emanował, gdy nachylała się lekko nad biednym Wierzbą. - ... Pracuj dla mnie. Skoro tak bardzo nie lubisz Auriel, wbij jej szpikulec i odegraj się za wszelkie zło, które Tobie poczyniła. Tobie i innym. Pokaż swój spryt, przechytrz ją i Damiena. Zinfiltruj ich bandę i wykorzystaj do tego swój zabójczy urok... - opowiadała cicho, sącząc mu każde słowo niemalże z czcią do ucha.
- Jesteś bystry i wiem, że dasz radę. Znasz ją. Możesz ją wykorzystać, by zaskarbić sobie ich zaufanie i szacunek, na jaki zresztą zasługujesz... - Wiedziała z poprzedniego przesłuchania, że to jego słaba strona. - Pozwól mi być z Ciebie dumna, a nie pożałujesz... - wyszeptała, prostując się i przeciągając smukłymi palcami po podbródku i policzku półelfa. Obróciła się powoli i wolnym krokiem zbliżyła się znowu do biurka. Usiadła ponownie na jego krawędzi.

- Co powiesz na takie warunki współpracy? - zapytała już normalnym, acz bardzo przyjemnym i kobiecym tonem głosu, przekrzywiając głowę i udając, że przed chwilą nic nie zaszło. - Opowiem Ci więcej szczegółów, jeśli jesteś zainteresowany. Jeśli nie... No cóż, szkoda. Wypuścimy Cię, ale nie będziesz mógł opuścić Skalgrodu przez jakiś czas. Być może potrzebować będziemy kilku dodatkowych informacji, albo potwierdzenia tożsamości Hoffa, Brumina i Manfreda, jak już ich złapiemy - wyjaśniła. - Brzmi to dla Ciebie w porządku? - zapytała tak, jakby Wierzba mógł mieć jakiś wybór.

Skalgród

22
POST POSTACI
Wierzba


Młody rycerz zajął się jedzeniem, a to poprawiło mu humor, troszeczkę, odrobinę, tak nieznacznie, że choć policzki miał wypchane jajecznicą, to zerkał spod byka na otoczenie i elfkę, która irytowała go coraz bardziej.

- Nie tobie mnie oceniać. - Upomniał ją. Denerwowały go te ciągłe testy i sprawdziany. Zdał trwający rok test na rycerza i to była jedyna ocena, jakiej potrzebował. Wioskowa dziewka, która mianowała się kapitanem, mogła mu co najwyżej polerować miecz! - Zapominasz się. Jestem rycerzem. - Odwarknął, bo zdawała się to ciągle omijać. Przełknął ostatni kęs, choć na talerzu jeszcze zostało, a następnie odsunął od siebie półmisek. Skończył. - Mam misję, od Mistrza. Sądzisz, że jest mniej ważna od waszej sprawy drobnych zbirów? - Tym razem to on zadawał pytania. Odsunął się od dłoni elfki. Nie potrzebował jej fałszywych słów i gestów przesiąkniętych kpiną. On, niski, zupełnie niemęski półelf z zapomnianej przez bogów wioski, nie był kawalerem, za którym oglądały się panny. Nie potrafił uwierzyć w dobre intencje niebieskowłosej, o ile takie miała. Przez moment przeszło mu przez myśl, że to kolejny "test". A on miał już dość tych testów.

Odepchnął się od stolika i wstał, tym bardziej uciekając poza zasięg rąk kobiety. Był trenowany na szpiega - jak mógł poddać się takiej prostej prowokacji? Był ponad to, tym bardziej, że elfka nie była nawet w procencie tak czarująca, jak Auriel.

- Mistrz Silwater powierzył mi misję. Jeśli sama nie poradzisz sobie z podpalaczem, wysotosuj list z prośbą o pomoc do Zakonu. - Mówił cichym, niskim głosem, ciskając pioruny z oczu. - Próby nastawienia mnie przeciw Auriel to zdrada. Nie pomagała zbójom, szukała mnie. Jeśli mnie uwięzisz, wróci tu z Zakonem. - Odgrażał się. Nim zdał sobie sprawę z tego, ile słów wypowiedział, ile niewypowiedzianych gróźb, czuł tylko szybkie bicie serca i ciepło złości, które rozlało się po jego ciele. - Zwróć mi moje rzeczy i wyruszę od razu. Powiedziałem ci wszystko, co wiem. To teraz twoje śledztwo.

