[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

76
POST BARDA
Chłopak wydawał się coraz bardziej pewien swoich słów, z każdą chwilą nabierając przekonania, że postąpił słusznie.

- Kiedy nauczę się już wszystkiego, będę mógł leczyć również takie przypadki! - Oświadczył. - Pan elf był w bardzo, bardzo złym stanie i nie chcę... n-nie chcę pracować z kimś, kto go do tego doprowadził, nawet jeśli ddziałają zgodnie z prawem, a wy wberw. Ranni mówili, że są... - Ściszył głos, jakby ktoś mógłby ich podsłuchać - ...są piratami.

Dla chłopaka, który wychował się w mieście i nawet nie wyrwał się jeszcze spod spódnicy matki, obecność na pirackim statku musiała być wydarzeniem życia. Nic dziwnego, że tak go to ekscytowało.

- Mam szesnaście lat, proszę panią. - Powiedział dumnie, jakby to było osiągnięcie. - Inaczej byśmy nie dołączyli, a tak, to mogliśmy pomóc. Ale jakby nie mówiła pani, że pomogliśmy piratom... to byśmy byli wdzięczni. Uczą nas, żeby pomagać każdemu, ale sama pani rozumi. - Mruczał pod nosem, nie chcąc, by Vera uznała jego słowa za obraźliwe.

Corin podniósł się ze swojego miejsca i zaszedł Verę od tyłu. Nie miał pojęcia, jak Umberto będzie chciała prezentować kwestię ich nowo znalezionego uczucia przed załogą, dlatego nawet jej nie objął.

- Skończ szkołę, chłopcze, a potem się zastanawiaj. Nie składaj obietnic, których nie będziesz mógł dotrzymać. - Skarcił go. - Pół roku to dużo czasu.

Weswald spojrzał na Corina butnie. Za punkt honoru wziął sobie postawienie się pierwszemu oficerowi. Zmarszczył czoło, wykrzywił usta i rzekł:

- Jeśli pani mi pozwoli, to zostanę od razu! Mam wszystkie książki i sam się nauczę! Tylko będę musiał wysłać list do mamy.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

77
POST POSTACI
Vera Umberto
Vera skinęła tylko twierdząco głową. Ranni mówili prawdę, więc czemu ona miałaby jej przeczyć? Byli piratami, nawet jeśli Siódma Siostra działała zazwyczaj... cóż, nieco łagodniej. Szesnaście lat... to był jeszcze dzieciak. Umberto była od niego dwa razy starsza.
- Może znajdę jakieś oficjalne pieczątki Kompanii na drugim statku. Nie będę pisać, że pomagaliście piratom - zgodziła się, nie czując się w żadnym stopniu urażona. Dobrze wiedziała, jak działa świat.
Gdy Weswald postanowił postawić się Corinowi, Umberto pokręciła tylko głową. Oficer miał trochę racji, nieważne jak bardzo Vera nie chciałaby zapewnić Olenie permanentnej pomocy z magicznymi umiejętnościami. Jeśli mieli zabrać się za placówki Kompanii w kolejnych miastach, będą odbijać wielu więźniów w stanie takim, jak ci obecnie rezydujący na Mżawce, więc obecność rudzielca byłaby zbawieniem. Ale nie przyjmowała na statek piracki tych, którzy mówili, że mogą zostać, tylko najpierw muszą napisać list do mamy.
- Masz dobre serce, młody, ale pan Yett ma rację - upomniała go. - Skończ swoją edukację, tak, jak planowałeś do tej pory. Jeśli będziesz chciał do nas wrócić, wcześniej czy później pewnie pojawimy się znowu w Tsu'rasate. Dasz nam adres, to będziemy wiedzieli jak cię znaleźć. Jak będziesz mógł już sam podjąć decyzję, co zrobić ze swoim życiem, nie pytając o zgodę żadnego rodzica, Siódma Siostra będzie stała dla ciebie otworem.
Stojący za nią Corin nie pozwalał się jej do końca skupić na tym, co mówiła. Chłopak przyszedł w wyjątkowo nieodpowiednim momencie... chociaż jakby się uprzeć, to mógł trafić gorzej. Oparła dłoń o drzwi.
- Tak czy inaczej jeszcze trochę z nami posiedzicie. Dopóki Olena nie powie mi, że możemy was odstawić do domu. Póki co płyniemy na wyspę, więc za kilka godzin i Mute'lakk przestanie jęczeć, że mu niedobrze - gestem głowy wskazała mu przeciwległe drzwi, te prowadzące z powrotem na pokład. - Dzięki za raport.
Upewniła się, że sobie poszedł, zanim z powrotem zamknęła własną kajutę. Obróciła się i oparła plecami o drzwi, unosząc wzrok na zachowującego bezpieczny dystans Corina. No tak, pozostała jeszcze kwestia załogi. Nie sądziła, by ktokolwiek przejmował się jakimś romansem na statku, zwłaszcza biorąc pod uwagę, co wyczyniały Echo i Raylene. Ale w przypadku kapitan, która ewidentnie cierpiała teraz na absolutnie i totalnie złamane serce, mogło to wydawać się... zbyt wcześnie. Nie to, żeby ukrywanie się z tym miało być szczególnie trudne; kwatery oficerskie były oddzielone od reszty statku, a Yett miał kajutę praktycznie drzwi w drzwi z kajutą Very. Nikt nie będzie sprawdzał, czy nocą każde z nich aby na pewno jest u siebie.
- Trip był jeszcze rok młodszy, kiedy wylądował na Siostrze - zauważyła tylko, jeszcze w kontekście Weswalda. - Tylko Trip nie miał rodziny, do której mógłby wrócić. Chyba. Cholera go wie. Nigdy się pewnie nie dowiemy, dlaczego tu jest.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

