Rezydencja hrabiego Napier

1
Rezydencja rodziny Napier, jakkolwiek nazywana rezydencją, z uwagi na swoje rozmiary oraz przepych, przypomina raczej mniejszą wersję królewskiego pałacu. Od strony zachodniego skrzydła, otaczają ją przepiękne ogrody, po których, jak głoszą słuchy, niebezpiecznie jest wałęsać się bez przewodnictwa jednego z domowników, rycerzy lub przynajmniej służącego.

Napierowie należą do jednego ze starszych rodów, mocno związanego z dziada pradziada z władcami Królestwa. W swoim posiadaniu mają wiele stoczni, łowisk, a także kilka manufaktur, zapewniających pracę lokalnym. Wśród samych Napierów, dla których polityka i pozycja kraju zawsze miała większe znaczenie, niż dla innych rodzin szlacheckich, znajduje się kilku, których zajmuje pozycje urzędnicze oraz doradcze. Obecna głowa rodu, młody Sebellian Alpin Napier, przejął po ojcu rolę jednego ze strategów oraz dowódców ich nielicznej armii.

***
POST BARDA
Pierwszym co poczuł Krinndar, gdy świadomość wreszcie zaczęła do niego wracać, był niemal przyjemny chłód twardego podłoża, na którym leżał z dociśniętym doń prawym policzkiem. Powietrze było nieco duszne, a zarazem wilgotne. Temperatura otoczenia przypominała jeden z cieplejszych dni na Archipelagu, choć wyczuwalnie brakowało morskiej bryzy, dzięki której dużo łatwiej było ją znosić.
Słychać było liczne krzyki oraz trajkotanie ptaków - coś, czego w mieście nigdy nie dało się zaznać w podobnej ilości. Pomiędzy nimi, dochodziły go również przyciszone rozmowy, dobiegające z co najmniej z kilku różnych stron.

Powieki elfa były niemożebnie ciężkie. Dawno nie miał aż takiego problemu z otwarciem oczu. Gdy jednak wreszcie mu się to udało, mógł spostrzec, że znajduje się w stosunkowo jasnym, przestronnym pomieszczeniu, pachnącym kwieciem oraz rozmaitą roślinnością, która, cóż, otaczała go gdziekolwiek by nie spojrzał. Dzieliły go od niej jednakowoż metalowe kraty.
Miejscem, w którym się obudził, nie była cela. Nie do końca. Zamknięty był w klatce. Sporej i dostatecznie przestronnej, aby mógł się w niej rozłożyć, gdyby nie był w niej sam. Towarzyszyły mu dwie inne postaci, rozmawiające ze sobą przyciszonymi głosami. Jedną z nich była porządnie ubraną kobietą z włosami upiętymi w ciasny kok, podczas gdy druga przypominała raczej typowe dziecko wychowane na ulicy. Chłopiec miał mocno zmierzwione i potargane włosy, ale przynajmniej nie był zbyt brudny.
Ich klatka była jedną z czterech, z czego tylko dwie poza nią były zapełnione. W sumie zamknięto tu dobre sześć osób. Dwie goblinice tajkotały zażarcie i ze złością w jednej, za to mężczyzna przypominającego pół-orka, pozbawiony lewego ramienia, siedział cicho w kolejnej.
Tym, co zaskakiwało najbardziej, wciąż było otoczenie rozciągające się poza swobodnie stojące klatki. Przypominało ogromną salę z niebywale wysokim i szerokim sklepieniem, którą ktoś postanowił przemienić w mniejszą wersję lasu deszczowego. Gęste korony drzew sięgających sufitu, zamieszkiwało wiele swobodnie przemieszczających się dookoła ptaków, a nieopodal wolno stojącej fontanny stroszyły się paw albinos. Dookoła krzewów i kwiecia puszczono kamienną ścieżkę.
Co dziwne, nie było tu okien i wszystko oświetlały dziwne skupiska kryształów.

Przeskok Stąd

Rezydencja hrabiego Napier

2
POST POSTACI
Krinndar
Powieki były ciężkie, a grunt, choć przyjemnie chłodny - twardy. Budzenie się w nie swoim łóżku było dla Krinndara zbyt częste, by można było nazwać je niecodziennym, ale spanie na podłodze nie wpasowywało się w kanon jego zachowań w żaden sposób. Niemal już teraz czuł, jak kości bolą go od niemożności znalezienia sobie wygodnej pozycji przez całą noc. Chwila... noc? Czy on przespał całą noc? Jak długo był nieprzytomny? Gdzie był Leos?!Nie miał pojęcia. Do uszu dobiegał śpiew ptaków, jednak zupełnie inny od tego, do którego nawykł w mieście. Było ciepło, duszno. Niewygodnie.

Z trudem dźwignął się z podłoża, podparł się na ramieniu i rozejrzał. I doprawdy zachwyciło go to, co widział! Mnogość kwiatów i innej roślinności, ptactwo, a zwieńczeniem był paw! Elf zadzierał głowę, podziwiając wznoszące się ku sklepieniu korony drzew, rozdziawił usta, nie do końca wiedząc, gdzie, jak i dlaczego się tam znajdował! Był skołowany nową sytuacją i tym, co widział. W końcu jednak jego wzrok padł na kraty.

- Na boginię...!

Zachwyt w jednej chwili opadł i oblał go zimny pot. Obejrzał się na swoich towarzyszy niedoli, a serce po raz kolejny przyspieszyło w piersi. Złapał za pręty swojego więzienia i potrząsnął nimi na próbę, choć nie miał nawet cienia nadziei, że jego marne starania zagwarantują mu wolność.

- Co się dzieje?! Co to za kryształy? Dlaczego tu jest tyle kwiatów?! Gdzie jesteśmy?! - Zadawał pytania, jedno po drugim, zbyt szybko, by dać komukolwiek szansę na odpowiedź. Ciężko łapał powietrze w płuca. Duchota utrudniała mu oddychanie, a narastająca panika nie pozwalała zaczerpnąć tchu do końca, zwiastując tragedię. Wkrótce zakręciło mu się w głowie. - Co się dzieje?! - Potwórzył, patrząc po swoich kompanach. - Wypuść nas!

Rozbolał go brzuch. Usiadł na powrót, dramatycznie łapiąc się krat. Rozszerzonymi ze strachu oczyma rozejrzał się po zawartości własnej klatki, jak i tych sąsiadujących.