Jego instynkt "uciekaj albo walcz" przybrał zupełnie nową formę - wciąż chciał uciekać, ale mógł zrobić to w nieco bardziej cywilizowany sposób. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, a jego pewność siebie uleciała. Elfka teraz go zamknie na wieki wieków, a Auriel może nie chcieć po niego wracać! Nikt nie przyjdzie mu z pomocą. W najlepszym wypadku po prostu weźmie swoje rzeczy i pójdzie swoją drogą.

Skalgród

23
POST BARDA
Elfka gniewnie zmrużyła swoje oczy, jednakże nie odezwała się ani słowem. Czekała aż Wierzba się uspokoi, jakby szukała lepszej okazji do ataku. Ten jednak nie nastąpił. Po całej tej tyradzie w pokoju zapadła zwyczajna cisza, zakłócana tylko nieznacznie gwarem dochodzącym z ulicy.
- Masz jaja - odezwała się nagle, uśmiechając się lekko pod nosem. - Sam jednak nam powiedziałeś, że Auriel wraz z resztą bandy pomogli w ucieczce Damiena. Wierz lub nie, nie jest to tylko podpalacz. Ty zaś, mój drogi, jesteś ważnym świadkiem w procesie. Albo i podejrzanym... Jeszcze nie zdecydowałam - wyjaśniła, jakby tłumaczyła coś totalnie elementarnego swojemu dziecku.
- Możesz więc sobie iść. Nie będę Cię tu trzymać. Ale masz zostać w mieście i nie obchodzi mnie ani Twoja misja, ani Twój zakichany zakon. To jest moje miasto i Silwater dobrze o tym wie... - dokończyła, jakby z nienawiścią wypowiadając imię zakonnego mistrza. Zdawała się jednak dość szybko zapanować nad emocjami, czym jednocześnie zakończyła temat. Wróciła za swoje biurko, ponownie pochylając się nad rozłożonymi papierami. - Gdybyś zmienił zdanie, oferta jest dalej aktualna... - mruknęła tylko do chłopaka, by później zawołać niejaką Marię, każąc jej oddać rynsztunek chłopaka i rozesłać wiadomość do strażników, że chłopak nie może opuścić murów miasta. Wyglądało na to, że chcąc nie chcąc, Wierzba został tu uwięziony - jakby nie patrzeć - przez Auriel.

Krótkowłosa strażniczka wydawała się twardą sztuką. Mocno zarysowana szczęka kontrastowała z wysoko umieszczonymi kościami policzkowymi. Oczy o łagodnym wyrazie nie pasowały tu w ogóle. Co innego zarysowane mięśnie, których z pewnością potrafiła użyć.
Kobieta prowadziła chłopaka z powrotem w dół, tą samą drogą, którą przybył wcześniej ze strażnikiem.
- Pani kapitan nie bywa zbytnio miła. Nie przejmuj się więc jej oschłością... - odezwała się próbując nawiązać dialog. A może po prostu chciała pocieszyć przerażonego chłopaka, którego dostrzegła wchodząc do pokoju?

Tak czy inaczej zaprowadziła go do pokoju, w którym wcześniej zdeponował swój ekwipunek. Wszystko zostało mu zwrócone, począwszy od nadziaka, kończąc na jego płaszczu. Został dodatkowo poinformowany o tym, że jego koń (ten na którym transportował Damiena) stoi w stajni miejskiej i czeka na niego, odpowiednio zaopiekowany.

W ten właśnie sposób Wierzba znalazł się przed drewnianymi drzwiami kamienicy, do której został zaprowadzony wcześniej siłą. Znajdował się przy jednej z głównych ulic, gdzie widać było miasto, które budzi się do życia. Po prawej stronie, ulica ciągnęła się dalej, kusząc szyldami, które promowały egzotyczne sklepy, czy karczmy i noclegownie. Brama miejska nie była co prawda widoczna, ale Wierzbie wydawało się, że bez większego problemu byłby w stanie spróbować dotrzeć na miejsce. Zawsze zresztą mógł zasięgnąć języka u miejscowych. Co jednak przyciągnęło uwagę chłopaka to nagły ruch w zaułku, w którym mignęła mu postać w wydawałoby się znajomym płaszczu...

Skalgród

24
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba nie sądził, że jego ostre słowa wpłyną na elfkę tak, jak tego chciał. Bo choć niewątpliwie był rycerzem, to przecież pozostawał również niskim, wątłym sobą, a jego sposoby na pokazanie własnego autorytetu były raczej ostatnim krzykiem ratunku aniżeli wypracowanym sposobem na podporządkowanie sobie kogokolwiek. Mimo to podziałało! I wydawawało się, że kobieta nawet nie miała mu tego za złe aż tak, jak bał się, że miała będzie.

