[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

16
POST BARDA
Wyjścia z jaskini....nie było. Trafiła na pustkę i mogłaby iść dalej. Wiedziała, ile kroków potrzebowała zrobić, by teoretycznie wyjść, a jednak była tam po prostu ciemność. Zanurzyła się w kompletny mrok i jedynym jej punktem odniesienia był blask ognia. Nic ją nie zaatakowało. Wróciła bezpiecznie do punktu wyjścia i ruszyła w kierunku łuny światła. Zbliżała się stopniowo i dzięki temu słyszała, że muzyka staje się wyraźniejsza oraz głośniejsza. Ludzkie głosy, do tej pory niewyraźnie zamieniały się w śpiewy. Słyszała wyraźnie męski głos, który coś śpiewa. Treść była niezrozumiała, ale nie sposób pomylić tego z niczym innym.
Dochodząc do łuny, mogła stwierdzić, że to tak naprawdę są drzwi. Światło jest wypuszczona ze szpar pomiędzy framugą, a przejściem. Istniała rączka i wystarczyło delikatnie popchać. Za nią wciąż tak samo paliło się ognisko. Samotne na tle otaczającej jej ciemności. Teraz słyszała już muzykę bardzo dobrze. Jest głośna i potrafiła ja rozpoznać. Śpiew także stał się zrozumiały, a przez to rozpoznawalny. Tego typu pieśni śpiewano, kiedy dwójka osób złączyła swe żywoty do końca własnych dni. I choć akcent był jej obcy, ewidentnie było w tym wiele z tego, co znała.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

17
POST POSTACI
Thusnel
Powiedzieć, że było zdziwiona zniknięciem wejścia z jaskini było kłamstwem. Mimo to wciąż poczuła dziwne, puste uczucie w żołądku. Jak gdyby zgubiła krok wchodząc po stoku górskim. Jak gdyby spodziewała się, że coś powinno znaleźć się pod jej stopą, a jednak tam tego nie było. Spodziewała się tego jednak - czy więc śniła? Może to co się działo nie było rzeczywistością? Jak jednak miała się obudzić? Wszak raz obudziła się już ze snu tylko po to by obudzić się z niego jeszcze raz... Jeśli jednak to faktycznie był sen, to czy powinna się czegokolwiek obawiać?
Nie mogąc wyjść z jaskini i jedyne co mogła robić to czekać przy ogniu aż dopali się do końca, ruszyła w kierunku jedynego, bladego źródła światła w przeciwnym kierunku. Nie wiedziała co ją miało tam czekać, ale w ciemnościach nic na nią nie napadło i nie naskoczyło. A im bliżej była światła tym wyraźniejsze śpiewu i hałasu słyszała. Biesiada weselna, tak sądziła. Rozpoznawała rytm, nawet słowa. Słyszała męski głos. Tajemnica dziwacznych świateł też została wyjaśniona. Było to wejścia - takie jak w wiosce, którą zostawiła za sobą. Chyba mówiło się na to drzwi. Thusnel chwilę im się przyglądała i pchnęła je...

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

18
POST BARDA
Otwierając drzwi, ukazała jej się bardzo duża i długa hala, wypełniona sporą ilością ludzi. Pośrodku hali w jednym rzędzie znajdowały się trzy prostokątne paleniska. Służyły one nie tylko temu, by ogrzewać pomieszczenie. Nad nimi znajdowały się specjalne zaprojektowanie ruszty, których zadaniem jest gotowanie jedzenie. Z kociołków wydobywa się kuszący zapach potrawek. Miesza się on z zapachem pieczonego mięso, które wisi na następnym palenisku. Tylko one znajdowały się na kamiennym podłożu, kiedy reszta parkietu została wykonana z drewna. Daleko po prawej i lewej stronie od paleniska widziała rzędy stołów i ław. Na drugim końcu hali, który był naprzeciwko, niej widziała tylko jeden taki mebel długi i z jedną ławą przy ścianie. Tutaj wisiały różne głowy zwierząt, robiące za trofeum. Muzykanci znajdowali się na prawo od niej.
Na kolumnach utrzymujących sufit oraz ścianach pochodnie rozświetlały całe domostwo. Dlatego było tu tak jasno. Każdy stół był wypełniony jadłem i trunkiem. Niczego nie brakowało. Oczywiście nie sam wygląd hali mógł zaskakiwać, a to, kto wypełnia to miejsce.
Pomieszczenie wypełniali ludzi. Przy stołach było ich pełno, a także na tym naprzeciwko niej. Pili, śmiali się, opowiadali rozmaite historie. Panowała wrzawa, którą ja uderzyła po otwarciu drzwi. Na podwyższeniu na samym środku stolika siedział wódz osady. Po jego lewej małżonka, po prawej najstarszy syn. Przy tym samym stole siedział szaman, a także reszta dzieci przywódcy z wyjątkiem jednego miejsca, które obecnie było puste. Najstarsza córka tańczyła z mężczyzną pomiędzy paleniskami, a stołami. Ten swoisty parkiet także był wypełniony innymi parami.
Dodatkowo służba, która krzątała się pomiędzy gośćmi i kuchnią.