- Leos. - Powtórzył niemal bezwiednie imię swojego porywacza. - Leos! LEOS?! Pomóż mi! Pomóż! Nie podoba mi się! Leos, wypuść nas!

Kiri uwiesił się krat, starając się wypatrzeć kogoś lub czegoś, co mogłoby dać mu cień nadziei na to, że zamknięcie w klatce to bardzo kiepski żart lub zabawa. Bo przecież... klatka nie mogła oznaczać niczego dobrego.

- Krinn miej łaskawość... - Poprosił boginię, gdy z jego oczu pociekły pierwsze łzy. - Spraw, żeby to była tylko pomyłka!

Rezydencja hrabiego Napier

3
POST BARDA
Krzyki Krinndara przyciągnęły nie tylko uwagę pozostałych więźniów, ale również przestraszyły najbliższe ptactwo. Strojący się dotychczas w pobliżu paw, złożył swój piękny ogon i z krótkim, acz ostrym krzykiem, czmychnął między krzewy pięknie kwitnących oleander.
- Woah, zwolnij-... - usiłowała podjąć próbę uspokojenia go kobieta, podczas gdy zaskoczony i przestraszony wybuchem paniki elfa chłopiec rozejrzał się dziko, a następnie wycofał maksymalnie, byle w jak najdalej wysunięty od niego róg.
- Jasna dupa, Olena! - krzyknęła piskliwie jedna z goblinic, nerwowo zerkając w stronę znikającej za pięknie porośniętą przez czerwone i białe róże pergolą, od której w obie strony odchodziły prawie dwumetrowe, równo przystrzyżone żywopłoty czegoś kwitnącego na biało - Zrób z nim coś!
Nazywana "Oleną" i musząca być ludzką kobietą zamkniętą z nim oraz dzieciakiem, w dwóch krokach zmniejszyła odległość między ich dwójką.
- Hej - odezwała się do Kiriego ponownie, tym razem ostro i nakazująco tylko po to, aby po zwróceniu na siebie jego uwagi , trzasnąć go siarczyście w bliższy policzek. Jakby prawy dostatecznie go nie mrowił od przyciskania go do zimnej podłogi od, jedna Krinn raczy wiedzieć, jak długiego czasu. - Uspokój się - przykazała spokojnie, ale głośno i wyraźnie. - Jeśli nie chcesz jeszcze pogorszyć swojej i naszej sytuacji, nie możesz zachowywać się zbyt głośno. Rozumiesz?
Nim padło jakiekolwiek ostrzeżenie więcej lub może przynajmniej parę słów wyjaśnień, odgłosy nadchodzących kroków stały się dostatecznie wyraźne, by uciszyć pozostałą część towarzystwa na amen. Dwie pary kroków, z czego jedne były zbyt wyraźna przez towarzyszące im zgrzyty metalu.
- Które tym razem? - sarknął z irytacją od samego przekroczenia pergoli przystrojony w ponurą, purporowo-czarną szatę, naszyjnik i kolczyki z kłów oraz metalowy kostur z przezroczystym kryształem w garści ork.
W ślad za nim podążał w pełni odziany w rynsztunek i uzbrojony w miecz strażnik.

Rezydencja hrabiego Napier

4
POST POSTACI
Krinndar
Emocje Krinndara nie ustawały. Ptactwo mogło uciekać, ale on chciał uciec wraz z nim! Gdyby mógł, przecisnąłby się przez kraty i pobiegł w krzaki zaraz za pawiem, ale... no właśnie. Pręty klatki były zbyt blisko siebie, a może to Kiri miał za dużo w biodrach?

Słowa tej, którą zwano Oleną, nie pomagały mu ani odrobinę. Policzek sprawił, że z jego ust wyrwał się głośny jęk i chwilowo zakrył twarz dłońmi, by ukryć swą żałość.

- Jak można to pogorszyć?! - Zapytał histerycznie, a gdy ostatecznie dotarł do niego sens słów kobiety, przycisnął obie dłonie do własnych ust. Zbyt szybko i gwałtownie wciągając powietrze przez nos, nie powstrzymywał już łez, które ciekły ciurkiem po policzkach, pobielałych z wysiłku palcach, i dalej, by skapywać z brody. Rozglądał się panicznie, po pozostałych klatkach i osobach, które towarzyszyły jemu i jego niedoli.

Krinndar nie był wojownikiem. Pamiętał, że kiedyś trzymał w ręku miecz - miał wtedy może dwanaście lat i woj, który przyszedł do świątyni, pozwolił mu chwilę pobawić się orężem. To był jedyny raz, gdy trzymał coś większego, aniżeli kuchenny nóż. Nie było więc zdziwieniem, że strażnik zrobił na nim wrażenie... ale nie takie, jak ork.

Nie miał pojęcia, kim mógł być. Wyglądał na ważnego, kostur zdradzał, że mógł potrafić władać magią. Raczej nie był kapłanem Krinn.

- Na boginię! - Zawołał, bardziej po to, by dodać sobie otuchy, niż zwrócić na siebie uwagę. Opuścił dłonie i padł na kolana, by złapać za chłodne pręty i spróbować wcisnąć między nie twarz. - Przepraszam! Przepraszam, to ja. Już będę cicho. Boję się. - Przyznał bez wahania, bo i taka była prawda. Jego mokra twarz i śluz, który zaczął formować się w jego nosie i kapać na wargi, był na dostatecznym dowodem. - Niech Krinn ma nas w opiece! Byłem z Leosem, było tak przyjemnie, ale nagle jestem tutaj! W klatce! - Tłumaczył, łapiąc płytkie wdechy, potykając się o własne słowa. - Nie wiem, co się dzieje. Proszę, niech pan otworzy klatkę. - Błagał naiwnie. - Macie piękny ogród, nie chcę oglądać go zza krat! Nie wiem, co zrobiłem, żeby mnie uwięzić. Przepraszam, jeśli w jakiś sposób was uraziłem! Nie chciałem! Jeśli, jeśli czegoś potrzebujecie ode mnie, zrobię to! Ale bez klatki!