Chłopak bardzo starał się powstrzymać drżenie dłoni, które rezonowało na całe ciało. Ramiona miał spięte do tego stopnia, że zaczynały boleć. W głowie wirowały myśli, również ta brzydka, niepoprawna, która kazała mu myśleć, że Auriel miała rację - że powinni zostawić Damiena na śmierć...

Wpatrywał się w panią kapitan niemal nienawistnie, ale po tylu słowach, kolejne nie chciały płynąć. Zacisnął zęby, czekając, aż niebieskowłosa wyda swój sąd. A kiedy pozwolono mu odejść, nie zwlekał ani chwili. Skinął lekko głową w geście szacunku i pożegnania jednocześnie, po czym udał się za Marią. Dziewczyna nie mogła interesować go mniej. Nie zamierzał ani z nią walczyć, ani składać jej ofert matrymonialnych. Na jej słowa odpowiedział ledwie pomrukiem, który miał wyrażać całą gamę umrzejmości, których Maria mogła spodziewać się po rycerzyku. Poczuł się lepiej dopiero w momencie, gdy na grzbiecie miał własny płaszcz, a przy boku broń. Pozostało mu odebrać konia... Gdyby miał lepszy nastrój, może wyjaśniłby, że koń nie należy do niego, jednak gama słów wyczerpała się w gabinecie kapitana, a poza tym - wierzchowiec był korzyścią, której się nie spodziewał. Pozostawiony sam sobie, zamierzał najpierw udać się po konia, choć usłyszał, że nie powinien opuszczać miasta - ale kto mógłby go powstrzymać, gdyby galopem przebił się przez strażników i wierzchem uciekł w siną dal? Nie zamierzał wracać do Skalgrodu nigdy więcej!

Dopiero kiedy odzyskał wolność zaczął zastanawiać się, co dalej. Nie miał problemu z przeżyciem w głuszy, ale miasto było zupełnie inną bajką! Tutaj nie upoluje królika, który posłuży mu za kolację. I czy w mieście można było rozpalać ogniska? Rozejrzał się, starając rozeznać w otoczeniu. Nie do końca wiedział, w którą stronę powinien iść, ale nim zajął się eksploracją miejskiej dżungli, zauważył ruch w zaułku.

I choć wiedział, że nie powinien mieszać się w kolejną taką sprawę, wyciągnął nadziak i zapalił go, by rozgonić mrok między budynkami.

- Kto idzie?!

Skalgród

25
POST BARDA
Natłok ludzi był wręcz zaskakujący, choć to pewnie niedopowiedzenie. Na ulicach bowiem głównie zbierały się grupy krasnoludów, gnomów i ludzi, których było o wiele mniej, niż dwóch pierwszych. Trochę więc dziwnym teraz, wydawał się widok Orka przy bramie wjazdowej, elfia pani kapitan, czy ogrom ludzi, którzy to rezydowali w bazie strażników miejskich. Sam Wierzba również wyróżniał się na tle rosnącego ruchu mieszkańców... Ruchu, bo porównując stan obecny do dnia wcześniejszego, osada wydawała się aż tętnić życiem. Różnej maści kramy otwierały się powoli, a podróżni handlarze rozkładali koce, na których prezentowali swoje najwymyślniejsze towary. Gwar ulicy narastał powoli, stopniowo, ukazując proces budzenia się miasta, wprost na oczach Wierzby.
Wschodzące słońce rzucało mroczny i chłodny cień, w którym najczarniejsze charaktery mogły się skryć, by dalej knuć swoje podłe i mściwe knowania. Nie tym jednak razem. Spostrzegawczy chłopak, gdy tylko zauważył ruch w zaułku, ruszył w jego stronę. Ledwie przekraczając granicę cienia, wyciągnął swój nadziak, który natychmiastowo rozpalił, rozganiając mrok między zaułkami.
Wysokie murowane i wilgotne jeszcze po nocy ściany, pokryte miejscami zielonym mchem, rozbłysły w świetle rzuconym przez chłopaka. Uliczka była dość długa, lekko zaśmiecona, na końcu rozwidlając się na dwie odnogi, tworząc swoisty miejski labirynt. Pewnikiem jego opanowanie znacząco ułatwiało poruszanie się po mieście. Z pewnością takie miejsca były wykorzystywane przez gangi panujące w Skalgrodzie, czy to do szemranych interesów, czy po prostu poruszania się poza wzrokiem strażników miejskich.
Co jednak bardziej interesujące, nieznajomy, który został oświetlony okazał się drobnej postury, wychodzonym gnomem. Postać drobniejsza nawet od Wierzby, o aparycji uderzająco podobnej do szczura. Wydłużona twarz, dwa lekko wystające zęby i blady kolor skóry nie potrafiły się inaczej kojarzyć.
- Nie!!! Ratunku!/b] - wrzask był skrzekliwy, dość niemiły dla ucha. Nieznajomy chyba jednak źle odebrał zamiary chłopaka. Na jego nieszczęście... Nie zdążył się bowiem odezwać, a za sobą usłyszał kolejne krzyki mieszkańców, a chwilę później tubalny głos.
- Stój! Opuść broń na ziemię! Straż miejska! Poddaj się z własnej woli, albo będziemy zmuszeni użyć siły - krzyknął za Wierzbą krasnolud, ubrany rzeczywiście w strój tamtejszego stróża prawa. Jakby nie patrzeć, wymachiwanie bronią w mieście nie było najlepszym pomysłem.