78
POST BARDA
Weswald kiwał głową, zgadzając się z każdym słowem Very. W zestawieniu z Corinem, to na nią patrzył, jej słuchał i zdawało się, że trzymał jej stronę za każdym razem, wobec Yetta czując pewnego rodzaju... konkurencję? Nie miał niczego, w czym mógłby pokonać dorosłego faceta, jednak najwyraźniej wciąż próbował swoich sił.

- Dziękuję. Obiecuję, że wrócę! - Niemal krzyknął, by podkreślić swoje poczucie obowiązku. - Do czasu, aż wrócimy do Tsu'rasate, będziemy słuchać Olenki. I pani, pani kapitan. - Zasalutował krzywo, a odesłany, z pewnym ociąganiem, ale w końcu odszedł.

Corin pokręcił głową, rozbawiony pojawieniem się młodego uzdrowiciela i jego zachowaniem. Gdy drzwi zostały zamknięte, a oni zostali sami, jego dłonie mogły wrócić na ciało Very. Obrócił ją w swoją stronę i pchnął lekko, by oparła się o drzwi.

- Trip miał więcej oleju w głowie niż niejeden stary marynarz. - Yett, choć skupiony na Umberto, mówił o kuchciku. - I umiejętności, które ratowały naszych zamiast pozwalać im umrzeć. - W brzydki sposób przerzucił winę na Weswalda. Wiedział, że Erinel był na skraju śmierci, jednak... wciąż istniał zalążek nadziei, że uzdrowiciele mu pomogą, który zgasł wraz z informacją, że kapitan Pocałunku zmarł. Mogliśmy jednak porwać tego gnoma, tak jak sugerował Osmar. Z drugiej strony... Vera, pytałaś kiedyś Tripa o jego rodzinę? Zawsze się wykręca od odpowiedzi. Jeśli nie chcesz naciskać, można go upić i w ten sposób wyciągnąć informacje. Kocham dzieciaka, ale wolałabym wiedzieć, co ma za uszami.

Mówiąc, Yett zbliżył się do Very. Jego usta spoczęły na jej szyi w kilku krótkich, łaskoczących pocałunkach.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

79
POST POSTACI
Vera Umberto
- Mogliśmy - zgodziła się, choć w obecnej sytuacji pewnie zgodziłaby się ze wszystkim, co Corin mówił, nawet jeśli jeszcze w Tsu'rasate wychodziła z założenia, że porwanie gnoma narobiłoby więcej problemów, niż przyniosło korzyści. Jej ręce mimowolnie powędrowały na kark oficera, przyciągając go do niej jeszcze bardziej. - Przyznaj, że po prostu jesteś zazdrosny, bo po raz pierwszy ktoś bardziej lubi mnie, niż ciebie.
Zamknęła oczy i poddała się mężczyźnie, odchylając tylko lekko głowę, by dać mu łatwiejszy dostęp do swojej skóry. Jego usta stopniowo zbliżały się do poszarpanej blizny, okalającej ramię kapitan. Może i nie straciła urody, jaką matka natura postanowiła jej dać, ale jej ciało było już zniszczone przez życie, jakie dla siebie wybrała. Blizny szpeciły je w więcej, niż jednym miejscu i z jakiegoś powodu stało się to dla niej teraz problemem większym, niż kiedykolwiek przedtem, z kimkolwiek innym. Wciąż była tylko kobietą. Chciała czasem wyglądać dobrze, tylko na to było już trochę zbyt późno.
- Pytałam, i to nie raz. Po pijaku też nie chce o tym mówić, przecież wiesz.
Nie odwracając się, sięgnęła za plecy i przekręciła klucz w drzwiach. Nie zamierzała przyjmować żadnych innych interesantów, nie w tym momencie. Mieli przynajmniej trzy godziny do obiadu i skoro Corin nie zamierzał się powstrzymywać, planowała dobrze ten czas wykorzystać. Wreszcie miała przy sobie kogoś, z kim łączyło ją coś więcej, niż czysto fizyczne pożądanie. Wszystko było inne, serce tłukło się w jej piersi jakby była podekscytowaną nastolatką, a jakikolwiek ciężar, jaki wisiał jej na duszy, całkowicie odchodził w zapomnienie. Dotąd łączyła ich przyjaźń, która teraz zaczynała ewoluować w coś zupełnie nowego. Coś, czego Umberto w swoim życiu nigdy się nie spodziewała. Sięgnęła do jego twarzy, by podnieść ją nieco i znaleźć ustami drogę do jego ust, w końcu dostając ten porządny pocałunek, przed którym poprzednio do drzwi jej kajuty zaczął dobijać się Weswald. Wreszcie elementy układanki zaczynały wskakiwać na właściwe miejsca, a Vera przestawała się czuć, jakby świat walił się jej na głowę.
Nigdy nie szczyciła się cierpliwością i nie inaczej było teraz. Wszystko, co znajdowało się poza jej kajutą, znajdowało się też poza jej granicami postrzegania. Przestali obchodzić ją byli więźniowie, uzdrowiciele, Mżawka i cała reszta, liczył się tylko on. Popchnęła go w stronę łóżka, bujającego się leniwie na falach otwartego morza. Jej dłonie powędrowały do paska od spodni mężczyzny, w ślepym poszukiwaniu klamry.
A już najbardziej obojętny jej był ziołowy napar, stygnący gdzieś na biurku.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