Rezydencja hrabiego Napier

5
POST BARDA
Ze wszystkich zebranych, odosobniony pół-ork wydawał się najmniej zainteresowany całym zamieszaniem. Samego Krinndara zaszczycił ledwie pojedynczym, zniechęconym spojrzeniem, zanim pozwolił swojemu pokaźnemu i dobrze umięśnionemu cielsku spocząć na zimnym sklepieniu, ramiona podkładając dla wygody pod głowę. Nie zmienił swojej pozycji ani nie zareagował w żaden sposób również wtedy, gdy w gigantycznej sali pojawiło się nowe towarzystwo, w przeciwieństwie do pozostałych więźniów. Tamci albo kulili się zaniepokojeni w najdalszych rogach swoich klatek, albo, jak w przypadku Oleny, rzucali otwarcie wrogimi spojrzeniami.

Podczas gdy mimika twarzy ciężkozbrojnego strażnika była absolutnie neutralna i niewzruszona, towarzyszący mu ork nie usiłował w żadne sposób kryć niezadowolenia, marszcząc swoje stosunkowo cienkie brwi i orli nos.
Podchodząc do klatki zajmowanej przez Kiriego oraz pozostałą dwójkę, stanął przed klęczącym przy kratach, mrużąc swoje drobne, ciemne oczy. Taksując przez chwilę spojrzeniem jego żałośnie prezentującą się osobę z góry na dół, kliknął wreszcie językiem o podniebienie, po czym wykrzywił usta i obnażył ostre zęby w szyderczym uśmiechu. Szczerość oraz poddańcza natura elfa, najwyraźniej przypadła mężczyźnie do gustu.
- Podoba ci się? - spytał sucho, ruchem ręki niedbale wskazując na ogół zielonego otoczenia, mozajek ledwie widocznych na wysokim sklepieniu oraz rzeźbienia nielicznie przebijających się tu i tam między kwieciem. - Korzystaj zatem z ładnych widoków, dopóki wciąż masz oczy, którymi możesz patrzeć. I lepiej rób to w CISZY - ostatnie słowo podkreślił stanowczo, pochylając się nieco w stronę elfa i sprawiając, że atmosfera zrobiła się cięższa, niż za sprawą ogólnie panującej duchoty. - Zdaje się, że byłeś wciąż nieprzytomny podczas moich ostatnich odwiedzin, więc wyjątkowo pozwolę sobie powtórzyć jedną, bardzo istotną dla mnie i dla ciebie rzecz - pochylając się jeszcze głębiej, ork rzucił na elfa cień. Przypominał wielkiego, drapieżnego ptaka, który w każdej chwili gotów był zadać ostrym dziobem śmiertelny cios przypartej szponami do podłoża ofierze.
Spoiler:
- Jeśli jakiekolwiek zwierze zachoruje lub padnie, zdenerwowane bądź przestraszone narobionym przez którekolwiek z was hałasem, osobiście oskóruję winowajcę, zanim do mojej własnej skóry zdoła dobrać się ich zasmucony tym faktem właściciel. Czy wyraziłem się dostatecznie jasno?

Rezydencja hrabiego Napier

6
POST POSTACI
Krinndar
Wpatrzony w orka przed sobą, Krinndar nie widział reakcji współwięźniów. Zaciskał powieki, by powstrzymać łzy (choć w rezultacie jedynie pomagał im wypływać z oczu), na przemian z wpatrywaniem się w maga przed sobą. Gdyby był w innej sytuacji, może potrafiłby docenić niezaprzeczalnie szeroką, dobrze wyglądającą klatkę piersiową orka... ale zamiast tego, skupiał się na jego kłach i wykrzywionych ustach.

Od szlochu zaczął drżeć na całym ciele, jakby trawiła go gorączka. Starał się powstrzymywać płacz, a przynajmniej łykać kolejne łkania, by nie wydawać zbyt wiele dźwięków.

- Tak bardzo przepraszam... - Korzył się, wciskając w pręty, jakby jakimś magicznym sposobem mógł przez nie przeniknąć, ku wolności w ogrodzie. - Bardzo, bardzo chciałbym zobaczyć ogród, poza kratami! Proszę, wypuść mnie. - Jęczał, opuszczając już myśli o tym, że może pomóc każdemu. Teraz prosił tylko o wolność dla siebie! Hej, to nie powinno być takie trudne! Był tylko on, jeden! - Obiecuję, że nikogo ani niczego nie skrzywdzę. - Przykryty cieniem orka, skulił się. Chciał stać się jeszcze mniejszym, całkiem malutkim, żałosnym elfem. - Mogę... mogę w czymś pomóc, jeśli tylko mnie wypuścisz. Nie umiem czarować ani zajmować się ogrodem, ale... ale pracowałem w świątyni? Mogę opowiedzieć ci o Krinn, możemy cieszyć się jej błogosławieństwem! - Zaproponował, łapiąc się ostatniej deski ratunku. - Będę cichutko. Tylko proszę, nie każ mi tutaj zostawać. Mogę pracować! Mogę śpiewać..? Nie będę dobrym jedzeniem dla ptaków, jestem za tłusty!

Nadprogramowe kilogramy pierwszy raz w życiu przydały się jako karta przetargowa. Kiri dramatycznie pociągnął nosem.

- Nie wiem, co zrobiłem... ale nie zrobiłem nic wam, prawda? Zapytaj Leosa! Jest niewysoki, ciemnowłosy, młody... a jego oczy błyszczą jak księżyc i gwiazdy. Mógłbym spotkać się z Leosem? - Podniósł na maga błagalny wzrok.