Skalgród

26
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba zdecydowanie nie spodziewał się tłumów, a kiedy spostrzegł, jak wiele osób kręci się po ulicach, przez moment rozważył nawet powrót do celi! Nie odnajdywał się w zbyt tłumnych miejscach, wolał pustą drogę i mile przed sobą aniżeli miasto, które tętniło życiem. A może po prostu trafił na rynek w dzień targowy? Tego nie mógł być pewien. Należało jednak opuścić to miejsce jak najszybciej.

Miał głupią, naiwną nadzieję, że osobą, którą zastanie w zaułku, będzie Auriel, jakby dziewczyna nie miała na głowie innych problemów, niż czekać na niego jak niewiasta na swojego rycerza, by zabrać go z tego przeklętego miejsca! Zamiast tego, w mroku znalazł tylko kolejne problemy.

Zadziwiająco brzydki gnom wrzasnął, a Wierzba aż cofnął się o parę kroków, chcąc wrócić do tłumnego, ale bezpiecznego światła poranka! Nim zdołał to jednak zrobić, spotkali go (ponownie!) strażnicy. Potrzebował momentu, by zrozumieć, że to jego niecodzienna pochodnia była źródłem zamieszania. Spojrzał na płomień, na strażnika, znów na nadziak, któremu tym razem pozwolił zgasnąć, nim opuścił go i wsunął w pętlę przy pasku, gdzie zwykł go nosić.

- To po światło. - Wyjaśnił krasnoludowi, siląc się na spokój, choć głos lekko mu zadrżał. Nie potrzebował kłopotów, miał dość tego przeklętego miasta! Do tego nie czuł się zbyt komfortowo, gdy patrzył na strażnika z góry. Ze swoim nikczemnym jak na pełnej krwi człowieka wzrostem, zwykle to on zadzierał głowę. - Nie robię nikomu krzywdy. - Mówił, choć włoski na karku stanęły mu dęba. Był gotów na konforntację, choć wolałby jej uniknąć. - Czaił się na mnie w mroku. - Zwalił winę na szczurka za sobą. Zmarszczył krzaczaste brwi. Czy słowo rycerza nie znaczyło więcej, niż słowo obdartusa?

Skalgród

27
POST BARDA
Wierzba potrafił zachować zimną krew. Mimo lekko drżącego głosu, wyjaśnił strażnikowi, że nie miał złych zamiarów. Skądś jednak kojarzył niskiego jegomościa...
- To Ty, Gagatku! - zakrzyknął krasnolud z rudą brodą. Chwilę to zajęło, ale chłopak rozpoznał w nim strażnika, który zatrzymał go i Auriel pod bramą. Ten sam, który prowadził go na miejscowy komisariat, wcześniej dokonując aresztowania.

- Niech mnie młoty kowalskie biją, ja to mam do Ciebie szczęście, co? - powiedział, zbliżając się do chłopaka. - Mówisz, że czaił się w mroku? - zapytał, wyglądając zza (wcale nie) pół-elfa. Nikogo jednak już tam nie było. Może jeszcze jakieś dźwięki sapania niosły się słabym echem po zaułku, ale strażnik nie kwapił się do pościgu za ewentualnym zbiegiem.
- Pewnikiem, był to jeden z kurierów Skellinów - oznajmił pewnym siebie tonem, zakładając oczywiście, że uwierzył w wersję mu przedstawioną. - U nas morderców nie ma. Te małe gagatki często wykorzystują tutejsze zaułki do szybszego przemieszczania się po mieście. Ciężko takiego przyłapać. Zręczne dziady, a jakie szkaradne... - zaśmiał się, jakby w lepszym humorze.
- No już, dam Ci spokój. Tylko więcej na terenie miasta tym nadziakiem nie wymachuj - ostrzegł. Podparł się pod boki i wlepił swoje zielone oczka w chłopaka.
- Ledwo wylazł i od razu w kłopoty próbował się władować, no talent naturalny trza mieć - ponownie się zaśmiał. - Przepraszam za to niemiłe burczenie pod bramą. Naprawdę to źle wyglądało z naszej perspektywy... Ale jak ta suka była Twoim więźniem, to powinniśmy ją prędzej łapać. No, ale chociaż Damiena mamy, ha! - zakrzyknął, ale chyba jeszcze nie wiedział, że ich więzień uciekł w nocy.

