Rezydencja hrabiego Napier

106
POST POSTACI
Krinndar
Kiri wewnętrznie skrzywił się na nazwanie go Krinisiem, ale jego uśmiech nie zachwiał się nawet o milimetr. Zmrużone oczy zamknęły się na moment, gdy wracał do siebie po niezręczności, jaką sprawiało mu słyszenie takiego zdrobienia.

- Jesteś zbyt bezwględna! - Zaprotestował, gdy ta postanowiła skrytykować Sebelliana. Hrabia miał być cały czas zadowolony! Nie było miejsca na krytykę! - Choć muszę się zgodzić, Kriniś to niefortunne zdrobnienie... - Dodał, bo mimo wszystko nie chciał słyszeć go nigdy więcej.

Spojrzenie rzucone przez Sebelliana kazało mu zamknąć usta w temacie Leosia. Teraz był gwiazdą wieczoru, urozmaiceniem spotkań, które hrabia dzielił ze swoim haremem, jednak mógł to łatwo stracić, jeśli kłapałby jadaczką zbyt chętnie. Nie uśmiechało mu się wracać do klatki. Orczy mag obiecywał przecież cierpienie w zamian za płacz - a do tego ostatniego Krinndar był wręcz zbyt dobrze usposobiony. W rezultacie mógł tylko opuścić wzrok, dając Sebellianowi znak, że jest mu wstyd za poruszenie tematu. I nie będzie do niego wracać!

- Och, jestem pewien, że wiele wyniosę z pobytu w gościnie u hrabiego! - Zgodził się, przysuwając się bliżej pana domu, nawet jeśli tym samym uciekał spod dłoni Saby. Przecież Sebellian nie oddałby go do klatki, prawda? Prawda?! Przecież był już grzeczny i nie zdradzał, że ten parszywy Leo odurzał i porywał niewinnych elfów!!! - Wiele pomysłów, wiele... inspiracji~?

Odetchnął głębiej, chcąc porzucić nagłe uczucie stresu, które narosło w jego trzewiach. Skupił się na własnej dłoni, która znów zaczęła błądzić po udzie Sebelliana, kreśląc znaki na materiale jego spodni. Zawahał się tylko na moment, gdy dłoń hrabiego znalazła się na jego podbródku.

A więc zaczynało się! Ach, Krinn! Czekam na twe dary! Błogosław nam wszystkim!

- Patrz i podziwiaj, mój panie. - Mruknął przeciągle. Spodziewał się, że to Sebellian trafi w jego ręce. To nie byłby pierwszy raz, gdyby miał zabawiać się z przedstawicielem tej samej płci, ale kobiety niewątpliwie dawały mu większe pole do popisu. Wciąż nie wiedział, na ile może sobie pozwolić względem Sebelliana, dlatego pozostało mu odsunąć się bez chociażby pocałunku, za to z zaczepnym uśmiechem i chwilowym zaciśnięciem palców na udzie hrabiego. Kiedy jego oczy zwróciły się w kierunku najbliżej siedzącej go Saby, wiedział już, co ma robić. Lata praktyki pod sztandarem Krinn dały mu doświadczenie, a bogini natchnęła go ku temu, by nieść jej dary wszystkim, którzy zechcą je przyjąć... Jedna kobieta czy osiem - on był jeden, ale miał w sercu zapał, który musiał pozwolić mu na zaspokojenie każdej z nich. Nie było innej możliwości. To będzie pracowita noc...

Rezydencja hrabiego Napier

107
POST BARDA
- I ty Krinndarze przeciwko mnie? - rzucił niby oskarżycielsko, acz wciąż bez cienia negatywnej nuty hrabia. - Mam nadzieję, że obydwoje zdajecie sobie sprawę z tego, jak krzywdzące i okrutne są to oskarżenia.
Po wywróceniu oczami na ten, jakże zmasowany atak na swą osobę, Sebellian dużo chętniej zaczepił się znacznie przyjemniejszego punktu programu. Punktu, jak się wkrótce okazało, z dawna wyczekiwanego nie tylko przez Kiriego.
Klęcząca tuż za jego plecami Saba, niczym na zawołanie rozluźniał swoje palce, by w bardzo zmysłowym geście móc zjechać dłońmi wzdłuż ramion elfa. Przyciskając pełną klatkę piersiową do jego pleców, wychyliła się zza lewego ramienia, by móc sprzedać mu zachęcającego całusa. Swoje zainteresowanie wydawała się okazywać również Aluca, która również zatrzymała się w połowie masażu, by móc wlepić w ich dwójkę zaskakująco głodne spojrzenie.
Powietrze zaczęło się robić gęstsze w ten przyjemny, dobrze mu znany, bo intymny sposób. Wszystko jak raz stało się jakby cichsze, ale i jednocześnie tak samo pełne życia i emocji, co niedawno odbyty taniec. Tylko jedna jedyna osoba w pomieszczeniu nie potrafiła docenić przedsmaku darów, jakie właśnie tu i teraz objawiała przed nimi Krinn. Pojedynczy rycerz, który, choć świeżo co wrócił na swoje miejsce za stolikiem, poderwał się zza niego kilka sekund po tym.
- Sir! - odezwał się głośno i wyraźnie, głosem przesiąkniętym od zupełnie innego rodzaju napięcia.
Sebellian nie od razu zwrócił na niego wzrok.
- Pokornie proszę o pozwolenie do wrócenia na służbę! - zwrócił się do swojego suwerena mocnym, rozgorączkowanym wręcz głosem, głęboko się przy tym kłaniając.
- Eeeh? - wydała z siebie z rozczarowaniem któraś z dziewcząt.
- Nie słyszałeś mojej wcześniejszej decyzji o twoim pozostaniu z nami do końca wieczora? - spytał Sebellian, uśmiechając się bardziej zadziornie niż niemiło.
- Sir - powtórzył Leo, wciąż głęboko pochylony, z oczami wbitymi twardo w posadzkę i palcami do białości knykci zaciśniętymi w pięści. Jego twarz była wciąż czerwona, ale brwi miał po raz pierwszy poważnie zmarszczone.
Foighidneach