Rezydencja hrabiego Napier

7
POST BARDA
- Nie warto strzępić języka - wtrąciła się cierpko Olena, przykuwając uwagę ewidentnie coraz lepiej bawiącego się płaszczeniem Kiriego orka. - To tylko duży, groźny pieseczek na krótkiej smyczy. Bez rozkazu swojego pana, nie zamerda nawet ogonem - skomentowała z nieprzyjemnym, acz bardzo zadowolonym z siebie uśmiechem, siadając na zimnym, kamiennym podłożu klatki ze splecionymi nogami. Chłopiec o wytarganych włosach od razu pozwolił sobie się za nią schować.
Prostując się z wolna, mag prychnął za zaczepkę, a następnie zaczął niespiesznie przesuwać się wzdłuż krat, o które co rusz postukiwał tępym końcem swojego kostura.
- Widzę, że pyskata jadaczka nadal pracuje. Wyśmienicie. Mam nadzieję, że powtórzysz te słowa z takim samym zapałem, gdy już dobiorę ci się do-...
Nikomu jednak niedane było dowiedzieć się, do czego zamierzał dobrać się Olenie ork.
- Noxuss! - poniósł się po ogrodzie donośny i niemal melodyjny, męski głos, na którego dźwięk strażnik obrócił się i wyprężył, za to mag syknął coś cicho pod nosem, przewrócił oczyma i jedynie przekręcił głowę w kierunku nadchodzącego raźnym krokiem człowieka.
Pytania oraz prośby Krinndara, tak jak zostały zignorowane i zapomniane, tak pozostały zignorowane i zapomniane.
- Cóż za niebywałe wyczucie czasu... Panie hrabio - chłodno, ale i z szacunkiem zwrócił się do mężczyzny mag, sprawiając w ten sposób, że pełne usta tamtego wydęły się w niemal dziecinnym wyrazie niepocieszenia. I... Rzekomo był to HRABIA?
Rysy twarzy mężczyzny były ostre, począwszy od podbródka, przez długi nos i aż po kości policzkowe. Miał opaloną cerę, lecz nie dość ciemną, aby móc uwierzyć, że w jego żyłach nie płynęła krew ludzi kontynentu. Najbardziej zdradzały go zresztą włosy, które obecnie znajdowały się w całkiem modnym nieładzie. Był wysoki i równie dobrze, o ile nie lepiej zbudowany, niż stojący przed nim ork. U boku nosił miecz, zaś na jego ramieniu tkwiło drapieżne ptaszysko o czujnym spojrzeniu i ostrym dziobie. Zwierze, podobnie, jak i jego właściciel, było zbyt egzotyczne, aby pochodzić z Wysp.
Spoiler:
- "Panie hrabio, Panie hrabio" - przedrzeźniał orka blondyn, kładąc dłoń na jego ramieniu. - Czy nie mówiłem, żebyś przestał zwracać się do mnie w ten sposób? Ten idiotyczny tytuł sprawia, że czuje się staro! Hm? - hrabia przerwał własne jojczenie, dostrzegając wreszcie wciąż zapłakanego i zasmarkanego elfa. - Doprawdy. Nox, przyjacielu. Właśnie dlatego mówiłem ci, żebyś się czasem uśmiechnął! Popatrz tylko, do jakiego stanu doprowadziłeś tego biedaka! - poklepał krzywiącego się orka po ramieniu, odsuwając go przy okazji nico bardziej w bok, by samemu móc zbliżyć się do krat i przykucnąć przed elfem. Niepocieszone jego zachowaniem ptaszysko załopotało skrzydłami i zaskrzeczało, ale miejsca na ramieniu nie opuściło. Wrogo za to łypnęło złocistymi oczyma na Kiriego, którego musiało obwiniać za takie postępowanie.
- A więc po raz pierwszy mamy tu kogoś, na kim przyjemnie zawiesić oko - zaśmiał się lekko, opierając podbródek na wierzchu dłoni. - Co za miła odmiana~

Rezydencja hrabiego Napier

8
POST POSTACI
Krinndar


Kiri cicho skomlał, uczepiony krat. Kobieta, która tak szorstko odezwała się w stronę orka, przypominała mu w jakiś sposób mamę Livię, z tą różnicą, że kapłanka przynajmniej zdzieliłaby go przez potylicę, żeby przestał się mazać, a w najlepszym wypadku przytuliła! Ta jednak pozostała bierna i tylko szczekała, denerwując wszystkich i nie oferując nawet cienia tak potrzebnego wsparcia, ani nawet pojedynczego klepnięcia w głowę lub po głowie. Krinndar postanowił nie wdawać się w rozmowę z Oleną, dla własnego i tak już zszarganego zdrowia psychicznego. Najgorsze było to, iż zdawał sobie sprawę z faktu, że nikt nie będzie go szukał przez parę najbliższych dni, tym bardziej, gdy Tagli sama pchnęła go w ramiona Leosa. Nie było dla niego dziwnym znikać na parę nocy, by chwalić Krinn w zaciszu domu współwyznawcy. Ile minie, nim zaczną się zastanawiać, czy przypadkiem nie siedzi w klatce w jakimś zapomnianym przez bogów ogrodzie?

Imię wywołane tym niecodziennym głosem sprawiło, że Kiri nawet przestał na chwilę krztusić się łzami i odważnie spojrzał w stronę nadchodzącego mężczyzny. Hrabia nie wyglądał na hrabię, nie miało to jednak znaczenia. Czy to on miał decydować o jego losach?

I choć dzieciak krył się za Oleną, Kiri postanowił nie iść w jego ślady, a dzielnie podążyć wzrokiem za hrabią. Nie był on brzydki, miał w urodzie coś, co przyciągało wzrok, nawet jeśli Krinndar nie mógł nazwać go też do końca przystojnym z twarzy. Za to ciało... Było zupełnie inną bajką. I gdyby elf już nie tracił płynów na płacz i gilek z nosa, może mógłby zacząć się ślinić na widok tych szerokich ramion. Pan hrabia wydawał się być też o wiele przyjemniejszym typem, niż ork.

Krinndar spojrzał na ptaka, gdy ten nie wydawał się pocieszony zachowaniem właściciela, ale zaraz wrócił wzrokiem do hrabiego. Otarł oczy ramieniem.

- Bardzo przepraszam, spanikowałem. - Przyznał wprost, starając się doprowadzić do stanu używalności. Z jakiegoś powodu ujrzał w hrabim swojego wybawcę i nie zamierzał przegapić tej szansy. - Pewnie mam teraz czerwoną twarz i podpuchnięte oczy, to nie jest moja najlepsza forma, haha... - Zauważył, uśmiechając się lekko, choć nerwy wciąż zaciskały dłoń na jego gardle. - Jestem Krinndar, ze świątyni Krinn. Czasami występuję na scenie i... Nie wiem, dlaczego się tu znalazłem... Ale skoro już korzystam z twojej gościnności, nie mogę nie zauważyć twojego wspaniałego ogrodu. Widziałem przepięknego białego pawia! - Ożywił się. Mówił szybko, nie pozwalając wejść sobie w słowo. Zataił fakt, że to przez jego płacz paw uciekł w krzaki. - Byłbym zaszczycony, gdybyś zechciał oprowadzić mnie po ogrodzie, ale nie wiem, czy zdołałbym oderwać wzrok od ciebie.