80
POST BARDA
Corin trzymał ją tak blisko, jakby nie chciał pozwolić jej odejść nigdy więcej. Jego ramiona obejmowały ją w talii i przyciskały do jego nagiego torsu tak mocno, że groziło to pozostawieniem siniaków. Trzy poprzednie godziny zleciały im powoli, spokojnie, gdzie więcej rozmawiali i planowali, aniżeni konsumowali swój nowoodkryty związek. Corin nie spieszył się. W momencie, gdy ledwie pożegnali przyjaciela, nie mogli skoczyć od razu do szalonej miłości, która zaalarmowałaby pół załogi. Z drugiej strony, bliskość pozwlała im odreagować.

Zbliżało się południe, a wraz z nim obiad. Byli leniwi, mieli do tego prawo. Zapewne żadne z nich nie chciałoby opuszczać kajuty kapitańskiej tylko po to, żeby zjeść. Zostało ledwie parę godzin do Harlen, a tam czekała na nich kuchnia Silasa.

To, co kazało im poderwać się z koi, to długi, głośny dźwięk, który jak grzmot przetoczył się przez statek. Ściany zatrzeszczały, gdy łomot ucichł po paru dłuższych sekundach, a zaraz po nim nastąpił stek przekleństw Osmara.

- Uderzyliśmy w coś. - Zawyrokował Corin, podnosząc się być może wolniej, niż powinien.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

81
POST POSTACI
Vera Umberto
Czas spędzony w splątanej pościeli kapitańskiego łoża był zupełnie inny, gdy Vera leżała w nim z kimś, na kim faktycznie jej zależało. Niezależnie od tego, czy zatapiali się nieprzytomnie w tej od dawna wyczekiwanej bliskości, czy potem Umberto leżała wtulona w ramię Corina, rozmawiając o wszystkim i o niczym, o sprawach mniej lub bardziej istotnych i o planach na bardzo odległą przyszłość, wszystko było dokładnie takie, jakie powinno być. I choć śmierć Erinela wciąż bolała ich oboje, tak przynajmniej mieli coś, co rekompensowało żałobę dzisiejszego poranka.
Oczywiście, że Vera bardzo chętnie zostałaby tak na kolejne godziny, do momentu, w którym Siódma Siostra wraz z Mżawką wpłynęłyby do zatoki Harlen i zacumowały przy drewnianym nabrzeżu wyspy. Mogłaby leżeć tak w nieskończoność, przesuwając palcami po klatce piersiowej Corina, czerpiąc nieopisaną przyjemność z jego leniwego dotyku na swojej skórze i słuchając jego głosu. Oczywiście też, że spokój nie mógł trwać wiecznie.
Słysząc przeraźliwy chrobot, który wywołał ciarki przerażenia wzdłuż jej kręgosłupa, kapitan poderwała się z miejsca, klnąc cicho pod nosem. W przeciwieństwie do Yetta, jej zerwanie się z łóżka zajęło zaledwie kilka sekund.
- Dopiero remontowaliśmy statek! Co do wszystkich demonów - jęknęła, niezadowolona, szybko naciągając na siebie ubrania, niedbale rozrzucone po całym pomieszczeniu. Zapinanie guzików koszuli okazywało się czasem strasznie czasochłonnym zajęciem. - Przecież płyniemy stałą trasą, nigdy nie było na niej żadnych płycizn! Mam nadzieję, że nic się nie stało z kadłubem.
Przeczesała włosy jedną ręką, a drugą złapała za kubek i pociągnęła kilka łyków zimnego naparu, jaki przygotowała dla niej felczerka, zanim wypadła z kajuty, by sprawdzić, co się wydarzyło.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

82
POST BARDA


I choć Corin nie spieszył się ze zbieraniem z łóżka, zdążył ubrać się akurat w porę. Gdy Vera walczyła z guzikami, on z ociąganiem wciągnął koszulę, poprawił portki i założył buty. Gdy poprawił włosy, nikt nie mógł stwierdzić, że ledwie chwilę wcześniej leżał w koi pani kapitan. Ich wspólne zniknięcie z pewnością zostało zauważone, ale żeby to pierwszy raz brakowało ich obojga? Ramię w ramię mogli opuścić oficerskie kajuty.