Rezydencja hrabiego Napier

108
POST POSTACI
Krinndar
- Nigdy, mój panie. - Krinndar nie zamierzał nadstawiać karku pod ostrze oskarżeń, które rzucał w niego hrabia! Posłał Sebellianowi szeroki uśmiech, by pamiętał, że oni przecież tak z przekory i sympatii! Nikt nie odważyłby się naprawdę skrytykować ich tymczasowego władcy.

Krinndar gotów był oddać się służbie swojej bogini i kobietom, które im towarzyszyły. Już, już złapał usta Saby pod swoje własne, już wyciągał dłoń do Alucy, by dołączyła, by pozwoliła mu czerpać z radości swojego ciała... ale wśród nich znzalazł się pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy: Leopold.

Odwracając wzrok od dotąd zajmującej go Saby, spojrzał na Leosia, nie do końca wierząc w to, co słyszy.

- Chcesz uciec, gdy zabawa dopiero się zaczyna? - Jęknął, rozczarowany nastwieniem rycerzyka. - Mój panie, on chyba rzeczywiście się wstydzi! - Zaśmiał się, licząc na to, że kobiety mu zawtórują.

Żegnając Sabę krótkim pocałunkiem w policzek, Krinndar zwinnie zebrał się z poduszek. Wolnym krokiem podszedł do Leosa, pilnując, by jego biodra poruszały się płynnie, a i tak skąpe ubranie odkrywało tyle, ile powinno. Bransolety dźwięczały na jego nadgarstkach, gdy podniósł dłoń, by dziabnąć Leosa w środek klatki piersiowej.

- Słyszałeś Sebelliana, mój drogi. Miałeś nam usługiwać. Naprawdę nie chcesz z nami zostać? - Pytał, a głos miał delikatny. Nie zależało mu na wyśmiewaniu Leopolda.

