[Kresy Wschodnie] Wyspa Drzewa

46
POST POSTACI
Yattmur
A daj spokój, niczego mi nie zakłóciłeś. – Elfka machnęła ręką i zaśmiała się głośno, jednocześnie stanowczo i ostentacyjnie przemilczając temat swojego cichego, niezauważalnego pływania. – Dzięki – dodała, przewieszając je sobie przez ramię tkaninę - teraz nie tylko mokrą, ale i zapiaszczoną - którą uczynnie podał jej nowy znajomy. – I to ja przepraszam, jeśli wśród tych śpiewających dzieciaków była moja córka... Wiem, że potrafi swoim zawodzeniem dać w kość. Taka mała... – pokazała dłonią wzrost dziewczynki – ...kudłata, ciemna, w czerwonej sukience z muszelkami? Głos wysoki jak u syreny? Hm?

Yattmur zamilkła na chwilę, mrużąc oczy i wsłuchując się w odgłosy nocy, aby spróbować wychwycić śpiew albo wołanie Poyly wśród szumu fal, grania cykad i skrzeczenia nocnych ptaków. Ciekawe, czy dziewczynka przyprowadziła w końcu do domu gości na nocleg. A może Elion był właśnie jednym z nich? Całkiem prawdopodobne.

Miło mi cię poznać, Elyon. Masz na imię tak samo jak moja matka. – Znowu śmiech poniósł się po plaży. Tym razem trochę nerwowy. – Ja jestem Yattmur. I tak, zgadłeś, jestem stąd. O, stąd dokładnie, tam stoi mój dom. – Pokryta tatuażami dłoń wskazała pokaźną kępę starych bananowców i drzew chlebowych, między którymi przycupnęła duża chata z trzcinowym dachem. – Trudno mi się dobrze przyjrzeć po ciemku, ale jestem prawie pewna, że nie znam cię nawet z widzenia, a kojarzę na tej wyspie każdą twarz. Zakładam więc, że ty z kolei jesteś przybyszem? Co cię sprowadza? Pielgrzymujesz do Drzewa?

Yattmur z przechyloną głową i przymrużonymi oczami usiłowała przyjrzeć się Elionowi i zgadnąć, co z niego za bestia. Ale blade światło gwiazd nie było zbyt pomocne, tylko mnożyło pytania i domysły.

Co? Na czole? – Dziewczyna zamrugała szybko. – Co niby na nim mam?

Sprawdziła czoło dłonią, ale tak pobieżnie, jakby naprawdę wcale nie próbowała nic tam znaleźć. Na błyszczące w ciemności zęby odpowiedziała łobuzerską iskrą w oczach. Przysunęła się pół kroku i jej twarz znalazła się znacznie bliżej twarzy Eliona, niż przewidywałyby to niepisane zasady międzyludzkich - międzyelfich - relacji. Nawet wśród wylewnych i otwartych mieszkańców Archipelagu.

Możesz? – poprosiła gestem, by doprowadził ją do porządku. Znaczy - jej czoło z przylepionym pasmem wodorostów, ma się rozumieć.
Obrazek
Specjalny medal od Aod. I od Kota.

[Kresy Wschodnie] Wyspa Drzewa

47
POST BARDA
- Twoja... córka? - zdziwił się nieznajomy i nerwowo podrapał się po karku. - No tak. Tak. Śpiewała coś o słońcu, żeby się rozchmurzyło.
Z miejsca, w którym się znajdowali, Yattmur nie słyszała już śpiewającej córeczki, ale trudno było się dziwić - był środek nocy, zapewne któraś z kobiet położyła ją już spać. Dziewczynka lubiła towarzyszyć gościom, ale to nie znaczyło, że będzie przesiadywać z nimi do bladego świtu. Za to zza gęstej ściany zieleni docierały już co głośniejsze śmiechy i urywki rozmów.
- No tego to się nie spodziewałem usłyszeć - mruknął, nieszczególnie zadowolony z faktu, że jego imię nosiła też kobieta. Pokiwał głową. - Tak. Przypłynęliśmy dzisiaj. Mała przybiegła do przystani i podskakiwała w miejscu, krzycząc coś o noclegach. Większość została na statku, ale nasza czwórka uznała, że w sumie czemu nie. No i poszliśmy za nią. Do twojego domu, najwyraźniej.
Gestem wskazał trzcinowy dach, który w świetle księżyca dało się wypatrzeć wśród dużych, palmowych liści. I zanim się zorientował, zanim zdążył zrobić coś więcej, twarz elfki znalazła się centymetry od jego własnej. Cała pewność siebie, jaka wróciła mu, gdy Yattmur założyła na siebie ubrania, teraz zniknęła z powrotem, zastąpiona konsternacją. Mimowolnie zrobił krok w tył, przestraszony jej nagłą bliskością. Z tej odległości kobieta była nawet w stanie zauważyć tatuaże, zdobiące jego twarz, choć poza liniami odcinającymi się od nosa, czoła i boków żuchwy nie widziała nic więcej - ani w jakim były kolorze, ani co konkretnie przedstawiały. Za to kolczyki w jego spiczastych uszach przyciągnęły jej uwagę, odbijając blask tak samo, jak szeroko otwarte w zaskoczeniu oczy mężczyzny. Po chwili wahania uniósł dłoń i ściągnął zabłąkany kawałek trawy z jej czoła, by odrzucić go za siebie i zrobić jeszcze jeden krok w bok, tak dla bezpieczeństwa. Jak na kogoś tak na pierwszy rzut oka wygadanego, zaskakująco onieśmielała go bezpośredniość.
- Proszę - uśmiechnął się znów, gdy znalazł się już w normalnej odległości od Yattmur. - Odprowadzić cię do domu? Tak się składa, że też tam idę. Niesamowity zbieg okoliczności, hm?
Ruszył w stronę drzew, upewniając się tylko, że nowopoznana towarzyszka idzie obok niego.
- Więc... jesteś stąd. I lubisz pływać... tak... jak natura stworzyła. Świecąc wzorami na skórze i... nie wydając żadnych dźwięków - podsumował w zamyśleniu. - Niewiele to ma sensu, ale cóż. W każdym razie, Yattmur, co tu robisz poza tym? Prowadzisz ten dom? Nie macie innych klientów poza naszą czwórką, przynajmniej teraz - zauważył.
Im głębiej wchodzili pomiędzy drzewa, tym jaśniej się robiło. Wkrótce znaleźli się w zasięgu lamp, jakie Oy'lea porozstawiała po ogrodzie i elfka w końcu mogła ujrzeć szczupłą twarz Eliona, ozdobioną czerwonym tatuażem i jego długie włosy, w które wplecione było zdecydowanie zbyt wiele ozdób, jak na typowego żeglarza. Pióra, metalowe kółka i kolorowe sznurki wyraziście się od nich odcinały, tworząc w sumie całkiem ładną kompozycję. On sam też rzucił jej zaciekawione spojrzenie, wreszcie widząc coś więcej, niż jej jasne włosy, ale szybko odwrócił wzrok, obawiając się zapewne kolejnej konfrontacji, na jaką nie był gotowy.
- Dużo was odwiedza osób, które przypływają, żeby zobaczyć Drzewo? - zagadnął. - Pewnie nie mają innych powodów, żeby się tu wybierać. Jesteście trochę... daleko. Od wszystkiego. Całej cywilizacji.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kattok”