I choć pierwszy raz tych ludzi widziała na własne oczy, umiała ich nazwać po imieniu. Każdego z osobna, a także powiedzieć, czym się zajmuje w tym miejscu. Hielkar, wódz. Maulki, jego żona. Olinaken, szaman. Optia, tańczacą córka. A to nie koniec niespodzianek, bo kiedy ledwo otworzyła drzwi, usłyszała doniosły głos jednego z myśliwych. Wyższego i szerszego w barach wojownika o gęstej, czarnej brodzie, brązowych włosach na środku i wygolonego po bokach. Posiadał na twarzy tatuaż. Dwie poprzecznie linie idące od czoła przez lewe oko aż do podbródka. Nazywał się Tarak.
- Łowczyni! - Rozległ się jego tubalny głos mężczyzny. - Myśleliśmy, że już nie przyjdziesz na zaślubiny córki wodza. Robiliśmy zakłady. - Zaśmiał się głośno. - Właź do środka, bo jeszcze jakieś zimne licho wpuścisz. - Mężczyzna chwycił ja za ramie w uścisku wręcz niedźwiedzim i poniekąd wepchnął do środka, zamykając za nią drzwi. Popatrzył nań wesoło i ja puścił. Mogła zauważyć, że mężczyzna był jej życzliwy i nastawiony przyjaźnie.
- Znajdzie się i miejsce dla ciebie. - Powiedział i krzyknął tak głośno, że udało mu się na chwile zagłuszyć. Siłę w płucach to on miał.
- Robić miejsce dla łowczyni, bando pijaków. - I zaraz wiele spojrzeń zwróciło się w jej kierunku. Jakby tego było mało, pojawiły się przepychanki, by zrobić jej miejsce. Parę osób uniosło kufle, by pokazać, że tu jest wolne miejsce. A że przed chwilą kogoś zepchnęli do tyłu? To już był mniejszy szczegół.
Ostatnio zmieniony 08 maja 2022, 18:28 przez Naf, łącznie zmieniany 1 raz.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

19
POST POSTACI
Thusnel
Thusnel była zszokowana widokiem, który zastała za drzwiami. Nie chodziło tylko o wygląd całego wnętrza, wybudowanego z kamienia i drewna, czegoś czego nigdy w życiu nie widziała, poza zniszczonymi resztkami wioski na zewnątrz, które nie dorastały splendorem temu budynkowi. Była zszokowana widokiem dziesiątek, jeśli nawet nie setek ludzi, którzy się bawili w najlepsze, jak gdyby nieświadomi tego co się stało na zewnątrz. Jak się zresztą tu znaleźli? A właściwie - gdzie była ona? Bowiem wejście do jaskini zniknęło. Czy aby raz jeszcze śniła czy może była poddana omamom wzrokowym? Być może zapach jaki czuła wcześniej w jaskini był czymś trującym i miała zwyczajne majaki? Ale nawet jeśli tak było, to atmosfera tu panująca nie nastrajała ją do tego by myśleć o tym szczególnie dużo. Ludzie się tu bawili, a ona, która spędziła ostatnie tygodnie w dziczy i walcząc o przetrwanie niewątpliwie zasłużyła na odrobinę rozlużnienia, czyżnie?
Jeszcze większym szokiem napawało ją to, że wszystkich tu znała, choć nigdy ich nie spotkała. Czy trafiła do jakiegoś świata duchów? Kimże byli ci ludzie? To znaczy - wiedziała kim byli. Tam oto siedział wódz ze swą rodziną, a każdego mogła wymienić z imienia. Szybko się miało jednak rozwiać jej wątpliwości co do świata duchów, gdy jeden z tutejszych ludzi, wziął ją w potężny uścisk, gdzie aż stęknęła gdy poczuła jak jej żebra się uginają do wewnątrz i zmuszają ją do wypuszczenia powietrza z płuc. Duchy by czegoś takiego nie mogły zrobić, prawda? Każdy wiedział, że były na wpół przezroczyste i przenikały przez wszelkie ciała i obiekty, a gdy to robiły, można było poczuć lodowate zimno.
- Gdzie... Gdzie ja jestem? - Zapytała się zdezorientowana i nie mając większego wyboru ruszyła do jednej z ław przy której zwolniło się miejsca. Nim tam jednak doszła rzuciła jeszcze spojrzeniem przez ramię, szukając drzwi, które za nią zamknięto. Wciąż tam były czy może magicznie zniknęły, podobnie jak wcześniej wejście do jaskini? Zostanie tu już na zawsze? - Kim jesteście? Co tu się dzieje?