Rezydencja hrabiego Napier

109
POST BARDA
Widząc, jak Leopold unosi głowę, ale zamiast odpowiedzieć, tylko mocniej zaciska usta na pytanie elfa oraz uwagę o jego zawstydzeniu, znaczna część kobiet w bardziej lub mniej ewidentny sposób zaczęła uzewnętrzniać swoje rozczarowanie tudzież niepocieszenie zachowaniem rycerza. Jedne zrobiły to poprzez ostentacyjne westchnienia, inne marszczenie nosów lub krzyżowanie ramion na wysokości klatki piersiowej. Ponieważ jednak żadnej nie zależało na pogorszeniu nastroju Sebelliana bądź całkowitemu popsuciu miłej dotąd atmosfery, czym prędzej poczęły korygować swoje postawy, przybierać łagodniejsze wyrazy twarzy lub kiwać głowami.
-Czy można się dziwić? Nasz młody rycerz zapewne nigdy wcześniej nie był otoczony równie zapierającym dech w piersiach gronem - podłapała się Lila.
- Nie ma w tym nic złego - zapewniła Saba, palcami lekko muskając swoje pełne usta, które nie miały dość czasu, aby nacieszyć się wcześniejszym pocałunkiem. - Wciąż pamiętam, jak bardzo byłam onieśmielona, kiedy po raz pierwszy zostałam tu zaproszona.
- Sebellian nie pozwala ot tak dołączyć do nas byle komu - zaznaczyła z kolei Aluca, uwieszając się lekko na plecach hrabiego, ramionami oplatając od tyłu jego szyję. - Byłaby wielka szkoda nie skorzystać z podobnie szczodrego zaproszenia, nie sądzisz?
- Prawie niegrzecznie - dodała od siebie Tessa.
Podczas gdy Krinndar i pozostałe panny usiłowały przekonać Leopolda do zmiany zdania, nieoczekiwana komplikacja ani trochę nie wydawała się pogorszyć nastroju Sebelliana. Uważnie przyglądał się reakcjom swojego podwładnego, który dzielnie starał się utrzymać kontakt wzrokowy z podłogą i nie przestępować niespokojnie z nogi na nogę. Na jego skroniach poczęły się niemniej pojawiać kropelki potu, informujące o odczuwalnym stresie.
Wtem na pomoc Leopoldowi przyszła jedna z bliźniaczek. Ta sama, zdaje się, która wcześniej zaczepiała go ku własnej uciesze. Teraz jej spojrzenie było ostrzejsze, pozbawione wcześniejszych, złośliwych naleciałości.
- Nie ma sensu zmuszać chłopca do czegoś, co nie sprawia mu przyjemności - odezwała się mocnym głosem, kiedy rycerz dla odmiany zzezował na oskarżycielsko dźgający go palec elfa z niemal cierpiętniczym wyrazem twarzy.
Sebellian upił wina, zanim wreszcie przerwał swoje dotychczasowe milczenie.
- Jeśli pamięć mnie nie myli, nie jesteś już dzieciakiem byle handlarzyny. Jesteś rycerzem w służbie swego pana, zatem wyrażaj się w sposób, jaki przystoi twojej pozycji - zwrócił się do Leopolda, który co prawda wzdrygnął się, ale też od razu podniósł wzrok i wyprostował ramiona. - Nie zamierzam cię besztać za szczerość i wyjątkowo niegrzecznie byłoby pozostawać głuchym na pytania gościa, którego OSOBIŚCIE do nas sprowadziłeś. Słuchamy.
Krinndar mógł zauważyć, jak jabłko adama Leopolda unosi się i opada, gdy ten ciężko przełykał ślinkę lub może suchość w gardle, jaka mogła się tam pojawić pod naporem otoczenia. Wreszcie jasne, brązowe oczy skierowały się na jego twarz. Przez ułamek sekundy elf mógł przysiąc, że jego oczy zaświeciły się w taki sam sposób, w jaki robiły to oczy jego kota, gdy ten przemykał w półmroku.
- Nie - zdołał bardzo, baaardzo powoli z siebie wyrzucić. - Nie chcę - powtórzył klarowniej, przymykając oczy, by wziąć głębszy wdech. - To... Nie moje miejsce. Moja obecność jedynie sprawi, że ten wieczór stanie się dla wszystkich niezręczny - tu zwrócił znowu wzrok na hrabiego prosząco. - Jestem wdzięczny za twoją hojność, mój panię. Mimo tego, proszę raz jeszcze, abyś pozwolił mi wrócić do moich faktycznych obowiązków. Zniszczenie wieczoru wszystkim tu obecnym, to ostatnie, co chciałbym zrobić.
Głos rycerza był pełen przejęcia, determinacji i czegoś jeszcze, co trudno było nazwać jednym słowem. Hrabia bez mrugnięcia okiem, zgodnie kiwnął głową.
- Słyszałyście, moje panie, Kiri - odezwał się Sebellian, po czym krótko machnął w stronę swojego rycerza ręką. - Możesz odejść.
Foighidneach

Rezydencja hrabiego Napier

110
POST POSTACI
Krinndar
Krinndar słyszał komentarze kobiet, ale postanowił nie odpowiadać na nie ani słowem, ani gestem. Zostawił je Leopoldowi: był przecież rycerzem, który potrafił się bronić, co też zaraz przypomniał mu Sebellian. Ale gdy elf widział, jak Leo poci się i odwraca wzrok, nie mógł nic poradzić na to, że było mu go tak bardzo, bardzo szkoda! Wytknięty palec szybko stał się rozłożoną dłonią, opartą najpierw na klatce piersiowej, a następnie, po zdaniu sobie sprawy z kontaktu nagiej skóry, na ramieniu. Gest otuchy był wszystkim, co Krinndar mógł zaoferować koledze.

Nie podobało mu się wystawianie swojej osoby na piedestiał jako tego, który pytał o pozostanie, ale Sebellian miał rację. Nikt nie mógł odpowiadać za Leosia. Dziwny błysk w oczach mężczyzny był zastanawiający, do zapamiętania, zapytania później... albo następnego dnia, jeśli będzie okazja.

- Jestem pewny, że to nieprawda. - Odważył się zaprotestować, gdy rycerz spodziewał się niezręczności przez swoją obecność, a nawet zniszczenia wieczoru! Wśród tylu osób, jedna nieśmiała nie mogła mieć aż takiej wagi, ale tego nie mówił. - Nie mogę cię zatrzymać. Dziękuję, że nam towarzyszyłeś do tej chwili. Miłego wieczoru, kochany!

Elf nie żegnał Leosa pocałunkiem, pozwolił nawet, by jego dłoń opadła z rycerzowego ramienia. To nie tak, że nie chciał go całować, ale miał wrażenie, że gdyby do tego doszło, wolałby nie mieć dziewiątki świadków. Poczekał, aż Leo wyjdzie, nim odwrócił się do kobiet. Nastrój musiał się zmienić. Musiał znów być wesoły, przyjemny, namiętny. Miał im tyle do pokazania! Wszystkim ośmiu i każdej z osobna, jak również Sebellianowi, którego również nie zamierzał wypuszczać z salki bez uprzedniego zaprezentowania błogosławieństw bogini.

- To na czym stanęliśmy~?