Sugestywnie spuścił wzrok na jego klatkę piersiową. Przyglądał się nie dość długo, by nazwać go bezwstydnym, jednak wystarczająco, by podkreślić, iż uważa hrabiego za atrakcyjnego.

Rezydencja hrabiego Napier

9
POST BARDA
Szeroki uśmiech hrabi zelżał, gdy elf postanowił wytłumaczyć mu, kim jest i czym się dokładnie dotąd zajmował. Ork za jego plecami również zmarszczył brwi, wlepiając nagle czujne spojrzenie w Kiriego, jakby i jemu coś w tym wszystkim mocno nie pasowało. Cokolwiek by to jednak nie było, przynajmniej na moment poszło w zapomnienie w momencie, w którym starą, sprawdzoną szkołą, przeszedł on w słodzenie nowow przybyłemu.
Jasne, piwne oczy szlachcica rozszerzyły się, zaś twarz złagodniała i rozjaśniła się w wyrazie głębokiej satysfakcji. Gdyby wzrok elfa nie tkwił uparcie weń wlepiony, miałby teraz szansę zauważyć wzdrygnięcie się Noxussa, pełnie niedowierzania spojrzenia goblinic oraz niemal w zgorszeniu krzywiącą się Olene.
- Nie wierzę... - mruknęła sama do siebie współwięźniarka, co, nawet jeśli usłyszane przez któregoś z potencjalnych porywaczy, zostało kompletnie i dokumentalnie zignorowane. Nawet obecny przy tym wszystkim strażnik jedynie odwrócił wzrok z jeszcze bardziej kamienną niż dotąd twarzą.
Prężąc się tymczasem na tyle, na ile pozwalała obecna pozycja i niedbałym ruchem sięgając przybraną w grube rękawice dłonią do boku łebka swojego ptasiego, groźnie wyglądającego towarzysza, hrabia odchrząknął głośno.
- Oh, nie przejmuj się. Jeśli o mnie chodzi, możesz patrzeć, ile tylko chcesz - odparł mężczyzna i o ile Kiri usiłował przynajmniej udawać, że nie jest bezwstydny, o tyle hrabia nawet na tyle nie planował się najwyraźniej wysilać, i to niezależnie od tego, co miało na ten temat do powiedzenia otoczenie. - Na mnie, na ogród, na moją drobną ptaszarnie-... - uciął i ze śmiechem pokręcił głową. - Gdzież jednak moje maniery? Nazywam się Sebellian i możesz mi wierzyć, że bardzo chętnie pokazałbym więcej ze swoich włości oraz okazów, gdyby nie, hmm, okoliczności, w jakich tu trafiłeś? - tu zaprzestał gładzenia ptasiego łebka i postukał palcem wskazującym znacząco o jeden z metalowych prętów, wydając przy tym pomruk zastanowienia. - I muszę przyznać, że sam nie jestem do końca pewien, "dlaczego" tu trafiłeś.
Ostatnie słowa, wypowiedziane z nieoczekiwanym chłodem, pomimo obecności tego samego, sympatycznego uśmiechu, skierował bardziej w stronę stojącego za nim orka, w którego to też stronę obrócił zaraz głowę.
- Więc? - dopytywał się, co szybko sprawiło, że nazwany wcześniej Noxussem mag cofnął się pół kroku absolutnie bezwiednie.
- Czemu to mnie zadajesz to pytanie? - fuknął dzielnie w odpowiedzi, unikając jednak kontaktu wzrokowego. Ten, w dobrej wierze, przeniósł na bogów ducha winnego strażnika. - Nie słyszałeś hrabiego?! Przyprowadź idiotów odpowiedzialnych za tę zgraję!
- ...Czy właśnie nazwałeś część mojego rycerstwa idiotami? - spytał Sebellian z niedowierzaniem i podziwem pospołu.
- Jak inaczej nazwiesz osoby, które nie potrafią zapamiętać kilku prostych wytycznych, które sam im zresztą podałeś?! - zdenerwował się ork, tupiąc jedną nogą w miejscu.
Mimo iż nikt poza Sebellianem i Noxussem nie wiedział, o co w tym wszystkim chodziło, Krinndar mógł być jednego pewien - najwyraźniej wcale nie powinien się tutaj znaleźć.

Rezydencja hrabiego Napier

10
POST POSTACI
Krinndar
Kiri siadł na podłodze i skrzyżował nogi przed sobą, by wyglądać nieco dostojniej, aniżeli wtedy, gdy był uczepiony krat. Podparł się rękoma za sobą, gdyż w ten sposób w oczy nie rzucał się jego pulchny brzuszek, tym bardziej wyeksponowany, gdy pochylał się do przodu.

- Niech Krinn będą dzięki~ - Zanucił z ulgą. - Oszalałbym chyba, gdybyś pozbawił mnie tego widoku. Pomimo okoliczności, miło mi cię poznać, Sebellianie. To bogini musiała nas postawić na swoich drogach. - Zauważył, jakby była to prawda objawiona. - A trafiłem tu przez Leosa! Ojej...

W jednej chwili Krinndara uderzyło to, co powinno być dla niego oczywiste już dawno temu. To, dlaczego się tak wahał. Jego słowa, które miały go ustrzec przed losem, jaki teraz dzielił z półwięźniami, które nie były dość jasne, dość oczywiste. Czy miał zabawę, wodząc Krinndara za nos? Jego sympatia z pewnością również nie była prawdziwa!!!

Kiri poderwał się na równe nogi i wbrew wcześniejszym próbom wyglądania w miarę dobrze (mimo wciąż spłakanej twarzy), poczuł, jak jakieś nieprzyjemne, brzydkie odczucie zaczyna gorzeć w jego ciele. Poczuł się zdradzony.

- To on mnie tutaj przywiódł! Leos! Och, na boginię, czy to w ogóle jego prawdziwe imię?! - Zdenerwował się. - Wydawał się takim miłym chłopcem! Sebellianie, tak się cieszę, że w porę mnie znalazłeś! Ledwie się poznaliśmy, a już zostałeś moim wybawcą!