Po wyjściu na główny pokład od razu zauważyli, co się stało. Mżawka była zdecydowanie zbyt blisko Siódmej Siostry. Osmar pieklił się, wychylając się przez reling.

- Idioci! Dopiero co naprawialiśmy tą pieprzoną łajbę! - Warczał, rzucając gromy z oczu. Wszyscy załoganci trzymali bezpieczne dwa-trzy metry odstępu, bo krasnolud, choć krępy, był niszczycielską siłą, gdy się zdenerwował. - Co mówiłem: uważajcie na boczny wiatr?! Co mówiłem!? - Załoganci na Mżawce mogli bogom dziękować za to, że Osmar nie miał jak do nich doskoczyć. Ktoś o dłuższych nogach nie miałby problemu z przekroczeniem dystansu między oba statkami, jednak Osmar, ze swoim nędznym wzrostem, wolał nie próbować, póki nie wystawią trapu. - Do stu beczek piklowanego śledzia, kto za to odpowie?! Kto to naprawi?! Irina, czy ty to widzisz?!

Elfka była po drugiej stronie, na Mżawce, i sama patrzyła w przestrzeń między statkami. Vera równiez mogła wychylić się i ocenić straty. Nie wyglądało to dobrze, bo deski i belki zostały powyginane i połamane. Ostre krawędzie połamanego drewna wystawały po bokach obu statków, gnieniegdzie zakleszczając się między sobą.

Spod pokładu Mżawki wybiegł jeden z byłych więźniów.

- Nabieramy wody! - Zaraportował. - Chłopcy łatają dziury, na ile mogą!

Statki ledwie otarły się o siebie, lecz ciężar w pełni załadowanych ładowni zwiększył pęd na tyle, że kontakt zostawił spore zniszczenia.

- Nie było nas parę godzin. - Corin zasłonił twarz dłonią. - Miałaś rację, to dzieciniec, nie załoga. Hej! Kto jest za to odpowiedzialny?! - Podniósł głos, bez strachu stając przy Osmarze.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

83
POST POSTACI
Vera Umberto
Błogość ostatnich godzin nie sprawiła, że Vera straciła umiejętność wpadania we wściekłość w ciągu zaledwie kilku sekund. Wystarczyło jej zorientować się, w jakiej sytuacji się znaleźli, żeby ciśnienie od razu jej skoczyło, a zaniepokojenie na twarzy zostało zastąpione przez absolutną furię. Nie była w stanie uwierzyć w to, co widziała. Spodziewała się wszystkiego, wraku na dnie, nagłego wypiętrzenia skał, może tego że wiatr zniósł ich w którąś stronę i wylądowali na płyciźnie, ale nie tego, że druga część załogi wpierdoli się w nich jebaną Mżawką!
- No kurwa nie wierzę - mruknęła, wychylając się przez reling i mierząc spojrzeniem straty. Jej piękna, świeżo wyremontowana Siódma Siostra miała w kadłubie dziurę, a ze sterburty sterczały połamane deski i fragmenty drewna. Vera warknęła wściekle, uderzając dłońmi w barierkę i odpychając się od niej gwałtownie.
- Myślałam, że potrafią sterować pierdolonym statkiem, jak nie stoi się im nad głową - odpowiedziała gniewnie na komentarz Corina. - Nie sądziłam, że musimy się, kurwa, rozdzielić, ja tutaj, a ty tam, żeby nie rozjebać się o siebie podczas trzydniowego rejsu!
Wściekłym spojrzeniem przesunęła po tych, których widziała na pokładzie Mżawki. Najgorzej, że byli zaklinowani, a statki stanowiły całość, która jak pójdzie na dno, to pójdzie na nie razem. Czekała, aż ktoś udzieli odpowiedzi na pytanie Yetta. Aż dowie się, kto bezpośrednio był za to odpowiedzialny. Co jakiś czas łączyli statki, by załogi mogły przejść w jedną lub w drugą pomiędzy pokładami, ale do tego manewru przygotowywały się obie jednostki. Podchodzili do siebie powoli, a potem równo ustawiali ożaglowanie, by uniknąć sytuacji takiej, jak ta. Mżawka musiała wpierdolić się w Siostrę w pełnym rozpędzie, że doprowadziła do takich uszkodzeń.
- Ktoś sprawdził, czy my nabieramy wody? - rzuciła pytanie w powietrze. - Przecież się, kurwa, nie przeniesiemy ze wszystkim na Siostrę. Trzeba załatać te pierdolone dziury na tyle, na ile się da. Daleko mamy do Harlen?
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

84
POST BARDA
- Vera, nie denerwuj się, to się naprawi. - Corin próbował ugłaskać panią kapitan, ale gdy ta była wściekła jak osa, lepiej było trzymać się na dystans. Nawet ta bliskość ledwie parę minut temu bledła, gdy Umberto wrzeszczała na swoich załogantów. - Nie powinienem ich zostawiać. - Przyznał wprost, biorąc na siebie winę. - Od tego tu jestem, żeby pilnować takich rzeczy. Vera, nie denerwuj się, to się zabije deskami.

