Port i okolice miasta

1
Obrazek Chciałoby się powiedzieć, że port w Tsu'rasate sprawia wrażenie większego niż samo miasto, które powstało na ruinach cywilizacji Trolli. I w rzeczywistości tak właśnie jest. To port stanowi centrum i miejsce, w którym toczy się największa część okolicznego życia. Sam port nie jest zwyczajną przystanią, ani tym bardziej taką, do jakich można przywyknąć. To właśnie tutaj swój koniec znajduje rzeka Maddog, wpływając zarazem na wschodnie wody. Z tego powodu goblińscy inżynierowie i architekci rozbudowali przystań, oraz pogłębili, oraz nieco poszerzyli rzekę, by umożliwić przepływ statków w górę rzeki. Celem takich zabiegów było wykonanie szlaki do samego Varulae, czyli stolicy owego regionu. Właśnie dzięki temu połączeniu gobliny zamieszkujące okolice radziły sobie świetnie, jak na tak daleko położone na południu miasto. Był to ostatni port na południu, pomiędzy kontynentem a Archipelagiem. Z tego powodu też statki, które tutaj wpływały bogate były w materiały z tamtego regionu, na czym tylko sama baronia korzystała. Same okolice portu i miasta porasta gęsta dżungla, a nawet i przy brzegu można dostrzec wiele drzew o nienaturalnie dużych i mocnych pnączach, które potrafią pochwycić nieuważne statki pływające zbyt blisko nieoczyszczonego brzegu.

Środek tej aglomeracji miejskiej przecina rzeka, ale można zacumować statek w jednym z wielu niewielkich portów właśnie w tym celu wybudowanych. Budynki dzielą się na dwa rodzaje, te tanie, które wykonane są dosyć pokracznie, postawione na dużych drewnianych drągach różnej jakości, oraz te znacznie dostojniejsze, których nie powstydziłoby się ludzkie miasto na północy. Znajdą się tutaj portowe lokale, magazyny, no i nawet część mieszkalna portu, czy niewielkie pracownie różnych rzemieślników. Głównie goblinów, ale zdarzy się i gnom. Po stronie południowo zachodniej znajduje się stocznia, w której i gobliny próbują swoich sił w budowie statków na polecenie Baronowej.

Jak całą baronię - miasto i port zamieszkują głównie Gobliny. Orkowie nie są tutaj również rzadkością. Znacznie rzadziej można spotkać przedstawicieli innych ras, takich jak krasnoludy czy elfy. Głównie jest to spowodowane ogromnymi różnicami kulturowymi pomiędzy tymi rasami, mało kto potrafi znieść towarzystwo tylu goblinów na raz, a tutaj - to właśnie one rządzą. Również dosyć wpływowe są gnomy, których populacja w tym rejonie jest bardzo praktyczna, ich relacje z goblinami są naprawdę różne, ale jedno jest pewne, i jedni i drudzy walczą o zrealizowanie swoich własnych projektów oraz o jak najlepszą cenę. Nie uświadczy się tutaj ludzi północy, ale na mieszkańców archipelagu można natrafić. Pośród tego tygla trafiają się też trolle, dawni właściciele tej krainy, a obecnie jedni z niewielu przedstawicieli swojej niemal już zapomnianej kultury. Wiele plemion, które tutaj pozostało, zwyczajnie usługuje goblinom, które z jakiegoś powodu bardzo cenią sobie towarzystwo trolli.
Obrazek

Port i okolice miasta

2
Jesień, Rok 90 Życie w podróży nie należało do najłatwiejszych. Każdy z członków załogi statku zdążył już skosztować trudów tego życia. Byliście doprawdy dziwną zbieraniną osobistości. Nie byłoby was jednak tutaj gdyby nie Adrian. Każdy, zarówno ty Nurkh jak i pozostali poczuliście, że jest wyjątkowy i ma osiągnąć wielkie rzeczy. I to nie tylko jego zasługa, ale też kolei losu, które to są dla niego bardzo przychylne, wciąż pchając was do przodu, nie pozwalając, by wasz statek zatonął. Każdy członek załogi w jakiś sposób coś mu zawdzięczał, albo oczekiwał na dopełnienie obietnicy. Tego mogłeś być pewien, bo nigdzie indziej nie zebrałaby się taka grupa.