Bez wątpienia to Krinn musiała prowadzić jego kroki, tylko po to, by wyratować z sytuacji swoje nieszczęsne dziecko! Kiri, przejęty bardziej swoim losem, aniżeli kogokolwiek innego, na nowo złapał się krat, przeskakując wzrokiem z hrabii, na orka i z powrotem, czekając na moment, aż zostanie wypuszczony.

Rezydencja hrabiego Napier

11
POST BARDA
Pogoniony przez orka strażnik wyprężył się, zasalutował i czym prędzej wycofał, by wykonać powierzone mu zadanie. Bez słowa, bez cienia sprzeciwu. Nic dziwnego, że Noxuss pozwalał sobie na nieco arogancji i sprzeciwu wobec hrabiego. Musiał mieć w jego szeregach dostatecznie pewną i wysoką pozycję, skoro przyzwolono mu na wydawanie rozkazów.

Ignorując orka, który zaczął wytykać swojemu przełożonemu, że być może najwyższa pora dokonać paru zmian pośród kwiatu służącemu mu rycerstwa, Sebellian wrócił uwagą do Kiriego i jego obecnego położenia. Wcale nie krył rozbawienia zachowaniem elfa, przyglądając mu się jednak z zainteresowaniem, którym wypadało raczej obdarzyć wyjątkowo ciekawy okaz fany bądź flory, nie zaś osobę będącą w teorii na tym samym poziomie rozumowania.
- Leos... Leos...? - powtarzał raz po raz, ważąc imię na języku przez dosłownie kilka sekund, zanim głośne parsknięcie znalazło ujście pomiędzy rozciągniętymi w uśmiechu ustami.- Pffh... Wybacz, proszę - uniósł obie dłonie w niemalże poddańczym geście, zupełnie jakby naprawdę mogło być mu wstyd za ten niekontrolowany wybuch wobec kogoś, kto znajdował się na jego łasce. - Jeśli rzeczywiście masz na myśli osobę, o której myślę, że możesz mówić-... - urwał. - Czemu by tak nie dać mu szansy na wytłumaczenie się, hm? - zaproponował entuzjastycznie, podnosząc się i przeciągając, niby to niedbale prężąc i napinając przy tym ramiona.

- Chwila! - poderwał się skrzekliwy okrzyk jednej z goblinic, która mimo wcześniejszego przestrachu zbliżyła się do krat z grymasem na swojej zgniłozielonkawej twarzy. - Czemu tylko on miałby dostać przepustkę na wolność?! Niby co takiego zrobiłyśmy MY, żeby się tu znaleźć?! - denerwowała się, acz nieco wycofała drobnymi krokami w stronę swojej towarzyszki, gdy padło na nią spojrzenie obu mężczyzn. Jedno zimne i srogie, drugie uprzejmie nieprzejęte całym rabanem. - Zaraz. Nie chodzi o fanty z ruin, co? - goblinica przeczesała palcami swoje krótkie, postrzępione, czarne włosy. O czymkolwiek mówiła, nie wzbudziło to żadnej, widocznej reakcji.
- Słuchaj, panie złociutki - zaczęła raz jeszcze, spuszczając z tonu na widok uniesionej pytająco brwi Sebelliana. - Oddamy wszystko. Klnę się na cycki Krinn! Ba, nawet na cycki mojego starego! - kontynuowała coraz bardziej uniżenie, ale i z rosnącym rozgorączkowaniem. - Mamy schowek! Właściwie, to już prawie mały skarbiec, słowo daję! Cacka się z niego wysypują!
Goblinica kusiła i kusiła, z koleżanką po fachu przytakującą głową zaraz za nią. Na nic się to zdało. Dało tylko nowy powód do poirytowanego wzdychania i przewracania oczami przez maga.
- Jaką wartość dla mnie mogą mieć przedmioty, które istoty waszego pokroju były w stanie wyciągnąć bez najmniejszego uszczerbku na zdrowiu?- odparł hrabia z rozbawieniem i niemalże namacalnym politowaniem.
Goblinica
- Istoty naszego-...?! - zadławiła się powtórzonymi po mężczyźnie słowami zielona spiczastoucha, zanim nie dopadła do krat i nie zaczęła ich agresywnie szarpać wbrew wszelkiemu rozsądkowi. Szczerząc na Sebelliana zęby, chwilę wykrzykiwała coś w obcym języku. Najprawdopodobniej goblińskim? Nie brzmiało to w każdym razie zbyt pochlebnie i gdy wróciła do wspólnej mowy, również takim nie było.
- KIM MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ, TY PRZEBRZYDŁY FIUCIE?! PIERDOLONY RASISTO! CO, ZIELONY CI PRZESZKADZA, JEBANY KOZOJEBCO?! ŁYSA KURWA?! TWOJA MATKA MUSIAŁA SIĘ NIEZŁEGO GÓWNA NAŻREĆ, ŻE TAKIEGO OBSRAŃCA WYDAŁA NA ŚWIAT, TY-...!
Kobietka urwała swoje krzyki tak samo gwałtownie, jak i zaczęła, wraz z głębokim warkotem ze strony Noxussa. Warkot niebędący do końca warkotem, a raczej wywarczanym pod nosem słowem. Komendą brzmiącą zbyt dziwnie i obco, by Krinndar mógł ją wyłapać, a co dopiero powtórzyć.
Oburącz łapiąc się za gardło z pełnym paniki charkotem, goblinica najpierw nabrała mocniejszej zieleni, a następnie niepokojącą nieneutralnego odcienia - ni to szarości, ni fioletu. Jej współtowarzyszka krzyknęła w przestrachu i kompletnie nie wiedząc, co innego mogłaby zrobić, próbowała odciągnąć dłonie koleżanki od gardła.
Ktoś za plecami Krinndara pisnął. Najprawdopodobniej zamknięte z nim dziecko. Nawet odseparowany od pozostałych pół-ork poderwał się do siadu i wytrzeszczył oczy na to, co wyprawiało się w sąsiedniej klatce.
- Tch, tch - klikając językiem o podniebienie, z ustami wykrzywionymi w wyrazie głębokiego niesmaku, hrabia pokazowo wcisnął kciuk w jedno ze swoich uszu i zakręcił nim. - Właśnie dlatego nienawidzę mieć do czynienia z goblinami. Uszy zaczynają krwawić, ledwie otworzą swoje brudne usta.
Widok wijącej się i usiłującej bezskutecznie łapać powietrze goblinicy nie był zbyt piękny. Wręcz przerażający. Podobnie zresztą, jak przerażające było niewzruszenie odpowiedzialnych za to osób.