- Słyszałem, że całą noc w mamrze przesiedziałeś. Paskudne miejsce i zimno... Pani kapitan też nie jest zbyt uprzejma. Mówią, że trzepnięta trochę, ale prawda jest taka, że drugiego takiego stratega i manipulanta nie znajdziesz. To ona trzyma tą mieścinę w kupie. Gdyby nie ona, Damien z pozostałymi gangami już dawno przejęliby władzę w mieście. A źle by to się skończyło, powiadam Ci. - Wydawał się być uprzejmy i nie robiący problemów. Nawet jakby próbował nawiązać jakieś porozumienie z Wierzbą.

- Zmianę właśnie skończyłem. Miałem już odnosić sprzęt, ale wołać zaczęli - wyjaśnił, jakby się tłumacząc. - Podobno zakaz wyjazdu poza osadę masz, to jak chcesz to mogę Cię oprowadzić po mieście. Opowiedzieć co tu się dzieje przy jakimś piwie. Pod Ponurym Młotem serwują najlepsze szczyny i mają o wiele przytulniejsze łóżka niż te nasze - zaśmiał się ponownie.
- To jak? Zainteresowany? - Wydawał się mówić szczerze, bez żadnych podstępów, całkowicie przeciwnie do pani Kapitan.

Skalgród

28
POST BARDA
I po raz kolejny trafił na tego samego krasnoludzkiego strażnika! Przez chwilę trzymał dłoń na swojej broni, jakby gotów jej dobyć, jeśli nie uniknie konfrontacji. Szczęśliwie krasnolud odpuścił. Wierzba odetchnął, pozwalając ciału rozluźnić się, a kiedy spojrzał za siebie, by ocenić co działo się w zaułku, gnom zniknął. Ni chybi, miał coś na sumieniu.

- Nazywam się Wierzba. - Poprawił niskiego mężczyznę. Nie: gagatek, ani żadne inne określenie, którymi tak chętnie obcy operowali w stosunku do niego. Skinął głową, przyjmując do wiadomości domysły krasnoluda, ale nie wnikając, kim byli Skellini. Dlaczego miałoby go to interesować? Nie interesowało go to! Musiał jak najszybciej opuścić miasto i zostawić jego troski za sobą. - Nie będę. - Obiecał w temacie swojej broni, którą ostatni raz poklepał go głowni. Prezent od krasnoludzkiego kowala z Twierdzy był jedną z najlepszych rzeczy, jaka go tam spotkała. Jego wysłużony toporek, z którym odszedł ze swojej wioski, był wciąż dość dobry, by nim walczyć, ale nie mógł być nawet porównywany z ognistym nadziakiem. To była zupełnie inna liga broni! Przydałby mu się jeszcze nowy łuk. Ten, który taszczył na plecach, miał najlepsze dni za sobą.

Lekkoduszne podejście strażnika sprawiło, że Wierzba uśmiechnął się, pozwalając odejść stresowi, który wywołała komendatka i to małe nieporozumienie. Krasnolud dużo mówił, co było dobre. Mógł rekompensować Wierzbową niechęć do otwierania ust, gdy było to zbędne. Oko lekko drgnęło mu, gdy nazwał Auriel suką. Była córką Mistrza, księżniczką! Nie mógł odnosić się do niej w taki sposób!

- Nie wie, co robi. - Spróbował wyjaśnić Auriel. W jego oczach dziewczę zachowywało się zupełnie niepoważnie, bez żadnego pomyślunku. Zrozumiale jej jedynym celem była ucieczka od ojca, ale sposoby, w jakie starała się ten cel osiągnąć... godne potępienia. - Damien zbiegł tej nocy. - Dodał mimochodem. Krasnolud na razie nie musiał znać szczegółów, ani tego, że Wierzba był tuż obok, a kraty sprawiły, że nie mógł zrobić nic, by im przeszkodzić. - Zaklęcie snu. - Wyjaśnił krótko. Chłopak nie miał nic do dodania, prawdę mówiąc, wolał nie wracać myślami do zimnej, wilgotnej celi. Az owinął się swoim srebrnolisim płaszczem nieco szczelniej. Najchętniej wygrzałby się teraz przy ognisku... z dala od problemów Skalgrodu i trzepniętej kapitan!