Rezydencja hrabiego Napier

111
POST BARDA
Słysząc sprzeciw Krinndara, Leo odważył się posłać mu blady uśmiech, zanim pokłonił się raz jeszcze - tym razem w ramach oddania szacunku nie tylko swemu przełożonemu.
- Z całego serca dziękuję za daną mi szansę i najmocniej jeszcze raz przepraszam, że nie dane mi było sprostać oczekiwaniom. Życzę wszystkim udanej nocy.
Kończąc, młody rycerz wyprostował się i wciąż sztywno, ale za to w dużo bardziej pospiesznym tempie zebrał z pewnym trudem w ramiona części rynsztunku, z których wcześniej go wyswobodzono, a następnie skierował się do wyjścia. Po drodze tylko raz kątem oka i ukradkiem zerknął jeszcze w stronę Krinndara.
- Szkoda - westchnęła Namaraja, gdy drzwi zamknęły się za Leopoldem. - Taki miły chłopak.
Hrabia wybuchł na to głośnym śmiechem.
- Ahh. Być może nie powinienem aż tak się z nim droczyć - odezwał się, gdy wyłapał pytające spojrzenie przysuwającej się od boku Tessy. - Nasz Leo to zaiste dobry chłopak. Choć odrobinę zbyt naiwny i poważny. Miałem chyba drobną nadzieję, że przynajmniej w tym doborowym towarzystwie uda mu się nieco rozluźnić, ale wygląda na to, że jego romantyczna dusza i poczucie obowiązku przezwyciężyły najsmaczniejsze pokusy.
Leopold może i ich opuścił, ale to nie znaczyło, że ktokolwiek zamierzał skazywać ten wieczór na porażkę. Z tego też powodu, rzucone w eter pytanie Krinndara niemal od razu spotkało się z entuzjastycznymi odpowiedziami każdej, pozostałej w pomieszczeniu osoby.
To miała być dla młodego elfa istotnie pracowita noc.

Wschód zbliżał się wielkimi krokami, gdy zabawa dobiegła wreszcie końca. Nikt nie palił się do opuszczania komnaty. Nie było takiej potrzeby. Wszyscy posnęli w plątaninie ciał i kończyn, przykryci lekkimi narzutkami, mniej lub bardziej syci, mniej lub bardziej pijani, lecz niemal jednocześnie usatysfakcjonowani i zmęczeni. Krinndar z pewnością długo będzie jeszcze pamiętał to wyzwanie.

***

Słońce stało wysoko, gdy Kiri ponownie otworzył oczy. Siedząca ze skrzyżowanymi nogami Lila przeczesywała jego włosy i masowała skórę głowy, podczas gdy jej własne włosy rozczesywane były przez w pełni już ubraną, kucającą za nią Bibi. Pozostałe panie musiały wcześniej opuścić komnatę, być może wracając do swoich codziennych żyć i obowiązków, jakiekolwiek by one nie były.
Na pobliskim stoliczku stały trzy, średniej wielkości talerze, pełnie świeżych owoców, warzyw, serów i jakichś wypieków, których słodkawy zapach rozchodził się dookoła, nęcąc.
Wspomnienia minionej nocy były wciąż żywe i całkiem nieźle odczuwane w niektórych częściach ciała. Pomieszczenie wciąż pachniało seksem, chociaż wyglądało na to, że ktoś pokwapił się, żeby dla zachowania komfortu obmyć jego ciało - najpewniej mokrymi ręcznikami.
Koniec końców, Sebellian także skusił się na dołączenie do ich igraszek, nawet jeśli tylko częściowo. Wciąż nie był w nastroju do nadmiernej aktywności, ale nie znaczyło to, że nie pozwolił sobie usługiwać. Zdecydowanie lubił wydawać polecenia oraz bawić się metodą kija i marchewki, i co tu dużo mówić, trudno było sprzeciwiać się czemukolwiek, gdy robił to TAMTYM głosem. Ciarki przechodziły na samo wspomnienie. Te dobre ciarki, ma się rozumieć.
Foighidneach

Rezydencja hrabiego Napier

112
POST POSTACI
Krinndar
To była pracowita noc. Okazywało się, że gdy był sam i miał dookoła siebie osiem kobiet i jednego hrabiego, musiał naprawdę bardzo, bardzo gorliwie prosić Krinn o wsparcie, by podołać zadaniu i zaspokoić ich wszystkich. Ale udało się! Miał nadzieję, że wszyscy, a w szczególności Sebellian, bawili się wystarczająco dobrze, by kolejnego dnia nie chcieli skrócić go o głowę. Miał przecież jeszcze tyle do przeżycia! I musiał znaleźć Leo, sprawdzić, jak ten się trzymał. Nim jednak do tego dojdzie, należało skutecznie rozbudzić się i ogarnąć po wielce owocnej nocy.

Obudził go dotyk Lily. Z zamkniętymi oczami cieszył sie przez dłuższą chwilę jej pieszczotami, korzystając z rozleniwienia poranka. Potrzebował bardzo dużego samozaparcia, by w końcu rozkleić powieki i spojrzeć na ślicznotki ze swojego miejsca na podłodze.