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

20
POST BARDA
Tarak popatrzył na nią, zaskoczony tym pytaniem. Podrapał się po brodzie w wyrazie zadumania. Thusnel miała wrażenie, że zadała tak oczywiste pytanie, iż myśli mężczyzny nie mogły przez chwile tego zrozumieć. To tak, jakby zadać pytanie, jak nazywa się własna matka. Po chwili na twarzy tego mężczyzny pojawiło się zrozumienie, jakby coś sobie uświadomił.
- A szaman mówił, by tego nie pić. - Powiedział do siebie, kręcąc głową. - To nasza wioska, Hindetsjarf. Twój dom. - Odpowiedział i ruszył w stronę grajków, by do nich dołączyć, jako śpiewak. Mocny głos rozległ się po hali, docierając do najdalszego ucha. Pieśń ludów północy, znana każdemu mieszkańcowi. Thusnel rozpoznała ją bez problemu. Opowiadała ona historie wojownika, który musiał zjednoczyć klany, by przedstawić się najeźdźcy z południa. Drzwi, za którymi wyglądała, są w tym samym miejscu. Nie zniknęły, jak wejście do jaskini.

Mężczyźni, do których się przysiadła, popatrzeli na siebie, zaskoczeni. Najbliżsi wokół niej, zaczynając od jej prawicy: Idar, Mads, Rainer. Po lewej: Walid, Viljar, Dagfinn. Naprzeciwko miała, patrząc z prawej strony do lewej: Birger, Pelle, Sverre, Henrich, Ammar, Jens. Jedzenie przy stole kusiło zapachem. Nęciło zmysły, budziło burczenie brzucha i pobudzało apetyt. Specyficzny zapach północnego piwa także unosił się przy niej.
-Nie poznajesz nas? - Zdziwił się Sverre.
- Ona na pewno się zgrywa, debilu. Zawsze dajesz się na to nabrać. - Odpowiedział mu ze śmiechem Jens.
- Ona nie udaje. - Stwierdził Walid, który patrzył na jej zdezorientowaną minę.
- Gadasz...- Birger umilkł, także to dostrzegając.
- Kurwa, ona to piła! -
Dodał Dagfinn.
- Łowczyni, jakie demony cię podkusiły, by spróbować tego zielonego gówna od Bjerga? - To imię kojarzyło się z wioskowym gorzelnikiem.
- A Szaman mówił, że to niebezpieczne. No i dupa. Łowczyni pewnie jeszcze tego nie wyleczyła. - Do tych słów dołączył Pelle i wszyscy zaczęli złorzeczyć Bjergowi. Widać było, że dziwne alkoholowe eksperymenty w tym miejscu było zawsze jego dziełem.
- Później chłopaki dobierzemy mu się do dupy. - Stwierdził Ammar.
- Racja. Trzeba wyjaśnić wszystko łowczyni. - Dodał Mads.
- I tak gadacie, a gówno przybliżacie. - Fuknął na nich Viljar. - To zaślubiny córki wodza z Hjegretem. Właśnie trwa zabawa z tego powodu. - Wyjaśnił jej na szybko ten mężczyzna.
- Przypomnisz sobie nas. Zaopiekujemy się tobą, łowczyni. - Dodał Rainer.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