W twoim przypadku to było szczęście, bo mogłeś umrzeć, mogłeś zginąć pozbawiony wszelkiej orkowej godności. Miałeś nowy cel w swoim życiu, ale wciąż nie zapomniałeś o starym, który do tej pory malował wszelkie ścieżki twojego życia.

Był poranek, statek właśnie leniwie przybijał do portu. Do twoich uszu docierały odgłosy niewielkich fal rozbijających się o kadłub statku. Słońce... Nie dochodziło do ładowni, w której miałeś swój pokój. Nie był on duży, ale zapewniał ci podstawowe potrzeby i nadawał się wystarczająco, by określić je twoją samotnią. Czy mogłeś oczekiwać więcej? Raczej nie, bo nie byłeś tutaj traktowany źle, o ile można tak powiedzieć w sytuacji takiej jak ta, gdy jedynie z Adrianem potrafiłeś się porozumieć, w dodatku też nie zawsze, bo i jego orkowy nie należał do najlepszych. Twoja kajuta nie była jedyną, którą się tu znajdowała. Obok twojej mieszkała kobieta o bladej skórze i białych włosach. Z początku patrzyła na ciebie podejrzliwie, ale z każdym dniem, jaki spędzaliście na statku, czy w innym rodzaju podróży, jej wzrok tracił tę dzikość i niepewną agresję kierowaną w twoją stronę. Zastępowana była spokojem i ciekawością. Nie raz widziałeś ją, jak obserwowała twoją medytację, czy zachowania gdy nie przesiadywałeś w swoich czterech ścianach.

Po drugiej stronie swój pokój miał niski, aczkolwiek krępy mężczyzna. Widziałeś już takich jak on. Należał do rasy krasnoludów i służył tutaj za kogoś w rodzaju złotej rączki, bądź inżyniera. Nie raz słyszałeś gdy rozmawiał o czymś z Adrianem we wspólnym. Prócz ekscytacji tematem, dostrzegałeś w ich głosach również radość z tych rozmów, tak jakby nie były zupełnie przypadkowe i tyczyły się tematów, które wykraczały poza twoje rozumienie, czy zainteresowanie. Też jakoś nie pytałeś Adriana o relację z krasnoludem. Byłeś natomiast świadkiem jego prac nad klatkami dla waszej "Ślicznej" Wyverny, oraz Jadokła, które podróżowały z wami. O ile Jadokieł przesiadywał w klatce na niższym poziomie, tak Śliczna miała swoją klatkę na górze, zwykle na zewnątrz. Z jakiegoś powodu słuchała się i nie odlatywała, nawet gdy puściło się ją wolno. Możliwe, że miało to jakiś związek z Rave’em, kolejnym członkiem tej załogi.

Rave, tak jak i Adrian - wspólnie zajmowali kajuty na najwyższym poziomie. Można rzec, że kajuta kapitańska, oraz druga, nazwijmy ją teraz bosmańską, była równie dobrze urządzona. Wejścia do nich znajdowały się tuż obok schodów prowadzących do właściwych poziomów statku. Ta należąca do Adriana, stała zwykle otworem dla wszystkich, którzy chcieli z nim porozmawiać. Sam Adrian również często poruszał się po statku i rozmawiał z załogą. Był czarodziejem, był jak wszyscy, nieco zarozumiały, czasem pompatyczny, oddany swojej sprawie i ideałom, dążył do celu. W tym wszystkim jednak nie zapominał, że ten cel, ma szansę zrealizować jedynie dzięki pomocy innym. Możliwe, że właśnie dlatego - wszyscy wciąż z nim podróżowali. Z kolei Rave... Zazwyczaj wychodził tylko w nocy, wtedy też pracował, a za dnia, jego kajuta była zamknięta na cztery spusty. Wiedziałeś, kim jest, tak jak on wiedział, kim jesteś ty. Pośród załogi nie było to tajemnicą. Wciąż jednak zdawałeś sobie sprawę, że w kajucie wampira, nigdy nie byłeś, ani nie wiedziałeś zbyt wiele o jego stanie, ani sposobie funkcjonowania, nic więcej ponad plotki i kłamstwa powtarzane przez ludzi o tych istotach nocy. Jeśli coś było na rzeczy, to na pewno to, że Adrian bardzo cenił sobie radę starszego mentora z akademii magicznej.