Wierzba nie odpowiadał chwilę na kolejne słowa krasnoluda, zastanawiając się nad tym, co powiedzieć na ostatnie pytanie. Krasnolud wiedział o jego zakazie wyjazdu, więc zapewne wszyscy strażnicy zostali uprzedzeni, że ten człowiek-rycerz (z tylko lekko nienaturalnymi uszami) musi zostać w granicach murów. Próby wydostania się mogłyby skończyć się alarmem i powrotem do celi, a tego uniknąć nie chciał.

- Muszę gdzieś spać. - Zastanowił się na głos. Nie znajdzie w mieście dość igliwia, by usypać sobie posłanie, nie mówiąc nawet o gałęziach na porządniejsze schronienie . Zresztą, bez ogniska nawet nie mogł myśleć o nocowaniu pod chmurką. W kiesy wciąż powinien mieć monety z Twierdzy, a nawet, jeśli mu nie starczy, powoła się na panią kapitan. To ona zrobiła z niego więźnia, powinna zadbać o jego potrzeby! - Muszę.... muszę odebrać konia. - Przypomiał sobie, mamrocząć pod nosem. - Zaprowadzisz mnie? Pójdę z tobą.

Miły krasnolud był powiewem świeżości w tym zapomnianym przez bogów mieście i Wierzba nie miał powodów, by mu nie ufać.

Skalgród

29
POST BARDA
- Ach, no tak! Gdzie moje maniery - krasnolud klepnął się dłonią w czoło, jakby zapomniał czegoś oczywistego - Idi Nahuiner, miło mi Cię Wierzbo poznać! - zaśmiał się w głos.
- Imię trochę jak te takie drzewa. Jak one się nazywały? Te płaczące? Haha, ale ktoś wymyślił - zaśmiał się w głos, swoim tubalnym głosem, tak zgoła odmiennym od lekkiego i delikatnego głosu pół-elfa. - Wybacz. Pewnie słyszałeś to miliony razy. No, ale nie za często trafia się ktoś z tak szlachetnym imieniem - mimo wcześniejszych żartów, krasnolud wydawał się mówić teraz szczerze, z najprawdziwszą powagą.