21
POST POSTACI
Thusnel
Tak. Thusnel zdecydowanie była zdezorientowana. Jednego była jednak pewna - nie piła żadnego, zielonego gówna od Bjerga. Prawdę mówiąc od dłuższego czasu przyszło jej żyć na wodzie ze śniegu i pamiętałaby, że wypiłaby coś co ją sponiewierało, a przynajmniej powinna była pamiętać. W końcu gdy człowiek się upije do nieprzytomności, to następnego ranka czuje łupanie w głowie jakby ktoś rozwalił mu czaszkę toporem na pół. Tu chodziło jednak o coś innego i nie mogła pojąć co... Jak się tu znalazła i czemu? Kim oni byli i co tu robili? Otrzymywała oczywiście odpowiedzi, ale jej nie pasowały. Była tu obca, a zdawało się, że każdy ją tu zna. Ba! Znała wszak ich! To było... skomplikowane i trudne do ogarnięcia.
- Nic nie piłam od Bjerga. - Powiedziała i wpatrywała się w jedzenie i napitkiem przed sobą z zaintrygowaniem z jednej strony, ale i głodem w oczach z drugiej. Wszystko tu było takie realne. Czy jedzenie też było prawdziwie? Cóż... Musiała spróbować. - Sama też potrafię o siebie zadbać. Nie jestem żadną gładkolicą pannicą z południa co to drży na widok krwi czy drwa sobie do ogniska nie potrafi narąbać. Zastanawia mnie po prostu... Huh. Kim jestem? Łowczynią, ale żaden z was jeszcze nie nazwał mnie po imieniu. - Thusnel przekrzywiła głowę i spojrzała się z zainteresowaniem na sąsiadującego z nią męża, ocierając tłuszcz z twarzy.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

22
POST BARDA
I na pewno wszyscy patrzyli się na nią przyjaźnie. Nie dotyczyło to tylko tych konkretów mężczyzn, a także inne osoby, które przechodząc, zwyczajnie ją pozdrawiały. Jakby była kimś ważnym dla nich? Może po prostu z rzadka pojawiała się na takich zabawach? Nie mogła mieć pewności, a w głębi dusza czuła, że znała odpowiedź, tylko jej umykała.
- Nie? To dlaczego wyglądasz na taką zakłopotaną? - Zapytał Pelle, który chyba najszybciej przyswoił sobie owa informacje. Dla nich to w istocie była sporo zagadka, bo znali ja przecież tyle lat. Mogli opowiadać o wielu jej dokonaniach, a teraz zachowywała się dla nich w taki sposób, że budziła braterski zmartwienie.
- Ależ my to doskonale wiemy. - Powiedzieli prawie jednocześnie i parsknęli gromkim śmiechem. - Wiemy dobrze, jaka bitna z ciebie dziewoja. Jak cię kiedyś Unes... - To jeden z synów Sverra... - mówił ci, że nadajesz się do domu na praczkę, to go tak pobiłaś, że moja kobieta prawie go nie poznała. A i oberwał jeszcze od nas, szamana i paru innych osób za głupoty. Biedakowi po cyklu wybaczyłaś, bo inaczej nie miał życia tu. - I jak o tym Sverr opowiadał, w jej głowie pojawiło się wspomnienie tego. Młodszy od niej mężczyzna, szerszy w barach, wyższy. Po prostu większy od niej, a leżał w śniegu gdzieś w lesie obity okropnie. Ona patrzyła ze złością w niego. Przypomniała sobie nawet słowa, jakie do niego skierowała: ~ Jeszcze raz tak powiesz, a następnym razem obudzisz się goły w jaskini niedźwiedzia. ~ Syknęła wtedy jeszcze ze złości i zostawiła go tak.
- Sprawdzasz nas. - Stwierdził rozbawiony Jens.
- Często tak prowokujesz, ale już nie ma naiwnego, co przegra zakład z tobą. - Parsknął ze śmiechu Idar.
- Każdy wie, że jak miałaś dziesięć cykli, przyrzekłaś bogom w obecności szamana, że zdradzisz swe imię temu, którego uznasz za godnego. Wielu próbowało stać się taki w twoich oczach, ale nikt nie podobał do tej pory. - Dodał do poprzednich słów Viljar. I to wspomnienie się obudziło. Złożona przysięga milczenia w jaskini, przy obecności szamana i posągowi bogów. To była doniosła chwila z obrzędem, gdzie nakreślone zostały jakieś symbole na jej twarzy. Słowo wzniesione, krew niedźwiedzia pod posągiem przelana jako potwierdzenie przysięgi. I jeśli spróbowałaby powiedzieć własne imię kiedykolwiek, coś jej to uniemożliwiało. Pojawiała się blokada, której nie mogła przełamać. A jeśli spróbowała jedzenia w którymś momencie, to wyczuła smak soczystego, pieczonego mięsa. Tłuszcz spływał po jej ustach i kapał na stół. Potrawka delikatna, o mocnej ziołowej nucie i wyśmienite piwo.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