Rezydencja hrabiego Napier

12
POST POSTACI
Krinndar
Kiriemu nie pozostało nic innego, jak przyglądać się wydarzeniom zza krat. Ork wydawał się być na tyle blisko hrabiego, by pozwalać sobie na drobne bezczelne komentarze. To znaczyło, że Sebellian nie był aż tak groźny, jak mogło się wydawać! Lub że między nimi była specjalna więź.

Krinndarowi nie przeszkadzało to, że jest okazem, który warto podziwiać. W świątyni niejednokrotnie był prezentowany bardziej jako dobro aniżeli współwyznawca, co kopało jego ego, ale tu miał szansę na zostanie docenionym w innym wymiarze. To, że Sebellian był miły, ani odrobinę nie zmieniało faktu, iż Kiri został wcześniej ordynarnie oszukany przez Leosa!

- Leos! - Powtórzył z emfazą, gdy hrabia ważył słowo na języku. - Pozwolił mi też mówić do siebie Leoś! - Nie poprawiał sytuacji domniemanego rycerza. - Był taki miły, zabrał mnie na wybrzeże, na ostrygi! I to były najlepsze ostrygi, jakie w życiu jadłem, ale... Ale to wszystko było tylko... po to. - Urwał smutno, łapiąc znów za kraty, choć nie ciągnął za nie, chciał jedynie podkreślić stan swojego uwięzienia. - Nie chcę od niego żadnych wyjaśnień! To JA mam mu wiele do przekazania! - Denerwował się, nadymając policzki i dąsając się nieprzerwanie.

Niespodziewanie w rozmowę wcięła się goblinica. Krinndar zamrugał, nie do końca wiedząc, o czym zielona mówi. Czy to wszystko rozchodziło się o jakieś przedmioty?

- Fanty? - Powtórzył, bardziej do siebie, niż do Sebelliana czy kogokolwiek innego. - Nigdy nie byłem w żadnych ruinach...

To, co nadszedło zaraz później, sprawiło jednak, że Kiri musiał zamknął usta i to tak szczelnie, jak to tylko możliwe. Wrzeszcząca kobieta nie mogła wyjść dobrze na krzyczeniu na hrabiego, tym bardziej, iż ten pokazał już, iż czuje się lepszy od całej zebranej tu zgrai. A kiedy posypały się wyzwiska... Krinndar po raz kolejny chciał zniknąć. Nogi się pod nim ugięły, opuścił głowę, nie chcąc wydać z siebie nawet pisku! To nie był dobry czas na bycie w centrum uwagi!

Bez wątpienia działała tam magia. Nie była to jednak dobra, przyjemna i rozkoszna magia Krinn, a coś brzydkiego i powykręcanego, co powodowało, że, na pierwszy rzut oka, drogi oddechowe goblina zamknęły się, uniemożliwiajac zaczerpnięcie tchu. Oczy Krinndara znów zrobiły się mokre, odwrócił głowę, nie chciał patrzeć na agonię kobiety. Nigdy dotąd nie widział śmierci i chciał, by tak pozostało!

- Proszę, przestań...! - Poprosił, zaciskając powieki. Jeśli to miała być lekcja, zrozumiał ją. Nie należało obrażać ani Sebelliana, ani jego orczego kompana.

Rezydencja hrabiego Napier

13
POST BARDA
Jeśli nawet ktokolwiek miał coś do powiedzenia na temat sposobu, w jaki potraktowano bezczelną goblinice, nikt nie był na tyle odważny, aby wygłosić swoją opinię. W gruncie rzeczy, nie licząc cichego piszczenia i jęczącego biadolenia drugiej z bezsilnie usiłującej pomóc koleżance zielonoskórej, Krinndar był jedynym, który przerwał ogólnopanujące przez kilka naprawdę długich sekund milczenie.
Sebellian zacmokał cicho, pozwalając jeszcze kilka sekund wić się i miotać duszącej się nieszczęśniczce, zanim wreszcie skinął na zaciskającego przed sobą jedną pieść Noxussa. Wraz z rozluźnieniem palców, a później i reszty jego dłoni, powróciła zdolność goblinicy do swobodnego łapania oddechu. Krztusząc się i charcząc, z twarzą wciąż nieco siną i zalaną łzami wciąż żywego przerażenia, skuliła się w sobie na kamiennym podłożu.
- Dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli bądź nie zrozumieli za pierwszym razem - odezwał się Sebellian podniesionym głosem, przejeżdżając spokojnie wzrokiem po każdym z więźniów z osobna. - Sposób, w jaki będziecie tu traktowani, zależy tylko i wyłącznie od waszych własnych, dobrych manier i przyzwoitego zachowania. Wierzę, że wszyscy tutaj jesteśmy dostatecznie cywilizowani, aby uszanować wzajemne potrzeby. Niezależnie od okoliczności, w jakich się tu znaleźliście, zapewniam, że wszyscy otrzymacie swoje wyjaśnienia w odpowiednim czasie. Na razie jednak, postarajcie się proszę przede wszystkim nie stresować nadmiernie moich biednych podopiecznych, z którymi dzielicie to piękne pomieszczenie. Jeśli jednak ktokolwiek życzy sobie raczej lodowatą, zimną celę w lochach oraz zmniejszenie liczby posiłków o połowę, wystarczy poprosić.
Skupieni na tej małej, karcącej tyradzie więźniowie, o mało co, a przegapiliby wkraczających ponownie na ogrody strażników - tym razem w liczbie czterech. Pomijając tego, który został wysłany do sprowadzenia swych kamratów, wszyscy byli względnie młodzi. Każdy z osobna miał na sobie taką samą, pełną zbroję, pozbawioną jedynie hełmu. Wśród wprowadzonej do ptaszarni kompanii był również i Leos. Przyodziany w rynsztunek, wyglądał dużo poważniej i dostojniej, niż ostatnim razem.
- Sir! - zasalutowali zgodnie, stając w równym rzędzie i odpowiedniej odległości od hrabiego.
Leos bardzo uparcie starał się nie patrzeć w stronę klatek.