Wróćmy jednak do teraźniejszości, był poranek, jakkolwiek go spędzałeś - miałeś wrażenie, że przybiliście do portu, po długim rejsie. Wiedziałeś też dlaczego. Należało zrobić zakupy dla ślicznej, potrzebowała dużo mięsa, a polowania po drodze były zwyczajnie zbyt długie, dlatego bardzo często pływaliście głównie wzdłuż brzegu, a jak kończyły się zapasy, to rozpoczynały się specjalne polowania, albo ubijanie zwierzyny, jaką również przewoziliście - głównie by dokarmiać wasze dwa słodkie potwory. Adrian badał te istoty, ich zachowania, oraz przyzwyczajenia, nie miałeś wątpliwości, że o tobie również pisał.

Z góry dobiegł głoś jakiegoś mężczyzny - to członek załogi. Za grosz nie rozumiałeś, co wrzasnął. Nie rozumiałeś wspólnego, ale słyszałeś to słowo nie raz. Nie było się czego obawiać, to informacja, która mówiła, że znaleźliście się w porcie. Pamiętasz jakie kroki podejmowaliście i jakie było twoje zadanie gdy zawitaliście do portu?
Obrazek

Port i okolice miasta

3
Towarzyszył mu szum ciętej kadłubem wody. W tle wychwycić można było rozmowy załogi i ciche chrapanie Ślicznej. Siedział wygodnie, odprawiając mantrę umysłu. Sielankowy spokój przerwał jednak głos z gniazda. Port. Magiczne słowo, kojarzone zwykle z piwem i uciechami ciała. Jemu jednak kojarzył się z czymś zupełnie innym. Otworzywszy oczy, usiłował zignorować zwalający z nóg swąd. Jak zawsze — na próżno. Pomimo wybitnej, Goblińskiej technologii nabrzeże śmierdziało brudem, zgnilizną i rybami.

Załoga chwyciła się za liny. Żagle zrzucono, a bosman wrzeszczał coś, dynamicznie wymachując łapami. Nurkh po raz setny przysiąg w duchu związać kiedyś tego łysola i zaprosić na malowniczą podróż pod kilem okrętu. Płynęli powoli, wytrącając prędkość, a wraz z nią manewrowość. Z rozkazów kapitana wychwycił pirs, prawą burtę i rufę. Wraz z częścią załogi zszedł pod pokład, zrzucił koszulę i chwycił się wioseł. Po chwili delikatne szarpnięcie napinającego się szpringa oznajmiło koniec pracy. Zacumowali. Wychodząc spod pokładu, dostrzegł dowiązywanie brestów i rozkładanie kładki.

Ubrał się i ruszył po Skórznie. Tsu'raste uchodziło za cywilizowane miasto, jednak Goblińską technologię charakteryzowała tendencja do wybuchania. Przytroczywszy topór do pasa i z tarczą w ręce czekał na Adriana. Zbrojna eskortą podnosiła prestiż młodego czarodzieja i skutecznie zniechęcała potencjalnych rabusiów. Zazwyczaj.
Obrazek
Mowa jest srebrem, milczenie złotem.
Mówiąc, jest łatwiej wyjść na idiotę.

Port i okolice miasta

4
Jesień, Rok 90
Mantra umysłu, którą odprawiałeś, pozwoliła ci nieco lepiej usłyszeć wszystko, co działo się na tym poziomie okrętu. Słyszałeś jak ci, którzy jeszcze się nie zebrali, wstawali i wychodzili. Chrapanie ślicznej było czymś, do czego szło przywyknąć, obecnie - nie sprawiała wrażenia zaniepokojenia, ani nawet nie miała koszmaru. Może nie znałeś dokładnie zachowań wyvern, ale czułeś, że nie ma nic, czym powinieneś się niepokoić. Zwierzęta - magiczne czy nie, zawsze czuły to najszybciej, a śliczna? Śliczna spała tak smacznie, że aż strach ją budzić. Chyba że na kolejne karmienie, którego pora zbliżała się w zastraszającym tempie.