23
POST POSTACI
Thusnel
O co im chodziło? Przecież nikogo nie pobiła... Aaa. Faktycznie. Teraz jak jej powiedzieli i się nad tym zastanowiła, to faktycznie było tak jak mówili. Jak mogła o tym zapomnieć? Wygląda na to, że tygodnie spędzone w dziczy i brak kontaktu z innymi ludźmi musiało źle na nią wpłynąć. Zapominała takie ważne wydarzenia ze swojego życia! Można wręcz powiedzieć, wydarzenie którą ją definiowało w życiu klanu! Wtedy dopiero się wszyscy poznali z kim mają do czynienia! No i nie powinna być zdziwiona, że nie znali jej imienia, prawda? W końcu złożyła przysięgę przed szamanem jak miała dziesięć cykli, że nikomu go nie zdradzi, prawda? No właśnie! Nawet sama nie mogła go powiedzieć na głos...
Coś się jednak jej nie zgadzało. Początkowo nie wiedziała co, ale po chwili do niej dotarło, że nawet jeśli złożyła tą przysięgę mając ledwo dziesięć cykli, to przez pozostałe dziewięć musiała mieć imię i musiano ją znać w osadzie, tak jak ona doskonale znała wszystkich innych. W końcu czy nie była częścią ich społeczności skoro się wszyscy tak dobrze znali? Skoro ona znała ich tak dobrze?
Thusnel odłożyła kawałek mięsiwa, które dopiero co spróbowała i kufel piwa, którym spłukała sobie gardło. Coś było tu bardzo nie w porządku. Nie powinna była tu być. Nie należała do tego miejsca i jakkolwiek chciałaby tu zostać, to czuła, że jeśli byłaby tu zbyt długo, to straciłaby samą siebie.
- Macie rację! Żartuję sobie z was. - Powiedziała ze śmiechem, a potem sprzedała kuksańca w ramię jednemu z nich nim wstała z zajmowanego przez siebie miejsca. - Przejdę się, przywitam z innymi i porozmawiam! - Powiedziawszy to wstała z zajmowanego przez siebie miejsca i zaczęła kierować swe kroki w przeciwną stronę pomieszczenia by po chwili zacząć "dryfować" z powrotem w kierunku drzwi którymi weszła.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

24
POST BARDA
Wystarczyło, że o tym pomyślała, a odpowiedź przyszła do jej głowy momentalnie. Imiona w Hindetsjarf nadawano dwa razy. Pierwsze, tymczasowe po narodzinach, a drugie otrzymywało się po zostaniu się dorosłym. By tej sztuki dokonać, należało przeżyć Rytuał Przejścia. Dotyczył on każdego - mężczyzn i kobiet. I wtedy, wraz ze wkroczeniem na nową drogę, otrzymywało się prawdziwe imię. Nikt nie zapamiętywał tych tymczasowych, bo i tak nie przekazywano je nawet w pieśniach. Ona była pierwsza, która ukrywa tę informację.
- Już nas opuszczasz? - Zapytał Dagfinn, nie ukrywając rozczarowania, bo ewidentnie liczyli na jej towarzystwo.
- No, rozumiem go. Mieliśmy nadzieje na kolejną twoja opowieść. - Dodał Ammar. Reszta mniej lub bardziej potwierdzała ich słowa, ale nie zatrzymywano niej.
- Powodzenia zatem. - Rzucił Sverre i popatrzyli na chwile, jak odchodzi. Reszta osób, jak się kierowała w przeciwną stronę, próbowała robić jej miejsca, acz ta dryfowała, jakoby chciała opuścić. Nie próbowała jadła i trunków. Żołądek poprzez gniewne burczenie dawał znać, że nie podobało mu się to. Tyle pysznego jedzenia go omijało.
Thusnel była blisko drzwi, kiedy podszedł do niej Gannush, jeden z synów wodza w podobnym jej wieku.
Spoiler:
Ten mężczyzna budził w niej mieszane uczucia. Z jednej strony czuła do niego pewną sympatię, ze względu, że parę razy ocalił jej tyłek przed różnymi bestiami. Miał jednak swoje wady, jak fakt, że to najmądrzejszych osób to zdecydowanie nie należał. Thusnel czuła, że mogła się przy nim dobrze bawić, ale nie był godny. Starał się o nią od wielu cykli i nie poddawał się w próbach.
- Zaczekaj łowczyni. Tak rzadko cię widujemy. - Nie zamierzał chyba mówić, że on ją prawie nie widział w osadzie. - Zatańcz ze mną. Jeden taniec. - Czy to duża prośba? Muzyka zachęcała do tańców, a kiedy ostatnio miała okazje się zabawić? Przeważnie spędzała czas poza osoba.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

