Rezydencja hrabiego Napier

16
POST POSTACI
Krinndar
- Przepraszam za nich! - Choć Krinn nie była boginią miłosierdzia, Krinndar był przekonany, że jego patronka nie znalazłaby pociechy w cierpieniu goblinicy. - Nie rób nikomu krzywdy, proszę! - Marudził, nie pojmując nawet, że ten niemiły ork mógł kryć mu plecy i nie wydał go w chwili, gdy sam był ledwie parę kroków od zwijania się z bólu, bez tchu, jak kobieta kilka chwil wcześniej. Był zbyt zdenerwowany, zbyt przerażony, by myśleć jasno. Przyczyna - skutek nie znalazły powiązania w jego zestresowanym umyśle.

Z kolejnym łzawym czknięciem przyjął chusteczkę i od razu otarł oczy, choć te na nowo zamgliły się łzami ledwie sekundy później. Kiri miał przynamniej na tyle taktu, by w darowany kawałek materiału nie wydmuchiwać nosa, a przynajmniej nie od razu.

- Tak bardzo się boję. - Przyznał, by Sebellian wiedział, że to on jedyny, on jeden!!! i może jeszzcze ork Noxuss, byli przyczyną, dla którego jego oczy będą podpuchnięte. Tylko oni byli temu winni. Bolało go w klatce piersiowej. Tam, gdzie podobno miał serce, rozlewało się rozrywające cierpienie, tym bardziej odczuwalne, gdy Leos nawet nie odważył się na niego spojrzeć. Starał się rozumieć jego lojalność wobec Sebelliana, zresztą, sam mówił, jak lojalny jest... ale żeby nawet nie zaszczycić go spojrzeniem!?

Kiri obserwował, jak hrabia pozbywa się ptaka i ściąga rękawicę, jak podchodzi do Leosa i... o nie! O nie, o nie, o nie! Nagle dla Krinndara stało się jasne, że nie tylko on miał kłopoty, ale napytał też biedy Leosowi! Przecież nie o to chodziło! Nie miał pojęcia, o co szło od samego początku, ale na pewno nie o to!

- Nie, nie, proszę! - Zawołał szybko, z przejęciem niewartym sytuacji. - Nie karz go! Po prostu się pomylił! - Tłumaczył się za Leosa, uwieszony krat, przestępując z nogi na nogę, jak małpka, która rwie się ku wolności. - Nie szkodzi, nie szkodzi, haha! - Silił się na lżejszy ton, ale był tak spłakany, że nie wyszło mu to ani odrobinę. Głos mu się łamał i drżał, a wypowiedź przerywały łzawe czkania. - Każdy może się mylić! Proszę, Sebellianie! Odpuść mu, nie bij go! Mogłem dać mu niewłaściwe sygnały! Mógł się pomylić! To niczyja wina!

Pamiętał, jak z Karlgardu przyjechała wysoka kapłanka. Pamiętał, jak nie podobało jej się, że częstował się owocami z ołtarza. W głowie zbyt dobrze wyrył mu się obraz, gdy ściągała z dłoni ażurową rękawiczkę, a następnie strzeliła go w twarz tak, że nie wiedział, gdzie jest sufit, a gdzie podłoga. Wtedy z pomocą przyszły mu jego mamy- i ciocie-kapłanki. Tutaj nie było nikogo, kto uratowałby Leosa, a Kiri miał wrażenie, że Sebellian szykuje dla niego coś więcej, aniżeli tylko policzek. Tylko Krinndar mógł go obronić!

- Pomyliłem się! - Dalej próbował przekonać hrabiego. - To znaczy... nie, nie! - Zaczął gubić się w zeznaniach. - Jestem ze świątyni Krinn i występowałem, ale... ale on nie musiał wiedzieć! Nie wiedział! Spędziliśmy miło czas, naprawdę! Nie karz go! To moja wina!

Zaskoczony własna propozycją i poświęceniem, przycisnął dłonie do ust. Ostatecznie przecież nie zamierzał obrywać za kogoś innego!! Po pierwsze, był tu ofiarą!