Może nie byłeś technicznym orkiem, ale legendy o goblińskiej technologii były przekazywane nawet i w twojej mowie. Twoi orkowi bracia, zwykle nie mieli nic, do kręcących się pośród nich goblińskich istot. Tutaj jednak było inaczej, to oni rządzili, wszyscy inni byli w dużej mniejszości. Przygotowałeś się do wyjścia, wiedziałeś, że nie zawsze zabierał cię ze sobą. Nie byłeś w końcu jego niewolnikiem, a członkiem załogi, z którym łączyła cię obietnica. Wyszedłeś spod pokładu, na górze, niektórzy z członków załogi - ci którzy wykonali swoją robotę, zdecydowali się na zejście, jeszcze przed samym Adrianem. Nie było w tym nic dziwnego, pewnie szli do karczmy, albo się rozejrzeć. Było to ledwie kilka osób, bo większość wciąż musiała pozostać na statku, by pilnować zgromadzonych na nim dóbr, choć - o ile znałeś Rave'a, to miałeś pewność, że nawet gdyby został tutaj sam, to potencjalny gang rabusiów miałby problemy, albo gorzej. Skończyliby jako obiad.

Wyłonił się i on - Adrian, tuż o jego boku, nieco mniejszy, bowiem krasnoludzki jegomość - Bolgdur. Szli dumnie, podczas gdy ich sylwetki łapane przez słońce zaczynały tworzyć cień. Rozmawiali, była to żywa dyskusja pomiędzy czarodziejem a krasnoludem. Nie rozumiałeś z niej ani słowa i ciężko powiedzieć, jaki był jej finał, gdy dotarli do ciebie, zamilkli we wspólnym.
– Chodź — Powiedział w twojej mowie Adrian. Patrzył na ciebie, uśmiechnął się nawet delikatnie i wskazał dłonią port. Dobrze wiedziałeś, że zostałeś dzisiaj eskortą, ale czy było w tym coś złego? Czarodziej kaleczył twoją mowę, lecz zawsze się starał, nie raz mogłeś mieć ubaw, słysząc wypowiadane przez niego słowa z niepasującą intonacją. Zastanawiające było to, że taki człowiek z łatwością nauczył się magii, lecz nauka języka, którym nawet ty potrafiłeś posługiwać się biegle, przychodziła mu z trudem.

Chyba czas się przekonać, jakie są te całe gobliny, prawda?

Wspólnie, bowiem we trójkę zeszliście po kładce z okrętu. Port - a raczej obrzeża "portowe" był pełne różnorakich, drewnianych zabudowań. Nie brakowało tutaj magazynków i karczm. Przy jednym ze statków, które cumowały dosyć blisko waszego, dostrzegałeś bandę Trolli instruowaną przez gobliny. Tak to wyglądało, jakby pan, wydawał rozkazy swojemu podopiecznemu, choć nie dałbyś sobie za to ręki uciąć, słowa... Bah, słowa. Żadne słowa nie padały, jedynie głośne skrzeczenie. Trolle? One słuchały i porozumiewawczo kiwały głowami, ich twarze wyglądały na typowych półgłówków, może więc te gobliny na nich krzyczały? To jednak nie wasza sprawa, Adrian nawet w tamtą stronę nie spojrzał. Boldgur jednak zaczepił czarodzieja, wypowiedział parę słów. Mag mu odpowiedział dwoma słowami, nawet się nie odwracając. Patrzył na coś bardzo uważnie. Jego wzrok skierowany był na jednego z goblinów, który siedział na drewnianych skrzyniach po drugiej stronie portu.

Nie przeszło twojej uwadze to, że właśnie do niego się kierowaliście. Kilka kolejnych chwil i znaleźliście się na miejscu. Goblin - stanął na skrzyni i zaczął się wyrażać, nieco inaczej niż poprzedni, który zwrócił twoją uwagę. Dostrzegałeś natomiast na twarzy Adriana, że z każdym słowem tej istoty, jakby zaczyna drgać mu jedna powieka. Jak znosił te słowa Boldgur? Był tym wyraźnie rozbawiony.