- Dzień dobry. - Odezwał się miękko. Jego głos, wciąż ochrypły snem, zdawał się przeciąć ciszę pokoju zbyt gwałtownie, zbyt brutalnie. Elf podsunął się nieco, by złożyć głowę na kolanach kobiety. Potrzebował jeszcze paru przyjemnych chwil, nim będzie w stanie zmierzyć się z rzeczywistością.

Ostatecznie zmusił się do powstania. Nie bez zdziwienia zauważył, że jego ciało zostało obmyte, przynajmniej z grubsza, co było bardzo miłym gestem. Nie było nic gorszego, niż spacer wstydu każdego poranka po służbie, gdy ciało domagało się kąpieli, by zmyć wszelkie klejące płyny, które zdążyły zaschnąć na skórze. Przynajmniej tym razem nic go za bardzo nie bolało, gdy Sebellian postanowił być bierny w przyjemnościach.

- Zostawiłyście dla mnie śniadanie? Dziękuję, kochane. - Zaćwierkał, podnosząc się w końcu z kolan Lily. - Mm, gdzie są wszyscy? Sebellian już nas opuścił? - Zmartwił się, sięgając po jeden z wypieków.

Rezydencja hrabiego Napier

113
POST BARDA
Dotyk zręcznych palców był kojący, lecz w dłuższej perspektywie czasu także zdradziecko usypiający. Podobnie zresztą, jak i ciepło bijące od drugiego ciała.
- Dzień dobry! - zaszczebiotała Birianna, wychylając się zza prawego ramienia koleżanki w celu posłania w stronę Krinndara promiennego uśmiechu.
- Dzień dobry - powtórzyła po niej i Lila, raz ostatni przejeżdżając zaczepnie paznokciami po potylicy i karku elfa, zanim zupełnie wyplątała palce i cofnęła dłonie. - Choć tak naprawdę, bliżej nam już pory obiadowej - dodała rozbawiona, po czym sięgnęła do tyłu, aby przejąć pieczę nad grzebieniem, którym jeszcze na szybko poprawiła jego włosy. Dopiero po tym, wciąż nagusieńka, podniosła się na równe nogi i podreptała miękko w stronę kopczyka z jej ubrań.
- Ponieważ obie z Lilą pracujemy na terenie rezydencji, mogłyśmy pozwolić sobie na nieco więcej leniuchowania niż inni - wyjaśniała dalej Bibi, częstując się lekkim, białym winem z owocami. - Na co dzień pomagam w kuchni lub jestem wysyłana z drobnymi zakupami do miasta, podczas gdy Lila pracuję jako jedna z opiekunek u siostrzenicy jego ekscelencji. On sam, zdaje się, że udał się dzisiaj na jedną z tych słynnych, tajemnych narad wojskowych, o których ostatnio chodzą plotki. Pozostałe damy pochodzą spoza tutejszych murów. Oh, racja! Hrabia poprosił, żebym towarzyszyła ci dzisiaj, jeśli chciałbyś się przejść i zobaczyć nieco więcej z terenów rezydencji! Czy jest coś, na co miałbyś dzisiaj wyjątkową ochotę? Biblioteka rodu Napier jest całkiem imponująca, a na placach treningowych - tu ściszyła nieco głos, wychylając się w stronę Kiriego z wiedzącym uśmieszkiem. - ...Zawsze można zastać wielu przystojnych zbrojnych, wyciskających z siebie siódme poty~ Jeśli jednak chciałbyś po prostu wylegiwać się przez resztę dnia, możemy znaleźć zaciszne miejsce w okolicach stawu.
Większość wypieków była słodkawa, ale nigdy przesadnie. Spora część z nich bazowała na nadzieniach owocowych lub orzechowych. Zapewne upieczono je jeszcze tego ranka.
Foighidneach

Rezydencja hrabiego Napier

114
POST POSTACI
Krinndar
Krinndar usiadł i przetarł dłońmi oczy, posklejane snem. Mógł się spodziewać tego, że spał zbyt długo - nie dość, że wszyscy opuścili już salę, to jeszcze zbliżał się obiad! Zasypiał jako jeden z ostatnich, chcąc spijać błogosławieństwa Krinn w pierwszych promieniach poranka, nic więc dziwnego, że wstał dopiero wtedy, gdy wszyscy byli już na nogach. Łapiąc bułeczkę w zęby, wyrzucił ręce ku górze, by przeciągnąć zesztywniałe członki. Nie miał nic przeciwko czesaniu go wspólnym grzebykiem, wręcz przeciwnie, nachylił się, by Lila zrobiła porządek na jego głowie. Musiał prezentować się co najmniej ładnie.

- Moje drogie! Nie dość, że jesteście ulubienicami pana hrabiego, to jeszcze pracujecie w posiadłości? Pan Sebellian jest zdecydowanie zbyt łaskawy. - Zaszczebiotał, zagryzając soczystym owocem. Po winie w nocy potrzebował płynów. - Ach, choć zapewne chce trzymać was blisko siebie. Nie dziwię mu się ani odrobinę. - Mruczał, ciesząc się śniadaniem. Jedzenie u szlachty zawsze było o niebo lepsze niż to, które można było dostać na byle straganie! A Krinndar lubił jeść, więc gdy skończył jedną bułeczkę, od razu sięgnął po kolejną.