Rezydencja hrabiego Napier

17
POST BARDA
Niewzruszony hrabia stanął przed bladym, ale wciąż dumnie prężącym pierś Leosem. Ponieważ był zwrócony plecami do osób umieszczonych w klatkach, nikt poza zbrojnymi nie mógł dostrzec wyrazu jego twarzy. Musiało być w nim najwyraźniej coś, co dodatkowo wzbudziło w nich niepewność, sądząc po tym, jak nerwowo każdy z osobna przełykał ślinę.
Wbrew całemu zdyscyplinowaniu, jakie przejawiał do tej pory, Leos nie potrafił dłużej pozostać całkowicie niewzruszony na krzyki Krinndara i nieoczekiwane branie na siebie części odpowiedzialności. Zwracając więc ku niemu spojrzenie, w którym aż nadto widać było desperację, a może wręcz cichą panikę, nie mógł tak naprawdę pokręcić głową ani dać żadnego innego znaku, którego nie dostrzegłby w tym momencie skupiony na nim Sebellian. Wpatrywał się zatem jedynie w elfa z niebanalną intensywnością przez kilka długich sekund.
- Głupcze! - pisnęła nagle przyciszonym głosem Olena, chwytając Kiriego od tyłu za materiał ubrania na plecach i szarpiąc może nie za mocno, ale na pewno na tyle nagląco, aby dać o sobie znać. - Chcesz zginąć?! - syknęła rozzłoszczonym, ale wciąż na tyle bliskim szeptu głosem, aby nikt poza klatką nie mógł jej dosłyszeć. - Przestań nadstawiać karku za gnoja, który cię w to wpakował! W ogóle przestań to robić!

Przymykając na moment oczy, zanim raz jeszcze skierował je na hrabie, Leos ostatecznie skłonił głęboko głowę.
- Sir. Choć prawdą jest, że w pełni świadomie wywiodłem go i wyprowadziłem z Placu Swobowy, z informacji, jakie zebrałem, jasno wynika, że nie posiada żadnego szczególnego statusu ani pozycji w Świątyni Krinn. Nie jest akolitą, nie ma żadnych znaczących wpływów ani przyjaciół. Nie ma rodziny i nie jest z nikim szczególnym związany. Mieszka sam, a jego praca nie należy... Do szczególnie zobowiązujących - wyrzucił z siebie rycerz. Następnie wziął głęboki wdech, zanim odważył się odrobinę unieść głowę, a wraz z nią spojrzenie. - Za swobodę, o jaką się poważyłem, najmocniej proszę o wybaczenie.
Elf co prawda opowiedział mu o sobie dość, żeby dojść do pewnych wniosków, owszem, ale czy aby na pewno do wszystkich z tych, o których właśnie wspomniał? Skąd wiedział, jakie posiadał lub jakich kontaktów NIE posiadał? Skąd wzięła się wiedza o mieszkaniu samemu? Albo to, że nie posiada żadnej, znanej mu przynajmniej rodziny?
Sebellian milczał jakiś czas, niczym niezdecydowane dziecko kiwając się palce-pięta w swoich eleganckich, ale przybrudzonych obecnie kurzem i zaschniętym błotem, wysokich butach.
- Interesujące - skwitował krótko, stając ponownie prosto i wyciągając rękę w stronę głowy Leosa, by na koniec ciężko go po niej poklepać. Zupełnie, niczym dużego psa. Dużego psa, okutego w metalowej wdzianko. Nic dziwnego, że biedak aż zrobił wielkie oczy. - Aww, możecie wszyscy przestać być tacy spięci - zaśmiał się hrabia, w oka mgnieniu sprawiając, że co najmniej dwóch pozostałych strażników wypuściło nieświadomie wstrzymywane oddechy. - Wszyscy wiemy, że mój syn ma do ciebie słabość, Leo. Nie tylko zresztą on, na to by wychodziło. Zwierzęcy magnetyzm, jak mniemam? - tu z nowo przywróconym zainteresowaniem, spojrzał przez ramię na Krinndara. Jego uśmiech był dużo bardziej wyważony. - O szczegółach dotyczących powodu tej niesubordynacji, porozmawiamy później. Na osobności. A tymczasem... Naprawdę? "Leos?" Jesteś gorzej niż kompletnie beznadziejny, gdy w grę wchodzi zbudowanie fikcyjnego wizerunku, LEOPOLDZIE.
Zostawiając w spokoju głowę czerwieniejącego za sprawią przytyku LEOPOLDA, Sebellian pstryknął palcami i wskazał klatkę Krinndara. Najstarszy ze strażników, bez potrzeby formułowania jakiegokolwiek rozkazu, od razu ruszył w jej stronę.
Zadzwoniły klucze i zgrzytnął metal - okratowane drzwi zostały szeroko otworzone.
- Krinni i... - mężczyzna skrzywił się lekko. - Mały szczurek. Nasze dwie pomyłki dzisiejszego dnia. Jedna mniej, druga bardziej przyjazna oku. Wyjdźcie, proszę. Wyłącznie wasza dwójka, mam na myśli.