Sam port - pełen był goblińskiej braci - chodzi od punktu do punktu, nosili rzeczy, tak samo nadzorowali trolle, które nosiły te najcięższe rzeczy, czy to ze statku, czy z magazynu. Kawałek dalej, za miejscem, w którym się zatrzymaliście, znajdował się stragan z rybami, naprzeciwko drugi - tym razem z mięsem, a bezpośrednio za nim był budynek dwupiętrowy. Wejście do środka zbudowane było na łączeniu dwóch ścian, tak jakby było pod kątem i tam też znajdował się szyld, ale za cholerę nie wiedziałeś, co tam jest napisane. Tym, czym był ten budynek, mógł zdradzić rysunek kufla, a jeszcze bardziej, odgłosy krzyków i zawołań dobiegające ze środka, kilka głosów nawet kojarzyłeś jako członków załogi. Bywalcy chyba miło spędzali tam czas.

Obrazek

Port i okolice miasta

5
Obce miasto. Obcy język, obce rasy. Ba! Nawet szeroko pojęta kultura tego miejsca wydawała mu się zupełnie obcą. Jedynym trwałym, uspokajającym aspektem był tutaj Boldgdur. Okrętowego inżyniera, jak na krasnoluda przystało, nie cechowały zmienność czy spontaniczność. Nurkh lubił tego knypka. Więcej nawet. On go szanował! Dobrze było podróżować w tak znamienitym towarzystwie. Dobrze byłoby podróżować również z Selą. Marynarze narzekali, często powtarzając, że "baba na okręcie to pech". Na własne szczęście, Nurkh nigdy nie miał się za marynarza. Był młodym, orczym wojownikiem i to takim, któremu czasem zdarzało się zgłodnieć na więcej, niż jeden sposobów.

Czy można mu się było dziwić? Elfka wyraźnie wyróżniała się na tle innych kobiet, a długie godziny rejsu znacząco tło to redukowały. Czasem zwyczajnie z nudów podziwiał jej urodę. Tym razem nie zdecydowała się dotrzymać im towarzystwa. Może była to okazja, do zaskoczenia dziewczyny jakimś drobnym prezentem? Pamiątką z goblińskiego portu? Plany generowały jednak problemy. Zakupy przeważnie wiązały się z koniecznością płacenia, a ta z posiadaniem pieniędzy. Pieniędzy, których ork nie posiadał. Nie znał nawet lokalnej waluty ani jej wartości, czy choćby podstaw obrotu pieniądzem. Mógłby co prawda poprosić Adriana, ale czy nie byłby to wtedy prezent właśnie od niego? Poza tym nie trzeba poligloty, by zrozumieć plotki. Ciche rozmowy uwzględniające imiona kapitana i medyczki nie były na pokładzie rzadkością.

To, co wojownik uznał za pertraktacje handlowe, najwyraźniej nie przebiegało zgodnie z planem. Przykre. Tutaj nie bardzo mógł w czymkolwiek pomóc. Jego uwagę przykuwał zupełnie inny element portowej działalności. Uniwersalny symbol kufla na szyldzie pobliskiego budynku stanowił otwarte zaproszenie i szansę zarobienia gotówki. Może biesiadujący tam marynarze pożyczą mu trochę grosza? W tego typu przybytkach łatwo można było zarobić, grając w kości, czy walcząc na pięści. Równie łatwo można je też stracić. Przepełniające miasto gobliny nie sprawiały wrażenia szczególnie bitnych, ale poza nimi, kręciły się tu również trole. Nigdy nie walczył z trolem. Cóż to by było za zwycięstwo! Momentalnie gubiąc swój pierwotny cel, szturchnął Adriana. - Wodzu. Idę bić się z trolami. - Mruknął, maszerując w kierunku piwodajni Pieniądze? Prezenty? Sela? Czymże było to wszystko w perspektywie dzikiego, epickiego mordobicia? - Trole, wy kurwy! - dziki, bojowy krzyk towarzyszył wpadającemu do oberży orkowi.
Obrazek
Mowa jest srebrem, milczenie złotem.
Mówiąc, jest łatwiej wyjść na idiotę.