Z drugiej strony, to Irina była na Mżawce, gdzie miała dopilnować, by wszystko poszło dobrze. Elfka nie odezwała się ani słowem od kiedy Vera wyszła na pokład. Była dobrym drugim oficerem, jednak również miała swoje wady.

Załoganci byli bardzo cicho, do tego stopnia, że wszystkie rozmowy ucichły.

- Na Siostrze sucho! - Nadszedł meldunek spod pokładu. Przynajmniej o tyle dobrze, choć skoro Mżawka napełniała się wodą, niewykluczone, że wkrótce zatonie, zabierając ze sobą Siostrę, jeśli nic na to nie poradzą!

Ci, którzy byli odpowiedzialni za dopatrzenie połączenia - trzej marynarze, zwerbowani nie więcej, jak cztery miesiące wcześniej, taktownie milczeli, spodziewając się, że jakikolwiek komentarz przyniesie im kolejny opieprz.

- Załatajcie te dziury jak najszybciej! - Rozkazał Corin. - I przenoście towary na Siódmą Siostrę. - Dodał. Wspiął się na reling, by przeskoczyć na drugi statek. W momencie, gdy stał na wąskiej barierce, jakieś łączenie puściło, a Siostra szarpnęła gwałtownie. Corin zrobił krok w porę, by jedną nogą podeprzeć się o sporo niżej położony reling Mżawki. Manewr był gwałtowny i wymagał od oficera niemal szpagatu.

- Aż, cholera, chyba coś naderwałem. - Jęknął, łapiąc się za pachwinę. - Vera, nie przechodź!

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

85
POST POSTACI
Vera Umberto
Przynajmniej na Siostrze było sucho. Nie była to wystarczająca wiadomość, by uspokoić targającą nią wściekłość, ale z pewnością powstrzymała ona tę wściekłość przed narastaniem.
- W takim razie zabijcie dziurę, póki nie jest za późno. Trzeba się też spuścić od zewnątrz na linach i odrąbać Mżawkę w miejscach, gdzie się o nas zaklinowała - zarządziła, gestem wskazując osoby, które miały się tym zająć.
Cholera, nie chciała, żeby drugi statek zatonął! Liczyła na to, że uda się jej go sprzedać, skoro nie posłali go w płomieniach w stronę portu w Ujściu. I chciała jeszcze przeszukać porządnie kajutę Speke'a! Musiała to zrobić teraz. Musiała wejść na Mżawkę i zabrać stamtąd wszystko, co mogła uznać za przydatne w przyszłości. Ile miała czasu, zanim ta łajba zatonie? Nie wiedziała, w jakim tempie napełniała się wodą. Zaklęła ponownie, przecierając czoło dłonią i spoglądając na Corina, wchodzącego na reling, by przeskoczyć na drugi pokład. Gdy Mżawką szarpnęło, a statki rozsunęły się nieco w najmniej odpowiednim momencie, jej serce na moment stanęło, ale na szczęście oficer nie spadł w wodę pomiędzy dwiema burtami.
- Muszę! - skinęła na Osmara i z jego pomocą przerzuciła trap na drugą stronę. Nie był on pochylony w tak niewielkim stopniu, jak zawsze, przez wodę, która zdążyła już wlać się na drugi statek i go obciążyć. Zaczepił się pod dość ostrym kątem. Tak czy inaczej musieli przetransportować rannych i przenieść towary na Siostrę, a przynajmniej te, które się zmieszczą. Zbiegła na drugi pokład.
- Irina, Osmar, dopilnujcie przejścia załogi i załadunku - odwróciła się do stojącego obok mężczyzny. - Corin, niech spróbują załatać wyrwę w kadłubie. Może uda się uratować tę pieprzoną Mżawkę. Ja tak czy inaczej idę do kajuty Speke'a, nie zdążyłam do niej przecież zajrzeć, poza tym jednym razem, kiedy szukałam eliksirów. Niech ktoś po mnie przyjdzie, jak nie uda się nic zrobić z dziurą i trzeba będzie spierdalać.
Wyminęła go i ruszyła prosto do kwatery kapitańskiej. Była pewna, że są tam informacje, których potrzebowali. Chociażby dziennik pokładowy Augusta, jakieś zapiski dotyczące Kompanii, mapy, a może listy? Musiała to wszystko zabrać, więc zaraz po wejściu do zagraconego pomieszczenia, znalazła jakąś pierwszą lepszą torbę - albo i poszewkę na poduszkę, cokolwiek - i zaczęła pakować do niej wszystkie papiery, jakie znalazły się w zasięgu jej wzroku, czy to na biurku, czy w jego szufladach. Oczywiście, gdyby trafiły się jakieś kosztowności, nie omieszkałaby ich zgarnąć, ale nie to było priorytetem. Poza miejscem oczywistym, zajrzała też pod łóżko, pod materac, do szafek i wszędzie, gdzie przyszło jej do głowy. Musiała się spieszyć. Jeśli nie będzie się dało uratować Mżawki, nikt nie da jej tu "jeszcze pięciu minut".
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