Rezydencja hrabiego Napier

18
POST BARDA
Napięcie sięgało zenitu, a wszystkie będzie albo nie będzie zależało od hrabiego! Krinndar wyłapał spojrzenie Leosa, utrzymał je tak długo, jak tylko mógł. Chciał w tym spojrzeniu zawrzeć całą swoją determinację, ale też ból z powodu niewątpliwej ordynarnej zdrady. A co chciał mu przekazać Leo? Że ma nie interweniować?! Jak mógłby, gdy działa się taka przemoc i niesprawidliwość?!

Ten impas, te emocje, które rozciągały się miedzy Sebellianem, Leosem i Kirim, zostały w jednym momencie rozproszone przez Olenę, która postanowiła zareagować i w końcu spróbować przemówić elfowi do rozsądku.

- Nie! - Zaprotestował odruchowo, ale puścił kraty i odsunął się od nich na krok, nie opierając się staraniom kobiety, aby ratować mu skórę. Westchnął ciężko. Jego klatka piersiowa wniosła się i opadła, gdy to, co się działo, sprawiało mu taki ból, że wręcz niewypowiedziany, możliwy jedynie do pokazania w ten sposób. - To nie gnój... to Leoś.

Zza krat, mógł tylko patrzeć, jak Leos tłumaczy się hrabiemu. I choć był smutny i przestraszony, zaraz zaczęła w nim rozgorzewać również złość.

- Za kogo ty mnie masz! - Marudził, zupełnie niepotrzebnie wcinając się w rozmowę. - Nie jestem już akolitą, ale wszyscy w świątyni mnie znają! Kapłanki mówią mi, że jestem miłym widokiem dla Krinn! - Bronił się. Mało brakowało, a zacząłby tupać nóżką, byleby tylko podkreślić swoją rację. - Mieszkam z matką i owszem, byłem adoptowany!!! i... och, Leo. Jak mogłeś założyć, że nie mam przyjaciół? Że nikt się o mnie nie troszczy..?

Ugodziło go to prosto w serducho. Tak przedstawiał się osobom pobocznym? Jako elf-lekkoduch, który nie ma nikogo i niczego? Jako ten, który skacze z kwiatka na kwiatek i bierze z życia garściami, ale wszystko przelatuje mu przez palce? A co z Livią? Co z kapłankami? Co z trupą aktorską?! Informacje, które zebrał Leo, były błędne. Czy to znaczyło, że stał się przypadkową ofiarą, a rycerz zbierał wywiad o kimś innym, czy może naprawdę doszło do tragicznej pomyłki? Całe szczęście, Sebellian był panem wyrozumiałym. Przypadkiem zdradził też, że jest ojcem... oraz że Leos to tak naprawdę Leopold. Doprawdy?! Z zażenowania aż Kiriemu wyschły łzy na twarzy! Cóż to za imię?! To nie było imię dla młodego chłopaka, to nie było imię dla rycerza!

A gdy tylko szczęknął metal i drzwi klatki się otworzyły, Krinndar nie zwlekał ani momentu, by uciec z więzienia! I choć poruszył się ledwie o kilka stóp, to czuł się od razu lepiej! Jak nowonarodzny! Nie patrzył nawet, czy idzie za nimi dzieciak. Musiał chwilowo zadbać o własną skórę.

- Dziękuję! Och, dziękuję, Sebellianie. - Mówił, zbliżając się do hrabii, a jeśli mu tego nie uniemożliwiono, to nawet zamierzał uwiesić się jego ramienia. Krok miał lekki, strach częściowo przeszedł, tak jak i rozpacz. Mógł nawet oddać chusteczkę. I bardzo, bardzo ostentacyjnie unikał patrzenia na Leosa, tak jak on unikał tego wcześniej! Nie chciał patrzeć na kogoś, kto wystawił mu taką opinię!! - Obiecałeś mi wycieczkę po ogrodzie. - Przypomniał kokieteryjnie. - Ale powiedz, nim pójdziemy. Co stanie się z osobami w klatkach...?

Czuł, że będzie żałował tego pytania.

Rezydencja hrabiego Napier

19
POST BARDA
Ubaw hrabiego był zbyt oczywisty. Cała szopka z udziałem Krinndara i Leopolda przynosił mu dużo więcej uciechy, niżby wypadało. Kto z drugiej strony bogatemu draniowi zabroni? Na pewno nieusiłujący zachować powagę zbrojni ani tym bardziej starający się przekazać COŚ elfowi samym spojrzeniem Leo.
- Zaiste, Leoś, jak mogłeś? - zawtórował Sebellian z szyderczością ukrytą za udawanym zdziwieniem.
Na tym etapie, ponownie milczący, młody rycerz był już całkiem czerwony na twarzy.