25
POST POSTACI
Thusnel
Gdy już się nad tym zastanowiła i stwierdziła, że należy wyjść, kolejne wspomnienie niczym oślizgły wąż morski wpełzł do jej umysłu starając się jej wytłumaczyć czemu nikt nie znał jej imienia. Przecież prawdziwe imię otrzymywało się dopiero po Rytuale Przejścia! Tu znowu pojawił się jednak zgrzyt w jej umyśle kiedy uświadomiła sobie, że przecież ona jeszcze go nie przeszła. Całe jej przybycie tutaj wiązało się z tym, że chciała przejść rytuał! Poza tym była pochodziła z klanu Folvangra, tu imiona dostawało się na całe życie i ich nie zmieniano. No i, intensywnie myślała, skoro złożyła przysięgę, że nie wyjawi swego imienia mając dziesięć księżyców, to nie mogła być wszak dorosłą! Miała bowiem tylko osiemnaście lat! Kroki Thusnel przyspieszyły. Już przestała dryfować i całkowicie skupiła się na tym by jak najszybciej dostać się do drzwi nim do jej umysłu napłyną kolejne wspomnienia i wreszcie nie będzie mogła z nimi walczyć.
Ale oczywiście, nie mogła tak po prostu wyjść. Drogę zastąpił jej Gannush, syn wodza. Wiedziała już, że miał na nią ochotę. Oczywiście, kto by na nią nie miał? Lubiła o sobie myśleć, że podoba się chłopcom, a kobiety jej zazdroszczą urody. Co by nie mówić, faktycznie, była ładna. Teraz to jej jednak nie pomagało. Wiedziała już jednak, że Gannush nie był szczególnie bystry, dlatego też uśmiechnęła się jeno do niego i rzekła.
- Przyznam ci twoje życzenie jeśli odpowiesz mi na jedno pytanie. - Zawahała się na moment nim powiedziała zagadkę. - Jest to wszędzie, ale zarazem nigdzie, za wyjątkiem miejsca w którym coś jest. Co to jest?

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

26
POST BARDA

Wspomnienia pojawiały się jedno po drugim. Im bardziej szukała we własnej głowie odpowiedzi, to one się pojawiały. Rytuał przejścia miała w wieku piętnastu wiosen i wtedy tez stała się dorosła. Przypomniała sobie miesiąc, który określał próbę. Musiała przeżyć z dala od wioski, pozbawiona broni oraz narzędzi aż trzydzieści nocy. Spotkała wilki, niedźwiedzie, tygrysy. Każdy dzień był swoistą walką z niesprzyjająca pogodą. Pamiętała noce i wątpliwości, które wtedy się pojawiły. Czy dobrze zrobiłam? Czym jest życie? Czy tego chce? Może się wyrwać z tej wioski? Miała sporo czasu na przemyślenia ważnych dla niej kwestii, które ukształtowały ją taką, jaką jest.
Kolejna myśl i tajemniczy podszedł w jej głowie, podpowiadający, co było dalej. Obudził następne wspomnienia. Jej ojciec - Beograk Odważny, wprowadzał ją w tajniki polowania, uczył wszystkiego o przetrwaniu dziczy, a także opowiadał historie zapierające dech.


Kim była? Co było prawdziwe, a co jedynie ułudą? Czy te inne życie w innym miejscu tylko jej się śniło i teraz to znikało, wraz z tym, iż obudziła się teraz?