86
POST BARDA
Dobrze zabezpieczona po remoncie Siostra wytrzymała uderzenie. Mogło to być też zwyczajne zrządzenie losu. Nie zmieniało to jednak faktu, że poszycie było naruszone i gdy zawiną na Harlen, będzie wymagało jak najszybszej naprawy. To samo tyczyło się Mżawki, o ile uda się ją doholować do wyspy. Ta druga była jednak w o wiele gorszym stanie.

Vera rozdała zadania. Wskazani mężczyźni bez cienia sprzeciwu ruszyli, by uwolnić zaklinowane statki. Spuszczanie się na linach między kadłubami było niebezpieczne, gdy okręty mogły nagle ruszyć się względem siebie i zmniejszyć dystans. Masa takich jednostek była na tyle duża, by zmiażdżyć załoganta.

Kapitan wpadła do kajuty byłego kapitana jak burza, ale potraktowała ją jak małe tornado. Rozrywając poszewkę poduszki, opróżniając ją z piór i używając jak worka na papiery, zaczęła pakować do niej wszystko, co wpadło jej w ręce. Dzienniki, mapy, zapiski, raporty i całą masę innych dokumentów, z którymi jeszcze się nie zapoznała. Znalazła też ładnie ułożone i poskładane na rówane cztery części portrety pamięciowe wraz z wypisaną nagrodą. Częśc z nich miała w rogu wyrysowany mały X - to ci, którzy zdążyli zostać oszukani przez kapitana Mżawki. Nie miała czasu, by wszystkie przejrzeć - czy była wśród nich i jej podobizna?

W szklanym ozdobnym pojemniku, wyglądającym, jakby był ciosany z kryształu, Vera znalazła biżuterię. Srebra i złota nie było dużo, głównie kolczyki, parę zawieszek i naszyjników. Jeden z kolczyków wyglądał jak ten, który swego czasu nosił Erinel, lecz Umberto nie chciała się nad tym zastanawiać. Kosztowności zmieściły się w poszewce. Reszta skarbów była zbyt duża, by pomieścić ją w prowizorycznym worku - wypchane zwierzę, szabla z ornamentami tak wystawnymi, że wręcz uniemożliwiającymi walkę tę bronią, parę obrazów, dywanów, mebelków z pięknego drewna... Speke był zdecydowanie bogaty.

Do kajuty wszedł Corin.

- Chorzy są już na Siostrze. - Zaraportował. - Opróżniamy ładownię, ale wszystko nie zmieści się na Siostrze. Chłopcy na niższych pokładach łatają dziury. Weźmiemy Mżawkę na hol i pozostaje mieć nadzieję, że utrzyma się na powierzchni wystarczająco długo. - Mówił, jakby nic między nimi nie zaszło, jakby wciąż był jedynie jej pierwszym oficerem. Z drugiej strony, cóż innego miał mówić w momencie, gdy byli w sytuacji kryzysowej? - Pomóc ci? Co zabieramy na Siostrę? Wydaje mi się, że czeka nas kolejny dłuższy pobyt na Harlen.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

87
POST POSTACI
Vera Umberto
Nie dziwiło jej, że Mżawka gorzej zniosła zderzenie. Nie była wojskowym okrętem, w przeciwieństwie do Siódmej Siostry, więc i konstrukcję miała słabszą. Vera wciąż jednak nie chciała jej tracić; nie potrzebowała dwóch statków do szczęścia, ale skoro już ją ze sobą zabrali, to mogła skończyć trochę lepiej, niż na dnie morza i to z tak idiotycznego powodu, jak niekompetencja załogi. Kapitan była zła i trudno było się jej dziwić. Wydawałoby się, że ma u siebie w większości doświadczonych marynarzy, ale kto mający jakąkolwiek wiedzę na temat żeglarstwa pozwala dwóm statkom podejść do siebie tak blisko przy pełnej prędkości?!