- Dobrze więc, że nie będziesz więcej wymachiwać tym swoim płonącym czymś na terenie miasta. Jak miałbym Cię teraz zaaresztować jak jużmy się zakumplowali, co? - Wydawał się naprawdę pozytywnie nastawiony, pełny radosnej energii i wigoru.
- Widzę, że oko Ci drży. Piwa znaczy się trzeba napić, bo niedobory masz go. Albo do cyrulika jakiegoś, bo niepokojąco to tak wygląda. Moja ciotka Hilga też tak miała. Mówiła, że bimbru za mało chla, to i więcej chlała. Przeszło jej, ale u cyrulika nie była i przegięła. Któregoś razu my do niej przychodzimy i krzyczymy, że "Hilgo, bimber przynieślimy", a ta się nie odzywała. No to weszliśmy z buciorami, a tej tam nie było. Co się okazało, w wychodku żeśmy ją znaleźli, głową w łajno się wbiła. Gówniana śmierć, oj naprawdę... - zaśmiał się lekko pod nosem ze swojego żartu. - No, ale nie ma co. Zboczyliśmy z tematu - podrapał się w głowę, jakby próbując przetrawić to co miał zaraz powiedzieć.
- Mówio ino, że baby to się nie zmieniają. Patrząc nawet po naszej pani kapitan... Choć to dziwna sprawa, bo w sumie kiedyś aż tak szalona nie była. Kij wie co tam jej się stało po tym przyjeździe Damiena. No, ale patrząc na tą Twoją, to na moje, to ona wie co robi i to bardzo dobrze. Brann dziatków mieć nie będzie, tak w jajca dostał... Do tego ucieczka i kij wie co jeszcze... - Zadumał się na chwilę. Akurat wtedy jak chłopak zdradził strażnikowi, że Damien zbiegł z celi. Idi nie wyglądał na zadowolonego. Zmarszczył brwi, tracąc jakby dobry humor. Spojrzał głęboko w oczy Wierzby, ale nic nie powiedział. Stał tak, jakby cały potok słów, który przed chwilą zalewał chłopaka nie miał wcale miejsca.
- Chuj by to... Znowu spierdolił... - burknął, wyraźnie zły i zawiedziony. - Nie wiem na co liczyłem. Tym bardziej trza to zapić - zadecydował pokrótce i machnął ręką na Wierzbę. - Poczekaj no na mnie. Jak mówiłem, odłożę sprzęt i zaraz Cię zaprowadzę gdzie tam sobie chcesz... - Nie czekając dłużej, po prostu zostawił chłopaka w zaułku i ruszył w kierunku drzwi, z których wyszedł wcześniej pół-elf.
*** Mijały minuty, które ciągnęły się nieznośnie. Gwar miasta powoli narastał, gdy uliczki wypełniały się coraz większą ilością krasnoludów, gnomów i przejezdnych, których stanowczo prosto było odróżnić ze względu na ich wzrost wybijający się wśród mniejszych mieszkańców. Sam Wierzba też musiał czuć się dość wyjątkowo w takim miejscu.
- To co? Idziemy? - głos należący do Idiego rozległ się nagle. Pojawił się on niespodziewanie, już bez strażniczego stroju, w obszernej zielonej tunice, wystającej spod pikowanego płaszcza. Wskazał Wierzbie kierunek i nie czekając ruszył.
- Jeśli chodzi o spanie to możemy zawędrować do Ponurego Młota. Albo do Dusigrosza. Trochę drożej, ale lepszy standard ma Kinol Mamusi, ale dziwni ludzie się tam zatrzymują. - wymieniał - To gdzie Cię potem prowadzić? Co? Bo teraz to wiem, skoro najpierw chcesz odebrać konia. Tylko nie wiem po co Ci on. Bo wiesz, poza miasto nie wyjedziesz, przez bramę z nim też nie przejdziesz, a po mieście z nim łazić to tylko same problemy. Ktoś Ci go jeszcze podwędzi i będzie... - krasnolud wyraził swoje zdanie. Prowadził przez kręte zaułki, wąskie i szerokie uliczki, między wysokimi, kamiennymi budynkami. Był to stanowczo niezmienny element otaczającego ich świata. Pomijając oczywiście mijane kramy, czy inne koce z rozłożonymi towarami. Niektórzy nawet próbowali nawoływać, by skusić na swoje towary, ale Idi był nieugięty i cały czas parł do przodu. Przynajmniej do momentu, w którym ruch zmalał na tyle, że by kogoś zobaczyć, trzeba było nieźle się natrudzić.
- Nie za dobrze, że Damien uciekł... Cholernik jeden, jeszcze wojnę nam tu rozpęta... - burknął po jakimś czasie milczenia. Nie kontynuował jednak dalej, jakby chciał, ale nie do końca mógł. Kto wie jakie tajemnice skrywała tutejsza straż miejska.

Po dłuższej chwili, nowy towarzysz pół-elfa zatrzymał się przed wyjątkowo specyficznym budynkiem. Podparty murami, z olbrzymim wejściem, wokół którego walały się luźne kępki słomy. Rozglądając się dookoła, można było stwierdzić, że stoją niedaleko murów - czyli granic miasta.
- Czym mogę służyć? - zapytał gnom w okularach.
- Młody chciał konia odebrać - oznajmił Idi.
- Przygotować do podróży?
- Nieee... Ma zakaz wyjazdu poza miasto. Rozkaz pani kapitan - Krasnolud brzmiał, jakby to wszystko wyjaśniało
- Ojjj... Dobrze, dobrze... To po co koń na mieście. Niebezpieczny tam będzie - gnom wydawał się dość ciekawski.
- A nie wiem. Młodego pytaj - Idi wskazał ręką na Wierzbę, spoglądając na niego.

Skalgród

30
POST POSTACI
Wierzba
Wierzba poczuł, jak w jednej chwili skacze mu ciśnienie, gdy krasnolud zwrócił uwagę na imię! Ktoś, kto nazywał się Idi Nahuiner, nie miał prawa naśmiewać się z Wierzby, tym bardziej, gdy nie był Płaczący! Musiała minąć chwila, wypełniona śmiechem krasnoluda, nim półelf zrozumiał, że jego słowa tak naprawdę nie muszą być złośliwością, a po prostu przyjacielskim przekomarzaniem albo nawet, kto wie, szczerością? Idi nie wiedział, że to imię miało tylko podkreślić to, jaki chuderlawy i słaby był jako niemowlę, tak inny od pozostałych dzieci. Nie miał prawa zdawać sobie sprawy z tego, że imię miało podkreślić jak ustępuje pozostałym chłopcom z wioski. Dla krasnoluda zaś, było to po prostu imię. Teraz od Wierzby zależało, jaki wydźwięk będzie miało. Żaden przywódca wioski nie mógł mu powiedzieć, że ktoś o imieniu Wierzba nie może zostać rycerzem, wojownikiem, kimś, kto pomaga ludziom i cieszy się szacunkiem. Z tym że... na świecie było tyle miejsc, a Południe wydawało się nieprzebyte. Dlaczego musiał szukać szacunku właśnie w Skalgrodzie?