Gannush uśmiechnął się pewnie, usłyszawszy jej słowa. Był przekonany, że cokolwiek nie wymyśli, na pewno będzie miał swój taniec. W końcu pragnął go i miał nadzieje, że odnajdzie drogę do jej serca.
- Śmiało je zadaj. - Zachęcił ją, a kiedy słowa opuściły jej ciało, mina mu zrzedła. Można by się śmiać, że przypominał trolla, który właśnie stracił rezon. Zdecydowanie to pytanie było takowe, które w jego główce zrobiło umysłową sieczkę.
- Eeee...- Gorączkowe myślenie logiczne zdecydowanie mu nie służyło. Nie był z takiej gliny po prostu ulepiony.
- Powietrze? - To jedyne, co mu przyszło do głowy. W końcu ono jest wszędzie tak? I jak coś gdzieś włożysz, to go być nie może! Tak wydedukował i nawet był pełny swojego, podczas odpowiadania. Uśmiech mu wrócił na twarz.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

27
POST POSTACI
Thusnel
- Muszę przyznać Gannushu, że całkiem sprytna odpowiedź, choć nie do końca poprawna. Powietrze jest wszędzie, owszem. Poprawna odpowiedź jednak, to "nic". Mimo wszystko jestem pozytywnie zaskoczona... Choć nie na tyle, by dać ci dziś taniec. - Uśmiechnęła się, nieco wymuszenie bo wcale tępy typ osiłka nie był tym co ceniła w mężczyznach. - Zapamiętam to sobie! Tymczasem... - Thusnel spróbowała go wyminąć i ponownie udać się do drzwi. Jej umysł stawał się coraz większą sieczką im dłużej tu była. Teraz zastanawiała się czy na pewno powinna wyjść. W końcu może to wszystko co do tej pory się działo, to tak naprawdę sen, a nie rzeczywistość? Może przebywanie tutaj było rzeczywistością, a nie dziwnym snem i ułudą czy przekleństwem. W końcu było to takie realne...
Drzwi... Musiała. Stąd. Wyjść.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

28
POST BARDA

- Kiedyś mi się uda. Masz moje słowo, łowczyni. - Odpowiedział jej, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że niewiele mógł zrobić. Spróbował i po raz kolejny mu się udawało. Nie rezygnował, choć mógłby mieć inne. W głębi swego serca Gannush czuł, że to była mu pisania kobieta. Po prostu nie spodziewał się, że droga jest tak trudna i wyboista.
- Wtedy też zaskoczę cię nie jeden raz. -
I z tymi słowami odszedł, pozostawiając ją samą. Teraz nikt nie przeszkadzał jej w opuszczeniu budynku. Pchnęła drzwi i po chwili uderzył ją chłód zimnego powietrza.


Pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to niedalekiej odległości od wejścia znajdował się kamienny totem. Przedstawiał na samej górze głowę tygrysa, a na dole symbole czterech żywiołów. Tylko teraz widziała go od tyłu. Następnie drewniane domostwa, również nie noszące śladów zniszczeń, będące pokryte śniegiem. Wcześniej widziała ich zgliszcza i resztki, a teraz były w swej pełnej krasie. Drewniany mur widoczny na samym końcu. Cały, zadbany i spełniający swe zadanie. Brama zamykała dostęp do zewnętrznego świata, a z wieżyczek szło wypatrywać zagrożenia z daleka. Muzyka tak blisko tej największej budowli, zagłuszała inne dźwięki. Jest ciemna noc i delikatnie pada śnieg

Widziała, jak w jej stronę biegł wartownik. Jeden z tych, który dziś pełnił służbę. Miał pecha, że nie mógł dziś bawić się z innymi, acz ochrona wioski była zadaniem najważniejszym tutaj. Minął ją, gdyż odsunęła się z drogi. Ten nawet jej nie pozdrowić. Widać miał do przekazania ważną wiadomość.
- Klan Burzy atakuje. Są przy bramie! - Krzyknął i muzyka ucichła momentalnie. Wtedy usłyszała mocno stłumione odgłosy walki, dochodzące właśnie z okolic bramy. Zaraz ludzie, którzy byli w środku, zaczęli wybiegać, by stawić czoła przeciwnikowi, który ośmielił się zaatakować ich dom.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