Nie wiedziała, ile ma czasu w kajucie Speke'a, nie przejmowała się więc porządnym układaniem dokumentów i martwieniem się, by ich nie pomiąć. Władowywała je do poszewki jeden za drugim, zostawiając sobie przeglądanie ich i ocenianie zdobyczy na później. Rozglądała się też za narzędziami piśmienniczymi i pieczęcią, lub stemplem z symbolem Kompanii Handlowej Błogosławieństwa Ula, o ile coś takiego August posiadał. Lata życia jako pirat co prawda nie pozwoliły jej obojętnie przejść obok całego efektownego wyposażenia, jakie wypełniało pomieszczenie; najchętniej zabrałaby wszystko, wymieniłaby swoją komodę na tę tutaj, z miedzianymi ornamentami i fikuśnymi nóżkami, a co najmniej dwa dywany pięknie zgrałyby się z kolorystyką, jaką utrzymywała we własnej kajucie. Ale cóż... to będzie musiała zostawić sobie ewentualnie na tę wersję przyszłości, w której Mżawka nie zatonie.
- Tak - odetchnęła z ulgą, gdy dołączył do niej Corin. - Zapomniałam o tym powiedzieć. Ciało Speke'a. Niech je przerzucą na Siostrę, nie po to je przecież trzymamy do tej pory, żeby teraz zatonęło.
Podniosła głowę znad jakiejś szuflady, zerkając z zastanowieniem najpierw na oficera, a potem na zdobioną szabelkę. Po chwili namysłu wyprostowała się i złapała broń, by podejść do Yetta i wsunąć mu ją za pasek. Ona po zderzeniu ubierała się zbyt szybko, nie miała na sobie niczego, o co mogłaby ją zahaczyć, a pielęgnowana przez lata pazerność nie znikała tylko dlatego, że się im spieszyło.
- I to dla mnie weź. Dzięki - wróciła do biurka. - Najdroższe i najmniej przydatne rzeczy w Tsu'rasate zamieniliśmy na złoto, żeby mieć czym zapłacić uzdrowicielom, więc nie jest tak źle, jak mogłoby być. Zresztą może przemawia przeze mnie przesadny optymizm, ale liczę na to, że uda się tę łajbę jakoś dociągnąć na wyspę.
Zatrzasnęła szufladę i wyciągnęła kolejną.
- Taa - mruknęła, słysząc o kolejnym długim pobycie na Harlen. Sam przedłużony pobyt na wyspie nie był dla niej niczym złym. Gorzej było z naprawami, które przecież dopiero co skończyli. Lakier na relingach wciąż był świeży, jeszcze błyszczał. - Naprawdę myślałam, że nie muszę im patrzeć na ręce. To są jakieś pierdolone podstawy żeglarstwa. Byłoby miło, gdyby kiedyś dla odmiany zamiast milknąć w panice, kiedy się na nich wydzieram, zaczęli, kurwa, myśleć.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

88
POST BARDA
Vera znalazła wiele dokumentów Kompanii, jednak żadnej pieczęci. To, co Speke trzymał w swojej kajucie, było zwykle rozkazami i dekretami wydanymi przez kogoś innego. Choć posidał pióra i atramenty, Verze nie udało się dorwać niczego, co mogłoby zostać użyte do podrobienia papierów. Z drugiej strony, miała też aż nadto wzorów pieczęci na dokumentach, by spróbować samemu wytworzyć falsyfikat.

Yett skrzywił się wyraźnie na wspomnienie o ciele byłego kapitana.

- No wiesz? - Poddał wątpliwości. - Myślałem o tym, żeby przewieźć na Harlen Erinela i oddać go Pocałunkowi, ale kto wie, czy spotkalibyśmy ich w porcie. Chodzą plotki, że wyruszyli na Archipelag. Ale Speke..? Cóż, mewy będą ci wdzięczne za tego typu posiłek. - Corin nie sądził, by ciało czekał jakikolwiek inny koniec. Na żaden inny August nie zasługiwał. - Ohar! - Corin nie wychodził z kajuty, ledwie uchylił drzwi i tylko wydarł się na załoganta, który miał być niedaleko. - Ciało na siostrę! Rozkaz kapitana!

Po tym, jak otrzymali potwierdzenie, Corin sam zajął się przeszukiwaniem kajuty. Nie kopał jednak tak głęboko, jak Vera, a jedynie przerzucał przedmioty, które znalazły się na wierzchu.

- Zdecydowałaś już, co zrobisz z Mżawką, jesli dopłynie do Harlen? - Zapytał, przyjmując szabelkę. Poklepał ją po zdobionej pochewce. - Myślałem, że to dla mnie. - Uśmiechnął się, drocząc. Nie miałby użytku z takiej broni. Zamiast tego, złapał pod pachę wypchanego cętkowanego kota, w żaden sposób tego nie komentując. Tego typu ekscentryczne okazy mogły sprzedać się za ładną kwotę. - Jestem pewny, że nasi następnym razem będą uważać. O ile zatrzymasz ich na pokładzie, żeby dać szansę na następny raz. - Dodał. - Wiesz, Vera. Tych dwudziestu trzech z Ujścia nie trafiło tam przypadkiem. To są świetni żeglarze. No... teraz zostało ledwie dziewiętnastu. Czy osiemnastu? - Zgubił się w wyliczeniach. - Jeśli dojdą do siebie, przydaliby się na Siostrze, nawet bez oka czy ucha.