Rezydencja hrabiego Napier

14
POST POSTACI
Krinndar
Przez krótką chwilę Kiri zaczynał wierzyć, że jego los się odmieni, że czuwa nad nim Krinn i uwolni go z tej pułapki, a co więcej, pchnie w ramiona Sebelliana i wszyscy będą szczęśliwi. Niestety, po raz kolejny los dowiódł, że Krinndar był jedynie naiwnym dzieciakiem, który chwytał się każdej nitki nadziei jak tonący brzytwy, ufając, że nie potnie się przy próbie wypełznięcia na brzeg. I choć goblinka została puszczona wolno, to Sebellian dał im do zrozumienia, że nie będzie tolerował niecywilizowanych zachowań.

Ale co według niego było cywilizowane? Goblinka nie prezentowała sobą niczego dobrego, a jej słowa i reakcje były przesadzone, jednak to, co się z nią działo, dawało pewien obraz sposobu, w jaki traktuje się tutaj gości. Krinndar nie miał pojęcia, czy cokolwiek, co mógłby zrobić lub powiedzieć, w jakiś sposób nie uraziłoby hrabiego. Lepiej było trzymać język za zębami, a ręce przy sobie. Był wobec niego uprzejmy, ale jak długo?

I choć Krinndar przed momentem był już w miarę spokojny, to na nowo zaczął płakać, gdy emocje znów sięgnęły zenitu. Szloch wstrząsnął jego ciałem, ale starał się powstrzymywać wszelkie jęki i pomruki do minimum. Nie mógł wpaść w histerię, nie teraz, gdy wiedział, co grozi za spłoszenie pawii. Strach był potężną bronią, bardzo skuteczną wobec elfa.

- Przepraszam... - Marudził, ocierając policzki i nos. - Ja już nie będę, już nie będę... - Obiecywał, choć jego jedynym jak dotąd przewinieniem był podniesiony głos przy pierwszym szoku, który spłoszył ptaszysko. - I to był on! - Mimo całości żalu, jaki sobą prezentował, nie omieszkał unieść dłoni i wskazać palcem tego, który podawał się za Leosa. - To on mnie oszukał! Nawet na mnie nie spojrzysz, draniu?! - Zwrócił się bezpośrednio do mężczyzny. Nie umknęło mu, jak doskonale wyglądał w zbroi. Nie tylko kobiety leciały na uniformy. - Nie spojrzysz mi w oczy po tym, co zrobiłeś? Oszukałeś mnie, wywiodłeś poza tłum i porwałeś! Ja ci ufałem, Leo! - Przerwał, gdy zakrztusił się łzami. Zakaszlał.

Rezydencja hrabiego Napier

15
POST BARDA
Promieniując tą samą pogodą ducha, która nie odstępowała go od wejścia, Sebellian zbliżył się raz jeszcze do klatki Krinndara oraz pozostałych współtowarzyszy jego niedoli. Pozostała dwójka trzymała się blisko siebie, w maksymalnej odległości od krat oraz zwracającego na siebie zbyt wiele uwagi elfa.
-Potrafię docenić szczere chęci, kiedy je widzę. Nawet jeśli nie do końca rozumiem, za co tak właściwie przepraszasz? - przyznał hrabia pytająco w stronę swojego orkowego towarzysza, który wbrew paskudnemu nawykowi do torturowania innych przy pomocy magii, nie wydał go i nie wyjawił jego pierwszego wybryku, który spłoszył pięknego pawia. Wzruszył jedynie ramionami, ściągając swoje, i bez tego cienkie usta w jeszcze cieńszą linię.
- Hmm. W takim razie nieważne - zawyrokował ostatecznie.
Wyciągając elegancką, jedwabną chusteczkę obszytą inicjałami "S.A.N.", umieścił ją na otwartej dłoni, a następnie wsunął rękę pomiędzy kraty. Zarówno uśmiech, jak i gest, miały zapewnić Krinndara o dobrych intencjach mężczyzny.
- Wytrzyj twarz, Krinni - poprosił miękko. - Spuchnięte oczy kompletnie ci nie pasują.
Niezależnie od tego, czy zdecydował się przyjąć chusteczkę, czy też nie, hrabia zachichotał jeszcze pod nosem na pełne oburzenia oskarżenia, by wreszcie spojrzeć na przynależących do jego świty zbrojnych. Niczyjej uwadze nie umknęłaby jedyna, czerwieniejąca pośród nich twarz. Nawet kompani Leosa zerkali na niego ukradkiem, z trudem powstrzymując się przed okazaniem emocji.
Oczy samego oskarżonego natomiast, uparcie i lojalnie wpatrzone były w Sebelliana.
- Ze wszystkich, którym przydzieliłem to zadanie - zaczął powoli arystokrata, przywołując do siebie gestem Noxussa, który tym razem bez zbędnego ociągania wykonał niewypowiedziane żądanie. Stając naprzeciwko niego, niemal automatycznie sięgnął do wyciągniętej zaraz władczo dłoni, by ze znudzonym wyrazem twarzy zacząć rozwiązywać rzemienie lewej rękawicy. - Jesteś ostatnim, którego podejrzewałbym o niekompetencje, czy też zwyczajną głupotę, - kontynuował spokojnie, drugą i wciąż zabezpieczoną w skórę dłoń podsuwając pod ostre szpony drapieżnego ptaszyska.
Drapieżnik nie wydziwiał, choć jego niepocieszenie wciąż dało się wywnioskować z głośnego klikania dziobem. Zwłaszcza w momencie, w którym zmuszono go do przejścia z ręki prawowitego właściciela, na tę, którą obecnie okrywała pożyczona od hrabiego rękawica - orkową.
- Przypilnuj, żeby jej dzisiaj nie dokarmiano - poinstruował Sebellian, zbyt zajęty świdrowaniem spojrzeniem spiętego Leosa, żeby zauważyć marszczenie nosa u orka, zanim w milczeniu oddalił się on do wyjścia.
- "Wywiodłeś poza tłum i porwałeś" - zacytował słowa elfa z uśmiechem, którym tym razem nie sięgał oczu. - Podobno występował na scenie i... Jak to szło? Jest aktywnym członkiem świątyni naszej dobrej Pani Krinn, dobrze zrozumiałem? - tu zwrócił się bezpośrednio do Kiriego, raz jeszcze zmiękczając zachęcająco ton głosu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Stolica”