Elf podrapał się po karku, jednocześnie psując fryzurę, którą dopiero co układała Lila.

- Ach! Pan Hrabia jest taki zajęty! - Mruknął z żalem. Choć nie chciał tego do końca przed sobą przyznać, władczość Sebelliana, którą pokazywał po sobie poprzedniej nocy, działała na niego wręcz elektryzująco! - Bibi, śliczna, wszystko w twoim towarzystwie będzie wspaniałe! Ale może zaczęlibyśmy od kąpieli, jeśli jest taka możliwość? - Poprosił, bo pomimo dość ogarniętego stanu, wolałby obmyć się porządnie. - A później... mm... może odwiedzimy Leosa, to znaczy: Leopolda? Mam nadzieję, że wczoraj nie wystraszyliśmy go nadto... - Dodał, z mniejszym entuzjazmem.

Rezydencja hrabiego Napier

115
POST BARDA
Choć Birianna wyglądała, jakby chciała coś jeszcze dodać, powstrzymała się w ostatniej chwili i jedynie uśmiechnęła ponownie od ucha do ucha.
- Rola królewskiego stratega najwyraźniej lubi iść w parze z niezliczoną ilością wyrzeczeń i obowiązków - odparła, wplatając w swoje słowa podobną ilość żalu. - Hrabina też nie ułatwia mu tu na co dzień życia-... Ałć! - urwała i pisnęła bardziej z zaskoczenia niż faktycznego bólu, gdy w ramię trafiła ją srebrna bransoleta.
- Biiibii~ - zaszczebiotała Lila, ewidentnie winna ataku, stojąc do połowy ubrana z wciąż wyciągniętą przed siebie ręką po wykonanym zamachu. - Możemy być faworyzowane przez jego ekscelencję, ale postaraj się nie zapominać, że jeśli cokolwiek niepochlebnego dotrze do uszu pani tego domu, będziemy martwić się nie o posady, ale szansą trafienia na truciznę we własnych posiłkach~ Zamiast pleść, co tylko ślina na język przyniesie, może zabierzesz Kiriego do łaźni?
Mimo wesołkowatego tonu głosu koleżanki, Bibi wydała się nieco poblednąć na licu pod wpływem naświetlonej perspektywy podpadnięcia żonie Sebelliana. Tylko czy hrabina naprawdę mogła być paskudną do tego stopnia? Gotową truć własną służbę, jeśli ta nie przypadnie jej do gustu? Czy może jednak było to tylko żart?
Dochodząc szybko do siebie, Bibi odchrząknęła znacząco, podniosłą bransoletkę i przecisnęła ją przez chudy nadgarstek, zanim klasnęła ochoczo w obie dłonie.
- Oooh! Łaźnie! Kiri, co powiesz na odwiedzenie łaźni? Jeśli zostaniesz tutaj na dłużej, będziesz mógł z nich korzystać w dowolnej chwili! Sądzę, że dobrze będzie, jeśli zapamiętasz ich położenie na przyszłość. I jeśli chcesz, oczywiście możemy poszukać po tym twojego ulubionego rycerzyka. Jeśli odbywa całonocne warty, jestem pewna, że o tej porze będziemy w stanie znaleźć go na terenie rycerskich kwater.
Foighidneach

Rezydencja hrabiego Napier

116
POST POSTACI
Krinndar
Kiri nieco wystraszył się, gdy Bibi została bezczelnie zaatakowana bransoletą. Ale nie mógł dziwić się Lilii, która w porę upomniała koleżankę. Przyjrzał się obu kobietom, dopiero po chwili przypominając sobie, że powinien się uśmiechać. Nie było powodu, by rozdmuchiwać tę sprawę bardziej, tym bardziej, gdy jedno niepewne słowo i jedno nieprzyjazne ucho mogło napytać im całkiem sporo biedy.

- Tak, tak, pan hrabia jest rzeczywiście bardzo zajęty. - Podsumował temat, omijając hrabinę. Patrząc na bransolety Bibi, przypomniał sobie o własnych ozdóbkach. Miał ich dużo, ale bał się, że jeśli je zdjemie, mogą już do niego nie wrócić... Postanowił zachować je na uszach, szyi, nadgarstkach i kostkach. - Łaźnie brzmią świetnie, moja droga. Zacznijmy od łaźni, a później Leo? Och, ale jeśli ma nocną wartę, nie chciałbym przerywać mu odpoczynku! Możemy sprawdzić, czy nie śpi, a jeśli rzeczywiście śpi... mm, może ogrody? Widziałem je wczoraj, z Sebellianem, ale nie dość, nie dość! Trzymajmy się tylko z dala od labiryntu? - Poprosił, przypominając sobie, jak się w nim zgubił. - I od tego wielkiego, czerwonego ptaka? I jeszcze większego kota...?