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

89
POST POSTACI
Vera Umberto
Vera parsknęła suchym śmiechem.
- Przecież nie po to, żeby złożyć mu honory. Nie zasługuje na morski pogrzeb. Będzie wisiał na wlocie do zatoki, obok truchła Anny Caldwell, z tabliczką z napisem "zdrajca" na szyi. I niech sobie go mewy zeżrą. Jeden trup mój, drugi twój. Nasza wystawka rośnie.
Cholera. No to nie podbije chłopakom potwierdzenia praktyk oficjalną pieczęcią kompanii. Może Gerda, jako córka kupca, będzie w stanie ją podrobić na podstawie tych, które znajdą w dokumentacji. To był jednak problem dla przyszłej Very. Uśmiechnęła się lekko pod nosem, gdy Corin przyglądał się zdobionej szabelce.
- Pasuje do ciebie, zdecydowanie - rzuciła. - Ale nie. Jest teraz moja.
Nawet w sytuacji tak krytycznej, jak ta, po wspólnie spędzonym poranku trudno było jej nadal być tak samo wściekłą w jego towarzystwie. Pewnie złość jej wróci, jak wyjdzie na zewnątrz i znów zobaczy rozwalone burty statków, albo przyjdzie jej na linie wciągać się z powrotem na Siódmą Siostrę, bo Mżawka zbyt mocno się już zanurzy, by jej pokładu dosięgała rampa.
- Nie mam pojęcia. Na pewno nie potrzebuję dwóch statków. Sam widzisz, jak zajebiście się to sprawdza - skrzywiła się. - Nie mam nic przeciwko temu, żeby ją sprzedać. Erinel miał ambicje bycia admirałem, pewnie jest więcej takich jak on, a złoto się zawsze przyda. Zwłaszcza biorąc pod uwagę kolejny remont, który musimy zrobić. A już myślałam, że przez najbliższe miesiące będę mogła pławić się w luksusie i nie przejmować wydatkami. Chuja tam.
Zatrzasnęła ostatnią szufladę i wyprostowała się, zawiązując torbę z poduszki i zarzucając ją sobie na ramię. Przeniosła wzrok na Corina.
- Wiem. Jeśli będą chcieli z nami zostać, nie będę się ich pozbywać. Dlaczego pytasz? - uniosła brwi, milknąc na chwilę. Kilka sekund wystarczyło jej, by wyciągnąć mniej lub bardziej słuszne wnioski z słów oficera. - Chcesz zostawić drugi statek i złożyć załogę z odbitych więźniów?
Przez chwilę wpatrywała się w niego w milczeniu. Erinel chciał oddać Yettowi statek, który znalazł. Tamten był mniejszy, jednożaglowy, po zderzeniu z Siostrą nie zostałoby z niego pewnie nic. Mżawka była lepszą jednostką, a gdyby Vera miała wybrać osobę, która najlepiej poradziłaby sobie z prowadzeniem drugiej załogi, byłby to właśnie Corin. Nie bez powodu był pierwszym oficerem na Siódmej Siostrze. Tylko że teraz, z wyjątkowo egoistycznych powodów, chciała żeby jednak był na tym samym statku, co ona.
- Najpierw tak czy inaczej trzeba spróbować ją doholować na wyspę - westchnęła, wymijając mężczyznę i kierując się do wyjścia z kajuty. - Wracajmy.
Obrazek

[Złote Morze] Pokład "Siódmej Siostry"

90
POST BARDA
Corin pokręcił głową, rozbawiony tematem, który być może nie pownien go bawić.

- To mamy dwójkę, kto następny? - Zapytał wyzywająco, ale Vera mogła być pewna, że Yett nie szukał sobie wrogów. Każdy raczej go lubił i nawet przeciwnicy mieli do niego szacunek. Inaczej było z Verą.

Corin odłożył na chwilę kota, tylko po to, by sięgnąć po jeszcze jakieś inne drogocenne badziewie i wepchnąć je do kieszeni płaszcza. Piraci mieli to do siebie, że lubili zbierać dziwne, niepotrzebne drobiazgi z dalekich stron świata, które na nic się nie przydawały, ale stwarzały możliwość zarobku.

Kot wrócił pod pachę oficera.

- Tak szybko się mnie nie pozbędziesz. - Błysnął zębami w uśmiechu i wbrew swoim słowom, wyszedł z kajuty.

Umberto miała jeszcze chwilę, by przeszukać kajutę. Zostało im parę, a przy uszkodzeniu Mżawki, może paręnaście godzin podróży. Harlen czekała!

-> Do tematu Wyspa Harlen
Dzięki odkryciu istnienia Kompanii Handlowej Błogosławieństwa Ula, jak również sposobów ich działania, Vera otrzymuje:

+ 1 do Znajomości Polityki

Gratulacje!
ODPOWIEDZ

Wróć do „Baronia Varulae”