Być może, mimo całej sytuacji z goblinicą, która obecnie nieco roztrzęsiona wciskała głowię pod ramię krewniaczki, arystokrata wcale nie był aż taki zły? Bądź co bądź, gdy tylko ręka strażnika odruchowo wystrzeliła w stronę karku elfa z zamiarem zatrzymania go przed zbliżeniem się do jego pana, tamten całkiem hojnie uniósł własną, powstrzymując go raczej sprawnie. Nie wyglądał nawet na specjalnie poirytowanego z faktu, że nowy ciężar, znacznie większy od pojedynczego, drapieżnego ptaka, przykleił się do jego ramienia niczym wielka pijawka.
Sebellian nie tylko wydawał się wysoki. BYŁ wysoki. W każdym razie, jak na człowieka. Dobrze ponad pół głowy wyższy od samego Kiriego, który do niskich nijako nie należał.
- I na przechadzki, i na odpowiedzi przyjdzie właściwa pora - zaśmiał się mężczyzna, dokładnie tak, jak uprzednio w przypadku Leopolda, lekko poklepując go po głowie. - W pierwszej kolejności, ponieważ jesteś tak wyraźnie chętny do współpracy, powiedz mi proszę - prostując się, spojrzał ponad ramieniem Kiriego na nerwowo przestępującego boso na trawie i wyłamującego chude palce chłopca, którego rozbiegane spojrzenie, niczym u dzikiego zwierzątka, starało się wypatrywać drogi ucieczki. - Jak sądzisz, czyje życie jest więcej warte? Twoje? - spytał, delikatnie zjeżdżając palcami dłoni z czubka głowy, po boku twarzy, aż do podbródka, który chwycił i ruchem lekko skierował w stronę małego obdartusa. - Czy jego?
Dziwna cisza, przerywana jedynie niepoprawnie wesołym świergotem ptactwa, zapadła w ogromnym pomieszczeniu. Pomieszczeniu ciepłym i parnym, ale wręcz otumaniająco miło pachnącym gęsto ściełającym się kwieciem.

Rezydencja hrabiego Napier

20
POST BARDA
Dopadwszy do ramienia Sebelliana, Krinndar nie zamierzał puszczać. Złapał się ramienia hrabiego, jakby jego życie od tego zależało - bo tak w istocie było! Opierając nie tylko swój ciężar, ale nawet własny pulchny policzek o ramię odpowiedni wyższego mężczyzny, zerkał po klatkach, ale nie spojrzał ani razu na Leosia. Niech Leoś cierpi brak zainteresowania!!

Jego i tak już nadszarpnięta równowaga psychiczna chwiała się coraz bardziej i mógł mieć wrażenie, że trzyma się na jednym, ostatnim włosku, nim znów przerwie się i wpadnie w stan histerii. Dłoń hrabiego na jego głowie, a później policzku, nie pomagała.

- Co to za pytanie, Sebellianie...? - Jęknął słabo, ale nie odsunął się ani na milimetr. - Nie ma na niej dobrej odpowiedzi! - Zauważył, choć gdy słowa opuściły jego usta, doszedł do wniosku, że byłoby lepiej, gdyby zostały jednak tylko w jego głowie. - Życie nie jest czymś, do czego możesz przypisać wartość! Kochany, jak mógłbym stwierdzić, że jestem więcej warty od chłopca? To czysto subiektywne odczucia. Moje życie jest warte więcej dla mnie, bo jest moje. - Wyjaśnił, znów zbyt szybko wypluwając z siebie słowa, aż miejscami zlały się w jedno. - Ale dla małego, dla jego matki, jego bliskich - jego! Jak mam przypisać wartość życiu? Mam patrzeć na wiek? Umiejętności? Status społeczny, majętność? Tyle samo sensu miałoby pytanie o przydatność kolejnych pór roku, albo bogów, albo... albo, ach, nie wiem! Nie powiem ci, kto jest więcej warty. Wszyscy mamy swoje wartości, ale są one inaczej mierzone. Nie mi oceniać, które są lepsze, a które gorsze. - Paplał, oczyma wciąż strzelając na boki, tak długo, aż jego wzrok padł nawet na Leopolda. - Chodźmy już, chodźmy! Chciałbym zobaczyć twoje ptaki. Pawie są symbolem Krinn, wiedziałeś o tym? - Próbował szybko zmienić temat. - Twoje ptactwo na pewno cieszy naszą Panią! Oby zsyłała ci wszystkie błogosławieństwa!