Dreszcz przeszedł po Krinndarowych plecach. Sięgnął po kolejne dwie bułeczki na drogę, gotów ruszyć razem z Bibi.

- Spotkamy się później, Lili? - Zapytał jeszcze drugiej kobiety.

Rezydencja hrabiego Napier

117
POST BARDA
Kiwając zgodnie głową, jego nowo mianowana przewodniczka poderwała się na równe nogi. Po co myśleć o mogących czyhać na każdym kroku nieprzyjemnościach, kiedy można było wypatrywać przyjemności?
- Świetnie! Jeśli czujesz się dostatecznie syty, możemy ruszać w każdej chwili! - powiadomiła, samej sięgając jeszcze po kiść słodkich, czerwonych winogron. - Na twoim miejscu nie przejmowałabym się zbytnio zakłóceniem temu-... Leo, tak? Nie przejmowałabym się zakłóceniem Leo odpoczynku. Sebellian wspomniał, że to karna warta, racja? To oznacza, że musi wykonywać swoje normalne obowiązki za dnia, a dodatkowe w ciągu nocy. Jeśli jednak z jakiegoś powodu nie uda nam się go znaleźć, możemy urządzić sobie mały piknik w ogrodach. Omijając... Zwierzęta? - przełykając kolejne grono, Bibi obrzuciła Kiriego ciekawskim spojrzeniem. - Nie przepadasz za zwierzętami?
- Hrabia trzyma ich tutaj dość sporo - zauważyła Lila, kończąc spinać włosy w wysoki splot. - Jesteście pewni, że sobie poradzicie? - spytała zmartwiona.
- Ani Ramona ani Ramidi nie panoszą się tu przecież bez opieki - starała się ją szybko zbyć druga z kobiet, wykonując nonszalanckie machnięcie dłonią. - Wszystko będzie w porządku! Nic groźniejszego od pawi nie spaceruje zresztą wolno.
Nawet jeśli Birianna twierdziła, że przerośnięte kocury hrabiego nie przechadzały się tutaj luzem bez nadzoru, wydarzenia poprzedniego dnia wydawały się twierdzić inaczej. Być może był to oczywiście jedynie zbieg okoliczności. Być może ktoś nie dopilnował, żeby klatka, czy w czymkolwiek na co dzień przebywały, została dobrze zamknięta. To nie było ważne. Na ten moment Krinndara czekało spotkanie z łaźniami i to liczyło się dużo bardziej, niż jakiekolwiek dzikie kocurowate.
Gotowa do wyjścia, Bibi pierwsza znalazła się przy drzwiach.
- Bardzo bym chciała, ale nie mogę na razie zbyt wiele obiecać - odparł Lila, sama wyraźnie rozczarowana własną odpowiedzią. - Siostra jaśnie pana jest wymagającą pracodawczynią. Nie dostaję zbyt wiele czasu wolnego, gdy osobiście sobie tego od niej nie życzy, ale zobaczę, co da się zrobić.
Lila pożegnała ich w drzwiach, kierując się w przeciwną stronę do ich. Łaźnie nie znajdowały się, jak się niedługo okazało daleko. Usytuowane były w sporej dobudówce, przylegającej do budynku mieszkalnego oddanego służbie oraz straży niższego rzędu. Ten zaś sąsiadował z główną częścią rezydencji, oddalony jedynie niewielkim, zielonym skwerkiem oraz wysypaną kamieniami dróżką.
Patrząc na łaźnie z zewnątrz, odnosiło się wrażenie, że pracował nad nią ten sam architekt, który wykańczał również i główną rezydencję. Mimo tego, z pewnością nikt nie spodziewał się zastać w środku luksusów na tę samą miarę. Cóż. Był to wielki błąd, ponieważ rodzina Napier najwyraźniej wzięła sobie za punkt honoru utrzymać nawet najmniejszą szopę w stanie godnym ich miana.
Spoiler:
Łaźnia była obszerna i utrzymana w czystości. W teorii istniały godziny, w których osobno winny kąpać się tu kobiety, a osobno mężczyźni, jednakowoż odkąd głową rodu został Sebellian, oko było nagminnie przymykane na wszelkie wybryki dopóty, dopóki nic nie było niszczone. W środku obecnie obmywali się dwaj ogrodnicy, których Krinndar spotkał poprzedniego dnia. Zajęci rozmową, nawet nie zauważyli pojawienia się nowej pary.
Foighidneach

Rezydencja hrabiego Napier

118
POST POSTACI
Kiri


Krinndarowi wielce żal było rozstawać się ze śniadaniem... ale przecież musiał ruszyć się z pokoiku, bo gdyby został, to nie ostałby się nawet okruszek tych pysznych bułeczek! Elf zdążył jeszcze chwycić parę winogron, nim z pełnymi ustami pokiwał głową, dając znak, że jest gotowy! Nim zaczął mówić, przełknął ciężko, boleśnie. Za duży kęs! Zbytnia łapczywość!