W rezultacie swoich przemyśleń, Wierzba uśmiechnął się i kiwnął lekko głową, nie komentując tego, kto i ile razy zwracał już uwagę na jego imię. Nie obiecywał, że nie będzie używał nadziaka, nawet jeśli bardzo nie chciał być aresztowany. Jeśli zajdzie taka potrzeba, Idi będzie musiał pogodzić się z tym, że Wierzba złapie za broń.

Delikatna, pojedyncza zmarszczka pojawiła się na czole chłopaka, gdy słuchał opowieści o Hildze. Nie miał odwagi powiedzieć, że ciekawostki i szczegóły były niekoniecznie potrzebne mu do szczęścia, więc nie przerywał. Idi, choć szczery i wesoły, miał prawo gadać o czym tylko chciał.

- Niech więc będzie piwo. - Zgodził się, bo czy nie o tym była cała ta anegdotka? Krasnoludzkiego bimbru wolał nie próbować, ale alkohol w innej formie mógł przyjąć. - Auriel ucieka, bo nie chce wracać do ojca. Nie wiem, dlaczego tak się zachowuje. - Stwierdził na głos. Cios, który wymierzyła, jak się okazało, Brannowi, był nieprzemyślany, ale skuteczny. W całej sytuacji Damiena swój udział mogła mieć również kapitan! To wszystko było zbyt zagmatwane i zbyt niepotrzebne Wierzbie do szczęścia. Niech rozwiązują swoje problemy, między sobą. - Muszę ją znaleźć. - Podkreślił. W porę zamknął usta, nie zdradzając, że Auriel współpracowała z drużyną Damiena. Nie musiał tego rozgadywać postronnym.

Wierzba postanowił poczekać na Idiego. Oparł się o mur, nie odważając po raz kolejny zapuścić w wąskie, ciemne uliczki. Nie sądził, by gnomy z gangu mogły coś mu zrobić, jednak lepiej było nie kusić losu. Mógł cieszyć się słońcem i tym, że jak raz należał do wyższej części społeczeństwa.

Niemal podskoczył, gdy Idi wypadł z budynku bez ostrzeżenia.

- Prowadź tam, gdzie tobie lepiej. - Mruknął w temacie oberży. Kto będzie wiedział lepiej, jeśli nie miejscowy? Nazwy i ogólny opis nie pozwoliły Wierzbie wybrać. Podążał za krasnoludem, starając się zapamiętać drogę. Skalgród nie był zbyt łatwy do nawigowania, a ilość ludzi i kramów tylko utrudniała sprawę. I nie pozwoliła skupić się na drodze, gdy dobra kusiły! - Co zrobił Damien? - Dopytał Idiego. Skoro już tu był, mógł się dowiedzieć, czy elf był jedynie awanturnikiem, czy kryła się za tym jakaś grubsza sprawa.

Podziwiając miasto, Wierzba nawet nie wiedział kiedy znalazł się wraz z Idim przed stajnią. Gnom przy wejściu nie wydawał się zbyt sympatyczny, ale to Wierzby nie ruszało.

- Chciałbym zobaczyć konia. Ale może tu zostać, jeśli może. - Powiedział, bo nie miał pojęcia, co zrobić z takim koniem! Nigdy nie miał własnego konia i nie musiał o niego dbać. Fakt, iż nie musiał go taszczyć ze sobą przez miasto, był pocieszający.

Wierzba planował obejrzeć swojego wierzchowca, nie zdradzając przy tym, że wcześniej należał do Damiena. Koń lub coś z jego uprzęży mogłyby dać mu wskazówkę odnośnie tego, gdzie Damien był, a wraz z nim Auriel. Przydałoby się też zapoznać ze zwierzęciem, chociażby sprawdzić płeć i nadać mu imię! Wierzba nie pamiętał już, jak wielką odpowiedzialnością może być posiadanie zwierzęcia.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Turon”