Rezydencja hrabiego Napier

21
POST BARDA
Sebellian był dostatecznie uprzejmy, aby nie przerywać paplaniny Krinndara, jakkolwiek ostrzegawczym znakiem mogły być lekkie zmarszczki pojawiające się między jego brwiami. Nie przytakiwał co prawda ze zrozumieniem, ale słuchał z tym samym, niezmiennie zainteresowanym wyrazem twarzy. Zupełnie, jak gdyby opinia elfa w temacie rzeczywiście mogła mieć dla niego znaczenie.
- Szlachetne podejście, ale niestety, również bardzo naiwne - ocenił ostatecznie tak samo miękko, co i brutalnie. Nie wykonał przy tym żadnego znaki ni gestu, który mógłby świadczyć o tym, że prośby i utyskiwania Kiriego mimo wszystko przekonały go do odpuszczenia. - Niezależnie od tego, czy naprawdę w to wierzysz, czy tylko usiłujesz uniknąć niewygodnej odpowiedzi, życie życiu nigdy nie jest i nie będzie równe, Kiri - mimo delikatnego uśmiechu, oczy szlachcica wydawały się tym razem niemalże chłodne. Zwłaszcza gdy spoglądał na elfa równie oceniająco i kontemplacyjnie, co w tej właśnie chwili. - Gdyby było inaczej, jaki sens miałoby umieranie dziesiątek tudzież setek w imię pojedynczego możnowładcy? Jak inaczej klepiący biedę gospodarz wybrałby spośród swoich dzieci, gdzie jedno musiałoby umrzeć z głodu, byle drugie zachowało życie i zdrowie? Predyspozycje, umiejętności, majątek, status, czasami zwykłe szczęście wywyższy jednostkę ponad drugą.
Czując na sobie najwyraźniej wzrok hrabiego, chłopiec instynktownie poderwał głowę i skrzyżował z nim oczy. Jeśli Krinndar również nadal patrzył na dzieciaka, mógł dostrzec, jak poszarzała skóra napina się na chudym ciele w miejscach, gdzie nie osłaniały jej nieco podarte tu i tam łachmany. Chwilę później obrócił się zwinnie na pięcie, zanurkował pod ramieniem usiłującego pochwycić go zbrojnego i rzucił się do ucieczki w stronę listowia.
Nikt nie krzyczał ani nie wydawał rozkazów. Nie było takiej potrzeby. Ten sam rycerz, który nie zdołał zatrzymać małego zuchwalca za pierwszym razem, ściągnął hełm i po wzięciu sporego zamachu cisnął nim - trafiając malca prosto między wystające łopatki. Impet był dostatecznie duży, aby trafiony wydał z siebie ledwie zduszony pisk, zanim poleciał przed siebie na twarz.
Mimo iż podenerwowana Olena doskoczyła do krat swojej klatki niemal natychmiast, nie odważyła się krzyczeć ani zbyt głośno protestować, kiedy zbrojny kilkoma, długimi krokami zmniejszył dystans między sobą a niedoszłym uciekinierem i chwytając go pod jedno ramię, siłą poderwał do pionu.
- Mm - mruknął Sebellian, wypuszczając wreszcie podbródek Kiriego z uścisku i zamiast tego lekko poklepał go po ramieniu. - Następnym razem, polecam wybrać, zamiast zasłaniać się filozofowaniem. Pozwolenie, aby złodziejska sierota z ulicy zajęła twoje miejsce przy moim stole, byłoby dość przykrym doświadczeniem, nie uważasz? - odwracając się powoli i tym samym zmuszając uczepionego go elfa do ruchu jego śladem, machnął lekko wolnym ramieniem nad głową. - Dopilnujcie, żeby umyli dzieciaka. I dajcie mu coś pożywnego do jedzenia. Potrzebuje nieco sił, jeśli ma choć przez chwilę zabawić moją kochaną Ramonę dzisiejszego popołudnia~ - odezwał się, kierując się do wyjścia.
Trwająca w dalszym ciągu w równym szyku trójka młodych rycerzy zasalutowała, gdy ich wymijali. Leos bardzo uparcie starał się ukradkiem rzucić Kiriemu niewiele mówiące w gruncie rzeczy spojrzenie.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Stolica”