29
POST POSTACI
Thusnel
Uf! Udało się jej zbyć Gannusha i wreszcie wyjść na zewnątrz! Bogowie, co za ulga! Powiew zimnego powietrza z zewnątrz był taki orzeźwiający i cieszący. A więc wyjście do jaskini zostało na nowo otwarte i będzie mogła opuścić to miejsce i zająć się swoimi sprawami. Niestety radość była przedwczesna. Okazało się, że koszmar w którym była trwał dalej. Wokół nie było jaskini i wyjścia z niej, a jedynie osada którą widziała wcześniej, ale nie zrujnowana a wyglądająca normalnie, w szczycie swej chwały.
- Nie, nie, nie... NIE! - Dlaczego tu była?! Chciała się stąd wydostać! NIECH JĄ STĄD WYPUSZCZĄ! Czy ktoś sobie robił z niej okrutne żarty? Demony? Duchy? Bogowie? A może jakie Licho? Jej próba miała wyglądać zupełnie inaczej - miała wyjść, upolować Yetiego i wrócić po miesiącu. A zdaje się, że błąka się w czasie i przestrzeni, nie wiadomo jak daleko od swojego domu i coraz mniej wiedząc kim jest! Teraz jednak miała okazję by zbadać wioskę bliżej, choćby ten totem który to stał, a który musiała wcześniej zignorować... Albo wejście do jaskini z tajemniczym symbolem. A to, że strażnik rzucił się w jej kierunku i coś krzyczał o ataku? Cóż. Tym się nie przejmowała w tym momencie. Czuła, że działały tu jakieś mroczne siły, które ją tu uwięziły lub magia czy inna klątwa. Jakimś sposobem cofnęła się w czasie... Albo miała wizję! Albo jakimś cudem wcięliła się w rolę Łowczyni. Poza tym, wioska została już zniszczona i spalona, przecież to widziała na własne oczy, a przeznaczenia się nie dało uniknąć.
Dlatego też, niemalże ignorując całe zamieszanie, obeszła wioskowy totem i zaczęła mu się przyglądać.

[Zachodnie Ghuz-Dun] Opuszczona wioska

30
POST BARDA
Nie było odpowiedzi na jej pytanie. Mogła jedynie sama poszukać odpowiedzi na to pytanie, o ile faktycznie nadal uważała, że nie pochodzi stąd. Dlaczego sądziła, że tamta kobieta Uratai jest prawdziwa, a nie wymyślona? Jak mogła odróżnić, które jej wspomnienia są tymi właściwymi? Łowczyni była tu i teraz. Miała przyjaciół, rodzinę, wioskę blisko siebie, która była atakowana właśnie w tej chwili. Kto byłby spokojny, gdyby atakowało twoją własną osadę? Czy gniew i złość, które zaczęła czuć w sobie, zrodzone z nienawiści do klanu Burzy są tymi fałszywymi? Przecież tak łatwo było wyładować swoje emocje na wrogach. Wystarczyło wyciągnąć łuk i zacząć strzelach w obronie tego, co było jej bliskie.

Kamienny totem przedstawiał cztery żywioły. Trzy główne, którym oddawana jest cześć, czyli: ogniu, lodowi i wietrze. Ostatnim jest symbol, który można uznać za kamień. Ten ostatni nigdy nie miał swoich "wyznawców", a przynajmniej we wspomnieniach Thusnel. Łowczyni wierzyła, że ten żywioł odpowiada za trwałość i stabilność, która zapewne przetrwanie w niesprzyjających czasach. Reszta jest zmienna, a on zawsze taki sam. Na samym szczycie widniała wykuta głowa tygrysa. Dla Łowczyni miał to wymierny symbol i uznawany był za zwierzęcego ducha opiekuńczego osady. Stąd też ludzi z tej wioski nazywa się klanem Tygrysa. Czyżby to oznaczało, że sporo mieszkańców jest ze sobą spokrewnionych w jakiś sposób?

Walka, która ignorowała, przybierała mało pozytywny obraz. Z jakiegoś powodu drzwi, które strzegły osady, otworzyły się i barbarzyńcy zaczęli wlewać się potokiem ludzi do środka. Prawie wszyscy mężczyźni próbowali powstrzymać przeciwników, by się nie przedostali. Paru słabszych i sporo kobiet rozpoczęło ewakuacje do jaskini, gdzie jak wierzyli, będą w stanie się skryć. Trup ścielił się gęsto, a okrzyki bojowe dominowały pole bitwy.
Licznik pechowych ofiar
1, 2, 3, 4
ODPOWIEDZ

Wróć do „Salu”