- Sebellian przydzielił mi Leosa do ochrony! - Przypomniał, przecierając załzawione oczy wierzchem dłoni. - Może po obiedzie znajdę Leosa i razem utniemy sobie drzemkę? Żeby nie męczył się w nocy. -Zastanowił się na głos. To była jakaś opcja! Gdyby był śmielszy i chciał postawić na szali swoje, wydawałoby się, dobre położenie w domu Sebelliana, może nawet zaproponowałby, by Leo dotrzymał mu towarzystwa w nocy, w charakterze obstawy oczywiście! Nie miał jednak pojęcia, czy hrabia nie wezwie go wieczorem ku kolejnym uciechom, co stawiałoby Leopolda w niekomfortowym położeniu, po raz kolejny. - A może zaprosimy go na piknik? to świetny pomysł, Bibi! I ja... ja naprawdę bardzo lubię zwierzęta. Ale te mnie przerażają. - Przyznał się bez wahania. - Ten duży kot...- Ramidi? Chyba ona? Tak się nazywała? -skoczył mi na plecy! Sądziłem, że to będzie mój koniec, ale Leos mnie uratował! W ostaniej chwili!!! - Żalił się, a dochodząc do wniosku, że przecież niczemu to nie szkodzi, sięgnął jeszcze po jabłko. Jabłka były zdrowe i na pewno nie szły w boczki.

Krinndar pożegnał się z Lilą, nie omieszkając sprezentować jej buziaka, jeśli nie opierała się zbytnio. W końcu przyszedł jednak czas, by podążyć za Bibi do łaźni! W drodze do niej mógł skończyć swoje śniadanie.

- Na boginię, ależ tu pięknie! - Pisnął, gdy tylko znaleźli się w łaźni. Rozejrzał się po pomieszczeniu. - I tak przestronnie! Mam nadzieję, że nie będziemy wam przeszkadzać, panowie. - Odezwał się do ogrodników, nawet jeśli ci nie byli zainteresowani ich towarzystwem. Kiri nie czekał, już po chwili wyplątywał się z ubrań, które przecież narzucił na siebie ledwie chwilę wcześniej. Paski były ciężkie do założenia, ale wyswobodzić się z nich było nad wyraz łatwo.

Plusk! Elf nawet nie sprawdzał, czy woda jest dość ciepła, nim wskoczył!

Rezydencja hrabiego Napier

119
POST BARDA
Po pożegnaniu Lily, która z uśmiechem przyjęła całusa i chętnie odwdzięczyła się tym samym, Krinndar zdołał dowiedzieć się od swojej tymczasowej przewodniczki nieco więcej na temat bestii, która go napadła poprzedniego dnia. Okazało się przede wszystkim, że Ramidi nie jest wcale jedynym wielkim kotem, który zamieszkiwał teren rezydencji! Była również jej siostra - Ramona. Mniej więcej trzy lata temu, po odbyciu ponad dwumiesięcznej misji dyplomatycznej na dalekiej północy kontynentalnej części Herbii, Sebellian wróci z dwoma pulchnymi kociętami pod pachą. Plotki mówiły, że nie mógł odpuścić sobie okazji i wybrał się na polowanie, w którego trakcie śmiertelnie ranił dorosły okaz tego samego gatunku. Dopiero udając się tropem usiłującego wrócić do swej jamy zwierzęcia - odnalazł młode. Bibi twierdziła, że słuchały się Sebelliana oraz kilku opiekunów, którzy regularnie doglądali ich zdrowia oraz kondycji. Nigdy też rzekomo nie szwendały się nigdzie niepilnowane, dlatego była bardzo zaskoczona sytuacją z labiryntu. Regularnie karmione i zadbane, nie miały tendencji do terroryzowania pracowników nawet wtedy, gdy luzem spacerowały w towarzystwie hrabiego. Być może miał miejsce jakiś wypadek? Być może ktoś nie dopilnował swoich obowiązków względem kocic? Jakie to szczęście, że Leo był w pobliżu! Jakie to szczęście, że zwierze się go słuchało?

Ekscytacja Kieriego wraz z chichoczącą za jego sprawą Bibi, musiały tym razem sprowadzić na nich oczy pozostałej dwójki. Młodszy z nich, wyglądający na takiego, który mógł być w jego własnym wieku, szybko pomachał w ich stronę leniwie.
- Jaki tam pan! Emil jestem! - odkrzyknął, ciekawsko przyglądając się sprawdzającej wodę Biriannie. - A ładne towarzystwo w oczy nigdy nie koli - dodał, zapewne skrycie licząc na to, że nie tylko elf zechce pozbyć się swoich ubrań.
Kompletnie zignorowawszy ogrodnika, Bibi zamajała ręką w wodzie, zanim spojrzała na raptownie ładującego się do niej Kiriego z rozbawieniem. Woda nie była gorąca, ale też wciąż przyjemnie ciepła. Zdaje się, że jakiś czas temu komuś udało się ją zagrzać. Jakkolwiek to robiono.
- Chciałbyś, żebym pomogła ci umyć plecy? - zaoferowała dziewczyna, podnosząc się i podbiegając do jednej z niskich szafeczek, z której zaczęła wyciągać przeróżne specyfiki. - Masz jakiś ulubiony olejek, Kiri?
Foighidneach

Wróć do „Stolica”