Port i okolice miasta

6
Jesień, Rok 90 Baba na okręcie to pech... Pewnie, że tak gadali, na całe szczęście jedno lodowe spojrzenie wystarczyłoby wybić ich z tego toku myślenia. Nawet i sam Adrian uważał, że wszyscy, którzy znaleźli się z nim na statku, są tutaj nie bez powodu i powinni być traktowani, jak należy. Nie wszyscy brali to zupełnie do siebie, lecz lepiej tak, niż jakby mieli zupełnie ignorować jego słowa. To musiał rozumieć każdy, że nie da się zmienić myślenia ludzi - nie bez użycia długotrwałej magi.

Krasnoludom można było zaufać, zwykle były uparte i rzadko zmieniały zdanie, równie rzadko zdradzały a jeszcze rzadziej - zmieniały swój wygląd po latach. Zwykle jak wyglądał, to tak wyglądał dalej, nie to, co ludzie, którzy potrafili się tak przebrać, tak postarzeć i tak zmienić swoją aparycję przy pomocy dziwnych past i innego dziadostwa... Ale tak to już z nimi było, a Bolgdur? Wyglądał dosłownie tak samo, odkąd się spotkaliście po raz pierwszy.

Skończmy już jednak rozprawiać o twoim towarzystwie, które w sferze mentalnej, wydawało ci się, że rozumiałeś, lecz tak generalnie to ni w ząb. Sam Adrian westchnął tylko, gdy oznajmiłeś, co zamierzasz zrobić. Nie zamierzał cię powstrzymywać, choć twoje słowa wyraźnie go zaniepokoiły. Na chwilę przestał rozmawiać i spojrzał w twoim kierunku, Bolgdur zresztą też. O ile krasnolud dość szybko przejął rozmowę, to Adrian jeszcze przez chwilę wydawał się zakłopotany... Lecz nie było się co przejmować, przynajmniej z twojej perspektywy. Tak czy inaczej, nie przyglądałeś się mu zbytnio. Oznajmiłeś, co zamierzasz zrobić i cóż... Ruszyłeś. Spuścić wpierdol jakiemuś trollowi, gdzie tam jakieś dyrdymały handlowe. To nie było dla ciebie, zresztą i tak nie rozumiałeś, w karczmie pewnie nie będzie lepiej, na swoje szczęście, ty wiedziałeś jak rozmawiać w dwóch uniwersalnych językach. Jeden to twoja pięść, drugi to pieniądze. Aż taka pusta to twoja sakiewka nie była, Adrian coś tam ci płacił.

Wpadłeś do oberży, drzwi od razu poszły na bok. Każdy bywalec od razu zawiesił na tobie wzrok. Wszyscy wiedzieli, że Nurkh jest w lokalu. Nikt inny, tylko ty. Pierwszy patrzył się ten goblin stojący na ladzie. Zielony, około metr trzydzieści pięć. Długie uszy i do tego nieco włosów na głowie, wyglądał na młodego, Nawet nie zdążyłeś ruszyć się dalej po pierwszym poruszeniu w budynku, gdy ta istota zaczęła coś na ciebie skrzeczeć. Niezwykle irytujące to były odgłosy, ruszał ustami, skrzeczał i piszczał wskazując na ciebie. Raz, dwa, trzy i nagle wszystkie obecne gobliny na sali zaczęły się śmiać wniebogłosy, cholera. Nawet jakiś człowiek zakrztusił się tym, co właśnie popijał. Jedyną istotą, która się nie zaśmiała, był siedzący w rogu stwór, mało inteligentny wyraz twarzy, Nieco przygarbiona, drobna sylwetka, Może miała z metr sześćdziesiąt albo mniej, ciężko stwierdzić gdy ta istota siedziała przy stole w jakiejś szmacie robiącej chyba za płaszcz i kaptur jednocześnie. Przy stole był wielki kufel, z którego stwór sączył trunek, zupełnie nie zwracając uwagi na zamieszanie, jakie wywołałeś swoim wejściem.

A jaka była sama oberża? Trochę brudno, cztery ściany, nawet piętro i schody obok wejścia. Stolików dziesięć - każdy inny, ale wszystkie drewniane, od małych po duże. Takie lokale to nic specjalnego, na pewno widziałeś podobne.
Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „Tsu`rasate”

cron